- Opowiadanie: Anet - Stopświat

Stopświat

Mam nadzieję, że Wam się spodoba ;)

Dyżurni:

Finkla, bohdan, adamkb

Oceny

Stopświat

Świat się zatrzymał i Ana nie miała pojęcia, co robić.

Ledwie znalazła wolną ławkę w parku zdrojowym, ledwie oparła głowę o twardą deskę, gdy nagle, bez żadnej zapowiedzi, coś się zmieniło. Najpierw uderzyła ją cisza. Otworzyła niechętnie oczy. Korony drzew stykały się na tle jasnego nieba, na jednym z konarów siedziała wiewiórka. I wtedy to zobaczyła: zwierzątko się nie poruszało. Zamrugała zaskoczona, ale obraz się nie zmienił.

Zaniepokojona rozejrzała się wokół. Ludzie zastygli w miejscu, tak jak stali. Z otwartymi ustami, z uniesioną nogą przy wchodzeniu na stopień, wydmuchujący dym z papierosa i, Jezus Maria, dym też się nie ruszał! Nie kłębił się, nie ulatywał, nie rozwiewał. Nie było wiatru. Gałęzie drzew nie kołysały się, liście nie szeleściły.

Ana poczuła strach.

Zaczęła szaleńczy bieg po parku, przerywany rozpaczliwymi „Halo, proszę pani! Proszę pana! Czy ktoś…?”. Ludzie stali jak skamieniali, sztywni, a gdy ich dotykała, czuła pod palcami tylko twardą powłokę. Kora drzew miała fakturę plastiku, a gdy wbiegła do tężni, uderzył ją brak specyficznego zapachu solanki.

– A przecież oddycham – powiedziała do siebie i zdumiał ją i przestraszył głuchy dźwięk, który usłyszała.

– Nie panikuj, nie panikuj – powtarzała jak mantrę.

Może po prostu zwariowałam. Dadzą mi leki i obudzę się w białym pokoju bez klamek, w szpitalnej koszuli. Wszystko będzie dobrze. Wszystko się wyjaśni. To na pewno jakiś atak psychotyczny. Albo inny. Co w ogóle znaczy „psychotyczny”? Nieważne. Po prostu dajcie mi leki!

Wybiegłaby z parku, ale nie pozwolił jej na to brak kondycji, więc poprzestała na szybkim marszu.

Ulica również była martwa.

Podeszła do samochodu, z którego akurat ktoś wysiadł i nie zdążył jeszcze zamknąć drzwi. Zajrzała do środka: wnętrze wyglądało na odlane z jednej formy, jak dziecięca zabawka. Wtopiony w jednolitą masę kluczyk nie dawał się przekręcić.

Jezus Maria, próbuję ukraść samochód!

To może rower. Stał kilka metrów dalej, oparty o ławkę. Właściciel zawiązywał sznurówkę. To znaczy zawiązywał „przed”, teraz był z nią po prostu połączony jak porcelanowa figurka.

Jednoślad również był nie do użytku.

Ana ruszyła w stronę domu. Miała wrażenie, że z każdym krokiem idzie jej się coraz trudniej, nieruchome powietrze stawiało opór, a grawitacja się zwiększała.

Telefon! Muszę do kogoś zadzwonić, na policję albo alarmowy, ktoś na pewno wie, co robić.

Z wielkim trudem sięgnęła do torebki. Ręce nie chciały jej słuchać, ale nie miało to znaczenia, bo listonoszka też już była plastikowa. Nie mogła ani jej otworzyć, ani zdjąć z ramienia, tak jakby przyrosła do wciąż sztywniejącego materiału sukienki.

Stała właśnie przy witrynie sklepu odzieżowego. Z wysiłkiem podniosła wzrok i zastygła w bezruchu. Przerażona nie była w stanie nawet mrugnąć. Oddychała z trudem, coraz płycej i coraz wolniej, czując zaciskającą się na piersiach obręcz.

Ostatnie, co zobaczyła, to manekiny na wystawie. Poruszały się! Patrzyły na nią przez chwilę niewidzącymi oczyma, po czym chwyciły się za ręce i zeskoczyły z podestu. Wydało się jej, że jeden z nich uśmiechnął się złośliwie.

Koniec

Komentarze

Sympatyczny tekst. Skojarzył mi się ze stopczasem w “Pingwinach z Madagaskaru”, ulubionej bajce mojego syna. Tam rolę narzędzia grozy pełniła guma do żucia ;) U Ciebie pojawiły się złośliwe manekiny. Jestem ciekawa, jak dalej rozwinie się ta historia.

Ledwie znalazła wolną ławkę w parku zdrojowym, ledwie oparła głowę o twardą deskę, gdy nagle, bez żadnej zapowiedzi, coś się zmieniło.

Powtórzenie. Zamierzone?

 

Dzięki, ANDO za dobre słowo :)

Powtórzenie zamierzone, zobaczymy, czy innych też będzie razić.

Znam tylko pięć liter ;)

Powiało grozą. Chyba czuję się trochę jak Ana ― wiem, że stało się coś niedobrego, ale nie mam pojęcia, co było tego przyczyną…

A manekinów nigdy nie lubiłam. Nawet ten, który stał u znajomego krawca, zawsze wydawał mi się okropny i mocno podejrzany.

 

Drze­wa nie ko­ły­sa­ły ga­łę­zia­mi… ―> Czy aby na pewno drzewa kołyszą gałęziami, czy może raczej wiatr?

Proponuję: Gałęzie drzew nie kołysały się

 

Miała wra­że­nie, że z każ­dym kro­kiem idzie jej się coraz cię­żej… ―> Miała wra­że­nie, że z każ­dym kro­kiem idzie jej się coraz trudniej

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Bardzo fajne, trochę skojarzyło mi się ze starocią Snerga, z “Robotem”. 

 

“Nieważne. Po prostu dajcie mi leki!” – to mi trochę pobrzmiewa tłumaczeniem z amerykańskiego.

Wybiegałby z parku, gdyby pozwoliła jej na to kondycja, więc w pewnym momencie poprzestała na szybkim marszu.

Nie brzmi mi to zdanie. Niby związek przyczynowy jest, ale jakiś taki nie wprost. “Wybiegłaby z parku, ale nie pozwolił jej na to brak kondycji, więc poprzestała na szybkim marszu” układa się moim zdaniem sensowniej.

 

Co do samego tekstu. Fabuła pretekstowa, więc dobrze, że jest krótki. Bohaterka równie pretekstowa, ale przy tej długości tekstu to naturalne. Jest nastrojowo, tajemniczo. Całość zgrzyta mi trochę logicznie (jak bohaterka oddycha w świecie nieruchomego powietrza, czemu torebka jest “plastikowa”, ale jej ciuchy już nie itd.), ale nie na tyle, by rozbijać lekturę. Otwarta konstrukcja bez konkretnego uzasadnienia zaistniałej sytuacji pozostawia pewien niedosyt, ale z pewnością jest to słuszny wybór przy tego typu historii. Językowo ładnie, bez fajerwerków, ale przyzwoicie, funkcjonalnie.

 

Czytało się przyjemnie, ale niczym nie zachwyciło. Niemniej technicznie poprawne pod każdym względem, więc poproszę o klik do biblioteki.

Dzięki wielkie za przeczytanie.

Reg – wiedziałam, że coś podpowiesz ;)

Ohouapss – nie znam tekstu, o którym wspominasz, trzeba będzie poszukać. No i ja niczego nie tłumaczę, bo języki obce są dla mnie obce (i bardzo się staram, żeby polski nie był) ;)

None – przyjrzę się temu zdaniu. I wielkie dzięki za klika (ach, to zawsze raduje!) :)

Znam tylko pięć liter ;)

Anonimowa Autorko, bardzo się cieszę, że mogłam się przydać. ;)

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Ja się cieszę, że mogłam Cię wykorzystać skorzystać z Twojego czujnego oka ;)

Znam tylko pięć liter ;)

PSNP ;D

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Nie mam pojęcia, co napisałaś :/

Znam tylko pięć liter ;)

Polecam Się Na Przyszłość. ;D

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Aaaa…

Wiedziałam, że to nic obraźliwego ;)

Znam tylko pięć liter ;)

;D

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Dobre… To znaczy straszne :) Mimo, że taki króciutki tekst, udało Ci stworzyć mrożący krew w żyłach klimat… I za to ode mnie biblioteczny kliczek :)

O, jak fajnie, cieszę się bardzo, Katiu, dziękuję :)

Znam tylko pięć liter ;)

Po namyśle uznałam, że trzeba kliknąć. ;)

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

:DDD

Fantastyczny dzień :)

Dzięki :)

Znam tylko pięć liter ;)

W zasadzie podpisują się pod opinią None’a i razi mnie to samo zdanie, które on zaznaczył. Powtórzenia w pierwszym akapicie są dla mnie jak najbardziej okej, widać celowość. Jednak nabudowałaś/eś napięcie do tego stopnia, że oczekiwałam czegoś naprawdę szokującego, więc rozwiązanie nie pozostawiło mnie całkiem usatysfakcjonowaną. Zdaje się, że to taki bardziej drabblowy pomysł. Niemniej napisane płynnie i ładnie, więc również klikam bibliotekę.

Dzięki wielkie, Minuskuło :)

Poprawiłam zdanie z brakiem kondycji.

Znam tylko pięć liter ;)

Anonimko, nadal masz tam literówkę – wybiegałby zamiast wybiegłaby.

Dzięki, w ogóle tego nie widziałam :/

Znam tylko pięć liter ;)

Fantastycznie stworzony nastrój, czytając odczuwałam autentyczną grozę. Tym bardziej to cenne, że osiągnięte prostymi środkami, bez efekciarstwa. O bohaterce niby nie wiemy wiele, a mino to, czytając, mocno z nią współodczuwałam. Klik ode mnie.

Wielkie dzięki, Ninedin :)

Sprawiliście mi dzisiaj wszyscy ogromną radość :)

Znam tylko pięć liter ;)

Matko bosko częstochowsko! Zaskoczyła mnie tożsamość autorki; tekst wyświetlił się na głównej – nie wiem, czy chcesz to naprawiać, żeby zachować anonimowość, więc milczę. Niemniej tym bardziej cieszę się, że zajrzałam do tego opowiadania :D

:DDD

Aktualnie jestem w euforii bibliotecznej, więc mogę się odanonimowić ;)

Znam tylko pięć liter ;)

Zatem oficjalne już – fajnie, Anet! :D :D

:DDD

Znam tylko pięć liter ;)

Anet, potwierdziły się moje domysły – rozpoznałam Cię po listonoszce. ;)

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Dobry tekst. Umiejętnie poprowadziłaś tę krótką opowieść, napięcie rosło i rosło. Jak to ładnie ujęła Ninedin “bez efekciarstwa” dało się odczuć obawy bohaterki i samemu przeżywać to, co ona. Super. 

Manekiny zawsze były dla mnie trochę przerażające. Mam wrażenie, że płynie z tego opowiadania jakiś morał dla ludzkości. A może to tylko moje fanaberie ;)

Anet, w ogóle Cię nie rozpoznałam i cóż, mogę tylko stwierdzić – pisz więcej!

Bardzo dobre, plastycznie opisane. Ale najlepsza jest puenta, zwłaszcza że w podobnych tekstach bardzo łatwo ją zepsuć. Tu wyszło oryginalnie i zaskakująco.

Wszystko pięknie i sprawnie napisane, ale pytaniem jest, czemu bohaterkę ominęła na początku zdarzenia ta straszliwa przypadłość? A wyjaśnienia brak…

Pozdrówka.

Wolałbym trochę dłuższe, bo pomysł wcale ciekawy i zapewne wart rozwinięcia (tak, to jest sugestia: pisz więcej:)), nie zmienia to jednak faktu, że:

Sympatyczne. :)

Opowiastka krótka i zamknięta. Końcówka inna od tej, której można było się spodziewać w połowie i inna, od tej, której można było być niemal pewnym tuż przed finałem. A to jest już sztuka, żeby tak pokierować czytelnikiem, że 4 linijki od końca wydaje mu się, ze wie doskonale, co za chwilę zostanie napisane, a tu się okazuje, ze jest coś zupełnie innego.

 

Przepraszam, że mnie cały dzień nie było, ale już jestem i bardzo miło mi widzieć Wasze komentarze, pozwólcie więc, że odpowiem zbiorczo.

Reg – liczyłam się z tym, o Twojej pamięci opowiadają legendy ;)

Saro – fajnie, że udało Ci się wczuć w sytuację bohaterki, pomimo tego, że praktycznie w ogóle jej nie przedstawiam. Przyznam, że nie ukryłam tu żadnego drugiego dna, ale zawsze cieszą mnie interpretacje czytelników. I też nie ufam manekinom ;)

Katiu – Tobie mogę śmiało powiedzieć to samo :)

Zygfrydzie – cieszę się, że Ci się podobało :)

Rogerze – dla mnie nie ma znaczenia, co, dlaczego i jak się stało, bardziej interesuje mnie zawsze pokazanie człowieka w niecodziennej sytuacji, takiej, której on sam nie rozumie. 

CM – dzięki, nie chcę rozwijać tego szorta, bo zwyczajnie nie mam już nic do dodania, ale fajnie, że sympatyczne ;)

Wilku – szczerze mówiąc nie widzę innego zakończenia, ale tak to już jest z Wami, pisarzami, potraficie sobie wyobrazić tyle niesamowitych rozwiązań, że zwyczajne Was zaskakuje ;)

 

Bardzo Wam dziękuję :)

 

Znam tylko pięć liter ;)

Anet, możliwe inne opcje to np. finał, w którym okazuje się, ze główna postać była ostatnią z odkładanych figurek-lalek :) 

No, mówiłam, Wy, pisarze… ;))) Chyba bym tego (figurki-lalki) nie wymyśliła ;)

Znam tylko pięć liter ;)

“Wy”? A kto napisał to opowiadanie? :P 

No niby ja ;)

Ale niechcący.

Znam tylko pięć liter ;)

Anet w formie. W krótkiej formie. :)

Kiedy doczekamy się czegoś dłuższego?

Miałam kiedyś sen, w którym świat się zatrzymał (na tej podstawie napisałam również szorta, który póki co zalega gdzieś na dysku) i pewnie dlatego sam pomysł nie wydał mi się oryginalny. :P

Natomiast manekiny, to już zupełnie inna sprawa. Zawsze wydawały mi się niepokojące i przerażała mnie myśl, że mogą nagle ożyć. Punk za wykorzystanie tego elementu i za zaskoczenie w końcówce. :)

Ogólnie bardzo fajny tekst. Podobało mi się. :)

 

 

"Fajne, a nawet jakby nie było fajne to i tak poszedłbym nominować, bo Drakaina powiedziała, że fajne". - MaSkrol

AQQ, to własnie jest coś dłuższego ;))

Dzięki wielkie, cieszę się, że Ci się spodobało :)

Znam tylko pięć liter ;)

Och, a jednak Anet również pisze a nie wyłącznie komentuje! :D Przeczytałem i nie żałuję!

Tzn. jeśli chodzi o motyw to nie był dla mnie jakoś wielce oryginalny, gdyż z takowymi spotkałem się już niejednokrotnie. Choć manekiny były fajnym creepy zakończeniem. Ale pomijając tę kwestię, czytało się super płynnie, przyjemnie, jest klimat tajemnicy i grozy. 

Innymi słowy, podobało mi się :)

Pozdrawiam!

Super klimat! No i z kapitalną nazwą, która pozostaje w opozycji do moich długaśnych tytułów i pobudza wyobraźnię na maksa. Opowiadanie mogłoby być spokojnie dłuższe. :-)

 

Dobre. Poczułem dreszczyk na końcówce.

Bardzo fajne yes

Dobre, naprawdę powiało grozą. :)

Brr, manekiny. A więc to dlatego zawsze wyglądają tak wyczekująco – czekają na zmianę warty! Końcówka zaskakuje, ja akurat w trakcie lektury celowałam w jakiś motyw z domkiem dla lalek. Klimatyczny, niepokojący szorcik!

Realucu, Macku, Kordylianie, Grzelulukasie, Irko i NIr – bardzo Wam dziękuję za odwiedziny i pozostawienie tylu miłych słów.

Maćku – poprawiłam zdanie wskazane przez None’a według jego wskazówek, więc przeczytałeś je już w tej wersji “lepszej” ;) Coś jest nadal nie tak czy chodzi o jakieś inne zdanie? 

Tytuł wymyślił się sam, a o domku dla lalek nawet nie pomyślałam. Ale widzę, że manekiny są ogólnie niepokojące ;)

Znam tylko pięć liter ;)

Przeczytane. Spodobane, nawet bardzo. Lekki szorcik z bardzo dobrym zakończeniem (ostatnie dwa akapity – prima sort).

Pozdrawiam

Dzięki, Peterze, bardzo się cieszę :)

Znam tylko pięć liter ;)

Fajne:), manekiny są przerażające! a do imienia Ana mam sentyment niebywały:)

Piękny szort.

W kwestii lalek – dla mnie jest optymalnie, lalki byłyby o jednym krokiem za dużo.

Logika zaprowadzi cię z punktu A do punktu B. Wyobraźnia zaprowadzi cię wszędzie. A.E.

Dzięki, Asylum, ja też nie widzę tutaj miejsca dla lalek ;)

Znam tylko pięć liter ;)

Bardzo przyjemnie czytało się ten tekst i byłam ciekawa puenty, która mnie nie zawiodła! Ana dla mnie jest w tym opowiadaniu takim trochę przypadkowym świadkiem końca (?) ludzkości.

Widziałam w komentarzach, że nie tylko mi opowiadanie skojarzyło się z “Robotem” Snerga, ale też dzięki złowrogim manekinom ze “Sklepami cynamonowymi” Schulza, udany i przewrotny miks :)

Cieszę się, że Ci się spodobało, Dziejbo :)

Znam tylko pięć liter ;)

Świetne opowiadanie. Krótkie, treściwe, z oryginalnym pomysłem i bardzo ciekawą puentą (której obawiałem się, że będzie brakować). Test jest krótki, więc trudno mówić tu o jakichkolwiek błędach, ale jakoś razi mnie to “poruszały się!” w ostatnim akapicie. Dziewczyna miała zesztywnieć ze strachu, a tu nagle wykrzyknik. Chyba jakoś bardziej do rytmu byłoby, gdyby było to twierdzenie:

“Ostatnie, co zobaczyła, to manekiny na wystawie. Poruszały się. Patrzyły na nią przez chwilę niewidzącymi oczyma, po czym chwyciły się za ręce i zeskoczyły z podestu”

 

Albo w ogóle oddzielny akapit:

 

“Ostatnie, co zobaczyła, to manekiny na wystawie.

Poruszały się.

Patrzyły na nią przez chwilę niewidzącymi oczyma, po czym chwyciły się za ręce i zeskoczyły z podestu.”

 

To oczywiście tylko taka tam pierdoła, ale jakoś nie mógłbym jej nie wytknąć. Opowiadanie jako całość bardzo mi się podobało.

 

Fajnie poprowadzone, tak plastycznie i przekonująco. No i porażająca puenta. Zemsta manekinów? Czy też może Pan Bóg robi zmianę warty? :)

Zależy mi na dobrej opinii u tych ludzi, o których mam dobrą opinię

Dzięki, chłopcy, za odwiedziny i komentarze.

Abbadonie – mnie tam pasuje wykrzyknik. Ana zastyga, owszem, ale to, co widzi, jest dla niej szokujące, taki błysk znikającej świadomości. Nie widzę tego inaczej. Natomiast co do zapisu… podejrzewam, że rozpiszę to sobie we wszystkich możliwych wersjach ;)

Tsole – nie mam pojęcia, obie Twoje interpretacje mi się podobają :)

Znam tylko pięć liter ;)

Hmmm. A mnie końcówka nie zachwyciła. Wolałabym jakieś wyjaśnienie, co się właściwie wydarzyło i dlaczego. To może być zmiana warty, ale dlaczego najpierw dopadła wszystkich ludzi oprócz Any? Wybrana czy wyjątkowo odporna?

W takich wypadkach odnoszę wrażenie, że to dopiero początek historii, a odkrycie kart nastąpi później, albo że Autor sam nie ma pojęcia, jak to wytłumaczyć.

Babska logika rządzi!

Ta historia nie ma wyjaśnienia.

Ja chyba inaczej do tego podchodzę po prostu.

Znam tylko pięć liter ;)

Z pewnością inaczej do tego podchodzimy. Dla mnie historia bez swojej logiki osadzonej w wymyślonym świecie jest niepełna.

Babska logika rządzi!

A ja tu mam świat niewymyślony, w którym zdarzyło się coś dziwnego i nie przeszkadza mi, że nie wiem, jak, dlaczego i po co. Hmmm…

Znam tylko pięć liter ;)

Chodzi mi o to, że w naszym świecie takie rzeczy się nie dzieją. Czyli to jakiś inny świat, który stworzyłaś na potrzeby tekstu. A może poszło o to, że ja lubię wiedzieć, jak działa świat. Niemożność odgadnięcia algorytmów uwiera mnie jak kamyk w bucie.

Babska logika rządzi!

A ja się w ogóle nad takimi drobiazgami nie zastanawiam ;)

Znam tylko pięć liter ;)

OK… nie powiem, ładne, ale urwane jakby w połowie. Ja miałam skojarzenia z Philipem Dickiem (jak zwykle) – konkretnie z “Ekipą dostosowawczą”, ale zakończenie je przekreśliło. Jako krótki horror fajne, gdyby to miało być coś więcej, trzymałabym z Finklą.

Odkrycie własnego błędu to nie porażka, lecz okazja (Alfred N. Whitehead)

To nie jest nic więcej ;)

Dzięki, dziewczyny :)

Znam tylko pięć liter ;)

Ładne, z zakończeniem, które miało podnieść napięcie. Właściwie bardzo nadawałoby się jako prolog do czegoś większego – ustawiasz klimat, a kończysz podbijając napięcie poruszającymi się manekinami. Zagrywka całkiem dobra.

Won't somebody tell me, answer if you can; I want someone to tell me, what is the soul of a man?

Dzięki, NWM :)

Znam tylko pięć liter ;)

Nowa Fantastyka