- Opowiadanie: dyżurny copywriter kraju - A tera bajera, czyli… mokre szorty!

A tera bajera, czyli… mokre szorty!

Dyżurni:

ocha, bohdan, domek

Oceny

A tera bajera, czyli… mokre szorty!

Bajera o tem, jak Szprot Rybinson i Sum Mordoklej rozwiązali Zagadkę Niesporczaka

 

Razu jednego Szprot Rybinson i Sum Mordoklej płynęli sobie wedle Cieśniny Drake'a, chcąc z zimnych wód Oceanu Lodowatego Południowego przedostać się na mniej więcej tak samo zimne wody tegoż samego Oceanu Lodowatego Południowego, tylko po drugiej stronie cieśniny. A przejścia przez cieśninę strzegł srogi Niesporczak Wolfgang, któren to Wolfgang każdemu zadawał zagadkę, na którą jeszcze nikt nie odpowiedział. Ości tych, co nie odpowiedzieli, walały się nieodpowiedzialnie wokół, grożąc zagrożeniem epidemiologicznym. Rybinson i Mordoklej znani jednak byli ze swej dzielności i jeszcze większej lekkomyślności, toteż bez żadnych ciężkich myśli podpłynęli raźno, by wysłuchać zagadki.

– Dlaczego niesporczak to niesporczak? – wrzasnął Niesporczak Wolfgang.

– Dla odróżnienia od Godzilli, bo Godzilla to taki raczej sporczak – odpowiedzieli Szprot Rybinson i Sum Mordoklej. I popłynęli na drugą stronę Cieśniny Drake'a, a Niesporczakowi Wolfgangowi zrobiło się głupio.

 

 

A tera…

Bajera o tem, jak Szprot Rybinson i Sum Mordoklej nie dopuścili do ZAGŁADY LAGUNY

 

Razu jednego Śledź Zagłada pożyczył Wielorybowi Lagunie pięć dych na dwa tygodnie. Laguna wziął i sobie popłynął. A jak sobie przypomniał, że ma oddać, to już był daleko. Dążył więc, aby zdążyć. Wieść się rozniosła po wszystkich oceanach, że Laguna dąży do Zagłady. Szprot Rybinson i Sum Mordoklej zaniepokoili się, żeby coś złego z tego nie wynikło. Postawili się więc okoniem i nie dopuścili do Zagłady Laguny.

 

 

A tera…

Bajera o tem, jak Szprot Rybinson i Sum Mordoklej podróżowali z prędkością światła

 

Razu jednego Szprot Rybinson i Sum Mordoklej płynęli w jedno miejsce, żeby załatwić pewną sprawę. Płynęli w dość płytkiej wodzie, tuż przy dnie, które w jednych miejscach było oświetlone, a w innych zacienione. Wszystko przez wystające ponad wodę skały, które przesłaniały słońce. W pewnej chwili dopłynęli do dosyć rozległej plamy cienia.

 

– Pierniczę, nie płynę tędy – powiedział Mordoklej, zatrzymując się. – W cieniu mogą czaić się żarłacze oraz niesporczaki.

– I tak już jesteśmy spóźnieni – odparł Rybinson. – Jak będziemy bawić się w objazdy, to w końcu potrzebna nam będzie prędkość światła, żeby zdążyć.

– Przecież światło nie ma prędkości – rezolutnie zauważył Mordoklej – ono po prostu świeci i sobie jest.

– Co?! Chłopie! Gdzieś ty do szkoły chodził? – zacietrzewił się po szprociemu Rybinson.

– Nigdzie – odpowiedział zgodnie z prawdą Mordoklej.

– Nieważne. Posłuchaj, światło przemieszcza się, rozumiesz? PRZE–MIESZ–CZA! Nie może być w dwóch miejscach naraz. Aby przemieścić się z punktu A do punktu B, musi pokonać DROGĘ. Zaraz ci udowodnię!

 

Podniósł lewą płetwę do góry, a prawą przycisnął do boku.

 

– Zoba! Pod lewą pachą mam światło, nie? A pod prawą nie mam. Tera, jak podniosę prawą płetwę, to światło tam wskoczy, uważaj!

 

Podniósł prawą płetwę i rzeczywiście: światło tam wskoczyło.

 

– No i co? – zapytał Rybinson.

– Ja cię kręcę! – wybulgotał Mordoklej.

– Widziałeś, jak szybko?

– 299 792 458 metrów na sekundę!

– A widzisz!

 

Tymczasem słońce wychyliło się spoza wystającej skały i oświetliło dotychczasową plamę cienia. Szprot Rybinson i Sum Mordoklej podjęli więc na nowo swą wędrówkę, płynąc z prędkością przemieszczającego się po dnie światła.

 

 

A tera…

Bajera o tem, jak Szprot Rybinson i Sum Mordoklej wpłynęli na suchego przestwór oceanu

 

Razu jednego Szprot Rybinson i Sum Mordoklej naćpali się jakiegoś świństwa, po którym wpłynęli na suchego przestwór oceanu. Rybinson nurzał się w zieloność i jak łódka brodził… Mordoklej omijał koralowe ostrowy burzanu… Rybinson patrzył w niebo, gwiazd szukał, przewodniczek łodzi… Mordoklej słyszał ciągnące żurawie… nie wiadomo, co one tam ciągnęły… Rybinson z kolei słyszał, kędy się motyl kołysa na trawie… A nawet kędy wąż śliską piersią dotyka się zioła… ZIOŁA!

 

– Ach zioło me lube, ty jesteś jak zdrowie – wybełkotał Mordoklej.

– Cicho! Słyszę głos z Litwy! – krzyknął Rybinson.

 

Obydwaj ucho natężyli ciekawie…

 

– …Dlaczego niesporczak to niesporczak?! – dobiegło gdzieś z oddali.

Wytrzeźwieli natychmiast.

– Jedźmy! Nikt nie woła.

 

 

A tera…

Bajera o tem, jak Szprot Rybinson i Sum Mordoklej uczyli jednego płetwala błękitnego skakać na skakance

 

…Jak donosi nasz korespondent z Japonii, fala tsunami, która dziś rano uderzyła w Tokio, miała 30 metrów wysokości…

 

 

A tera…

Bajera o tem, jak Szprot Rybinson i Sum Mordoklej podpłynęli za blisko Cieśniny Kerczeńskiej…

 

…i momentalnie zostali otoczeni przez komando brodatych, czeczeńskich meduz, uzbrojonych po zęby w parzydełka.

 

– Pławniki wwierch! Wy kto?

– Jezus, Maria! – wrzasnął przerażony Rybinson.

– Szpiony Ukraińce, da?

– Jestem Polakiem! – ryknął Mordoklej. – Moja babiczka pochazi z Chrzanowa!

– Do atamana s nimi! Bystrieje, bystrieje!

 

Dziewiętnaście minut później…

 

Starszyna Jesiotr Jesiotrowicz Zajcew uśmiechnął się serdecznie od skrzeli do skrzeli.

 

– Eta Rybinson i Mordoklej! Ja znaju, szto wy! Moj synok lubit bajery o was! Spakojna, wam czeszuja so spiny nie upadut! Wy mnie tolka dajtie waszi awtografy… Adin dla synoczka… Daa… Wtaroj dla sztabskapitana… Na wsiakij słuczaj… Spasiba. A tepier moje malcziki wam dorogu pokażut. Tolka znajetie… – tu zniżył głos i zmrużył znacząco jedno oko – nas siuda niet!

 

 

A tera…

Bajera o fakcie autentycznym, jak Szprot Rybinson i Sum Mordoklej cofali się do tyłu, wracając z powrotem w ramach wzajemnej współpracy do akwenu wodnego, przez okres czasu równej połowy miesiąca stycznia i przy pozytywnej aprobacie potencjalnie możliwego pełnego kompletu licznego tłumu wiernych wyznawców demokracji ludowej, a następnie, kopnięci nogą przez wrogiego nieprzyjaciela spadli w dół, niemalże prawie zabijając się na śmierć.

 

Tak więc wydarzyło się to wszystko, ot i cała historyja.

Koniec

Komentarze

No cóż, zbyt wiele podobnych żarcików opowiedzianych jeden po drugim, czyli tak zwanym ciurkiem, skutkuje tym, że po chwili żaden nie zostaje w pamięci.

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

regulatorzy – nieprawda! Zapamiętałaś co najmniej dwa! Pierwszy – o Zagadce Niesporczaka, bo był pierwszy i doskonale to pamiętasz, nie udawaj. I drugi… no na przykład ten o płetwalu błękitnym i skakance, bo był najkrótszy. Ja Cię znam – jak nie ma gdzie wbić szpileczki, to wbijesz obok i będziesz krzyczeć: “TRAFIŁAM” :P

coś wymyślę

Obawiam się, dyżurny copywriterze kraju, że raczysz sobie schlebiać, twierdząc że mnie znasz.

No i bardzo się mylisz – owszem, moja pamięć jest dość pojemna, ale jeśli ma przechować żarty, to muszą być one naprawdę bardzo dobre. Twoich, niestety, nie zapamiętam. :(

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

W każdym swym tekście wyrażasz swą duszę. Kto umie patrzyć, ten widzi więcej :) Twoja praca, droga regulatorzy, za którą Cię wszyscy szanują, to wyłuskiwanie wszystkiego, co da się wyłuskać. Jesteś w tym dobra, czujna i bezwzględna… Jak widzisz, nie schlebiam sobie. A Rybinsona i Mordokleja zapamiętasz… choćbyś się wściekła, bo teraz już ich z pamięci tak łatwo nie wyrzucisz :P Rozumiem, że nie przypadły Ci do gustu bajery, że nie chciałabyś ich pamiętać, ale pamiętać będziesz… >;)

coś wymyślę

Jeśli wiedzę o mnie czerpiesz z przeczytanych komentarzy, no to cóż… chyba tego nie skomentuję. ;)

 

…choć­byś się wście­kła, bo teraz już ich z pa­mię­ci tak łatwo nie wy­rzu­cisz :P

Zważ, że aby móc coś wyrzucić z pamięci, owo coś musiałoby się pierwej w pamięci znaleźć, a wierz mi na słowo – nie znalazło się. ;)

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Jak już wspomniałem… Może bardziej klarownie powinienem… Wiedzę o człowieku czerpię z jego słów własnych, a nie z komentarzy o nim. A co do Twej pamięci – nie wątpię w jej doskonałą jakość. a tym samym nie mogę uwierzyć Ci na słowo, gdyż akurat to słowo – jest bez pokrycia :) I proszę, zechciej zauważyć jedną rzecz: ja absolutnie nie bronię tych swoich wypocin o jakimś tam Rybinsonie, czy innym Mordokleju… Pragnę tylko naprostować Twoje błędne stwierdzenie, że nic z lektury nie pozostało Ci w pamięci. Bo jest to oczywista nieprawda, i tylko na takie określenie zasługuje. Ja w swej autoocenie staram się być obiektywny. Te teksty będą zabawne tylko dla osób, które odbiorą je, że tak to ujmę, na właściwych falach. Ty natomiast wyraziłaś subiektywną opinię  w autorytatywnym stylu, nadając jej cechy wszechobowiązującej obiektywności. A to już można podciągnąć pod nadużywanie posiadanego autorytetu. Wszak za Tobą podążają inni, wpatrzeni w Twoją opinię! Nie uwierzę Ci na słowo, że nic z tekstów nie zapamiętałaś, bo sama doskonale wiesz, że użyłaś w tym przypadku figury retorycznej, która zazwyczaj służy do manipulacji informacją. Ale inni uwierzą… :)

coś wymyślę

Wie­dzę o czło­wie­ku czer­pię z jego słów wła­snych, a nie z ko­men­ta­rzy o nim.

Ależ miałam na myśli wyłącznie moje komentarze, zostawione pod opowiadaniami. Innych w ogóle nie brałam pod uwagę.

 

Pra­gnę tylko na­pro­sto­wać Twoje błęd­ne stwier­dze­nie, że nic z lek­tu­ry nie po­zo­sta­ło Ci w pa­mię­ci. Bo jest to oczy­wi­sta nie­praw­da…

Jeśli twierdzisz, że wiesz lepiej, co przechowa moja pamięć, chyba nie ma sensu przekonywać Cię, że jest inaczej.

 

Ty na­to­miast wy­ra­zi­łaś su­biek­tyw­ną opi­nię  w au­to­ry­ta­tyw­nym stylu, na­da­jąc jej cechy wszech­obo­wią­zu­ją­cej obiek­tyw­no­ści.

Opacznie odczytałeś moje zdanie – wyraziłam w nim wyłącznie własne odczucie, niczego mu nie nadając.

 

A to już można pod­cią­gnąć pod nad­uży­wa­nie po­sia­da­ne­go au­to­ry­te­tu. Wszak za Tobą po­dą­ża­ją inni, wpa­trze­ni w Twoją opi­nię!

Nie zarzucam Ci, brońcie bogowie, że być może nie wiesz, co napisałeś, ale pozwolę sobie zauważyć, że panuje dziś nieznośny upał…

 

Nie uwie­rzę Ci na słowo, że nic z tek­stów nie za­pa­mię­ta­łaś, bo sama do­sko­na­le wiesz, że uży­łaś w tym przy­pad­ku fi­gu­ry re­to­rycz­nej…

Obawiam się, że nic nie zdoła podkopać Twojej wiary we własne przekonania, więc nawet nie będę próbowała sugerować, że może być inaczej.

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Ta dyskusja przestała prowadzić dokądkolwiek, poza manowcami, więc pozwolę sobie na tym poprzestać. Oczywiście chylę czoła przed czasem i energią, które zaangażowałaś, jak również przed Twoją elokwencją oraz asertywnością. Życzę Ci miłego wieczoru, bo chyba dopiero wieczorem da się odetchnąć od tego upału :)

coś wymyślę

Dziękuję i także życzę Ci chłodnego wieczoru. ;)

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Pierwsze dwa są tak suche i nudne, że dalej się w ten muł nie pchałem.

"Taki idealny wyluzowywacz do obiadu." NWM

Mytrix, dziękuję za opinię i przepraszam, że naraziłem Cię na stratę czasu, a także za to, że podłożyłem pod Twe nogi muł, który z pewnością Twych nóg był niegodny. Wyrażam wdzięczność, że zechciałeś podzielić się swoimi spostrzeżeniami. Twoje słowa z pewnością staną się przestrogą dla wszystkich tych, którzy nieopatrznie zagłębiliby się w ten muł i… cholera wie, jak mogłoby się to skończyć :)

coś wymyślę

Przeprosiny przyjęte, :c

"Taki idealny wyluzowywacz do obiadu." NWM

A mnie się owszem, bardzo.

Podobało mi się między innymi to, że Twoje postacie, nie tylko protagoniści, ale też antagoniści, wykazują się bystrością umysłu i dużą czujnością (dzięki temu są bardziej wiarygodne; wielu autorów, niestety, nie przywiązuje wagi do takich detali jak wiarygodność antagonistów, antagonistek i antygon).

Widać to w szczególności tutaj:

– Pławniki wwierch! Wy kto?

– Jezus, Maria! – wrzasnął przerażony Rybinson.

– Szpiony Ukraińce, da?

Nie dał się, cwany parzydełkowiec, nabrać!

 

Tutaj, dla odmiany, zadałeś bohaterowi zbyt łatwą zagadkę imo:

– Co?! Chłopie! Gdzieś ty do szkoły chodził? – zacietrzewił się po szprociemu Rybinson.

– Nigdzie – odpowiedział zgodnie z prawdą Mordoklej.

Gdybyś zapytał Rybinsonem, do jakiej szkoły Mordoklej PŁYWAŁ, wtedy faktem niezbitym i autentycznym byłoby, że ten musiałby się cofnąć do tyłu pamięcią o jakiś okres czasu, i to nie jeden raz, ale liczną wielość razy; nareszcie odkryłby, że wciąż i wciąż natrafia na nicość, aż dotarłby do nicości ostatatecznej i całkowicie zupełnej. I dopiero wtedy zrozumiałby, że powinien odpowiedzieć: "nigdzie". Wykazawszy się intelektem sprawnym, choć nieuczonym, zadziwiłby czytelnika, a jednocześnie uwiarygodniłby się jako postać (patrz poprzedni nawias).

 

Muszę jeszcze dodać, że niezwykle spodobał mi się nowatorski pomysł na pomiar prędkości światła. Bardzo dokładna metoda! Prawdziwa hard sajens i w ogóle należałoby to gdzieś opublikować. Bezskuteczne wsłuchiwanie się w Litwę to również niezła koncepcja – i fajna zabawa. 

Total recognition is cliché; total surprise is alienating.

Jeroh, w tym konkretnym przypadku bystrość antagonisty jest w znacznym stopniu zawężona i ukierunkowana: dla brodatej meduzy czeczeńskiej każdy, kto pojawi się w patrolowanej strefie Cieśniny Kerczeńskiej, będzie ukraińskim szpionem :)

Natomiast nad kwestią, czy Mordoklej chodził – nie chodził, pływał – czy nie pływał do szkoły, jakoś nie zastanawiałem się głębiej. Odruchowo zastosowałem tu antropomorfizację, podobnie jak w kwestii “Jedźmy, nikt nie woła”. Choć w tym drugim przypadku chciałem wstępnie użyć formy “płyńmy”, ale po namyśle pozostawiłem cytat w jego oryginalnym brzmieniu, aby był bardziej czytelny.

Dzięki za dobre słowo :)

coś wymyślę

Hmm, chyba nie moja ta bajka.

Najbardziej zaintrygowała mnie zagłada laguny.

Z drugiej strony babcia z Chrzanowa trochę trąci myszką. Analiza materiałów dostępnych w Internecie prowadzi mnie do wniosku, że ta reklama ma co najmniej 17 lat.

Mogło być gorzej, ale mogło być i znacznie lepiej - Gandalf Szary, Hobbit, czyli tam i z powrotem, Rdz IV, Górą i dołem

Nowa Fantastyka