- Opowiadanie: Kaishock - Trzy neony

Trzy neony

Cześć!

Dzielę się z Wami krótkim tekstem w którym próbuję ująć kwestię przemijania ubraną w szaty post-apokaliptycznej Saskiej Kępy :).

Dyżurni:

Finkla, bohdan, adamkb

Biblioteka:

NoWhereMan

Oceny

Trzy neony

Ulice, po których chodzę, są śladem na to, że istniało życie przede mną.

Tak pomyślałem przemierzając wyślizganą, błyszczącą brukową kostkę przy stacji benzynowej.

– Co bierzemy? – spytał Berg.

Berg był moim spoiwem z przeszłością. Dobrze pamiętał życie, nawet lepiej niż ja, chociaż to ja tutaj mieszkałem.

– Po piwku, a co – odparłem.

– Xszeniczne?

– Może być.

Berg wszedł na stację i zamówił w automacie dwa xszeniczne piwa. Robot nalał alkoholu do dwóch zwrotnych, półlitrowych butelek. Berg podziękował i opuścił sklep.

– Trzymaj.

Wręczył mi otwartą już butlę, a ja przyjąłem ją bez słowa. Skierowaliśmy się w stronę ronda.

– Widzisz ten zakręt?

Wskazał na boczną, jednokierunkową uliczkę. Skinąłem głową, dobrze znałem tę okolicę.

– Raz szedłem od Francuskiej – ciągnął Berg. – I wlazłem właśnie w tę uliczkę. Gdy dotarłem na tyły tego apartamentowca, myślałem, że się zgubiłem.

– Ale Berg – zaprotestowałem. – To jest jedynie projekcja architektoniczna, dla turystów.

– Teraz tak – odparł. – Ale to był ten. Lub tamten, sam już nie pamiętam.

Skinąłem na znak, że rozumiem. Przeszliśmy przez przejście dla pieszych i dotarliśmy pod bar. Powybijane okna szczerzyły się do nas szklanymi kłami. Berg pociągnął spory łyk z butelki, a ja w ślad za nim.

– Wygląda mi na zamknięte – powiedziałem.

– Racja – przyznał Berg. – Idziemy do parku?

Wzruszyłem ramionami. Dawno nie znalazłem się na otwartej przestrzeni sektora o tej godzinie. To była miła odmiana. Przedarliśmy się przez pustą jezdnie, aby zasiąść na pomalowanej na żółto ławeczce. Pociągnąłem łyk piwa i spojrzałem na pobliskie drzewa szumiące pod delikatnym, jesiennym wiatrem.

– I co teraz? – spytałem.

– Teraz sobie wyobraź trzy neony.

– Jak nad drzwiami lokali?

– Dokładnie. Wyobraź sobie, że to twoja przeszłość. Pierwszy z nich jest czerwony, drugi żółty, a trzeci niebieski.

– Układane są według niebezpieczeństwa?

Berg uśmiechnął się i wypił trochę piwa.

– Zależy to od ciebie. Co pojawia ci się w głowie jako pierwsze gdy myślisz o czerwonym?

Odchyliłem głowę na ławce, aby dobrze pomyśleć. Czerwone, czerwone…

– Czapka Mikołaja?

Berg wyglądał na zawiedzionego.

– Serio?

– Miała być pierwsza myśl – usprawiedliwiłem się.

– A może coś bardziej duchowego? Wysil się na jakąś metaforę, no dawaj.

Zamknąłem oczy. Wbrew sobie, byle zadowolić Berga, począłem szukać czerwonych emocji w moich wspomnieniach. Co we mnie żyło i przypominało o sobie na tę prostą komendę. Czerwony neon…

– Meksyk – wypaliłem. – Rozgrzana do czerwoności patelnia nieskończonego piasku skąpana w zachodzącym słońcu.

– Dlaczego? – zdziwił się Berg.

– No co? Chciałeś czerwone, to masz czerwone jak czapka Mikołaja.

Berg przez chwilę analizował moją odpowiedź. Potem znów wziął łyka piwa i spojrzał na mnie swoimi przenikliwymi oczami.

– No to następne. Co mi powiesz o żółtym?

– Do czego to w ogóle prowadzi?

– Nie wiem – przyznał. – Wymyśliłem to przed chwilą.

– Pierdolisz.

– Wcale nie. Uznałem, że takie skojarzenia mogą być ciekawe.

– Dla kogo?

– Zależy od odpowiedzi, prawda? – odparł uśmiechając się.

Nie skomentowałem. Wlepiłem za to wzrok w zimną, białą koronę stadionu przebijającą się między opadającymi liśćmi parkowych drzew.

Żółta emocja…

– Ogromne, sięgające horyzontu pola xszenicy – powiedziałem w końcu. Podniosłem butelkę i spojrzałem przez mętny płyn na otaczający nas świat. – Bujające się z boku na bok, tworzące iluzję płynnej materii.

– Jak powierzchnia wody?

Zadrżałem. Upiłem płynnej xszenicy.

– Jak powierzchnia wody Berg, dokładnie. Wiesz już coś na mój temat?

– Nic a nic – uśmiechnął się tajemniczo. Zawsze taki był. Cholerna enigma, ten Berg.

– Jaki był ostatni kolor?

– Niebieski.

Coś mnie ścisnęło w sercu. Dlaczego tak się bałem tego koloru? Nagle zapragnąłem uciec, byleby tylko nie odpowiadać, byleby się nie mierzyć z tą emocją przeszłości. Bo tutaj odpowiedź pojawiała się natychmiast. Starałem się skupić na szumie drzew, nie myśleć na niebiesko, nie myśleć…

– Śmiało – zachęcił mnie. – Po prostu to wyrzuć.

Przecież to takie proste.

– Paskudna głębina, chłód, zimno wdzierające się do płuc. To nawet nie jest niebieski. Wpada w coraz ciemniejsze spektrum, aż zostaje tylko czerń. Czerń i pustka, Berg. Czy czeka nas coś więcej…?

Berga nie było. Siedziałem sam na pustej obdrapanej ławce. Kikuty drzew straszyły ostrością kształtu, szkielet stadionu zupełnie już zardzewiał, nie było wieżowców przy Lipskiej, stacja dawno temu została rozkradziona. Siedziałem sam na pustej obdrapanej ławce a w dłoni trzymałem lepką od brudu butelkę.

Już nie było przyjemnie, ani trochę. Wstałem, niechętnie akceptując rzeczywistość i wróciłem na drugą stronę ulicy – brakowało na niej życia. Minąłem uliczkę z wieżowcami, gdzie żadnych wieżowców już nie było. Wolałem nie patrzeć w tym kierunku, bojąc się, że ponure fundamenty mnie pożrą. Dotarłem w końcu tam, pod niegdyś białą ścianę kamienicy.

Trzy neony na budynku dawno temu już zgasły, a był czerwony („Antykwariat”), żółty („Bukmacher”) i niebieski („Stomatolog”).

Nie istniał już rozgrzany do czerwoności Meksyk, ani uginająca się pod ciężarem kłosa xszenica. Została tylko zimna pustka. Niebieska myśl umykająca do głębin. Ale nie istniały już głębiny, wszystkie morza i oceany wyschły.

Nie było też Berga.

Byłem jedynie ja. Ostatni nośnik ludzkiej pamięci. Czerwony, żółty i niebieski. Nie mogę zapomnieć choćbym nie chciał już pamiętać.

Czerwony, żółty, niebieski. Trzy neony. Pamiętaj. Ulice, po których chodzę są śladem na to, że istniało przede mną życie.

Tylko co będzie po mnie?

Koniec

Komentarze

Płytki, po których chodzę, są śladem na to, że istniało życie przede mną.

Tak pomyślałem przemierzając wyślizganą, błyszczącą brukową kostkę

Kostka brukowa to z całą pewnością nie płytki.

Przedarliśmy się przez pustą jezdni[ę]

Czemu “przedarliśmy się”? Co im przeszkadzało?

Jaki został ostatni neon?

Nienaturalne.

Kikuty drzew straszyły swoją ostrością kształtu

Pomysł nienowy, ale podany przyzwoicie. Początek jest trochę niemrawy, późniejsza rozmowa zdaje się prowadzić donikąd (zgodnie z prawdą zresztą), ale w finale pojawia się nutka nostalgii, smutku, która ratuje ten tekst przed zupełną nijakością. Mimo wszystko nie zaszkodziłoby mu małe strzyżenie, kilkaset znaków mniej, albo przeciwnie – lekka rozbudowa bohatera tak, by dało się z nim zżyć i naprawdę poczuć jego stratę.

Fabuła pretekstowa, więc nie ma o czym mówić, bohater, jak wspominałem, płaski, choć nie przeszkadza to zbytnio. Dialog o niczym, ale naturalny, płynny. Opisy zadowalające, choć momentami nieco enigmatyczne. Irytowała mnie zamiana pszenicy na xszenicę bez żadnej konkretnej przyczyny. Ale to oczywiście drobiazg.

No cóż, przeczytałam, jednak nie znalazłam w szorcie niczego szczególnie zajmującego – ot, jeszcze jedna historia oparta na rozmyślaniach i wspomnieniach bohatera, który jest przekonany, że jako jedyny ostał się w postapokaliptycznej rzeczywistości. A tak po prawdzie to nie wiem, czemu trzy neony były dla niego takie istotne.

Wykonanie pozostawia sporo do życzenia.

Kaishoku, tekst jest tak krótki, że powinieneś zmienić oznaczenie na SZORT.

 

Płyt­ki, po któ­rych cho­dzę, są śla­dem na to, że ist­nia­ło życie przede mną. ―> Co to znaczy być śladem na coś?

Proponuję: Płyt­ki, po któ­rych cho­dzę, świadczą o tym, że ist­nia­ło życie przede mną.

 

– Co bie­rze­my? – spy­tał Berg, ―> – Co bie­rze­my? – spy­tał Berg.

Zamiast przecinka powinna być kropka.

 

Berg wszedł na sta­cję […] Berg po­dzię­ko­wał i opu­ścił przy­by­tek. ―> Stacja nie jest przybytkiem.

 

– Wi­dzisz ten za­kręt?

Wska­zał na bocz­ną, jed­no­kie­run­ko­wą ulicz­kę. Ski­ną­łem głową, do­brze zna­łem tę oko­li­cę. ―> Didaskalia zapisujemy po wypowiedzi, nie w następnej linijce.

– Wi­dzisz ten za­kręt? – Wska­zał bocz­ną, jed­no­kie­run­ko­wą ulicz­kę.

Ski­ną­łem głową, do­brze zna­łem tę oko­li­cę.

Tu znajdziesz wskazówki, jak zapisywać dialogi. http://www.forum.artefakty.pl/page/zapis-dialogow

 

Prze­szli­śmy przez przej­ście dla pie­szych… ―> Brzmi to fatalnie.

Proponuję: Prze­szli­śmy po pasach dla pie­szych

 

Berg po­cią­gnął spo­re­go łyka z bu­tel­ki… ―> Berg po­cią­gnął spo­ry łyk z bu­tel­ki

 

Wy­glą­dam mi na za­mknię­te – po­wie­dzia­łem. ―> Literówka.

 

spoj­rza­łem na po­bli­skie drze­wa po­ru­sza­ne po­dmu­cha­mi je­sien­ne­go po­wie­trza. ―> …spoj­rza­łem na po­bli­skie drze­wa, po­ru­sza­ne po­dmu­cha­mi je­sien­ne­go wiatru.

Jeśli nie ma wiatru, powietrze chyba nie podmuchuje.

 

Berg uśmiech­nął się i napił się piwa. ―> Nie brzmi to najlepiej.

Proponuję: Berg uśmiech­nął się i wypił łyk/ trochę piwa.

 

Uzna­łem, że do­my­śla­nie myśli do ko­lo­rów może być cie­ka­wą opcją. ―> Co to jest domyślanie myśli do czegoś?

Proponuję: Uzna­łem, że kojarzenie myśli i ko­lo­rów może być cie­ka­wą opcją.

 

– Bu­ja­ją­ce się z boków na bok… ―> – Bu­ja­ją­ce się z boku na bok

 

– Jaki zo­stał ostat­ni neon? ―> Raczej: – Jaki neon jeszcze zo­stał?

 

Bo tutaj od­po­wiedź po­ja­wia­ła się na­tych­mia­sto­wo. ―> Bo tutaj od­po­wiedź po­ja­wia­ła się na­tych­mia­st.

 

Płyt­ki po któ­rych cho­dzę są śla­dem na to… ―> Jak w pierwszej uwadze.

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Całość faktycznie nie jest zbyt oryginalna – ot, przemyślenia ocalałego z apokalipsy, któremu z samotności zaczyna już trochę odbijać. Sam pomysł z użyciem kolorów jako katalizatorów wspomnień ciekawy (dla mnie tym bardziej, że pisałam pracę dyplomową o konotacjach barw podstawowych ;), chociaż zabrakło mi jakiejś mocniejszej puenty z tego wątku wynikającej poza tym, że tego świata już nie ma.

Wykonanie jest w porządku. Zgrzytnęło mi w pierwszym zdaniu, kiedy mowa jest o płytkach, a potem okazuje się, że chodziło o brukową kostkę, która płytkami nijak nie jest – bo przecież płytki, jak sama nazwa wskazuje, są płaskie. Niemniej to zdanie samo w sobie jest fajne, wprowadza klimat w niesztampowy sposób i tworzy niezłą klamrę.

Przyzwoicie napisane, jest klimacik, ale to tekścik, który szybko zapomnę.

Nic nowego, ale napisane ogólnie sprawnie, nastrój jest, jakiś tam nawet pomysł jest, choć fabuły nie ma. Ale w szorcie w końcu jej być nie musi. O mniej udanych szczegółach wspomniała Reg – fajnie byłoby, gdybyś poprawił wskazane błędy…

Historia to uzgodniony zestaw kłamstw.

Właściwie powtórzę to, co reszta. Treść to nic nowego, ale napisane fajnie, z klimatem, który zwykłem nazywać “neuroshimową rdzą” (czyli świat umiera, przeżywamy stratę, połóżmy się i oddajmy depresji w obliczu zagłady ludzkości). Tak więc dla mnie tekst zdecydowanie na plus, nawet jeśli końcówka nic wbijającego w fotel nie zawiera.

Won't somebody tell me, answer if you can; I want someone to tell me, what is the soul of a man?

Szort napisany poprawnie, chociaż zabrakło mi w nim głębi. Niestety nie udało mi się uchwycić nastroju, może wartoby rozbudować opisy świata przedstawionego? Popraw wskazane przez przedmówców błędy, a następnym czytalnikom łatwiej to opowiadanie podejdzie.

Po urlopach, w natłoku powracającej pracy, dopiero miałem czas przejrzeć komentarze.

Dziękuję za wszelkie uwagi dotyczące tekstu, jego treści i to jak go odebraliście.

None i Reg, dziękuję za wskazanie błędów, naniosłem odpowiednie poprawki do tekstu.

Peace ;)

Bardzo proszę, Kaishoku, i cieszę się, że uznałeś uwagi za przydatne. ;)

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Nowa Fantastyka