- Opowiadanie: Coen - Sztalugi

Sztalugi

Hej wszystkim :) Oto mój krótki, skromny debiut na forum. Jestem otwarty na krytykę i porady. Życzę wszystkim miłego czytania oraz miłego dnia!

Dyżurni:

Finkla, bohdan, adamkb

Oceny

Sztalugi

Na strychu domu numer pięćdziesiąt pięć przy Grande Rue, w miejscowości Saint-Firmin-sur-Loire w centralnej Francji, za zamkniętymi na kłódkę drzwiami stoją okryte workami, drewniane sztalugi. Stoją tam i czekają, aż ktoś je odnajdzie i zdejmie z nich ciążącą, ostrą jutę. 

Sztalugi te są niezwykłe: postaw na nich podłoże malarskie, a po czasie – nie wiadomo, jak długim – na płótnie pojawi się pierwsza plama.

Kropka.

Kreska.

Kształt. 

Sztaluga namaluje obraz. Sama, bez farb, bez pędzla, bez pomocy czy interwencji z zewnątrz.

Obrazy mogą być przeróżne: pejzaże i panoramy miejsc na Ziemi, poza nią lub zupełnie nieprawdziwych – za każdym razem tak realne, piękne i barwne, że wydają się być oknami na odległe światy. Może to być portret: kobiety, mężczyzny lub dziecka, zawsze wyglądający tak żywo, jakby patrzyło się na twarz będącej obok, prawdziwej osoby. Czasem obraz będzie impresją, czasem ekspresją, dziełem minimalistycznym, abstrakcją lub antyczną sceną na miarę dzieł Rafaela czy Botticellego. 

Pewne jednak jest jedno: za każdym razem obrazy te są najpiękniejszymi, jakie było człowiekowi w życiu ujrzeć. Pełnymi pasji, talentu i ducha. Jednak w myśl idei, iż wszystko, co piękne jest ulotne, obrazy po namalowaniu trwają jedynie kilka chwil, zanim zaczną tracić barwy, kontury i kreski, w końcu powracając do postaci białego, pustego płótna. Ci, którzy je widzieli, zwykli mawiać, że każdy człowiek, choć raz w życiu, powinien wybrać się na ten strych, stanąć przed jedną ze sztalug i poczekać, aż ukaże mu się jedyny w swoim rodzaju, przeznaczony mu obraz.

Ale nie róbcie tego. 

Nie jedźcie do Saint-Firmin-sur-Loire, nie dotykajcie sztalug i, na Boga, nie ściągajcie z nich okryć. 

Bo zdarza się, że płótno wypełni się czernią. Nie zwykłą, taką, jaką sztaluga rozpocznie nocny pejzaż rozgwieżdżonego nieba. Nieludzką, zimną i głęboką czernią. Wasze nogi zdrętwieją, na czoło wystąpi pot. Źrenice rozszerzą się nienaturalnie, ręce zaczną drżeć. Nie będziecie mogli oderwać wzroku od smutnej pustki, wylewającej się z obrazu.

Wtedy zobaczycie pierwszą kreskę, kropkę, cień. Następnie drugą, a potem jeszcze jedną. Z każdą kolejną, wasze ręce drżeć będą mocniej, zęby stukać głośniej a złapanie oddechu stanie się coraz trudniejsze. Krew popłynie z uszu, nosa, później z oczu.

Tylko jeden człowiek zdołał przekazać, co widział podczas tego przeklętego transu, choć opis ograniczał się jedynie do powtarzania dwóch, wyrwanych z kontekstu słów.

– Te oczy – powtarzał bez przerwy.

Następnie trans się zakończy, a wy, tak, jak wspomniany powyżej nieszczęśnik, upadniecie. Gdy się obudzicie, zejdziecie ze strychu. Pójdziecie do domu, zamknięcie drzwi. Wyciągnięcie narzędzia: nóż, młotek… Zdobędziecie materiały – i zrobicie to, choćby świat miał się przy tym zawalić. Rozbijecie stół, taboret, krzesło. Zdemontujecie metalowe rury, zerwiecie tapety i zburzycie ściany.

Wyrwiecie sobie nawet swoje własne kości.

Będziecie wiązali i łączyli ze sobą zebrane przedmioty, mamrocząc przy tym bezsensowne słowa. W końcu, po minutach lub godzinach, wasza szaleńcza praca będzie skończona.

Po jakimś czasie – kto wie, jak długim? – ktoś przekręci klucz w drzwiach. Być może będzie to sprzątaczka, akurat mająca tego dnia dyżur. Być może właściciel budynku, zaniepokojony zaległościami w płatności czynszu, przyjdzie sprawdzić, co u was słychać. Być może mąż lub małżonka wrócą właśnie do domu. Boże uchowaj, aby nie były to dzieci. 

Osoba ta wejdzie do środka, zamknie drzwi, przejdzie do któregoś z pokoi. Zdziwi się. Pośrodku bałaganu, chaosu porozrzucanych przedmiotów, wiórów i plam, stać będzie pusta sztaluga. Najzwyklejsza, drewniana sztaluga – nieco wilgotna, ale zwyczajna.

Nikt nie odnajdzie waszych ciał, nikt nie znajdzie po was śladu. Plakaty poprzyklejane na słupach w końcu zbledną od słońca. Odbędzie się pogrzeb z pustą trumną. Ludzie po tygodniach czy miesiącach przestaną współczuć, rozmawiać, w końcu pamiętać.

Być może sztaluga trafi do ciemnej piwnicy, być może zostanie wyrzucona na śmietnik. Może skończy po prostu pozostawiona sama sobie. To bez znaczenia. Któregoś dnia, w ułamku sekundy, po prostu zniknie. Tego samego dnia, na strychu przy Grande Rue, pośród okrytych materiałami sztalug, których nikt nigdy nie policzył, niezauważenie pojawi się nowa.

Wasza.

I czekać będzie, aż któregoś dnia ktoś rozbije kłódkę, szarpnie drzwi i je otworzy. Wybierze waszą sztalugę i zdejmie z niej jutowy worek. Umieści na niej płótno i zamrze w oczekiwaniu, by ujrzeć odbicie swojej duszy, zupełnie nieświadomy, że patrzy w głąb waszej. Co zobaczy?

Niebo?

Dom?

Ukochaną?

Dziecko?

Oby jedynie, klnę się na wszystko, nie zobaczył Niczego. Obyście wy, pogrążeni w ciemnościach, nie poczuli mrożącego krew w żyłach oddechu na karku, a patrzący na obraz nie poczuł, że drętwieją mu nogi.

Dlatego proszę, błagam: zamknij oczy. Znajdź dłonią szorstki materiał narzuty, zasłoń płótno. Wróć po własnych krokach, nie dotykaj już niczego. Zamknij drzwi, zatrzaśnij je, zapieczętuj i zamuruj tę przeklętą kolekcję. Spisz moje słowa, tak dobrze, jak je pamiętasz i przekaż je każdemu, komu tylko zdołasz.

I nigdy więcej tu nie wracaj.

 

Koniec

Komentarze

Witam debiutanta.

Szorcik nastrojowy. Niezbyt daleko mu do creepypasty, nie ma tu jako takiej fabuły, niemniej czyta się w porządku. Nieźle władasz językiem, poprawnie budujesz klimat, umiejętnie prowadzisz czytelnika przez tekst. 

Z wad i uwag.

Tekst jest krótki, ale i tak nie zaszkodziłoby mu wycięcie tego i owego, szczególnie w finale – w pewnym momencie w zasadzie wszystko już wiadomo, ale ciągniesz opis dalej. 

Znajdzie się kilak usterek typowo technicznych. Tak na szybko:

Strych domu numer pięćdziesiąt pięć przy Grande Rue, miejscowość Saint-Firmin-sur-Loire, centralna Francja.

Nie jest to dobry początek dla tekstu. W filmach pojawiają się tego typu napisy, ale w opowiadaniu wypada to sztucznie, przynajmniej w moim odczuciu.

Obrazy mogą być przeróżne: pejzaże i panoramy miejsc na Ziemi, poza nią lub zupełnie nieprawdziwych – za każdym razem tak realne, piękne i barwne, że wydają się być oknami na odległe światy. Może to być portret: kobiety, mężczyzny lub dziecka, zawsze wyglądający tak realnie, jakby patrzyło się na twarz żywej, będącej obok osoby. Czasem obraz będzie impresją, czasem ekspresją, dziełem minimalistycznym, abstrakcją lub antyczną sceną na miarę Rafaela czy Botticellego. 

Powtórzenie. Z tego zapisu wynika, że Rafael i Botticelli byli scenami antycznymi.

Boże uchowaj, aby nie były to dzieci. 

Dlaczego, skoro w środku jest tylko bałagan i sztaluga?

I czekać będzie, aż któregoś dnia ktoś rozbije kłódkę, szarpnie drzwiami i otworzy je

Końcówka zdania nieco niezręczna.

Dziękuję None, poprawiam co nieco :)

Boże uchowaj, aby nie były to dzieci. 

Chodziło tu o wpływ na osoby z otoczenia postaci oraz ich stratę, przechodząc od raczej nieistotnych osób, takich jak sprzątaczka czy właściciel budynku, przez partnera/partnerkę – a więc osobę bardzo ważną – i kończąc na dziecku, dla których postać-rodzic była połową świata. Narrator wyraził nadzieję, że nie ma dzieci, które ucierpiałyby w związku z jego (rodzica) zniknięciem, zapobiegając dodatkowej tragedii. 

Przyznaję, mogło to być mylące lub trudne do rozszyfrowania :) 

Coenie, udało Ci się stworzyć atmosferę stosowną do opisywanej sytuacji – tajemniczej i niewytłumaczalnej. Czytałam zaintrygowana właściwościami sztalug i choć wiem, dlaczego na wspomnianym strychu jest ich wiele, to niezmiernie ciekawi mnie, skąd wzięła się pierwsza sztaluga?

Wykonanie pozostawia nieco do życzenia.

 

Pew­nym jed­nak jest jedno: –> Pew­ne jed­nak jest jedno:

 

Na­stęp­nie drugą, a potem na­stęp­ną. –> Brzmi to fatalnie.

Proponuję: Na­stęp­nie drugą, a potem jeszcze jedną.

 

ręce drżeć będą moc­niej, zęby stu­kać gło­śniej a zła­pa­nie od­de­chu bę­dzie coraz trud­niej­sze. –> Nie brzmi to najlepiej.

Proponuję: …ręce drżeć będą moc­niej, zęby stu­kać gło­śniej a zła­pa­nie od­de­chu stanie się coraz trud­niej­sze.

 

Tylko jedna osoba zdo­ła­ła opi­sać, co wi­dzia­ła pod­czas tego prze­klę­te­go transu, choć jego opis ogra­ni­czał się… –> Powtórzenie. Piszesz o osobie, a ta jest rodzaju żeńskiego, więc: Tylko jedna osoba zdo­ła­ła powiedzieć, co wi­dzia­ła pod­czas tego prze­klę­te­go transu, choć jej opis ogra­ni­czał się

 

„Te oczy”, po­wta­rzał. –> Nadal piszesz o osobie, więc: Te oczy po­wta­rzała.

Tu znajdziesz wskazówki, jak za[pisywać dialogi: http://www.forum.artefakty.pl/page/zapis-dialogow

 

Może skoń­czy po pro­stu po­zo­sta­wio­na samej sobie. –> Może skoń­czy po pro­stu po­zo­sta­wio­na sama sobie.

 

któ­re­goś dnia ktoś roz­bi­je kłód­kę, szarp­nie drzwia­mi i je otwo­rzy. –> …któ­re­goś dnia ktoś roz­bi­je kłód­kę, szarp­nie drzwi i je otwo­rzy.

 

Za­ło­ży na niej pod­obra­zie… –> Raczej: Położy/ ustawi/ umieści na niej pod­obra­zie

 

nie­świa­do­my, że pa­trzy w głąb Two­jej. –> …nie­świa­do­my, że pa­trzy w głąb two­jej.

Zaimki piszemy wielką literą, kiedy zwracamy się do kogoś listownie.

 

Obyś Ty nie po­czuł mro­żą­ce­go krew w ży­łach od­de­chu na karku, oby pa­trzą­cy nie po­czuł, że drę­twie­ją mu nogi. –> Obyś ty nie po­czuł mro­żą­ce­go krew w ży­łach od­de­chu na karku, obyś pa­trzą­c, nie po­czuł, że drę­twie­ją ci nogi.

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Całkiem fajne i dość świeże jak na oklepany temat nadprzyrodzonego malarstwa. Oczywiście z wrodzonej frankofilii zaczęłam szukać, czy w tym konkretnym miasteczku jest coś, co uzasadnia jego wybór, ale chyba jestem paranoiczna ;) W sumie fajny weirdzik. Jeśli poprawisz błędy, kliknę bibliotekę.

 

Wykonanie niezłe, choć parę drobiazgów zakłuło w oczy:

 

jedyny w swoim rodzaju, dedykowany mu obraz

Wprawdzie dzieło sztuki można komuś dedykować, ale tu to jednak jest paskudny anglicyzm, bo nie chodzi Ci przecież o to, że na dziele jest wypisana dedykacja – a po polsku powinno się używać tego czasownika jedynie w takim kontekście. → Przeznaczony dla niego obraz

 

Tylko jedna osoba zdołała opisać, co widziała podczas tego przeklętego transu, choć jego opis ograniczał się jedynie do powtarzania dwóch, wyrwanych z kontekstu słów.

Jeśli osoba to “jej”, chyba że “jego” odnosi się do transu, ale i tak to źle brzmi. Wyrzuciłabym w ogóle zaimek, bo nie jest potrzebny, a zgrzyta. I może ze względu na następne zdanie lepiej “Tylko jeden człowiek zdołał opisać”? („Te oczy”, powtarzał.)

 

Wyrwiecie sobie własne kości.

Wiem, że to weird, ale jednak logistyka tego przedsięwzięcia przerosła moją wyobraźnię, zwłaszcza że dalej mamy coś jednak robić ;)

 

Podobrazie mi trochę zgrzyta jako termin mocno techniczny.

 

Będziecie wiązali, łączyli i przybijali,

Brak dopełnienia – co wiązali itd. ?

 

Nikt nie odnajdzie twojego ciała,

Przeskakujesz z liczby mnogiej na pojedynczą – źle to brzmi, do ujednolicenia. Albo, albo. Tak, pisanie w drugiej osobie jest trudne i zwodnicze ;)

 

Zaimki w literaturze małą literą, nawet w bezpośrednim zwrocie, chyba że cytujesz list do konkretnej osoby.

Historia to uzgodniony zestaw kłamstw.

Dziękuję regulatorzy, poprawiam :) 

Obyś Ty nie poczuł mrożącego krew w żyłach oddechu na karku, oby patrzący nie poczuł, że drętwieją mu nogi. –> Obyś ty nie poczuł mrożącego krew w żyłach oddechu na karku, obyś patrząc, nie poczuł, że drętwieją ci nogi.

Druga część zdania odnosi się do osoby patrzącej na obraz, tj. osoby która weszła na strych i odnalazła sztalugę, natomiast pierwsza dotyczy osoby “z obrazu” (adresata), która wyczuwa obecność czegoś po swojej stronie, a konkretnie za sobą – stąd “oddech na karku”. Postarałem się to zapisać nieco bardziej czytelnie :) 

Jeśli chodzi o genezę pierwszej sztalugi: celowo nie poruszałem tego tematu aby nie spłycić tekstu poprzez wyjaśnienie wszystkiego (lub też po prostu nietrafiony pomysł :p) i pozostawiając resztę do interpretacji własnej. Założyłem też, że narrator również nie wie, jak wyglądały początki kolekcji, więc sam nie porusza tego tematu.

Gdybym jednak miał na pytanie odpowiedzieć: niewywołany z imienia kolekcjoner zapewne skusiłby pierwszą osobę, być może artystę, obiecując utworzenie “dzieła nad dzieła”, tym samym zyskując pierwszy egzemplarz kolekcji. Potem wzrost liczby egzemplarzy byłby już wzrostem wykładniczym :) 

 

Dziękuję też Tobie, drakaina, również poprawiam :)

Przeskakujesz z liczby mnogiej na pojedynczą – źle to brzmi, do ujednolicenia. Albo, albo. Tak, pisanie w drugiej osobie jest trudne i zwodnicze ;)

Szczególnie dziękuję za tę uwagę, po ponownym sprawdzeniu tekstu zgadzam się, że muszę nad tym popracować :) Postarałem się ujednolicić tekst (celowo pozostawiając końcowy akapit niezmienionym, jako że jest on kierowany już nie do ogółu, lecz konkretnej osoby), jeśli coś pominąłem – proszę o wskazanie.

Co się tyczy wyrywania kości – wierzę, że osoba dostatecznie zaangażowana w taki “projekt” zachowałaby zdrowy rozsądek: upewniłaby się, że nie ma absolutnie żadnego innego budulca w pobliżu, a i wtedy zaczęłaby od najmniej istotnych przy takiej pracy kończyn :p

 

Coenie, dziękuję za wyjaśnienia.

Bardzo się cieszę, że uznałeś uwagi za przydatne. A ponieważ poprawiłeś usterki, masz ode mnie klik do Biblioteki. ;)

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Dziękuję :)

Ciekawy pomysł i fajnie zbudowany klimacik. Faktycznie, jakieś takie niepokojące od początku do końca. Ładnie napisane, czyta się z przyjemnością. Pewne rzeczy pozostają niewyjaśnione, ale to nie wada. Długość w sam raz, nie przegadane. Słowem, gratuluję udanego debiuciku.

Klik. :)

Irka_Luz bardzo dziękuję :) 

Ależ proszę. :D

Intrygujące i ciekawe. Podobnie jak @regulatorzy ciekawi mnie skąd wzięła się pierwsza sztaluga ;)

 

Jedna rzecz mi zgrzytnęła. Zatrzymałem się na tym:

 

Wyrwiecie sobie własne kości.

 

Zgrzyta mi to bo dalej napisałeś: Będziecie wiązali, łączyli i przybijali odpowiednie przedmioty, mamrocząc przy tym bezsensowne słowa.

 

W każdym razie: yes

grzelulukas dziękuję :) 

Zgrzyta mi to bo dalej napisałeś: Będziecie wiązali, łączyli i przybijali odpowiednie przedmioty, mamrocząc przy tym bezsensowne słowa.

Tak, jak napisałem wyżej: wierzę, że przy braku innych opcji, decydując się na pozyskanie materiałów z własnego ciała, osoba taka zachowałaby “umiar” i “zdrowy rozsądek” z tym całym wyrywaniu własnych kości. Nie chodzi przecież o jakieś rytualne, własnoręczne pozbawienie się całego układu kostnego, a o ukończenie tytułowej sztalugi. Gorzej, jeśli ktoś ma krótkie kości :p 

Niemniej jednak rozumiem, że ten fragment jest nieco niezgrabny i może zakłuć w oczy. Zanotowane na przyszłość :)

 

Nawiasem mówiąc, w zdaniu wyrwanym z kontekstu zauważyłam, że te “odpowiednie przedmioty” są też mało zgrabne. Bo czym właściwie są te “przedmioty”? Kośćmi, czymś innym? Elementami sztalug? Nie rzuciło mi się to w oczy w lekturze całości, ale teraz zgrzyta.

Historia to uzgodniony zestaw kłamstw.

drakaina przedmioty, o których mowa, to oczywiście elementy powstającej sztalugi – mogą to być, między innymi, właśnie kości. Spróbowałem fragment nieco skorygować :)

Dobra, za ten entuzjazm w pracy nad tekstem należy Ci się czwarty klik ;)

Historia to uzgodniony zestaw kłamstw.

Dziękuję ślicznie :) 

Dziękuję, z poradnikiem się zapoznam :) 

Fajny i klimatyczny szort. Ma wszystko to, czego wymagam od tekstów tej długości – tempo, haczyk na początku i wyraźną konkluzję (choć jak dla mnie mogłaby może być trochę mocniejsza). Tak więc gratuluję debiutu, a do obróbki technicznej fragmentów polecam treści z poniższych linków:

Dialogi – mini poradnik Nazgula: http://www.fantastyka.pl/hydepark/pokaz/12794

Dialogi – klasyczny poradnik Mortycjana: http://www.fantastyka.pl/hydepark/pokaz/2112

Podstawowe porady portalowe Selene: http://www.fantastyka.pl/hydepark/pokaz/4550

Coś o betowaniu autorstwa PsychoFisha: Betuj bliźniego swego jak siebie samego

Temat, gdzie można pytać się o problemy językowe:

http://www.fantastyka.pl/hydepark/pokaz/19850

Temat, gdzie można szukać specjalistów do “riserczu” na wybrany temat:

http://www.fantastyka.pl/hydepark/pokaz/17133 

Poradnik łowców komentarzy autorstwa Finkli, czyli co robić, by być komentowanym i przez to zbierać duży większy “feedback”: http://www.fantastyka.pl/publicystyka/pokaz/66842676 

Poradnik Issandera, jak dostać się do Biblioteki ;)

https://www.fantastyka.pl/publicystyka/pokaz/66842782 

Powodzenia!

Won't somebody tell me, answer if you can; I want someone to tell me, what is the soul of a man?

NoWhereMan dziękuję za opinię oraz za przydatne linki, na pewno z nich skorzystam :) 

Mocne, na swój sposób brutalne. Spory ładunek w krótkim tekście, klimat horroru – mimo braku potworów. Umiesz budować i trzymać napięcie, nawet na końcu zostawić zagadkę (kto jest narratorem – czyżby jedna ze sztalug?).

wilk-zimowy dziękuję :) Cieszę się, że się spodobało.

Przeczytałam jednym tchem – zbudowałeś świetny klimat, a ja jako czytelnik za wszelką cenę chciałam poznać zakończenie. Bez zbędnych opisów, same konkrety.

Super ;)

Krupica bardzo dziękuję :) 

Nowa Fantastyka