- Opowiadanie: Nir - Schronisko dla baboli

Schronisko dla baboli

Pomysł na tekst narodził się z zamysłem zgłoszenia go do konkursu fun-tastycznego, tymczasem wyszło chyba bardziej uroczo, niż śmiesznie. Zapraszam do lektury oraz podjęcia się rozszyfrowania babola z boksu numer dwa.

Dyżurni:

joseheim, beryl, vyzart

Biblioteka:

Użytkownicy IV, thargone, Użytkownicy V

Oceny

Schronisko dla baboli

Otwierające się drzwi trąciły zawieszony nad wejściem dzwoneczek, który zabrzęczał donośnie. Dziewczyna w prostej białej sukience stanęła w progu, niepewna, czy może wejść do środka.

– Dzień dobry – rzuciła w przestrzeń. – Nie wiem, czy dobrze trafiłam… Czy to schronisko dla baboli?

– Tak, tak! – Doszedł ją głos zza lady. – Momencik, proszę!

Dziewczyna wśliznęła się do pomieszczenia, zamykając za sobą drzwi najdelikatniej, jak tylko potrafiła. Nie chciała znów budzić dzwonka. Po co miał drażnić czyjeś uszy, skoro już raz obwieścił, że pojawił się klient? Stanęła grzecznie z boku, nie korzystając z ustawionych pod ścianą zapraszająco pustych foteli. Wolała nie prowokować niezręcznej sytuacji, w której od razu po zajęciu miejsca musiałaby znów się z niego poderwać. Bezwiednie miętosiła palcami rąbek sukienki.

Po niespełna minucie nad ladą pojawiła się głowa. Głowa była w średnim wieku; na nosie miała okulary o grubych szkłach i oprawkach w kształcie kocich oczu. Para ciężkich, okrągłych kolczyków zwisała z rozciągniętych płatków jej uszu, a mocno kręcone czarne włosy wystawały tu i ówdzie z niezbyt starannie upiętego koka. Całości dopełniał szeroki, nieco ubrudzony karmazynową szminką uśmiech.

– Dzień dobry! – zakrzyknęła głowa. – W czym mogę pomóc?

– Ja chciałabym… adoptować babola – powiedziała niepewnie dziewczyna.

– Cudownie!

Głowa zmrużyła oczy i omiotła badawczym, dobrotliwym spojrzeniem sylwetkę dziewczyny, zatrzymując się na dłużej na równo wygolonym z boku głowy półkolu i sterczącej z czubka kitce.

– Twój pierwszy raz, kochaniutka?

– Tak.

– Nie przejmuj się, zaraz wszystkiego się dowiesz. To bardzo proste. No, zapraszam, śmiało!

Obok głowy pojawiła się ozdobiona mniej więcej kilogramem pierścionków dłoń, która kiwnęła palcami w zapraszającym geście. Dziewczyna zbliżyła się posłusznie do lady i przez następne pięć minut wypełniała powolutku formularz podsunięty przez ekspedientkę. Kobieta wzięła od niej kartkę, przeczytała pobieżnie i odłożyła na bok.

– Dobrze, dobrze… No to chodź, złotko, pokażę ci, co mamy na stanie.

Wstała, okrążyła ladę i otworzyła drzwi na zaplecze. Klientka weszła za nią do środka. Wnętrze było wąskie, ale długie niczym pas startowy. Nad prostym, surowym korytarzem ciągnął się rząd halogenowych lamp. Prawa i lewa strona pomieszczenia podzielona została na różnej wielkości boksy. Dziewczyna zajrzała z ciekawością do pierwszego z nich – ustawiono w nim spore, podłużne akwaria. Cztery stały w szeregu na środku kwatery, a piąte kawałek dalej, pod ścianą.

– Możesz sobie wybrać coś z kolekcji leszczy – zaproponowała pracownica schroniska. – Mamy "leszcze nie", tak naprawdę nietypowo spłaszczony gatunek płoci. A tutaj samotnik, ale nie martw się o niego, "leszcze raz" to introwertyk.

– A ten filet? – Dziewczyna wskazała na podskakującą na dnie pustego akwarium tuszkę.

– "Leszcze trochę", bardzo uniwersalne. Mieliśmy do niedawna też "leszcze czego", ale akurat się skończyły.

– Tam na końcu też coś pływa? – Klientka próbowała dostrzec coś w mętnej wodzie wypełniającej oddalone od reszty akwarium.

– Ach, "daleko leszcze?"! Muszę przyznać, że to moi ulubieńcy – dodała ściszonym głosem kobieta, jakby nie chciała, by umieszczone bliżej babole to słyszały. – Zazwyczaj występują w stadach.

Dziewczyna jednak nie zdecydowała się na żadną z ryb. Jej uwagę przykuły za to dziwne odgłosy dobiegające z sąsiedniej przegrody. Na zmianę słyszała coś jakby mokre klaśnięcia i miękkie zwierzęce pomruki. Kiedy podeszła bliżej, zobaczyła w środku zupełnie zwykłego, puchatego kociaka.

– A ten?

Nagle zwierzak podskoczył i zmienił się w powietrzu w kilka porcji kebabów w bułce. Dania plasnęły głośno o ziemię. Nie leżały jednak długo, bo już sekundę później pozbierały się na powrót w mruczącą kulkę.

– Kebaby kotek – wyjaśniła pracownica schroniska – nieco bardziej wyrafinowany, doskonały na rozluźnienie napięcia, kiedy utknie się w korku.

– Marek nie ma prawa jazdy… – przyznała ze smutkiem dziewczyna.

Bo babol miał być właśnie dla Marka. Obiecała sobie, że zaskoczy go czymś oryginalnym. Nie znali się jeszcze zbyt długo, więc zależało jej na zrobieniu dobrego wrażenia.

Mijały kolejne kwatery, a ekspedientka dwoiła się i troiła, by pokazać swoich podopiecznych w jak najlepszym świetle. Niestety żaden z baboli nie zdołał skraść klientce serca. Dotarły w końcu do miejsca, w którym korytarz rozdzielał się na dwie odnogi. Jedna biegła wciąż prosto, druga odbijała w prawo. W pierwszym boksie przy tej drugiej ścieżce trwało właśnie w najlepsze jakieś zamieszanie. Na ziemi kotłowało się stado czarnych, podobnych do kaczek ptaków. Chodziły pokracznie po podłożu, nieustannie się wywracając, gdyż ich drobne łapki tkwiły uwięzione w bryłach lodu.

– Biedactwa…

– Łyski z lodem, niestety. Namnożyło się ostatnio dyktatorów i szpanerów, takie są tego efekty. Ale u ciebie w formularzu, kochanieńka, nie…

– Nie, nie, Marek to raczej milczący typ.

Zbliżały się do końca korytarza, a dziewczyna wciąż nic nie wybrała. Do każdej kolejnej celi zaglądała z coraz większym zdenerwowaniem. Musi coś znaleźć, ta przemiła kobieta straciła już na nią tyle czasu!

W jednej z mniejszych przegródek na niewielkim stołeczku stała doniczka z dorodną strączkową roślinką. Dookoła bujnie rozgałęzionego pędu wyrastało kilka mniejszych.

– Bób ojciec – przedstawiła babola recepcjonistka. – Może niezbyt spektakularny, ale na niektórych wciąż robi wrażenie.

– Niby pasuje… – zamyśliła się młódka.

Jednak to wciąż nie było to. Powlokła się smętnie na sam koniec korytarza, gdzie znajdowała się najobszerniejsza z przegród. Wewnątrz stały cztery ogromnych rozmiarów kobiety. Były tak wysokie, że musiały zgiąć się w pół, a i tak ocierały się plecami o betonowy sufit. Wszystkie ubrane były w kuse obcisłe sukienki w neonowych kolorach. Jedna zajmowała się liczeniem wyjętych z biustonosza banknotów, pozostałe paliły papierosy i od czasu do czasu drapały się wielkimi łapami po kroczach.

– To słynne… wielkie dziwki? – zapytała dziewczyna.

– Oczywiście! Zawsze ich tu pełno – odparła recepcjonistka. – Chodliwy towar, jak zauważyłaś. Najczęściej najmowane w celu wyrażenia wdzięczności. Bardzo towarzyskie, więc wydajemy je tylko w parach. Inaczej nie działają, jak trzeba.

– Ach, tak…

– Gołąbeczko… obawiam się, że to już ostatni egzemplarz.

Miała rację. Przed nimi była już tylko goła betonowa ściana. Nagle wzrok dziewczyny padł na niepozorne wiaderko stojące w ciemnym kącie.

– A to? – zapytała.

– Och, byłabym zapomniała! – Kobieta plasnęła się w czoło, aż rozbujały się jej kolczyki – Nie przydzieliliśmy mu jeszcze miejsca. To "zwróci". Ma… trudny charakter. Nie podchodź blisko, złotko, zawartość nie pachnie zbyt ładnie.

Dziewczyna odważyła się być jednak odrobinę niegrzeczna. Mimo ostrzeżenia złapała metalową rączkę i podniosła wiaderko. Zajrzała ostrożnie do środka. Jego zawartość faktycznie nie wyglądała zbyt apetycznie i wydzielała jeszcze gorszy aromat. Klientka zmarszczyła nos, ale długo przyglądała się babolowi. Na jej twarzy powoli rozkwitał uśmiech.

– Jest… idealny! – pisnęła.

Dopełnienie formalności nie trwało długo. Po niespełna kwadransie dziewczyna wypadła w podskokach ze sklepu z woniejącym i chlupoczącym przy każdym kroku babolem w ręce. Kiedy Marek to zobaczy… Wyobrażała sobie jego reakcję. Co powie? "Czytasz mi w myślach!" albo "Lepiej bym tego nie ujął, jesteś taka mądra!". Na pewno. Siri czuła, że tym razem zwali go wreszcie z nóg.

 

***

 

Marek skończył wodzić palcem po ekranie swojego nowego smartfona, kliknął "wyślij" i westchnął ciężko. Schował telefon do kieszeni, ale zaraz go wyjął, miał bowiem wrażenie, że coś mu się przywidziało. Wyświetlił wysłaną przed chwilą wiadomość. Jego twarz zbladła tak, że obserwująca go przez małe okrągłe okienko Siri otagowała ją z początku jako pełnię księżyca.

 

Okropna wiadomość. Niech bóg ojciec zwróci nad jej duszą.

 

Zrobiłam wrażenie, uradowała się Siri. Pomogłam!

Koniec

Komentarze

Twoja pierwsza masakra piłą łańcuchową! ;)

prostej, białej sukience

Możesz wyrzucić przecinek, to grupa nominalna, czyli rzeczownik ze świtą. Nie trzeba jej dzielić.

posunąć się dalej

No, nie wiem, czy to właściwe sformułowanie.

Doszedł ją głos dobiegający gdzieś zza lady.

Może jednak: Doszedł ją głos zza lady. Keep it simple ;)

Nie chciała znów budzić dzwoneczka.

Słodko. Może ciut za słodko.

ignorując rząd zapraszająco pustych siedzeń

"Ignorować" to anglicyzm (choć chyba się przyjmuje, ech). I te "siedzenia" trochę…

Wolała nie prowokować niezręczności

No, nie wiem. Brzmi to jakoś tak dziwnie i wydumanie.

miętosiła palcami rąbek sukienki.

Jeśli to nie mini, to musiałaby się w tym celu schylić.

Głowa była w średnim wieku i została wyposażona w ostro zakończone rogowe oprawki okularów

Głowa wyposażona w oprawki? Hę? I gdzie oprawki się kończą, i to ostro?

upięty wysoko kok czarnych, intensywnie kręconych włosów

Też dziwnie brzmi.

badawczym, acz dobrotliwym spojrzeniem

A jak to się wyklucza?

z boku jej głowy

Zaimek zbędny.

potruchtała posłusznie

Aliteracja.

Wnętrze było ogromne – chociaż wąskie, to długie niczym pas startowy.

Trochę chaotyczny ten opis.

stały tuż przy sobie

To mi niewiele mówi, bo nie mam punktu odniesienia. Czyli np. ściany.

wybrać sobie coś

Sobie wybrać coś.

nietypowo wysoki gatunek płoci

… hem?

Uwielbiają występować w stadach.

Co od razu nasunęło mi obraz stepujących filetów w panierce :) Ale chyba masz na myśli występowanie w sensie "życie w określonych warunkach".

trwał właśnie w najlepsze jakiś rwetes

A od kiedy rwetesy są konkretne?

w formularzu kochanieńka nie

Wołacz oddzielamy: w formularzu, kochanieńka, nie.

większą rozpaczą i zdenerwowaniem

Nie dawaj słabszego słowa po mocniejszym, to wygląda bardzo dziwnie.

Ach tak

Ach, tak.

podchodź blisko złotko

Wołacz: podchodź blisko, złotko.

złapała za metalową rączkę

Skasuj "za", zbędne.

waniający

Woniejący.

bujał się, chlupocząc, w jej ręce

Jak to robił?

 

Końcówka:

Całkiem przyjemne, choć da się jeszcze podszlifować. Końcówka czyni dzieło. Pracuj dalej :)

Odkrycie własnego błędu to nie porażka, lecz okazja (Alfred N. Whitehead)

Coś pięknego. Po skończeniu od razu wziąłem się do ponownego czytania, żeby przeżyć to jeszcze raz, z “właściwym” nastawieniem. Świetny pomysł i mimo, że wyjaśnienie było ukryte od razu, w tytule, to dopiero zaskakująca końcówka wyjawiła mi cały, rewelacyjny koncept. Z chęcią przekazałbym na rzecz tego opowiadania babola Gubię to! :)

Tarnino, pięknie dziękuję za moją pierwszą masakrę! Jak na tekst o babolach przystało, pojawiło się w nim faktycznie kilka baboli zupełnie niezamierzonych. Postaram się jak najszybciej je usu… tfu, oddać do schroniska ;)

Cieszę się też niezmiernie, że rozbawiła cię końcówka.

EDIT: Wprowadziłam poprawki, jeszcze raz wielkie dziwki!

 

Gromick, jest mi w takim razie podwójnie miło! Także dlatego, że był w tym dla Ciebie jakiś element zasko(ń)czenia. Babol “gubię to” to jest wcale dobry pomysł, w sam raz przewrotny na przeładowanego treścią facebook’a.

Uśmiechnęło :-) Pomysł na tekst bardzo fajny i wiadomość na końcu świetna. W sumie bardzo życiowe ;-) Podobał mi się opis wyglądu sprzedawczyni jako głowy i rąk.

Nie złapałam o co chodziło z wielkimi dziwkami :-(

Nieco raziło mnie nazywanie dziewczyny klientką, rozumiem, że chodziło o unikanie powtórzeń, ale trochę zgrzyta. Warsztatowo – zdarzały się jakieś drobne usterki, ale nie na tyle, żeby chciało mi się przerywać lekturę, żeby wypisać ;-)

Letting go is an invitation. Letting go is a choice.

dogsdumpling, niech pierwszy rzuci telefonem, kto nigdy nie wysłał komuś wielkich dziwek. ;) Przecież literka "w" na klawiaturze jest bardzo blisko "e", a słownik nie zawsze domyśla się, że trzeba dodać ogonek zamiast robić podmianę na inny wyraz. :)

Okej, załapałam XD

Mnie się nie zdarzyło (jeszcze) :P

Letting go is an invitation. Letting go is a choice.

No to w takim razie ciekawi mnie, czy łatwo jest odszyfrować kebab kotka :)

 

dogsdumpling taaak, dokładnie stąd ta cała klientka się wzięła. Wciąż poszukuję jakiegoś adekwatnego synonimu, bo jakoś żaden mi nie pasuje, a imienia, ze zrozumiałych chyba powodów, nie mogę już od samego początku używać. Dziękuję za uśmiechnięcie! :)

Nir przyznaję że musiałem wspomóc się stukając w fizyczną klawiaturę palcami i zobaczyć, jaki podobny układ jest tuż obok. Czy chodzi o… khem… “jechany” korek? ;)

Owszem! Chociaż poza kebabami parę razy wyskoczył mi przy próbach pisania tego słowa na telefonie także heban, więc na początku w tekście była uderzająca o podłoże decha. Kebaby jednak lepsze :)

Osobiście moim ulubionym babolem z życia wziętym jest “Co się tak chytrzysz?”, zamiast “Co się tak cieszysz?”, ale jakoś nie udało mi się tego wciągnąć w fabułę.

No, pomysł ciekawy, przewrotny, zabawa słowami. Jest OK

Gromicku, rzucam telefonem ;)

 

Natomiast przyznaję całkiem szczerze, że Siri musiałam wyguglać. Przypomniałam sobie, że kiedyś o tym czytałam, ale zdążyło ulecieć z pamięci. Tak że tekst i humor śladowo hermetyczny. Mam też mały problem z “Niech bóg ojciec zwróci nad jej duszą.”, bo nie brzmi mi to jak żadna konkretna fraza. Kojarzę “świecenie nad duszą” co najwyżej, ale czy ze świeci wyszłoby zwróci? Może tak (a może mój mózg się zlasował i nie widzi czegoś oczywistego), akurat mam telefon z rewelacyjnym algorytmem podpowiadającym, więc i doświadczenie z babolami małe.

Ale ogólnie przyjemny tekst i ładnie napisany.

Historia to uzgodniony zestaw kłamstw.

Dobrze kojarzysz, “zwróci” jest babolem od “świeci”. Babolem oczywiście potencjalnym, bo algorytmy autokorekty nie tylko różnią się między wydawcami, ale też uczą się najczęściej wpisywanych przez użytkownika danego urządzenia słów i fraz. Stąd też w przedstawionej historii związek Siri i Marka jest świeży – nie znają się jeszcze dobrze, więc i algorytm jest podatny na babole. Ciut hermetyczne, tak.

Cieszę się, że się podoba!

Ale w takim razie chyba powinno być “niech bóg zwróci nad jej duszą”, a w ogóle najbardziej utarta fraza to “świeć, panie nad jej duszą”. Chyba że ten bóg ojciec, bo bób się jednak przyplątał ;)

Historia to uzgodniony zestaw kłamstw.

Tak, to wszystko wina bobu. Chyba, że by wyrwać w te pędy te pędy, by nie był już ojcem ;) Hm, “Zwróć, panie, nad jej duszą” brzmi dobrze… 

Nie kumam. Pewnie dlatego, że SMS-y piszę głównie po niemiecku. ;)

A wydawałoby się, że te długaśne niemieckie wyrazy to taka dobra karma dla baboli!

Pewnie, że tak, ale inaczej brzmią. ;)

Twojego kebab kotka dalej nie rozumiem, zakończenie zajarzyłam tylko dlatego, że zostało wyjaśnione w komentarzach, podobnie zresztą jak dziwki. Tylko leszcze mi siadły bez problemu. :)

Doceniam jednak pomysł, bo dobry. :)

No to chociaż te leszcze :) Kebab kotek także gdzieś się w komentarzach wyjaśnił, ale może tak bez cenzury zapiszę, że to jebany korek. Oczywiście, jak to mają wytłumaczone żarty w zwyczaju, już nie rozśmieszy. Okazuje się, że babole to bardziej subiektywna sprawa, niż z początku myślałam!

Nir, na jabany korek w życiu bym nie wpadła. :D

Nie przejmuj się mną, jak wspomniałam, od dawna nie mieszkam w Polsce, komórkę mam niemiecką i po niemiecku piszę SMS-y, to i nie zajarzyłam. ;)

Irko, ja też nie zajarzyłam, mimo że mieszkam w Polsce przez większość czasu, ale mam akurat niezłe algorytmy w komórkach i babole mi się nie wysyłają.

Historia to uzgodniony zestaw kłamstw.

Ja, tak szczerze mówiąc, w ogóle za komórkami nie przepadam.

Przeczytałam bez przykrości, ale obawiam się, że chyba nie potrafię docenić pomysłu, bo telefon służy mi wyłącznie do rozmów. :(

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

regulatorzy, nie szkodzi. To też informacja, że niektóre tematy mogą być zaskakująco hermetyczne. Człowiek nawet sobie sprawy czasem nie zdaje, w jakim bąbelku siedzi, uznając coś chociażby za normalne lub wszechobecne :)

Nir, dziękuję za wyrozumiałość. ;)

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Nadrabiając zaległe komentarze…

Odcinek 186.

Bardzo fajny, ciekawy pomysł, tyle że sama treść nie do końca mu dorównuje. To nie jest krytyka opowiadania, bo czytałem z przyjemnością i zaciekawieniem. Tylko te babole… Nie zawsze dla mnie oczywiste. I właśnie dlatego uważam, że wykonanie nie dorównuje pomysłowi. Popracowałbym nad tym. Poszukałbym (może nawet wystarczy przekopać internet) jakichś najbardziej popularnych literówek, baboli. Potraktuj więc ten mój komentarz jako swego rodzaju zachętę do “ulepszenia” swojego opowiadania. Myślę, że można z tego pomysłu wyciągnąć więcej. Tak, by tekst był dobry, a nie tylko (i aż jednocześnie) przyzwoity. 

Na zachętę polecę do biblioteki. Tak, by podkreślić, że owo marudzenie wynika z (być może nazbyt) dużych oczekiwań wobec realizacji koncepcji schroniska dla baboli (jako pomysł naprawdę ciekawej!), nie zaś (jak można by pomyśleć po przeczytaniu komentarza) z jakiegokolwiek rozczarowania tym opowiadaniem.

Pozdrawiam. :-)

Całkiem fajny pomysł, sprawna, lekka narracja (świetny opis ekspedientki) i satysfakcjonujące zakończenie. Dość długo wydawało mi się, że tekst odlatuje w stronę absurdu, ale finał znakomicie wszystko poukładał. Co prawda mam trochę jak CM – niekoniecznie jestem zadowolony z "jakości" baboli, ale to może być kwestia dość osobista, jak ze śmiesznością konkretnego żartu. Poza tym od lat nie mam komputera i do wszystkiego używam telefonu, wiec moje związek z babolami i autokorektą jest bogaty i burzliwy :-) 

Dla podkreślenia wagi moich słów, Siłacz palnie pięścią w stół!

 CMthragone, wygląda na to, że muszę Was trochę rozczarować – zanim napisałam tekst, zrobiłam w Internecie małe wykopki w poszukiwaniu świętego Graala baboli. Efektem jest pojawienie się w treści kebabów (kotek dodany już samodzielnie) oraz wielkich dziwek. Nie wiem, czy głębszy “risercz” będzie miał sens, bo im dalej w las, tym przykłady mniej uniwersalne. Babole są trochę jak du… poglądy – każdy ma swoje.

Sama idea zabawnych efektów autokorekty jest oczywiście owocem zabranym z sieci anglojęzycznej, tam to dopiero jest bogato. 

Teraz sobie myślę, że rozwiązaniem byłoby nie zdawać się tylko na autokorektę, ale też stare dobre literówki. Tam czegoś poszukam. Niemniej dziękuję za docenienie pomysłu i częściowo wykonania, a już w ogóle za polecenie do biblioteki!

Nowa Fantastyka