- Opowiadanie: Mordecz - Zło ponad podziałami

Zło ponad podziałami

Meh... Ponieważ w tagach nie było moich ulubieńców, oto krótka lista silnych stron opowiadania: smutek, zażenowanie, nuda, zaawansowane skróty myślowe, niezrozumienie.

Dyżurni:

Finkla, bohdan, adamkb

Oceny

Zło ponad podziałami

Chociaż pokój #B803FF nie miał prawa ucierpieć na upływ czasu, jego włodarz nie przepadał za spędzaniem wolnych chwil ze swoją bracią. Władca Snów niechętnie zajmował stanowisko podczas towarzysko-służbowych wizytacji, jednakże, jak na Władcę przystało, stał na straży chwiejnej i delikatnej homeostazy czasu, przestrzeni, ładu, entropii oraz odpoczynku. A tego ostatniego bardzo mu brakowało.

Manepheusowi, Władcy Snów, nie dane było odpocząć. Musiał nade wszystko studzić zamiary swoich kreatywnych bliskich, którzy w wyścigu o zastępy śmiertelnych dusz potrafili zatracić się w swoich zapędach. Nie chciał już nawet zliczać, ileż to razy musiał ratować planety przed supernowymi, monoteizmem czy lekarstwem na raka. Przy każdym kolejnym podejściu, jego bracia i siostry coraz bardziej przeciągali strunę z nadzieją, że ta w końcu pęknie. 

Władca Snów patrzył na swoje niejednoznaczne oblicze w czarnych ziarenkach piasku. Szykował się właśnie do wejścia w rzeczywistość, w której żyła w najlepsze Seleste, nazywana potocznie przez tamtejszą tłuszczę Boginią albo Panią Słońca. Jednak to nie Jej miał złożyć wizytę, a dwóm innym Władcom, którzy pochłonięci odwieczną rywalizacją, po raz pierwszy postanowili stworzyć coś wspólnymi siłami.

 Manepheus czytał w przekazie o rewolucji na skalę dotąd niespotykaną. Władca Marazmu Torper wraz z Władcą Sumienia Bugiem zaprosili go na wspólne podziwianie swojego najnowszego wynalazku, tworu, zjawiska czy jakkolwiek to dzieło można nazywać. Władca Snów czuł pewien niepokój, wszakże każde eksperymenty na żywej tkance rywalizujących ze sobą rozdawców śmierci należały do czynności, których kontrola stanowiła najwyższy priorytet.

Dość rozmyślania, postanowił i skoncentrował się na figurce stojącej na stole. Aby wpasować się w rzeczywistość, którą miał zaraz odwiedzić, musiał przywdziać kształty odpowiadające jej mieszkańcom. Wymagał tego od siebie oraz pozostałych bożków, którzy często w ramach żartu formowali quasihumanoidalne kształty, a potem robili zamieszanie wśród obywateli oddanych Seleste.

Aby mieć pewność, że wszystko będzie zgodne z protokołem, wezwał do siebie jednego z odpowiedników tamtego świata. Elf o uszach tak długich, że się w jego wysokością przyglądał się uważnie jak niejednoznaczna postać Władcy Snów przybiera bardziej cywilizowane kształty.

– I jak wyglądam? – zapytał w końcu Manepheus, kiedy uznał, że wystarczająco upodobnił się do wzorca stojącego na biurku.

Przed oczami elfa mienił się kłapouch o posągowej cerze, lśniących zębach, aryjskim spojrzeniu; o lśniącej blond grzywie i gęstej brodzie nie wspominając. Wysokie, naprężone ciało wprawiało w osłupienie. Idealnie uformowane muskuły, lśniące od potu i olejków eterycznych z pewnością wywołałyby ciche westchnienie zachwytu każdej ćmy, która bez wątpienia, po ujrzeniu tak cudownego ciała, poleciałaby ku niebu, by spłonąć w blasku słońca. Nie umniejsza to jednak faktu, że elfowaty należał do istot bardzo skrytych i podkochujących się w dowódczyni Piątego Stołecznego Zastępu Strzelców Długodystansowych. Bijąca po oczach skromność była jedną z jego wielu zalet i nie musiał tego udowadniać.

– Jakiego dialektu mam użyć, aby móc opisać swoje wrażenia? – zapytał dzielny obserwator.

– Dosadnego – zachęcił Manepheus barytonem zdolnym tłuc szklanki.

– Zbyt OP to OC.

Władca Snów się zamyślił. Może faktycznie trochę przesadził z jak najdokładniejszym odwzorowaniem przedstawicieli elfiego gatunku? Spróbował ponownie, tym razem bardziej skupiając się na sylwetce stojącego przed nim wzorca. Spuścił powietrze z mięśni, zwęził uszy, zaniedbał zgryz i włosy. Ciało przybrało ziemiste barwy, zaś owłosienie zanikło.

O ile wcześniej oczy pełne gracji mogły zahipnotyzować każdą ofiarę, tak teraz wydawały się bardzo nienaturalne. Można by wręcz rzec – manepheusowe.

– Przedstawiciele mojej rasy nie mają oczu zajmujących 70% objętości czaszki, Władco Snów – oznajmił wzorzec, patrząc na oczy, w których można było pochować pluton żołnierzy.

Manepheus fuknął, po czym zakrył oczy wełnianą płachtą z ciemną kratę.

– Jestem ci wdzięczny za pomoc, mój drogi. Mam nadzieję, że w przyszłości będę mógł udzielić równie stosownego wsparcia bądź udzielić rady.

Wzorzec skłonił się dworsko, a jego ciało zmieniło się w proch. W tak lotnym stanie powędrował wprost do fiolki zawartej po wewnętrznej stronie żebra Władcy Snów. Szkielet zaś powędrował do swojej galerii, by móc zostać w przyszłości wykorzystanym w komunikacji z przedstawicielami rasy zamieszkującymi słoneczny świat. Stanął w gablocie w towarzystwie człowieka, tryfida i dridera.

Manepheus odkręcił wieko klepsydry leżącej obok figurki. Przelał swe ciało do środka, nie zmieniając objętości zawartego wewnątrz piasku. Przed opuszczeniem pokoju pamiętał o zachowaniu dobrych manier i zamknął za sobą pokrywkę.

Wylądował na podwórku jakiejś niewielkiej działki. Wokół panowała noc, a sny ulatniały się zza uchylonych okiennic, z dumą prezentując się swojemu władcy. Spokojne, niewinne retrospekcje elfiąt ostatnich dni spędzonych w przedszkolu z rówieśnikami. Gorący romans z głównym bohaterem czytanego romansidła. Ostatnia rodzinna kolacja z małżonką, zanim zmarła na śmiertelną chorobę.

Grały wokół niego emocje, które nie śniły się nawet introwertykom. Czuł wszystkimi zmysłami, jak melatoninowe twory tłoczą się i kumulują w długouchym manekinie, którego kształty przybrał. Czuł dumę z dobrze wykonywanej powinności, której liczne plony zbierał za każdym razem, gdy odwiedzał śmiertelne światy, gdzie sen stanowił trwały fundament egzystencji.

Mimo to nie mógł się pozbyć wstrętu na widok lukrowanych, kolorowych budynków, w których złożeni zostali jego nieformalni poddani.

– Czy to Selestannar? – zapytał z niedowierzaniem. – Chrystusie… Znaczy się… Seleste. Jakież to miejsce staje się paskudne z każdym kolejnym rokiem Twojego panowania.

Przed wyznaczonym budynkiem, w którym miał się spotkać z Torperem i Bugiem, niczego nie poczuł. Ani jednej nici snów, życia czy śmierci. A mimo to wyczuwał bijące wewnątrz serca. Zrozpaczone serca, tłoczące jakby zatrutą krew.

Podszedł do dwóch nietypowych elfów stojących przy drewnianych drzwiach. Pierwszy z nich nie był formalnie władcą, którego Manepheus oczekiwał. Był to zgniłozielony elfopodobny o ciemnych włosach, z łopatą trzymaną w skróconym do pasa uchu.

W realiach bożków Yoriś był najbardziej fizycznym reprezentantem śmierci, z tymże ogołoconym ze wszelkich możliwości decyzyjnych w swym fachu. Ponieważ wszyscy pamiętali, jak to pozornie nieomylny poprzednik Pana Umarłych został zabity, władcy nie chcieli ryzykować kolejnej inwazji nekromantów i ograniczyli jego moce do biurokratycznych. Jak na ironię przystało, jego kończyna stanowiła symboliczne przedłużenie uprawnień Władcy Sumienia oraz Władcy Marazmu w kwestii odbierania dusz z ciał śmiertelników.

Obok niego stał bardzo wysoki, gargantuiczny wręcz, długouchy o rękach sięgających do rzepek. Martwy za życia jegomość ukrywał zasuszone, porcelanowe ciało za ciemnym frakiem, kaszkietem. Osadzone w przebrzmiałych oczodołach krwiste gałki taksowały ciekawsko zbliżającego się Władcę Snów.

– Doprawdy, mało rozpoznawalne wdzianka sobie przyprawiliście – stwierdził z dezaprobatą Manepheus, rzucając gniewne spojrzenie zza płachty.

– Powiedział ten z żaglem na głowie – odparł równie wdzięcznie Bug. – Ta postura dobrze oddaje los moich ofiar.

– Jednak takich tutaj nie ma – oznajmił z wyprzedzeniem Yoriś, kręcąc ósemki łopatą.

– Tak, tak! – zareagował żywiej Władca Sumienia. – Dzisiejszy wynalazek nie jest tym, co sobie wyobrażasz, Manepheusie.

– Za każdym razem tak powtarzacie, Ty i Torper, i zawsze muszę interweniować. Pamiętasz, co było ostatnim razem z Twoją inicjatywą na reality-show pt. “Wygrywasz, co chcesz!”? Gdyby ta psychopatka odpowiedziała poprawnie na chociaż jedno pytanie, nikt by nie przeżył.

– Piękna inicjatywa, nie przeczę – Bug odparł ze wzruszeniem. – Co prawda nie w moim stylu, bo mi zależało na śmiertelnie groźnym wirusie dziesiątkującym społeczeństwo. Mój arcykonkurent chciał to rozwiązać w bardziej gwałtowny sposób. Ja preferuję bardziej… subtelne metody.

Bug strzelił z ucha ostentacyjnie. Niewielki ognik poleciał w niebo, po czym osiadł na parapecie pobliskiego mieszkania. Prędko przeniknął przez okienne szkło i zniknął. Niewiele jednak trwało, by w tym samym miejscu zabłysło słabe pomarańczowe światło, a senne melodie zastąpiło nerwowe łkanie.

Przeżywające ciężki okres dziewczynka, która od lat opryskliwie traktowała nie radzących sobie z jej wychowaniem rodziców, tym razem obudziła się z krzykiem. Skumulowany przez lata wrzód nienawiści urósł jeszcze bardziej, zaś bariera między sumieniem a moralnością świata pękła i objawiła się w postaci sennego koszmaru.

Manepheus nie zareagował na tanią prowokację, choć żałował, że Władca Sumienia w tak barbarzyński sposób zerwał senną nitkę. Mógł pozwolić przerodzić się kwitnącej emocji w destruktywną chorobę psychiczną.

– Torper w środku?

– Przygotowuje klimatyczny nastrój – odpowiedział Bug, po czym wprowadził do środka pozostałych.

Władcy Snów oraz Panowi Umarłych ukazały się ciała. Ciała młodych. Ciała starych. Ciała tych całkowicie obojętnych i całkowicie przejętych. Ciała zawieszone między życiem a śmiercią. Jawą a snem.

Spojrzawszy na miejsca spoczynku królików doświadczalnych, Manepheus nie mógł się nadziwić, czego ofiarą padły. Niektóre leżały w kałużach płynów ustrojowych. Inne wisiały na suficie przywiązane linami. Jeszcze kolejne ubrano w kokon z prześcieradeł i zawieszono wzdłuż balustrady.

A wśród nich, za konsoletą grającą “Pani kierowniczko, ja proszę i liczę na liczne pakiety pracownicze!”, stał elfiak obwiązany sznurem na szyi, strzykawką w udzie oraz całej kolekcji galanteryjnej na ramionach. Zamiast oczu miał sznyty a usta, zamiast zębów, trzymał pojemniki po lekach. Prawe ucho oraz krtań zastępowały kwiaty – odpowiednio różowa róża oraz tulipan.

– Współczesny marazm jest taki monotematyczny – Manepheus podsumował, wzdychając na widok świetnie bawiącego się Torpera.

– A oto nasz główny gość! – zapowiedział niczym spiker radiowy Władca Marazmu, zmieniając utwór na dyskotekową wariację marszu żałobnego.

– A więc wasz główny gość chce wiedzieć, co tutaj zaszło.

– Na pewno nikogo nie zabiliśmy, więc nie możesz nam nic zrobić, hihihi! – zachichotał tryumfalnie wodzirej sobotniej nocy.

– Gdybym miał serce, z pewnością biłoby w rytmie cha-cha – oznajmił z dumą Bug, przykładając patykowate palce do pustej piersi.

– Coście im zrobili? – zapytał Władca Snów.

– Tak jak mówili uczeni w piśmie – spragnionych nakarmiliśmy, głodnych napoiliśmy – odpowiedział Bug, łącząc ze sobą infantylną radość z chłodnym profesjonalizmem. – Przed Tobą, Manepheusie, owoc Naszych działań. Nocą umarli, a nad ranem zaś przeżyją katharsis. Ich umysły podróżują przez wymiary, patrzą na Nas i kwilą.

– Czy te specyfiki są ogólnodostępne?

– No ba! – powiedział Torper. – W niektórych rzeczywistościach rządy opierają na tym swoją gospodarkę.

– Po prostu ich spiliście, prawda?

– Cóż za zuchwałość, aby używać wobec Nas tak prostackich określeń! – oburzył się Władca Sumienia. – Ale tak, gorzała lała się strumieniami. Nie to jednak było Naszym celem, Manepheusie! Postanowiliśmy poeksperymentować, wyrwać ich na chwilę z okowów życia i śmierci. Wyłączaliśmy im powoli zmysły, znosiliśmy bariery intelektualne, społeczne czy językowe, patrząc, jak będą się zachowywać. Następnego dnia zaś rozpocznie się Nasze dzieło.

– To oznacza przetworzenie etanolu na mniej szkodliwe kwasy i aldehydy – oznajmił Yoriś, szturchając łopatą wiszącego na lampie elfa. – Zapłacą za to pobudzeniem układu krwionośnego oraz obumarciem komórek mózgowych. Te ostatnie wydalą wraz z porannym moczem. To daje Nam kilkanaście godzin na wprowadzenie zmian do tego świata.

– Wspólnie z kolegą z branży ustaliliśmy, że Nasze ofiary wejdą w nowy stan świadomości! – powiedział Bug, patrząc na wygasłą z nadziei na zgnojenie za nieodpowiedzialność twarz Władcy Snów.

Torper uniósł w górę uszy, zapominając o powszechnie obowiązującym prawu ciążenia.

– Wstańcie, Me sługi! Przybądźcie do swego mistrza! – powiedział władczo Torper.

– Zamknij ryj! – krzyknął jakiś elf, ledwo wyłamując się z ryzów agonalnego cierpienia.

Manepheus pobladł.

– Dlaczego oni Nas słyszą?! Przecież jesteśmy zawieszeni w czasie i przestrzeni jako niematerialne projekcje! – Szarpnął za ciągle spokojnego Władcę Sumienia.

– Tak jak wspomniałem – zerwał z siebie dłonie Manepheusa – ich umysły opuściły stan między życiem a śmiercią. Słyszą, kędy motyl kołysa na trawie, kędy wąż śliską piersią dotyka się zioła. W wielkiej żyją wannie i rzadko tak wypełzają na suchy ląd.

– Hah, klasyka! – westchnął z zadumą Torper.

– O czym Ty pieprzysz? – Manepheus spojrzał wnikliwie na przybierającego wstrętne oblicze Buga.

– Nie poradziłbyś sobie na lekcjach języka polskiego – Władca Sumienia mruknął pogardliwie.

– Nazwaliśmy Nasze wspólne dziecko Kacem – Władca Marazmu dumnie oświadczył. – Od teraz śmiertelni będą mogli doświadczać śmierci, kiedy tylko zechcą!

– A to wszystko pro publico bono, abyśmy mogli w przyszłości czerpać benefity z tej raczkującej jeszcze gałęzi gospodarki, jaką jest śmiertelne jestestwo! – Władca Sumienia podsumował.

– Z formalnego punktu widzenia nie widzę naruszeń w Naszych zasadach – odrzekł Pan Umarłych, siedząc obok jegomościa, który w niektórych kręgach mógłby zostać ochrzczony mianem niezwykle wylewnego.

Manepheus umilknął. Mając pewność, że nikt z tu obecnych nie zobaczy jego projekcji, otworzył klatkę piersiową i wyciągnął zza żeber trochę proszku. Dmuchnął w spokojnego, czystego elfa, który najwyraźniej odpadł z imprezy jako ostatni. W pustej przestrzeni między jawą a snem umieścił ziarno piasku, z którego wykiełkowało “coś”. Umysł tkwiąc w przestrzeni zawieszonej daleko od ciała, nie zdążył zaalarmować duszy o przerwaniu wizji, które w dotkliwy sposób przetoczyły się przez organizm.

Królik doświadczalny dostał drgawek i pobladł. Kierowane nerwowymi impulsami ciało nie mogło się wybudzić z tego koszmaru, ponieważ jego właściciel był na etanolowych wakacjach. Czterech obserwatorów nadzorowało, jak elf zsunął się z fotela, a upadając przygryzł sobie język. Wtem atak ustał, a zasiane ziarno do końca się wypaliło.

– Nierzadko to mówię, ale to… To jest genialne! – oznajmił Manepheus, kiedy wreszcie zrozumiał, co Władca Sumienia oraz Władca Marazmu stworzyli. – Oddaliśmy w ręce ich samych nowy środek wzajemnej represji i degrengolady. Podróż do innych stanów świadomości to wspaniała zabawa, ale musi mieć swoją cenę. Nie tylko fizyczną – Spojrzał dumnie na Torpera. – Gratuluję, to bliźniaki! Kac i jego siostra, Delirium!

Władca Sumienia oraz Władca Marazmu spojrzeli po sobie z niedowierzaniem i strachem. Nie takiej reakcji się spodziewali, a tym bardziej propozycji, jaką wprowadził Władca Snów. Zastanawiali się teraz, jak osłabić ciągoty społeczeństwa do tego specyfiku, zanim stanie się narzędziem do kontrolowania oraz niszczenia wszystkich narodów tego świata. Nie mogli, ot tak, zabić Kaca i jego siostry. To byłoby wbrew zasadom, jakimi dotychczas się kierowali jako Stwórcy.

Manepheus zwrócił się do Yorisia, który w pociągu do zrozumienia sensu istnienia robił aniołki w czyiś rzygowinach:

– Zasiejesz w umyśle lekarzy przepis na środek uśmierzający cierpienie wywołane Delirium. Haloperidol albo diazepam, to już zostawię Twojej inicjatywie. Pomysł, aby ratować ofiary zatrucia etanolem ma powstać w wyniku współczucia oraz chęci dania niektórym z nich szansy na powrót na łono społeczeństwa. Wynalazcy zaś zarobią tyle, by zniszczyć siebie oraz najbliższych. Altruizm wypaczy ich do tego stopnia, że stracą kontakt z rzeczywistością i opuszczą ten padół samotni i zapomniani.

– Będzie, jak sobie życzysz – Yoriś odpowiedział z szacunkiem, nie przerywając sobie zabawy.

– Jeśli chodzi o Wasz licznik zabójstw – Manepheus spojrzał poważnie na zbitych z tropu rodziców – wszelkie istnienia zabrane przez Delirium przypisuję sobie. Zabójstwa oraz wypadki wywołane alkoholowym szałem czy nieodpowiedzialnym trybem życia pozostawiam Wam do podziału. Mam nadzieję, że zrozumieliśmy się jasno.

Wtem Bug podszedł do konsolety. W milczeniu przesunął kilka guzików, by móc nacieszyć się kolejnym utworem. “Dni, których jeszcze nie znamy” odbiły się szerokim echem w umysłach tu zebranych.

– To jawny atak na nasze interesy! – oburzył się Władca Sumienia, zachowując śmiertelną powagę. – Pierwszy raz postanowiliśmy zrobić coś dla dobra wszystkich, a Ty masz czelność to nadużywać!

Władca Snów spojrzał na swą dłoń. Tam, gdzie wcześniej były ziarenka piasku, teraz tkwił kolorowy bukiet polnych kwiatów.

– Powstrzymaj swe amory, ogierze! Złość nie-życiu szkodzi – Manepheus stwierdził z nieukrywaną satysfakcją.

– Nasz brat ma pełne prawo do kawałka tego tortu, Bugu, ponieważ jest sędzią sprawiedliwym – dopowiedział Torper, wbijając nóż w plecy swojemu rywalowi.

– Powinieneś być bardziej charaterny, dzieciaku! – odpowiedział spokojnie Władca Sumienia, wyciągając ostrze przypominające wyglądem nóż do masła. – Z dumą zniosę tę potwarz, lecz nie powiedziałem jeszcze ostatniego słowa.

– Rozchmurz się, partnerze! Ja wezmę tych, którzy będą na tyle głupi, by spróbować pokonać Kaca w walce na jego zasadach, zaś Ty zaopiekujesz się tymi, co w nim znajdą zaufanego kompana.

Zanim trzej władcy opuścili ten wymiar, Manepheus pozwolił Delirium działać, zaś Yoriś miał po prostu się przyglądać i zbierać cenne doświadczenie. Zamknąwszy za sobą drzwi, bożkowie pozostawili po sobie jedynie płacz oraz zgrzytanie zębów.

 

Koniec

Komentarze

Mordeczu, ponad 17500 znaków to już nie szort. Bądź uprzejmy zmienić oznaczenie na OPOWIADANIE.

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Brnęłam przez opowiadanie z największym trudem bo jest ono napisane w sposób doskonale utrudniający czytanie i cóż, mogę  tylko powiedzieć, że czas przeznaczony na lekturę uważam za stracony, bo perypetie Manepheusa, Torpera i Buga nie zdołały mnie zainteresować w najmniejszym stopniu, a finał opowieści głęboko rozczarował.

Wykonanie pozostawia, delikatnie mówiąc, bardzo wiele do życzenia.

 

Cho­ciaż pokój #B803FF nie miał prawa ucier­pieć na upływ czasu… –> Można cierpieć na coś, ale nie można ucierpieć na coś. Ucierpieć można z jakiegoś powodu.

 

jego bra­cia i sio­stry coraz bar­dziej prze­cią­ga­li stru­nę z na­dzie­ją, że ta w końcu pęk­nie. –> Co to jest struna z nadzieją?

 

Jed­nak to nie Jej miał zło­żyć wi­zy­tę… –> Dlaczego wielka litera?

 

Elf o uszach tak dłu­gich, że się w jego wy­so­ko­ścią przy­glą­dał się uważ­nie jak nie­jed­no­znacz­na po­stać Wład­cy Snów przy­bie­ra bar­dziej cy­wi­li­zo­wa­ne kształ­ty. –> Nie rozumiem tego zdania.

 

zaj­mu­ją­cych 70% ob­ję­to­ści czasz­ki… –> …zaj­mu­ją­cych siedemdziesiąt procent ob­ję­to­ści czasz­ki

Liczebniki zapisujemy słownie. Nie używamy symboli.

 

Wzo­rzec skło­nił się dwor­sko… –> Wzo­rzec skło­nił się dwornie

 

wprost do fiol­ki za­war­tej po we­wnętrz­nej stro­nie żebra Wład­cy Snów. –> Fiolka może coś zawierać, ale nie wydaje mi się, aby mogła być gdzieś zawarta.

 

by móc zo­stać w przy­szło­ści wy­ko­rzy­sta­nym… –> …by móc zo­stać w przy­szło­ści wy­ko­rzy­sta­ny

 

Go­rą­cy ro­mans z głów­nym bo­ha­te­rem czy­ta­ne­go ro­man­si­dła. –> Nie brzmi to najlepiej.

 

– Za każ­dym razem tak po­wta­rza­cie, Ty i Tor­per, i za­wsze muszę in­ter­we­nio­wać. Pa­mię­tasz, co było ostat­nim razem z Twoją ini­cja­ty­wą… –> – Za każ­dym razem tak po­wta­rza­cie, ty i Tor­per, i za­wsze muszę in­ter­we­nio­wać. Pa­mię­tasz, co było ostat­nim razem z twoją ini­cja­ty­wą

Zaimki piszemy wielką literą, kiedy zwracamy się do kogoś listownie. Ten błąd pojawia się wielokrotnie.

 

re­ali­ty-show pt. „Wy­gry­wasz, co chcesz!” –> …re­ali­ty-show pod tytułem „Wy­gry­wasz, co chcesz!”

Nie używamy skrótów.

 

Pręd­ko prze­nik­nął przez okien­ne szkło i znik­nął. –> Czy to zamierzony rym?

 

Prze­ży­wa­ją­ce cięż­ki okres dziew­czyn­ka… –> Literówka.

 

opry­skli­wie trak­to­wa­ła nie ra­dzą­cych sobie… –> …opry­skli­wie trak­to­wa­ła niera­dzą­cych sobie

 

Wład­cy Snów oraz Pa­no­wi Umar­łych uka­za­ły się ciała. –> Wład­cy Snów oraz Pa­nu Umar­łych uka­za­ły się ciała.

 

 …stał el­fiak ob­wią­za­ny sznu­rem na szyi, strzy­kaw­ką w udzie… –> Czy dobrze rozumiem, że elfiak był obwiązany strzykawką w udzie?

 

Zamiast oczu miał sznyty a usta, zamiast zębów, trzymał pojemniki po lekach. –> Czy to ostateczna wersja zdania?

 

na dys­ko­te­ko­wą wa­ria­cję mar­szu ża­łob­ne­go. –> …na dys­ko­te­ko­wą wa­ria­cję mar­sza ża­łob­ne­go.

 

zapominając o po­wszech­nie obo­wią­zu­ją­cym prawu cią­że­nia. –> …za­po­mi­na­jąc o po­wszech­nie obo­wią­zu­ją­cym prawie cią­że­nia.

 

Szarp­nął za cią­gle spo­koj­ne­go Wład­cę Su­mie­nia. –> Szarp­nął cią­gle spo­koj­ne­go Wład­cę Su­mie­nia.

 

je­go­mo­ścia, którynie­któ­rych krę­gach… –> Brzmi to fatalnie.

 

robił anioł­ki w czyiś rzy­go­wi­nach… –> …robił anioł­ki w czyichś rzy­go­wi­nach

 

Mam na­dzie­ję, że zro­zu­mie­li­śmy się jasno. –> Mam na­dzie­ję, że wyraziłem się jasno. Lub: Mam na­dzie­ję, że zro­zu­mie­li­śmy się dobrze.

 

Ty masz czel­ność to nad­uży­wać! –> …ty masz czel­ność tego nad­uży­wać!

 

Po­wi­nie­neś być bar­dziej cha­ra­ter­ny, dzie­cia­ku! –> Literówka.

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Portal wmawia mi, że komentowałam w tym wątku. Kimże jestem, by się kłócić z portalem? Ulubiona_emotka_Baila.

 nie miał prawa ucierpieć na upływ czasu

Mógłby ucierpieć od upływu czasu, z powodu upływu czasu itp. ale upływ czasu nie jest chorobą (na którą się cierpi, bez "u"), a pokój nie może chorować.

 włodarz

Hem?

 jednakże, jak

Źle to brzmi.

homeostazy

Równowaga jest zbyt plebejska, jak rozumiem.

 Musiał nade wszystko studzić zamiary

Dlaczego "nade wszystko", a nie "przede wszystkim"? Tezaurus?

 którzy w wyścigu o zastępy śmiertelnych dusz potrafili zatracić się w swoich zapędach.

Dear God in heaven. Nawet nie wiem, od której strony to rozplątywać. Co chcesz powiedzieć?

 Przy każdym kolejnym podejściu, jego bracia i siostry

Bez przecinka.

 niejednoznaczne oblicze

… oblicze nie oznacza. Tuszę, że chcesz powiedzieć "niewyraźne".

 nazywana potocznie przez tamtejszą tłuszczę

Jak potocznie, to przez tłuszczę – wybierz jedno.

 pochłonięci odwieczną rywalizacją, po raz pierwszy postanowili stworzyć coś wspólnymi siłami

To oni rywalizują, czy współpracują?

 wszakże każde eksperymenty na żywej tkance rywalizujących ze sobą rozdawców śmierci należały do czynności, których kontrola stanowiła najwyższy priorytet.

To – to jest pretensjonalne, zadęte i nic nie znaczące.

 w ramach żartu

Dla żartu.

 formowali quasihumanoidalne kształty

Kolejny przykład pretensjonalnego pustosłowia.

 odpowiedników tamtego świata

Co to jest "odpowiednik"?

 Elf o uszach tak długich, że się w jego wysokością

Że się co w jego wysokością?

 przyglądał się uważnie jak

Przyglądał się uważnie, jak.

 bardziej cywilizowane kształty

…???

 Przed oczami elfa mienił się

Szczerze wątpię.

 posągowej cerze

Posągowej?

 aryjskim spojrzeniu

Usiłowałam się oprzeć pokusie wstawienia tego linku. Na próżno.

 Wysokie, naprężone ciało wprawiało w osłupienie

Zwłaszcza czytelniczkę, Matko Boska.

 lśniące od potu i olejków eterycznych z pewnością wywołałyby

Wściekle swędzącą wysypkę. Nie smaruje się skóry olejkami eterycznymi, nie w takiej ilości. Do celów kosmetycznych stosowano oliwę, tłoczoną z oliwek (Olea europaea) za pomocą prasy. Znaczy, takiej deski na takiej śrubie.

 ciche westchnienie zachwytu każdej ćmy, która bez wątpienia, po ujrzeniu tak cudownego ciała, poleciałaby ku niebu, by spłonąć w blasku słońca

Zaczynam podejrzewać, że robisz sobie ze mnie tak zwane jaja. Tylko paląca marychę reinkarnacja Bulwera-Lyttona pisałaby w ten sposób na poważnie.

 Nie umniejsza to jednak faktu,

Nie da się umniejszyć faktu. Najwyżej jego znaczenie.

 Bijąca po oczach

Kolokwializm bije po oczach na tle prozy z najgorszych snów H. P. Lovecrafta.

skromność była jedną z jego wielu zalet

Ale co ma skromność do tego? On ma chwalić nie siebie, a szefa.

 Jakiego dialektu mam użyć, aby móc opisać swoje wrażenia?

A jak ten wybrany dialekt się do tego nie nada, hmm?

 barytonem zdolnym tłuc szklanki

Szklanki tłucze wysokość tonu. Sopran, tak. Baryton – nie.

 Zbyt OP to OC.

???

 przesadził z jak najdokładniejszym odwzorowaniem

Przesadził z dokładnością odwzorowania.

bardziej skupiając się na sylwetce stojącego przed nim wzorca.

… ?

 zaniedbał zgryz i włosy

To znaczy nie zadbał o nie. Czyli nic z nimi nie zrobił. Chyba.

 oczy pełne gracji mogły zahipnotyzować każdą ofiarę, tak teraz wydawały się bardzo nienaturalne

…? litości…

oczy, w których można było pochować pluton żołnierzy.

Mhm. Po uprzednim wydłubaniu ich łyżeczką.

płachtą z ciemną kratę

A może "w"?

udzielić równie stosownego wsparcia bądź udzielić rady

Powtórzenie.

 proch. W tak lotnym stanie

Proszki nie są lotne.

 fiolki zawartej po wewnętrznej stronie żebra

Umieszczonej.

 Szkielet zaś powędrował do swojej galerii

Miał własną galerię?

 wykorzystanym w komunikacji z przedstawicielami rasy zamieszkującymi słoneczny świat

Znaczy, kiedy już skolonizują resztę układu? I szkielet nie jest zbyt użyteczny w komunikacji.

 Przelał swe ciało do środka, nie zmieniając objętości zawartego wewnątrz piasku.

???

 Spokojne, niewinne retrospekcje elfiąt ostatnich dni spędzonych w przedszkolu

Poplątany szyk – właściwie psują go te "elfięta", obejdzie się bez nich.

 emocje, które nie śniły się nawet introwertykom

… really.

 melatoninowe twory

???

 lukrowanych, kolorowych budynków

Lukrowanych?

 budynków, w których złożeni zostali jego nieformalni poddani

Znaczy się, grobowce były lukrowane? Czy co? O co chodzi?

Chrystusie… Znaczy się… Seleste.

Nie pojmuję tego żartu. Nie, serio, jest bez sensu.

 nie był formalnie władcą

Kolokwialne.

z łopatą trzymaną w skróconym do pasa uchu.

… że co?

 najbardziej fizycznym reprezentantem śmierci

Czyli czym?

 z tymże ogołoconym ze wszelkich możliwości decyzyjnych w swym fachu

Z tym, że. Reszta – jak wyżej, wydumana daleko poza granice śmieszności.

 pozornie nieomylny poprzednik Pana Umarłych został zabity

???

Jak na ironię przystało, jego kończyna stanowiła symboliczne przedłużenie uprawnień Władcy Sumienia

Kończyna była ironią? I jakim cudem miała stanowić symboliczne "przedłużenie" czegokolwiek – wiesz, co to znaczy?

 zasuszone, porcelanowe

To się nie trzyma kupy.

 ciemnym frakiem, kaszkietem

Kaszkiet to nie frak.

 przebrzmiałych oczodołach

Jakich?

 wdzianka sobie przyprawiliście

Przybraliście.

 Ta postura dobrze oddaje los moich ofiar.

???

Jednak takich tutaj nie ma

Jakich?

z Twoją inicjatywą na reality-show

Zaimki małą literą (poza korespondencją). "Na" wytnij.

 Bug odparł ze wzruszeniem.

Standardowy szyk didascaliów: odparł Bug ze wzruszeniem.

 bo mi zależało

Mnie.

 Bug strzelił z ucha ostentacyjnie.

Dlaczego "ostentacyjnie" i dlaczego to jest na końcu, ni przypiął, ni przyłatał?

ognik poleciał w niebo, po czym osiadł na parapecie

Ale najpierw odleciał w siną dal? Hmm?

 Przeżywające ciężki okres dziewczynka

To dziewczynka?

 Skumulowany przez lata wrzód nienawiści

So… purple…

moralnością świata

Moralność jest bezprzymiotnikowa.

 Mógł pozwolić przerodzić się kwitnącej emocji w destruktywną chorobę psychiczną.

Okropny, telewizyjny szyk. Mógł pozwolić kwitnącej emocji przerodzić się w destruktywną chorobę psychiczną.

 klimatyczny nastrój

"Klimat" to w tym kontekście nastrój, więc nastrój jest nastrojowy. To mnie rozstraja.

 Panowi Umarłych

Komu, czemu. Panu Umarłych. Tysiąc razy na poniedziałek.

Manepheus nie mógł się nadziwić, czego ofiarą padły

???

 Jeszcze kolejne

Po co to "jeszcze"?

 obwiązany sznurem na szyi, strzykawką w udzie oraz całej kolekcji galanteryjnej na ramionach.

Obwiązany strzykawką, tak?

 Zamiast oczu miał sznyty

Kolokwializm.

 usta, zamiast zębów, trzymał pojemniki

Nie dość, że niegramatyczne, to fizycznie wątpliwe.

 krtań zastępowały kwiaty

Hipokratesie, jak? No, jak???

 marazm jest taki monotematyczny

… ja już nie mam siły.

 Tak jak mówili

Tak, jak mówili.

ze sobą infantylną radość z chłodnym profesjonalizmem

Dwa razy "z".

 patrzą na Nas

Zaimek dużą literą to chyba wyraz megalomanii, ale nie wiem, czyjej.

 z okowów życia i śmierci

Oków.

wejdą w nowy stan świadomości!

… tyle ględzenia, żeby… nawet nie "opowiedzieć" o wściekle skacowanych elfach? Zazdroszczę poziomu życiowej energii.

 na wygasłą z nadziei na zgnojenie za nieodpowiedzialność twarz

Czyli ta twarz miała nadzieję na zgnojenie, i od tego wygasła? Bo to sugeruje gramatyka.

zapominając o powszechnie obowiązującym prawu ciążenia.

O prawie. [tutaj wstawić wyraz o źródłosłowie łacińskim, wulgarny]

 Zamknij ryj! – krzyknął jakiś elf, ledwo wyłamując się z ryzów agonalnego cierpienia.

Bathos. Hurra.

Szarpnął za ciągle spokojnego Władcę

Za całego?

przybierającego wstrętne oblicze

…?

 Nie poradziłbyś sobie na lekcjach języka polskiego

Ach, cóż za dowcipne nawiązanie autobiograficzne.

 Władca Marazmu dumnie oświadczył.

Szyk, do licha. Już o tym mówiłam.

 czerpać benefity

Do prostytutki bez pieniędzy, ustawa o ochronie języka! Korzyści. Ko-rzy-ści.

 Władca Sumienia podsumował.

Szyk.

 nie widzę naruszeń w Naszych zasadach

Zasady są niewidoczne i nie zawierają naruszeń.

 który w niektórych kręgach mógłby zostać ochrzczony mianem niezwykle wylewnego.

WTF?

 Umysł tkwiąc w przestrzeni zawieszonej daleko od ciała, nie zdążył

Bez przecinka między podmiotem, a orzeczeniem.

 wizji, które w dotkliwy sposób przetoczyły się przez organizm

Organizm nie doświadcza wizji.

 obserwatorów nadzorowało, jak elf zsunął się z fotela

"Nadzorować" i "obserwować" to nie to samo.

 zasiane ziarno do końca się wypaliło.

Bezsensowna metafora.

 Nierzadko to mówię

Czyli często. Więc to żaden cymes.

 w pociągu do zrozumienia sensu istnienia

Skąd odchodzi ten pociąg? Ja wsiadam.

 Haloperidol albo diazepam, to już zostawię Twojej inicjatywie

Nie lekarze wynajdują nowe leki, to raz. Psychozy organiczne ustępują po ustaniu przyczyny – w tym wypadku zatrucia alkoholowego. Haldol niepotrzebny.

 Altruizm wypaczy ich do tego stopnia, że stracą kontakt z rzeczywistością

Taaa. Jakiś Ty mądry i cyniczny. Lekcje zrobione?

 w umysłach tu zebranych

"Tu" zbędne, wręcz mylące.

zachowując śmiertelną powagę.

Czemu miałby ją stracić?

 czelność to nadużywać!

Tego nadużywać.

 Powstrzymaj swe amory, ogierze!

???

 

Mam szczerą nadzieję, że to jest infantylny dowcip, spłodzony po lekcjach. Albo po pierwszej w życiu bibce pod pomnikiem Gutenberga. Jeśli nie, to wszystko już widziałam i pora sobie podciąć żyły. Ani to oryginalne (Painting Frost on Windows), ani śmieszne, ani sensowne.

By pożyczyć słów od Barda: https://www.youtube.com/watch?v=qNDWBWFrpjM

Prawie nikomu tego nie mówię, ale – odpuść sobie. Albo szukaj pracy w telewizji, jeżeli już koniecznie musisz. Tam to-to się spodoba.

Odkrycie własnego błędu to nie porażka, lecz okazja (Alfred N. Whitehead)

Mordeczu, właściwie cały mój komentarz jest już w Twoim wstępie, nic dodać, nic ująć. Nie rozumiem tylko dlaczego, skoro wiesz, co napisałeś, w ogóle to publikujesz. Przykro mi, ale ni cholery mi się to nie podobało. :(

regulatorzy, Tarnino – no jak tak można? Narobiłyście mi smaka na solidny kawałek kiczu, a to-to jest tylko źle napisane. A ja już naostrzyłem pazurki. :(

 

Co do samego tekstu – jest kiepski. Pomijając nawet liczne, bardzo liczne problemy z zapisem, pomijając niewysokich lotów humor, marne metafory, niejednolity styl i ton, płaskich bohaterów i nieciekawe realia, zwyczajnie nudzi. Piszesz dużo, a dzieje się mało, w dodatku to, co się dzieje, nie jest szczególnie interesujące. Opowiadanie jest przegadane, w dodatku prowadzisz narrację w taki sposób, że dodatkowo utrudniasz zrozumienie przekazu. No i często używasz słów w niewłaściwym kontekście, ale to już wykazała Tarnina.

Przykro mi, ale ten tekst nie jest dość dobry, by chciało się go czytać. Niestety, nie jest też dość zły, by był interesujący. Takie tam nijakie czytadełko.

None, naprawdę nie wiem, jak mogłeś – po tym, co napisałam w komentarzu – mieć jakąkolwiek nadzieję, na smakowity kicz. ;)

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

 

Usatysfakcjonowany?

Odkrycie własnego błędu to nie porażka, lecz okazja (Alfred N. Whitehead)

Uważam was po prostu za kobiety o wyrobionym smaku, które niekoniecznie w kiczu gustują. A pierwsze akapity są rozkosznie, obrzydliwie kiczowate… Ach, żal straconego potencjału. 

 

Tarnino – obawiam się, że nie łapię przekazu. Pogrzeb Vadera?

Pogrzeb Vadera. Przez kremację. Kill it with fire. Fire keeps it dead. Fire purifies.

Odkrycie własnego błędu to nie porażka, lecz okazja (Alfred N. Whitehead)

Dobra, ja jedynie przejrzałem wzrokiem i nie do końca, ale mimo to powiem coś na plus. Ja tu widzę bardziej eksperymentowanie niż przekombinowanie i na tyle dużo zabawy językiem, że umiejętności autor zdecydowanie ma. Przynajmniej od strony technicznej, do fabuły odnosić się nie będę na etapie “przejrzenia po fragmentach”.

 

Swoją drogą oznaczenie RGB jako nazwa pokoju (to zdaje się któryś z odcieni fioletu, tak?) jest czymś więcej, czy tylko tak sobie?

No i zauważyłem (pytanie czy to było celowe, czy tylko tak wyszło?) połączenie sumienia z czymś zbugowanym. Taki “bug-sumienie” to w ogóle punkt wyjścia do wymyślenia czegoś osobnego, a nie tylko jako wtrącenie w charakterze skrótu myślowego.

 

 

None właściwie opisał to, co i ja czuję po przeczytaniu tekstu. Tak więc jest sporo do poprawy – od strony prezentacji postaci, języka, tempa akcji. Chwytaj przydatne linki, Autorze, i niechaj treść za nimi ukryta dobrze Ci służy:

Dialogi – mini poradnik Nazgula: http://www.fantastyka.pl/hydepark/pokaz/12794

Dialogi – klasyczny poradnik Mortycjana: http://www.fantastyka.pl/hydepark/pokaz/2112

Podstawowe porady portalowe Selene: http://www.fantastyka.pl/hydepark/pokaz/4550

Coś o betowaniu autorstwa PsychoFisha: Betuj bliźniego swego jak siebie samego

Temat, gdzie można pytać się o problemy językowe:

http://www.fantastyka.pl/hydepark/pokaz/19850

Temat, gdzie można szukać specjalistów do “riserczu” na wybrany temat:

http://www.fantastyka.pl/hydepark/pokaz/17133 

Poradnik łowców komentarzy autorstwa Finkli, czyli co robić, by być komentowanym i przez to zbierać duży większy “feedback”: http://www.fantastyka.pl/publicystyka/pokaz/66842676 

Poradnik Issandera, jak dostać się do Biblioteki ;)

https://www.fantastyka.pl/publicystyka/pokaz/66842782 

Powodzenia!

Won't somebody tell me, answer if you can; I want someone to tell me, what is the soul of a man?

Wilku, pozwolę sobie nie zgodzić się z Twoją oceną. Autor, który ma umiejętności, używa słów zgodnie z ich znaczeniem (o ile nie ma powodu, żeby je przekręcać).

Odkrycie własnego błędu to nie porażka, lecz okazja (Alfred N. Whitehead)

Odnoszę się do fragmentów, które przejrzałem, nie wiem jak w całości tekstu, ale w tych fragmentach nie zauważyłem takiego problemu. BTW, zwrot “nie umniejsza faktu” funkcjonuje w języku.

Pozostaje jednak nielogiczny. Zresztą, ja słyszałam tylko “nie zmienia faktu”.

Odkrycie własnego błędu to nie porażka, lecz okazja (Alfred N. Whitehead)

Fakt, jest faktem i jako taki nie może być umniejszony. Faktu nie można też powiększyć. ;)

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

“Świat jest wszystkim, co jest faktem. “ Traktat logiko-filozoficzny, 1.

Odkrycie własnego błędu to nie porażka, lecz okazja (Alfred N. Whitehead)

Pogrzeb Vadera. Przez kremację. Kill it with fire. Fire keeps it dead. Fire purifies.

No i o tym mówię – ten tekst nie jest dostatecznie fatalny, by zasłużyć na oczyszczające płomienie. Taki naprawdę skopany tekst, ale tak skopany z sercem, po całości, jest trochę jak Przedwieczni – budzi grozę, ale i fascynuje. Na jego widok w sercu każdego recenzenta kiełkuje kolczaste, zasuszone nasionko, z którego wyrośnie jadowita recenzja, katharsis, podczas pisania którego oczyszcza się on ze zbrukania wywołanego lekturą owego tworu. A ten tu? Ten jest zwyczajnie kiepski. Nie ta liga. :(

Wiesz co, gdyby był jedną masą zaropiałych literówek, zdań wyszłych spod ręki pięcioletniego nieślubnego dziecka Frankensteina z narzeczonymi Drakuli i ratowania świata przed nim samym – wtedy miałby szansę przejść na drugą stronę kiepszczyzny i stać się zabawnym. Ale nie był. Zajmuje lokalne minimum na tym wykresie.

Odkrycie własnego błędu to nie porażka, lecz okazja (Alfred N. Whitehead)

Jak dla mnie jest kawałek na lewo (nieduży), ale nie widzę potrzeby się o to spierać. 

 

W ramach gałązki oliwnej – gif do przyszłego wykorzystania w podobnych sytuacjach.

 

Zacny gif.

Odkrycie własnego błędu to nie porażka, lecz okazja (Alfred N. Whitehead)

Nowa Fantastyka