- Opowiadanie: Krupica - Worek pełen luster

Worek pełen luster

Krótki opis epizodu z psychozy.

Schizofrenia, dwubiegunówka.

Może to być cokolwiek.

 

Dyżurni:

Finkla, joseheim, beryl

Oceny

Worek pełen luster

Mawiają, że gdy człowiek rozpoznał swoje odbicie stał się świadomą istotą.

Zwierzęta patrzą, jednak nie znają osobnika, który na nich spogląda.

Człowiek potrafi rozpoznać siebie.

To czyni go istotą wyższą.

 

– Kim jesteś? – zapytałam.

Postać z lustra nie otwierała ust. Wpatrywała się we mnie niewidomym wzrokiem, który zionął pytaniami.

Miała parę oczu, usta, nos. Na głowie rosły jej włosy. Koloru kawy. Mieliła nerwowo palcami.

A może to ja mieliłam nerwowo palcami?

Przestaliśmy. Równocześnie.

Zmarszczyłam brwi. Ona również.

– Kim jesteś? – Ponowiłam pytanie – Czego szukasz w moim domu?

Powstałam i odeszłam od lustra. Postać również zniknęła. Podeszłam ponownie. Dziewczęca sylwetka pojawiła się wraz ze mną.

Ogarnęła mnie wściekłość.

– Dlaczego tu jesteś?! – Krzyknęłam – Wynoś się! Natychmiast!

– Pola?– Usłyszałam z parteru – Z kim rozmawiasz?

Wytknęłam postać z lustra palcem.

– Jeszcze się policzymy – Szepnęłam podwijając rękawy – Z nikim, mamo. Z nikim…

 

*

Osiem godzin czekania.

Osiem godzin usilnego podtrzymywania rozmów i uśmiechu.

Cała ta męka po to, aby tu wrócić.

 

Usiadłam przed lustrem. Dziewczyna znowu tam była. Przypominała mi kogoś, jednak nie wiedziałam kogo. Wyglądała na zmęczoną, ale nie obchodziło mnie to.

– Mów jak cię zabić – Warknęłam. Odkąd odkryłam jej istnienie, nie obchodziło mnie nic poza nią.

Dziwne. Żyłam z nią tak wiele lat, jednak dopiero teraz spostrzegłam, że nie wyglądała jak ja.

Była z mięsa. I kości. W jej żyłach płynęła krew. Serce napędzało ciało jak machinę. Wszystko idealnie zaprogramowane. Zupełnie. Zupełnie jakbym była robotem.

Czy ona była robotem?

Usiadłam po turecku z ciężkim klapnięciem.

Starsi nauczyli mnie rozpoznawać to odbicie jako moje. Nigdy mi jednak nie powiedzieli, że to ja. Nie znałam dziewczyny, która spoglądała na mnie z lustra.

– Któraś z nas jest fałszywa – Powiedziałam. Usta dziewczyny również się poruszyły. Papugowała mnie. Wycelowałam w nią palcem – Albo ty, albo ja. Nie ma tu miejsca dla nas dwóch.

Czekałam na odpowiedź, jednak ta milczała. Wiedziała, że nic nie mogłam jej zrobić. Byłyśmy scalone. I tu myślała, że miała nade mną przewagę.

– Oddaj co zabrałaś. Oddaj mi mnie.

Nadal milczała.

– Skoro nie chcesz mówić, załatwimy to inaczej – Mówiąc to, wzięłam do rąk kij bo, którym trenowałam i kilkoma ciosami roztrzaskałam lustro na kawałki.

Szkło rozpierzchło się po panelach.

Na szczęście nie było nikogo w domu.

Dysząc ciężko spojrzałam w części strzaskanego zwierciadła.

Zamarłam.

Teraz było mnie dziesiątki.

 

*

Sprzątnęłam bałagan nie mając pojęcia, co powiedzieć matce, gdy zorientuję się, że brakuję lustra w salonie.

Nie rozczulałam się jednak nad tym.

Bardziej przerażał mnie fakt, że roztrzaskałam siebie na kawałki.

Istniało tylko jedno wyjście – spalić.

Tylko gdzie? Wsadziłam kawałki szkła do worka i bez namysłu zbiegłam na dół. Otworzyłam piekarnik, wysunęłam blachę do pieczenia i wysypałam na nią szkło. Podkręciłam piec na maksimum.

Trzysta stopni.

Lustro nieco straciło swój kształt. Po dwudziestu minutach wyciągnęłam papkę z piekarnika i wyszłam z nią na ogród.

Saperką, wziętą wcześniej z garażu wykopałam niewielki dołek i wlałam do niego stop srebra.

Zakopałam i zatarłam ręce.

Wygrałam.

 

*

Następnego dnia, przed rozpoczęciem ośmiogodzinnej zmiany w szanowanej firmie ubezpieczeniowej weszłam do salonu.

Bez lustra wydawało się być tu pusto. Zupełnie jakby paląc go, zabrałam temu pomieszczeniu duszę.

Wbrew myślom uśmiechnęłam się słabo.

O to chodziło.

Zabiłam ją.

W niezwykle dobrym humorze pracowałam z klientami sprzedając im, co droższe ubezpieczenia. Szef był ze mnie zadowolony. Ja z siebie też.

Pożegnałam się z kolegami z pracy, obiecując, że jutro skoczę z nimi na piwo.

Na niebie pojawiły się ciemne chmury. Zbierało się na deszcz.

Przyśpieszyłam kroku. Nie chciałam zmoknąć.

– Taxi! – krzyknęłam, zatrzymując nadjeżdżający samochód. W pociemniałej szybie odbiła się moja twarz. Dziwnie zniekształcona. Przeraziłam się.

Gdy mężczyzna uchylił okno, stałam jak wryta nie mogąc wydusić z siebie słowa.

Ona wciąż żyła. Była… była wszędzie.

– Na orzechowską – Wydukałam jedynie zajmując miejsce pasażera. Mężczyzna przyglądał mi się uważnie.

– Wybaczy pani, że pytam, ale czy wszystko w porządku? – zapytał spoglądając na mnie w lusterku – Wygląda pani na roztrzęsioną.

Idąc za jego spojrzeniem, napotkałam spojrzenie znajomych oczu. jej oczu. Powstrzymałam jęknięcie. Wyglądałam za szybę, uświadamiając sobie, że lustro było tylko kroplą wody w oceanie. Oszklone galerię, dziesiątki tysięcy samochodów, nawet ekran w telefonie.

Byłam… byłam wszędzie.

– Tak – Odpowiedziałam dziwnie spokojnie, co zaskoczyło również mnie – Ciężki dzień w pracy – Skłamałam.

– Mam panią zawieźć w jakieś konkretne miejsce czy po prostu na orzechowską?

– Dom numer czterdzieści cztery – odparłam cicho, uświadamiając sobie z przerażeniem ogrom problemu, z którym musiałam się zmierzyć.

Świat pełen luster.

Ten świat był lustrem.

A ja jego więźniem.

 

*

Weszłam do salonu. Na krześle widniała kartka z liścikiem od mojej mamy:

" Pola. Masz dzień na wyjaśnienie tego, co stało się z lustrem."

Odłożyłam liścik na miejsce. Ona nie rozumiała. Nie rozumiała, że ci w lustrze nas zabijali. Nie rozumiała, bo nie było czego rozumieć.

Przecież świat wyglądał tak jak powinien.

A może był odwrócony?

Musiałam zniszczyć jej każdą esencję w tym domu.

Zbiegłam na parter, wprost do łazienki. Podeszłam pod zlew. To nad nim wisiało jeszcze jedno lustro.

Oczy postaci w odbiciu zapłonęły gniewem. A może moje?

– Wynoś się stąd – warknęłam – Jak wiele trzeba, żeby całkowicie cię zniszczyć?

Postać zaczęła się śmiać. Ja również.

Nigdy mnie nie zniszczysz.

Głos, który rozległ się w mojej głowie, sparaliżował mnie. Złapałam się umywalki, świdrując oczy koloru drewna.

– Przekonamy się – Odparłam – To nie w lustrze tkwi problem.

 

*

Narzuciłam na siebie przeciwdeszczowy płaszcz i wyszłam na zewnątrz. Skierowałam się w stronę rzeki.

Ruszyłam orzechowską w stronę przeciwną od lasu. Skierowała mnie na skrzyżowanie, gdzie musiałam odczekać dobre kilka minut, nim ludzik zaświecił się na zielono.

Odbiłam z głównej drogi i zbiegłam po betonowych schodkach.

Na ulicach było niemal pusto. Wszyscy skryli się przed deszczem.

Kroczyłam więc samotnie pośród kropel, aż przez swą nieuwagę obiłam się o czyjeś ramię. Mężczyzna spojrzał na mnie z wrogością.

– Uważaj jak chodzisz – Rzucił i kręcąc karcąco głową poszedł w swoją stronę. Nie przejęłam się nim. Hardo kroczyłam naprzód, choć deszcz przemoczył mi już całe ubranie.

Wreszcie dotarłam na brzeg. Woda od ulewy płynęła w przyśpieszonym tempie.

I ujrzałam tam ją. W czymś, czego nie zrobił człowiek.

W czymś co istniało od zawsze.

Moje odbicie falowało w wodzie. Było niestałe. Było go setki. Zupełnie jak w potłuczonym lustrze.

Zdjęłam żółty kaptur. Spojrzałam na nią po raz ostatni.

– Teraz mamy równe szanse – powiedziałam i wskoczyłam do wody.

 

*

– Wariatka jakaś!

– Zabiła się?

– Dlaczego?

 

Słuchałam tego, gdy wyciągali moje ciało z wody. Martwe.

Wreszcie ją zabiłam, pomyślałam, gdy chwytali mnie za ramiona, kładli na ziemi i zamykali szczelnie w worek.

– Siebie, zabiłaś – Usłyszałam.

 

 

 

Koniec

Komentarze

Mawiają, że gdy człowiek rozpoznał swoje odbicie stał się świadomą istotą. -> Jestem niemal pewien, że tu gdzieś powinien być przecinek. Nigdy nie miałem się za mistrza interpunkcji, więc nie chcę mówić na pewno, ale wstawiłbym go po słowie "odbicie". Bez niego trochę ciężko się to zdanie czyta.

 

Zaczyna się znacznie lepiej niż Królowa deszczu. Jak w klasycznym thrillerze psychologicznym, nie wiem czy to bohater zwariował, czy też zdarzenia są paranormalne i gdzieś czai się zła siła. Otwarcie na pewno na plus.

 

– Któraś z nas jest fałszywa – Powiedziałam. Usta dziewczyny również się poruszyły. Papugowała mnie. Wycelowałam w nią palcem – > Choć jestem tu nowy, to wielokrotnie widziałem linkowany poradnik odnośnie dialogów (podział na "gębowe" i "niegębowe"). Polecam przeczytać, podpowie gdzie postawić kropkę, a gdzie wielką literę. https://www.fantastyka.pl/hydepark/pokaz/12794

 

Czekałam na odpowiedź, jednak ta milczała. -> Odpowiedź milczała? ;) Wiem, że nie, ale tak to brzmi.

 

co powiedzieć matce, gdy zorientuję się -> zorientuje

 

Trzysta stopni. Lustro nieco straciło swój kształt. -> Fizyka i chemia nigdy nie były moimi największymi pasjami, ale wydaje mi się, że lustra, a zwłaszcza szklane, topią się w dużo wyższych temperaturach. Pomyśl o hutach szkła, tam raczej jest cieplej, niż przy piekarniku do pieczenia ciasta i kurczaka w termoobiegu. :)

 

wlałam do niego stop srebra. -> No tutaj to już brzmi mocno abstrakcyjnie. Stop srebra? Z lustra? "Upieczonego" w temperaturze 300 stopni Celsjusza?

 

Zupełnie jakby paląc go -> "paląc je", mówimy tu o lustrze. Ewentualnie "paląc ją", jeśli bohaterka ma nawiązywać do swojego alter-ego, które tam widziała.

 

sprzedając im, co droższe ubezpieczenia. -> Po raz kolejny, tak jak sam muszę jeszcze wiele doczytać o interpunkcji, tak tu chyba przecinek jest zbędny.

 

napotkałam spojrzenie znajomych oczu. jej oczu. -> Takie rzeczy to chyba nawet Word podkreśla? Albo darmowy Libre Office, jeśli nie masz MS Office? Wielka litera po kropce, rzecz jasna.

 

Oszklone galerię -> galerie

 

"Pola. Masz dzień na wyjaśnienie tego, co stało się z lustrem." -> Ta postać brzmi trochę niewiarygodnie. Pracuje w "szanowanej firmie ubezpieczeniowej", a matka zwraca się do niej jak do nastolatki? Bardziej uwierzyłbym, gdyby bohaterka faktycznie miała piętnaście lat lub gdyby wracała do domu nie do matki, tylko do narzeczonego i ten byłby zaniepokojony tym, co się działo.

 

Podeszłam pod zlew. -> W sensie wczołgała się pod ten zlew? Przykucnęła szukając lustra dla krasnoludków? ;)

 

Wreszcie dotarłam na brzeg. Woda od ulewy płynęła w przyśpieszonym tempie. -> Na brzeg czego? Wspomnienie jednym słowem o rzece to zbyt mało, żebym po kilku zdaniach pamiętał, że to o nią chodziło. Musiałem się cofnąć i dopiero wtedy zrozumiałem. Drugie zdanie też jest dość niejasne, "woda od ulewy"? W sensie "woda powstała z ulewy" czy "od czasu ulewy"?

 

Podsumowując: pomysł ciekawy, choć nie jest specjalnie odkrywczy. Trochę zbyt szybko się to według mnie skończyło. Wolałbym zabawę z czytelnikiem – przedstawienie nienaturalnej wizji z perspektywy potencjalnie chorej osoby daje możliwość ukazania zjawisk na granicy paranormalnych. Wtedy nie jest do końca jasne, czy to pokręcona rzeczywistość danego świata, czy tylko wytwór wyobraźni bohatera. Gdy jest to zrobione dobrze, to czytelnik może nie wiedzieć komu wierzyć i zakładać jeden z dwóch scenariuszy, by na końcu zostać albo pozytywnie zaskoczonym, albo pozytywnie utwierdzonym w swoim dotychczasowym przekonaniu. Tutaj trochę tego brakło i po pierwszych kilku zdaniach, które dały mi nadzieję na zagadkę, wszystko stało się już niemal jasne i przewidywalne.

 

Następnym razem daj też tekstowi odpocząć jeden – dwa dni i później wróć do niego na chłodno, przeczytaj na głos i popraw literówki. Zjedzone lub dodane “ogonki” utrudniają czytanie, a przecież odczucia końcowe byłyby lepsze, gdyby nie trzeba było się skupiać na błędach, tylko na treści.

Wydaje mi się, że wniosek zapisany z początku oddaje wartość tekstu, jednakże nie przesadzałbym z pesymizmem. Choroba u pacjenta musi być zdiagnozowana, stąd trochę ciężko tej wspaniałej osobie – bohaterce.

Koniec życia, ale nie miłość

Pomysł może i był, ale został zamordowany wykonaniem w dodatku nic się tu kupy nie trzyma.

Rozumiem, że dziewczyna była chora, ale czy matka o niczym nie wiedziała? Czy dziewczyna nigdy nie patrzyła w inne lustra? Czy ktoś taki jak bohaterka może normalnie pracować i nie zwrócić na siebie uwagi? Czy w firmie, w której pracowała, w łazienkach/ toaletach nie było luster? A może choroba objawiła się nagle i niespodziewanie, i nikt o niej nie wiedział?

W opowiadaniu nie dostrzegłam choćby odrobiny fantastyki, no chyba że uznam za nią topienie szkła i srebra w trzystu stopniach.

Wykonanie bardzo złe – jest tu wiele błędów i usterek, trafiają się literówki i nie zawsze poprawnie złożone zdania, źle zapisane dialogi, że o nie najlepszej interpunkcji nie wspomnę.

Sugeruję, Krupico, abyś – nim przystąpisz do kolejnej próby literackiej – przypomniała sobie i przyswoiła podstawowe zasady obowiązujące w języku polskim.

 

Zwie­rzę­ta pa­trzą, jed­nak nie znają osob­ni­ka, który na nich spo­glą­da. –> Zwierzę jest rodzaju nijakiego, więc: Zwie­rzę­ta pa­trzą, jed­nak nie znają osob­ni­ka, który na nie spo­glą­da.

 

Na gło­wie rosły jej włosy. Ko­lo­ru kawy. –> Czy wzrost włosów był zauważalny?

Proponuję: Miała włosy koloru kawy.

 

Mie­li­ła ner­wo­wo pal­ca­mi. –> Co mieliła?

Pewnie miało być: Ner­wo­wo kręciła młynka pal­ca­mi.

 

A może to ja mie­li­łam ner­wo­wo pal­ca­mi? –> Jak wyżej.

 

Prze­sta­li­śmy. Rów­no­cze­śnie. –> Piszesz o kobietach, więc: Prze­sta­łyśmy. Rów­no­cze­śnie.

 

– Kim je­steś? – Po­no­wi­łam py­ta­nie – Czego szu­kasz w moim domu? –> – Kim je­steś? – po­no­wi­łam py­ta­nie – czego szu­kasz w moim domu?

Po raz trzeci podaję Ci link do wątku, dzięki któremu już dawno powinnaś opanować poprawne zapisywanie dialogów. Mam nadzieję, że w końcu się uda.

 

Po­wsta­łam i ode­szłam od lu­stra. –> Raczej: Wsta­łam i ode­szłam od lu­stra.

 

– Mów jak cię zabić – Wark­nę­łam. Odkąd od­kry­łam jej ist­nie­nie, nie ob­cho­dzi­ło mnie nic poza nią.–> Bohaterka zadaje pytanie, więc konieczny jest pytajnik. Didaskalia i narrację zapisujemy oddzielnie. Winno być:

– Mów, jak cię zabić?wark­nę­łam.

Odkąd od­kry­łam jej ist­nie­nie, nie ob­cho­dzi­ło mnie nic poza nią.

 

Wy­ce­lo­wa­łam w nią pal­cem… –> Wy­ce­lo­wa­łam w nią pal­ec

 

Cze­ka­łam na od­po­wiedź, jed­nak ta mil­cza­ła. –> Niedobra odpowiedź!

Proponuję: Cze­ka­łam na od­po­wiedź, jed­nak na próżno.

 

Szkło roz­pierz­chło się po pa­ne­lach. –> Obawiam się, że stłuczone szkło nie rozpierzcha się.

Proponuję: Szkło rozsypało się na pa­ne­lach.

 

Sprząt­nę­łam ba­ła­gan nie mając po­ję­cia, co po­wie­dzieć matce, gdy zo­rien­tu­ję się, że bra­ku­ję lu­stra w sa­lo­nie. –> Literówki.

Kompletnie nie pojmuję, dlaczego dziewczyna musi się tłumaczyć, że stłukła lustro.

 

Otwo­rzy­łam pie­kar­nik, wy­su­nę­łam bla­chę do pie­cze­nia i wy­sy­pa­łam na nią szkło. Pod­krę­ci­łam piec na mak­si­mum. Trzy­sta stop­ni.

Lu­stro nieco stra­ci­ło swój kształt. Po dwu­dzie­stu mi­nu­tach wy­cią­gnę­łam papkę… –Zgadzam się z Gromnickiem – trzysta stopni to za mało, aby ze szkła zrobiła się papka.

 

wy­cią­gnę­łam papkę z pie­kar­ni­ka i wy­szłam z nią na ogród. –> …wy­cią­gnę­łam papkę z pie­kar­ni­ka i wy­szłam z nią do ogrodu.

 

i wla­łam do niego stop sre­bra. –> Gdzie i kiedy bohaterka topiła srebro i w jaki sposób uzyskała jego stop?

 

Bez lu­stra wy­da­wa­ło się być tu pusto. –> Wystarczy: Bez lu­stra wy­da­wa­ło się tu pusto.

 

Zu­peł­nie jakby paląc go… –> Piszesz o lustrze, które jest rodzaju nijakiego, więc: Zu­peł­nie jakby paląc je

Ponadto przypominam, że lustro wcale nie zostało spalone.

 

– Na orze­chow­skąWy­du­ka­łam je­dy­nie zaj­mu­jąc miej­sce pa­sa­że­ra. –> – Na Orze­chow­skąwy­du­ka­łam je­dy­nie, zaj­mu­jąc miej­sce pa­sa­że­ra.

Krupico! Bój się bogów! Czy nazwę ulicy, przy której mieszkasz, też piszesz małą literą?

 

Wy­glą­da­łam za szybę, uświa­da­mia­jąc sobie… –> Wy­glą­da­łam przez szybę, uświa­da­mia­jąc sobie…

By spojrzeć za szybę, trzeba tę szybę opuścić i wychylić się przez okno.

 

– Mam panią za­wieźć w ja­kieś kon­kret­ne miej­sce czy po pro­stu na orze­chow­ską? –> – Mam panią za­wieźć w ja­kieś kon­kret­ne miej­sce, czy po pro­stu na Orze­chow­ską?

 

" Pola. Masz dzień na wy­ja­śnie­nie tego, co stało się z lu­strem." –> Zbędna spacja po otworzeniu cudzysłowu. Kropkę stawiamy po zamknięciu cudzysłowu.

Czy matka nie wie, że lustra czasem się tłuką?

 

Mu­sia­łam znisz­czyć jej każdą esen­cję w tym domu. –> Czyją esencję? Ile było tych esencji?

 

Zbie­głam na par­ter, wprost do ła­zien­ki. Po­de­szłam pod zlew. To nad nim wi­sia­ło… –> Zbie­głam na par­ter, wprost do ła­zien­ki. Po­de­szłam do umywalki. To nad nią wi­sia­ło

Z tego co wiem, zlew jest w kuchni, w łazienkach montuje się umywalki.

 

Ru­szy­łam orze­chow­ską w stro­nę prze­ciw­ną od lasu. –> Jakie znaczenie ma to, że las, o którym czytelnik nie ma pojęcia, był po przeciwnej stronie?

Ruszyłam Orzechowską

 

Skie­ro­wa­ła mnie na skrzy­żo­wa­nie… –> Kim była ta, która skierowała bohaterkę na skrzyżowanie?

 

Woda od ulewy pły­nę­ła w przy­śpie­szo­nym tem­pie. –> Domyślam się, że chodzi o to, że: W czasie ulewy rzeka przybrała i teraz płynęła żwawszym nurtem.

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Generalnie tekst o chorobie psychicznej z oczywistych powodów nie musi być zrozumiały, logiczny, ani porywający fabularnie. Za to musi być znakomicie napisany. Pod względem formy, niesamowitej atmosfery, nietuzinkowości, ładunku emocjonalnego, a najlepiej wszystkego na raz. Ewentualnie można pójść w stronę thrillera/horroru (albo i komedii, bo właściwie dlaczego nie) ale wtedy potrzebny jest świetny, oryginalny pomysł i precyzyjna fabuła. 

Tutaj ani jedno ani drugie nie działa najlepiej. Z powodu licznych błędów i językowych zgrzytów nie można cieszyć się formą, na zbudowanie atmosfery zabrakło miejsca, nie udało się się też stworzyć jakiejś emocjonalnej więzi bohaterki i czytelnika. Początek sugerował co prawda, że kroi się niezły thriller, ale niezbyt duża oryginalność pomysłu z lustrami, prostota fabuły i zbyt szybkie, mało satysfakcjonujące zakończenie, skutecznie go załatwiły. 

Oczywiście nie ma aż takiej tragedii, tekst da się czytać i widać, że wiesz o czym piszesz, ale trochę pracy przed Tobą. Przede wszystkim radzę posłuchać Reg i ćwiczyć język i styl. Świetne pomysły i efektowne rozwiązania przyjdą później. 

Pozdrawiam! 

Dla podkreślenia wagi moich słów, Siłacz palnie pięścią w stół!

Nowa Fantastyka