- Opowiadanie: Eldarion - Okruch Pamięci

Okruch Pamięci

Uciekinierzy z kraju rozdartego wojną trafiają do miejsca być może jeszcze bardziej przerażającego. Przygotowując nowe miejsce do życia dla kolejnych pokoleń, szukają odpowiedzi. Te jednak, same w sobie zdają się kolejnymi pytaniami. Wejdźcie do świata, gdzie śmierć odniosła zwycięstwo, a życie walczy o każdy skrawek ziemi. Do miejsca, gdzie nadzieja jest reliktem przeszłości, a przyszłość nie sięga dalej niż kolejny dzień. Zapraszam!

Dyżurni:

regulatorzy, adamkb, homar, vyzart

Oceny

Okruch Pamięci

Blady świt padał niemrawym blaskiem na zieloną równinę. Pierwsze promienie słońca skrzyły delikatnie na spokojnej toni sennie wlokącej się Białej Wody. Mgła ustępowała z wolna, odsłaniając ciągnące się jak okiem sięgnąć zdziczałe pola, których granice pamiętały już tylko pozostałości kamiennych murków. Wśród opuszczonych upraw i zapomnianych polnych dróg wiódł trakt, biegnący do szarzejących ruin potężnego miasta, które wyrastało na jedynym w okolicy wzgórzu. U podnóża skarpy, z której w górę pięły się wieże dawnego pałacu, rzeka zakręcała z wolna i obiegając miasto łukiem, leniwie wlokła się przez równiny na zachód.

Kamiennym, nadgryzionym zębem czasu mostem, z wolna przeprawiała się grupa ludzi. Kopyta stukające o stary bruk mąciły ciszę poranka, a czerwone płaszcze jeźdźców zakłócały bladą harmonię wiosennego świtu.

Obraz ten przywodził na myśl wstępy do ludowych legend, gdzie pojawienie się obcych w takich okolicznościach przyrody zwiastować musi rychłe zmiany. A obcymi byli bez wątpienia. Widok niezwykły i, z tegoż samego powodu, niemiłosiernie w owych czasach zwyczajny. Nikogo nie dziwili już potencjalni herosi. Nie w czasach, kiedy dawne legendy odżywały, a nowe właśnie się rodziły. Oczywiście nie można było mieć pewności, że akurat ta grupa podróżników musi dołączyć do mitycznych bohaterów ratujących świat.

Nie. Ich rola była zgoła przeciwna.

***

Mistrz Sebastian, egzorcysta z ramienia Świątyni, śmiało poprowadził konia przez wyłamane odrzwia głównej bramy. Cokolwiek wyważyło wrota, zrobiło to z ogromnym impetem. Nie byłoby w tym może nic niezwykłego, gdyby nie fakt, że jedno skrzydło bramy leżało na drodze przed murami. Być może zostały wyważone od środka. Być może, jak zasugerował jeden z przybocznych, ktoś potrzebował takich drzwi do chaty, ale się rozmyślił. Obie opcje wydały się mistrzowi niedorzeczne, a druga sugestia co najmniej nie na miejscu. Zbrojni ruszyli, dwóch po jego prawej, a dwóch po lewej stronie, bacznie obserwując okolicę. Jadąca do tej pory obok Sebastiana Irina, adeptka Świątyni, zawahała się, zatrzymując na moment konia.

Mistrz twierdził, że w ruinach nie ma czego się obawiać. Koniec końców zła sława miasta skutecznie odstrasza wszelkie szumowiny, które mogłyby połasić się na tutejsze skarby, gdyby nie obawa przed duchami i klątwami, które w tym rejonie zdają się powszechniejsze niż grypa. W każdym razie zdaniem nielicznych mieszkańców tych terenów. Mistrz jednak śmiało szedł dalej. Kiedy dożyjesz sędziwego wieku jako egzorcysta w kraju pełnym niespokojnych zmarłych, nawet zaświaty czują do ciebie szacunek.

Irina skarciła się w duchu. Pierwszy raz za to, że przez moment zwątpiła w opatrzność, która przecież nad nią czuwa. Drugi raz za to, że zawahała się, kiedy mistrz szedł naprzód. Trzeci raz za użycie słów, które nie przystoją przyszłej kapłance, kiedy karciła się po raz pierwszy. Popędziła konia, aby dogonić pozostałych.

Za mrokami bramy ciągnęła się długa, wybrukowana ulica. Konie wolnym krokiem niosły przybyszów w głąb miasta. Wysokie kamienice, ciągnące się dwoma równymi rzędami wzdłuż drogi, rzucały długie cienie na porzucone przed wieloma laty stragany i wozy. Budynki w znacznej mierze nosiły ślady po pożarze, po którym, zdaje się, nikt nie zamierzał posprzątać. Wjazdy do bocznych ulic zawalone były stertami gruzu, nadpalonego drewna i zmurszałych mebli. Przed kim miały bronić te prowizoryczne barykady? Tego mieli nadzieję już niedługo się dowiedzieć.

Droga wiodła prosto, delikatnie pod górę. Środek ulicy, w przeciwieństwie do obrzeży, był oczyszczony ze wszystkiego, co mogłoby przeszkadzać w przemarszu. Poranna mgła powoli się unosiła, ustępując miejsca posępnemu krajobrazowi ruin. W oddali majaczyły dwie strzeliste iglice świątyni, a jeszcze dalej niewyraźny zarys pałacowych murów.

– Czeka nas tutaj sporo pracy – mruknął mistrz, przerywając w końcu milczenie.

Odrzucił kaptur i poprawił ostatnią kępkę siwych włosów na głowie. Na jego twarzy wymalowało się skupienie. Zdawało się, że nasłuchuje czegoś z oddali.

Miasto było jednak ciche, choć nie była to na pewno cisza, jakiej można spodziewać się po tak upiornym miejscu. Przywodziła raczej na myśl pierwsze chwile przed pobudką do życia. Ponad spalonymi dachami niósł się śpiew ptaków. Gdzieś w oddali dały się słyszeć zawodzenia kotów, czasem jakiś dziki pies zaszczekał kilka ulic dalej.

Katedra została wzniesiona pośrodku rynku. Plac okazał się ogromnym pobojowiskiem, urozmaiconym gruzami dawnych szańców i barykad. Głównym jego wystrojem były jednak szczątki. Atakujących? Czy może obrońców? Trudno oceniać, kiedy do dyspozycji ma się tylko sypiące się kości skryte w pancerzach i wypłowiałych łachmanach. Wiele z nich zostało rozwleczonych, najpewniej, kiedy zwierzęta dobrały się do poległych. Niektóre zbroje były powgniatane i powykręcane w nienaturalny wręcz sposób. Jakby ktoś próbował je wywrócić na lewą stronę, być może jeszcze zanim ich właściciele się z nimi rozstali.

Po plecach Iriny przebiegł dreszcz na myśl o tym, co tutaj mogło zajść i w jakich mękach umierali atakujący, jak i obrońcy. Choć czas obrócił w proch jednych i drugich nie sposób było nie dostrzec, że dzieła zniszczenia dokonały nie ogień i stal, a potężna magia. Taka, która nie odróżnia wrogów od swoich i posyła w piach bez opamiętania, taka, która wymyka się tym, którzy mają czelność próbować ją usidlić. Magia, która zostaje związana z miejscem na wieki.

Potrząsnęła głową, jakby miało to pomóc odgonić złe myśli. Stanowczo zbyt wiele naczytała się w czasie nowicjatu.

Krużganki, ciągnące się niegdyś dookoła rynku, zostały niemal doszczętnie zrównane z ziemią, co tylko utrudniało zadanie ledwie stojącym kamienicom, które w całości trzymały się najpewniej z lęku przed zmąceniem ciszy tego cmentarzyska. Sebastian widział coś podobnego wcześniej. Tylko raz. I wciąż uważał, że o raz za dużo.

Barykady z gruzów dookoła katedry tworzyły bastion, zapewne ostatni, dla obrońców tego miejsca. Znajdował się w nim tylko jeden wyłom, przed drzwiami świątyni. Tutaj również niepotrzebna była wiedza eksperta, by zauważyć, że doszło do jednego silnego uderzenia wyprowadzonego z wewnątrz obronnej konstrukcji. Sama katedra, bogowie wiedzą w jaki sposób, oparła się wszelkim siłom, które toczyły bój o to miejsce.

Zbliżyli się do drzwi świątyni i zeskoczyli z koni, które zostały pod opieką jednego ze zbrojnych. Pytające spojrzenia pozostałych skierowały się na mistrza. Sebastian skinął w stronę drzwi.

– Otwórzcie – zwrócił się do przybocznych, którzy od razu ruszyli w stronę rzeźbionego portalu.

– Co tu się stało mistrzu? – spytała młoda adeptka.

– Nie jestem pewny – powiedział, po czym dodał szeptem – ale podejrzewam, że jedyne co znajdziemy to więcej pytań.

Nie było to pierwsze miasto, które odwiedzali. Składanie fragmentów historii stanowiło ważną część ich misji, choć nie było głównym jej celem. Czasem udało się znaleźć stare zapiski, czasem pewne rzeczy dało się wywnioskować na własną rękę. Jednak wszystko zaczęło się komplikować w miarę budowania szerszego obrazu wydarzeń. Wtedy postanowiono, że odpowiedzi należy wyciągać z tych, którzy byli naocznymi świadkami. Szczęśliwym zrządzeniem losu ci sami ludzie byli właściwym celem ich podróży.

Czy zgadzało się to z nauką Świątyni? W żadnym razie. Czy kapłani z pełnym entuzjazmem zabrali się za odprawianie pogańskich rytuałów? Niespecjalnie. Czy Arcykapłan w ogóle wydał na to zgodę? Owszem. Bo czy miał inne wyjście? Miał.

Problem w tym, że był stanowczo zbyt dociekliwy.

Ciężkie, rzeźbione drzwi katedry ustąpiły z trudem. Kurz z okuć wzbił się w powietrze, kiedy skrzydła wrót zostały bezlitośnie zatrzymane przez kamienny portal. Zza chmury pyłu wyłoniło się wnętrze świątyni, oświetlonej jedynie niemrawymi promieniami słońca wpadającymi przez wyblakłe witraże. W półmroku przybytku majaczyły rzędy kolumn oraz wielki posąg na końcu nawy.

Wymienili porozumiewawcze spojrzenia i przystąpili do pracy. Mistrz zza pazuchy wyjął książkę, której skórzana oprawa miała za sobą swoje najlepsze dni. Korzystając z dziesiątek zakładek, zaczął zaznaczać kolejno strony, według sobie tylko znanego klucza. W tym czasie Irina i strażnicy wrócili do koni. Mężczyźni wygrzebali z juków dodatkowe części pancerza, uzbroili się od stóp do głów i w gotowości czekali na adeptkę. Irina czując na sobie wyczekujące spojrzenia, szybciej zaczęła szukać wszystkich potrzebnych rzeczy. Do podręcznej torby wrzuciła kilka świec, kadzidło, zioła i całą garść amuletów, z których każdy miał posłużyć do wypędzania innego demona.

Rytuał, który mieli przeprowadzić, nie był trudny. Podobne odprawiają co jesień wiejscy guślarze. Niebezpieczeństwo było znikome, jeżeli oczywiście trafiło się tylko na duchy. Kiedy jednak spotykało się coś innego… Cóż, nie każdy egzorcysta dożywa starości.

Ostrożnie wkroczyli do środka. Choć doświadczeni w takich sytuacjach, zawsze mimowolnie unikali hałasu i zbędnego pośpiechu. Jeżeli nawet nie ze strachu, to ze zwykłej ludzkiej przyzwoitości. Nie należy niepokoić zmarłych bez potrzeby. Mistrz Sebastian zdecydował, że skoro już i tak poniżyli się pogańskimi gusłami, to warto wyciągać informacje od przodków przy każdej okazji, a rozgniewane dusze nie są najlepszym źródłem informacji.

Dwa rzędy wysokich kolumn, sięgających aż po sklepienie świątyni, ciągnęły się przez całą nawę, aż do podwyższenia, na którym ustawiono posąg. Przedstawiał on postać, mężczyznę, ubranego w prostą szatę, bez zbędnych dodatków i ozdobników – wszystko wykuto w kamieniu. Rozkładał szeroko ręce, jakby chciał objąć strudzonych wędrowców, którzy wrócili do domu po latach tułaczki. Zdawał się epatować troską i ciepłem, mimo panującego wewnątrz półmroku, mimo bladego światła, jakie padało na jego twarz przez wysokie okna, nawet mimo dziesiątków – nie, setek – szczątków, którymi usłana była droga do jego stóp.

Kiedy tylko wyszli z przedsionka i wkroczyli między kolumny zimny, powiew uderzył w ich twarze. Główne drzwi zaskrzypiały, jedno z ich skrzydeł drgnęło. Znów cisza. Kolejnych parę kroków w głąb. Podejrzewać można, że doszło tutaj do masakry.

Szczątki kobiet. Szczątki dzieci. Małe buciki ledwie trzymające się na kruszejących kościach, które wystają z wypłowiałych spodni, wtulone na wieki w suknie matek. Przed nimi połamane ręce, potłuczone miednice, złamane wpół kręgosłupy. Ostatni obrońcy tego przybytku, którzy raczej w imię honoru, niż z nadziei, stanęli w obronie swoich bliskich. Szkielet niemal pośrodku katedry, trupie palce wciąż w swoim delikatnym uścisku trzymające tarczę. Czaszka oddzielona od reszty ciała. Być może leży gdzieś w pobliżu, być może stała się pamiątką dla bestialskich najeźdźców. Miasto mogło upaść pod naporem wojsk, jednak tym, co dopełniło dzieła zniszczenia, nie była regularna armia.

Irina była już pewna, że, jak po sznurku, kierują się śladem historii, tłumaczącej dlaczego pierwsi przybysze z wyniszczonego wojną domową Starego Kontynentu, natrafili na ruiny cywilizacji, która zniknęła, zostawiając po sobie wszystko, od małych wiosek po wielkie miasta, od namiotów koczowników po pałace władców. Większość z pewnością zginęła, jednak to wcale nie było regułą.

– Przygotuj krąg w tym miejscu – szepnął mistrz do swojej uczennicy.

Wskazał na kawałek posadzki tuż przed stopniami wiodącymi na podwyższenie. Adeptka odłożyła torbę obok i wyciągnęła z niej niewielką miotełkę, którą oczyściła podłogę. Następnie wyjęła ampułkę z gęstą cieczą, by za pomocą pędzla zacząć kreślić nią znaki na kamieniach pod stopami.

W tym czasie Sebastian podszedł do stóp posągu. Przyjrzał mu się dokładnie, obszedł dookoła. Krytycznym spojrzeniem obrzucił całą konstrukcję świątyni. Z położonej niedaleko torby wyciągnął kawałek pergaminu, odrobinę atramentu w szczelnie zamkniętej fiolce i pióro. Zaczął notować.

Schemat zdawał się powtarzać. Miasto walczyło dłużej niż poprzednie dwa, które odwiedzili, według starych kronik zwane Erlaman i Henrun, cokolwiek mogło to oznaczać w tutejszej mowie. Ślady długich walk na ulicach. Przypominały one Sebastianowi o wojnie domowej, która wygnała ludzi z ich dawnego domu. Która, według tych, którzy uciekali ostatni, zmazała wszelki ślad po Imperium i jego mieszkańcach. Niezaprzeczalnie i tutaj doszło do czegoś okropnego, jednak skala zjawiska była znacznie mniejsza. Kiedy pierwsze okręty ludzi przybiły do brzegów Nowej Ziemi, nie zastały tutaj niczego poza miastami duchów. Pustki i zgliszcza, śmierć i ruiny, opuszczone miasta i zdziczałe wioski, które matka natura na nowo objęła w posiadanie. Nie było też ani śladu elfów, które uciekły z Kontynentu znacznie wcześniej. Bardzo szybko, i dość arbitralnie zarazem, ustalono, że cokolwiek się tutaj stało – elfy maczały w tym palce.

– Gotowe – oznajmiła Irina, z nutką dumy w głosie.

Uważnie przyjrzała się, czy aby jej dzieło nie wymaga poprawy. Wysiłek i skupienie odcisnęły się delikatnymi kropelkami potu na twarzy dziewczyny. W bladym świetle pięknie komponowały się one z jej jasną cerą i opadającymi na ramiona blond włosami. Zupełnie jakby kawałek duchowego świata, z którym tworzyła połączenie, odbił się piętnem na jej ciele.

Mistrz Sebastian oderwał się od notatek i zbliżył do uczennicy. Krąg w rzeczywistości wcale nie był kręgiem, ale ciągiem symboli o bardzo nieregularnym kształcie, które jednak stanowiły zamkniętą przestrzeń. Wewnątrz, w naczyniu, znajdowała się mieszanka ziół.

– Dziś zrobimy to wspólnie – powiedział, nie spoglądając nawet w stronę adeptki. Gdyby to zrobił, ujrzałby, jak duma ustępuje na jej twarzy cieniowi wątpliwości.

– Oczywiście, jeżeli taka jest wola mistrza. – Posłusznie skłoniła głowę.

Odebrała od egzorcysty przybory do pisania i włożyła je z powrotem do torby. Wyjęła dwie świece – jedną wręczyła swojemu przełożonemu, drugą zostawiła dla siebie. Związane rzemieniami pęczki amuletów również rozdzieliła. Przywiązali je sobie do nadgarstków i stanęli po przeciwnych stronach kręgu.

Świece, wciąż zgaszone, trzymali oburącz przed sobą. Mistrz zaczął wypowiadać słowa ludowego wezwania.

Zjawcie się ojcowie

Zstąpcie na padoły

Zaklinam, druhowie

Z każdej świata strony

Czeka waszych duszy koniec już udręki

Ulga w pielgrzymce i kres ziemskiej męki

Na głos wam trzeba teraz wygłosić pragnienie

Jakie przykuło was tułaczki brzemię?

Na świecach zapełgały płomyki. Strużka dymu uniosła się z miski ziół wewnątrz kręgu. Gdzieś daleko, jakby za ścianą, słychać było setki głosów. Krzyki, jęki, wołania o pomoc. Irina zamknęła oczy i wszystko zaczęła słyszeć znacznie wyraźniej. Dołączyła do wezwania mistrza.

Rozkruszcie, co ostało z ziemskiej się skorupy

Powstańcie, wejdźcie pod strzechy, w chałupy

Przyjmijcie pomoc, usłyszcie błagania

Wzywam was, na bogów, koniec już czuwania!

Adeptka otworzyła oczy. Mglisty, błękitny blask rozświetlał katedrę. Przyzwyczaiła oczy do nowego źródła światła i dopiero teraz, w tańczących w powietrzu odblaskach, dostrzegła niewyraźne sylwetki. Niemrawo przesuwały się we wnętrzu katedry, większość z nich jeszcze nie zdawała sobie sprawy z obecności intruzów. Postać znajdująca się pośrodku katedry rozjaśniała. Chmura blasku zbliżyła się z wolna w stronę egzorcystów, przenikając przez niespecjalnie z tego powodu zadowolonych rycerzy.

– Przybywamy, aby zesłać spokój waszym duszom, przyjaciele – zaczął Sebastian.

Ciężko było stwierdzić czy duch cokolwiek zrozumiał. Jak przekonali się wcześniej, bariera językowa okazała się ogromnym problemem. Wiele słów pokrywało się w obu językach, jednak porozumiewanie się wciąż przychodziło z trudem. Co więcej, wbrew temu, co sądzili uczeni, duchy nie mają ani trochę więcej wiedzy niż ich niegdysiejsze wcielenia. Na całe szczęście, wraz z opuszczeniem cielesnej powłoki, zyskiwało się nowe sposoby komunikacji.

Sylwetka rozmyła się w powietrzu. Irina pytająco spojrzała na mistrza. On sam też nie był pewny, co zaraz ma nastąpić. Nagle, tam, gdzie wcześniej rozmyło się widmo, zaczęła skupiać się świetlista kula – początkowo powoli, z czasem coraz szybciej. Kolejne świetliki zbierały się w jedną masę. Wszystko potem stało się niemal jednocześnie. Tlące się dotąd zioła wybuchły jaskrawym blaskiem. Kula światła spłaszczyła się do postaci dysku, który z ogromną siłą rozszedł się po całej katedrze. Irina i Sebastian padli na ziemię. Rozbłysło oślepiające światło.

***

Avego galopem wpadł do ogarniętego pożarem Mevissen. Brama została wywalona od środka przez magów, którzy próbowali wydostać się z zaatakowanego od wewnątrz miasta. Myśleli, że za murami będą bezpieczni. Biedni głupcy.

– Nie tak to miało wyglądać – jęknął sam do siebie, patrząc, jak kolejne budynki stają w ogniu, a pozbawieni zmysłów i rozumu żołnierze snują się bezwładnie po ulicach stolicy.

Był współtwórcą tego dzieła zniszczenia. Wydawało się, że wszystko idzie zgodnie z planem. Do czasu. Król Iglerthis obiecywał oszczędzić miasto, jednak, kiedy raz rzucił zaklęcie na swoich poddanych, ci zaczęli słuchać tylko jego rozkazów. Właściwie rozkaz był tylko jeden. Zdobyć Wschód. Żaden inny głos nie docierał do uszu armii władcy.

Najpierw zginęli dowódcy – ci, którzy byli poza zasięgiem zaklęcia. Próbowali powstrzymać ogarnięte żądzą krwi wojska.  Potem ginęli ci, którzy po czasie zaczęli wyswobadzać się z zaklęcia. Miasto po mieście, wieś po wsi, wszyscy musieli upaść przed potęgą nowego monarchy. Teraz zaś nie było już czego zdobywać, to koniec. Mevissen się poddało. Krzyki niosły się dalej niż dym, a wrony już zlatywały się na ucztę.

Gnał Srebrnym Traktem przez środek miasta, mając przed oczami połyskujące między strugami dymu iglice katedry. Żołnierze w tym czasie oczyszczali miasto – według swoich własnych definicji.

Zaklęcie wyzuło ich z resztek człowieczeństwa. Na ulicach było wielu ludzi, a żołdacy byli głodni. Byli wyposzczeni, a martwi byli świeży. Wszystko wskazuje na to, że nie widzą w tym żadnego problemu. Przywodzili na myśl nieumarłych z legend ludzi pustyni. Ludzie odcięci od całego dorobku cywilizacji, rozwoju i moralności. Zwierzęta.

Avego był nietykalny, jakiś szósty zmysł cały czas informował o tym bezmózgą armię. Tylko dlatego zdołał bez problemu dotrzeć na rynek. Przywitały go tam przygotowane przez obrońców marne konstrukcje, które mogły zatrzymać wojska na sekundy, może minuty.

Na placu martwi rozrywani byli na strzępy przez bestie w ludzkiej skórze, które pożerały żywcem tych, którzy nie mieli tyle szczęścia, aby umrzeć wcześniej. Avego napotkał spojrzenie jednego z żołnierzy króla. To nie były oczy człowieka.

Kawałek dalej na kolanach, z dłońmi wspartymi na ziemi i twarzą skrytą między rękami klęczał inny wojownik. Jeden z tych, których moc zaklęcia opuściła za wcześnie. Właśnie spływa do niego pamięć z poprzednich dni, świadomość tego, co zrobił, ilu bliskich być może udało mu się zabić.

Nie on pierwszy. Od paru dni zaczęli pojawiać się w coraz większych ilościach. Zwykle odbierają sobie życie przed świtem.

Nie on ostatni.

Avego zeskoczył z konia i przez barykady pognał do drzwi katedry.

***

Irina podniosła się powoli. Uderzenie rzuciło nią o stopnie tak mocno, że jej prawa ręka zwisała teraz bezwładnie od łokcia w dół. Przeszywający ból jednak szybko odszedł na dalszy plan, kiedy dostrzegła, że nie jest sama w katedrze. Tłum ludzi milczał grobowo, ktoś od czasu do czasu coś mruknął. Na twarzach wymalowany mieli smutek i brak nadziei. Wszystko widziała jak przez mgłę.

Główne drzwi otworzyły się skrzypiąc. Do środka wpadł zasapany przybysz, brudny od błota, z oblepionymi włosami, podeszwa jednego z butów przemieszczała się niezależnie od stopy właściciela. Ten człowiek był jednak całkiem wyraźny.

– Wynoście się stąd, no już! – ryknął ile sił.

Część ludzi zawahała się, kierując oczy ku wyjściu. Zdecydowana większość spojrzała w stronę Iriny. Zdezorientowana dziewczyna zrozumiała co się dzieje, dopiero kiedy przez jej ciało przeszedł mężczyzna stojący wcześniej na podwyższeniu.

– Gdzie mamy pójść? – spytał przybysza. – Zniszczyliście nasze wsie, nasze uprawy, nasze domy i miasta. Twój fałszywy król obiecał, że nas oszczędzi, jeśli się poddamy. Niech więc to zrobi.

W nawie katedry znajdowały się głównie kobiety i dzieci, ledwie paru mężczyzn. Nikogo zdolnego do walki. Rozmówcy stali naprzeciw siebie, pośrodku katedry. Pot wypływał na twarz przybysza.

– On nikogo nie oszczędzi – zdążył powiedzieć, zanim porywisty podmuch otworzył szeroko drzwi katedry.

Wszyscy zwrócili się w tamtą stronę. Adeptka podeszła bliżej, stając niedaleko rozmawiających przed chwilą mężczyzn.

W drzwiach stanął człowiek. Młody chłopak, mógł być niewiele starszy od Iriny. Szlachetne rysy twarzy podkreślał równo przystrzyżoną kozią bródką. Kruczoczarne włosy opadały na czoło krótką grzywką. W jego oczach było coś nienaturalnego, coś szalonego… Coś pięknego. Wolnym krokiem kierował się w stronę Avego i jego rozmówcy.

– Ależ oczywiście, że was oszczędzę! Nie wiem, dlaczego mój doradca w ogóle mógł pomyśleć inaczej – rzekł z czarującym uśmiechem i ekspresyjną gestykulacją, każde słowo zaakcentowane było idealnie.

– Zatem możemy wrócić do domów? – zapytał mężczyzna z katedry, powątpiewając. – Gwarantujesz nam bezpieczeństwo? Wykarmisz nas, teraz, kiedy zbliża się zima?

– Tego nigdy nie powiedziałem – odparł zaskoczony młody król. – Będziecie bezpieczni w katedrze, to powiedziałem. Możecie tu zostać, a ja dopilnuję, żeby nic wam się nie stało. Ale lepiej nie wychodźcie.

Serdeczny uśmiech młodzieńca po brzegi wypełniała czysta arogancja.

– Zdrajca! – rozległo się gdzieś z tłumu.

Ledwie uzbrojony mężczyzna rzucił się na zdobywcę miasta. Ten uchylił się przed ciosem mieczem, zupełnie od niechcenia, w mgnieniu oka wyjął nóż i uchylając się przed kolejnym cięciem, przeciął tętnicę na udzie napastnika. Widząc zamieszanie, kolejnych dwóch spróbowało swoich sił. Avego szybkim ruchem ręki trafił łokciem w nos jednego z nich i wyrwał mu tarczę. Zrezygnowany król jedynie machnął ręką i obaj padli na ziemię. Pierwszy zwijał się bezradnie w bólu, jakby nagle ogromna siła pogruchotała mu większość kości. Drugi został złamany wpół z taką łatwością, z jaką składa się brzytwę.

Ten przerażający spektakl zawisł nad tłumem w katedrze jak ciężka chmura nad równiną przed gradobiciem. W każdej chwili mogło dojść do jeszcze większej tragedii.

– Zostaniecie tutaj. Będziecie szczęśliwi, że nie nasłałem na was moich ludzi – rzekł zrezygnowany, po czym dodał, bardziej do siebie niż do ludzi. – Jestem za dobry dla tego świata.

Odwrócił się, żeby wyjść, jednak zawahał się przez moment. Obrócił głowę i spojrzał w tłum. Na jego twarzy rozkwitł szeroki uśmiech. Mgła, która otulała do tej pory także i jego postać rozpłynęła się nagle.

– Witaj, córko Laheta! – wykrzyknął uradowany, patrząc wprost na Irinę, która właśnie stała się zupełnie blada.

To mógł być przypadek.

– Chodź, Avego! Już czas, wiele do zrobienia! – rzekł wyraźnie zadowolony do swojego sługi, jednak znów zawahał się na moment. – Albo nie, zrobiłeś się ostatnio okropnie nudny.

Jego oczy zapłonęły przez sekundę blaskiem, a głowa doradcy wykręciła się i wyrwała z ciała, które bezwładnie padło na ziemię. Dzieci zaczęły wrzeszczeć, kilka kobiet wydało z siebie zduszone okrzyki.

Irina, córka Laheta, padła zemdlona na posadzkę.

***

– Spójrz, Avego, stary druhu, czego udało nam się dokonać. – Iglerthis niósł głowę swojego doradcy na rękach, z czułością, jaką matka okazuje swojemu dziecku.

Przekrwione oczy samotnego czerepu z wolna lustrowały rynek. Nie było tutaj ludzi. Tylko ogary nowego władcy – bezmózgie, bezwolne, zabójcze. Pospołu z wronami ucztowały na ciałach poległych. Ci, którzy się ocknęli, szybko sami stawali się ofiarami. Iglerthisowi widok ten sprawiał satysfakcję. Avego odruchowo chciał odwrócić głowę, jednak jego szyja była gdzie indziej.

– Nie chcesz oglądać, jak cierpią? Przecież to twoje dzieło, podziwiaj je!

Głowa jedynie jęknęła. Nie zawsze taki był. Co się mogło stać?

– No dobrze, już dobrze, proszę bardzo – rzekł znudzony.

Ciała żołnierzy walczących, aby nie dać się pożreć żywcem, napęczniały, jedno po drugim i w makabrycznym tańcu kończyn wykręciły się na drugą stronę.

– Spytałeś mnie ostatnio, po co to robię? Widzisz, wszyscy myśleli, że chodzi mi o władzę, o kontrolę. Mówili, że jestem bestią, że nie mam ludzkich uczuć. A jednak wciąż trzymam cię przy życiu, bo cię lubię, Avego. Sam nigdy nie pytałeś o motywy. Miałeś własne sprawy do załatwienia, moje cele były dla ciebie tylko narzędziem.

Z oczu Avego ciekły łzy, kiedy wolnym krokiem kierowali się w stronę bramy miasta. Po chwili ciszy władca kontynuował.

– Kiedy ty myślałeś, że moje cele wykorzystasz do własnych potrzeb, nie pomyślałeś o jednym. – Myśl zdawała się wyraźnie go bawić. – To, co uznałeś za moją aspirację, było tylko środkiem. Nie co dzień widzi się taką ilość cierpienia. Kto inny może powiedzieć, że stało się to jego dziełem? Dla mnie to nagroda i cel same w sobie.

Szybko w myślach obrał nowy plan i z uśmiechem pomaszerował przez zgliszcza Mevissen.

Wewnątrz jednak coś kazało mu krzyczeć z bezradności.

Koniec

Komentarze

Witaj!

 

Wśród opuszczonych upraw i zapomnianych polnych dróg przebiegł trakt, biegnący do szarzejących ruin potężnego miasta, które wyrastało na jedynym w okolicy wzgórzu.

powtórzenie, literówka → przebiegał

 

U podnóża skarpy, z której w górę pięły się wieże dawnego pałacu, rzeka zakręcała z wolna i obiegając miasto łukiem leniwie wlokła się przez równiny na zachód.

Przez szumiącą cicho rzekę, kamiennym, nadgryzionym zębem czasu mostem, z wolna przeprawia się grupa ludzi.

powtórzenie, unikaj stosowania takich samych (lub bardzo podobnych) wyrazów obok siebie, lub w kolejnych zdaniach. Powtórzenia są dobre tylko wtedy, gdy stosujemy je celowo, by coś podkreślić.

 

Przez szumiącą cicho rzekę, kamiennym, nadgryzionym zębem czasu mostem, z wolna przeprawia się grupa ludzi. Kopyta stukające o stary bruk mącą ciszę poranka, a czerwone płaszcze jeźdźców zakłócają bladą harmonię wiosennego świtu.

Okej, tu masz fragment w narracji w czasie teraźniejszym, a wcześniej i później chyba też używasz do narracji czasu przeszłego. Rozumiem, jaki efekt chciałeś tutaj uzyskać, ale mieszanie czasów narracji nie wychodzi na dobre.

 

A nie, jednak dalej też mieszasz czasy narracji.

 

Nie byłoby w tym może nic nie zwykłego,

razem

 

Odrzucił kaptur i poprawił ostatnią kępkę siwych włosów na swojej głowie. Na jego twarzy wymalowało się skupienie.

wyrzuć swojej, wiadomo na czyjej głowie skoro przed chwilą odrzucił kaptur. Dalej masz jego, a nagromadzenie zaimków jest niepożądane.

 

Dużo masz opisów i wodolejstwa, a nic się nie dzieje, przynajmniej na początku…

O takie coś:

Miasto było jednak ciche, choć nie była to na pewno cisza, jakiej można spodziewać się po tak upiornym miejscu. Przywodziła raczej na myśl pierwsze chwile przed pobudką do życia. Ponad spalonymi dachami niósł się śpiew ptaków. Gdzieś w oddali dały się słyszeć zawodzenia kotów, czasem jakiś dziki pies zaszczekał kilka ulic dalej.

Rozumiem, chcesz budować nastrój, ale po około dziewięciu akapitach wiem tyle:

Przyroda była piękna, natomiast porzucone ruiny miasta – do których wjechała drużyna bohaterów, składająca się na mistrza świątyni, adeptkę i zbrojnych – sprawiały wrażenie upiornego pobojowiska.

 

Pytające spojrzenia skierowały się na mistrza.

Czy pytające spojrzenia to samoistne byty?

 

Nie było to pierwsze miasto, które odwiedzali. Składanie fragmentów historii było ważnym, choć dodatkowym zadaniem, jakie przed nimi stało. Czasem udało się znaleźć stare zapiski, czasem pewne rzeczy dało się wywnioskować na własną rękę. Z czasem jednak wszystko zaczęło się komplikować.

 

powtórzone było, dalej masz czasem czasem i z czasem, o ile pierwsze dwa czasem, to celowe powtórzenie i to jest okej, tak już trzecie z czasem tuż obok tych dwóch to już powtórzenie do wyeliminowania, choćby dlatego, że z czasem jest tu użyte już w innym znaczeniu.

 

Szczęśliwym zrządzeniem losu byli to ci sami ludzie, którzy byli właściwym celem ich podróży.

Czy było to zgodne z nauką Świątyni? W żadnym razie. Czy kapłani byli zadowoleni z tego, że muszą przeprowadzać pogańskie rytuały?

byłoza

 

cdn. jeżeli autor pokusi się o odniesienie się do komentarza.

"Taki idealny wyluzowywacz do obiadu." NWM

Doczytałam do “przebiegającego traktu”, który zaznaczył Mytrix, i odpuszczam na razie. 

Albo nanieś poprawki, albo się do nich odnieś, jeżeli uważasz, że nie są potrzebne. W tej chwili nie wiem, czy w ogóle czytasz komentarze, więc pójdę tam, gdzie to robią ;)

 

Znam tylko pięć liter ;)

Przez jakiś czas nie miałem szansy tutaj zaglądnąć, stąd pewnie wrażenie, że nie czytam komentarzy.

Widząc taką ilość powtórzeń w tekście, aż mi głupio, że nie wyłapałem tego, kiedy poprawiałem błędy. Myślę, że powinienem na dłużej odkładać tekst, zanim zabiorę się za redakcję. Postaram się jak najszybciej poprawić to co zostało wyłapane i jeszcze raz przejrzę pod tym kątem cały tekst.

Odnosząc się do wspomnianego wodolejstwa, nie mogę ukryć, że sam miałem takie wrażenie, kiedy czytałem tekst po raz kolejny, jednak parę osób wspomniało, że bardzo im odpowiadają te opisy i przez nie “całość wchodzi lekko”. Zaproponowali, że warto spróbować gdzieś to wysłać, co też, jak widać, zrobiłem. Oczywiście jasne dla mnie jest, że przydałoby się więcej akcji, jednak ciągle szukam jakiegoś swojego złotego środka.

Na razie zajmę się poprawieniem błędów i podszlifowaniem warsztatu na ewentualną przyszłość.

Dzięki za odzew i tak konkretne nakreślenie błędów :)

 

EDIT: Naniosłem poprawki do wspomnianych fragmentów. Spróbowałem też wyłapać, gdzie jeszcze tego typu błędy się powtarzają, ale na pewno coś jeszcze się ostało.

Czytałam z największym trudem i do końca nie zorientowałam się, Eldarionie, co miałeś nadzieję opowiedzieć.

 

gdzie po­ja­wie­nie się ob­cych w ta­kich oko­licz­no­ściach przy­ro­dy zwia­sto­wać musi ry­chłe zmia­ny. ―> Używanie w opowiadaniach niezbyt poprawnych cytatów ze znanych filmów, nie jest dobrym pomysłem.

 

Zbroj­ni ru­szy­li, dwoje po jego pra­wej, a dwoje po lewej stro­nie… ―> Zakładam, że zbrojni to mężczyźni, więc: Zbroj­ni ru­szy­li, dwóch po jego pra­wej, a dwóch po lewej stro­nie

Dwoje to mężczyzna i kobieta.

 

zdają się być po­wszech­niej­sze niż grypa. ―> W czasach, kiedy dzieje się opowiadanie, chyba nie znano terminu grypa.

 

Trze­ci raz za uży­cie słów nie­przy­sta­ją­cych przy­szłej ka­płan­ce… ―> Trze­ci raz za uży­cie słów, które nie ­przy­sto­ją­ przy­szłej ka­płan­ce

 

Mia­sto było jed­nak ciche, choć nie była to na pewno cisza… ―> Nie brzmi to najlepiej.

 

Plac oka­zał się ogrom­ny po­bo­jo­wi­skiem, uroz­ma­ico­nym gru­za­mi daw­nych szań­ców i ba­ry­kad. ―> Czy gruzy szańców i barykad na pewno mogą stanowić urozmaicenie pobojowiska?

 

Głów­nym wy­stro­jem placu były jed­nak szcząt­ki. ―> Czy czyjeś szczątki na pewno mogą stanowić wystrój placu?

 

Cięż­ko oce­niać, kiedy do dys­po­zy­cji… ―> Trudno oce­niać, kiedy do dys­po­zy­cji

 

zła­ma­ne w pół krę­go­słu­py. ―> …zła­ma­ne wpół krę­go­słu­py.

 

tru­pie palce wciąż w swoim de­li­kat­nym uści­sku trzy­ma­ją­ce tar­czę. ―> Zbędny zaimek.

 

Struż­ka dymu unio­sła się… ―> Strużka kojarzy się z jakąś cieczą/ wodą.

Proponuję: Smuż­ka dymu unio­sła się

 

Cięż­ko było stwier­dzić… ―> Trudno było stwier­dzić

 

żoł­nie­rze snują się bez­wład­nie po uli­cach jego domu. ―> Dom z ulicami? Czy można snuć się bezwładnie?

A może miało być: …żoł­nie­rze snują się bezwiednie po uli­cach jego miasta.

 

przez jej ciało ­przeszedł męż­czy­zna sto­ją­cy na pod­wyż­sze­niu. ―> W jaki sposób mógł przejść ktoś, kto stał?

 

Drugi zo­stał zła­ma­ny w pół… ―> Drugi zo­stał zła­ma­ny wpół

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Po kolei będę się odnosił do komentarza powyżej.

Po pierwsze nie mam zielonego pojęcia o jakim filmie mowa i skąd wziąłem ten cytat, ale miło wiedzieć, że bezwiednie trafiłem na coś co już ktoś wymyślił.

U mnie założenia z mężczyznami nie było w momencie, kiedy to pisałem. Niedopatrzenie, które zostało w tekście, oczywiście do poprawy.

Jesteśmy w wykreowanym świecie, który jedynie bazuje na realiach średniowiecza i z góry zakładamy, że nie mieli takiego terminu jak grypa? Szczególnie, że pierwszy opisany przypadek pochodzi, jak mnie pamięć nie myli, z V wieku p.ne. Bez przesady może.

Trzeci raz za użycie słów nieprzystających przyszłej kapłance… – Kolejny błąd jest znów z mojej winy, do poprawki.

Miasto było jednak ciche, choć nie była to na pewno cisza… – tutaj zostawiłem celowo, bo uważam, że brzmi całkiem nieźle.

Co do urozmaiceń i wystroju… Serio? Chyba dość jasne jest co tutaj zrobiłem, nie wydaje mi się, żeby to było nie na miejscu.

Zamianę ciężko na trudno rozumiem, mowa potoczna się wkradła.

żołnierze snują się bezwładnie po ulicach jego domu. – tutaj wszystko jest na swoim miejscu. Żołnierze zostali opisani jako pozbawieni całej masy funkcji życiowych, więc kiedy stracili swój cel to bezwładność jest jak najbardziej na miejscu. Domu też bym na nic tutaj nie zamienił, jako, że bohater stąd pochodzi, a dom ma więcej znaczeń niż jedynie budynek, w którym się mieszka.

przez jej ciało przeszedł mężczyzna stojący na podwyższeniu – jak nietrudno się domyślić, nie był materialną postacią.

 

Dzięki za wyłapanie błędów i przeczytanie, nawet jeżeli było ciężko. Zaskakującym dla mnie jest, że zwyczajni zjadacze chleba, czytający jedynie od czasu do czasu, uznali tekst za lekki i przyjemny, a tutaj słyszę już trzecią opinię o tym, jak trudno wchodzi. Może kiedyś zrozumiem dlaczego. Tak czy inaczej, statystycznie częściej słyszę, że ten styl jest dobry i ludzie chcą to czytać, więc zarzut o czytaniu z trudem oddalam.

żołnierze snują się bezwładnie po ulicach jego domu. – tutaj wszystko jest na swoim miejscu. Żołnierze zostali opisani jako pozbawieni całej masy funkcji życiowych, więc kiedy stracili swój cel to bezwładność jest jak najbardziej na miejscu.

Bardziej chodzi o to, że bezwładny znaczy tyle, co bez władzy lub poddany bezwładności (zobacz tutaj). Wystarczyłoby, żeby żołnierze snuli się bez celu – to chyba chciałeś powiedzieć?

Znam tylko pięć liter ;)

Właśnie zupełnie nie. Chciałem opisać grupki żołnierzy, którzy włóczą się po ulicach, odbijają od siebie, od ścian, wpadają na gruzy, zupełnie jakby chodzili po omacku. Z tym, że kompletnie się nie przejmują tym faktem – zderzają się, odbijają, idą dalej. Miałem przed oczami ruchy Browna, kiedy to opisywałem. Tylko zamiast kulturalnie latających atomów, mamy żołnierzy, którzy dyfundują sobie po mieście, jakby wcale nie byli ludźmi.

No to muszę w końcu przeczytać ;)

Znam tylko pięć liter ;)

Po pierw­sze nie mam zie­lo­ne­go po­ję­cia o jakim fil­mie mowa i skąd wzią­łem ten cytat…

Cytat pochodzi z filmu Rejs Marka Piwowskiego, a słowa wypowiadane przez Sidorowskiego nie mogły być znane, ani nawet przypadkowo użyte w Twoim opowiadaniu, albowiem weszły do mowy potocznej po roku 1970.

https://www.youtube.com/watch?v=L4zBQIyeYSg

 

Je­ste­śmy w wy­kre­owa­nym świe­cie, który je­dy­nie ba­zu­je na re­aliach śre­dnio­wie­cza i z góry za­kła­da­my, że nie mieli ta­kie­go ter­mi­nu jak grypa?

Ano zakładamy, bo określenie GRYPA jest stosunkowo nowe. Jeszcze moja babcia mówiła o grypie influenza, a bohaterowie opowiadania pewnie i tej nazwy nie znali.

 

Co do uroz­ma­iceń i wy­stro­ju… Serio? Chyba dość jasne jest co tutaj zro­bi­łem, nie wy­da­je mi się, żeby to było nie na miej­scu.

Naprawdę jesteś przekonany, że użyłeś właściwych słów?

Za SJP PWN: wystrój «elementy architektoniczne, rzeźbiarskie, malarskie i inne dekoracje trwale związane z budowlą lub jej wnętrzem» urozmaicićurozmaicać «wprowadzić różnorodność, czyniąc coś atrakcyjnym»

 

…a dom ma wię­cej zna­czeń niż je­dy­nie bu­dy­nek, w któ­rym się miesz­ka.

Owszem, ma. Ale zdanie …żoł­nie­rze snują się bez­wład­nie po uli­cach jego domu. brzmi kuriozalnie, zwłaszcza że można było użyć znacznie lepszych określeń.

 

przez jej ciało prze­szedł męż­czy­zna sto­ją­cy na pod­wyż­sze­niu – jak nie­trud­no się do­my­ślić, nie był ma­te­rial­ną po­sta­cią.

Ależ ja nie wątpię, że ów mężczyzna przeszedł przez ciało Iriny, intryguje mnie tylko, jak mógł przejść, skoro stał

 

Dodam jeszcze, że nie mam zamiaru ani polemizować, ani przekonywać Cię do zmian w tekście – to w końcu Twoje opowiadanie i wyłącznie Ty odpowiadasz za to, jakimi słowami jest napisane.

Moja łapanka to tylko propozycje i sugestie, których w ogóle nie musisz brać pod uwagę.

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Okej, teraz widzę. Wcześniej wydało mi się to tak oczywiste, że nawet mi przez myśl nie przeszło, gdzie jest problem. mężczyzna stojący na podwyższeniu w domyśle jest stojącym wcześniej na podwyższeniu. Skrót myślowy, na który wcześniej nikt mi nie zwrócił uwagi. Dla klarowności pokuszę się o poprawienie.

Odnosząc się jeszcze do wystroju i urozmaiceń to zabieg był jak najbardziej celowy. Mam świadomość tego, co te słowa oznaczają, jednak doszedłem do wniosku, że wprowadzenie ich w tym kontekście może być całkiem uroczym kontrastem ze stanem faktycznym jaki występuje w opisywanym miejscu. Zamykanie się w sztywnej ramie definicji nie pozwala wkraść się odrobinie polotu w opisy.

Do dwóch pierwszych uwag trudno mi się odnieść, bo w zasadzie zupełnie nie widzę problemu. Użyłem zwrotów znanych współczesnemu czytelnikowi do opisu świata fantastycznego, wykreowanego na potrzeby tekstu. Nie uważam tego za złe posunięcie. Realizm świata trzeba budować, owszem, ale poprzez jego wewnętrzną spójność i nie negowanie praw przyrody (pod warunkiem, że świat w swoim założeniu nie zakłada czegoś innego, od tego w końcu jest magia), a nie poprzez sztywne budowanie go na ramach naszej historii i kultury.

Oczywiście jestem wciąż otwarty na wszelkie polemiki i dyskusje, koniec końców po to wrzuciłem ten tekst, żeby ktoś bardziej obyty ode mnie wyłapał błędy czy nieścisłości. Po prostu nie ze wszystkimi uwagami mogę się zgodzić. Tak czy inaczej doceniam poświęcony czas, bo dzięki temu następnym razem na pewno wielu z tych potknięć będę w stanie uniknąć.

Do dwóch pierw­szych uwag trud­no mi się od­nieść, bo w za­sa­dzie zu­peł­nie nie widzę pro­ble­mu. Uży­łem zwro­tów zna­nych współ­cze­sne­mu czy­tel­ni­ko­wi do opisu świa­ta fan­ta­stycz­ne­go, wy­kre­owa­ne­go na po­trze­by tek­stu. Nie uwa­żam tego za złe po­su­nię­cie…

I tu, Eldarionie,  nie mogę zgodzić się z Tobą, bo nigdy nie będzie dla mnie wiarygodne opowiadanie dziejące się, jak w tym przypadku, w umownym średniowieczu, jeśli będę natykać się w nim na kurioza w rodzaju grypy, cytatu z filmowego dialogu, czy innych słów i pojęć jeszcze nieznanych w opisywanych czasach.

Podobne posunięcia mogę zaakceptować w parodii czy opowieści humorystycznej, ale Okruch pamięci nie jest ani parodią, ani tekstem mogącym rozbawić.

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Reg zachęciła mnie (całkiem niechcący) do zajrzenia. (rozciąga palce) To zaglądam.

 Blady świt padał niemrawym blaskiem na zieloną równinę.

Oh. My. God. Tyle tu określników, że zakręciło mi się w głowie. Co dokładnie chcesz pokazać?

 promienie słońca skrzyły delikatnie

Nie spotkałam się dotąd z ta konstrukcją pozbawioną "się" – dziwnie wygląda.

 spokojnej toni sennie wlokącej się Białej Wody

Nie na toni, ale na powierzchni. Czy woda może się wlec? Nawet metaforycznie, jakoś mi to nie leży.

 których granice pamiętały już tylko pozostałości kamiennych murków.

Co pamiętało co?

 opuszczonych upraw

Przecież powiedziałeś, że tu nie ma żadnych upraw, tylko wszystko zdziczało?

 biegnący do szarzejących ruin

Za dużo imiesłowów. Ale, co ważniejsze – czemu te ruiny szarzały?

 miasta, które wyrastało

Tylko, że forma niedokonana sugeruje, że ciągle wyrasta – nie pasuje z tą martwotą.

 skarpy, z której w górę pięły się wieże dawnego pałacu

Ze skarpy? I od kiedy wieże się pną, to nie bluszcz?

 obiegając miasto łukiem, leniwie wlokła się przez równiny na zachód.

Obiegała, ale wlokła się. Rozumiem, o co chodzi – problem w tym, że nie zwracasz uwagi na konotacje słów, a powinieneś. To połowa, no, może jedna trzecia sukcesu.

 Kamiennym, nadgryzionym zębem czasu mostem, z wolna przeprawiała się grupa ludzi.

Zła organizacja opisu. Najpierw widzimy to, co się rusza (ludzi). Tkanie tylu zastrzeżeń przed podmiot też nie wygląda w polszczyźnie dobrze.

 Kopyta stukające o stary bruk mąciły ciszę poranka, a czerwone płaszcze jeźdźców zakłócały bladą harmonię wiosennego świtu.

To jest tak purpurowe, że nawet nie wiem, jak skomentować. Patos, patos, patos.

 Obraz ten przywodził na myśl wstępy do ludowych legend

One mają wstępy?

 pojawienie się obcych w takich okolicznościach przyrody zwiastować

Reg już powiedziała, że to cytat – ja myślę, że użyłeś tego sformułowania raczej jako utartego już w języku (ten film ma swoje lata) Problem w tym, że używamy go raczej z gryzącą ironią (z trudem wyobrażam sobie kogoś, kto coś takiego mówi nieironicznie) – a to się z hukiem zderza z tonem całej sceny, wysokim jak odpasiona żyrafa. Chciałabym wierzyć, że zrobiłeś to specjalnie, w celu rozbawienia czytelnika (o, patrz, czytelniku, nadmuchałem balon, nie? A teraz go przekłuję i będzie śmiech!)

A obcymi byli bez wątpienia.

Dlaczego?

 Widok niezwykły i, z tegoż samego powodu, niemiłosiernie w owych czasach zwyczajny

To nielogiczne.

 Ich rola była zgoła przeciwna.

Rola nie może być przeciwna.

 jedno skrzydło bramy leżało na drodze przed murami. Być może zostały wyważone od środka

Uważaj i nie zmieniaj rodzaju podmiotu domyślnego – to rodzi chaos.

 jak zasugerował jeden z przybocznych, ktoś potrzebował takich drzwi do chaty, ale się rozmyślił

O. To mógłby być niezły żart (twardy najemnik rzuca takim grepsem, kumple się śmieją, jedziemy dalej), ale primo – musiałbyś scenkę pokazać, secundo – nie tylko Sebastian (który być może z urzędu jest pozbawiony poczucia humoru), ale także Ty nie widzisz tu nic śmiesznego. To źle.

 Koniec końców zła sława

Koniec końców, zła sława…

 skutecznie odstrasza wszelkie szumowiny,

Fonetycznie szumi. Dalsza część zdania powtarza to, co na początku, tylko niejasno.

 powszechniejsze niż grypa. W każdym razie zdaniem nielicznych mieszkańców tych terenów.

Dziwne to drugie zdanie, jakbyś sobie o tym przypomniał poniewczasie i dopisał.

 Kiedy dożyjesz…

Takie konstrukcje trącą angielszczyzną.

przystoją przyszłej

Aliteracja.

 Budynki w znacznej mierze nosiły ślady po pożarze

"W znacznej mierze" mogą powiedzieć w dzienniku – to nowomowa, nie przenoś jej do literatury, bo nic nie znaczy.

po którym, zdaje się, nikt nie zamierzał posprzątać.

Skoro nikogo tam nie ma…

 delikatnie pod górę

Łagodnie. Do prostytutki bez pieniędzy, używanie "delikatnie" jako wytrycha bardzo, ale to bardzo źle świadczy o objętości wokabularza aspirującego autora. Rzeczy właściwe daj imię, co?

 przeszkadzać w przemarszu

Aliteracja. To sztucznie brzmi.

 Poranna mgła powoli się unosiła, ustępując miejsca posępnemu krajobrazowi ruin.

Purpura.

 mruknął mistrz, przerywając w końcu milczenie.

Mruknął mistrz. Kropka. "Przerywając milczenie" brzmi, jakby ujawnił aferę pedofilską.

 poprawił ostatnią kępkę siwych włosów na głowie

Prychnęłam śmiechem. To po prostu nie pasuje do otoczenia.

 Na jego twarzy wymalowało się skupienie.

Pędzelkiem z wielbłądziego włosia?

 Zdawało się, że nasłuchuje czegoś z oddali.

Może faktycznie nasłuchiwał?

 Miasto było jednak ciche

To nie wyklucza nasłuchiwania. Poza tym nie dałabym za tę frazę trzech groszy.

 nie była to na pewno cisza, jakiej można spodziewać się po tak upiornym miejscu

Nie zapowiadaj – pokaż. Ptaki, tak. Ptaki są dobre.

 pobudką do życia.

Dziwnie to brzmi.

 dały się słyszeć zawodzenia kotów

Znaczy się, marzec.

jakiś dziki pies zaszczekał kilka ulic dalej

Dzikie psy nie szczekają. Znany fakt.

 Katedra została wzniesiona pośrodku rynku.

A co to ma do psów? Dałbyś chociaż światło, żeby zaznaczyć, że to nowa scena.

 Plac okazał się ogromnym pobojowiskiem

Dobrze, ale co zobaczyli najpierw?

 Głównym jego wystrojem były jednak szczątki.

… wystrojem? Nie potrafię tej frazy odczytać nieironicznie.

 sypiące się kości skryte w pancerzach

Zapytaj Wiktorię, ale kości raczej się nie sypią. I skoro są skryte, to ich nie widać, nie?

 zbroje były powgniatane i powykręcane w nienaturalny wręcz sposób

A powykręcanie w ogóle jest naturalne dla zbroi?

 jeszcze zanim ich właściciele się z nimi rozstali

Na polu bitwy postanowili zdjąć zbroje i zostać nudystami-pacyfistami? Hę?

 przebiegł dreszcz na myśl o tym, co tutaj mogło zajść i w jakich mękach umierali atakujący, jak i obrońcy

Przebiegł dreszcz. Kropka. Dostatecznie jasno zasugerowałeś, co może być powodem targających Iriną uczuć – nie musisz tego wykładać jak kafelków.

Choć czas obrócił w proch jednych i drugich nie sposób

Choć czas obrócił w proch jednych i drugich, nie sposób…

 posyła w piach bez opamiętania

Znowu – nowoczesne, ironiczne sformułowanie odstaje w patetycznym tekście.

 która wymyka się tym, którzy

Powtórzenie.

 Stanowczo zbyt wiele naczytała się w czasie nowicjatu.

Dentyści nie powinni czytać? Ale serio, studenci teologii chyba powinni?

 Krużganki, ciągnące się niegdyś dookoła rynku

Chyba masz na myśli sukiennice, nie krużganki.

zostały niemal doszczętnie zrównane z ziemią

To skąd wiadomo, że były?

 co tylko utrudniało zadanie ledwie stojącym kamienicom, które w całości trzymały się najpewniej z lęku przed zmąceniem ciszy tego cmentarzyska.

Coś tu nie gra. Trudno mi określić, co, ale na pewno coś.

 Sebastian widział coś podobnego wcześniej.

Nie przeskakuj znienacka między punktami widzenia.

 wciąż uważał, że

Fonetycznie brzęczące, podejrzewam też anglicyzm: still nie zawsze tłumaczy się "wciąż". Czasami to "jednak".

 Barykady z gruzów dookoła katedry tworzyły bastion

Coś tu się rozmaśliło.

 siłom, które toczyły bój o to miejsce

Anglicyzm. I patos.

 Co tu się stało mistrzu?

Co tu się stało, mistrzu?

 jedyne co znajdziemy to

Jedyne, co znajdziemy, to. Nie jest to naturalna polska wypowiedź. "Znajdziemy tylko więcej zagadek", może?

 czasem pewne rzeczy dało się wywnioskować na własną rękę

Skasowałabym "czasem". Nie da się wnioskować bez przesłanek, jak powiedział Sherlock Holmes.

 Jednak wszystko zaczęło się komplikować w miarę budowania szerszego obrazu wydarzeń.

? Nie kumam.

 z tych, którzy byli naocznymi świadkami

Z naocznych świadków. Nie kombinuj.

 Szczęśliwym zrządzeniem losu ci sami ludzie byli właściwym celem ich podróży.

Ludzie nie są celem podróży. Ludzie są efemeryczni.

 Czy Arcykapłan w ogóle wydał na to zgodę? Owszem. Bo czy miał inne wyjście? Miał.

Czy nie nastąpiła schizma, bunt i wybór antypapieża? Nie, bo autorowi to nie na rękę, chociaż ludziom religijnym zasadniczo nie jest obojętne, w co wierzą i co robią.

 Kurz z okuć wzbił się w powietrze

Kurz?

 skrzydła wrót zostały bezlitośnie zatrzymane przez kamienny portal.

Purpura.

 niemrawymi promieniami słońca wpadającymi przez wyblakłe witraże

Witraże nie blakną. Czasem ciemnieją i erodują, ale przede wszystkim koroduje oprawa i wypadają szybki. Nadal za dużo tych przymiotników.

 półmroku przybytku

To źle brzmi.

 skórzana oprawa miała za sobą swoje najlepsze dni

Anglicyzm.

 Korzystając z dziesiątek zakładek, zaczął zaznaczać kolejno strony, według sobie tylko znanego klucza.

Coś tu jest nie tak. Pierwszy przecinek na pewno wylatuje.

 uzbroili się od stóp do głów

Ekhm.

 i w gotowości czekali na adeptkę

To to wnosi?

 Irina czując na sobie wyczekujące spojrzenia, szybciej zaczęła szukać wszystkich potrzebnych rzeczy.

Dziwnie to brzmi, to raz. Poza tym – nie powinna się porządnie spakować od razu?

 Rytuał, który mieli przeprowadzić,

Rytuału się dokonuje.

 odprawiają co jesień

Każdej jesieni.

 Niebezpieczeństwo było znikome, jeżeli oczywiście trafiło się tylko na duchy.

Tak, tylko, że nie?

 Ostrożnie wkroczyli do środka

Ale mistrz już jest w środku?

 mimowolnie unikali hałasu

To jakaś nowa moda, to "mimowolnie"? Wszyscy używają, nikt nie rozumie.

 Jeżeli nawet nie ze strachu, to ze zwykłej ludzkiej przyzwoitości.

W sumie nie wiem, po co to zastrzeżenie.

 poniżyli się pogańskimi

Aliteracja.

 wyciągać informacje od przodków przy każdej okazji, a rozgniewane dusze nie są najlepszym źródłem informacji.

Powtórzenie. Poza tym chwilę potrwało, zanim załapałam, o co chodzi/

 wysokich kolumn, sięgających aż po sklepienie świątyni

Gdyby nie były wysokie, nie mogłyby sięgać do sklepienia. Nie?

 postać, mężczyznę,

Postać mężczyzny.

 prostą szatę, bez zbędnych dodatków i ozdobników

Prostota polega na braku zbędnych dodatków, czyż nie?

 wszystko wykuto w kamieniu

Przecież już powiedziałeś, że posąg jest z kamienia?

 epatować troską i ciepłem

Nie używaj słów, których nie rozumiesz.

 mimo panującego wewnątrz półmroku…

A dlaczego półmrok miałby czynić twarz rzeźby niesympatyczną? Byłeś kiedyś w jakiejś katedrze?

 dziesiątków – nie, setek – szczątków,

Rym.

 wkroczyli między kolumny zimny, powiew uderzył

Przecinek powinien być przed "zimny".

 Główne drzwi zaskrzypiały, jedno z ich skrzydeł drgnęło.

Gdyby nie drgnęło, toby nie skrzypiały.

 Podejrzewać można, że doszło tutaj do masakry.

… skoro leżą dziesiątki, przepraszam, setki trupów, to chyba można, tak.

 Małe buciki ledwie trzymające się na kruszejących kościach, które wystają z wypłowiałych spodni, wtulone na wieki w suknie matek.

Patos. Te kości wtulone w suknie, dear God.

 Ostatni obrońcy tego przybytku, którzy raczej w imię honoru, niż z nadziei, stanęli w obronie

Masło maślane (obrońcy stanęli w obronie) i chaos składniowy.

trupie palce wciąż w swoim delikatnym uścisku trzymające tarczę

Delikatnym? Hę? Zaimek zbędny.

 Czaszka oddzielona od reszty ciała. Być może leży gdzieś w pobliżu, być może stała się pamiątką dla bestialskich najeźdźców.

To leży tu ta czaszka, czy rzuca się w oczy przez swą nieobecność?

 że, jak po sznurku, kierują się śladem historii, tłumaczącej dlaczego

? Przed "dlaczego" przecinek.

 przybysze z (…) Kontynentu, natrafili

Nigdy nie stawiaj przecinka między podmiotem, a orzeczeniem.

 Większość z pewnością zginęła, jednak to wcale nie było regułą.

Co to znaczy "nie było regułą"? Hmm?

 odłożyła torbę obok

Skoro odłożyła, to jasne, że obok.

 kreślić nią znaki na kamieniach pod stopami.

Ekwilibrystyczne.

 Krytycznym spojrzeniem obrzucił całą konstrukcję świątyni.

A czemu miałby ją krytykować? I całej konstrukcji z wnętrza nie zobaczy.

 Z położonej niedaleko torby

To brzmi tak, jakby torba była miejscowością.

 Schemat zdawał się powtarzać. Miasto walczyło dłużej niż poprzednie dwa

To nie jest schemat, raczej funkcja długości obrony od odległości od czegoś tam.

 według starych kronik zwane Erlaman i Henrun, cokolwiek mogło to oznaczać w tutejszej mowie.

Wie, jak te słowa odczytać (fonetycznie), a nie ma pojęcia, co znaczą? Nie kupuję tego.

 Przypominały one Sebastianowi o wojnie domowej, która wygnała ludzi z ich dawnego domu.

Ale wszystkich?

 zdziczałe wioski

Ganiające po lasach i włochate?

 i dość arbitralnie zarazem, ustalono

Co to znaczy "arbitralnie"?

 Wysiłek i skupienie odcisnęły się delikatnymi kropelkami potu na twarzy dziewczyny.

Purpura.

 ciągiem symboli o bardzo nieregularnym kształcie, które jednak stanowiły zamkniętą przestrzeń.

Co to jest "przestrzeń"?

 Przyzwyczaiła oczy do nowego źródła światła

Jakieś to mało fantasy.

 Postać znajdująca się pośrodku katedry rozjaśniała.

Co rozjaśniała?

 przenikając przez niespecjalnie z tego powodu zadowolonych rycerzy.

Zaraz, to gdzie są ci rycerze? I od kiedy są rycerzami, a nie po prostu zbrojnymi? I fraza wygląda współcześnie.

 Ciężko było stwierdzić czy

Trudno było stwierdzić, czy. "Ciężko" jest kolokwialne.

 Wiele słów pokrywało się w obu językach, jednak porozumiewanie się wciąż przychodziło z trudem

A co w tym zaskakującego?

 duchy nie mają ani trochę więcej wiedzy

Po polsku: duchy nie wiedzą ani trochę więcej.

 niż ich niegdysiejsze wcielenia

Co to jest "wcielenie"?

wraz z opuszczeniem cielesnej powłoki, zyskiwało się nowe sposoby komunikacji.

Nie zyskuje się opuszczenia.

 On sam też nie był pewny

"Sam" zbędne.

 zaczęła skupiać się świetlista kula

Zaczęła się skupiać – ale nie widzę tego.

 Kolejne świetliki zbierały się w jedną masę.

A skąd one tu nagle?

 który z ogromną siłą rozszedł się po całej katedrze

Czy to spowolniony film?

 pozbawieni zmysłów i rozumu

Idiomatycznie to to samo.

 , to koniec.

Skasowałabym.

 wrony już zlatywały się na ucztę.

Kruki zwykle uchodzą za bardziej dramatyczne.

 według swoich własnych definicji.

Niefantastyczne i niezbyt prawidłowe semantycznie.

 Wszystko wskazuje na to, że nie widzą w tym żadnego problemu.

Nie pasuje do fantasy.

 na kolanach, z dłońmi wspartymi na ziemi i twarzą skrytą między rękami klęczał

Nie widzę tego?

 spływa do niego pamięć z poprzednich dni,

Pamięć poprzednich dni. I raczej na niego.

 zaczęli pojawiać się

Zaczęli się pojawiać.

 Przeszywający ból jednak szybko odszedł na dalszy plan

Jak już, to "szybko jednak odszedł", ale to jest purpurowe.

 milczał grobowo, ktoś od czasu do czasu coś mruknął

To milczał, czy mruczał?

 Na twarzach wymalowany mieli smutek i brak nadziei.

Tłumaczysz jak krowie na rowie.

 otworzyły się skrzypiąc

Otworzyły się, skrzypiąc.

 z oblepionymi włosami

Czym oblepionymi?

 podeszwa jednego z butów przemieszczała się niezależnie od stopy właściciela

Znaczy, uciekła, czy co?

 zrozumiała co się dzieje, dopiero

Zrozumiała, co się dzieje, dopiero.

 Pot wypływał na twarz przybysza.

To brzmi dziwnie.

 porywisty podmuch otworzył szeroko drzwi katedry.

Wielkie, ciężkie drzwi? I "porywisty" może być wiatr, ale nie podmuch. Podmuch to właśnie poryw wiatru.

 Szlachetne rysy twarzy podkreślał równo przystrzyżoną kozią bródką.

No, nie wiem.

włosy opadały na czoło krótką grzywką

Włosy opadały na czoło. Kropka.

 ekspresyjną gestykulacją

Z czym?

 zapytał mężczyzna z katedry, powątpiewając.

Dlaczego odczuwasz potrzebę tłumaczenia, że facet wątpi? I to w tak niekongruentny sposób?

 Serdeczny uśmiech młodzieńca po brzegi wypełniała czysta arogancja.

Zbyt daleko posunięta metafora.

 uchylił się przed ciosem mieczem, zupełnie od niechcenia, w mgnieniu oka wyjął nóż i uchylając się przed

Powtórzenie, a przecinki wprowadzają chaos.

 Widząc zamieszanie, kolejnych dwóch spróbowało swoich sił.

Jakie zamieszanie?

 spektakl zawisł nad tłumem

Kolejna wydumana metafora.

W każdej chwili mogło dojść do jeszcze większej tragedii.

Nie tłumacz nam tego. Less is more.

 moich ludzi – rzekł (…) niż do ludzi.

Powtórzenie.

 Mgła, która otulała do tej pory także i jego postać rozpłynęła się

Wtrącenie: Mgła, która otulała do tej pory także i jego postać, rozpłynęła się.

 właśnie stała się zupełnie blada.

Czyli zanim ją zawołał, zbladła, tak?

 rzekł wyraźnie zadowolony do

Wtrącenie: rzekł, wyraźnie zadowolony, do.

 zapłonęły przez sekundę blaskiem

A czym innym mogą płonąć oczy?

 Przekrwione oczy samotnego czerepu z wolna lustrowały rynek.

Purpura.

 widok ten sprawiał satysfakcję

Tłumaczysz jak krowie. Znowu. Uwierz w czytelnika.

 Nie zawsze taki był. Co się mogło stać?

Co to, Ostatni smok?

 rzekł znudzony.

Kto?

 Ciała żołnierzy walczących, aby nie dać się pożreć żywcem, napęczniały, jedno po drugim i w makabrycznym tańcu kończyn wykręciły się na drugą stronę.

Wut?

 moje cele były dla ciebie tylko narzędziem.

Coś tu nie wygląda logicznie.

obrał nowy plan

Obiera się kierunek, plany się snuje.

 Wewnątrz jednak coś kazało mu krzyczeć z bezradności.

?

 

To jest fragment. Nieznośnie purpurowy, ale to już powiedziałam. Tak czy siak, nie rozwiązujesz właściwie niczego, tylko epatujesz obrzydliwością. Nie mój typ literatury.

 nigdy nie będzie dla mnie wiarygodne opowiadanie dziejące się, jak w tym przypadku, w umownym średniowieczu, jeśli będę natykać się w nim na kurioza w rodzaju grypy, cytatu z filmowego dialogu, czy innych słów i pojęć jeszcze nieznanych w opisywanych czasach.

Ano, tak. Bo zjawisko mogło istnieć, ale nie być nazwane.

Odkrycie własnego błędu to nie porażka, lecz okazja (Alfred N. Whitehead)

Czy to część czegoś większego? Jeśli tak, zmień tag na “fragment”.

 

Styl, jakim piszesz jest mocno… wybujały. I nie sprawia wrażenia pisarskiego kunsztu, a tylko utrudnia czytanie. Kilka razy musiałam się cofać i czytać jakiś fragment jeszcze raz, żeby zrozumieć, o ci Ci chodzi.

Po drugie, to nie jest zakończona historia, nie ma tu żadnego rozwiązania. Nadal nie wiem, co się w tej krainie właściwie stało. Był jakiś żądny krwi tyran, ale co się z nim i jego poplecznikami stało. Poza tym strzelasz sobie w stopę. Cała ta historia jeszcze jakoś trzymałaby się kupy, gdyby nie ostatnie zdanie opka:

Wewnątrz jednak coś kazało mu krzyczeć z bezradności.

I właśnie to ostatnie zdanie, wraz z faktem, że władca widzi Irinę i najwyraźniej wie, kim ona jest, każe mi przypuszczać, że mam do czynienia z fragmentem. I to mnie irytuje, bo ja nie lubię czytać fragmentów.

Widok niezwykły i, z tegoż samego powodu, niemiłosiernie w owych czasach zwyczajny.

To zwykły czy niezwykły? Równie dobrze można napisać, że coś było ciężkie i z tego powodu lekkie. Zimne i z tego powodu ciepłe. To nie ma sensu.

Mistrz Sebastian, egzorcysta z ramienia Świątyni, śmiało poprowadził konia przez wyłamane odrzwia głównej bramy. Cokolwiek wyważyło wrota, zrobiło to z ogromnym impetem. Nie byłoby w tym może nic niezwykłego, gdyby nie fakt, że jedno skrzydło bramy leżało na drodze przed murami. Być może zostały wyważone od środka.

Powtórzenia. 

Irina skarciła się w duchu. Pierwszy raz za to, że przez moment zwątpiła w opatrzność, która przecież nad nią czuwa. Drugi raz za to, że zawahała się, kiedy mistrz szedł naprzód. Trzeci raz za użycie słów, które nie przystoją przyszłej kapłance, kiedy karciła się po raz pierwszy.

Powtórzenia. 

Miasto było jednak ciche, choć nie była to na pewno cisza, jakiej można spodziewać się po tak upiornym miejscu.

Powtórzenie. 

Choć czas obrócił w proch jednych i drugich[+,] nie sposób było nie dostrzec, że dzieła zniszczenia dokonały nie ogień i stal, a potężna magia.

Brakuje przecinka. 

Sebastian widział coś podobnego wcześniej. Tylko raz. I wciąż uważał, że o raz za dużo.

A te zdania są w zasadzie w porządku (poza powtórzeniem, ale rozumiem, że jest celowe). Zacytowałam je dlatego, że uświadomiły mi, że całe te opisy przyrody, które przeczytałam do tego miejsca, nie wzbudziły we mnie poczucia grozy. A skoro bohater postrzega tę sytuację jako straszną/przerażającą, to ja również chciałabym ją tak widzieć (nawet jeśli przeraziły go zrównane z ziemią krużganki). Nie czuję klimatu po prostu. A przez to opis wydaje się groteskowy. Tym bardziej, że krużganek to po prostu długi ganek obiegający budynek, a rynek nie jest budynkiem.

Zwróć uwagę na przecinki:

– Co tu się stało[+,] mistrzu?

Zjawcie się[+,] ojcowie

Ciężko było stwierdzić[+,] czy duch cokolwiek zrozumiał.

a pozbawieni zmysłów i rozumu żołnierze snują się bezwładnie po ulicach stolicy.

Dotarłam do tego miejsca. Z dotychczasowego opisu nie wynika, skąd miałby się wziąć bezwład. Owszem, mogliby być zdezorientowani, przestraszeni, spanikowani, ale bezwład? Pozbawienie zmysłów i rozumu z powodu pożaru miasta? Nie kupuję tego.

Miasto po mieście, wieś po wsi, wszyscy musieli upaść przed potęgą nowego monarchy. Teraz zaś nie było już czego zdobywać, to koniec. Mevissen się poddało. Krzyki niosły się dalej niż dym, a wrony już zlatywały się na ucztę.

Gnał Srebrnym Traktem przez środek miasta, mając przed oczami połyskujące między strugami dymu iglice katedry. Żołnierze w tym czasie oczyszczali miasto – według swoich własnych definicji.

Trochę dużo “miast”.

Byli wyposzczeni, a martwi byli świeży. Wszystko wskazuje na to, że nie widzą w tym żadnego problemu.

Zmiana czasu – wybija z rytmu, a nie widzę sensu.

Od paru dni zaczęli pojawiać się w coraz większych ilościach. Zwykle odbierają sobie życie przed świtem.

Tutaj to samo. Trzymałabym się czasu przeszłego.

Do środka wpadł zasapany przybysz, brudny od błota, z oblepionymi włosami, podeszwa jednego z butów przemieszczała się niezależnie od stopy właściciela. Ten człowiek był jednak całkiem wyraźny.

Tutaj znowu mamy akcent humorystyczny. Podeszwa skakała obok? “Szła” w inną stronę niż stopa? Rozumiem, o co Ci chodzi, ale to zdanie brzmi śmiesznie.

A odnośnie “wyraźnego” człowieka. Rozumiem – bohaterka widzi pozostałych jak przez mgłę, czyli nagle wzrok jej się wyostrza?

To są drobiazgi, które zatrzymują i wzbudzają wesołość. Jeśli nie piszesz groteski, musisz na to zwracać uwagę, bo co chwila upada klimat.

Mgła, która otulała do tej pory także i jego postać[+,] rozpłynęła się nagle.

– Witaj, córko Laheta! – wykrzyknął uradowany, patrząc wprost na Irinę, która właśnie stała się zupełnie blada.

A może po prostu: zbladła? 

Ci, którzy się ocknęli, szybko sami stawali się ofiarami.

To już czytałam wcześniej ze trzy razy.

Avego odruchowo chciał odwrócić głowę, jednak jego szyja była gdzie indziej.

Już to wiem. I znowu wychodzi groteska.

 

Dobra, przeczytałam uczciwie, zaznaczyłam, co mi najbardziej wpadło w oko, konkluzja jest taka, że mnie nie porwało :(

Znam tylko pięć liter ;)

Eldarionie, cześć:)

I ja zawitałam do Twojego opowiadania.

Wstęp – te kilka słów wprowadzenia zaciekawia i jest dobrze napisane. Przyciągający blurb i zauważ, że tam nie ma tysiąca przysłówków i przymiotników. Jest prosto i zrozumiale.

 

Opowieść, a raczej jej fragment.

Wyobraźnię masz:) to plus, widzisz to (pamiętaj, że są też inne zmysły, piszesz wzrokiem i myślą). Za to minus za udziwnianie tekstu określnikami. Przymiotniki to nie literatura. Pierwsze co bym zrobiła – tytułem eksperymentu – to usunęłabym przymiotniki i przysłówki i zobaczyła, co zostanie. Oszczędniej, poproszę. Jeśli chciałbyś przykładu to, napisz.

Drugi minus – komentarze – niejako – odautorskie. Wyśmienicie sprawdzają się w ustnych przekazach, w pisemnych warto ostrożniej i celowo, gdyż inaczej przegadujesz, dopowiadasz, chcesz przeciągnąć czytelnika na swoją stronę, a ja swoje myślę i chcę samodzielnie wyciągać wnioski. Przykład:

Obraz ten przywodził na myśl wstępy do ludowych legend, gdzie pojawienie się obcych w takich okolicznościach przyrody zwiastować musi rychłe zmiany. A obcymi byli bez wątpienia. Widok niezwykły i, z tegoż samego powodu, niemiłosiernie w owych czasach zwyczajny. Nikogo nie dziwili już potencjalni herosi. Nie w czasach, kiedy dawne legendy odżywały, a nowe właśnie się rodziły. Oczywiście nie można było mieć pewności, że akurat ta grupa podróżników musi dołączyć do mitycznych bohaterów ratujących świat.

Nie. Ich rola była zgoła przeciwna.

Z kolei na plus fabuła, jeśli ją wypreparować z powodzi słów.

Minus – przeciągasz drugą scenę przez te słowa dookoła i komentarze naprowadzające czytelnika na rozumienie tego, co czyta.

Na plus – postaci, lecz są schematyczne i nie wiemy, co nimi powoduje (tu też dopowiadasz, co mam o nich myśleć). Są zimni, bez wzajemnych relacji, to dziwi.

 

Budujesz tutaj świat czarodziejów, mistrzów, adeptów. Jaki on jest, co się zdarzyło, kim są ci, którzy go zaludniają. Czy lubią pietruszkę, głosują? Przeczytaj w ostatniej NF esej Le Guin o Ziemiomorzu i zwróć uwagę na drobiazgi tego świata.

pzd srd, a

PS. Trochę mnie zezłościło, że w komentarzu piszesz – a innym się podobało. Tak było, tak jest, ale piszemy tutaj to, co myślimy my, a nie inni. To nie jest argument, przynajmniej dla mnie – że innym się podobało. Też jestem tym innym, możesz wziąć pod uwagę moje zdanie lub nie. Ty jesteś Autorem i masz pióro w ręku. Trochę się martwię, że puszczam swój komentarz w kosmos, ale… jest piękny, więc niech tak będzie:)

Logika zaprowadzi cię z punktu A do punktu B. Wyobraźnia zaprowadzi cię wszędzie. A.E.

Biorę pod uwagę wszystkie tutejsze komentarze i jak tylko mogę staram się do nich odnieść oraz przede wszystkim wprowadzać poprawki. Jednak niemiłosiernie bolą mnie wypowiedzi, gdzie komentujący pastwi się nad tekstem, zupełnie nie rozumiejąc, że fragmenty, których się czepia służyły nabudowaniu patosu, aby później jakimś kompletnie nie pasującym kawałkiem wszystko zburzyć. Nawet w założeniu to nie było pisane jako poważny tekst i nie rozumiem dlaczego właśnie tutaj, ze wszystkich miejsc, został w ten sposób odebrany. Stąd moje zaskoczenie jest ogromne, że nikt nie próbował nawet pomyśleć w tym kierunku. Zamiast tego dostałem gigantyczny elaborat z masą nic nie wnoszących komentarzy i nielicznymi sensownymi uwagami. Spokojnie, odpowiedź na ten komentarz już się redaguje i jest równie długa jak on sam, bo starałem się odnieść do każdego z zarzutów, a nie potrafię sobie odmówić nutki uszczypliwości.

Zarzut o fragmencie też jest nietrafiony, bo jest to opowiadanie, którego nie chciałem rozwiązywać. Dokładnie takie miało być. Wyrwane ze świata, wyrwane z kontekstu. Bezczelna zabawa tym, czego oczekuje czytelnik w konfrontacji z tym co dostaje. Gdzieś w głowie może i siedzi pomysł na kontynuację, ale tylko dlatego, że pojawiły się takie prośby, a nie dlatego, że takie było założenie.

Wyrzuciłem swój żal, odnośnie bycia niezrozumianym, więc teraz się ogarnę, a jutro wrócę do bardziej merytorycznych rzeczy.

Eh, Eldarionie:) Wytłumaczę, co miałam na myśli, bo słowa działają – zdaje mi się – tylko w kontekście “znania” osoby, czyli intencji. Jeśli nie znamy to wątpimy, i słusznie, Ty jesteś zawsze ostatnią instancją odnośnie poprawek.

Wszystkich komentarzy nie dasz rady wziąć na klatę, choćby nie wiadoma jaka szeroka, duża była. Pamiętaj, to Ty jesteś Autorem, a uwagi, komentarze rozważasz, czy je ująć czy nie, poprawiać czy niekoniecznie. Czasami nie wiadomo, bo wyrąbujesz sobie własną ścieżkę. Przy uwzględnianiu uwag/odczuć Innych nie mamy pewności, czasem błądzimy, czasem Inni błądzą, lecz zawsze – moim zdaniem – warto w swojej głowie to przemielić.

Poważny tekst/niepoważny. Ja każdy tekst zamieszczony traktuję jako poważny. Czy dobrze czuję -nie wiem? Za mało mam doświadczenia i przeczytanych książek, ale już wiem, że nigdy nie będę zadowolona z osiągów  w tych wymiarach.

Te elaboraty przytłaczają, lecz jednocześnie uczą, zajrzyj pod moje teksty to zobaczysz litanie niezrozumienia, korekt i pytań. Ja piszę Ci to, co myślę, czy mam rację – nie wiem? i powiem Ci jeszcze, że poprawianie nie jest łatwe, tzn. wprowadzanie poprawek. Czas dla mnie jest walutą, cholernie wymierną.

Zacznij komentować innych, to zrozumiesz drugą stronę i może nie tylko.

pzd srd, a

PS Nie masz pojęcia jak się ucieszyłam, że nie napisałam w pustkę i odpowiedziałeś. Może kosmos jest zaludniony:)))

Logika zaprowadzi cię z punktu A do punktu B. Wyobraźnia zaprowadzi cię wszędzie. A.E.

komentujący pastwi się nad tekstem, zupełnie nie rozumiejąc, że fragmenty, których się czepia służyły nabudowaniu patosu, aby później jakimś kompletnie nie pasującym kawałkiem wszystko zburzyć.

Ekhm. Że zacytuję taką jedną:

Chciałabym wierzyć, że zrobiłeś to specjalnie, w celu rozbawienia czytelnika (o, patrz, czytelniku, nadmuchałem balon, nie? A teraz go przekłuję i będzie śmiech!)

Jak na tekst niepoważny, "Okruch pamięci" traktuje siebie zdecydowanie zbyt poważnie. Może po prostu nie dostaje Ci warsztatu śmieszycielskiego.

Zarzut o fragmencie też jest nietrafiony, bo jest to opowiadanie, którego nie chciałem rozwiązywać.

Widzisz, tylko, że my nie wiemy, co masz w głowie. To Twoja głowa, dla nas nieprzejrzysta. Mamy to, co nam dałeś, oraz nasze oczekiwania, powstałe w ciągu lat czytania (ja też nie zawsze potrafię uniknąć rymu). Chcesz się z tymi oczekiwaniami bawić? W porządku. Ale musisz się przygotować na to, że niekoniecznie zostaniesz zrozumiany. Albo, że zostaniesz, ale czytelnikom się to nie spodoba. Mamy prawo do własnego zdania, wiesz? To raz. Po drugie, mam dziwne (może błędne) wrażenie, że udajesz teraz, że osiągnąłeś efekt, o który Ci chodziło (I meant to do that!). Nie rób tak. Na dłuższą metę tylko Ci to zaszkodzi.

Odkrycie własnego błędu to nie porażka, lecz okazja (Alfred N. Whitehead)

Ależ zabawny tekst wcale nie musi bić żartem w twarz ani wywoływać salw śmiechu czytającego. Pisząc to szedłem w stronę “humoru”, który bardzo mocno wybija się chociażby u Sapkowskiego, gdzie na dość brudny i często patetyczny opis nagle spada komentarz, którego celem jest zrujnowanie nabudowanego klimatu. Nawet jeżeli historia przedstawia coś niezbyt kolorowego, to nie znaczy, że nie można jej pokazać w sposób, który tę śmiertelną powagę próbuje zabić.

I oczywiście, że jestem gotowy na to, że Wasze oczekiwania będą inne niż to co dostaniecie w tekście, jednak podkreślanie tego jako błędu, w sytuacji, gdzie sama idea tekstu zakładała brak rozwiązania, jest trochę jak nagabywanie autorów, którzy skończyli swoje historie, żeby zmienili im finał, bo nam się nie spodobał. To nie jest miejsce na kompromis. Jeżeli autor zacznie pisać to, co ludzie chcą dostać, a nie to co sam uważa za dobre, to zajmie może kiedyś zajmie miejsce gdzieś obok Rowling czy Flanagana, ale ta twórczość to będzie jedynie literacką papką dla mas i niczym więcej.

Nie zamierzam tutaj niczego udawać. Wiem co miałem w założeniu i uważam, że wyszło to tak, jak chciałem. Oczywiście Wasze święte prawo to mieć swoje zdanie i uważać, że się nie podoba, jednak odnoszę wrażenie, że brakuje gdzieś rozgraniczenia między konstruktywną krytyką a subiektywną oceną tekstu. Dla przykładu zupełnie nie widzę sensu podkreślania w komentarzu każdego fragmentu, gdzie pojawiła się jakaś odrobina patosu. Dla mnie to jest takie czepianie się na siłę czegoś, co w tekście z założenia miało być. To trochę tak jakbym nie tolerował laktozy i wchodził na każdą stronę, gdzie ludzie wrzucają swoje przepisy i pod każdym zawierającym mleko pisał jakiś uszczypliwy komentarz. Nie moje klimaty, no to nie. Wspomnę o tym, jeżeli trzeba. Nie muszę się z tym obnosić przed całym światem.

To trochę tak jakbym nie tolerował laktozy i wchodził na każdą stronę, gdzie ludzie wrzucają swoje przepisy i pod każdym zawierającym mleko pisał jakiś uszczypliwy komentarz. Nie moje klimaty, no to nie. Wspomnę o tym, jeżeli trzeba. Nie muszę się z tym obnosić przed całym światem.

Ekhem. To Ty przyszedłeś na stronę, gdzie udzielają się ludzie lubiący, czytający i piszący fantastykę i którzy cenią sobie jakość. Gdybyś zajrzał nie tylko do swojego opowiadania, zorientowałbyś się, że często wymieniamy się uwagami i pracujemy nad tym, żeby teksty były jak najlepsze. To nie jest atak na Ciebie tylko chęć wskazania rzeczy, które Tobie jako autorowi mogą umknąć, bo inaczej się patrzy na cudzy tekst. I tak, mamy tu wysokie oczekiwania.

 

 

Znam tylko pięć liter ;)

Ależ oczywiście, że przyszedłem tutaj po konstruktywną krytykę. Tymczasem dostałem prosto w twarz tym, że w moim tekście jest patos. Czemu on tam, po co to, nie lubimy tu patosu, wyrzuć go. Nie wiem skąd sugestia, że nie zaglądam pod inne teksty. Sęk w tym, że czepianie się tego, że w patetycznym opowiadaniu jest patos, jest co najmniej niepoważne.

Nie każdy musi lubić szerokie i barwne opisy, o to absolutnie nie mam pretensji. Można czepiać się języka, można czepiać się błędów czy interpunkcji. Ale takie ostentacyjne podkreślanie na każdym kroku, że piszę w sposób, który komuś nie odpowiada jest zabijaniem na wejściu całego stylu autora i sugerowaniem, że lepiej, gdyby pisał jak wszyscy.

Raz jeszcze dziękuję za przeczytanie, poświęcony czas, wyłapanie błędów i za wszystkie rzeczowe uwagi. Powoli będę się starał odnieść do tego, co zostało napisane. Najpierw mamy komentarz Tarniny, którego po prostu nie mogłem sobie odpuścić, kiedy zobaczyłem, w jakim tonie pisane są niektóre komentarze. Postanowiłem odnieść się do nich w ten sam sposób. Oczywiście są tam wyłapane błędy czy literówki (choćby to nieszczęsne epatowanie, które weszło zamiast emanowania i jakoś nie zwróciło mojej uwagi), jednak masa komentarzy jest na zasadzie „mi się wydaje, że to jest źle”, bez podania uzasadnienia. Odnoszę się poniżej, do tych, do których uznałem, że należy.

 

 Blady świt padał niemrawym blaskiem na zieloną równinę.

Oh. My. God. Tyle tu określników, że zakręciło mi się w głowie. Co dokładnie chcesz pokazać?

Pamiętajcie, drogie dzieci, nie recenzujemy po alkoholu, bo się w głowie zakręci przy czterech określnikach. Miałem kiedyś małego zwinnego burego kota i zawsze mi się głowie kręci na samą myśl o nim.

 promienie słońca skrzyły delikatnie

Nie spotkałam się dotąd z ta konstrukcją pozbawioną "się" – dziwnie wygląda.

Ano skrzyły, nie widzę problemu. Ja tam się z tą konstrukcją spotykam. Inaczej bym jej nie użył. Promienie są “skrzące”, a nie “skrzące się”.

spokojnej toni sennie wlokącej się Białej Wody

Nie na toni, ale na powierzchni. Czy woda może się wlec? Nawet metaforycznie, jakoś mi to nie leży.

Wikipedia sugeruje mi, że rzeka ma coś takiego jak toń. Poza tym czy powiedziałem, że woda nie jest głęboka? Woda się może wlec i poproszę chociaż jeden argument za tym, że nie może, jeżeli coś jest nie tak.

opuszczonych upraw

Przecież powiedziałeś, że tu nie ma żadnych upraw, tylko wszystko zdziczało?

Skoro pola zdziczały to chyba widać, że wcześniej były tam uprawy. To raczej nie tak, że ludzie znikają i nagle ślady po nich też. Polecam przejść się na pola nieuprawiane od lat i zobaczyć, że dalej można spokojnie zauważyć, że kiedyś tam były.

biegnący do szarzejących ruin

Za dużo imiesłowów. Ale, co ważniejsze – czemu te ruiny szarzały?

Dwa imiesłowy to za dużo, cóż… No na to nic nie poradzę. Szarzeją, bo są stare. Szarzeją, bo są we mgle. Nie wyrywajmy opisów z kontekstu, to może prościej będzie się połapać.

miasta, które wyrastało

Tylko, że forma niedokonana sugeruje, że ciągle wyrasta – nie pasuje z tą martwotą.

Okej. Kontrasty są zakazane. Dobrze wiedzieć.

skarpy, z której w górę pięły się wieże dawnego pałacu

Ze skarpy? I od kiedy wieże się pną, to nie bluszcz?

Tak, ze skarpy. Proszę też zostawić pnące się wieże, bo dość już wycierpiały. (znaczenie nr 4)

Kamiennym, nadgryzionym zębem czasu mostem, z wolna przeprawiała się grupa ludzi.

Zła organizacja opisu. Najpierw widzimy to, co się rusza (ludzi). Tkanie tylu zastrzeżeń przed podmiot też nie wygląda w polszczyźnie dobrze.

Opis z krajobrazu przechodzi na ludzi. Gdzie tu zła organizacja? Wyobraź sobie scenę z filmu, gdzie widzisz najpierw okolicę, potem most, a następnie kamera kieruje się na ludzi, którzy przemieszczają się po nim. To jest właśnie to.

Kopyta stukające o stary bruk mąciły ciszę poranka, a czerwone płaszcze jeźdźców zakłócały bladą harmonię wiosennego świtu.

To jest tak purpurowe, że nawet nie wiem, jak skomentować. Patos, patos, patos.

Purpurowy powiadasz? Cóż, nie widzę tu purpury tylko szary poranek i płaszcze jeźdźców. Czepianie się, że w opowiadaniu jest patos wydaje mi się po prostu śmieszne.

 Obraz ten przywodził na myśl wstępy do ludowych legend

One mają wstępy?

Tak. Co to za durne pytanie w ogóle?

pojawienie się obcych w takich okolicznościach przyrody zwiastować

Przekłucie balonika, no nie wiem. Przerywam opis krajobrazu i tyle. Ludzie, którzy nie znają kontekstu filmowego naprawdę nie wiedzą, gdzie w tym nieszczęsnym cytacie jest ironia. Bo i skąd mają wiedzieć? Zanim ktoś mi zarzuci, że bredzę to specjalnie dla Was spytałem całej masy znajomych. Wszyscy znają to powiedzenie. Nikt nie miał pojęcia, że siedzi w nim jakaś ironia, bez podania kontekstu z filmu.

A obcymi byli bez wątpienia.

Dlaczego?

Od kiedy narrator się musi tłumaczyć z tego co wie? Skoro zaburzają krajobraz, to raczej nie wyglądają na tubylców.

Widok niezwykły i, z tegoż samego powodu, niemiłosiernie w owych czasach zwyczajny

To nielogiczne.

Niezwykłe czasy to i niezwykły widok staje się zwykły. Jakbym zobaczył człowieka z karabinem na ulicy, to by było niezwykłe. Chyba, że mieszkałbym w kraju, gdzie trwa wojna. Wówczas to jest zwyczajny widok. Mamy zdanie mówiące, że są dziwne czasy.

 Ich rola była zgoła przeciwna.

Rola nie może być przeciwna.

No to lecimy z całym kontekstem, z którego zostały wyrwane zdanie.

Oczywiście nie można było mieć pewności, że akurat ta grupa podróżników musi dołączyć do mitycznych bohaterów ratujących świat.

Nie. Ich rola była zgoła przeciwna.

Rozumiem, że nie tylko kilka określników koło siebie stwarza problem, ale trzy zdania nawiązujące do siebie to już też za dużo?

jak zasugerował jeden z przybocznych, ktoś potrzebował takich drzwi do chaty, ale się rozmyślił

O. To mógłby być niezły żart (twardy najemnik rzuca takim grepsem, kumple się śmieją, jedziemy dalej), ale primo – musiałbyś scenkę pokazać, secundo – nie tylko Sebastian (który być może z urzędu jest pozbawiony poczucia humoru), ale także Ty nie widzisz tu nic śmiesznego. To źle.

Żarcik na ustach żołnierza, który chce trochę rozładować sytuację? Olaboga, bezczelny. Ja tam bym się uśmiechnął. Nie wiem czemu zakładasz, że ja nie widzę tutaj nic zabawnego. Nie pierwszy raz zresztą sugerujesz, że wiesz lepiej co miałem w głowie, ale do tego wrócimy później.

 Koniec końców, zła sława skutecznie odstrasza wszelkie szumowiny,

Fonetycznie szumi. Dalsza część zdania powtarza to, co na początku, tylko niejasno.

Język polski szumi, fascynujące. Gdzie w tym jest problem?

powszechniejsze niż grypa. W każdym razie zdaniem nielicznych mieszkańców tych terenów.

Dziwne to drugie zdanie, jakbyś sobie o tym przypomniał poniewczasie i dopisał.

Mam wrażenie, że wszystkie drobne żarciki przemycone w tekście, gdzieś przeleciały nad głową odbiorcy. (uuuu, anglicyzm)

Kiedy dożyjesz…

Takie konstrukcje trącą angielszczyzną.

W którym miejscu ten angielski? Poproszę chyba o jakiś ładny czysto polski zamiennik, skoro to czymś trąci. Wiadomo, że jak trąci to smród, a nikt tego nie chce, prawda?

przystoją przyszłej

Aliteracja.

Aliteracja, brawo. Znamy trudne słowa. Co to zmienia? Ten sam przypadek co przy tym całym fonetycznym szumieniu.

 Budynki w znacznej mierze nosiły ślady po pożarze

"W znacznej mierze" mogą powiedzieć w dzienniku – to nowomowa, nie przenoś jej do literatury, bo nic nie znaczy.

Czym to zamienić skoro tak źle brzmi? I skoro nic nie znaczy to zaskakujące, że ludzie rozumieją, kiedy tak do nich się mówi. Dziwne, nie?

po którym, zdaje się, nikt nie zamierzał posprzątać.

Skoro nikogo tam nie ma…

Czy to pierwszy wyłapany żart w tekście czy tylko się łudzę, że tym razem się udało?

 przeszkadzać w przemarszu

Aliteracja. To sztucznie brzmi.

Brawo, znowu ładne słowo. Jeżeli każde da podobnie zaczynające się słowa zamierzasz określać mianem aliteracji i wytykasz to jakby było błędem, to mam złe wieści dla całej masy moich znajomych, którym w ten sposób składają się imiona z nazwiskami.

Poranna mgła powoli się unosiła, ustępując miejsca posępnemu krajobrazowi ruin.

Purpura.

Osobiście wolę różowy.

mruknął mistrz, przerywając w końcu milczenie.

Mruknął mistrz. Kropka. "Przerywając milczenie" brzmi, jakby ujawnił aferę pedofilską.

Tak na głos śmiechłem, że ludzie w mieszkaniu przyszli sprawdzić co się dzieje. Afera, tak. Bo tam było cicho, wiesz? I ta cisza została przerwana. Rozumiem, że niektórzy wszędzie widzą, to co by chcieli widzieć. Do tego zdania będę wracał, jak będę miał zły humor.

poprawił ostatnią kępkę siwych włosów na głowie

Prychnęłam śmiechem. To po prostu nie pasuje do otoczenia.

Jejku, wreszcie ktoś dostrzega, że ten tekst nie jest całkowicie poważny. Sukces.

 Na jego twarzy wymalowało się skupienie.

Pędzelkiem z wielbłądziego włosia?

Spotykam ten przypadek w literaturze tak często, że szukając gdzieś wyjaśnienia czy poprawniejszym określeniem jest „odmalować się”, nie znalazłem absolutnie żadnego sensownego wyjaśnienia.

Zdawało się, że nasłuchuje czegoś z oddali.

Może faktycznie nasłuchiwał?

Błagam, puśćmy soundtrack z Sherlocka w tle.

Miasto było jednak ciche

To nie wyklucza nasłuchiwania. Poza tym nie dałabym za tę frazę trzech groszy.

Ufff, dobrze, że udostępniłem tekst za darmo.

 nie była to na pewno cisza, jakiej można spodziewać się po tak upiornym miejscu

Nie zapowiadaj – pokaż. Ptaki, tak. Ptaki są dobre.

Pewnie, że są. Uwielbiam pieczone kurczaki. Indyki też są spoko. Co to ma do rzeczy?

 pobudką do życia.

Dziwnie to brzmi.

Nie dla mnie.

 dały się słyszeć zawodzenia kotów

Znaczy się, marzec.

Mój kot to się darł zawsze, jak na wioskę wychodził, ale tak. Wczesna wiosna. Nie da się ukryć.

jakiś dziki pies zaszczekał kilka ulic dalej

Dzikie psy nie szczekają. Znany fakt.

Wydaje mi się, że z kontekstu jest jasne, że te psy nie są dzikie, tylko zostały po tym jak ludzie zniknęli. Tak samo są dzikie, jak te wioski co zostały opustoszałe.

 Katedra została wzniesiona pośrodku rynku.

A co to ma do psów? Dałbyś chociaż światło, żeby zaznaczyć, że to nowa scena.

Akapity chyba pełnią jakąś funkcję, prawda?

 Plac okazał się ogromnym pobojowiskiem

Dobrze, ale co zobaczyli najpierw?

Moment, co? Najpierw się okazało, że tam gdzie powinien być rynek jest pobojowisko. Potem reszta opisu. Straszne czepialstwo.

Głównym jego wystrojem były jednak szczątki.

… wystrojem? Nie potrafię tej frazy odczytać nieironicznie.

A ja nie umiałem jej tutaj napisać nieironicznie. Mamy coś wspólnego, całkiem miło.

sypiące się kości skryte w pancerzach

Zapytaj Wiktorię, ale kości raczej się nie sypią. I skoro są skryte, to ich nie widać, nie?

Po pierwsze pancerz raczej nie zakrywa całego ciała, więc chyba można dostrzec coś co jest w środku. Wydaje mi się, że mam w tej kwestii trochę doświadczenia, więc proszę nie polemizować. Po drugie, cokolwiek wystawione na działanie warunków atmosferycznych się sypie. Logiczne chyba, że nie rozsypują się w rękach, tylko rozlatują. Znowu wszystko czytają dosłownie i potem są pretensje.

 zbroje były powgniatane i powykręcane w nienaturalny wręcz sposób

A powykręcanie w ogóle jest naturalne dla zbroi?

Widziałaś kiedyś hełm, w który ktoś mocno przywalił obuchem? Na żebrach albo nosalu można zauważyć całkiem „naturalne” wykręcenia. Co innego jak ktoś by hełm wywrócił na lewą stronę. To jest nienaturalne.

jeszcze zanim ich właściciele się z nimi rozstali

Na polu bitwy postanowili zdjąć zbroje i zostać nudystami-pacyfistami? Hę?

Oczywiście, bo to nie było miasto na równinie tylko plaża w Chałupach, jak mogłem nie wspomnieć. Mamy tutaj wybitny brak zrozumienia metafor.

przebiegł dreszcz na myśl o tym, co tutaj mogło zajść i w jakich mękach umierali atakujący, jak i obrońcy

Przebiegł dreszcz. Kropka. Dostatecznie jasno zasugerowałeś, co może być powodem targających Iriną uczuć – nie musisz tego wykładać jak kafelków.

A ja tam uważam, że nie dostatecznie i uczuć postaci nigdy dosyć. Ale podoba mi się porównanie z kafelkami.

 posyła w piach bez opamiętania

Znowu – nowoczesne, ironiczne sformułowanie odstaje w patetycznym tekście.

Jakieś to wyrwane z kontekstu i w ogóle nie wiem, w którym miejscu nowoczesne.

 Stanowczo zbyt wiele naczytała się w czasie nowicjatu.

Dentyści nie powinni czytać? Ale serio, studenci teologii chyba powinni?

Wystarczająco jasno jest zasugerowane, że naczytała się czegoś przez co teraz się boi, a nie czegokolwiek. Jak się naczytasz książek kucharskich, to możesz bać się cholesterolu, a nie demonów. Tak samo sprawa wygląda tutaj.

Krużganki, ciągnące się niegdyś dookoła rynku

Chyba masz na myśli sukiennice, nie krużganki.

Rzucając definicjami wypadałoby samemu je przeczytać. Miałem na myśli krużganki. Z każdym autorem polemizujesz o tym co miał przed oczami? Jeżeli budynki dookoła rynku mają krużganki to logicznym jest, że krużganki są dookoła rynku.

zostały niemal doszczętnie zrównane z ziemią

To skąd wiadomo, że były?

Niemal. Poza tym chyba całkiem łatwo wydedukować, że mogły tam stać, skoro nagle pod budynkami jest pusto. Krużganek nie jest budynkiem wolnostojącym.

 co tylko utrudniało zadanie ledwie stojącym kamienicom, które w całości trzymały się najpewniej z lęku przed zmąceniem ciszy tego cmentarzyska.

Coś tu nie gra. Trudno mi określić, co, ale na pewno coś.

Kolejny dowcip, którego nie zrozumieliśmy. Szkoda. Wypadałoby wiedzieć czego się czepia, to tak swoją drogą.

 Sebastian widział coś podobnego wcześniej.

Nie przeskakuj znienacka między punktami widzenia.

Jakbym miał wybrany punkt widzenia to może by można się czepiać, że skaczę. Opisuję wiedzę postaci i ich odczucia z punktu widzenia narratora, a nie ich samych.

wciąż uważał, że

Fonetycznie brzęczące, podejrzewam też anglicyzm: still nie zawsze tłumaczy się "wciąż". Czasami to "jednak".

Gdzie tu się w tym kontekście dopatrywać “still”? Wciąż. Od punktu A w czasie, do punktu B, który jest teraz. Nawet bym powiedział “jednak wciąż uważał” i byłoby moim zdaniem jeszcze lepiej.

 Barykady z gruzów dookoła katedry tworzyły bastion

Coś tu się rozmaśliło.

Przesadziłem z masłem do jajecznicy na kolację, przepraszam, kolejnym razem zrobię na smalcu. W międzyczasie sprawdź proszę, jak wygląda bastion i dlaczego nie każda barykada nim jest.

siłom, które toczyły bój o to miejsce

Anglicyzm. I patos.

O nie, to znowu ten patos. Mamo, zabierz mnie stąd.

 jedyne co znajdziemy to

Jedyne, co znajdziemy, to. Nie jest to naturalna polska wypowiedź. "Znajdziemy tylko więcej zagadek", może?

Sam bym tak powiedział, nie wiem co tutaj nienaturalnego.

czasem pewne rzeczy dało się wywnioskować na własną rękę

Skasowałabym "czasem". Nie da się wnioskować bez przesłanek, jak powiedział Sherlock Holmes.

Czasem się da wywnioskować na własną rękę. Czasem nie. I nie mówiłem, że bez przesłanek.

 Jed­nak wszyst­ko za­czę­ło się kom­pli­ko­wać w miarę bu­do­wa­nia szer­sze­go ob­ra­zu wy­da­rzeń.

? Nie kumam.

To przykre. Im więcej widzieli tym trudniej było wywnioskować, co naprawdę się stało. Czy ja właśnie napisałem to samo co na górze?

 z tych, którzy byli naocznymi świadkami

Z naocznych świadków. Nie kombinuj.

“Byli” w kontekście tego fragmentu i tego co jest jest dla mnie całkiem kluczowe. Nie kombinuj.

Szczęśliwym zrządzeniem losu ci sami ludzie byli właściwym celem ich podróży.

Ludzie nie są celem podróży. Ludzie są efemeryczni.

Wydaje mi się, że jasno z kontekstu wynika, że akurat ci ludzie nie są tacy do końca efemeryczni. Poza tym co to ma wspólnego z tym, że nie mogą być celem podróży? Jak idziesz do dziadka to idziesz do niego, a nie do jego domu. Jest celem podróży? No jest.

 Czy Arcykapłan w ogóle wydał na to zgodę? Owszem. Bo czy miał inne wyjście? Miał.

Czy nie nastąpiła schizma, bunt i wybór antypapieża? Nie, bo autorowi to nie na rękę, chociaż ludziom religijnym zasadniczo nie jest obojętne, w co wierzą i co robią.

Uwaga, uwaga, właśnie odnosimy chrześcijańską religię do… świata fantasy! Gratulacje! Kpina, nie konstruktywna krytyka. W kolejnym zdaniu masz wyjaśnienie, dlaczego tak zrobił. A poza tym po raz kolejny próbujesz wmawiać autorowi, że lepiej od niego wiesz, co się dzieje w jego świecie. Nie zastanawiasz się nawet do czego doszło. Z góry zakładasz, że autor robi wszystko tak, żeby było mu na rękę.

Kurz z okuć wzbił się w powietrze

Kurz?

Kurz. Wyszukałem specjalnie dla Ciebie, nie ma sprawy.

skrzydła wrót zostały bezlitośnie zatrzymane przez kamienny portal.

Purpura.

Dziękuję.

niemrawymi promieniami słońca wpadającymi przez wyblakłe witraże

Witraże nie blakną. Czasem ciemnieją i erodują, ale przede wszystkim koroduje oprawa i wypadają szybki. Nadal za dużo tych przymiotników.

Były malowane, a takie już blakną. Znowu sugerowanie się średniowieczną Europą, ech.

 półmroku przybytku

To źle brzmi.

Czekaj, bo zapomniałaś to dodam. PURPURA.

 skórzana oprawa miała za sobą swoje najlepsze dni

Anglicyzm.

Czystość językowa to jakieś wymaganie? Mam gdzieś zaświadczyć, że jestem Polakiem i katolikiem, żeby móc pisać po polsku?

 uzbroili się od stóp do głów

Ekhm.

Coś na gardło podrzucić?

 i w gotowości czekali na adeptkę

To to wnosi?

Co co wnosi?

Irina czując na sobie wyczekujące spojrzenia, szybciej zaczęła szukać wszystkich potrzebnych rzeczy.

Dziwnie to brzmi, to raz. Poza tym – nie powinna się porządnie spakować od razu?

Pani nie wie, że się rzeczy raczej wozi w jukach niż na plecach?

 Rytuał, który mieli przeprowadzić,

Rytuału się dokonuje.

PAAATOOOS. Równie dobrze można go przeprowadzić.

odprawiają co jesień

Każdej jesieni.

Błąd czy gust?

 Niebezpieczeństwo było znikome, jeżeli oczywiście trafiło się tylko na duchy.

Tak, tylko, że nie?

Wyjście z tramwaju jest całkiem bezpieczne, o ile nie wyskoczy na mnie nagle gość z siekierą.

 Ostrożnie wkroczyli do środka

Ale mistrz już jest w środku?

A kto tak powiedział?

Jeżeli nawet nie ze strachu, to ze zwykłej ludzkiej przyzwoitości.

W sumie nie wiem, po co to zastrzeżenie.

W sumie nie wiem po co ten komentarz.

 poniżyli się pogańskimi

Aliteracja.

Olaboga, znowu te aliteracyje wszędzie używają, za grosz godności ta młodzież nie ma.

 wyciągać informacje od przodków przy każdej okazji, a rozgniewane dusze nie są najlepszym źródłem informacji.

Powtórzenie. Poza tym chwilę potrwało, zanim załapałam, o co chodzi

No to już chyba nie jest moja wina.

 wysokich kolumn, sięgających aż po sklepienie świątyni

Gdyby nie były wysokie, nie mogłyby sięgać do sklepienia. Nie?

Noooooo, Pani po architekturze? Świątynie mogła być niska. Wtedy mamy niskie kolumny, a dalej sięgają po sklepienie. Fascynujące, prawda?

 postać, mężczyznę,

Postać mężczyzny.

Otóż nie tym razem.

prostą szatę, bez zbędnych dodatków i ozdobników

Prostota polega na braku zbędnych dodatków, czyż nie?

Nie. Prostota oznacza krój. Dodatki i ozdobniki to biżuteria i inne świecące gadżety.

 wszystko wykuto w kamieniu

Przecież już powiedziałeś, że posąg jest z kamienia?

Ale nie powiedziałem, że był wykuty.

mimo panującego wewnątrz półmroku…

A dlaczego półmrok miałby czynić twarz rzeźby niesympatyczną? Byłeś kiedyś w jakiejś katedrze?

A Pani to kiedyś była w nocy w kościele? Jak się źle cienie rzucą to wszystko może być straszne. Mnie to na przykład wczoraj straszył wentylator w kącie pokoju, bo było ciemno.

 dziesiątków – nie, setek – szczątków,

Rym.

A co w tym złego, że rym?

Główne drzwi zaskrzypiały, jedno z ich skrzydeł drgnęło.

Gdyby nie drgnęło, toby nie skrzypiały.

Gdyby to nie było istotne, to bym tego nie pisał

Podejrzewać można, że doszło tutaj do masakry.

… skoro leżą dziesiątki, przepraszam, setki trupów, to chyba można, tak.

Kocham te nic nie wnoszące komentarze.

 Małe buciki ledwie trzymające się na kruszejących kościach, które wystają z wypłowiałych spodni, wtulone na wieki w suknie matek.

Patos. Te kości wtulone w suknie, dear God.

Anglicyzm.

trupie palce wciąż w swoim delikatnym uścisku trzymające tarczę

Delikatnym? Hę? Zaimek zbędny.

Bo to bardzo wrażliwy człowiek za życia był.

 Czaszka oddzielona od reszty ciała. Być może leży gdzieś w pobliżu, być może stała się pamiątką dla bestialskich najeźdźców.

To leży tu ta czaszka, czy rzuca się w oczy przez swą nieobecność?

No trochę ciężko przeoczyć brak całkiem ważnej części szkieletu.

Większość z pewnością zginęła, jednak to wcale nie było regułą.

Co to znaczy "nie było regułą"? Hmm?

Na przykład sugeruje, że były wyjątki.

 odłożyła torbę obok

Skoro odłożyła, to jasne, że obok.

Mogła ją równie dobrze odłożyć gdzieś dalej. To też będzie obok?

kreślić nią znaki na kamieniach pod stopami.

Ekwilibrystyczne.

Jakiś konkurs na nagromadzenie ładnych słów w komentarzu? Tak, było to całkiem zręczne, skoro efekt był ładny i działał.

 Krytycznym spojrzeniem obrzucił całą konstrukcję świątyni.

A czemu miałby ją krytykować? I całej konstrukcji z wnętrza nie zobaczy.

Jak coś próbuję ocenić i analizować to znaczy, że patrzę na to krytycznie, a nie, że od razu to krytykuję. Ale po tym jak wygląda większość przytyków do tekstu widzę, że trudno zauważyć różnicę.

 Z położonej niedaleko torby

To brzmi tak, jakby torba była miejscowością.

Nie, skąd ten pomysł? Jak położę telefon na biurku to też nie mogę powiedzieć, że mam go niedaleko siebie, na biurku?

Schemat zdawał się powtarzać. Miasto walczyło dłużej niż poprzednie dwa

To nie jest schemat, raczej funkcja długości obrony od odległości od czegoś tam.

To jest schemat. Funkcja, o której mówisz to odwzorowanie i złapałem się za głowę jak przeczytałem co napisałaś. Obawiam się, że mogę coś o tym wiedzieć, skoro mam za sobą parę semestrów analizy. Wyskoczenie tutaj z funkcją mnie nieźle rozbawiło.

 według starych kronik zwane Erlaman i Henrun, cokolwiek mogło to oznaczać w tutejszej mowie.

Wie, jak te słowa odczytać (fonetycznie), a nie ma pojęcia, co znaczą? Nie kupuję tego.

A niech wymawia to sobie jak chce. Nie znaczy to wcale, że dobrze. Nigdzie nie napisałem, że to inny alfabet, więc w jakiś sposób to sobie odczytał.

Przypominały one Sebastianowi o wojnie domowej, która wygnała ludzi z ich dawnego domu.

Ale wszystkich?

Tak. Wszystkich. Witam w tym uroczym świcie, gdzie wszystko trafił szlag. Na górze jest ładnie otagowane, że postapo.

 zdziczałe wioski

Ganiające po lasach i włochate?

Tak, zdziczałe. Jak nikt nie patrzy to biegają sobie po lasach i napadają na podróżnych, których nie ma.

i dość arbitralnie zarazem, ustalono

Co to znaczy "arbitralnie"?

Pewnie to co piszą w słowniku.

Wysiłek i skupienie odcisnęły się delikatnymi kropelkami potu na twarzy dziewczyny.

Purpura.

Zgrozo, purpurowy pot?

 ciągiem symboli o bardzo nieregularnym kształcie, które jednak stanowiły zamkniętą przestrzeń.

Co to jest "przestrzeń"?

Filozoficzne pytanie. O jaką przestrzeń pytasz? Matematyczną? Fizyczną? Geograficzną? To trudne dość.

Przyzwyczaiła oczy do nowego źródła światła

Jakieś to mało fantasy.

Co? XD

przenikając przez niespecjalnie z tego powodu zadowolonych rycerzy.

Zaraz, to gdzie są ci rycerze? I od kiedy są rycerzami, a nie po prostu zbrojnymi? I fraza wygląda współcześnie.

Czyli zbrojny nie może być rycerzem, ok.

Wiele słów pokrywało się w obu językach, jednak porozumiewanie się wciąż przychodziło z trudem

A co w tym zaskakującego?

A coś ma być?

 

Koniec części pierwszej!

 duchy nie mają ani trochę więcej wiedzy

Po polsku: duchy nie wiedzą ani trochę więcej.

Też po polsku: duchy nie mają ani trochę więcej wiedzy. Tylko, że w kontekście całego zdania to brzmi dobrze. Ale ok, chcesz to wyrywaj.

 niż ich niegdysiejsze wcielenia

Co to jest "wcielenie"?

Ależ nam się tu filozoficznie robi. Definicja nr 4, jakby ktoś się zastanawiał, skąd to wziąłem.

wraz z opuszczeniem cielesnej powłoki, zyskiwało się nowe sposoby komunikacji.

Nie zyskuje się opuszczenia.

A sugeruję gdzieś, że tak jest?

 On sam też nie był pewny

"Sam" zbędne.

Pewnie, że tak, ale ładnie pasuje.

 zaczęła skupiać się świetlista kula

Zaczęła się skupiać – ale nie widzę tego.

To pewnie dlatego, że tam było jasno :(

Kolejne świetliki zbierały się w jedną masę.

A skąd one tu nagle?

Metafora taka?

który z ogromną siłą rozszedł się po całej katedrze

Czy to spowolniony film?

Kurczę, to brzmi jak niezła wizja. Nie mam pojęcia skąd ten pomysł, ale biorę.

 pozbawieni zmysłów i rozumu

Idiomatycznie to to samo.

Zmysłów jest pięć. Rozum jest jeden. Serio muszę tłumaczyć różnicę?

 , to koniec.

Skasowałabym.

Mi tam się podoba.

wrony już zlatywały się na ucztę.

Kruki zwykle uchodzą za bardziej dramatyczne.

Na pobojowisku? Co to za farmazony jakieś?

 według swoich własnych definicji.

Niefantastyczne i niezbyt prawidłowe semantycznie.

Jest gdzieś jakiś słownik wyrazów, których wolno używać w fantasy?

Wszystko wskazuje na to, że nie widzą w tym żadnego problemu.

Nie pasuje do fantasy.

Kupię na już, serio. Za to błąd dotyczący zmiany czasu nie został wyłapany. Ciekawostka.

 na kolanach, z dłońmi wspartymi na ziemi i twarzą skrytą między rękami klęczał

Nie widzę tego?

Ja tam takie rzeczy widywałem na wf-ie.

 zaczęli pojawiać się

Zaczęli się pojawiać.

Ten szyk cokolwiek zmienia?

Przeszywający ból jednak szybko odszedł na dalszy plan

Jak już, to "szybko jednak odszedł", ale to jest purpurowe.

Jak wyżej. Co Ty masz z tą purpurą?

milczał grobowo, ktoś od czasu do czasu coś mruknął

To milczał, czy mruczał?

Ktoś mruknie od czasu do czasu, poza tym jest cisza. Serio, trzeba wszystko tak łopatologicznie wykładać?

Na twarzach wymalowany mieli smutek i brak nadziei.

Tłumaczysz jak krowie na rowie.

Poproszę to odnieść do komentarza wyżej, bo nie mogę jak na to patrzę.

 z oblepionymi włosami

Czym oblepionymi?

Czym prędzej. Sytuacja chyba jasno wskazuje, że potem, brudem, krwią i co tam jeszcze mógł złapać po drodze.

 podeszwa jednego z butów przemieszczała się niezależnie od stopy właściciela

Znaczy, uciekła, czy co?

I właśnie to się dzieje jak nie tłumaczę jak krowie na rowie.

 Pot wypływał na twarz przybysza.

To brzmi dziwnie.

Jak ktoś jest wycieńczony i zgrzany to jest to jak najbardziej na miejscu.

 porywisty podmuch otworzył szeroko drzwi katedry.

Wielkie, ciężkie drzwi? I "porywisty" może być wiatr, ale nie podmuch. Podmuch to właśnie poryw wiatru.

Podmuch może też powstać np. po eksplozji. I tak, wielkie, ciężki drzwi. Aż dziw bierze, że nie ma problemu z nagromadzeniem przymiotników w tym zdaniu.

Szlachetne rysy twarzy podkreślał równo przystrzyżoną kozią bródką.

No, nie wiem.

De gustibus non est disputandum.

włosy opadały na czoło krótką grzywką

Włosy opadały na czoło. Kropka.

Jak już się czepiać to warto zaznaczyć co jest źle.

ekspresyjną gestykulacją

Z czym?

Z ekspresyjną gestykulacją.

 zapytał mężczyzna z katedry, powątpiewając.

Dlaczego odczuwasz potrzebę tłumaczenia, że facet wątpi? I to w tak niekongruentny sposób?

Bo jestem autorem tego tekstu i chcę opisać co się wydarzyło? Zaskakujące, że piszę o tym co się dzieje. Następnym razem powinienem pomijać większość opisu, bo po co to komu.

 Serdeczny uśmiech młodzieńca po brzegi wypełniała czysta arogancja.

Zbyt daleko posunięta metafora.

Jak być powinno.

 Widząc zamieszanie, kolejnych dwóch spróbowało swoich sił.

Jakie zamieszanie?

No chyba jest napisane kawałek wcześniej…

 spektakl zawisł nad tłumem

Kolejna wydumana metafora.

Czynimy obserwacje czy się czepiamy? Bo ja już sam nie wiem.

W każdej chwili mogło dojść do jeszcze większej tragedii.

Nie tłumacz nam tego. Less is more.

Przed chwilą narzekała, że nie wie co się dzieje. Na pewno jedna osoba pisała cały ten komentarz?

właśnie stała się zupełnie blada.

Czyli zanim ją zawołał, zbladła, tak?

Opis sytuacji sugeruje, że to całkiem prawdopodobne.

 zapłonęły przez sekundę blaskiem

A czym innym mogą płonąć oczy?

Pożądaniem? Chęcią mordu? Nienawiścią? A nie, przepraszam, to przecież metafory, nie wolno tak.

 Przekrwione oczy samotnego czerepu z wolna lustrowały rynek.

Purpura.

Dawno nie było, no tak.

 widok ten sprawiał satysfakcję

Tłumaczysz jak krowie. Znowu. Uwierz w czytelnika.

Po poprzednich komentarzach straciłem wszelką wiarę w czytelnika.

Nie zawsze taki był. Co się mogło stać?

Co to, Ostatni smok?

Co to, kolejny nic nie wnoszący komentarz?

 rzekł znudzony.

Kto?

Z kontekstu wiadomo. Ale podobno mam wierzyć w czytelnika, więc dałem szansę się wykazać.

 Ciała żołnierzy walczących, aby nie dać się pożreć żywcem, napęczniały, jedno po drugim i w makabrycznym tańcu kończyn wykręciły się na drugą stronę.

Wut?

Mamo, mamo, a tam są brzydkie rzeczy! Serio, w czym problem?

 moje cele były dla ciebie tylko narzędziem.

Coś tu nie wygląda logicznie.

A może nie wszystko miało się wyjaśnić?

obrał nowy plan

Obiera się kierunek, plany się snuje.

Ciężko snuć plan, który jest gotowy.

 Wewnątrz jednak coś kazało mu krzyczeć z bezradności.

?

No i po cholerę ten pytajnik?

 

Straciłem cenne 4 godziny życia, żeby się odnieść do każdego komentarza, który moim zdaniem był nierzeczowy lub nie miał oparcia w jakimś sensownym odniesieniu. Czy było warto? Jeszcze jak! Bawiłem się świetnie.

Ależ zabawny tekst wcale nie musi bić żartem w twarz ani wywoływać salw śmiechu czytającego

Nie, oczywiście, że nie. Tylko… Dawno czytałam Sapkowskiego, ale zdaje mi się, że on potrafi i ten patetyczny opis zrobić tak, żeby czytelnika naprawdę wznieść na wyżyny, i greps też umie zrobić tak, żeby czytelnika zgrabnie z wyżyn strącił. I żeby czytelnik był jeszcze zadowolony z tego obrotu rzeczy. To jest trudne. Nie oczekuj, że bez ćwiczeń będzie Ci się udawało, a tym bardziej bez ćwiczeń popartych opinią innych.

w sytuacji, gdzie sama idea tekstu zakładała brak rozwiązania

Dobrze, ale kiedy nam to powiedziałeś? Nie wiedziałyśmy (chyba tylko dziewczyny tu komentowały, ciekawostka) i musiałyśmy zgadywać. Zgadłyśmy nie to, co miałeś na myśli – teraz nie trzeba się unosić, a spróbować dojść, dlaczego.

brakuje gdzieś rozgraniczenia między konstruktywną krytyką a subiektywną oceną tekstu

Zmartwię Cię – takie rozgraniczenie nie istnieje i istnieć nie może. Tekst jest odbierany subiektywnie.

Czemu on tam, po co to, nie lubimy tu patosu, wyrzuć go.

Ano, nie. Nie o to chodzi. Patos też ma swoje miejsce i swoją rolę – ale czy ją pełni w Twoim tekście? Zajrzyj, proszę, tutaj, i zrób rachunek sumienia. Piszesz jednak dla innych, nie tylko dla siebie (gdybyś pisał tylko dla siebie, nie miałbyś potrzeby tego publikować).

Teraz Tarnina zdejmuje rękawiczki.

Pamiętajcie, drogie dzieci, nie recenzujemy po alkoholu, bo się w głowie zakręci przy czterech określnikach.

Pamiętajcie, drodzy pisarze, nie piszemy po alkoholu, bo świt będzie blady, ale padający blaskiem, który dlaczegoś jest jeszcze niemrawy. Zapewne również anemiczny, woskowy i słabiuchny. Chłopie, jeżeli oczekujesz ode mnie drętwych wykładów z teorii literatury, to się rozczarujesz – nie jestem teoretykiem literatury. Mogę powiedzieć, co mi nie leży. Czasami (nie zawsze) mogę to uzasadnić, a wtedy tak czynię.

Nie będę męczyć dalszej części Twojej odpowiedzi. Dlaczego? Zapewne powinnam. Każdy zasługuje na bycie wysłuchanym. Problem w tym, że Ty nie słuchasz. Ty wiesz lepiej. Nie mam w tej chwili czasu na jałowe dyskusje.

Denerwować się to znaczy mścić się na własnym zdrowiu za głupotę innych.

Ernest Hemingway

Odkrycie własnego błędu to nie porażka, lecz okazja (Alfred N. Whitehead)

Trochę mi smutno, że uznałaś, że moje kilka godzin poświęcone, aby odpowiedzieć na niemal każdy Twój zarzut to według Ciebie oznaka, że nie słucham. Chyba, że chodziło Ci o posłuch, a nie o wysłuchanie, ale ten fakt wypadałoby zaznaczyć.

Co do subiektywnego odbioru tekstu to się zgadzam, tak jest, tak to działa, tak się go odczytuje. Sęk w tym, że przeskok na obiektywną ocenę języka, podczas recenzji to jest rzecz, która nie wymaga wielkiej filozofii. Nawet uczą tego w szkole – w każdym razie robili to w czasach, kiedy miałem wątpliwą przyjemność uczęszczać.

Nie, nie chodziło mi o posłuch. Eh. Oboje się unieśliśmy i starczy. Tylko dwie ostatnie uwagi.

Nie wiem, co masz na myśli, mówiąc “obiektywną ocenę języka”. Gramatykę? Ortografię? Z tym nie masz problemów. Tyle, że nie o tym rozmawiamy.

Rozmawiamy o języku w jego funkcji artystycznej. To nie jest coś, co można by zmierzyć. Czy są obiektywne kryteria? Są. Albo nie. Zależy, kogo spytasz – ja stoję na stanowisku, że istnieją pewne reguły, ale nie są to reguły uniwersalne (tj. zwykle, kiedy się je złamie, wychodzi bałagan, ale można je złamać tak, że będzie sam cymes). Nie jestem estetykiem, tylko logikiem, więc po szczegóły nie do mnie. Możliwe, że Twoja sztuka po prostu nie trafia do kobiet (jak już powiedziałam, recenzowały same dziewczyny i żadna z nas nie była zachwycona).

Druga kwestia. Czy krytyka (nieważne, jak ostra) Twojej sztuki jest atakiem na Ciebie? Nie. Nie jest. Kiedy już za dobrze znasz tekst (a po trzech przepisaniach znasz go za dobrze), nie widzisz szczegółów. Albo widzisz błędy, ale jesteś już do nich przywiązany. Albo widzisz, ale tak się ukierunkowałeś, że nie widzisz rozwiązania problemu. I do tego jesteśmy my, sępy rozdzierające wątrobę Twojego tekstu. Boli? Boli. Ale jest potrzebne. Krytyka Twojego dzieła nie ma nic wspólnego z krytyką Twojej osoby ani moralności, ani z dezaprobatą wobec Ciebie.

OK?

Odkrycie własnego błędu to nie porażka, lecz okazja (Alfred N. Whitehead)

Możliwe, że Twoja sztuka po prostu nie trafia do kobiet (jak już powiedziałam, recenzowały same dziewczyny i żadna z nas nie była zachwycona).

Ekhem. Pierwszy był Mytrix ;) 

Znam tylko pięć liter ;)

O, kuchnia, nie zauważyłam… (Kopernik była kobietą! :D)

Przy okazji, kwestia wielu określników w zdaniu, bo teraz widzę, że wyraziłam się niejasno, sugerując, że chodzi o “gołą” liczbę – nie chodzi. Określnik wyróżnia określane słowo, każe czytelnikowi patrzeć właśnie na nie. Kiedy przy każdym słowie w zdaniu jest określnik, efekt wychodzi taki. Kiedy jest wiele określników przy jednym słowie, efekt wychodzi taki. Całkiem obiektywnie, a przynajmniej intersubiektywnie.

Odkrycie własnego błędu to nie porażka, lecz okazja (Alfred N. Whitehead)

Nawet niezłe to było, choć zdecydowanie nie w moim klimacie.

 

Z mojego punktu widzenia dużym minusem tekstu jest jego enigmatyczność. Rzecz jasna, nie wszystko trzeba podawać czytelnikowi na tacy, nie od dziś wiadomo, że infodumpy są złe, ale nie należy też pozostawiać odbiorcy z dręczącym poczuciem niedosytu. Podobnie jak wielebny Sebastian i jego ekipa, w ruinach miasta Mevissen znalazłem więcej pytań niż odpowiedzi. Nie mam pojęcia, dlaczego wywołany przez egzorcystów duch eksplodował, w jaki sposób żołnierze-zombie dostali się do miasta, skoro mieszkańcy próbowali się z niego wydostać i dlatego wyważyli zamkniętą bramę od wewnątrz, dlaczego tylko Irina doświadczyła wizji albo dlaczego król Iglerthis nie tylko jako jedyny zobaczył, ale i rozpoznał adeptkę, no i jakie znaczenie dla całości ma scena, w której ją rozpoznaje. Nie zrozumiałem motywacji Iglerthisa – najpierw pokazujesz, że to psychopata i wszystko robi For the Evulz, by ostatnim zdaniem zasugerować, że jest jednak bardziej skomplikowaną postacią, niż się wydaje. Zaczynam pojmować, dlaczego twoi czytelnicy domagają się kontynuacji – chyba niepotrzebnie narzuciłeś swojej wizji ograniczenia, bo opko śmierdzi malizną i aż się prosi o sequel.

Przyznam, że spodziewałem się większej liczby humorystycznych akcentów. Nie wyłapałem ich zbyt wiele, więc albo faktycznie jest ich mało, albo są zbyt subtelne, żebym je dostrzegł, jestem więc w stanie uwierzyć, że ktoś może odebrać tekst śmiertelnie poważnie.

Ze spraw czysto technicznych – mam wrażenie, że nadużywasz zaimka “który” we wszelkich możliwych wariantach. Nie chodzi może nawet o samą jego ilość, co o nagromadzenie w niektórych fragmentach opowiadania. Bywa, że trafia się on w co drugim zdaniu, niekiedy nawet częściej – jeśli nie wierzysz, skorzystaj w Wordzie z opcji wyróżnienia przy odczycie – co po pewnym czasie zaczęło mi trochę przeszkadzać. Jestem przeciwnikiem zaciekłego tropienia i rugowania powtórzeń, jednak pewien umiar zawsze jest wskazany.

Ogólnie rzecz biorąc, posługujesz się poprawną polszczyzną, a choć niektóre partie można byłoby odchudzić z waty słownej bez żadnej szkody dla treści, zdaję sobie sprawę, że styl autora jest kwestią gustu – jednym się spodoba, innym nie. Jeżeli coś pozbawiło mnie przyjemności z czytania, to raczej wspomniana wyżej enigmatyczność tekstu niż zastosowany język, który był dość barwny i plastyczny.

Plus za to, że wyśrodkowujesz separatory – czasami irytuje mnie to, że ludziom nie chce się nawet właściwie sformatować wrzuconego tekstu. Przed i po separatorze warto jeszcze dla zwiększenia czytelności dać pusty wers.

 

Poniżej garść szczegółowych uwag, spostrzeżeń, pytań-headscratcherów oraz propozycji, jak doszlifować trochę opowiadanie.

 

promienie słońca skrzyły

Hm. Podobnie jak Tarnina, też nigdy nie spotkałem się z formą pozbawioną zaimka zwrotnego. Google faktycznie wyrzuca kilka wyników dla “skrzących promieni”, ale nie dla konstrukcji “promienie skrzyły”.

 

na spokojnej toni sennie wlokącej się Białej Wody

Owszem, jak słusznie zauważyłeś, Eldarionie, rzeka ma toń – ale toń to głębia. Świetlne refleksy powstają zwykle na powierzchni wody, a choć promienie słoneczne niewątpliwie toń przenikają, to jednak nie widzę większego sensu w zaglądaniu w tym momencie w rzeczne głębiny.

 

Mgła ustępowała z wolna, odsłaniając ciągnące się jak okiem sięgnąć zdziczałe pola, których granice pamiętały już tylko pozostałości kamiennych murków.

W tym zdaniu chyba nie do końca wiadomo, co pamiętało co – czy to granice pól pamiętały murki, czy murki pamiętały granice? Logika podpowiada oczywiście tę drugą opcję, ale może zdanie zyskałoby na czytelności, gdyby zamiast “pamiętały” dać “znaczyły”?

 

rzeka zakręcała z wolna

Parę linijek wyżej pojawiło się już “z wolna”. Jak już wspomniałem, zwykle nie tropię obsesyjnie powtórzeń, ale na twoim miejscu zastanowiłbym się nad wywaleniem tego tutaj, tym bardziej, że chodzi chyba o to, iż rzeka zakręcała łagodnie.

 

Ich rola była zgoła przeciwna.

Do kontekstu zamiast “roli” bardziej pasowałoby mi “przeznaczenie”. Przeformułowałbym to zdanie mniej więcej tak: “Przeznaczone im było coś zgoła przeciwnego”.

Przeciwieństwem roli herosa wydaje się być rola łotra, a po przeczytaniu całości wcale nie odniosłem wrażenia, by Sebastian i spółka byli czarnymi charakterami – chyba że fakt jeżdżenia sobie po nawiedzonych ruinach i odprawiania tam pogańskich rytuałów czyni ich plugawymi świętokradcami, potworami wyzutymi z jakiejkolwiek moralności i ludzkich uczuć.

 

Koniec końców zła sława miasta skutecznie odstrasza wszelkie szumowiny, które mogłyby połasić się na tutejsze skarby, gdyby nie obawa przed duchami i klątwami, które w tym rejonie zdają się powszechniejsze niż grypa.

Dwa razy “które” w jednym zdaniu to za dużo. Może: “…powszechniejszymi w tym rejonie niż grypa”? Myślę, że dobrym pomysłem byłoby też rozbicie tego wielokrotnie – i karkołomnie – złożonego zdania na dwa osobne, ewentualnie przeniesienie drugiej jego części do zdania kolejnego. O, tak bym to zrobił: “Koniec końców zła sława miasta skutecznie odstrasza(ła?) wszelkie szumowiny, które mogłyby połasić się na tutejsze skarby. Potencjalnych rabusiów powstrzymywała jednak obawa przed duchami i klątwami, które w tym rejonie zdają (zdawały?) się powszechniejsze niż grypa – w każdym razie zdaniem nielicznych mieszkańców tych terenów”.

 

mruknął mistrz, przerywając w końcu milczenie.

Może po prostu: “przerwał milczenie mistrz”?

 

dziki pies

“Dziki” → “zdziczały”?

 

Wiele z nich zostało rozwleczonych, najpewniej, kiedy zwierzęta dobrały się do poległych.

Darowałbym sobie ten drugi przecinek, choć może byłoby to błędem.

 

– Nie jestem pewny – powiedział, po czym dodał szeptem – ale podejrzewam, że jedyne co znajdziemy to więcej pytań.

Po “szeptem” przydałby się dwukropek, a drugą część wypowiedzi kapłana zacząłbym wielką literą. Taki drobiażdżek.

 

Składanie fragmentów historii stanowiło ważną część ich misji, choć nie było głównym jej celem. Czasem udało się znaleźć stare zapiski, czasem pewne rzeczy dało się wywnioskować na własną rękę. Jednak wszystko zaczęło się komplikować w miarę budowania szerszego obrazu wydarzeń. Wtedy postanowiono, że odpowiedzi należy wyciągać z tych, którzy byli naocznymi świadkami. Szczęśliwym zrządzeniem losu ci sami ludzie byli właściwym celem ich podróży.

Co w takim razie było głównym celem wyprawy, jeśli nie odkrycie prawdy o tym, co się wydarzyło? Zrozumiałem to tak, że oni jadą do Mevissen właśnie po to, żeby wziąć duchy zmarłych na spytki, a tymczasem z tekstu wynika, że owszem, jechali odwiedzić mieszkańców miasta – a raczej ich dusze – ale bynajmniej nie celem podpytania ich. To po co? Czego innego mogli chcieć od tych duchów?

 

Jednak wszystko zaczęło się komplikować w miarę budowania szerszego obrazu wydarzeń.

To “budowanie” trochę mi zgrzyta, ale nie mam w tej chwili pomysłu, jak zdanie poprawić.

 

uzbroili się od stóp do głów

Może: “Uzbroili się po zęby”?

 

Dwa rzędy wysokich kolumn, sięgających aż po sklepienie świątyni

No cóż, kolumny z reguły pełnią funkcję podpór, zwłaszcza wewnątrz budynków. Zabrzmiało to trochę jak popularne powiedzonko o nogach sięgających do samej ziemi. ;)

 

Podejrzewać można, że doszło tutaj do masakry.

“Można było podejrzewać…”

 

Szkielet niemal pośrodku katedry, trupie palce wciąż w swoim delikatnym uścisku trzymające tarczę.

Czasem warto pozbyć się zbędnego zaimka – tutaj wycięcie “swoim” znacznie poprawiło brzmienie zdania w moich uszach. Mówi to osoba, która sama cierpi na nieuleczalną zaimkozę. :/

 

Irina była już pewna, że, jak po sznurku, kierują się śladem historii, tłumaczącej dlaczego pierwsi przybysze z wyniszczonego wojną domową Starego Kontynentu, natrafili na ruiny cywilizacji, która zniknęła, zostawiając po sobie wszystko, od małych wiosek po wielkie miasta, od namiotów koczowników po pałace władców.

Jak na mój gust przesadnie złożone zdanie, cierpiące w dodatku na nadmiar przecinków. Żeby nie było – sam nie stronię bynajmniej od zdań wielokrotnie złożonych.

 

Adeptka odłożyła torbę obok

Jeżeli nie ma znaczenia, czy położyła ją gdzieś blisko, czy nieco dalej – nie dojdzie, dla przykładu, do sytuacji, w której torba będzie jej na gwałt potrzebna, a znalazła się poza jej zasięgiem – to “obok” (może lepiej brzmiałoby “na bok”) jest zbędnym zapychaczem.

 

Wysiłek i skupienie odcisnęły się delikatnymi kropelkami potu na twarzy dziewczyny. W bladym świetle pięknie komponowały się one z jej jasną cerą i opadającymi na ramiona blond włosami.

Mrrrau. Wolę brunetki, ale jakby co, nie powiedziałbym “nie”. :) “Blond” brzmi trochę banalnie i współcześnie, sam przeważnie piszę o włosach “złotych” albo “koloru złota/lnu/słomy/słońca”.

 

Krąg w rzeczywistości wcale nie był kręgiem, ale ciągiem symboli o bardzo nieregularnym kształcie, które jednak stanowiły zamkniętą przestrzeń.

A nie chodzi o to, że łańcuch symboli zamykał sobą pewną przestrzeń, a nie ją stanowił?

 

Ciężko było stwierdzić czy duch cokolwiek zrozumiał. Jak przekonali się wcześniej, bariera językowa okazała się ogromnym problemem. Wiele słów pokrywało się w obu językach, jednak porozumiewanie się wciąż przychodziło z trudem.

Czy problem bariery językowej nie dotyczył zaklęć-wezwań skierowanych do zmarłych? Skoro duchy przybyły na wezwanie kapłana, musiały zrozumieć jego słowa. No, chyba że to, co się stało za chwilę, miało sugerować, że niekoniecznie…

 

Na całe szczęście, wraz z opuszczeniem cielesnej powłoki, zyskiwało się nowe sposoby komunikacji.

Drugi przecinek niepotrzebny.

 

Kolejne świetliki zbierały się w jedną masę.

Masz na myśli świetliki-owady, czy to tylko odrobinę niefortunne określenie na drobne punkty światła?

 

Najpierw zginęli dowódcy – ci, którzy byli poza zasięgiem zaklęcia.

Mam rozumieć, że król rzucił zaklęcie wyłącznie na szeregowców, z pominięciem oficerów? Dlaczego?

 

Avego był nietykalny, jakiś szósty zmysł cały czas informował o tym bezmózgą armię.

Skoro ci, którzy uwalniali się spod działania zaklęcia, byli mordowani przez zaczarowanych współtowarzyszy, to czy i Avego nie powinien zostać zaatakowany? A może śmierć spotykała tylko tych, którzy próbowali powstrzymywać zaklętych kompanów?

 

Młody chłopak

Nawet jeśli na co dzień tak mówimy, to jednak “młody chłopak”, podobnie jak “młoda dziewczyna”, jest pleonazmem. Bo nie ma starych chłopaków i dziewczyn.

 

– Zatem możemy wrócić do domów? – zapytał mężczyzna z katedry, powątpiewając. – Gwarantujesz nam bezpieczeństwo?

 

– Zostaniecie tutaj. Będziecie szczęśliwi, że nie nasłałem na was moich ludzi – rzekł zrezygnowany, po czym dodał, bardziej do siebie niż do ludzi. – Jestem za dobry dla tego świata.

To jest oczywiście wypowiedź króla? Przed jej drugą częścią – po drugim “ludzi” – powinieneś dać dwukropek.

 

 

I tu, Eldarionie,  nie mogę zgodzić się z Tobą, bo nigdy nie będzie dla mnie wiarygodne opowiadanie dziejące się, jak w tym przypadku, w umownym średniowieczu, jeśli będę natykać się w nim na kurioza w rodzaju grypy, cytatu z filmowego dialogu, czy innych słów i pojęć jeszcze nieznanych w opisywanych czasach.

Podobne posunięcia mogę zaakceptować w parodii czy opowieści humorystycznej, ale Okruch pamięci nie jest ani parodią, ani tekstem mogącym rozbawić.

Aż się boję myśleć, regulatorko, jak zareagowałabyś na rymującego motyla, rozbójników zajadających tacosy i księcia czytającego gazetę z “Ostatniego Jednorożca” Beagle’a. Sama powieść, pomimo wielu akcentów humorystycznych i celowo wprowadzonych anachronizmów, jako całość jest zdecydowanie dziełem poważnym.

- Panie Bożu, czy Jacku Dukaju wolno do nieba? - Nie wolno jenu.

(Piraci! Piraci są super!)

Offtop jednorożcowy: W Ostatnim Jednorożcu to się jednak trzyma kupy – motyl należy to elementu fantastycznego, rozbójnicy mają być trochę sztuczni, a książę z gazetą – zblazowany. Wszystko pełni jakąś funkcję.

Odkrycie własnego błędu to nie porażka, lecz okazja (Alfred N. Whitehead)

Beagle sam przyznał, że tacosy (w polskiej wersji “pierożki”) umieścił tam po prostu dla jaj. A jeśli chodzi o motyla, to powinienem był doprecyzować, że jego rymowanki to fragmenty i parodie piosenek i reklam, głównie z pierwszej połowy XX wieku.

- Panie Bożu, czy Jacku Dukaju wolno do nieba? - Nie wolno jenu.

Wiesz, tylko ci zbójcy pełnią dwie role – a jedną z nich jest bycie zabawnymi. A motyl i tak należy do elementu fantastycznego, bo to gadający motyl (nieważne, że nie ma własnych słów i gada cytatami, w naszym świecie nie ma gadających motyli, o ile wiem).

Odkrycie własnego błędu to nie porażka, lecz okazja (Alfred N. Whitehead)

Ktoś mógłby powiedzieć, że dałoby się uczynić ich zabawnymi bez uciekania się do anachronizmów, ale nie będę się kłócił.

- Panie Bożu, czy Jacku Dukaju wolno do nieba? - Nie wolno jenu.

Dałoby się, pewnie, ale zwróć uwagę na ich pierwszą rolę. Zbójcy robią się na Robin Hooda i jego wesołą kompanię – ale sami rozumieją, że Robin Hood jest czymś ponadczasowym, a oni nie.

Cytat: “Jak już wspomniałem, ułożono o mnie wiele pieśni. Ściśle mówiąc, trzydzieści jeden. Wprawdzie kolekcja Childa chwilowo nie obejmuje żadnej z nich…”

W końcu o tym jest ta książka – o wieczności (między innymi).

Odkrycie własnego błędu to nie porażka, lecz okazja (Alfred N. Whitehead)

Tarnina, ja to wiem, nie musisz mi tego wszystkiego tłumaczyć. Zmierzam do tego, że gdyby Beagle opublikował “Ostatniego Jednorożca” tutaj, na tym portalu, zostałby zjechany za te tacosy. Ludzie tupaliby nóżkami, bo “w średniowiecznej Europie tacosów nie było…”.

- Panie Bożu, czy Jacku Dukaju wolno do nieba? - Nie wolno jenu.

A ja zmierzam do tego, że i tacosy wolno wstawić, jeżeli pasują tematycznie. Ulubiona_emotka_Baila.

Ściślej: “Ostatni jednorożec” jest baśnią – nie pretenduje do miana fantasy “historycznej”, a poza tym wielokrotnie puszcza oko do czytelnika. Reg, wpadłabyś i wypowiedziała się.

Odkrycie własnego błędu to nie porażka, lecz okazja (Alfred N. Whitehead)

Reg, wpadłabyś i wypowiedziała się.

Po co, Tarnino? Bolly wie lepiej, a ja nie lubię wyważać pancernych drzwi.

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Oj, nie kłócimy się przecież, tylko kulturalnie dyskutujemy. Któreś z nas przekona drugie, dobrze. A nie, to drugie dobrze, jak mawiała moja prababunia. Przynajmniej będziemy wiedzieli, o czym mówimy (wiadomo, że najlepiej rozjaśnić pojęcie, tłumacząc je komuś).

Odkrycie własnego błędu to nie porażka, lecz okazja (Alfred N. Whitehead)

Tarnino, nie chce mi się mówić więcej, ponad to, co już powiedziałam.

Krokusy prześliczne. ;D

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Nowa Fantastyka