- Opowiadanie: yavin - Ostatni pociąg

Ostatni pociąg

Fa­scy­nu­ją­ce jest to, jak droga do celu może stać się prze­ży­ciem samym w sobie.  Cza­sa­mi po­chła­niam ze­wnę­trze – po­że­ram ka­wał­ki życia roz­ma­wia­ją­cych współ­pa­sa­że­rów, innym razem – po­dróż staje się nie­ja­ko pod­su­mo­wa­niem pew­ne­go roz­dzia­łu ży­cio­we­go, który wła­śnie się za­my­ka – czas po­mię­dzy jed­nym a dru­gim, za­wie­szo­ny po­mię­dzy – tak długo, aż po­ciąg dogna do miej­sca do­ce­lo­we­go.

 

Po­niż­sze opo­wia­da­nie pró­bo­wa­łem na­pi­sać przez czte­ry lata – stały był tylko ten frag­ment, resz­ta do­łą­cza­ła i od­pa­da­ła, mu­to­wa­ła, by w końcu zgnić, od­paść i od­pły­nąć w za­po­mnie­nie. No, ale nic to, w końcu liczy się droga – praw­da?

Dyżurni:

regulatorzy, homar, syf.

Oceny

Ostatni pociąg

Prze­su­ną­łem się do okna i spoj­rza­łem na współ­po­dróż­ne­go. Przez cały czas opie­rał się o pa­ra­pet, pa­trząc przez okno roz­ma­rzo­nym, za­my­ślo­nym wzro­kiem. Przy­po­mi­nał nieco ty­po­we­go przed­sta­wi­cie­la sub­kul­tu­ry me­ta­li – włosy za­wią­za­ne w kucyk opa­da­ły mu gdzieś za ramię, chude palce pia­ni­sty po­stu­ki­wa­ły o po­li­czek, a ostre, wy­eks­po­no­wa­ne przez nie­mal nie­na­tu­ral­ną chu­dość, rysy twa­rzy do­dat­ko­wo pod­kre­śla­ła spi­cza­sta, sta­ran­nie przy­strzy­żo­na kozia bród­ka. Oczy­wi­ście, jak przy­sta­ło na każ­de­go sza­nu­ją­ce­go się fana cięż­szych brzmień, odzia­ny był w praw­do­po­dob­nie dość wy­słu­żo­ną skórę (by oddać spra­wie­dli­wość – pro­stą i funk­cjo­nal­ną, po­zba­wio­ną ćwie­ków i in­nych bzdur) i czar­ne bo­jów­ki (sam zresz­tą uzna­wa­łem, że spodnie pa­ra­mi­li­tar­ne i ko­szul­ka ze śmiesz­nym na­pi­sem to szczyt mody). Nie spo­dzie­wa­jąc się żad­nej in­te­rak­cji z jego stro­ny, błą­dzi­łem wzro­kiem po twa­rzach in­nych pa­sa­że­rów, po­szu­ku­jąc ja­kie­goś punk­tu za­cze­pie­nia, emo­cji czy źró­dła cie­kaw­szej hi­sto­rii pro­wa­dzą­cej do prze­my­śleń.

Wiele można na­uczyć się z ob­ser­wa­cji.

Chwi­lę za­ję­ło mi uświa­do­mie­nie sobie, że moja myśl zo­sta­ła wy­po­wie­dzia­na na głos – i to nie przez po­wy­żej pod­pi­sa­ne­go, a przez sie­dzą­ce­go na­prze­ciw­ko po­dróż­ni­ka. Ten zmie­nił po­zy­cję. Teraz sie­dział nieco przy­gar­bio­ny, opie­ra­jąc łok­cie na ko­la­nach i spla­ta­jąc dło­nie ponad nimi. Pa­trzył, z lek­kim zło­śli­wym uśmiesz­kiem, pro­sto na mnie.

 

Obraz z do­me­ny pu­blicz­nej: Au­to­por­tret z Dok­to­rem Ar­rie­tą au­tor­stwa Goi https://commons.wikimedia.org/wiki/File:Francisco_Goya_Self-Portrait_with_Dr_Arrieta_MIA_5214.jpg

– Prze­pra­szam? – spy­ta­łem cał­kiem sen­sow­nie.

– Po­my­ślał pan – wy­ja­śnił uprzej­mie mój roz­mów­ca, pro­stu­jąc się i kła­dąc ręce po swo­ich bo­kach – że wiele można na­uczyć się z ob­ser­wa­cji. Tak przy­naj­mniej sądzę. Myśli pan?

– Tak, tak, cza­sem – od­par­łem za­sko­czo­ny. Z ja­kie­goś bli­żej mi nie­zna­ne­go po­wo­du byłem prze­ko­na­ny, że moje myśli są cał­ko­wi­cie pry­wat­ne i nie­do­stęp­ne dla po­stron­nych. – Skąd pan wie? – za­py­ta­łem za­cie­ka­wio­ny.

– Wiele można na­uczyć się z ob­ser­wa­cji – od­parł za­py­ta­ny i rozłożył szeroko ręce (co skojarzyło mi się z rozpostartymi skrzydłami kruka). – cóż… zaj­mu­je się pan czymś poza oka­zjo­nal­nym my­śle­niem?

– Je­stem pi­sa­rzem – od­po­wie­dzia­łem, wciąż nieco skon­fun­do­wa­ny.

– To nie­wdzięcz­na praca – stwier­dził, a gdy przy­tak­ną­łem, kon­ty­nu­ował – bo cóż pan robi? Skro­bie po pa­pie­rze…

– Teraz to głów­nie kom­pu­te­rze – za­prze­czy­łem nie­śmia­ło.

– Do­brze, skro­bie pan po kom­pu­te­rze – zgo­dził się i mach­nął ręką, jakby ba­ga­te­li­zu­jąc ten nie­istot­ny szcze­gół – skro­bie, skro­bie, rok po roku, dzień po dniu i co? No i pan jest lep­szy w skro­ba­niu. Gdyby pan skro­bał nie ja­kieś li­ter­ki, ale, o, po­wiedz­my garn­ki, to byłby pan dzi­siaj mi­strzem w le­pie­niu garn­ków. Czy tam skro­ba­niu, mniej­sza o to. W każ­dym razie – po­wró­cił do swo­jej ulot­nej myśli – two­rzył­by pan naj­pięk­niej­sze garn­ki, istne ar­cy­dzie­ła. A tak co? – Urwał, robiąc dramatyczną pauzę i uniósł prawą rękę. – Gówno! – nie­mal­że wy­krzyk­nął, ude­rza­jąc pię­ścią z góry po­wie­trze. – Jak pan skro­bał tak skro­bie. Efek­tu brak. – Wzru­szył ra­mio­na­mi, koń­cząc wątek.

– No cóż – pod­ją­łem dys­ku­sję – nie za­prze­czysz, że…

– Chwi­la, chwi­la – prze­rwał mi i za­czął ner­wo­wo ob­ma­cy­wać się po kie­sze­niach – a kiedy niby to prze­sze­dłem z panem na “ty”? – ostat­nie słowa mówił już wy­cią­ga­jąc zza pa­zu­chy ma­nier­kę i po­da­jąc ją w moją stro­nę.

Przy­ją­łem na­czy­nie, od­krę­ci­łem i po­wą­cha­łem. We­wnątrz pach­nia­ło bar­dzo moc­nym al­ko­ho­lem. Lekko się skrzy­wi­łem i spoj­rza­łem w stro­nę swo­je­go roz­mów­cy.

– No to bru­dzia? – spy­ta­łem, a gdy sie­dzą­cy na­prze­ciw­ko kiw­nął głową, unio­słem na­czy­nie krzy­cząc – Bru­dzia! – i upi­łem z dwa łyki.

Skrzy­wi­łem się czu­jąc smak moc­ne­go al­ko­ho­lu, a po całym moim ciele roz­nio­sły się drgaw­ki i przy­jem­ne, pi­jac­kie cie­pło. Od­da­łem ma­nier­kę wła­ści­cie­lo­wi, a gdy ten do­peł­nił ce­re­mo­nia­łu kon­ty­nu­owa­łem:

– W każ­dym razie, jak mó­wi­łem panu…

– Dajżeż pokój z tym panem! – za­śmiał się, znów za­głu­sza­jąc moją kwe­stię.

– …nie da się za­prze­czyć, że o ile wiele garn­ków jest, no, pięk­niej­szych od, hm, dzieł li­te­ra­tu­ry, no i na pewno o wiele bar­dziej funk­cjo­nal­nych, to garn­ków w hi­sto­rii pa­mię­ta­my le­d­wie kilka. A twory róż­nych stwór­ców są dziś pod­sta­wą na­szej kul­tu­ry. Do dziś je lu­dzie czy­ta­ją! Mo­ra­ły, hi­sto­rie, same prze­my­śle­nia, to wszyst­ko jest, zna­czy one są po­nad­cza­so­we, a co komu po rę­ko­dziel­ni­czym garn­ku jak pój­dzie do mar­ke­tu i kupi sobie lep­szy, wy­tła­cza­ny ma­szy­no­wo i sta­lo­wy, ha? Skro­bie się garn­ki, skro­bie i dupa – za­koń­czy­łem za­do­wo­lo­ny z swo­je­go mo­no­lo­gu.

– Po pierw­sze nie stwór­ca, a twór­ca – spro­sto­wał mnie po chwi­li roz­mów­ca, wy­raź­nie wy­cho­dząc z za­my­śle­nia – stwór­ca to przy­cho­dzi, ot tak pstry­ka – tutaj za­de­mon­stro­wał pstryk­nię­cie – i oto jest. Stało się. Myśl odzia­na w ma­te­rię. W tle fan­fa­ry. A twór­ca, jak pan pew­nie wie, to siada i musi się, o, na­pra­co­wać. Skro­bie, skro­bie i jest. Nie ma STWO­RZE­NIA – wy­cią­gnął przed sie­bie prawą rękę wska­zu­jąc na mnie dło­nią i opie­ra­jąc ło­kieć na ko­la­nie – jest cięż­ka praca, do­świad­cze­nie i nauka. A po dru­gie – dodał jakby od nie­chce­nia – nie czy­ta­ją dzieł, bo są stresz­cze­nia. I tyle z do­rob­ku i uj­rze­nia ręki au­to­ra.

– Wciąż są czy­ta­ją­cy – zri­po­sto­wa­łem.

– Niech pan wska­że cho­ciaż jed­ne­go! – otrzy­ma­łem na­tych­mia­sto­wą re­pli­kę.

– Jacyś w końcu są, cho­le­ra. Może to błąd sta­ty­stycz­ny – do­da­łem od razu – ale ist­nie­ją. Mniej­sza nawet o nich, wszak pisze się w pierw­szej ko­lej­no­ści dla sie­bie, praw­da? Dla przy­jem­no­ści… sa­tys­fak­cji…

– No wiesz? – nie­zna­jo­my prze­wró­cił oczy­ma, krzy­żu­jąc tym razem ręce na pier­si – sie­dzisz przed kom­pem, skro­biesz ja­kieś li­ter­ki, wku­rzasz się, bo znacz­ki leżą w złej ko­lej­no­ści, na dupie robią się od­le­ży­ny, nie­wy­spa­ny jak cho­le­ra bo w dzień czasu na pi­sa­nie to­tal­nie brak, a po­myśl tylko jak wspa­nia­le mógł­byś się wy­spać, jak do­brze mógł­byś spę­dzić ten stra­co­ny czas!

– Nie spę­dził­bym. – Od­par­łem – le­pił­bym garn­ki.

Obaj wy­bu­chli­śmy gło­śnym śmie­chem, zwra­ca­jąc uwagę resz­ty współ­pa­sa­że­rów za­lud­nia­ją­cych prze­dział. Po dłuż­szej chwi­li gdy udało nam się uspo­ko­ić, wy­pi­li­śmy po ko­lej­nym łyku przy­jem­ne­go trun­ku i po­wró­ci­li­śmy do roz­mo­wy, igno­ru­jąc zło­śli­we ko­men­ta­rze.

– Czło­wiek – stwier­dził mój roz­mów­ca – to taka za­baw­na i zło­żo­na rzecz. Będę wy­sia­dał za chwil­kę – rzu­cił jakby od rze­czy, spraw­dza­jąc go­dzi­nę na ekra­nie swo­je­go te­le­fo­nu – moja sta­cja się zbli­ża.

– Jakby nie pa­trzeć więk­szość życia to bzdu­ry – rze­kłem.

– Słu­cham? – Dys­ku­tant zda­wał się nie zro­zu­mieć moich słów

– Cho­dzi o to, że więk­szość rze­czy na jakie prze­zna­cza­my czas tak na­praw­dę to nie… – za­czą­łem tłu­ma­czyć

– Nie, nie, nie o to cho­dzi! – wtrą­cił nie­zna­jo­my – po pro­stu cię nie usły­sza­łem.

– Ach! Mówię, że więk­szość życia to bzdu­ry – po­wtó­rzy­łem.

– Każda praca, jaką kie­dy­kol­wiek i gdzie­kol­wiek pan wy­ko­na – usły­sza­łem od­po­wiedź udzie­lo­ną nieco na­uczy­ciel­sko-men­tor­skim tonem, pod­kre­ślo­ną – bę­dzie więk­szym lub mniej­szym zbio­rem skła­do­wych. Czyli to­tal­nych pier­dół. To­tal­nych, ma­lut­kich pier­dół. Spier­do­lisz wi­docz­ną pier­do­łę, to sam sta­niesz się pier­do­łą, forma de­ter­mi­nat ma­te­riam – za­to­czył ręką koło w po­wie­trzu – forma wy­zna­cza treść, za­szu­flad­ku­ją cię, no i dupa.

– A tak wła­ści­wie to co ty ro­bisz? – Spy­ta­łem, spy­cha­jąc roz­mo­wę na inne tory.

– A tak sobie po­dró­żu­ję – od­parł lekko – jedni skro­bią garn­ki, inni li­ter­ki, a ja za­mia­tam bu­ta­mi przed ka­sa­mi. Cóż, czas na mnie – dodał, gdy po­ciąg po raz ko­lej­ny szarp­nął gwał­tow­nie, ha­mu­jąc przy sta­cji – no to strze­mien­ne­go! – za­koń­czył wsta­jąc, po­wra­ca­jąc do daw­ne­go, we­so­łe­go i nieco py­szał­ko­wa­te­go tonu.

– Strze­mien­ne­go! – od­rze­kłem rów­nie ra­do­śnie, wy­cią­ga­jąc już rękę po ko­lej­ną dawkę przy­spie­szo­ne­go in­te­gra­to­ra spo­łecz­ne­go. Wy­pi­li­śmy i po­że­gna­li­śmy się, wciąż nie zna­jąc swo­ich imion. Zresz­tą – nie miało to więk­sze­go zna­cze­nia.

Od­pro­wa­dza­łem wzro­kiem swo­je­go dys­ku­tan­ta do­pó­ki nie wy­to­czył się na peron umiej­sco­wio­ny po­śród cią­gną­cych się aż po ho­ry­zont pól, uroz­ma­ico­nych tylko pa­ro­ma be­to­no­wy­mi klo­ca­mi (wśród któ­rych znaj­do­wał się bu­dy­nek dwor­ca) i sę­dzi­wy­mi drze­wa­mi, wy­zna­cza­ją­cych gra­ni­ce ko­lej­nych dzia­łek.

Moja po­dróż miała jed­nak do­pie­ro się roz­po­cząć.

 

 

Koniec

Komentarze

Yavinie, byłoby wskazane, abyś podał źródło ilustracji, którą wykorzystałeś w opowiadaniu.

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

@regulatorzy – wybacz, karygodne niedopatrzenie. Obraz, rzecz jasna, jest z domeny publicznej – dodam źródło na końcu tekstu – https://en.wikipedia.org/wiki/Self-portrait_with_Dr_Arrieta.

OK, Yavinie. ;)

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Myślę, że warto podawać linki bezpośrednio do commons, gdzie plik został faktycznie załadowany: https://commons.wikimedia.org/wiki/File:Francisco_Goya_Self-Portrait_with_Dr_Arrieta_MIA_5214.jpg podany przez Ciebie link odnosi się do artykułu na enwiki, z tego co widzę jest osiem wersji językowych (wybacz to takie moje wiki zboczenie ;))

 

Co do opowiadania, fajnie się czytało. Muszę je przemyśleć bo wydaje się hmm… niezwykle głębokie.

 

 

No cóż, taka sobie rozmowa z przypadkowym współpasażerem, zakropiona wódeczką, za to kompletnie pozbawiona fantastyki. :(

Wykonanie pozostawia sporo do życzenia.

 

ko­szul­ka z śmiesz­nym na­pi­sem… –> …ko­szul­ka ze śmiesz­nym na­pi­sem

 

roz­ło­żył sze­ro­ko ręce (co sko­ja­rzy­ło mi się z roz­ło­żo­ny­mi skrzy­dła­mi kruka… –> Czy to celowe powtórzenie?

Proponuję: …i roz­ło­żył sze­ro­ko ręce (co sko­ja­rzy­ło mi się z rozpostartymi skrzy­dła­mi kruka

 

A tak co? – urwał, ro­biąc dra­ma­tycz­ną pauzę i uniósł swą prawą rękę w góręgówno! –> Zbędny zaimek. Czy unosiłby cudzą rękę?

Masło maślane. Czy mógł unieść rękę w dół?

Proponuję: A tak co? – Urwał, ro­biąc dra­ma­tycz­ną pauzę i uniósł prawą rękę.Gówno!

Tu znajdziesz wskazówki, jak zapisywać dialogi: http://www.forum.artefakty.pl/page/zapis-dialogow

 

Daj­żesz pokój z tym panem! –> Daj­żeż pokój z tym panem!

 

– … nie da się za­prze­czyć… –>Zbędna spacja po wielokropku.

 

Oboje wy­bu­chli­śmy gło­śnym śmie­chem… –> Piszesz o mężczyznach, więc: Obaj wy­bu­chnęli­śmy gło­śnym śmie­chem

Oboje to mężczyzna i kobieta.

 

zwra­ca­jąc uwagę resz­ty współ­pa­sa­że­rów za­lud­nia­ją­cych prze­dział swoim tu­bal­nym re­cho­tem. –> Czy dobrze rozumiem, że współpasażerowie zaludniali przedział tubalnym rechotem?

 

Aah! Mówię, że więk­szość życia to bzdu­ry… –> Ach! Mówię, że więk­szość życia to bzdu­ry

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Dzięki za miniredakcję! Wprowadzę zaproponowane zmiany. Obecnie produkuję parę fantastycznych opowiadań, które pewnie tutaj zamieszczę – tym razem zadbam o odpowiednią formę ^^.

 

Czy to celowe powtórzenie? Niestety nie – po prostu błąd.

Miło mi, Yavinie, że mogłam pomóc. No i teraz czekam na coś fantastycznego. ;)

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Przyszedłem, przeczytałem. Rozmowa mało interesująca. In wódka veritas, jak to można powiedzieć, ale niestety nie zostanie z tego tekstu mi dużo w pamięci.

Styl techniczny ni ziębi, ni grzeje. Da się czytać, choć czasem coś zgrzytnie.

Won't somebody tell me, answer if you can; I want someone to tell me, what is the soul of a man?

Nowa Fantastyka