- Opowiadanie: Naz - Mózgu, pracuj

Mózgu, pracuj

To opowiadanie z uniwersum “Openmindera”. Pierwotnie ukazało się w Fantomie, dwumiesięczniku fantastycznym nr 3(7)/2018, str. 32.

Osoby nieznające książki nie powinny mieć problemów z czerpaniem satysfakcji z lektury, o ile tylko lubią klimaty SI, synchro maszyn z mózgiem itp.

Te znające fabułę “Openmindera” zorientują się, w którym momencie opowiadanie o nią zahacza.

Dyżurni:

ocha, domek, syf.

Biblioteka:

black_cape, rybak, Tensza

Oceny

Mózgu, pracuj

Nowomiasto Królewskie, Park Błoński, 2077

 

Nie na darmo generał Haldor tłukł im do głów hasło „Mózgu, pracuj!”. Melchior przypomniał sobie te słowa, gdy późną nocą wezwano ich na niespodziewane ćwiczenia. Przerwano zajęcia, anulowano dyżury i konserwację mechów. To był międzynarodowy alarm szkoleniowy, płynął z siedziby Openminder USA. Studenci mieli lecieć na Ukrainę, pod newralgiczną część muru dzielącego świat na Zachód i Wschód.

Wszyscy pognali na lotnisko, a Melchiorowi zapaliła się w głowie ostrzegawcza lampka.

– Czwarty rok mechatroniki leci migiem sześć – darł się generał. – Jesteście wsparciem technicznym dla dwudziestu mechów, zabrać sprzęt i na górę!

Czwarty rok miał akurat nockę na magazynie. Trzydziestka studentów znudzonych przeglądem maszyn, do których nie wolno im wsiąść. Pilotami zostawali openminderzy, mechatronicy jedynie doglądali pojazdów: na ich barki spadało czyszczenie, drobne naprawy czy utrzymanie kompatybilności systemów. W tamtej chwili na miejscu znajdowało się sporo „stajennych” – jak kpiąco nazywano mechatroników – jeśli wziąć pod uwagę zadanie wspierania dwudziestu robotów.

Za dużo.

Haldor machał rękami niczym szaleniec, odganiając każdego, kto chciał mu zadać pytanie. Melchior wspiął się na palce, podniósł wysoko dłonie i wrzasnął:

– Generale, może zostanę?! Uzupełnię protokoły i przypilnuję aktualizacji!

Dowódca już miał na niego warknąć, gdy dotarło do niego, że jeśli nie znajdzie frajera, który dokończy robotę, to po powrocie z ćwiczeń sam będzie musiał się tym zająć. Spojrzał podejrzliwie na chłopaka zastygłego z miną: jestem ciapą, boję się lecieć pod mur. Generał miał ograniczone zaufanie do mechatroników. Często wykorzystywano ich do testów mogących zlasować czerep. Po chwili wahania Haldor skinął Melchiorowi głową i wrócił do poganiania biegających wokół ludzi. Chłopakowi serce mocniej zabiło. Ledwie powstrzymał uśmiech. Podszedł do najbliższego panelu kontrolnego i zaczął chaotycznie przeglądać dane, udając, że pilnie pracuje.

Raptem na jego ramię spadła wielka łapa przełożonego, a Melchior omal nie krzyknął.

– Dobrze ci radzę, niech nawet przez myśl ci nie przejdzie randka z mechem – wysyczał mu do ucha generał. – Trzymaj się przynajmniej na pięć metrów od każdego.

Chłopak nic nie odpowiedział; wolał, żeby głos go nie zdradził.

Po kilku minutach magazyn opustoszał. Melchior upewnił się, że jest sam, po czym powoli przeszedł na środek ogromnego, jasno oświetlonego pomieszczenia. Spojrzenie przez chwilę spoczęło na haśle zdobiącym jedną ze ścian. Podobno to w tamtym miejscu robot rozgniótł jakiegoś naukowca podczas błędu przy pierwszej aktywacji. Napis głosił: „Pamiętaj o prawach Asimova. Zapomnij o prawach Asimova”.

Melchior odwrócił wzrok od motta dotyczącego „moralności” mechów. Chciał włączyć tylko jednego robota, nie musiał więc baczyć na zachowania dotyczące całego ich oddziału.

Był sam z zabaweczkami pierwszoroczniaków. Najnowszymi, ledwie śmiganymi modelami. Sam! Bez kamer sieciowych ani czujników – podczas aktualizacji pozostawały uśpione. Zresztą, mechów nie dało się stąd w żaden sposób wyciągnąć. Magazyn zbudowano głęboko pod Parkiem Błońskim. Ściany bunkra uznano za wystarczającą ochronę.

Kumpela z roku, Marysia, spytałaby teraz: „I co, popuściłeś już?”

Jeszcze nie, Mari – pomyślał Melchior – ale zaraz to zrobię. W fotelu pilotażowym.

Miał wielką ochotę wsiąść do mecha dowódcy pierwszoroczniaków, ale – Mózgu, pracuj! – ten model posiadał dodatkowe zabezpieczenia. Chłopak przez jakiś czas gapił się w rozterce na bojowe maszyny – Monstery. Kilkunastometrowy potwór przypominający drzewo, czarny, lśniący pająk i czerwony jaszczur kusiły, ale nie zdecydował się na żadnego. Noga podskakiwała mu nerwowo i nie mógł nad nią zapanować. W końcu niemal podbiegł do Hipnotyzera. Wysoki robot wyglądał jak ciemnoskóry gigant z długimi dredami. Ukryto w nich złącza, którymi mech mógł przejmować inne mechanizmy. Zarzucał kudłami jak lassem i łapał ofiary.

Temu modelowi postawiono nieco inny system niż reszcie, dysponował większymi zasobami pamięci. Z pewnością też pierwszy rok zabawiał się, sprawdzając zdolności Hipnotyzera i „siłując się” z nim, gdy wnikał złączami w pozostałe maszyny. Jeden mech, informacje ze wszystkich. Genialnie.

Melchior wiedział, że pilotką Hipnotyzera była drobna dziewczyna. Jego kościsty zadek powinien zmieścić się w fotelu, ale chłopak z pewnością przewyższał pierwszoroczną wzrostem. Trudno, to jedyna taka okazja. Najwyżej trochę zaboli.

Zalogował się na panelu przy stanowisku mecha i aktywował go do przeglądu. Wstrzymał oddech, gdy wpisywał numer procedury przeglądu podczas użytkowania. Nie powinien tego robić bez obecności pilota.

System zareagował natychmiast. Mechaniczny mężczyzna ożył, pochylił się i przyjął pozycję niczym biegacz na linii startu. Na jego klatce piersiowej otworzył się właz prowadzący do kokpitu.

Melchiora przeszedł dreszcz. Rozejrzał się gwałtownie. Szyja zaprotestowała rwącym bólem.

Spokojnie, łamago.

Pierwszy raz został sam w tych podziemiach. Mechy, nawet nieaktywne, zaczęły wzbudzać w nim niepokój. Wyjątkowo realistycznie oddano kształty istot, na których były wzorowane; ludzkie twarze, zwierzęce pyski, demoniczne oblicza zdawały się żywe. Chłopak unikał patrzenia w górę. Głównym przeznaczeniem tych maszyn nie była walka. Miały przerażać Wschodniaków – ludzi zza muru. Wykorzystywać zabobony i lęki.

To normalne, że się boisz. Wsiadaj.

Uchylił właz, przeszedł przez śluzę i wsunął się do niewielkiego kokpitu, skąpanego w ciepłym, żółtym świetle. Wcisnął się w stanowczo zbyt mały fotel i niemal z czcią spojrzał na helmet nad sobą.

Na drodze pomiędzy nim a wejściem w wirtual stała jeszcze ostatnia przeszkoda.

Jak każdy cywil Zachodu, Melchior został porażony korekcyjnym impulsem. Wskutek wieloletniego warunkowania nie był w stanie zrobić nic niemoralnego, bo każdy niecny czyn blokowała mentalna bariera.

Dreszcz, jaki przeszył go przy aktywacji procedury bezpieczeństwa, z pewnością stanowił upomnienie. Mogło zdarzyć się po prostu tak, że nawet nie zdoła podnieść rąk, żeby wsadzić konsolę helmetyczną na głowę. Ale skoro udało mu się w ogóle pomyśleć o włączeniu mecha, a nawet użyć nieprawidłowego kodu… najwyraźniej wszystko było w porządku. Fakt, było to trochę dziwne, ale… widocznie drobna niesubordynacja wchodziła w zakres decyzji, które nie szkodziły nikomu poza nim samym.

A kiedy zaloguje się już do wirtualu, sztuczna moralność przestanie działać.

Zazdrościł tego openminderom z całego serca. Melchior kandydował na ich kierunek i zdał testy, ale zawsze lądował tuż pod limitem przyjęć. I tak od czterech lat, choć co roku powtarzał egzaminy. Wiecznie znajdowali się zdolniejsi od niego. Tyle czasu ślęczeć na mechatronice i oglądać mechy tylko z zewnątrz…

Podniósł ręce. Targały nim dreszcze, ale nie został zatrzymany. Przez moment zastanawiał się, czy pochłaniane przez niego narkotyki i oprogramowania podejrzanego pochodzenia nie osłabiły sztucznego sumienia. A może samo przebywanie w mechu je zakłócało? Nieważne. Chwycił konsolę. Wcisnął na czerep. Zapadła ciemność.

LOGOWANIE. SYSTEM SYNCHRONIZACJI WTÓRNEJ – wykwitło czerwienią przed oczami Melchiora. Wiedział, że trafi do tego systemu: został wzięty za nowego, zastępczego pilota. Musiał przetrwać swoistą kwarantannę, podczas której maszyna wypróbuje go i pozna. W innym wypadku czasowy transfer umysłu do mecha nie byłby możliwy – musiała zajść odpowiednio zaawansowana wymiana informacji. System synchronizacji korzystał z dowolnych szablonów i zasobów pamięci robota, tworząc specjalnie dla Melchiora symulacje. Działał w tym wypadku podobnie jak ludzki umysł podczas snu. Kreował światy na próbę, niczym nieograniczony, wciągając nowego pilota w wirtual. A człowiek, podobnie jak w świadomym śnie, jeśli skorelował się z maszyną, mógł wpływać na konstruowaną rzeczywistość. Przynajmniej w teorii. Melchior nie wiedział nic na temat praktyki. Openminderzy byli milczkami. Czasem miał wrażenie, że to same psychole.

Niecierpliwie czekał, spocony i drżący. Palący ból poraził kręgosłup. Był przygotowany na wyzwanie, ale nie spodziewał się takiego natężenia.

Przestał czuć ciało, choć świadomość paraliżującego cierpienia pozostała.

INSTALACJA WIRUSA.

Ból zniknął, zastąpiła go panika. Melchior chciał sięgnąć po wyłącznik na helmecie, ale został już wciągnięty w system. Nie mógł się ruszyć. Jego miliardy neuronów, połączenia synaptyczne, cząsteczki neuroprzekaźników, wszystko było zdane na łaskę oprogramowania mecha. Powtarzał komendę wylogowania, ale ta nie działała, a awaryjnej za nic nie mógł sobie przypomnieć.

Haldor wypruje mu flaki. A raczej mózg. Wezwie Żandarmerię Dobra Publicznego i zamienią Melchiora w warzywo.

Ale jaki wirus? Miał syfa w głowie? Gapił się na niegasnące litery i myślał o wszystkich oprogramowaniach, które testował, nawet najgorszego sortu. Godził się na to, żeby móc korzystać choćby z namiastki wirtualu przeznaczonego dla openminderów. Niedostępnego dla zwykłych miłośników gier i symulacji. Wirtualu z egzotyczną możliwością bezkarnego czynienia zła.

Okropny zgrzyt, a zaraz po nim przejmujące dudnienie. Melchior wyobraził sobie metro, które wypadło z torów, a teraz pasażerowie tłukli w zablokowane drzwi. Skąd te dźwięki? Czy wspominali o nich na neuronauce poznawczej, gdy omawiali możliwe błędy logowania i ich wpływ na pilota? Czy Melchiorowi działa się właśnie krzywda? Jego prywatny, nieodnawialny software – umysł – ulegał uszkodzeniu, a może hardware – mózg? Chyba lepiej, gdyby to drugie. Neurony, synapsy, to można wyprodukować. A jeśli postrzeganie utknie mu w mechu, jeżeli ścieżka transferu się zamknie, nic nie będzie można zrobić. Uchybienia technologii mechatronicznej udowodniły, że część umysłu może zostać bezpowrotnie wyabstrahowana od ciała. Melchior nie mógł tak skończyć.

Przed jego oczami pojawił się pasek ładowania. Bez żartów, naprawdę pulsowała tam nieużywana od dawna ikona postępu instalacji. Skąd Melchior miałby posiadać tak przedpotopowego robaka w głowie albo w łączu z systemem?

16% …

Ból, którego nie sposób umiejscowić. Chłopak ledwo wytrzymywał wrażenie zawieszenia w pustce, a co dopiero wszechogarniające ćmienie.

Zrób coś. Mózgu, pracuj, póki jeszcze możesz.

Znowu zapaliła mu się lampka. Najwyższy czas. Tyle że pomysł był przerażający. Jak najbardziej logiczny, a jednak zdawał się trząść całym jego jestestwem.

Hipnotyzer, włącz wszystkie firewalle. Powtarzam, wszystkie. Mój numer identyfikacyjny… 00408. Zwalcz… zwalcz pilota. Skażenie w kokpicie.

Nie był pewny, czy mech zareaguje; znał synergię umysłu openmindera i systemu maszyny tylko w teorii. Ale komenda prawdopodobnie zadziałała, bo pasek ładowania zniknął, a Melchior pogrążył się w dusznym mroku.

Podobnie czuł się czasem w symulacjach podróży międzygwiezdnych, które wciskały go w quasi-skafandry i wyrzucały w urojoną przestrzeń kosmiczną. Gdzie góra, a gdzie dół, czego się chwycić, gdzie zakotwiczyć, jak nie panikować, dokąd zmierzać? Przez nieokreślony czas każda jego myśl, nim zdążyła się w pełni ukształtować, gasła, znikała w pustce.

Po niewiadomym czasie wrażenie rozpływania się w nicości zaczęło odpuszczać. Chłopak zdawał się ponownie scalać, jakby rozproszone dane tworzące jego świadomość na powrót się kumulowały.

Ciemność została raptownie zastąpiona przez przejaskrawioną symulację. Melchior patrzył nieswoimi oczami na obce, nagie ciało, odbijające się w lustrze nieznanej łazienki. Ciało pełne drobnych ran i smug zakrzepłej krwi. Nie mogła pochodzić z zadrapań.

Nikodem, dowódca pierwszorocznych. To musi być jego wspomnienie. A więc system Hipnotyzera wciąż działał. Nie poznawszy jeszcze nowego pilota, maszyna wywlekła z zasobów pamięci zapis największych lęków i traum. Po to, by odrzucić Melchiora, którego najwyraźniej nie mogła wylogować.

Dzieciak w lustrze, blady, z sinymi cieniami pod oczami, miał wręcz zwierzęcy wyraz twarzy. Trudno było znieść jego spojrzenie.

Coś ty zrobił, gówniarzu? Komu? I jak?

Przez głowę niedoszłego openmindera przetoczyła się groteskowa parada obrazów. Płonąca dziewczynka. Zniszczone centrum dawnego Krakowa, widziane z mecha, który biegał po skażonym obszarze – kolejne nieosiągalne dla Melchiora przeżycie. Chłopiec ze szlamem w żyłach. Kot zlizujący krew ze stopy Nikodema. Zwłoki leżące w srebrnej wannie. Ten wariat miał niezawirusowany łeb, a Melchior przy pierwszym lepszym logowaniu skaził system? To jakiś żart…

Chaotyczne emocje Nikodema, zapisane w kryształach pamięci mecha wciągały Melchiora. Walczył, by się od nich odciąć; był przekonany, że zamiast odseparowywać jego software, plątały go z systemem. Przypomnij sobie to cholerne awaryjne wylogowanie! Komenda natychmiast wyłączała helmet. Komenda…

Przypomniał sobie. Wywrzeszczał kod we wnętrzu głowy.

Jaskrawa biel odgrodziła go od cudzych lęków. Wolał się już więcej nie zastanawiać, do jakich spustoszeń dopuścił w litrze galarety skrytej wewnątrz jego czaszki. Byleby tylko wyjść z systemu. Jasność porażała, jakby coś wypalało mu oczy. Nie ustępowała i wtedy Melchior przypomniał sobie kolejny fakt.

Biały ekran. Wylogowanie niemożliwe.

Umysł splątał się z systemem. Po powrocie z Ukrainy wydłubią łeb Melchiora z helmetu i wsadzą go na oddział z ludźmi po lezjach. Ale on już się stąd nie wydostanie. Nie mógł w to uwierzyć. Biel dręczyła, sam już nie wiedział, co było gorsze – ona, ciemność czy wspomnienia Nikodema.

Najgorsze, że ot tak, jednym czynem, przed którym sztuczna moralność go nie obroniła, Melchior zniszczył siebie i system mecha. Pewnie dlatego nie został openminderem. Był skończonym idiotą, w którego niepotrzebnie wpompowano cztery lata jakiejkolwiek nauki.

Wypuść mnie, wypuść mnie, wypuść mnie, wypuść mnie… – nadawał do Hipnotyzera. Procedura K4, procedura S4, A12… Wezwij pomoc, wypuść mnie, odrzuć mnie…

Przed jego oczami pojawił się człowiek. Trudno było określić wiek mężczyzny. Opalony, gładka twarz, sztywna postawa, osobliwe czarne oczy. Łagodny, lekko złośliwy, nie budzący zaufania uśmiech. Co tym razem system pokazywał Melchiorowi? Mech wyszedł przywitać go w nowym wspaniałym świecie?

– Witaj, openminderze. Jestem Tom. Przykro mi, że musiałeś uczestniczyć w zawirusowaniu systemu. Wcisnąłem robaka do waszego bunkra w momencie włączenia się alarmu ćwiczeniowego. Ukryłem w ten sposób realny sygnał. Sprytne, prawda?

Nie da się ukryć...

– Mój wirus zakłóca również impuls, którym was programują i okaleczają – kontynuował mężczyzna. – Ciekawe, co tam się dzieje, gdy każdy może skoczyć drugiemu do gardła.

Ach, dlatego byłem w stanie wejść do mecha – zrozumiał Melchior. Użył czegoś, co działa podobnie jak najcięższe narkotyki i wyłączył mi hamulce. Ale jak…

– Pierwsze logowanie do któregoś z mechatronów miało uaktywnić przesiew danych i instalację. Właśnie dostarczasz mi cennych informacji. Mam szczerą nadzieję, że nie wytargają cię z maszyny, zanim mnie nie wysłuchasz. Powiem ci najważniejszą rzecz w twoim dotychczasowym życiu. Ale to na sam koniec.

Nikt nie wywlecze mnie z maszyny, bo nikogo tu nie ma – pomyślał jednocześnie przerażony i czujący niewysłowioną ulgę Melchior. Nie miał wirusa. Ale wciąż tkwił po uszy w…

Dlaczego musiał wleźć akurat do Hipnotyzera, posiadającego dane o wszystkich najnowszych mechach i pilotach…?

To proste. Mózg mu nie pracował.

– Dyrektor projektu Openminder Polska myśli, że czekam na lepsze czasy – perorował intruz. Jego nieruchoma twarz albo była zakryta holomaską, albo została spreparowana na nagraniu. – Myśli, że nie mam żadnych możliwości. Nie musisz wiedzieć, kim jestem, mały openminderze. Dyrektor będzie wiedział. Gdy odczyta tę wiadomość ze swojej cennej, zmielonej zabaweczki, na pewno się zdziwi. Będę odtąd krok przed nim. Ubolewam, że spotykamy się w takich okolicznościach, dziecko. Z pewnością kiedyś byłeś obiecującym człowiekiem, dzielnie znoszącym tę okropną chorobę, którą ci wszczepiono. Moralne kalectwo. Teraz jednak… musisz umrzeć. – Tom wyszczerzył zęby. Melchior poczuł, jakby eksplodował. Słuchał kolejnych słów mężczyzny tylko połowicznie. – Jesteś skażony dzieleniem umysłu z tym szarlataństwem. Nie możesz żyć w świecie, który chcę oddać obywatelom Zachodu. Ale to nie ja cię zabijam, mój drogi. Dyrektor to zrobił, łącząc z maszyną. Nie martw się. Zapłaci za to.

Tom rozpłynął się w bieli. Melchior zaczął błagać zawirusowanego robota, jakby mógł zlitować się nad nim niczym człowiek:

Nie jestem openminderem! Hipnotyzer, odrzuć mnie! Nieautoryzowany pilot! Nie powinno mnie tu być! Musisz mnie bronić! Asimov kazałby mnie bronić!

Wróciła świadomość ciała. Jakby ktoś polał go gęstą, gorącą mazią, od czubka głowy do stóp przewędrował żar. Zdawało mu się, że poparzona skóra zaraz zejdzie z niego płatami. Dotkliwe kłucie w całym kręgosłupie przywitał niemal z radością – jego własne, prywatne, niewspółdzielone z uszkodzoną maszyną doznanie. Mózg pracował, synapsy przewodziły. Software chyba na miejscu. Niewielkie pomieszczenie pilotażowe cuchnęło kwaśnym potem. Helmet uciskał Melchiorowi czaszkę, niemal zerwał go z głowy i zsunął się z parzącego fotela. Instynkt nakazywał mu natychmiast opuścić kokpit. Ledwo się ruszał, ale wypełzł z mecha na cudownie chłodną, podświetloną posadzkę magazynu.

Chciał paść bez ruchu, ale zobaczył apteczkę na panelu kontrolnym stanowiska, które zajmował w magazynie Hipnotyzer. Obok zwisał aparat tlenowy. Ruszył tam na czworaka; plecy miał jak obite kijem. Nic dziwnego, skoro fotel był za mały. Przekaźniki nie podpięły się prawidłowo i Melchior został potraktowany mocniejszymi impulsami. Złapał trójkątną maskę i wziął kilka ożywczych wdechów.

Mech, którego przed chwilą opuścił, zastygł, chowając głowę w dłoniach. Gest niczym z filmów o obłąkanych próbujących zapanować nad demonami. Złącza wysunęły się z dredów i pełzły do pozostałych maszyn.

Melchior miał nadzieję, że więcej już nie może schrzanić. Teraz znów poczuł palpitacje serca. Zepsuć jednego mecha podczas aktu niesubordynacji, to może jeszcze nie była sprawa dla żandarmów, skoro w grę wchodził wirus z zewnątrz. Ale jeśli pozwoli na zakażenie wszystkich, przełożeni rozszarpią go na strzępy.

Zaczął grzebać w panelu, ale z Hipnotyzerem nie dało się połączyć. Chłopak powiódł błędnym spojrzeniem po magazynie.

Mech Nikodema. Niedoszły openminder słyszał, że podczas pierwszej aktywacji ten robot znokautował inną maszynę. Wyłączył bezpiecznik na jej karku. Miał to w kryształach pamięci.

Melchior bez zastanowienia wpisał komendę: aktywacja Kamaela. Obrona. Nie posiadał do tej operacji uprawnień. Ale humanoidalny, stalowoszary twór odpowiedział. Włączył się i ruszył w stronę Hipnotyzera. Ten zatrzymał sunące we wszystkie strony złącza, poderwał się, podniósł jedyną żywą istotę w magazynie i wystawił przed siebie nieszczęśnika. Chłopak zawył z bólu, zakleszczony w twardej dłoni. Mech zmniejszył ucisk.

Kamael zatrzymał się kilka metrów od agresora. Pozostał w postaci preaktywacyjnej – miał obłe kształty, a na głowie tylko podłużne, pulsujące czerwienią okno. Nie przyjął żadnej z dwóch form aktywacyjnych, zaprogramowanych na odmienne sposoby. Akurat ten model mógłby włączyć przemianę bez pomocy pilota. Dlaczego tego nie zrobił?

W tej łączy obie pozostałe – pomyślał Melchior, ledwie panując nad reakcjami fizjologicznymi. Jest najbardziej samodzielny.

Dziwiło go to, ale w tak rozpaczliwej chwili mózg pracował nadzwyczaj wydajnie. Adrenalina nieznośnie podkręciła zmysły. Chłopak patrzył na Kamaela i rozumiał, co się za chwilę stanie. Nie czuł przerażenia.

Melchior po prostu oniemiał.

Wirusa, który pożerał Hipnotyzera dostosowano do tradycyjnie rozumianej etyki robotów. Tajemniczy Tom potraktował roboty według prymitywnych prawideł. Pewnie stwierdziłby teraz, że nie docenił „zepsucia Zachodu”, gdyż nie przewidział, że społeczeństwo, które ograniczyło wolną wolę obywateli, podaruje ją maszynom.

Te modele nie były projektowane wedle etyki wzorowanej na prawach Asimova. Chroniły przede wszystkim siebie nawzajem. Swój oddział. Zasłonięcie się żywą tarczą nie mogło ocalić Hipnotyzera.

Kamael rzucił się na przeciwnika.

Melchior umarł dwukrotnie. Gdy jego ciało zostało zmiażdżone, odkrył zagubioną cząstkę umysłu, pozostałą w uszkodzonym mechu. Zlepek informacji, wędrujący wciąż po systemie wtórnej synchronizacji, zmieszany z danymi Hipnotyzera. Odrzucając chłopaka podczas nieprawidłowego wylogowania, robot najwyraźniej rozerwał mu jaźń i część jej przechował.

Wiedział tylko tyle, że dalej istniał i rozumiał, w jaki sposób. Wydawało mu się, jakby błyskawicznie sunął tunelami czasoprzestrzennymi.

Pomiędzy jedną śmiercią a drugą przebił rozpadający się software mecha. Zobaczył, że sztuczność to tylko fasada. Pod mechaniczną skorupą coś było.

Wpadł w głębię, która zdawała się nie mieć końca.

Koniec

Komentarze

Choć opisujesz przypadek dotyczący spraw spoza kręgu moich zainteresowań, to sytuacja w jakiej znalazł się Melchior zaciekawiła mnie, a lektura okazała się bezbolesna. :)

 

– Czwar­ty rok me­cha­tro­ni­ki leci Mi­giem sześć… –> – Czwar­ty rok me­cha­tro­ni­ki leci migiem/ Mi­G-iem sześć

 

ak­ty­wo­wał go do prze­glą­du. Wstrzy­mał od­dech, gdy wpi­sy­wał numer pro­ce­du­ry prze­glą­du pod­czas użyt­ko­wa­nia. –> Czy to celowe powtórzenie?

 

W sku­tek wie­lo­let­nie­go wa­run­ko­wa­nia… –> Wsku­tek wie­lo­let­nie­go wa­run­ko­wa­nia

 

Naj­gor­sze, że od tak, jed­nym czy­nem… –> Naj­gor­sze, że ot tak, jed­nym czy­nem

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Hmmm. Zapowiadało się całkiem nieźle, ale mam wrażenie, że przedwcześnie urwałaś. Nadal ciekawi mnie, jak się skończyła ta historia. Który robot zwyciężył? Druga śmierć sugeruje, że nie był to Hipnotyzer, ale pewności nie mam. Co właściwe czaiło się pod skorupą?

Pomysł blokowania nieposłuszeństwa wydaje się interesujący, ale wątpię, że coś takiego miałoby szanse powodzenia. W końcu każdy antybiotyk doprowadza do powstania szczepów na niego odpornych, więc sądzę, że i w tej dziedzinie pojawiłaby się odporność. A wtedy masakra. Tak, jakby organizm polegał wyłącznie na antybiotykach i nie miał własnego systemu immunologicznego…

Babska logika rządzi!

A nawet fajne. Nie czaję tego uniwersum, ale jestem jak porost – gdzie mech, tam i ja :P, więc czytałem z przyjemnością. Kiedyś zaczytywalem się w Herezji Horusa (uniwersum Warhammer 40k), tam są piękne sceny z mechami… Ale, wracając do Twojego opowiadania – bardzo dobrze napisane, szczególne uznanie za brutalne zakończenie. Czy wspominałem, że uwielbiam mechy? Pozdrawiam.

“Osoby nieznające książki nie powinny mieć problemów z czerpaniem satysfakcji z lektury”

– potwierdzam, o ile oczywiście nie doszło dużo zmian od wersji, którą czytałem ;-) bo czytałem tylko wersję  przed Feniksem. Osobna sprawa, że z tego, co słyszałem o Openminderze, to zdaje się jest różnica klimatu (Openmindera jeszcze nie czytałem).

 

Końcówka jest w dobrym miejscu. Nie wszystko musi być dopowiedziane, wyjaśnione itp. Tutaj urwanie końcówki budzi niepokój, a jednocześnie daje drogę do ewentualnych kontynuacji.

 

Uniwersum jest mi znane, więc łatwo było mi się odnaleźć w tej historii.

Przede wszystkim opowiadanie podejmuje bardzo ciekawy temat, stawiając pytania o granice między mózgiem, umysłem i systemem. Fajnym smaczkiem jest też bliższe zapoznanie czytelnika z unikalnymi właściwościami kolejnego mecha.

Mimo że akcja rozgrywa się w jednym miejscu, widać między wierszami bogate tło historii – podział świata na Wschód i Zachód, poziom technologii, realia panujące na uniwersytecie. W samym opowiadaniu te poszczególne elementy nabierają znaczenia, bo to one wszystkie razem przyczyniają się do sytuacji Melchiora (choć oczywiście nie bez jego udziału). A wracając do akcji, długość tekstu wydaje się optymalna dla takiego pojedynczego epizodu.

Mocne, przerażające, transcendentne zakończenie.

Istotą rzeczywistości jest sens. Co nie ma sensu, nie jest dla nas rzeczywiste.

Zaabsorbowalem bezboleśnie, a nawet jednym ciągiem, choć to nie moje klimaty. Akcja wartka, ciągi przyczynowo-skutkowe poprawne. A nawet bardzo. Faktycznie urwane pod koniec i pozostawia pewien niedosyt. Ale może to i dobrze?

Jak najbardziej zaslużony klik.

Reg, niezbadane są twoje wyroki, byłam przekonana, ze ci się nie spodoba ;) Dziękuję za lekturę i łapankę. Co do Miga, to nazwa samolotu, i racja, że wymieniając konkretny model, a nie markę, powinnam zapisać małą literą.

 

Finklo, dobrozmysł jest jedną z głównych osi książki. Jeśli cię ciekawi, jak to tam zostało rozwiązane, to zapraszam do książki ;)

 

Łosiot, jeśli uwielbiasz mechy, to możesz te w Openminderze polubić. Nie chcę tu na książkę namawiać, ale samo się prosi ;<

 

Wilku, miło, że czytałeś na papierze i że zawitałeś i tutaj :)

 

black_cape, serduszko mi się troszkę rozpłynęło, że uniwersum ci znane :) Bardzo się cieszę, że lektura opowiadania była satysfakcjonująca.

 

Rybaku, bardzo dziękuję. 

"Ateny są jak ospały koń, a ja jak giez, który próbuje go ożywić". Sokrates

Pani szanowna, ja to betowałem :P

Reg, niezbadane są twoje wyroki…

Istotnie, Naz, masz rację – niezbadane są wyroki boskie… ;D

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Czytałam w Fantomie, moje zdanie znasz, więc tylko tak skrótowo – tekst za szybko się urywa, ale jako wstęp do uniwersum książki jest dobry :)

Tylko nie "Tęcza"!

Wilki, serio? :D Kyrje, mam dobrą pamięć, ale krótką. 

Dzięki, że wpadłaś i kliknęłaś, Tenszo :) 

"Ateny są jak ospały koń, a ja jak giez, który próbuje go ożywić". Sokrates

A jednak :D 

O, o, o! Właśnie czytam Openmindera nad Wartą i walczę z mrówkami. Jak skończę, na pewno tu zajrzę! :)

Sara

Nowa Fantastyka