- Opowiadanie: Ammebezer - Sara i Tobiasz v. 2.0

Sara i Tobiasz v. 2.0

Oceny

Sara i Tobiasz v. 2.0

TO­BIASZ I SARA v. 2.0

 

 

1. Roz­bit­ko­wie ze stat­ku-mi­sji ra­tun­ko­wej tra­fia­ją na sa­te­li­tę nie­wol­ni­czą, gdzie znaj­du­ją azyl. W przed­dzień na­ro­dzin Ve­ge­ty – córki Ta­tu­na i Ma­mu­ny (To­bia­sza i Sary). Jed­nak bio-in­ży­nie­ro­wie za­po­mnie­li naj­waż­niej­szym wśród no­wych skład­ni­ków w ge­ne­ty­ce. W no­wych po­ko­le­niach głów­nym skład­ni­kiem po­kar­mo­wym jest H²O, wska­za­nym dla dzie­ci jest prze­by­wa­nie w śro­do­wi­sku tro­pi­kal­nym i od­ży­wia­nie się dzię­ki fo­to­syn­te­zie. Ro­dzi­ce zde­cy­do­wa­li się na po­czę­cie dziec­ka celem za­cho­wa­nia po­pu­la­cji i po­zwo­li­li na kon­ty­nu­owa­nie eks­pe­ry­men­tów gen­mo­in­ży­nie­ryj­nych celem wy­eli­mi­no­wa­nia głodu na Ziemi. Ludz­kość a ra­czej po­li­tycz­ne głowy ukry­wa­ły tech­no­lo­gię na­pę­du nad­świetl­ne­go. Wy­ko­rzy­stu­jąc pla­ne­tę Zie­mię do ja­ło­wej magmy – lu­dzie wraz ze swym ze­psu­ciem roz­pro­szy­li się po całej Dro­dze mlecz­nej two­rząc szyb­ko upa­da­ją­ce ko­lo­nie. Ro­dzin­ka (To­bia­sza i Sary) zna­la­zła się na pla­ne­cie stra­ceń­ców. Sara okry­wa­ła wszel­ką ta­jem­ni­cą, wo­ala­mi, ko­ca­mi i folią spo­żyw­czą swą córkę Ve­ge­tę. Do mo­men­tu gdy ostry odła­mek skal­ny zadał ich córce ranę na kciu­ku. Nikt tego nie za­uwa­żył, oprócz ro­bo­tów sprzą­ta­ją­cych. Po­bra­ły one prób­kę tej ży­wi­czej krwi dziew­czyn­ki. Na­stęp­ne­go dnia ro­bo­ty nie po­zwo­li­ły ni­ko­mu oprócz To­bia­szo­wi wyj­ście z domu – celi. By­stry facet od razu zor­ga­ni­zo­wał uciecz­kę dla swo­jej ro­dzi­ny oraz chłop­ca przy­błę­dy, bę­dą­ce­go po­dob­nym eks­pe­ry­men­tem na na­tu­rze – chłop­cu mrów­ce. Jego skóra nie marsz­czy­ła się, była ni­czym pan­cerz, oczy nigdy nie spały, po­trze­bo­wał spe­cjal­nych oku­la­rów do snu. Ty­sią­ce ma­łych oczu nie spało nigdy. Ko­mu­ni­ko­wał się za po­mo­cą czuł­ków na gło­wie, obi­ja­jąc nimi o pan­cerz głowy nada­wał słowa w ję­zy­ku morsa. Robił to je­dy­nie kiedy już mu­siał się za­trzy­mać i po­roz­ma­wiać, prze­waż­nie cały czas pra­co­wał. Bez py­ta­nia wy­ko­ny­wał trud­ne prace na pla­ne­cie więź­niów. Utrzy­my­wał kon­takt z To­bia­szem, tylko dzię­ki uprzej­mo­ści sze­fo­stwa „Dra­bi­ny Ka­rie­ry”, to tam Tatun od­pra­co­wy­wał dniów­ki kle­piąc do­ku­men­ty, to z stam­tąd po­brał stary eg­zem­plarz re­kla­mo­wy do nauki tego dzwo­nią­co-tłu­czą­ce­go się ję­zy­ka.Tym spo­so­bem chło­piec Zsa­ile po­dzie­lił los wy­gnań­ców. Mło­dzie­niec znał się na cięż­kiej pracy, po­tra­fił wy­two­rzyć pro­ste na­rzę­dzia pracy. Z braku wody, cukru i słoń­ca R-1Ms do­tar­li do pla­ne­ty Twój Świetl­ny Strzał. Na tej pla­ne­cie żyli do­pó­ki Ma­mu­na nie za­cho­ro­wa­ła na prze­jażdż­kę w Space Surf. Była to mi­ster­nie uknu­ta ma­szy­na ma­ją­ca na celu zwa­bić bo­ga­tych miesz­kań­ców pla­ne­ty ułudą wind­sur­fin­gu, zaś je­dy­nym ry­zy­kiem było opad­nię­cie w dół ku naj­star­szym i pier­wot­nym czę­ściom pla­ne­ty. To­biasz od razu we­zwał na pomoc Zsa­ila by od­cią­gnął z Ve­ge­tą Sarę od prze­pa­ści. Tatun wy­ko­pał ka­me­rę za­bez­pie­cza­ją­cą i szy­ko­wał ro­dzin­kę w dal­szą po­dróż. Kiedy To­biasz usta­wiał kurs na pla­ne­tę któ­rej zie­mia była spa­lo­na słoń­cem i wy­su­szo­na wia­trem, do­tarł do taj­nych in­for­ma­cji o współ­rzęd­nych ist­nie­ją­cej pod ukry­ciem oa­zy-kry­jów­ce ostat­nich ucie­ki­nie­rów z ziemi. Od tego mo­men­tu wszyst­kich ogar­nął błogi spo­kój, w trak­cie któ­re­go an­tro­po­morf zde­cy­do­wał się za­płod­nić -pod­stęp­nie zwie­dzio­ną– córkę Ta­tu­na i Ma­mu­ny. Nie­ste­ty stało się to czego nikt nie prze­wi­dział Zsa­ile był skon­stru­owa­ny do pracy a nie do roz­mna­ża­nia i jego ciało za­czę­ło się po­wo­li złusz­czać do su­chych kości. Będąc już w ka­bi­nie hi­per­prze­strzen­nej, jego nogi od­ma­wia­ły po­słu­szeń­stwa i cały stał w pio­nie tylko dzię­ki pasom ase­ku­ra­cji. Do­la­tu­jąc po kilku ty­go­dniach do pla­ne­to­idy wy­gnań­ców Ro­dzin­ka opła­ki­wa­ła Zsa­ile’a. Ostat­nią rze­czą którą mógł zro­bić umie­ra­ją­cy Zsa­ile’y to -dra­stycz­ne wobec wszyst­kich– wyjął z sie­bie „Pło­mień Nocy” który nie wy­blak­nie do­pó­ki na Ziemi nie po­wró­ci „Praw­dzi­we Świa­tło”. To były ostat­nie wy­beł­ko­ta­ne żu­wacz­ka­mi słowa an­tro­po­mor­fa. Na pla­ne­to­idzie nie bra­ko­wa­ło No­wych (Kło­po­tów), ko­lo­nia wy­gnań­ców była na wy­mar­ci, z racji za­ka­zu roz­mna­ża­nia ko­lo­nia­li­stów. Zaś ma­szy­na pro­du­ku­ją­ca ro­bo­ty i an­dro­idy za­prze­sta­ła od­po­wia­dać na ko­men­dy już 3 dnia po od­lo­cie z Ziemi. Tatun nawet nie chciał się w to an­ga­żo­wać, gdyż miał już swoje dwa, jak nie trzy pro­ble­my. Był o tym prze­ko­na­ny, wie­dział że we wnę­trzu Vegi rosło już nowe życie. Tym­bar­dziej nie­bez­pie­czeń­stwo było więk­sze gdyż na Ziemi już dawno za­ka­za­no współ­ko­pu­la­cji an­tro­po­mor­fów i fi­to­hu­ma­no­idów. Nikt z obec­nych wy­gnań­ców, ani Tatun, tym­bar­dziej ma­mu­na nie wie­dzie­li co wy­nik­nie z ta­kiej mie­szan­ki genów. Wia­do­mo było jedno…… To nie mógł­by być zwy­kły an­tro­po­morf, fi­to­hu­ma­no­id, ani nawet czło­wiek. Wiele go­dzin Ma­mu­na tłum­czy­ła jak opie­ko­wać się no­wym­rod­kiem, po­ma­ga­ły rów­nież ko­bie­ty które 60 lat temu miały na pla­ne­cie peł­nić rolę astro-po­łoż­nych. To­biasz za na­mo­wą Sary, ze sta­re­go złomu, zu­ży­tych ska­fan­drów kl.1 i skór syn­te­tycz­nych, stwo­rzył coś na modłę ko­ły­ski z lat 80 XX wieku. Nie­doj­rza­ła jesz­cze do ma­cie­rzyń­stwa 9 let­nia Ve­ge­ta przy­glą­da­ła się ka­mie­nio­wi i zna­la­zła w nim uj­ście i wej­ście, ni­czym w wy­dmusz­ce. Przy­ło­ży­ła więc tam usta i zro­zu­mia­ła że ten miąższ jest ja­dal­ny i wy­so­ko ener­ge­tycz­ny. Ma­mu­na pod­bie­gła i wy­trą­ci­ła ten ka­mień z rąk i ust Vegi, która z po­wo­du du­że­go na­ener­ge­ty­zo­wa­nia upa­dła i wy­sko­czył z jej ana­na­so­wa­tej głowy, bar­dzo mały, nagi lecz nie­wsty­dzą­cy się swej na­go­ści mały do­ro­sły bro­da­ty męż­czy­zna. Szyb­ko pod­biegł i wy­łu­skał z ka­mie­nia na­kry­cie głowy które przy naj­mniej­szym jego ruchu da­wa­ło tyle świa­tła co pra­daw­ne la­tar­nie mor­skie. To­biasz i Sara wie­dzie­li Kto To Jest. Od dawna wie­dzie­li że mi­łość za­ka­za­na przez czło­wie­ka nie przy­nie­sie zwy­kłe­go owocu, lecz nie­zba­da­ny dotąd CUD. Opie­ku­no­wie mło­de­go czło­wie­ka w ko­ro­nie za­sta­na­wia­li się z czego uszy­ją mu szaty gdyż wie­dzie­li, prze­czu­wa­jąc że malec ro­śnie i doj­rze­wa na ich oczach. Czyż­by to był ten mo­ment Trium­fu gdy To­biasz i Sara mo­dląc się o po­tom­stwo któ­re­go nie spo­dzie­wa­li się w tym życiu otrzy­ma­li jako za­da­tek ? CZY TO TEN KTÓRY PRZYJ­DZIE W CHWA­LE SWO­JE­GO JE­STE­STWA?

 

2. 3:59……………………………………………… ostat­nie se­kun­dy prze reszt­ce ża­rzą­ce­go się Pło­mie­nia Świa­tła. Nic się nie dzie­je. Ale To­biasz wy­ko­nu­je nie­udol­nie gest za­ka­za­ny pod groź­bą wię­zie­nia, wzywa Tego któ­re­go Imie­nia wzy­wać zna­czy pro­sić się o śmierć. Roz­ma­wia z Tym o któ­rym za­po­mnia­no na lata. „Bożey Mojł…” z beł­ko­tu myśli po­ja­wia się we­zwa­nie isto­ty tak wiel­kiej , że aby usły­sza­ła po­trze­ba „dra­bi­ny Atla­sa” by mieć pew­ność że ta zo­hy­dzo­na po­ań­stwo­wo mo­dli­twa tra­fia bez­po­śred­nio do uszu Boga……………………………………………………… …………………………………………………………… …………………………………………………………… …………………………………………………………… Świa­tła same za­pa­la­ją się na za­po­mnia­nym ża­glow­cu wy­gnań­ców i mi­go­czą czer­wo­nym świa­tłem ni­czym pło­mie­nie świec. Przy oknie z któ­re­go widać Pust­kę Wszech­rze­czy wy­su­wa się trzesz­czą­cy na zło­tym, pra­wym ra­mie­niu pul­pit. -Что ты хочешь мужик? Никто тебя не учил? – za­trzesz­czał ekran. -Я не говорю по русски– z pa­mię­ci wy­du­kał To­biasz. – Откуда твоя мама? – za­grzmiał ekran. – Я из польши. -Aaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaa… -za­trzesz­czał ekran, gło­śnik się za­chwiał, a złote ramię ra­do­śnie po­ma­cha­ło To­bia­szo­wi w ge­ście po­wi­ta­nia.– Gdzieś ty To­bia­szu z Sarą się scho­wa­li­ście, gdzie wasze dzie­ci, zdro­wi­ście są? Czemu tak dawno nie dzwo­ni­li­ście? Sia­daj, opo­wia­daj, ja słu­chać Cie­bie dziec­ko moje pra­gnę. Sia­daj…. Z ka­se­to­nu przy oknie wy­su­nął się wy­ście­ła­ny syn­te­tycz­nie pod­nó­żek, a tuż na linii okna wy­su­nął się pod­ło­kiet­nik. -… No to za­pra­szam sia­daj. Co u Cie­bie? – za­zgrzy­ta­ła dawno nie uży­wa­ją­ca trans­la­to­ro­we­go przej­ścia na pol­ski ma­szy­na. To­biasz zląkł się bar­dzo, upadł na pod­ko­lan­nik, zaś ręce oprał o blat. Czuł się ni­czym dziec­ko. Sa­mot­ne – lecz sły­szy Głos po raz pierw­szy od dawna zni­kąd, może pierw­szy i je­dy­ny raz. Widzi pust­kę ale sły­szy głos, kogoś kto go do­brze… zin­fil­tro­wał? -O, BOŻE !!! –krzy­czy To­biasz. -Nie drzyj się, prze­cież sły­szę. – do­cie­ra do jego ucha głos. – Prze­pra­szam – szep­ce To­biasz. –Nic się nie stało, lubię jak tak do mnie wo­ła­cie, ale nie nad­uży­wa­li­ście tego ostat­nio. Spo­koj­nie nie będę się tym gnie­wał. Mów, słu­cham.– za­trzesz­czał bia­łym świa­tłem ekran, przy pul­pi­cie. – Cóż mogę po­wie­dzieć Bogu Mój. Je­ste­śmy z Sarą i Vege w d… – wy­strze­lił To­biasz, ale Głos go uprze­dził. – Wiem dziec­ko, wiem. Nie lękaj się z twoją po­mo­cą na­pra­wi­my co tylko się da, jeśli nie wszyst­ko. Za­cznij­my od Cie­bie moje dziec­ko …………………………………………………………… …………………………………………………………… …

 

3. ---EPOH FO NA­MUH-– Nie­zna­na ni­ko­mu po­stać wkra­cza na mo­stek, a ra­czej jego im­pro­wi­za­cję. Dwa fo­te­le dla pi­lo­tów typu ZP-02 ze sta­ry­mi pa­sa­mi areo-ży­wicz­ny­mi. War­stwą ko­smicz­ne­go pyłu były po­kry­te nie­uży­wa­ne kla­wi­sze i dźwi­gnie. Isto­ta wi­zię­ła po­twor­nie wiel­ki haust po­wie­trza, w jeśli to można na­zwać płu­ca­mi – bo kto by wy­trzy­mał taką ilość po­wie­trza w sobie?) i dmuch­nął na cały ten kurz. Ostat­kiem sił wydła ko­men­dy o roz­sz­czel­nie­niu kok­pi­tu oraz wy­rów­na­niu ci­śnie­nia w ka­bi­nie pi­lo­tów przez sy­gnał z przy­ci­sku na sie­dze­niu. Teraz mógł bez prze­szkód usta­wić kurs na Zie­mię. Sta­tek za­czy­nał swój astro-ta­niec, ni­czym tan­cer­ka pra­gną­ca przy­po­do­bać się jury we wszech­świe­cie. Noty za styl do­wol­ny w ste­ro­wa­niu taką ma­szy­ną wy­sta­wi­ły od­le­głe gwiaz­dy, roz­pa­la­jąc się do ja­skra­wej bieli i milk­nąc w po­ma­rań­czu. Po­stać ni­czym Król wy­da­ła ko­men­dę. -Dwa machy z głów­nych sil­ni­ków i spró­bój tylko zmie­nić kurs.– wy­grzmiał głos z ust ludz­kich, brzmie­niem nie zna­ją­cym nie­po­słu­szeń­stwa. – Terra domus vobis. – wy­rwa­ło się ni­czym pra­daw­ne za­klę­cie. Za­mknął oczy i za­milkł. Upew­nił się tylko, że pręd­kość nada­na zo­sta­ła przy­ję­ta przez kom­pu­ter po­kłą­do­wy. – Nie pró­bój bo po­ża­łu­jesz. – po­wie­dział na ko­niec, zdej­mu­jąc swą rękę z dźwi­gni pręd­ko­ści. Tak oto, przez uła­mek se­kun­dy prze znik­nię­ciem ręki, można było za­uwa­żyć żywą ranę w miej­scu nad­garst­ka. Fałdy pur­pu­ry i bieli ukry­ły ręce. Zaś cała po­stać za­pa­dła się w po­wie­trzu. Czy to dziw­ne że je­dy­nie w celu od­tań­cze­nia stat­kiem kilku pętli i usta­wie­nia stat­ku oraz pręd­ko­ści, była ona nie­zbęd­na, na i tak nie­odwie­dza­nym most­ku – kok­pi­cie ka­pi­tań­skim? Dziw­ne. Teraz 2 fo­te­le lśni­ły w dys­ko­te­ko­we od­bla­ski mi­ga­ją­cych kon­tro­lek… Cze­ka­jąc na ? No wła­śnie…..

 

4. Vega prze­bu­dzi­ła się w ja­śnie­ją­cej świa­tła­mi su­fi­tu ka­bi­nie. Byli przy niej Tatun i Ma­mu­na. Vega czuła się dziw­nie, cała za­ban­da­żo­wa­na i chyba…. Tak ; więk­sza i peł­niej­sza. A przede wszyst­kim inna. Praw­dzi­wie ko­bie­ca, zu­peł­nie ludz­ka i pięk­na. Mię­śnie twa­rzy ukry­te pod wspa­nia­łą gład­ką i lśnią­cą skórą, ve­ri­tas – a ra­czej ve­ri­ta­te mu­lier. Do jej uszu do­szedł szmer sil­ni­ków ro­bo­tów i mia­ro­wy krok an­dro­idów. Nawet jeden za­gląd­nął do ka­bi­ny i oddał – chyba w jej kie­run­ku – po­kłon. Nie mogła wstać sama. To­biasz i Sara wy­tłu­ma­czy­li jej na migi, że musi po­cze­kać, że wszyst­ko bę­dzie do­brze. Jakiś męż­czy­zna po­mo­że dźwi­gnąć się jej z ko­smo-ha­ma­ku przy­po­mi­na­ją­cym kojec.

 

5. Skrzy­żo­wa­nie przejść na głów­nym ma­ga­zy­nie – po­ja­wia się – znowu nasz ta­jem­ni­czy Łin­de­szift, który ni­czym wiatr scho­dząc z ka­bi­ny pi­lo­tów staje na skrzy­żo­wa­niu dla sług – ro­bo­tów i an­dro­idów. Wszel­ki ruch, chro­bot, tu­pa­nie – dźwię­ki – za­mie­ra­ją. Zaś so­czew­ki kamer i sztucz­nych oczu zwra­ca­ją się ni­czym w hip­no­zie i usta­la­ją swe po­zy­cje fron­tem w kie­run­ki Tego który teraz jest TU. Wład­ca wy­po­wia­da ko­men­dy w ję­zy­ku zna­nym tylko pierw­szym lin­guo-pro­gra­mi­stom ro­bo­tów i an­dro­idów. – Ellei mena aetuh terra – dało się tylko wy­łu­skać z dłu­gie­go mo­no­lo­gu wy­po­wie­dzia­ne­go do ma­szyn. Sam autor tych słów nie wie co one do końca zna­czą. Wie jedno, że zie­mia pier­wot­nie na­le­ża­ła do Boga. 6. „Prze­strzeń wiecz­nie śpią­cych”, tak na­zwa­li to miej­sce wy­gnań­cy z Ziemi. Skon­stru­owa­li je z sza­cun­ku do Pra­daw­ne­go Ma­la­rza. Wie­rzy­li, że ich ciała kie­dyś po­wró­cą do daw­nych sił. Ni­czym przez prze­zro­czy­ste wy­dmusz­ki widać było ich twa­rze razem z nie­śmier­tel­ni­ka­mi, wło­żo­ny­mi tam gdyby mięli na nowo po­znać zna­cze­nie wła­snych imion. Na każ­dej z kap­suł wy­pi­sa­ny był napis CNV, po­ni­żej le­d­wie wy­czu­wal­ny al­fa­be­tem bra­ila napis Chri­stum Na­za­ere­tum Vic­to­rio­usus. Król Pe­li­kan, bo tak można na­zwać ten gest. Wło­żył rękę pod szatę przy pier­si i dwoma pal­ca­mi do­tknął rurek ży­wią­cych śpią­cych wiecz­nie.

 

7. Gdy do­tar­li do wy­schnię­te­go doku ko­smicz­ne­go, nikt ich nie przy­wi­tał. Łin­de­szift za­wo­łał do­no­śnie. -Quo abdo fra­te­ris? Cisza… -QUO ABDO FRA­TE­RIS? – za­grzmiał­po­now­nie Krół. Coś mi­gnę­ło. -Eco­utez mon coeur, n’he­stier pas a aller avec moi a’la main. Świa­tło pada na twarz Łin­de­szi­fta, nie ośle­pia Go, lecz pro­wa­dzi do ma­szy­ny sku­pia­ją­cej i od­bi­ja­ją­cej lu­ster­kiem świa­tło. Cała spo­łęcz­ność wy­pa­do­wa do­szła do bun­kra dzię­ki ka­blo­wi ob­ra­ca­ją­ce­mu świa­tło la­tar­ni na środ­ku pust­ko­wia.

 

8. W Ru­inach Pa­ra­fial­ne­go ko­ścio­ła pod we­zwa­niem Naj­święt­sze­go Serca Pana Je­zu­sa dawne osie­dle Te­atral­ne (wsta­wić znacz­nik osie­dla PRL) zna­le­zio­no zde­for­mo­wa­ny kie­lich i prze­ła­ma­ną mon­stran­cję, któ­rej pil­nu­je „nie­umar­ły do końca” ko­ściel­ny. Po przy­wo­ła­niu do po­rząd­ku przez Łin­de­szi­fta w le­d­wo­ży­wych ję­zy­kach za­czy­na opo­wia­dać słu­cha­czom od kiedy pa­ra­fia za­czę­ła się zmie­niać i sta­wiać opór mo­dzie na wy­god­ne ko­ścio­ły. Pro­boszcz na­ka­zał szu­ka­nie świę­tych, ale zna­lazł tylko jed­ne­go bo­że­go szla­eń­ca, co po­dob­no wy­stra­szył klan wy­kra­da­ją­cy Kon­se­kro­wa­ne Ho­stie. Ale on zmarł na sku­tek leków, które z przy­mu­su le­ka­rzy przyj­mo­wał w szpi­ta­lu. Łin­du­szift na­tych­miast wy­słał po in­for­ma­cje, gdzie spo­czy­wa jego ziem­skie ciało.

Koniec

Komentarze

Ammebezerze, piszesz o sobie jak o mężczyźnie, a w profilu jak wół stoi, że jesteś kobietą…

 

edycja

Tekst mający ponad 14000 znaków to już nie szort, więc bądź uprzejmy zmienić oznaczenie na OPOWIADANIE. :)

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

To nie jest szort, ale nieważne.

 

Kiedy wspomniałeś termin “fantastyka eschatologiczna” to nawet się tym zainteresowałem. Tymczasem nie widzę w tym nic niezwykłego, niecodziennego, czego już nie widzieliśmy w fantastyce. Zwłaszcza polskiej :) . Oczywiście to nie oznacza, że rozwinięty na bazie tego schematu utwór będzie zły, ale na wszelki wypadek spróbuj potworzyć na tym forum, pisząc opowiadania.

 

I wywal imię Vegeta, bo się kojarzy z przyprawą.

Dlatego.

 trafiają na satelitę niewolniczą,

To jest ten satelita. Rodzaj męski. I nie słyszałam dotąd o wolnych satelitach.

 narodzin Vegety

 głównym składnikiem pokarmowym jest H²O

Ta dwójka idzie w indeks dolny. Ale, co ważniejsze, samą wodą autotrofy też nie przeżyją. Zachowanie materii i energii, i takie tam.

 odżywianie się dzięki fotosyntezie

 zdecydowali się na poczęcie dziecka celem zachowania populacji

Postępowi.

eksperymentów genmoinżynieryjnych celem wyeliminowania głodu na Ziemi

Cokolwiek by to nie było. Fotosyntetyzujących ludzi opisywał już Zajdel (satyrycznie).

 ukrywały technologię napędu nadświetlnego. Wykorzystując planetę Ziemię do jałowej magmy – ludzie wraz ze swym zepsuciem rozproszyli się po całej Drodze mlecznej

Jak, skoro nie mieli napędu nadświetlnego?

 na planecie straceńców.

Oh my God.

 Sara okrywała wszelką tajemnicą, woalami, kocami i folią spożywczą swą córkę Vegetę.

Nie, teraz to już wiem, że się wygłupiasz.

 ostry odłamek skalny zadał ich córce ranę na kciuku

Tak wyskoczył zza węgła i zadał.

 żywiczej krwi

No, tak, była przecież roślinką.

 eksperymentem na naturze – chłopcu mrówce

Chłopiec – mrówka był naturą?

 oczy nigdy nie spały

Patrz, moje też nie śpią.

 

Nie, wiesz, co, to jest po prostu bez sensu. Out, peace.

Odkrycie własnego błędu to nie porażka, lecz okazja (Alfred N. Whitehead)

Dziękuję za komentarze, jak pisałem jest to szkic, gdyż nie znalazłem czasu by po urlopie dopisać resztę, albo popracować nad warsztatem. 

 

Przyjmę wszystkie komentarze i chętnie wprowadzę poprawki, ale sam nie mam na to czasu na wyrobienie warsztatu, dlatego pisałem czy ktoś nie szedłby na duet.

 

Ja dostaję pomysły tak ze 3 w ciągu dnia, ale brakuje mi doby na dopisanie i rozwinięcie wątków.

 

Piszę tutaj, bo szukam odważnych którzy wkręciliby się w pomysł i weszli w nowe buty. 

 

Mam także pomysł na kolejny tom, przynajmniej drugi. 

 

Chętnie podjadę do kogoś w okolicach Małopolski, ewentualnie opłacę bilet by wyjaśnić zawiłość wątków które są podjęte w tym szkicu, oraz pokazał następne.

Yyyyyy…. odpadłem. Ja bym nie próbował z tym pomysłem nawet w vanity… Poważnie poważnie.

 

To mi się najbardziej spodobało (jeszcze więcej tego fioletowego proszę!;):

“Komunikował się za pomocą czułków na głowie, obijając nimi o pancerz głowy nadawał słowa w języku morsa.”

Jako mors (zimowe kąpiele w Bałtyku od czasu do czasu) – zdecydowanie popieram, nawet nie posiadając pancerza głowy i czułków.

Pozdr.

Ja odpadam.

 

Nie napisałem tego by któremuś z użytkowników się przypodobać ale ok, chcecie to przyjmę wszelkie nawet mało wyszukane komentarze. Rozumiem że piszecie sami dla siebie, pod wewnętrzne konkursy. To też ciekawa opcja popracowania nad warsztatem, ale ja sam nie zdążę przy pracy 5/7, wyjazdowych weekendach i planach powiększenia rodziny tego poszerzyć by jak napisali regulatorzy przerobić to na opowiadanie. Ja chcę to z kimś wydać jako książkę. 

 

Wiem, brzmi śmiesznie i szalenie ale dzięki za uwagi.

 

W tym przypadku Rodzina ważniejsza. Poważnie, Piotrze (jak mniemam po stylu) :D

Ok, po pierwsze to nie jest short, bo shorty mają nie więcej niż tysiąc znaków. W ogóle nie wiem, co to jest. Być może jakaś nowa, awangardowa technika pisania opków w punktach. Jeśli tak – mnie się nie podoba. Gramatycznie, stylistycznie i ortograficznie to jedna wielka katastrofa, błąd na błędzie, błędem poganiany. Próbowałam się tu doszukać choćby zalążka jakiejś historii, niestety bez skutku. Wybacz, ale to jest po prostu bełkot. :(

 

Sara okrywała wszelką tajemnicą, woalami, kocami i folią spożywczą swą córkę Vegetę.

Vegeta w folii spożywczej?! Odkrywcze.

 

tej żywiczej krwi dziewczynki

A skąd w jej krwi wzięła się żywica?

 

Tysiące małych oczu nie spało nigdy. Komunikował się za pomocą czułków na głowie, obijając nimi o pancerz głowy nadawał słowa w języku morsa.

Ty tak na powżnie, czy jaja sobie robisz?

 

Była to misternie uknuta maszyna

Uknuta może być intryga, al nie maszyna.

 

Od tego momentu wszystkich ogarnął błogi spokój, w trakcie którego antropomorf zdecydował się zapłodnić -podstępnie zwiedzioną– córkę Tatuna i Mamuny. Niestety stało się to czego nikt nie przewidział Zsaile był skonstruowany do pracy a nie do rozmnażania i jego ciało zaczęło się powoli złuszczać do suchych kości.

Cz ty opisujesz skutek uboczny seksu?!

 

Wiele godzin Mamuna tłumczyła jak opiekować się nowymrodkiem

Raczej noworodkiem.

 

Niedojrzała jeszcze do macierzyństwa 9 letnia Vegeta przyglądała się kamieniowi i znalazła w nim ujście i wejście, niczym w wydmuszce. Przyłożyła więc tam usta i zrozumiała że ten miąższ jest jadalny i wysoko energetyczny. Mamuna podbiegła i wytrąciła ten kamień z rąk i ust Vegi, która z powodu dużego naenergetyzowania upadła i wyskoczył z jej ananasowatej głowy, bardzo mały, nagi lecz niewstydzący się swej nagości mały dorosły brodaty mężczyzna.

Eeee?!

 

Przy oknie z którego widać Pustkę Wszechrzeczy wysuwa się trzeszczący na złotym, prawym ramieniu pulpit. -Что ты хочешь мужик? Никто тебя не учил? – zatrzeszczał ekran

Czy to Bóg gada z Tobiaszem? A jeśli tak to czemu po rusku?

 

Ostatkiem sił wydła komendy o rozszczelnieniu kokpitu

To znaczy rozhermetyzowała kabinę? Ej, to chyba nie jest dobry pomysł.

 

 

 

 

Ja dostaję pomysły tak ze 3 w ciągu dnia, ale brakuje mi doby na dopisanie i rozwinięcie wątków.

Ammebezerze, a próbowałeś z dyktafonem?

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Regulatorze, kiedy przy rozwijającej się ciężkiej sytuacji w pracy, raczkującym pomyśle o 3 dziecku, i wiecznym byciu zajętym mogę chodzić z dyktafonem ?

Ale dzięki za pomysł.

Reg, ostrzegaj może… ;D

Uwaga, Rybaku! Ostrzegam!

 

Regulatorze, kiedy przy rozwijającej się ciężkiej sytuacji w pracy, raczkującym pomyśle o 3 dziecku, i wiecznym byciu zajętym mogę chodzić z dyktafonem ?

Ammebezerze, a możesz chodzić z telefonem?

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Teraz ja ostrzegam:

 

Obawiam się, że w tym przypadku żaden Twój coup de grace nie trafi w miękkie ;)

 

Nie, kolega wyraźnie szuka murzyna skrzata domowego, żeby czytał mu w myślach i odwalał robotę, bo mu nie zależy. Nam ma zależeć na jego nieprzeciętnym geniuszu. Bo jesteśmy niskimi istotami, których smętne, żałosne życie dopiero wtedy stanie się pełne, kiedy je poświęcimy dekodowaniu tego dzieła.

Ten post sponsoruje śledziona Tarniny.

Odkrycie własnego błędu to nie porażka, lecz okazja (Alfred N. Whitehead)

Ja dostaję pomysły tak ze 3 w ciągu dnia, ale brakuje mi doby na dopisanie i rozwinięcie wątków.

Problem w tym, że ta ilość nijak nie przekłada się na jakość.

Obawiam się, że w tym przypadku żaden Twój coup de grace nie trafi w miękkie ;)

Wiem, Rybaku, że nie trafi, ale też nie tam starałam się trafić. Próbowałam celować znacznie wyżej, tam gdzie wszystko osłania twardy czerep… ;)

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Okej. Nie odzywałem się podczas tej akcji promocyjnej na szautboksie, bo po pierwsze – wielu ludzi jest przyzwyczajonych do tego, że w Internecie trzeba tupać i wymachiwać szabelką, by w ogóle zwrócić na siebie uwagę. Na tym forum panują inne zasady, ale nie każdy musi o tym wiedzieć. Czekałem więc na Twój pomysł, bo pomyślałem sobie – dobra, facet ma jakąś wizję, może niezbyt fortunnie zaczął, ale kto wie, jego pomysł może być wart uwagi. Zdaję sobie sprawę z nikłości szans powodzenia takiego projektu, ale gdybym… Gdyby ktoś dysponował nadmiarem wolnego czasu, to czemu nie? Wszak poza owym czasem i jakimś tam wysiłkiem niczego nie poświęca. 

Niestety przedstawiony szkic sprowadził mnie na ziemię. Wybacz, ale w tym ciągu zdarzeń nie dopatrzyłem się koncepcji, przesłania, sensu nawet. Pojęcia nie mam co chciałeś opowiedzieć, a cały szkic przypomina mi jednogarnkową potrawę, do której sszalony kucharz wrzuca wszystko, co akurat znajdzie pod ręką, kompletnie nie dbając o to, jak rzecz będzie smakować. Zapewne dałoby się z tego chaosu coś ukuć, ale byłaby to robota na miesiące, z Twojego oryginalnego pomysłu zostałoby bardzo niewiele, a i tak trudno wyrokować, czy efekt byłby oryginalny i interesujący na tyle, by trudzić się jego wydaniem. 

Sorki, ale ja potencjału w tym nie widzę. Oczywiście, nad tekstem można (i w zasadzie trzeba, bo najważniejszy jest zapał) pracować. Problem w tym, że chyba wszyscy na tym forum nie narzekają na nadmiar wolnego czasu, więc niewielkie są szanse, że znajdziesz kogoś, kto chciałby podjąć się tak tytanicznej roboty. 

Tak czy owak – powodzenia! 

Pozdrawiam! 

Dla podkreślenia wagi moich słów, Siłacz palnie pięścią w stół!

Miałem dobre chęci, chciałem zrobić egzegezę tekstu ale obaliłem się już na

H²O

;)

Zależy mi na dobrej opinii u tych ludzi, o których mam dobrą opinię

Poważnie, Piotrze (jak mniemam po stylu) :D

Zaprzeczam, jakobym był użytkownikiem Ammebezer.

Piotrze: Ufff. I tu mnie ucieszyłeś. Poważnie.

W takim razie ukłony i odszczekuję :)

 

 

Dodam jeszcze, że jest to zły dział dla tego tworu.

 

Tekst nie jest wierszem, szortem, opowiadaniem, ani nawet fragmentem czegoś większego. To po prostu szkic, który autor tworzy na swoje potrzeby i nikomu nie pokazuje (przynajmniej nie powinien). Sam wypisuję we własnych szkicach różne cuda, z których tylko część trafi do gotowego tekstu.

Co się stało z enterem na klawiaturze autora?

Bronię pomysłu na szałtboksie, zaglądam tutaj, a tu nawet podziału na akapity nie ma :/

 

No właśnie:/

Wilku, sorry, ale zanim zaczniesz bronić dziewicy, sprawdź, czy jest uciśniona. I czy jest kobietą :)

Odkrycie własnego błędu to nie porażka, lecz okazja (Alfred N. Whitehead)

Nie no, broniłem autora ze względu na koncepcję, która z miejsca została zakrzyczana “bo tak”. Samo miejsce pomysłu dobre, ino przygotowanie materiałów dodatkowych powinno być dokładniejsze. Na dobrą sprawę jestem, w stanie uznać, ze ktoś ma dobre pomysły i kiepski warsztat. No ale konspekt też trzeba jakoś czytać, a taki ogromny blok tekstu jest nie do przebrnięcia.

 

Ammebezerze, piszesz o sobie jak o mężczyźnie, a w profilu jak wół stoi, że jesteś kobietą…

Casus Wiktora, ale w drugą stronę? :P 

Nie no, tutaj sprawa jest jasna. Przy rejestracji jest pole wyboru płci. Jak ktoś nie lubi wypełniać wszystkiego jak leci w formularzach, może założyć, ze jak nie ruszy tego pola, to nic nie wskoczy, a wskakuje pole domyślne. 

Przeczytaj dokładniej shoutbox, a może zrewidujesz powyższe twierdzenie…

Odkrycie własnego błędu to nie porażka, lecz okazja (Alfred N. Whitehead)

Które? Pierwsze opiera się o shoutboks (i moja wypowiedź na shoutboksie odnosi się do mojego zdania), drugie z shoutboksem nie ma nic wspólnego i lektura shoutboksa nie ma na nie wpływu.

Pierwsze. I – cały shoutbox od 21.08.19, g. 09:25.

Odkrycie własnego błędu to nie porażka, lecz okazja (Alfred N. Whitehead)

Podtrzymuje co napisałem powyżej – do pierwszego ustosunkowałem się na shoutboksie. Sorry, ale ja żeby kogoś z miejsca gonić potrzebuje powodów. Takich powodów na shoutboksie nie było.

Zdarzyło mi się czepiać ludzi za bezczelny marketing szemrany, zdarzyło mi się za ewidentne multikonto. Tutaj byłem sceptyczny, ale bez przesady.

Natomiast opowiadanie powyżej – tak, to już pokazuje, że ewentualne szkice będą nieczytelne z powodu braku formatowania.

Odkrycie własnego błędu to nie porażka, lecz okazja (Alfred N. Whitehead)

Taaaak. Musiałam wyjść i porzucić portal, zanim ten tekst tu wpadł. A teraz siedzę znów przed kompem i nie bardzo wiem, co napisać. Po pierwsze spodziewałam się jakiegoś szorta, co to gdzieś miał siedzieć, a nie streszczenia powieści. Tej z projektu, jak rozumiem.

Po drugie nie spodziewałam się wprawdzie genialnego pomysłu, ale to, co przeczytałam, przekroczyło moje najśmielsze wyobrażenia. Nie mówię z góry, że inne wyskakujące na Ciebie trzy czy ile tam razy dziennie pomysły są złe, ale ten jest zły. Składa się niestety z elementów oklepanych i mało oryginalnych (te inne planety, jakiś rodzaj postapo), elementów, które są nie tylko odrażające, ale i biologicznie nieprawdopodobne (ta zgwałcona przez wielką mrówkę dziewięciolatka – szanse, że zajdzie w ciążę są zerowe, nie ten wiek), oraz ledwie maskowanej religijno-biblijnej alegorii (też już skądinąd bywało) i kompletnie od czapy pomysłów jak imię Vegeta. Imię Eliasz po polsku na odwrót też średnio się sprawdza.

Jakoś nie widzę tych tłumów wydawnictw i czytelników dla tego dzieła, chyba że zdołasz podkupić do współautorstwa Sapkowskiego albo Pilipiuka, a w sumie może jeszcze lepiej Blankę Lipińską albo Katarzynę Bondę – one wprawdzie fatalnie piszą, ale i tak sprzedają setki tysięcy egzemplarzy książek.

Część błędów językowych już Ci wytknięto, więc nie będę się powtarzać. Pozostaje mi tylko poradzić Ci po raz kolejny: napisz opowiadanie (zamknięte opowiadanie, z fabułą itede) i poddaj je dyskusji na forum, jeśli chcesz się nauczyć pisać.

 

Rozumiem że piszecie sami dla siebie, pod wewnętrzne konkursy.

Źle rozumiesz. Większość tekstów na portalu jest pozakonkursowa. A część z nas pisze również po to, żeby wydawać. I wydaje.

 

Będę z waszego forum korzystał jako redakcji

Ale my nie jesteśmy darmową redakcją. Działamy społecznie, ale z poszanowaniem przede wszystkim zasady altruizmu wzajemnego. Nie lubimy być wykorzystywani – co zasadniczo jest dość normalne.

Historia to uzgodniony zestaw kłamstw.

O, ale niezależnie od dyskusji na shoutboksie, to cytaty z komentarzy z TEGO wątku, te przytoczone przez Drakainę, to już inna bajka… To chyba wyczerpuje temat.

Skoro to jest szkic, to proszę nie oznaczać na przyszłość tekstu jako “szort”. Bardziej odpowiednia – jeśli już – będzie kategoria “fragment” – i tak też zostało to przeze mnie oznaczone. Niezależnie od tego, nasz portal nie jest szkicownikiem.

Administrator portalu Nowej Fantastyki. Masz jakieś pytania, uwagi, a może coś nie działa tak, jak powinno? Napisz do mnie! :)

Nowa Fantastyka