- Opowiadanie: Wojenka - W Smoczej Pieczarze: Bezduszna maszyna

W Smoczej Pieczarze: Bezduszna maszyna

Jest to pierw­sze opo­wia­da­nie z serii W Smo­czej Pie­cza­rze (naj­praw­do­po­dob­niej będą 3).

Jest to rów­nież mój pierw­szy tekst, który po­ka­zu­ję świa­tu, wiec pro­szę o kon­struk­tyw­ne uwagi.

Dyżurni:

ocha, bohdan, domek

Oceny

W Smoczej Pieczarze: Bezduszna maszyna

W Smo­czej Pie­cza­rze

 

Lu­dzie prze­ina­cza­ją: wy­ol­brzy­mia­ją lub umniej­sza­ją, wy­ry­wa­ją z kon­tek­stu i do­po­wia­da­ją, in­ter­pre­tu­ją i do­pa­so­wu­ją do swo­ich wy­obra­żeń. Rzad­ko kiedy, opo­wieść, która prze­szła przez setki ust, po­zo­sta­je taka sama. Jesz­cze rza­dziej lu­dzie, o któ­rych się mówi, do­ra­sta­ją do swo­ich le­gend. Ona jest Le­gen­dą. Opo­wie­ści o Niej po­wta­rza­no nie­zli­czo­ną ilość razy. Ile w nich jest praw­dy? Jaka jest na­praw­dę? Wie­dzą tylko ci, co po­zna­li ją oso­bi­ście.  

  

Bez­dusz­na ma­szy­na 

  

Na spo­tka­nie przy­sze­dłem bar­dzo zde­ner­wo­wa­ny. Już sama świa­do­mość, że prze­pro­wa­dzę wy­wiad z Le­gen­dą – osobą bę­dą­cą w sta­nie sa­mo­dziel­nie wy­wo­łać, wy­grać i za­koń­czyć wojnę o za­się­gu glo­bal­nym – była tak stre­su­ją­ca, że nie­mal sły­sza­łem, jak si­wie­ją mi włosy na skro­niach. Po­nad­to była Dra­go­ni­shą – żoł­nie­rzem od dziec­ka szko­lo­nym, by wal­czyć i za­bi­jać. Ich bez­względ­ność i bru­tal­ność oraz roz­wią­zy­wa­nie wszel­kich kon­flik­tów przy po­mo­cy po­je­dyn­ku na śmierć i życie, jest po­wszech­nie zna­nym i do­brze udo­ku­men­to­wa­nym fak­tem. Mam wiel­ką na­dzie­ję, że nie prze­ko­nam się o tym dzi­siaj oso­bi­ście.

Py­ta­nia wy­wia­du za­gu­bi­ły się gdzieś w kłęb­ku ner­wów w mojej gło­wie, a język zdrę­twiał zu­peł­nie, nie po­zwa­la­jąc mi wy­du­sić z sie­bie żad­ne­go dźwię­ku przy do­mo­fo­nie. W progu apar­ta­men­tu przy­wi­ta­ła mnie, skrom­nie ubra­na i przy­jaź­nie uśmiech­nię­ta, około trzydziestolet­nia ko­bie­ta. Miała na sobie far­tu­szek, z któ­re­go kie­sze­ni wy­sta­wa­ły gu­mo­we rę­ka­wi­ce. Go­spo­sia uprzej­mie za­pro­si­ła mnie do sa­lo­nu, na­po­my­ka­jąc przy oka­zji, że je­stem tro­chę za wcze­śnie. Rze­czy­wi­ście, z ner­wów wy­ru­szy­łem nieco szyb­ciej niż mu­sia­łem i po­wi­nie­nem od­cze­kać w ja­kiejś ka­wiar­ni w oko­li­cy. 

Na­pi­je się pan cze­goś? Kawy, her­ba­ty, wody? – spy­ta­ła uprzej­mie. 

Po­ki­wa­łem prze­czą­co głową, nie mogąc wy­do­być z sie­bie dźwię­ku. 

– A może cze­goś moc­niej­sze­go albo her­bat­ki z me­li­sy? Me­li­sa świet­nie uspo­ka­ja. – Tym razem ton go­spo­si wska­zy­wał bar­dziej na su­ge­stię niż grzecz­no­ścio­we py­ta­nie. Nadal była jed­nak uprzej­ma. Nawet uśmie­cha­ła się tylko odro­bi­nę kpią­co. 

Wiem, że dzien­ni­karz, który przy­cho­dzi na wy­wiad, tak zde­ner­wo­wa­ny, że nie jest w sta­nie wy­du­kać z sie­bie żad­ne­go słowa, jest peł­no­praw­nym obiek­tem drwin. Trud­no jed­nak być oazą spo­ko­ju, gdy ma się prze­pro­wa­dzić roz­mo­wę z le­gen­dą, któ­rej boi się tak armia, jak i mafia. 

– Ni… niech b… bę­dzie mmme­li­sa – wy­ją­ka­łem, pie­kiel­nie za­wsty­dzo­ny, z tru­dem roz­wią­zu­jąc supeł, w który zwi­nął mi się język. 

Moje pro­ble­my z mó­wie­niem naj­wy­raź­niej roz­ba­wi­ły go­spo­się, która z wi­docz­nym tru­dem po­wstrzy­my­wa­ła się przed śmie­chem. Ko­bie­ta znik­nę­ła za drzwia­mi po­ko­ju, aby przy­go­to­wać uspo­ka­ja­ją­ce ziół­ka, a ja sie­dzia­łem sam w sa­lo­nie, pró­bu­jąc nieco ochło­nąć nim zjawi się He­le­na Troj­ka, znana jako Wo­jen­ka – Kró­lo­wa Na­jem­ni­ków. Byłem wdzięcz­ny, że przy­wi­ta­ła mnie pomoc do­mo­wa, a nie wła­ści­ciel­ka apar­ta­men­tu, co po­zwo­li­ło mi nie ze­mdleć z ner­wów. 

Sie­dząc sa­mot­nie, mo­głem ro­zej­rzeć się do­oko­ła. Oczy­wi­ście nie wstawałem z miej­sca, bo to za­pew­ne, mo­gło­by kosz­to­wać mnie życie. Za­lo­go­wa­łem się do Tho­ught­Scri­be i za­czą­łem two­rzyć no­tat­ki z wra­żeń od­no­śnie tego miej­sca. 

 

Tho­ught­Scri­be uru­cho­mio­ny; Ka­li­bra­cja fal mó­zgo­wych za­koń­czo­na. 

No­to­wa­nie myśli: Włą­czo­ne; Mi­kro­fon: Włą­czo­ny; Pi­sa­nie: Włą­czo­ne; 

Ostrze­że­nie! Wy­kry­to pod­wyż­szo­ny stan emo­cjo­nal­ny. 

 

Cały bu­dy­nek był twier­dzą, jak to zwy­kle bywa u wy­so­ko po­sta­wio­nych oso­bi­sto­ści pół­świat­ka. Jed­nak sław­ny eks­cen­tryzm Wo­jen­ki, było widać już od wej­ścia. Nie muszę chyba przy­po­mi­nać, że He­le­na Troj­ka jest mi­liar­der­ką, wła­ści­ciel­ką He­le­na Se­cu­ri­ty. Mimo to, bu­dy­nek w któ­rym miesz­ka, znaj­du­je się w bied­nej dziel­ni­cy, w samym środ­ku mocno pod­nisz­czo­ne­go blo­ko­wi­ska. Cała re­zy­den­cja to stary blok – kilkupię­tro­wy gmach w kształ­cie li­te­ry L. Wśród są­sied­nich bu­dyn­ków wy­róż­nia się je­dy­nie, od­świe­żo­ną ele­wa­cją i sil­nym, acz na pierw­szy rzut oka nie­zau­wa­żal­nym, mo­ni­to­rin­giem oraz sys­te­mem an­tyw­ła­ma­nio­wym. 

Drzwi bu­dyn­ku są sze­ro­ko otwar­te i każdy może przez nie wejść, lecz cały par­ter roi się od „ochro­ny” w po­sta­ci pod­wład­nych Wo­jen­ki. Z holu, w któ­rym znaj­du­je się do­mo­fon, w jed­nym z po­miesz­czeń widać dużą si­łow­nię pełną typów, któ­rych nie chciał­bym spo­tkać po zmro­ku, a obok salę wy­peł­nio­ną naj­wyż­szej klasy sprzę­tem kom­pu­te­ro­wym. W pierw­szej chwi­li my­śla­łem, że jest to cen­trum ochro­ny bu­dyn­ku, lecz moją uwagę zwró­cił obraz na ekra­nach, który na pewno nie po­cho­dził z kamer mo­ni­to­rin­gu. Nie mo­głem długo przy­glą­dać się po­miesz­cze­niu, ale wi­dzia­łem dosyć, by dojść do wnio­sku, że była to pra­cow­nia szko­le­nio­wa, a osoby przy kom­pu­te­rach tre­no­wa­ły w ja­kiejś sy­mu­la­cji wo­jen­nej. Trud­no stwier­dzić, co znaj­du­je się w in­nych po­ko­jach, bo sto­jąc niemo przed do­mo­fo­nem, usły­sza­łem dźwięk za­trzy­mu­ją­cej się windy. Mu­sia­łem zo­stać roz­po­zna­ny przez wbu­do­wa­ną ka­me­rę, po­nie­waż nikt windy nie wzy­wał, a przy­je­cha­ła pusta. Ru­szy­ła rów­nież sama, na­tych­miast po moim wej­ściu, za­trzy­mu­jąc się do­pie­ro na ostat­nim pię­trze bu­dyn­ku – apar­ta­men­cie Wo­jen­ki. 

Od wyj­ścia z windy nie za­uwa­ży­łem już żad­nych kamer. Miesz­ka­nie wy­da­je się za­dzi­wia­ją­co nor­mal­ne i skrom­ne – o ile po­mi­nie się fakt, że zaj­mu­je całe pię­tro du­że­go bloku. Salon jest przy­tul­ny i gdyby nie zdję­cia na ścia­nach przed­sta­wia­ją­ce głów­nie ludzi w mun­du­rach woj­sko­wych, nic nie wska­zy­wa­ło­by na ja­kie­kol­wiek do­świad­cze­nia mi­li­tar­ne wła­ści­ciel­ki. 

Sku­pio­ny na prze­le­wa­niu myśli do no­tat­ni­ka, nie od razu za­uwa­ży­łem, że pomoc do­mo­wa stoi za moimi ple­ca­mi z tacą i za­glą­da mi przez ramię. Za­sko­czy­ła mnie, ale ja­kimś cudem, udało mi się nie drgnąć. Go­spo­sia mi­nę­ła mnie i z lek­kim uśmie­chem po­sta­wi­ła na stole dwie her­ba­ty. Raz jesz­cze, rzu­ci­łem okiem na ekran Tho­ught­Scri­be. Tak – w gór­nym pra­wym rogu nadal wid­niał alert, który naj­wi­docz­niej ura­do­wał ko­bie­tę. 

– Cie­ka­we ma pan od­czu­cia co do tego bu­dyn­ku – po­wie­dzia­ła, sia­da­jąc w fo­te­lu po dru­giej stro­nie stołu, cały czas z tym samym uśmie­chem na ustach. Jej far­tu­szek naj­wy­raź­niej zo­stał w kuch­ni. – Widzę, że już się pan tro­chę opa­no­wał, więc teraz może spo­ko­jnie wypić her­ba­tę przed wy­wia­dem – do­da­ła życz­li­wie. 

– Dzię­ku­ję, ale nie chciał­bym nad­uży­wać go­ścin­no­ści i cier­pli­wo­ści pani Troj­ki – od­po­wie­dzia­łem, choć nie­zbyt prze­ko­nu­ją­co, bio­rąc pod uwagę, że się­ga­jąc po her­ba­tę tro­chę trzę­sły mi się ręce.

– Nie ma po­śpie­chu, jest pan nieco wcze­śnie i na razie w miesz­ka­niu je­ste­śmy tylko pan i ja. – Go­spo­sia uśmiech­nę­ła się lekko. 

Nieobec­no­ść wła­ści­ciel­ki tłu­ma­czyła tro­chę jej wy­god­ne roz­sa­do­wie­nie w fo­te­lu, choć ja, na jej miej­scu, nie od­wa­żył­bym się na to przy takim pra­co­daw­cy. 

– Szcze­rze mó­wiąc, tro­chę zdzi­wi­ło mnie pana ze­stre­so­wa­nie – kon­ty­nu­owa­ła. – Sły­sza­łam, że prze­pro­wa­dzał już pan wy­wia­dy z gło­wa­mi świat­ka prze­stęp­cze­go. Przed każ­dym spo­tka­niem był pan tak wy­stra­szo­ny? – za­py­ta­ła tonem wy­ra­ża­ją­cym ra­czej cie­ka­wość niż uszczy­pli­wość, choć jed­ne­go było tylko tro­chę wię­cej niż dru­gie­go. 

Jak na pomoc do­mo­wą, dużo wie­dzia­ła o go­ściach swo­je­j pra­co­daw­czyni. Za­pew­ne nie­jed­no też tutaj wi­dzia­ła. Od­nio­słem wra­że­nie, że dzię­ki roz­mo­wie z nią, mogę uzy­skać ja­kieś przy­dat­ne in­for­ma­cje do ar­ty­ku­łu. 

– Nie po­wie­dział­bym, że się nie bałem, ale stres był jakoś mniej­szy – za­czą­łem, po czym wy­pi­ja­jąc łyk her­ba­ty, dałem sobie czas, by za­sta­no­wić się, jak wyjść z twa­rzą z tej roz­mo­wy. – Strach po­ma­ga mi pisać. Tek­sty za­wie­ra­ją­ce silne uczu­cia, zwy­kle są bar­dzo do­brze od­bie­ra­ne przez czy­tel­ni­ków – pal­ną­łem pierw­sze co przy­szło do głowy, sam pró­bu­jąc się do tego prze­ko­nać. Na wszel­ki wy­pa­dek wbi­łem oczy w trzy­ma­ny w rę­kach kubek, by trud­niej było od­czy­tać mój wyraz twa­rzy. – Inni bo­ha­te­ro­wie wy­wia­dów byli chyba nawet za­do­wo­le­ni, że w moich tek­stach budzą strach – kon­ty­nu­owa­łem. – Choć nie za­wsze po­do­ba­ło im się, co o nich piszę i nie raz pró­bo­wa­li wpły­nąć groź­bą na osta­tecz­ny kształt ar­ty­ku­łu. 

Spoj­rza­łem na go­spo­się. Przy­pa­try­wa­ła mi się uważ­nie, rów­nież są­cząc her­ba­tę, choć nie­ko­niecz­nie zio­ło­wą. 

– Sądzi pan, że w przy­pad­ku Wo­jen­ki bę­dzie po­dob­nie? – spy­ta­ła z lek­kim nie­do­wie­rza­niem. 

To, że użyła pseu­do­ni­mu pra­co­daw­czy­ni, upew­ni­ło mnie w prze­ko­na­niu, że warto kon­ty­nu­ować tę roz­mo­wę. 

– Nie, pani Troj­ka jest pod tym wzglę­dem od nich inna – po­wie­dzia­łem sta­now­czo. – Stara się kre­ować na ła­god­ną, a nie bu­dzą­cą strach. Przez to, mój ar­ty­kuł może jej się bar­dziej nie spodo­bać. – Chwi­lę wpa­try­wa­łem się z re­zy­gna­cją w parę uno­szą­cą się z kubka. – Wilk w owczej skó­rze nie lubi, gdy opi­su­je się go jako groź­ne­go, nawet jeśli wszy­scy widzą wy­sta­ją­ce spod przy­kryw­ki ostre kły – do­da­łem pod wpły­wem na­tchnie­nia. 

Moja roz­mów­czy­ni pró­bo­wa­ła stłu­mić lekko cierp­kie par­sk­nię­cie. Nie je­stem pe­wien, czy do­brze od­czy­ta­łem, co się pod nim kryło. Żal, że gdy się za­trud­nia­ła, dała się na­brać na po­zor­ną ła­god­ność? Re­zy­gna­cja moim na­sta­wie­niem wobec jej pra­co­daw­czy­ni? Czy tylko zde­gu­sto­wa­nie moim po­etyc­kim po­rów­na­niem?

– Więc boi się pan opi­sać Wo­jen­kę jako bu­dzą­cą strach. Skąd ta pew­ność, że da panu ku temu po­wo­dy? – spy­ta­ła lekko zi­ry­to­wa­na. 

W sumie, trud­no jej się dzi­wić. Ku­lą­cy się w fo­te­lu zlęk­nio­ny męż­czy­zna, który jakby nie pa­trzeć, sam po­pro­sił o ten wy­wiad, może lekko de­ner­wo­wać.

– Nie pew­ność, a obawa. – Pró­bo­wa­łem się nieco wy­pro­sto­wać, ale skoń­czy­ło się na ner­wo­wym wier­ce­niu. – Mogę na przy­kład, przez przy­pa­dek, ob­ra­zić ją ja­kimś moim py­ta­niem, a Dra­go­ni­she są dość znani ze spo­so­bu, w jaki re­agu­ją na urazę. Jeśli coś ta­kie­go bę­dzie miało miej­sce, to im­pli­ka­cje dla mnie będą na pewno o wiele gor­sze niż chwi­lo­wa ho­spi­ta­li­za­cja. – Skrzy­wi­łem się na wspo­mnie­nie ostat­nich kon­se­kwen­cji ar­ty­ku­łu, w któ­rym na­zwa­łem pew­ne­go bez­względ­ne­go bosa „wraż­li­wym wobec zwie­rząt”. 

Go­spo­sia spoj­rza­ła na mnie krzy­wo, dając do zro­zu­mie­nia, że we­dług niej, tro­chę prze­sa­dzam.

– Nie wy­star­czy, że pan takie ewen­tu­al­ne rze­czy w ar­ty­ku­le po pro­stu po­mi­nie? – spy­ta­ła tonem, który jaw­nie uwła­czał mojej in­te­li­gen­cji.

– Nie po­tra­fię. – Znowu od­ru­cho­wo zgar­bi­łem się, sta­ra­jąc wto­pić w fotel. – Piszę szcze­rze o wszyst­kich moich od­czu­ciach wobec osoby, z którą pro­wa­dzę wy­wiad i o wszyst­kich zda­rze­niach, które na te od­czu­cia wpły­nę­ły. Ina­czej przed­sta­wił­bym fał­szy­wy obraz tej osoby. Gdy­bym to zro­bił, nie był­bym sobą.

Uspo­ka­ja­ją­ca her­ba­ta chyba w końcu za­czę­ła dzia­łać, bo strach za­czął po­wo­li ustę­po­wać miej­sca po­czu­ciu bez­na­dziej­no­ści. Są­czy­łem ją dalej po­wo­li, wpa­trzo­ny tępo w rant stołu.

Nie umie pan po­mi­nąć ta­kich rze­czy, nawet za cenę zdro­wia czy życia? – W jej gło­sie było au­ten­tycz­ne zdzi­wie­nie, ale i coś jesz­cze… coś trud­niej­sze­go do okre­śle­nia.

Nawet – mruk­ną­łem. – Fał­szo­wa­nie rze­czy­wi­sto­ści jest czymś nie­wy­ba­czal­nym. Wła­śnie dla­te­go zo­sta­łem dzien­ni­ka­rzem. Po to, by po­ka­zy­wać praw­dzi­we ob­li­cze świa­ta, nawet jeśli jest cza­sa­mi nie­wy­god­ne czy prze­ra­ża­ją­ce. 

 W miarę wy­gła­sza­nia tej de­kla­ra­cji mo­je­go sensu i celu życia pro­sto­wa­łem się coraz bar­dziej w fo­te­lu i od­zy­ski­wa­łem coraz wię­cej pew­no­ści sie­bie. Spoj­rza­łem na moją roz­mów­czy­nię i zro­zu­mia­łem, czym było to coś ta­jem­ni­cze­go w jej gło­sie chwi­lę wcze­śniej. Pa­trzy­ła na mnie z kub­kiem za­wie­szo­nym w po­ło­wie drogi do ust, a w jej oczach widać było nie­kry­ty po­dziw. 

Wła­śnie dla­te­go pan jesz­cze żyje – oznaj­mi­ła pew­nym, spo­koj­nym tonem. – Ta od­wa­ga bycia wier­nym swoim ide­ałom, nawet za naj­wyż­szą cenę, mu­sia­ła nie­raz wzbu­dzić do pana re­spekt i oca­lić panu życie. Nie ma nic cen­niej­sze­go w ciem­nym pół­świat­ku niż zy­ska­nie u in­nych sza­cun­ku. 

Dzię­ku­ję – po­wie­dzia­łem nie­pew­nie, nie wie­dząc czy wła­ści­wie zin­ter­pre­to­wa­łem to jako kom­ple­ment. – Brzmi pani jak od­kryw­ca, który wła­śnie roz­wią­zał trud­ną za­gad­kę. Tak bar­dzo za­sta­na­wia­ją­ce było, jak ja tak długo prze­ży­łem, prze­pro­wa­dza­jąc wy­wia­dy z gło­wa­mi mafii?

– Prze­pra­szam, jeśli pana to ura­zi­ło – po­wie­dzia­ła, śmie­jąc się po­jed­naw­czo. – Choć bar­dziej cie­ka­wi­ło mnie, jak pan to robił, będąc tak wy­stra­szo­ny. 

Skrzy­wi­łem się i po­sta­no­wi­łem zmie­nić temat na mniej upo­ka­rza­ją­cy. 

Praw­dę mó­wiąc, też mnie pani cie­ka­wi. Za­sta­na­wia mnie, jak to się stało, że tak miła – za­ak­cen­to­wa­łem ostat­nie słowo – osoba, pra­cu­je w takim miej­scu? Nie prze­ra­ża panią ta zgra­ja osił­ków na dole, ani to, że Helena Troj­ka jest Dra­go­ni­shą? – Uśmiech­ną­łem się, cze­ka­jąc na wyraz zmie­sza­nia na twa­rzy roz­mów­czy­ni. Nie są­dzi­łem, by dla zwy­kłe­go czło­wie­ka, praca w takim śro­do­wi­sku mogła być po­wo­dem do dumy… Za­wio­dłem się. 

Jak na kogoś, kto twier­dzi, że fał­szo­wa­nie rze­czy­wi­sto­ści jest nie­wy­ba­czal­ne, szyb­ko oce­nia pan po po­zo­rach. – Uśmiech na jej twa­rzy za­stą­pił gry­mas znie­sma­cze­nia. – Czy­jaś na­ro­do­wość nigdy nie po­win­na mieć zna­cze­nia, zwłasz­cza dla dzien­ni­ka­rza. Ważny jest in­dy­wi­du­al­ny cha­rak­ter czło­wie­ka, a nie to, czy jest: Dra­go­ni­shą, Żydem, Wło­chem czy Abo­ry­ge­nem. 

– Tak, ma pani rację – za­wsty­dzi­łem się nieco po tej uwa­dze – oce­nia­nie kogoś tylko po jego na­ro­do­wo­ści jest złe. Jed­nak kul­tu­ra, w ja­kiej wy­cho­wu­je się czło­wiek, za­wsze ma na niego wpływ. Tym bar­dziej, je­że­li wie­rzyć pew­nym źró­dłom, in­ży­nie­ria ge­ne­tycz­na – bro­ni­łem swo­jej po­sta­wy. – Mi­li­tar­ne wy­cho­wa­nie od naj­młod­szych lat i dra­koń­skie prawa, we­dług któ­rych żyją, na pewno wpły­wa­ją na czło­wie­ka. Zwłasz­cza po­ten­cjal­ne mo­dy­fi­ka­cje ge­ne­tycz­ne, które jak mówią, czy­nią z Dra­go­ni­shy „bez­dusz­ne ma­szy­ny do za­bi­ja­nia”. Nie oba­wia­ła się pani pracy dla ta­kiej osoby? 

Lu­dzie boją się tego, czego nie ro­zu­mie­ją, czę­sto wy­ol­brzy­mia­ją i prze­ina­cza­ją – tłu­ma­czy­ła ła­god­nie i po­wo­li jak dziec­ku, a na jej twa­rzy po­ja­wił się po­błaż­li­wy uśmiech, jakby wy­ba­cza­ła moja nie­wie­dzę. – Kul­tu­ra Dra­go­ni­shy jest obca spo­łe­czeń­stwu, a nie­zro­zu­mie­nie i su­ro­wość prawa budzi jesz­cze więk­szy strach. Dra­go­ni­she byli i nadal są, wy­cho­wa­ni do walki. To czyni ich nie­bez­piecz­ny­mi i żeby za­pa­no­wać nad tym na­ro­dem wo­jow­ni­ków, po­trzeb­ne są su­ro­we prawa, wy­ma­ga­ją­ce bez­względ­nej dys­cy­pli­ny. Dla­te­go też kary, za nawet naj­drob­niej­sze i błahe prze­wi­nie­nia, są bar­dzo do­tkli­we – mó­wi­ła tonem świad­czą­cym o do­głęb­nej zna­jo­mo­ści te­ma­tu. – Róż­ni­ce kul­tu­ro­we po­wo­du­ją, że to co dla jed­nych jest gor­szą­ce i nie­ak­cep­to­wal­ne, dla in­nych jest zu­peł­nie nor­mal­ne. Tak jest i w przy­pad­ku Dra­go­ni­shy. Su­ro­wość i spo­sób eg­ze­kwo­wa­nia praw Dra­go­ni­shy, dla osób wy­cho­wa­nych w in­nych kul­tu­rach, wy­glą­da na prze­moc i mor­der­stwa. Jed­nak nie ma tam sa­mo­wo­li. Je­że­li ktoś prze­strze­ga prawa, to nie ma się czego oba­wiać. Prawo to obo­wią­zu­je też je­dy­nie Dra­go­ni­she i osoby, które świa­do­mie je przy­ję­ły, przez na przy­kład od­da­nie się pod smo­cze do­wódz­two. Ci, któ­rzy nie mają obo­wiąz­ku znać tych praw, nie muszą się oba­wiać kon­se­kwen­cji ich przy­pad­ko­we­go zła­ma­nia. Tak więc, pomoc do­mo­wa czy dzien­ni­karz, nie mają się czego oba­wiać. – Uśmiech­nę­ła się, jakby uba­wio­na moim mi­mo­wol­nym wy­ra­zem ulgi po jej ostat­nich sło­wach. 

A więc, twier­dzi pani, że Dra­go­ni­she są bar­dzo pra­wo­rząd­ni i nic mi nie grozi, obo­jęt­nie co zro­bię, bo nie obo­wią­zu­ją mnie ich prawa? Nawet, je­że­li ja­kie­goś ob­ra­żę czy ude­rzę? – wy­ra­zi­łem swoje wąt­pli­wo­ści, wy­ni­kłe z wielu za­sły­sza­nych opo­wie­ści. 

Nie po­wie­dzia­łam, że może robić pan „obo­jęt­nie co” – oznajmiła ła­god­nym tonem, lecz nie wia­do­mo dla­cze­go, jej uśmiech za­czął wy­da­wać się groź­ny. – Smoki albo, jak pan woli, Dra­go­ni­she, roz­róż­nia­ją trzy ro­dza­je praw: „Smo­cze”, „Pół­świat­ka” i „Cy­wil­ne”. Każdy czło­wiek pod­le­ga przy­naj­mniej jed­ne­mu z nich, ale może przejść do in­ne­go po­przez de­kla­ra­cję sło­wem lub czy­nem – tłu­ma­czy­ła jak na­uczy­ciel­ka ucznio­wi. – Za­zwy­czaj naj­bar­dziej opie­kuń­cze jest prawo „cy­wil­ne”, czyli prawo kraju, w któ­rym się w danej chwi­li prze­by­wa. Ak­tu­al­nie pod­le­ga pan pod ten ro­dzaj i prze­strze­ga­jąc go, niema się pan czego oba­wiać. Jed­nak zła­ma­nie go, trak­to­wa­ne jest jako de­kla­ra­cja pod­le­ga­nia prawu „pół­świat­ka”, z kolei zła­ma­nie i tych reguł, może być ode­bra­ne jako de­kla­ra­cja wy­zna­wa­nia ko­dek­su „smo­cze­go”. Wy­tłu­ma­czę może, za­czy­na­jąc od groź­by.  

Na słowo “groź­ba”, przez plecy prze­szedł mi zimny dreszcz. 

– Uży­wa­jąc groź­by – kon­ty­nu­owa­ła tonem praw­ni­czym – może pan zła­mać prawo „cy­wil­ne” przez, na przy­kład „groź­by ka­ral­ne”, czy takie, któ­rych sam fakt uży­cia po­wo­du­je pu­blicz­ne ośmie­sze­nie. Skoro ła­miąc prawo „cy­wil­ne”, de­kla­ru­je pan wobec niego po­gar­dę, Dra­go­ni­sha, któ­re­mu pan grozi, może po­trak­to­wać pana we­dług prawa „pół­świat­ka”, czyli zasad, któ­ry­mi rzą­dzi się świat ulicy i świat prze­stęp­czy. Je­że­li i to prawo pan zła­mie, to bę­dzie pan trak­to­wa­ny we­dług prawa „smo­cze­go”, czyli ko­dek­su Dra­go­ni­shy. To samo do­ty­czy ude­rze­nia, czyli na­ru­sze­nia nie­ty­kal­no­ści cie­le­snej – za­koń­czy­ła spo­koj­nie, jakby to, co po­wie­dzia­ła, było naj­prost­szą rze­czą pod słoń­cem. 

A więc, wbrew temu, co mó­wi­ła pani wcze­śniej, jed­nak po­wi­nie­nem oba­wiać się prawa półświat­ka i Dra­go­ni­shy, nawet je­że­li nie muszę go znać? – Nie­pew­ność i zde­ner­wo­wa­nie od­bi­ja­ły się w moim gło­sie. 

Nie­zna­jo­mość prawa, któ­re­mu się pod­le­ga, nie zwal­nia z kon­se­kwen­cji jego nie­prze­strze­ga­nia. De­kla­ru­jąc pod­le­ga­nie da­ne­mu prawu, obo­jęt­nie czy słow­nie czy przez czyny, le­piej wie­dzieć, co wolno i jakie są kon­se­kwen­cje tego, czego nie­wol­no. Je­że­li jed­nak bę­dzie pan prze­strze­gał prawa „cy­wil­ne­go”, nie musi pan znać in­nych praw. – Spo­kój i pew­ność jej głosu bu­dzi­ły we mnie pe­wien dys­kom­fort. 

Za­czy­na­jąc tutaj pracę, znała pani te niu­an­se praw­ne, czy mu­sia­ła pani je po­znać spe­cjal­ne? – spy­ta­łem lekko przy­tło­czo­ny skom­pli­ko­wa­niem tego sys­te­mu. 

Przy­po­mi­nam panu, że He­le­na Troj­ka, wła­ści­ciel­ka tego domu, jest praw­ni­czką, więc miesz­ka­jąc tu, prę­dzej czy póź­niej po­zna­je się te i owe krucz­ki. – Uśmiech­nę­ła się, jakby roz­ba­wio­na. – Nie jest to jed­nak nie­zbęd­ne, by tu za­miesz­kać czy pra­co­wać, no chyba że w kan­ce­la­rii. 

Do na­szych uszu do­biegł dźwięk dzwon­ka, za­trzy­mu­ją­cej się na pię­trze windy. Ob­ró­ci­łem się w stro­nę wej­ścia do sa­lo­nu, w na­pię­ciu, że oto zaraz ukaże się w nim słyn­na Wo­jen­ka, z którą mia­łem wła­śnie prze­pro­wa­dzić wy­wiad. Zde­ner­wo­wa­nie, które roz­wia­ło się w cza­sie roz­mo­wy z po­mo­cą do­mo­wą, wró­ci­ło je­dy­nie odro­bi­nę mniej­sze niż pier­wot­nie. Mrok mego stra­chu roz­ja­śnia­ła już jed­nak drob­na iskier­ka na­dziei, że jed­nak jakoś je­stem chro­nio­ny przez prawo. 

Ku mo­je­mu zdzi­wie­niu, w drzwiach sa­lo­nu nie uka­za­ła się, bu­dzą­ca strach, He­le­na Troj­ka, a wy­glą­da­ją­ca ostroż­nie zza fra­mu­gi… głów­ka ma­łe­go chłop­ca. Spoj­rza­łem zszo­ko­wa­ny na moją roz­mów­czy­nię, ta jed­nak, nie zda­wa­ła się być za­sko­czo­na tym wi­do­kiem, lecz je­dy­nie jakby tro­chę zre­zy­gno­wa­na. Kiw­nę­ła na chłop­ca by pod­szedł, a ten pod­biegł do niej szyb­ko i się przy­tu­lił. Oszo­ło­mio­ny obec­no­ścią na oko sze­ścio-, sied­mio­let­nie­go dziec­ka w tym domu, nie mo­głem wy­du­sić z sie­bie nawet słowa, więc w mil­cze­niu przy­słu­chi­wa­łem się ich roz­mo­wie. 

Mó­wi­łam ci, że po szko­le masz iść do Aiszy, bo przy­cho­dzi dzien­ni­karz. – W gło­sie po­mo­cy do­mo­wej sły­chać było lekki wy­rzut o nie­po­słu­szeń­stwo, ale też i tro­skę. 

My­śla­łem, że dzien­ni­karz bę­dzie w ga­bi­ne­cie – tłu­ma­czył się chło­piec. – Chcia­łem zo­sta­wić ple­cak i po­wie­sić to na lo­dów­kę. – Wy­cią­gnął w górę trzy­ma­ną w ręce kart­kę. 

Dobra, pokaż co tu masz – wy­ra­zi­ła szcze­re za­in­te­re­so­wa­nie, jed­no­cze­śnie rzu­ca­jąc w moją stro­nę prze­pra­sza­ją­ce spoj­rze­nie. – Brawo, sło­necz­ko za pi­sa­nie liter! Na­praw­dę ład­nie ci wy­szły – po­chwa­li­ła chłop­ca, głasz­cząc go po gło­wie. 

Pani po­wie­dzia­ła, że na­pi­sa­łem je naj­ład­niej w kla­sie – z dumą oznaj­mi­ło dziec­ko. 

Z pew­no­ścią – za­pew­ni­ła z uśmiech­nę­ła ko­bie­ta. – Mo­żesz po­chwa­lić się tym Dy­mi­tro­wi i Nadii, a póź­niej po­wie­si­my na lo­dów­ce. Ple­cak weź ze sobą i odrób lek­cje razem z Aiszą, póź­niej mo­że­cie się po­ba­wić. Nadia wie, że bę­dziesz na obie­dzie. Po wy­wia­dzie przyj­dę do was na dół. 

Dziec­ko kiw­nę­ło tylko głową i po­bie­gło z po­wro­tem do windy. 

Prze­pra­szam za to – ko­bie­ta zwró­ci­ła się do mnie. – Więk­szość gości przyj­mo­wa­na jest w ga­bi­ne­cie, więc nie spo­dzie­wał się tu pana za­stać. 

Nie szko­dzi. Ja, zu­peł­nie nie spo­dzie­wa­łem się zo­ba­czyć tu, tak ma­łych dzie­ci – od­po­wie­dzia­łem tępo nadal zszo­ko­wa­ny. Lecz po chwi­li po­czu­łem, jak wzbie­ra we mnie złość, gdy do­tar­ło do mnie, że to dziec­ko tutaj miesz­ka! – Ro­zu­miem mło­dzież na dole, w końcu smo­cze ko­man­do ma wyż­szy pre­stiż niż bycie w gangu, ale dzie­ci, tutaj?! Może i pani nie przeszkadza praca w tym miejscu, ale cią­gnąć w takie śro­do­wi­sko małe dziec­ko? Nie boi się pani, że któ­ryś z tych zbi­rów na dole, zrobi coś pani syn­ko­wi? – nie­mal krzy­cza­łem, zbul­wer­so­wa­ny taką nie­od­po­wie­dzial­no­ścią. 

Mó­wi­łam już, że zbyt szyb­ko oce­nia pan po po­zo­rach i przez pry­zmat swo­ich ocze­ki­wań wy­ni­kłych z plo­tek i ste­reo­ty­pów – od­rze­kła spo­koj­nym, lecz su­ro­wym gło­sem, jakby kar­ci­ła dziec­ko. 

Słu­cham? – bąk­ną­łem. Było to je­dy­ne, co mo­głem z sie­bie wy­du­sić, za­sko­czo­ny tak spo­koj­ną od­po­wie­dzią. 

Mówi pan, że w swo­ich ar­ty­ku­łach umiesz­cza wszyst­kie od­czu­cia, jakie ma pan w cza­sie prze­pro­wa­dza­nia wy­wia­du, ale od­czu­cia nieko­niecz­nie muszą od­zwier­cie­dlać rze­czy­wi­stość – tłu­ma­czy­ła spo­koj­nie. – Jest to blok, ale nie spo­dzie­wał się pan miesz­ka­ją­cych w nim ludzi oprócz wła­ści­ciel­ki, bo jest mi­liar­der­ką. Albo z po­wo­du jej na­ro­do­wo­ści, uznał pan, że wszy­scy w tym bu­dyn­ku to jej pod­wład­ni, jej ko­man­do – oznaj­mi­ła z ła­god­nym wy­rzu­tem w gło­sie. – Czy gdyby pan nie wie­dział, że miesz­ka tu Dra­go­ni­sha, uznał­by pan bu­dy­nek, w któ­rym mie­ści się si­łow­nia oraz sala kom­pu­te­ro­wa, gdzie mło­dzież gra w strze­lan­ki, za twier­dzę? Jest tu rów­nież bi­blio­te­ka oraz świe­tli­ca. Mo­ni­to­ring oraz sys­tem alar­mo­wy, w sa­lach z tak dro­gim sprzę­tem, w tej dziel­ni­cy na­praw­dę dzi­wią i są po­dej­rza­ne? Te po­miesz­cze­nia są otwar­te i mogą z nich swo­bod­nie ko­rzy­stać wszy­scy miesz­kań­cy osie­dla. 

Więc su­ge­ru­je pani, że to osie­dlo­wy ośro­dek kul­tu­ry? – spy­ta­łem z nie­do­wie­rza­niem. 

Ow­szem! – w jej gło­sie czuć było nie­za­chwia­ną pew­ność w praw­dzi­wość swo­ich słów. – Oczy­wi­ście są i inni, któ­rzy wąt­pią w to, tak jak pan, dla­te­go mo­ni­to­ring czę­ści kul­tu­ro­wej bu­dyn­ku, udo­stęp­nia­ny jest zdal­nie naj­bliż­szej ko­men­dzie po­li­cji. Do­dat­ko­wo, w za­się­gu wzro­ku od bu­dyn­ku, stoi za­zwy­czaj jeden nie­ozna­ko­wa­ny pa­trol. Je­że­li pan chce, może pan po­twier­dzić te in­for­ma­cje na ko­men­dzie. 

Słu­cha­łem tych wy­ja­śnień z otwar­ty­mi usta­mi, już pla­nu­jąc swoją wi­zy­tę w ko­mi­sa­ria­cie. 

Więc mo­ni­to­rin­giem ob­ję­ty jest tylko dół bu­dyn­ku? – pal­ną­łem, nie wie­dząc co po­wie­dzieć, dalej zszo­ko­wa­ny wy­ja­śnie­nia­mi po­mo­cy do­mo­wej. 

Nie, ale tylko mo­ni­to­ring po­miesz­czeń ogól­no­do­stęp­nych jest przesyłany po­li­cji. – Uśmiech­nę­ła się ta­jem­ni­czo. – Na wyż­szych pię­trach są miesz­ka­nia, dalej ga­bi­net kan­ce­la­rii prawa woj­sko­we­go i kwa­te­ry dla klien­tów, któ­rzy nie mają gdzie się za­trzy­mać w ocze­ki­wa­niu na roz­pra­wę i w cza­sie jej trwa­nia. Kwa­te­ry mają wej­ście z innej stro­ny bu­dyn­ku, by nie prze­szka­dzać lo­ka­to­rom i użyt­kow­ni­kom domu kul­tu­ry. Naj­wyż­sze pię­tro to ten apar­ta­ment. 

A więc miesz­ka­ją tu też inne osoby? – zdzi­wi­łem się. 

– Tak, w tym też dzie­ci. Ak­tu­al­nie oprócz mo­je­go bra­tan­ka, któ­re­go pan wi­dział, miesz­ka tu jesz­cze jedno dziec­ko w jego wieku – wy­ja­śni­ła spo­koj­nie. 

Przy­tło­czo­ny in­for­ma­cja­mi, z zu­peł­nie zbu­rzo­nym wy­obra­że­niem tego miej­sca, za­mil­kłem, ana­li­zu­jąc to, co usły­sza­łem i to, co na­praw­dę wi­dzia­łem u wej­ścia do bu­dyn­ku. Go­spo­sia sie­dzia­ła na­prze­ciw­ko mnie w fo­te­lu i wolno piła her­ba­tę. Wy­glą­da­ła na spo­koj­ną i może nawet lekko roz­ba­wio­ną, gdy ob­ser­wo­wa­ła, jak pró­bu­ję po­ukła­dać myśli. W cza­sie wy­wia­dów, za­zwy­czaj zda­rza­ło się coś, co po­ka­zy­wa­ło mo­je­go roz­mów­cę w innym świe­tle niż po­wszech­ne o nim mnie­ma­nie. Ba, nie­raz sam dążyłem do tego, by po­ka­zać spo­łe­czeń­stwu, że i biel, i czerń mają swoje od­cie­nie, że inne świa­tło eks­po­nu­je inne barwy. Te róż­ni­ce nie były duże, ale wy­star­cza­ły, by po­ka­zać, że strach ma wiel­kie oczy, dia­beł wcie­lo­ny to tylko maska, która od­wra­ca wzrok od nie­chcia­nych wi­do­ków, a fi­lan­trop ma po­zła­ca­ne, a nie złote serce. Teraz po­ka­za­no mi, że i ja kie­ru­ję się wpo­jo­ną opi­nią i widzę tylko to, co ocze­ku­ję zo­ba­czyć. Ste­reo­ty­py, uprze­dze­nia ra­so­we, przy­po­rząd­ko­wa­nie co/kto jest dobry, a co/kto zły, nie­zro­zu­mie­nie kul­tu­ry i praw, wiara w plot­ki i mity, za­miast spraw­dze­nia fak­tów. To wszyst­ko wy­pa­cza rze­czy­wi­stość i każdy z nas pada ich ofia­rą. Fakty… Jakie ja znam fakty o Wo­jen­ce? Po­myśl­my: jest mi­liar­der­ką, ma wy­so­ki sto­pień woj­sko­wy, skoń­czy­ła prawo woj­sko­we, zaj­mu­je się głów­nie na­jem­ni­ka­mi – nie, to trze­ba spraw­dzić… była przy­wód­cą Dra­go­ni­shy… jest Dra­go­ni­shą – żoł­nie­rzem stwo­rzo­nym w la­bo­ra­to­rium, zmo­dy­fi­ko­wa­nym ge­ne­tycz­nie i po­zba­wio­nym uczuć… Czy udo­wod­nio­no brak uczuć? Czy można ge­ne­tycz­nie usu­nąć uczu­cia? 

Czy Dra­go­ni­she mają uczu­cia? – Ku swo­je­mu zdzi­wie­niu za­da­łem to py­ta­nie na głos. 

Gosposia spoj­rza­ła na mnie za­sko­czo­na, ale też jakby ucie­szo­na moimi wątpliwościami. 

Od­po­wiem panu na py­ta­nie py­ta­niem, które prze­czy­ta­łam kie­dyś w pew­nej książ­ce: A czy śli­mak ma uczu­cia? Czy nie będąc śli­ma­kiem, można ka­te­go­rycz­nie stwier­dzić, że nie ma on uczuć? – Spoj­rza­ła na mnie, naj­wy­raź­niej ocze­ku­jąc od­po­wie­dzi. 

Zwie­rzę­ta mają uczu­cia – od­po­wie­dzia­łem bez chwi­li za­sta­no­wie­nia. – Koty i psy przy­wią­zu­ją się do ludzi i oka­zu­ją im uczu­cia. Śli­mak może po pro­stu nie umie ich oka­zać tak, by czło­wiek to zro­zu­miał… – za­wa­ha­łem się – a może ich nie ma? Nie można jed­no­znacz­nie stwier­dzić – pod­ją­łem nie­pew­nie de­cy­zję. 

Czło­wiek uczy się roz­po­zna­wa­nia i oka­zy­wa­nia uczuć od ma­łe­go – tłu­ma­czy­ła po­now­nie tonem na­uczy­ciel­ki, przy­pa­tru­jąc się mojej re­ak­cji. – Dra­go­ni­she były, a nie­któ­re nadal są, wy­cho­wy­wa­ne w spo­sób su­ro­wy, tak by nie oka­zy­wać uczuć, bo mogą być one sła­bo­ścią. Do­dat­ko­wo, star­sze ge­ne­ra­cje od dziec­ka fa­sze­ro­wa­ne były środ­ka­mi psy­cho­tro­po­wy­mi, co od­bi­ło się na ich umie­jęt­no­ści od­czu­wa­nia, roz­po­zna­wa­nia i oka­zy­wa­nia emo­cji. Na pewno nie można ge­ne­ra­li­zo­wać, że wszy­scy Dra­go­ni­sze nie po­sia­da­ją uczuć – po­wie­dzia­ła z przekonaniem. – Co do plot­ki o ge­ne­tycz­nym usu­nię­ciu uczuć, to nie znam się na ge­ne­ty­ce, ale nie sądzę by było to moż­li­we, bo je­że­li jest, to po co po­da­wać jesz­cze psy­cho­tro­py? – za­uwa­ży­ła. 

Słusz­na uwaga – stwier­dzi­łem. – A czy He­le­na Troj­ka, we­dług pani, po­sia­da uczu­cia? – do­pre­cy­zo­wa­łem py­ta­nie. 

A czy, we­dług pana, ja po­sia­dam uczu­cia? – od­po­wie­dzia­ła szyb­ko z szel­mow­skim uśmie­chem. 

Jak naj­bar­dziej – od­po­wie­dzia­łem rów­nież nie­mal na­tych­miast, zdzi­wio­ny jej ri­po­stą. 

A dla­cze­go pan tak sądzi? – cią­gnę­ła dalej, jakby chcia­ła się ze mną po­dro­czyć. 

Jest pani uprzej­ma i wraż­li­wa. Była pani dla mnie cier­pli­wa i po­mo­gła mi się uspo­ko­ić. W pani gło­sie, wobec tego chłop­ca, też czuć było mi­łość, no i jest pani bar­dzo lo­jal­na wobec swo­jej pra­co­daw­czy­ni – wy­mie­ni­łem wszyst­kie ozna­ki jej uczuć, po krót­kiej chwi­li za­sta­no­wie­nia. 

Sam pan widzi, że mo­że­my oce­niać czy­jeś uczu­cia je­dy­nie po tym, jak są oka­zy­wa­ne, a u Dra­go­ni­shy to ra­czej trud­ne – stwier­dzi­ła z za­do­wo­le­niem. – Sły­sza­łam opi­nie, że Wo­jen­ka udaje swoje emo­cje, bo pa­su­ją do jej wi­ze­run­ku, ale we­dług mnie są rów­nie praw­dzi­we, jak te, które wi­dział pan u mnie – znowu od­po­wie­dzia­ła wy­mi­ja­ją­co. 

Mia­łem wra­że­nie, że z ja­kichś po­wo­dów, bar­dzo nie chce jasno od­po­wie­dzieć na to py­ta­nie. Byłem już lekko zmę­czo­ny tą roz­mo­wą, a prze­cież jesz­cze nawet nie za­czą­łem wy­wia­du. 

Nie za­mie­rza pani od­po­wie­dzieć wprost? – bar­dziej stwier­dzi­łem, niż spy­ta­łem.

Nie – uśmiech­nę­ła się – musi pan sam do tego dojść. 

Racja – nagle do­tar­ła do mnie przy­czy­na tych gie­rek słow­nych – co­kol­wiek pani powie, może za­szko­dzić pani pra­co­daw­cy: znisz­czy wi­ze­ru­nek lub ob­na­ży sła­bo­ści. – Zro­bi­ło mi się głu­pio, że tak długo cią­gnę za język tę bied­ną ko­bie­tę. – Zu­peł­nie za­po­mnia­łem, że nie tylko ja muszę uwa­żać na słowa. Prze­pra­szam. 

Roz­mo­wa się urwa­ła, a ja tępo pa­trzy­łem w ści­ska­ny prze­ze mnie na ko­la­nach pusty kubek. Świa­do­mość, że je­że­li Wo­jen­ka szyb­ko się nie zjawi, to roz­mo­wą „w mię­dzy­cza­sie” będę na­ra­żał czy­jeś życie, a gdy przyj­dzie, to prze­pro­wa­dza­jąc wy­wiad będę na­ra­żał wła­sne, była bar­dzo mę­czą­ca. Emo­cje zwią­za­ne z samym przy­by­ciem tu były wy­czer­pu­ją­ce. Długa po­ga­węd­ka z po­mo­cą do­mo­wą zła­go­dzi­ła nieco stres, ale wpro­wa­dzi­ła mę­tlik w mojej gło­wie i zdez­ak­tu­ali­zo­wa­ła kilka pytań, które mia­łem za­miar zadać Kró­lo­wej Na­jem­ni­ków. Przy­ła­pa­łem się na szu­ka­niu wy­mó­wek, by prze­su­nąć wy­wiad na ma­gicz­ne „kiedy in­dziej” i stąd wyjść. W sumie, nie­obec­ność i po­kaź­ne już spóź­nie­nie osoby, z którą wy­wiad mia­łem prze­pro­wa­dzać, była sama w sobie nie­złą wy­mów­ką.Q

Chciał­by pan prze­ło­żyć wy­wiad na inny ter­min, czy po pro­stu się nie­cier­pli­wi? – za­py­ta­ła go­spo­sia, pa­rząc mi w oczy. 

Z szoku pra­wie upu­ści­łem kubek, skąd ona… 

– Zerka pan ner­wo­wo na ze­ga­rek – do­da­ła szyb­ko, wi­dząc moje zmie­sza­nie.

Ach, prze­pra­szam. – Za­wsty­dzi­łem się nieco, przy­ła­pa­ny na my­ślach o uciecz­ce. Żal jed­nak było nie wy­ko­rzy­stać ta­kiej szan­sy. – Rze­czy­wi­ście, za­sta­na­wia­łem się nad prze­ło­że­niem wy­wia­du – przy­zna­łem. – Naj­wy­raź­niej pani Troj­ka jest dzi­siaj bar­dzo za­pra­co­wa­na…

Spoj­rza­łem ko­bie­cie w oczy, pró­bu­jąc wy­ba­dać, jaki efekt przy­nio­są moje wy­mów­ki. Po ciele prze­szedł mnie zimny dreszcz. Miała pewne spoj­rze­nie i lekki uśmie­szek. Przej­rza­ła mnie.

Nie widzę pro­ble­mu w usta­le­niu in­ne­go ter­mi­nu. – W oczach ko­bie­ty widać było roz­ba­wie­nie. – Bę­dzie miał pan czas, na lep­sze przy­go­to­wa­nie się do wy­wia­du. Za­chę­cam rów­nież do wy­py­ta­nia oko­licz­nych miesz­kań­ców i lo­kal­nej po­li­cji, je­że­li ma pan jesz­cze ja­kieś wąt­pli­wo­ści, co do na­tu­ry tego miej­sca – do­da­ła su­ro­wo, wsta­jąc by od­pro­wa­dzić mnie do drzwi. 

Na­praw­dę prze­pra­szam za kło­pot. Mam na­dzie­ję, że pani Troj­ka, nie bę­dzie ura­żo­na prze­su­nię­ciem spotkania – ka­ja­łem się już w dro­dze do wyj­ścia. 

Ależ nie ma pro­ble­mu. – Uśmiech­nę­ła się, otwie­ra­jąc dla mnie drzwi windy. – Przed pu­bli­ka­cją ar­ty­ku­łu, pro­szę o prze­sła­nie go do mnie do ak­cep­ta­cji. Spraw­dzi­my, czy nie łamie on ni­g­dzie prawa „cy­wil­ne­go”. 

Ja­kie­go ar­ty­ku­łu, ja prze­cież… – urwa­łem, wi­dząc jej wy­mow­ne spoj­rze­nie na ści­ska­ny prze­ze mnie Tho­ught­Scri­be. Był włą­czo­ny. – Prze­pra­szam, uru­cho­mi­łem go cze­ka­jąc na her­ba­tę i naj­wy­raź­niej za­po­mnia­łem wy­łą­czyć – tłu­ma­czy­łem zmie­sza­ny, wcho­dząc tyłem do windy.

Nie szko­dzi. – Uśmiech­nę­ła się wy­ro­zu­mia­le. – Bę­dzie miał pan ma­te­riał, mimo że nie zadał pan chyba żad­ne­go py­ta­nia, które za­mie­rzał.

W takim razie na pewno prze­ślę ar­ty­kuł przed jego pu­bli­ka­cją. – Ura­do­wa­ny świa­do­mo­ścią, że jed­nak będę miał co prze­ka­zać re­dak­cji, na­ci­sną­łem przy­cisk par­te­ru. – Niech mi pani jesz­cze powie, jak się na­zy­wa. Dla po­trzeb ar­ty­ku­łu – do­da­łem szyb­ko. 

Drzwi za­czę­ły się po­wo­li za­my­kać.

He­le­na Troj­ka – od­po­wie­dzia­ła chłod­no. 

Drzwi windy za­mknę­ły się. 

 

Awa­ryj­ne wstrzy­ma­nie pracy Tho­ught­Scri­be! Wykryto eks­tre­mal­ne emo­cje! Apli­ka­cja wstrzy­ma­ła pracę, w celu unik­nię­cia im­pul­syw­nych, nie­od­wra­cal­nych zmian tek­stu. 

Koniec

Komentarze

UWAGA – SPOILER!

Podoba mi się pomysł na bohaterkę i sposób w jaki ją poznajemy. Natomiast rozczarowuje nieco fakt, że dziennikarz okazał się tak mało domyślny i do końca pobytu w apartamencie nie pojął, kto go gości. Rozumiem, że wdał się w rozmowę z gosposią, aby dowiedzieć się tego i owego o Wojence, ale dziwi mnie, że nie powziął żadnych podejrzeń, że gosposia, zamiast zachować daleko posuniętą dyskrecję, tak ochoczo opowiada o chlebodawczyni. Rozumiem, że jako pomoc domowa mogła wiedzieć o niej bardzo wiele, ale zdumiewa mnie fakt, że tak ochoczo wtajemniczała we wszystko dziennikarza. Czy nie zastanowiła go jej gotowość dzielenia się wiedzą, którą dzielić się chyba nie powinna?

Mimo tych zastrzeżeń opowiadanie mnie zainteresowało i mam nadzieję, że niebawem zamieścisz kolejne teksty z tego cyklu. ;)

Wykonanie pozostawia sporo do życzenia. Powinnaś dobrze przyjrzeć się interpunkcji, staraj się też unikać powtórzeń i zaimkozy.

 

około 30-let­nia ko­bie­ta. –> …około trzydziestoletnia ko­bie­ta.

Liczebniki zapisujemy słownie.

 

kilku pię­tro­wy gmach w kształ­cie li­te­ry L. –> …kilkupię­tro­wy gmach w kształ­cie li­te­ry L.

 

Od są­sied­nich bu­dyn­ków wy­róż­nia się… –> Od są­sied­nich bu­dyn­ków różni się… Lub: Wśród są­sied­nich bu­dyn­ków wy­róż­nia się

 

Wej­ście do bu­dyn­ku nie jest trud­ne. Przez sze­ro­ko otwar­te drzwi może wejść każdy… –> Nie brzmi to najlepiej.

Może: Drzwi budynku są szeroko otwarte i każdy może przez nie wejść

 

Ja­kimś cudem udało mi się nie pod­sko­czyć z za­sko­cze­nia. –> Brzmi to fatalnie.

Może: Ja­kimś cudem, choć mnie zaskoczyła, udało mi się nie drgnąć.

 

Go­spo­sia mi­nę­ła mnie i z lek­kim uśmie­chem na twa­rzy… –> Zbędne dopowiedzenie; czy można mieć uśmiech w innym miejscu, nie na twarzy?

 

– Widzę, że już się pan tro­chę uspo­ko­ił, ale może pan ze spo­ko­jem wypić her­ba­tę… –> Nie brzmi to najlepiej.

Może: – Widzę, że już się pan tro­chę opanował, wiec teraz może spokojnie wypić her­ba­tę

 

Brak obec­no­ści wła­ści­ciel­ki tłu­ma­czył tro­chę… –> Raczej: Nieobecność wła­ści­ciel­ki tłu­ma­czyła tro­chę

 

prze­pro­wa­dzał już pan wy­wia­dy z gło­wa­mi świad­ka prze­stęp­cze­go. –> Kim jest świadek przestępczy i ile ma głów? ;)

Pewnie miało być: …już prze­pro­wa­dzał pan wy­wia­dy z gło­wa­mi świat­ka prze­stęp­cze­go.

 

Przed każ­dym spo­tka­niem był pan tak wy­stra­szo­ny? – Za­py­ta­ła tonem… –> Przed każ­dym spo­tka­niem był pan tak wy­stra­szo­ny? – za­py­ta­ła tonem

Dialogi zapisujesz porządnie, ale, w razie jakichś wątpliwości, może przyda się poradnik: http://www.forum.artefakty.pl/page/zapis-dialogow

 

dużo wie­dzia­ła o go­ściach swo­je­go pra­co­daw­cy. –> Pracowała u kobiety, więc: …dużo wie­dzia­ła o go­ściach swo­je­j pra­co­daw­czyni.

 

Za­pew­ne nie jedno też tutaj wi­dzia­ła. –> Za­pew­ne niejedno też tutaj wi­dzia­ła.

 

po czym bio­rąc łyk her­ba­ty… –> …po czym wypijając łyk her­ba­ty

Łyku napoju nie można wziąć. No, chyba że nabierze się napój w zagłębienie dłoni, ale wtedy trzeba siorbać. ;)

 

od­czy­tać mój wyraz twa­rzy. – Inni bo­ha­te­ro­wie moich wy­wia­dów byli chyba nawet za­do­wo­le­ni, że w moich tek­stach… –> Czy wszystkie zaimki są konieczne?

 

że watro kon­ty­nu­ować tę roz­mo­wę. –> Literówka.

 

i dra­koń­skie prawa, we­dług ja­kich żyją… –> …i dra­koń­skie prawa, we­dług których żyją

 

– Kul­tu­ra Dra­go­ni­shy jest obca dla spo­łe­czeń­stwa… –> – Kul­tu­ra Dra­go­ni­shy jest obca spo­łe­czeń­stwu

 

mó­wi­ła tonem świad­czą­cym o do­głęb­nej zna­jo­mo­ści te­ma­tu. –> …mó­wi­ła tonem świad­czą­cym o do­głęb­nej zna­jo­mo­ści te­ma­tu.

 

przez np. od­da­nie się pod smo­cze do­wódz­two. –> …przez na przykład od­da­nie się pod smo­cze do­wódz­two.

Nie używamy skrótów.

 

pomoc do­mo­wa czy dzien­ni­karz nie maja się czego oba­wiać. –> Literówka.

 

Dra­go­ni­she roz­róż­nia­ją 3 ro­dza­je praw… –> Dra­go­ni­she roz­róż­nia­ją trzy ro­dza­je praw

Liczebniki zapisujemy słownie, zwłaszcza w dialogach.

 

Każdy czło­wiek pod­le­ga przy­naj­mniej pod jedno z nich… –> Każdy czło­wiek pod­le­ga przy­naj­mniej jednemu z nich

Podlegamy komuś/ czemuś, nie pod kogoś/ pod coś.

 

po­przez de­kla­ra­cje sło­wem lub czy­nem… –> Literówka.

 

może pan zła­mać prawo „cy­wil­ne” przez np. „groź­by ka­ral­ne”… –> …może pan zła­mać prawo „cy­wil­ne” przez na przykład „groź­by ka­ral­ne”

Nie używamy skrótów, zwłaszcza w dialogach.

 

He­le­na Troj­ka, wła­ści­ciel­ka tego domu, jest praw­ni­kiem… –> …He­le­na Troj­ka, wła­ści­ciel­ka tego domu, jest praw­ni­czką

 

w na­pię­ciu, że oto zaraz uka­rze się w nim słyn­na Wo­jen­ka… –> Rozumiem, że napięcie jest uzasadnione ciekawością, jakąż to karę wymierzy sobie Wojenka, wchodząc do salonu. ;)

Winno być: …w na­pię­ciu, że oto zaraz uka­że się w nim słyn­na Wo­jen­ka

 

Oszo­ło­mio­ny obec­no­ścią na oko 6-7 let­nie­go dziec­ka… –> Oszo­ło­mio­ny obec­no­ścią na oko sześcio– siedmiolet­nie­go dziec­ka

 

Było to je­dy­ne, co mo­głem z sie­bie wy­krze­sać za­sko­czo­ny tak spo­koj­ną od­po­wie­dzią. –> Było to je­dy­ne, co mo­głem z sie­bie wykrztusić/ wydobyć/ wydusić, za­sko­czo­ny tak spo­koj­ną od­po­wie­dzią

 

od­czu­cia nie ko­niecz­nie muszą od­zwier­cie­dlać… –> …od­czu­cia nieko­niecz­nie muszą od­zwier­cie­dlać

 

mo­ni­to­ring ogól­no­do­stęp­nych czę­ści bu­dyn­ku udo­stęp­nio­ny jest… –> Nie brzmi to najlepiej.

Może: …monitoring ogólnodostępnych części budynku przekazywany jest

 

Moja roz­mów­czy­ni sie­dzia­ła na­prze­ciw­ko mnie w fo­te­lu i wolno piła her­ba­tę. Wy­glą­da­ła na spo­koj­ną i może nawet lekko roz­ba­wio­ną, gdy ob­ser­wo­wa­ła, jak pró­bu­ję po­ukła­dać moje myśli. W cza­sie moich wy­wia­dów za­zwy­czaj zda­rza­ło się coś, co po­ka­zy­wa­ło mo­je­go roz­mów­cę… –> Nadmiar zaimków. Powtórzenie.

 

by po­ka­zać, że strach ma duże oczy… –> …by po­ka­zać, że strach ma wielkie oczy

Przysłowie mówi o wielkich oczach strachu.

 

To wszyst­ko wy­pa­rza rze­czy­wi­stość… –> Wrzątkiem? ;)

Chyba miało być: To wszyst­ko wy­pa­cza rze­czy­wi­stość

 

od­po­wie­dzia­łem rów­nież nie­mal na­tych­miast, zdzi­wio­ny się jej ri­po­stą. –> Coś się tutaj przyplątało.

 

we­dług mnie są rów­nie praw­dzi­we, co te które wi­dział pan u mnie… –> …we­dług mnie są rów­nie praw­dzi­we, jak te, które wi­dział pan u mnie

 

cią­gnę za język bied­ną ko­bie­tę. –> …cią­gnę za język bied­ną ko­bie­tę.

 

Ah, prze­pra­szam. –> Ach, prze­pra­szam.

 

wąt­pli­wo­ści, co do na­tu­ry tego miej­sca. – do­da­ła su­ro­wo… –> Zbędna kropka po wypowiedzi.

 

Mam na­dzie­ję, że Pani Troj­ka nie bę­dzie ura­żo­na… –> Mam na­dzie­ję, że pani Troj­ka nie bę­dzie ura­żo­na

Formy grzecznościowe piszemy wielka literą, kiedy zwracamy się do kogoś listownie.

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Dziękuję za uwagi. Poprawki naniosę wieczorem.

2-ga część trafi niebawem do betowania, ale jestem tu nowa i nie mam kogo o nią poprosić.

 

UWAGA – SPOILER!

Co do dziennikarza… (O matko! Prawie skończyłam 2-gą część, a on nadal nie ma imienia!)

Dziennikarz był dość mocno zestresowany i wystraszony, przez co nie myślał jasno (nawet pytań nie pamiętał, co dopiero z domyślaniem się). W prawdzie podejrzenia zaczął nawet mieć (przy wykładzie z prawa), ale niejasne (i faktycznie nie zapisane – może zmienię) w dodatku był tym wykładem lekko przytłoczony, co spowolniło jego procesy myślowe. Pojawienie się dziecka i zachowanie się kobiety przy dziecku, wszelkie podejrzenia kompletnie wymazały (nie odpowiadało to jego wizji Heleny Trojki).

Ale tak, ogólnie to niezła z niego gapa, choć znam też kilka osób, które po przeczytaniu tego opowiadania, też się aż do końca nie domyśliły. ;)

2-ga część trafi nie­ba­wem do be­to­wa­nia, ale je­stem tu nowa i nie mam kogo o nią po­pro­sić.

Wojenko, nim zechcesz zaprosić kogoś do betowania, postaraj się przeczytać i skomentować przynajmniej kilka opowiadań – może tych z Biblioteki, może nagrodzonych Piórkami… To, mam wrażenie, pomoże Ci zorientować się, z kim chciałabyś ulepszyć swoje dzieło, pozwoli także innym poznać Cię jako aktywną użytkowniczkę.

 

Co do dzien­ni­ka­rza… (O matko! Pra­wie skoń­czy­łam 2-gą część, a on nadal nie ma imie­nia!)

I ja zauważyłam, że dziennikarz, choć ze sporym dorobkiem zawodowym, pozostaje bezimienny. Niespecjalnie mi to przeszkadzało, bo bezimienna jest też gosposia. Uznałam, że to celowy zabieg – gdyby dziennikarz przedstawił się gosposi, pewnie oczekiwałabym, że i ona powie przynajmniej swoje imię. Na koniec uznałam, że skoro spodziewano się dziennikarza, a gosposia wiedziała, kogo oczekuje chlebodawczyni, przedstawiać się sobie nie musieli i całkiem wystarczył mi układ dziennikarz – gosposia.

Choć, mimo Twoich wyjaśnień, nadal zdumiewa mnie niedomyślność żurnalisty, jak by na to nie patrzeć, obeznanego wszak ze światkiem przestępczym, skoro rozmawiał już z niejednym mafiosem.

 

Mam nadzieję, że w dalszych częściach będzie znacznie więcej fantastyki, bo w tym opowiadaniu jest ona ledwie zasygnalizowana. Zapowiedzianej tagiem SF, w ogóle nie dostrzegłam.

 

Wojenko, jeśli poprawisz usterki, kliknę Bibliotekę. ;)

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Wojenko, cholernie spodobał mi się koncept:). Czyta się dobrze, jest klarowne i ciekawi Helena Trojka z Dragonishy. Fajne postaci i początek. 

Imieniem bym się na razie nie przejmowałam, pojawi się, chyba że jest Ci potrzebne teraz i już.  Wymyślaj i pisz:). Gapą może jest, a może nie jest. Dla mnie jasne jest, że czuje respekt:), a co dalej – na razie nie wiem. 

Dla mnie trochę z tym zestresowaniem się powtarzałaś, ale jeśli ma być kolejne opowiadanie, to nie chciałabym cyzelować podług swoich gustów tego. Pisz, a ja jeśli poprawisz uwagi Reg – też kliknę.

Logika zaprowadzi cię z punktu A do punktu B. Wyobraźnia zaprowadzi cię wszędzie. A.E.

Dziękuję. Miło, że się podoba.

Uwagi Reg już poprawione, oprócz niewypunktowanej interpunkcji, bo do tego będę chyba potrzebowała pomocy. Czy powinnam, jak niektórzy, zaznaczać obecność poprawek w tytule?

z podskoczeniem z zaskoczenia trochę inaczej rozwiązałam – mam nadzieję, że akceptowalnie.

 

Co do SF to faktycznie oprócz ThoughtScribe (i może żołnierzy produkowanych z probówki) to tu dużo nie ma. Opowiadania oparte są na uniwersum, do którego bardziej urban fantasy pasuje, ale nie same opowiadania (w planach, ale dalekich, jest coś więcej niż opowiadania). Mogę zmienić gatunek na “inne”.

W takim razie klikam. Jak otagować nie wiem? Sama mam z tym kłopot, ja najczęściej wrzucam inne, ale moim zdaniem idzie w kierunku science, obce cywilizacje, przyszłość, space opera – nie wiem. Nie mam za dużego stażu Wojenko. Ktoś Ci doradzi:)

Przyszło mi do głowy, że kompletnie nie rozumiem tytułu – bezduszna maszyna? ale nie tłumacz, poczekaj na komentarze innych osób.

Logika zaprowadzi cię z punktu A do punktu B. Wyobraźnia zaprowadzi cię wszędzie. A.E.

Jakoś te “klikania” powinnam widzieć?

Moje nie:(, nie jestem osobą z piórkiem. Zobaczysz dopiero, kiedy ktoś z Loży zatwierdzi, przeczytaj sobie wątki Biblioteka i Loża i inne.

Kiedy Reg kliknie, zobaczysz w belce przed opowiadaniem:)

Logika zaprowadzi cię z punktu A do punktu B. Wyobraźnia zaprowadzi cię wszędzie. A.E.

Ja też klikam, fajny tekst. Ciekawa akcja, dobrze zarysowane postacie. Przeczytałam z zainteresowaniem i cóż mogę jedynie pogratulować udanego debiutu. Jak dla mnie imiona w opowiadaniach są zwykle mało ważne… Pozdrawiam i czekam na kolejne teksty z serii.

Niezły debiut, Wojenko.

Dobrze piszesz, aczkolwiek masz jeszcze kilka literówek i pozjadałaś przecinki.

Początek wciągający, gdzieś w połowie oczy mi się zamykały, obudziłam się, kiedy pojawił się chłopiec, bo miałam nadzieję, że coś się w końcu wydarzy. 

Jak dla mnie przegadane, chociaż tematyka na czasie. Tolerancja, stereotypy itp. To, że nie nadałaś dziennikarzowi imienia zupełnie mi nie przeszkadza, jest w tym jakaś tajemnica. 

Niestety końcówką mnie nie zaskoczyłaś, bo od początku byłam pewna, kto jest kim. Dla mnie to było oczywiste. Jej imię i nazwisko też mało oryginalne. Szkoda.

Sam pomysł na bezduszne maszyny i wykreowanie postaci Heleny jest ok, ale mnie nie zachwycił. Ale nie martw się, to są po prostu moje indywidualne odczucia. :)

Dowiedziałabym się czegoś więcej o tym świecie, dlatego przeczytam kolejne opowiadanie z tego cyklu. Może mnie czymś zaskoczysz. ;)

Mimo wszystko uważam, że tekst jest dobrze napisany, umiejętnie opisujesz sceny, dialogi są naturalne, bohaterowie niepłytcy. Myślę, że to wystarczy, by nominować opowiadanie do Biblioteki. 

Pozdrawiam! 

Sara

Witaj!

 

Jak na debiut jest dobrze, sporo spraw do poprawy, ale łatwych do naprawienia.

Mi się imię i pseudonim bohaterki podobały. Jej tożsamość jest oczywista, natomiast dziennikarz jest do przesady tępy. Opko jest przegadane, sporo infodumpu po prostu wrzuciłaś w dialogi. Rozumiem, że to ma być wywiad, ale zdało by się trochę więcej akcji. Opisy są spoko, końcówka rozczarowuje, dlaczego gdzieś tam w akapitach przed końcem piszesz, że na przeciwko siedziała Helena Trojka, a nie gosposia, skoro dziennikarz dowiaduje się tego dopiero na końcu?

 

Pozdrawiam!

"Taki idealny wyluzowywacz do obiadu." NWM

Mój błąd, po szybkich poprawkach już tu na stronie, zaraz zmienię.

----------------------

Poprawiłam trochę przecinków (ok, sporo przecinków, ale nie lubią mnie te bestie, więc nadal może ich gdzieś brakować, albo wręcz przeciwnie). Przeformułowałam też kilka zdań, by zniwelować powtórzenia i przynajmniej część zaimkozy. Jak ktoś jeszcze gdzieś widzi rażące błędy, chętnie przyjmę uwagi.

Jak dla mnie dużo realu. Napotykam wielu inteligentnych ludzi, którzy, oślepieni stereotypami, zachowują się dokładnie jak dziennikarz. No, może lepiej kamuflują uczucia, bo nie mają ThoughtScribe.

NusZ

Podobało mi się, ładna opowieść o tolerancji. Człowiek boi się najczęściej tego, czego nie zna, a jeśli się czegoś lub kogoś boi, to chce się tego pozbyć ze swojego otoczenia. I tak rodzą się straszne opowieści o Dragonishe. ;)

Zorientowałam się z kim rozmawia dziennikarz praktycznie zaraz na początku, ale ja nie obawiałam się o swoje życie. Dlatego potrafię zrozumieć gapiostwo redaktora.

Ciekawa jestem jak wygląda w twoim świecie prasa. Bo gdyby rzecz działa się w naszym świecie, dziennikarz nie mógłby tak po prostu pisać, co chce. Miałby nad sobą jeszcze wydawcę, jego obawy i interesy.

Rozumiem, że to początek jakiegoś cyklu. Ciekawa jestem, w którą stronę on pójdzie, czy zamierzasz skupić się na przygodach dziennikarza, czy też raczej Heleny, a może obojga? Mam nadzieję, że w kolejnych tekstach spotkam jeszcze Helenę, bo bardzo mnie zaintrygowała. :)

Na razie: Klik.

Dzięki nusz i Irka_Luz.

Nie sądziłam, że te komentarze dadzą mi tyle pomysłów na dalsze opowiadania, ale co i kiedy będzie, to się jeszcze zobaczy. Miały być 3 opowiadania, teraz mam pomysł już na 4. :)

W tej chwili pracuję jeszcze nad 2. częścią, bo jednak ma sporo niedociągnięć, więc będzie trochę później. (No i muszę popracować nad tymi moimi długaśnymi zdaniami, z masą wtrąceń i wielokrotnie składanymi, zwłaszcza, że z przecinkami mam problem.)

W dodatku przez najbliższy tydzień będę bez komputera, a na komórce fatalnie mi się pisze nawet komentarze, więc mogę nie odpowiadać. Ciekawość postaram się zaspokoić, ale cierpliwości (i nie zapomnijcie o mnie ;)).

Ogólnie tekst niezły, początek wciąga. Choć przyznam, że dziennikarz denerwujący – mało kumaty i strasznie lękliwy. Skoro jest dziennikarzem, w dodatku rozmawiał już z ludźmi ze światka przestępczego, to powinien mieć jednak odpowiednie predyspozycje osobowościowe do wykonywania tego zawodu. Skojarzył mi się z uczestnikiem terapii grupowej dla fobików społecznych, który dostał zadanie od terapeuty na pokonanie swoich lęków (zadanie hardcorowe, przyznam ;) )

Niezły debiut.

Zgodzę się z przedpiścami, że dziennikarz mało domyślny. Można odnieść wrażenie, że to jego pierwszy wywiad. A podobno już niejednego mafiosa obsmarował…

Jeśli tożsamość rozmówczyni miała być puentą tekstu albo mocnym akcentem na koniec, to słabo wypada, bo bardzo łatwo się jej domyślić.

Interesujący pomysł z Dragonishami. Ale nie bardzo rozumiem, dlaczego traktowani są jak naród, a nie jak zawód względnie sekta. I co to za modyfikacje genetyczne – już wiadomo, że z uczuciami to ściema, wygląd pozostaje z grubsza niezmieniony… To co – reakcje, refleks, broń dyskretnie wbudowana w ciało, zęby jadowe itp.?

Chyba w jednym miejscu masz “Dragonisze”. Widzę problem z łączną/rozdzielną pisownią “nie”.

Babska logika rządzi!

Dziękuję za uwagi. Tekst na dalsze poprawki będzie musiał poczekać, aż będę miała stabilne łącze internetowe (wyrzuca mnie w trakcie edycji), co może potrwać długo znając mojego dostawcę.

Nowa Fantastyka