- Opowiadanie: Adam Marnik - Igliwie

Igliwie

Niedaleka przyszłość, zima. Chodziło mi głównie o atmosferę. Będę bardzo wdzięczny za wszelkie uwagi:)

Dyżurni:

joseheim, beryl, vyzart

Biblioteka:

cobold, Użytkownicy

Oceny

Igliwie

Zaczynało się robić naprawdę zimno. Kręciłem już trzecie kółko po okolicy próbując znaleźć wolne miejsce parkingowe, zdecydowałem więc, że zaparkuję ciężarówkę dwie ulice dalej, a pozostałą część drogi przejdę na piechotę. Większość mijanych przeze mnie sklepów była już na dobre zamknięta, ale w niektórych uwijali się jeszcze sprzedawcy. Na ulicach było dużo ludzi i prawie wszyscy spieszyli się gdzieś, ale w tej krzątaninie czuło się radosne oczekiwanie. Były to ostatnie sprawunki przed zimą, ostatni wysiłek przed odpoczynkiem. Z przydrożnego baru doszedł mnie zapach rosołu i pieczonych ziemniaków. Przez chwilę zastanawiałem się, czy zdążyłbym zatrzymać się na ciepłą przekąskę, ale przy ogrzewanej ladzie zgarbione nad półmiskami plecy tworzyły nieprzerwany mur, ruszyłem więc dalej.

Adresem, pod który miałem dostarczyć paczkę, okazała się staroświecka restauracja serwująca głównie ramen. Nie licząc starszego pana, którego minąłem w drzwiach, i uwijającego się za barem kucharza, w restauracji nie było nikogo.

– Czy pan Buczyński? – zapytałem.

– Tak, zgadza się – odparł mężczyzna.

Myślę, że miał około pięćdziesięciu lat.

– Mam dla pana paczkę. Czy mógłbym prosić o potwierdzenie odbioru?

Mężczyzna przerwał siekanie marchewki, odłożył nóż i wytarł dłonie w przewieszony przez ramię ręcznik.

– Od lat nie dostałem żadnej paczki. Nic też nie zamawiałem ostatnio. Wiadomo, co jest w środku?

– Ampułka hibernacyjna – odparłem.

Mężczyzna uniósł brwi, wziął pudełko do ręki i przyjrzał mu się dokładnie.

– Jest pan pewien? Zazwyczaj to poczta dostarcza ampułki. Nie wygląda pan na listonosza.

– Jestem prywatnym kurierem. Poczta w tym roku nie zdążyła z dostawą, dlatego wynajęto prywatne firmy do pomocy. Myślę, że to przez rozmiar przesyłki. W tym roku są nieco większe.

Kucharz ułożył pudełko na otwartej dłoni, ważąc je ostrożnie.

– Faktycznie, że trochę większe. I chyba waży więcej.

– Ano właśnie. Listonosze byli w stanie dostarczyć ich mniej, bo ważą trochę więcej, i zajmują trochę więcej miejsca. Niewielka to różnica, ale kiedy się pomyśli, że takich paczek jest kilkadziesiąt milionów, to niewielkie nawet spowolnienie może spowodować duże opóźnienia.

– Ach tak – odparł kucharz.

– Myślę, że ampułka leży w igliwiu.

– W igliwiu? – powtórzył kucharz wysokim, zdziwionym głosem.

– W igliwiu. Podobno pomaga, jak się trochę igieł wsypie pod poduszkę i pod prześcieradło.

– I brzmi nieźle – igliwie – powiedział do siebie kucharz, odkładając pudełko na ladę. Zamiast jednak podpisać dokument potwierdzający odbiór, odwrócił się do mnie tyłem i wrócił do krojenia marchewki.

– Czy ma pan ochotę na ramen? – zapytał przez ramię.

Spojrzałem na zegarek i na idących ulicą ludzi, z których ust wydobywały się małe obłoczki pary. Nie zastanawiając się długo, zdjąłem kurtkę i usiadłem przy barze.

Jadłem w milczeniu, przyglądając się mimowolnie pracy Buczyńskiego. Wytarł gąbką puste kuchenne blaty, włączył zmywarkę i podkręcił gaz pod wielkim garem bulionu, po czym zdjął fartuch i usiadł nieopodal mnie z gazetą.

– Dużo panu zostało do rozwiezienia? – zapytał, nie przerywając lektury ogłoszeń drobnych.

– Kilkadziesiąt. Paczki muszą zostać dostarczone do ręki, więc te osoby, których nie zastano w domach, zostały przesunięte na koniec listy. W efekcie adresy, które muszę odwiedzić, są rozsiane po kilku dzielnicach. Nie ułatwia mi to pracy.

– To chyba nici z wczesnej hibernacji w tym roku.

– I tak nigdy nie kładę się wcześnie. A pan, gotów na długi sen?

– Ja nie hibernuję. Zwyczajnie na mnie to nie działa. Jak jeszcze próbowałem, to budziłem się po dwóch dniach, a przez następnych kilka czułem się tak, jakbym był na ciężkim kacu. Paskudne uczucie.

– Jaka jest zima?

– Spokojna i zimna. Czasem się ktoś przez przypadek obudzi i przychodzi na zupę, ale oprócz tego niewiele się dzieje.

– Czy jeśli się obudzę przypadkiem, też mogę przyjść?

– Otwarte jest zawsze od dziewiątej do dziewiątej, oprócz niedziel.

Skończyłem zupę i popadłem w zamyślenie. Kucharz moją zwłokę wziął może za ciekawość, i to pewnie dlatego poczuł się w obowiązku wyjaśnić: Niedziele mam dla siebie.

W drodze do samochodu zastanawiałem się jak by to było, gdybym nie wziął ampułki. Mógłbym jeździć rowerem do woli, spacerować po parkach, cały basen miałbym dla siebie. Idąca z naprzeciwka dziewczyna ubrana była w puchowy, przypominający kołdrę zimowy płaszcz, a na dżinsy naciągnięte miała długie wełniane getry. Uśmiechnęła się do mnie, po czym ziewnęła. Nim się obejrzałem, chwytałem już powietrze szeroko otwartymi ustami. Ziewałem tak mocno, że aż mrowiło mnie w koniuszkach palców u stóp. Wsiadłem do wychłodzonego samochodu i ziewając, ruszyłem pod kolejny adres.

Koniec

Komentarze

 

Witaj, Adamie

Ciekawy tekst, niby nic się nie dzieje, zimna też specjalnie nie czuć, ale atmosferę rzeczywiście udało ci się zbudować bardzo przyjemną. Czytało się też bardzo dobrze, płynnie, większych błędów nie zauważyłem. 

Kapsułki hibernacyjne to ciekawy pomysł… ile historii można by na tym zbudować. Ale patrząc na pogodę ostatnio, to one byłby raczej po to aby przespać największy upał ;).

Większość mijanych przeze mnie sklepów była już na dobre zamknięta, ale w niektórych uwijali się jeszcze sprzedawcy. Na ulicach było dużo ludzi i prawie wszyscy spieszyli się gdzieś, ale w tej krzątaninie czuło się radosne oczekiwanie. Były to ostatnie sprawunki przed zimą, ostatni wysiłek przed odpoczynkiem.

Tutaj zazgrzytało. Trzy zdania pod rząd i trzy razy coś “było”. 

Pozdrówko! 

Teatrzyk marionetek dobiega końca, kiedy pętla owija się wokół szyi.

Hej :)

 

W tym roku są nieco większe.

Kucharz ułożył pudełko na otwartej dłoni ważąc je ostrożnie.

– Faktycznie, że trochę większe. I chyba waży więcej.

– A no i właśnie. Listonosze byli w stanie dostarczyć ich mniej, bo ważą trochę więcej, i zajmują trochę więcej miejsca.

Więcej, więcej i jeszcze więcej, słowem, za dużo powtórzeń według mnie :)

 

Piszesz zgrabnie i przyjemnie ale…

…Nie poczułem wspomnianej przez Ciebie zimy. Mimo paru wzmianek o niej, nie wsiąknąłem w klimat, który próbowałeś zbudować, bo zwyczajnie go nie znalazłem. A najbardziej uwiera mnie brak jakiegokolwiek wyjaśnienia. Z jednej strony jest jakiś plus trochę tajemniczego tekstu, i ta hibernacja większości ludzi na zimę też ciekawa, ale właśnie! Większości! Skoro Buczyński nie musi, to dlaczego inni ludzie się hibernują? Zimy są zbyt surowe? Czy o co chodzi? Zabrakło mi choć jakichkolwiek wyjaśnień. A szkoda, bo tekst mógłby mieć potencjał, może pomyślisz o rozbudowaniu tego wątku? A może ja jestem ślepy i czegoś nie zrozumiałem, wnet czekam na wyjaśnienie :)

Pozdrawiam!

Cześć, Adamie!

Bardzo przyjemne opowiadanie. Ja poczułam klimat, nieco świąteczny nawet – przez tę krzątaninę i gorący rosół. 

Ampułki hibernacyjne – ciekawy pomysł. W sumie to się nie zastanawiałam, dlaczego jedni je biorą, a inni nie, bo się rozpłynęłam nad tekstem. :)

Szkoda tylko, że taki krótki, ale rozumiem, że obszerniejsze opowiadanie mogłoby naruszyć klimat.

Bardzo ciekawy pomysł z przehibernowaniem zimy. Czekam z niecierpliwością, wszak to co opisują fantaści prędzej czy później się zdarzy.

Moim zdaniem dialog trochę sztywny, opisy trochę toporne, ale to skrajny subiektywizm z mojej strony – czytało się lekko i szybko.

Zastanawiam się dlaczego Buczyński się nie hibernuje i dla kogo jest ta ampułka – spodziewałem sie twistu na koniec. Ale opowiadanie jako tło do przedstawienia pewnego pomysłu jest OK.

Dzięki!

Atmosfera senna, zachęca do udania się na spoczynek. Zwłaszcza końcowe zdania o ziewaniu zachęciły mnie do snu, niestety, nie zimowego.

Igliwie jest napisane całkiem nieźle, czytało się płynnie, z przyjemnością.

Ponieważ to bardzo krótki tekst, uważam, Adamie, że powinieneś zmienić oznaczenie na SZORT.

 

A no i wła­śnie. –> Ano wła­śnie.

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Cześć! Serdecznie dziękuję za wszystkie komentarze. Jestem bardzo wdzięczny za to, że poświęciliście czas na przeczytanie mojego opowiadania.

 

MaSkrol – Cieszę się, że atmosfera opowiadania wydała Ci się przyjemna i że dostrzegasz potencjał rozbudowy tego małego wycinka zimowej rzeczywistości. Dziękuję! Masz rację, że z porą roku raczej nie utrafiłem:) Dziękuję, że wyłapałeś powtórzenie. Nie przeszkadza mi ono bardzo w tym miejscu, może dlatego, że to opis. Jeśli jednak wymyślę jak to zrobić bez szkody dla tekstu, postaram się je wyeliminować.

 

Realuc – Dzięki za czujność, to prawda, że trochę dużo tego "więcej". Na swoją obronę powiem, że pisząc ten tekst wyobrażałem sobie metropolię będącą kulturowym tyglem, w którym element japoński odgrywa znaczącą rolę. Stąd też "ramen" i uliczne knajpki z rzędem stołków wzdłuż chodnika. W konsekwencji tego chciałem, żeby kurier i Buczyński rozmawiali nieco zbyt konkretnie i formalnie, jakby obowiązywały ich sztywne zasady dobrego wychowania i prowadzenia rozmowy z nieznajomym. Zapewne to dosyć naiwne wyobrażenie na temat japońskiej sztuki konwersacji.

Pisząc to opowiadanie późną jesienią nie myślałem o głębszym uzasadnieniu, a jedynie kusiła mnie wizja przespania zimy, więc hibernacja miała być w "Igliwiu" czymś naturalnym i dobrowolnym. Bardzo mnie cieszy, że uważasz, że motyw ten ma potencjał. Faktycznie mam już parę pomysłów na uzasadnienie motywu hibernacji oraz rozbudowę opowiadania w kierunku eko-dystopii. Mam nadzieję, że uda mi się to zrobić w innym, dłuższym opowiadaniu.

 

Saro – Niezmiernie mnie cieszy, że podobało Ci się opowiadanie i że poczułaś atmosferę, którą próbowałem zbudować. To oczywiście największa nagroda za wysiłek włożony w pisanie:)

 

Bronchospazm – Dziękuję za dobre słowo! Niestety nie mam nic na obronę opisów ale dziękuję za uwagę, następnym razem postaram się, żeby były trochę mniej toporne. Co się zaś tyczy dialogu, jak już pisałem wyżej w odpowiedzi na komentarz Realuc'a, miał on być nieco zbyt formalny, ze względu na dużą domieszkę japońskiej kultury w świecie, który próbowałem opisać w opowiadaniu.

Ampułka jest jak najbardziej dla Buczyńskiego (wszyscy obywatele je dostają) a nie hibernuje on dlatego, że źle reaguje na jej zawartość. Byłoby to więc odmianą niedźwiedziej bezsenności:) To prawda, że aż się prosi o "plot twist", ale zależało mi na tym, żeby w opowiadaniu za wiele się nie działo.

 

Regulatorzy – Dziękuję za komentarz i sugestie. Bardzo mnie cieszy, że mimo wszystko czytało się z przyjemnością.

Poprawkę dotyczącą "Ano właśnie" naniosłem. Zmieniłem też oznaczenie opowiadania na Szort.

 

Pozdrawiam serdecznie i jeszcze raz dziękuję za wszystkie uwagi! 

Jako, że chodziło ci głównie o atmosferę, to muszę powiedzieć, że całkiem nieźle ci to wyszło. Co prawda nie jestem pewny, czy to dokładnie ta atmosfera, którą miałeś na myśli – bo faktycznie nie do końca czuć tę zbliżającą się zimę. No i zupełnie nie wyczułem tego o czym piszesz “pisząc ten tekst wyobrażałem sobie metropolię będącą kulturowym tyglem”. Szczerze mówiąc, czytając miałem przed oczami raczej niewielkie miasteczko w stylu Twin Peaks. I niby pisałeś o tym, że bohater nie może znaleźć miejsca parkingowego, co w takiej mieścinie by nie miało takiego dużego sensu. Ale to chyba kwestia tej atmosfery. Atmosfery przyjemnej, sennej, spokojnej, trochę jakby nostalgicznej. 

W każdym razie bardzo podoba mi się ten szorcik. I sam pomysł na którym go zbudowałeś całkiem ciekawy, i wykonanie niezłe. 

Zaczynało się robić naprawdę zimno.

Ojoj, anglicyzm.

Kręciłem już trzecie kółko po okolicy próbując znaleźć wolne miejsce parkingowe, zdecydowałem więc,

Hmm. Rozdzieliłabym.

dalej a pozostałą

Dalej, a pozostałą.

mijanych przeze mnie sklepów

Wystarczy "sklepów" – wiadomo, że nie mówi o sklepach w Australii.

zastanawiałem się, czy zdążyłbym zatrzymać się

Dwa "się" nie wypadają zgrabnie.

przy ogrzewanej ladzie zgarbione nad półmiskami plecy tworzyły nieprzerwany mur

Chwilę potrwało, zanim zaskoczyłam, że faceta odstręczył tłok.

Adresem, pod który miałem dostarczyć paczkę okazała się staroświecka restauracja

Restauracja nie jest adresem. Ale nawet jeśli: Adresem, pod który miałem dostarczyć paczkę, okazała się… I w Polsce (na którą wskazuje nazwisko adresata) ramen nie jest potrawą staroświecką.

Wiadomo co

Wiadomo, co.

na otwartej dłoni ważąc

Przecinek przed imiesłowem (nie zawsze, ale zwykle – a opuszczasz te przecinki), ale w ogóle przeorganizowałabym.

Niewielka to różnica, ale kiedy się pomyśli, że takich paczek jest kilkadziesiąt milionów, to niewielkie nawet spowolnienie może spowodować duże opóźnienia.

Jakieś to zbyt formalne. Po przeczytaniu do końca – hmm, no, nie wyszła gładko ta japońszczyzna.

wysokim, zdziwionym głosem.

To znaczy? I nie antropomorfizuj głosu.

kucharz odkładając

Kucharz, odkładając.

pary wodnej

Wystarczy: pary.

Nie zastanawiając się długo zdjąłem

Nie zastanawiając się długo, zdjąłem – ale ja bym to rozdzieliła.

Jadłem w milczeniu przyglądając się mimowolnie pracy

Jadłem w milczeniu, przyglądając się. Dlaczego "mimowolnie"? Mógł nie patrzeć.

bulionu po czym

Bulionu, po czym.

zapytał nie przerywając

Zapytał, nie przerywając.

osoby, których nie zastano w domach zostały

Wydziel zdanie podrzędne: osoby, których nie zastano w domach, zostały.

chodziłem struty

Idiom: chodziłem jak struty. Ale ten ciężki kac dalej spokojnie wystarczy.

Kucharz moją zwłokę wziął może za ciekawość

Trochę ten szyk poplątany.

Nim się obejrzałem chwytałem

Nim się obejrzałem, chwytałem.

ziewając ruszyłem

Ziewając, ruszyłem.

 

Całkiem przyjemne, refleksyjne i nastrojowe. Myślę, że warto by to rozwinąć. Ot, choćby wyjaśnić, dlaczego ludzie hibernują?

pisząc ten tekst wyobrażałem sobie metropolię będącą kulturowym tyglem

No, właśnie – tego nie widać, bo nie ma na to miejsca.

Odkrycie własnego błędu to nie porażka, lecz okazja (Alfred N. Whitehead)

Arnubisie, dziękuję za komentarz i za dobre słowo! Nie mam absolutnie nic przeciwko temu, żeby akcja toczyła się w niewielkim miasteczku.

 

Tarnino, dziękuję za komentarz i pracę, którą włożyłaś w analizę tego tekstu. Cieszę się, że mimo wszystko znalazłaś coś przyjemnego w jego lekturze.

Wstawiłem wszystkie, sugerowane przez Ciebie, przecinki. Dziękuję!

Zaczynało się robić naprawdę zimno.

Ojoj, anglicyzm.

 Nie czuję tego anglicyzmu. "It was starting to get cold"?

Kręciłem już trzecie kółko po okolicy próbując znaleźć wolne miejsce parkingowe, zdecydowałem więc,

Hmm. Rozdzieliłabym.

Racja, że za długie. Zależało mi jednak na oddaniu relacji przyczyny i skutku.

mijanych przeze mnie sklepów

Wystarczy "sklepów" – wiadomo, że nie mówi o sklepach w Australii.

 Prawda, ale gdyby to skrócić, to coś umknie – ruch kuriera wzdłuż szeregu sklepowych witryn pomaga mi wyobrazić sobie tę przestrzeń.

Dwa "się" nie wypadają zgrabnie.

Zgadzam się. Zazwyczaj staram się tego unikać, tu jednak nie wymyśliłem nic lepszego.

Chwilę potrwało, zanim zaskoczyłam, że faceta odstręczył tłok.

 

Dzięki, będę uważał na takie skróty myślowe.

Restauracja nie jest adresem.

 Czy nie możemy tego uznać za rodzaj metonimii?

I w Polsce (na którą wskazuje nazwisko adresata) ramen nie jest potrawą staroświecką.

Prowadzona przez osobę o polskim nazwisku restauracja, serwująca ramen, nie dziwi raczej kuriera. Jest ona dla niego stałym elementem miejskiego krajobrazu, może też czymś, co powoli odchodzi w przeszłość. Chodzi mi o to, że jeśli byłaby to Polska, to raczej nie ta, którą znamy.

Jakieś to zbyt formalne. Po przeczytaniu do końca – hmm, no, nie wyszła gładko ta japońszczyzna.

Przyjmuję krytykę. Z jakiegoś powodu, zależało mi na tym, żeby było trochę sztywno. W przyszłości pomyślę dwa razy, zanim napiszę taki dialog.

I nie antropomorfizuj głosu.

Mówi się jednak często o wesołym, pewnym lub przestraszonym głosie. Ciekawy temat! Dziękuję, że zwróciłaś mi na to uwagę.

pary wodnej

Wystarczy: pary.

Słusznie, usuwam.

Dlaczego "mimowolnie"? Mógł nie patrzeć.

Chodziło mi o pewien automatyzm, o niekontrolowane ruchy.

Idiom: chodziłem jak struty. Ale ten ciężki kac dalej spokojnie wystarczy.

Racja, wywalam to, co zbędne,

 

Jeszcze raz dziękuję za cenne uwagi.

Pozdrawiam serdecznie!

 

Nie czuję tego anglicyzmu. "It was starting to get cold"?

Bo go wyrzuciłeś. "It was getting really cold." Nie mam pojęcia, co ci Anglosasi mają z "naprawdę" – jedno już przerobili na "bardzo", teraz męczą drugie – ale u nas "naprawdę" jest zapewnieniem.

ruch kuriera wzdłuż szeregu sklepowych witryn pomaga mi wyobrazić sobie tę przestrzeń.

A, chyba, że tak.

Czy nie możemy tego uznać za rodzaj metonimii?

Oj, nie wydaje mi się.

Prowadzona przez osobę o polskim nazwisku restauracja, serwująca ramen, nie dziwi raczej kuriera.

Tak, naturalnie – ale to dlatego, że tak wygląda świat, który wykreowałeś. Ale my go jeszcze nie znamy i przyjmujemy automatycznie, że jest taki, jak nasz – a tu nagle gruszka.

Mówi się jednak często o wesołym, pewnym lub przestraszonym głosie.

No, spotykałam się z tym, ale mnie to razi. Z drugiej strony, jak widzę znak "roboty na wysokości", to się zastanawiam, czy te roboty to takie latające, czy trzeba je dźwigiem na wysokość wwozić :)

Chodziło mi o pewien automatyzm, o niekontrolowane ruchy.

Hmm. Teraz widzę, ale to nie było jasne.

Pozdrawiam serdecznie!

Odkrycie własnego błędu to nie porażka, lecz okazja (Alfred N. Whitehead)

Przyznam, że za pierwszym razem tylko przeskanowałem tekst. Ale zatrzymałem się, urzeczony, na ostatnim dialogu:

– Jaka jest zima?

– Spokojna i zimna. Czasem się ktoś przez przypadek obudzi i przychodzi na zupę, ale oprócz tego niewiele się dzieje.

– Czy jeśli się obudzę przypadkiem, też mogę przyjść?

i wróciłem do początku, żeby przeczytać całość.

Ja bym nie rozbudowywał, cały urok w niedookreśleniu tego świata.

Cywilizacja stworzona przez niedźwiedzie? ;-)

Spokojny tekst, jak dla mnie aż za bardzo.

Hibernowanie na zimę może rodzić sporo różnych problemów, znacznie bardziej złożonych niż gotowanie pożywnej zupy. Co z pociągami i samolotami? Gdzieś musi być granica między strefami klimatycznymi… Co się stanie, gdy maszynista nagle kimnie? Jak wpływa kapsułka na ciążę?

Ale to ciekawy punkt wyjścia do budowania świata.

Babska logika rządzi!

Cześć, przede wszystkim przepraszam za to, że odpisuję z takim opóźnieniem. Coboldzie, dziękuję, serce rośnie! Tego szorta na pewno nie będę rozbudowywał. Finklo, masz rację, że to nie takie proste. Gdyby to była dłuższa forma, dobrze by było zasygnalizować pewne praktyczne rozwiązania, dlatego jestem wdzięczny za pytania, które postawiłaś. Ja zastanawiałem się nad tym, czy to jest możliwe, żeby przez zimę wszystkie rury w mieście nie popękały, albo czy ludzie nie dostaną odleżyn, a nie pomyślalem o czymś tak ważnym jak ciąża. Trudno w wiarygodny sposób obejść te dziewięć miesięcy, nawet jeśliby się odwołać do zaawansowanych technologii. Niestety nie znam jeszcze odpowiedzi na te pytania. Dzięki raz jeszcze!

Nowa Fantastyka