- Opowiadanie: dogsdumpling - Na skraju

Na skraju

Króciak :-)

Dyżurni:

ocha, domek, syf.

Oceny

Na skraju

Słońce stało w zenicie. Szedłem polną drogą do wsi, kiedy zauważyłem dziewczynę na łące pełnej kwiatów dzikiej marchwi. Rozpuszczone jasne włosy tańczyły aureolą wokół jej głowy. Opalone ramiona kontrastowały z bielą sukienki.

Dziewczyna stała tyłem do mnie, w dłoniach trzymała stary karabinek sportowy. Wystrzeliła.

Jakby diabeł ręką dziecka z bicza trzaskał. Raz. Raz. Raz.

Morze bieli zafalowało.

– Kurwa! – wyrwało się z ust dziewczyny.

Odpowiedział jej śmiech. Chłopak stał na skraju łąki przy tarczy strzelniczej w cieniu lipowych drzew. Nie wiem, dlaczego dopiero teraz go zauważyłem. Jasna czupryna i biała koszula były widoczne z daleka na ciemnym tle lasu.

– Za bardzo w lewo! – krzyknął i pokazał jej cztery palce.

– Kurwa – mruknęła dziewczyna i ponownie przymierzyła się do strzału.

Przez chwilę miałem nieodparte wrażenie, że celuje w niego. Nacisnęła spust.

Raz. Raz. Raz.

– Lepiej! – odkrzyknął i pomachał ręką. – Jeszcze trochę!

Dziewczyna wycelowała po raz trzeci.

Raz.

Chłopak osunął się na ziemię, jasna głowa zniknęła wśród kwiatów. Dziewczyna zarzuciła karabinek na ramię i ruszyła w stronę tarczy.

– Nie udawaj – zaśmiała się po chwili i pomogła mu wstać. – Teraz twoja kolej – rzuciła.

– Jesteś pewna? – zapytał.

Skinęła głową i stanęła obok tarczy. Chłopak ruszył na jej wcześniejsze miejsce. Dziewczyna uniosła kciuk. Wycelował.

Raz.

Jak mak w morzu bieli, pomyślałem mimowolnie, patrząc na zakwitające czerwienią osuwające się na tarczę ciało.

Zamrugałem. Dziewczyna stała z uniesionym kciukiem i uśmiechała się szeroko.

– W sam środek! – krzyknęła.

Chłopak oddał kolejny strzał, i kolejny. I jeszcze jeden. Czekałem, aż dziewczyna upadnie, nic takiego się jednak nie wydarzyło. Po jakimś czasie chłopak podszedł do niej, razem oglądali dowody jego mistrzostwa. Śmiejąc się i szepcząc między sobą, zniknęli w lesie.

Gdy ich głosy ucichły, podszedłem na skraj łąki. W miejscu tarczy niewielki brzozowy krzyż wypuszczał zielone liście.

Koniec

Komentarze

¡¡¡SPOILERS!!!

KTO CZYTA KOMENTARZE PRZED TEKSTEM, TEN SPŁONIE W PIEKLE!

 

Fajna miniatura, bardzo ładnie napisana, dogs, ale też i niczego innego bym się po Twoim warsztacie nie spodziewał. Nie wiem, czy jest to wprawka, ćwiczenie, czy jakieś tło ma ten tekst, ale bardzo przyjemnie się go czyta. I te razy bardzo fajne i opisy ładne.

Przeszkadzało mi tylko to stanie, po trzykroć powtórzone. Czy to celowy zabieg?

 

Słońce stało w zenicie. Szedłem polną drogą do wsi, kiedy zauważyłem dziewczynę stojącą na łące wśród kwiatów dzikiej marchwi. Rozpuszczone jasne włosy tańczyły aureolą wokół jej głowy. Opalone ramiona kontrastowały z bielą sukienki.

Dziewczyna stała tyłem do mnie, w dłoniach trzymała wiatrówkę.

 

Nie wiem czy tekst odnosi się do czegoś historycznie, czy tam inne ma koneksje, ale pomimo tego, podobało mi się :-)

 

Ja to interpretuję tak: Narrator zobaczył scenę sprzed lat – jest to zarówno element fantastyczny. Czy przed laty chłopak zastrzelił swą dziołchę i to wcale nie z winy przypadku? :D

 

klik

"Taki idealny wyluzowywacz do obiadu." NWM

Dzięki za ciepłe słowa i klik, Mytriksie. Fajnie, że się spodobało. Co do tego stania, to moja nieuwaga ;-) Pomyślę, czym by to zastąpić.

Tekst właściwie nie ma szerszego kontekstu czy jakiejś szczególnej genezy. Potrzebny mi był “lżejszy” przerywnik przy pisaniu innego tekstu :-)

Co do interpretacji, zostawię ją w sferze domysłów, ale dobrze kombinujesz :P

Letting go is an invitation. Letting go is a choice.

Kurczaki, dobre to i to nawet bardzo.

 

Moja interpretacja bardzo zbliżona do tej od Mytrixa, chociaż przyznaję, że najpierw przeczytałem niepotrzebnie komentarze… ;)

Ładne to, obrazowe. Podoba mi się oszczędność w słowach. Ja na szczęście komentarze czytałem już po lekturze. :)

„Często słyszymy, że matematyka sprowadza się głównie do «dowodzenia twierdzeń». Czy praca pisarza sprowadza się głównie do «pisania zdań»?” Gian-Carlo Rota

Grzelulukasie,

dzięki! Fajnie, że przypadło do gustu :-)

Czasami lepiej nie czytać komentarzy, choć nie powiem, żeby mi się nie zdarzało :P

 

SzyszkowyDziadku,

witaj :-) dzięki za wizytę, pozytywny komentarz i klik. Fajnie, że się spodobało :-)

Letting go is an invitation. Letting go is a choice.

Przeczytałem z przyjemnością.

Przemyślałem z przyjemnością ale nic nie wymyśliłem.

Kto kogo zabił i dlaczego?

Intrygujące, malarskie, tajemnicze.

Zakręcone… I dobrze. Niech każdy interpretuje, jak chce. Mnie się bardzo podobało. Obraz, uczucie, zatrzymanie… Poezja, piękno i krew – ode mnie oczywiście KLICZEK :) yes heart

Spodobał mi się ten sielski obrazek współzawodniczącej pary, ukazany na tle, jak się domyślam, dramatu z przeszłości. Zacny pomysł i takież wykonanie.

Odsyłam króciaka do Biblioteki. ;)

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Krótkie, sprawnie napisane, ciekawe i zastanawiające. Podziwiam wyczucie w pisaniu takich tekstów. I warsztat oczywiście, świetny. Opowiadanie obrazowe, trzymające w napięciu. 

Moja luźna interpretacja: albo facet miał zwidy, albo mu się śniła scena sprzed lat. Albo ja u Mytrixa, poszedł na miejsce zbrodni i znów to zobaczył.

W każdym razie dobre to jest.

Tekst bardzo ładnie napisany, przyjemny wręcz gładki w lekturze. Nie do końca oczywisty, ale nie na tyle niejasny, by to mnie uwierało. 

W głowie rodzi się jednak pytanie – jak można kogoś zabić z wiatrówki?

Fizyku,

dziękuję za wizytę. Cieszę się, że lektura była przyjemna :-) Interpretacyjnie to jest to tekst dość otwarty ;-)

 

Katiu,

dzięki za wizytę. Cieszy mnie tak pozytywny odbiór z Twojej strony heartheartheart

 

Reg,

dzięki za opinię i wysłanie króciaka do biblioteki. Fajnie, że przypadł do gustu :-)

 

Saro,

witaj :-) Podobają mi się Twoje interpretacje :-)

Dzięki za wizytę i tak pozytywny komentarz :-D

 

None,

fajnie, że nieoczywistość tekstu nie uwierała podczas lektury i że czytało się gładko.

Z wiatrówki jak najbardziej można kogoś zabić. Pod ten termin tak naprawdę podpada broń o różnych parametrach (dopiero od pewnego pułapu energii pocisku jest wymagane pozwolenie i rejestracja), również łowiecka. Było też stosunkowo sporo wypadków, w tym także śmiertelnych, z użyciem właśnie wiatrówki.

Dzięki za wizytę i pozostawienie śladu :-)

Letting go is an invitation. Letting go is a choice.

Podpisuję się pod poprzednimi komentarzami. Tekst oszczędny w słowach, trzymający w napięciu, działający na wyobraźnię niedomówieniami i plastycznymi opisami.

Również interpretuję scenę jako widmo wydarzenia z przeszłości. A to pozornie szczęśliwe zakończenie wizji jako sugestię, że duch dziewczyny nie pamięta swojej śmierci, jest uwięziony we wspomnieniu ostatnich chwil.

Szort bardzo dobry jako samodzielny tekst, a i z potencjałem na dłuższą opowieść.

Istotą rzeczywistości jest sens. Co nie ma sensu, nie jest dla nas rzeczywiste.

Witaj, black_cape :-)

Miło mi, że oceniasz tekst pozytywnie. Fajnie, że pomyślałaś o uwięzieniu dziewczyny we wspomnieniu ostatnich chwil smiley.

Dzięki za wizytę i komentarz.

Letting go is an invitation. Letting go is a choice.

Jestem winna komentarz do klika – ale co tu właściwie pisać? Świetny pomysł, dobrze napisane, dla szorta to wszystko, czego trzeba! No i bardzo niepokojąca całość, taka weirdowa, bardzo mi się.

Historia to uzgodniony zestaw kłamstw.

Drakaino,

dzięki heartsmiley.

Letting go is an invitation. Letting go is a choice.

Dobre, ob­ra­zo­we, z wy­obraź­nią! Jedno mi prze­szka­dza:owa wia­trów­ka. Skoro strze­la­ła se­ryj­nie, była to no­wo­cze­sna wia­trów­ka ła­do­wa­na wkła­dem CO2 albo któ­ryś z mo­de­li ła­do­wa­nych sprę­żo­nym po­wie­trzem, a więc w Pol­sce do­stęp­nych bez ze­zwo­le­nia przy li­mi­cie ener­gii wyj­ścio­wej 17 J. A to ozna­cza, że nawet nie­wiel­ka łącz­ka mię­dzy strzel­cem a tar­czą (np na osi 25-30 m po­wo­du­je, iż taka śru­ci­na prze­bi­je ubra­nie, utkwi do 2-5 cm pod skórą ofia­ry, ew w naj­gor­szym przy­pad­ku wy­bi­je oko, ale NA PEWNO nie za­bi­je.O, gdyby Twoi bo­ha­te­ro­wie strze­la­li dla za­ba­wy z czar­no­pro­chow­ca (też bez zzwo­le­nia do­stęp­na, ale już BROŃ a nie za­baw­ka, i uczu­cia nar­ra­to­ra by­ły­by bar­dziej wia­ry­god­ne, i su­spens peł­niej­szy. A tak, dla ludzi choć odro­bi­nę oby­tych z tym, co strze­la, tro­chę ta wia­trów­ka wy­glą­da na tle krzy­ża ab­sur­dal­nie:). Pozdr.

Rybaku,

dzięki za wizytę :-)

 

iż taka śrucina przebije ubranie, utkwi do 2-5 cm pod skórą ofiary,

Czyli jakby trafić w serce, to chyba jednak dałoby się zabić. Choć teraz po szybkim googlaniu nie mogę znaleźć informacji, na jakiej głębokości znajduje się serce…

Albo któryś z ojców był myśliwym i dysponował profesjonalną bronią. Narrator mógł założyć, że to wiatrówka, w końcu nie widział dokładnie, dziewczyna stała do niego tyłem i to z jakiejś odległości :P

Trochę żartuję, żaden ze mnie ekspert od broni, ale z tego, co czytałam, nawet wiatrówką można kogoś zabić z większej odległości. A nie wiem, czy to takie powszechne umieć rozpoznać dokładnie rodzaj broni z jakiejś odległości, więc ten czarnoprochowiec mógłby brzmieć niezbyt naturalnie ;-)

W każdym razie dzięki za wyjaśnienia. Zawsze warto się czegoś nowego dowiedzieć :-)

Letting go is an invitation. Letting go is a choice.

Z wiatrówki rekreacyjnej na dystansie 25 m nijak nie zabijesz. Chyba że to będze wiatrówka z wojen napoleońskich, włoskiego konstruktora broni, nazwiskom przepomniał, to wtedy nawet na 50 m tak (kaliber kuli jak w muszkiecie). A serce? Jak myślisz, dlaczego w wielu krajach nóż o długości ostrza pow. 10 cm uważany jest za broń?;)

To załóżmy, że to była profesjonalna, bardziej wypasiona wiatrówka ;D.

Letting go is an invitation. Letting go is a choice.

Ale ta wypasiona miała taki odrzut, że by dziewczę wywróciło… Tak że ten… No nie pasi wiatrówka i co gorsza – narusza dobre opowiadanie… Pozdr.

Czy zamiana wiatrówki na strzelbę by coś zmieniła? Bo czarnoprochowiec jest zbyt konkretny – narrator musiałby się znać na broni.

Letting go is an invitation. Letting go is a choice.

Na strzel­bę nie, bo strzel­ba to po­tocz­na nazwa my­śliw­skiej broni śru­to­wej albo na bre­ne­ki (czyli tzw dwu­rur­ki;). A z niej pre­cy­zyj­nie się nie po­strze­la, bo nie­gwin­to­wa­na lufa. Ale zmie­nić mo­żesz np. na "stary spor­to­wy ka­ra­bi­nek". Czyli po­pu­lar­ny nie­gdyś kbks. Były takie pra­wie na każ­dej strzel­ni­cy, a nawet w szko­łach śred­nich. Nabój ka­li­bru '22, mięk­ki oło­wia­ny po­cisk, amu­ni­cja do­stęp­na i tania jak barszcz, huk nie­zbyt do­no­śny (taki gło­śniej­szy trzask wła­śnie), sam z ta­kie­go strze­la­łem: broń pre­cy­zyj­na i cho­ler­nie nie­bez­piecz­na, bo mięk­ki po­cisk grzyb­ku­je w ciele i rana wy­lo­to­wa jest wiel­ko­ści ta­le­rza od zupy. Do opka nada się jak zna­lazł. Pozdr.

Najlepiej to AK-47, tani, pospolity, nawet dziecko obsłuży i dźwięk charakterystyczny XD

"Taki idealny wyluzowywacz do obiadu." NWM

Rybaku,

dzięki za podpowiedź :-)

 

Mytriksie,

Kałasznikow na pewno dodałby i historycznego i popkulturowego kolorytu XD

Letting go is an invitation. Letting go is a choice.

Mytrixie, kraj w którym nie stacjonuje własna armia, jest krajem, w którym ZAWSZE w końcu stacjonuje armia cudza. 1 sierpnia to jedna z dat, która o tej starej zasadzie przypomina: że zbytni pacyfizm służy zazwyczaj ludziom bynajmniej pacyfistycznie nie nastrojonym;). Przed IIwś KAŻDY młody człowie wynosił z domu i szkoły, tudzież z harcerstwa i organizacji podobnych umiejętność strzelania z broni palnej, do której posiadania miał prawo KAŻDY niekarany dorosły obywatel, jako wolny człowiek w wolnym kraju. To w krajach rozbójniczych i traktujących swych mieszkańców jako niewolników do dowolnego okradania posiadanie broni przez obdzieranych jest niemożliwe lub skrajnie utrudnione. Pozdr.

 

To ja jeszcze dołączę do pochwał – często chadzam obecnie polnymi drogami i być może dlatego tekst podziałał na moją wyobraźnię jak rzadko kiedy. Bardzo do mnie ta historia trafiła. Taka nie do końca oczywista, z tajemnicą, chociaż od razu wiadomo, że tragiczną – jak duchy.

Nir,

witaj :-) Fajnie, że tekst podziałał na wyobraźnię i że się podobało. Chadzanie polnymi drogami jest super, szczególnie latem ~^^~

Dzięki za wizytę i komentarz.

Letting go is an invitation. Letting go is a choice.

Podobało się.

 

Przekaz – myślę, że czytelny, zderzenie beztroskiej współczesności z dramatycznymi wydarzeniami sprzed lat. Emocje były, serce mi się ścisnęło przy ostatnim zdaniu. Wykonanie – dobre, nie ma się do czego przyczepić.

 

Ale to nie jest fantastyka. I nie jest to pierwszy tekst pozbawiony elementu fantastycznego, na który się tutaj natykam. Może portal powinien zmienić nazwę?

Ładna migawka, lubię takie klimaty. Uwielbiam wędrować po cmentarzach, przy jakiś starych krzyżach czasem się zatrzymuję i rozmyślam. Trafiłaś w mój gust.

Choć przed lekturę miałem obawy, czy w tak niewielu znakach uda się zawrzeć ciekawą historię? Udało się.

 

edit; nie wiem czy możesz to zmienić, ale w tekście reprezentacyjnym jest wciąż wiatrówka (taki tam szczególik, ale ja upierdliwy jestem;)

 

 

Bolly,

cieszę się, że tekst się spodobał i że uruchomił emocje.

Co do fantastyki, ja rozumiem ją szeroko. Zdaję sobie jednak sprawę, że, przynajmniej dla części czytelników, moje teksty mogą z tego powodu być rozczarowujące.

Dzięki za wizytę i komentarz :-)

 

Blacken,

fajnie, że historia przypadła do gustu :-) To prawda, że stare, czasem trochę zapomniane miejsca mają swój urok.

Fragment reprezentatywny poprawiony ;-)

Dzięki za wizytę i opinię.

Letting go is an invitation. Letting go is a choice.

Ech! Urzekło mnie już drugie zdanie: “Szedłem polną drogą do wsi, kiedy zauważyłem dziewczynę na łące pełnej kwiatów dzikiej marchwi”. I przez chwilę zastanawiałem się, jak głupi, jak właściwie wyglądają kwiaty dzikiej marchwi. To był ten rodzaj zadumy, kiedy człowiek stoi i spogląda pod słońce, które go zachwyca, zachwyca rażąc. Dokładnie takie uczucie, ten moment zawieszenia udało Ci się wytworzyć. Coś pięknego! Tak sobie myślę, że jednak opis przyrody (czy też świata zewnętrznego w ogóle) różni się od samej przyrody – tak generalnie. Inaczej koper pachnie na papierze, a inaczej w ogródku mojej nieżyjącej już babci. Ten świat papierowy, choć również barwny i żywy… i taki piękny, bliższy jest jednak zakamarkom naszego umysłu, a mniej intuicyjny czy wręcz instynktownie poznawalny, mniej wrażeniowy (jaka jest różnica między “wrażeniem” a “spostrzeżeniem”, to wiedzą m.in. psychoakustycy). Myślę, że mnie rozumiesz, choć być może trochę się zamotałem z tym wywodem. Pozdrawiam wakacyjnie! ;-)  

Co do fantastyki, ja rozumiem ją szeroko. Zdaję sobie jednak sprawę, że, przynajmniej dla części czytelników, moje teksty mogą z tego powodu być rozczarowujące.

To znaczy? Jak szeroko? Na upartego każdy tekst, w którym obecna jest fikcja literacka, można uznać za fantastykę, ale ja tego nie kupuję.

Bolly,

Jak szeroko?

Wizje i duchy zaliczam do fantastyki.

 

Maćku,

witaj :-) Dziką marchew chyba dużo ludzi miało okazję oglądać, tylko pewnie bez świadomości na co patrzą.

Wiesz, mnie się wydaje, że w ogóle nie da się oddać w słowach rzeczywistości w pełni, szczególnie tej zmysłowej. Jakby nie było jest to próba przełożenia odczuć/ wrażeń autora/takich, jakie autor chce wywołać na słowa, które potem czytelnik odtwarza w oparciu także o swoje doświadczenia, wiedzę, wrażliwość, więc jest to dość złożony proces z dużą ilością filtrów i kodów, także kulturowych, czy chociażby geograficznych.

Dzięki za wizytę i podzielenie się przemyśleniami :-)

Letting go is an invitation. Letting go is a choice.

Wizje i duchy zaliczam do fantastyki.

Jak dla mnie to tu nie było ani jednego, ani drugiego. Ot, bohater widzi oczami wyobraźni, co się na tej łące musiało wydarzyć przed laty. Idąc tym tokiem rozumowania, tekst o kimś, kto doznaje omamów wzrokowych, też jest fantastyką.

A mi się wydaje, że chronologia wydarzeń wskazuje jednak na duchy, przynajmniej ja to tak odbieram. Bohater widzi na skraju lasu scenkę, która mogłaby dziać się naprawdę, gdyby nie ten dziwny zgrzyt z krwią. Dopiero potem znajduje krzyż. Efekt subtelny, ale dla mnie – czytelny.

Bolly,

bohater widzi oczami wyobraźni,

Bohater nie wyobraża sobie tego, co stało się na łące. On to fizycznie widzi. Jest świadkiem czegoś, co dzieje się poza nim. Omamy to coś innego – nie są zewnętrzne/ niezależne w stosunku do osoby, która je ma, gdyż to ona je wytwarza.

 

Owszem, tak jak pisze Nir, w tekście jest to subtelne, ale mam jednak nadzieję, że przynajmniej dla większości czytelników widoczne. Oczywiście masz prawo do swojej interpretacji i nie tyle próbuję Cię od niej odwieść, co po prostu staram się przedstawić swój punkt widzenia.

 

Nir,

Efekt subtelny, ale dla mnie – czytelny.

cieszę się, że w ten sposób to widzisz heart

 

Letting go is an invitation. Letting go is a choice.

Bohater nie wyobraża sobie tego, co stało się na łące. On to fizycznie widzi. Jest świadkiem czegoś, co dzieje się poza nim. Omamy to coś innego – nie są zewnętrzne/ niezależne w stosunku do osoby, która je ma, gdyż to ona je wytwarza.

Opowiadanie interpretuję tak: bohater widzi na łące strzelających sobie z wiatrówki gówniarzy, akurat w miejscu, gdzie – podczas wojny? – miała miejsce jakaś egzekucja. W pewnej chwili ma taki “przebłysk”, w którym chłopak strzelający do tarczy kojarzy mu się, czy nawet zlewa w jedno z żołnierzem dokonującym owej egzekucji. Gdy młodzi odchodzą, okazuje się, że tarcza strzelnicza była oparta o brzozowy krzyż znaczący miejsce tej zbrodni z czasów wojny. Dlatego właśnie odebrałem ten tekst jako zderzenie beztroskiej teraźniejszości z okrutną przeszłością i doszedłem do wniosku, że porusza on problem braku szacunku dla historii i miejsc pamięci. Jeżeli intencje autorki były inne, to przepraszam, ale jestem zmuszony cofnąć swoje słowa o czytelnym przekazie. Jednocześnie proszę o objaśnienie tekstu, bo go nie rozumiem.

 

Bohater nie wyobraża sobie tego, co stało się na łące. On to fizycznie widzi. Jest świadkiem czegoś, co dzieje się poza nim. Omamy to coś innego – nie są zewnętrzne/ niezależne w stosunku do osoby, która je ma, gdyż to ona je wytwarza.

Sęk w tym, że osoba doświadczająca omamów jest PRZEKONANA, że faktycznie widzi to, co jej się tylko zwiduje. Nie jest krytyczna wobec swoich halucynacji, bo nie jest w stanie odróżnić rzeczywistości od objawów chorobowych. Jeśli krytycyzm jest zachowany, mówimy już nie o halucynacjach, a o halucynoidach. Narracja w opowiadaniu jest pierwszoosobowa, dlaczego więc miałbym wierzyć twojemu bohaterowi na słowo, że to, co widzi, jest prawdą?

Narracja w opowiadaniu jest pierwszoosobowa, dlaczego więc miałbym wierzyć twojemu bohaterowi na słowo, że to, co widzi, jest prawdą?

Każdą narrację pierwszoosobową można uznać za niewiarygodną właśnie z racji tego, że jest pierwszoosobowa. Wybór należy do ciebie. Ja raczej na wyjściu wierzę takiemu narratorowi chyba że dostaję sygnały, że jest coś nie tak. Ale to mój wybór. Starałam się w opku nie dawać sygnałów mogących sugerować, że narrator ma omamy, a to co widzi jest wytworem jego umysłu. Czy wyszło? To już każdy czytelnik sam decyduje.

 

Co do interpretacji tej historii, to nie lubię narzucać czytelnikom własnej interpretacji, ograniczę się więc do tego, co jest w tekście:

 

W miejscu tarczy niewielki brzozowy krzyż wypuszczał zielone liście.

Narrator po tym jak podszedł na skraj łąki, zobaczył tylko krzyż. Nie było tam tarczy.

 

Letting go is an invitation. Letting go is a choice.

Co do interpretacji tej historii, to nie lubię narzucać czytelnikom własnej interpretacji

Ilekroć coś takiego słyszę, tłumaczę to sobie tak: “Sam(a) nie wiem, o co mi chodziło, więc dorób sobie czytelniku własną interpretację”.

 

Narrator po tym jak podszedł na skraj łąki, zobaczył tylko krzyż. Nie było tam tarczy.

Eee… Bo chłopak i dziewczyna ją zabrali, tak jak i wiatrówkę? A krzyż to akurat dobra podpórka dla tarczy?

Ilekroć coś takiego słyszę, tłumaczę to sobie tak: “Sam(a) nie wiem, o co mi chodziło, więc dorób sobie czytelniku własną interpretację”.

Masz prawo do takiego odbioru.

 

Eee… Bo chłopak i dziewczyna ją zabrali, tak jak i wiatrówkę? A krzyż to akurat dobra podpórka dla tarczy?

Mogło być i tak.

 

Pozdrawiam.

Letting go is an invitation. Letting go is a choice.

Cofam w takim razie wszystko, co dobrego powiedziałem o tekście.

A ja nie :D

Bardzo dobre. Nie wiem, czy dobrze zrozumiałem, ale zakończenie mnie zaskoczyło. W pewnym sensie też zasmuciło.

Rybaku,

laugh

 

Corrinnie,

dzięki za miłe słowa. Nie da się ukryć, że tekst nie kończy się happy endem ;-), fajnie że zadziałało na emocje.

Dzięki za wizytę i pozostawienie śladu :-)

Letting go is an invitation. Letting go is a choice.

Tak offtopowo wtrącę, że troll Bolly mnie rozśmieszył :-)

"Taki idealny wyluzowywacz do obiadu." NWM

Sugerujesz Mytriksie, że powinnam sekcję komentarzy zgłosić do Fun-tastycznego konkursu? ;-)

Letting go is an invitation. Letting go is a choice.

Sekcja komentarzy pod prawie każdym fragmentem fantasy i fragmenty fantasy zresztą też by się nadawały :D

"Taki idealny wyluzowywacz do obiadu." NWM

Oj tak ;-)

Letting go is an invitation. Letting go is a choice.

Tak offtopowo wtrącę, że troll Bolly mnie rozśmieszył :-)

Dlaczego troll?

A miałem nie karmić…

 

Bolly, przejrzałem kilka Twoich ostatnich komentarzy, i większość brzmi jak Internetowy trolling, a czy jest to Twoim zamiarem, czy nie, pozostawiam Twojemu sumieniu. ♡

"Taki idealny wyluzowywacz do obiadu." NWM

Jeden z lepszych szortów jake tu czytem. Tylko dwa tysie znaków, a jest i tajemnica, i twistów klka, i ostatecznie nostalgia, Ładne.

Bolly, przejrzałem kilka Twoich ostatnich komentarzy, i większość brzmi jak Internetowy trolling, a czy jest to Twoim zamiarem, czy nie, pozostawiam Twojemu sumieniu. ♡

Ostatnio to ja się udzielałem głównie w wątkach poświęconych wzajemnej pomocy merytorycznej/językowej. Chyba, że chodzi Ci o mój komentarz w wątku z minipowieścią, ale ktoś to w końcu musiał napisać, żeby była jakaś przeciwwaga dla tej dziwnej nagonki na fragmenty powieści. Noszę się zresztą z zamiarem naskrobania małego artykuliku na temat.

“Ich oczom ukazał się las… krzyży”, tak sobie pomyślałem, po lekturze:) 

Bardzo ładnie napisane, momentami nawet aż za bardzo, ale nie zapisze się do klubu wybitnych miłośników tego tekstu. Jakoś tak ten brzozowy krzyż przywołuje mi nieco inne rzeczy, niż to co pokazał nam narrator.

Niemniej udany króciak.

Bardzo dobre. Prawdziwy rollercoaster.

I to właśnie bez narzuconej kanonicznej interpretacji (bo dla mnie krzyż nie upamiętnia żadnego z bohaterów tego wydarzenia, a i tak robi wrażenie).

 

P.S. I chyba nikt jeszcze nie chwalił wieloznacznego tytułu?

Chrościsko,

ogromnie miło mi czytać takie słowa. Cieszę się, że tekst przypadł do gustu.

Dzięki za wizytę :-)

 

Michale Pe,

przyznam, że pierwszy raz spotykam się z uwagą, że tekst jest za ładnie napisany ;-) Co do brzozowego krzyża to wybrałam go z pełną świadomością, że może uruchomić różne skojarzenia. Miło mi, że mimo zastrzeżeń uważasz tekst za udany.

Dzięki za wizytę.

 

Coboldzie,

dziękuję za komentarz i wizytę. Cieszy mnie tak pozytywny odbiór tekstu z Twojej strony, a także to, że brak narzuconej interpretacji odbierasz dodatnio.

 

P.S. I chyba nikt jeszcze nie chwalił wieloznacznego tytułu?

Jeszcze nie. A byłam ciekawa, czy ktoś zwróci na to uwagę. Doczekałam się ;D

 

Letting go is an invitation. Letting go is a choice.

Wow, dobre to. Krótkie i jakże esencjonalne.

Witaj, Aryu :-)

dzięki za przeczytanie i miłe słowa heart Super, że się spodobało.

Letting go is an invitation. Letting go is a choice.

Nowa Fantastyka