- Opowiadanie: Anonimowy bajkoholik - Zemsta wiadra

Zemsta wiadra

Ano­nim bar­dzo prze­pra­sza za ten wy­bryk, ale nie mógł się po­wstrzy­mać.

Rów­no­cze­śnie ostrze­ga, że opko za­wie­ra spoj­le­ry do „Ze­msty Wi­da­ra”, poza tym, aby zro­zu­mieć po­niż­szy szro­cik, na­le­ży naj­pierw prze­czy­tać “Ze­mstę Wi­da­ra” i znaj­du­ją­ce się pod nim ko­men­ta­rze AQQ, Ma­Skro­la i My­tri­xa.

 

Widary po kolei:

1. Zemsta Widara

2. Zemsta wiadra

3. Inspiracja: Ostateczne rozwiązanie...

4. Zemsta Widara. Wysłannicy ministerstwa

5.  Zemsta Widara. Sto lat później

Dyżurni:

regulatorzy, adamkb, homar, vyzart

Oceny

Zemsta wiadra

W późny piąt­ko­wy wie­czór pre­zes Sło­wiań­ski był ostat­nią osobą, która po­zo­sta­ła w fir­mie, nie li­cząc pani He­len­ki, sprzą­tacz­ki, która pra­co­wi­cie pu­co­wa­ła ko­ry­tarz. Za­wsze wy­cho­dził ostat­ni i na­pa­wa­ło go to dumą. Tym razem jed­nak chęt­nie urwał­by się wcze­śniej, ale nie mógł. Nie ży­czył sobie, aby pra­cow­ni­cy uj­rze­li go w takim sta­nie. Kuś­ty­kał w stro­nę windy.

– Dwu­dzie­sty pierw­szy wiek, a ja, cho­le­ra jasna, cier­pię na po­da­grę – mam­ro­tał pod nosem.

Po­przed­nie­go dnia nie po­tra­fił się oprzeć śle­dzi­ko­wi w śmie­ta­nie, który za­ser­wo­wa­ła mu te­ścio­wa i w nocy spuchł mu pa­luch. Mę­czył się przez cały dzień, sta­ra­jąc się nie dać po sobie po­znać, że nęka go ból. Nie od­wa­żył się zdjąć butów, nawet w swoim ga­bi­ne­cie, w oba­wie, że któ­ryś z praw­ni­ków przy­ła­pie go w tej chwi­li sła­bo­ści. Jesz­cze tylko tro­chę i bę­dzie w domu. I wresz­cie po­zbę­dzie się tego cho­ler­ne­go obu­wia. Wpa­trzo­ny w drzwi windy nie za­uwa­żył wia­dra, w któ­rym sprzą­tacz­ka płu­kała mopy. Wal­nął w nie obrzę­kłym pal­cem. Ból ude­rzył go jak prawy sier­po­wy bok­se­ra wagi cięż­kiej.

– Kurwa mać! – wrza­snął.

Za­to­czył się pod ścia­nę. Na szczę­ście stał tam rząd krze­seł i Sło­wiań­ski klap­nął tył­kiem na sto­łek, za­miast na pod­ło­gę.

– Panie pre­ze­sie, panie pre­ze­sie, co się stało?

Zma­te­ria­li­zo­wa­ła się przed nim star­sza ko­bie­ta, trzy­ma­ją­ca kij z dyn­da­ją­cym mopem. Pre­zes ję­czał i pró­bo­wał drżą­cy­mi rę­ka­mi roz­wią­zać sznu­rów­ki trze­wi­ka.

– To wszyst­ko przez panią – wy­sa­pał. – I to cho­ler­ne wia­dro. Zwol­nię panią!

– Prze­pra­szam, prze­pra­szam, po­mo­gę panu pre­ze­so­wi – za­ofe­ro­wa­ła prze­ra­żo­na He­len­ka.

Chęci może miała i dobre, ale tylko ura­zi­ła pul­su­ją­cą bólem część ciała.

– Aaaaa! – roz­darł się Sło­wiań­ski. – Kurwa!

– Je­zu­sie, Je­zu­sicz­ku, Je­zu­sie, ja prze­pra­szam, ja nie chcia­łam – za­wo­dzi­ła sprzą­tacz­ka.

– Cicho, niech­że się pani uci­szy! – krzyk­nął, bo la­men­ty ko­bie­ty za­czę­ły mu do­skwie­rać nie­mal tak, jak pa­luch, i upu­ścił na pod­ło­gę but, który udało mu się wresz­cie zzuć.

W tym mo­men­cie przy­ga­sły lampy oświe­tla­ją­ce ko­ry­tarz, a na jego końcu za­czę­ło się for­mo­wać coś dziw­ne­go. Onie­mia­li pre­zes i sprzą­tacz­ka spo­glą­da­li na zbli­ża­ją­ce się do nich małe tor­na­do.

– Zdro­waś Mario, ła­skiś pełna… – ję­cza­ła He­len­ka.

Tor­na­do do­tar­ło do nich i zmie­ni­ło nagle w grup­kę bro­da­tych fa­ce­tów z mie­cza­mi i ro­ga­ty­mi heł­ma­mi na gło­wach, któ­rym to­wa­rzy­szy­ła ko­bie­ta w heł­mie, dla od­mia­ny, skrzy­dla­tym.

– Pan z Tobą, bło­go­sła­wio­naś… – szep­ta­ła sprzą­tacz­ka.

– O żeż, w mordę – wy­du­kał wstrzą­śnię­ty Sło­wiań­ski.

Sły­szał już o wi­kin­gach, któ­rzy po­ja­wia­li się znie­nac­ka i spusz­cza­li lu­dziom manto. Ale nie wie­rzył w te bajki. W nie­mym zdu­mie­niu stwier­dził, że musi zmie­nić zda­nie.

Przy­by­sze roz­glą­da­li się lekko zdez­o­rien­to­wa­ni.

– No, i gdzie ten rwe­tes? – za­py­tał jeden z wo­jow­ni­ków.

– Znowu fał­szy­wy alarm – po­wie­dział z wes­tchnieniem inny. – Ta kurwa to chyba nie był naj­lep­szy po­mysł – dodał.

Wi­kin­go­wie spo­glą­da­li wrogo to na pre­ze­sa, to na szep­czą­cą mo­dli­twę ko­bie­tę.

– Czy wy, kurwa, mu­si­cie tak kląć? – za­py­ta­ła wście­kła Hlokk, którą we­zwa­nie ode­rwa­ło od ko­la­cji.

– Co się stało tym razem? – za­in­te­re­so­wał się rosły wo­jow­nik, po­pra­wia­jąc hełm.

– W-wia­dro – wy­ją­kał w od­po­wie­dzi Sło­wiań­ski.

Hlokk zer­k­nę­ła na sto­ją­cy na środ­ku ko­ry­ta­rza kubeł, śmier­tel­ni­ka trzy­ma­ją­ce­go się za stopę i nie uszedł też jej uwa­dze na­pęcz­nia­ły pa­luch. Zło­ży­ła wszyst­ko do kupy i zro­zu­mia­ła, co za­szło.

– Dobra, chło­pa­ki, zbie­ra­my się – za­rzą­dzi­ła.

Za­wa­ha­ła się i na twarz wy­pełzł jej wred­ny uśmie­szek. Pstryk­nę­ła pal­ca­mi i wy­mam­ro­ta­ła ja­kieś za­klę­cie. Zaraz póź­niej całe ko­man­do znik­nę­ło.

Pre­zes prze­łknął ślinę. Nie zdą­żył już jed­nak ode­tchnąć z ulgą.

– Bę­dziesz mnie tu, piź­dziel­cu, od kurew wy­zy­wał! – Usły­szał.

W pierw­szej chwi­li po­my­ślał, że to sprzą­tacz­ce od­bi­ło, ale ko­bie­ta stała nie­ru­cho­mo, wciąż mru­cząc mo­dli­twę. Za to wia­dro pod­ska­ki­wa­ło bo­jo­wo.

– Ja ci, kurwa, po­ka­żę kurwę! – za­wo­ła­ło i wy­lą­do­wa­ło na gło­wie Sło­wiań­skie­go. Dnem do góry. Brud­na woda spły­nę­ła po gar­ni­tu­rze pre­ze­sa, a mop za­wisł mu na ra­mie­niu.

– Teraz i w go­dzi­nę śmier­ci na­szej. Amen – wy­du­ka­ła sprzą­tacz­ka i prze­że­gna­ła się za­ma­szy­ście.

Koniec

Komentarze

Anonimie, nie masz za co przepraszać, bo się Tobie całkiem fajnie wybryknęło. Widać jednak, że pisane w pośpiechu, bo w szorcie trafiają ustereczki. ;)

 

w nocy spuchł mu duży pa­luch u nogi. –> Masło maślane – paluch, ten u nogi, jest duży z definicji.

 

wia­dra, w któ­rym sprzą­tacz­ka płu­kła mopy. –> Literówka.

 

Sło­wiań­ski klap­nął tył­kiem w sto­łek, za­miast w pod­ło­gę. –> Raczej: …Sło­wiań­ski klap­nął tył­kiem na sto­łek, za­miast na pod­ło­gę.

 

– Pan z tobą, bło­go­sła­wio­naś… – szep­ta­ła sprzą­tacz­ka. –> – Pan z Tobą, bło­go­sła­wio­naś… – szep­ta­ła sprzą­tacz­ka.

 

– O żesz, w mordę… –> – O żeż, w mordę

 

Hlokk zerknęła na stojący na środku korytarza ceber… –> Raczej: Hlokk zerknęła na stojący na środku korytarza kubeł

Ceber jest drewniany.

Reg, Anonim bardzo dziękuje za szybką łapankę. Ustereczki oczywiście poprawione. :)

Faktycznie, opko było pisane w dużym pośpiechu, na zasadzie dzisiaj pomysł, dzisiaj wykonanie. Anomim cieszy się, że mimo tego jest to fajne wybryknięcie. :)

Bardzo proszę, Anonimie, i proszę wybrykiwać częściej. ;)

w nocy spuchł mu paluch u nogi.

Jeśli chodzi o duży palec u stopy, to samo paluch wystarczy. KLIK.

 

Odpowiedź ciut bardziej mnie rozbawiła niż oryginał. Myślę, że z wizją ta scenka mogłaby wypaść lepiej.

Jeśli chodzi o duży palec u stopy…

Poprawione, Anonim ma nadzieję, że tym razem już już definitywnie.

 

Odpowiedź ciut bardziej mnie rozbawiła niż oryginał.

O, Jasna Strono, toś ucieszyła Anonima.

Sympatyczne, uśmiechnęło.

A jaka szybka reakcja!

Ech, bójmy się wiader! W jednej książce spotkałam taką definicję: “dżentelmen to ktoś, kto na kotkę zawsze mówi ‘kotka’, nawet jeśli w ciemności na nią nadepnie”. Albo jakoś tak.

Jestem tak szalenie zadowolony, że przyczyniłem się do tego wybryku. Od samego początku tekstu, miałem “banana” na twarzy, który później tylko się rozszerzał. Końcówka wygrała dosłownie wszystko. Zrobiłeś mi, Anonimie tym wieczór, jutrzejszy dzień i być może cały tydzień ;)

W-wiadro – wyjąkał w odpowiedzi Słowiański.

Tu powinno nie być znaku rozpoczynającego wypowiedź?

 

Tym razem przeczytałem “Zemsta Widara”. 

 

Finklo, Anonim dziękuje bardzo za klika i kłania Ci się pas. Twój konkurs obudził w nim bowiem jakieś nieznane pokłady weny i humoru. A przy tym świetnie się bawi. :)

 

MaSkrolu, Tobie również Anonim dziękuje za klika i cieszy się bardzo, że mógł Ci poprawić humor i to, kurcze, może nawet na tydzień. :)

Tu powinno nie być znaku rozpoczynającego wypowiedź?

Powinien być i już jest. :)

 

Tym razem przeczytałem “Zemsta Widara”.

:D

I o to chodzi, Anonimie, o to chodzi… :-)

Ja wciąż staram się coś wymyślić, ale wplatanie zabawnych wątków w teksty mi nie idzie… jakoś tak, po prostu. :P

Przeczytałam, skomentowałam, kliknęłam. Teraz zaglądam, a komentarza nie ma. Ukradli!

To jeszcze raz. Uśmiechnęło, tym bardziej, że czuję się w pewnym sensie inicjatorką tego wybryku. A Helenka świetna. :D

 

Wtedy trzeba cofnąć, skopiować to, co się napisało, opublikować (znowu zniknie), wkleić, znowu opublikować i będzie. Też tak parę razy miałem. ;D

Albo zdziwić się i napisać jeszcze raz. ;D

 

Edytka: Chyba tak ci się śpieszyło, Anonimie, że nie dodałeś tagu konkursowego. :P

Kurczę, skomentowałam jako Finkla, nie napisałam sobie komentarza jurorskiego po pierwszym wrażeniu… To ma być jednak tekst konkursowy?

Uśmiałem się jak norka ;))

Zacna riposta, podobało się.

Nawet najlepszy pomysł da się spieprzyć.

Socjalizmowi – tak, wypaczeniom – nie.

Dobre, a nawet bardzo dobre i do tego śmieszne :) Ode mnie ostatni kliczek :)

Aaa… fantazyjne! :D

Anonim dziękuje wszystkim za kliczki i ogromnie się cieszy, że udało mu się Was ponownie rozbawić. :D

AQQ, Finklo, Anonim uznał, że dwa konkursowe opowiadania, ewidentnie tego samego autora, utrzymane w podobnej konwencji i z tym samym motywem przewodnim to byłaby już lekka przesada. To jest po prostu drobny bonusik. Może gdyby Anonim przewidział, że opko tak się spodoba, wrzuciłby je do konkursu, ale cóż, słowo się rzekło, kobyłka u płota. ;)

Trochę mu się żal zrobiło, kiedy szanowna jurrorka pojawiła pod jego szortem we własnych szatach, ale żal ten wynikał jedynie z faktu, że Anonim chciał właśnie trochę zamataczyć i przypisać Finkli, w ploteczkowym wątku, autorstwo “Zemsty Widara”. ;)

 

A tak w ogóle to Anonim jest ogromnie dumy, bo “Wiadro” trafiło do Biblioteki jeszcze szybciej niż “Widar”. Starczyło ledwie czternaście godzin. :D Jeszcze nadmie się z tej dumy tak bardzo, że odleci jak ciotka Harrego Pottera.

Marasie, może wpadniesz i sprowadzisz Anonima na ziemię. Marasieeeeeee!

Też odczuwałam taką pokusę, ale ciekawość zwyciężyła. Póki materiały źródłowe na świeżo. A przeczytać i w żaden sposób nie skomentować… No, jak tak można? Jeszcze mi tekst zginie w morzu szarych gwiazdek jako i konkursowe niekiedy się chowają.

Ale miałam nadzieję, że Anonim pójdzie w zaparte i będzie udawał dwóch autorów, w tym jednego podszywającego się pod siebie.

Ale miałam nadzieję, że Anonim pójdzie w zaparte i będzie udawał dwóch autorów, w tym jednego podszywającego się pod siebie.

Eee, za grubymi nićmi szyte. :D

Zabawna wariacja na temat zamieszczonego wcześniej tekstu. Podobała mi się, zwłaszcza, że zmotywowała mnie do przeczytania także i tamtego opowiadania. Udany dowcip i sprawnie napisany! 

Co się tak drze? Mam skopać denko tego wiaderka?

Zdaje się, że zapomniałem napisać komentarza…

Sympatyczne. Jak na taki zaimprowizowany szorcik, wypada naprawdę fajnie. Czasem widać, że autor musiał się naprawdę fajnie bawić przy pisaniu danego tekstu i tak jest właśnie w tym przypadku.

I nie, nie piszę tego w oparciu o jeden z Twoich komentarzy, Anonimie. :-)

Swoją drogą, otwierając to opowiadanie w nowej karcie, zauważyłem ciekawą rzecz (może już o tym wiedzieliście). Jeśli najechać kursorem na tę kartę, jako autor wyświetla się nie Anonim, ale Anonimowy bajkoholik. :-)

Rosebelle, CM, Anonim dziękuje.

 

Marasie, no nie daj się prosić. Anonim uwielbia Twoje komentarze, nie ma nic lepszego niż zimny prysznic w gorący dzień. ;)

Ej, dlaczego to nie ma tagu konkursowego? To przecież taki konkurs, gdzie pisanie fanfików do opowiadań otagowanych powinno być wręcz witane z radością i otwartymi ramionami! Wnioskuję do jury i Anonimowego Autora o włączenie “Zemsty wiadra” do stawki konkursowej, a przynajmniej otagowanie, bo inaczej zginie w mrokach portalu. Przypominam, że w konkursie “Z głębi snów” opowiadania ze ścieżki B zamieszczone na portalu były tagowane konkursowo.

 

Ogólnie: cudowne! Żałuję, że nie zdążyłam kliknąć.

Drakaino, Anonim dziękuje bardzo serdecznie. Taka pochwała z Twoich ust sprawia, że Anonim aż skręca się z dumy. ;)

Opko nie jest w konkursie, bo Anonim stwierdził, że drugi tekst tego samego autora, w podobnej konwencji byłby już przesadą. Po tylu pochwałach zaczyna tego żałować. Ale ponieważ szorcik tkwi sobie tu już jakiś czas, Anonimowi byłoby jakoś głupio teraz otagować go konkursowo. :)

Słowo się rzekło, Tarnina u płota :)

osobą, jaka

Która. Chodzi o konkretną osobę, nie o klasę.

jednak, chętnie

Bez przecinka.

 kij z dyndającym mopem

Mop to chyba całość, z kijem włącznie?

 zaoferowała

Chyba lepiej: zaofiarowała się.

 uraziła pulsującą bólem część ciała

Chyba ciut przesadzasz z tą kwiecistością.

 zaczęły mu doskwierać niemal tak jak paluch

Hmm. Tak, jak.

 zzuć ze stopy.

Zzuć. Kropka.

 Oniemiali prezes i sprzątaczka spoglądali

Rym.

skrzydlatym, dla odmiany, hełmie.

Może lepiej by się czytało: hełmie, dla odmiany, skrzydlatym.

 wydukał

Przecież nie wydukał?

 W niemym zdumieniu stwierdził, że musi zmienić zdanie.

Oj, nie. W ogóle bym to wycięła.

No i gdzie

 No, i gdzie.

 powiedział z westchnięciem inny

Ostrzeżenie było? Było.

Tarnino, Anonim dziękuje. Większość poprawek wprowadzona.

Anonim prosi jeszcze o wrażenia ogólne z lektury. :)

Ano, żem pochichrała. Ale też nieprzesadnie. Smoleniem, to Ty nie jesteś :P

Smoleniem, to Ty nie jesteś :P

Aż takich ambicji Anonim nie ma. Pochichranie mu w zupełności wystarcza.:D

Nie tak zabawne jak Widar, ale inicjatywa zacna. 

:D

Ano mamy Walkirię z oddziałem w korporacyjnej rzeczywistości. Fajne:)

Anonim dziękuje. :D

Nowa Fantastyka