- Opowiadanie: DominikN - Ręka, która usychała

Ręka, która usychała

Tu miał się znaleźć szorcik inspirowany moimi  zainteresowaniami zawodowymi, ale rozrósł się w pełnoprawne opowiadanie, więc swoje musi odleżeć.

Tymczasem wrzucam kolejny horror. Jakoś mi tak najlepiej pasuje do szorta.

Historia nieco bardziej klasyczna, więc łatwiej będzie się znęcać. Pofolgujcie sobie ;). (Nie to żebym wrzucał z pełną premedytacją jakiś półprodukt).

Dyżurni:

joseheim, beryl, vyzart

Oceny

Ręka, która usychała

Zaniepokojony Adam uważnie oglądał ręce: lewą i prawą, znów lewą, ponownie prawą.

– Anka – zawołał – chodź na moment!

– No co?

– Spójrz na moje ręce.

Popatrzyła przez chwilę, po czym uśmiechnęła się zawadiacko i uszczypnęła go w biceps.

– Tak, widzę, ładnie przypakowałeś. Na plaży będziesz wyglądał, jak Dawid Michała Anioła.

– Nie to! – żachnął się. – Nie wydaje ci się, że lewa jest jakby… mniejsza?

– Nie pierdol. – I poszła.

 

***

 

Raz, dwa, trzy, cztery, pięć, sześć, siedem, osiem. Uff. Raz, dwa, trzy, cztery… pięć… szszsześć. Nie dał rady podnieść hantli ani razu więcej. O co chodzi? Gorszy dzień, czy po prostu się ze sobą niańczy, jak to facet?

 

***

 

Nie niańczył się, ani nie pierdolił.

Parę dni później lewa ręka, lekko pomarszczona ze skórą o ton ciemniejszą niż reszta ciała, była już wyraźnie chudsza od drugiej.

Wyciskanie sztangi na siłowni musiał sobie darować, za bardzo się przechylała.

– A nie mówiłem?

– Idź do lekarza. – Anka wzruszyła ramionami.

 

***

 

Lekarz tylko podrapał się po głowie.

– Mogę zlecić badania krwi, moczu i hormony. Wypiszę jeszcze skierowanie do chirurga i dermatologa. Nigdy się z czymś takim nie spotkałem.

– Niech będzie.

 

***

 

Dwie fiolki krwi, trzy kubeczki moczu i pięć wizyt u specjalistów później, Adam był w tym samym miejscu, co na początku. Na dodatek ręka zaczynała przypominać szpon: straciła na objętości i jędrności, za to urosła o dobre dziesięć centymetrów.

Ludzie oglądali się za nim na ulicy. W końcu, dla niepoznaki, wychodził z mieszkania w temblaku.

 

***

 

– Dobrze: opuszczamy i podnosimy, opuszczamy i podnosimy. A teraz chwytamy piłeczkę i ściskamy. Pięknie.

Rehabilitacja była jedynym, co przyszło lekarzowi do głowy. Po prawdzie, Adam też nie miał lepszego pomysłu.

Pomimo najszczerszych chęci i starań, trzy tygodnie później całkowicie stracił czucie w ręce.

 

***

 

– Zamkniesz za sobą drzwi? Dziękuję. Siadaj, proszę.

Adam spodziewał się tej rozmowy. Monika, menadżerka siłowni, patrzyła się mu w oczy z udawaną troską. Wiedział, że ledwie maskuje obrzydzenie. Wszyscy tak reagowali, nawet Anka.

– Jestem zwolniony? – zapytał bez ogródek.

– Nie, skądże. Chcę ci zaproponować roczny urlop. Bezpłatny niestety. Dla podreperowania zdrowia. Sam rozumiesz, klienci się skarżą.

– Rozumiem.

Nie dziwił się. W obecnym stanie trener personalny był z niego marny.

To, co smętnie zwisało mu z tułowia wyglądało jak kurzy pazur: brązowa, pergaminowo cienka skóra opinała kości niemal pozbawione mięśni, a nienaturalnie wydłużona dłoń kończyła się pazurami, których nie mógł ściąć.

 

***

 

Tego popołudnia Adam zasnął pijany przed telewizorem. Obudził się wieczorem. Telewizor był wyłączony, a pilot spoczywał pod lewą ręką. Mógłby przysiąc, że odłożył go na stolik obok kanapy.

– Anka, to nie jest śmieszne!

Odpowiedziała mu cisza.

 

***

 

– Aua! Weź, kurwa, uważaj z tym kosturem! – Anka zerwała się z łóżka i zapaliła światło. – Popatrz, co narobiłeś.

Z trzech szram na jej ramieniu spływały strużki krwi. Pościel i prześcieradło nadawały się tylko do prania.

– Przepraszam. To było niechcący.

– Wiem, ale musisz coś z tym zrobić.

Resztę nocy spędziła na kanapie w salonie.

 

***

 

Adam zamknął za sobą drzwi i wolnym krokiem wszedł do kuchni. Anka pichciła obiad. Zrezygnowany, usiadł przy stole.

– Niedługo będę miał amputację – powiedział cicho.

Dziewczyna zajęła miejsce po przeciwnej stronie i ścisnęła jego dłoń.

– Dasz radę. I tak jesteś praworęczny, więc na co ci ten szpon? – próbowała żartować.

Odpowiedział jej bladym uśmiechem.

 

***

 

Następnego dnia obudził się później niż zwykle. Nie od razu zorientował się, że coś było nie tak. Anka nie leżała obok. Pewnie jest już w pracy, pomyślał. Brak ręki zauważył, gdy się przeciągnął. Zaskoczony, pomacał skórę na barku. Delikatna, śliska w dotyku, jak po zerwaniu starego strupa.

Wstał z łóżka i się rozejrzał; po kończynie nie został nawet ślad. Komórka Anki nadal znajdowała się na szafce nocnej.

Zaniepokojony, wyszedł z sypialni. Wrzasnął.

Anka, z rozszarpaną szyją, leżała w kałuży krwi. Nie oddychała. Puste oczy wpatrywały się w nicość.

Adam nie wiedział, co ma zrobić. Podbiegł do dziewczyny, potrząsnął nią. Nie reagowała. Wpadł z powrotem do sypialni, złapał za telefon i zadzwonił po pogotowie.

Dopiero gdy usiadł w salonie w oczekiwaniu na ambulans, zobaczył kartkę papieru zapisaną krwią. Chwycił ją natychmiast, a to, co przeczytał, wypaliło mu oczy.

Koniec

Komentarze

Cześć i czołem!

 

Adam, zaniepokojony, uważnie oglądał ręce:

A może by tak: Zaniepokojony Adam uważnie…

 

darować, zbyt bardzo się przechylała.

darować, za bardzo

 

– Mogę zlecić badania krwi, może moczu i hormony.

dobrze, że nie morze moczu XD

wyrzuć może

 

HahahahahahAhhahaHaHAHAHA

"…a to, co przeczytał, wypaliło mu oczy." To zdanie wybrzmiało bardzo, ale to bardzo, jakbyś zwałę na koniec pocisnął :D

 

No ale, ale. Jakiś pomysł, choć nienajlepiej napisany – jest. Interpunkcja szwankuje.

Próbujesz stopniować napięcie – okej.

Tylko lekarz jakby cymbał. Ani prześwietlenia, ani skierowania do dermatologa, chirurga itd.

Bohater (a Anka nawet bardziej) niesympatyczny… nie to nie to, tępawy? No taki stereotypowy koksu?

Horror ciężko pisać w szorcie – dużo lepiej wypada w dłuższych opowiadaniach. Bo horror to klimat, oczekiwanie, napięcie. Trzeba zżyć się z bohaterem, żeby się przejmować jego losem. Poza tym trzeba uważać, żeby nie wpaść w kicz, bo wtedy zamiast straszno, jest śmieszno :-)

No i są przekleństwa, z nimi różnie – jedym pasują, innym nie, ale zaleca się umiar. Dobrze użyte, mogą wywołać mocny efekt, nadużywane męczą.

"Taki idealny wyluzowywacz do obiadu." NWM

Ciekawe opowiadanie z nieciekawym finałem.

Początek interesujący. Dobrze napisany, stopniowo budjesz nastrój, zbudzasz ciekawość. Jest nieco kafkowsko – zwykły człowiek mierzący się z groteskową, niewytłumaczalną sytuacją. Podobało mi się to.

Finał za to rozczarował. Tani chwyt, wiadro krwi i niewyjaśniona groza. Liczyłem na zgrabną pointę, może nawet zakończenie otwarte, ale utrzymujące dotychczasowy nastrój, a to… nie powiem, że było złe, ale rozczarowało. Bo coś takiego mogłoby wieńczyć dosłownie każdą historyjkę z dreszczykiem.

językowo w porządku, nic mnie nie uwierało. Tekst poszatkowany na króciutkie sceny może się podobać lub nie, mi nie to przeszkadzało.

Bohater nie całkiem płaski, ale też nie pełnokrwisty. Historia jest krótka, więc to też szczególnie nie przeszkadza, choć trochę szkoda.

 

Był potencjał, ale nie całkiem został wykorzystany.

Mytrix, None, dzięki wielkie za komentarze.

Błędy poprawione, więcej grzechów nie pamiętam.

Mytriksie:

Jakiś pomysł, choć nienajlepiej napisany – jest. Interpunkcja szwankuje.

Masz na myśli stronę językową (gramatyczną, stylistyczną, etc.) czy może realizację pomysłu na poziomie bohaterów i fabuły? Za mistrza interpunkcji (czy też ogólnie języka polskiego) nigdy się nie uważałem i chciałbym wiedzieć, czy moja pisanina jest znośna na poziomie językowym.

Bohater (a Anka nawet bardziej) niesympatyczny… nie to nie to, tępawy? No taki stereotypowy koksu?

Wow, jest lepiej niż sądziłem, bo mnie się zdawało, że bohater jest pozbawiony charakteru (jest to szerszy problem moich tekstów, który niedawno sobie uświadomiłem i aktualnie próbuję go rozwiązać)

HahahahahahAhhahaHaHAHAHA

"…a to, co przeczytał, wypaliło mu oczy." To zdanie wybrzmiało bardzo, ale to bardzo, jakbyś zwałę na koniec pocisnął :D

Ekhm… no… tak, jakby to ująć… Zupełnie przypadkiem niechcący mogło tak się zdarzyć, że byłem nieco świadomy naodwalsiętości zakończenia. Na swoją obronę mogę powiedzieć, że w trakcie pisania zakończenia nie domagałem umysłowo i to niedomaganie przeciągnęło się aż do momentu umieszczenia szorta tutaj.

Horror ciężko pisać w szorcie – dużo lepiej wypada w dłuższych opowiadaniach. Bo horror to klimat, oczekiwanie, napięcie.

Nie zgodzę się. Horror ma to do siebie, że element fantastyczny (w tym przypadku grozy), nie musi być w żaden sposób logicznie uzasadniony, może się wziąć znikąd. Kluczem jest tylko właściwe obudowanie go klimatem. Świetnym przykłądem takiego podejścia są “Sztalugi”, które już trafiły do Biblioteki :).

None:

Początek interesujący. Dobrze napisany, stopniowo budjesz nastrój, zbudzasz ciekawość. Jest nieco kafkowsko – zwykły człowiek mierzący się z groteskową, niewytłumaczalną sytuacją. Podobało mi się to.

Ach, jej, jej, porównanie do Kafki, chyba się zarumienię. Zapewniam, że gdybym miał Kafkę w głowie podczas pisania (a przez moment się zastanawiałem, czy nie uczynić innych postaci totalnie obojętnymi na postępujące zmiany ręki), to zakończenie byłoby zdecydowanie lepsze. A tak – wyszło jak zwykle.

Podsumowując moje dwa szorciki dotychczas zamieszczone na tym zacnym forum: pierwszy miał kiepski początek, ale za to niezłe zakończenie, drugi ma niezły początek, ale zakończenie jest do bani.

Wiecie co to oznacza?

Werble.

Tak! Cross-over!

I jak znam świat skończy się tekstem z kiepskim początkiem i kiepskim zakończeniem i szlag trafi cały wysiłek :(.

 

Ok, na razie dam sobie spokój z szortami. Widzę, że muszę popracować nad bohaterami, prowadzeniem fabuły i zakończeniem. Skupię się więc na pisaniu wspomnianego we wstępie opowiadania i, jak szczęście dopisze, wrócę tutaj za miesiąc. Do tego czasu nie będę was już niczym katował.

Chyba że przyjdzie mi do głowy jakieś kiczowate zakończenie, wtedy przybiegnę natychmiast :D.

 

Dla mnie nie było takie złe. Szkoda tej końcówki, bo faktycznie można było zdecydowanie lepsze wrażenie zostawić. Przemyśl końcówkę ;)

Podobnie jak przedpiśców po weirdowym początku rozczarował mnie sztampowy finał. Takie pomysły lepiej się mają z niedopowiedzeniami, zawieszeniem, niewiadomą. Napisane jest to tak sobie, ale bywa gorzej. Nie wiem tylko, czy naprawdę potrzebne są te wszystkie wulgaryzmy? Wulgaryzmy w literaturze to cienka sprawa: nie powinny być wytrychem do emocjonalności, a jak jest ich za dużo, to przestają grać przewidzianą dla siebie w języku emfatyczną rolę. I nie przekonasz mnie argumentami, że ludzie tak mówią (niestety). Literatura nawet w czasach, kiedy uważano ją za zwierciadło życia, nie była zwierciadłem.

Mnie osobiście odbiór trochę psuło to, że miałam na studiach bardzo fajną koleżankę, której usychała ręka – była to okropnie bolesna choroba, dziewczyna w końcu musiała rękę amputować, ale wcześniej koszmarnie się męczyła, więc troszkę ten tekst był dla mnie straszny w niezamierzony sposób i nie do końca potrafię się tu zanurzyć w fikcji literackiej. Ale obiektywnie pomysł całkiem całkiem, choć wykonanie i pointa nie oddają mu sprawiedliwości.

Historia to uzgodniony zestaw kłamstw.

Dzień dobry, witam!

Czytało się dobrze, jeszcze jak! Bardzo przyjemnie, nieźle zbudowałeś napięcie jak na tak krótki tekst, a na pewno mnie zainteresowałeś. Problem jest z końcówką, bo mamy bohatera, który zmaga się z jakimś niewytłumaczalnym problemem, jednak nie znamy źródła tego problemu. Właściwie nie wiemy czy powinniśmy się owego źródła bać, ponieważ bohater tylko szuka rozwiązania, nie pokazałeś strachu i niepokoju, którego czytelnik mógłby się uczepić. Uschła mu ręka, amputowali – trudno, później jakaś nagła śmierć, kartka z krwią i wypalone oczy. 

Trudno się bać, jeśli groza nie jest głównym elementem – czymś od czego bohater ucieka lub czymś co chce zrozumieć. Tutaj tym elementem jest rosnący szpon, ale jak wspomniałem wcześniej, tekst bardziej przedstawia próby wyleczenia schorzenia i borykanie się z tym problemem niż zgłębienie się w samą grozę sytuacji.

Liczyłem na petardę na końcu na przykład coś w stylu “Dopiero gdy usiadł w salonie w oczekiwaniu na ambulans, poczuł posmak krwi w ustach” (wiem średnie, ale to przykład), jakiś lekki twist, a nie nieznaną kartkę od nieznanego ktosia, która dziwnym sposobem wypala oczy.

Może byś tak, że bezsensownie się powtórzyłem trzy razy, proszę o wybaczenie, zmęczony jestem, miałem tego tekstu nie czytać, lecz pierwszy fragment bardzo mnie zaintrygował.

Nie jestem jakimś tam ekspertem, to po prostu moje zdanie i równie dobrze może ktoś zaraz przyjść i mnie zlinczować… :P

Ode mnie tyle, pozdrawiam!

Teatrzyk marionetek dobiega końca, kiedy pętla owija się wokół szyi.

Całość ujdzie, czytało się nawet przyjemnie, ale zakończenie tragicznie złe. Wygląda to tak, jakbyś nie miał pomysłu i wcisnął cokolwiek – nawet jeśli to bezsensowne – byle tylko zakończyć.

Równie dobrze mógłbyś pokazać czytelnikowi środkowy palec, uczucie po przeczytaniu finału takie samo ;].

Zdarzały się jakieś drobne usterki, ale ogólnie czytało się w porządku. Przeszkadzało mi trochę pierdolenie Anki. No i zakończenie… Nijak nie potrafię go powiązać z resztą tekstu. Gdyby zakończyć na zorientowaniu się bohatera, że rozszarpał w nocy swoją dziewczynę, przynajmniej byłby tu jakiś ładunek dramatyczny, a tak… zostaje poczucie, że Autorowi zabrakło pomysłu :-(

Letting go is an invitation. Letting go is a choice.

Nie dostrzegłam horroru, a tylko opisy postępującej choroby Adama. Nie znalazłam tu jakiejś wyczuwalnej aury zagrożenia, brakło gęstniejącej atmosfery zapowiadającej nadchodzące zło.

Największym koszmarem tej historii, moim zdaniem, jest Anka. I to jeszcze za życia.

 

Gor­szy dzień, czy po pro­stu się ze sobą niań­czy, jak to facet? ―> Za SJP PWN: niańczyć  1. «opiekować się małym dzieckiem» 2. «nosić na rękach, przytulać» 3. «zbytnio się o kogoś troszczyć, wyręczając go we wszystkim»

Proponuję: Gor­szy dzień, czy po pro­stu się ze sobą cacka/ pieści/ certoli, jak to facet?

 

Nie niań­czył się, ani nie pier­do­lił. ―> Patrz wyżej.

 

wy­cho­dził z miesz­ka­nia w tem­bla­ku. ―> Raczej: …wy­cho­dził z miesz­ka­nia z ręką na tem­bla­ku.

 

Mo­ni­ka, me­na­dżer­ka si­łow­ni, pa­trzy­ła się mu w oczy z uda­wa­ną tro­ską. ―> Zbędny zaimek. Wystarczy…pa­trzy­ła mu w oczy z uda­wa­ną tro­ską.

 

Tego po­po­łu­dnia Adam za­snął pi­ja­ny przed te­le­wi­zo­rem. Obu­dził się wie­czo­rem. Te­le­wi­zor był wy­łą­czo­ny… ―> Nie brzmi to najlepiej.

 

zła­pał za te­le­fon i za­dzwo­nił po po­go­to­wie. ―> …zła­pał te­le­fon i za­dzwo­nił po po­go­to­wie.

 

 

Skupię się więc na pisaniu wspomnianego we wstępie opowiadania i, jak szczęście dopisze, wrócę tutaj za miesiąc. Do tego czasu nie będę was już niczym katował.

Dominiku, ależ zaglądaj codziennie – czytaj opowiadania innych i komentuj je! W ten sposób też się uczysz, też poprawiasz warsztat. ;)

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Dziękuję wszystkim za komentarze. Zebrałem zasłużone baty za zakończenie, cóż, to dobra lekcja na przyszłość. Z wulgaryzmami też przyhamuję.

 

reg:

Tego popołudnia Adam zasnął pijany przed telewizorem. Obudził się wieczorem. Telewizor był wyłączony… ―> Nie brzmi to najlepiej.

Zdaję sobie z tego sprawę, ale ciężko o dobry synonim dla telewizora. Kineskop, ekran brzmią w tym kontekście sztucznie, przynajmniej dla mnie. Resztę błędów zaraz poprawię.

Dominiku, ależ zaglądaj codziennie – czytaj opowiadania innych i komentuj je! W ten sposób też się uczysz, też poprawiasz warsztat. ;)

Ojej, źle się zrozumieliśmy (albo lepiej: ja się nieprecyzyjnie wyraziłem). Nie zamierzam nigdzie znikać. Postaram się komentować poczekalniowe teksty (póki starczy mi czasu), czytam te opiórkowane, wyciągam wnioski. Po prostu przez jakiś miesiąc nie zamierzam wracać tutaj z żadnym nowym tekstem, bo następny w kolejce musi swoje odleżeć. Chyba że po drodze urodzi się jeszcze jakiś szorcik.

Pracy przede mną sporo, mam tylko nadzieję, że motywacji i czasu wystarczy.

Tekst czytało się dosyć dobrze. Moim zdaniem, sceny są nieźle zbudowane i napięcie też się pojawia. Szkoda, że historia sprawia wrażenie urwanej. Jak już pisały inne osoby, zabrakło ciekawego zakończenia. Rzeczywiście, Anka wydaje się mało sympatyczna. Ciekawe, czy dlatego szpon się jej pozbył? Bohaterów mogłeś trochę bardziej rozbudować, ale w szorcie jest to trudne.

Niezłe – ogólnie rzecz biorąc, spodobało mi się. Oszczędnie operując słowem, stworzyłeś wciągającą historyjkę z dreszczykiem, którą niestety – tu zgodzę się z resztą komentujących – całkowicie położyło rozczarowujące zakończenie.

Ta notatka wypaliła Adamowi oczy dosłownie, czy w przenośni? Co było treścią notatki? Pewna doza niedopowiedzenia czasem się przydaje, ale zostawiając nieograniczone pole do domysłów i spekulacji, musisz liczyć się z tym, że niektórym czytelnikom – jak mnie – przyjdą do głowy śmieszne pomysły. Bo ja, nie wiedzieć czemu, w pierwszej chwili pomyślałem sobie, że to był liścik pożegnalny od uschniętej ręki. Coś w stylu: “Załatwiłem dla Ciebie tę głupią sukę. Teraz wyjeżdżam zabawić się do Vegas. Nie dziękuj. Twój oddany Szpon”. Może spróbuj popracować jeszcze nad zakończeniem? Tekst możesz przecież edytować do woli.

Błędów językowych na tyle poważnych, żeby utrudniały mi czytanie, nie zauważyłem. Gdzieś tam zabrakło przecinka, parę kwestii dialogowych zapisałbym nieco inaczej, ale to drobiazgi. Jedno tylko rzuciło mi się w oczy – krwawiące szramy. “Szrama” to blizna, ślad po zagojeniu się rany, i chyba właśnie o “rany” Ci chodziło. Bez wulgaryzmów mogło się obyć, jak sądzę, ale nie zamierzam Cię odwodzić od ich używania, bo to sprawa osobistych preferencji.

Widziałem twojego drugiego szorta i też był niezły. Wydajesz się mieć dryg do takich krótkich, niby przewidywalnych, ale jednak sympatycznych ciarkorodnych historyjek, więc nie zniechęcaj się i nie przejmuj za bardzo głosami krytyki.

 

Tego popołudnia Adam zasnął pijany przed telewizorem. Obudził się wieczorem. Telewizor był wyłączony… ―> Nie brzmi to najlepiej.

Czepialstwo.

- Panie Bożu, czy Jacku Dukaju wolno do nieba? - Nie wolno jenu.

Bolly:

Dzięki za pozytywną opinię.

Może spróbuj popracować jeszcze nad zakończeniem? Tekst możesz przecież edytować do woli.

Niby mogę. Niemniej, o ile wiem, Poczekalnia służy do wrzucenia tekstów gotowych (a przynajmniej uznanych za takie przez autora). To Betalista chyba służy do szlifowania opowiadań pod okiem innych użytkowników. Pewnie kiedyś z niej skorzystam.

W tym kontekście uważam, że poprawianie tego tekstu jest… nie fair? Po prostu powinienem przyjąć krytykę na klatę, wyciągnąć z niej wnioski i nie popełniać tych samych błędów w przyszłości. Sam szort zaś powinien pozostać taki jaki jest, jako świadectwo drogi, którą być może przebędę. Zobaczymy.

Widziałem twojego drugiego szorta i też był niezły. Wydajesz się mieć dryg do takich krótkich, niby przewidywalnych, ale jednak sympatycznych ciarkorodnych historyjek, więc nie zniechęcaj się i nie przejmuj za bardzo głosami krytyki.

Jak pisałem wyżej, horror wybrałem, ponieważ wydawał mi się najlepiej pasującym do szorta rodzajem fantastyki. Ja horrorów nawet nie czytam ;).

Niby mogę. Niemniej, o ile wiem, Poczekalnia służy do wrzucenia tekstów gotowych (a przynajmniej uznanych za takie przez autora). To Betalista chyba służy do szlifowania opowiadań pod okiem innych użytkowników. Pewnie kiedyś z niej skorzystam.

W tym kontekście uważam, że poprawianie tego tekstu jest… nie fair? Po prostu powinienem przyjąć krytykę na klatę, wyciągnąć z niej wnioski i nie popełniać tych samych błędów w przyszłości. Sam szort zaś powinien pozostać taki jaki jest, jako świadectwo drogi, którą być może przebędę. Zobaczymy.

Ja bym się na twoim miejscu nie wahał i poprawiał śmiało.

- Panie Bożu, czy Jacku Dukaju wolno do nieba? - Nie wolno jenu.

Zdaję sobie z tego spra­wę, ale cięż­ko o dobry sy­no­nim dla te­le­wi­zo­ra. Ki­ne­skop, ekran brzmią w tym kon­tek­ście sztucz­nie, przy­naj­mniej dla mnie.

A może: Tego po­po­łu­dnia Adam za­snął pi­ja­ny przed te­le­wi­zo­rem. Obu­dził się wie­czo­rem. Odbiornik był wy­łą­czo­ny

 

No i cieszę się, Dominiku, że masz zamiar być aktywnym użytkownikiem. ;)

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Cóż mogę powiedzieć, skoro przedmówcy powiedzieli tak wiele? Horroru tutaj jak na lekarstwo. Dostrzegam, co prawda, jakiś element gore, może i surrealizmu, nawet ten Kafka majaczy mi w tle niewyraźnie, ale klimatu i napięcia charakterystycznego dla horroru nie poczułem. Jest niby tajemnica, jest obrzydliwa przemiana, ale czy to choroba, czy mutacja, czy wpływ sił nieczystych – tego się nie dowiadujemy. I masz rację, nie każda historia musi mieć jasne i wyraźne wyjaśnienie, ale fajnie, gdy ma jakieś drugie dno, przesłanie, zagwozdkę, twista, albo chociaż urzeka klimatem. A tego tutaj nie znajdujemy. Zwłaszcza przy tak słabym zakończeniu, które rzeczywiście wygląda na oderwane od fabuły i napisane na odczepnego.

Oszczędne słownictwo, oszczędne zdania, krótkie akapity/scenki (nawet nie rozdzialiki), dosyć sprawnie prowadzą czytelnika przez opowiadaną historię. Odhaczamy utratę pracy, obowiązkową w takiej opowiastce wizytę u lekarza (który raczej kiepsko się zachował i wykazał niespodziewanie małe zainteresowanie tak niezwykłym przypadkiem), obok bohatera kręci się cały czas jego partnerka (bardzo cierpliwa i jakby niewrażliwa na dosyć koszmarną metamorfozę chłopaka), która według wszelkich schematów powtarzających się w podobnych opowiastkach, powinna paść ofiarą Czegoś Złego. I pada. Nie wiemy tylko po co, dlaczego, za co, i za czyją sprawą (domyślamy się oczywiście, że to bohater we śnie i zapewne we władaniu złowieszczego Szponu dokonał owego czynu, po którym ów Szpon zniknął. Ale po cholerę?).

Czy to metafora? Alegoria? Czy Szpon był jakimś symbolem? Ucieleśnieniem czegoś? – chciałbym zadawać sobie takie pytania po zaskakującej puencie, wolcie odwracającej sens opowieści do góry nogami, powalającej niespodziewanym rozwiązaniem. A tu klops. Historyjka się kończy i pozostawia czytelnika z niedosytem, a może nawet ze Szponem w nocniku.

Warsztatowo nie ma czego chwalić, ale i nie ma czego ganić. Literackich sztuczek nie używasz, prowadzisz wartko prostą fabułę przy użyciu najprostszych środków. Ja tego nie potępiam, to jest dobra metoda opowiadania rozrywkowych historii. Szkoda tylko, że sama historia tak niedomaga w finale i okazuje się nieco pusta i prosta jak jej tytuł.

 

Ps. Aha. Ktoś napisał, że Szpon amputowano, ja jednak zrozumiałem, że do jeszcze amputacji nie doszło, a Szpon sam zniknął. W rozmowie z Anką Adam zapowiada amputację, która ma się odbyć niedługo (co chyba nie oznacza "jutro"), a następnego ranka budzi się bez Szpona obok martwej dziewczyny.

Po przeczytaniu spalić monitor.

Ciekawy pomysł, chociaż wydaje mi się, że zamiast takich “przebłysków” lepszy byłby bardziej spójny tekst – powiedzmy trzy główne “przebłyski”. Jeśli chodzi o zakończenie, to kurcze!, tak to fajnie można by poprowadzić inaczej i naprawdę zaskoczyć czytelnika, bo z takim pomysłem dałoby radę wymyślić mnóstwo. Pozdrawiam cieplutko!

Na zakończenie przydałaby się szczypta czarnego humoru. Można też poprowadzić to w kierunku groteski: ręka żyjąca własnym życiem. Ręka zajmuje jego miejsce w życiu. Przeczytaj opowiadanie “Nos” Mikołaja Gogola.

In maiorem Dei gloria!

Nowa Fantastyka