- Opowiadanie: dogsdumpling - Między nami morze krwi

Między nami morze krwi

Podziękowania dla Aryi i Asylum za konsultacje muzyczne i ponownie dla Asylum za betę. Dziękuję <3

Dyżurni:

regulatorzy, adamkb, homar, vyzart

Oceny

Między nami morze krwi

– Amelka! Amelka! Gdzie jesteś?

– Tutaj! – głos dochodzi zza obsypanego fioletem krzaka bzu.

– Pobawmy się w Greków i Rzymian! – Tadek biegnie po trawiastym zboczu w stronę rzeki, wymachując książką. – Dostałem od taty. Nowa – sapie, lądując na kocu obok Amelki, która zawzięcie pisze coś w zeszycie.

– Nie chcę.

– No, nie bądź taka. Będę herosem, a ty moją żoną.

Amelka krzywi się.

– I co, znowu mam leżeć i czekać, aż wygrasz o mnie wojnę? Nudy.

– Dzisiaj będzie inaczej. Przeżyjemy różne przygody.

– Razem?

Tadek waha się.

– Trochę osobno, a trochę razem – mówi.

Amelka mruży oczy.

– I nie będę musiała wyprawiać ci uroczystego pogrzebu na koniec?

– Bez pogrzebu – odpowiada pospiesznie chłopiec.

Amelka zamyka zeszyt i odkłada na bok.

– Obiecujesz?

– Na krew herosa! – Tadek wyjmuje scyzoryk z kieszeni i ostrożnie przeciąga ostrzem po wewnętrznej stronie dłoni. – Teraz ty. – Podaje Amelce nóż.

 

Machnięciem dłoni Fedra ucisza budzik. Przez chwilę leży w bezruchu, próbując przypomnieć sobie sen. Jakby się nie starała, jego treść zawsze jej umyka.

Wraca myślami do dzieciństwa. W oddali widzi drewniany płot i wyciągniętą dłoń Teze tuż przed sobą, słyszy ryk rozjuszonego zwierzęcia za plecami, usta wypełniają jej kurz i strach. Przewróciła się, nie złapała ręki. Tego jest pewna.

Fedra uspokaja oddech. Sen musiał dotyczyć wcześniejszego czasu, myśli. Sprzed Teze. Zamyka oczy i szuka głębiej w pamięci. Po chwili czuje wyraźnie cudze ciepło w swojej dłoni, dziwne pulsowanie i smak krwi na języku, zapach bzu w powietrzu.

Budzik dzwoni ponownie. Fedra poddaje się i pozwala melodii wybrzmieć, po czym wstaje z łóżka. Spogląda na kalendarz i uśmiecha się lekko. Zaniesie kwiaty na grób pasierba i odwiedzi męża w więzieniu. Może nawet usiądzie do pisania po powrocie. To będzie dobry dzień, postanawia.

*

 

Sesja 1.

Umięśnione ramiona mężczyzny wyraźnie rysują się pod sztywną bielą wyprasowanej koszuli. Stoi tyłem do drzwi na szeroko rozstawionych nogach i patrzy w okno z rękami założonymi na piersiach.

– Zażywa pan sterydy? – pyta psychiatra, zanim zdąży się powstrzymać.

Mężczyzna odwraca się i spogląda na swojego rozmówcę. Podchodzi do biurka i siada na krześle. Bierze do ręki długopis z przybornika. Przedmiot wędruje między palcami coraz szybciej.

– Nie – pada w końcu odpowiedź.

Lekarz wypuszcza głośno powietrze.

– Przepraszam, wyrwało mi się. Chcę panu tylko pomóc – mówi pospiesznie.

Mężczyzna nie odpowiada.

– Proszę jeszcze raz opowiedzieć, co się stało w Afryce – kontynuuje lekarz. – Pamięta pan, w jaki sposób zginął tamten człowiek?

Długopis z trzaskiem ustępuje w palcach mężczyzny, który nieruchomieje na ułamek sekundy. Po chwili drzwi gabinetu zamykają się z cichym jękiem. Lekarz wzdryga się, widząc przed sobą lepki ślad dłoni odciśnięty w gęstej czerwieni tuszu.

 

Sesja 2.

Półsiedząc na parapecie, mężczyzna powoli miesza łyżeczką kawę w styropianowym kubku. Lekarz siedzi przy biurku i bawi się długopisem.

– Wiedzieliśmy z Fedrą, że w Nigerii nie jest bezpiecznie, ale musiałem pojechać – mówi w końcu mężczyzna i odstawia kubek.

– Dlaczego?

Tykanie zegara chroni obu mężczyzn przed ciszą. Wiosna idzie, myśli lekarz, patrząc na nabrzmiałe pąki klonu za oknem. Czeka.

– Dlaczego się pan zdecydował na ten wyjazd? – powtarza pytanie.

– Nie zrozumie pan.

– Proszę dać mi szansę.

– To stałoby się wcześniej czy później – mówi mężczyzna i bierze kubek do ręki. Miesza kawę łyżeczką.

– Co dokładnie?

– Wie pan, co się dzieje z krwią na wodzie? – pada pytanie zamiast odpowiedzi.

Lekarz kręci przecząco głową.

– Staje się słona. Jak ocean albo jak morze. – Mężczyzna ożywia się na chwilę. – Krew staje się morzem. Rozumie pan?

– Staram się – odpowiada lekarz. – Proszę opowiedzieć o samym ataku.

Jednym ruchem mężczyzna wylewa kawę za okno, po czym zgniata kubek w dłoni.

– Kazałem pozostałym, żeby zaspawali drzwi od środka.

– A pan?

– Ktoś musiał wezwać pomoc.

– Taka decyzja wymagała dużej odwagi.

Mężczyzna wzrusza ramionami.

– Wiedziałem, że zdążę – mówi zmęczonym głosem. – Biegłem do radiostacji, kiedy padła pierwsza seria strzałów.

– I udało się panu dobiec.

– Tak.

– A potem piraci weszli na platformę – mówi lekarz po kilku minutach.

– A potem piraci weszli na platformę – powtarza mężczyzna i milknie.

Tego dnia nie powie już nic więcej.

 

Sesja 3.

Mężczyzna bębni palcami o parapet. Pam-pam-pam-pam, równym rytmem. I od nowa: pam-pam-pam…

– Dobrze pan sypia? – pyta lekarz.

– Nie bardzo. – Wciąż bębni. Pam-pam-pam-pam…

– Pamięta pan sny?

Mężczyzna zaciska dłoń, zastanawia się przez chwilę. Wyłamuje palce.

– Nić się zawsze urywa.

– Nić?

– Zawsze. Nie tak powinno być. A jednak się urywa.

Z otwartego okna dobiega daleki dźwięk kosiarki. Zapach ściętej trawy wdziera się do gabinetu.

– Szukam wyjścia wciąż i wciąż – mówi w końcu beznamiętnym głosem mężczyzna. – Znajduję jedynie krew. Nić się urywa. Truchło byka.

– Słucham?

– Moje najwcześniejsze wspomnienie. Co noc mi się śni. Martwy byk w kałuży czarnej krwi. Obok stoi zapłakana Fedra. Złota nić wije się u jej stóp. Kiedy próbuję odnaleźć początek, rwie się i rozpada. Uratowałem Fedrę, zabiłem byka. Mogę iść tylko naprzód.

Lekarz przypatruje się mężczyźnie. Obraca w myślach pytania. Żadne nie wydaje się właściwe.

– Żona, kim dla pana jest?

– Fedrą.

– Fedra to przydomek.

Mężczyzna milczy.

– Co dla pana znaczy żona? Widzę, że ją pan bardzo kocha, próbuje chronić…

– Nie potrafię jej ochronić – przerywa lekarzowi mężczyzna. – Nikt nie może jej ocalić. Jest Fedrą.

Jakby to cokolwiek wyjaśniało, myśli lekarz.

– Jak pańska żona ma na imię? – pyta.

– To bez znaczenia – słyszy.

Dłuższa wskazówka dociera na szczyt swojej niekończącej się wędrówki.

– Przepiszę panu silniejsze środki nasenne – wzdycha lekarz i dodaje: – Proszę jednak pomyśleć poważnie o terapii grupowej. Przebywanie wśród ludzi, którzy również cierpią na zespół stresu pourazowego, może pomóc. Nie jestem tu po to, żeby pana naciskać, ale niektórym jest łatwiej, kiedy widzą, że nie są sami w swoich doświadczeniach.

Mężczyzna zaciska dłoń w pięść, po czym rozluźnia palce. Nie mówi nic.

 

Sesja 4.

Fedra siedzi zgarbiona na krześle w gabinecie psychiatry. Głowę ma spuszczoną, w dłoniach mnie fotografię chłopca w kowbojskim kapeluszu.

– Nie chciał nazywać mnie matką. Cokolwiek bym nie zrobiła. Jakbym się nie starała, Hipolit uważał mnie za obcą – wypluwa słowa i przedziera fotografię na pół. – A jednak go kochałam. – Połówki zamieniają się w ćwiartki. – Dlatego go zabiłam. Bo mnie nie chciał. – Ćwiartki ustępują miejsca ósemkom, a te szesnastkom. – Tylko Teze kochał. – Wirując, strzępy papieru opadają na podłogę.

Ostre słońce tańczy plamami światła u stóp Fedry.

– Proszę powiedzieć, co się wydarzyło – mówi lekarz, choć zna odpowiedź.

– Zabrałam go na festyn i zabiłam.

– W jaki sposób? – pyta.

– Roztrzaskałam mu głowę o kamień. Mam na rękach jego krew.

– Pani pasierb spadł z kucyka. Pani stała za ogrodzeniem – mówi powoli i wyraźnie lekarz.

Fedra go nie słyszy, wyciera dłonie o spódnicę. Szelest sztywnego materiału wypełnia pomieszczenie. Fedra trze coraz mocniej. Odsłania ozdobne wykończenie pończochy. Lekarz wstaje, podchodzi do kobiety i przytrzymuje jej dłonie. Nie powinien. Poprawia materiał.

– Pani stała za ogrodzeniem – powtarza, próbuje zajrzeć jej w oczy. Nie potrafi dotrzeć do Fedry.

– Tak musiało się stać. Musiało. Nie chciałam go zabrać na festyn, nie chciałam. Byłam zazdrosna, ale nie chciałam. To musiało się wydarzyć. Teze wie, on wie. Tylko on wie.

– Pani mąż wie, że to nie pani wina – mówi lekarz, choć wcale nie jest tego pewien.

Fedra nieruchomieje. Skąpany w słońcu chłopiec patrzy na nią z wyrzutem ze strzępów fotografii.

 

Sesja 5.

Fedra siedzi na parapecie, opiera się plecami o szybę i macha nogami. Stopy w błękitnych balerinkach uderzają o kaloryfer z głuchym dźwiękiem. Lekarz siedzi przy biurku i patrzy na kobietę, której męża właśnie skazano na trzy lata pozbawienia wolności za zabicie człowieka, i nie wie, jak rozpocząć rozmowę. Szuka właściwych słów, ale ich nie znajduje. Wydaje mu się, że powiedział już wszystko. Jak uleczyć kogoś, kogo spotyka tragedia za tragedią, zło za złem? Nie zna odpowiedzi.

W oddali grzmi, zrywa się wiatr. Z początku powolne i ciężkie krople deszczu spadają nagłą ścianą wody na świat za oknem. Zaraz przejdzie, myśli lekarz, letnie burze nigdy nie trwają zbyt długo. Fedra nie zwraca uwagi na żywioł za plecami. Zaczyna nucić znajomo brzmiącą melodię, której on nie potrafi jednak umiejscowić. Daam, dam, da-daam, dam. Daam, dam, da-daam, dam, podśpiewuje kobieta.

Lekarz spogląda na zegar, bawi się długopisem, sięga po pusty kubek, zagląda w papiery. „Przekroczenie granic obrony koniecznej ze skutkiem śmiertelnym”, czyta po raz kolejny notkę o wyroku. Gdyby Fedra zeznawała, proces potoczyłby się inaczej, myśli. Od zdarzenia minęły jednak miesiące, a kobieta wciąż się do nikogo nie odezwała. Napastnik groził jej nożem, nie wiedział, że mąż znajdował się w pobliżu. Lekarz kręci głową, jeszcze jedno życie odebrane ręką tego człowieka. Jakby przyciągał śmierć.

Patrzy na Fedrę, która wciąż nuci: daam, dam, da-daam, dam, da-dadam, da-dam, da-daam, daam. „Nie potrafię jej ochronić”, wracają do niego słowa mężczyzny. Czas mija. Sesja dobiega końca. Fedra zeskakuje z parapetu i opuszcza gabinet, zostawiając za sobą niezidentyfikowaną melodię.

*

 

Mężczyzna spogląda na rząd książek na więziennej półce. Bierze do ręki wydruk mającej się dopiero ukazać powieści Fedry „Między nami morze krwi”. Czyta opis: „Mityczna droga współczesnego herosa. Porywająca historia przepełniona bólem i krwią, oparta na osobistych doświadczeniach pisarki…” Ostatnia część cyklu, sześć poprzednich tomów przeczytał od deski do deski, zanim ukazały się w księgarniach. Siódmego nie ma odwagi. Boi się, co może znaleźć w środku. Afryka, obserwacja psychiatryczna, śmierć Hipolita, napaść i pobyt Fedry w ośrodku zamkniętym, proces. Mężczyzna kręci głową, odgania wspomnienia. Lekarz stwierdził, że rzeczywistość miesza mu się z fikcją, że pozbawia żonę tożsamości. Lekarz się myli, myśli mężczyzna. Żona jest jego Fedrą. Zawsze i na zawsze. Nikim więcej. A on jest jej Tezeuszem. Nikim więcej. Tak musi być.

Kartkuje wydruk. Wzrok zatrzymuje się na dedykacji dopisanej ręcznie na ostatniej stronie. Jakby przez dziecko, myśli mężczyzna, patrząc na koślawe litery, i zamyka oczy. Nabiera powietrza w płuca i powoli, drżącymi dłońmi, odkłada powieść na krzesło. Układa pozostałe tomy jeden na drugim. Nie będzie uroczystego pogrzebu, myśli. Stare drewno skrzypi pod jego ciężarem.

Patrzy na kalendarz.

– Dotrzymuję obietnicy, Amelio – wypowiada na głos Tadeusz i spokojnym ruchem sięga po pasek.

Koniec

Komentarze

Cześć dogsdumpling. Dzięki za ciekawą lekturę. Od razu powiem, że nie potrafie jednoznacznie ocenić tego opowiadania, opowiem więc o moich wrażeniach. 

Po pierwsze – pogubiłem się w tej historii. Doczytałem później w necie o Tezeuszu, Fedrze, Hipolicie i “kliknęło”, choć nie do końca. Ja zawsze w takich sytuacjach szukam przyczyn u siebie, bo wiem, że mam nieco ograniczoną zdolność rozumienia bardziej skomplikowanych struktur.

Znaczy się, nic mi nie jest :P , ale po prostu znam siebie jako czytelnika. 

Po drugie – przeszczepienie tamtej, tragicznej historii na tę, współczesną, uważam za udane. Jeśli dobrze zrozumiałem, to bardziej wariacja na temat, niż przeszczep stuprocentowy. To akurat także plus.

Po trzecie – bardzo mi się podoba, jak przy użyciu dość oszczędnych zabiegów, budujesz realny świat i ludzi. Kilka detali – tu łyżeczka, tam długopis lub budzik – i namalowane. Ładnie to robisz. 

Podsumowując – nie oceniam, nie klikam, opowiadanie zapamiętam jednak na dłużej. 

 

P.S.

Pytanie. Dlaczego zastosowałaś czas teraźniejszy w narracji? To niby nic aż tak wyjątkowego, spotykam to co jakiś czas. Natomiast zastanawiam się jako początkujący amator, do czego służy to narzędzie? Czasem mnie korci, żeby to wykorzystać do pokazania statycznych scen w opowiadaniu, ale potem zmieniam, bo wychodzi mi nienaturalnie. Jaki był Twój zamysł, dlaczego akurat tak? (nie twierdzę, że to źle, po prostu chce się dowiedzieć).

 

Przeczytałem dwukrotnie. Po pierwszym razie pomyślałem, że może coś mi umyka – jakaś zawiłość fabuły, tajemne przesłanie albo dodatkowa puenta. Jednak nie. To tylko prosta historia: dwoje ludzi, zarys dramatycznych wydarzeń, emocje post factum.

Emocje dobre, żywo ukazane. Ale historia wciąga średnio, nie jest to porywająca opowieść. Bardziej puzzle z lekko niewyraźnym obrazkiem, puzzle, po których ułożeniu czytelnik może mieć wątpliwości (jak na początku ja), czy wszystkie elementy właściwie dopasował. Tak czy inaczej, tekst napisany bardzo ładnie, zgrabnie i z wyczuciem. Dobrze się czyta. Forma wymyślna i treściwa (sporo zdjęć kosztem ich rozdzielczości).

Jak wspomniałem – nie porwało. W sumie jednak podobało mi się.

Nadal intryguje mnie prolog-sen. Czy występują w nim Teze i “Fedra”? Amelka jest na A, tak jak Ariadna… Nie wiem, Dogsdumpling, czy Twoim zamiarem było stworzenie takiej dowolności interpretacji.

Total recognition is cliché; total surprise is alienating.

Hej :)

Bardzo lubię Twój styl. Jest lekki, nienachalny. Często wstawiasz ozdobniki w postaci kosiarki, pogody za oknem, długopisów itd. Nie są za długie, są w sam raz i fajnie dodają klimatu i realności. Dialogi są płynne i naturalne, i choć nie jestem szpecem od psychologii, sesje, przynajmniej od strony psychiatry, wydały mi się naturalne i dobrze poprowadzone. Więc powtórzę raz jeszcze: lubię Twój styl ;)

Co do treści, rozumiem, że kiedy w młodości zrobili coś na wzór rytuału krwi, połączyli swoje losy z mityczną Fedrą i Tezeuszem. Tragiczna historia tamtych bohaterów przeniosła się w realia współczesne, dość udanie. Czułem emocje i dramat opisanych przez Ciebie bohaterów jednak… czegoś mi zabrakło. Sam jednak do końca nie wiem czego. Jakiejś wisienki na torcie, czymkolwiek miałaby być :)

Końcówka smutna, ale można się było tego spodziewać. I fajnie nawiązuje do rozmowy z początku tekstu.

Pozdrawiam ;)

Łosiocie,

witaj :-) Tak, to nie miał być 100% przeszczep tylko moja wariacja. Fajnie, że się udało i że znalazłeś w tekście elementy, które przypadły Ci do gustu. Cieszę się, że tekst zostanie z Tobą na dłużej.

Ze względu na charakter konkursu rzeczywiście założyłam, że czytelnik jeśli nie zna historii Tezeusza i Fedry, to zerknie do Internetu.

Co do narracji. Powiem tak, dla mnie narracja w czasie przeszłym daje większy dystans (”widzę” to, co się dzieje w tekście niejako z oddali i patrzę raczej z góry na wydarzenia, które już miały miejsce), narracja w czasie teraźniejszym jest bardziej postawieniem ekranu bezpośrednio przed czytelnikiem, który widzi wydarzenia w swoim “tu i teraz” w trakcie czytania; jest trochę filmowa. Dodatkowo chciałam nadać tekstowi rys sceniczności, dlatego narracja przypomina nieco didaskalia w dramacie (tu oprócz czasu teraź. skupienie na gestach i przedmiotach).

Czasem mnie korci, żeby to wykorzystać do pokazania statycznych scen w opowiadaniu, ale potem zmieniam, bo wychodzi mi nienaturalnie.

Wydaje mi się, że warto eksperymentować na krótszych formach i zobaczyć, co dana narracja “zrobi” z czytelnikiem. Ja też polecam przeczytanie sobie fragmentu tekstu np. w narracji przeszłej i zaraz tego samego w narracji teraźniejszej, żeby zaobserwować, w jaki sposób dany zabieg “wyświetla” treść w głowie.

Dzięki za komentarz i wizytę :-)

 

Jerohu,

miło mi, że wpadłeś. Historia nie jest porywająca, mówisz… Kurczę, tak jak nad tym myślę, to nie wiem, czy miała być. Oczywiście miała czytelnika zainteresować i wciągnąć, ale tak jak zauważyłeś, bazuje ona mocno na emocjach i bardziej chodziło mi o przedstawienie dramatu bohaterów. Dramatu ludzkiego ale też dramatu uwikłania w nie swoją historię i tożsamość, podlegania fatum.

Cieszę się, że mimo, że nie porwało to jednak tekst odebrałeś dodatnio :-)

Co do prologu, to tutaj Realuc dobrze go zinterpretował, więc pozwolę sobie zacytować:

 

Co do treści, rozumiem, że kiedy w młodości zrobili coś na wzór rytuału krwi, połączyli swoje losy z mityczną Fedrą i Tezeuszem. Tragiczna historia tamtych bohaterów przeniosła się w realia współczesne,

 

Ariadny już w to nie mieszałam ;-)

Dzięki za wizytę, obszerny komentarz i klik :-D

 

Realucu,

dzięki za miłe słowa :-) Fajnie, że tak dużo elementów w tym tekście oceniasz pozytywnie i że dało się odczuć dramat i emocje bohaterów. Cieszę się bardzo, że drobiazgi zagrały. 

Co do tortu, może wisienka znajdzie się następnym razem ;-)

Dzięki za wizytę i komentarz.

Letting go is an invitation. Letting go is a choice.

Bardzo fajne opowiadanie. 

Podoba mi się to przeniesienie Fedry i Tezeusza do czasów współczesnych, ładnie Ci to wyszło. Potrafisz zbudować klimat, opowiedzieć tę historię tak, że się ją czyta z zainteresowaniem. Podoba mi się klamra, którą ją zamknęłaś.

Ładne, dobrze się czyta, fajne :)

Znam tylko pięć liter ;)

Nie ma za co, DD :)

Fedra zeskakuje z parapetu i opuszcza gabinet, zostawiając za sobą niezidentyfikowaną melodię.

Fajnie ostatecznie rozwiązałaś kwestię tej melodii, bardzo fajnie :)

Opko całościowe ciekawe, ale rzeczywiście trzeba choć trochę ogarniać temat. Bez tego trudno wyłapać, o co dokładniej chodzi. Historia raczej stateczna, ale zgrabnie poprowadzona i przez krótką formę spełnia swoje zadanie: ciekawi na tyle, by za jednym razem przeczytać ją całą. Podobała mi się:)

Pozdrawiam!

Anet,

cudownie czytać takie komentarze :-) Cieszę się, że opko się spodobało.

Dziękuję bardzo za wizytę, komentarz i klik.

 

Aryo,

witaj :-) Fajnie Cię widzieć pod opkiem. Cieszę się, że całościowo przypadło do gustu.

Dzięki za odwiedziny i komentarz. Do zobaczenia pod Twoim tekstem :-)

Letting go is an invitation. Letting go is a choice.

Jeszcze nie miałam czasu zapoznać się z historią Tezeusza i Fedry, ale nie uważam, by to było konieczne. Opowiadanie podobało mi się mimo ubogiej wiedzy na ten temat. Przyznaję, że musiałam przebić się przez początek, ale później się wciągnęłam. Może też dlatego, że kończyłam czytać w innym miejscu, lepszy klimat był ;) Przedstawiłaś dramat bohaterów w taki sposób, że ja, jako czytelniczka, przejęłam się ich losami i stanem psychicznym. Fajny pomysł z psychiatrą. Taki na czasie chyba. ;) 

No i bardzo ładna klamra. Dla mnie na plus.

Pozdrawiam.

Sara

Witaj, Saro :-)

Fajnie, że w którymś momencie tekst wciągnął i że los bohaterów nie był Ci obojętny. Znaczy, że emocje zagrały. Super, że klamra przypadła do gustu, bo z takimi ciężkimi wydarzeniami, to nigdy nie wiadomo, jak zostaną odebrane. 

Dziękuję za wizytę i podzielenie się wrażeniami :-D

Letting go is an invitation. Letting go is a choice.

Zaglądnąłem po sąsiedzku, przeczytałem i… hm. Jest klimatycznie, jest moze nie głęboko, ale w stronę głębokości. Technicznie jest dobrze, jest też wyraźne emocjonalnie. cąłośc jest spójna, a mimo to nie przemówiło, chociaż być może coś przegapiłem, być może coś umknęło.  

Cześć, wilku :-)

Miło, że wpadłeś. Szkoda że nie przemówiło, ale fajnie, że sporo elementów oceniasz pozytywnie :-)

Dzięki za wizytę i komentarz.

Letting go is an invitation. Letting go is a choice.

Smutne, gorzkie, ale prawdziwe. Bardzo mi się podobało. Pięknie budujesz klimat detalami.

Irko,

dzięki za wizytę i za miłe słowa heart Cieszę się, że przypadło do gustu.

 

Letting go is an invitation. Letting go is a choice.

Emocje mocne. To definitywnie najlepsza część tekstu. Trochę szkoda, że brane już po wydarzeniach, ale to dodaje im ciekawego posmaku.

Fabuła rwana, a to może z lekka przeszkadzać i gubić. Przyznaję, że łatwo nie było, bo z początku nie miałem pewności, kim jest Fedra w tej historii – czy to duch, czy faktyczna kobieta. Wyjaśniło się w połowie, ale i tak pewne elementy pozostały tajemnicze.

Technicznie jest okej.

Podsumowując: niezły, emocjonalny koncert fajerwerków.

Won't somebody tell me, answer if you can; I want someone to tell me, what is the soul of a man?

Piekne opowiadanie, spokojne, ale pełne tragedii. Wspaniale zbudowany nastrój.

Przeczytałam całość nie znając historii Tezeusza i Fedry, i muszę przyznać, że to bardzo dobry tekst psychologiczno-obyczajowy. Wydaje mi się, że mogłaby to być po prostu historia dwojga ludzi skrzywdzonych przez los, żyjących własnymi urojeniami, nie zaś mitycznych postaci. Ale może czegoś nie dostrzegam.

 

Opowiadanie podobało mi się bardzo.

 

Powodzenia! :)

SF psychologiczne?

No właśnie, czy to na pewno jest fantastyka? Bo to raczej obyczajówka na motywach…

Ale to już sprawa jury. Natomiast mogę powiedzieć tak: świetnie oddane tło psycholgiczne, obyczajowe. Aż czuje się w powietrzu to napięcie, czyhające nieszczęście. To jest oddane bardzo fajnie!

Tyle tylko, że ja nie lubię obyczajówek ;). Więc, z całym szacunkiem dla obiektywnej wartości tego tekstu, którego odmówić mu nie sposób, przeszło bokiem. Bywa!

Technicznie zgrzytnęła mi tylko jedna rzecz: “Długopis z trzaskiem ustępuje…”. Ustępuje przed czym? Dlaczego nie “łamie się” po prostu?

Zapraszam w czwartki o 19 do proradio.pl. Spora dawka rockowej muzyki + stękania starego dziada ;).

NoWhereManie,

wiem, że fragmentaryczna fabuła nie każdemu przypadnie do gustu, tym bardziej cieszę się, że emocje zagrały i całościowo oceniasz opko na plus.

Dzięki za wizytę, komentarz i klik :-)

 

Yantri,

witaj :-) Myślę, że znajomość mitu nie jest konieczna, ale pomaga połapać się w relacjach między bohaterami i dodaje znaczeń. Starałam się też, żeby warstwa mitologiczna była nierozerwalnie spleciona z warstwą “ludzką”. Na ile przełożyło się to na odbiór, to już tylko czytelnik może stwierdzić :-)

Bardzo dziękuję również za miłe słowa heart Cieszę się ogromnie, że tak pozytywnie odebrałaś tę historię.

Dzięki za wizytę i komentarz.

 

Staruchu,

dzięki za wizytę i komentarz. Uważam, że wątki psychologiczno-obyczajowe nie wykluczają fantastyki a fantastyka wątków psychologiczno-obyczajowych :-).

Miło mi, że znalazłeś elementy, które uważasz za dobre, mimo że nie są to Twoje klimaty. Fajnie, że napięcie dało się odczuć :-D.

Co do “ustępuje” – brałam pod uwagę różne czasowniki, ale żaden nie podobał mi się na tyle, żeby go użyć ;-) Pozwoliłam więc sobie na drobną nieścisłość językową.

 

Letting go is an invitation. Letting go is a choice.

DD, nie powtórzę z bety. Chcę popatrzeć na to od nowa.

Twoje opowiadanie jest dla mnie ciekawe przez zestawienie dwóch narracji. Jednej cholernie płynnej, naturalnej oraz drugiej, trochę rwanej, tajemniczej, w sesjach. W dodatku, ta w sesjach zatrważa swoistym zen i bezsilnością w obliczu przeznaczenia. Motyw muzyczny – do rozpoznania w słowach, w dodatku w dwóch różnych wersjach, dobre. A jak przeczytałam, że pola naftowe w Nigerii to ponad 80% dochodów – chapeau bas:D

Dla mnie, bardzo oryginalne odzwierciedlenie mitycznego Tezeusza związanego z Fedrą. Chyba i dla Teze (mitycznego) było to najbardziej ważące zdarzenie ze wszystkich jego prac. 

Naturalnie klikam bbtekę!

Logika zaprowadzi cię z punktu A do punktu B. Wyobraźnia zaprowadzi cię wszędzie. A.E.

Asylum,

witaj :-) Ogromnie cieszy mnie Twój odbiór tego tekstu. Dziękuję za tak obszerny komentarz i tyle miłych słów heartheartheart

Też myślę, że relacja mitycznego Tezeusza i Fedry niesie ze sobą dużo większy cieżar dramatyczny niż jego bohaterskie wyczyny. Choć to pewnie kwestia spojrzenia.

Jeszcze raz wielkie dzięki za pomoc :-D I za klik :-)

Letting go is an invitation. Letting go is a choice.

Będę herosem a ty

 Będę herosem, a ty.

Trochę osobno a trochę

 Trochę osobno, a trochę.

 I nie będę musiała wyprawiać ci uroczystego pogrzebu

Naturalniej: I nie będę musiała ci wyprawiać uroczystego pogrzebu.

 próbując przypomnieć sobie sen

Naturalniej: próbując sobie przypomnieć sen.

 Sen musiał dotyczyć wcześniejszego czasu

Bardzo nienaturalne.

 wyraźnie rysują się

Zamieniłabym miejscami, ale to może być kwestia gustu.

 Stoi tyłem do drzwi na szeroko rozstawionych nogach i patrzy w okno z rękami założonymi na piersiach.

Mam wrażenie, że troszkę przeładowałaś opis tymi rękami.

 Długopis z trzaskiem ustępuje w palcach mężczyzny

Czemu ustępuje? To znaczy, może ustąpić naciskowi, może naciskowi palców, ale w palcach może tylko pęknąć.

 lepki ślad dłoni odciśnięty w gęstej czerwieni tuszu

Wyobraziłam sobie poduszkę do stempli :)

 Półsiedząc na parapecie

Czyli jak on siedzi?

 Tykanie zegara chroni obu mężczyzn przed ciszą.

Ładne.

 To stałoby się wcześniej czy później

Hmm.

Kazałem pozostałym, żeby zaspawali

Lepiej: Kazałem pozostałym zaspawać.

 wciąż i wciąż

Anglicyzm.

 Zespół Stresu Pourazowego

Zwykle nie piszemy nazw chorób wielkimi literami.

 Ostre słońce tańczy plamami światła

Hmm.

 Z początku powolne i ciężkie krople deszczu spadają nagłą ścianą wody

Coś tu jakby znikło. Wstaw chociaż przecinek po "ciężkie".

 nie wiedział, że mąż znajdował

Znajduje (c.t.)

 

Fiu. Emocje leją się strugą. Bohaterowie odtwarzają mit, w miarę możliwości? Hmm. Sama nie wiem… ale emocjonalnie jest mocno. Chociaż zamieniłaś Fedrową eros na storge, co wcale nie musi oznaczać mniejszej intensywności uczuć.

Ale czegoś mi tu jednak zabrakło i zupełnie nie wiem, czego – przecież wszystko jest?

Odkrycie własnego błędu to nie porażka, lecz okazja (Alfred N. Whitehead)

Będę herosem a ty  

Trochę osobno a trochę

 Tarnino, moim zdaniem w tych zdaniach nie powinno być przecinka;), to “a” traktowane w sensie spójnika.

Logika zaprowadzi cię z punktu A do punktu B. Wyobraźnia zaprowadzi cię wszędzie. A.E.

Hmm, nie do końca. Spójnika, tak, ale na moje oko przeciwstawnego.

Odkrycie własnego błędu to nie porażka, lecz okazja (Alfred N. Whitehead)

Hmm:D, wymagałoby rozstrzygnięcia, to nie jest typowe przeciwstawienie: białe versus czarne.

A tak poza tym, to jestem dumna, że zaczęłam przyglądać się znakom i ich funkcjom

Logika zaprowadzi cię z punktu A do punktu B. Wyobraźnia zaprowadzi cię wszędzie. A.E.

Witaj, Tarnino,

miło mi, że zawitałaś :-) Dzięki za uwagi – jak zwykle skorzystam wybiórczo w stosownym czasie. Twoje naturalniej wcale nie brzmi mi naturalniej :P

Co do ustępuje – zacytuję samą siebie z komentarza do Starucha:

brałam pod uwagę różne czasowniki, ale żaden nie podobał mi się na tyle, żeby go użyć ;-) Pozwoliłam więc sobie na drobną nieścisłość językową.

Emocje leją się strugą.

Greckie tragedie rządzą się swoimi prawami ~^^~. A i tak w porównaniu do oryginalnego mitu mój tekst stonowałam. Pominęłam całą masę śmierci wszelakich i innych dramatycznych wydarzeń ;D

Letting go is an invitation. Letting go is a choice.

Twoje naturalniej wcale nie brzmi mi naturalniej :P

Ha, i gdyby jeszcze wiedzieć, z czego to wynika. Mogłybyśmy podbić świat ;)

Odkrycie własnego błędu to nie porażka, lecz okazja (Alfred N. Whitehead)

Historia to uzgodniony zestaw kłamstw.

Tarnino :-)

 

Drakaino,

dzięki za smoczy stempel :-)

Letting go is an invitation. Letting go is a choice.

Muahahahahahahahahahahahahahahahahaha! Ha! XD

Odkrycie własnego błędu to nie porażka, lecz okazja (Alfred N. Whitehead)

Wow, mocny tekst. Aż mnie ciarki przeszły.

Przemawia do mnie taka interpretacja tematu konkursu. Ludzie uwięzieni w odgrywanym przez siebie micie; albo odwrotnie, rodzinna tragedia wpisana w mit. Do tego sam mit jako swego rodzaju mechanizm obronny dla bohaterów, łączący ich z czasami dzieciństwa. Dużo treści udało Ci się zawrzeć w stosunkowo krótkim formacie.

Kompozycja jasna i przejrzysta, z nawiązującym do prologu ponurym zakończeniem. Wyrazy uznania za subtelność narracji, umiejętne dawkowanie informacji i budowanie grozy niedopowiedzeniami. Można się zastanawiać, która wersja wydarzeń pojawiła się w ostatniej książce Fedry.

Istotą rzeczywistości jest sens. Co nie ma sensu, nie jest dla nas rzeczywiste.

Black_cape,

cieszę się bardzo, że tekst zrobił wrażenie i że sposób przedstawienia mitu przypadł do gustu (trochę się obawiałam, czy nie jest za ponuro…). Fajnie, że zwróciłaś uwagę na ostatnią powieść Fedry.

Dziękuję za wizytę i obszerny komentarz heart

Letting go is an invitation. Letting go is a choice.

Choć w kolejnych scenach pod warstwą pozornego spokoju dostrzegam umiejętnie dawkowane emocje, namiętności i tragedię, to z przykrością wyznaję, że współczesna historia czerpiąca z motywów antycznych chyba nie wywarła na mnie pożądanego wrażenia.

 

Męż­czy­zna spo­glą­da na rząd ksią­żek na wię­zien­nej półce. […] – Do­trzy­mu­ję obiet­ni­cy, Ame­lio – wy­po­wia­da na głos Ta­de­usz i spo­koj­nym ru­chem sięga po pasek. –> Czy siedzący w więzieniu Tadeusz mógł mieć pasek?

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Witaj, Reg,

szkoda, że nie podeszło. Każdego porusza co innego ;-) Co do paska – nie wiem, czy w każdym więzieniu, ale tak, można mieć.

Dzięki za wizytę i komentarz smiley.

Letting go is an invitation. Letting go is a choice.

Podobało mi się, ładnie zagrane na emocjach. Po początku spodziewałem się, że opowiadanie będzie ostro zakręcone i mocno niezrozumiałe, ale okazało się miło przyswajalne. Ciekawe nawiązania do mitu.

Hmmm. Mam wrażenie, że coś mi umyka. Poskładałam sobie ze strzępów historię nieszczęśliwego małżeństwa i nie widzę w niej fantastyki… Owszem, można się dopatrywać związków z mitem, ale nie takich znowu ścisłych, żeby inny mit nie przypasował. On poza domem i nie może wrócić, ona czeka, ma syna i mnóstwo problemów… Penelopa i Odyseusz? ;-)

Babska logika rządzi!

Bardzo, bardzo dobrze przedstawione emocje. Bardzo.

Musiałam najpierw wyguglować sobie tę Fedrę, ale jak już sprawdziłam, to wszystko było w miarę jasne.

 

Wydaje mi się, że odrobinieneczkę przedobrzyłaś z rwaniem fabuły (co prawda nie jest jakoś mega trudno odgadnąć co się stało, ale troszkę to utrudnia odbiór). Za to ten rytuał krwi można było mocniej zaakcentować.

I trochę nie rozumiem. Obiecywał Amelce “Bez pogrzebu” i popełnia samobójstwo? Przecież chyba dadzą go jej pochować? Czy nie? 

Zygfrydzie,

dzięki za wizytę. Cieszę się, że się podobało :-)

 

Finklo,

wydaje mi się, że przeczytałaś całkiem inne opowiadanie od tego, które napisałam. Cóż, szkoda.

Dzięki za wizytę.

 

Iluzjo,

fajnie, że emocje wyszły przekonująco.

Co do pogrzebu, samobójstwo raczej wyklucza uroczysty pogrzeb, ale chodziło też o wymiar symboliczny – i w warstwie mitologicznej i współczesnej. W starożytnej Grecji samobójstwo nie było społecznie akceptowane (choć filozofowie i myśliciele miele na ten temat różne poglądy) i samobójców grzebano poza murami miasta, niejako poza porządkiem społecznym. W naszej chrześcijańskiej kulturze samobójstwo było i często jeszcze jest uważane za grzech i uniemożliwiało pogrzeb na cmentarzu, też wyrzucając samobójcę poza porządek społeczny.

(Teraz się to nieco zmieniło, Kościół uznaje, że samobójstwo nie jest czynem do końca świadomym, ale jeśli samobójca nie żył wystarczająco dobrze/ “po bożemu” może odmówić odprawienia pogrzebu. A Tadeusz zabił dwie osoby…)

Dzięki za wizytę i komentarz smiley

Letting go is an invitation. Letting go is a choice.

Nowa Fantastyka