- Opowiadanie: MPJ 78 - Prywatna sprawa

Prywatna sprawa

Dyżurni:

regulatorzy, adamkb, homar, vyzart

Oceny

Prywatna sprawa

 Po ostatniej potyczce w systemie 7706 Hakelber poszerzył swój stan posiadania. Do korwety „Złamane serce” dołączył olbrzymi statek wydobywczy zdobyty na Czancych. Anatidae wychodząc z punktu skoku w systemie 7645 zamierzał szybko spieniężyć zarówno zawartość ładowni pryza, a być może i sama jednostkę. Chcąc poznać bieżącą sytuację, odpalił aktualizację bazy danych „Wiedzącej”. Wiedziony ciekawością, wywołał hasło walki z Czancymi. Szybko znalazł katalog: walki poza strukturami Imperialnych Sił Zbrojnych. Ku swemu zaskoczeniu odkrył w nim kilkanaście wpisów dotyczących podobnych mu „prywatnych mścicieli”. Wszystkim nadano pseudonimy byli więc tam między innymi: „Kosiarz”, „Imperialny Młot Bojowy”, „Kat na Zdrajców”, „Mściciel”, „Płomień Sprawiedliwości”. Odnalazł też akcję przeprowadzoną przez siebie w systemie 7706. Twórcy serwisu, nadali mu ksywkę „Miecz Imperium”. Hakelber z przykrością zauważył, że choć osiągnął dużo, to jednak znajdował się w drugiej lidze. Prawie połowa jego konkurentów na drodze zemsty, sławy i zaszczytów, miała eskortowce różnych typów, a więc jednostki lepiej uzbrojone, opancerzone i szybsze od jego starej korwety „Złamane Serce”.

– Kapitanie jest do pana wiadomość.

– Zaraz sprawdzę.

Przekaz pozornie był banalny, tropikalny ogród, w nim uśmiechnięty facet o wyglądzie korporacyjnego księgowego na urlopie. Persona z nagrania przedstawiła się jako Ibisos Ristoferos, dziennikarz jednego z lokalnych serwisów informacyjnych i prosiła o wywiad. Normalnie tego typu propozycje, wyrzuciłby do folderu ze spamem. Jednakże tym razem Hakelber zważył symbole łączności imperialnego wywiadu. Lewą kieszeń Ibisosa zdobił wzlatujący feniks a na prawej ręce były trzy pierścienie z dużymi rubinami oszlifowanymi na kształt gwiazd. Szybko przygotował wiadomość zwrotną.

– Cała naprzód, kurs na Złotowłosą.

– Tak jest.

– Pryz niech nas nie spowalnia, tylko ruszy kursem na huty orbitalne należące  do konsorcjum „Kuźnia tytanów”, tam go rozładują. Jak skończą i zrobią przelew odpalam wszystkim premię.

– Tak jest. – Potwierdzenie przyjęcia rozkazów brzmiało wyjątkowo entuzjastycznie.

 

Dwa dni później korweta „Złamane serce” dotarła na orbitę Złotowłosej. Z tej wysokości widać było przyczynę, dla której planeta otrzymała swą nazwę. Olbrzymie pustynie zajmujące prawie połowę powierzchni, pocięte były piaszczystymi wydmami sprawiającymi wrażenie starannie ułożonej fryzury. Patrzący przez iluminator Hakelber uznał, iż terraformowanie koncentrujące się wokół bieguna nałożyło na tę „głowę” zielony beret.

– Panie kapitanie, mamy chętnego do odwiedzin – zameldował wachtowy, z trudem tłumiąc śmiech.

– Ibisos Ristoferos? – Hakelber starał się doprecyzować.

– Tak.

– Daj go na mój wyświetlacz – Anatidae chciał zrozumieć, co tak rozbawiło jego podwładnego.

Choć sygnał pochodził ze zbliżającego się promu, Ibisos z przekazu siedział na tarasie willi mając za plecami rozległe morze. Nim Hakelber zdążył cokolwiek powiedzieć, dwóch ludzi, przy pomocy tradycyjnych wałków malarskich „przemalowało” nadmorską willę, na drewnianą chatę z kominkiem. Przy okazji koszula dziennikarza zmieniła krój i wzór.

– Proszę o zgodę na cumowanie – rzekł Ristoferos.

– Wyrażam i zapraszam do mojej kajuty.

– Dziękuję.

– Tak na marginesie ciekawy filtr do łączności. – Hakelber szybko zrozumiał z czym ma do czynienia.

– Najnowsza moda z samego serca Imperium – odrzekł Ibisos.

 

Kilkanaście minut później przed Hakalberem zasiadł gość z promu. Wyglądem i strojem nie przypominał dziennikarza z transmisji. Anatidae ukłonił się grzecznie i rzekł:

– Witam szanownego przedstawiciela naszego imperialnego wy…

– Pomińmy tytulaturę, albowiem wróg nigdy nie śpi, a ściany mają uszy.

– To moja prywatna korweta, ręczę za dyskrecję.

– Prywata czy też nie, grunt to nie dopuścić do powstania złych nawyków. – Gość postawił na stole zagłuszacz.

– Ciekawe podejście.

– Jedyne, które się na dłuższą metę sprawdza.

– Rozumiem, że za chwilę otrzymam instrukcje, co do dalszej kampanii przeciw Czancym.

– Nie nazwałbym tego w ten sposób. Prowadzisz prywatną kampanię, do której Imperium cię nie inspiruje. – Gość znacząco się uśmiechnął.

– Oczywiście – Hakelber szybko pojął w czym rzecz. – Przejęzyczyłem się. Miałem na myśli konwersację o ogólnej sytuacji, pragnieniach i marzeniach.

– Precyzyjne wyrażenia znacznie ułatwiają wzajemne zrozumienie.

– Do tej mojej wendetty przydałby mi się eskortowiec. Niestety, mimo iż posiadam odpowiednie fundusze, nie mogę w rozsądnych terminach, nabyć jednostki tej klasy.

– To zrozumiałe. Flota Imperium poniosła znaczne straty w operacjach przeciwko wrogom, musimy jak najszybciej odtworzyć nasz potencjał.

– A powiedzmy jakiś używany okręt w nie najgorszym stanie nie mógłby… – Hakelber zawiesił głos. – Opuścić szeregów floty robiąc miejsce nowym jednostkom.

– Z danych wywiadu wynika, że Czancy dostali wsparcie od Złodziei Dusz i w najbliższym czasie ruszą z ofensywą. By ich powstrzymać musimy być jak najsilniejsi.

– Czyli, na razie nici z rozbudowy mojej prywatnej… – znacząco zawiesił głos – floty.

– Jako oficer floty doceniam pana osiągnięcia, ale Imperium nie może aktualnie wspierać materiałowo prywatnych operacji. Liczymy jednak na okazanie patriotycznej postawy przez mścicieli.

– Rozumiem, że powinienem jak najszybciej ruszyć z kolejnym rajdem na tyły Czancych? – Hakelber spojrzał pytająco na oficera wywiadu.

– To byłoby wskazane.

– Na co mogę liczyć?

– Dobre słowo, życzliwą pamięć, przyjacielską radę…

– A więc przyjacielu, o których twych radach powinienem pamiętać?

– Czancy ruszą prawdopodobnie w sektorze Altaira.

– A więc pozycje wyjściowe będą mieć… – Hakelber, gestem uruchomił holograficzną mapę gwiezdną. – w układach c czterysta osiemdziesiąt jeden, ewentualnie c czterysta siedemdziesiąt trzy.

– Na to wygląda. – Ibisos potwierdzająco skinął głową.

– Trzeba będzie nadłożyć spor drogi by wejść im na tyły. – Anatidae gestem połączył holograficzne wizerunki gwiazd.

– Przy odrobinie szczęścia korweta powinna przebić się nawet tędy – Ibisos wskazał system siedem tysięcy siedemset dziewięć.

– Ona, to i owszem, problem w tym, mój statek górniczy tędy się nie przedostanie.

– Tak wielka i praktycznie bezbronna jednostka, nie ma szans w żadnym systemie Czancych. Z tego co wiem, dzięki wsparciu Złodziei Dusz czteroręcy mogą sobie pozwolić na chronienie każdego, nawet wewnętrznego systemu przez eskortowce i lekkie krążowniki. Jesteś niezły, ale przy pomocy korwety nie zapewnisz górnikowi bezpieczeństwa. Na twoim miejscu sprzedałbym tą krypę.

– Myślałem o tym by ten pryz, zarobił dla mnie na kolejne statki.

– Załatw sobie licencję górniczą.

– Przydałoby się dobre słowo, tu czy tam… – Hakelber z miną pudelka proszącego o smakołyk, spojrzał na swego rozmówcę.

– Życzę pomyślnych łowów – rzekł Ristoferos wstając i kończąc rozmowę.

 

Dwa standardowe tygodnie później Hakelber opuszczał system 7645. „Złamane Serce” dokowało w ładowni górniczego olbrzyma, nazwanego „Gwarkiem”. Potężna jednostka przeszła szybką i bardzo pobieżną przebudowę, zamontowano na niej trochę uzbrojenia obronnego, imperialne systemy łączności i maskujące. Z uwagi na pośpiech zastosowano te prostsze generujące holograficznie dowolny kształt. Wymieniono część komputerów, do magazynów trafiło kilkadziesiąt samobieżnych torped. Równie ekspresowo zwerbowano załogę, która dopiero teraz zajmowała się przebudowywaniem części pomieszczeń, tak by dostosować je do potrzeb ludzi. Pośpiech był tak duży, że w części chłodni ciągle zalegały zapasy po poprzednich właścicielach tej jednostki.

 

Dźwięk alarmu wyrwał kapitana Ramosa Timmera z zadumy. Z punktu skoku systemu C368 coś wychodziło. Z tego kierunku spodziewano się floty Imperium. Odczyty masy sugerowały, że może to być nawet eskadra dziesięciu krążowników. Eskortowiec Ramosa był jednak na tyle daleko, by nie przejmować się liczebnością wroga, nawet wówczas gdyby nie miał rozkazu rozpoznania wroga, bez wchodzenia z nim w kontakt. Chwilę później obie pary oczu oficera Czancych rozszerzyły się w zdumieniu absolutnym niczym kosmiczna próżnia. Zamiast spodziewanej flotylli z punktu skoku wyszedł tylko jeden okręt. Automatyczna sonda postawiona przez Czancych tuż przy nim, zdążyła przesłać obraz intruza, po czym została zniszczona. Chwilę później dotarła wiadomość przesłana przez dowódcę wrogiej jednostki. „Ja jestem Miecz Imperium i przybyłem przelać waszą krew”. To wystarczyło do podjęcia decyzji.

– Natychmiast skaczemy do dowództwa sektora.

– Dlaczego?

– Imperium posłało tu na rajd superpancernik.

 

Kontradmirał Grafo Yuza wykorzystywał każą chwilę w nadprzestrzeni na sen. Od czasu zawarcia sojuszu ze Złodziejami Dusz, spadła liczebność załóg, bo wielu Czancych przenoszono na nowe jednostki. Wszyscy mieli więc więcej pracy, jakby jeszcze tego było mało, ostatnio jego flotylla złożona z krążownika i czterech kutrów, non stop była zajęta. Powód tego był tyleż prosty, co niepokojący. W całym sektorze trwały bowiem gorączkowe poszukiwania imperialnego superpancernika. Olbrzym pojawił się jakieś dwa miesiące temu i od tej pory kluczył pozostawiając jedynie ślady swej obecności, tu zniszczony frachtowiec z pegmatytami litu, tam strącona na gazową planetę stacja z instalacjami pozyskiwania metanu, jeszcze gdzie indziej, odnotowana przez wchodzący do układu pościg fala grawitacyjna po wejściu w nadrzestrzeń obiektu wielkiej masy. Nie były to co prawda osiągnięcia godne tak potężnej jednostki, no może poza nieuchwytnością, ale i tak budziły zrozumiałe zdenerwowanie.

Dzwonki alarmu przerwały admiralski sen. Flotylla wyszła z nadprzestrzeni i sensory zaczęły szybko zbierać informacje o sytuacji w układzie.

– Co to jest do ciężkiego zakażenia! – Yuza wskazał właśnie namierzoną dużą jednostkę.

– Z prawdopodobieństwem rzędu siedemdziesięciu sześciu procent, to nasz statek górniczy.

– Co on tu robi, na jądro czerwonego karła! – Grafo miał ciągle problemy z opanowaniem targających nim emocji.

– Wygląda na to, że pełną parą prowadzi wydobycie.

– Czy on oszalał! W sektorze, niczym gwałciciel w parku, grasuje imperialny superpancernik, a ten tu kretyn sobie asteroidy maca jak portowe dziwki!

– Wysłaliśmy radiem żądanie podania statusu. – Wachtowy starał się odgadywać myśli swojego szefa.

– Kiedy odpowie, do tysiąca kwazarów?

– Jesteśmy od niego odlegli o czternaście minut świetlnych, więc nie wcześniej niż za pół godziny.

 

Yuza po raz kolejny przeglądał komunikat otrzymany ze statku górniczego i nic nie rozumiał. Niejaki kapitan Maed Zyrt, prosił o potwierdzenie, że do systemu przybyła eskadra ochrony. O co może mu chodzić, na zamarznięte księżyce? Grafo zostawił przy punkcie skoku kuter i ruszył wyjaśnić sprawę. Dystans spadł do trzydziestu sekund świetlnych świetlnych, a wachtowy zameldował.

– Admirale, mamy kolejną wiadomość od górnika.

– Rzuć na ekran, ale błyskiem jak piorun w goły zadek.

– Witam przedstawicieli zbrojnego ramienia naszego ludu. – Zyrt górną parę rąk rozłożył w geście powitania, a dłonie dolnej złożył w znamionujące szlachetność intencji figi. – Czy bohaterscy wojownicy mogą mnie oświecić w kwestii tego, gdzie jest pancernik?

– Jaki pancernik, do stu tysięcy zardzewiałych śrub? – Yuza nie rozumiał o co chodzi.

– Przed wyruszeniem na wydobycie, zapewniono mnie, że w przypadku wystąpienia niebezpieczeństwa otrzymam stosowną ochronę. Biorąc pod uwagę znaczenie mojego statku dla potencjału wojennego naszego ludu powinien to być pancernik. – Maed zdawał się prześwietlać rozmówcę swymi dwoma parami oczu.

– Na rój koślawych meteorytów, nic nie wiem o żadnym pancerniku! A tak w ogóle, co ta górnicza krypa tu robi! Czy do waszych górniczych zakutych łbów dociera, że mamy w sektorze imperialnego mordercę, do miliona zgniłych jaj! – Grafo emanował emocjami.

– Otrzymałem wiadomość o tym rajderze – spokojnie odrzekł Zyrt. – Dlatego pytam, gdzie jest mój pancernik?

Umysł kontradmirała nagle zaczął szybko kojarzyć. Wygląd, wiek i sposób mówienia jego rozmówcy pozwalał go zidentyfikować, jako przedstawiciela bogatej i ustosunkowanej młodzieży ze stolicy. Bez wątpienia nie był specjalnie wojowniczy. W innym przypadku załatwiłby sobie dowodzenie jakimś nowym krążownikiem. Do tego wszystkiego musiał być skończonym kretynem, jeśli uwierzył, iż w czasie gdy ruszyła wielka ofensywa przeciwko Imperium ktoś poświęci pancernik do pilnowania mu tyłka. Przecież tutaj, na dalekich tyłach w całym sektorze został zaledwie jeden liniowiec, dwa stare krążowniki, kilkanaście eskortowców i około czterdziestu kutrów. Gdyby nie fakt, że niedaleko była granica z Awallachanami, którzy swego czasu zgłaszali roszczenia do części tutejszych systemów, nie byłoby nawet tego. Yuza odrobinę się uspokoił i wziął głęboki oddech zanim zdecydował się wznowić rozmowę.

– Na przegrzany reaktor, nic nie wiem o pancerniku.

– To kto zabezpiecza moje wydobycie? – Zyrt był mocno zdziwiony.

– Nikt, do ciężkiego zatwardzenia z biegunką.

– Dlaczego?

– Bo dowództwo o was nie wie, na cherlawą supernową.

– To co mam zrobić?

– Wiać jakby was goniło stado wściekłych szakali do głównego układu w tym sektorze.

– Nie mogę teraz przerwać. Samobieżne sondy wydobywcze prowadzą prace w całym systemie. Samo ściągniecie ich z powrotem zajmie kilka dni. – Zyrt zdawał się być załamany.

– Nie możecie tu zostać, jak wypalony księżyc na orbicie czerwonego karła. Imperialni, niech ich zaraza wytraci, używają aktywnego kamuflażu. Systemy obserwacyjne twojej krypy, nie będą w stanie ich namierzyć, więc podejdą cię jak marynarz pijaną dziwkę w burdelu.

– To zostańcie jako nasza ochrona. Za jakieś trzy standardowe tygodnie będę miał pełne ładownie i odlecę do bazy.

– Niech to komety biją, nawet gdybym nie miał innych rozkazów, to nie mam dość prowiantu, by tak długo tu tkwić niczym zdechła gwiazda w czarnej dziurze.

– Prowiant nie stanowi problemu. Podeślę wam sondę wydobywczą z zasobnikiem wypełnionym częścią zapasów mojej jednostki.

– Rozważę to rozwiązanie.

 

Kontradmirał Yuza był więcej niż zadowolony. Trzy tygodnie minęły spokojnie i dostatnio. Zyrt, dotrzymał słowa i dostarczył duże ilości żywności, co było miłą niespodzianką. Tak się bowiem składało, że w systemach na głębokim zapleczu flota Czancych miała przejściowe problemy z zaopatrzeniem. Pojawiły się one zaraz z rozpoczęciem przygotowań do kontrofensywy przeciwko Imperium. No cóż absolutne pierwszeństwo w dostawach miały okręty, szykowane do boju z przedstawicielami siedmiu rodów. Zakładano widocznie, że na tyłach marynarze jakoś sobie poradzą. Yuza z pewną tkliwością patrzył na okręt Zyrta wolno zbliżający się do punktu skoku.

– Panie admirale, mamy dziwne odczyty – zameldował wachtowy.

– Na krwawą kometę, nie mów tylko, że z nadprzestrzeni wychodzi imperialny rajder.

– Wskazania czujników sugerują, iż jeśli górnik skoczy po aktualnym kursie, to ma ponad dziesięcioprocentową szansę by wyjść z tunelu na terytoriach Awallachan.

– Ten kretyn Maed Zyrt ma patentowanego debila za sternika. Poślijcie mu informację o głupocie, którą zamierza uczynić i niech skoryguje kurs, zamiast skakać jak idiota w szambo.

– Mamy jeszcze coś. Od kiedy zaczął przyspieszać przed skokiem, obok statku wydobywczego pojawił się ślad znacznie mniejszej jednostki.

– Co, na bombardowanie orbitalne obok niego coś leci!

– Nie jesteśmy w stanie precyzyjnie ustalić, ale nie jest to raczej większe od korwet, może niewielkiego eskortowca.

Nagle umysł Yuzy doznał olśnienia. Przekazy ze statku Zyrta były nietypowe, czysty mostek, zawsze wyprany mundur, wyszukany elegancki styl wypowiedzi, już niespotykany wśród kapitanów floty. Do tego gest z podesłaniem żywności, co prawda w części nieco przeterminowanej, ale przecież zjadliwej. Kontradmirał kładł to wszystko na karb młodego wieku i pochodzenia Maeda. Teraz jednak uznał, że może to oznaczać coś innego. We flocie wojennej krążyły pogłoski, iż niektórzy kapitanowie jednostek cywilnych robią lewe interesy z Awallachanami, co powoduje przejściowe trudności w zaopatrzeniu. Widocznie Zyrt był kimś takim i zamiast dostarczyć urobek do czancych hut, zamierzał wywieźć go za granicę. To by wiele tłumaczyło, Awallachanie wszak cenią sobie wyszukane maniery. Dalsze rozważania Yuzy przerwała seria eksplozji roznosząca jego statek na strzępy.

 

Hakelber tuż przed skokiem oglądał kulę plazmy, w którą zamienił się krążownik Czancych. Torpedy, które tego dokonały, zostały wyniesione na pozycje i zamaskowane przez śmieci z sond wydobywczych już jakieś dwa tygodnie temu. Dzięki czemu dowódcy kutrów powinny uznać to za atak mitycznego superpancernika i zwiać z tego systemu szerząc panikę dalej. Przy odrobinie szczęścia nie powiążą całego zdarzenia ze statkiem górniczym, który tak chętnie obdarzył ich prowiantem. Teraz, gdy statki Anatidae znalazły się w nadprzestrzeni można było spokojnie przeanalizować, które surowce warto sprzedać w Królestwie an'Gleanna, a co opłaca się kupić przed powrotem na terytorium Imperium. Skoro wendetta przeciw Czancym ma być prywatną sprawą, to trzeba zadbać o finanse.

 

 

 

Koniec

Komentarze

-Hakelber zawiesił głos. [brak spacji przed Hakelber]

Trzeba będzie nadłożyć spor drogi by wejść im na tyły. […sporo…]

 

Czytało się płynnie i bardzo przyjemnie. Muszę zajrzeć do pozostałych opowiadań z serii. Jeśli to prequel, to słabe wprowadzenie w realia uniwersum, choć szybko połapałem kto jest kim ;)

Przeszkadzały mi notoryczne “przekleństwa” Yuzy, brzmiące zazwyczaj groteskowo, chyba tutaj brakło umiaru.

Ogólnie… brawo, brawo, brawo!

Typowe action. Zabawne i lekko się czyta, powiedziałby za lekko. Takie czytadło dla dwunastolatków. Postacie są płaskie, żadnego charakteru, osobowości, dramatu. Mogłoby być częścią większej całości, rozdziałem powieści przygodowej.

In maiorem Dei gloria!

Prywatna sprawa, niestety, nie zdołała mnie niczym zainteresować, a niejaki Yuza okazał się wyjątkowo irytujący.

Wykonanie pozostawia wiele do życzenia.

 

Chcąc po­znać ak­tu­al­ną sy­tu­ację, od­pa­lił ak­tu­ali­za­cję bazy da­nych „Wie­dzą­cej”. ―> Nie brzmi to najlepiej.

 

– Pryz niech nas nie spo­wal­nia, tylko ruszy w kur­sem na huty or­bi­tal­ne na­le­żą­ce kon­sor­cjum „Kuź­nia ty­ta­nów”, tam go roz­ła­du­ją. ―> Chyba miało być: – Pryz niech nas nie spo­wal­nia, tylko ruszy kur­sem na huty or­bi­tal­ne, na­le­żą­ce do kon­sor­cjum „Kuź­nia ty­ta­nów”, tam go roz­ła­du­ją.

 

na­ło­ży­ło na „głowę” zie­lo­ny beret. ―> …na­ło­ży­ło na „głowę” zie­lo­ny beret.

 

Ana­ti­dae chciał zro­zu­mieć, co tak roz­ba­wi­ło jego pod­wład­ne­go.. ―> Jeśli na końcu zdania miała być kropka, jest o jedną kropkę za dużo, a jeśli wielokropek, brakuje jednej kropki.

 

– Tak na marginesie ciekawy filtr do łączności – Hakelber szybko zrozumiał z czym ma do czynienia. ―> Brak kropki po wypowiedzi.

Nie zawsze poprawnie zapisujesz dialogi.

 

„prze­ma­lo­wa­ło” nad­mor­ską wille… ―> Literówka.

 

-Ha­kel­ber za­wie­sił głos. ―> Brak spacji po dywizie, zamiast którego powinna być półpauza.

 

Ha­kel­ber spoj­rzał miną pu­del­ka pro­szą­ce­go o sma­ko­łyk na swego roz­mów­cę. ―> Czy można spojrzeć miną? Co to jest smakołyk na rozmówcę?

Chyba miało być: Ha­kel­ber, z miną pu­del­ka pro­szą­ce­go o sma­ko­łyk, spojrzał na swego roz­mów­cę.

 

Chwi­le póź­niej obie pary oczu… ―> Literówka.

 

„Ja je­stem Miecz Im­pe­rium i przy­by­łem prze­lać waszą krew.” ―> Kropkę stawiamy po zamknięciu cudzysłowu.

 

Był gdy dy­stans spadł do trzy­dzie­stu se­kund świetl­nych świetl­nych wach­to­wy za­mel­do­wał. ―>

Dwa grzybki w barszczyku. Poza tym nie rozumiem zdania.

 

– Rzuć na ekran, ale bły­skiem jak pio­run w goły zadek . ―> Zbędna spacja przed kropką.

 

zło­żył w zna­mio­nu­ją­ce szla­chet­ność in­ten­cji figi. – Czy szla­chet­ni wo­jow­ni­cy… ―> Powtórzenie.

 

po­zwa­lał go zi­den­ty­fi­ko­wać, jak przed­sta­wi­cie­la… ―> Literówka.

 

Prze­ka­zy z e stat­ku Zyrta były nie­ty­po­we… ―> Zbędna spacja.

 

już nie spo­ty­ka­ny wśród ka­pi­ta­nów floty. ―> …już niespo­ty­ka­ny wśród ka­pi­ta­nów floty.

 

zwiać z tego sys­te­mu nio­sąc pa­ni­kę dalej. ―> Raczej: …zwiać z tego sys­te­mu, siejąc pa­ni­kę dalej.

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Regulatorzy jutro naniosę poprawki. 

 

Co do Yuza jego postać to efekt natknięcia się na informacje o metodach prowadzenia rozmów kwalifikacyjnych w XIX wiecznej angielskiej flocie handlowej. Otóż aby chętny został bosmanem musiał wykazać się trwającą kwadrans serią przekleństw, przy czym nie wolno było w czasie testu powtórzyć przekleństwa. 

 

Peter Barton założenia uniwersum są podane w opowiadaniach “Misja ratunkowa“ i “Miecz Imperium

 

Nikolzollern co do rysu postaci to chyba najlepiej charakter bohatera oddaje “Miecz Imperium“ i “Zdobyć serce

Co do Yuza jego postać to efekt natknięcia się na informacje o metodach prowadzenia rozmów kwalifikacyjnych w XIX wiecznej angielskiej flocie handlowej. Otóż aby chętny został bosmanem musiał wykazać się trwającą kwadrans serią przekleństw, przy czym nie wolno było w czasie testu powtórzyć przekleństwa. 

Tylko kto o tym wie, MPJ-cie? No, może Drakaina… ;)

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Regulatorzy, melduję że wskazane poprawki naniosłem. 

 

Co do specyficznego języka Yuza i powodów dla których tego użyłem. Jeśli się dobrze zastanowić, to w “Piratach z Karaibów” też są do tej metody werbunkowej nawiązania. Stare wilki morskie, ze szczególnym uwzględnieniem tego bosmana co sypia ze świniami również klną w taki dziwny sposób. 

MPJ – pomimo że nie jestem dwunastolatkiem nadal podoba mi się Twoje opowiadanie. Jednak należy wsłuchać się w głos czytelników. Jeśli twierdzą, że sposób wyrażania się Yuzy jest do bani, to zapewne tak właśnie jest. No, chyba że pojawią się wielbiciele takiego języka ale wtedy też się o tym dowiesz.

keep smiling smiley

Tyle że zmieniając sposób jego mówienia  Yuza starci cechy charakterystyczne :(

Miło mi, MPJ-cie, że mogłam się przydać. :)

 

Jeśli się dobrze zastanowić, to w “Piratach z Karaibów” też są do tej metody werbunkowej nawiązania. Stare wilki morskie, ze szczególnym uwzględnieniem tego bosmana co sypia ze świniami również klną w taki dziwny sposób. 

Jej, już nie pamiętam, kiedy miałam do czynienia z jakimś wilkiem morskim… ;(

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Czytało się nieźle, dzieje się dużo i czytelnik nudzić się nie może. Nie czytałem innych opowiadań, a to jako wprowadzenie do uniwersum sprawdza się co najwyżej średnio – cały czas czułem, że to część większej całości, której nie znam.

Nowa Fantastyka