- Opowiadanie: bronchospazm - Epizody

Epizody

EDIT: znacz­ne zmia­ny tre­ści i za­koń­cze­nia, za­chę­cam do po­now­nej lek­tu­ry, je­że­li jedna miała już miej­sce.

Dyżurni:

joseheim, beryl, vyzart

Oceny

Epizody

Zwy­kłe dni, pełne pracy i ru­ty­ny, mi­ja­ły nie­po­strze­że­nie, zle­wa­ły się w jedno, dzia­ły się jakby poza Ber­nar­dem, ale co jakiś czas nad­cho­dziło uczu­cie nad­świa­do­mo­ści, kiedy sta­wał się cał­ko­wi­cie obec­ny. Mu­siał wtedy każdą chwi­lę, zanim mi­nę­ła, oglą­dać ze wszyst­kich stron, za­miast pa­trzeć na nie jak na po­ciąg prze­jeż­dża­ją­cy w od­da­li. Podejrzewał, że ten spe­cy­ficz­ny stan zwia­stu­je ważne, zna­czą­ce mo­men­ty.

Leżał w łóżku, wlepiał wzrok w sufit i za­czy­nał ro­zu­mieć, że to znów się dzie­je. Była parna noc, sły­szał tylko ty­ka­nie ze­ga­ra w dużej izbie. Obok spała żona, od­dy­cha­ła głę­bo­ko i mia­ro­wo. Ostroż­nie pod­niósł się, wy­szedł przed cha­łu­pę i ro­zej­rzał się po obej­ściu. W od­da­li czer­nił się las, a wszyst­ko co bli­żej, ską­pa­ne było w sza­ro­ści księ­ży­co­we­go świa­tła.

“To przez peł­nię” – po­my­ślał i już miał wró­cić do izby, do śpią­cej żony i dziec­ka w ko­ły­sce, ale jakiś szmer, może re­fleks świa­tła, a moż­e tak na­praw­dę nic re­al­ne­go zmu­si­ło go, żeby zaj­rzał do sto­dół­ki.

Nie­wie­le świa­tła do­sta­wa­ło się przez ni­skie drzwi, ale od razu za­uwa­żył na sia­nie dwie małe, sku­lo­ne isto­ty. Na jego widok przy­tu­li­ły się do sie­bie jesz­cze moc­niej. Kiedy wzrok przy­zwy­cza­ił się do mroku, zo­ba­czył ich wiel­kie, ciem­ne oczy i białe jak kreda twa­rze.

– Żydki – wy­szep­tał albo po­my­ślał, nie wie­dział do­kład­nie, nie ro­bi­ło mu to róż­ni­cy.

Za­mknął drzwi, sztyw­nym kro­kiem wró­cił pod cha­łu­pę, usiadł cięż­ko na ławie pod ścia­ną. Wa­li­ło mu serce, z wysiłkiem od­dy­chał. Noc była prze­raź­li­wie cicha, sły­szał przez otwar­te okno jak jego żona prze­wra­ca­ła się na drugi bok. Wziął z sieni okutą pałkę i po raz ko­lej­ny zaj­rzał do sto­dół­ki – przy­błę­dy nie znik­nę­ły, wy­da­wa­ło mu się, że drża­ły. Wszedł do środ­ka, sta­nął w kącie i cicho, ale do­bit­nie, po­wie­dział:

– Wy­pier­da­lać.

Dzie­ci ze­rwa­ły się szyb­ciej, niż się spo­dzie­wał, i znik­nę­ły w drzwiach. Kiedy wy­szedł na ze­wnątrz, ni­g­dzie ich nie do­strzegł, nie po­ru­sza­ły się nawet li­ście. Pies nie za­szcze­kał. Roz­pły­nę­ły się w nocy. Ber­nard ode­tchnął.

De­li­kat­nie, po­wo­li po­ło­żył się koło żony – nie obu­dzi­ła się. Serce dalej biło mu mocno. Za­sta­na­wiał się go­rącz­ko­wo: za­wia­da­miać żan­dar­mów? Do­je­chał­by do nich na ro­we­rze w pół go­dzi­ny. Szyb­ciej do­tarł­by do soł­ty­sa, a stam­tąd mógł za­dzwo­nić, ale oba­wiał się pytań: Jak wy­glą­da­ły, skąd się wzię­ły? Dla­cze­go ich nie za­trzy­mał? Miał mówić, że mu ucie­kły? Dwa za­bi­dzo­ne Ży­dziąt­ka? Czy one wrócą? Soł­tys, folks­dojcz, na pewno okaże niezadowolenie z powodu noc­ne­go naj­ścia, a był to czło­wiek mści­wy.

Na­słu­chi­wał, ale z pola nie do­bie­ga­ły żadne od­gło­sy. Po­wo­li ro­bi­ło się jasno, za­czy­na­ły śpie­wać ptaki. Po­wie­ki za­my­ka­ły się, koń­czy­ny jakby za­mar­z­ły, na­sta­ła ciem­ność.

 

***

 

Otwo­rzył oczy, kiedy tech­nik, męż­czy­zna ubra­ny w biały far­tuch, zdej­mo­wał mu z twa­rzy gogle VR. Przez mię­śnie, pod­łą­czo­ne do elek­trod, co jakiś czas prze­cho­dził skurcz. Drugi tech­nik no­to­wał coś na kart­kach i mru­czał pod nosem:

– Epi­zod ty­siąc czter­dzie­ści osiem przez dwa­na­ście, czas trwa­nia czte­ry go­dzi­ny.

Pod­niósł oczy na Ber­nar­da, pa­trzył na niego przez chwi­lę i ode­zwał się:

– Uczest­nik w sta­nie do­brym. Imię, na­zwi­sko?

– Ber­nard Zima.

Ber­nard lubił to uczu­cie, kiedy po prze­bu­dze­niu po­wo­li wraca wie­dza o tym, kim i gdzie na­praw­dę jest. Uświa­da­miał sobie, że to, co przed chwi­lą prze­żył, to tylko sen. Usły­szał kie­dyś, że człowiek do opisu świa­ta wy­ko­rzy­stu­je tylko znane słowa i kon­cep­ty. Tutaj, mimo że nie do końca tech­nicz­nie po­praw­nie, naj­le­piej pa­so­wał sen.

– Dzień, mie­siąc, rok?

– Szó­sty czerw­ca dwa ty­sią­ce trzy­dzie­ste­go trze­cie­go roku – od­po­wia­dał szyb­ciej, coraz trzeź­wiej­szy i bar­dziej świa­do­my.

Ale naj­bar­dziej po­do­ba­ło mu się, kiedy czas coraz moc­niej wy­płu­ki­wał kolor z nie­przy­jem­nych wspo­mnień. Mi­ja­ły ne­ga­tyw­ne stany emo­cjo­nal­ne, a na­peł­nia­ła go ulga.

– Uczest­nik zo­rien­to­wa­ny auto– i al­lop­sy­chicz­nie. – Ostat­nie słowo po­wie­dział prze­sad­nie po­praw­nie – Po wszyst­kim. Cze­kaj na ko­ry­ta­rzu. – Tech­nik spoj­rzał na Ber­nar­da i uśmiech­nął się.

Z le­żan­ki scho­dził po­wo­li i nie­zgrab­nie, ale pokój tech­nicz­ny opu­ścił już spraw­nie, szyb­ko od­zy­skał siłę i ko­or­dy­na­cję – nie był to jego pierw­szy raz.

 

Za każ­dym po­przed­nim, kiedy było już po wszyst­kim, też sie­dział na ko­ry­ta­rzu, pod po­ko­jem psy­cho­lo­ga, i cze­kał na we­zwa­nie do środ­ka. Tak jak i teraz. Czuł lek­kie za­że­no­wa­nie, cho­ciaż wie­dział, że per­so­nel nie oce­nia za­cho­wa­nia pod­czas Epi­zo­du. By­naj­mniej nie z po­wo­dów etycz­nych – tłu­ma­czył sobie i to go uspo­ka­ja­ło, bo w etykę za­wo­do­wą nie wie­rzył –  a z bar­dziej prag­ma­tycz­nych: śnią­cych były setki. Cen­trum pra­co­wa­ło non stop. No i osta­tecz­nie to nie dzia­ło się na­praw­dę. Nikt nie miał prawa oce­niać jego za­cho­wa­nia.

Wier­cił się na krze­śle, miał ocho­tę roz­cho­dzić na­pię­cie po ko­ry­ta­rzu, ale nie chciał nawet o chwi­lę opóź­nić wi­zy­ty za bia­ły­mi drzwia­mi. Żeby ode­rwać się od roz­pa­mię­ty­wa­nia Epi­zo­du, ucie­kał my­śla­mi gdzie in­dziej. Ana­li­zo­wał swoje re­ak­cje. Fa­scy­no­wa­ło go bez­kry­tycz­ne, spo­koj­ne i pewne przyj­mo­wa­nie naj­bar­dziej ab­sur­dal­nej nie­rze­czy­wi­sto­ści snu za jawę.

 

Drzwi od ga­bi­ne­tu po­wo­li otwo­rzy­ły się. Sta­nę­ła w nich uśmiech­nię­ta ko­bie­ta w bluz­ce w kwie­ci­ste wzory i ruchem ręki za­pro­si­ła do środ­ka. Wi­dział ją pierw­szy raz: blon­dyn­ka koło czter­dziest­ki, lekki ma­ki­jaż i dość ładna, ale nie na tyle, żeby wy­glą­dać na nie­przy­stęp­ną. Po­da­ła mu dłoń. Jej ruchy były mięk­kie, ale wy­stu­dio­wa­ne – w za­mie­rze­niu miało to pew­nie wzbu­dzać za­ufa­nie, ale z punk­tu wi­dze­nia Ber­nar­da ko­bie­ta wzbu­dza­ła za­ufa­nie mimo tego. Sia­da­jąc, wska­za­ła fotel na­prze­ciw­ko swo­je­go. Całą ścia­nę za jej ple­ca­mi zaj­mo­wał trój­wy­mia­ro­wy wy­kres z trzech osi, pod­pi­sa­nych jako em­pa­tia, od­wa­ga i ra­cjo­na­lizm.

Mi­nę­ła chwi­la ciszy i psy­cho­log za­py­ta­ła:

– Jak się czu­jesz, Ber­nar­dzie?

– W po­rząd­ku, dzię­ku­ję.

Był tro­chę spię­ty, ale pew­ność sie­bie po­wo­li wra­ca­ła.

– Chcesz mi o czymś opo­wie­dzieć? – kon­ty­nu­owa­ła ko­bie­ta.

– Nie­po­ko­ję się… wy­ni­kiem. To zna­czy, nie­cier­pli­wię się.

– Ro­zu­miem. Jakie to uczu­cie?

Ber­nard otwo­rzył usta, ale na ni­skim sto­li­ku obok fo­te­la psy­cho­log za­świe­cił się ekran ta­ble­tu. Ko­bie­ta wzię­ła urządzenie do rąk i prze­bie­gła po nim wzro­kiem.

– Dwa ty­sią­ce sto trzy­dzie­ści sie­dem punk­tów. Przy­kro mi Ber­nar­dzie, ale to za mało. Zo­sta­jesz w ka­te­go­rii czwar­tej. – Spoj­rza­ła na niego współ­czu­ją­cym wzro­kiem.

Ber­nard po­czuł ści­śnię­cie za most­kiem.

– Ja… ja na­praw­dę uwa­żam, że nie je­stem złym czło­wie­kiem…

– Ber­nar­dzie – prze­rwa­ła mu moc­nym gło­sem. Psycholog po­chy­li­ła się w jego stro­nę i po­wie­dzia­ła do­bit­nie: – Nikt nie uważa, że je­steś zły. Po pro­stu je­steś…

– Nie­świa­do­mie zły – wszedł jej w słowo.

– Ber­nar­dzie, pro­szę. Je­steś w czwar­tej ka­te­go­rii oby­wa­tel­skiej. Po pro­stu. Nikt nie twier­dzi, że je­steś zły.

Rzu­cił okiem na plan­szę za psy­cho­log. Ka­te­go­ria czwar­ta znaj­do­wa­ła się zaraz pod czer­wo­ną płasz­czy­zną prze­cho­dzą­cą przez śro­dek trój­wy­mia­ro­we­go wy­kre­su.

– No więc – Ber­nard od­chrząk­nął – wcale nie uwa­żam, żebym był go­rzej spo­łecz­nie przy­sto­so­wa­ny, niż inni.

– Ro­zu­miem i nie wątpię, ale o tym, kim je­ste­śmy, w dużej mie­rze de­cy­du­je to, jak za­cho­wa­my się w sy­tu­acji eks­tre­mal­nej.

– Czy może za­de­cy­do­wać o tym jedna próba?

– Ber­nar­dzie, prób były ty­sią­ce, do każ­dej pod­cho­dzi­łeś kil­ku­krot­nie, a wynik ob­li­czy­li­śmy sta­ty­stycz­nie. Po pro­stu pa­mię­tasz tylko ostat­nią.

 

Wie­dział o tym, mu­siał tylko spraw­dzić, czy psy­cho­log też. Próby wra­ca­ły do niego każ­dej nocy, prze­ży­wał je wie­lo­krot­nie,  były nie­mal tak samo re­al­ne jak pod­czas Epi­zo­du. Z rana od­kry­wał w pa­mię­ci nazwy miejsc, o któ­rych nigdy nie sły­szał i nie mógł zna­leźć nic w in­ter­ne­cie. Bo­śnia, Rwan­da, Wołyń – sztucz­na in­te­li­gen­cja miała nie­sa­mo­wi­tą wy­obraź­nię.

 

– Czy mamy wy­ma­zać wspo­mnie­nia? Mo­że­my za­ła­do­wać inne – za­pro­po­no­wa­ła ko­bie­ta.

– Nie, nie trze­ba. Ra­czej nic już nie pa­mię­tam.

 

Kie­dyś zde­cy­do­wał się je wy­ma­zać. Na po­cząt­ku nie śniło mu się nic, a potem jego zmę­czo­ny mózg za­czął co noc na okrą­gło tra­wić naj­nud­niej­sze, naj­bar­dziej przy­ziem­ne sy­tu­acje, jakie zda­rza­ły się za dnia: kon­flik­ty w pracy, za­ku­py, gry kom­pu­te­ro­we, dys­ku­sje z matką; cią­gle śniło mu się, że ma do od­da­nia ra­port na wczo­raj, a kom­pu­ter wciąż za­wie­sza się albo ka­su­je pliki. Do­pie­ro po na­stęp­nym Epi­zo­dzie wró­ci­ły sny cie­ka­we; wie­dział, że na końcu czeka go stres, ale to było jak skok z bun­gee – chwi­la stra­chu, kwa­drans ulgi i go­dzi­ny eu­fo­rii. Nigdy wię­cej nie chciał już śnić nud­nych snów.

 

– Co się stało… tym dzie­ciom? Prze­cież ta sy­tu­acja to ab­surd. Jak mo­gło­by się coś ta­kie­go wy­da­rzyć. Dla­cze­go na­zy­wa­łem je “żyd­ka­mi”? – Ber­nard ugryzł się w język, w pa­ni­ce przy­szło mu do głowy, że to dal­sza część próby, że dalej jest oce­nia­ny.

– Sztucz­na in­te­li­gen­cja ge­ne­ru­je fik­cyj­ne, ale praw­do­po­dob­ne rze­czy­wi­sto­ści. Mo­żesz przy­jąć, że takie zda­rze­nia mogły mieć miej­sce w innym wszech­świe­cie. – Uśmiech­nę­ła się nie­znacz­nie.

Ber­nard pa­rzył w pod­ło­gę.

– Po pro­stu za­sta­na­wiam się, dla­cze­go wynik znów jest tak niski. Byłem na kur­sach re­mo­de­lu­ją­cych już dwa razy i za­wsze koń­czy­łem je z do­brym wy­ni­kiem.

– Cza­sa­mi nie da się zmie­nić oso­bo­wo­ści i mu­si­my się z tym po­go­dzić.

Ber­nard zagłębił się w fo­te­lu. Pa­trzył gdzieś w dal, ponad głową psy­cho­log.

– Czy chcesz po­roz­ma­wiać o tym, co czu­jesz?

Słowa ko­bie­ty wy­rwa­ły go z za­my­śle­nia.

– Mamy jesz­cze trzy­dzie­ści dwie mi­nu­ty – kon­ty­nu­owa­ła psy­cho­log – nie chcę, żebyś wy­szedł stąd w takim sta­nie.

– Nie mogę gło­so­wać, nigdy nie zro­bię ka­rie­ry w Służ­bach, a do­dat­ko­wo w każ­dej innej bran­ży czeka mnie szkla­ny sufit.

– De­cy­zje w Uświa­do­mio­nej De­mo­kra­cji nie mogą być po­dej­mo­wa­ne przez oby­wa­te­li po­ni­żej dru­giej ka­te­go­rii. Takie są za­sa­dy, i jak po­ka­zu­je rze­czy­wi­stość, ma to dobry efekt. Czy chciał­byś, żeby de­cy­zje od któ­rych za­le­ży twoje, moje, czy czy­je­kol­wiek inne życie za­le­ża­ło od ludzi z nie­do­sko­na­ło­ścia­mi de­cy­zyj­ny­mi?

– Po pro­stu to mnie fru­stru­je.

– Świet­nie. – Psy­cho­log opar­ła się w fo­te­lu. – Za­czy­nasz mówić o swo­ich emo­cjach. To bar­dzo do­brze. In­te­re­su­je mnie jedna rzecz: dla­czego przy­stę­pu­jesz do eg­za­mi­nów?

– Nie cho­dzi o te prawa, bo jak mawia mój ko­le­ga – uśmiech­nął się pod nosem – ważne, żeby dało się za­ro­bić. Cho­dzi o to uczu­cie…

Nagle prze­rwał.

– Nie dość, że od­ma­wia­cie na­leż­nych mi praw, na pod­sta­wie prze­sła­nek, które sami usta­li­li­ście, to jesz­cze żą­da­cie ogrom­nych pie­nię­dzy za kursy i Epi­zo­dy!

Ber­nard wstał i wy­szedł szyb­kim kro­kiem. Na korytarzu ochłonął. Mimo, że ta ko­bie­ta była teraz dla niego twa­rzą instytucji, nie czuł do niej żalu. Praw­dę mó­wiąc, bar­dzo szyb­ko mi­nę­ła mu złość.

 

***

 

Ko­lej­ny raz sie­dział na ko­ry­ta­rzu przed ga­bi­ne­tem. Cena Epi­zo­du wzro­sła, ale tym razem nie wy­ku­pił kursu przy­go­to­wu­ją­cego więc szyb­ciej uzbie­rał pie­nią­dze.

Drzwi otwo­rzy­ły się i sta­nę­ła w nich zna­jo­ma psy­cho­log. Z uśmie­chem za­pro­si­ła go do środ­ka.

– Jak się czu­jesz, Ber­nar­dzie?

Ubra­na była bar­dziej for­mal­nie, w błę­kit­ną gar­son­kę.

– W po­rząd­ku, dzię­ku­ję.

Tym razem urządzenie na stoliku długo się nie od­zy­wało. Zdą­ży­li omó­wić re­la­cje Bernarda w pracy. Wy­znał, że czuje się gor­szy od swo­je­go prze­ło­żo­ne­go, ale razem z psy­cho­log doszedł do wnio­sku, że ka­te­go­ria oby­wa­tel­ska nie może mieć z tym nic wspól­ne­go, bo męż­czy­zna, wobec któ­re­go żywił nie­na­wiść po­mie­sza­ną z za­zdro­ścią, nigdy się nią nie chwa­lił. Rów­nie do­brze mogli mieć takie same, prawo na to po­zwa­la­ło.

Zaświecił tablet. Ko­bie­ta po­wo­li prze­stu­dio­wa­ła treść na ekra­nie.

– Osiem ty­się­cy sto osiem­na­ście punk­tów. Gra­tu­lu­ję, Ber­nar­dzie, to ozna­cza ka­te­go­rię pierw­szą. – Uśmiech­nę­ła się i po­da­ła mu dłoń.

Ber­nad z za­sko­cze­niem uświa­do­mił sobie, że nie czuje ulgi. Praw­dę mó­wiąc, nie po­czuł nic po­zy­tyw­ne­go, je­dy­nie ogrom­ną pust­kę. Od­ru­cho­wo uści­snął rękę psy­cho­log i nie mógł wy­krztu­sić z sie­bie słowa.

– Wy­glą­da na to, że to nasze ostat­nie spo­tka­nie – kon­ty­nu­owa­ła ko­bie­ta – praca z tobą była wy­ma­ga­ją­ca, ale owoc­na. Dużo się na­uczy­łam, dzię­ku­ję ci za to.

– Jak to ostat­nie? – Ber­nard za­py­tał z wy­rzu­tem.

– Je­steś w pierw­szej ka­te­go­rii. Nie ma po­trze­by brać już udzia­łu w Epi­zo­dach. Je­steś wolny.

– Mogę… mogę prze­cież po­pra­wić wynik, praw­da?

Psy­cho­log za­mil­kła za­sko­czo­na.

– Nie, to zna­czy, nie wy­da­je mi się. Re­gu­la­min tego nie prze­wi­du­je. We­dług ostat­nich badań, zmia­ny wstecz­ne na tym po­zio­mie roz­wo­ju oso­bo­wości są skraj­nie nie­praw­do­po­dob­ne.

– Ale… ale mój zna­jo­my po­pra­wiał wynik kil­ku­krot­nie! Co naj­mniej dwa razy, kiedy był już w kla­sie pierw­szej.

Na twa­rzyBernarda ma­lo­wa­ła się dezorientacja, a nawet roz­pacz.

– Ber­nar­dzie, zmie­ni­ły się za­sa­dy. W In­sty­tu­cie zmie­ni­ło się kie­row­nic­two. Widzę, że nie czu­jesz się zbyt do­brze. Chciał­byś o tym po­roz­ma­wiać?

– Już nigdy nie wezmę udzia­łu w Epi­zo­dzie?

– Na to wy­glą­da – opowiedziała formalnym tonem.

Psy­cho­log na po­cząt­ku była za­sko­czo­na, ale z każdą chwi­lą pa­trzy­ła na Ber­nar­da coraz bar­dziej do­cie­kli­wym wzro­kiem.

– Jeśli cho­dzi o zmia­ny, to muszę cię jesz­cze po­in­for­mo­wać, że wspo­mnie­nia są teraz obo­wiąz­ko­wo wy­ma­zy­wa­ne – ode­zwa­ła się – za kilka go­dzin nie bę­dziesz pa­mię­tał nic z tego, co wy­da­rzy­ło się pod­czas Epi­zo­du. Po­wi­nie­neś po­czuć się le­piej. Wy­sy­łam ci numer te­le­fo­nu za­ufa­nia dla Uczest­ni­ków. Bernard… – zaczęła.

Chciała zadać mu kilka pytań, ale Ber­nard ski­nął tylko głową, wstał z fo­te­la i ru­szył do drzwi. Czuł się fa­tal­nie.

Koniec

Komentarze

Dobre.

Przypomina i klasyczne SF, i “Black Mirror”, bo podłożem całej historii jest tu konkretny problem społeczny. Albo etyczny. Jak zwał, tak zwał. W każdym razie poruszasz ciekawe i ważne kwestie – ie Ty pierwszy, ale i tak czyta się z zainteresowaniem. 

Czemu nie bardzo dobre? To krótkie opowiadanie, a takimi trudniej zachwycić czytelnika. Przydałoby się tu coś, czego nie ma w innych podobnych historiach, coś, co by wyróżniło Twoją. Rekwizyt lub sceneria? Motyw prześladowanych Żydów wydaje mi się mocno ograny. O ile ciekawiej mogłaby wypaść ta Rwanda – chyba mało wykorzystywana w polskiej fantastyce. Można też było dać bohaterowie jakieś konkretne cechy. W obecnej postaci takie detale są okrojone, przez co całość może przypominać powiastkę filozoficzną. 

Styl przyzwoity, ale nie zaszkodzi go trochę urozmaicić i wzbogacić. 

Z technicznych rzeczy, przykładowo:

Zwykłe dni, pełne pracy i rutyny, mijały niepostrzeżenie, zlewały się w jedno, działy się jakby poza Bernardem, ale co jakiś czas nadchodził moment nadświadomości, kiedy stawał się całkowicie obecny.

“Stawał się” – kto? W poprzednim zdaniu składowym podmiotem jest “moment”. A można by to łatwo obejść → “co jakiś czas nadchodziła chwila nieświadomości, kiedy stawał się całkowicie obecny”. 

Była gorąca, parna noc, słychać było tykanie zegara w dużej izbie, jego żona leżała obok.

Powtórzenie “była, było”. No i znów problem z podmiotem. Jego żona – czyja? Zegara?

Dobre opowiadanie. Aż się prosi o zaakcentowanie rzeczywistości "wszechświatówrównoległych" Jako osi i tajemnicy. Początek znacznie lepszy niż koniec. Przydałoby się coś więcej o etapie pośrednim Bernarda – między czwórką a jedynką. Oraz szersxy rys społeczny -z tej społeczności spełniającej się niejako zastępczo.. Ale i tak klik.

@funthesystem: Dzięki za lekturę i opinie. Cieszę się, ze czytało się dobrze. Krótką (i, jak zauważasz, oszczędną pod względem detali) formę wybrałem z premedytacją, żeby szybko zadać pytanie: co sądzisz o pomyśle, żeby decyzje podejmować mogli tylko kompetentni? Oraz nakreślić wizję człowieka, który “potrzebuje swojej choroby do przeżycia, bez niej by umarł”. Wspominasz powiastkę filozoficzną – wiele dobrych jest ubrana w konwencję SF, niemal od początku kiedy ludzie zaczęli pisać powiastki filozoficzne. Takie lubię najbardziej.

Co do stylu: nie mam nic na swoje usprawiedliwienie. Jestem niecierpliwy, ale ciagle wprowadzam poprawki, jest to trochę nie fair wobec pierwszych czytelników, którym oczy krwawią na widok takich niedoróbek, ale stopniowo się ograniczam:)

 

@rybak: dzięki za lekturę i opinie. Wymagania, które mi stawiasz, proszą się o bardziej rozbudowaną formę, ale ja to traktuję jako ogromną pochwałę! Widzisz potencjał.

Zgadzam się, że początek lepszy jak koniec, tak jak pisałem poprzednikowi, jestem niecierpliwy i kiedy miałem już cały pomysł w głowie pisałem jak szalony a potem dodawałem fragmenty.

Szerszy rys społeczny: jak wyżej, wymagałoby to dłuższej formy. Myślę że ludzie żyją, jak żyli – byle zarobić się dobrze dało. Bardziej ciekawiła mnie sytuacja, gdzie ktoś wykorzystuje Epizod całkowicie inaczej niż to jak jest jego celem, bo do dostarczania sobie ekscytacji. Antropolodzy mają na to termin, ale ja go zapomniałem (nie jestem antropologiem).

Etapy pośrednie: chodzi Ci o czas między pierwszym a ostatnim Epizodem?

 

Dokładnie. Przeskok zbyt duży stawia pytanie o to, co tak drastycznie zmieniło skrajnego egotyka w spolegliwego altruistę. Umiejętność kłamania? Tresura? Przebudowa hierarchii wartości? Cóż to za szok musiał w którymś z epizodów pośrednich przeżyć?

Lubię teksty o światach równoległych, fascynują mnie marzenia senne i przenikające się rzeczywistości, między innymi dlatego przeczytałam Twój tekst z przyjemnością. Do tego jeszcze umiejętnie wplotłeś w opowiadanie kwestie społeczne i moralne, czyniąc je lekturą naprawdę satysfakcjonującą. Ode mnie w pełni zasłużony kliczek :)

Ciekawy tekst, skojarzył mi się trochę z Psycho-Pass. Wykorzystanie rzeczywistych tragedii jako symulacji i okłamywanie obywateli, że to tylko wymysł SI, zrobiło dość mocne wrażenie, to chyba najlepszy element tekstu. Zakończenie dość enigmatyczne, rozumiem je w ten sposób, że w rzeczywistości Bernard czuł się uzależniony od tych symulacji, traktował je jako ranking w grze MMO, gdzie ciągle chciał pobijać rekordy, a empatia, odwaga i racjonalność były dla niego tylko statystykami, które wciąż chciał poprawiać, wyćwiczył w sobie podświadome dobro, ale tylko na pokaz, żeby móc błyszczeć w zestawieniach.

Styl całkiem niezły, ale jeszcze wymaga sporo szlifów.

Sugestie poprawek:

 

Musiał wtedy każdą chwilę, zanim minęła, oglądać ze wszystkich stron, zamiast patrzeć na nie jak na pociąg przejeżdżający w oddali. Był przekonany, że ten specyficzny stan zwiastuje ważne, znaczące momenty.

Leżał w łóżku, patrzył w sufit i zaczynał rozumieć, że to znów się dzieje.

Powtórzenie. Sugeruję zamienić na “wlepiał wzrok w sufit”.

 

 

Był przekonany, że ten specyficzny stan zwiastuje ważne, znaczące momenty.

Leżał w łóżku, patrzył w sufit i zaczynał rozumieć, że to znów się dzieje. Była gorąca, parna noc, słyszał tylko tykanie zegara w dużej izbie. Obok spała żona, oddychała głęboko i miarowo. Ostrożnie podniósł się, wyszedł przed chałupę i rozejrzał się po obejściu. W oddali czernił się las, a wszystko co bliżej, skąpane było w szarości księżycowego światła.

Powtórzenia. Ostatnie można zamienić np. na “tonące w szarości księżycowego światła”. Strona bierna to kontrowersyjny zabieg stylistyczny, jeżeli chodzi o beletrystykę, ja staram się jej unikać na tyle, na ile to możliwe.

 

‘To przez pełnię’ – pomyślał i już miał wrócić do izby, do śpiącej żony i dziecka w kołysce, ale jakiś szmer, może refleks światła, a może tak naprawdę nic realnego zmusiło go, żeby zajrzał do stodółki.

Cudzysłowu brytyjskiego znanego też jako polski cudzysłów definicyjny raczej nie stosuje się do zapisu myśli. Różne sposoby na zapisywanie myśli można znaleźć tutaj: https://fantazmaty.pl/2018/01/jak-zapisywac-dialogi/. Osobiście preferuję wersję z kursywą. Przytoczenie myśli powinno też rozpoczynać nowy akapit.

 

Była gorąca, parna noc, słyszał tylko tykanie zegara w dużej izbie. Obok spała żona, oddychała głęboko i miarowo. Ostrożnie podniósł się, wyszedł przed chałupę i rozejrzał się po obejściu. W oddali czernił się las, a wszystko co bliżej, skąpane było w szarości księżycowego światła. ‘To przez pełnię’ – pomyślał i już miał wrócić do izby, do śpiącej żony i dziecka w kołysce, ale jakiś szmer, może refleks światła, a może tak naprawdę nic realnego zmusiło go, żeby zajrzał do stodółki.

Niewiele światła dostawało się przez otwarte, niskie drzwi, ale od razu zauważył na sianie dwie małe, skulone istoty. Na jego widok przytuliły się do siebie jeszcze mocniej. Kiedy wzrok przyzwyczaił się do mroku, zobaczył ich wielkie, ciemne oczy i białe jak kreda twarze.

Powtórzeniu mogą ulegać nie tylko słowa, ale także i struktury – tutaj widzimy nadmiar “dubletów” epitetowych. Ponownym wykorzystywaniem pewnych elementów stylistycznych można budować charakterystyczny styl, ale należy uważać, żeby nie nagromadziło się ich zbyt dużo, tak jak w przypadku drugiego akapitu.

 

Zamknął drzwi, sztywnym krokiem wrócił pod chałupę, usiadł ciężko na ławie pod ścianą. Waliło mu serce, ciężko oddychał.

“oddychał z trudem”

 

Dzieci zerwały się[-,] szybciej[+,] niż się spodziewał, i zniknęły w drzwiach.

Przecinek w złym miejscu. Powinien stać przed “niż”, bo to słowo wprowadza zdanie podrzędne.

 

Sołtys, folksdojcz, również mógłby być niezadowolony z nocnego najścia, a był to człowiek mściwy.

Nasłuchiwał, ale z pola nie dobiegały żadne odgłosy. Powoli robiło się jasno, zaczynały śpiewać ptaki. Był zmęczony, powieki zamykały się, kończyny jakby zamarzły, nastała ciemność.

Powtórzenia.

 

Otworzył oczy, kiedy technik – mężczyzna ubrany w biały fartuch[-,] – zdejmował mu z twarzy gogle VR.

W przypadku wtrąceń nie można robić używać dwóch różnych znaków do ich wydzielenia. Albo zaczynamy i kończymy przecinkiem, albo zaczynamy i kończymy półpauzą.

 

Przez mięśnie, podłączone do elektrod, co jakiś czas przechodził skurcz.

Za słownik PWN: podłączyć: 2. «uruchomić jakąś aparaturę medyczną i połączyć ją z kimś w celu kontrolowania jego stanu, podawania substancji leczniczych itp.»

Elektrody mogą być więc podłączone do mięśni, ale raczej nie na odwrót.

 

Uświadamiał sobie, że to[+,] co przed chwilą przeżył[+,] to tylko sen.

Brakuje przecinków wydzielających zdanie podrzędne.

 

Usłyszał kiedyś, że do opisu świata wykorzystuje się słowa i koncepty[+,] które [się] zna.

Tutaj brakuje przecinka i zaimka zwrotnego “się” po “które”. W tym przypadku musi on zostać ponownie użyty, mimo iż wcześniej występuje w zdaniu. Bez niego zdanie jest niepoprawne gramatycznie – nie wiadomo, kto zna wspomniane słowa i koncepty.

 

– Uczestnik zorientowany auto i allopsychicznie.

W wyrażeniach z przymiotnikiem dwukrotnie złożonym po oddzielonym członie należy postawić dywiz (łącznik). Powinno być: “auto– i allopsychicznie”.

 

Z leżanki schodził powoli i niezgrabnie, ale pokój techniczny opuścił już sprawnie, szybko odzyskał siłę i koordynację – nie był to jego pierwszy raz.

 

Za każdym poprzednim, kiedy było już po wszystkim też siedział na korytarzu, pod pokojem psychologa i czekał na wezwanie do środka.

Ten enter (jak i kolejne) jest moim zdaniem niepotrzebny. Takie przerwy stosujemy z reguły wtedy, kiedy następuje pewna nieciągłość w narracji, lecz bez rozpoczynania nowego podrozdziału (co wyróżniamy asteryskami, czyli popularnymi “gwiazdkami”).

Za każdym poprzednim, kiedy było już po wszystkim[+,] też siedział na korytarzu, pod pokojem psychologa[+,] i czekał na wezwanie do środka.

Przecinki. Pierwszy zakańcza zdanie podrzędne, drugi wtrącenie (dlatego mimo wszystko należy go postawić przed “i”).

 

tłumaczył sobie[-,] i to go uspokajało, bo w etykę zaowodową nie wierzył

Tutaj akurat nie potraktowałbym “i to go uspokajało” jako wtrącenia, więc według mnie tego pierwszego przecinka nie powinno tam być. Literówka w słowie “zawodową”.

 

Centrum pracowało non-stop

Zapisujemy bez dywizu: https://sjp.pwn.pl/sjp/non-stop-I;2490827.html

 

Widział ją pierwszy raz, była blondynką koło czterdziestki, miała lekki makijaż i była dość ładna, ale nie na tyle, żeby wyglądać na nieprzystępną.

Powtórzenie.

 

Całą ścianę za jej plecami zajmował trójwymiarowy wykres z trzech prostych, podpisanych jako empatia, odwaga i racjonalizm.

Choć oś wykresu też formalnie jest prostą, to jednak lepiej używać właśnie określenia “oś”, żeby uniknąć niejasności. Zamieniłbym to na:

Całą ścianę za jej plecami zajmował trójwymiarowy wykres z osiami podpisanymi jako empatia, odwaga i racjonalizm.

 

– Chcesz mi o czymś opowiedzieć? – kobieta kontynuowała.

Błędny szyk, powinno być “kontynuowała kobieta”. Co ciekawe, niemal identyczne didaskalia kawałek dalej masz już zapisane poprawnie ;)

 

ale na niskim stoliku obok fotela psycholog zaświecił się ekran tabletu. Kobieta wzięła go do rąk i przebiegła wzrokiem.

Z domyślnością zaimków należy uważać, bo tutaj może zostać to zinterpretowane w ten sposób, że psycholog wzięła do ręki tylko ekran tabletu, a nie tablet jako urządzenie w całości. Brakuje dopełnienia przy “przebieganiu wzrokiem”. Sugeruję zamienić na:

 

ale na niskim stoliku obok fotela psycholog zaświecił się ekran tabletu. Kobieta wzięła urządzenie do rąk i przebiegła wzrokiem po raporcie.

 

– Bernardzie – psycholog przerwała mu mocnym głosem, pochyliła się w jego stronę i powiedziała dobitnie[-.][+:] – Nikt nie uważa, że jesteś zły. Po prostu jesteś…

Powinno być “przerwała mu mocnym głosem psycholog pochyliła się w jego stronę i powiedziała dobitnie:” – tu “przerywanie” wiąże się z czynnością mówienia, więc powinno otwierać didaskalia. Zamiast kropki po “dobitnie” powinien być dwukropek.

 

wcale nie uważam, żebym był gorzej społecznie przystosowany[-,] niż inni.

“Niż” nie wprowadza tutaj zdania składowego, więc przecinek jest zbędny.

 

– Rozumiem i nie wąpię, ale o tym[+,] kim jesteśmy, w dużej mierze decyduje to, jak zachowamy się w sytuacji ekstremalnej.

Literówka przy “wątpię”, przecinek przed “kim”.

 

Możemy załadować inne. – Zaproponowała kobieta.

Małą i bez kropki wcześniej.

 

ale tym razem nie wykupił kursu przygotowujący

Błędna odmiana – “przygotowującego”.

 

Tym razem tablet długo się nie odzywał. Zdążyli omówić jego relacje w pracy, Bernard wyznał, że czuje się gorszy od swojego przełożonego.

Znowu domyślność. W pierwszym odruchu “jego” jest kojarzone z “tabletem” z poprzedniego zdania. Sugeruję:

 

Tym razem tablet długo się nie odzywał. Zdążyli omówić relacje Bernarda w pracy. Wyznał, że czuje się gorszy od swojego przełożonego.

 

– Wygląda na to, że to nasze ostatnie spotkanie – kobieta kontynuowała – praca z tobą była wymagająca, ale owocna.

Szyk, patrz wyżej.

 

– Nie, to znaczy[-,] nie wydaje mi się.

Zbędny przecinek. https://sjp.pwn.pl/poradnia/haslo/to-znaczy;11682.html

 

Co najmniej dwa razy[+,] kiedy był już w klasie pierwszej.

Przecinek.

 

– Jeśli chodzi o zmiany, to muszę cię jeszcze poinformować, że wspomnienia są teraz obowiązkowo wymazywane – psycholog odezwała się

Szyk: “odezwała się psycholog”.

 

Usuń enter na końcu opowiadania.

No rest for the Wicked https://www.facebook.com/thewickedg/

Bardzo fajny tekst.

Bardzo dobry tekst. 

Czytało się szybko, poczułem klimat i emocje motywujące (lub wręcz przeciwnie) bohatera. Świetnie dawkujesz informacje, odsłaniasz wszystko po trochu bez infodumpów aż chce się czytać dalej. Poruszasz równocześnie kwestie moralności i przedstawiasz całkiem ponurą wizję. Bardzo dobrze to wszystko wyszło jak na tak krótki tekst.

Lecę nominować ;)

Teatrzyk marionetek dobiega końca, kiedy pętla owija się wokół szyi.

@rybak: to są pytania, na które niestety nie mam odpowiedzi, nawet w brudnopisie. Przyczyn dobrego wyniku mogły być tysiące (kto choć raz nie wiedział, jaki cudem zdał egzamin?). Bardziej interesował mnie sytuacja, kiedy człowiek przyzwyczajony do czegoś, traci to. Jak wspominałem powyżej, fascynuje mnie stan, kiedy człowiek “potrzebuje swojej choroby do przeżycia”. Myślę że w przypadku Bernarda trochę tak było.

 

@katia72: dziękuję za lekturę. Bardzo się cieszę, że dostarczyłem choć trochę rozrywki:)

 

@Wicked G: Wicked! Cieszę się, że wpadłeś, teraz wiesz, że nie tylko włóczeniem po krakowskich knajpach się zajmuję. Twoja interpretacja trochę odbiega od mojego zamysłu, ale to nic – od momentu kliknięcia w “Gotowe” tekst jest Twój (i każdego innego czytelnika) – rób z nim co chcesz, oby tylko Ci się to podobało. Kiedyś może zacznę pisać tak, żeby 90% czytelników miało podobną interpretację:) Jeśli interesuje Cię moje zdanie na temat niektórych wątków, daj znać na priv, żeby nie psuć zabawy innym.

Jestem ogromnie wdzięczny za uwagi redakcyjne, stopniowo wprowadzam je w życie. Dzięki!

 

@grzelulukas: dzięki!

 

@MaSkrol: Cieszę się, że Ci się podobało. Tekst rzeczywiście krótki, ale jestem zainspirowany głosami czytelników, chociażby pytaniami, na które sam nie znam odpowiedzi i rozważam rozwnięcie niektórych wątków w przyszłości. Dzięki za nominację!

 

 

Naprawdę fajny pomysł, do tego całkiem całość napisana całkiem przyjemnym stylem. Niestety jednak, opowiadanie tylko dobre, a nie bardzo dobre. Dlaczego? No niestety z jakiegoś powodu pozostawiłeś wielką dziurę w fabule i nagle tuż po oblanym teście bohater podchodzi do następnego i zdaje go o 3 poziomy lepiej. I w żaden sposób nie tłumaczysz dlaczego tak się stało. Niby tłumaczysz w komentarzach, że nie interesowało cię to i nie to chciałeś pokazać, ale niestety w tym momencie twoje intencje nie są ważne. Masz wielką lukę w logice opowiadania i niestety wszystko na tym traci. Gdybyś pokusił się o dopisanie kilku scen które by pokazywały bardziej pogłębiające się uzależnienie, powoli wskakujący coraz wyżej poziom i tak dalej, to nie byłoby żadnego problemu. Tekst wyszedłby trochę dłuższy, ale i tak jest krótki, więc to też by nie przeszkadzało. 

W obecnej postaci poważnie waham się, czy zgłosić twoje opowiadanie do biblioteki. Bo z jednej strony bardzo podoba mi się pomysł i wszystko, co z niego wynika. Ale z drugiej ta dziura bardzo psuje mi odbiór całości, bo wskazuje po prostu na lenistwo autora. A niestety, ale leniwe pisanie trzeba tępić. Muszę jeszcze pomyśleć. A szkoda, chciałbym to z czystym sercem zabibliotekować. 

@Arnubis dzięki za lekturę i opinię. Przyznaję, że reakcje czytelników motywują mnie, żeby pociągnąć niektóre wątki.

Sam nie jestem pewien, czy nowy wynik był efektem zmiany w Bernardzie, zmian w regulaminach Instytutu, czy też kaprysu SI która tym razem wygenerowała sytuacje, które inaczej dotknęła serca Uczestnika. Może to jest istota problemu – żydowskim dzieciom po tysiąckroć nie pomógł, ale bośniackim staruszkom już tak? Może w jednej z prób podjał decyzję o pomocy humanitarnej dla Etiopii, co uratowało tysiące ludzi i podbiłl wynik? 

Bernard nieświadomie miał inny cel niż poprawa swojej osobowości, więc możliwe, że żaden kurs by mu nie pomógł. Jeśli siedzę nad książka, ale nieświadomie wcale nie chce się tego uczyć, to nauka nie będzie efektywna.

Jeżeli przyjdzie mi do głowy zgrabna scena, dopiszę ją, ale zakładam, że dalej będzie interpretowalna na kilka sposobów. Świat – przynajmniej ten w którym żyję – tak jest zbudowany, że często (zazwyczaj?) nie wiemy i nigdy się nie dowiemy dlaczego coś się stało. Widzimy tylko migawki świata za oknem pociągu. I z tych migawek trzeba wyciągnąć jak najwięcej, a resztę sobie dopowiedzieć.

Podoba mi się pomysł na istnienie tak osobliwie rozwarstwionego społeczeństwa, choć mam wątpliwości, czy uczestniczenie w kolejnych Epizodach jest najwłaściwszym sposobem, pozwalającym oceniać  i klasyfikować ludzi. Chyba rozumiem Bernarda, dążącego do osiągnięcia jak najlepszego wyniku, a także jego rozczarowanie, gdy nastąpił koniec możliwości rywalizowania, choćby z samym sobą.

Mnie również brakło jakiejś wzmianki o tym, jak bohater pokonywał kolejne poziomy, od czwartego do pierwszego – bo zakładam, że je pokonywał.

Kliknę, kiedy znikną usterki.

 

Dwa za­bi­dzo­ne ży­dziąt­ka? –> Dwa za­bi­dzo­ne Ży­dziąt­ka?

 

ge­stem ręki za­pro­si­ła do środ­ka. –> Masło maślane; gest to ruch ręki.

Wystarczy: …i ge­stem za­pro­si­ła do środ­ka.

 

Ber­nard za­to­pił się w fo­te­lu. –> Ber­nard zagłębił się w fo­te­lu.

Zatopić można się np. w myślach, w marzeniach, w lekturze, ale chyba nie w fotelu.

 

żą­da­cie ogrom­ne pie­nia­dze za kursy i Epi­zo­dy… –> …żą­da­cie ogrom­nych pie­nię­dzy za kursy i Epi­zo­dy

 

Praw­dę mó­wiąc, bar­dzo szyb­ko mi­nę­ła mu złosć. –> Literówka.

 

Za­świe­cil ta­blet. –> Literówka.

 

na tym po­zio­mie roz­wo­ju oso­bo­wi­ści… –> Literówka.

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

@regulatorzy: dzięki za lekturę i opinię. Cieszę się, że Ci się podobało.

 

…mam wątpliwości, czy uczestniczenie w kolejnych Epizodach jest najwłaściwszym sposobem, pozwalającym oceniać  i klasyfikować ludzi.

Instytut bierze za Epizody (i za kursy przygotowujące) niemałe pieniądze, więc co ich to obchodzi. Tak samo jak z egzaminami na prawo jazdy w naszym świecie;)

 

Chyba rozumiem Bernarda, dążącego do osiągnięcia jak najlepszego wyniku, a także jego rozczarowanie, gdy nastąpił koniec możliwości rywalizowania, choćby z samym sobą.

 

W moim zamyśle nie do końca było tak. Jeśli chcesz, przedstawię Ci moją wersję na priv.

 

Wskazówki redakcyjne: dziękuję, zgadzam się z nimi, poprawione.

OK, Bronchospazmie. Dobrze będzie wiedzieć, jak bardzo źle odczytałam zamiary Autora. ;)

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

W moim zamyśle nie do końca było tak. Jeśli chcesz, przedstawię Ci moją wersję na priv.

Też chciałbym wiedzieć! Choć ja to zinterpretowałem jako uzależnienie zarówno od samych epizodów jak i emocji im towarzyszącym.

Teatrzyk marionetek dobiega końca, kiedy pętla owija się wokół szyi.

@MaSkol, jesteś bardzo blisko, moje przemyślenia idą na priv.

Dobre. Tym razem, lepsze. 

 

 

Sara

@SaraWinter: dzięki za lekturę i opinię. Dodatkowo dzięki za jej drugą, niejednoznaczną, wręcz delficką część. Lepsze od… czego?

A, przepraszam, późno już było, kiedy pisałam komentarz. Coś się zmieniło w tym opowiadaniu, bo czytałam je wcześniej i mnie nużyło. A wczoraj do mnie dotarło. :) Lepsze od poprzedniej wersji.

Sara

Podobało mi się jako pomysł – bardzo chętnie bym poczytała coś więcej w tym świecie – choć, podobnie jak poprzednicy, też bym chciała coś z pośrednich etapów życia bohatera. Początek świetny i wciągający, z intrygująco wymyślonym światem i z ciekawie pokazanym dylematem bohatera (bo, jeśli dobrze rozumiem, on nie rozpoznaje sytuacji z “naszego” świata i nie widzi ich moralnej wagi?). Przesunięcie akcentów i zaskoczenie czytelnika, że chodzi nie tyle o awans społeczny bohatera, co o rodzaj uzależnienia, to był też literacko bardzo udany zabieg. Klik.

Fajne, ale rzeczywiście prosi się o rozbudowanie i wyrównanie proporcji. Ostatnia scena jak na odczepnego, doklejona, bez fabularnego uzasadnienia. Niecierpliwość jest przywarą autora.

Uważaj z didaskaliami przy dialogach:

– Uczestnik zorientowany auto– i allopsychicznie. – Ostatnie słowo powiedział przesadnie poprawnie – Po wszystkim. Czekaj na korytarzu. – Technik spojrzał na Bernarda i uśmiechnął się.

Kto wypowiada ostatnie polecenie? Bernard, jak wskazuje logika, czy technik, jak wskazuje didaskalium?

@ninedindziękuję za lekturę i opinię. Cieszę się, że odczytałaś moje intencj! Jednak nie całkiem stracony.

 

(bo, jeśli dobrze rozumiem, on nie rozpoznaje sytuacji z “naszego” świata i nie widzi ich moralnej wagi?).

 

Bernard wierzy, w to co śni. Dodatkowo SI wstrzykuje mu cały kapitał społeczny, kulturowy, cały habitus, który jest mu potrzebny do zrozumienia świata Epizodu. Dopiero po przebudzeniu powoli wypłukuje się z tego i uświadamia sobie, że to był tylko sen a realność jest tutaj.

My też tak mamy, że podczas snu jesteśmy święcie przekonani o jego realności i nie odczuwamy braku wiedzy nt. rzeczywistości (np jeśli śni mi się policjant, to wiem, że to policjant, a nie pan w niebieskim ubraniu i moja reakcja na policjanta jest adekwatna do mojego doświadczenia).

Tak, rozważam rozwinięcie wątków:)

 

@cobold: Dzięki za opinię i lekturę! Co do ostatniej sceny – a nawet akapitu – postarałem się zawrzeć tam wskazówki, co do rzeczywistych intencji Bernarda od początku. I rzeczywiście dopisałem ją później, niż resztę, pod wpływem epifanii nad talerzem marchewki. 

Uwagi redakcyjne: dzięki, wezmę po uwagę.

Interesujący tekst. Albo jego zalążek. Bo pokazujesz różne fajne pomysły – epizod z żydowskimi dziećmi w stodole, społeczeństwo rządzone przez najwyższą kastę – ale tylko je sygnalizujesz, a nie wyciskasz do końca. Samo to, że nie każdy dorosły ma prawo głosu, wydaje mi się bardzo ciekawe. A tu jeszcze zakaz chwalenia się statusem. Czyli nie można napomknąć, na kogo się głosowało. Jak to będzie działać w praktyce? Kto ustala kryteria i wymyśla testy? I tak dalej…

Babska logika rządzi!

@Finkla, dzięki za lekturę i opinię. Tekst rzeczywiście sygnalizuje wiele wątków, ale interesuje mnie sam człowiek, może przekornie do taga który kliknąłem – “socjo-sf”. Bernardowi nie zależy na statusie, on ćpa doznania podczas Epizodów. To jakby kogoś kręciły kontrole drogowe. Ale żeby z tego wykrzesać biliotekowe opowiadanie, musiałbym być chyba Kingiem.

 

Odpowiadając na Twoje pytania:

społeczeństwo rządzone przez najwyższą kastę

Prawo głosu mają Ci, którzy w symulacji SI podejmują najlepsze decyzje w kategoriach empatii, odwagi i racjonalizmu. Czy można zatem nazwać ich najwyższą kastą?

A tu jeszcze zakaz chwalenia się statusem

Statusem można się chwalić, prawo tego nie zabrania.

Czyli nie można napomknąć, na kogo się głosowało.

Wybory są pięcioprzymiotnikowe. Tylko w lokalu na liście nie ma Twojego nazwiska, jeśli jesteś w zbyt niskiej kategorii.

Jak to będzie działać w praktyce?

Obawiam się, że potwornie.

Kto ustala kryteria i wymyśla testy?

Jak zwykle, czyli aktualnie najsilniejsi.

 

Dziękuję za te pytania. Aktualnie pracuję nad rozszerzoną wersją i sam zastanawiam się, co należałoby dodać.

 

 

 

Kasta. Jak zwał, tak zwał, ale o wszystkim decydują ludzie z kategorii pierwszej. Faktycznie, przynależność nie jest dziedziczna. Czyli to chyba bardziej merytokracja, ale też nie do końca.

Zakaz chwalenia się kategorią. OK, źle zrozumiałam jeden fragment.

Jeśli pracujesz nad tym uniwersum, to spytam, czy czytałeś “Limes inferior”. Podobnie utopijno-dystopijne społeczeństwo. Mocna rzecz.

Babska logika rządzi!

Fajne :)

Znam tylko pięć liter ;)

Aleś paskudnego bohatera stworzył. Mam wrażenie, że Bernard nie ma w sobie za grosz empatii, a kolejne podejścia do Epizodu spowodowane są jego pragnieniem przeżycia mocnych wrażeń. Taki trochę socjopata z niego. To, że udało mu się przejść do wyższej kategorii, wynika zapewne stąd, że nauczył się, jakie zachowania są preferowane. Pewnie powiodło by mu się wcześniej, gdyby nie to, że wszystko dzieje się we śnie, czy jak to tam można nazwać.

Ciekawa jestem, co teraz zrobi socjopata pozbawiony Epizodów. W ogóle ciekawa jestem tego świata. Mam nadzieję, że jeszcze do niego wrócisz. :)

Bardzo zacna lektura. :)

@Finkla: po przeczytaniu krótkiej notki nt fabuły, “Limes Inferior” jest na shortliście. Dzięki!

 

@Anet: Dzięki :)

 

@Irka_Luz: Tak, Bernard jest uzależniony od przeżyć. Czy jest socjopatą – trudno powiedzieć. W sytuacjach ekstremalnych reaguje tak, jak pozwala mu konstrukcja psychiczna. Jeśli chodzi o sprzeczne z celem wykorzystanie Epizodów – też nie wiem. Człowiek ponoć odurza się tym, co ma pod ręką – to chyba Celine napisał? W ostateczności nikt nie traci na jego niemoralnym hobby.

Nowa Fantastyka