- Opowiadanie: Mytrix - Fragment Fantasy

Fragment Fantasy

Marasowi...

Oceny

Fragment Fantasy

Karczemne knowania kończy kac

 

Wracał z karczmy krętym krokiem po prostym trakcie. Konia przepił, czy przegrał w jakimś zakładzie, a może nawet nigdy go nie miał. Nie no, kiedyś na pewno miał, ale to było innym razem. Wracał, to chyba za dużo powiedziane, bo nie miał do czego, a potrzeby wyruszania dokądkolwiek też nie odczuwał, ciężko więc stwierdzić, co właściwie czynił. W każdym razie dzielnie kluczył przed siebie, świadomie lub nie, popychając fabułę do przodu.

W drzewo nieopodal uderzył piorun. Zatrzymał się, co było dziwne, bo nie było burzy i sterczał z pnia tak, jak marchewka sterczy z bałwana. Liściastą koronę drzewa objęły języki płomieni, a kora na pniu rozwarła się, tworząc poziomo dwie mniejsze szczeliny niby oczy ponad sterczącym piorunem i jedną dłuższą jako usta pod nim.

– Szzz, szczsz! – Zaszumiało wietrzyście drzewo.

Szczszczszcz – odszumiał alkohol w głowie utrudzonego wędrowca.

Machnął tylko ręką – znowu to samo. Ent jaki, czy inne drewno – i niezainteresowany elementem fantastycznym, poszedł w swoją stronę, dalej w tę samą, to znaczy w przeciwną do tej, z której nadszedł.

 

***

 

Dotarł.

Gdzieś dotarł.

Obok chaty gospodarza stała stodoła, przy niej koryto z wodą, a na poziomie gruntu czołgał się on.

Jeszcze tylko raz… Heroiczną pracą zmęczonych członków posunął się odrobinę po błotnistym podłożu, zostawiając za sobą ślad, przypominający ciągnięte po ziemi zwłoki. Wypuścił rękę w stronę wodopoju, acz zabrakło mu łokcia. Oczywiście posiadał oba i to należycie umięśnione i ramiona całkiem długie… W każdym razie, wciąż pozostawał w odległości dwóch stóp od celu, a uniesiona ręka spowodowała utratę równowagi, przez co zarył mordą w podłoże i nażarł się gleby, a przerażone dżdżownice musiały spieprzać przed jego krzywymi siekaczami.

Jeszcze tylko…

– Chyba nie zamierzasz, waść, tego pić? – rozległ się donośny głos, gdzieś z góry…

Boże?

Silne, spracowane ręce chwyciły go za kamizelkę i postawiły do pionu, a umięśnione ramię użyczyło wsparcia.

– Ymmęki, ymości – Ocalony wymemłał słowa z piachem, siląc się na podziękowanie.

– No, już-już, chodźże, pomogę, napoję.

Co prawda spragniony przybysz przewyższał swego wybawiciela o głowę, ale jakoś dali radę.

 

Uwalono go na posłaniu, z tymi słowy, ze słomy:

– Ty, leż tutaj. A ty, będziesz mieć towarzystwo. – Gospodarz zwrócił się do cienia w rogu izby. – Przyniosę wody.

Wyszedł.

Cień ów, lub coś w nim poruszyło się, skrzypnęło odsuwane krzesło i spytało:

– Jak wam na imię?

Spragniony nieszczęśnik rozkleił usta z suchym mlaśnięciem.

– Chrr, har-har… – wychrypiał.

Łepskim okazał się ten, który wyłonił się z cienia, bo zawczasu rozeznał, czego trzeba i dzierżył już w dłoni piersiówkę. Odkorkował, podstawił pod ryło leżącego na słomkowym posłaniu i ruchem dłoni zapędził woń alkoholu do czerwonego nochala.

– No, no masz, ino powoli – wetknął mu do ust i przechylił.

Ten aromat. Ten smak.

Tani, podły bimber przyjemnie palił w gardziel Chrr, har-hara (o ile ten nie kłamał w kwestii swego miana). Członki nabrały sprężystości i miast trwać zwiotczałe, poczyniły się na powrót twarde. Umysł pojaśniał i pomyślał: tego mi było trzeba.

Powrócił gospodarz.

– Widzę, żeście sobie chłopy beze mnie poradzili. – Odstawił kubek ze słusznie zimną wodą na szafkę. – No to mówcie, wielkoludzie, ktoście jesteście i czemuście chcieliście moim prosiakom wodę wypilibyście.

Nie odpowiedział.

Zachrapał.

 

Ten, który wyłania się z cienia dzierżąc piersiówkę z bimbrem, jak go w myślach nazywał ten, który wczoraj spał na słomkowym posłaniu, okazał się być…

– Bardem, grajkiem, muzykantem, poetą, trubadurem, różnie… różniaście za mną wołają, czasem niecenzuralnie, choć najczęściej to pytają, czy zamierzam zapłacić za wypite trunki i spożyte jadło, bo jak się okazuje, kulturalna rozrywka, pieśni, ballady i poematy, nie są w cenie dla ludu prostego…

– Starczy już o tobie, gadasz ciągle jak najęty. Dajże się dowiedzieć w końcu kto jest ten drugi, skoro raczył się zbudzić. I skąd pochodzi, skoro taki wielkolud, nietutejszy?

Siedzieli we trzech przy stole w głównej izbie. Żona gospodarza ulokowała się pod ścianą i cerowała skarpety, niby nie słuchając tego, o czym mówili mężczyźni, a tak naprawdę to słuchała. Z przylegającego mniejszego pokoju, dobiegały piski ucieszonych dziewcząt.

– Jestem Fantazy – podjął wielkolud. – I żaden ze mnie wielkolud, tylko krasnolud.

– Krasnolud? – Gospodarz podrapał się po łysinie prześwitującej przez strzępki włosów. Słowo to przywodziło mu na myśl raczej krępego, nieokrzesanego kurdupla.

– Krasnolud. Krasny, od koloru skóry, że czerwony, a lud, że postury ludów z północy.

Bard uśmiechnął się szeroko i palnął ręką w czoło, czym chyba wybił sobie resztki rozumu, bo tak wypalił:

– Czyli, po naszemu jesteś zwykły barbarzyńca!

– Ja ci dam! – Fantazy rzucił się na szczupaka przez stół, chycił grajka oburącz i łbem jego o blat stołu po trzykroć przydzwonił.

Gospodarz obruszył się wyraźnie:

– Chłopy chędożone, tu się je z tego stołu. Wara od siebie nawzajem. A ty, krasnolud, mów, czym się parasz, i skąd tam jesteś na tej północy.

Puścili się i usadowili z powrotem. Bard chciał się wtrącić, ale gospodarz zmroził go wzrokiem:

– Jeszcze słowo grajku… Co ptakiem z gęby wyleci, wołem nazad nie wciągniesz. Nie będzie żadnego gwałtu więcej! – Aż poczerwieniał na twarzy.

To się jeszcze okaże, pomyślał krasnolud, przysłuchując się dziewczęcym piskom zza ściany.

Bard próbował rozmasować obolałe czoło i rzucał Fantazemu nieufne spojrzenia spode łba, podczas gdy ten, wymownie pukał się knykciem pomiędzy oczami, niby to myśląc.

– Fantazy, Fantazy z Fragmént. Najemnik od zadań wszelakich.

Najemnik. Tego akurat gospodarz domyślił się wcześniej. Muskuły, porządna broń przytroczona do pasa.

– To się dobrze składa.

Fantazy uniósł w górę prawą brew, a gospodarz kontynuował:

– Będzie ze trzy świtania temu, jak książęcy kurier tędyk przejeżdżał i rozgłaszał, że poszukuje się człowieka, któremu licho nie straszne…

– Mogłem się tego spodziewać. – Fantazy wstał od stołu z zamiarem pakowania się do drogi. – Przeznaczenie zawsze mnie dopadnie.

– Zaczekajcie, panie krasnolud, jeszcze zapłata za nocleg, u mnie nie darmocha. A i tego grajka ze sobą weźmiecie.

– Niech będzie skoro tak mówicie, ale ja groszem nie śmierdzę.

Dumali przez chwilę, opasła mucha krążyła im nad głowami, a na to wszystko wtrąciła się stara spod ściany i bzyczała uciążliwie:

– Wnuka nam potrzeba. Silnego, jurnego…

Zapanowała martwa cisza, nawet piski i śmiechy z pokoju obok ustały.

– Postanowione! – Gospodarz klepnął z nagła ręką w stół. – Idźcie się obmyć, stara wam pokaże gdzie, a później zapoznacie Mankę i Nimfo. – Przerwał i spojrzał po zaskoczonych minach. – A ty, grajek, cho no ze mną, trzoda się sama nie oporządzi.

– Ale, ale, ale-ale ja też chcę… – Bard oprotestował stan rzeczy.

 

Książę kroczy

 

– Ścieżką krzaczastą i śliską, koń mój schodzi z urwiska. O, tuż, tuż pod spodem zieje pieczary otwór. Jednak cóż to, koń się trwoży, wycofuje, bo oto zaraz doń wkroczy oślizgły potwór, omnomnomnom…

Zastukano trzy razy, po czym drzwi otwarły się z hukiem i do środka wparował zwiastun.

Głowa księcia Ero Ottomana, wraz z twarzą, wynurzyła się ponad dwoma pagórkami o masztach sterczących… Zdziwienie malujące się na jego licu szybko nabierało purpury wściekłości, gdyż mu przerwano w akcie miłości.

– Panie, miłości! O rety, litości! Wieści! Mam wieści!

Książę Ero wstał na posłaniu, górując nad zwiastunem. Był sztywny i rozsierdzony:

– Mówcie więc, cóż może być takiego ważnego, że mi przerywacie? Czy ja wyglądam jak mój brat, Onan?

– Broń boże, wasza męskości! Przybył do grodu najemnik, co to licha się nie boi!

 

***

 

Fantazego w towarzystwie trubadura doprowadzono na dwór kilka godzin później, nie całkiem po dobroci. Na audiencji u księcia prężył się dumnie, przed zgromadzoną książęcą świtą, książęcą żoną Lejdi Milf, książęcymi doradcami i książęcym dziewiczem tronu. Grajek zaś kulił się w sobie, niesłusznie przeczuwając najgorsze.

– Powstańcie z kolan, plebejscy synowie, nie bójcie się majestatu… – zaczął książę, lecz urwał, gdy spostrzegł poniewczasie, że Fantazy stoi dumnie, bo dopiero co zaszczycił go spojrzeniem.

A patrzeć było na co, bo przed wizytą zmuszono najemnika do kąpieli i przyodziano w miarę godnie, w bardziej dworskie szaty i obcisłe pantalony, toteż dopiero teraz prezentował się w całej swojej okazałości, czego wcześniej ani trubadur, ani też gospodarz dostrzec nie mógł, choć co córki gospodarza poczuły. Co śmielsi twierdzą, że żona też. 

Mowa oczywiście o herkulicznym torsie barczystym, mięśniach sprężystych przedramion, i rzeźbie ramion elfich, niby stworzonych do szycia z łuku, a nogi jego – w szczególności łydki centaurze opięte materiałem – jak charta jakiego wyścigowego, a zamiast stóp miał końskie kopyta, co pozwalało mu szybciej biegać. Nawet skóra na głowie bohatera wydawała się być garbowana i wzmocniona licznymi bliznami.

Książę lustrował Fantazego, a napięcie wśród zgromadzonych rosło z każdą chwilą tak bardzo, że aż wyginało się w łuk. W końcu przemówił, a słowa jego przeszyły powietrze niczym strzała ulgi:

– Nadasz się. Jesteś mieszanką przywar heroicznych, w przeciwieństwie do dziewicza tronu. – Książę pchnął syna na środek, pomiędzy jego samego, a Fantazego i trubadura. – Oto i on, dziewicz tronu, wydany na świat przez Lejdi Milf. Weźmiesz go na wyprawę i sprawisz, żeby wąs jego dziewiczy zmężniał, co by go w końcu jakaś dziewka zechciała, a w tym celu zgładzicie wspólnie smoka.

– Mój panie, Milflejdi, i inni, wielki to dla mnie zaszczyt…

– Weźmiesz też ze sobą mojego przyrodniego brata Cassa Trata, który to spiskował przeciwko mnie i kara spotkała go za to sroga, przez co mierzi mnie jego widok w łaźni.

Książę wydał ucztę i do późnej nocy dyskutowali o szczegółach wyprawy, przy mocnym mięsiwie i twardym alkoholu, a później, gdy okazało się, że noc może być jeszcze późniejsza, to już tylko trubadur zabawiał spitą jak prosięta gawiedź sprośnymi żartami.

Wyruszyć mieli za dwa dni. Książę przekazał Fantazemu zaliczkę na poczet wyprawy, którą ten rozdzielił po równo pomiędzy siebie i trubadura. Swoją część, krasnolud nauczony doświadczeniem, od razu wydał na kobiety, wino i śpiew.

 

***

 

Dnia trzeciego z rana, czwórka przyszłych smokozbójców wyruszyła więc przez Mroczny Las na Czarną Górę, za Wielką Rzekę, po drugiej stronie Przestronnej Równiny, na której to górze smocze bydle miało swoje legowisko i stamtąd terroryzowało ono mieszkańców okolicznych wiosek, miast i wsi, a wyjątkowo było paskudne i cuchnące.

 

Cztery pory roku Akwarelliego

 

Czekan – ulubiona broń Fantazego – rozpałatała skroń brudnoszarozielonoskórego goblina i padł on martwy, wraz z miną pełną zdziwienia, zastygłą na jego paskudnej mordzie.

Wtem, nagle, spośród krzaków, spomiędzy drzew, na ścieżkę poznaczoną goblinim truchłem, wypadły kolejne zielonoskóre karły, zadeptując piękne niebieskie dzwoneczki rosnące przy tejże ścieżce. A było ich tego roku całe zatrzęsienie i jeden dorodniejszy od drugiego. Kwiaty ich zwisały niby smutno, a jednak widok ten krzepił duszę, wokół bowiem krzątały się zastępy pszczół miodnych, a któż nie radował duszy swej na myśl o miodzie pitnym. Wracały wspomnienia z prowadzonych kampanii wojennych i biesiad, przed oczy stawały roześmiane buzie wąsatych towarzyszy. Czuło się zapach fajkowego ziela, tak chętnie kopconego przez pijanych mężczyzn.

Cass Trat zawył wrzaskliwie, ugodzon goblińską strzałą w udo i przetoczył się na skraj drogi, gdzie zewsząd otoczyły go niebieskie dzwoneczki, niby dzwony kościelne zwiastujące rychłą śmierć. A trzeba wam wiedzieć, że nie tylko późnym latem bywało w Mrocznym lesie pięknie, a także wczesną wiosną, gdy przebiśniegi wychylały swe białe łepki spod śnieżnej pierzyny, tak szczelnie kryjącej ściółkę. Drzewa śnieżne miały czapki i szale obszyte frędzlami z sopli lodu. Śnieg trzaskał raźno pod kopytami spłoszonych jeleni, tak samo jak raźno trzaskały płomienie w kominkach chat pobudowanych na skraju Mrocznego Lasu. Wszyscy domownicy gromadzili się wieczorami przy ogniu i z wypiekami na twarzy słuchali łowcy, co to przybył sprzedać upolowane króliki, a w zamian za snute przy palenisku opowieści, otrzymywał ciepłą strawę i gościnę.

Ostatnie trzy gobliny otoczyły Cassa Trata, lecz zaszarżował na nie Fantazy z wysoko uniesionym czekanem. Nieopodal oparci o drzewo stali dyszący i upaprani goblińską posoką dziewicz tronu i trubadur, lecz byli tak wyczerpani, że ani myśleli ruszyć się z przyjemnego cienia dębu. A trzeba wiedzieć, że na jesieni Mroczny Las zamieniał się w przecudne pejzajżu arcydzieło, szczególnie imponujące, gdy widziane z lotu ptactwa, właśnie za sprawą dębów i innych drzew liściastych. Liście pokryte złotościami, czerwieniami i brązami tworzyły przepiękną mozaikę, zupełnie jak na malowidłach naszego ukochanego akwarelisty.

Trubadur zapiszczał jak mysz kocią łapą za ogon przyciśnięta, gdy Fantazy począł sztyletem dorzynać ledwo co uratowanego Cassa. Strużki krwi obficie tryskały na prawo i lewo.

– Bez paniki – skwitował to stojący obok dziewicz tronu.

– I czego piszczy?! – zawołał Fantazy.

Trubadur pobladł całkiem i ledwo łapał oddech w płuca:

– On… on nas wszystkich pozabija ten krasnolud, ten barbarzyńca, w szał wpadł!

– Głupiś – dziewicz popukał się w czoło, którego to gestu od niedawna Trubadur nie lubił. – Książę wyraźnie dał do zrozumienia, że Cass Trat to zdrajca i mierzi go jego widok. Sam Cass pewnie przeczuwał, że z tej wyprawy nie wróci, jeszcze by nas otruł, czy haniebnie podszedł od tyłu w nocy…

 

***

 

Wędrowali dalej przez las, a ciemnopomarańczowe słońce pomału chyliło się ku zachodowi. Dziewicz tronu milczał, zastanawiając się jak ubić poczwarę. Fantazy nie kłopotał się rozmyślaniem o czymś tak nieistotnym, natomiast przerażony wyprawą trubadur, rozpaczliwie próbował podtrzymać rozmowę.

– Może pogawędzimy?

– To zaśpiewaj coś, lub wyrecytuj, tyś jest poeta – kwaśno stwierdził Fantazy, nie mogąc już słuchać ględzenia towarzysza.

– Wena uszła wraz z życiem Cassa. Tyleś bitew stoczył, tyleś przeżył przygód, mości Fantazy, może raczysz podzielić się tymi historiami, a mi wena, hup-cup-cup, powróci.

– Eh… – westchnął. – Skoro tylko dzięki temu zamkniesz się wreszcie, niech będzie – stwierdził, choć w to wątpił, przeczuwając pytania, którymi zapewne zarzuci go bard.

Fantazy poprawił ciążący na ramieniu tobołek, pociągnął łyk wody z bukłaka i dwa razy mlasnął. Miał nadzieję, że truj-dupę-badur odpuści, ale napotkał jego wyczekujący wzrok.

Dziewicz tronu podążał za nimi kontemplując, gdzie taki smok ma skórę odsłoniętą, a jak to zrobić, by samotnie ze zwycięskiej wyprawy powrócić, jako jedyny bohater.

– No dobra, raz wyruszyliśmy taki pierścień zniszczyć. Właściwie to zbieraliśmy drużynę i krasnoludy niziołkowi wszystko ze spiżarni wyżarły, ależ mu spustoszenie zrobiły. Wystaw sobie, że taki niziołek, ma zachomikowane żarcia na rok z okładem, a te mu to w jeden wieczór opędzlowały…

– Niebywałe, i co było dalej?

– Nie pamiętam.

– No dobra… a coś innego? – strapił się wielce trubadur, słyszał był już podobną historię.

Fantazy zamilkł na chwilę, bo musieli przeleźć ponad pniem drzewa zwalonym na ścieżkę.

– Innym razem pomagałem napchać kukłę siarką, żeby smoka ubić…

– Ściemniasz! To znam. Swoje miałeś opowiadać.

Krasnolud zatrzymał się, westchnął głęboko i ruszył dalej. Trubadur nie odstępował go na krok.

– No, to… mam! Trzeba ci wiedzieć, że bywałem we wszystkich karczmach, wszystkich krain i z każdym piłem, biłem się i wszystko, co tylko może się w karczmie wydarzyć, widziałem.

– Dobra, to daj taką, najbardziej niewiarygodną!

Fantazy namyślił się głęboko, marszcząc brwi:

– Razu pewnego piłem piwo z Kostuchą w niebywale podłym przybytku, a później była rozróba, że nawet dębowe stoły popękały na dwoje. A ja okazałem się asasynem w przebraniu, i nawet na tę Kostuchę się zasadziłem i wbiłem jej sztylet pomiędzy żebra.

– I co? Zaśmiała się gorzko? Albo nie… – bard klepnął się oburącz w uda. – Lepiej! Kostucha umarła i śmierć przestała zbierać swe żniwo w okolicznej wiosce!

– Nie wiem. – Fantazy wzruszył ramionami.

– Jak, nie wiesz, co nie wiesz?

– No ta historia, nie wiem jak się potoczyła.

– Jak, co, nie ma zakończenia?

– No nie ma. Sto i więcej ci opowiem, ale żadna nie ma. Przeżyłem wiele, ale tak jakby nie do końca. Można by rzec, że jestem ekspertem od czynienia przygotowań, zbierania drużyn i czym prędszego wydawania zaliczek, by zażyć piwa, i kobiet, i czego dusza zapragnie, o ile zdążę.

– Do dupy z takimi historiami. Co mam, fragmenty ballad pisać, żeby mnie potem gawiedź wygwizdała. W najciekawszym punkcie urwę i mnie z widłami pogonią? Co to, to nie. Do dupy, całkiem do dupy. Kłamiesz! – Oskarżycielski palec wystrzelił z ręki trubadura i utkwił gdzieś pomiędzy drugim a trzecim żebrem, kłując Fantazego niemiłosiernie. – Dawaj zakończenie, zapłacę!

– Skończ.

– Oddam chwałę za ubicie smoka.

– Poniechaj.

– Oddam całą swoją dolę i udział w skarbach.

– Zaprzestań.

– Co zechcesz! Mą duszę, me życie, królestwo, ale powiedz co stało się z kostuchą!

– Zaprzestań! – Fantazy zatrzymał się. – Czas rozbić obóz, o tam – wskazał paluchem kilka głazów stojących obok siebie. – Tam się nada.

I rozbili obóz. W milczeniu. Trubadur tak się obraził na śmierć, że prawie umarł. Prawie.

 

Fantazy z Fragmént

 

Noc rozświetlał księżyc w pełni.

Przyszli smokozbójcy chrapali w najlepsze. Tylko Fantazy nie chrapał. Chrapałby, gdyby spał, ale nie spał.

Sowy siedziały na gałęziach, a szare chmurzyska przewijały się po ciemnogranatowym niebie. Pohukiwały złowieszczo.

Ciążące nad Fantazym fatum, przyprawiało go o drętwotę wszystkich członków. Przeczuwał nieuchronne. Zbliżało się i wiedział, że nastąpi wkrótce. Nie chciał łamać trubadurowi serca, wiedząc jak bardzo ten lubił poznawać historie…

Przemógł odrętwienie i marazm. Zebrał się w sobie i postanowił zrobić to, co zrobić należało. Wiedział, że tak postąpić trzeba. Uronił jedną łzę, a powiadają w krainach, że taka jedna krasnoludzka łza, więcej jest warta, niż tysiąc tysięcy łez niewieścich.

Może, może w ten sposób uchronię towarzyszy, może nie podzielą mojego losu?

Korzystając z nabytych przy okazji którejś z minionych przygód asasyńskic

umiejętności skradania się, Fantazy cichaczem zebrał swoje rzeczy i opu

obozowisko. Kierunek w którym się udał i tak nie miał znaczenia, rus

prędzej przed siebie.

Drzewa zdawały się gęstnieć, krzaki i gałęzie zastępować dro

nagle niebywale wysoko i ich krawędzie okazywały się by

gdzieś pierzchł, a noc ciemniała do tego stopnia, że dal

miało już sensu. Krasnolud chciał się położyć, ale ni

Średnio zdarzało się to kilkanaście razy w miesią

Zapadał się coraz głębiej i głębiej w głąb sieb

Jak dobrze znał to rozdzierające uczuc

mrok pochłonął go, przeżuł i połkn

zapewne, by znów kiedyś wypl

Fantazy zdążył przywykną

 

 

 

 

 

 

W hołdzie bohaterom opowieści nieukończonych.

Koniec

Komentarze

Ech, Anonimie, zdecydowałeś się na zaprezentowanie jakże nam dobrze znanego, wielokrotnie powielanego, Fragmentu Fantasy i tym tytułem wprawiłeś mnie w pewne zdumienie i niejaki niesmak, bo pomyślałam, że idziesz na łatwiznę i panujący trend, ale nie musiałam się zbytnio wgłębiać w tekst, bo już po pierwszych zdaniach dojrzałam Twój niecodzienny talent i niebanalny pomysł na dzieło. Ująłeś rzecz w sposób tak zabawny, że aż śmieszny, który rozbawił mnie do tak zwanego rozpuku, a to się jeszcze w tym konkursie nie zdarzyło. Wróżę karierę temu fragmentu, jego bohaterom no i Autorowi-Anonimowi także! ;D

Wykonanie jest bardzo adekwatne i nie śmiałam się wtrącać do kształtnych, płynących swobodnie zdań, z jednym wyjątkiem – otóż mam wrażenie, Anonimie, że tu to chyba ma miejsce potknięcie: Las za­mie­niał się w prze­cud­ne pej­zaj­rzu ar­cy­dzie­ło… bo ja bym raczej napisała: Las za­mie­niał się w prze­cud­ne pej­zaj­żu ar­cy­dzie­ło

Autorze-Anonimie, spisałeś się arcydzielnie, a bohaterowie powieści niedokończonych na pewno się powzruszali! ;D

 

edycja

Z powodu, że Fragment Fantasy jest fragmentem i nie mogę mu kliknąć, obdarowuję go sześcioma złotymi gwiazdkami, które teraz mi się świecą. ;D

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Chciałam napisać, że to najlepszy fragment fantasy, jaki tu czytałam, ale w sumie ani nie czytałam wiele, ani – jak zdążyłam zauważyć mimo ledwie miesięcznego stażu na portalu – te fragmenty to jakoś jakością nie grzeszą. Więc nie byłby to wartościowy komplement.

 

Było śmiesznie! Niektóre fragmenty urzekające, jak chociażby ten:

– Szzz, szczsz! – Zaszumiało wietrzyście drzewo.

Szczszczszcz – odszumiał alkohol w głowie utrudzonego wędrowca.

Kiedy okazało się, że wielkolud jest krasnoludem, od razu skojarzył mi się z kapitanem Marchewą, ale jednak zupełnie inaczej to jego pochodzenie, Anonimie, wyjaśniłeś – i tym lepiej! No i miano głównego bohatera jest wspaniałe, kto by pomyślał, że obok Protazego i Gerwazego może się znaleźć jeszcze Fantazy :) z pozostałych, sprośnych imion najbardziej do gustu przypadła mi Milflady.

Język jest świetny, ta umiejętnie dawkowana grafomania dodaje humoru.

Co do samej fabuły, to początek mnie ładnie wprowadził, środekpoleciałzakcją i mnie trochę skołował, ale w końcówce wróciłam na właściwe tory. Bardzo fajnie opisany motyw niedokończonych historii. Na dodatek wplatasz tę tytułową fragmentaryczność na poziomie nazewnictwa, fabuły i na dodatek konstrukcji, bardzo to zręczne.

Aż mi szkoda, że nie mogę jeszcze nominować do biblioteki :(

 

Zaszumiało wietrzyście drzewo. Szczszczszcz – odszumiał alkohol w głowie utrudzonego wędrowca.

heart

Ach, jakże piękna i tęskna to historia, jakże wzruszająca, jakież mądrości i cudności pokazuje! Tyś jest wielkim bardem, co najmniej metr sześćdziesiąt, a w kapeluszu to może i sześćdziesiąt pięć (z piórkiem). Słów mi wręcz bra

Odkrycie własnego błędu to nie porażka, lecz okazja (Alfred N. Whitehead)

Och, ach, pech, meh!

Jakże cieszą mnie wasze słowa. Miałem wzorem wielkich, niedoścignionych twórców fragmentów fantasy, nie odpowiadać na komentarze. Lub chociaż wzorem tych mniej niedoścignionych bluzgać was i się wywyższać… ale co też mi przyszło…

 

Och, regulatorzy, jakaż to radość na mnie spływa, że miast niesmaku pozostał smak. Raduję się, że poznalaś się na kanonie fragmentów fantasy, i w chodzie dla tegóż kanonu, powstrzymałaś perfekcjonistkę w sobie przed robieniem łapanki.

Z tym "pejzajrzu" podziało się coś naprawdę niedobrego, nie wiem czy to fatum fragmentów fantasy, czy też wodze twórczości popuszczone, by tworzyć zdania swobodne, ale kajam się po trzykroć.

Wszak po raz pierwszy przyszło mi się mierzyć z pisaniem fragmentu fantasy, a zajęcie to tyleż niełatwe co pocieszne.

Niewyslowioną radość na mej buzi sprowadziło twe wyznanie, że śmiech i rozpuk zagościły na twojej buzi.

Za serdeczne życzenia dla fragemntu i Autora-Anonima, serdecznie dziękuję. Klub AA nabiera nowego znaczenia. A i za 6 gwiazdek dziękuję po sześćkroć.

 

Niro, komplement, że to jest najlepszy fragment fanasy wielce jest tutaj na miejscu. Skoro miłe ci są widoki wielkich krasnych ludów i Fantazych to i mnie jest miło. Wielopoziomowa fragmentaryczność to już wielka pochwała! 

A i broń Borze iglasty klikać bibliotekę fragemntom. Toż by to była profanacja w najczystszej formie. Jakże nie posiadam się ze szczęścia, że udało mi się uniknąć błędu, powielanego przez początkujących pisarzy fragmentów i nie oznaczyłem swojego fragmentu jako opowiadania. Co by to było, wtedy, dopiero!

Dawkowałem grafomanię strzykawką, ale moim niedoścignionym moim Mistrzem w tym względzie jest Unfall. On to potrafi garściami dozować i nikomu nie jest za dużo!

 

Tarnino, chętnie zostałbym Twoim bardem, acz nie spełniam wysokich Twoich wymagań i progów wygórowanych, wszak mam ponad 165 cm i to bez piórka czy kapelusza z takowym. Niemniej dziękuję za to serduszko czerwone, piękne.

 

Szumiące zdanie przypadło wam do gustu!

A ja zauważywszy, że w konkursie Fun-Tastyka lud plebejski domaga się humoru prostego, nieskrywanego i takiegoż próbowałem dostarczyć, ja zwiastun dobrej nowiny, jak to lubię o sobie myśleć.

 

Dizęki wam wszystkim.

 

Od siebie jeszcze dodam, że czytając ten Fragment Fantasy, sam ubawiłem się świetnie i podobał mi się bardzo.

 

Wzrusza mnie także, że bohaterowie powieści nieukończonych także się wzruszą, jak przeczytają!

 

Peace!

"Taki idealny wyluzowywacz do obiadu." NWM

Odkrycie własnego błędu to nie porażka, lecz okazja (Alfred N. Whitehead)

"Taki idealny wyluzowywacz do obiadu." NWM

Piękny ten fragment. :D

Pięknie ten autor dziękuje. :D

"Taki idealny wyluzowywacz do obiadu." NWM

Zabawne, okolicznościowe:) Dobry warsztat.Fun:DDD

Logika zaprowadzi cię z punktu A do punktu B. Wyobraźnia zaprowadzi cię wszędzie. A.E.

Dzięki Asylum,

 

Twój jakże krótki, acz wymowny wywód na temat tego fragmentu sprawił, że przypomniało mi się takie cuś:

 

"Dobry warsztat.Fun:DDD"

 

Dobra to jest zupa z bobra,

lepsza z wieprza,

gorsza z dorsza!

 

Także, ten tego, dziękuje no. A na stronkę warsztat.fun zajrzę koniecznie!

"Taki idealny wyluzowywacz do obiadu." NWM

Miły Anonimie pozwolisz, że rozwinę myśl o bobrze, wieprzu i dorszu oraz kultowej stronce warsztat.fun :D

A najlepsza zielenina

Co smakuje jak słonina

Zupę przednią uwarzyłeś

Myśli moje zaburzyłeś

Teraz język mi ucieka

Na kolejną zupę czeka.

 

Chyba mam podejrzenia, kto to Anonim:)

I, a stronka warsztat.fun – skasowali ją, niestety, za niegrzeczne zachowanie. Powiedzieli, że rozważą przywrócenie, jeśli Asylum nauczy się pisać wiersze☹

Logika zaprowadzi cię z punktu A do punktu B. Wyobraźnia zaprowadzi cię wszędzie. A.E.

Bardzo, bardzo fajne. Cóż mogę więcej dodać? Śmieszne. :)

Gdybym miała zgadywać, kto jest autorem, postawiłabym na… 

"Fajne, a nawet jakby nie było fajne to i tak poszedłbym nominować, bo Drakaina powiedziała, że fajne". - MaSkrol

Tak, to ja. Przecież nie kryję się z tym, że ja to ja.

Ale czuję, że się mnie tutaj, uwaga popularne słowo, trolluje, tym legendarnym wielokropkiem, po którym, jak się okazuje, AQQ, nie napisała by nic pozostawiłaby niedopowiedzenie.

Asylum, ja tam wolę, żebyś pisała opka, niż wiersze, więc pal licho tę stronę warsztat.fun.

Skoro śmieszne, no to, na co czekacie? Wołajcie rodzinę, wujków stryjecznych i bratanków babcinych i niech czytają, a się chichrają! Nieznajomych też wołajcie. A co. A nic. A tak. Har har!

 

Pozdrówka!

 

Byłbym zapomniał…

Kolega się zwolnił z pracy wczoraj, żeby przeczytać to opowiadanie.

 

P.S.

Mój nick to…

 

P.S.2

Powiedzcie Mr.Maras, że mu to opowiadanie ten fragment dedykowałem. O to, żeby go prosić, żeby przeczytał, to nawet nie mam śmiałości!

"Taki idealny wyluzowywacz do obiadu." NWM

Świetnie napisane. Każde kolejne zdanie zwraca uwagę na dobry warsztat autora, bo też ten pozornie błahy tekst nie jest wcale taki prosty do napisania, jak się to może wydawać. Z napisaniem zabawnego fragmentu fantasy jest trochę jak z żartowaniem z sejmu. Bardzo trudno parodiować coś, co często (nie zawsze) jest parodią samą w sobie. To naprawdę wymaga ogromnego wyczucia, żeby wyszło tak, jak to sobie autor założył. Czyli zabawnie. Zazwyczaj kończy się to raczej przedobrzeniem. Parodią tak silącą się na kpinę, na żartobliwość, że przez to zwyczajnie męczącą. 

W przypadku tego tekstu porwałeś się, Anonimie, na naprawdę spore wyzwanie. Podejmujesz temat oklepany, nużący, wyeksploatowany w ostatnim czasie chyba do granic możliwości. Czytelnik podchodzi do takiego tekstu z niechęcią. Nieufnością. Z tego też powodu zachęcić go do przebrnięcia przez taką lekturę jest w mojej ocenie znacznie trudniej niż w przypadku innych opowiadań. Jeśli więc czyta się taki tekst z przyjemnością. Z uśmiechem. Z taką pełną świadomością, że te początkowe obawy wobec niego okazały się bezzasadne, to pozostaje tylko wyrazić uznanie dla warsztatu autora. 

Jedna uwaga na koniec.

Marasowi…

Dedykować tekst Dyżurnemu Czwartkowemu i wrzucić go w środę…

Herezja! :-)

Dzięki CM,

 

Trochę bym się nie zgodził, że to jest tak świetnie napisane i warsztat taki dobry, ale co mi tam, a no nic, to znaczy miło mi to słyszeć. Wiedziałem, że tytuł, fragment i to wszystko tak mocno ostatnio już wyeksploatowane wzbudzi początkowo niesmak – miałem nadzieję, że tylko początkowo, no i miałem jeszcze nadzieję, że jednak tak jawna kpina, przyciągnie uwagę – że tytuł baitclick.

Jeszcze odniosę się do tego, że to tak trudno napisać? Nie, mi się wydaje, że pisanie grafomanii jest łatwiejsze niż pisanie na poważnie – bo wtedy wszystko musi być idealnie – a tutaj jak jest wpadka, to nawet nie wiadomo, czy to wpadka, czy zamierzone :)

Nooo ja Marasowi dedykowałem, ale nie chciałem go zmuszać do czytania, stąd czwartek odpada! :)

"Taki idealny wyluzowywacz do obiadu." NWM

Jeszcze odniosę się do tego, że to tak trudno napisać? Nie, mi się wydaje, że pisanie grafomanii jest łatwiejsze niż pisanie na poważnie – bo wtedy wszystko musi być idealnie – a tutaj jak jest wpadka, to nawet nie wiadomo, czy to wpadka, czy zamierzone :)

Patrz, a mnie się wydawało dokładnie odwrotnie. Że właśnie napisanie celowej grafomanii jest trudniejsze, bo musisz coś “skiepścić”, ale tylko trochę, a zatem bardzo umiejętnie. Inna rzecz, że ja się trudnię pisaniem lekkich gniotów, więc mogę mieć zaburzony odbiór w tej kwestii. :)

Trochę bym się nie zgodził, że to jest tak świetnie napisane i warsztat taki dobry

Świetnie napisane właśnie dlatego, że… napisane umiejętnie kiepsko. :)

Wiem, bez sensu, ale piszemy w końcu o fragmencie fantasty. ;-)

piszemy w końcu o fragmencie fantasty. ;-)

Ręka fantasty? XD

Odkrycie własnego błędu to nie porażka, lecz okazja (Alfred N. Whitehead)

oumph!

 

lekkich gniotów

No bez przesady! Nie przebijajmy się, kto gorzej!

Ano trzeba tylko trochę skiepścić, ale to czy się przegnie, czy akurat trafi w gusta, to mimo wszystko trochę loteria. ;)

 

tarnino, ale co ręka fantasy? Nie rozumiem :–(

"Taki idealny wyluzowywacz do obiadu." NWM

No, fragmenty fantasty: ręka, noga, mózg (na ścianie). Taki, wiesz, fantasta do samodzielnego montażu :)

Odkrycie własnego błędu to nie porażka, lecz okazja (Alfred N. Whitehead)

Aj, ja nieuważny, aj-aj-aj!

Dopiero teraz dojrzałem literówkę i żart nabrał sensu!

"Taki idealny wyluzowywacz do obiadu." NWM

Jaka ta komedia jednak trudna :)

Odkrycie własnego błędu to nie porażka, lecz okazja (Alfred N. Whitehead)

Fragment fantasty, to jednocześnie śmieszne i tragiczne.

Tragikomedia!

"Taki idealny wyluzowywacz do obiadu." NWM

Ech… i tak to jest, jak się pisze komentarze hurtem…

Teraz to już nawet nie ma co poprawiać tej literówki, bo cały żart Tarniny wezmą diabli.

Oj, masz jeżyka za to :)

Odkrycie własnego błędu to nie porażka, lecz okazja (Alfred N. Whitehead)

Fajne podejście do tematu, początek zaciekawił i rozbawił. Najlepszy fragment smiley:

– Szzz, szczsz! – Zaszumiało wietrzyście drzewo.

Szczszczszcz – odszumiał alkohol w głowie utrudzonego wędrowca.

 

Powodzenia w konkursiesmiley

Woopie, wooopie, WOOOP!

 

Bardzo mi przyjemnie, Monique.M, przyjemny komentarz, przyjemne życzenia powodzenia… No i szumiącemu alkoholowi jakże jest przyjemnie! Zda mi się, że to najulubieńszy fragment tekstu wśród czytelników!

 

smiley

"Taki idealny wyluzowywacz do obiadu." NWM

Zabawne! Naprawdę zabawne! Aż bym dała klika, bo szkoda, żeby było bezklikowe, ale niestety – fragment…

Historia to uzgodniony zestaw kłamstw.

Dziękuję, niestety ale czuję się w obowiązku – by być szczerym wobec tekstu i przede wszystkim wobec bohaterów opowieści niedokończonych – by pozostawić oznaczenie fragment. Pomimo tego, że można ten tekst rozpatrzyć jako zamkniętą całość. Zawsze możesz natomiast, drakaino, iść i głosić dobrną nowinę, że warto przeczytać, bo śmieszne :-), bo mi nie wypada iść i głosić. (I niech ktoś powie Marasowi o dedykacji xD)

 

3maj się cieplutko

"Taki idealny wyluzowywacz do obiadu." NWM

Dotarłem tutaj z mapą od Reg. I jestem wzruszony. Zagłębię się dziś w lekturze, a potem dowiesz się Anonimie, co ja sądzę o takich fragmentach fantasy…

Po przeczytaniu spalić monitor.

Dziękuję Ci mistrzu. Twoje wzruszenie jest mi dogłębnie miłe, a oczekiwanie, by dowiedzieć się, co o takich fragmentach fantasy sądzisz, pobudza mnie tak bardzo, że choćbym chciał to nie zasnę. To że zagłębisz się w lekturze, jak to poetycko ująłeś, przyprawia mnie o ciarki…

"Taki idealny wyluzowywacz do obiadu." NWM

Mnie się podobało :)

Znam tylko pięć liter ;)

Cieszę się Anet :)

"Taki idealny wyluzowywacz do obiadu." NWM

Podobało się, szczególnie początek – aż roi się od perełek w stylu:

niezainteresowany elementem fantastycznym, poszedł w swoją stronę, dalej w tę samą, to znaczy w przeciwną do tej, z której nadszedł.

Dalej też jest śmiesznie, fajny komentarz do “Władcy Pierścieni” i zabawa szykiem zdań.

Zdecydowanie najśmieszniejszy tekst w konkursie.

Ach te przeklęte, żarłoczne krasnoludy :D

Dzięki za wizytę i komcia ANDO, <3

Początek rzeczywiście pełen grafomańskich perełek…

"Taki idealny wyluzowywacz do obiadu." NWM

Wracam z komentarzem. Powyższy tekst całymi fragmentami (fantasy) bawi się inteligentnie pewnymi motywami fantasy (prezentowanymi fragmentarycznie), we fragmentach jest nawet bardzo high fantasy, ale sporo tu również fantastycznych fragmentów, które wykraczają poza fragmenty fantasy i fantasy we fragmentach.

Ale przejdźmy do meritum. Otóż takie fragmenty fantasy, jak powyższy, który nie jest fragmentem, ale przemyślaną i zamkniętą w swej udawanej „fragmentaryczności” konstrukcją (nie fabułą), to ja nawet lubię. Przyznaję, że pomysł to udany, ciekawy i bardzo mocno osadzony w kontekście portalowym.

Nawet nie wiesz (chyba), jak dobrze trafiłeś w mój gust taką zabawą meta literacką. Burzenie czwartej ściany, meta bohaterowie wykraczający poza świat przedstawiony i opuszczający niejako karty opowieści, często świadomi swojej roli do odegrania w historii, postawieni w obliczu fatalnego (od fatum) i nieuniknionego, narzuconego konwencją, mitem, archetypem, przeznaczenia, to mój „konik” i ulubiony motyw w kulturze. Tak jak w znakomitym i wielokrotnie przeze mnie przywoływanym „Rosenkrantz i Guildenstern nie żyją” Stopparda, jak w „Maladie" Sapkowskiego, "Gnieździe światów" Huberatha, a także w "Deadpoolu" czy "Funny games", ale też poniekąd w Wisielcowym „Seleukosie…”, a nawet w mojej własnej „Drugiej śmierci Kewella”. Dlatego ode mnie duże brawa za zakończenie tej historii, które wobec tytułu, pomysłu, kierunku, w jakim podążała akcja, wydawało się nieuniknione, ale i konieczne, najwłaściwsze. A przy tym, jak inteligentnie dowcipne! Jak przewrotnie nawiązujące i dodające głębi żartowi z fragmentów fantasy i naszego ich tutaj pojmowania.

Jeśli dedykujesz mi ten tekst całkiem żartobliwie, jako głównemu portalowemu inicjatorowi nagonki na fragmenty fantasy, sięgając dosłownie i parafrazując słownie wykpiwane przeze mnie „fragmenty fantasy”, to wiedz, że ja tu widzę znacznie więcej świadomych czy nieświadomych mrugnięć w moją stronę. Dostrzegam zaczepki czynione z premedytacją lub przypadkowo wobec portalowych wypowiedzi na temat ff, w tym moich tekstów (i nie tylko moich), a nawet (to już pewnie zupełne przewidzenie) nawiązania do mojego opowiadania fantasy na Grafomanię. Oczywiście nie zapominając o zabawnych i całkiem zamierzonych nawiązaniach do Wiedźmina (Jaskier), Tolkiena czy Pratchetta.

Opowiadanie oczywiście ma swoje mocne i słabsze chwile. Jednak znacznie więcej tych mocnych. Poza świetnym zakończeniem, przewrotną grą z czytelnikiem (i grą na głębszym poziomie ze wtajemniczonymi portalowiczami), poza naprawdę udaną zabawą z opisem sceny walki „spowolnionym” pysznymi opisami przyrody (to chyba najlepszy żart w przeczytanych przeze mnie opowiadaniach konkursowych), dorzucasz kilka błyskotliwych dowcipów, z których ten o olbrzymim krasnoludzie jest zaledwie rozgrzewką.

Co mnie nieco przystopowało w entuzjazmie? Raczej seksistowskie żarty o podłożu seksualnym. A zwłaszcza ten o gwałceniu. Ale zaraz obok pojawiła się na szczęście świetna scena ze staruszką odzywającą się spod ściany, chwilą wahania i gospodarzem walącym dłonią w blat… Przednio to wykoncypowałeś i napisałeś, Anonimie.

I chociaż czasem humor wdzierający się do opisów i przelewający nawet do narracji, nieco obniża loty, to całość, pisana sprawnie, lekko, z dużym przymrużeniem oka i pełną kontrolą oraz świadomością autorską, a także świeżym, literackim dowcipem i inteligentną grą z czytelnikami, może się podobać. Więc może nie było gromkich salw śmiechu, ale był nieustający i szeroki uśmiech oraz satysfakcja z lektury.

Dziękuję za dedykację!

Po przeczytaniu spalić monitor.

:DDD

Logika zaprowadzi cię z punktu A do punktu B. Wyobraźnia zaprowadzi cię wszędzie. A.E.

Marasie, dziękuję za wyczerpujący komentarz. Sam bym pewnie lepiej tego tekstu nie rozebrał. Jeżeli chodzi o celowe odniesienia do tekstów, to prawie-prawie ze wszystkimi się zgodzę, które wypisałeś, bo coś tam mogło jednak wyjść przypadkowo, ale dlaczego? Bo fantastyka powiela wiele motywów, koncepcji, bohaterów itd. A już szczególnie fragmenty fantasy.

Scena rozpoczynająca w istocie nawiązuje do Twojego osławionego komentarza z SB, że choć przytoczę ostatnie zdania:

A to tylko początek, kurwa! Dopiero opis burzy i drogi jak on szedł do karczmy!!!!

Skoro u Ciebie szedł do karczmy w burzy, to u mnie z karczmy wracał i nawet piorun (!!!) strzelił! A co!

 

Itd. reszty odniesień wypisywać nie będę, bo niech każdy tę radość sam czerpie, gdy coś znajdzie.

 

Co do metaliterackich zabaw polecam: Upiór z funtastyki i Kot Baskervilla (czy jak to się tam pisze) cobolda, wydrukowany nie tak dawno w NF.

 

No i mi przerwali, i nawet komentarza jest fragment…

cdn.

tzn. później odpiszę dalej, a teraz klikam gotowe, żeby mi się nie skasowało :)

"Taki idealny wyluzowywacz do obiadu." NWM

Oczywiście nawiązanie (dosłowne) do mojego posta o fragmentach fantasy i jego zakończenia, było pierwszym skojarzeniem podczas lektury. Jak wspomniałem w komentarzu, świetnie zagrałeś motywami nawiązującymi do naszych dysput i moich tekstów o ff :)

Po przeczytaniu spalić monitor.

I oto znamy już klucz do małego, stalą okutego serduszka marasa XD

Odkrycie własnego błędu to nie porażka, lecz okazja (Alfred N. Whitehead)

Od podsumowania zacznę, kajam się za seksistowskie żarty. Nikogo oczywiście nie chciałem urazić, kobiety szanuję, a zawarłem takowe – bo łatwo się je pisze i sięgają po nie i fragmentaryści, swe wiekopomne kawałki dzieł piszący. W każdym razie, jeżeli najdzie mnie jeszcze ochota na metaliteracką zabawę, to spróbuję bez seksistowskiego humoru – lub – na poważnie.

A co do reszty Twojego komentarza – to jak powiedziałem wcześniej – bardzo trafnie rozebrałeś mój tekst, i pewnie że jest w nim dużo nawiązań i zaczepek, a jeszcze więcej dla wtajemniczonych portalowiczów. Jedynie do Prachetta nie nawiązałem świadomie – bo (jeszcze) nie czytałem. Świat dysku, humor i takie tam – muszę się w końcu za to zabrać.

Ten żart z opisami przyrody w czasie walki, to przyznaję się bez bicia, gdzieś już był tu na portalu w grafomanii, ale nie pamiętam u kogo. (Nie nie ten z Twojego opowiadnia). Po prostu podkręciłem go jeszcze bardziej.

Z tym tekstem to było tak, że napisałem początek do pierwszych gwiazdek i kilka dni myślałem co dalej zrobić. A potem szło też powolnie – w sumie jakieś 21 dni skrobania scenki po scence – zdania po zdaniu, ponownych odczytów i dłubania. Najpierw myślę sobie – radosna twórczość i jakoś pójdzie – wyszło, że dłubałem, napisałem plan, spisywałem na szybko pomysly na żarty i odniesienia. Przeglądałem nawet Twoje komentarze o ff, i jakieś randomwe FF'y. :D I jakoś poszło.

A żart o wielkim krasnoludzie to z winy tłumacza Władcy Pierścieni, który w słowie od tłumacza, wykładał, że zastosował się do wskazówek dla tłumaczy od Tolkiena i dowodził, m.in. że krasnolud to nazwa od czapy i dlatego u niego są krasnoludy – krzaty, enty – drzewacze, Helmowy Jar – Helmowy Parów itd… Czytać się tego nie dało…

Te słowa, to właściwie sparafrazowałem tego tłumacza(chodzi o Łozińskiego bodajże) (u niego było ludzi, a nie ludów z północy):

– Krasnolud. Krasny, od koloru skóry, że czerwony, a lud, że postury ludów z północy.

No cieszę się, że przypadło do gustu, że metazabawa się udała i zakończenie okazało właściwe!

"Taki idealny wyluzowywacz do obiadu." NWM

O patrz. Tego o czapie nie wiedziałem. Ale to dlatego, że od pięknie wydanych i ilustrowanych wydań Tolkiena w Zysku trzymam się z daleka. Właśnie że względu na Pana Łozińskiego. Brrr. Tylko Pani Maria Skibniewska!

Metazabawa wyszła Ci przednia. A zakończenie zarówno w formie, treści i wymowie bardzo mi się podobało.

Po przeczytaniu spalić monitor.

Ja to nieszczęsne wydanie LotR dostałem od kuzyna, dotrwałem do połowy i byłem bliski podcięcia sobie żył. Czemu ten pan w ogóle tłumaczy i ktoś to wydaje…

Dzięki jeszcze raz za dobre słowo :-)

"Taki idealny wyluzowywacz do obiadu." NWM

Bo nikogo nie obchodzi jakość tłumaczeń? (Nikogo, kto tym majdanem zarządza.) Łoziński zresztą ma Teorie. To niezdrowo, mieć Teorie, ale on je ma.

Odkrycie własnego błędu to nie porażka, lecz okazja (Alfred N. Whitehead)

#team Skibniewska. Współczucie dla Anonima;)

Logika zaprowadzi cię z punktu A do punktu B. Wyobraźnia zaprowadzi cię wszędzie. A.E.

Ech… Tarnino, so ture…

 

Asylum, można Cię do ran przykładać :-)

"Taki idealny wyluzowywacz do obiadu." NWM

Odkrycie własnego błędu to nie porażka, lecz okazja (Alfred N. Whitehead)

"Taki idealny wyluzowywacz do obiadu." NWM

Odkrycie własnego błędu to nie porażka, lecz okazja (Alfred N. Whitehead)

"Taki idealny wyluzowywacz do obiadu." NWM

Odkrycie własnego błędu to nie porażka, lecz okazja (Alfred N. Whitehead)

"Taki idealny wyluzowywacz do obiadu." NWM

No widzę tutaj prawdziwy pojedynek na gify:D

Logika zaprowadzi cię z punktu A do punktu B. Wyobraźnia zaprowadzi cię wszędzie. A.E.

Sie wie!

"Taki idealny wyluzowywacz do obiadu." NWM

No, starczy, starczy XD

Odkrycie własnego błędu to nie porażka, lecz okazja (Alfred N. Whitehead)

Masz rację XD

"Taki idealny wyluzowywacz do obiadu." NWM

Przeczytawszy.

Finkla

lozanf@fantastyka.pl

Finklo, już niewiele Ci zostało :-)

"Taki idealny wyluzowywacz do obiadu." NWM

Taaa, już z górki…

lozanf@fantastyka.pl

Zabawne było. I pomysłowe. Zdecydowanie na plus.

Dziękuję, ninedin! Tako miało być. Mam +, jeeej!

"Taki idealny wyluzowywacz do obiadu." NWM

Pomysł – jest.

Wykonanie – jest. I to jeszcze jakie!

Logika – niezachwiana.

Humor – odrobinę naciągany, ale jest (Cass Trat? Naprawdę? To takie złe, że aż dobre, że aż złe z powrotem).

Kawał dobrej roboty, krótko mówiąc, no.

To jest tak genialnie przemyślana historia, że braknie słów. Chylę czoło, bardzo inteligentnie poprowadzone, intrygujące i z doskonałą puentą. Jeśli chodzi o opisy niektóre były świetne, a inne trochę się dłużyły, ale to mniejszość, bo reszta była świetna.

Sprawozdanie poławiacza pereł:

W każdym razie dzielnie kluczył przed siebie, świadomie lub nie, popychając fabułę do przodu.

To jest przykład genialnego pomyślunku.

Machnął tylko ręką – znowu to samo. Ent jaki, czy inne drewno – i niezainteresowany elementem fantastycznym

To też.

Żona gospodarza ulokowała się pod ścianą i cerowała skarpety, niby nie słuchając tego, o czym mówili mężczyźni, a tak naprawdę to słuchała.

A takie budowy zdań po porostu uwielbiam, ubóstwiam w każdym calu.

goblina i padł on martwy, wraz z miną pełną zdziwienia, zastygłą na jego paskudnej mordzie.

 To już chyba klasyk xD zawsze bawi.

No nie ma. Sto i więcej ci opowiem, ale żadna nie ma.

Tutaj dopiero zrozumiałem zrozumiałem xD

Tylko Fantazy nie chrapał. Chrapałby, gdyby spał, ale nie spał.

XDDD mistrzostwo w czystej postaci, powinni dawać za to nagrody.

Świetne, naprawdę świetne i jeszcze z przestrogą!

Teatrzyk marionetek dobiega końca, kiedy pętla owija się wokół szyi.

Kordylianie, dziękówka! A pracowałem z jednym holendrem, co miał na imię Cas. No niestety, niektóre elementy musiały być złe, by były wierne pierwowzorom!

Humor rzecz gustu, może być i naciągany! Tak jak napompowany, nawlekany, czy nabryzgany!

Krótko mówiąc, dzięki za zostawienie śladu, no.

 

MaSkrolu, lejesz żółtą ciecz na moje uszy.

 

Jeśli chodzi o opisy niektóre były świetne, a inne trochę się dłużyły, ale to mniejszość, bo reszta była świetna.

Uff, gdyby się nie dłużyły, to bym poległ i niegodzien był osandalonych stóp prawdziwych autorów FF całować.

Miło, że wypunktowałeś to, co Ci się spodobało!

Pamiętaj dać 8 pkt na mój tekst w glosowanku!!!!!!1oneone eleven, bo inaczej jakiś tekst będący skończonym opowiadaniem, jeszcze weźmie i wygra. Wszyscy wiemy, że co skończone to złe. Skończone przerwy w pracy, skończeni idioci, nawet lepiej być niedorobionym, bo bycie skończonym to gorzej…

"Taki idealny wyluzowywacz do obiadu." NWM

Autorów… FF?

Odkrycie własnego błędu to nie porażka, lecz okazja (Alfred N. Whitehead)

MaSkrolu, lejesz żółtą ciecz na moje uszy.

Prawo pierwszego skojarzenia nie zawsze działa na naszą korzyść ;P

Pamiętaj dać 8 pkt na mój tekst w glosowanku!!!!!!1oneone eleven, bo inaczej jakiś tekst będący skończonym opowiadaniem, jeszcze weźmie i wygra.

Osiem raczej nie, ale na pewno coś wskoczy ;)

Wszyscy wiemy, że co skończone to złe. Skończone przerwy w pracy, skończeni idioci, nawet lepiej być niedorobionym, bo bycie skończonym to gorzej…

Wszystko zależy od spojrzenia na rzeczywistość. Np butelka może być skończona lub po prostu w całości niepełna.

Teatrzyk marionetek dobiega końca, kiedy pętla owija się wokół szyi.

​MASKROL, PRZYJMIJ MOJE TWIERDZENIA JAKO PRAWDY OBJAWIONE!!! A ZABIEG Z PIERWSZYM SKOJARZENIEM BYŁ CELOWY, BĘCWALE!!!

 

Tarnino, Final Fantasy to przeszłość, teraz tylko Fragmenty Fantasy.

"Taki idealny wyluzowywacz do obiadu." NWM

MASKROL, PRZYJMIJ MOJE TWIERDZENIA JAKO PRAWDY OBJAWIONE!!!

Dobra szefie, tylko we już nie krzycz.

A ZABIEG Z PIERWSZYM SKOJARZENIEM BYŁ CELOWY, BĘCWALE!!!

A to chyba, że celowy. W takim razie właśnie to robię.

Tarnino, Final Fantasy to przeszłość, teraz tylko Fragmenty Fantasy.

+1 dla tego teraz tylko Fragmenty.

Teatrzyk marionetek dobiega końca, kiedy pętla owija się wokół szyi.

Odkrycie własnego błędu to nie porażka, lecz okazja (Alfred N. Whitehead)

"Taki idealny wyluzowywacz do obiadu." NWM

No cóż fajnie napisane i humorystycznie ale ja czekam na co s takiego co rozśmieszy mnie do łez.

Dziękuję za opinię Tomaszu!

Z rozbawieniem do łez może być ciężko :-) Chciałbym, by w literaturze rozbawienie do łez zdarzało mi się chociaż ze dwa razy do roku :D

"Taki idealny wyluzowywacz do obiadu." NWM

Tom się ubawiła… :D 

Najlepszy fragment, jaki kiedykolwiek czytałam. I to epickie wręcz “zakończenie”, jak w piosence, ciszej i ciszej… A tu, no magia! 

Sama historyjka niczego sobie, padłam czytając imiona bohaterów. 

Udany tekst. :)

SaroZimowa, niesłuszne mi pochwały czynisz! Wszak nie godzi się, by fragment był tak udany. Toż to wtedy wyjdzie, że nic, a nic się nie nauczyłem od prawdziwych mistrzów swe fragmenty niestrudzenie piszących.

Thank Tobie very bardzo za odwiedziny i dobre słowo!

"Taki idealny wyluzowywacz do obiadu." NWM

Dzięki serdeczne za dedykację, Mytrixie. Szczerze, nie spodziewałem się po Tobie tego typu wycieczki metaliterackiej. Dałbym te 10 punktów i zasłużenie byś wygrał, ale skoro nie przeczytałem wszystkich opowiadań konkursowych to nie wypadało głosować. A nie będę przecież czytał tylu nieśmiesznych opowiadań w tak potężnej dawce… ;) No i zaraz by padły podejrzenia, że 10 punktów za tą dedykację dostałeś :P

Po przeczytaniu spalić monitor.

Ej, nie mogłeś dać 10 punktów jednemu tekstowi. Trzeba było rozłożyć co najmniej na trzy opowiadania.

Babska logika rządzi!

Ja tu się tylko przekomarzam, Finklo. Przecież wiadomo, że dałbym 8 i po jednym punkcie innym tekstom ;P

Po przeczytaniu spalić monitor.

Trzeba było dawać, Mr.Marasie i nie zrzędzić, choć z tego same dobre rzeczy wyniknęły:), jako i zawsze bywa w takich przypadkach.

Logika zaprowadzi cię z punktu A do punktu B. Wyobraźnia zaprowadzi cię wszędzie. A.E.

Wow, ten tekst był świetny. Ilość nawiązań, absurdalnego humoru, mrugnięć okiem do czytelnika… Rany, jestem serio pod wrażeniem. Czytało mi się to przezacnie.

 

Ostatnio czytałam artykuł w jakimś szmatławcu, że humor millenialsów jest bez sensu (oo, już mam, the Washington Post) – i w sumie ten tekst dobrze się wpasowuje w opisany klimat. Na przykład parsknęłam nad “na posłaniu, z tymi słowy, ze słomy”, chociaż nie mam pojęcia, co w tym jest śmiesznego. Fajna była też ta szumiąca głowa z początku – i wiele innych.

 

Jest meta, jest absurdalnie, jest surrealistycznie. Humor, który pozornie jest bez sensu, ale potrafi rozbawić. Czapki z głów za kawał dobrego tekstu, Mytrixie.

 

 

(jak zwykle nie mogę zmniejszyć gifa)

www.alecojak.blogspot.com

O dyskusje o mnie, beze mnie!

 

Maras

Dedykacja musiała być, bo to Twój wpis zainspirował powstanie tekstu. Deugie miejsce też jest świetne, więc punktami się nie przejmuj :D Co mi po tych punktach?

Generalnie wiem, że miałbym więcej czytelników – i być może pkt – gdybym oznaczył jako opowiadanie i uderzył w bibliotekę zaraz po dodaniu tekstu… ale no, nie wypadało. To jest taka zakopana perełka dla wytrwałych poszukiwaczy pirackich skarbów :D

 

wszyscy

Cieszę się, że opowiadanie spotkało się z większościowo ciepłym przyjęciem!

 

kam_mod

!!Przezacnie!! Z tymi wszystkimi nawiązaniami, mrugnięciami i tym podobnymi, zastanawiałem się, czy nie przedobrzyłem, ale chyba jednak nie :D

Czasem humor jest bez sensu, czasem absurdalny, no generalnie ile ludzi na świecie, tyle typów humoru. A czasem coś, co wydaje się proste, jest proste i skomplikowane jednocześnie. Weźmy na warsztat ten żart ze słomą (kompletnie nie mam pojęcia o czym mówię, ale bawię się świetnie):

Uwalono go na posłaniu, z tymi słowy, ze słomy:

Po pierwsze mamy autora – który pisząc to, ma pełną świadomość, że wpycha czytelnikowi żart, będący celowym błędem, w dodatku absurdem.

Po drugie mamy czytelnika – który już po pierwszych linijkach tekstu zorientował się, że jest trollowany

Po trzecie mamy ironiczne nabijanie się z ludzi, którzy naprawdę popełniają takie błędy, w swoich dziełach, ale nikt nie ma im tego za złe – każdy od czegoś zaczynał

 

No ale sam żart – no wiemy, że to posłanie jest ze słomy, a nie słowa. Ale z budowy zdania wynika co innego. Właściwie to nie jest śmieszne, tylko głupie. ALE jak się głębiej zastanowić, to na tyle absurdalna sytuacja, gdzie autor celowo zapodaje kiepski żart, bo wie, że tego oczekujemy – a co równie absurdalne – tylko na to czekamy, żeby się z tego pośmiać.

Ja bardzo lubię ironię, może dlatego mnie to bawi, a i innych czasem też.

No i jak sie tak naprawdę zastanowić to zwrot "słowa ze słomy" mógłby funkcjonować w znaczeniu – puste słowa / czcze gadanie / coś co łatwo obalić.

No ale nawiązując do artykułu, którego nie czytałem – Taki typ humoru, nie jest bez sensu – choć może się tak z pozoru wydawać. Każde pokolenie, każda subkultura itd. mają swój zbiór doświadczeń, dorobek, tło. I tak będzie nas śmieszyć Ahmed który wygrał Citroena C4 na loterii i krzyknie – No to bomba! Albo będzie nas śmieszyć sic w trójkątnym nawiasie <sic!>.

A co jeżeli będziemy zawężać grupę? Do fantastów? Do ludzi, którzy sami piszą? Do portalowiczów NF?

Chcę tylko powiedzieć, że ten tekst skroiłem pod portalową publiczność. Pokażcie to mamie, babci, sąsiadce, a popuka się w czoło. Pożcie polonistce – a być może będzie uradowana do łez – miałem taką polonistkę, ostro z nami wlaczyła wymagała poprawności, surowo przestrzegała reguł, sporo wiosen na karku, stara panna mieszkająca z matką – ale film Dzień Świra, który drwił z tego jak tylko mógł – ten film uwielbiała.

No tom głupot popisał.

 

Dzięki, że uważasz, że to kawał dobrego tekstu :D Jest meta brzmi dwuznacznie! (I mi się to podoba).

"Taki idealny wyluzowywacz do obiadu." NWM

Indeed, brilliant.

Odkrycie własnego błędu to nie porażka, lecz okazja (Alfred N. Whitehead)

"Taki idealny wyluzowywacz do obiadu." NWM

Nowa Fantastyka