- Opowiadanie: Wilk który jest - Spis życzeń ostatecznych

Spis życzeń ostatecznych

Dyżurni:

Finkla, bohdan, adamkb

Biblioteka:

Użytkownicy, NoWhereMan

Oceny

Spis życzeń ostatecznych

Fara była pełna ludzi. Szary tłum mieszczan poprzedzali szlachetniej urodzeni, którzy usadowili się w kamiennych ławach. W bocznej nawie tuż za transeptem miejsca zajęli cudzoziemcy, odziani w stroje podróżne. Przybysze stali z posępnymi minami, patrząc w stronę ołtarza. Paliły się tam świece, przyciągając wzrok zgromadzonych swym migotliwym blaskiem. W świątyni panował półmrok, który zdawał się potęgować ciszę. Nieco jasności dawały jeszcze tylko wąskie okna, wypełnione cienkimi płytami alabastru i wielobarwna rozeta z wyobrażeniem starców apokalipsy. W ten ponury i mroczny majestat okupujący wnętrze wdarły się nagle odgłosy poruszenie wśród zgromadzonego przed wejściem pospólstwa. Plebs rozstąpił się na widok jeźdźca zmierzającego w stronę świątyni. Na karym koniu siedział rycerz odziany w czarną zbroję. Przyłbicę miał zamkniętą. W dłoni dzierżył czarną chorągiew. Gdy dotarł do progu, z chrzęstem runął z konia. W tej samej chwili odezwał się dzwon. Nim wybrzmiał pierwszy dźwięk, zniknął wojownik, rumak i sztandar. Żałosny ton, jaki wywoływało spiżowe serce, tak jednak ogarnął umysły zgromadzonych, że nie zwrócili na to nadzwyczajne zdarzenie uwagi. Metaliczna pieśń porwała myśli uczestników ku odległym miejscom, nieznanym przeprawom, wilczym krajom i smoczym górom. Oddali się jej bez oporu, chłonąc wraz z nią szerokie przestrzenie widziane z wybitnych wzniesień. Gdy zamilkła, zapadła przejmująca cisza, chyba nawet głębsza od tej sprzed pojawienia się czarnego jeźdźca. Umysły stały się czyste i puste, gotowe na spotkanie z nieznanym. Kapłan powitał wiernych, po czym stanął tyłem do uczestników obrzędu i rozpoczął nabożeństwo żałobne. Wzrok obecnych w środku kościoła przyzwyczaił się już do półmroku, dobrze widzieli więc ciało rycerza, okryte długim, zielonym płaszczem. Wyglądał, jakby udawał, że śpi, może chcąc pozbyć się natrętów, a może zaskoczony tym nieoczekiwanym zamieszaniem wokół siebie, do którego w nie przywykł.

Gdy ceremoniał się zakończył i nie zostało już żadne kanoniczne słowo smutku lub otuchy do wypowiedzenia, ciało złożono w grobie pod posadzką i przykryto kamienną płytą. Nim kamieniarze skończyli swoją robotę, w świątyni zabrzmiała pieśń. Z mocą wypełniła nawy, transept, absydę i kruchtę. Wzbiła się ku sklepieniu, poruszyła sercem dzwonu tak, że zdawało się nadawać jej rytm. Chorał zaczynał się od słów Dies irae dies illa. To śpiewali przybysze.

W przedsionku świątyni przybysze wymienili między sobą kilka uwag szeptem. Ustalili, że spotkają się tu na świętych Rufina i Walerego, by wspominać zmarłego i ustalić cel i drogę pielgrzymki dziękczynnej za łaskę spotkania z nim na tym świecie. Jeden tylko rzekł:

– Wybaczcie, ale wbrew okolicznościom gęba sama mi się raduje na wasz widok!

Odpowiedzieli bladymi uśmiechami, w końcu w takim gronie od lat się nie widzieli. A tak to już jest, gdy człowiek kogoś, zanurzonego przed początkiem czasu w tym samym świecie idei, znowu na swojej drodze napotka, że miłe mu jest to zdarzenie, choćby to było na wojnie. Skinęli sobie nawzajem, po czym ruszyli każdy w swoją stronę. Nie ujechali mili, gdy wszyscy zatopili się myślach i nikt nie wiedział, że dumał dokładnie to samo co pozostali. Konie szły wolno, z każdym krokiem oddalając się wszakże od miasta, świątyni i reszty przybyszów. A oni nie widzieli drogi ni mijanych podróżnych, pradawnych figur, karczm, czy osad służebnych. Każdy poddał się temu, co zawładnęło jego umysłem. Tak myśli jednego jeźdźca, stały się jednocześnie wizjami każdego z nich.

Z początku poczuli, że otoczyła ich mgła, zacierając obraz drogi, pól i lasów, zupełnie jakby przygotowując jeźdźców na dalsze wizje. Biel naprzód ustąpiła miejsca czerni, a później szarości. Oto znów byli w świątyni i słuchali mowy pożegnalnej. Wielokroć zmarłego nazwano w niej „bratem”, ale nie padło ni jedno słowo o bractwie. Cóż się dziwić? Wszak nikt tu o nim nie słyszał. Ile to lat temu się wszyscy spotkali? Tuzin? Mendel? To było jedyne takie fraternitas w całej górskiej stolicy, a może i na świecie szerokim! Zrzeszało ludzi z różnych szkół, akademii i profesji. Jednoczyła ich wola wszechstronnego rozwoju, którego żadna oficjalna nauka dać nie mogła. Jak w greckim przesłaniu wyhaftowanym na zagubionym dawno proporcu: καλὸς κἀγαθός, każdy chciał być pierwszy w czynie i pierwszy w radzie, czyli dobry i piękny.

Szybko się okazało, że talenty mieli różne. Innymi też rzeczami zajęli się w życiu. Jedni doradzali na dworach, inni poświęcili się sztuce muratorskiej, jeszcze inni zakładali ogrody, pełnili funkcje emisariuszy, pisali uczone dzieła, komponowali wielkie pieśni i błahe piosenki. Założyli rodziny, ale ich córki i synowie się ze sobą nie znali. Zdawało się, że po bractwie nie pozostało już nic, a jednak stawili się tu dziś wszyscy, porzucając swe zwykłe zajęcia, bo oto na zawsze odszedł jeden z nich.

Ta ostatnia myśl, myśl o tak licznym stawieniu się na wyzwanie, była budująca i uśmiech zakwitł na twarzach jeźdźców, ale po chwili przyćmił ją jakiś mrok. W głowach pojawiło się pytanie: kiedy w ich życiu zjawiły się demony? Może już wtedy, gdy siedzieli razem i wiedli swoje przeintelektualizowane rozmowy, racząc się obficie trunkami wszelakiego rodzaju? Gdy dobrze bawili się w swoim towarzystwie i czuli, że świat leży u ich stóp, a oni nie dość, że go pojęli, to jeszcze bez trudu podbiją i zmienią na lepszy?

Kolejne pytanie było równie trudne: a kiedy zaatakowały? Z pewnością to nie byli piekielni książęta, ale niższe istoty demonicznie. Niezdolne wystąpić przeciwko stwórcy, ani nawet gromadzie ludzi, ale dość mocne, by temu pierwszemu urągać, a tych drugich dopadać, gdy byli osamotnieni. Każdy zły duch potrafi wydobywać z człowieka słabości. Rychło członkowie bractwa przekonali się, a każdy na własnej skórze, że nie można tego wroga pokonać. Można jedynie stawiać opór zajadły. Bywało, że walka była straszna, bo wiedli ją ludzie śmiertelni przeciw pradawnym złym mocom. Przecież jednak wciąż trwali niepowaleni, aż dotąd, kiedy odszedł w zaświaty pierwszy z nich. Czy przedtem opierał się aż do krwi? Walcząc o siebie, najbliższych i to miejsce na ziemi, które dziś tak godnie go za służbę pożegnało?

Wiedzieli, że padł w walce. Do ich krain docierały zaledwie echa bojów, które toczył. Słyszeli opowieści, że odrzucił zaciśnięte szpony demona i gnał go aż do dzikich i mrocznych krain. Wiedzieli też, że bywały terminy trudne, gdy zło oblegało go w siedzibie, a rycerz jedyne co mógł zrobić, to trwać w oporze. Dziś dowiedzieli się też, że demon pozostawił go konającego, w czym miejscowi dopatrywali się podłości i drwiącego pastwienia się nad pokonanym, niegodne szlachetniejszych gatunków istot.

Żyli dość długo, by widzieć, jak zmienia się cała epoka, jak królestwa rodzą się i umierają, jak wytyczna są nowe drogi i rodzą się kolejne pokolenia. Teraz stali jednak nadzy w swych myślach wobec majestatu śmierci. Zastanawiali się, jak to jest, kiedy się odchodzi z tej ziemi. Czy będą się mocno zapierać przeciw tej sile i kurczowo trzymać doczesności, czy powiedzą jej: „tak, jestem gotowy”?

Myśli te przerwały tony melodii. Znów słyszeli słowa chorału o dniu gniewu i pomsty. Zasłuchali się w tę piękną pieśń. Najwidoczniej jakiś wybitny chór ją w niebiesiech wykonywał, bo brzmiała jednocześnie groźnie i pięknie. Sami śpiewali ją dziś wedle życzenia zmarłego. Jako jedyny z nich miał tak wyraźną wolę na dzień swego pogrzebu. Usłyszawszy ją teraz, wiedzieli już, co mają zrobić. Z domu wysłali do siebie listy, by w dniu świętych Rufina i Walerego, gdy się spotkają, dokonać spisu życzeń ostatecznych w tylu kopiach, by każdy miał jedną i każdy był strażnikiem jej wypełnienia. Tak oto zapomnianemu bractwu, którego proporzec dawno zaginął, przypadła w udziale jeszcze jedna misja. Tym razem otwierająca drzwi do wieczności i zamykająca wrota tego świata.

***

Gdy tak jechali zatopieni w myślach, demon wciąż tkwił uczepiony głowicy kolumny. Był smutny. Widok ludzi, którzy podchodząc do konfesjonałów, jawili się w jego ślepiach jako czarni, a odchodzili biali, też go dziś nie cieszył. Wygrał z rycerzem. Nie pozostawił go jednak konającego dla drwiny, jak wśród ludu sądzono. Liczył, że może ten jakimś cudem ocaleje. Ratowanie śmiertelnych to w końcu nie demonia rzecz. Wiedział jako byt długotrwały, że zaraz rzuci się na kolejną ofiarę i będzie się z nią zmagał. Żal mu jednak było, że to starcie dobiegło kresu. Na swój pokrętny sposób on też polubił rycerza.

Koniec

Komentarze

Zobaczyłam pogrzeb rycerza i uczestniczących w nim dawnych towarzyszy zmarłego, którzy po uroczystości rozjechali się.

Przykro mi to pisać, Wilku, ale tym razem chyba nie mogę mówić o zadowoleniu z lektury, bo nie bardzo wiem, co chciałeś opowiedzieć.

Nie wykluczam, że upał odebrał mi zdolność myślenia. :(

 

za­mie­sza­niem wokół sie­bie, do któ­re­go w swoim wa­lecz­nym życiu nie przy­wykł. –> Nie brzmi to najlepiej.

 

Gdy świą­ty­nia opu­sto­sza­ła przy­chod­nie wy­mie­ni­li mię­dzy sobą kilka uwag szep­tem. –> Chyba miało być: Gdy świą­ty­nia opu­sto­sza­ła, przy­chod­ni szeptem wy­mie­ni­li mię­dzy sobą kilka uwag.

 

Nie mi­nę­ła mila… –> Czy mila jest tu jednostką czasu?

A może miało być: Nie ujechali mili

 

czuli, że świat leżu u ich stóp… –> Literówka.

 

Żyli dość długo, bo wi­dzieć, jak zmie­nia się cała epoka… –> Literówka.

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Regulatorzy, sam fakt, że zechciałaś przeczytać, jest mi miły. :-) Piękne dzięki za uwagi! Opowieść ezoteryczna, nie zaprzeczę. :-)

Kolejna historia pokaże, jak Wilczy umysł znosi upały. Jej bohaterami są: rycerz Yk i białogłowa Wopałach. ;-) Planuję zamieścić z okazji zakończenia roku szkolnego.

Z pozdrowieniem i odciskiem łapy,

Wilk który jest

Nie jest człowiek większy ani lepszy, gdy go chwalą, ani gorszy, gdy go ganią. (Tomasz z Kempis)

Ładnie to napisałeś, wilku. Mało szczegółów, dużo ogólnych informacji, ale klimat zbudowałeś niezły, żałobny. Czuć go w tym opowiadaniu.

Sama historia, cóż, przejmująca, ale chyba nie zostanie ze mną na dłużej. Podobnie jak regulatorzy, mam problem ze zrozumieniem przekazu (to też może być wina upału gotującego mózg). Końcówka dobra – demon, któremu żal zmarłego rycerza, bo go polubił. Nie wkładasz w jego usta żadnych słów, a mimo to można sobie wyobrazić, co ten zły duch czuje (o ile demony czują cokolwiek). Jest pewna tajemniczość w tym opowiadaniu i symbolika, tak myślę?

Podoba mi się Twój styl pisania.

Pozdrawiam.

Sara

Dziękuję za dobre słowo! Wizja demona na podstawie anonimowej “Summy spowiedniczej” datowanej na 1427 rok. Autor skomentował tak czarny kolor skóry diabła, który nie może oczyścić się do białości w sakramencie spowiedzi. Siedzi sobie na kolumnie i obserwuje ludzi w świątyni. Nawiązanie do Księgi Jeremiasza 15,23.

Z pozdrowieniem,

Wilk który jest

Nie jest człowiek większy ani lepszy, gdy go chwalą, ani gorszy, gdy go ganią. (Tomasz z Kempis)

Łaał… 

Dziękuję za informację. Moim zdaniem tekst zasługuje na Bibliotekę.

:)

Sara

Dziękuję! :-)

O kolorze skóry diabelskiej głosiłem dwadzieścia lat temu na XVI Powszechnym Zjeździe Historyków Polskich we Wrocławiu. Coś jeszcze w wilczym łbie zostało. ;-)

Nie jest człowiek większy ani lepszy, gdy go chwalą, ani gorszy, gdy go ganią. (Tomasz z Kempis)

Zechciałam, Wilku, zechciałam i to wszystko, co napiszesz w przyszłości też zechcę przeczytać. No i dobrze, że koniec roku szkolnego za pasem. ;)

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Oczywiście! Żeby to uczcić, w środę dodam opowiadanie: „Rycerz Yk, białogłowa Wopałach i łuk-huk”. Wakacje hucznie czas zacząć! :-D

Nie jest człowiek większy ani lepszy, gdy go chwalą, ani gorszy, gdy go ganią. (Tomasz z Kempis)

Z góry przepraszam, że napiszę, co napiszę. Intencje mam dobre, uwierzcie ;)

 

NUUUUUDAAAAA!!!!

Klimat fajny, pomysł fajny, język bardzo bogaty (choć wg mnie niekonsekwentny, tzn czasami bardziej archaizujący i bogaty a czasami jakoś taki zwyczajny).

Zbyt długo w jednym sosie się to kisi bez odmiany jakiejkolwiek. Opowieści z życia rycerzy są tak ogólnikowe, że nieciekawe i niezrozumiałe dla mnie. Chciałbym, żeby wspomnieli jedno wydarzenie z ich życia zamiast ogólne wrażenia z ostatnich stu lat.

 

Nie rozumiem dlaczego czarny rycerz na karym koniu podjechał do katedry i nagle nikt go nie widział. Od początku go nie widzieli, czy potem zapomnieli, że go widzieli? Czy to on był chowany, czy może on był demonem? Nie wiem…

Postać kapłana i zmarłego rycerza nie jest wprowadzona w początkowym opisie dlatego dla mnie było zaskoczeniem, że w ogóle jakiś kapłan już w tej katedrze jest a co dopiero truposz na katafalku (tak imaginuję).

 

Reasumując: najważniejsze rzeczy są, ale treść bym zmodyfikował. Albo skrócił żeby była taki efemerycznym listem znalezionym gdzieś kiedyś przez kogoś :)

 

Jeszcze raz przepraszam, że tak krytykancko :D może to upał…

Spoko – wodza! Piękne dzięki za uwagi! :-)

Po pierwsze fara to nie katedra. Po drugie brak kapłana przed nabożeństwem to rzecz normalna. Po trzecie półmrok jak półmrok – niewszystko widać, póki wzrok się nie przyzwyczai. Alabastrowe płyty dają liche światło, choć wyglądają niesamowicie.

„Jedno wydarzenie z ich życia” – ok, rozważę tę kwestię z należytą powagą. Choć pyłki tu są, od przeintelektualizowanych gadek, po trunki. ;-) Jeszcze kwestia ceremoniału pogrzebowego. Pieśń dzwonu tak ich zaabsorbowała, że całkiem przyćmiła w umysłach scenę z rycerzem na karym koniu i w czarnej zbroi. Taką po prostu miała moc.

Wpadaj częściej i krytykuj śmiało! :-)

Z pozdrowieniem,

Wilk który jest

Nie jest człowiek większy ani lepszy, gdy go chwalą, ani gorszy, gdy go ganią. (Tomasz z Kempis)

Alabastrowe płyty dają liche światło, choć wyglądają niesamowicie.

Wilku, wydaje mi się, że alabastrowe płyty w ogóle nie dają światła, mogą je co najwyżej licho przepuszczać, choć zgadzam się, że wyglądają niesamowicie. ;)

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

:-D OK, licho przepuszczają światło i to w obie strony! ;-)

Nie jest człowiek większy ani lepszy, gdy go chwalą, ani gorszy, gdy go ganią. (Tomasz z Kempis)

Hmmm. Ładny klimat, ale pozostaję odporna na takie rzeczy. Jak dla mnie – za bardzo statycznie. Pogrzeb rycerza, myśli zebranych, myśli demona. Ale z akcji mamy tylko zamurowanie zmarłego pod podłogą.

Ja też nie bardzo rozumiem, o co chodziło z tym znikającym czarnym rycerzem.

Coś dziwnie poprawiłeś to zdanie z milą.

Babska logika rządzi!

Skupiam się na pozytywach: „ładny klimat” i „akcja” też była. :-D To, że się rozjechali do domów to też akcja, pragnę zauważyć! :-)

Znikający czarny rycerz – nie miałem sumienia, zostawić rycerza na progu kruchty do końca obrzędów. ;-)

Piękne dzięki za uwagi!

Z pozdrowieniem, Wilk

Nie jest człowiek większy ani lepszy, gdy go chwalą, ani gorszy, gdy go ganią. (Tomasz z Kempis)

Taaa, zwłaszcza jeśli pogoda taka jak ostatnio… Zagotowałby się biedak w czarnej zbroi. Jeśli zbroja szczelna, to zupę z żółwia od razu można podać na stypie. ;-)

Babska logika rządzi!

I wtedy z jednego pochówki zrobiłby się dwa. Nie mogłem do tego dopuść! :-) Czarny rycerz nie był z Bractwa, więc zrobił swoje i mógł zniknąć. Słyszałem, że złapał niezłą fuchę w „Monty Python i Święty Graal”. Tam miał nawet kwestię, mówił: „None shall pass”! ;-)

Nie jest człowiek większy ani lepszy, gdy go chwalą, ani gorszy, gdy go ganią. (Tomasz z Kempis)

No to musi być Ci wielce wdzięczny. Tuszę, iż odpalił lafę od aktorskiej gaży. ;-)

Babska logika rządzi!

Nie bardzo. Stracił sporo kończyn, więc gażę przeznaczył na protezy bioniczne…

 

Nie jest człowiek większy ani lepszy, gdy go chwalą, ani gorszy, gdy go ganią. (Tomasz z Kempis)

Prawda… Hmmm. Nie wiem, czy przerobienie na zupę nie byłoby bardziej humanitarne. ;-/

Babska logika rządzi!

Można ogłosić taki konkurs: na co najlepiej przerobić czarnego rycerza? ;-)

Nie jest człowiek większy ani lepszy, gdy go chwalą, ani gorszy, gdy go ganią. (Tomasz z Kempis)

Ja dopiero co jeden konkurs ogłosiłam… Dajesz! ;-)

Babska logika rządzi!

W 2010 ogłosiliśmy z kolegą następujący konkurs: „co najlepiej schłodzić na wieczór”? Nagrodą była nalewka z truskawek z naszego truskawkowego zagłębia, czyli Bielin. Wygrała odpowiedź: „można schłodzić przewody do tego stopnia, że elektrony stracą wszelkie opory”. ;-)

Po tamtych przeżyciach wolę nie ogłaszać. ;-)

Nie jest człowiek większy ani lepszy, gdy go chwalą, ani gorszy, gdy go ganią. (Tomasz z Kempis)

Czyli nadprzewodniki rządzą? ;-)

Babska logika rządzi!

Ja tam słyszałem, że rządzi babska logika. ;-)

P.S. Fajny konkurs ogłosiłaś. :-) Obawiam się jednak, że w opowiadaniu „Rycerz Yk, białogłowa Wopałach i łuk-huk” wykorzystałem limit żartów na ten rok. ;-)

Nie jest człowiek większy ani lepszy, gdy go chwalą, ani gorszy, gdy go ganią. (Tomasz z Kempis)

I po co się było tak spieszyć z publikacją? ;-)

Oj tam, nie ma limitów żartów. Jeszcze coś wymyślisz.

Babska logika rządzi!

I po co było się tak późnić z ogłoszeniem konkursu, hę? :-P

Poprzednia historyjka powstała podczas ostatnich upałów. Te wracają, więc jest szansa. Przegrzany wilczy mózg ma zwyrodniałe poczucie humoru, ale lepsze to niż nic. ;-)

Nie jest człowiek większy ani lepszy, gdy go chwalą, ani gorszy, gdy go ganią. (Tomasz z Kempis)

Sama historyjka krótka i raczej z cyklu tych “scenkowych”. Jednak rewelacyjnie przedstawiasz żałobny klimat, a scenki opisane są na tyle szczegółowo, że pobudzają wyobraźnię.

Podsumowując: ładny, choć krótki koncert fajerwerków.

Won't somebody tell me, answer if you can; I want someone to tell me, what is the soul of a man?

A ja nie rozumiem, czemu wszyscy tak marudzą. Mnie się podobało, mimo że na zewnątrz temperatura 37 stopni, a w mieszkaniu niewiele mniej, mimo pełnego zaciemnienia i pracującego cały czas wentylatora. ;)

Smutna, nastrojowa opowieść o wykruszających się weteranach. Czarny rycerz skojarzył mi się – nie wiem czy słusznie – z jakimś przeciwnikiem, z którym kiedyś tam zmarły walczył. Jeśli chodzi o demony, myślę, że lubią rycerzy. Zawód polegający na zabijaniu bliźnich, niewątpliwie je przyciąga.

@ NoWhereMan

Piękne dzięki za uwagi, dobre słowo i polecenie do Biblioteki! Zgoda, to jest scenka, ale scenka z pigułą w środku. Wszak zawiera też skrócone dzieje kilko osób i jednej organizacji.

 

@Irka_Luz

Wielkie podziękowania za przychylne spojrzenie! Czy demony lubią rycerzy? Hm… Domniemam, że ich nienawidzą, jak i reszty gatunku ludzkiego i życzą im jednoznacznie źle. Zabijanie bliźnich, choćby i w szlachetnym starciu, może być jednak w jakiś sposób im miłe. Rozważę tę kwestię i podzielę się przemyśleniami!

 

Pozdrawiam Was serdecznie,

Wilk który jest

Nie jest człowiek większy ani lepszy, gdy go chwalą, ani gorszy, gdy go ganią. (Tomasz z Kempis)

Nowa Fantastyka