- Opowiadanie: Wilk który jest - Egzamin ustny z szewskiej pasji

Egzamin ustny z szewskiej pasji

Z dedykacją dla wszystkich, którzy w tym roku (szkolnym) stają tak jak mój syn, przed ważnymi wyborami.

Dyżurni:

ocha, domek, syf.

Oceny

Egzamin ustny z szewskiej pasji

Wieść o tym, że książęcy mistrz szewski, Saturnin, szuka ucznia, obiegła lotem jaskółki nie tylko cały kraj, ale dotarła też daleko poza jego granice. Cóż się dziwić? Takiego wydarzenia nie było od paru dziesięcioleci. Praca ta nie polegała na naprawianiu kozaczków, czy trzewików. Władca dość miał majątku, by sprowadzać obuwie z zamorskich krain, nadających ton modom i słynących z wyrafinowanego gustu mieszkańców. Saturnin pracował dla Lotnej Straży, elitarnej formacji zbrojnej, która poruszała się w powietrzu dzięki latającym butom. Wiedza o tym, jak je zrobić, od pradawnych czasów podlegała ochronie i była przekazywana wybranemu uczniowi, który przejmował ją od odchodzącego mistrza.

Gwardziści Lotnej Straży wzbudzali podziw, gdy mknęli wysoko. Ich uniformy w czerwone i czarne pasy wyróżniały się na tle nieba. Ze sobą mieli zawsze worek podróżny, łuk i strzały. Do skórzanych pasów przymocowana była torba na meldunki i długi sztylet. Bagażu dopełniała zapasowa para latających butów. Służba ich była niebezpieczna, bo choć sami widzieli wiele, to również byli doskonale widoczni. Strzała wypuszczona z angielskiego długiego łuku potrafiła dosięgnąć gwardzistę w locie. Zdarzały się też wypadki, gdy środek lokomocji zawodził. Praca szewca była więc bardzo odpowiedzialna. Wielu jednak marzyło, by ją podjąć, bo była wyjątkowa, a przypuszczano też, że dobrze płatna. Nie ma się więc co dziwić, że na ogłoszenie odpowiedział wielki tysiąc kandydatów.

Pierwsze zadanie polegało na wykonaniu pary butów i przesłanie jej do oceny mistrza. Dalej pozostało czekać na spotkanie z samym Saturninem, na które zaproszeni mieli zostać jedynie wybrani. Poszukiwano ludzi młodych, mniej więcej w wieku, w którym paź staje się giermkiem. Ważniejszy był więc ich potencjał niż obecne umiejętności. Wstępna selekcja trwała całą jesień i zimę. Wiosną i latem do każdego z kandydatów dotarła wiadomość. Zawierała nie tylko informacje o ocenie ich dzieła, ale również przydatne wskazówki i dobre słowo na przyszłość. Listy rozesłano za pośrednictwem kurierów książęcych. Jedynie troje uczestników, którzy zostali zaproszeni na spotkanie z mistrzem, otrzymało korespondencję wprost z rąk gwardzistów Lotnej Straży.

Wczesną jesienią wybrańcy przybyli na zamek, by odbyć rozmowę z Saturninem. Komnatę w Wieży Szewskiej, w której mistrz przyjmował uczestników, ozdabiały arrasy przedstawiające przygody boga Hermesa i herosa Perseusza, którzy jako pierwsi używali latających butów. Wyposażenie było skromne: stół, siedziska, skrzynie. Przy drzwiach stał jakiś podłużny przedmiot nakryty burą tkaniną. Trójramienny lichtarz oświetlał blat, na którym znajdowała się para butów przygotowana przez wybrańca. Po drugiej stronie stołu siedział sam Saturnin.

Mistrz był mężczyzną niezbyt wysokim. Brodę i brwi miał siwe. Włosy skrywał pod czapką, ozdobioną sznurkiem zakończonym wymyślnym węzłem. Na oparciu krzesła wisiał płaszcz zgodny z barwami gwardzistów Lotnej Straży.

Pierwszym z zaproszonych gości była Drogosława. Usiadła i z żywym zainteresowaniem jęła rozglądać się po izbie. Uśmiechnął się mistrz na ten widok i rzekł:

– Witaj, moja droga!

Dziewczynka skinęła głową.

– Przysłałaś wyjątkową parę butów. Są zgodne z europejską modą. Mają piękne, długie, zawinięte noski, dowiązane do trzewika ślicznym sznureczkiem. Boki zdobi wzór z cekinów i paciorków. Choć cieszą oczy i są wyjątkowo zdobne, są też wygodne. – W tym momencie popatrzył na palce dziewczynki. Mimo wieku wciąż widział wyraźnie. Nie dostrzegł żadnych świeżych śladów ukłuć. Dodał łagodnym głosem:

– Sądzę jednak, że nie ty je wykonałaś. Czy mylę się?

Zagadnięta zaczerwieniła się i powiedziała cichym głosem:

– Nie.

– Któż więc je zrobił?

– Starszy brat.

– O, to bardzo zręczny rzemieślnik – pochwalił mistrz.

– Tak, wykonał już majstersztyk i ma swój warsztat.

– Jakiż więc jest twój udział w powstaniu tej pary?

– Ja je zaprojektowałam. – Dziewczyna podniosła wzrok na mistrza.

– Co to dokładnie znaczy?

– Wykonałam rysunek, a potem, z pomocą brata przerobiłam na projekt i podpatrywałam jego pracę, czy efekt zgadza się z moją wizją.

– Wymyśliłaś tylko buty?

– Nie… – odparła Drogosława.

– A co jeszcze?

– Nogawice, kaftan, rękawice, kaptur podróżny i czapkę z piórem. Mogę pokazać rysunki, mam je tu przy sobie.

– Chętnie zobaczę – rzekł mistrz.

Dziewczyna rozłożyła na stole białą kartę ze szkicami i z ożywieniem opowiedziała o strojach.

– Masz wspaniały dar, Drogosławo! – powiedział mistrz. – Twoje projekty są urzekające i praktyczne. Twórz ich więcej. Nie marnuj życia na bycie książęcym szewcem.

– Pragnę tego, ale nie wiem, jak mogłabym to marzenie zrealizować – powiedziała cicho. – Nie jesteśmy majętni. Tatko jest bednarzem, starszy brat szewcem, a mamy jeszcze troje rodzeństwa.

Saturnin wstał. Podprowadził ją do burej tkaniny, którą ściągnął jednym ruchem. Ukazało się zwierciadło. Zapytał:

– Kogo widzisz?

– Siebie… i mistrza – dodała po chwili.

– A ty to kto? Szewc książęcy, czy raczej modystka?

– Modystka – powiedziała cicho.

– Więc idź za nią! Idź za sobą!

– Nie wiem jak. Nie znam drogi.

– I ja jej nie znam, ale wiem, kto nam pomoże. Umówię cię na jutro z książęcym krawcem. Pokaż mu swoje dzieła. Opowiedz o nich z tą pasją, która jest w tobie!

Następny przybył Sobierad, który przysłał mistrzowi dwa różne buty. Oba były pełne ciekawych rozwiązań i wykorzystywały nietypowe materiały.

– Czy uważasz, że ktoś chciałby nosić dwa różne buty? – zapytał mistrz.

– Nie – odparł Sobierad – ale wymyśliłem kilka różnych wzorów i nie mogłem się zdecydować.

– Wykorzystałeś ciekawe materiały: kamień, pióra, sieci rybackie…

– Uwielbiam tworzyć nowe rzeczy i używać przedmiotów inaczej, niezgodnie z ich pierwotnym przeznaczeniem, ale nade wszystko lubię budować zamki z piasku, tak trwałe, że fale morskie mają problem, by je obalić! – zakończył z dumą w głosie.

– A wyobrażasz sobie, że nauczysz się pradawnej sztuki wykonywania latających butów i będziesz robił tylko to przez całe życie?

Chłopiec zamilkł. W końcu dodał cichym głosem:

– Nie.

– Też mi się widzi, że to zajęcie nie dla ciebie.

– Ale… – Sobierad zaoponował. – Ale ponoć dobrze płacą.

– I co z tego, kiedy nie masz do tego serca? – zapytał mistrz. Chłopiec nie wiedział, co odpowiedzieć.

– Kto cię namówił, żeby przysłać swoją pracę?

– Rodzice.

– Chcą dla ciebie dobrze, tylko nie wiedzą, co dla ciebie dobre – skwitował Saturnin. Powiódł go do lustra, tak samo jak wcześniej Drogosławę. Sobierad ujrzał przed sobą przyszłego muratora, który wznosi okazałe budowle, trwałe i wyjątkowej urody.

– Idź i rozwijaj swoje talenty – rzekł Saturnin. – Umówię cię na spotkanie z książęcym architektem.

Ostatni przybył Jarostryj. Palce miał pokłute przez igły i pocięte przez nici. Swoją parę butów wykonał według wzoru stosowanego w jego wiosce od pokoleń. Przyznał, że udała mu się dopiero siódma. Nie zniechęcał się jednak. Mało spał, a wciąż się doskonalił. Mimo, że buty wysłał już dawno, dalej ćwiczył. Wydobył z worka nową parę. Saturnin dostrzegł, jak znaczny postęp uczynił młodzian od czasu wytworzenia tej, którą dostał. Zaprowadził go do lustra. Założył mu swoją czapkę na głowę i płaszcz na ramiona i zapytał:

– Kogo widzisz?

– Książęcego szewca – odpowiedział Jarostryj i obaj się uśmiechnęli.

Koniec

Komentarze

Wilku, rozumiem powody, które skłoniły Cię do napisania tej opowiastki, ale cóż, nie zrobiła ona na mnie jakiegoś szczególnego wrażenia, bo nie znalazłam w niej nic odkrywczego.

 

–Twoje pro­jek­ty są urze­ka­ją­ce i prak­tycz­ne. –> Brak spacji po półpauzie.

 

– A ty to kto? Szewc ksią­żę­cy, czy mo­dyst­ka? –> Modystka nie zajmuje się modą i strojami. Modystka wyrabia i sprzedaje damskie kapelusze.

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Dziękuję za opinię. :-) Powiem Ci, że dla większości odbiorców ta historyjka jest odkrywcza. To znaczy, niby wiedzą, ale nie stosują. Błędny wybór to jeden z powodów wypalenia zawodowego, które WHO uznała w tym roku za chorobę. Nie było logicznego systemu wsparcia, a tworzony obecnie ledwie raczkuje, więc ludzie (Wilk też człowiek) wybierali metodą prawej ręki, jak w labiryncie. Mając przy tym motywacje przedziwne. Przypomina się czasem piosenka Jana Krzysztofa Kelusa „Pytania, których nie zadam”:

„Życie jest, bracie, życie,

A tam, czysta-nieczysta,

Zamiast cztery osiemset na rękę osiem czterysta,

Ludzie? No wiesz, jak jest z ludźmi,

Praca? No wiesz, jak jest w pracy (…)”

Modystka – Wilk jest świadom. :-) Brakło mi terminu lepiej pasującego do klimatu opowieści. Pomyślę o tym jeszcze. Byłem kiedyś w Budapeszcie na targach Mesterségek Ünnepé (dawnych zawodów). Przejrzę zdjęcia, może coś mi się ciekawego nasunie?

Z pozdrowieniem,

Wilk który jest

Nie jest człowiek większy ani lepszy, gdy go chwalą, ani gorszy, gdy go ganią. (Tomasz z Kempis)

Wilku, wszak napisałam, że rozumiem powody.

A sprawa wydała mi się oczywista, bo nigdy nie dopuściłabym do sytuacji, w której musiałabym iść do roboty, zawsze chodziłam do pracy, którą lubiłam. ;)

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Wiesz, w zasadzie to tu nie ma powodów, tylko jest dedykacja, a to spora różnica. ;-)

Nic to, kolejna opowiastka ma tytuł po łacinie, więc podejdzie wszystkim lepiej. :-D Jestem pozytywnie nastawiony do świata po wystawie rękopisów dawnej Biblioteki kolegiaty kieleckiej i po rozmowach z autorami „Wilczej gontyny” Sławomirem Zajączkowskim i Hubertem Czajkowskim. Oni nazwali swój cykl „Lux in tenebris”, więc kierunek uważam za słuszny. ;-)

Z pozdrowieniem,

Wilk który jest

Nie jest człowiek większy ani lepszy, gdy go chwalą, ani gorszy, gdy go ganią. (Tomasz z Kempis)

Zdaje mi się, że już chęć zadedykowania opowiadania była dostatecznym powodem, byś je napisał. ;)

Miło też słyszeć, że ostatnie wydarzenia i rozmowy miały na Ciebie tak dobry wpływ. Teraz pozostaje czekanie na zapowiedzianą opowieść. ;)

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Dodam wieczorem (najprawdopodobniej). :-) „Egzamin ustny z szewskiej pasji” jest starszy od dedykacji o kwartał. :-D Bezpośredni powód był więc całkiem inny. :-)

 

Nie jest człowiek większy ani lepszy, gdy go chwalą, ani gorszy, gdy go ganią. (Tomasz z Kempis)

Wobec tego pozostawiam sprawy własnemu biegowi. ;)

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

„Nad brzegiem siedź i czekaj,

bez kija i bez wiosła,

aż trup twojego wroga,

w dół rzeka będzie niosła.

Czasami umiesz siedzieć,

jak radził stary mędrzec.

Czasami popchniesz rzekę,

by popłynęła prędzej” (JKK). ;-)

Nie jest człowiek większy ani lepszy, gdy go chwalą, ani gorszy, gdy go ganią. (Tomasz z Kempis)

obiegła lotem jaskółki nie tylko cały kraj, ale dotarła też daleko poza jego granice

Gramatycznie to trochę nie ryksztosuje. Ja dałabym: nie tylko obiegła lotem jaskółki cały kraj, ale dotarła też…

 przekazywana wybranemu uczniowi, który przejmował ją od odchodzącego mistrza.

Hmm.

 Do skórzanych pasów przymocowana była torba na meldunki

Trochę się czepiam, ale jedna torba do wszystkich pasów? ;)

Bagażu dopełniała

Hmm.

 wielki tysiąc

Znaczy się, tysiąc i jeszcze dwustu? (”Wielka setka” to 120.)

 Ważniejszy był więc ich potencjał niż obecne umiejętności.

Trochę niebaśniowe to.

 Wstępna selekcja trwała całą jesień i zimę

I to też.

 płaszcz zgodny z barwami gwardzistów

Płaszcz w barwach gwardzistów. Pierwszy raz widzę zgodne ubranie ;)

 Czy mylę się?

"Się" na końcu nie wygląda naturalnie.

 Idź za sobą!

Hm? To chyba anglicyzm.

 uczynił młodzian od czasu wytworzenia tej, którą dostał

Cokolwiek niejasne.

 

Ale mimo natrętnych skojarzeń z Wykutymi w ogniu (ostatnio ulubionym programem mojego ojca) myślę, że udała Ci się bajka. Może jest ciut zbyt dydaktyczna, może brakuje jej trochę dekoracji, ale tak w ogóle bardzo porządna. W kwestii modystki: krawcowa byłaby chyba najprostsza.

 nigdy nie dopuściłabym do sytuacji, w której musiałabym iść do roboty, zawsze chodziłam do pracy, którą lubiłam. ;)

A na to są dwie metody: dla ludzi przebojowych i radzących sobie w życiu ;) oraz dla stoików, którzy nie obrażają się na świat, że nie jest dokładnie taki, jaki zamawiali.

Odkrycie własnego błędu to nie porażka, lecz okazja (Alfred N. Whitehead)

Pięknie dziękuję za wszystkie „hm”! :-D

Wielki tysiąc to dziesięć grosów, czyli 1440, ale za świadomość istnienia wielkiej setki masz u mnie plusik dodatni. :-)

Nie wiem, jak tam z prostotą u krawcowej. :-) Krojczy też nie pasuje. Myślę dalej. Wieczorem poprzeglądam fotki z Budapesztu, może mnie natchnie (o ile napis będzie dwujęzyczny, bo jak tylko po węgiersku, to nie poradzę).

Z pozdrowieniem,

Wilk który jest

Nie jest człowiek większy ani lepszy, gdy go chwalą, ani gorszy, gdy go ganią. (Tomasz z Kempis)

Oooo XD

Odkrycie własnego błędu to nie porażka, lecz okazja (Alfred N. Whitehead)

Faktycznie dydaktyczny wymiar nieco zbyt hmm bezpośredni, cały morał masz na wierzchu :D ale bajka jest przyjemna i przemiła. Mógłbyś jeszcze nieco wzbogacić tekst, ale czytało się dobrze. Pomysł z szyciem latających butów fajny!

:-D I tak oto wystartowałem w kategorii: literatura dydaktyczna! Pora się z tym zwrócić do szkół, Kuratoriów i MEN! :-) Piękne dzięki za dobre słowo!

Z pozdrowieniem,

Wilk który jest

 

Nie jest człowiek większy ani lepszy, gdy go chwalą, ani gorszy, gdy go ganią. (Tomasz z Kempis)

@Wilku, modystka to nie projektantka mody, a specjalistka w wykonywaniu kapeluszy. Tylko i wyłącznie. A nie jestem pewna, czy o tak wąskie znaczenie Ci chodziło.

Ninedin, zwróciła już na to uwagę Regulatorzy. Odpisałem, że jestem tego świadom. Ciągle nie znalazłem lepszego wyrazu: projektantka, krawcowa, czy krojcza, zdecydowanie odpadają. Coś w końcu wymyślę! Na razie dodałem wyraz „raczej”, bo Saturnin też może lepszego pojęcia nie znać. ;-)

Dziękuję za dbałość o szczegóły. :-)

Z pozdrowieniem,

Wilk który jest

Nie jest człowiek większy ani lepszy, gdy go chwalą, ani gorszy, gdy go ganią. (Tomasz z Kempis)

Fajna bajka, choć raczej dla trochę młodszych czytelników. :)

Każdy się starzeje w takim tempie, w jakim uważa za stosowne! ;-)

Dzięki za dobre słowo! Wypuszczę jako literaturę dydaktyczną z zakresu preorientacji zawodowej! :-D

Z pozdrowieniem,

Wilk który jest

Nie jest człowiek większy ani lepszy, gdy go chwalą, ani gorszy, gdy go ganią. (Tomasz z Kempis)

Ale żeby nie było, że się tylko przychodzę czepiać słówek – tekst mi się w tej bajkowej, trochę alegoryzującej (raczej niż stricte baśniowej) konwencji zdecydowanie podobał :)

Dziękuję za dobre słowo! :-) Czepianie się słówek nie jest złe! Byłem kiedyś na szkoleniu prowadzonym przez poradnię językową Polskiego Radia. Można stracić wiarę w siebie. :-D

W tym względzie mam jednak zawsze pod ręką anegdotę o wybitnym kaznodziei, do którego podszedł po homilii równie wspaniały językoznawca i powiedział:

– Pastorze, w tym jednym kazaniu popełnił pan aż dwadzieścia cztery błędy językowe!

Na to kaznodzieja:

– To jest kazanie. Ratowane są dusze ludzkie. A pan jaki robi użytek ze swojej królewskiej angielszczyzny? ;-)

Mimo wszystko językowy fason należy trzymać, a ja mam ciągle pretensje do samego siebie, że się przez te lata nie nauczyłem pisać poprawniej.

Z pozdrowieniem,

Wilk który jest

Nie jest człowiek większy ani lepszy, gdy go chwalą, ani gorszy, gdy go ganią. (Tomasz z Kempis)

Zacna anegdota, Wilku, zacna.

Odkrycie własnego błędu to nie porażka, lecz okazja (Alfred N. Whitehead)

Dziękuję! :-)

Nie jest człowiek większy ani lepszy, gdy go chwalą, ani gorszy, gdy go ganią. (Tomasz z Kempis)

Fantastyczne! :-D Dziękuję! :-)

Nie jest człowiek większy ani lepszy, gdy go chwalą, ani gorszy, gdy go ganią. (Tomasz z Kempis)

Dobre, na czasie, i tym wrześniowym, i w ogóle!

Z dwoma zawodami pokombinowałabym. Jedynie szewc mnie satysfakcjonuje, ale za to bardzo, bardzo! Murator – eh, a może budowniczy katedr? nie wiem, jak on się nazywał, podobnie jak osoba projektująca i szyjąca suknie, narzuca się krawcowa, ale… też by mi się nie podobało.

To opowiadanie jest ciut słabsze od tego o Pielgrzymie-pątniku, trochę przez wykonanie – jak dla mnie – za dużo określników oraz czasami przedobrzasz te zawody.

Jedno mnie zatrzymało:

‚Wiedza o tym, jak je zrobić

Nie wiem, jak się robi buty, ale prosi się o inny czasownik.

 

Kiedyś też grzebałam w zawodach. Pewnie znasz, lecz na wszelki wypadek podrzucam, choć żaden nie podoba mi się w stopniu wystarczającym: krawiec jedwabny, szmuklerz (pasamonik), folusznik, prężycielka firan, repasatorka pończoch, gorseciarka, iglarz, kaletnik, hafciarka, rymarka, falbierz

Wyobraźnię moją poruszyły kiedyś: sekserka i mechobtyk, ale to już zawody niezwiązane z krawiectwem.

A, i jeszcze zabawiła mnie książka, przypomniałam sobie o niej, czytając Twój tekst. Kurcze, kiedy ją przekartkowałam zdaje mi się, że język się zmienia, ale niewiele ponad to. Niestety nie ma w niej nazw zawodów.

http://bc.radom.pl/dlibra/plain-content?id=8702

Logika zaprowadzi cię z punktu A do punktu B. Wyobraźnia zaprowadzi cię wszędzie. A.E.

Nie wiem, jak się robi buty, ale prosi się o inny czasownik.

Buty się szyje. Katedry budują budowniczowie, kamieniarze oraz masoni ;)

Odkrycie własnego błędu to nie porażka, lecz okazja (Alfred N. Whitehead)

@Asylum

Piękne dzięki za obszerny zbiór uwag. :-) W Polsce używano określenia murator dla kogoś budującego z kamienia. Architekt, to był ten, który budował z drewna. Taka ciekawostka z epoki szlacheckiej. Nawet po Kazimierzu Wielkim kraj mieliśmy głównie drewniany. Pałace magnackie były imponujące i średnio stało po sto lat, czyli od budowy do pożaru. :-D Polecam, nie tylko w tym kontekście: „Życie Polskie w dawnych wiekach”, Władysława Łozińskiego. Tam też odpowiedź na pytanie, czy husaria miała skrzydła, które powraca ostatnio w sieci z uporem maniaka? ;-)

Myślę, że fantastycznie wyglądają oficjalnie opisane zawody na literkę: ż. Zwłaszcza: żałobnik i żaglownik. :-)

 

@Tarnina

Pamiętam, że porządne zamszaki, tzw. pancerne, były: szyte, bite i klepane. ;-) W średniowiecznym obuwiu pojawiały się też okucia z cennych kruszców.

 

Z pozdrowieniami,

Wilk który jest

Nie jest człowiek większy ani lepszy, gdy go chwalą, ani gorszy, gdy go ganią. (Tomasz z Kempis)

O architekcie – ciekawe:) , a moje komentarze to zwyczajne gadustwo ino na klawiaturowym papierze. Łoziński o:O, bardzo poważna i ceniona osoba, źródło. Nie dla mnie historia, ale z wieściami z niej i o niej chętnie się zapoznam i czytać będę.

Do zawodów na “ż”dorzucę kolejne: łagiewnik, klikon, jadownik, abacysta. 

Logika zaprowadzi cię z punktu A do punktu B. Wyobraźnia zaprowadzi cię wszędzie. A.E.

Fajne opowiadanie, ciepłe. Owszem, dobre dla dzieci, ale nie tylko. Trochę przypomina monastyczną opowiastkę: Ihumen monasteru Sołowieckiego pyta trzech nowicjuszy, co by chcieli robić w klasztorze. Jeden odpowiada – chciałbym zajmować się stolarstwem.

– Dobrze, synu, – powiedział ihumen – idź do stolarni.

Drugi chciał zajmować się kowalstwem i został wysłany do kuźni.

Trzeci powiedział: Chcę duszę swą zbawiać.

Oni nauczą się rzemiosła i sobie pójdą, – powiedział opat – a ty będziesz prawdziwym mnichem.

In maiorem Dei gloria!

@Asylum

Przez te zawody zaraz dotrzemy do rozważań na temat osad służebnych. :-) W Jadownikach wyrabiano trucizny, a w Kostomłotach lub Koniemłotach klej z kości zwierzęcych. ;-)

 

@Nikolzollern

Świetne skojarzenie! Dziękuję! Przypomniało mi wspomnienia jednego ze współczesnych benedyktynów z Tyńca. Opowiadał, że przekroczył furtę. Zamknęła się za nim. Echo poszło po krużgankach i wówczas pomyślał: „No to się załatwiłeś”. W tym momencie podszedł do niego starszy mnich i powiedział: “Nie martw się! Jeśli Bóg cię tu przysłał, to pomoże ci wytrwać”.

 

Pozdrawiam Was serdecznie,

Wilk który jest

Nie jest człowiek większy ani lepszy, gdy go chwalą, ani gorszy, gdy go ganią. (Tomasz z Kempis)

Nowa Fantastyka