- Opowiadanie: Yakstou - Krótka opowieść o Wafelku

Krótka opowieść o Wafelku

Opowiastka, pewnego dnia z nudów napisana. Będę wdzięczny za wszelkie uwagi :)

Dyżurni:

ocha, bohdan, domek

Oceny

Krótka opowieść o Wafelku

W dolinie ponad górskimi szczytami. Gdzieś w chmurach, ale jeszcze pod oceanem żył Wafelek.

Każdego poranka buty czyścił istotom przeganiającym owce i tym wygrzebującym brudy z wulkanicznych odpadków. Wyciągał swoją ściereczkę, która błyszczała po stokroć jaśniej niżeli najczystszy diament, a miękkość jej równa była budyniowi, który wysychając u szczytu, tworzy słodką skorupę, na której gdyby stanąć, rozpłynąć by się można w miękkim podłożu.

Brał materiał w rękę, zaginał parę razy tak by stał się twardszy. Pastę specjalną nakładał i już czyścił buty na błysk. Ledwie klient usiadł, już musiał wstawać tak szybko się to działo.

Płacić nikt nie musiał, gdyż Wafelek o zapłatę nie prosił. Kiedyś, gdy był młodszy i doświadczenia zdobyć nie zdążył, poprosił pewnego grubego jegomościa o ewentualną zapłatę za wyjątkowo paskudnie ubłocone buty. O mało życiem tego nie przypłacił, gdy mężczyzna troszkę za duży w obwodzie złapał go za boczek i niemal ukruszył kawałek ciała.

Od tego czasu Wafelek zaprzestał takich wymogów i pracował całkowicie zaniechawszy zarobków. Mieszkańcy jednak, wdzięczni za jego uczynki, podarunki mu najróżniejsze składali. Jedzenie, narzędzia i wszystko co tylko mu do życia było potrzebne, co dzień lądowało u jego kruchych, bosych stóp. 

Pewnego dnia, gdy czyścił buty wyjątkowo – nawet jak na siebie – sprawnie, gdy na uliczkę na której wykonywał swój zawód wjechał wielki powóz. Zaprzężony w dziewiętnaście rakiet i sześć małych gąsienic, tak aby zwrócić uwagę na środowiskowe problemy owadów. Zatrzymał się tuż przed siedzeniem Wafelka, który oczy swe karmelowe otwarte miał niczym drzwi do innego świata. Śledził pszennymi źrenicami wrota powozu przesuwające się ku górze i odsłaniające wnętrze pojazdu.

W środku była jedynie ciemność, przeplatana lekkimi pasemkami mroku. Zaraz sznurówka wysunęła się znad progu, wtem podeszwy kawałek ujrzeli. I wyszedł ociężale, wielki, brudny od błota i utartej marchwi. Umaczany w smarach i olejach wszelakich, z piachem pomiędzy szwami. Pachnący nie leciutko jak rumianek, mięta czy sosna. Cuchnął ciężko niczym kowal, który trzy dni uderzał młotem w kowadło.

Był to but. Wielki trzewik z brązowej skóry, pozszywany grubą nicią w kruczym kolorze. Wszelkie barwy jednakże przysłoniła warstwa nieczystości.

Stanął tuż przed Wafelkiem ukazując mu swoje obute oblicze.

– Wyczyści mnie pan? – spytał nad wyraz uprzejmie. – Odwiedziłem wielu pucybutów z całego świata, lecz żaden nie podołał wyzwaniu. Co najwyżej udało im się zeskrobać odrobinę błota, bądź polakierować aglet. Ale nie, proszę pana – w głosie zabrzmiał smutek – to nie to czego pragnę. Czystości nie zaznałem od kiedy pamiętam, a jest dla mnie tak ważna jak lot dla albatrosa.  

Myśli jego odpłynęły na moment. Odkaszlnął i przybrał dostojną pozę.

 – Muszę się też oczywiście odpowiednio prezentować na moim stanowisku.

Wafelek kiwnął głową i bez słowa otworzył torbę, przy okazji dając ręką znak butowi aby usiadł obok. Istoty zebrane wokół nie mogły się nadziwić cóż ten pucybut zamierza uczynić.

Wyjął spokojnie piękną, okrągłą ściereczkę. Do tego drugą zupełnie kwadratową. Przygotował pasty najróżniejsze. Melonowe, jabłkowe, z krowiego mleka i przede wszystkim; czekoladową by nadać smak, zapach i kolor.

Przywdział swój fartuch i przygotował jeszcze kilka narzędzi. Dłuto, młotek, wiertarkę, obcęgi. Wziął pędzelki i farby, płyny najróżniejsze. Wtem, nic nie mówiąc zabrał się do pracy.

Zaczął od dłuta. Wyrywał zasuszone od wieków warstwy błota. Czymś je polewał. Tu uderzył młotkiem, tam wiercił wiertarką. W jednym miejscu coś wytarł, gdzie indziej podmalował. Sznurówki wymienił, choć ze znalezieniem rozmiaru miał nie lada problem. I działał tak godziny, aż ludzie wokół się porozchodzili. Księżyc wzeszedł piękny, niczym parmezan bez skórki. Pachniał długim dojrzewaniem.

Kończył Wafelek już pracę, a but dziwił się ogromnie, że istnieje ktoś, kto potrafi czynić takie cuda i nie boi się wcale zadzierać z jego osobistością. I to był Wafelka błąd. Gdy dzieło swe ukończył, zabrany został do obuwniczego pałacu w dalekich krainach, gdzie aż po wieki, do śmierci usranej czyścił co dzień swego nowego władcę. Od tego czasu Wielki But nie miał już nigdy okruszka na swej podeszwie, ani pyłku na sznurówce, a jego królestwo rozrastało się niczym bluszcz na kamiennym murze.

Takim bez graffiti oczywiście.

Mawiają, że bluszcz nie chce rosnąć na ścianach sprayem pomalowanych.

Koniec

Komentarze

W dolinie ponad górskimi szczytami.

Hmm, doliny znajdują się z reguły poniżej szczytów. A chmury nad oceanem.

 

Jest tu jeszcze parę bucików, które wymagają przetarcia, polakierowanie, bądź zwyczajnie wymiany, ale nie mam odwagi ich wskazać, ponieważ mam wrażenie, że szorcik ma być taki, jaki jest. I basta. Zrozumieć wiele nie zrozumiałam. Nie mam pojęcia, co autor chciał powiedzieć. Związków przyczynowo-skutkowych nie widzę. Wafelek – nie wiedzieć czemu – kojarzył mi się z Ciastkiem ze Shreka, Wielki But, z kolei z Wielkim Bratem. I to właściwie tyle, co mogę powiedzieć.

 

Irka_Luz, dzięki wielkie za komentarz. :)

Tak. Reguły wskazują na takie położenie dolin i chmur, lecz w tym tekście chciałem spróbować właśnie obejść reguły i dodać do świata przedstawionego szczyptę (acz mogło mi się sypnąć zbyt dużo) surrealizmu.

No, sypnęło Ci się hojnie. ;)

Dość ab­sur­dal­ny szort, miej­sca­mi za­baw­ny, ale widać, że, zgod­nie z oświad­cze­niem w przed­mo­wie, na­pi­sa­ny ot tak, pod wpły­wem chwi­lo­we­go ka­pry­su, więc i szcze­gól­ne­go prze­sła­nia się nie do­szu­ki­wa­łam.

Cie­ka­wi mnie jed­na­ko­woż, z czego żył Wa­fe­lek, skoro czy­ścił buty za darmo?

Wy­ko­na­nie mo­gło­by być lep­sze.

 

W do­li­nie ponad gór­ski­mi szczy­ta­mi. Gdzieś w chmu­rach, ale jesz­cze pod oce­anem żył Wa­fe­lek. –> Czy to ce­lo­we sprzecz­no­ści?

 

Swoją je­dwab­ną ście­recz­kę wy­cią­gał. –> Oba­wiam się, że je­dwab nie na­da­je się na ście­recz­ki do czysz­cze­nia. Sto­sow­niej­sza by­ła­by do tego celu np. fla­ne­la.

 

mięk­kość jej równa była bu­dy­nio­wi, który wy­sy­cha­jąc u szczy­tu, two­rzy słod­ką sko­ru­pę, na któ­rej gdyby sta­nąć, kości roz­pły­nę­ły­by się przy­jem­nie pod pu­szy­stym pod­ło­żem. –> Skąd kości w bu­dy­niu? Co jest pu­szy­stym pod­ło­żem bu­dy­niu?

 

Kie­dyś, gdy był młod­szy i do­świad­cze­nia uzy­skać nie zdą­żył… –> Ra­czej: Kie­dyś, gdy był młod­szy i do­świad­cze­nia zdo­być nie zdą­żył

 

– Wy­czy­ści mnie pan? – rzekł nad wyraz uprzej­mie – Od­wie­dzi­łem wielu pu­cy­bu­tów z ca­łe­go świa­ta, lecz żaden nie po­do­łał wy­zwa­niu. Co naj­wy­żej udało im się ze­skro­bać odro­bi­nę błota, bądź po­la­kie­ro­wać aglet. Ale nie, pro­szę pana.smu­tek w jego gło­sie wy­brzmie­wałTo nie to czego pra­gnę. Czy­sto­ści nie za­zna­łem od kiedy pa­mię­tam, a jest dla mnie tak ważna jak lot dla al­ba­tro­sa. –> – Wy­czy­ści mnie pan? – spy­tał nad wyraz uprzej­mie. – Od­wie­dzi­łem wielu pu­cy­bu­tów z ca­łe­go świa­ta, lecz żaden nie po­do­łał wy­zwa­niu. Co naj­wy­żej udało im się ze­skro­bać odro­bi­nę błota, bądź po­la­kie­ro­wać aglet. Ale nie, pro­szę pana – w gło­sie za­brzmiał smu­tekto nie to, czego pra­gnę. Czy­sto­ści nie za­zna­łem od kiedy pa­mię­tam, a jest dla mnie tak ważna, jak lot dla al­ba­tro­sa.

Tu znaj­dziesz wska­zów­ki, jak za­pi­sy­wać dia­lo­gi: http://www.forum.artefakty.pl/page/zapis-dialogow

 

Wa­fe­lek kiw­nął głową i bez słowa otwo­rzył swoją torbę… –> Zbęd­ny za­imek – czy otwie­rał­by cudza torbę?

 

Przy­wdział swój far­tu­szek… –> Wa­fe­lek jest do­ro­sły, więc: Przy­wdział far­tu­ch

 

a but dzi­wił się nad dziwy… –> Nie brzmi to naj­le­piej.

Pro­po­nu­ję: …a but dzi­wił się nad wyraz… Lub: …a but dzi­wił się ogrom­nie

 

że ist­nie­je ktoś, kto po­tra­fi spra­wo­wać takie czyny… –> Czy­nów się nie spra­wu­je.

Pro­po­nu­ję: …że ist­nie­je ktoś, kto po­tra­fi czy­nić takie cuda

 

nie boi się wcale za­dzie­rać z jego oso­bi­sto­ścią. –> Na czy polega osobistość buta?

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Wyszło całkiem fajnie, jak na coś stworzonego w przypływie impulsu. Szkoda Wafelka, dobry chłopak był, dzień dobry mówił, buty czyścił, a taki los go spotkał ;). Podobała mi się płynność w twoim tekście, błędy zupełnie nie przeszkadzały w odbiorze. Czytało się przyjemnie, a chyba o to chodzi ;).

Regulatorzy, dzięki serdeczne za komentarz i bardzo dobre uwagi :)

Sprawa zarobków Wafelka i inne błędy poprawione. 

Sprzeczności, o których piszesz były jak najbardziej celowe. Chciałem przedstawić świat w trochę surrealistyczny sposób.

A co do “osobistości” to but był wszak królem całego obuwniczego królestwa. Czyż to nie jest wystarczający powód by uznawać siebie za “osobistość”? ;)

 

Jagiellon, dzięki wielkie za komentarz.

Cieszę się, że opowieść o tym dobrym chłopaku co dzień dobry mówił Ci się spodobała ;)

Yakstou, dziękuję za wyjaśnienia i bardzo się cieszę, że uznałeś uwagi za przydatne. ;)

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Nowa Fantastyka