- Opowiadanie: Anonimowy bajkoholik - Chyży rój kosmity

Chyży rój kosmity

Dyżurni:

regulatorzy, homar, syf.

Oceny

Chyży rój kosmity

Zdzicho lubił kurzyć sobie na urwisku. Pewnego razu, gdy się zabawiał, ze starej, cichej lipy wyleciał chyży rój jakiegoś kosmity i zaatakował chłopaka. Cała lipa aż wibrowała. Młodzieniec rzucił się do ucieczki.

Domki w Słupsku (z którym Zdzicho od lat był zżyty) stały gęsto, co utrudniało sprint. Jednak chłopakowi udało się wyrwać, przynajmniej na kilkanaście metrów. Po kilku zwodach wpadł do hipermarketu. Tam znalazł dział z kurami – liczył, że fetor odstraszy pościg.

Niestety, przeciwnik ani myślał rezygnować, rój niemal chuchał w plecy Zdzicha, aż ten musiał pomyśleć o wezwaniu posiłków. Zadzwonić po kuzynkę? Hanna z wujami nikogo nie pozostawiała obojętnym.

Nie odbierała.

Ale i Zdzicho miał wuja. Wybrał numer Zenka. Na szczęście wujek odezwał się już po drugim sygnale.

– Dzień dobry, tu Zdzicho. Gdzie wujek jest, co wujek porabia?

– Jaśniepan w Łebie. Tenis w porcie, te rzeczy… Spotkałem tu koleżankę. Doskonale wygląda, mówię ci, butki jak sanie.

– Oj, nie chciałem przeszkadzać w zabawie, ale goni mnie kosmiczny chyży rój…

Chłopak, dysząc z lekka, streścił swoją przygodę. Zenek bardzo się przejął.

– Czekaj, zaraz coś wymyślę… Najważniejsze, żebyś nie władował się chyłkiem między tuje, bo będzie po tobie.

– Może chusteczka wuja? – podpowiadał Zdzicho.

– Nie, to nie pomoże, prędzej zaszkodzi. Co by tu… Wiem! Kosz na motki! To musi zadziałać!

– A nie lepiej kosz na mrówki? – zapytał nieśmiało młodzieniec. – To chyba bardziej odpowiedni rozmiar.

– Musiałbym lecieć do domu – odparł wujek. – Wytrzymaj jeszcze chwileczkę, już wskakuję na odrzutową deskę, zaraz u ciebie będę.

 

*

 

Kosz na motki jako pułapka. Wbrew obawom Zdzicha, wszystko zadziałało. Wyczerpany dwugodzinnym pościgiem, chudy rój wpadł do środka. Wujek Zenek zgrabnie zamknął wlot, sytuacja zastała opanowana.

Teraz należało zdecydować, co robić dalej ze zdobyczą.

– Tutaj nie może zostać – orzekł wujek. – Napotkałby przypadkiem którąś z naszych dziewcząt…

– Pewnie, pewnie – przytaknął Zdzicho. – Jeszcze ją taki kosmiczny rój rozhajcuje i dopiero się narobi! Będzie wyglądało gorzej niż frygi na żaku. Musimy go porządnie ukryć. Może schowamy rój w chórze?

– Nie, za łatwo go wydostać. Każda baba zajrzy choćby z ciekawości, co tam tak brzęczy… Czekaj, pod Słupskiem jest słynny grający bez przerwy sad! Może tam?

– No, gdyby odpadki dokładnie go przysypały… – Zdzicho wahał się. – Ale jeśli jakaś ogrodniczka będzie potrzebować nawozu, kompostu, czy czego tam one używają? Może wygrzebać. A on wtedy przywabi zapachem, buchnie jak róża…

– Jest takie ryzyko – przyznał wujek. – Albo jakiś gej się napatoczy. Zaraz by nastąpiło zwędzenie w sadzie. A później szukanie lekarstwa, branie soli… Nie ma rady, trzeba będzie wyrzucić to cholerstwo w kosmos. Bierzemy całą pułapkę i idziemy na mój statek. Podlecę kawałek, wywalę w Słońce i będzie po problemie.

Holowany rój okazał się nadspodziewanie ciężki, obaj mocno się zasapali. Nagle patrzą – żur, wagon i kula. Musieli dodatkowo nadkładać drogi, żeby to wszystko ominąć.

Kiedy wreszcie dotarli do rakiety o wdzięcznej nazwie „GÓRALE Z KOWNA”, wuj charczał z wysiłku. Ostatkiem sił wepchnęli więźnia do luku. Zenek otarł pot z czoła, poklepał Zdzicha po plecach i ostrzegł:

– Uważaj na siebie, czuj jak chart!

Po czym usiadł za sterami i odleciał w stronę zachodzącego słońca.

Koniec

Komentarze

Zapraszam do gry.

Do jakiej gry, Anonimie? Toż to nie żadna gra, to przecież sra półgłówek.

Wyszło nieźle, a finał, z rakietą mknącą w stronę zachodzącego słońca, taki hollywoodzki… ;D

Coż, fabuła niezbyt ambitna, ale chyba nie o to tu chodziło. Pomysł ciekawy, i w sumie dość zabawne. Dobrze, że wybraleś krótką formę, bo na dłuższą metę potencjał humorystyczny by się szybko wyczerpał.

No, niezła zabawa słowami, choć fantastyka tu pretekstowa :D Całość przypomina mi popisy Finkli swego czasu na krzyczącym pudełku…

Zmyślne. Połączenie nieszczególnie wyrafinowanych fraz i całkiem zręcznej zabawy słowami dało ciekawy efekt. Nie powiem, żebym się w tekście zakochał, ale zabawa w wyszukiwanie kolejnych elementów “gry” całkiem mi się spodobała. Szkoda tylko, że większość kręciła się wokół wuja.

Anonim cieszy się, że tekst został przyjęty raczej ciepło i że widać zabawę i dziękuje za kliczka. smiley

Zabawa słowami ładna, choć przyznaję, że mam problem z docenieniem takich tekstów – ale że całość czyta się nieźle i nie kombinuje za mocno, jestem zadowolony z tego koncertu fajerwerków.

Dzięki NoWhereMan za drugiego klika. Oby ten trend się utrzymał!

“Co ja tutaj czytam?” :D 

Krótka treść, nawet zabawna, dobrze napisana. Podobało mi się :)

Absurdalnie, zabawnie, a do tego świetna zabawa słowem. Uśmiechnęło i kliknęło. :D

Przeczytawszy.

Finkla

Całość przypomina mi popisy Finkli swego czasu na krzyczącym pudełku…

Nie potwierdzam, nie zaprzeczam.

Sorki, Anonim miał kłopoty z zasięgiem. A widzi, że się działo. Dzięki wszystkim. heart

No jest gra słowami, całkiem fajna, i absurd jest, ale fabuła i fantastyka cierpią nieco.

Uśmiechnęło, ale nie więcej.

Ja gry nie czuję i imię Zdzicho mnie odpycha. Natomiast ostatnie zdanie piękne:)

Mnie to zupełnie nie bawi, raczej dziwi, że autorowi chciało się zadać sobie trud stworzenia czegoś tak… hmm, no zresztą mniejsza z tym.

@asylum -> pierwsze zdania zapisane są tak:

Zdzicho lubił kurzyć sobie na urwisku. Pewnego razu, gdy się zabawiał, ze starej, cichej lipy wyleciał chyży rój jakiegoś kosmity i zaatakował chłopaka. Cała lipa aż wibrowała.

a na moje oko idą tak:

 

Zdzicho lubil użyć sobie na kurwisku. Pewnego razu, gdy się zabawiał, ze starej cipy wyleciał chuj jakiegoś kosmity i zaatakował chlopaka. Cipa aż wibrowała.

Anonim dziękuje za wszystkie nowe komentarze i cieszy się, że czytelników przybywa. smiley

Tak, gra półsłówek (→ sra półgłówek) polega na tym, żeby dobrze poprzestawiać litery.

Szanowny przedmówca ma sporo racji, ale zgubił część zabawy.

cicha lipa → licha cipa

chyży rój → ryży chuj

cała lipa → lała cipa

devil

Ano tak, Mytrixie, rację masz:) 

Cóż…

Przeczytałem, więc chciałbym zostawić jakiś ślad w postaci zdawkowego choćby komentarza, ale niestety, jeśli istnieje jakaś grupa docelowa tego tekstu, to ja się do niej z całą pewnością nie zaliczam.

Delikatnie rzecz ujmując, nie porwało.

No trudno. Anonim nie liczył, że gra zachwyci każdego.

Nowa Fantastyka