- Opowiadanie: SaraWinter - Połacie płócien zalane cieniem

Połacie płócien zalane cieniem

Dyżurni:

regulatorzy, homar, syf.

Oceny

Połacie płócien zalane cieniem

 

 

– Ale jak to? – oburzyła się Czarna Pani. 

– Obijasz się. Ziemia jest przeludniona. Wysłałem już swoich posłańców. Weź się do roboty! – krzyknął Pan Ciemności.

Śmierć zacisnęła zęby.

– Jak sobie życzysz. – Ukłoniła się nisko, obróciła gwałtownie i szybkim krokiem opuściła Królestwo Cienia.

 

***

 

Siedział w zapadniętym, poszarpanym fotelu w obskurnym pokoju przy Brackiej. Przyklejony do ekranu telefonu palec wskazujący przesuwał co kilka sekund, to w lewo, to w prawo. O, ta jest niezła – pomyślał, patrząc na zdjęcie umalowanej, długonogiej brunetki.

Nie był ciachem, ale też nie brzydalem. Metr osiemdziesiąt wzrostu, wyraźnie zarysowane kości policzkowe, zielone oczy w kształcie migdałów. Nawiązał korespondencję z kilkoma dziewczynami. Dialog urywał się zwykle po tym, gdy oznajmiał, że jest bezrobotny. Dlaczego ładne dziewczyny są głupie? – zastanawiał się po bardzo krótkiej rozmowie z piękną istotą, która chyba miała ubytki w mózgu i rozdmuchane ego. Ale dobrze wiedział, że nie wszystkie są zakochanymi w sobie lalkami. Estera nie była.

Przyglądał się bliznom na lewym przedramieniu. Ciężkie krople deszczu bębniły w okno. W mieszkaniu nad nim szczekał jak opętany kundel tych patoli, Nowickich. Matka siedziała w kuchni, wisząc od godziny na telefonie, otulona chmurą papierosowego dymu. Paliła najgorsze fajki, kupowane od starego znajomego, który przemycał je z Białorusi. Ojca nie było od piętnastu lat. Od dnia, kiedy matka wykopała go za drzwi. Straciła cierpliwość po tym, jak dziesiąty miesiąc z rzędu znikał na dwa lub trzy dni, by przechlać wypłatę z kolegami w barze.

Z rozmyślań wyrwał go krzyk.

– Daniel! Obiad!

Wstał niechętnie, wyłączając aplikację w telefonie i poczłapał do kuchni. Usiadł bez słowa. Na parapecie, skulony, leżał Żarłok – ten tłusty kot.

– Proszę, synku. – Matka podstawiła mu pod nos miskę z kaszą i mięsnym sosem niewiadomego pochodzenia.

– Znalazłeś coś? – spytała, niby obojętnie, zanurzając łyżkę w potrawie.

– Nie ma żadnych dobrych ofert – skłamał.

Matce łyżka wypadła z ręki. Zasłoniła twarz dłońmi i zaniosła się płaczem.

Daniela zmroziło.

– Mamo, nie martw się. Coś znajdę. – Wstał, podszedł do niej i pochylony objął ją ramieniem.

Nie dokończył obiadu. I tak z trudem przełykał tę kaszę. Zostawił szlochającą matkę i wrócił do pokoju. Usiadł przed komputerem, który dostał od Bartka, dobrodusznego i obrzydliwie bogatego kolegi z liceum, i zaczął szukać.

Przejrzał chyba wszystkie portale z ogłoszeniami o pracę. Niespełniony malarz bez farb, pędzli i płócien. W którym momencie życia przepadły jego marzenia? Przez ojca, czy przez nią?

Została mu jeszcze jedna strona. Przewijał ogłoszenia i bezmyślnie wysyłał swoje CV. Nawet nie patrzył, do kogo. Kiedy skończył, matka stała przy zlewie, a Żarłok wskoczył na stół i zlizywał sos z niedojedzonej kaszy. Teraz papka wyglądała dokładnie jak żarcie z puszki dla kota. Chłopak po cichu wymknął się z domu.

Lato tamtego roku było ciepłe, ale deszczowe. Ustawił na mp3 Pearl Jam “Black” i spacerował w lipcowej mżawce, ulicami centrum miasta. Nim się obejrzał, zatrzymał się pod jej domem. Stał na chodniku i gapił się w okno na piętrze. Buty mu przemokły, wyciągnięta koszulka przykleiła się do piersi. Trzymał ręce w kieszeniach i kołysał się na piętach. I tak kilka minut.

– Znowu tu łazisz? – Okno na parterze otworzyła niedoszła teściowa. – Nie ma jej. Odejdź stąd! – krzyknęła, choć minę miała bardziej zatroskaną, niż zagniewaną. – Jeszcze raz cię tu zobaczę i wezwę policję!

Daniel otrząsnął się, wbił morderczy wzrok w kobietę, po czym odwrócił się na pięcie i poszedł.

Co ja wyprawiam? – zastanawiał się w myślach.

Nic dziwnego, że pani Natalia traciła cierpliwość. Nękał ich od ośmiu lat.

Czas z tym skończyć – postanowił. W pobliskiej aptece wygrzebał z kieszeni kilkanaście złotych na najtańsze środki przeciwbólowe. Kupił pudełko z sześćdziesięcioma pastylkami i pospiesznie wrócił do domu.

Matka siedziała przed telewizorem. Znowu oglądała ten chłam. Polskie patoseriale o ludziach i ich trudnych sprawach. Jakby sama nie miała dość ciężkiego życia. Żarłok leżał zwinięty w kłębek na jej kolanach.

Daniel spojrzał na matkę z czułością. Ledwo wiązała koniec z końcem, pracując w fabryce cukierków. Codziennie, dzień w dzień, zawijała słodycze w papierki. Osiem godzin monotonnej pracy, za grosze.

Zamknął się w swoim pokoju. Nie chciał być już dla niej ciężarem. Nie potrafił pomóc matce, nie mógł sobie znaleźć dziewczyny, a sen o Esterze wciąż go dręczył.

Z kieszeni przemoczonych spodni wyciągnął białe pudełko. Na wszelki wypadek połknął połowę tabletek i popił je zwietrzałym piwem. Bokiem położył się na łóżku i patrzył, jak po niebie płyną ciemne chmury. Zanosiło się na burzę.

 

***

 

– Och, kolejny! – Śmierć przewróciła oczami nad bezwładnym ciałem Daniela.

– Kim jesteś? – zapytał zdumiony.

Chłopak zawisł twarzą w twarz z piękną panią. Przerażony spojrzał w dół. Żarłok kręcił się przy łóżku i miauczał z niepokojem. Po chwili do pokoju weszła matka.

– Żarłoczku, obudzisz go – szepnęła do kota i wzięła go na ręce. Już miała wychodzić, ale cofnęła się, by przykryć syna kocem. Czuła, że coś jest nie tak. Postawiła zwierzaka na podłodze i delikatnie szturchnęła Daniela.

– Synku? – pchnęła go raz jeszcze, tym razem mocniej.

Z niepokojem przystawiła ucho do jego nosa. Wypuszczane powietrze nie połechtało jej uszu. Wpadła w panikę.

– Widzisz, co narobiłeś? – spytała lewitująca pani.

– Czy ja umarłem? – Daniel nie odrywał wzroku od płaczącej matki, która wybiegła z pokoju po nieudanej próbie obudzenia syna.

– Tak, niestety, chwilowo jesteś martwy – oznajmiła zjawa. – Panuje epidemia, a ty dokładasz mi pracy.

– Jaka epidemia? – Daniel ukradkiem spojrzał na kota. Gapił się na niego. Nie na ciało. Na niego, tego wiszącego pod sufitem ducha. Stał i się gapił.

– Lewiatan stwierdził, że się obijam – opowiadała pani. – Szatański pomiot wymknął się naukowcom spod kontroli. Pewnie nazwą go jakąś grypą, może tym razem kaczą. Ale roboty mam mnóstwo, a jeszcze wy, pieprzeni samobójcy.

– Inaczej wyobrażałem sobie śmierć – stwierdził.

– Oczekiwałeś aniołów i białego światła? Anioły nie interesują się samobójcami.

Daniel spojrzał na zjawę i dokładniej się jej przyjrzał. Miała bladą twarz, oczy błyszczące jak żuki, czerwone, wąskie usta i długie, czarne włosy. Jej ciemna, prześwitująca suknia sięgająca kostek powiewała, co chwilę ocierając się o bladą, pergaminową skórę.

Matka wbiegła do pokoju z telefonem przy uchu.

– Tak, nie oddycha – powiedziała przez zapchany nos. – Błagam, przyjedźcie jak najszybciej!

Uklękła przy łóżku, złożyła ręce i modliła się do Boga.

– Mam propozycję – rzekła śmierć. – Przez wzgląd na twoją matkę, dam ci jeszcze pożyć.

– Ale ja nie chcę – odparł Daniel obrzucając śmierć spojrzeniem wyrażającym sprzeciw, po czym zatroskany odwrócił twarz w stronę modlącej się matki.

– Nie skończyłam – przerwała mu Czarna Pani. – Zwrócę ci życie, jeśli zostaniesz moim stażystą.

– Kim? – zdziwiony tymi słowami, chłopak oderwał wzrok od matki.

– Stażystą – powtórzyła Śmierć. – Pomożesz mi zabijać ludzi. Lista Przeznaczenia jest długa, a przez tę epidemię wpadło mi mnóstwo nowych zleceń.

– Mam zabijać ludzi? – spytał z niedowierzaniem.

– Nie martw się. To proste. Będziesz niewidzialny.

– Nie mógłbym zabić nikogo, prócz siebie! – krzyknął duch Daniela, a Żarłok zasyczał i cały się napuszył. – Nie mam ochoty żyć. Moje życie jest do dupy. Poza tym… – Ze wstydem spuścił wzrok. – Mam złamane serce i tylko odejście z tego świata mogło przynieść mi ulgę.

– Gdybyś naprawdę chciał się zabić, znalazłbyś skuteczny sposób. Poza tym, moja oferta ci się spodoba. – Daniel słuchał z zaciekawieniem. – Już nie będziesz miał serca.

– Że co, proszę?

– Zabiorę ci serce, zabiorę ci ból – śmierć podniosłe szeptała obietnice. – Pomożesz mi, a ja zabiorę od ciebie cierpienie.

Wyobraził sobie życie bez tortur, a im dłużej widział zalaną łzami matkę, tym bardziej postanowienie zejścia z tego świata traciło na sile.

– Jak mam to robić? – spytał niepewnie.

Śmierć wykrzywiła wargi w tryumfalnym uśmiechu.

– Będziesz widział znaki.

I zniknęła.

 

***

 

– Mamo? – Daniel otworzył oczy.

Blade światło lampy nad łóżkiem przedzierało się przez gęste, unoszące się rzęsy, drażniąc oczy.

– Synku! – matka stłumiła okrzyk radości. Przytuliła do policzka dłoń Daniela.

– Już dobrze – rzekł chłopak. Powoli przypominał sobie, co się wydarzyło.

Matka znów płakała. Tym razem nie wiedział, czy ze szczęścia, czy z żalu, że to wszystko w ogóle miało miejsce.

– Długo tu jestem? – zapytał, wypatrując w pobliżu szklanki z wodą.

– Spałeś półtora dnia. Zrobili ci płukanie żołądka, podali kroplówki – tłumaczyła mama ze smutkiem w głosie, wciąż ściskając dłoń syna.

Dziwne, jej smutek nigdy nie był mu tak obojętny. Uzmysłowił sobie, co obiecała mu Czarna Dama. Wolną od uścisku matki ręką pomacał się po klatce piersiowej. Nie wyczuł śladu ran ciętych.

– Ktoś mnie operował?

– Nie, na szczęście nie było takiej potrzeby. Dlaczego pytasz?

– Ot, tak – odrzekł wymijająco. – Musiało mi się coś przyśnić.

Rankiem matka w końcu poszła.

Około ósmej zaczął się pierwszy obchód lekarski. Do sali, w której Daniel leżał całkiem sam, wszedł starszy, siwiejący mężczyzna i dwie młode dziewczyny, zapewne rezydentki.

Od razu rozpoznał Esterę. Włosy ścięła do ramion i podpięła je spinkami centymetr nad uszami, nosiła też inne okulary. Jej twarz przybrała blady odcień, a pod oczami miała sine cienie. Pewnie z przemęczenia. Ale nie mógł się pomylić. To była ona.

– Witam pana – lekarz przywitał się, po czym zapoznał się z wiszącą na ramie łóżka kartą pacjenta. – Lepiej się czujemy? – zapytał, trochę od niechcenia.

Najwyraźniej nie tylko śmierć nie lubiła samobójców. Estera stała jak wryta. Do oczu napływały jej łzy, różowe usta wykrzywiła w dół. Dodało jej to kilka lat. Patrzyła na Daniela pytającym wzrokiem – dlaczego to zrobiłeś?

Wieczorem wpadła matka i oznajmiła, że nazajutrz mają Daniela wypisać ze szpitala. W pośpiechu, pocieszona dobrą nowiną, uciekła do domu, by nakarmić Żarłoka. Kiedy za oknem niebo upstrzyło się gwiazdami, do ciemnego pokoju weszła Estera.

Bez słowa usiadła przy łóżku Daniela. Ten nawet na nią nie spojrzał. Wpatrywał się w rozmigotane niebo i nie mógł się już doczekać, kiedy śmierć da mu jakiś znak.

– Czy to przeze mnie?

Daniel się nie odwrócił.

– Co przez ciebie? – zapytał beznamiętnie.

– Czy to przeze mnie chciałeś się zabić? – spytała, a głos jej drżał. Chłopak słyszał, jak dziewczyna przełyka ślinę.

– Jesteś zwykłą dziwką, Estero – powiedział spokojnie, wciąż wpatrzony w gwiazdy. – Okłamałaś mnie i zdradziłaś. Zabiłaś mnie już dawno.

Powiedział to z taką lekkością. Tak łatwo mu to przyszło. Słowa nie więzły już w gardle. Łzy wyschły na amen.

Estera zacisnęła pięści, po czym wybiegła z płaczem.

Następnego dnia Daniel wyszedł ze szpitala ze skierowaniem do psychiatry i zaleceniem znalezienia sobie psychologa. Prychnął, wpatrzony w świstek. Przecież i tak mnie na to nie stać – pomyślał. Dziw go brał, że od razu nie wysłano go do Kościana, najwyraźniej tamtejszy psychiatryk był już przepełniony.

Wyszedł na szpitalne schody i zaczerpnął świeżego, wilgotnego powietrza. Kałuże mieniły się kolorami tęczy. W kieszeni spodni krótko zawibrował telefon, który poprzedniego wieczora przyniosła mu matka. Odebrał wiadomość:

 

Unkown number:

Staw się na placu Bohaterów Westerplatte w samo południe po pierwsze zlecenie.

 

Znaki – pomyślał z przekąsem. – Bardzo rzeczowe jak na Śmierć.

Do dwunastej została godzina, więc nawet nie jechał do domu. Wsiadł do autobusu numer dwanaście i już po piętnastu minutach dotarł na miejsce.

Na placu Bohaterów Westerplatte, przez mieszkańców miasta w skrócie nazywanego po prostu Westerplatte, roiło się od krzyczących dzieci. Starsi panowie, jak mieli to w zwyczaju, siedzieli przy kamiennych szachownicach i trenowali wysychające mózgi. Ich żony, o ile nadal żyły, zapewne krzątały się przy gorących kuchenkach lub oglądały umiłowane telenowele. Niektóre siedziały na ławkach, teoretycznie kibicując mężom, a w stu procentach pochłonięte plotkowaniem.

Daniel rozglądał się i szukał wysłannika Czarnej Damy. Wątpił, by sama Śmierć, zajęta zbieraniem żniwa jakiejś tam grypy, kwapiła się spotkać z nim ponownie. Nie wiedząc, jak ma wyglądać posłaniec, usiadł na ławce przy fontannie i czekał.

Kwadrans później, nagle, jakby znikąd, obok Daniela usiadła dziewczyna. Wyglądała na trzydziestolatkę. Długie, proste blond włosy upięła w kucyk. Jej szyję i ramiona zdobiły barwne, drewniane koraliki, długa sukienka w brązowe i niebieskie, cienkie paski podkreślała zgrabną sylwetkę. Między sobą a chłopakiem położyła pokaźnych rozmiarów gładką, czarną skrzynkę, prawdopodobnie z hebanu.

– Witaj, nowy – przywitała się, nonszalancko zdejmując okulary przeciwsłoneczne z nosa. – Mam na imię Kaja.

Daniel był onieśmielony jej urodą. Błękitne oczy mroziły krew w żyłach.

– W skrzynce znajdziesz wszystkie wytyczne. Do widzenia! – po tych słowach Kaja wstała i po prostu odeszła.

Daniel, otępiały, patrzył na jej falujący tyłek. Liczył na dłuższe spotkanie, jakieś wyjaśnienia, wskazówki. Nie doczekał się. Kaja wręcz rozpłynęła się w powietrzu i nikt, poza nim, tego nie dostrzegł.

Zaintrygowany spojrzał na skrzynkę. Postanowił, że otworzy ją w domu.

Matka jeszcze nie wróciła. Przywitał go Żarłok. Ocierał się o łydki Daniela, kręcił mu się pod nogami i miauczał jak postrzelony, mimo że miski i brzuch miał pełne. Daniel odepchnął go delikatnie i zamknął się w swoim pokoju. Z szuflady biurka wyjął nożyk introligatorski. Rozciął bawełniany sznurek wiążący skrzynkę i otworzył wieko.

Najpierw wyjął czarny garnitur i bordową koszulę. Pod nimi, w osobnym pudełku znalazł ciemne, eleganckie, skórzane buty. Na samym dnie leżała czarna, matowa teczka.

Usiadł na skraju łóżka. Wyjął z teczki pojedynczą, szorstką kartkę. Dokument wyglądał jak życiorys napisany czarnym atramentem. Styl pisma przypominał mu notatki Leonarda da Vinci. W lewym górnym rogu rysunek twarzy, pod nim imię i nazwisko, data urodzenia, miejsce zamieszkania, data i przyczyna śmierci oraz krótka instrukcja zbrodni.

Daniel przyjrzał się danym swojej pierwszej ofiary.

 

Lista Przeznaczenia, nr 140720181801-26

Barbara Szwarc, urodzona 15 maja 1999r.

Obecny adres zamieszkania: Leszno, ul. Łaziebna 3/15.

Data śmierci: 14 lipca 2018r., godz. 18:01

Przyczyna śmierci: upadek z czwartego piętra.

 

Instrukcja:

Włóż garnitur oraz buty.

Wejdź do mieszkania dziewczyny.

Wypchnij ją przez okno.

 

P.S. Zachowaj ten list.

 

I już? – pomyślał chłopak. To wszystko? Mam tak po prostu wejść do czyjegoś mieszkania i zabić? Sprawę ułatwiał fakt, że znał tę dziewczynę. Mieszkała w tej samej kamienicy. Widywał ją na schodach. Była chuda jak szkapa, miała włosy ścięte na jeżyka, słuchała okropnej muzyki, i nie bacząc na oburzenie sąsiadów, słuchała jej bardzo głośno. Jakieś disco gówno i popularny chłam wyjących piosenkareczek.

Tym bardziej nie było mu żal. Przynajmniej będzie spokój – pomyślał.

Daniel spojrzał na zegarek, pokazywał czternastą. Matka wzięła nadgodziny w pracy, więc powinna wrócić około dziewiętnastej. Żarłok miauczał pod drzwiami pokoju, więc wpuścił go do środka, tak dla świętego spokoju.

– Właź, uparty sierściuchu.

Kot wskoczył na parapet i gapił się przez okno. Kręcił głową, podążając wzrokiem za nisko latającymi jaskółkami. Jakiś głupi gołąb z rozpędu rozbił się o szybę, na co kot machnął łapką, jakby chciał go złapać. Nie udało się. Ptak ze skręconym karkiem upadł na bruk.

Daniel rozłożył garnitur na łóżku, wyjął buty z pudełka i postawił na podłodze. Koszulę powiesił na wieszaku, który zahaczył o drzwi wysokiej szafy na ubrania.

Przymierzę – zdecydował. – W końcu to nie byle robota, trzeba wyglądać.

Po kilku minutach stanął przed lustrem. Bardzo się sobie podobał. Wyglądał jak mężczyzna, który zarabia mnóstwo pieniędzy. Gdyby wyszedł w tym na miasto, tinder nie byłby mu potrzebny. Z łatwością wyrwałby jakąś pannę. W końcu wyglądał jak milion dolarów.

– Co sądzisz? – zwrócił się do Żarłoka.

Kot siedział nieruchomo i patrzył tak jakoś dziwnie. Patrzył tym samym, niepokojącym wzrokiem, jak wtedy, kiedy duch Daniela unosił się nad martwym ciałem.

– Głupi kot – stwierdził Daniel i zaczął się rozbierać.

Chłopak przebrał się w spodnie dresowe i odpalił ulubioną grę. Chwilę po zalogowaniu, na czacie napisał Bartek.

„Zapraszam cię do grupy frakcji chińskiej. Napsujmy rycerzykom krwi! :D”

Przez kilka godzin zabijał wikingów i rycerzy orochim o pseudonimie blackshadow. Wirtualne zabijanie nie było trudne, a on i Bartek byli w tym świetni. Żarłok prze cały ten czas spał na parapecie.

Za kwadrans osiemnasta Daniel z żalem wyłączył komputer. Włożył garnitur i bez stresu wyszedł z mieszkania.

Wspinał się po schodach na najwyższe piętro. Odgłos ciężkich kroków tłumiło próchniejące drewno. Na ostatniej kondygnacji panował okropny zaduch. Stare mury uwalniały zapach grzyba i pleśni. Na samej górze znajdowały się tylko trzy mieszkania i pomieszczenie gospodarcze. Z dwunastki wyszedł młody chłopak z małym psem na smyczy.

– Chodź, Pimpek – zwrócił się do trzęsącego się jak galareta yorka, po czym wziął go pod pachę i zszedł z nim na dół, mijając Daniela bez słowa. Jakby w ogóle go nie zauważył.

Daniel wzruszył ramionami. Stanął pod drzwiami piętnastki. Wziął głęboki wdech i zapukał. Chyba powinien? Zapukał trzy razy, niezbyt nachalnie. Czekał. Słyszał muzykę i fałszujący głos dziewczyny. Uszy go bolały. Basia podejmowała nieudane próby wyciągnięcia wysokich dźwięków. Daniel aż się skrzywił, kiedy nie wyszło jej C dwukreślne.

Zapukał ponownie, tym razem mocniej. Nic. Spojrzał na zegarek. Za minutę osiemnasta. Co, jeśli się spóźni? Zaczął walić pięścią w drzwi. Muzyka przycichła. Usłyszał kroki, coraz głośniejsze. Zakurzone panele drżały pod stopami. W końcu dziewczyna otworzyła.

– Halo? – wychyliła głowę i rozglądała się dokoła.

Nie widzi mnie? – Daniel stał zdziwiony, a Basia wciąż szukała osoby, która prawie zrobiła jej dziurę w drzwiach.

Chłopak pogładził się po garniturze. No chyba nie – pomyślał. – Insygnia śmierci! Ledwo mógł powstrzymać wybuch paranoicznego śmiechu. Nie musiał się martwić, że ktoś go zobaczy. Był dosłownie niewidzialny. 

Basia wzdrygnęła się i zamknęła drzwi. Zanim dziewczyna zdążyła przekręcić klucz, Daniel szarpnął za klamkę i wśliznął się do środka.

– Ach, te przeciągi – powiedziała Basia sama do siebie.

Daniel rozejrzał się po pokoju na poddaszu. Miał około dwunastu metrów kwadratowych. Biurko zawalone było podręcznikami do psychologii, pstrokatymi lakierami do paznokci, kolorową biżuterią, paczkami chipsów i papierkami po czekoladzie. Na białym blacie widniały ślady wyschniętej kawy. Na łóżku panował nieład, zwinięta w kłębek pościel w żółte kwiatki leżała na środku materaca.

Ale syf – pomyślał Daniel z odrazą. Basia czegoś szukała, robiąc jeszcze większy bałagan. Daniel spojrzał na zegarek, a w tym samym czasie ratuszowe dzwony zabiły sześć razy. Basia z czeluści swojej torebki wyjęła papierosy, LM linki mentolowe jasne i różową zapalniczkę ze zdjęciem szczeniaka. Podeszła do okna, oparła łokcie o parapet i odpaliła fajkę.

Czy to naprawdę będzie takie proste? – zastanawiał się Daniel, nie dowierzając, że wszystko układa się jak trzeba.

Podszedł do dziewczyny, stanął za jej plecami. W nozdrza uderzył go wirujący dym. Zniesmaczony, podniósł wyprostowane ręce. Kiedy Basia przytknęła papierosa do ust i wciągnęła powietrze, Daniel mocnym pchnięciem wyrzucił ją przez okno.

 

 

Matka wróciła do domu po dwudziestej. Policja nie wpuszczała ludzi na teren kamienicy. Dopiero dwie godziny po wypadku zlitowali się nad mieszkańcami.

– Daniel, widziałeś, jaka tragedia? – Położyła torbę z zakupami na ławce w kuchni. Daniel oglądał lokalne wiadomości.

– Dostałem pracę – oznajmił.

– Naprawdę? Synku, to cudownie! – matka podeszła i ucałowała go w czoło. – Opowiedz, co to za praca. – Natychmiast zapomniała o roztrzaskanym ciele dziewczyny.

– Zostałem na próbę zatrudniony w lokalnej gazecie – skłamał. – Właśnie zbieram informację na temat śmierci Basi. Znałaś jej imię? Jutro mam spotkać się z jej rodziną. Ona pochodziła z Krotoszyna. Jej rodzice przyjadą.

– Och… – matka była trochę zmieszana. – A czy nie powinni mieć spokoju po takiej tragedii? – spytała, przygryzając wargę.

– Mamo – Daniel odłożył czarną teczkę i stanął przed matką. – W tej pracy nie ma miejsca na sentymenty.

Matka kiwnęła głową.

– Zrobię kolację – oznajmiła. – Gdzie kot?

 

 

Unkown number:

Gratulacje! Wykonałeś pierwsze zlecenie. Zajrzyj do skrzynki na listy.

 

Daniel odebrał esemesa i czym prędzej zbiegł kręconymi schodami na parter. Otworzył blaszaną skrzynkę i wyjął z niej szarą jak popiół kopertę formatu A4.

Przebiegł przez kuchnię pełną pary, cuchnącą fajkami i rozgrzanym olejem.

 

 

Lista Przeznaczenia, nr 150720181110-09

Helena Urbańska, urodzona 6 maja 2015r.

Obecny adres zamieszkania: Leszno, ul. Balonowa 5.

Data śmierci: 15 lipca 2018r., godz. 11:10

Przyczyna śmierci: potrącenie przez samochód

 

Instrukcja:

Włóż garnitur oraz buty.

Udaj się pod  wskazany adres.

Wepchnij dziewczynkę pod samochód.

 

P.S. Zachowaj ten list.

 

To nie będzie trudne – pomyślał Daniel z uśmiechem przyglądając się wizerunkowi trzyletniej dziewczynki z kręconymi, jasnymi włosami związanymi w kitki.

 

Co kilka dni napływały kolejne zlecenia. Kiedy Daniel miał wolne, udawał przed matką, że pisze artykuły o wydarzeniach w mieście. Kobieta nie zadawała szczegółowych pytań, by chłopaka nie zniechęcić i mu nie przeszkadzać. Lista Przeznaczenia była długa, a egzekucje, które chłopak wykonywał, były dość proste do przeprowadzenia, przez wzgląd na ich „wypadkowość” i fakt, że był niewidzialny.

Z łatwością utopił jedenastoletniego chłopca w stawie na żwirowni. W domu starszej, samotnej kobiety odkręcił gaz w kuchence. Dziecięcą zabawą okazało się wepchnięcie pijanego chłopaka pod rozpędzony pociąg. Lokalna prasa rozpisywała się o tym wydarzeniu, aż obiegło całą Polskę. Otóż student miał wielkiego pecha. Padł pijany w poprzek torów. W konsekwencji wypadku jego głowa leżała metr dalej od ciała. Ciekawym przypadkiem była też śmierć kobiety, która wyjątkowo pojechała do pracy rowerem, gdy zepsuł się jej samochód. Akurat tego ranka, straż pożarna otrzymała zgłoszenie, jak się później okazało, fałszywe. Pech chciał, że coś tam im się poluzowało na wozie strażackim i spadło akurat wtedy, gdy na sygnale mijali kobietę.

 

Matka była dumna z syna, choć nie widywali się całymi dniami, a Daniel ukrywał przed nią garnitur. Wiedział, że w nim go nie widać, ale nie miał pewności, czy samo ubranie też jest dla innych niewidzialne.

Pod koniec lipca dostał kolejny list.

 

Lista Przeznaczenia, nr 030820182242-186

Estera Michałowicz, urodzona 14 grudnia 1987r.

Obecny adres zamieszkania: Leszno, ul. Antonińska 3.

Data śmierci: 3 sierpnia 2018r., godz. 22:42

Przyczyna śmierci: upadek z dachu wieżowca

 

Instrukcja:

Włóż garnitur oraz buty.

Udaj się na dach najwyższego wieżowca.

Zrzuć ofiarę z dachu.

 

P.S. Zachowaj ten list.

 

Estera. To była jego Estera.

Daniel patrzył na rysunek przedstawiający uśmiechniętą dziewczynę w okularach z ciemnymi oprawkami.

 

Wieczory stawały się coraz chłodniejsze. Matka zasnęła na kanapie przed telewizorem. Żarłok leżał wyciągnięty na fotelu. Daniel włożył garnitur i po cichu przeszedł obok śpiącej rodzicielki. Chłodne powietrze wkradało się przez okno, więc przykrył matkę kocem. Kot rozchylił ciężkie powieki i spojrzał w stronę Daniela, jakby chciał mu powiedzieć „Znów idziesz zabijać”. Dziwne zachowania kota przestały już obchodzić chłopaka. Przywykł. Przecież nawet jeśli kot go widzi, to nikomu o tym nie powie.

Daniel szedł pewny siebie, jak każdego dnia pracy. Estera to tylko kolejna ofiara z Listy Przeznaczenia – tłumaczył sobie. Pod najwyższym w mieście blokiem stanął kwadrans przed czasem. Wiedział, że zdąży. Znał kod wejścia. Kiedy byli razem, Estera mieszkała na ósmym piętrze. To ona pokazała mu wyjście na dach, letnimi nocami uczyła go gwiazd. Pewnie dziś znów patrzy w niebo – pomyślał.

Winda jechała powoli, skrzypiąc przy tym bardzo głośno. Podróż na dwunaste piętro zajęła jej prawie dwie minuty. Daniel wyszedł i udał się wąskimi, białymi schodkami na niskie, płaskie poddasze. Tam czekała na niego stalowa drabinka wiodąca do metalowej klapy. Kłódka była otwarta.

Daniel po cichu, przez cienką szparę obserwował płaski dach. Drażnił go zapach rozgrzanej papy. Kilka metrów dalej, na rozłożonym kocu i poduszkach leżała para. Dziewczyna i chłopak. Estera i jakiś laluś w białej koszuli z podwiniętymi rękawami.

– Widzisz Wielki Wóz? – Estera, wpatrzona w gwiazdy, zapytała swojego towarzysza.

– Wielki Wóz łatwo znaleźć. Z Małym miewam problemy – odpowiedział młody mężczyzna. – Chciałbym cię tu przelecieć – wypalił nagle chłopak.

Estera poderwała się i usiadła wyprostowana.

– Słucham? – spytała oburzona.

– Zróbmy to, tutaj. Jest romantycznie.

– Przelecieć nie brzmi romantycznie. – Dziewczyna wstała i zaczęła zbierać poduszki. – Chyba powinnam już iść.

– Ej, nie gniewaj się. – Chłopak również wstał. Próbował przytulić dziewczynę na przeprosiny.

Dziwka – pomyślał Daniel. – Mnie tu dawała. Czuł, że to jest ten moment, kiedy może wyjść na dach. Tamci dwoje byli zbyt zajęta sobą i stali do niego tyłem.

Estera, niechętnie, ale pozwoliła się objąć chłopakowi. Wtedy on pocałował ją w usta, bardzo nachalnie, wpychał jej język do gardła. Chwycił ją za pupę, jego dłoń zsuwała się coraz niżej.

– Marcin, zostaw mnie! – Estera odkleiła się od niego. Twarz wykrzywiła w grymasie obrzydzenia.

– Nie udawaj, że nie chcesz. Trochę się już znamy – chłopak w białej koszuli nie odpuszczał.

Estera przestraszyła się nie na żarty.

– Zdejmij te okulary i zróbmy to.

Sytuacja robiła się nieciekawa. Estera próbowała jakoś wybrnąć, wykręcała się, odpychała go, ale natręt nie odpuszczał.

Kiedy kłócąca się para stanęła wystarczająco blisko skraju dachu, Daniel spojrzał na zegarek. Za chwilę nastąpi koniec. Dwudziesta druga czterdzieści dwa. Z hukiem zamknął klapę. Para spojrzała w stronę wyjścia. Wystraszony Marcin puścił łokieć dziewczyny. Daniel miał wolną drogę. Biegł. Z rozpędu napierał całym ciałem. Krzyk dudnił mu w uszach. Przerażający krzyk dźwięczał za jego plecami.

– Nie! – wrzasnął młody chłopak, kiedy bezradna Estera spadała.

 

 

Młody lekarz rezydent oskarżony o zabójstwo. Ofiarą jest Estera M., 28-letnia kobieta z Leszna. Podejrzany przebywał z dziewczyną na dachu wieżowca, kiedy doszło do wypadku… – głosiły napisy na dolnym pasku ekranu.

 

Kiedy lekarz zrobi coś złego, zawsze jest z tego afera.

 

Unkown numer:

Gratulacje! Wykonałeś kolejne zadanie.

Staw się dziś o 3:00 w Barze pod Czarnym Kozłem po wypłatę.

Weź ze sobą kufer z garniturem, butami i teczką.

 

Nadeszła pora zapłaty – pomyślał z uśmiechem, rozsiadł się w fotelu i znów zabijał, tym razem jako blackshadow.

 

 

***

 

 

Matka i kot spali. Chłodny, sierpniowy wietrzyk wkradał się przez otwarte na oścież okno. Jedną z zalet śmierci Basi była nocna, nieprzerwana wyciem dziewczyny cisza. Tylko z piętra wyżej, od Nowickich, dochodziły czasem odgłosy tłuczonego szkła i krzyki pani Nowickiej. Powinna ze swoim mężem zrobić to samo, co matka z ojcem Daniela. Najwyraźniej Nowicka sama lubowała się w lubelskiej cytrynówce, po której butelki często znajdowano na dziedzińcu, ot tak, wypadały przez okno. Dziwne, że sam Nowicki jeszcze nie wyleciał.

Daniel zakończył pojedynek w wirtualnym świecie. Do Baru pod Czarnym Kozłem miał niedaleko. Zaczął pakować garnitur i buty pół godziny przed trzecią i kwadrans później przekręcał klucz w drzwiach mieszkania.

Kufer wydawał mu się o wiele cięższy, niż na początku. Dziwne, przecież przybyło tylko kilkanaście kartek papieru – pomyślał. Daniel musiał zatrzymywać się po drodze, by rozluźnić przemęczone mięśnie rąk. Na szczęście to małe miasto nocą pustoszało. Spotkał po drodze tylko kilku niegroźnych pijaczków. Byli tak nietrzeźwi, że gdyby chcieli go napaść, nawet z ciężką skrzynką Daniel zdołałby im uciec.

 

Punktualnie o trzeciej zero zero chłopak wszedł do Baru pod Czarnym Kozłem. Przybytek był prawie pusty. Siedziało w nim tylko dwóch podejrzanie wyglądających typów z zakrytymi twarzami i jedna młoda kobieta, Kaja. Poznał ją po pięknych blond włosach. Dziewczyna siedziała przy barze i roześmiana, z wypiekami na policzkach rozmawiała z przystojnym barmanem. Przed nią, na ladzie, stał kieliszek z półprzezroczystą, czerwoną cieczą.

Daniel podrzucił skrzynkę na klatkę i pewnym krokiem podszedł do Kai.

– Witaj, zostałem wezwany – oznajmił, po czym postawił hebanowy kufer na blacie.

Kaja zlustrowała go od góry do dołu, jednym dużym łykiem opróżniła kieliszek, rzuciła barmanowi zalotne spojrzenie, na co on machnął ręką nie oczekując zapłaty, i wstała.

– Idziemy – oznajmiła. Bransolety na śnieżnobiałych przegubach zabrzęczały.

Daniela irytowała jej małomówność. Niczego mu nie tłumaczyła. Traktowała go jak jakiegoś najgorszego sortu kundla. Mężczyzna wziął kufer na ręce i niczym posłuszny piesek podreptał za Kają.

Przeszli wąskim korytarzem obok toalet, ciemnego i brudnego pokoju socjalnego, aż wreszcie stanęli przed zbitymi z desek drzwiami zamykanymi na kłódkę, do których przybita gwoździem wisiała tabliczka z napisem: Przejście dla personelu.

Kaja dłonią zatoczyła w powietrzu koło i kłódka otworzyła się. Cóż, Daniela nie powinny dziwić czary, skoro spotkał się twarzą w twarz ze śmiercią.

Weszli do zimnego pomieszczenia wyłożonego brukiem i kamieniem. Znajdowali się pod poziomem ulic. Wilgotne powietrze przesycał ciężki zapach kadzideł. Na wielkim, drewnianym stole płonęły świece. W środku ognistego kręgu stała wysoka, mosiężna waga szalkowa. Błyszczała w blasku tańczących płomieni. Wyglądała na ciężką i solidną. Na poprzecznej belce, na plecionych, metalowych łańcuszkach zawieszone były dwie okrągłe, płaskie szalki.

Daniel, zahipnotyzowany pięknem przedmiotu, odłożył na bruk ciężki kufer. Kaja w tym czasie nie wiadomo skąd wzięła hebanowy płaszcz i założyła go na siebie, zakrywając twarz kapturem. Na jej dłoniach Daniel dostrzegł tatuaże tworzące zygzakowate wzory. Przedtem ich nie widział, a może ich tam nie było?

– Co będziemy ważyć? – spytał chłopak, wciąż wpatrzony w piękny instrument.

– Wyjmij teczkę – rozkazała Kaja, układając obok wagi sztabki złota.

– Skąd je wzięłaś? – spytał zaskoczony Daniel.

– Wyczarowałam. – Czy mówiła na poważnie, czy z ironią, trudno było stwierdzić.

Daniel nie mógł znieść tej tajemniczości.

– Czy możesz mi cokolwiek wytłumaczyć?

Kaja zmierzyła go lodowatym spojrzeniem. Wydawało mu się, czy teraz jej oczy przybrały czerwonawy kolor?

– Pogadamy po rytuale Ważenia Popiołów. Przygotuj się.

Daniel uniósł brwi.

– Nie stój tak, włóż garnitur.

Chłopak przebrał się, zerkając ukradkiem, czy Kaja nie podgląda. Ona w tym czasie stała z rękami złożonymi jak do modlitwy i z zamkniętymi oczami.

– Gotowe.

– Wyjmij pierwsze zlecenie i podaj mi je.

Daniel wyjął z czarnej teczki zlecenie nr 140720181801-26. To była karta wyjącej Basi.

Kaja wzięła kartkę i położyła ją na stole. Polała ją pachnącą drzewem sandałowym, gęstą cieczą, po czym złożyła na pół i ułożyła na jednej z szalek. Następnie chwyciła najdłuższą ze świec i podpaliła kartę Basi.

Fioletowy płomień sięgał wysoko, ale palił się krótko, zaledwie trzy sekundy. Na lewej szalce został tylko fioletowo-szary popiół.

Daniel stał oniemiały. Co tu się odpierdala? – pomyślał. – Miałem tylko dostać wypłatę.

Kaja wzięła jedną z najmniejszych sztabek złota i postawiła ją na prawej szalce. Lewa strona wagi wisiała nieznacznie niżej od prawej. Dziewczyna dołożyła jeszcze jeden mały odważnik. Szalki się wyrównały.

– Dwie stugramowe sztabki złota. – Kaja westchnęła. – Niewiele warte było jej życie.

Zdjęła odważniki z wagi, a popiół usunęła, zasysając go do metalowej rurki wypełnionej białym, mlecznym płynem. Kiedy popioły zmieszały się z cieczą, zmieniły jej barwę na jasny fiolet. Rurkę z zawiesiną odłożyła do pustej hebanowej skrzynki.

– Kolejne, proszę – wyjęła dłoń po zlecenie, które Daniel trzymał już w rękach, ciekaw, ile jest warte życie trzyletniej dziewczynki.

Uzbierało się już kilka sztabek. Okazało się, że życie Helenki było warte dwie kilogramowe sztabki. Kilkanaście innych ludzkich istnień przyniosło mniej zysków, niż życie wyjącej Basi. Karta Estery ważyła pięć takich sztabek. Śmierć tej dziwki zrobiła z niego bogacza.

Danielowi błyszczały oczy, gdy patrzył na sztabki ułożone w kształcie piramidy. Wyobrażał sobie, ile to pieniędzy. W końcu został hojnie wynagrodzony.

– Na tym zakończymy naszą współpracę – oznajmiła Kaja, zsuwając kaptur z głowy.

Wyglądała jak bestia – tęczówki oczu naprawdę przybrały krwistoczerwony kolor, cera przypominała kredę, a włosy zbielały. Mimo to nadal była piękna.

– Czarna Pani już cię nie potrzebuje. Żniwo choroby zostało zebrane, Pan Ciemności jest zadowolony.

Stała za stołem, za mosiężną wagą, tajemnicza i bezduszna. Obok, w kufrze leżało kilkanaście rurek z roztworami popiołów.

– Chciałbym cię jeszcze spotkać – oznajmił Daniel. Nie wiedział, co w niego wstąpiło. Ta biała dziewczyna działała na niego hipnotyzująco.

Kaja przymknęła powieki i lekko uniosła kąciki warg.

– Spotkamy się, na pewno. A teraz odejdź. Czarna Pani dziękuję za pomoc. Zostałeś hojnie wynagrodzony.

– Jak mam stąd wziąć te sztabki? – spytał chłopak. Zdawał sobie sprawę z tego, że nie udźwignie takiego ciężaru. – Co miałbym z nimi zrobić? Pójść do banku? Zaraz wezmą mnie na bok i oskarżą o kradzież!

– Głupcze! – syknęła Kaja. – Należna suma właśnie wpłynęła na twoje konto. Czym się martwisz? – Dziewczyna obdarzyła go ponurym spojrzeniem. – Pieniądze to tylko fikcja. Prawdziwą wartość liczy się w kruszcach i dziełach sztuki.

Daniel w końcu pojął, do czego zmierza wysłanniczka Czarnej Damy. Miał malować. W końcu będzie go stać na płótna!

– Dziękuję! – Ukłonił się nisko.

– Jeszcze jedno, stażysto – Kaja zatrzymała go, gdy ten miał już zamiar odchodzić.

Daniel odwrócił się. Dziewczyna ponownie złożyła dłonie jak do modlitwy.

– A teraz zwrócę ci serce.

Coś uderzyło go w pierś. Poczuł prąd rozchodzący się w naczyniach krwionośnych. Czuł każdy nerw. Przez chwilę ból skumulował się w okolicach mostka. Nie mógł złapać powietrza. Chłopak padł na kolana wypluwając krew.

– Tego nie było w umowie! – wysyczał przez zaciśnięte zęby.

– Masz to na piśmie? – spytała Kaja, opuszczając dłonie. Wrócił kojący błękit jej oczu.

Daniel położył się na zimnym bruku i zapłakał, a ona ponownie rozpłynęła się w powietrzu.

 

***

 

Obudziło go trzaśnięcie drzwiami. Matka zapewne wróciła z kościoła. Daniel leżał bez ruchu cały dzień i całą noc. Matka znów wpadła w panikę, że syn chce się zabić. Przeszukała wszystkie szuflady, kieszenie, torby, wszystkie zakamarki. Wyłożyła z kuchennej szafki nawet podstawowe leki i wyniosła do sąsiadki z prośbą o ich przechowanie. Nie znalazła ani tabletek, ani garnituru, który prawdopodobnie uległ autodestrukcji.

Bartek dzwonił kilka razy, ale Daniel nie chciał z nim rozmawiać. Wszyscy sądzili, że cierpi z powodu śmierci Estery. Następnego dnia przeniósł się z pokoju do salonu i cały dzień oglądał lokalne wiadomości. Marcina B. przetrzymywano w areszcie. Był jedynym podejrzanym, ale uparcie nie przyznawał się do winy, próbując przekonać wszystkich, że miał miejsce paskudny wypadek. Kamer na tym dachu nigdy nie było. Pani Natalia i jej mąż Tomasz domagali się sprawiedliwości.

Daniel przewrócił się na drugi bok, tyłem do telewizora. Po chwili usłyszał sygnał oznaczający nadejście esemesa.

 

Bartek:

Stary, przykro mi.

Idziemy na pogrzeb?

 

Ciała praktycznie nie było. Nikt nie miał pewności, czy zeskrobano z chodnika wszystkie tkanki i rozlany po betonie mózg. Twarz miała roztrzaskaną. Pamiętał ten widok. Pamiętał, jak spadała i pamiętał jej krzyk, i przerażone oczy. W trumnie leżało ciało dziewczyny, którą kiedyś kochał.

 

Mijały dni, a on płakał. Nie próbował się zabić. Nie chciał się znowu spotkać ani z Czarną Damą, ani z Kają. Po miesiącu żałoby i bezwzględnej ciszy Bartek wyciągnął go na miasto.

Babie lato tańczyło na wietrze. Czuć było nadchodzącą jesień. Dzieciaki wracały ze szkoły, w białych koszulach i garniturkach.

– Gdybym ci powiedział, że to ja ją zabiłem, uwierzyłbyś? – spytał przyjaciela, obracając w rękach kufel zimnego piwa.

– To nie jest twoja wina, stary – pocieszał go Bartek.

– Gdybym nie był dla niej taki zły, może wciąż bylibyśmy razem. Nigdy nie spotkałaby tego lekarzyka. Daniel uderzył pięścią w stół.

– Nie byłeś zły. Pilnowałeś jej, bo wiedziałeś, że kiedyś lubiła się puszczać.

– Nie potrafiłem jej zaufać.

– A ona i tak cię zdradziła. Nie byliście sobie pisani. Nie zadręczaj się.

Daniel nie mógł powiedzieć przyjacielowi prawdy. Wierzył, że gdyby zdołał utrzymać przy sobie Esterę, byliby razem, on nigdy nie połknąłby tych tabletek i nie zostałby zatrudniony przez Śmierć. Czuł się tak kurewsko winny.

Kiedy wrócił do domu, matka krzątała się w kuchni i robiła naleśniki. Wyglądała dużo lepiej, odkąd syn dał jej trochę pieniędzy. Kupiła sobie nowe ubrania, poszła do fryzjera, zaopatrzyła się w legalne papierosy, które cuchnęły trochę mniej. Jak zwykle w kuchni towarzyszył jej Żarłok.

Danielowi lżej się zrobiło na sercu na ten widok. Postanowił, że nadszedł czas, by zrobić to, o czym marzył od dawna. Usiadł przed komputerem i zamówił w sklepie internetowym całe wyposażenie potrzebne do pracowni malarstwa.

Następnego dnia wynajął pomieszczenie w jednym ze starych budynków szkolnych. W połowie września wziął się do pracy.

 

„Trzynaście portretów”.

 

Tak nazywała się pierwsza wystawa Daniela Stanisławskiego. Bartek bardzo pomagał przyjacielowi. Jako informatyczny geniusz założył mu osobistą stronę internetową i profil na Facebooku. Zainteresowanie młodym artystą rosło.

16 listopada w Sali Wystaw na Zamku w Poznaniu stał się rozpoznawalny w świecie sztuki. Portrety nosiły następujące nazwy:

 

140720181801-26 – Basia

150720181110-09 – Helenka

170720181646-33 – Aleks

200720180234-19 – Marysia

200720182341-223 – Radosław

210720180545-04 – Waldek

220720181519-66 – Sebastian

230720180848-03 – Oliwia

230720181931-79 – Krystian

240720181201-55 – Stanisława

260720180649-07 – Kamila

280720181454-11 – Dariusz

300720181759-84 – Majka

 

Wszystkie w ciemnym tonie. Jakby ktoś wylał na płótna mroki swojej duszy. I jeden element wspólny – na drugim planie mężczyzna w czarnym garniturze i bordowej koszuli.

Czternasty portret Daniel zachował dla siebie.

 

 

***

 

Kariera nabierała tempa. Znalazły się też zainteresowane artystą panienki, łase na sławę i pieniądze. Sypiał z różnymi, często i gęsto, ale ich imion nawet nie pamiętał. Podróżował po świecie, malował i pił. Co jakiś czas na kilka dni zamykał się w pracowni i przelewał swój ból na płótno.

Pracował aktualnie nad nową serią obrazów o tytule „Przeznaczenie”.

– Ładne.

Danielowi pędzel wypadł z ręki. Obejrzał się. Na środku pracowni, wśród porozrzucanych płócien, stała Kaja.

– Dlaczego nie namalujesz czegoś weselszego? – spytała ironicznie.

– Co tu robisz? – spytał Daniel drżącym głosem.

– Jestem asystentką śmierci – odrzekła, maczając palec w czerwonej, olejnej farbie wylanej na tekturę. Przytknęła koniuszek palca wskazującego do ust.

– Jesteś popieprzona! – ryknął Daniel. – Czego chcesz?!

Puls przyspieszył gwałtownie, żyły na skroniach uwypukliły się.

– Czas na ciebie. – Wskazał na niego palcem i zza pleców wyjęła nóż. – Taka jest wola Czarnej Damy. Tak zostało zapisane na Liście Przeznaczenia. Jesteś kolejny, Danielu. Lista Przeznaczenia nr 201020202047-22, Daniel Stanisławski – wyrecytowała.

Podchodziła do niego powoli, a on cofał się wystraszony, nie wierząc w to, co słyszy.

Ogarnij się – pomyślał w duchu.

– Czy nie powinnaś być niewidzialna? – zapytał, by zyskać trochę czasu.

– To zbędne, przecież wiesz, jak to działa.

– Kaju! Proszę cię, nie rób tego!

Była coraz bliżej. Włosy pojaśniały jej jak wtedy, w piwnicy pod barem, tęczówki stały się czerwone. Daniel zrobił krok w tył i wpadł na płótno, przewracając się na plecy.

– Jak myślisz, kogo będą winić?

Kaja pochyliła się nad leżącym mężczyzną, po czym pewnym ruchem wbiła mu nóż w serce. Bez mrugnięcia okiem, w zastygłej pozie, patrzyła, jak umyka z niego życie.

– O co ci chodzi, Danielku? Przecież nie chciałeś mieć serca.

 

„W nocy dwudziestego października 2020 roku znaleziono ciało martwego Daniela Stanisławskiego. Nie znamy szczegółów, ale prawdopodobnie został zamordowany”. – mówił prowadzący krajowych wiadomości.

 

Matka siedziała w nowym fotelu, okryta pluszowym kocem. Po słowach dziennikarza zrzuciła Żarłoka z kolan. Widziała w telewizji twarz swojego syna. Widziała wozy policyjne i karetki stojące przed pracownią Daniela. Padła na kolana przed telewizorem i zawyła z bólu, a jej krzyk rozniósł się po całej kamienicy.

 

Kiedy świat sztuki usłyszał o tragicznej śmierci Daniela Stanisławskiego, ceny jego obrazów poszły w górę, zwłaszcza „Trzynaście portretów”. W mieszkaniu na Brackiej wciąż leżał przykryty folią obraz numer czternaście. Matka doczekała się emerytury i postanowiła, że sprzeda go tylko wtedy, kiedy już zabraknie pieniędzy na godne życie.

 

Znów nadeszło lato. Matka Daniela wracała od lekarza, po drodze nabywając leki na receptę. Kiedy spojrzała na rachunek, z przykrością stwierdziła, że nadszedł czas, by świat ujrzał “czternastkę”.

– Żarłoczku! – zawołała od progu.

Nie przybiegł w pośpiechu na wezwanie swojej pani jak to miał w zwyczaju. Matka wpadła w histerię. Sądziła, że Żarłok jest nieśmiertelny, ale dopuszczała do siebie myśl, że w końcu zdechnie. Szukała w kuchni, szukała w łazience. Zauważyła, że drzwi od pokoju syna są uchylone. Niepewnie położyła pomarszczoną dłoń na klamce. Żarłok leżał skulony na łóżku Daniela. Na biurku, oparty o tablicę korkową, stał obraz, cenna “czternastka”. Kiedy matka to zobaczyła, zamarła.

Folia poszarpana na strzępy, płótno w kawałkach ledwo trzymało się ram. Żarłok rozchylił zaspane powieki. Matka po raz ostatni padła na kolana.

– Żarłok, ty głupi kocie!

 

 

Koniec

Komentarze

Podoba mi się pomysł na pomocników Śmierci i to, że tak czy inaczej nie są oni w stanie oni uniknąć losu swoich ofiar. Taki trochę labirynt bez wyjścia. Niezależnie od tego, jak postępujesz, czeka cię ten sam koniec… Odrobinę smutne, ale chyba prawdziwe.

Nie wiem, czy nie zmieniłabym przyczyny samobójstwa Daniela, bo nie jestem pewna, czy tak łatwo da się umrzeć po tabletkach kupionych w aptece, ale w sumie, nie rzutuje to na treść…

Pozdrawiam serdecznie i ode mnie kliczek.

Witaj, katia72! 

Dziękuję za komentarz i za poświęcony czas.

 

“Nie wiem, czy nie zmieniłabym przyczyny samobójstwa Daniela, bo nie jestem pewna, czy tak łatwo da się umrzeć po tabletkach kupionych w aptece, ale w sumie, nie rzutuje to na treść…”

 

Ja też nie jestem pewna, czy to takie proste, dlatego Śmierć mówi później do Daniela:

 

“Gdybyś naprawdę chciał się zabić, znalazłbyś skuteczny sposób.”

 

Dziękuję za odwiedziny i za kliczek!

Fajny motyw z sercem i z kotem.

Dość dużo grasz na stereotypach: rozbita rodzina, alkohol, oglądanie seriali… W ten sposób Twoi bohaterowie wypadają dość sztampowo. No, malarstwo przełamuje schemat. Ale i tu kariera idzie chłopakowi podejrzanie dobrze.

Jak długo żył ten kot? Najpierw Daniel jest dość młody (a nie wygląda, że jego rodzice czekali z dziećmi, aż skończą studia…) i już wtedy nazywa Żarłoka starym kotem, potem sierściuch dotrwał do emerytury matki i jeszcze trochę pociągnął.

Służbowa koszula raz jest brunatna, raz bordowa.

Ledwo ciągnęła koniec końcem

Końce się wiąże, nie ciągnie. A “koniec końców” to jeszcze inny zwrot.

Ubierz garnitur oraz buty.

Ubrań się nie ubiera. Popraw wszędzie, zanim wpadnie tu Reg i każe Ci klęczeć na grochu. ;-)

a w tym samym czasie ratuszowe dzwony zabiły osiemnaście razy.

Aż osiemnaście, nie sześć?

Babska logika rządzi!

Finklo, dziękuję za wizytę i komentarz.

 

“Dość dużo grasz na stereotypach: rozbita rodzina, alkohol, oglądanie seriali… W ten sposób Twoi bohaterowie wypadają dość sztampowo. No, malarstwo przełamuje schemat. Ale i tu kariera idzie chłopakowi podejrzanie dobrze.” 

 

Ok. Wiem, że stereotypowo, ale ja większość życia spędziłam w małym mieście, w którym zresztą dzieje się akcja, i tak głównie toczy się tam życie. Przynajmniej seriale dla niektórych to priorytet… :/ Zależało mi raczej na tym, żeby akurat tę sferę przedstawić w miarę realnie. Martwi mnie jednak stwierdzenie, że bohaterowie przez ten zabieg wypadli dość sztampowo. Muszę popracować nad tym. Kariera idzie dobrze, bo on jest po prostu bardzo dobrym malarzem i dzięki mediom społecznościowym zyskuje rozgłos. Wydaje mi się, że często tak bywa, że na początku jest szał na jakąś osobistość artystyczną, a później szuka się już innych świeżynek. Bohater nie zdążył zejść na drugi plan, bo umarł. ;)

 

“Jak długo żył ten kot? Najpierw Daniel jest dość młody (a nie wygląda, że jego rodzice czekali z dziećmi, aż skończą studia…) i już wtedy nazywa Żarłoka starym kotem, potem sierściuch dotrwał do emerytury matki i jeszcze trochę pociągnął.”

 

Ok, przesadziłam, koty aż tak długo nie żyją. Póki co wycięłam “stary”. Ale zaświtała mi w głowie pewna myśl, jak to inaczej rozwiązać… 

 

“Służbowa koszula raz jest brunatna, raz bordowa.” 

 

Nie wiem, jak to się stało. Cały czas myślałam o bordowej (to chyba przez ten upał).

 

“Ubrań się nie ubiera. Popraw wszędzie, zanim wpadnie tu Reg i każe Ci klęczeć na grochu. ;-)”

 

Mam nadzieję, że wszędzie poprawiłam.

 

“Aż osiemnaście, nie sześć?” 

 

Racja. :)

 

Hmmm. Jeśli te typowe elementy służą realizmowi, to może dołóż coś innego, co będzie wyróżniać bohaterów z tłumu – daj matce kłopoty ze zdrowiem (reumatyzm, nadciśnienie itp.), jakiś piękny pierścionek z bursztynem (jedyna pamiątka po babci) – Daniel jako artysta ma prawo dostrzegać takie rzeczy. Kombinuj. :-)

Jeszcze nie poprawiłaś wszystkiego:

Ubrał garnitur i bez stresu wyszedł z mieszkania.

Babska logika rządzi!

Poprawiono.

 

“Jeśli te typowe elementy służą realizmowi, to może dołóż coś innego, co będzie wyróżniać bohaterów z tłumu (…)” 

 

Dobra rada, dziękuję!

Pokombinuję. :)

Muszę pochwalić. Opowiadanie zaskoczyło mnie bardzo pozytywnie. Styl i język nie są idealne, ale akcja wciągnęła mnie na tyle, że drobne niedogodności nie przeszkadzały. Co do alkoholu, depresji i seriali, to mi zabieg się podobał; nadał historii pewnego klimatu i kontekstu. Smaczki z kotem, sercem i grami MMO też wprowadzone bardzo zręcznie, nienachalnie i bez zbędnego rozpisywania się, ale wystarczająco, by urozmaicić treść. Jedynym, co trochę mi nie styka, jest dość prostacki i wulgarny język, jakim posługuje się główny bohater. Daniel nie wygląda na chama, ale niestety tak się wyraża. 

 

Mimo wszystko: fajne. Podobało mi się :)

slqn, dzięki za komentarz i wizytę. Co do wulgaryzmów Daniela… Hmm… Przemyślę, może faktycznie są zbyt mocne. Cieszę się, że mimo to całość się podobała. :)

Nie podoba mi się Daniel – nie bardzo mogę uwierzyć, że dorosły facet osiem lat wzdycha do dziewczyny, z którą zerwał, nie uczy się, nie pracuje i pozwala utrzymywać się matce, która bierze nadgodziny, aby związać koniec z końcem. Jego jedynym pomysłem na wyjście z sytuacji jest zejście z tego świata przy pomocy trzydziestu najtańszych tabletek przeciwbólowych.

Koncept na pomocników Pani Śmierci zdał mi się dość oczywisty – skoro ma roboty tyle, że nie wie w co najpierw kosę wsadzić, wyręcza się innymi i tu akurat padło na Daniela. Ot, taka dobrze płatna, jak się potem okazuje, praca dorywcza, rzecz jasna, na czarno.

A potem, kiedy bohater ma już za co wynająć pracownię, nabywa farby i akcesoria malarskie, i niemal z dnia na dzień otwiera się przed nim świetlana przyszłość wziętego artysty, niestety, spaprana wspomnieniami, tudzież odzyskaniem serca. No, ale wtedy pojawia się etatowa, jak mniemam, pomocnica Czarnej Pani.

Mimo tych zastrzeżeń, opowiadanie miejscami potrafiło zaciekawić i tylko szkoda, że masa błędów i usterek nie pozwoliła mi cieszyć się lekturą. :(

Najbardziej podobał mi się Kot Żarłok. ;)

 

W miesz­ka­niu nad nim szcze­kał opę­ta­ny kun­del od tych pa­to­li, No­wic­kich. –> Dlaczego i w jaki sposób kundel doznał opętania?

Pies może być czyjś, nie od kogoś.

A może miało być: W miesz­ka­niu nad nim jak opętany szcze­kał kun­del tych pa­to­li, No­wic­kich.

 

– Pro­szę, synku – matka pod­sta­wi­ła mu pod nos… –> – Pro­szę, synku.Matka pod­sta­wi­ła mu pod nos

Tu znajdziesz wskazówki, jak zapisywać dialogi: http://www.forum.artefakty.pl/page/zapis-dialogow

 

Usiadł przed kom­pu­te­rem, któ­re­go otrzy­mał od Bart­ka… –> Usiadł przed kom­pu­te­rem, któ­ry otrzy­mał od Bart­ka

 

żar­cie z pusz­ki dla kota.Chłopak… –> Brak spacji po kropce.

 

Usta­wił na mp trój­ce…–> Usta­wił na MP3/ mp3/ empetrój­ce

 

Co ja do cho­le­ry wy­pra­wiam? – kajał się w my­ślach kilka kałuż dalej. –> Z zapisu wynika, że Daniel wcale się nie kaja, a tylko zadał sobie pytanie.

Za SJP PWN: kajać się «przyznawać się ze skruchą do winy»

Tu dowiesz się, jak można zapisywać myśli: http://www.jezykowedylematy.pl/2014/08/jak-zapisac-mysli-bohaterow/

 

W po­bli­skiej ap­te­ce wy­grze­bał z kie­sze­ni mo­ne­ty i uciu­łał kil­ka­na­ście zło­tych na naj­tań­sze środ­ki prze­ciw­bó­lo­we. –> Wygrzebując monety z kieszeni, wygrzebujemy je, nie ciułamy.

Za SJP PWN: ciułać pot. «zbierać powoli, systematycznie drobne kwoty pieniężne lub jakieś przedmioty»

 

Pol­skie pa­to-se­ria­le o lu­dziach… –> Pol­skie pa­tose­ria­le o lu­dziach

 

Ledwo cią­gnę­ła ko­niec koń­cem pra­cu­jąc w fa­bry­ce cu­kier­ków. –> Ledwo wiązała ko­niec z koń­cem, pra­cu­jąc w fa­bry­ce cu­kier­ków.

 

Osiem go­dzin mo­no­ton­nej pracy, za ochła­py. –> Za ochłapy czego?

Może: Osiem go­dzin mo­no­ton­nej pracy, za nędzne grosze.

Za SJP PWN: ochłap 1. pot. «kawałek mięsa gorszego gatunku» 2. pot. «coś o niskiej wartości, oferowane z konieczności lub z litości»

 

Oh, ko­lej­ny! – śmierć prze­wró­ci­ła ocza­mi nad bez­wład­nym cia­łem Da­nie­la. –> Och, ko­lej­ny! – Śmierć prze­wró­ci­ła ocza­mi nad bez­wład­nym cia­łem Da­nie­la.

 

Da­niel nie od­ry­wał wzro­ku od pła­czą­cej matki, usi­łu­ją­cej wy­bu­dzić syna, która po nie­uda­nych pró­bach wy­bie­gła z po­ko­ju. –> Raczej: Da­niel nie od­ry­wał wzro­ku od pła­czą­cej matki, która wybiegła z pokoju po nieudanej próbie obudzenia syna.

 

a przez epi­de­mię wpa­dło mi… –> …a przez epi­de­mię wpa­dło mi

 

Zro­bi­li ci czysz­cze­nie żo­łąd­ka, po­da­li kro­plów­ki… –> Chyba: Zro­bi­li ci płukanie żo­łąd­ka, po­da­li kro­plów­ki

 

z wi­szą­cą na ramie łózka kartą pa­cjen­ta. –> Literówka.

 

W jej oczach tliły się łzy… –> Nie przypuszczam, aby krople łez mogły się tlić.

 

Chło­pak sły­szał, jak dziew­czy­na prze­ły­ka gęstą ślinę. –> Jak można usłyszeć gęstość śliny?

 

za­ję­ta zbie­ra­niem żniw ja­kiejś tam grypy… –> …za­ję­ta zbie­ra­niem żniwa ja­kiejś tam grypy

 

ra­mio­na zdo­bi­ły barw­ne, drew­nia­ne ko­ra­li­ki, długa, zwiew­na, brą­zo­wa su­kien­ka w nie­bie­skie, cien­kie paski zdo­bi­ła zgrab­ną syl­wet­kę. –> Powtórzenie.

Proponuję: …brą­zo­wa su­kien­ka w nie­bie­skie, cien­kie paski podkreślała zgrab­ną syl­wet­kę.

 

Da­niel spoj­rzał na ze­ga­rek. Wska­zów­ki wska­zy­wa­ły czter­na­stą. –> Brzmi to fatalnie.

Proponuję: Da­niel spoj­rzał na ze­ga­rek, poka­zy­wa­ł czter­na­stą.

 

Kot sie­dział nie­ru­cho­mo i pa­trzył się tak jakoś dziw­nie. –> Kot sie­dział nie­ru­cho­mo i pa­trzył tak jakoś dziw­nie.

 

Ubrał gar­ni­tur i bez stre­su wy­szedł z miesz­ka­nia. –> W co ubrał garnitur???

Garnituru, tak jak żadnej odzieży, nie można ubrać. Garnitur można włożyć, założyć, przywdziać, ubrać się weń, wystroić, ale nigdy, przenigdy garnituru nie można ubrać!!!

Za ubieranie garnituru grozi sroga kara – trzy godziny klęczenia na grochy, w kącie, z twarzą zwróconą ku ścianie i rękami w górze!

 

Na czwar­tym po­zio­mie pa­no­wał okrop­ny za­duch. –> Raczej: Na ostatniej kondygnacji pa­no­wał okrop­ny za­duch.

 

Da­niel wzdry­gnął ra­mio­na­mi. –> Da­niel wzruszył ra­mio­na­mi.

 

Na łóżku pa­no­wał bar­łóg… –> Barłóg to nieporządne posłanie. Barłóg nie może panować.

A może miało być: Na łóżku panował bałagan.

 

– Mamo, – Da­niel odło­żył czar­ną tecz­kę… –> Przed półpauzą nie stawia się przecinka.

 

Da­niel ode­brał sms i czym prę­dzej… –> Da­niel ode­brał esemsa/ SMS-a i czym prę­dzej

 

szarą jak po­piół ko­per­tę for­ma­tu A czte­ry. –> …szarą jak po­piół ko­per­tę for­ma­tu A4.

 

Prze­biegł przez kuch­nię pełną par, cuch­ną­cą faj­ka­mi sma­żo­nym ole­jem… –> Można coś usmażyć na oleju, np. placki kartoflane, ale oleju się nie smaży.

Proponuję: Prze­biegł przez kuch­nię pełną pary, cuch­ną­cą faj­ka­mi i rozgrzanym ole­jem

 

przy­glą­da­jąc się por­tre­to­wi trzy­let­niej dziew­czyn­ki… –> Raczej: …przy­glą­da­jąc się zdjęciu/ wizerunkowi trzy­let­niej dziew­czyn­ki

 

Lista Prze­zna­cze­nia była długa, a eg­ze­ku­cje, które chło­pak wy­ko­ny­wał, były dość pro­ste do prze­pro­wa­dze­nia, przez wzgląd na ich „wy­pad­ko­wość” i fakt, że był nie­wi­dzial­ny. –> Lekka byłoza.

 

„Znów idziesz za­bi­jać.” –> Kropkę stawiamy po zamknięciu cudzysłowu.

 

Mi tu da­wa­ła. –> Mnie tu da­wa­ła.

 

kiedy bez­rad­na Es­te­ra spa­da­ła w dół. –> Masło maślane. Czy mogła spadać w górę?

Wystarczy: …kiedy bez­rad­na Es­te­ra spa­da­ła.

 

kilku nie­groź­nych pi­jacz­ków. Byli tak pi­ja­ni… –> Nie brzmi to najlepiej.

Może: …kilku nie­groź­nych pi­jacz­ków. Byli tak nietrzeźwi

 

Da­nie­la iry­to­wa­ła ta jej ma­ło­mów­ność. –> Da­nie­la iry­to­wa­ła jej ma­ło­mów­ność.

 

sta­nę­li przed zbi­ty­mi z desek drzwia­mi na kłód­kę, na któ­rych na gwoź­dziu wi­sia­ła… –> Nie brzmi to najlepiej.

Proponuję: …sta­nę­li przed zbi­ty­mi z desek drzwia­mi zamykanymi na kłód­kę, do któ­rych, przybita gwoździem,wi­sia­ła

 

spy­tał chło­pak, wciąż wpa­trzo­ny w pięk­ny in­stru­ment. –> Jaki instrument?

 

Czy mó­wi­ła na po­waż­nie, czy z iro­nią, cięż­ko było stwier­dzić. –> Czy mó­wi­ła na po­waż­nie, czy z iro­nią, trudno było stwier­dzić.

 

– Nie stój tak, ubierz gar­ni­tur. –> – Nie stój tak, włóż gar­ni­tur.

Kolejne trzy godziny klęczenia na grochu, a może nawet cztery, bo to recydywa!

 

Chło­pak padł na ko­la­na wy­plu­wa­jąc krew z ust. –> Czy istniała możliwość, aby wypluwał coś inaczej, nie z ust?

 

który praw­do­po­dob­nie uległ sa­mo­de­struk­cji. –> …który praw­do­po­dob­nie uległ auto­de­struk­cji.

 

Po chwi­li usły­szał sy­gnał ozna­cza­ją­cy na­dej­ście sms. –> Po chwi­li usły­szał sy­gnał ozna­cza­ją­cy na­dej­ście esemesa/ SMS-a.

 

za­opa­trzy­ła się le­gal­ne pa­pie­ro­sy… –> …za­opa­trzy­ła się w le­gal­ne pa­pie­ro­sy

 

ale praw­do­po­dob­nie zo­stał za­mor­do­wa­ny.” –> Kropkę stawiamy po zamknięciu cudzysłowu.

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Wpadłem tu z rewizytą choć bez większych nadziei, bo nie jestem ani znawcą ani wielkim miłośnikiem fantasy – ale się miło rozczarowałem. Sposób prowadzenia narracji, dialogów, jest wdzięczny i zasysający niemal od pierwszego zdania. Raczej nie utożsamiłem się z bohaterem, ale z zainteresowaniem obserwowałem jego perypetie. Sam pomysł ciekawy i raczej w sporej odległości od klimatów takiego fantasy, którego nie trawię.

 

Na koniec kilka spostrzeżeń:

Dlaczego ładne dziewczyny są głupie?

Pd razu skojarzyłem to z Pierwszym Prawem tsole, które odkryłem wiele lat temu. Dotyczy ono kobiet i wyraża się wzorem U*I=const. Pozostawiam Twojej dociekliwości znaczenie zmiennych :)

Unkown numer:

Dziwny zlepek angielsko-polski (ale może są tak oprogramowane smartfony? :)

 

Serdeczności, tsole

Zależy mi na dobrej opinii u tych ludzi, o których mam dobrą opinię

tsole, dziękuję za wizytę i komentarz! Cieszę się, że przebrnąłeś przez tekst. 

Ciekawy wzór ;)

 

Unkown numer:

Dziwny zlepek angielsko-polski (ale może są tak oprogramowane smartfony? :)

 

To byłą literówka, której nie zauważyłam. Dziękuję, poprawiłam.

 

Droga Reg,

bardzo ci dziękuję, że tu zajrzałaś i poświęciłaś swój czas.

Klęczę na grochu w pełnym słońcu za to “ubieranie”. Mam nadzieję, że taka kara sprawi, że już przenigdy nie popełnię tego okropnego błędu. 

 

“…spytał chłopak, wciąż wpatrzony w piękny instrument. –> Jaki instrument?”

 

W wagę szalkową. 

 

“Nie podoba mi się Daniel – nie bardzo mogę uwierzyć, że dorosły facet osiem lat wzdycha do dziewczyny, z którą zerwał, nie uczy się, nie pracuje i pozwala utrzymywać się matce, która bierze nadgodziny, aby związać koniec z końcem. Jego jedynym pomysłem na wyjście z sytuacji jest zejście z tego świata przy pomocy trzydziestu najtańszych tabletek przeciwbólowych.”

 

No cóż, Daniel nie jest typem bohatera ratującego kobiety z kłopotów. To niestety bujający w obłokach artysta, nie da się go lubić. ;)

 

 

Miło mi, Saro, że mogłam się przydać i bardzo się cieszę, z Twojego postanowienia, że już nigdy nie będziesz ubierać odzieży.

Mam nadzieję, że Twoje kolejne opowiadania będą zajmujące i coraz lepiej napisane. ;)

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Przyklejony do ekranu telefonu palec wskazujący, przesuwał

Bez przecinka, a szyk jest mylący.

 pomyślał patrząc

Pomyślał, patrząc.

 umalowanej, długonogiej brunetki.

Skoro wszystko to widać w planie ogólnym, to musi być nieźle wypacykowana.

 Dialog urywał się zwykle po tym, gdy oznajmiał,

Brzmi to jakoś nie bardzo.

 bardzo wygórowane ego

Wygórowane mogą być żądania, ale ego – raczej rozdmuchane.

 swoim bliznom na lewym przedramieniu

Hmm. Nikogo innego z przedramieniem tu nie ma. Cały akapit trochę chaotyczny, przeskakujesz z tematu na temat.

 Wstał niechętnie wyłączając

Albo: Wstał niechętnie, wyłączając; albo: Wstał, niechętnie wyłączając.

– ten tłusty kot

Może lepiej byłoby pokazać tę kotowatość i tłustość?

 mięsnym sosem niewiadomego pochodzenia.

Znaczy, istnieje przypuszczenie, że przyleciał z kosmosu? XD

 Daniela zmroziło. Serce pękało mu na ten widok.

Na widok zmrożenia? Powtarzasz informację.

 I tak z ledwością przełknął tę kaszę.

Jakieś to nierówne. Może z trudem przełykał?

 który otrzymał od Bartka

Za wysoki ton. Otrzymał?

 prawie z automatu

Zbyt kolokwialne. Może: bezmyślnie?

nie patrzył do kogo

Nie patrzył, do kogo.

 w lipcowej mżawce, ulicami

Może być bez przecinka.

 twarz miała bardziej zatroskaną

Chyba jednak minę.

 wbił morderczy wzrok w kobietę

Nie brzmi to.

 Co ja do cholery wyprawiam

Wtrącenie: Co ja, do cholery, wyprawiam.

 zastanawiał się w myślach kilka kałuż dalej.

To jest chaotyczne – mieszasz poziomy abstrakcji (myśli i kałuże).

 Zakupił pudełko

Wysoki ton.

 Na wszelki wypadek

Jaki wypadek?

 Chłopak zawisnął twarzą w twarz z piękną panią.

Lepiej "zawisł", ale całe to zdanie zbiło mnie z tropu. Musiałam się cofnąć i przeczytać je od początku.

 Czuła, że coś jest nie tak.

To nie wynika.

 Z niepokojem przystawiła ucho do jego nosa. Wypuszczane powietrze nie połechtało jej uszu. Wpadła w panikę.

Tak, ot? "Wpadła w panikę" nic tak naprawdę nie mówi – klasyczne tell instead of show.

nie odrywał wzroku od płaczącej matki, która wybiegła z pokoju

Rozumiem, że widzi ją przez drzwi, bo sam już nie jest materialny?

 Szatański pomiot wymknął się naukowcom spod kontroli.

… ?

 prześwitująca suknia sięgająca

Dwa imiesłowy tuż obok siebie źle brzmią. Poza tym – strasznie dużo przymiotników w tym opisie, ale nie dodaje mu to obrazowości.

 obrzucając śmierć spojrzeniem wyrażającym sprzeciw

To znaczy jakim?

 chłopak zdziwiony tymi słowami oderwał

Lepiej tak: zdziwiony, chłopak oderwał.

Pomożesz mi zabijać ludzi.

A co się dzieje, jeśli psychopomp się spóźnia? Zostaje się duchem i nawiedza chałupę, czy co?

 śmierć podniosłe szeptała obietnice

Maatko, co to za poezje?

 Wyobraził sobie życie bez tortur

… Pff. Ahtysta się znalazł :)

 przedzierało się przez gęste, unoszące się rzęsy,

Mętne. Trudno się przebić.

 stłumiła radosny okrzyk

Okrzyk radości. To nie okrzyk się cieszy, tylko ona.

 ze smutkiem w głosie

You don't say.

ciętych ran

Ran ciętych.

 Prychnął wpatrzony

Prychnął, wpatrzony.

 psychiatryk był już przepełniony

Każdy jest.

 teoretycznie kibicując mężom, a w stu procentach pochłonięte plotkowaniem.

Coś tu się nie łączy.

 śmierć

Jeśli to postać, to dużą literą.

 dziewczyna. Wyglądała na trzydziestolatkę

Ktoś przed trzydziestką raczej nie powiedziałby "dziewczyna" o trzydziestolatce.

 długa, zwiewna, brązowa sukienka w niebieskie, cienkie paski

Dlaczego to nie jest dobry opis? Bo ciągle poprawia obraz, który wytwarza w głowie. Zacznij od tego, co najbardziej widoczne, a potem obuduj to szczegółami.

 miarów, gładką

Bez przecinka.

 Witaj, nowy – przywitała się

Tom Swiftie? Seriously?

 W skrzynce znajdziesz wszystkie wytyczne. Do widzenia! – po tych słowach Kaja wstała i po prostu odeszła.

Szczerze – rozczarowujące. Może o to Ci chodziło, ale tak czy siak, to wyszło.

 falujący tyłek

… pleasant, open face.

 Kaja, obok pomnika Młodego Żołnierza, wręcz rozpłynęła się w powietrzu

Chaos. Wtrącenie zbija z tropu.

 nikt poza nim, tego nie dostrzegł

Bez przecinka – albo "poza nim" oddziel z obu stron.

 Z szuflady pod biurkiem

Chyba z szuflady biurka?

życiorys napisany węglem

Węgiel niezafiksowany się ściera. Poza tym – próbowałaś pisać pastelami kredowymi, albo kredą? To węgiel daje podobną kreskę. Na papierze raczej się nim nie pisało – zrobienie tuszu wymaga trochę cierpliwości, ale się opłaca.

 Styl pisma przypominał mu notatki Leonarda da Vinci.

Styl – czy krój?

 krótka instrukcja zbrodni

… logic, Watson. What's the logic? Antropolodzy twierdzą (może już nie?) że człowiek pierwotny nie rozumiał własnej śmiertelności (ja w to nie wierzę, choć faktycznie mity wyjaśniające, czemu ludzie umierają, spotyka się powszechnie). Tak czy siak, przed chwilą Śmierć narzekała, że facet samobójstwem dokłada jej roboty – a teraz chce sobie (dobra, jemu) dołożyć roboty sama? Coś mi się tu nie klei. Poza tym śledztwo raczej wykryje jego udział. Możesz to obejść, oczywiście – ale w tej chwili wydaje mi się nieprzemyślane.

 pokoju, więc wpuścił go do środka, tak dla świętego spokoju.

Rym.

 Patrzył tym samym, niepokojącym wzrokiem

Nie brzmi to.

 rycerzy orochim o pseudonimie blackshadow

Nic mi to nie mówi.

prze

Literówka.

 Za kwadrans osiemnasta Daniel z żalem wyłączył komputer.

Jasne, po co mu alibi.

 bez stresu wyszedł

No, nie wiem.

Odgłos ciężkich kroków tłumiło próchniejące drewno.

No, to schody powinny skrzypieć, nie?

 Jakby w ogóle go nie zauważył.

A tak, podejrzewałam, że garnitur ma takie działanie. Ale mimo wszystko.

kiedy nie wyszło jej C dwukreślne.

On ma słuch absolutny?

 Po łomotaniu muzyka przycichła.

Dziwnie to wyszło – wycięłabym "po łomotaniu", jest zbędne.

Okurzone panele

Zakurzone. Twój neologizm w pierwszej chwili wyglądał mi jak "odkurzone" i się potknęłam.

 No chyba kurwa nie

Wulgaryzm jest wtrąceniem – przecinki!

 Insygnia, kurwa, śmierci!

 paranoicznego śmiechu

Dlaczego?

 Zanim dziewczyna zdążyła

Wiemy, kto, nie musisz dopowiadać.

 powiedziała Basia sama do siebie, chociaż jej ciało napięte było jak struna.

Hem? Jak napięcie wyklucza mówienie do siebie?

 naparu z kawy

Większość ludzi mówi po prostu "kawy".

 przy czym robiła

Naturalniej byłoby "robiąc".

wręcz nie dowierzając, że wszystko układa się jak trzeba.

Dublujesz informację.

 W nozdrza uderzył go wirujący dym.

A co innego miało go uderzyć? Bo składnia sugeruje, że był wybór.

 podniósł wyprostowane ręce

Hem?

 , zmieniając temat

Znowu dublujesz – widzimy po samej wypowiedzi, że zmienił temat.

 roztrzaskanym truchle

Źle to brzmi.

 Zostałem na próbę zatrudniony w lokalnej gazecie

Nienaturalne. I skoro chciał zmienić temat, to po co do niego zawraca?

 A czy nie powinni mieć spokoju po takiej tragedii?

Kolejna mało naturalna wypowiedź.

 cuchnącą fajkami

To czemu zapach na poddaszu go "zniesmaczył"? Skoro jest przyzwyczajony?

 były dość proste do przeprowadzenia, przez wzgląd na ich „wypadkowość” i fakt, że był niewidzialny.

Nienaturalne.

 W konsekwencji wypadku jego głowa leżała metr dalej od ciała. Ciekawym przypadkiem

Nienaturalne. I powtarza się dźwięk (wypadek – przypadek).

 Akurat też tego ranka, straż pożarna

Akurat tego ranka straż pożarna…

 Dziwne zachowania kota

Dziwnie to brzmi.

 szedł pewny siebie, jak każdego dnia pracy

Hmm.

 Podróż na dwunaste piętro zajęła jej prawie dwie minuty.

Liczby są niezbędne?

 płaski teren

Nie wiem, czy dach można nazwać terenem.

 Estera z twarzą skierowaną do gwiazd, zapytała swojego towarzysza.

Estera, wpatrzona w gwiazdy, zapytała swojego towarzysza.

 Z małym miewam problemy

"Małym" dużą literą, to część nazwy własnej.

 odpowiedział młody mężczyzna (…) wypalił nagle chłopak.

To nie do końca to samo i nie można tych słów używać wymiennie.

 Próbował przytulić dziewczynę na przeprosiny.

Aliteracja.

 Dziwka – pomyślał Daniel. – Mnie tu dawała.

Myślałam, że dziwka to taka, co nie daje byle komu.

Para była zbyt zajęta sobą i stali

Myślę, że lepiej by było to ujednolicić: Tamci dwoje byli zbyt zajęci sobą i stali…

 Estera, niechętnie, ale pozwoliła

Hmm.

 pocałował ją w usta, bardzo nachalnie

Jakieś to… jednocześnie kliniczne i szczegółowe. Hmm.

 natręt nie odpuszczał.

Powtórzenie.

 kłócąca się

Nie widzę, po co to zaznaczasz, skoro już pokazałaś.

 napierał całym ciałem

Na co?

 Przerażony głos

Antropomorfizacja.

 doszło do wypadku…

Wypadku? To o co go oskarżają?

 z tego

Zbędne.

 znów zabijał, tym razem jako blackshadow.

Nie przekonuje mnie ten paralelizm.

 Jedną z zalet śmierci Basi była nocna, nieprzerwana wyciem dziewczyny cisza.

To jest chaos: pomieszane kolokacje i myląca składnia.

 Jednak, najwyraźniej, Nowicka

To nie wtrącenie.

 Punktualnie o trzeciej zero zero, chłopak

Bez przecinka.

 Poznał ją po pięknych blond włosach.

Widział ją wcześniej, więc czemu miałby nie poznać?

 podrzucił skrzynkę na klatkę

Co zrobił?

do Kaji

Kai.

Witaj, zostałem wezwany – oznajmił niepewnie

Nienaturalne. Jak można "niepewnie" oznajmić?

jednym, dużym łykiem

Bez przecinka, grupa nominalna.

 machnął ręką nie oczekując

Machnął ręką, nie oczekując. Skąd Daniel wie, czego barman oczekuje?

 Bransolety na śnieżnobiałych przegubach zabrzęczały.

Nie jest to dobrze zorganizowany opis. Co zauważasz najpierw?

 przybita gwoździem

Czy ta informacja jest przydatna? Czy można oczekiwać, że to było widać?

 Cóż, Daniela nie powinny dziwić czary, skoro spotkał się twarzą w twarz ze śmiercią.

Dlaczego?

 pomieszczenia wyłożonego brukiem

Razem ze ścianami?

 wysoka, mosiężna waga

Przecinek zbędny, ale ważniejsze jest to, że opis nie wyszedł obrazowy.

 Daniel zahipnotyzowany pięknem przedmiotu odłożył

Nienaturalne. Ponadto "zahipnotyzowany" z całą grupą stanowi wtrącenie (przecinki!)

 w tym czasie, nie wiadomo skąd, wzięła hebanowy płaszcz

Jak rozpoznać wtrącenie – jeśli je wytniesz, zdanie zachowuje sens. To nie jest wtrącenie.

 Daniel zrobił, co kazała. Wyjął

Dublujesz informację. Wystarczy: Daniel wyjął…

 pachnącą drzewem sandałowym, gęstą cieczą

A może tak: polała ją czymś gęstym z buteleczki. Rozszedł się zapach drzewa sandałowego.

 zaledwie trzy sekundy

… co to, program o gotowaniu? Czy Daniel jest androidem albo pilotem? Bo nikt inny nie odmierzy trzech sekund bez stopera.

 nieznacznie niżej

Nie brzmi to dobrze.

Dwie, stugramowe sztabki

Bez przecinka.

 usunęła wciągając

Usunęła, wciągając. Znaczy, jak?

 pustej, hebanowej skrzynki

Grupa nominalna, bez przecinka.

 przyniosło mniej zysków

Pff.

 Mimo to, nadal

Bez przecinka.

 bezduszna

Hmm?

 delikatnie uniosła

https://sjp.pwn.pl/szukaj/delikatnie.html

 Zdawał sobie sprawę z tego, że nie udźwignie takiego ciężaru.

Wreszcie ktoś wie, ile waży złoto. Punkt dla Ciebie.

 Zaraz wezmą mnie na bok i oskarżą o kradzież!

Dlaczego?

 obdarzyła go ponurym spojrzeniem

Czemu "obdarzyła"?

 Prawdziwe wartości liczy się w kruszcach i dziełach sztuki

Prawdziwą wartość.

 W końcu będzie go stać na płótna!

… Picasso miał łóżko i buty na spółkę z kumplem, a jakoś malował.

stażysto

Nie nazwałabym tego stażem, raczej umową o dzieło. Ale jak chcesz.

teraz, zwrócę

Bez przecinka.

Wyrzuciła z kuchennej szafki nawet podstawowe leki i wyniosła

To wyrzuciła, czy wyniosła?

 Nie znalazła ani tabletek

Jakich tabletek?

 Kamer na dachu nie zamontowano.

Znaczy się, po "wypadku"?

 mąż Tomasz, domagali

Bez przecinka między podmiotem, a orzeczeniem.

 Idziemy na pogrzeb?

Wzorzec taktu.

truchło

Co tak pogardliwie? Nie trzyma mi się to kupy.

 Nie chciał znów spotkać się

Składnia: Nie chciał się znowu spotkać.

bezwzględnej ciszy, Bartek

Bez przecinka.

 Pilnowałeś ją

Pilnowałeś jej.

 geniusz, założył

Bez przecinka.

 drugoplanowy mężczyzna

Mężczyzna może być na drugim planie, ale nie drugoplanowy.

 Co jakiś czas, na kilka dni

Bez przecinka.

 wśród porozrzucanych płócien

Wtrącenie, dodaj przecinek.

 wylanej na tekturze

Na tekturę.

 Jesteś popieprzona!

Może on i jest przerażony, ale logiki w jego myśleniu nie widzę.

żyły na skroniach uwypukliły się.

On widzi siebie z zewnątrz?

 zarecytowała.

Wyrecytowała.

 nie wierząc w to, co słyszy.

Dlaczego?

 Kaju! Możesz się uwolnić od Czarnej Damy! Nie musisz zabijać! To cię zniszczy!

… w jaki sposób to wynika z reszty tekstu? Jak dla mnie – w żaden.

 okryta pluszowym kocem

Nigdy takiego nie widziałam?

 postanowiła, że sprzeda go tylko wtedy, kiedy już zabraknie pieniędzy na godne życie.

Wzruszające. Zresztą, jakiś spadek chyba dostała, jako jedyna krewna?

 po drodze nabywając leki na receptę

Nienaturalne.

 pani jak to miał w zwyczaju

Pani, jak to miał w zwyczaju.

Matka wpadła w lekką histerię.

Histeria z definicji nie jest "lekka". I – pokazuj, nie zapewniaj.

 Sądziła, że Żarłok jest nieśmiertelny, ale dopuszczała do siebie myśl, że w końcu zdechnie.

Albo a, albo nie a – tertium non datur. Ponadto – koty żyją około dwudziestu lat.

 Dostrzegła, że drzwi od pokoju

Zauważyła, że drzwi pokoju…

 Kiedy matka to zobaczyła, zamarła.

Znaczy, zobaczyła, że obraz stoi?

 – Żarłok, ty głupi kocie!

Shaggy Dog Story. Tylko, że z kotem.

 

Przegadane. Bohater mocno antypatyczny, nie nadrabia tego wybitną inteligencją ani chytrością, ani nawet ambicją – nie ma tu komu kibicować. Wulgaryzmy nie dodają koloru, tylko sterczą jak na trawniku. Ale podstawowym problemem jest to, że nie bardzo widać, co chcesz powiedzieć (przygodówka, to to nie jest, na pewno coś chcesz powiedzieć) – jak już powiedziała Finkla, postacie są stereotypowe aż do przesady, co też mogłoby służyć czytelności przesłania, ale nie służy. Naprawdę nie wiem, o co chodzi.

 czy tak łatwo da się umrzeć po tabletkach kupionych w aptece

Tak. Na aspirynę, np. nie ma odtrutki. Inna rzecz, że objawy zatrucia są dość paskudne, o ile pamiętam (a nie chcę pamiętać, jeśli kiedyś postanowię napisać kryminał, zapiszę sobie takie rzeczy w notesiku i wyrzucę z pamięci podręcznej).

 Fajny motyw z sercem i z kotem.

Fajny, ale prawie niewykorzystany. Co wynika z tego braku serca? Facet już wcześniej był mało lubialny, a koty zawsze mają w sobie coś fantastycznego.

 bo on jest po prostu bardzo dobrym malarzem

Tak nagle nim zostaje, choć wcześniej nie namalował, zdaje się, niczego? Oj, mało to realistyczne.

 Dotyczy ono kobiet i wyraża się wzorem U*I=const.

Har, har. :P W takim razie powinnam już mieć trzy Noble.

 Daniel nie jest typem bohatera ratującego kobiety z kłopotów. To niestety bujający w obłokach artysta

Jak powiedział Chesterton – temperament artystyczny to bujda ;P

 

No, wtłukłam Ci dostatecznie. To jeszcze tylko gif na osłodę:

Odkrycie własnego błędu to nie porażka, lecz okazja (Alfred N. Whitehead)

Dziękuję Tarnino! Kiedy tylko dorwę komputer, odniosę się do Twoich uwag i naniosę poprawki. :)

Sam pomysł na opowiadanie bardzo fajny. Takie trochę spełnienie pragnień i życzeń załamanych, przygnębionych oraz pogrążonych w depresji: przestać czuć! Przestać się męczyć! Za wszelką cenę!

Zakończenie również przypadło mi do gustu. Trochę się bałem na początku tej Twojej kreacji śmierci, która, co prawda mało życzliwie, ale jednak wyciąga w pewien sposób pomocną dłoń do bohatera. Motyw śmierci, wcale nie takiej złej, zdolnej do negocjacji z człowiekiem w imię własnych interesów, byłby trochę banalny. Zakończenie, gdzie śmierć okazuje się tak wredna i podła, jaką ją wszyscy widzimy, gdzie pozbawia życia bohatera akurat wtedy, gdy najmniej by sobie tego życzył, choć może lekko sztampowe, to jednak dla mnie pasujące do tego tekstu, bo niejako pozbawiające mnie tych początkowych obaw, o których wspominałem.

Opowiadanie jako całość ma też jednak parę wad. Pierwsza to ta sztampowość bohaterów, o której już pisano. Prezentujesz Daniela (a po części również innych bohaterów), który w zamyśle ma nieco odrzucać. I on to nawet robi. Tyle że nie jest to efekt kreacji postaci, ale właśnie sztampowości. Słowem, czytam o kimś, kogo zapewne mogę znaleźć wokół siebie, a po literaturze oczekuje się zwykle choć delikatnego oderwania od rzeczywistości. Czytaj: Nie chcę czytać o czymś, co mogę znaleźć na zewnątrz.

Druga wada to wyrazy niecenzuralne w opowiadaniu. Nie jestem tu może zbyt obiektywny, bo w ogóle należę do wielkich przeciwników wszelkich “wulgarów” w literaturze. Uważam takie słownictwo, prymitywne i stadionowe, za zaśmiecające większość tekstów i absolutnie odrzucające, może dlatego, że słowo pisane kojarzy mi się jednak z pewną formą artyzmu i użycie słów tak do bólu prymitywnych musi być wykorzystane naprawdę umiejętnie i w konkretnym celu. W tym przypadku, moim zdaniem jest ono zupełnie zbędne i nie ma większego uzasadnienia.

Ostatnią wadą była dla mnie forma opowiadania, która przypominała trochę wypełnianie kolejnych zadań czy misji w jakiejś grze komputerowej.

Wady te nie zmieniają oczywiście faktu, że czytałem z zainteresowaniem. Inaczej zresztą nie doczytałbym do końca. :-)

Uwaga na koniec: wszelkie moje spostrzeżenia mają charakter wyłącznie spisanych odczuć ,towarzyszących lekturze tekstu i należy je traktować najwyżej jako pewną formę materiału poglądowego. Na pewno nie jako sugestię zmian.

Pozdrawiam. :)

 

Znalazłam chwilę, więc odpisuję. Znaczy, istnieje przypuszczenie, że przyleciał z kosmosu? XD → Znaczy, że nie wiadomo, czy z paczki, czy ze słoika, czy tradycyjny domowy, czy z puszki z żarciem dla kota.

 

“Węgiel niezafiksowany się ściera. Poza tym – próbowałaś pisać pastelami kredowymi, albo kredą? To węgiel daje podobną kreskę. Na papierze raczej się nim nie pisało – zrobienie tuszu wymaga trochę cierpliwości, ale się opłaca.” → A właśnie wczoraj patrzyłam pół dnia, jak węglem rysują. Tam gdzieś wcześniej w tekście wspomniałam, że kartka jest matowa. Ok, mogłam dodać, że węgiel zafiksowany. A zresztą ołówek też węgiel, tylko odmiana inna. Poprawię to.

 

“Tak czy siak, przed chwilą Śmierć narzekała, że facet samobójstwem dokłada jej roboty – a teraz chce sobie (dobra, jemu) dołożyć roboty sama? Coś mi się tu nie klei. Poza tym śledztwo raczej wykryje jego udział. Możesz to obejść, oczywiście – ale w tej chwili wydaje mi się nieprzemyślane.” → Nie ona dokłada roboty, tylko Lucek. Ok, jest coś takiego w tym opowiadaniu jak Lista Przeznaczenia, czyli lista osób, które giną śmiercią tragiczną. Śmierć zwykle zajmuje się zbieraniem żniwa “normalnych”, chorobowych zgonów. Samobójcy wymykają się spod kontroli, że tak powiem. 

Śledztwo niczego nie wykryje, bo facet jest niewidzialny.

 

“kiedy nie wyszło jej C dwukreślne.

On ma słuch absolutny?” → Yyy… Sądziłam, że to proste, ale zapomniałam, że ludzie nie znają… Ale i tak nie trzeba mieć słuchu absolutnego, żeby rozpoznawać dźwięki.

 

“Myślałam, że dziwka to taka, co nie daje byle komu.” → Daniel tak nie myśli.

 

“Machnął ręką, nie oczekując. Skąd Daniel wie, czego barman oczekuje?” → W każdym barze, normalnie, oczekują zapłaty. 

 

 “Zaraz wezmą mnie na bok i oskarżą o kradzież!” Dlaczego?” → Według mnie trochę to podejrzane. Facet miał pustki na koncie i nagle przynosi sztabki złota? 

 

“… Picasso miał łóżko i buty na spółkę z kumplem, a jakoś malował.” → Nie wiem, jak to robił, ale czy zdajesz sobie sprawę, ile kosztują materiały do malowania? Zwłaszcza farby olejne i wszystkie niezbędne dodatki, typu grunt, terpentyna itp? Jedno wyjście do sklepu z materiałami dla plastyków i można się pozbyć kilku tysięcy. Poza tym Picasso co malował, no co? :p

 

“postanowiła, że sprzeda go tylko wtedy, kiedy już zabraknie pieniędzy na godne życie.

Wzruszające. Zresztą, jakiś spadek chyba dostała, jako jedyna krewna?” → Spadek pewnie i dostała, ale życie kosztuje. Poza tym… To, że kariera Daniela nabrała tempa i stał się sławny, jeszcze nie oznaczało, że zarabiał miliony. Rzadko się zdarza, że artysta za życia sprzedaje obrazy za miliony. Beksiński swoje sprzedawał za kilka tysięcy, a teraz są warte kupę kasy. Za złoto mógł kupić dom, auto, panienki łase na kasę też kosztują. I się rozleciało.

 

Jeszcze tam nad niektórymi uwagami się zastanawiam.

 

Dziękuję, Tarnino! :)

 

CM, Tobie również dziękuję za wizytę i komentarz. Nad tymi wulgaryzmami się zastanawiam. Bo jesteś już drugą osobą, której przeszkadzają. 

Pozdrawiam również. :)

Ja też jestem przeciw wulgaryzmom w literaturze :)

Zależy mi na dobrej opinii u tych ludzi, o których mam dobrą opinię

tsole, slqn, CM, przekonaliście mnie. Ja osobiście nie jestem przeciwko, ale jak już się używa wulgaryzmów, to trzeba to robić umiejętnie, a ja, najwyraźniej, nie umiem, więc z nich rezygnuję. :)

Mam nadzieję, że usunęłam wszystkie, bo już nie widzę. :O

Tam gdzieś wcześniej w tekście wspomniałam, że kartka jest matowa. Ok, mogłam dodać, że węgiel zafiksowany. A zresztą ołówek też węgiel, tylko odmiana inna.

Ha, z matowej też się zetrze :) A w ołówku grafit jest zmieszany z glinką (im twardszy, tym glinki więcej, wypróbuj różne) i dzięki temu się trzyma. heart

Nie ona dokłada roboty, tylko Lucek. Ok, jest coś takiego w tym opowiadaniu jak Lista Przeznaczenia, czyli lista osób, które giną śmiercią tragiczną. Śmierć zwykle zajmuje się zbieraniem żniwa “normalnych”, chorobowych zgonów. Samobójcy wymykają się spod kontroli, że tak powiem.

Właśnie nie bardzo widzę zasadę porządkującą. Rozważmy różne ontologie czasu: jeśli przyjmujesz blok albo eternalizm, to wszystko jest zapisane z góry (kto jak umrze i kiedy) i już, i nie powinno być ontycznej różnicy między śmiercią nagłą i hmm, nienagłą, tylko epistemiczna (czyli ktoś się tego wcześniej spodziewał, albo nie). Jeśli przyjmujesz, że wszechświat się rozwija, rozbudowuje w czasie (tj. nie można z góry znać przyszłości, bo jeszcze jej nie ma) – to też nie bardzo widzę, jakby to miało działać.

Śledztwo niczego nie wykryje, bo facet jest niewidzialny.

Na tym etapie jeszcze tego nie wiedziałam :)

Ale i tak nie trzeba mieć słuchu absolutnego, żeby rozpoznawać dźwięki.

Nie wiem, mnie słoń na ucho nadepnął, zatańczył kozaczoka i mam pierwszy stopień muzykalności – wiem, kiedy grają :)

Daniel tak nie myśli.

Wiem, to była z mojej strony uwaga wredna i ironiczna.

W każdym barze, normalnie, oczekują zapłaty.

Ale niunia mogła np. zapłacić z góry, nie?

Według mnie trochę to podejrzane. Facet miał pustki na koncie i nagle przynosi sztabki złota?

Też prawda, ale niekoniecznie muszą pochodzić z kradzieży. Może zaczął produkować narkotyki?

czy zdajesz sobie sprawę, ile kosztują materiały do malowania?

Z grubsza sobie zdaję ;P miałam raczej na myśli to, że Twój artysta wyraźnie nie jest tak zmotywowany jak Picasso.

Ja też jestem przeciw wulgaryzmom w literaturze :)

I ja się dorzucam. Wulgaryzmy mają swoje miejsce w języku – pełnią funkcję ekspresyjną – ale ogólnie uważam, że są nadużywane. Może to w ludziach tyle agresji?

Odkrycie własnego błędu to nie porażka, lecz okazja (Alfred N. Whitehead)

Chyba faktycznie zmienię ten węgiel na coś trwalszego, bo mnie przekonałaś. Zasadę porządkującą postaram się uściślić. Dziękuję :)

Odkrycie własnego błędu to nie porażka, lecz okazja (Alfred N. Whitehead)

Udało Ci się tak stworzyć odpychającego bohatera, że aż mnie zęby rozbolały. Dlatego też podkreślam, że wszelkie zarzuty z mojej strony odnoszą się do treści i kierunku w którym potoczyła się fabuła. Nie bierz tego personalnie, bo oceniam jedynie wartość ideową tekstu z mojej subiektywnej perspektywy. Wracając do tematu – Daniel jest okropnym przykładem młodego mężczyzny, który nic sobą nie prezentuje, a uważa się za nie wiadomo kogo. Wystarczy spojrzeć na relację z Esterą – ona, skończyła medycynę, a on nie ma pracy, mieszka z mamą. Ale i tak do woli używa sobie – określą swoją byłą jako “dziwkę”. Nie za dobrze to świadczy o bohaterze jako człowieku, a Ty, Saro, zmarnowałaś duży potencjał. Mam bardzo wysoki próg tolerancji do różnych ludzkich zachowań i zakładam, że zawsze one są po coś. To iż Daniel cały czas degradował byłą partnerkę i ogólnie ma bardzo spaczony obraz kobiet (historia Baśki, relacja z matką) – aż się prosi o rozwój. W końcu szefową była Kaja, musiał się słuchać kolejnej kobiety. Więc jakie jest rozwiązanie tej zagadki? To, że Daniel był kawałem *ekhem* już wiemy, ale dlaczego? Co go napędzało? I co niestety jest dla mnie znaczące – nie poczułam, że główny bohater stracił serce. Moim zdaniem pomocnica Śmierci wcale nie musiała tego robić, bo facet był idealnie predysponowany.

I niestety, jak zwykle młodzi mężczyźni mają fuksa – miał za nic kobiety w swoim życiu i jeszcze został sławnym malarzem. Dobrze, że zginął nieprzyjemną śmiercią (daje sobie chwilę na bycie “złym człowiekiem” :P), bo zasłużył. Tylko szkoda matki, a całość wygrał kot. 

Masz pomysł z dużym potencjałem, a napisanie odpychającego bohatera to duża sztuka. Nie mam też poczucia, że w sztampę poszłaś z małomiasteczkowym życiem. Seriale, gry itd. – sporo ludzi tak żyję. Moje obawy o wiele bardziej wzbudza wybranie męskiego stereotypu i degradacja kobiet. Sposób w jaki to napisałaś niestety nie daje mi wrażenia, że to jest coś nad czym można się zastanowić, tylko obrałaś kierunek “eksploatacji” – szokujesz, ale nic poza tym. A wierzę, że chciałabyś pokazać coś więcej. 

Może mój komentarz jest nieskładny, ale chciałam się skoncentrować przede wszystkim na charakterze głównego bohatera. 

Deirdriu, dziękuję za komentarz. 

 

“Daniel jest okropnym przykładem młodego mężczyzny, który nic sobą nie prezentuje, a uważa się za nie wiadomo kogo.” – Znam takich mężczyzn (niewielu na szczęście) i takiego go chciałam pokazać. 

Żeby mnie źle nie zrozumiano – w tym tekście stworzyłam odpychającego bohatera płci męskiej, ale mam też pomysły na super mężczyzn i na strasznie złe kobiety. ;)

 

“To, że Daniel był kawałem *ekhem* już wiemy, ale dlaczego? Co go napędzało?” 

 

Stał się taki po zdradzie Estery. Wyobraź sobie młodego chłopaka, który ma romantyczne ideały – jedna dziewczyna przez całe życie, a ona mu swoją zdradą te ideały niszczy. Po tym wydarzeniu jego świat się wali, odwraca o sto osiemdziesiąt stopni. To miałam w głowie, ale nie wplotłam w tekst. Dlaczego? Kurde, nie pomyślałam o tym, mój błąd. :( A też nie chciałam robić z opowiadania romansidła.

 

“I co niestety jest dla mnie znaczące – nie poczułam, że główny bohater stracił serce. Moim zdaniem pomocnica Śmierci wcale nie musiała tego robić, bo facet był idealnie predysponowany.” 

 

Hmm… No ja nie wiem. Może nie wyszło tak, jak chciałam. Daniel przed spotkaniem ze Śmiercią śni o Esterze, chodzi pod jej dom, można by rzec, wypatruje jej, tęskni. A po utracie serduszka po prostu ją zabija. Kiedy odzyskuje serce, pokutuje malując obrazy swoich ofiar, nie dlatego, że jest znów psycholem, ale dlatego, że szuka sposobu, by jakoś z tym żyć, że zabił. Tak miało to przynajmniej wyglądać. Nie wiem, czy dobrze się wyraziłam.

 

“I niestety, jak zwykle młodzi mężczyźni mają fuksa – miał za nic kobiety w swoim życiu i jeszcze został sławnym malarzem. Dobrze, że zginął nieprzyjemną śmiercią (daje sobie chwilę na bycie “złym człowiekiem” :P), bo zasłużył. Tylko szkoda matki, a całość wygrał kot.” 

 

Niby wygrał, ale nosi na rękach krew niewinnych ludzi, tylko dlatego, że był egoistą i chciał wieść wolne od bólu życie. Kot faktycznie wygrał, też złośliwe z niego stworzenie. ;)

 

“Moje obawy o wiele bardziej wzbudza wybranie męskiego stereotypu i degradacja kobiet.”

 

Ech, no nie wiem. Estera była inteligentna, matka zaradna, a Daniel był nieradzącym sobie z życiem synem na garnuszku mamusi. Daniel szanował matkę, przejmował się tym, że nie potrafił jej pomóc. Był tak słaby psychicznie, że wolał uciec z tego świata niż powalczyć. 

 

 

O jej, ja cały czas myślę, co tu zrobić, żeby jakoś podszlifować to opowiadanie i bohaterów, ale mam pustkę w głowie i tak się za to zabieram i wszystko na nic. :(

Chociaż akurat cieszy mnie to, że główny bohater jest odpychający, bo taki miał być. ;)

 

 

Niezłe. Podoba mi się motyw pomocnika śmierci i wszystkiego, co dzieje się do momentu zwrócenia serca. Potem mam wrażenie, że za mało emocji włożyłaś w przeżycia postaci. Nie poczułem, że nagle ogarnął go żal, pomimo faktu, że wyraźnie to zaznaczyłaś.

Sama fabuła niczego sobie. Podoba mi się charakteryzacja Daniela oraz Śmierci i Kaji. Końcówka epilogowa, ale utrzymana w tonie.

Konstrukcyjnie jest dobrze. Nie miałem wrażenia niepotrzebnego spowolnienia, a język narracji pasuje jak ulał do klimatu tekstu.

Podsumowując: dobry koncert fajerwerków.

Won't somebody tell me, answer if you can; I want someone to tell me, what is the soul of a man?

Witaj, NoWhereMan,

dziękuję za przybycie i za komentarz.

Potem mam wrażenie, że za mało emocji włożyłaś w przeżycia postaci. Nie poczułem, że nagle ogarnął go żal, pomimo faktu, że wyraźnie to zaznaczyłaś.

O jej, a ja i tak miałam wrażenie, że za często pisałam o płaczu Daniela. Najwyraźniej wciąż mam problem z emocjami… :/ Uwagę zapisuję w notesie. ;)

Tak myślę, że trzeba mieć wyczucie, żeby dobrze oddać emocje bohaterów, żeby wyszło w punkt. Mam nadzieję, że w bliskiej przyszłości uda mi się osiągnąć harmonię.

 

Cieszę się, że spodobała Ci się charakteryzacja bohaterów, bo co do tego, zdania wśród komentujących są podzielone. 

 

Konstrukcyjnie jest dobrze. Nie miałem wrażenia niepotrzebnego spowolnienia, a język narracji pasuje jak ulał do klimatu tekstu.

O, to mnie cieszy najbardziej, bo pisałam intuicyjnie.

 

Dziękuję za klik.

 

Pozdrawiam! :)

 

Przeczytane po raz drugi i tym razem podobało mi się bardziej niż za pierwszym razem. Nie wiem, czy coś w tekście pozmieniałaś, czy też ja czytałam wcześniej nieuważnie, ale za pierwszym razem miałam wrażenie, że Daniel jest strasznym egocentrykiem. I ta cecha jego charakteru sprawiała, że jego postępowanie wydawało mi się mało prawdopodobne. W czasie drugiego czytania już tego wrażenia nie miałam.

Najpierw to, co mi zgrzytało.

Dlaczego Daniel wystaje przed domem rodziców Estery, skoro wie, gdzie mieszka jego była? Na początku miałam wrażenie, że Estera zniknęła, wyprowadziła się gdzieś daleko, tymczasem, kiedy Daniel dostaje zlecenie, okazuje się, że dziewczyna mieszka tam, gdzie wcześniej.

Śmierć odebrała Danielowi serce. Rozumiem o co ci chodziło i dlaczego serce, rozumiem nawet, że śmierć może coś takiego zrobić. Normalnie bym się tego serca nie czepiała, gdyby nie fakt, że chłopak wylądował w szpitalu w stanie śmierci klinicznej, a to oznacza, że był podłączony do całego mnóstwa urządzeń monitorujących. Ktoś by chyba zauważył ten brak. Może lepsze byłoby w tym wypadku sumienie?

Jakaś dziwna wydaje mi się relacja Daniela z Esterą. W jednym miejscu piszesz, że dziewczyna go zdradziła i porzuciła, w innym:

– Gdybym nie był dla niej taki zły, może wciąż bylibyśmy razem. Nigdy nie spotkałaby tego lekarzyka. Daniel uderzył pięścią w stół.

– Nie byłeś zły. Pilnowałeś jej, bo wiedziałeś, że kiedyś lubiła się puszczać.

Jednocześnie, kiedy czytelnik osobiście poznaje Esterę, ma całkiem inne wrażenie, co do jej osobowości. W szpitalu pokazujesz wrażliwą kobietę, która winni się za próbę samobójczą byłego chłopaka. Na dachu Estera wyraźnie nie jest zainteresowana seksem z tym lekarzem, co nie pasuje do jej wizerunku puszczalskiej. Mam wrażenie, że Daniel był po prostu chorobliwie zazdrosnym facetem, który nie zostawiał jej już żadnej przestrzeni. I w tym miejscu wyłazi jego egocentryzm, choć wcześniej nic na niego nie wskazuje.

Wydaje mi się też, że Daniel trochę zbyt łatwo zgadza się na propozycję śmierci, a później zbyt łatwo przychodzi mu sukces.

Okrutnie zgrzyta mi scena wyceniania życia ofiar Daniela. Dlaczego życie wyjącej Basi było tak niewiele warte. Tu aż się prosi o jakieś wyjaśnienie sposobu tej wyceny. Co sprawia, że czyjeś życie warte jest dwieście gram złota, a kogoś innego dwa kilogramy? Ok, Kaja była małomówna, ale czytelnikowi jakieś wyjaśnienia się należą.

 

Teraz pozytywy. Będzie krócej, ale to dlatego, że trudniej pisać o tym, co się podoba, niż o tym, co się nie podoba. A podobał mi się przede wszystkim pomysł. Stworzyłaś naprawdę świetną historię, która wciąga od początku do końca. Okrasiłaś tekst kilkoma perełkami w stylu kota Żarłoka, fabryki cukierków, w której pracuje matka Daniela, czy gier komputerowych, w których Daniel zabija tym razem na niby.

Podoba mi się zakończenie. Fajnie, że po śmierci Daniela pociągnęłaś tekst jeszcze trochę i dałaś to świetne zakończenie z kotem.

Generalnie, mimo przydługiego marudzenia, byłam usatysfakcjonowana lekturą. :)

Klik.

Witaj, Irko, cieszę się, że Cię tu czytam! :)

Remont był, ale nieznaczny. Zastanawiałam się, czy zmienić coś więcej, jak to sugerowali niektórzy komentujący, ale ostatecznie zostawiłam, jak jest, gdyż niektórym tekst i postacie się podobały, innym nie, więc uznałam, że nie będę faworyzować jednej z grup. 

Co do miejsca zamieszkania Estery… Ona kilka lat temu, kiedy spotykała się z Danielem, mieszkała z rodzicami w bloku. Później się przeprowadzili. W domu jej nie było, no tak, po prostu. Gdzieś polazła, może była w szpitalu. A w domu bywała rzadko, pewnie przez kilka lat bardzo rzadko, bo studiowała gdzieś w większym mieście. W Lesznie nie ma medycyny, uczelnia wyższa jest, no ale jak to na prowincji, dość słaba. Bohaterka poszła z nowym kolegą na dach wieżowca, bo stamtąd był ładny widok. 

 

“Normalnie bym się tego serca nie czepiała, gdyby nie fakt, że chłopak wylądował w szpitalu w stanie śmierci klinicznej, a to oznacza, że był podłączony do całego mnóstwa urządzeń monitorujących. Ktoś by chyba zauważył ten brak. Może lepsze byłoby w tym wypadku sumienie?”

 

To serce jest symboliczne. Nie odebrano mu go fizycznie. Sumienie też by było ok…. Hmm…

 

“Jakaś dziwna wydaje mi się relacja Daniela z Esterą. (…) Estera wyraźnie nie jest zainteresowana seksem z tym lekarzem, co nie pasuje do jej wizerunku puszczalskiej. Mam wrażenie, że Daniel był po prostu chorobliwie zazdrosnym facetem, który nie zostawiał jej już żadnej przestrzeni.”

 

No, tak, był zazdrosny i wg niego była puszczalską. Już nie chciałam rozwijać tej ich relacji, by nie wyszła telenowela. ;) W każdym razie on ją tak odbierał, ale ona też przez lata, mogła się zmienić. Może uznała, że już nie będzie taka łatwa, jak kiedyś? Estera jest tajemniczą postacią. Wiemy tylko, jak Daniel ją odbierał, a co się z nią działo przez lata, nie wiemy, możemy się domyślać.

 

“Wydaje mi się też, że Daniel trochę zbyt łatwo zgadza się na propozycję śmierci, a później zbyt łatwo przychodzi mu sukces.” 

 

Gdyby jednak postanowił umrzeć, cierpiałaby jego matka. Tylko jej widok skłonił go do podjęcia takiej decyzji. Konsekwencje miał gdzieś. Poza tym nie wiedział, że zwrócą mu serduszko. Sądził, że czeka go piękne życie bez uczuć, i że w końcu pomoże matce finansowo.

A co do sukcesu – łatwo przyszło, łatwo poszło. W dobie Internetu, przepraszam za wyrażenie, ale byle gówno może zostać uznane za dzieło, jeśli się je dobrze reklamuje. Daniel był dobrym malarzem, tym łatwiej przyszło. Dla mnie niestety dziwniejsze by było, gdyby mimo rozgłosu, sukcesu nie odniósł. Myślałam o tym, by dodać tu jakiegoś boga-menadżera, ale uznałam, że to już by było za dużo. Dlatego ograniczyłam się do tego, że Daniel ma kupę kasy i kolegę Bartka, który wypromował jego stronę internetową. Poza tym, zainteresowanie ze strony mediów mogły wzbudzać nazwy obrazów. W końcu namalował trzynaście osób, które w ciągu miesiąca zmarły śmiercią tragiczną. 

 

“Okrutnie zgrzyta mi scena wyceniania życia ofiar Daniela. Dlaczego życie wyjącej Basi było tak niewiele warte. Tu aż się prosi o jakieś wyjaśnienie sposobu tej wyceny. Co sprawia, że czyjeś życie warte jest dwieście gram złota, a kogoś innego dwa kilogramy? Ok, Kaja była małomówna, ale czytelnikowi jakieś wyjaśnienia się należą.”

 

Cóż, jeśli weźmiemy pod uwagę, ile dla społeczeństwa robiła Basia, a ile Estera, to chyba mamy rozwiązanie. Basia dawała ludziom popalić, nie dbała o swoje zdrowie, natomiast Estera jako młoda lekarka chciała ratować ludzi. Mała dziewczynka, Helenka, być może, miała większy potencjał niż dwudziestolatka. To okrutny sposób myślenia, dlatego nie chciałam go rozwijać. Nie powinno się taką miarą mierzyć ludzi. No ale takie było zadanie pomocnicy Śmierci.

 

Irko, bardzo mnie Twoja wnikliwość cieszy, ponieważ takie marudzenie daje do myślenia i uczy. 

Fajnie, że mimo wszystko opowiadanie się podobało.

Za klika serdecznie dziękuję.

Pozdrawiam! :)

 

 

Spodobało mi się. Owszem, są tu klisze, mimo to całość robi dobre wrażenie. No i zakończenie niezłe, inne niż się spodziewałem. Mam jeden zarzut, a dotyczy on czegoś, co jest mi bardzo trudno zdefiniować, a z czym walczę w swoim pisaniu. Nazwijmy to umownie rytmem tekstu. Piszesz głównie krótkimi zdaniami, takimi z jednym orzeczeniem. Wiem dlaczego, tak jest bezpieczniej. Ale w efekcie tekst robi się trochę monotonny. Uważam że piszesz na tyle dobrze, że nie mass co się bać dłuższych, złożonych składańcow.

Łosiot, cieszę się z Twojej obecności tutaj.

Za krótkie zdania? Ooo… Faktycznie, trafna uwaga. Dziękuję. Popracuję nad tym.

Pozdrawiam! :)

Wiesz, no na pewno nie wszystkie, zmierzam do tego, że chyba czasem warto serię prostych zdań przełamać dłuższą, bardziej złożona konstrukcją. Albo strasznie pitolę, dopuszczam taka możliwość :)

Eee… nie pitolisz ;) Spojrzałam na ten tekst i faktycznie miejscami dużo tam krótkich zdań, można w rytmie kiwać w głową, jak się czyta :D

Przeczytałam, ale mało było w tym przyjemności, po części z powodu absolutnie odpychającego bohatera (o czym już dużo wcześniej pisano). Czytelnik zostaje trochę sam niczym na pustyni, bo naprawdę nie ma komu kibicować albo z kim się utożsamiać. Motyw z pomocnikiem śmierci jest motywem popkulturowym, mocno eksploatowanym i chyba trudno jest zawrzeć w nim jakąś głębszą, poważniejszą treść – i w tym wypadku też się to nie udało. Jeśli miał być to obraz kołtuńskiego mieszczaństwa, to brak tu szczegółów codziennego życia i ukazania sposobu myślenia, który pokazywałby ograniczoność bohaterów. Jeśli miał to być obraz dramatu Daniela, to zabrakło mu duszy. Miałam nadzieję, że ponury klimat zostanie zrekompensowany jakąś literacko uzasadnioną puentą, ale ponieważ kot mi się nie spodobał (i nie wiem, po co się tu pojawił), więc tekst pozostawił po sobie pustkę.

Witaj, chalbarczyk.

Przykro mi, że straciłaś czas czytając to opowiadanie. Co do kota – jednym się on podoba, innym nie. Dodałam go jako wtrącenie, ale zauważ, że kot odgrywa znaczącą rolę w zakończeniu, niszcząc najdroższy obraz, najcenniejszą rzecz, jaką Daniel zostawił po sobie na świecie. “Czternastka” miała zapewnić matce Daniela godne życie na starość, tymczasem kot w kilka chwil ten obraz zniszczył. Czy był złośliwym zwierzęciem, czy zrobił to dla zabawy? Można sobie dopowiadać. Ale uważam, że właśnie ten, wcześniej nic nie znaczący kot, pełniący rolę ozdobnika, pokazuje, że w jednej chwili można tak wiele stracić. Przecież nie mogłam wylecieć z sierściuchem na końcu, musiał pojawić się wcześniej. ;)

Co do głównego bohatera – zamierzałam wykreować odpychającego bohatera i najwyraźniej mi się to udało, więc jest to jakieś pocieszenie. 

 A mieszczaństwo stanowi tylko tło, więc nie było sensu zagłębiać się w szczegóły.

 

Dziękuję za Twój komentarz i uwagi. 

Pozdrawiam :) 

Nowa Fantastyka