- Opowiadanie: Realuc - Ostatnie marzenie Jana i Ewy

Ostatnie marzenie Jana i Ewy

Taki mały eksperyment...

Dyżurni:

ocha, bohdan, domek

Oceny

Ostatnie marzenie Jana i Ewy

Jan

 

Patrzę na nią od świtu do zmierzchu.

Pragnę poczuć dotyk, oddech… cokolwiek. Nie zbliżymy się do siebie nawet o najmniejszy krok, choć za każdy oddałbym wszystko. Lecz co miałbym oddać, skoro nie mam już niczego? Zostało mi jedynie trwać w tej udręce, karze, która przyćmiewa najbardziej zmyślne tortury. Cóż bowiem może być okrutniejszego niż mieć na wyciągnięcie ręki kogoś, kogo kochamy ponad wszelką miarę, a mimo to wiedzieć, że już nigdy, przenigdy nie muśniemy go choćby koniuszkiem palca?

Miłość zwalczy wszelkie przeciwności losu. Tak mawiają. Nas jednak dzieli pole kukurydzy. Na wieczność.

 

Ewa

 

Patrzę na niego od świtu do zmierzchu.

Gdy uginana silnym wiatrem kukurydza odsłania tors, niemal widzę szalejące z rozpaczy serce. Serce utkwione na wieki w martwym ciele. Spoglądam na uniesione ręce, które nigdy nie opadną. Na brudne łachmany, nie mające nic wspólnego z naszym poprzednim życiem. Jedyne, czego wtedy pragnę, to poczuć bliskość, dotyk, oddech… cokolwiek. Wszystko to jest jednak niemożliwe. Zostaje mi utkwić wzrok w szpakach, które przysiadują na głowie i ramionach ukochanego. Słuchać ptasich skrzeków, szelestu, jakie niosą pola w burzliwy dzień. Słońce chowa się za kłosami. Zachód oblewa nas czerwienią. Kiedyś uważałam to zjawisko za jedno z najpiękniejszych, jakie występuje w naturze. Dziś jest tylko nic nieznaczącym elementem wypełniającym dzień.

Jedyne, co nigdy nie zbrzydnie człowiekowi, choćby doświadczał tego na co dzień, to miłość. Przynajmniej moje uczucie do Jana zawsze było niewyobrażalne, co pozwala mi tak właśnie myśleć. I chciałabym, o jakżebym chciała, aby ta sama miłość pokonała barierę, jaka nas dzieli.

 

Jan

 

Kolejny świt.

Po ulewnej nocy nastaje słoneczny poranek. Nie wiem czy zimny, czy ciepły, bo niczego nie czuję. Znowu przeklęte ptaszyska obsiadają moje nieruchome ciało. Wyskubują słomę spomiędzy ubrań, z twarzy, zewsząd. Jak tu mieć nadzieję na cokolwiek, skoro nawet zwierzęta, które powinieneś odstraszać, mają cię za nic? Gdy nie spełniasz jedynego celu, dla jakiego zostałeś stworzony?

Wszystko zrujnowałem. To wszystko przeze mnie. Tak bardzo cię kocham, Ewo. Wybacz mi, na wszystko, co nas niegdyś łączyło. Wybacz…

 

Ewa

 

Kolejny świt.

Gdy wszystko leniwie budzi się do życia, wspominam. Każdego ranka wracam myślami do poprzedniego życia. Życia, którym mogłam kierować.

Poznałam Jana już w pierwszej klasie liceum. Uczucie wykiełkowało szybko i rozkwitało przez kolejne piętnaście lat. Czas pełen miłości i niezapomnianych chwil. Czas, w którym dowiedziałam się, jak to jest kochać kogoś bezgranicznie. Że istnieje coś między dwojgiem ludzi, czego nie da się zastąpić niczym innym.

Wszystko było idealnie. Do dnia, w którym spotkaliśmy tego człowieka. Na ramionach siedziały mu czarne kruki. Spod kaptura wyłaniała się pomarszczona twarz z zaszytymi czerwoną nitką ustami, z których dobywał się jedynie przerywany świst. Dziwak pojawił się znikąd, w centrum miejskiego parku, jakby szukał właśnie nas. Ukochany Jan chciał mnie bronić. Uznał starca za wariata, i słusznie. Odepchnął go mocno, kiedy ten nie reagował na słowne prośby, po czym szybkim krokiem zaczęliśmy zmierzać ku innym spacerowiczom. To był ostatni dzień. Ostatni dzień, podczas którego byliśmy ludźmi…

 

Jan

 

Wybacz…

Ach, gdybym tylko wiedział… Gdybym tylko wiedział, że człowiek, któremu nie pomogłem, wróci jako mszcząca się zjawa, uczyniłbym inaczej. Choć jak mogłem to wiedzieć? Droga wiodąca przez las, wypadek na moich oczach. Wpadł w poślizg na zakręcie. Auto dachowało. Widziałem, jak próbuje wydostać się z pojazdu. Widziałem krew i zmasakrowane ciało, które jakimś cudem się jeszcze poruszało. Stwierdziłem wtedy, że zaraz będzie przejeżdżał inny samochód i z pewnością jego kierowca się zatrzyma i pomoże poszkodowanemu. Błagał mnie o pomoc, krzyczał. Nie zatrzymałem się. Byłem spóźniony na pierwszy występ kochanej Ewy. W ten dzień spełniało się jej marzenie, debiutowała na deskach teatru. Obiecałem, że tam będę. Że będę ją wspierał. Nie mogłem zawieść. Gdybym się wtedy zatrzymał, bóg wie, ile czasu wszystko by potrwało. Czy uratowałbym wtedy tego człowieka? Wmawiam sobie do dziś, że nie. Gdy oddalałem się z miejsca wypadku, usłyszałem słowa w głowie:

Skoro ważniejszym od ludzkiego życia jest dla ciebie patrzenie na nią, będziesz mógł robić to już przez całą wieczność!

Dotarłem na sam finał spektaklu. Trzy dni później spotkaliśmy przerażającego mężczyznę w parku. Na czwarty dzień obudziłem się tutaj. Dziesięć kroków ode mnie Ewa. Wiem, że to ona. Doskonale czuję jej obecność, choć jest tylko słomianym manekinem, tak, jak ja.

Przeklętym strachem na wróble.

 

Ewa

 

Moim ostatnim marzeniem jest poczuć jego bliskość.

Za wszelką cenę.

Za wszelką cenę…

 

Jan

 

Moim ostatnim marzeniem jest poczuć jej bliskość.

Za wszelką cenę.

Za wszelką cenę…

 

Ewa

 

Kolejny dzień, choć zaczyna się inaczej.

Poranne wspominki przerywa mi dwójka mężczyzn. Wyłaniają się nagle spomiędzy kukurydzy i rechoczą głośno. Jeden z nich, z zaniedbaną i skołtunioną brodą, wyciąga spod kamizeli flaszkę i rzecze:

– No to ten, tego, machniem śniadanko, hah?

Wyrzuca nakrętkę i podaje wódkę towarzyszowi rannego spaceru.

– A czemu nie, karwasz twarz!

Opróżniają butelkę i przenoszą na mnie pijany wzrok. Brodaty mówi:

– Zobacz, Jędrek! Durne, hep, ptaki i tak srają na te puste, słomiane łby. A niby, hep, odstraszać mają te szkodniki, hep!

– Na gówno potrzebne te kukły! Ino dzieci straszą! Zobacz na te mordy powykręcane, karwasz twarz!

– Sam żeś je tu, hep, postawił. Lata temu. Choć ostatnimi czasy jakoś dziwnie się, hep, zmieniły… Robiłeś coś z nimi? Te oczy… niby sztuczne, kurza mać, a jednak, hep, jakoś takie…

– A skądże. Pijanyś i głupotami rzucać zaczynasz. Moje to pole, więc postanawiam tu i teraz! Trzeba się ich pozbyć!

 

Jan

 

Jeden z pijanych chłopów, ten z czkawką, podchodzi do mnie. Drugi obłapia Ewę. Niczego nie czuję. Strachu, lęku, pogardy, żadnych uczuć. Żadnych prócz miłości, jakby została wypalona na słomianym sercu i zakrywała wszystko inne, co może odczuwać człowiek. Ale czy świadomy manekin może nazywać się jeszcze człowiekiem?

Mężczyzna wyrywa mnie z ziemi. To samo czyni drugi z ukochaną Ewą. Zmierzają ku sobie, a to znaczy, że… i my zbliżamy się do siebie! A jednak! Niemożliwe staje się rzeczywistością! Jeszcze trochę, już prawie…

 

Ewa

 

Ach, myślałam, że ten dzień nigdy nie nadejdzie!

Chłop rzuca mnie na ziemię, mija chwila i… ląduje na mnie Jan! Stykamy się twarzami, dotykamy sztywnymi, wyprostowanymi rękami. Czy to nie jest sen!?

Tak bardzo cię kocham!

 

Jan

 

Rozpalona zapałka trafia między nas.

Ogień szybko przejmuje kolejne słomiane części ciał, ale to nic.

Spełniło się moje ostatnie marzenie…

 

Ewa

 

Nikniemy w płomieniach jak niepotrzebne nikomu starocie. Tracę wzrok, tracę myśli, ale to nic.

Spełniło się moje ostatnie marzenie…

Koniec

Komentarze

Wspomniane na początku pole kukurydzy pozwoliło mi domyślić się, kim są zakochani w sobie Jan i Ewa, a z dalszej treści dowiedziałam się, co było powodem takiego ich losu. I choć rozumiem, dlaczego klątwa dotknęła Jana, to nie wiem, czemu Ewa też została nią objęta.

Baśniowość historii zakłóciło mi pojawienie się dwóch chłopów i choć rozumiem, że w jakiś sposób musiałeś doprowadzić do spotkania bohaterów i choć spodziewałam się, że nie będzie ono radosne, to doczytawszy szort do końca, poczułam rozczarowanie.

Realucu, Twoje opowiadanie przypomniało mi pewną historyjkę Bemik. Króciutka, polecam: https://www.fantastyka.pl/opowiadania/pokaz/21419

 

Słu­chać pta­sie skrze­ki, sze­lest, jaki niosą pola w burz­li­wy dzień. –> Słu­chać pta­sich skrze­ków, sze­lestu, jakie niosą pola w burz­li­wy dzień.

 

Czy ura­to­wał­bym wnet tego czło­wie­ka? –> Raczej: Czy ura­to­wał­bym wtedy tego czło­wie­ka?

 

Choć ostat­ni czasy jakoś dziw­nie się, hep, zmie­ni­ły… –> Pewnie miało być: Choć ostat­nimi czasy jakoś dziw­nie się, hep, zmie­ni­ły

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Dzięki za szybki komentarz :) Błędy poprawione i wielce jestem rad, że tak ich mało wyskubałaś ;)

 

Co do końcówki, rozumiem, że mogła nie być w Twym guście. Umyślnie podzieliłem tekst na część bardziej baśniową i drugą, taką bardziej sprowadzającą na ziemię. Dlatego chłopi są jacy są, mówią jak mówią. Chodziło o to, aby nie było to żadne epickie zakończenie, a przypadkowy, szary dzień, który równocześnie kończy historię i paradoksalnie spełnia marzenie, w jakże okrutny sposób. Taką przyjąłem koncepcję i zdaję sobie sprawę, że nie każdemu może się przypodobać. No, ale jak pisałem w przedmowie, był to eksperyment :)

Przytoczony przez Ciebie tekst Bemik zdaje się już kiedyś czytałem.

Dzięki raz jeszcze za wizytę i pozdrawiam! ;)

 

Realucu, po namyśle doszłam do wniosku, że pewnie masz rację i aby rozwiać baśniowo-magiczną atmosferę, każesz chłopom wtargnąć na pole.

No i jeszcze tak sobie pomyślałam, że choć marzenie Jana i Ewy spełniło się w sposób dramatyczny i okrutny, to przynajmniej bezbolesny. ;)

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

No i jeszcze tak sobie pomyślałam, że choć marzenie Jana i Ewy spełniło się w sposób dramatyczny i okrutny, to przynajmniej bezbolesny. ;)

Właśnie tak :) Słodko-gorzko ;)

Ciekawy pomysł na fabułę i całkiem interesująca forma przedstawienia – z perspektywy w zasadzie martwych przedmiotów, a jednak więżących w sobie zaklętych ludzi, obdartych ze swojej ludzkości poza uczuciem, które ich łączyło.

Końcówka, mam wrażenie, że mogła wybrzmieć mocniej – bardzo podobało mi się, że strachów praktycznie nie obchodzi, że idą na śmierć, interesuje je tylko wizja rychłego połączenia się z ukochanym/ukochaną. Kiedy jednak pojawiła się zapałka, byłam prawie pewna, że zostanie to wykorzystane jako pełne – nomen omen – ognia miłosne uniesienie stęsknionych kochanków (oczywiście na tyle, na ile pozwala ich zdrewniała forma, ale to już pole do popisu dla zręcznych metafor). Tymczasem dość zdawkowo się urwało. Odczułam to tym bardziej, że początek był zdecydowanie bardziej rozbudowany.

Niemniej jednak całość na plus, bo czytałam bez potknięć.

Nir, dzięki za komentarz!

Cieszę się, że jako całość się podobało, i że przypadły Ci do gustu pewne rozwiązania :) Co do zdawkowej końcówki… Cóż mogę rzec… Nie chciałem właśnie robić z niej niczego epickiego, pięknego, jak pisałem we wcześniejszych komentarzach, więc miłosne uniesienia odpadały. Zawarłem w niej to, co moim zdaniem najważniejsze, bez pięknych ozdobników. 

Raz jeszcze dzięki za miłe słowa i pozdrawiam! ;)

Całkiem zgrabnie napisana opowieść z ciekawym zakończeniem, którą dobrze się czytało. Mam tylko jedno zastrzeżenie – miłość dwójki bohaterów jest przedstawiona zbyt idealnie. Wydałaby się bardziej prawdziwa, gdyby pojawiły się choćby małe zgrzyty czy wady. Dobrze, że wprowadziłeś postacie chłopów, które rozbijają tę sielankę.

ANDO, fajnie, że wpadłaś :)

Specjalnie stworzyłem taką idealistyczną miłość, aby udręka jakiej poddane były kukły była bardziej wyraźna i zrozumiała. Gdyby byli to zwykły Janusz i Grażyna, którzy się kłócą itp., to historia nie wybrzmiałaby w ten sam sposób. Choć rozumiem, do czego zmierzasz. Złoty środek. Jakikolwiek element, który zachwiałby tą idealnością. Może i masz racje…

Dobrze, że wprowadziłeś postacie chłopów, które rozbijają tę sielankę.

Ach, ulżyło mi, że kolejna osoba uznała ten zabieg za trafny ;)

Dzięki za komentarz! :)

Rozumiem – ten dualizm perspektywy, rozbicie świata na wewnętrzne przeżycia kochanków i zewnętrzną szarą brutalność jest właśnie świetne, po prostu chciałabym, by ten kontrast jeszcze bardziej wybrzmiał. Skoro, jak mówisz, ta piękna strona odpada, to może odrobinę szerzej opisać brutalność? Ach, tak tylko marudzę, w końcu ta prostota i zdawkowość zakończenia może jest właśnie najbardziej brutalna wobec bogatych opisów uczuć we wcześniejszych akapitach.

Ach, tak tylko marudzę, w końcu ta prostota i zdawkowość zakończenia może jest właśnie najbardziej brutalna wobec bogatych opisów uczuć we wcześniejszych akapitach.

Właśnie tak to postrzegam :) Ale przemyślę to jeszcze i może coś doskrobię ;)

Przeczytałam, podobało mi się. Poruszające to zestawienie gorącej miłości i tragedii Jana i Ewy z zapijaczonymi obdartusami. No i przejmujące zakończenie do tego.

Nie byłabym jednak sobą, gdybym nie zastanawiała się nad symboliką. Idealna miłość? No nie do końca, miłość, która jest być może przyczyną czyjejś śmierci, nie jest piękna, a tym samym nie jest idealna. Ewa chyba nie rozumie, dlaczego znaleźli się w takiej sytuacji, a więc Jan nie zwierzył jej się.

On ma poczucie winy, ale nie wobec człowieka, któremu nie pomógł, a jedynie wobec Ewy. Jest więc miłość ślepa i egoistyczna?

Muszę to jeszcze przemyśleć. Wrócę, jak coś mi przyjdzie do głowy.

A na razie…

Klik :)

Hej, Irka!

Nie twierdzę, że to była idealna miłość (zważywszy na rozwój wypadków), jeno Ewa ją za taką uważała. Myślę, że nie jest powiedziane wprost, czy Ewa wie czy nie wie dlaczego się tam znaleźli. Może, tak jak mówisz, Jan się jej nie zwierzył. Nie powiedział o wypadku. A potem, po wizycie zjawy w parku, wszystko podziało się szybko

On ma poczucie winy, ale nie wobec człowieka, któremu nie pomógł, a jedynie wobec Ewy. Jest więc miłość ślepa i egoistyczna?

Coś w tym jest. Chyba też to właśnie miałem na myśli. Miłość zakrywająca inne ludzkie uczucia. Bo przecież każdy winien wtedy pomóc temu człowiekowi podczas wypadku. Więc w tym przypadku ta wielka miłość doprowadziła do zguby.

Też pomyślę :D I dzięki za klik!

Fajny tekst z ciekawym zakończeniem. Trochę mi przeszkadzały te hepnięcia  wydaje mi się, że trochę ich za dużo.

Niemniej yes Gdybym mógł to bym kliknął ;)

grzelulukas, dzięki za miłe słowa! ;)

Co do hepnięć, miałeś kiedyś pijacką czkawkę? Ja mam takowe niechlubne doświadczenia i u mnie częstotliwość hepnięć była równie wysoka :D :P

Zacząłeś jak Dante w historii Paola i Franceski… I zacząłeś poetycko, tajemniczo. Dość szybko da się wymyślić, że Jan to strach na wróble, z Ewą trochę się zastanawiałam, czym jest – dziewczyną zakochaną s strachu? ptakiem? Potem robi się coraz bardziej konkretnie i realistycznie i tekst nieco traci nastrój. Może gdybyś te wyjaśnienia o klątwie itd. napisał też bardziej onirycznie, byłoby lepiej?

Scena z chłopami mogłaby być krótsza (bo jest nieco przegadana), też by to pewnie pomogło – żeby nie umknęła całkowicie baśniowość i poetyckość całości. Horrorowy wątek fajnie poprowadzony w inwersji, ale w opowieści Jana nie wydają mi się potrzebne szczegóły z teatrem itd. – wystarczyłoby, że spieszył się na spotkanie z ukochaną. Bo właściwie dlaczego się spóźnił na spektakl i to tak bardzo, skoro nie pomógł ofierze wypadku?

Ale ogólnie wariacja na temat rozłączonych kochanków całkiem ciekawa. Po namyśle daję klika.

Historia to uzgodniony zestaw kłamstw.

Drakaino, dzięki za poświecony czas, komentarz i klika! :)

 

Potem robi się coraz bardziej konkretnie i realistycznie i tekst nieco traci nastrój. Może gdybyś te wyjaśnienia o klątwie itd. napisał też bardziej onirycznie, byłoby lepiej?

Scena z chłopami mogłaby być krótsza (bo jest nieco przegadana), też by to pewnie pomogło – żeby nie umknęła całkowicie baśniowość i poetyckość całości.

Wszystko o czym piszesz było celowym zabiegiem. Jak pisałem w poprzednich komentarzach i jak wychwycili niektórzy, specjalnie przechodziłem z tej baśniowości/poetyckości w realistyczne opisy i zwykłą rzeczywistość (dialog chłopów). Że pozwolę sobie zacytować Nir:

Rozumiem – ten dualizm perspektywy, rozbicie świata na wewnętrzne przeżycia kochanków i zewnętrzną szarą brutalność…

Jeśli chodzi o opowieść o teatrze, chciałem o tym wzmiankować ponieważ było to marzenie Ewy. Aby porównać marzenia z poprzedniego życia z tym poźniejszym, w innej rzeczywistości. Pokazać, jak mogą zmienić się nasze największe pragnienia w zależności od sytuacji, w której się znajdujemy. Więc to również był zabieg celowy. A czemu i tak się spóźnił, hmm… Taka przewrotność losu. Czasem chcesz jak najlepiej i poświęcisz dla tego wiele, a i tak spotkają cię niezapowiedziane przeszkody, choćby korki :P

Tak czy owak, cieszę się, że uznałaś tekst za ciekawy i raz jeszcze dzięki! :)

Bo ja ogólnie lubię Twoje pisanie, choć zazwyczaj mam jakieś uwagi ;)

Historia to uzgodniony zestaw kłamstw.

Opowieść obrazowa, więc jestem od razu “za”:)

Najsilniejsze plusy: nietypowe postaci (brzydotę, małość zestawiasz z pięknem i, poniekąd wiecznym marzeniem); poezję z prozą życia, a wszędzie pęta się los.

Scena z chłopami – dobra, nawet za krótka, lecz nie w tym momencie (a gdyby ją poprowadzić jako drugi wątek?). Wymiana pomiędzy kochankami – nieźle Ci to wyszło. Końcówka jest zaskakująca i mi pasuje, chociaż smutna. Podoba mi się oś wokół, której zbudowałeś opowiadanie.

Też klik:)

Logika zaprowadzi cię z punktu A do punktu B. Wyobraźnia zaprowadzi cię wszędzie. A.E.

Drakaino, bardzo mi miło to słyszeć :) I dobrze, że masz uwagi, bo na nich człowiek się uczy :)

Asylum, fajnie, że wpadłaś :D Cieszę się, że Ci się spodobało i dzięki!

U mnie też na plus, zarówno za pomysł, jak i sposób wprowadzenia historii bohaterów (nie było dla mnie od razu oczywiste, kto jest kim). Zupełnie prywatnie, jako czytelniczka, wolałabym może mniej mówienia o wprost emocjach postaci, a więcej ich sugerowania, ale to raczej kwestia indywidualnego odbioru niż jakiejś wady tekstu. Ale na klika wystarczy :)

Ninedin, dziękuję bardzo! :)

Poetyckie, piękne, wzruszające… a jednocześnie tragiczne, przyziemnie bolesne i dające do myślenia. Miłość – czy na pewno idealna? Rzeczywistości i marzenia… 

Podoba mi się język, bohaterowie , jak i przerwanie sielanki wprowadzeniem chłopów. Przeczytałam z przyjemnością. Klikam :)

Katia72, bardzo miło czytać taki komentarz :) Cieszę się, że czytanie sprawiło przyjemność :) Dzięki za klik! :D

 

Na początku myślałam, że to będzie jakieś mdłe romansidło, jednak końcówka sprowadzająca na ziemię jak najbardziej mi się podobała – nieepicka, codzienna i, heh, ludzka. 

Pięknie opisałeś uczucia bohaterów, do tego stopnia, że naprawdę się nimi przejęłam. Uznaj to za duży komplement, bo ja osobiście ciężko się wzruszam. Ładnie wplotłeś historię Jana i opowiedziałeś, co było przyczyną jego losu. Krótko, ale przejmująco, a do tego obrazowo. Dużo treści i emocji zawarłeś w kilku zdaniach. Naprawdę, podziwiam.

Opowiadanie skłaniające do myślenia. Na pewno zapamiętam je na dłużej. 

 

Dzieli ich pole kukurydzy szerokości dziesięciu kroków. Jakieś przymałe (chyba, że stoją na większym polu, a dzieli ich jego fragment). I czemu ktoś miałby stawiać dwa strachy na wróble tak blisko siebie?

Jakoś nie specjalnie mnie wzruszyło, ale napisane dobrze. Czytało się płynnie.

Na początku myślałam, że to będzie jakieś mdłe romansidło…

Uff, dobrze, że się takim nie okazało :D

Dzięki Saro za odwiedziny i jakże budujący komentarz! Pozdrawiam! ;)

 

Blacken, bo tam cholernie dużo ptaszysk było! :P I tak, dzieli ich fragment. A z emocjami jest tak, że jednych coś rusza, innych nie, rzecz oczywista. Ale dobrze, że czytało się płynnie. Dzięki za komentarz! 

No jasne, nie ma dzieła, które zachwyci wszystkich ;)

Serce utkwione

Hmm. Niby dobrze, ale… sama nie wiem.

 Spoglądam wnet

A czemu "wnet"?

 nie mające niczego wspólnego

Chyba jednak "nic wspólnego".

 Jedyne czego wtedy pragnę to

Jedyne, czego wtedy pragnę, to.

 Wszystko to jest jednak niemożliwe.

Hmm.

 utkwić wzrok na szpakach

Utkwić można coś w czymś, ale nie na.

 szelestu, jakie niosą

Chyba raczej "który". I 'niosą"?

jedno z najpiękniejszych, jakie występuje w naturze

Występują – "jakie" oznacza klasę, a "jedno z" jeszcze to podkreśla.

 Przynajmniej moje uczucie do Jana zawsze było niewyobrażalne, co pozwala mi tak właśnie myśleć.

A tego nie rozumiem?

 Życia, którego losem mogłam kierować.

Życie nie ma losu, to żyjący go mają.

 Czas, podczas

Ojoj.

 zaczęliśmy zmierzać

Nie brzmi to.

dzień, podczas którego

Skasowałabym "podczas".

 bóg wie

"Bóg" dużą literą.

 patrzenie na nią, będziecie mogli robić to

Ale patrzącym na nią jest tu tylko on, nie?

 tak jak ja.

Tak, jak ja.

 Poranne wspominania

Wspomnienia, albo wspominki.

 Moje to pole więc

Moje to pole, więc.

 

Kuurczę, facet. W życiu bym nie pomyślała, że coś takiego można zrobić, i to w sposób, który nie wywoła natychmiastowej reakcji alergicznej. A można. Ty potrafisz. Chapeaux bas.

 

Tak powinna wyglądać baśń (no, zwykle baśni kończą się szczęśliwie… chociaż w sumie ta też).

 Coś w tym jest. Chyba też to właśnie miałem na myśli. Miłość zakrywająca inne ludzkie uczucia. Bo przecież każdy winien wtedy pomóc temu człowiekowi podczas wypadku. Więc w tym przypadku ta wielka miłość doprowadziła do zguby.

Hmm. Czytałeś może Lewisa Cztery miłości?

Odkrycie własnego błędu to nie porażka, lecz okazja (Alfred N. Whitehead)

Tarnino, dziękuję za jakże obszerną, jak zawsze, korektę. Zastosowałem się do większości Twych uwag i naniosłem poprawki :) No i bardzo dziękuję za dobre słowa! 

A co do wspomnianego przez Ciebie dzieła, nie, nie czytałem :( 

W langłydżu znajdziesz je tutaj. Po polsku – zobacz tu. Lewis bada tam miłość w różnych jej aspektach – bardzo ciekawe.

Odkrycie własnego błędu to nie porażka, lecz okazja (Alfred N. Whitehead)

Tak mnie zaintrygowałaś, że zabieram się za lekturę :)

Ja również w wolnym czasie zapoznam się z tym dziełem. Dzięki Tarnino za polecenie yes

W zasadzie zgadzam się z większością przedmówców. Bardzo baśniowe, nawet kiedy wchodzą chłopi – może dlatego, że przez cały czas patrzymy z perspektywy Jana i Ewy. Swoją drogą, kierowałeś się czymś konkretnym wybierając imiona czy po prostu wziąłeś pierwsze z brzegu?

Coby zaś trochę od siebie dorzucić: kupiłeś mnie “lustrzanymi” wypowiedziami bohaterów. Moim zdaniem, uroczy motyw, do tego udany stylistycznie. Nie obraziłbym się za więcej, choć wtedy mogłoby być to już pewne przeładowanie.

Mithrill, dzięki za komentarz i cieszę się, że spodobały się pewne motywy ;)

 

Swoją drogą, kierowałeś się czymś konkretnym wybierając imiona czy po prostu wziąłeś pierwsze z brzegu?

Z imionami przy większości swoich tekstów mam tak, że nie rozmyślam nad nimi zanadto, jeno biorę te, które wpadają akurat do głowy (oczywiście są wyjątki i są bahaterowie, przy których chcę, aby imię miało jakieś znaczenie). Tak też było w tym przypadku, czyli takie imiona jako pierwsze przyszły na myśl, co jest nieco dziwne, gdyż osobiście nie znam żadnego Jana ani Ewy :P

Pozdrawiam!

Forma idealnie pasująca do treści i przedstawianych uczuć. Bardzo mi się podoba ta “lustszaność” uczuć, ta ich wyniosłość. To, kim są faktycznie zakochani, jakoś mnie nie zaskoczyło, ale tajemnica mimo to wyszła całkiem przyzwoita.

Opisy uczuć oraz klimat to są rzeczy, którymi ten tekst stoi. Jako szort napisany więc jest dobrze, z konkretnym celem i to przekazuje. Może nie kupić, ale tak bywa. Mnie kupił :)

Won't somebody tell me, answer if you can; I want someone to tell me, what is the soul of a man?

Mnie kupił :)

Niezmiernie się cieszę :)

wink

Mnie też skojarzyło się z tekstem Bemik. To pewnie przez zakochanego stracha na wróble.

Nie bardzo trawię romansidła, ale przeczytałam bez bólu.

Babska logika rządzi!

To raczej takie romansidło jedynie z pozoru, w rzeczwistości miało być czymś o wiele głębszym. No ale najważniejsze, że nie doświadczyłaś żadnych nieprzyjemności podczas czytania Finklo ;)

Może dzięki tej głębi się udało. ;-)

Babska logika rządzi!

Nowa Fantastyka