- Opowiadanie: Rajzarian - A. Rajzarian - KAHUNA: Święte Igrzyska - Prolog

A. Rajzarian - KAHUNA: Święte Igrzyska - Prolog

Cześć! Przed Tobą prolog do uniwersum szamanów, ambitnego projektu powieści, której tematem przewodnim jest fantastyczna religia. Ci którzy mnie znają, wiedzą, dla pozostałych wyjaśniam, że w moich prozach nigdy nie przekazuje własnych poglądów, nie piszę a słucham tego co chcą przekazać moje utwory, i tak jest w tym przypadku. Kahuna jest światem prawosławia, uczy nas (także mnie) o czystości, honorze, harmonii z otaczającym nas światem i o Bogu - więc jest to polski odpowiednik Opowieści z Narnii, Władcy Pierścieni. Dla przykładu szamani symbolizują tu ludzi wierzących i praktykujących, żydów, buddystów, światków Jahwe, prawdziwych szamanów i magów. Sama powieść jest powieścią drogi, podróży dwunastoletniego chłopca przez realistyczny świat przypominający Hawaje - czyli palmy, piasek, aktywne wulkany, jungle i śnieżne góry, jak to bywa w Polinezji. Motywem fantastycznym są tu natomiast żywe siły natury, widzialne tylko po wypiciu magicznego napoju stwory i potwory władające żywiołami (trochę jak pokemony) - zwane tutaj duchami i demonami. Elementy grozy, horroru, dramatu i komedii - to wszystko znajdziecie w tej przygodzie, do której powrócicie nie raz, ponieważ jest to dzieło wybitne i ponad czasowe. To jest jednak Prequel, na resztę zapraszam na moje konto gdzie jest dostępna za darmo z okazji premiery, i już wkrótce będzie możliwość zamówienia książki wersji fizycznej.

Oceny

A. Rajzarian - KAHUNA: Święte Igrzyska - Prolog

PROLOG

 

Czy macie marzenia? Każdy z nas je ma. Mówią czego nam potrzeba, wskazują drogę i sens istnienia. Jeśli więc jesteście marzycielami usiądźcie i posłuchajcie. Opowiem wam bajkę o tym jak je spełniać. 

Musimy jednak cofnąć czas. Ta historia zaczyna się, gdy Tytan Czasu Nihilus zakończył swój żywot, a to działo się bardzo dawno temu, jeszcze przed powstaniem waszego wszechświata… gdy jego stwórca nie był jeszcze bogiem. Tam gdzie wszystko miało swój początek… w miejscu mniejszym od ziarna piasku… gdy prawami natury władały nie prawa fizyki a żywe siły przyrody… świat spowity był w ciemności, ciągnącej się w nieskończoność. Nicość była bezwzględna, mrok bezkresny.

 W tym chaosie jednak znaleźli się oni, Bóg i Bogini. Postanowili być ze sobą, w tańcu zakochanych istot, na zawsze. W miejscu w którym osiedli stworzyli dom dla siebie i wszystkich swych przyszłych dzieci. Nasz dom. Rajski Archipelag. 

 Ogród wykonali z bezkresnego morza, salon wyrzeźbili z gór, a wszystko to otoczyli płotem z gwiazd. Dwunastego miesiąca ukończyli budowę.

 W miejscu, w którym przyszliśmy na świat była wyspa Ta-bu. Wkrótce stała się ona kolebką dla setek duchów, naszych braci, roślin, zwierząt i sił natury.

 Minęło parę stuleci i zasiedliliśmy cały Archipelag. Czciliśmy swych ojców, i żyliśmy w przyjaźni ze swym rodzeństwem: z roślinami, zwierzętami i siłami przyrody.

Wszyscy my ich dziećmi jesteśmy. Dlatego nazywamy się szamani, czyli pokornymi sługami naszych boskich stwórców. 

Wielu bogów błogosławiło Boską Parę, ale byli też tacy, których raził ten widok, nędzny Makerashi, Bóg Nieszlachetności. Wywołał on straszliwą wojnę wśród gwiazd i planet. I przekupił na swoje czworo z naszych braci niewidzialnych, duchów przyrody zamieniając w demony.

Pragnął za wszelką cenę rozłączyć zakochanych. Tak Grozis, Sunamen, Wirmir i Terros rozpętali straszliwą wojnę. Wojnę, która światłem nowego słońca rozerwała uścisk żelazny uścisk boskich rodziców. 

Ziemia zatrzęsła się, wody wzburzyły, niebo zagrzmiało a wulkany wybuchły! Księżyc zaś zniknął, a wraz z nim Bogini Matka, i era Makerashi nastała.

Później poniżał Boginię Matkę i zhańbił Boga Ojca, wreszcie porwał ją, do swego Pałacu zbudowanego z Cierpienia i Bólu a go przemienił w zwykłego człowieka. 

Pogrążony w tęsknocie i żalu ujrzał swe dzieci w potwory zmienione, lecz jako człowiek nie widział ich ani nie miał dość many by je ujarzmić. Ale dokonał tego. 

Tak więc wkrótce współpracując z Grozis, Sunamen, Wirmir i Terros naprawił ziemię, wodę uspokoił, niebo uleczył a wulkany ugasił. I tak to stał się on pierwszym Kahuną, człowiekiem, który włada duchami przyrody. 

I ruszył zaraz za swą wybranką i złodziejem księżyca, w podróż do Pałacu Makerashi. W mrok bezkresny i nicość bezwzględną.

I tam zmierzył się on ze złym bogiem i zapieczętował go w słońcu, by przez wieczność spłacał dług w jego wnętrzu, w piekle, a Boska Para ponownie zasiadła na tronie Niebios, a ich miłość rozkwitła na nowo.

 Ale wiedza Boga Ojca i mądrość tu z nami przetrwały. Z pokolenia na pokolenia przekazywane. Od czasów wydarzeń tamtych co sto lat, w Igrzyskach Świętych następca Pierwszego zostaje wybierany – by upamiętnić to wspaniałe zwycięstwo i współprace człowieka z duchami.

A każdemu Kahunie przyświecało to samo zadanie, pielgrzymka po Rajskim Archipelagu, by za pomocą legendarnych duchów nieść pomoc jego mieszkańcom, wojując z zbuntowanymi siłami przyrody, by złowrogie żywe siły natury trzymać w ryzach.

 Wiele było Kahunów, a jeden po drugim potężniejszy. Kahuna Onau zasłynął z przywołania największej liczby duchów. Kahuna Taku zgładził potężnego demona lawy. Kahuna Salli pokonała pożeracza wysp. Kahuna Coppa zjednoczył zwaśnione plemiona. Kahuna Levo ocalił świat przed katastrofą .

I tak żyliśmy w harmonii przez czterdzieści dwa tysiące lat. Do tamtego fatalnego wydarzenia. Gdy to na jedną z setek wysp Rajskiego Archipelagu spadła czarna gwiazda. 

W jej wnętrzu odkryto tajemniczego ducha, siłę przyrody, która nie była naturalna. Pająka czarnego o dwóch setkach oczu w dwóch ogromnych ślepiach. Istotę o setkach odnóży, które to układał w ludzką formę, na kształt ludzkiego dziecka. Paskudne monstrum.

Istota ta cierpiała i błagała o pomoc. Uciekła bowiem ze świata który zniknął w wyniszczającej wojnie. Nie umiało to się odnaleźć w nowym archipelagu, tak wiec, plemiona szamanów z całego świata musiały mu pomóc, i zrobiły to.

 Plemię Ognia dało mu dom, Plemię Ziemi dało ubranie, Plemię Wody pożywienie, a Plemię Powietrza imię. Wszystkie zostały oszukane. Bowiem przybysz ten nie odwdzięczył im się. 

Gdy tylko dojrzał, zaczął polować na ludzi. Łapał ich, i wysysał z ich życie dla własnej przyjemności.

Ale czcigodni mieszkańcy archipelagu, w swej dobroci i szlachetności nie zaprzestali go gościć i obdarowywać. Nie wygnano go ani nawet nie ukarano. Zamknięto oczy an jego paskudne poczynania.

 Tymczasem Tyranu, bo tak brzmiało nadane mu imię, rozgościł się na dobre i siał terror przez sto lat, a alakainii ukrywali te prawdy, walcząc z każdym przejawem nietolerancji.

 Wreszcie plemię alakaia Poll-ma wystąpiło przeciw potworowi. Legion najdzielniejszych coa ruszył by przegonić plugawego przybysza.

 Ku ich zdziwieniu pozostałe plemiona stanęły w jego obronie. Jak w transie wystąpiły przed demona. W swej ślepocie postanowili bronić swego gościa za cenę własnego życia, w imię tolerancji i wolności.

 Tak Rajski Archiplag rozłamał się na dwoje. Brat przeciw bratu. Strzały z łuków, włócznie i obsydianowe maczety poszły w ruch. Demon zaś stał z boku i śmiejąc się, zajadał stosy trupów, ze swej twierdzy. Była to pierwsza wojna szamanów, o której mówią nasze legendy, wojna która zakończyła się porażką dla obu stron. 

 Obrońcy Potwora zwyciężyli, ale ten ich pożarł niewdzięczny, a tych których ocalił, napoił swym ciekłym cieniem, i zniewolił w uzależnieniu. Kilka lat potem, porzucili Stwórców ku jego uciesze. 

Za pomocą czarnej magii stworzyli broń i wyruszyli w świat, bezczeszcząc świątynie. I ogłosili wtedy, że nie są już dłużej szamanami, i każdego szamana ogłosili poszukiwanym. 

 Wyspy jedna po drugiej padały pod ich wpływem, a szamanów wyłapywano i wtrącano do olbrzymiej studni Zell:Rem.

Sami natomiast porzucili koczowniczy tryb życia, by osiedlić się w miastach gdzie prawiło się ból, płacz i krew, a dusze ich opuściły z powodu niegodziwości jakie ich otaczały.

 I tak przemienili się oni w nowe istoty – Bestie, o wielkiej masie i sile bez rozumne mutanty myślące wyłącznie o własnych potrzebach.

A przewodził nimi on, ten którego tak dobrotliwie bronili, duch żywiołu Ciemności, Tyranu, demon, który od tąt nosił także nowe miano, Rahahuna – duch, który włada ludźmi.

Ponieważ nie był cielesny, pokonać mógł go tylko jeden, Kahuna. W tych czasach tradycje te piastował mąż o tytule Hatu. 

 Toczyli więc zaciekłe bitwy, Kahuna i Potwór. Człowiek, władca duchów przeciw Duchowi władającymi ludźmi. Po wielu latach wojny, Kahuna Hatu padł.

Kahuna Hatu zmarł, ale wkrótce miał zostać wybrany jego następca. Na świętej wyspie Ta:bu. Zostały więc tam wysłane dzieci, wybrańcy z każdego ocalonego plemienia szamanów, na Święte Igrzyska o tytuł nowego Kahuny.

Lecz ku zdziwieniu wszystkich stało się coś czego nikt się nie spodziewał, wyspa milczała. Kahuna nie został wybrany.

Tak rozpoczęły się nowe czasy, czasy bez Kahuny. Natura stawała się z dnia na dzień coraz bardziej agresywna. Złowieszcze duchy przyrody rozmnożyły się i rozpanoszyły niosąc strach i cierpienie.

Paskudny Tyranu wraz ze swymi opętańcami opanował cały archipelag. A szamani znikali. Stał się postrachem i władcą świata.

 Ku jego zdziwieniu, święta wyspa stawiała opór. Przez wieki nie mógł jej zniszczyć. Póki istniała, istniało zagrożenie dla jego potęgi ale bowiem tylko Kahuna, władca duchów mógł pokonać demona.

Na dziesięć wieków szamani ukrywający się przed opętańczymi bestiami i uwięzieni przez złowrogie duchy natury nie zapomnieli o Boskiej Parze i Legendarnych Kahunach.

Wkrótce miało się to im wynagrodzić. Członek kasty strażników Ta:bu zwołał zaprzyjaźnione duchy by odnalazły ostatnie plemiona szamanów, głosząc wspaniałe wieści.

 Wieści o tym, że Święta Wyspa przebudziła się ponownie i wzywa na nowe Igrzyska. 

Bowiem, gwiazdy zdradziły proroctwo. Wybrały jeden z wybrańców, który uda się na nie, zostanie nowym Kahuną, i przywróci światu nadzieję, pokona złe duchy i wymierzy sprawiedliwość Demonowi żywiołu Ciemności, ale bowiem Boska Para zauważyła cierpienie swych dzieci, i zesłała go z misją. 

 

 

Koniec

Komentarze

Gdzie mogę zapłacić?

"Taki idealny wyluzowywacz do obiadu." NWM

Na razie ponad czasowe [błąd ortograficzny] prawosławne pokemony na Hawajach omal nie przyprawiły mnie o skręt kiszek ze śmiechu, więc obawiam się, że nie będę tu powracać, wbrew zapewnieniom autora :(

 

Btw fragment należy oznaczać jako “fragment”.

Historia to uzgodniony zestaw kłamstw.

Niestety, ani banalna i nieciekawa, bo po prostu żeniąca ze sobą liczne naiwnie potraktowane mity kosmogoniczne fabuła, ani niedobre wykonanie (błędy gramatyczne i interpunkcyjne) nie zachęcają do dalszej lektury.

Gdyby ten wstęp otagować na funtastykę, kliknąłbym bibliotekę. Tekścior nie z tej ziemi ;)

O kurczę, ja też to chcę!;)

A czemu tytuł głosi Kahuna – Święte Igrzyska, podczas gdy dodałeś Kahuna – Prolog? ;> Gdzie znajdę Twoją twórczość inspirowaną gotykiem?

"Taki idealny wyluzowywacz do obiadu." NWM

Tytuł głosi “Kahuna – Święte Igrzyska” ponieważ jest to tytuł mojej powieści, jednak tu podzieliłem się jej prologiem.

Książka w wersji autorskiej będzie dostępna do kupna pod koniec tego miesiąca, jak tylko ukończę pracę nad autorską okładką i rysunkami. Dostępna będzie na moim koncie allegro. Polecam śledzić mnie na facebooku – Rajzarian. Wersja oficjalna wyjdzie w nowym roku wydana przez Albatros, najprawdopodobniej. 

zasłynoł

nie tolerancji

porzucili ku jego pociesze

ku jego nieuciesze

puki

O przecinkach nie wspomnę.

Co to ma być?

Dlaczego nie szanujesz mojego czasu?

Nie zajrzę już do żadnego Twojego tekstu.

Znam tylko pięć liter ;)

Fragment nie zachwycił :(

Rajzarianie, nie chcę być okrutna, ale chyba muszę – jak na razie Twoja polszczyzna, także w komentarzach, odstrasza od czytania czegokolwiek, co wychodzi spod Twojego pióra czy klawiatury. Anet dobrze to ujęła. Wątpię, czy jakiekolwiek szanujące się wydawnictwo zechciałoby w ogóle pracować nad tak koszmarnie napisanym tekstem, ale dream on.

Historia to uzgodniony zestaw kłamstw.

Polecam odwiedzić jego stronę. Wraz z powieścią ponoć wychodzi też komiks, gra planszowa i gra komputerowa. Może warto zainwestować :D.

Nie warto

 

 Tak Rajski Arhiplag rozłamał się na dwoje.

Literówka.

Pomysł może i mi się podoba, ale raczej nie przebrnę przez książkę z takim językiem.

Teatrzyk marionetek dobiega końca, kiedy pętla owija się wokół szyi.

Wersja oficjalna wyjdzie w nowym roku wydana przez Albatros, trwają prace z redakcją, i nie wiadomo czy w imię tolerancji nie zostanie przekształcona.

Jakieś wydawnictwo naprawdę zamierza to wydać? Bo Albatros to przecież chyba nie firma vanity?

- Panie Bożu, czy Jacku Dukaju wolno do nieba? - Nie wolno jenu.

Abstrahując od problemów z pisownią i składnią niektórych zdań…

To, co napiszę, absolutnie nie odnosi się do oceny tekstu samego w sobie, ale może będzie w jakiś sposób konstruktywne.

Mam taką własną teorię, ze niektóre osoby mają na początku przygody z pisaniem fazę bardzo rozbudowanych pomysłów, często trudnych do uchwycenia na papierze ze względu na obszerność wizji, ale jednocześnie problem z warsztatem. Później albo porzucają to w cholerę albo ćwiczą warsztat, ale w trakcie ćwiczenia warsztatu czasem gubi się po drodze poziom rozbudowania wizji. Wiem, bo sam też tak miałem.

Nie wiem czy tu jest takie “rozbudowanie”, ale trochę tak to wygląda. Czy w samej książce też takie coś będzie – trudno ocenić (i nawet jestem sceptyczny), bo odnoszę się tylko do kosmologii, a tworzenie fabuły to kompletnie osobna sprawa – można wymyślać bardzo ciekawe kosmologie, a mieć problem z fabułą. W drugą stronę zresztą też.

Spróbuj ćwiczyć warsztatowo z krótszymi formami. Ludzie lubią się rozpędzać, a tymczasem właśnie takie krótkie teksty są świetną okazją, żeby szkolić się w przedstawianiu jakiś konkretnych pomysłów w możliwie jasnej formie, a przy okazji łatwiej też wychwytywać błędy i niedociągnięcia, nie tylko techniczne (których tu jest sporo). W sumie to nawet nie ma znaczenia, czy docelowo chciałbyś działać na krótkiej czy długiej formie. Nawet w tym drugim przypadku krótkasy pomogą w odruchowym wyłapywaniu przynajmniej części błędów (choć w takim przypadku musisz też uważać, żeby nie przestawić się na jeden tor, bo za dużo ćwiczeń z krótką formą i nie rozpiszesz się w długiej).

 

Co do samego tekstu… Hm, jak dla mnie to on w sumie może nawet robić za zupełnie niezależną całość. Taką, którym jednym spasuje, innym nie, ktoś może stwierdzić, że to w ogóle nie opowiadanie, innym może na plus się skojarzyć z mitami i kosmologią. Może, może, może. Tu się pojawia problem taki, ze jak na wstępie coś zostanie określone jako fragment, to nastawia ludzi niechętnie. Jeśli niezależnie od bycia fragmentem może być całością samą w sobie – warto to zaznaczać (oczywiście jeśli faktycznie spełnia ten warunek, w niektórych przypadkach trudno to obiektywnie ocenić od strony autora).

 

Z uwag ogólnych: choć tekst technicznie nie powala, to jest nastrój mitu (choć niepotrzebnie wpleciono w niego na samym początku zwroty jak początek bajki opowiadanej przy kominku, a nie jak legendy opowiadanej przy ognisku). Jest też kilka zwrotów, które nie pasują, np. ”każdego szamana ogłosili poszukiwanym” (tutaj “poszukiwanym” brzmi, jakby chcieli pozyskać, a nie jakby byli ścigani jako wrogowie), czy “mutanty” (w niektórych tekstach fantasy zwrot ten może wyglądać nawet dobrze, jak w świecie Warhammera, czy w “Krzyczącym w Ciemności” Agnieszki Hałas; tutaj nie pasują do stylu tekstu – choć być może we właściwej części powieści jest inaczej).

Czasem gubisz się z pisownią (Ta-bu, Ta:bu).

 

Ogólnie szału nie ma, ale jest materiał, nad którym możesz pracować i doprowadzić do porządku. Warsztat zawsze można poprawić.

 

No i znowu,  nie po raz pierwszy i pewnie nie ostatni, wyrażam opinię inną niż pół portalu :P

 

Bolly – autor zmodyfikował ten kawałek o Albatrosie: było o pracach redakcyjnych, teraz jest “najprawdopodobniej”, więc strzelałabym, że jak na razie głównie wysłał tam tekst ;)

Historia to uzgodniony zestaw kłamstw.

Zaraz, zaraz… Ledwo co wysłał tekst – w dodatku opublikowany już w sieci na własną rękę, a więc “spalony” – i jest (prawie) pewien, że mu go wydadzą?

- Panie Bożu, czy Jacku Dukaju wolno do nieba? - Nie wolno jenu.

To tylko podejrzenie. Ale znałam kilka osób, które tak właśnie widziały sprawę – wysłałem, znaczy wydadzą. Znam to, co gorsza, również z sytuacji o charakterze akademickim…

Historia to uzgodniony zestaw kłamstw.

Podpisuję się pod komentarzem Wilka, sam porzuciłem dłuższą formę, aby wyrobić warsztat w krótszych pracach. Opłaca się.

Teatrzyk marionetek dobiega końca, kiedy pętla owija się wokół szyi.

Mam wrażenie, że prawie każdy zaczyna od pisania wielkich form – jeśli nie liczyć dwóch zachowanych opowiadań z wczesnej podstawówki, też w okolicy matury miałam na koncie dwie powieści, z czego jedna utknęła w jednej trzeciej, a drugiej napisałam jeden tom (mniej zły, niż się spodziewałam, do przerobienia na sensowną fantasy po zmianie paru założeń). Ale na opowiadaniach można się znacznie więcej nauczyć. Bardzo zdecydowanie się opłaca. Nawet powieść, która wyrosła z opowiadania, a którą mam prawie skończoną, będzie przerabiana po doświadczeniach portalowych… 

Historia to uzgodniony zestaw kłamstw.

Przykro mi to mówić, Rajzarianie, ale zaprezentowany prolog nie zdołał wzbudzić we mnie najmniejszego zainteresowania dla Twojej powieści. Jeśli całe dzieło jest napisane tak jak niniejszy wstęp, czarno widzę jego przyszłość.

Rajzarianie, nie odwodzę Cię, brońcie bogowie, od dalszych prób literackich, bo podejrzewam, że to się na nic nie zda, ale nieśmiało sugeruję, abyś na razie powstrzymał się od nich, a zyskany czas przeznaczył na dogłębne przestudiowanie zasad rządzących językiem polskim. Innymi słowy – nim siądziesz do opisywania swoich światów, byłoby wskazane, abyś pierwej posiadł umiejętność poprawnego pisania.

 

gdy pra­wa­mi na­tu­ry wła­da­ły nie prawa fi­zy­ki… ―> Powtórzenie.

 

świat spo­wi­ty był w ciem­no­ści, cią­gną­cej się w nie­skoń­czo­ność.  ―> …świat spo­wi­ty był ciem­no­ścią, cią­gną­cą się w nie­skoń­czo­ność.

 

Ogród wy­ko­na­li z bez­kre­sne­go morza… ―> Ogród można zaplanować, założyć i pielęgnować go, uprawiać, ale nie wydaje mi się, aby ogród można wykonać.

 

W tym cha­osie jed­nak zna­leź­li się oni, BógBo­gi­ni. ―> W tym cha­osie jed­nak zna­leź­li się oni, bógbo­gi­ni.

Uwaga dotyczy wszystkich przypadków użycia wielkiej litery dla Twoich bogów, w dalszej części prologu.

Za SJP PWN: Bóg (w religiach monoteistycznych) Boga, CMs. Bogu, Bogiem, W. Boże!: Bóg Ojciec

bóg (w religiach politeistycznych) boga, C. bogu, bogiem, W. boże; ci bogowie, te bogi, bogów: za chińskiego boga

 

salon wy­rzeź­bi­li z gór… ―> Wiem, że to Twój świat i będzie on wyglądać tak jak zechcesz, ale moja wyobraźnia opiera się wizji bóstw, budujących sobie salon.

 

 W miej­scu, w któ­rym przy­szli­śmy na świat była wyspa Ta-bu. ―> Miejscem, w któ­rym przy­szli­śmy na świat, była wyspa Ta-bu.

 

Wkrót­ce stała się ona ko­leb­ką dla setek du­chów, na­szych braci, ro­ślin, zwie­rząt i sił na­tu­ry. ―> Wkrót­ce stała się ona ko­leb­ką setek du­chów, na­szych braci, ro­ślin, zwie­rząt i sił na­tu­ry.

Zakładam, że wyspa była miejscem narodzin/ powstania/ zaistnienia/ wylęgu wyżej wymienionych.

 

Wszy­scy my ich dzieć­mi je­ste­śmy. ―> Raczej: Wszyscy jesteśmy ich dziećmi. Lub: My wszy­scy je­ste­śmy ich dzieć­mi.

 

Dla­te­go na­zy­wa­my się sza­ma­ni, czyli po­kor­ny­mi słu­ga­mi na­szych bo­skich stwór­ców. ―> Dla­te­go na­zy­wa­my się sza­ma­ni, czyli po­kor­ni słu­dzy na­szych bo­skich stwór­ców.

 

Wielu bogów bło­go­sła­wi­ło Boską Parę, ale byli też tacy, któ­rych raził ten widok, nędz­ny Ma­ke­ra­shi, Bóg Nie­szla­chet­no­ści. ―> Wielu bogów bło­go­sła­wi­ło boską parę, ale byli też tacy, któ­rych raził ten widok, nędz­ny Ma­ke­ra­shi, bóg nie­szla­chet­no­ści.

 

I prze­ku­pił na swoje czwo­ro z na­szych braci nie­wi­dzial­nych, du­chów przy­ro­dy za­mie­nia­jąc w de­mo­ny. ―> I prze­ku­pił czte­rech z na­szych braci nie­wi­dzial­nych, du­chy przy­ro­dy, za­mie­nia­jąc je w de­mo­ny.

Można kogoś przekabacić na swoje, ale nie można na swoje przekupić.

Piszesz o braciach, więc czterech. Czworo to bracia i siostry.

 

do swego Pa­ła­cu zbu­do­wa­ne­go z Cier­pie­niaBólu… ―> Dlaczego wielkie litery?

Uwaga dotyczy też podobnych przypadków, występujących w dalszej części opowiadania.

 

go prze­mie­nił w zwy­kłe­go czło­wie­ka. ―> …jego prze­mie­nił w zwy­kłe­go czło­wie­ka.

 

jako czło­wiek nie wi­dział ich ani nie miał dość many by je ujarz­mić. Ale do­ko­nał tego. ―> No to jak tego dokonał, sokoro nie miał po temu żadnych możliwości?

 

zwy­cię­stwo i współ­pra­ce czło­wie­ka z du­cha­mi. ―> Literówka.

 

Wiele było Ka­hu­nów, a jeden po dru­gim po­tęż­niej­szy. ―> Wielu było Ka­hu­nów, a jeden po dru­gim po­tęż­niej­szy.

 

Ka­hu­na Levo oca­lił świat przed ka­ta­stro­fą . ―> Zbędna spacja przed kropką.

 

Isto­ta ta cier­pia­ła i bła­ga­ła o pomoc. Ucie­kła bo­wiem ze świa­ta który znik­nął w wy­nisz­cza­ją­cej woj­nie. Nie umia­ło to się od­na­leźć w nowym ar­chi­pe­la­gu, tak wiec, ple­mio­na sza­ma­nów z ca­łe­go świa­ta mu­sia­ły mu pomóc… ―> Nie umia­ła się od­na­leźć w nowym ar­chi­pe­la­gu, tak wiec, ple­mio­na sza­ma­nów z ca­łe­go świa­ta mu­sia­ły jej pomóc

Piszesz o istocie, która jest rodzaju żeńskiego, więc dlaczego w kolejnych zdaniach zmieniasz rodzaj?

 

Łapał ich, i wy­sy­sał z ich życie… ―> Łapał ich, i wy­sy­sał z nich życie

 

Za­mknię­to oczy an jego pa­skud­ne po­czy­na­nia. ―> Literówka.

 

po­zo­sta­łe ple­mio­na sta­nę­ły w jego obro­nie. Jak w tran­sie wy­stą­pi­ły przed de­mo­na. W swej śle­po­cie po­sta­no­wi­li bro­nić… ―> Piszesz o plemionach, a te są rodzaju niejakiego, więc w ostatnim zdaniu winno być: W swej śle­po­cie po­sta­no­wi­ły bro­nić

 

by osie­dlić się w mia­stach gdzie pra­wi­ło się ból, płacz i krew… ―> Co to znaczy, że w mia­stach pra­wi­ło się ból, płacz i krew?

 

I tak prze­mie­ni­li się oni w nowe isto­t Be­stie, o wiel­kiej masie i sile bez ro­zum­ne mu­tan­ty my­ślą­ce… ―> I tak prze­mie­ni­li się oni w nowe isto­ty, be­stie o wiel­kiej masie i sile, bezro­zum­ne mu­tan­ty, my­ślą­ce

 

A prze­wo­dził nimi on… ―> A prze­wo­dził im on

 

demon, który od tąt nosił także nowe miano… ―> …demon, który odtąd nosił także nowe miano

 

W tych cza­sach tra­dy­cje te pia­sto­wał mąż o ty­tu­le Hatu. ―> Na czym polega piastowanie tradycji?

 

Czło­wiek, wład­ca du­chów prze­ciw Du­cho­wi wła­da­ją­cy­mi ludź­mi. ―> Czło­wiek, wład­ca du­chów, prze­ciw Du­cho­wi, wła­da­ją­cemu ludź­mi.

 

ist­nia­ło za­gro­że­nie dla jego po­tę­gi ale bo­wiem tylko Ka­hu­na… ―> …ist­nia­ło za­gro­że­nie dla jego po­tę­gi, albo­wiem/ bowiem tylko Ka­hu­na

 

Wkrót­ce miało się to im wy­na­gro­dzić. ―> Wkrót­ce mieli być wynagrodzeni.

 

Wy­bra­ły jeden z wy­brań­ców, który uda się na nie… ―> Brzmi to fatalnie.

Proponuję: Wskazały wy­brań­ca, który uda się na nie

 

ale bo­wiem Boska Para za­uwa­ży­ła… ―> …albo­wiem/ bowiem boska para za­uwa­ży­ła

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Nie rozumiem, jakim bokiem tu się znalazło Prawosławie, inaczej Ortodoksja. O cokolwiek by można posądzać prawosławnych, ale nie o synkretytynizm synkretyzm. Nawołuje do bardziej odpowiedzialnego stosowania terminologii. Zresztą fantastyczna religia ma tyle samo sensu, co fantastyczna chemia, czy fizyka.

In maiorem Dei gloria!

Nowa Fantastyka