- Opowiadanie: Mateusz Stępniewski - Chore dzieci

Chore dzieci

Dyżurni:

brak

Oceny

Chore dzieci

Chore dzieci nigdy nie śpią,

nigdy nie zapomną ci

jak drwisz z nich piekielny szatanie.

Proszę Boże, dopomóż im. 

 

Chore dzieci nie płaczą,

nienawidzą własnego oddechu.

Spluwają na ten świat,

na wózku inwalidzkim. 

 

Chore dzieci codziennie popełniają najgorsze ze zbrodni

bawiąc się twoimi zwłokami.

Podpalając twoje zgniłe ścierwo,

leżąc, przypięci do kroplówki.

 

Chore dzieci nie mają wyrzutów sumienia,

cieszą się z każdego momentu ludzkiego cierpienia.

Nigdy nie poznają czym jest szczęście,

bo nikt nie powiedział im jak kochać ani jak być kochanym. 

 

Chore dzieci nie mają wstydu.

Czego mają się wstydzić?

Skoro i tak niedługo odejdą.

Po tym świecie zapamiętają tylko brud i splendor. 

 

Chore dzieci nie zapomną,

że nic kurwo nie zrobiłeś.

Żyłeś, zapominając o nich,

tak jak oni zapomnieli, że żyją. 

 

Chore dzieci kochają zło.

Uwielbiają mordercze igraszki:

zabójców, gwałcicieli i szaleńców.

Nikt nie powiedział im czym jest dobro. 

 

Chore dzieci słyszą wszystko.

Szlochającą matkę,

pieprzonego lekarza,

który daje im dwa tygodnie życia. 

 

Chore dzieci nie rozumieją.

Jakiego życia?

Czy to jest dla nich życie?

Dla nich to męczarnia. 

 

Chore dzieci nie ufają nikomu.

Nikogo nie znają,

nikogo nie widzą,

do nikogo nic nie powiedzą. 

 

Chore dzieci mają tylko umysł.

Umysł zepsuty,

który pokazuje im tylko najgorsze sceny.

Przyzwyczajają się do tego. 

 

Chore dzieci lubią cierpienie.

Nic więcej nie mają,

nic więcej nie mogą dostrzec,

o niczym więcej nie myślą.

 

Koniec

Komentarze

Mam wrażenie, Mateuszu, że cztery teksty dodane przez Ciebie jednego dnia to aż nadto, zwłaszcza że wczoraj pochwaliłeś się już opowiadaniem. Spróbuj może, zamiast ilością utworów, pochwalić się ich jakością. Za kilka dni, rzecz jasna.

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Oraz: jest mnóstwo portali dla literatury niefantastycznej, w tym wierszy – nie wydaje Ci się, że dzisiejsze wrzuty będą tam lepiej pasowały?

Historia to uzgodniony zestaw kłamstw.

W dodatku to NIE JEST dobry wiersz! Tak że ten…

 

Zwykle nie tykam poezji, bo się nie znam, bo mi słoń na ucho nadepnął i zatańczył stepa, ale wstałam lewą nogą i mam katar.

Chore dzieci nigdy nie śpią,

nigdy nie zapomną ci

jak drwisz z nich piekielny szatanie.

Proszę Boże, dopomóż im.

WTF. Czy możesz mi w prostych, żołnierskich słowach objaśnić, co to właściwie znaczy? "Szatan" z definicji jest "piekielny", jak Neptun na Długiej jest gdański, a przed wołaczem dajemy przecinek.

nienawidzą własnego oddechu.

Oj, dziecino, chory, to Ty chyba nie byłeś w życiu. Nawet na grypę żołądkową. Nie opisuj tego, czego nie potrafisz sobie nawet wyobrazić, co?

Spluwają na ten świat, na wózku inwalidzkim.

Dlaczego świat jeździ na wózku?

Chore dzieci codziennie popełniają najgorsze ze zbrodni

bawiąc się twoimi zwłokami.

Podpalając twoje zgniłe ścierwo,

leżąc, przypięci do kroplówki.

Przypięte (związek zgody). Ale głównym problemem jest tutaj WTF? Co Ty chcesz przekazać? Czy po prostu epatujesz cierpieniem (widzianym z bardzo dziwnego kąta), żeby się lansować?

Nigdy nie poznają czym jest szczęście, bo nikt nie powiedział im jak kochać ani jak być kochanym.

Au contraire. Chyba, że masz na myśli dzieci chore psychicznie.

Chore dzieci nie mają wstydu.

Czego mają się wstydzić?

Skoro i tak niedługo odejdą.

Po tym świecie zapamiętają tylko brud i splendor.

WTF???

Chore dzieci nie zapomną,

że nic kurwo nie zrobiłeś.

Żyłeś, zapominając o nich,

tak jak oni zapomnieli, że żyją.  

Kto się przezywa, ten się sam nazywa. Jeżeli Ci się wydaje, że tym dziełem coś dla powyższych dzieci robisz, to masz rację – wydaje Ci się. I, do jasnej cholery, szanuj związki zgody, jeżeli już nie potrafisz uszanować tego, o czym piszesz.

Nikt nie powiedział im czym jest dobro.

Błędna składnia i jeszcze błędniejsza filozofia.

Chore dzieci słyszą wszystko. Szlochającą matkę,

No, to ktoś chyba tego dzieciaka kocha, tak?

pieprzonego lekarza,

Tak, w składziku obok lekarz posuwa dwie pielęgniarki naraz. Uch.

Czy to jest dla nich życie? Dla nich to męczarnia.

Mów za siebie.

Chore dzieci mają tylko umysł.

Umysł zepsuty,

który pokazuje im tylko najgorsze sceny.

Przyzwyczajają się do tego.

To na pewno ma być o dzieciach? Hę? Jeżeli one są metaforą dorosłych (czy czegoś innego), to nie jest ona ani trochę czytelna.

Chore dzieci lubią cierpienie.

Nic więcej nie mają,

nic więcej nie mogą dostrzec,

o niczym więcej nie myślą.

Mów. Za. Siebie.

 

Przeczytałam. Jeżeli to-to ma być traktowane dosłownie, to jest, przepraszam, durne. Jeżeli metaforycznie – nieczytelne. Tak czy owak, pięć wiader pomyj.

Odkrycie własnego błędu to nie porażka, lecz okazja (Alfred N. Whitehead)

Od powietrza, głodu, ognia i… gniewu Tarniny zachowaj nas, Panie.

Amen!

Nawet jeśli dodajesz na portalu wiersz, to powinien zawierać element fantastyczny.

 

A tu, oprócz tego, że wypisałeś bzdury w warstwie dosłownej, to i w metaforycznej też niewiele więcej.

 

Słabe.

"Taki idealny wyluzowywacz do obiadu." NWM

Odkrycie własnego błędu to nie porażka, lecz okazja (Alfred N. Whitehead)

Niestety, rzecz nie działa ani odbierana w miarę dosłownie, ani metaforycznie. Forma też niespecjalna. Jestem pewien, że dla Ciebie to wszystko ma sens, jest emocjonalnie mocne i świetnie brzmi, ale cały bajer z poezją polega na umiejętności przetłumaczenia tego, co masz w głowie, na ludzki język. Niech to będzie trudne, metaforyczne, skomplikowane, ale na jakimś poziomie musi oferować, może nie tyle zrozumienie, co inspirację do rozumienia po swojemu. 

Praca z językiem nie różni się pod tym względem zbytnio od sztuk plastycznych – jeśli zaciapiesz płótno bez sensu, wyjdzie gówno. Można oczywiście dorabiać potem do tego jakąś filozofię, a gdy ma się trochę charyzmy i siły przekonywania, to wielu się nabierze. Ale ci, którzy naprawdę znają się na rzeczy, nazwą sprawę po imieniu. 

Wracając do Twoich wierszy – nikogo przekonywać do ich jakości się nie starasz (i słusznie), nie widzę też, byś jakoś do komentarzy się odnosił (i niesłusznie) ale choć portal, ze względu na tematykę, jest bardzo mało poetycki, to są tu ludzie, którzy na poezji się znają. I, jeśli czytałeś komentarze, wiesz zapewne już, że długa droga przed Tobą. Proponuję przede wszystkim pracować nad formą – piękno formy przyciąga uwagę i udowadnia, że autor wkłada sporo pracy w swoje dzieło i traktuje je poważnie. Nawet jeśli treść nie jest porywająca. 

A najlepiej to pisać prozę fantastyczną. Dobrą :-) 

Dla podkreślenia wagi moich słów, Siłacz palnie pięścią w stół!

jeśli zaciapiesz płótno bez sensu, wyjdzie gówno. (…) Ale ci, którzy naprawdę znają się na rzeczy, nazwą sprawę po imieniu. 

Co mi przypomniało, że w krakowskim MOCAKu była (a może i jest dalej, staram się unikać tego miejsca, ale przez czas jakiś miałam tam seminarium poboczne…) instalacja z zakonserwowanymi krowimi plackami (autentycznymi) i bardzo mądrym komentarzem do tego. Mam nawet gdzieś na zdjęciu, ale obawiam się, że nie znajdę tego łatwo.

Historia to uzgodniony zestaw kłamstw.

Odkrycie własnego błędu to nie porażka, lecz okazja (Alfred N. Whitehead)

Nowa Fantastyka