- Opowiadanie: GaPa - Zamglony krajobraz słonecznego dnia (pracownik miesiąca)

Zamglony krajobraz słonecznego dnia (pracownik miesiąca)

Dyżurni:

ocha, domek, syf.

Oceny

Zamglony krajobraz słonecznego dnia (pracownik miesiąca)

Dumnie prezentowane na ścianie świadectwo ukończenia prestiżowej uczelni, zaświadczenie od gremium lekarskiego czy ukończenie specjalistycznego kursu nie są potrzebne, by doświadczać piękna. Nawet znajomość nazw obserwowanych zjawisk. Wystarczą działające podstawowe zmysły i ta rezonująca zachwytem szczypta wrażliwości, zrównująca bogaczy i biedaków niczym śmierć.

Stary mężczyzna zafascynowany obserwował różowo-pomarańczowy, hipnotyzujący spektakl świetlny. Bezwietrzny wschód słońca obejmował w posiadanie wielkie osiedle mieszkaniowe, na którym mieszkał. Na parapecie rodziły się cienie, za oknem poranne ptaki zaczęły wesołe przekomarzania. Mężczyzna spojrzał na wiszące na ścianie pożółkłe życzenia z okazji przejścia na emeryturę, następnie przeniósł wzrok na sąsiadującą ramkę ze zdjęciami. Wesoły młodzieniec uśmiechnął się i wbiegł z animuszem do morza, otoczony wielkimi fontannami wody. Cykl powtórzył się. Przedstawiona na filmie postać wydawała się tak znajoma… To pewnie któryś z wnuków, zdecydował po chwili z dojmującym żalem starzec. Nie mógł sobie przypomnieć, który z wesołych nicponi to mógł być, ani ilu ich jest.

Po chwili wzruszył ramionami i po prostu się uśmiechnął, wracając do swoich spraw. Stał z talerzem koło stołu, ze zdumieniem patrząc na gotowe nakrycie i parującą herbatę. Odniósł wykonane z nietłukącego się tworzywa naczynie do kuchni i marszcząc brwi zatrzymał się. Po co tu przyszedł? Strzęp pamięci rozpogodził jego czoło. Odstawił niepotrzebny talerz i zaczął śniadanie. Zamrugała dioda powiadomienia, więc sprawdził otrzymane wiadomości. Nad jedną z nich zatrzymał się na dłużej, ale w końcu pokręcił głową i usunął ją.

Zdenerwował się. Co on tu robi? Gdzie jest? Rozpoznał znajome drzwi i po chwili jego oddech uspokoił się. Przecież siedział na ławce przed swoim blokiem. W kieszeni spodni wyczuł klucz. Zmarszczył brwi. Wydawał się zniecierpliwiony, pobudzony. Z trudnym do sprecyzowania wyrazem twarzy przez jakiś czas przeglądał wartki strumień nagłówków, ale żaden artykuł nie zainteresował go na dłużej. Przejrzał skierowane do niego wiadomości. Tylko jedna przykuła jego uwagę, ale po sprawdzeniu stanu konta fuknął ze złością i powrócił do obserwowania otoczenia. Zwyczajny wtorek-czy-piątek na osiedlu. Przytwierdzone do ludzi cienie w rytm ich marszu oddalały się lub przybliżały, ale żaden nie zatrzymał się koło starca.

Nie mógł sobie przypomnieć, czy już jadł śniadanie. Kiedy krzątał się po kuchni, jego uwagę przykuła wbiegająca pomiędzy fale młoda postać z ramki zdjęciowej. Do licha, kto to jest?! Usta starca drżały, ściągnięte w wąską kreskę. Ciężko oddychając usiadł na trzeszczącym krześle. Niemal bezwiednie zaczął przeglądać otrzymane wiadomości. Jedna przykuła jego uwagę. Kwota robiła wrażenie, ale zanim zaczęły się gwiazdki, okraszone skomplikowanym żargonem prawniczym przypisy, wielkimi literami płonął zachęcający slogan.

– No to siup! – wyrzekł zachrypniętym głosem i zaakceptował propozycję. Wszystko, wszystko wróciło. Dobre, złe chwile. Niewypełniona pustka po bliskich i przyjaciołach, którzy odeszli, ale też radość, której nie bronił dostępu do serca. Miał zwyczajnie udane życie. Brakowało mu drapieżnej intensywności, z jaką niegdyś w nim uczestniczył. Być życiem. Nie dotykać wydarzeń myślą, nie analizować ich, lecz po prostu je chłonąć.

Chichocząc obserwował, jak na starym filmie wbiega do morza, szeroko rozchylonymi ramionami zagarniając fale. Niemal czuł orzeźwiający opór wody, dotyk zimnych, oślizgłych wodorostów. Zapach soli podrażniał nos. Przypomniał sobie smak lodów w upalny dzień… Zajrzał do lodówki. Zanotował w pamięci listę sprawunków do zrobienia. Ruszył do nieodległego centrum handlowego, doceniając dogodną lokalizację oferującego różnorakie dobra molocha. Jego interesowała główna hala, wypełniona przemysłowo-spożywczymi artykułami, z naciskiem na te drugie.

Wnętrze pulsowało światłem. Pełny zestaw doznań: kolorowe neony, hologramy, ruchome reklamy. Dźwięki zderzały się, kumulowały, zagłuszały nawzajem. Zapachy nowych produktów wzbogacały doznania. Strumień ludzi zasysał z półek towary, meandrując tanecznymi niemal figurami w kanionach alejek handlowych. Pozorny chaos tworzył radosny wzór, któremu ciężko było się oprzeć. Starzec zobaczył młodą pracownicę, z trudem ustawiającą na najwyższej półce kolorowe pudełka.

– Trochę tu postoją, nie? Mało komu chce się zadzierać głowę tak wysoko. Leć, zajmij się czym innym, ja to zrobię. Nie śpieszy mi się – rzucił wdzięcznie uśmiechniętej dziewczynie i starannie zaczął układać towar.

Zawsze miał talent do porządkowania rzeczy, jakby był rycerzem, toczącym bój ze złowrogimi siłami entropii. Czuł zadowolenie z robienia czegoś wartościowego. Zdał sobie sprawę, że z byle stracha na wróble większy jest pożytek, niż z niego, samotnie siedzącego w domu. Podszedł do innej półki, na której piętrzyły się sterty porozrzucanych ubrań. Starannie je składał, tworząc równe kolumny, posegregowane według rozmiarów i kolorów. Czuł ulgę, przemieniając nieporządek w ład. Jakby odwracał strzałkę czasu. Niemal bez udziału świadomości brał się za kolejne prace, zadowolony z własnej sprawności. Nic, no nie ma nic bardziej budującego niż obserwowanie postępów własnoręcznie wykonywanych zadań. Najwięcej satysfakcji przynosiły epickie w swoim rozmiarze zmagania z pełnymi bałaganu koszami, wypełnionymi drobnymi, wielobarwnymi przedmiotami o różnych kształtach. Żaden robot by mu nie dorównał!

– Przecież pan tutaj nie pracuje – powtórzyła kobieta, zanim zdał sobie sprawę, że zwraca się do niego.

– Hę?

– Obserwowaliśmy pana. Od sześciu godzin wykonuje pan różne czynności porządkowe. Nie ma pan stroju roboczego. Czy jest pan pracownikiem centrum handlowego? Pana odpowiedź będzie zaprotokołowana i później może być użyta w sądzie.

– Skądże, jestem zwykłym klientem. Po prostu… – zawiesił głos. Jak jej to wytłumaczyć? I czy musi?

– To ich nowa strategia – weszła mu w słowo. – Mamy nieudowodnione podejrzenia, że manipulują…

– Kto? Czyja strategia?

Kobieta zaczęła przedstawiać skomplikowany schemat powiązań kapitałowych. Nazwy spółek nic mu nie mówiły. Nie mógł zrozumieć jej pobudzenia. Rozmowa zaczęła go nudzić i niepokoić zarazem.

– Przepraszam, chciałbym zrobić zakupy i wracać do domu.

– Wykorzystują was! Testują na was nowe terapie, jednocześnie zmuszając do darmowego wykonywania pracy.

– Mnie? Jak? – zaśmiał się z niedowierzaniem.

– Proszę mi powiedzieć, jak miała na imię pana żona i w którym roku zawarliście ślub?

Starzec odpowiedział bez zastanowienia. Dziewczyna triumfalnie uśmiechnęła się i podała mu kartkę. Jego dane medyczne, podstemplowane logiem jednej z tych niedoinwestowanych instytucji rządowych. “Demencja starcza” była najczęściej przewijającym się zwrotem.

– Widzi pan? Otępienie starcze. Według naszych danych nie jest pan w stanie utrzymać koncentracji, ma problemy z orientacją czasowo-przestrzenną. Od sześciu godzin swoją postawą zaprzecza pan prawidłowo postawionej diagnozie. Proszę słuchać. W zeszłym roku ruszył potężny lobbing, wielkie, profesjonalnie zorganizowane kampanie społeczne. “Daj się ruszyć!”. Masa oburzonych celebrytów, “spontaniczne” pochody popierające postulaty. W efekcie od paru miesięcy ze środków rządowych finansowane są zaawansowane aparaty ortopedyczne dla seniorów, sterowane bezpośrednio przez mózg. Masa środków popłynęła do wymienionych spółek. Pan też jest beneficjentem tego programu. Pewnie dorównuje mi pan sprawnością, raczej przewyższa wytrzymałością. Rozumie pan? A jest jeszcze ten, jak to określili – nieodzowny – terminal w pana głowie. Mają do niego zdalny dostęp. To niemoralne, że prawdopodobnie eksperymentalną terapię uzależniają od…

Na chwilę stracił koncentrację. Wielka, fioletowa torba, z której wyciągnęła dokument, kołysała się w rytm jej przemowy. Chociaż rozumiał poszczególne słowa, nie układały się w zrozumiałą strukturę. Kobieta paplała i paplała. Miał uczucie, że próbuje w jakiś sposób mu pomóc, ale był w jej postawie fałsz, którego nie mógł pojąć. Nagle zrozumiał. Wypowiadała słowa niczym automat, jakby nie rozumiała ich wagi. Wcale nie chciała mu pomóc, po prostu nie była zdolna do empatii, co – jakimś sposobem rozumiał to, chociaż nie był w stanie przywołać z pamięci, czemu – było ważne w wykonywanej przez nią misji. Równie dobrze mogłaby czytać skład produktów spożywczych. W istocie może i to czyniła, słowa wypływały z jej ust w stałym tempie. Metronom, pewnie taką ma ksywę w pracy, pomyślał.

– Bez pana współpracy nie przygwoździmy ich. To niemoralne – powtórzyła tym samym, automatycznym tonem.

– Sznurówka się pani rozwiązała – wyrzekł zamiast odpowiedzi. Kiedy zdumiona spojrzała na swoje buty, odwrócił się i zgrabnie wcisnął w ciągnący się bez końca korowód klientów.

– Jak ta nieżywa żaba, przez którą przepuścili prąd – dobiegł go jeszcze głos kobiety, ale zaraz zgubił ją, zręcznie manewrując pomiędzy pchającymi koszyki ludźmi. Wracał do domu, przebijając się przez męczący gwar i hałas. Czuł wielkie znużenie. Nie mógł schwytać i odszyfrować, ani odgonić myśli, że o czymś zapomniał. Smuciło go to i męczyło zarazem.

 

Zachodzące słońce malowało drżącymi na wietrze liśćmi efemeryczne cienie. Starzec siedział na ławce przed swoim blokiem. Jak się tu znalazł? Ze zmarszczonym czołem wpatrywał się w znajome drzwi. Zdał sobie sprawę, że powoli i wyraźnie, jakby zwracała się do dziecka, przemawia do niego atrakcyjna kobieta, typ urzędniczki.

– Rozumie pan? Kiedy tylko otrzyma pan od nich ofertę terapii poprawiającej pamięć. W takiej sytuacji niezwłocznie proszę się do nas zwrócić. To bardzo ważne. I w żadnym wypadku proszę jej nie akceptować! Najlepiej jakby zrobił pan zdjęcie tej wiadomości, one są automatycznie usuwane po przeczytaniu.

Pragnął spokoju, pokiwał jej więc głową na znak zgody. Wydawało mu się, że dziewczyna chciała mu coś sprzedać. W tonie jej głosu dominowały zwątpienie i zniechęcenie. Kochaniutka, tak nie zrobisz kariery w handlu, zaśmiał się w myśli. Kiedy oddalała się, szurając butami po wciąż rozgrzanym asfalcie, wielka, fioletowa torba zabawnie kołysała się u jej boku. Pewnie tam trzyma próbki, cokolwiek by nie sprzedawała, albo kupowała, czy czym tam się nie zajmowała. Raz jeszcze o niej pomyślał i już był w domu. Wpatrywał się w pusty talerz, próbując sobie przypomnieć, czy jadł kolację, a dziwnie znajoma sylwetka młodego chłopca raz po raz wpadała w morze, zabawnie zagarniając ramionami fale, bez szacunku dla bezkresnego żywiołu, jakby nic złego nie mogło jej się przytrafić.

Starzec odwzajemnił uśmiech zapętlonemu w filmie młodzieńcowi i ostrożnie odstawił do szafki talerz. Zinwentaryzował wzrokiem skromnie wyposażone, nieco zabałaganione mieszkanie, nastawił radio i położył się spać. Przez chwilę zastanawiał się, jaki jutro może być dzień tygodnia, ale dał sobie spokój. Sen miał tak płytki, że zbudziły go pierwsze ciepłe promienie słońca. Co za piękne miejsce, pomyślał, wyglądając przez okno.

Koniec

Komentarze

Hej,

 

To powtórzenie, to aby celowe, GaPo?

Zmarszczył brwi, na twarzy zagościł trudny do sprecyzowania wyraz twarzy.

W każdym razie, wyraz twarzy na twarzy, brzmi źle.

 

Interesująca może być perspektywa głównego bohatera cierpiącego na zaniki pamięci i próby manipulacji nim. Tą demencją starczą głównego bohatera, można by tłumaczyć lekki chaos w narracji, ale moim zdaniem, wkradło się tego chaosu zbyt dużo. Opowiadanie można spokojnie przeczytać i zrozumieć, ale czytelnik momentami może czuć się – podobnie jak bohater – nieco zagubiony, być może tylko na pojedyńcze sekudny, ale zaburza to rytm czytania.

Sama historia, czy raczej scenki ze stojącą w tle historią wypadły na tyle ciekawie, że przeczytałem z zainteresowaniem. Na minus jest to, że w pewnym momencie pani w sklepie dość łopatologicznie wykłada nam o co chodzi.

Masz przecież inne przesłanki i wskazówki i niedopowiedzenia, które naprowadzają nas na trop tego, kto i w jaki sposób manipuluje bohaterem, oraz co próbuje mu sprzedać. Czemu więc psuć tę zabawę taką dawką łopatologii. Reasumując, wolałbym to podane mniej wprost.

No i zamknięcie tworzy ładną klamrę z początkiem. Przypadł mi to gustu motyw z ruchomym zdjęciem chłopaka wbiegającego do wody. A i podobało mi się to zdanie o cieniach przyczepionych do ludzi.

Do biblioteki klika dam. Szort dobry.

Pozdrawiam!

"Taki idealny wyluzowywacz do obiadu." NWM

Mam wrażenie, GaPo, że Twoja wizja dnia samotnego emeryta w przyszłości nie bardzo różni się od dnia, który samotny emeryt przeżywa dzisiaj. Smutne to i poruszające.

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Bardzo dobry szort. Jak dla mnie ciekawe wykorzystanie fantastyki do uwypuklenia ludzkiego dramatu. Tak jak napisała Reg, smutny i poruszający tekst. A do tego godny pozazdroszczenia warsztat. Ode mnie oczywiście kliczek :)

@Mytrix – powtórzenia oczywiście niezamierzone. A z tą łopatologią… no po prostu nie wiem. Ogólnie mam tendencję do “enigmowania”, ale poeksperymentowałem i wydało mi się lepiej jednak w takiej formie. W końcu dziadunio i tak nic nie pamięta…

@regulatorzy@katio72

Dzięki za komentarze. W sumie nie wiec co Wam napisać… Jakoś starzec przewija te dni. Obiektywnie dostaje po pupie, po pupie, ale przecież:

Wesołe jest życie staruszka

Choć wczoraj zmoczyła go łza

Suchutki już dzisiaj wstał z łóżka

bo pamięć bo pamięć nie ta

3mka

O=('-'Q)

A wiesz, GaPo, że o tym przeboju Starszych Panów myślałam, czytając opowiadanie. :)

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

“Zawsze miał talent do porządkowania rzeczy, jakby był rycerzem, toczącym bój ze złowrogimi siłami entropii.” 

 

Entropia, widzę, robi się tu modna.

Ładny szort.

Sara

@regulatorzy – bo mi to gdzieś z tyłu głowy grało, jak to pisałem ;)

 

@Sa­ra­Win­ter – Dzięki za komentarz. Wozy ciągną za entropią, powiadasz… ;)

 

pzdr

 ̵̄/͇̐\

Prawdziwe! i podobało mi się.

Z zaczepień jedno, może było celowe?

Tylko jedna przykuła jego uwagę, ale po sprawdzeniu stanu konta… Niemal bezwiednie zaczął przeglądać otrzymane wiadomości. Jedna przykuła jego uwagę.

nie chodzi mi o samo powtórzenie, bardziej o jego charakterystyczność i inne zaznaczenie powrotu.

Logika zaprowadzi cię z punktu A do punktu B. Wyobraźnia zaprowadzi cię wszędzie. A.E.

Tradycyjnie (a raptem wróciłam na portal dwa dni temu) wpadam ze swoim skrzywieniem i powiadam, że bardzo mi się podoba ten przypadek demencji starczej z objawami psychotycznymi. Element fantastyczny zachowany, więc jest fantastyka, ale wciąż treść opowiadania można interpretować jako kawałek smutnej rzeczywistości. Lubię tego typu klimaty i chyba więcej nic nie dodam, oprócz naprawdę dużego zadowolenia po lekturze. 

Asylum, mi się wydaje, że to było celowe w tamtym fragmencie :-)

"Taki idealny wyluzowywacz do obiadu." NWM

@Asy­lum – @Mytrix dobrze prawi, celowo to jest, że niby parę razy zarzucali przynętę, nim haczyk został połknięty.

@De­ir­driu – O masz, to chyba oznacza, że też jestem skrzywiony ;)

 

pzdr

[O.o]

Podobało mi się. Fajnie mieszasz problemy z pamięcią z cyklicznością zdarzeń. Spodobał mi się też motyw ze zdjęciem wnuka/bohatera w młodości i obsesja porządkowania rzeczywistości wyrażona w sposób dosłowny w supermarkecie :-) Jedyne co mi zgrzytnęło, to monolog pracownicy sklepu – w pewnym momencie zrobił się mocno infodumpowy i z lekka nużący.

 

Letting go is an invitation. Letting go is a choice.

Podobało mi się, pięknie i z wyczuciem opisałeś problemy z pamięcią. Motyw ze zdjęciem chłopca wbiegającego do morza jest rewelacyjny. Element fantastyczny dodatkowo uwypukla problemy starszego człowieka. I ten dyplom na początku, świetny pomysł na to, żeby powiedzieć, iż każdego może to spotkać.

Klikłabym, ale zdaje się, że to już niepotrzebne. Po zatwierdzeniu nominacji i tak jesteś w Bibliotece.

Dzięki za komentarze, @do­gs­dum­pling z tym porządkowaniem to trochę inaczej to sobie pomyślałem (że chyba nie tak “od siebie” to robił). Dzięki za tę uwagę.

@Ir­ka­_Luz no właśnie niedawno rozmawiałem ze znajomymi, czy w ogóle jest możliwe samodzielnie dojść do konstatacji, że już się na tyle postradało zmysły, że nie ma się całkiem kontroli nad swoją egzystencją. Nie wiem, czy możliwe jest uchwycenie tego granicznego punktu…

 

pzdr

'''⌐(ಠ۾ಠ)¬'''

@Gapa, punkt graniczny – matko, nie ma, ale ja chyba inaczej postawiłabym problem, nie w odniesieniu do egzystencji i jej kontroli, zawężyłabym.

Logika zaprowadzi cię z punktu A do punktu B. Wyobraźnia zaprowadzi cię wszędzie. A.E.

@Asylum – tak jakoś zaczęliśmy gadkę o “urokach” staruszkowania, no i wesoło nam się dyskusja potoczyła aż po – można by rzec – kres ;)

3mka

ة_ة

Ano:D, na poważnie, nie mam odpowiedzi.

Wiesz, wtedy, w głowie mam film o Iris Murdoch, która traciła słowa. To najmocniejszy dla mnie film.

Logika zaprowadzi cię z punktu A do punktu B. Wyobraźnia zaprowadzi cię wszędzie. A.E.

@Asylumhttps://www.wprost.pl/swiat/10123619/104-letni-naukowiec-poddal-sie-eutanazji-wczesniej-zjadl-ulubiony-posilek.html

To trudny temat. Gdybyż było na ten przykład tak, że człowieczek wyskakuje z łona, z wielką głową i doczepioną resztą ciałka, powoli nabiera umiejętności a proporcje głowa kontra tułów zmieniają się na korzyść tego drugiego. Dorasta, jest w pełni sił. Zaczyna przekwitać, zasusza się, proporcje budowy jego ciała się odwracają, w końcu zostaje sama główka, która kurczy się, kurczy… aż porywa ją wiatr. Jest dmuchawcem, zwiedza świat, kołysany rytmem wiatru. Wtedy zjada go gołąb. Stosunek gołębi do ludzkości jest szeroko znany ;)

3mka

@GaPa,  tak śledziłam to i dyskusje wokół. 

Przypomniał mi się jeszcze inny film “Inwazja barbarzyńców”. 

Gołębie;) i…

A był to gołąb, ot, jeden z wielu Columbia livia forma urbana. Ziarenko dmuchawca-człowieka dojrzewało w nim dwa tygodnie, zanim ukorzeniło się na dobre i złe. Ku niezadowoleniu swojego stada połączył się w parę z białobrzuchą gołębicą z pobliskiej hodowli, stając się odmieńcem. Uwił dla niej gniazdo najwyżej jak mógł – w wykuszu ratuszowej wieży. Na placu, w dole wszystkie gołębie gruchały śmiechem, słysząc czkawkę jego oblubienicy i kuck-kuck, które pokochał najbardziej na świecie. A oni, tam na górze, rozmawiali o skalnych półkach, urwiskach i dzikich ostępach. Odchowali cztery mioty, jak na porządną parę przystało, i odlecieli w kierunku Karakorum. Przetarli szlak dla innych i tak gołębie zniknęły z ulic jednego z miast.

Logika zaprowadzi cię z punktu A do punktu B. Wyobraźnia zaprowadzi cię wszędzie. A.E.

Och, @Asy­lum, @Asy­lum… dałaś się opętać gołębiej propagandzie… Jakież to bezwzględne, doskonale zorganizowane stworzenia, z wielkimi wpływami w Światowym Tajnym Rządzie Aves Latających.

Miasto to należy natychmiast ewakuować! Ratować ludzi, dobytek, dobra kultury, wycinać murale z murów, zdemontować zegar z ratusza, przesadzać krzaki agrestu, no może zostawić dziki w parku miejskim. Samo miasto jest nie do uratowania.

Gołębie odleciały w kierunku Ka­ra­ko­rum, ale nigdy tam nie dotarły. Zawarły przymierza, i niedługo się zacznie… Hasła naprowadzające: “Islas guaneras”, “złote wyspy” Peru. Atak nastąpi niebawem… Brrr… gołębie… trudno teraz będzie zasnąć.

•|龴◡龴|•

Tak, wróciły. Po niecałym roku na placach i ulicach zalegają już hałdy guana, które powoli twardnieją, służby miejskie nie nadążają z ich usuwaniem. Tylko główne arterie są przejezdne, więc coraz więcej osób przesiada się na komunikację miejską. Z murali uratowano, z całą pewnością, jeden – dziewczynkę celowo wypuszczającą z rąk balonik w kształcie serca, o reszcie zaś krążą słuchy. Na przykład o „Jerzyku” zrobionym ze śmieci i ponoć przeniesionym w bezpieczne miejsce, później odbite przez gołębie. Czy to możliwe? Moim zdaniem przypadek, że właśnie tam zapragnęły się zagnieździć.

Hordy dzików i lisów zaanektowały parki, a ludzkie śmietniki traktują jak swoje sklepy. Nie warto wychodzić z domu, bo smród i niebezpiecznie. Miasto pustoszeje, kto może wyprowadza się na wieś.

Przeglądam dziewiętnastowieczne zapisy aktu „Guano Islands Act” i sprawdzam, co stało się potem. Republika ptasia, czyżby siedziba Aves? Dlaczego nas nienawidzą, jeśli oddaliśmy im cząstkę siebie?

.

Logika zaprowadzi cię z punktu A do punktu B. Wyobraźnia zaprowadzi cię wszędzie. A.E.

Nie wiem, @Asy­lum, co sądzić o tej garstce anonimowych osób, przez niektórych nazywanych bohaterami, przez innych szaleńcami, który co ranek wystawiają lśniący, oczyszczony, obsydianowy posąg anonimowego listonosza w centralnym parku miasta. Oczywiście wielka jest siła symbolu, lecz czy koszty tej operacji nie są zbyt wysokie? Trudno przebić się wyobraźnią przed pracą, którą wykonują co wieczór pomimo chmar Pteropus giganteus, Asio… (czyż nazwa tych ostatnich nie jest prowokująco przewrotna?)

itd itp. ;)

pzdr

\(ˆ˚ˆ)/ 

Siedzę na ramieniu listonosza. Dobre, wysprzątane miejsce. Sfruwam do torby po pojedynczy list. Smaczny. Delektuję się. Lubię ludzi, że czyszczą. Czytanie jest przyjemniejsze niż wyskubywanie guana z białych brzusznych piór i nie trzeba wykręcać szyi. Nie rozumiem: „bohater, szaleniec i anonimowy”. Wszyscy są jednacy w moim stadzie. Na mnie gruchają szesnastka BP (szesnasty miot białej pary), ale to niedobrze.

Lisów wędrownych też nie trawię przez ich hałas i niezgodność. 

Streaming bez opóźnień śledzę ja, dostępna technologia, dla wszystkich skrzydlatych. W większości jest nudny. Uczę się języka. Czy gdzieś tam Aves też ogląda, słucha, nie wiem, za daleko. Mam marzenia o albatrosie, który mnie tam zaniesie, choć nie wiem, po co tego chcę.

16BP

cdNn __///__ツ

 

srd, a

Logika zaprowadzi cię z punktu A do punktu B. Wyobraźnia zaprowadzi cię wszędzie. A.E.

Fajne :)

Znam tylko pięć liter ;)

Fajno ;)

ˁ˚ᴥ˚ˀ

Interesujący pomysł, żeby manipulować ludźmi, których zawodzi własny umysł. Straszny.

Tutaj tylko go zarysowujesz, ale można, IMO, pójść dalej, pokazać socjologiczne skutki… Ogólnie, wydaje mi się, że to większy temat. Szkoda, że ograniczyłeś się tylko do jednego epizodu w życiu jednego człowieka.

Babska logika rządzi!

Finklo Finklo, zapętliło mi się to tak ładnie… że uznałem że lepiej skończyć tu, niźli dalej nie dać rady ;)

 

3mka

✌(◕‿-)✌

Nowa Fantastyka