- Opowiadanie: Nevaz - Jeszcze jedna wyspa demonów

Jeszcze jedna wyspa demonów

Dyżurni:

regulatorzy, homar, syf.

Oceny

Jeszcze jedna wyspa demonów

< 0 >

Hanuman był ledwie dziecięciem, gdy dojrzał na porannym niebie pomarańczowe słońce. Doskwierał mu głód, a świetlisty okrąg bardzo przypominał dojrzałą persymonę. Małpi książę odbił się od ziemi swoim potężnym ogonem i poszybował w kierunku gwiazdy, gotów ją pochłonąć. Byłby w stanie tego dokonać, bowiem już od poczęcia nosił w sobie esencję świętego niszczyciela, Śiwy. Przerażeni bogowie wspólnym wysiłkiem strącili go na ziemię, ale spragniony przygód Hanuman nie ustawał w szalonych diabelstwach.

Dopiero, gdy zakłócił rozmyślania medytującego jogina, fala małpiego chaosu roztrzaskała się o skałę spokoju. Święty mędrzec przemówił z mocą i związał umysł młodego bohatera z pomocą energii wężowej komety, która tamtego roku wyjątkowo zbliżyła się do Ziemi. Zaklęty Hanuman miał zapomnieć swą cudowną naturę, póki król-niedźwiedź Dżambawan nie przypomni mu prawdziwego imienia. Jogin rozsupłał sploty przyszłości, by dojrzeć, że pamięć i boskość małpiego księcia powrócą w momencie próby najjaśniejszego Ramy, wcielenia Wisznu. Razem mieli zdobyć wyspę demonów, Lankę. A wielki Brahma w ten sposób ukształtował ich wszechświat, że wszystko tak właśnie się stało.

Mądry jogin odegrał swą maleńką rolę w wielkiej historii bogów, pomagając Hanumanowi zachować moc w ukryciu do właściwego czasu. Była jednak rzecz, która umknęła uwadze świętego męża. Wężowa kometa przeleciała w pobliżu Ziemi, a potem rozpoczęła kolejne okrążenie wokół Słońca. Minęło sto lat, potem tysiąc i jeszcze wiele tysięcy. Aż pewnego dnia kosmiczny wąż powrócił. I wtedy Hanuman raz jeszcze stracił pamięć.

 

< 1 >

Huknął wystrzał z myśliwskiej broni. Zawtórował mu chór przerażonych zwierząt.

– Doskonały strzał, Archibaldzie. – Kapitan uchylił kapelusza nad kłębem dymu i pogratulował towarzyszowi. – Małpiszon spadł, aż zadudniło. Mansif, weź sipajów i zabierzcie się za trofeum pana Goodwila.

– Tak jest, sir! – Wąsaty podoficer w czerwonym mundurze wykrzyknął krótki rozkaz swoim ludziom. Strzelec poprawił ułożenie okularów na nosie i starł z czoła pot zmieszany z resztką pudru. Nie czekając na indyjskich podwładnych, raźnym krokiem podszedł do ofiary.

– Czekać! – rozkazał Goodwill. – Kula trafiła w szczękę, ale małpa jeszcze żyje. Dobrze się złożyło. Choć ogon okazały, futra tu nie ma za pensa i wypchana wyglądałaby zupełnie żałośnie. Za to jeśli wsadzimy ją do klatki, jest szansa, że zainteresuje się nią jakiś znudzony kupiec albo właściciel cyrku. A to już zawsze jakiś interes…

– Nawet w sercu dżungli nie przestajesz słyszeć brzęku pieniądza, drogi Archibaldzie – zauważył kapitan z prześmiewczą nutą w głosie.

– Zapewniam cię, drogi Arturze, że gdyby nie majątek odziedziczony po ojcu, nawet ty musiałbyś zastanawiać się czasem nad tak przyziemnymi rzeczami jak pieniądze. Nieważne, czy w Anglii, czy w Indii. – Mężczyzna w okularach uniósł kościsty palec. – Możesz mi wierzyć, samym smakiem przygody nikt jeszcze brzucha nie napełnił.

– A widzisz, przyjacielu. Mnie, z moim szczęściem, zawsze udaje się przeżyć jakąś przygodę i jeszcze zarobić od naszej przezacnej kompanii funta na butelkę ginu.

– Ja zaś nieraz, ciężko pracując na własny, skromny i na przezacnej kompanii majątek, przy okazji spotykam nieproszoną przygodę. W Indii jednego i drugiego pod dostatkiem, tylko chwytać. A twoi ludzie niech chwytają za klatkę, tylko lepiej czymś ją przykryjmy. Sipajowie Mansifa to wyznawcy proroka, ale w tej części Indii nie brakuje i czcicieli małpiego bożka. Zgodzisz się, drogi przyjacielu, że nie chcemy prowokować krajowców do buntu?

– Dlaczego by nie? Byłaby dobra okazja pokazać, kto tu teraz rządzi. – Śmiech kapitana spłoszył ptaki, które znów poderwały się w powietrze.

 

< 2 >

Hanu przywarł do prętów klatki i zaczerpnął powietrza przesyconego wilgocią i stęchlizną. W kraju demonów nic nie przypominało domu. Brakowało drzew i kolorowych ptaków, a słońce nie przywodziło na myśl rajskiego owocu, tylko kryło oblicze za brudnymi obłokami, jakby nie chciało patrzeć na to niegościnne miejsce. Odkąd wywieźli go poza matkę-Indię, nie liczył dni swego uwięzienia, ale każdy bolał jak zstępowanie w niższą formę istnienia.

Wcześniej myślał, że drewniane więzienie żaglowca jest straszne, ale tam chociaż słuchał szumu morza i wdychał w nozdrza jego słony zapach. Nie był w stanie sobie dokładnie przypomnieć, lecz czuł, że kiedyś już podróżował przez wielką wodę. Niestety, koniec żeglugi nie oznaczał dla niego końca niewoli. Napastnicy zupełnie nie szanowali jeńców. Wystawiali go na pośmiewisko gawiedzi, bili batem i kazali skakać przez wiszące obręcze albo biegać w koło zupełnie bez celu.

Inne małpy odnosiły się do Hanu z głębokim szacunkiem, który nie w pełni pojmował. Rozumiał języki ludzi, swoich współplemieńców i wszelkich innych stworzeń. Nie wszystkie znały wiele słów, ale każde umiało wyrazić pragnienie wolności. Wspólnie starali podtrzymywać się na duchu, aby przetrwać na przeklętej wyspie.

Nadszedł czas, gdy oprawca postanowił zmienić bicie batem na krwawą jatkę ku uciesze spragnionych okrucieństwa bladoskórych. Na arenie, nad którą unosił się swąd zakrzepłej krwi, małpy co raz stawały w szranki z rozwścieczonymi psami o śmiercionośnych szczękach. Hanu nie chciał krzywdzić niewinnych zwierząt, ale ludzie szczuli je tak zapamiętale, że dopiero ogłuszone przestawały kąsać. Postawiony pod ścianą, walczył. Aż do dnia, gdy ciemiężyciele wypchnęli go na arenę i kazali zmierzyć się ze stworzeniem, które w niczym nie przypominało psa…

 

< 3 >

Pod plakatem z podobizną Jacco Maccaco, małpiej gwiazdy areny, toczyła się płomienna wymiana zdań.

– Do diabła, oszukałeś mnie, Harrison!

– Coś ci się nie podoba, Ford?!

– Przecież to nie jest pies! Nie tak żeśmy się umawiali!

– Mam dokumenty od sprzedawcy, możesz się z nim sądzić. Według mojej najlepszej wiedzy, to syberyjski pies na niedźwiedzie.

– Jaki pies na niedźwiedzie?! Do ciężkiej cholery, przecież to właśnie młody niedźwiedź.

 

Parę stóp wyżej, w części galerii przeznaczonej dla najzamożniejszych gości, lord Earlridge westchnął ze znużenia i znów zaczął się dąsać:

– Panowie, czy Westminster Pit to naprawdę najlepsze miejsce dla dżentelmenów takich jak my?

Kapitan Arthur Ravanaugh i sir Archibald Goodwill zgodnie kiwnęli głowami.

– Tutaj wasza lordowska mość może oglądać odwagę i bohaterstwo w jego najbardziej naturalnym wydaniu. Nikt nie bije się tak zaciekle, jak zwierzę walczące o życie – zapewnił Ravanaugh.

– A jeśli przeczucia was nie zawodzą, można zrobić całkiem niezły interes na obstawianiu walk – dodał Goodwill.

Earlridge wydał z siebie lordowskie prychnięcie i machnął ręką:

– Mam wrażenie, że to rozrywka dla gminu. Nieważne, opowiedzcie już lepiej, panowie, o waszych przygodach w Indii. To prawda, że jadają tam małpie mózgi?

– Tak twierdził tylko doktor Jones – wtrącił się Ravanaugh. – Ale między nami mówiąc, on w ogóle nie był w Indii, tylko na Cejlonie.

– Rozważałem ciekawość Hindustanu, którą wasza lordowska mość demonstruje. Milord też nie odwiedzał jeszcze tego kraju? – zapytał sir Archibald.

– Odwiedzałem, oczywiście, że odwiedzałem.

– Jaką część?

– Czuję, że moja dusza płynęła z biegiem Gangesu. Oczywiście to nie było w tym wcieleniu – Earlridge włożył do ust fajkę i zaciągnął się dymem. Słodkawy, kwiatowy zapach, który otoczył głowę jego lordowskiej mości, nie przypominał tytoniu.

– Zaczyna się! – zawołał podekscytowany Ravanaugh.

Goodwill odwrócił wzrok od lorda, choć nie mógł przestać myśleć, jaki majątek kompania mogłaby zbić zwiększając eksport indyjskiego opium choćby o dziesięć procent.

 

< 4 >

Młody niedźwiedź szarżował z otwartą paszczą, pobrzękując łańcuchem. Hanu zastygł, wpatrując się w ciemne podniebienie drapieżnika. Jego również ograniczały żelazne ogniwa. Nie mógł uciec, a zarazem nie był w stanie opanować lęku przed wielkim zwierzem. Uderzenie potężnej łapy wyrwało go z otępienia i rzuciło na deski, omal nie wyrywając szczęki. Przeciwnik wnet dopadł do niego i zaryczał prosto w twarz:

–  I gdzie jest teraz twoja duma, małpo?

– Zniszczona – jęknął Hanu. Dawno zapomniane słowa w sanskrycie zaczęły zlatywać do jego umysłu jak ptaki siadające na rozłożystym mangowcu. Największe były dwa. – Zniszczona… Han… Duma… Mana. Hanuman. Jestem Hanuman. – Z tym imieniem powróciły do niego spokój i siła.

Niedźwiedź raz jeszcze podniósł łapę i zamachnął się szeroko. Gdy uderzenie spadło, natrafiło na przeszkodę nie do pokonania. Hanuman mocno chwycił przeciwnika. Małpie ciało przemieniało się i rosło, nabierając mięśni twardych jak z kutego żelaza. Niedźwiedź wycofał się, skomląc ze strachu, a przebudzony bóg wyrwał łańcuch z podłoża i zaczął wirować, druzgocząc żelaznymi ogniwami deski otaczające plac boju. Widzowie z wrzaskiem, w panice, przeciskali się do wyjścia.

 

< 5 >

 – Czułem, że skądś znam tę małpę! Przecież to jest ta sama, którą kiedyś ustrzeliłeś w Indii! – ryknął Ravanaugh, przekrzykując tłum.

Archibald pobladł:

– Nie może być.

– To nie małpa. – Lord Earlidge uśmiechnął się błogo spośród oparów narkotyku. – To Hanuman. A ołowiane kule nie mogą zranić boga.

Kapitan Ravanaugh wyrwał lampę olejną przymocowaną do balustrady.

– Wszystkie zwierzęta boją się ognia. Zaraz zrobimy z nim porządek.

A potem wskoczył na arenę.

– Szalony – szepnął Goodwill, nerwowo przecierając szkła okularów.

– Hej, małpiszonie! – krzyknął oficer. – Zostaw niedźwiedzia w spokoju i spróbuj sił z brytyjskim dżentelmenem. Jakem kapitan Arthur Ravanaugh, zaraz dam ci lekcję, którą popamiętasz!

Ravanaugh… Rawana! Pomyślał Hanuman, przypominając sobie imię znienawidzonego króla demonów z Lanki. Małpi bóg gniewnie obnażył zęby, a wówczas kapitan cisnął w niego lampą, warcząc:

– Tego posmakuj!

Długi ogon Hanumana pokrył się płonącym wielorybim olejem. Dewa zawył z bólu, ale zebrał moc w czakrze korony i użył swojego cierpienia, aby przyśpieszyć przemianę. Ogromna głowa wybiła dziurę w suficie areny, kilka uderzeń pięści poszerzyło ją na tyle, że bóg wdrapał się na dach, po drodze rozprzestrzeniając niszczycielskie płomienie.

– Wracaj tu! – wrzeszczał Ravanaugh. – Jeszcze z tobą nie skończyłem! Przetrwałem ostrzał rakietami sułtana Tipu, myślisz, że przestraszę się byle ogniska!?

Hanuman już go nie słyszał. Nawet wielki jak dwa słonie wciąż zachowywał małpią zwinność. Skakał po budynkach Londynu, wybijając dziury w dachach, i omiatał je ogonem niby gorejącym wężem. Słabe światło gazowych latarni wnet wydało się jeszcze niklejsze, gdy jeden po drugim domy zaczęły zajmować się ogniem przepełnionym sprawiedliwym gniewem Śiwy. Zapłonęła rezydencja królowej – Buckhingham House a potem westminsterski gmach parlamentu. Hanuman ruszył na wschód, po drodze podpalając Teatr Królewski przy Drury Lane i sąd przy Old Bailey. Na koniec w płomieniach stanęła, jakże by inaczej, siedziba Kompanii Wschodnioindyjskiej przy Leadenhall Street. Gwardziści i żołnierze biegali jak czerwone mrówki wokół zaatakowanego gniazda i razili wielką małpę muszkietowymi kulami, które bóg strząsał z siebie jak natrętne osy.

 

<6>

Pożary zdążyły rozszaleć się w dokach, nim Hanuman zanurzył swój ogromny ogon w mętnych wodach Tamizy u podnóża murów Tower of London. Rozległ się głośny syk, w powietrze uniosły się kłęby pary. Wewnątrz fortecy zamknięte w klatkach kruki z niepokojem krakały i trzepotały skrzydłami. Małpi bóg nie wyrządził im krzywdy. Raz jeszcze wzbił się w powietrze, tuż poniżej podniebnego kożucha z mgieł i dymu na wieczornym niebie i objął wzrokiem płonące miasto demonów. Przycupnął na dachu jednej z kamienic w Whitechapel, gdzie odnalazł bezdomnego chłopca odpoczywającego pod stertą brudnych koców.

– Młodzieńcze! – przemówił z mocą, przełamując niechęć do języka oprawców.

Indagowany zastygł w przerażeniu i Hanuman wyciągnął ku niemu dłonie w geście namaste.

– Nie obawiaj się. Nie wyrządzę ci krzywdy. Wskaż mi tylko waszego króla.

– Króla Jerzego?

– Skąd rządzi wyspą?

– Wyspą rządzi książę regent.

– Rozumiem. Gdzie zatem znajdę księcia?

– W Carlton House, przy Pall Mall… Ogromny dom z ogrodem. To w tamtą stronę, w Westminsterze.

Dewa kiwnął głową, zgiął wielkie jak pnie drzew nogi i wystrzelił w powietrze, uszkadzając po drodze dach i kilka kominów. Odbił się od brukowanej ulicy ogonem i zawrócił w stronę pożarów. Osłonił głowę ramieniem przed salwą gwardzistów, lądując w ogrodach księcia regenta. Skupił pranę w czakrze splotu słonecznego i zaczął się kurczyć. Zmniejszył się do rozmiarów goryla i ruszył w stronę pałacu.

 

<7>

Marmury i wysokie kolumny przywodziły na myśl świątynię. Spośród wiszących na ścianach antyków Hanuman zerwał ogromny miecz i wymachując nim nad głową utorował sobie drogę przez labirynt schodów i komnat. Niechybnie by zbłądził, gdyby nie kierował się w stronę, z której nadbiegało coraz więcej żołnierzy z książęcej straży. Jego ciało nie było niezniszczalne i nim dotarł do komnaty księcia, broczył krwią z wielu ran, co nadawało mu jeszcze straszniejszy wygląd.

Przeciwnik, który czekał na końcu drogi, nie przypominał władcy demonów. Otyły, stał z trudem, jedną ręką trzymając się fotela, a drugą opierając na ciążącym mu w dłoni pałaszu. Obok, na eleganckim stoliku, leżał talerz z niedojedzonym befsztykiem.

– A więc przybyłeś po moją głowę, czarci pomiocie? Patrz, jak walczy o życie następca brytyjskiego tronu!

Hanuman przypomniał sobie swego wodza, szlachetnego Ramę, i walkę jaką toczył z Rawaną. Jeśli odetnę mu głowę, odrośnie następna. Trzeba trafić w serce, wtedy demon zginie. Małpi bóg zebrał moc w czakrze trzeciego oka i zastygł, nie wiedząc, co dalej czynić. Nie mógł dostrzec u księcia serca.

– Wiedziałem, że się nie odważysz! – wrzasnął regent. – Straże! Straże!

Hanuman wyskoczył przez okno, żegnany okrzykami tryumfu.

 

***

Następnego poranka, w szkółce niedzielnej pewnej anglikańskiej parafii w hrabstwie Lincolnshire, białowłosy pedagog ze srogą miną pochylił się nad biurkiem pyzatego młokosa. Potrząsając rózgą, przeczytał na głos notatkę ucznia:

– „Jeśli diabeł jest szóstką, Bóg jest siódemką, a małpa poszła do nieba”. Czy mógłbym się dowiedzieć, co to za bełkot, Black?!

– Proszę spojrzeć przez okno, panie profesorze.

Wysoko, na szarym niebie Hanuman wciąż leciał w poszukiwaniu serca królestwa demonów.

Koniec

Komentarze

– Tak jest, Sir!

Czemu duża litera?

Przetrwałem ostrzał rakietami Sułtana Tipu, myślisz[+,] że przestraszę się byle ogniska!?

Fajne :)

Znam tylko pięć liter ;)

Zajmująca opowieść o szczególnych losach Hanumana, którego dotychczas nie znałam. Sugestywnie przestawiłeś pojmanie bóstwa i okrutne traktowanie w niewoli.

Od momentu kiedy Hanuman odzyskał świadomość i w finale zaczął siać zniszczenie, naszło mnie nieodparte skojarzenie z King Kongiem. ;)

 

– A jeśli prze­czu­cia Was nie za­wo­dzą… –> – A jeśli prze­czu­cia was nie za­wo­dzą

Zaimki piszemy wielką literą, kiedy wracamy się do kogoś listownie.

 

Earl­rid­ge wło­żył do ust fajkę i po­cią­gnął dym z cy­bu­cha. –> Przypuszczam, że miałeś na myśli główkę fajki, którą cybuch łączy z ustnikiem.

 

Ude­rze­nie po­tęż­nej łapy wy­rwa­ło go z otę­pie­nia. Rzu­ci­ło go na deski, nie­mal nie wy­ry­wa­jąc szczę­ki. –> Nie brzmi to najlepiej.

Proponuję: Ude­rze­nie po­tęż­nej łapy wy­rwa­ło go z otę­pie­nia i rzu­ci­ło na deski, omal nie wy­ry­wa­jąc szczę­ki. Lub: Ude­rze­nie po­tęż­nej łapy wy­rwa­ło go z otę­pie­nia i rzu­ci­ło na deski, nie­mal wy­ry­wa­jąc szczę­kę.

 

Ar­chi­bald po­bladł: –> Dlaczego dwukropek?

 

Po­ża­ry zdą­ży­ły roz­sza­leć się w do­kach, nim Ha­nu­man nie za­nu­rzył swego ogrom­ne­go ogona w męt­nych wo­dach Ta­mi­zy… –> Po­ża­ry zdą­ży­ły roz­sza­leć się w do­kach, nim Ha­nu­man za­nu­rzył swój ogrom­ny ogon w męt­nych wo­dach Ta­mi­zy…

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Bardzo dobrze napisane i interesujące opowiadanie! Spodobało mi się, że zmieniasz sposób pisania, kiedy przedstawiasz Hanumana i Anglików. Obrazowe. Widziałam tę Małpę (duża litera, bo tyle się wycierpiała). Bardzo pomysłowo ująłeś Hanumana. Zapamiętam.

Idę klikać:)

Logika zaprowadzi cię z punktu A do punktuB. Wyobraźnia zaprowadzi cię wszędzie. A.E.

Dziękuję za miłe komentarze i celne uwagi. Będę poprawiał błędy i wszelkie niedoskonałości po zakończeniu konkursu.

King Kong był nieunikniony. Czekam na pierwsze skojarzenie z Podbojem Planety Małp ;).

Mogło być gorzej, ale mogło być i znacznie lepiej - Gandalf Szary, Hobbit, czyli tam i z powrotem, Rdz IV, Górą i dołem

Nawet mi przez myśl nie przemknęła Planeta małp:), nie widzę podobieństw, Twój Hanuman ma boską naturę:D 

Z King Kongiem zaś tak, przez wielkość i zniszczenia, które wywoływał;)

Logika zaprowadzi cię z punktu A do punktuB. Wyobraźnia zaprowadzi cię wszędzie. A.E.

Bardzo ładne. Przeczytałam do poduszki. Pewnie przyśni mi się ta małpa. ;)

Gdybym mogła, kliknęłabym. 

 

Pozdrawiam.

Sara

…no i zostałam z piosenką w głowie :-)

Sympatyczny tekst, chociaż myślę, że Hanuman by się nie wahał i z braku serca odgryzał głowę ;P

Dziękuję.

Mogło być gorzej, ale mogło być i znacznie lepiej - Gandalf Szary, Hobbit, czyli tam i z powrotem, Rdz IV, Górą i dołem

Czytało mi się rewelacyjnie. Twój styl bardzo mi pasuje, przynajmniej w Tym opowiadaniu :) Fajnie, że wszystko dzieje się bez zbędnego rozwlekania, szybko przechodzisz między scenami, między małpą a ludźmi, pokazując historię z dwóch stron.

No wielka małpa skacząca po dachach, wiadomo, nasuwa skojarzenia z King Kongiem. Ale reszta była dla mnie interesująca i oryginalna. Choć co do aspektu indyjskiej mitologii nie będę się wypowiadał, gdyż wiem o niej niewiele, to sposób, w jaki wszystko opisałeś, zbudował dla mnie poczucie, że doskonale wiesz o czym piszesz :)

Tak z drobnej, subiektywnej czepliwości:

Nie mógł dostrzec u księcia serca.

W zasadzie wiadomo, o co chodzi, jednak odbierałem Twój tekst na poważnie, a w tym momencie zajechało mi taką baśnią dla dzieci. Że źli ludzie nie mają serca. A jednak każdy je ma. Ja bym w kontekście całego opowiadania widział bardziej brutalną wersję. Bo w zasadzie po całym nieszczęściu jakie spisali na niego ludzie, Hanuman nikogo nie krzywdzi, jeno niszczy dachy i odgania się przed kulami. Ale to tylko takie rozważania, pewnie Twoja wersja jest słuszniejsza.

Pozdrawiam ;) 

Realuc, a kiedy ostatnio rozglądałeś się za sercem trzecim okiem ;)) ?

 

Miło mi, że Ci się spodobało. Zakończeniu pewnie bliżej do baśni dla dzieci niż do serialu o kardiochirurgach. A jeśli chodzi o niekrzywdzenie, to miałem w głowie jeszcze scenę, w której małpi bóg ratuje przypadkowe ofiary pożaru, ale ostatecznie nie pojawiła się w tekście. Całe szczęście, bo jeszcze bardziej bym wtopił ;). Zgodzę się, że po wszystkim, co spotkało indyjską małpę ze strony brytyjskich wyzyskiwaczy, Hanuman miał prawo się zdenerwować.

Mogło być gorzej, ale mogło być i znacznie lepiej - Gandalf Szary, Hobbit, czyli tam i z powrotem, Rdz IV, Górą i dołem

Realuc, a kiedy ostatnio rozglądałeś się za sercem trzecim okiem ;)) ?

Hmm, w sumie nie pamiętam, ale za to czwartym i piątym w co drugi weekend :P

Zgodzę się, że po wszystkim, co spotkało indyjską małpę ze strony brytyjskich wyzyskiwaczy, Hanuman miał prawo się zdenerwować.

Oj, miał prawo! A ty jeszcze chciałeś, żeby ratował przypadkowe ofiary? Toż on po tym, co go spotkało , winien wyrywać łby i kończyny wszystkim napotkanym ludziom, a już przynajmniej wyrwać to serce księciu! Musiał/a być z niego bardzo dobra/dobry i szlachetna/szlachetny małpa/bóg. :)

Bardzo mi się spodobała opowiedziana przez Ciebie historia Hanumana, szczególnie, że poszczególne sceny opisałeś w bardzo sugestywny i mocno oddziałowujący na wyobraźnię sposób. Porządny, dobrze napisany tekst, z pewnością wart klika :)

Dziękuję.

Mogło być gorzej, ale mogło być i znacznie lepiej - Gandalf Szary, Hobbit, czyli tam i z powrotem, Rdz IV, Górą i dołem

W sumie mi się podobało, choć nie przepadam za tekstami, w których zwierzętom dzieje się krzywda. Ludzcy bohaterowie odpowiednio antypatyczni; motyw cykliczności, niepamięci i odzyskania swojej tożsamości fajne. Tylko rozwiązanie z sercem niezbyt dla mnie zrozumiałe i nie przypadło mi do gustu. Jeśli chodziło o fizyczne serce, to nie wiem, dlaczego Hanuman go nie dostrzegł (musiał wiedzieć, gdzie się u ludzi znajduje, miał dość czasu żeby ich obserwować; no i małpy też raczej mają serce w tym samym miejscu, co ludzie ;-)). A jeśli metaforycznie władca nie miał serca – tym większy powód, żeby go zgładzić.

Czytało się dobrze, choć tu i ówdzie coś mi zgrzytnęło. Nie na tyle jednak, żeby mi się chciało przerywać lekturę, żeby wynotować ;-).

 

Letting go is an invitation. Letting go is a choice.

Ciekawe. I jakoś tak widać w połączeniu z opowiadaniem o tygrysie pewien kierunek i upodobania pisarskie :-) Swoją droga w pewnym momencie myślałem, z e pożar areny rozrośnie się i będzie nawiązanie do wielkiego pożaru, ale to chyba nie ten wiek.

Bardzo symboliczny jest moment wizji braku serca u władcy. Symboliczny i wieloznaczny, podobnie jak późniejsze wyruszenie na poszukiwania.

W ogóle jest tu klimat otwartej interpretacji. Kim jest Hanuman, czy rola Anglika, który tak się na niego rzuca jest przypadkowa (błędna interpretacja głównej postaci), czy całkiem nieprzypadkowa (a jeśli tak, to czy świadoma, czy też stracił pamięć?).

Zostawiasz sporo pola do interpretacji, jednocześnie nie szkodząc spójności tekstu. To dobrze. Choć nie ukrywam, ze po “Ostatniej wymianie” liczyłem na możliwość  większego gdybania ;-) Mimo to opowiadanie czytało się dobrze. Idę głosowac do biblioteki.

 

Dogsdumpling, rozumiem, że scena z sercem demona robi się zdecydowanie bardziej wielopłaszczyznowa niż poprzednie fragmenty tekstu i mogła nie przypaść Ci to do gustu – nie tylko serce, ale i odrastające głowy można zresztą traktować w kategorii pewnego symbolu.

Wilku, ciekaw jestem, jaki to kierunek i jakie upodobania. Te teksty dzieli od siebie ponad pięć lat ;). Najsłynniejszy pożar Londynu miał miejsce ok. 150 lat wcześniej. Natomiast w latach 30. XIX wieku płonął angielski parlament. Trochę się inspirowałem tym obrazem:

 

 

a tutaj inne:

Mogło być gorzej, ale mogło być i znacznie lepiej - Gandalf Szary, Hobbit, czyli tam i z powrotem, Rdz IV, Górą i dołem

Jaki kierunek? hm, kilka scen, trochę się przenikających, trochę nie. Układająca się z nich niedomknięta zagadka. Duch idący na końcu swoją drogą.

 

Fajne, ciekawie napisane i pozostawia sporą przestrzeń dla własnych interpretacji. Plusik za wartość edukacyjną, mój panteon powiększył się o kolejnego, nieznanego mi dotąd boga.

Skojarzenia z King Kongiem faktycznie nieuniknione, ale nie przeszkadzało mi to specjalnie. Słowem, podobało mi się. :)

odbił się od ziemi swoim potężnym ogonem

Hmm.

dalej nie ustawał

Masło maślane. Po prostu: nie ustawał.

 zapomnieć swej cudownej natury póki

Zapomnieć swą cudowną naturę, póki.

 do właściwego czasu

To nie brzmi ładnie.

 pewnego dnia, kosmiczny wąż

Bez przecinka.

 Sir!

Małą literą, sir.

 wykrzyknął krótki rozkaz swoim ludziom

Hmm.

 poprawił ułożenie okularów na nosie

Uprościłabym: poprawił okulary.

z prześmiewczą nutą w głosie.

Może lepiej byłoby to pokazać?

 Mnie z moim szczęściem, zawsze

Wtrącenie: Mnie, z moim szczęściem, zawsze…

 Nie wszystkie z nich znały wiele słów

Komplikujesz: Nie wszystkie znały wiele słów.

 co raz

Coś tu nie gra.

 toczyła się płomienna wymiana zdań.

Płomienna?

 oszukałeś mnie, Harrison! – Coś ci się nie podoba, Ford?!

… i cały ten świetny klimat szlag trafił. No, naprawdę. A taki był ładny…

 Według mojej najlepszej wiedzy, to

Zbyt salonowy język, jak na organizatora walk zwierząt.

 Tutaj wasza lordowska mość może oglądać odwagę i bohaterstwo w jego najbardziej naturalnym wydaniu.

A potem dosiądzie się do nich Cecil Rhodes?

 przeczucia Was nie zawodzą

Zaimki małą literą.

 opowiedzcie już lepiej panowie

Przecinek przed "panowie".

 Tak twierdził tylko doktor Jones

Wiesz, nie zrozum mnie źle, uwielbiam Indianę Jonesa, ale a) pasuje tu jak wół do karety, i b) myślałam, że to czasy kiplingowsko-doylowskie, a nie międzywojenne?

ciekawość Hindustanu, którą wasza lordowska mość demonstruje

Dziwnie to brzmi.

 zapach, który otoczył głowę jego lordowskiej mości nie przypominał tytoniu

Wtrącenie: zapach, który otoczył głowę jego lordowskiej mości, nie przypominał tytoniu.

 myśleć, jaki majątek kompania mogłaby zbić zwiększając

Myśleć o tym, jaki majątek; albo: o majątku, jaki kompania mogłaby zbić, zwiększając.

 szarżował z otwartą paszczą, pobrzękując łańcuchem

Nie widzę tego.

 Jego również ograniczały żelazne ogniwa

Poetyckie, może ciut za bardzo.

 Jestem Hanuman.

Hmm. Łatwo poszło.

 przybierać mięśni

Nabierać mięśni (kolokacja, I don't make the rules).

 wycofał się skomląc

Wycofał się, skomląc. Za dużo "zaczynania" w tym akapicie – spowalnia akcję.

 spomiędzy oparów

Spomiędzy?

 lampę olejną

To kiedy to się w końcu rozgrywa?

 użył swojego cierpienia aby

Użył swojego cierpienia, aby. Ten akapit brzmi trochę jak streszczenie anime.

 Sułtana Tipu

Sułtan małą literą. Jak król czy inny ważniak.

 myślisz że

Myślisz, że.

 wielki jak dwa słonie, wciąż zachowywał

Przecinek zbędny, "wciąż" też możesz wyrzucić.

 Skakał po budynkach Londynu

Normalnie King Kong :)

 nim Hanuman nie zanurzył

Nim zanurzył, albo póki nie zanurzył (kolokacja).

 z niepokojem krakały

Nie zapewniaj, pokaż.

 podniebnego kożucha

Hmm.

 Indagowany

Nie pasuje mi to słowo do ogólnego tonu.

 Odbił się od brukowanej ulicy ogonem

Ogon na pewno jest Ci niezbędny? Bo na moje ucho zakłóca rytm.

 nadawało mu jeszcze straszniejszego wyglądu

Straszniejszy wygląd.

 Wysoko, na szarym niebie

Bez przecinka.

 

Mam wrażenie, że próbujesz osiągnąć co najmniej trzy różne rzeczy, ale żadna nie wybija się na pierwszy plan: potępienie kolonializmu, bajka zwierzęca (której morału nie rozpoznaję), historia, hmm – zemsty? Nie potrafię złapać wątku. I jeszcze te nawiązania do Indiany Jonesa, ni z gruszki, ni z czereśni. Jest tu potencjał, ale ostatecznie wychodzi zamieszanie. A początek był taki ładny!

 Spodobało mi się, że zmieniasz sposób pisania, kiedy przedstawiasz Hanumana i Anglików. Obrazowe.

O, to jest dobry pomysł.

 jednak odbierałem Twój tekst na poważnie, a w tym momencie zajechało mi taką baśnią dla dzieci.

Właśnie – motyw dosłownego braku serca jest powszechny w bajce zwierzęcej, ale w niebajkowej fantastyce trzeba go jednak umocować w realiach. Na co i tak nie miałeś miejsca, zważywszy na ograniczenia konkursu.

 motyw cykliczności, niepamięci i odzyskania swojej tożsamości fajne

I gdybyś na tym się skupił, wyszłoby świetne opowiadanie.

Odkrycie własnego błędu to nie porażka, lecz okazja (Alfred N. Whitehead)

Historia to uzgodniony zestaw kłamstw.

Dziękuję za komentarz. To, co należy poprawić, zostanie poprawione po zakończeniu konkursu. Jeśli chodzi o Dr Jonesa, cóż… Czasy są co najmniej o pół wieku przed Kiplingowsko-Doylowskie (zależy jaki dokładnie okres uznasz za czasy Kiplingowsko-Doylowskie). Wyszedłem z założenia, że Jones to całkiem popularne nazwisko ;). Między wierszami oczywiście chodziło mi o Indianę. Nie mogłem darować Lucasowi, kiedy wyczytałem wszystko, co musiałem wiedzieć, na temat jedzenia mózgu małpy. Z reguły biorę poprawkę na politycznopoprawnościowe tendencje kiedy oceniam zarzuty o rasizm w filmach, ale ten wpis naprawdę dał mi do myślenia.

A scena, którą przedstawia twój gif jest cudowna, choć to oczywiście nie ze Świątyni Zagłady.

Mogło być gorzej, ale mogło być i znacznie lepiej - Gandalf Szary, Hobbit, czyli tam i z powrotem, Rdz IV, Górą i dołem

Czasy są co najmniej o pół wieku przed Kiplingowsko-Doylowskie

No, właśnie – kłopot polega na tym, że nie zdołałam tego wyłapać. Zupełnie.

Jones to całkiem popularne nazwisko

Bardzo popularne, ale nawiązania są jasne jak światełko w tunelu (zaraz przed tym, jak zostaniesz przejechany :P)

kiedy wyczytałem wszystko, co musiałem wiedzieć, na temat jedzenia

Ja słyszałam wyjaśnienie, że ta uczta miała ostrzec gości, że tu się dzieją straszne rzeczy i nie powinni zostawać na noc. Co wydaje mi się… dopisane po fakcie, na konferencji prasowej, kiedy jakiś dziennikarz o to zapytał. Po mojemu podtrzymywałaby ogólnie horrorowaty posmak filmu, gdyby nie była taka z sufitu i doprawiona średnio śmiesznymi gagami. Więc widzisz, że nawet goście, którym powierzono hollywoodzki budżet, potrafią takie rzeczy skopać.

A scena, którą przedstawia twój gif jest cudowna, choć to oczywiście nie ze Świątyni Zagłady.

Nie, z Poszukiwaczy, ale to taka fajna scena!

Odkrycie własnego błędu to nie porażka, lecz okazja (Alfred N. Whitehead)

Drakaina na pewno wyłapie kiedy dokładnie dzieje się akcja i jeszcze wytknie jakieś anachronizmy ;). Chociaż z fabularnego punktu widzenia, nie ma aż tak dużego znaczenia jakie konkretnie lata stanowią tło tekstu, dopóki mieściłyby się w okresie brytyjskiej dominacji w Indiach. Oglądałaś może serial Taboo? To jest mniej więcej ten okres, wydarzenia przedstawiane w serialu dzieją się odrobinkę wcześniej niż opisane w tym opowiadaniu.

Mogło być gorzej, ale mogło być i znacznie lepiej - Gandalf Szary, Hobbit, czyli tam i z powrotem, Rdz IV, Górą i dołem

Sprawnie napisane. Biorąc pod uwagę czas akcji, to bohaterowie utrzymani w charakterystyce swoich czasów. Jest akcja. Nie brakuje mocnej sceny/wymowy w postaci spotkania z regentem. Masę nawiązań. Ale mimo wymienionego bogactwa tekst nie w moim guście. Wiem, słaby to zarzut. Niezbyt obiektywny ;)

Tekst dobrze wpisuje się w ramy konkursu.

Pozdrawiam.

 

Drakaina na pewno wyłapie kiedy dokładnie dzieje się akcja i jeszcze wytknie jakieś anachronizmy ;).

Drakaina nie dostała jedynej w życiu piątki z historii za wytknięcie nauczycielowi nieznajomości biologii XD

Oglądałaś może serial Taboo?

Odkrycie własnego błędu to nie porażka, lecz okazja (Alfred N. Whitehead)

Szacun dla nauczyciela, że się przyznał. Mój w liceum potrafił wrócić do tematu na kolejnej lekcji i powiedzieć, że miałem rację a on nie. Wątpię, żeby stać mnie było na coś podobnego :D.

 

Co do Taboo, ma swój klimat, choć kamienna twarz głównego bohatera zaczyna po jakimś czasie męczyć.

 

Blacktom, dzięki : ).

Mogło być gorzej, ale mogło być i znacznie lepiej - Gandalf Szary, Hobbit, czyli tam i z powrotem, Rdz IV, Górą i dołem

Nevazie, dzisiaj nie da rady wszystkiego śledzić i idiosynkrazji. Dzieło i jego autor, a w przypadku filmu – aktorzy. Chciałabym oddzielać, chociaż z drugiej strony sama się tym zraziłam (Heidegger) i uważam że słusznie.

Nie wiem, może nikt nie jest doskonały? Może dzieło, jego recepcja jest niezależna od autora (vide Ann Rand, z którą polemizowałam na każdej stronie, a jednak dobrze napisane, inspirujące)

Logika zaprowadzi cię z punktu A do punktuB. Wyobraźnia zaprowadzi cię wszędzie. A.E.

Bardzo dobry tekst z głębszym przesłaniem w warstwie symbolicznej; udana interpretacja tematu konkursu.

Kompozycja solidna i przejrzysta – najpierw budowanie nastroju w prologu, dalej dwutorowe prowadzenie narracji, uwypuklające kontrasty między punktem widzenia Hanumana i Anglików, wreszcie nieoczywiste zakończenie z wymownym twistem. Przemawia do mnie takie ujęcie tematyki kolonializmu i rola Hanumana w tej historii.

Czasami coś mi zazgrzytało składniowo i interpunkcyjnie, a dość długie zdania w moim odczuciu spowalniały niektóre bardziej dynamiczne sceny, ale ogólnie lektura satysfakcjonująca. Opowiadanie na pewno zapadnie mi na dłużej w pamięć.

Istotą rzeczywistości jest sens. Co nie ma sensu, nie jest dla nas rzeczywiste.

Zaklęty Hanuman miał zapomnieć swej cudownej natury póki król-niedźwiedź Dżambawan nie przypomni mu prawdziwego imienia.

A nie zapomnieć swoją cudowną naturę (biernik, nie dopełniacz)?

 

Ładne, nastrojowe, warstwowe, warstwa symboliczna przyzwoita, figury mitologiczne intrygujące, kompozycyjnie bez zarzutu. Pamiętam, że swego czasu czytałam o starciu Hanumana z Rawaną, a raczej przypomniałam sobie o tym podczas lektury. Trochę za mało wiem o tym wszystkim, czyli okolicznościach i bóstwie, niemniej wystarczająco na satysfakcję z lektury. Wydaje mi się jednak, że można się tutaj trochę zgubić (symbolika przeważa nad jasną fabułą).

Też miałam skojarzenie z King Kongiem ;)

"Ateny są jak ospały koń, a ja jak giez, który próbuje go ożywić". Sokrates

Tekst intrygujący, zwłaszcza konfrontacja starego bóstwa z arystokratami. Sporo tutaj symboliki – na tyle dużo, że jako znający czyny Hanumana jedynie z pobieżnego “riserczu” mam wrażenie, że coś mi umyka. Nie da się jednak ukryć, że przedstawione obrazy przemawiają do wyobraźni, a język – zwłaszcza użyty w arystokratycznych fragmentach – świetnie się czyta.

Tak więc dobry, mocno symboliczny koncert fajerwerków.

Won't somebody tell me, answer if you can; I want someone to tell me, what is the soul of a man?

Bardzo Wam dziękuję za przeczytanie i komentarze.

Mogło być gorzej, ale mogło być i znacznie lepiej - Gandalf Szary, Hobbit, czyli tam i z powrotem, Rdz IV, Górą i dołem

Ładna historia, bardzo ciekawy pomysł na przetransportowanie starego boga do innych czasów.

Nie znałam w ogóle Harumana i z tego powodu odnoszę wrażenie, że dużo mi umknęło.

A co do (nie)obecnego serca, to obstawiam, że regent miał organ pompujący krew, ale czakra się zatkała. ;-)

Babska logika rządzi!

Dziękuję.

Mogło być gorzej, ale mogło być i znacznie lepiej - Gandalf Szary, Hobbit, czyli tam i z powrotem, Rdz IV, Górą i dołem

Nowa Fantastyka