- Opowiadanie: MaSkrol - Przygody czterdziestoletniego bajkopisarza w Śródziemiu

Przygody czterdziestoletniego bajkopisarza w Śródziemiu

Napisze kiedyś resztę, ale jak mi się będzie chciało, bo na razie mi się nie chce i mam tylko fragment, bo chce zobaczyć czy spodoba wam się świat. 

Oceny

Przygody czterdziestoletniego bajkopisarza w Śródziemiu

Dawno dawno temu, w Śródziemu, żył sobie taki bajkopisarz co miał czterdzieści lat i pióro, które pisało kiedy mu kazał. I miał zawód, bo jego zawód nie był dobrze płatny i musiał szukać zleceń, żeby zarobić…

Niespodziewanie pewnego dnia, kiedy szukał zlecenia, zaszedł bardzo daleko, zagłębił w las i zgubił. Pióro też się zgubiło, ale nie wiadomo czy najpierw ono, czy bajkopisarz, ponieważ granice między dwoma zagubieniami były mocno zatarte. 

Historię piórka znacie, ale pozwólcie, że wrócę do opowieści dotyczącej czterdziestoletniego bajkopisarza…

No to.. tego. On już tego goblina ani krasnoluda nigdy nie spotkał, a przynajmniej na razie tego nie zrobił. Jednak bardzo było mu go szkoda, więc wrócił do lasu na poszukiwania. Szedł dokładnie po swoich śladach, które zrobił jak się zgubił, ale pióra nigdzie nie było. Szukałby tego krasnoluda, co je znalazł, lecz niestety o nim nie wiedział. 

Czterdziestolatek zapuszczał się coraz głębiej i głębiej w las. Było ciemno, tak bardzo, niesamowicie ciemno, normalnie nie widział różnicy jak zamykał oczy. Tylko gałęzie i drzewa czasem widział, bo zostawiły ciemniejszy zarys na tle tej jaśniejszej ciemności. I jak tam dalej szedł to w oddali zobaczył wielki, piętrzący się budynek, niby zamek. Zbliżył się niepewnie, ponieważ nigdy tej budowli jeszcze nie widział. Dostrzegał fosę, mury, ogromną bramę i wielką wieżę. 

Gdy podszedł jeszcze bliżej, powiedział do siebie:

– To zamek. 

I miał rację. To był zamek.

Czterdziestoletni bajkopisarz ruszył w stronę zamku. Niespodziewanie rozpętała się burza i wokół wszędzie waliły pioruny. Głównie uderzały za zamkiem, tak, że je widział, ale jeden nawet uderzył w drzewo obok niego. Drzewo rozpadło się na kawałki, a drewniane fragmenty rozprzestrzeniły się po całej okolicy. Mężczyzna podskoczył przerażony, lecz szczęśliwie żaden odłamek go nie trafił. 

Zatrzymał się przed fosą. Błysk. Grzmot. Bajkopisarz przełknął ślinę… bał się.

Usłyszał ocierające się łańcuchy. Brama nagle opadła, pozwalając mu wejść do wewnątrz. Jednak wędrowiec zwątpił. Nie wiedział czy to na pewno dobry pomysł.

Powiedział sobie, że skoro zaszedł już tak daleko to pójdzie dalej, choć tak naprawdę nie chciał wracać do lasu. Tam było więcej drzew i więcej piorunów. 

Szedł po dziedzińcu, rozglądając się niepewnie. Wiele wrót i drzwi było otwarte, lecz z wewnątrz wiały przeraźliwą ciemnością oraz pustką tak wszechogarniającą, że czterdziestolatkowi wydawało się, że ktoś tam jest.

Światło. Zauważył światło w najwyższej komnacie w najwyższej wieży. 

Przełknął ślinę. Wypadałoby porozmawiać z mieszkańcami.

Pokonał piekielnie długie schody, zatrzymał się przed masywnymi drzwiami. Wyglądały na bardzo ciężkie, pod nimi przebijała się niewielka ilość światła. Słyszał jakieś rozmowy. Zapukał.

Nic. Rozmawiali dalej, jakby go nie usłyszeli. Bajkopisarz po chwili namysłu naparł na drzwi, które ustąpiły bez oporu. Zatrzymał się.

Za zasłoną dostrzegł cienie dwóch postaci. Jedna siedziała na krześle i coś notowała. Druga, znacznie większa… właściwie ogromna, w bardzo specyficznej zbroi, najeżonej kolcami w okolicy ramion i głowy.

– Czyli oni cię po prostu nie zrozumieli Sau? – zapytał mężczyzna na krześle.

– Poniekąd.

Bajkopisarz powoli odsłonił zasłonę i skłonił się w geście powitania. Natychmiast skierowały się na niego dwie pary oczu. Drugi mężczyzna popalał cygaro.

– Nie chcę przeszkadzać, trochę się zgubiłem – oznajmił czterdziestolatek.

– Ależ nie, wszystko w porządku proszę chwilę zaczekać – odparł palący i zasłonił firanę. – Czyli mówisz Sau, że zawsze chciałeś być jubilerem, ale przez przypadek zostałeś mrocznym panem?

– Tak. Rozesłałem do władców kilka pierścieni, chciałem się zareklamować, ale chyba im się nie spodobały…

Koniec

Komentarze

Więcej napiszę, jeśli się spodoba. Myślę, że stworzyłem dość interesującego bohatera, więc może zacznę pisać już teraz.

Teatrzyk marionetek dobiega końca, kiedy pętla owija się wokół szyi.

No cóż, pierwszy żart był śmieszny, ale teraz to już się robi bałagan na stronie.

Podejrzewam autora “Wierszy” ;)

 

Bohater fascynujący, a świat świetnie zarysowany. Fabuła wciąga od pierwszej litery.

http://altronapoleone.home.blog

Co tu się odfragmenciło?

Po przeczytaniu spalić monitor.

Podoba się, Anonimie, podoba! Smaruj teraz dalszy ciąg! ;)

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Ten żart będzie spoko, jeśli rzeczywiście z każdym dniem będzie przybywać tu literek :-)

"Taki idealny wyluzowywacz do obiadu." NWM

Ten żart będzie spoko, jeśli rzeczywiście z każdym dniem będzie przybywać tu literek :-)

 

O, i to jest pomysł! Mam tylko nadzieję, że te literki ułożą się w jakąś sensowną całość.

Mam zawód, że pióro tak mało napisało. ;)

Nie cierpię mówić NIE, ale nie mogę stale potakiwać. Czas zacząć ćwiczyć... ;)

Pergamin znaleziny w starym bucie w lesie głosi, co nastęuje:

 

W lesie owym, na swą zgubę, bajkopisarz ów, ów pióro zgubił i się też zgubił, ale się już odnalazł. Wrócił do wioski i dalej szukał sobie zawodu, zawiedziony własną niezdarnością, że zgubił artefakt i teraz to już zestarzeje się w biedzie, chyba że go orki utłuką wcześniej. No chyba, że utłuką go poniewczas, jak już i tak będzie stary i biedny i wtedy też martwy. Ale my nie o tym…

Tylko o niskim, bosym co to pióro znalazł, bo chrust zbierał. Włochate miał stopy, skórę zieloną i wziął to pióro, co śmieszne znaczki stawiało, ze sobą. Czytać nie umiał, więc pożytku z niego nie miał, ale był na tyle mądrym i roztropnym goblinem, żeby nie wrzucać go do ogniska, co popadnie – tak jak uczyła go jego goblinia mama.

O całej tej rzeczy nieistotnej, pewnie nikt by się nie zwiedział, gdyby nie poszukujący przygód nomad krasnolud, co to jak się na ognisko w lesie napatoczył, to wyżarł piękące się na ruszcie króliki i ubił biwakujące gobliny, choć były jeszcze gorące. W ten sposób przejął pióro magiczne…

 

Jak ktoś znajdzie gdzieś kolejne zapiski porzucone czy coś, to niech się podzieli w komentarzach poniżej, bo zachodzę w głowę, co dalej zaszło? 

"Taki idealny wyluzowywacz do obiadu." NWM

Wygląda na to, że tekst się przyjął. Nie będę kłamał, nie zdziwiło mnie to specjalnie. 

No cóż, pierwszy żart był śmieszny, ale teraz to już się robi bałagan na stronie.

Cześć Corrinie, miło mi, że zapoznałeś się z lekturą, lecz ja tutaj żadnego żartu nie widzę. 

Witaj, Drakaino. 

Podejrzewam autora “Wierszy” ;)

Tak, to ja napisałem “Wier ¡ ¡ sze…”, ale będę pisał pod tekstami sprzeczne informację, żebyście mieli mętlik w głowie. I nie, nie mam zamiaru zamknąć się w sobie.

Bohater fascynujący, a świat świetnie zarysowany. Fabuła wciąga od pierwszej litery.

Dziękuję za miły komentarz, a właściwie stwierdzenie jakże wspaniałego faktu. Chciałbym być skromny, ale z takim talentem po prostu nie potrafię.

Co tu się odfragmenciło?

Przygody czterdziestoletniego bajkopisarza w Śródziemiu się odfragmęciły, Mr.marasie. 

Podoba się, Anonimie, podoba! Smaruj teraz dalszy ciąg! ;)

Podoba się nawet Tobie, Regulatorzy! Nie, żebym się zdziwił, ale jednak myśleć, a zobaczyć…

Ten żart będzie spoko, jeśli rzeczywiście z każdym dniem będzie przybywać tu literek :-)

Ja wciąż nie potrafię pojąć, dlaczego szukacie tutaj żartu. Ale masz rację, Mytrixie, będzie przybywać, tak jak napisałem. 

O, i to jest pomysł! Mam tylko nadzieję, że te literki ułożą się w jakąś sensowną całość.

Zobaczymy, ale powinniście mi już dać piórko, Corrinie.

+1

Też bardzo lubię matematykę, Wilku. Cieszę się, że dokładasz swoją cegiełkę do działania na rzecz tego portalu.

Mam zawód, że pióro tak mało napisało. ;)

Napisałoby więcej, ale niestety je skradziono :(((((

W lesie owym, na swą zgubę, bajkopisarz ów, ów pióro zgubił i się też zgubił, ale się już odnalazł. Wrócił do wioski i dalej szukał sobie zawodu, zawiedziony własną niezdarnością, że zgubił artefakt i teraz to już zestarzeje się w biedzie, chyba że go orki utłuką wcześniej. No chyba, że utłuką go poniewczas, jak już i tak będzie stary i biedny i wtedy też martwy. Ale my nie o tym…

Tylko o niskim, bosym co to pióro znalazł, bo chrust zbierał. Włochate miał stopy, skórę zieloną i wziął to pióro, co śmieszne znaczki stawiało, ze sobą. Czytać nie umiał, więc pożytku z niego nie miał, ale był na tyle mądrym i roztropnym goblinem, żeby nie wrzucać go do ogniska, co popadnie – tak jak uczyła go jego goblinia mama.

O całej tej rzeczy nieistotnej, pewnie nikt by się nie zwiedział, gdyby nie poszukujący przygód nomad krasnolud, co to jak się na ognisko w lesie napatoczył, to wyżarł piękące się na ruszcie króliki i ubił biwakujące gobliny, choć były jeszcze gorące. W ten sposób przejął pióro magiczne…

Tak było. 

Jak ktoś znajdzie gdzieś kolejne zapiski porzucone czy coś, to niech się podzieli w komentarzach poniżej, bo zachodzę w głowę, co dalej zaszło? 

Słyszałem, że zapiski o krasnoludzie schowano gdzieś w historii antycznej Grecji, chyba za taką odwróconą placami, leżącą rzeźbą, co się podpiera na ręce. 

 

Teatrzyk marionetek dobiega końca, kiedy pętla owija się wokół szyi.

Przeczytawszy.

Finkla

lozanf@fantastyka.pl

Fajne, ale mało śmieszne.

Gdy podszedł jeszcze bliżej, powiedział do siebie:

– To zamek. 

I miał rację. To był zamek.

Nie no, to mnie powaliło. Jaki spostrzegawczy Bajkopisarz! :D 

 

Reszta mnie nudziła.

 

Witajcie LożoNF, Tomaszu, Saro.

Cieszę się, że moja powieść jest tak rozchwytywana. Rozumiem, że wszystkie słowa krytyki są po to aby woda sodowa nie uderzyła mi do głowy, ale niestety już za późno. Wróciłem z wakacji i z nową energią przystępuję do kontynuacji! 

Nie no, to mnie powaliło. Jaki spostrzegawczy Bajkopisarz! :D 

Jak był u okulisty to przeczytał cały najniższy rządek.

Teatrzyk marionetek dobiega końca, kiedy pętla owija się wokół szyi.

Spostrzegawczość i dobre okulary to są bardzo różne rzeczy… ;-)

lozanf@fantastyka.pl

Spostrzegawczość i dobre okulary to są bardzo różne rzeczy… ;-)

Kurczę… teraz następuję jakieś bardzo mądre odbicie argumentu użytkownika LożaNF.

Teatrzyk marionetek dobiega końca, kiedy pętla owija się wokół szyi.

To jednak smutne, jak czasami brak możliwości realizacji ambicji zawodowo-artystycznych skutkuje tym, że zostaje się złolem w opowieści…

To jednak smutne, jak czasami brak możliwości realizacji ambicji zawodowo-artystycznych skutkuje tym, że zostaje się złolem w opowieści…

To prawda. Jeśli ktoś kiedyś będzie chciał dać nam pierścień, trzeba będzie to po prostu docenić.

Teatrzyk marionetek dobiega końca, kiedy pętla owija się wokół szyi.

To chyba bardziej grafomania niż fun-tastyka, ale czytało się nieźle :)

Przynoszę radość

To chyba bardziej grafomania niż fun-tastyka, ale czytało się nieźle :)

Wypraszam sobie. Osobiście nie uważam tekstu za grafomanię. Fajnie, że dobrze się czytało :)

Teatrzyk marionetek dobiega końca, kiedy pętla owija się wokół szyi.

OK, widzę próbę humoru sytuacyjno-portalowego. I zapachniało Grafomanią.

Elementy fantastyczne IMO stanowią wyłącznie dekorację. Fajne pióro, ale nie ma wpływu na fabułę.

O fabule nie ma właściwie co mówić, bo to fragment.

Bohater też nie dostaje szansy, żeby się dobrze rozwinąć i pokazać.

Tekst celowo sztampowy. Pewnie byłoby nawet odrobinę oryginalne, ale poprzedni konkurent zdążył już ponabijać się z zalewu fragmentów.

Nie mam pojęcia, jak oceniać warsztat. Błędy są, ale podejrzewam, że celowe…

Babska logika rządzi!

Dzień dobry, witam jurorkę. Udawałbym oburzonego itd. ale chyba najwyższa pora się ujawnić.

Teatrzyk marionetek dobiega końca, kiedy pętla owija się wokół szyi.

Jedno nie wyklucza drugiego. ;-)

Babska logika rządzi!

Nie chcę być niemiły, bo mnie skrzyczą w krzykpudełku. ;)

Teatrzyk marionetek dobiega końca, kiedy pętla owija się wokół szyi.

Istotnie, jest takie ryzyko. Ale nie pękaj, po bodajże 500 komentarzach krzyki przepadną w czeluściach SB. ;-)

Babska logika rządzi!

Chyba, że będą dalej krzyczeć, albo jakiś szczwany krasnolud zrobi odkop, krzyknie i znów się zacznie. ;)

Teatrzyk marionetek dobiega końca, kiedy pętla owija się wokół szyi.

Eeee, zawsze możesz podstępnie zwekslować rozmowę na kulinarne tory. Działa bez pudła. ;-)

Babska logika rządzi!

Ooo, zapamiętam na przyszłość, dzięki!

Działa bez pudła. ;-)

Podoba mi się ta całkowicie przypadkowa gra słowna. ;)

Teatrzyk marionetek dobiega końca, kiedy pętla owija się wokół szyi.

Zaiste, zabawnie wyszło. :-)

Babska logika rządzi!

Nowa Fantastyka