- Opowiadanie: tsole - Chmura

Chmura

Dyżurni:

joseheim, beryl, vyzart

Biblioteka:

Użytkownicy, Finkla

Oceny

Chmura

De­par­ta­ment Po­go­dy CNN, Atlan­ta, 2 lipca 2022r.

 

Bryan Ful­ler, pre­zen­ter po­go­dy sta­cji CNN prze­ży­wał naj­trud­niej­sze dni w swo­jej za­wo­do­wej ka­rie­rze. Nigdy dotąd nie po­czuł tak do­tkli­wie brze­mie­nia od­po­wie­dzial­no­ści. Zwłasz­cza teraz, gdy opu­ścił ga­bi­net szefa że­gna­ny sło­wa­mi: „Mam dla cie­bie taką radę: zrób, jak uwa­żasz”. Ale cóż – szef był mi­strzem w zrzu­ca­niu z sie­bie od­po­wie­dzial­no­ści i do­kle­ja­niu się do suk­ce­sów wy­pra­co­wa­nych przez pod­wład­nych.

Sie­lan­ko­wa at­mos­fe­ra to­wa­rzy­szą­ca mu dotąd w pracy zo­sta­ła za­bu­rzo­na przez la­wi­nę in­for­ma­cji o dziw­nych ano­mal­nych zja­wi­skach me­te­oro­lo­gicz­nych, które w ciągu ostat­nie­go mie­sią­ca przy­sy­ła­li te­le­wi­dzo­wie i in­ter­nau­ci. Przed­tem nie miał z tym pro­ble­mu; ow­szem zda­rza­ło się spo­ra­dycz­nie ja­kieś zdję­cie, czy fil­mik, ale nie la­wi­na! Przy­po­mniał sobie książ­kę, którą prze­czy­tał jesz­cze w col­le­ge’u, o hi­ste­rii UFO w po­ło­wie lat 50. XX w. Po opu­bli­ko­wa­niu w me­diach ra­por­tu pi­lo­ta o za­ob­ser­wo­wa­niu kilku nie­zwy­kłych obiek­tów la­ta­ją­cych ludzi ogar­nął jakiś amok, wi­dzie­li UFO we wszyst­kim: w chmu­rach, gro­ma­dach pta­ków, sa­mo­lo­tach, la­taw­cach… Siłą rze­czy po­ja­wi­li się cwa­nia­cy, któ­rzy dla roz­gło­su pusz­cza­li w obieg fał­szyw­ki, np. fotki pod­rzu­co­nej w górę pusz­ki kon­ser­w, lub wręcz całe zmy­ślo­ne hi­sto­rie – choć­by ten… jak mu tam było… chyba Adam­sky, który twier­dził, że spo­tkał przy­by­szów z Wenus na pu­sty­ni ka­li­for­nij­skiej i zwie­dził bazy UFO na Księ­ży­cu.

W cza­sach col­le­ge’u Ful­ler był go­rą­co­gło­wym szcze­nia­kiem, więc chło­nął takie hi­sto­rie z wy­pie­ka­mi na twa­rzy, lecz dziś dys­po­no­wał już spo­rym ła­dun­kiem scep­ty­cy­zmu. Zatem miał teraz dy­le­mat, co z tymi re­we­la­cja­mi robić? Upu­blicz­niać? Jeśli tak po­stą­pi, a okaże się, że to ma­ni­pu­la­cja, oszu­stwo, pic-fo­to­mon­taż – skom­pro­mi­tu­je się. Jeśli jed­nak są to in­for­ma­cje praw­dzi­we?

Otwo­rzył lap­to­pa, by raz jesz­cze przyj­rzeć się sen­sa­cyj­nym ma­te­ria­łom. Kło­pot w tym, że więk­szość z nich jest tak dziw­na, że wręcz nie­praw­do­po­dob­na – wes­tchnął. Choć­by ta scena na­gra­na smart­fo­nem przez te­le­wi­dza z Lo­uisvil­le pod­czas spa­ce­ru w lesie, na któ­rej wiatr „gwiż­dże” Ada­gio Bar­be­ra. Toż to oczy­wi­sty fejk! W dzi­siej­szych cza­sach można pod­ro­bić cy­fro­wo każdy in­stru­ment, czy wy­ge­ne­ro­wać syn­te­za­to­rem do­wol­ny efekt aku­stycz­ny. Spraw­dził toż­sa­mość go­ścia – był to po­waż­ny, sta­tecz­ny czło­wiek, wy­kła­dow­ca hi­sto­rii na miej­sco­wej uczel­ni. Roz­ma­wiał z nim via Skype i wy­da­ło mu się nie­praw­do­po­dob­ne, by taki facet bawił się w ja­kieś sztu­bac­kie gier­ki.

Albo ta seria zdjęć chmur, każda w kształ­cie ide­al­ne­go sze­ścio­ką­ta fo­rem­ne­go, ukła­da­ją­cych się w gi­gan­tycz­ny pla­ster miodu. Niby nie­praw­do­po­dob­ne, ale prze­cież na­tu­ra „pro­du­ko­wa­ła” już po­dob­ne twory, choć­by te ba­zal­to­we for­ma­cje skal­ne na wy­brze­żu Ir­lan­dii Pół­noc­nej zwane Gro­blą Ol­brzy­ma.

Po­dob­nie pro­ble­ma­tycz­ne wy­da­je się na­de­sła­ne przez miesz­kań­ca Ala­ski na­gra­nie burzy śnież­nej, gdzie widać wy­raź­nie za­sty­ga­ją­cą na kilka se­kund re­pli­kę po­mni­ka czte­rech pre­zy­den­tów USA na Mount Ru­sh­mo­re. Fa­ta­mor­ga­na? Ja­kieś od­bi­cie w jo­nos­fe­rze? Czy jed­nak fał­szyw­ka? Jeśli tak, to do­sko­na­ła.

Naj­bar­dziej nie­zwy­kły był jed­nak grad. Ty­dzień temu far­mer z Fo­rest Grove w Mon­ta­nie, zgło­sił się z in­for­ma­cją o burzy gra­do­wej w oko­li­cy. Burza jak burza, tyle że ziar­na gradu miały kształt… liter al­fa­be­tu! Uzna­jąc rzecz za nie­praw­do­po­dob­ną, wręcz ab­sur­dal­ną, Ful­ler po­le­ciał tam z sil­nym po­sta­no­wie­niem, że da na­ucz­kę cwa­nia­ko­wi. Oka­za­ło się jed­nak, że grad wi­dzie­li wszy­scy miesz­kań­cy wsi – mało tego: wielu trzy­ma­ło w za­mra­żar­kach całe wia­dra tych li­te­rek! Ful­ler też za­brał ze sobą tro­chę w ter­mo­sie i trzy­ma do dziś w lo­dów­ce. Czy można pod­ro­bić grad? Jeśli nawet, to po co? Ow­szem, wi­dział kie­dyś w mar­ke­cie ma­ka­ron w kształ­cie li­te­rek – ot, taka eks­cen­tryczność ma­ją­ca zło­wić klien­tów – ale grad?

Osob­ną serię anomalii sta­no­wią wy­ła­do­wa­nia at­mos­fe­rycz­ne. Te naj­dziw­niej­sze to „li­niał” – seria szyb­kich ude­rzeń pio­ru­na ukła­da­ją­ca się w ide­al­ną linię pro­stą z rów­nie ide­al­nym in­ter­wa­łem wy­no­szą­cym do­kład­nie pięć metrów. Jeśli to pod­rób­ka, to można ją uznać za pla­giat – po­dob­ną scenę wy­my­ślił Spiel­berg w fil­mie „Wojna Świa­tów”. Drugi ele­ment tej serii jest też nie­wia­ry­god­ny: to im­po­nu­ją­cy ciąg wy­ła­do­wań two­rzą­cych fan­ta­stycz­ne, pul­su­ją­ce zło­tem roz­ga­łę­zie­nia na nie­bo­skło­nie, które prze­kształ­ca­ją się na mo­ment w napis „GAME OVER”… Dla spraw­ne­go ani­ma­to­ra wy­pro­du­ko­wa­nie ta­kie­go clipu w Adobe Pre­mie­re to pest­ka, lecz czy to moż­li­we, by w ten dzie­cin­ny spo­sób za­ba­wiał się jego nadaw­ca, no­bli­wy ad­wo­kat o nie­po­szla­ko­wa­nej (Ful­ler spraw­dził to skru­pu­lat­nie) opi­nii? Trze­ci, przy­sła­ny przez tu­ry­stę z Ekwa­do­ru i za­ty­tu­ło­wa­ny prze­zeń „Za­lo­ty” jest chyba naj­bar­dziej nie­zwy­kły. Widać tu dwa pio­ru­ny ku­li­ste; pierwszy „uwo­dzi” spe­cy­ficz­nym „tań­cem” dru­gie­go. W efek­cie do­cho­dzi do ze­tknię­cia i chyba każdy ob­ser­wu­ją­cy ten fil­mik od­ru­cho­wo ocze­ki­wał­by eks­plo­zji – nic z tego – po tym kon­tak­cie fi­zycz­nym pio­ru­ny przy­tu­la­ją się do sie­bie jak para ko­chan­ków w na­mięt­nym ars aman­di!

Cał­ko­wi­cie roz­bro­ił go jed­nak mail uzy­ska­ny z… or­bi­ty. Prze­słał mu go astro­nau­ta peł­nią­cy aku­rat „wach­tę” na Mię­dzy­na­ro­do­wej Sta­cji Ko­smicz­nej. Mail za­wie­rał serię zdjęć tor­nad po­wsta­ją­cych nad Ka­ro­li­ną i Ne­bra­ską. Wraz z ukła­dem chmur two­rzy­ły one wręcz per­fek­cyj­ny sym­bol „pa­cy­fy”. Astro­nau­ta z pew­no­ścią nie ro­bił­by z niego jaj, nie­mniej Ful­ler za­dzwo­nił do rzecz­ni­ka pra­so­we­go NASA, by zwe­ry­fi­ko­wać ten ma­te­riał. Rzecz­nik po­twier­dził, że otrzy­ma­li takie zdję­cia, jed­nak ba­ga­te­li­zo­wał spra­wę, ar­gu­men­tu­jąc, że ludz­ka wy­obraź­nia po­tra­fi na­rzu­cić sko­ja­rze­nia – ot, choć­by casus słyn­ne­go zdję­cia „mar­sjań­skiej twa­rzy” z re­gio­nu Cy­do­nia Pla­ni­tia. Wia­do­mo, że jest to ilu­zja optycz­na, gra świa­teł i cieni, lecz do dziś nie bra­ku­je wie­rzą­cych, że to po­mnik mar­sjań­skiej rasy, która wy­gi­nę­ła… Niby rzecz­nik ma rację, prze­cież, jak głosi psy­cho­lo­gia Ge­stalt, nasze mózgi do­pa­so­wu­ją wi­dzia­ne kształ­ty i ich wza­jem­ne re­la­cje do wzor­ca, który już znają. Z dru­giej jed­nak stro­ny śro­do­wi­sko na­uko­we, wy­cią­gnąw­szy wnio­ski po fa­tal­nych do­świad­cze­niach tej hi­ste­rii UFO, jest nie­chęt­ne me­dial­ne­mu na­gła­śnia­niu po­dob­nych sen­sa­cji. Kto wie, może się nawet astro­nau­cie obe­rwa­ło za wy­sła­nie tego maila do mnie?

„Same dy­le­ma­ty” – wes­tchnął Ful­ler i z re­zy­gna­cją za­trza­snął wieko lap­to­pa.

Zanim udał się z tym pro­ble­mem do szefa, za­gad­nął Ro­ber­ta – ko­le­gę, z któ­rym na zmia­nę przedstawiał pro­gnozy po­go­dy. Na py­ta­nie, czy otrzy­mu­je ko­re­spon­den­cję z po­dob­ny­mi ano­mal­ny­mi zja­wi­ska­mi, Ro­bert la­ko­nicz­nie od­rzekł:

– Ow­szem, coś tam przy­cho­dzi.

– I co z tym ro­bisz?

– Ole­wam. Na­peł­niam tym kosz.

Ful­ler czuł w gło­sie ko­le­gi re­zer­wę i nie do końca do­wie­rzał praw­dzi­wości jego słów. „Może przy­go­to­wu­je jakiś sen­sa­cyj­ny ma­te­riał i oba­wia się, żebym go nie uprze­dził?” – po­my­ślał.

– Trze­ba zna­leźć kogoś, kto po­dej­mie się próby zwe­ry­fi­ko­wa­nia au­ten­tycz­no­ści tych na­grań – zde­cy­do­wał. Po­now­nie otwo­rzył lap­top i roz­po­czął po­szu­ki­wa­nia.

Po prze­ana­li­zo­wa­niu profili kil­ku­na­stu po­ten­cjal­nych kon­sul­tan­tów, wybór padł na pro­fe­so­ra Roba Jack­so­na, kli­ma­to­lo­ga z De­par­ta­men­tu Nauk o Ziemi Uni­wer­sy­te­tu Stan­for­da. Ful­ler wy­stu­kał numer. Miał fart – pro­fe­sor ode­brał w miarę szyb­ko.

– Pan pro­fe­sor Jack­son? Tu Bryan Ful­ler, pre­zen­ter po­go­dy w CNN.

– Witam pana, czym mogę słu­żyć?

– Panie pro­fe­so­rze, otrzy­mu­ję sporo do­nie­sień o ano­mal­nych zja­wi­skach at­mos­fe­rycz­nych i po­szu­ku­ję kom­pe­tent­nej osoby, aby skon­sul­to­wać ich au­ten­tycz­ność…

– Skoro pan dzwo­ni do mnie, ro­zu­miem, że przy­znał mi takie kom­pe­ten­cje – usły­szał tu­bal­ny śmiech pro­fe­so­ra. – Jeśli tak, nie mam nic prze­ciw­ko temu!

– Do­sko­na­le – ucie­szył się Ful­ler. – Wobec tego, jak się mo­że­my umó­wić?

– Chyba wie pan, gdzie mnie szu­kać. Cho­ciaż mo­ment… Prze­cież wasza sie­dzi­ba jest w Atlan­cie?

– Tak.

– To się do­brze skła­da, nie bę­dzie pan mu­siał tłuc się przez całe Stany do mnie. Do­kład­nie za dziesięć dni mam wy­gło­sić na wa­szym sta­no­wym uni­wer­sy­te­cie pu­blicz­ny wy­kład do­ty­czą­cy me­te­oin­ży­nie­rii. Zatem za­pra­szam, pod­nie­sie mi pan fre­kwen­cję – znów za­śmiał się za­raź­li­wie. – A po wy­kła­dzie po­roz­ma­wia­my sobie, OK?

– OK, bar­dzo pan uczyn­ny. Zatem dzię­ku­ję i do zo­ba­cze­nia!

 

Uni­wer­sy­tet Stanu Geo­r­gia, Atlan­ta, 12 lipca 2022 r.

 

– Sza­now­ni pań­stwo, witam ser­decz­nie! W ra­mach na­sze­go cyklu wy­kła­dów pu­blicz­nych za­ty­tu­ło­wa­ne­go „Uto­pia czy re­al­ność?” po­słu­cha­my dziś pro­fe­so­ra Roba Jack­so­na, wy­bit­ne­go kli­ma­to­lo­ga z De­par­ta­men­tu Nauk o Ziemi Uni­wer­sy­te­tu Stan­for­da, który za­po­zna nas z hi­sto­rią i sta­nem bie­żą­cym me­te­oin­ży­nie­rii. Witam, panie pro­fe­so­rze, dzię­ku­ję za go­to­wość po­dzie­le­nia się z nami swoją wie­dzą i za­pra­szam na mów­ni­cę! – po­wie­dział profesor Allan White, rek­tor Uni­wer­sy­te­tu Stanu Geo­r­gia.

Ful­ler, który usiadł w ostat­nim rzę­dzie, omiótł wzro­kiem salę. Wy­kład był pu­blicz­ny, więc prócz za­in­te­re­so­wa­nej braci stu­denc­kiej nie bra­ko­wa­ło osób star­szych, wręcz w wieku eme­ry­tal­nym. „Pro­fe­sor ma trud­ny orzech do zgry­zie­nia – po­my­ślał. – Jest mię­dzy mło­tem a ko­wa­dłem. Dla stu­den­tów wy­kład może oka­zać się zbio­rem tru­izmów, lecz dla osób spoza bran­ży – chińsz­czy­zną. No, ale to jego pro­blem; pew­nie już zjadł zęby na po­dob­nych do­świad­cze­niach”.

Prof. Jack­son wszedł na po­dest, uści­snął dłoń rek­to­ra, ukło­nił się dwor­nie pu­blicz­no­ści i roz­po­czął wy­kład.

– Witam pań­stwa i od razu skła­dam wy­ra­zy współ­czu­cia, bo ni­ko­mu nie za­zdrosz­czę per­spek­ty­wy słu­cha­nia ta­kie­go ja­jo­gło­we­go typa jak ja. Za­cznij­my od py­ta­nia: jaka jest róż­ni­ca mię­dzy me­te­oro­lo­gią a me­te­oin­ży­nie­rią? – za­wie­sił głos jakby ocze­ki­wał od­po­wie­dzi, lecz sala mil­cza­ła. – Taka sama jak mię­dzy czy­ta­niem, a pi­sa­niem książ­ki. Me­te­oro­lo­gia po­le­ga na ob­ser­wo­wa­niu i pro­gno­zo­wa­niu po­go­dy, a me­te­oin­ży­nie­ria na ste­ro­wa­niu nią. To zna­czy na mo­dy­fi­ko­wa­niu lub wręcz kre­owa­niu po­go­dy.

– Ste­ro­wa­nie po­go­dą może przy­nieść ludz­ko­ści nie­ma­łe ko­rzy­ści. Może znacz­nie ogra­ni­czyć nisz­czy­ciel­ską moc hu­ra­ga­nów, re­jo­nom o su­chym kli­ma­cie do­star­czyć wodę, a na­wie­dza­nym przez po­wo­dzie ogra­ni­czyć ich za­sięg. Ale może rów­nież znacz­nie wzmoc­nić dzia­łal­ność de­struk­cyj­ną czło­wie­ka, więc ma nie­ba­ga­tel­ne zna­cze­nie mi­li­tar­ne. Je­że­li komuś uda się wpły­wać na po­go­dę, to trzy­ma w ręku naj­więk­szą broń świa­ta. Może spo­wo­do­wać takie wa­run­ki at­mos­fe­rycz­ne, w któ­rych sa­mo­lo­ty bo­jo­we nie będą latać, lub spro­ku­ro­wać taką ulewę, że nawet po­jaz­dy gą­sie­ni­co­we będą bez­u­ży­tecz­ne. Może po­przez zmia­nę kli­ma­tu spra­wić, że dany teren nie bę­dzie się nada­wał do za­miesz­ka­nia. Jed­nym sło­wem, może bar­dzo mocno osła­bić prze­ciw­ni­ka, po­zwo­lić wy­grać bitwę, a nawet wojnę.

Na wiel­kim ekra­nie za ple­ca­mi pro­fe­so­ra po­ja­wia­ły się slaj­dy ilu­stru­ją­ce jego słowa.

– Cie­ka­we, że ter­min me­te­oin­ży­nie­ria zo­stał po raz pierw­szy użyty wła­śnie w kon­tek­ście mi­li­tar­nych za­sto­so­wań, kon­kret­nie w tzw. Ope­ra­cji Po­peye pro­wa­dzo­nej na prze­ło­mie lat 60. i 70. XX wieku przez armię USA w Pół­noc­nym Wiet­na­mie, a po­le­ga­ją­cej na za­sie­wa­niu chmur jod­kiem sre­bra w celu prze­dłu­że­nia se­zo­nu mon­su­no­we­go. Ope­ra­cja ta była re­ali­zo­wa­na pod ha­słem „make mud, not war” bę­dą­cym alu­zją do mod­ne­go pod­ów­czas hasła hi­pi­sow­skie­go „make love, not war” i wy­wo­ła­ła me­dial­ną wrza­wę. Pod na­ci­skiem opi­nii pu­blicz­nej, zbul­wer­so­wa­nej tym, że ge­ne­ra­ło­wie bawią się w Pana Boga, Kon­gres uchwa­lił w 1974 r. usta­wę za­ka­zu­ją­cą ma­ni­pu­lo­wa­nia po­go­dą w ce­lach mi­li­tar­nych. Od 1978 r. zakaz ten za­czął też obo­wią­zy­wać wszyst­kie kraje człon­kow­skie ONZ.

„Cie­ka­wy wstęp” – po­my­ślał Ful­ler. Nie umiał roz­po­znać, czy pro­fe­sor dwo­ru­je sobie z pa­cy­fi­stów, czy też ra­czej daje prztycz­ka woj­sko­wym. Tym­cza­sem Jack­son kon­ty­nu­ował:

– Owe za­ka­zy nie ozna­czają, że za­nie­cha­no wszel­kich badań nad moż­li­wo­ścia­mi ste­ro­wa­nia po­go­dą. Przed dwoma laty rząd USA, na wnio­sek grupy na­ukow­ców zwią­za­nych z Ame­ry­kań­ską Na­ro­do­wą Służ­bą Oce­anicz­ną i Me­te­oro­lo­gicz­ną NOAA[1], po­wo­łał do życia pro­jekt „Zdal­ne Ste­ro­wa­nie Po­go­dą” RWC[2], któ­re­go kon­sul­tan­tem mam za­szczyt być. Pro­szę się jed­nak nie mar­twić, tym razem ge­ne­ra­ło­wie nie bawią się w Pana Boga, bo pro­jekt RWC jest jawny i nie ma związ­ku ze sferą mi­li­tar­ną.

– Ale do tego jesz­cze wró­ci­my, teraz kilka słów o hi­sto­rii. Tech­ni­ki mo­dy­fi­ka­cji po­go­dy są znane i sto­so­wa­ne od wielu lat, choć nie aż tak wielu, żebym mógł po­zwo­lić sobie na roz­po­czę­cie wy­kła­du kla­sycz­nym „już sta­ro­żyt­ni Egip­cja­nie”. Są to głów­nie dzia­ła­nia geo­in­ży­nie­ryj­ne, po­le­ga­ją­ce na roz­py­la­niu spe­cjal­nych sub­stan­cji (np. wspo­mnia­ny jodek sre­bra) w celu bądź to wy­wo­ła­nia desz­czu, bądź osła­bie­nia cy­klo­nów. Pierw­szy sztucz­ny deszcz był wy­wo­ła­ny już pod ko­niec lat 40. XX wieku. Dziś ce­lu­ją w tym Chiń­czy­cy…

„Na razie mamy ele­men­tarz” – po­my­ślał Ful­ler, który tę wie­dzę miał w małym pa­lcu. Po­ja­wia­ją­ce się ko­lej­no slaj­dy przy­wo­ła­ły w nim wspo­mnie­nia z tych wspa­nia­łych stu­denc­kich cza­sów, kiedy z pasją wła­ści­wą mło­de­mu wie­ko­wi chło­nął me­te­oro­lo­gicz­ną wie­dzę. Po dłuż­szej chwi­li ock­nął się i skar­cił w my­ślach: „ty Ful­ler słu­chaj wy­kła­du, bo dasz plamę, jeśli pro­fe­sor zrobi ci mały spraw­dzian!”

– …rząd zre­ali­zo­wał trzylet­ni pro­jekt mo­dy­fi­ka­cji po­go­dy, dzię­ki któ­re­mu udało się zwięk­szyć licz­bę opa­dów na obszarze dziesięciu procent po­wierzch­ni kraju. Po­zwo­li­ło to nie tylko zminimalizować susze, ale także ogra­ni­czyć po­ża­ry lasów. Po­dob­ne dzia­ła­nia po­dej­mo­wa­no w Emi­ra­tach Arab­skich, ale tu w 2017 r. prze­do­brzo­no z roz­py­la­ny­mi krysz­tał­ka­mi soli i burza wy­mknę­ła się spod kon­tro­li po­wo­du­jąc gra­do­bi­cie i po­wo­dzie. Jak widać, z solą trze­ba uwa­żać nie tylko w kuch­ni. Z kolei w walce z ży­wio­ła­mi me­to­da­mi geo­in­ży­nie­rii w 1969 roku udało się roz­bro­ić hu­ra­gan Deb­bie, zmnie­jszając jego siłę o trzydzieści procent. Inne tego typu dzia­ła­nia to roz­py­la­nie ae­ro­zo­li w at­mos­fe­rze po­wo­du­ją­ce lo­kal­ne zwięk­sze­nie al­be­do Ziemi w celu ob­ni­że­nia glo­bal­nej tem­pe­ra­tu­ry. Są jed­nak obawy, że może to do­pro­wa­dzić do po­waż­nych za­bu­rzeń kli­ma­tycz­nych.

– Zna­czą­cym ele­men­tem w dą­że­niu do ste­ro­wa­nia po­go­dą był pro­gram „Ak­tyw­na Au­re­ola Fal Wy­so­kiej Czę­sto­tli­wo­ści” HAARP[3]. Jego celem było ba­da­nie jo­nos­fe­ry i za­cho­dzą­cych w niej pro­ce­sów, co miało do­star­czyć wie­dzy po­trzeb­nej do uspraw­nie­nia ko­mu­ni­ka­cji na duże od­le­gło­ści. W pro­gra­mie klu­czo­wą rolę od­gry­wał za­in­sta­lo­wa­ny na Ala­sce sys­tem na­daj­ni­ków, który emi­to­wał pro­mie­nio­wa­nie elek­tro­ma­gne­tycz­ne dużej mocy, sty­mu­lu­jąc jo­nos­fe­rę w danym miej­scu. W efek­cie udało się nawet wy­two­rzyć sztucz­ną zorzę po­lar­ną. Trze­ba jed­nak dodać, że wokół tego pro­jek­tu po­ja­wi­ło się wiele mitów wy­lan­so­wa­nych przez mi­ło­śni­ków teo­rii spi­sko­wych. Dla przy­kła­du, we­dług nich HAARP po­słu­żył do wy­wo­ła­nia trzę­sie­nia ziemi, a w re­zul­ta­cie ogrom­nej fali tsu­na­mi na Pa­cy­fi­ku w 2011 r., które do­pro­wa­dzi­ło do znisz­cze­nia pół­noc­no-wschod­nie­go wy­brze­ża Ja­po­nii, wcze­śniej wy­wo­łał hu­ra­gan „Ka­tri­na”, spo­wo­do­wał ka­ta­stro­fę promu Ko­lum­bia…

„Kie­dyś czy­ta­łem, że HAARP ma od­po­wia­dać nawet za ma­so­we wy­mie­ra­nie pta­ków w wielu miej­scach na świe­cie na po­cząt­ku 2011 r., czy del­fi­nów i żółwi w 2012 r. – przy­po­mniał sobie Ful­ler. – Po­dob­no wy­wo­łu­je za­bu­rze­nie zmy­słu orien­ta­cji tych zwie­rząt”.

– …twier­dzo­no też, że fale elek­tro­ma­gne­tycz­ne emi­to­wa­ne przez sys­tem mogą wpły­wać na pracę ludz­kie­go mózgu, ste­ru­jąc emo­cja­mi i na­stro­ja­mi osób – kon­ty­nu­ował pro­fe­sor. – I mimo że sys­tem anten na Ala­sce uwa­ża­ny za „jądro zła” zo­stał już dawno zde­mon­to­wa­ny, mi­ło­śni­cy teo­rii spi­sko­wych nie usta­ją w po­szu­ki­wa­niach sen­sa­cji i twier­dzą, że ten de­mon­taż ma tylko od­wró­cić uwagę od in­nych rów­nie po­dej­rza­nych pro­jek­tów.

– Ale nie za­prze­czy pan pro­fe­sor, że był to pro­gram fi­nan­so­wa­ny przez armię? – spy­tał prze­kor­nie star­szy je­go­mość z bujną czar­ną brodą.

– Nie za­prze­czę, wszak głów­nym udzia­łow­cem tego pro­gra­mu jest Agen­cja Za­awan­so­wa­nych Pro­jek­tów Badań Obron­nych DARPA[4]. Nie­mniej, wbrew temu, co twier­dzą „spi­skow­cy”, nie był on tajny. Wy­ni­ki badań były upu­blicz­nia­ne i sze­ro­ko ko­men­to­wa­ne, a do­stęp do ośrod­ka w cza­sie dni otwar­tych mieli nie tylko na­ukow­cy z ca­łe­go świa­ta, ale wszy­scy, któ­rzy chcie­li go od­wie­dzić. Sam też kil­ka­krot­nie tam go­ści­łem – uśmiech­nął się pro­fe­sor. – Po­zo­staw­my jed­nak ten oko­ło­nau­ko­wy folk­lor i wróć­my do po­waż­nych badań. No, może na po­czą­tek nie do końca po­waż­nych, lecz o tyle istot­nych, że były to pierw­sze próby wpły­wania na po­go­dę środ­ka­mi in­ny­mi niż geo­in­ży­nie­ryj­ne. Miały one miej­sce na Ukra­inie, gdzie nie­ja­ki Wik­tor Pie­tro­wicz Bow­ba­łan za­przągł do ste­ro­wa­nia po­go­dą siłę woli.

„Pierw­sze sły­szę! – zdu­miał się Ful­ler. – Pach­nie to pseu­do­nau­ko­wą szar­la­ta­ne­rią”.

Pro­fe­sor Jack­son jakby czy­tał w jego my­ślach:

– Choć mamy tu do czy­nie­nia ra­czej z na­uko­wą hochsz­ta­pler­ką, sama idea jest godna uwagi, zwłasz­cza w po­wią­za­niu z fi­zy­ką kwan­to­wą. Na­ukow­com sen spę­dza z po­wiek zdu­mie­wa­ją­ce zja­wi­sko: otóż cząst­ka ele­men­tar­na za­cho­wu­je się ina­czej, gdy jest ob­ser­wo­wa­na, a ina­czej gdy nie jest! In­ny­mi słowy na po­zio­mie kwan­to­wym sam fakt ob­ser­wa­cji da­ne­go ukła­du kwan­to­we­go (zatem udział świa­do­mo­ści) in­ge­ru­je w ten układ, wpły­wa­jąc na jego stan. Uży­wa­jąc bar­dziej fa­cho­we­go ję­zy­ka po­wie­my, że wek­tor stanu (czyli wek­tor opi­su­ją­cy stan kwan­to­wy da­ne­go ukła­du) ulega dwo­ja­kie­go ro­dza­ju zmia­nie. Do­pó­ki układ nie jest przed­mio­tem ob­ser­wa­cji, zmie­nia się zgod­nie z fa­lo­wym rów­na­niem Schrödin­ge­ra, w któ­rym ope­ra­tor zwany ha­mil­to­nia­nem okre­śla jego ewo­lu­cję. Na­to­miast gdy układ jest ob­ser­wo­wa­ny, ha­mil­to­nian zmie­nia się w spo­sób nie­cią­gły (ulega ko­lap­so­wi). Fi­zy­cy przy­pi­su­ją ów ko­laps wek­to­ra stanu pod­zbio­ro­wi zmien­nych świa­do­mo­ści, które na­zy­wa wolą.

– „Ostro po­le­ciał pro­fe­so­rek – po­my­ślał Ful­ler. – Skoń­czył się ele­men­tarz”. On sam za­li­czył na stu­diach wy­kła­dy z me­cha­ni­ki kwan­to­wej, więc z za­ka­mar­ków mózgu przy­pły­wa­ły mgli­ste frag­men­ty wiedzy z tego zakresu, ale nie za­zdro­ścił słu­cha­czom o hu­ma­ni­stycz­nym wykształceniu.

Pro­fe­sor ro­zej­rzał się po sali i po­ki­wał głową.

– Oj, od­no­szę wra­że­nie, że część z pań­stwa myśli teraz: „jesz­cze jeden taki wywód i de­mon­stra­cyj­nie wyjdę!”. No, to po­wiem pro­sto z mostu jaki z tego wy­wo­du pły­nie wnio­sek: nasza wola ma wpływ na za­cho­wa­nie się ma­te­rii! Po­trze­ba tylko wy­star­cza­ją­co in­ten­syw­nej siły woli, by po­przez ko­laps wek­to­ra stanu na po­zio­mie kwan­to­wym do­pro­wa­dzić do zmian ukła­du na po­zio­mie ma­kro­sko­po­wym. Uwzględ­nia­jąc ten kon­tekst, za­uważ­my, że zbyt po­chop­nie za­li­czy­li­śmy Bow­ba­ła­na w po­czet hochsz­ta­ple­rów!

Na sali roz­le­gły się przy­tłu­mio­ne śmie­chy. Pro­fe­sor spoj­rzał w tym kie­run­ku z apro­ba­tą i kon­ty­nu­ował:

– Na mar­gi­ne­sie, kon­cep­cja ta zna­ko­mi­cie tłu­ma­czy więk­szość tak zwanych zja­wisk pa­ra­nor­mal­nych: te­le­ki­ne­za, de­ma­te­ria­li­za­cja, te­le­por­ta­cja. Może także wy­ja­śnić suk­ce­sy uzdro­wi­cie­li, dotąd uwa­ża­nych za oszu­stów – albo świę­tych, za­leż­nie od punk­tu wi­dze­nia.

– Do­strze­ga­jąc w przed­sta­wio­nych po­wy­żej kon­cep­cjach moż­li­wość za­sto­so­wa­nia ich w za­gad­nie­niu ste­ro­wa­nia po­go­dą, w ra­mach pro­jek­tu RWC po­wo­ła­no Ze­spół ds. Pa­ra­nor­mal­nej Sy­ner­gii Świa­do­mo­ści PAST[5] w celu prze­pro­wa­dze­nia eks­pe­ry­men­tów ma­ją­cych zba­dać moż­li­wy wpływ woli czło­wie­ka na zda­rze­nia me­te­oro­lo­gicz­ne. Na te­re­nie ca­łych Sta­nów Zjed­no­czo­nych prze­pro­wa­dzo­no ba­da­nia i wy­se­lek­cjo­no­wa­no osoby po­sia­da­ją­ce uzdolnienia pa­ra­nor­mal­ne, za­kła­da­jąc, że efekt sy­ner­gii nie­ja­ko zsu­mu­je moc ich świa­do­mo­ści, przez co za­pew­ni wzmoc­nie­nie woli do po­zio­mu umoż­li­wia­ją­ce­go od­dzia­ły­wa­nie na zja­wi­ska po­go­do­we.

W tym mo­men­cie w dru­gim rzę­dzie po­de­rwał się młody czło­wiek z długimi roz­wi­chrzo­nymi włosami:

– Panie pro­fe­so­rze, co pan ro­zu­mie przez „moc świa­do­mo­ści”? O co tu cho­dzi?

Pro­fe­sor spoj­rzał na niego z za­do­wo­le­niem.

– Słusz­ne py­ta­nie, młody czło­wie­ku. Spra­wa świa­do­mo­ści jest zło­żo­na. Aby zro­zu­mieć jej isto­tę, trze­ba po­rzu­cić kla­sycz­ną so­kra­tej­ską kon­cep­cję za­kła­da­ją­cą, że świa­do­mość jest pro­duk­tem mózgu. Dziś na­ukow­cy twier­dzą, że jest od­wrot­nie: świa­do­mość ist­nie­je poza ogra­ni­cze­nia­mi na­rzu­ca­ny­mi nam przez czas i prze­strzeń. Jed­nym z pio­nie­rów tej idei był John Ar­chi­bald Whe­eler, fizyk, pro­fe­sor Uni­wer­sy­te­tu w Prin­ce­ton. Uwa­żał on, że cza­so­prze­strzeń jest wy­peł­nio­na i or­ga­ni­zo­wa­na przez coś w ro­dza­ju wszech­obec­nej kwan­to­wej świa­do­mo­ści. Myśl tę kon­ty­nu­owa­li między innymi wy­bit­ny fizyk Roger Pen­ro­se i Stu­art Ha­me­roff, rów­nie wy­bit­ny ane­ste­zjo­log znany z badań nad świa­do­mo­ścią. Stwo­rzo­na przez tych panów kwan­to­wa teo­ria świa­do­mo­ści na­zwa­na Orch-OR[6] twier­dzi, że świa­do­mość za­wdzię­cza­my kwan­to­wym efek­tom jakie za­cho­dzą w mi­kro­tu­bu­lach – na­no­struk­tu­rach biał­ko­wych sta­no­wią­cych cy­tosz­kie­let każ­dej żywej ko­mór­ki peł­nią­cych także ważną rolę w pro­ce­sach jej po­dzia­łu. Da­ruj­my sobie szcze­gó­ły, za­in­te­re­so­wa­ni na pewno sobie to „wy­gu­gla­ją”. To było w koń­ców­ce XX w., a w na­szych cza­sach twór­ca teo­rii bio­cen­try­zmu Ro­bert Lanza twier­dzi, że świa­do­mość nie jest lo­kal­nie przy­pi­sa­na do ciała, tylko jest obiek­tem kwan­to­wym z za­sa­dy nie­przy­pi­sa­nym do miej­sca.

– W takim razie jaka jest rola mózgu? – znów po­de­rwał się dłu­go­wło­sy mło­dzian.

– Mózg pełni w tym ukła­dzie rolę de­tek­to­ra, od­bior­ni­ka.

– Aha, to tro­chę tak jak z kom­pu­te­rem i in­ter­ne­tem? – mło­dzian był wy­raź­nie pod­eks­cy­to­wa­ny. – Tak jak kom­pu­ter nie wy­twa­rza In­ter­ne­tu, tylko się z nim łączy, by nie rzec: scala, tak mózg nie wy­twa­rza świa­do­mo­ści, lecz ją nie­ja­ko od­bie­ra, staje się jej sie­dli­skiem?

– Zna­ko­mi­tą me­ta­fo­rę pan wy­my­ślił – po­chwa­lił go pro­fe­sor. – Po­tocz­nie mó­wi­my, że mózg po­sia­da świa­do­mość, ale „po­sia­da” nie ozna­cza jesz­cze, że ją wy­twa­rza. Skoro po­ru­sza­my się w ob­sza­rze me­ta­fo­ry­ki, po­wiem, że mózg jest or­ga­nem „za­sy­sa­ją­cym” lo­kal­nie świa­do­mość nie­lo­kal­ną w stop­niu wła­ści­wym jego pre­dys­po­zy­cjom – psy­chicz­nym i pa­rap­sy­chicz­nym. Stąd wnio­sek, że zsyn­chro­ni­zo­wa­na men­tal­nie grupa osób może po­przez me­cha­nizm sy­ner­gii „za­ssać” więk­szą jej „por­cję” niż in­dy­wi­du­al­ny osob­nik. Ergo, moc od­dzia­ły­wa­nia sy­ner­gicz­nie uzy­ska­nej świa­do­mo­ści ze­spo­łu PAST bę­dzie więk­sza niż po­je­dyn­cze­go osob­ni­ka – wię­cej – oka­za­ło się także, że więk­sza niż „aryt­me­tycz­na” suma mocy świa­do­mo­ści wszyst­kich jego człon­ków.

Sala oży­wi­ła się; pa­nu­ją­cą dotąd pełną sku­pie­nia ciszę wy­peł­nił przy­tłu­mio­ny gwar. Pro­fe­sor za­re­ago­wał na­tych­miast.

– Mam coś bli­żej wy­ja­śnić?

W trze­cim rzę­dzie pod­niósł rękę kor­pu­lent­ny gość.

– Chcia­łem spy­tać, dla­cze­go tak bez­tro­sko wy­da­je się pie­nią­dze po­dat­ni­ków, in­we­stu­jąc w taki ze­spół je­dy­nie na pod­sta­wie ja­kiejś męt­nej teo­rii.

– Pro­szę pana, nie mam kom­pe­ten­cji do wy­po­wia­da­nia się w te­ma­cie po­li­ty­ki eko­no­micz­nej rządu – od­po­wie­dział pro­fe­sor Jack­son. – Ale chcę wy­pro­wa­dzić pana (i wszyst­kich po­dob­nie my­ślą­cych) z błędu: otóż nie tylko na pod­sta­wie teo­rii. Od­dzia­ły­wa­nie woli umy­słu na rze­czy­wi­stość ma­te­rial­ną zo­sta­ła ponad wszel­ką wąt­pli­wość po­twier­dzo­na em­pi­rycz­nie. Stało się to w la­bo­ra­to­rium Badań Ano­ma­lii Tech­nicz­nych w Prin­ce­ton PEAR[7]. Głów­nym celem re­ali­zo­wa­ne­go tam przez trzy de­ka­dy pro­gra­mu było zro­zu­mie­nie roli świa­do­mo­ści w struk­tu­rze świa­ta fi­zycz­ne­go. I tak przy uży­ciu elek­tro­nicz­ne­go ge­ne­ra­to­ra liczb lo­so­wych RNG[8] wy­ka­za­no wpływ woli czło­wie­ka na ob­ni­że­nie, bądź pod­wyż­sze­nie czę­sto­ści ge­ne­ro­wa­nych je­dy­nek. Ba­da­cze stwier­dzi­li, że na wy­ni­ki prak­tycz­nie nie ma wpły­wu od­le­głość dzie­lą­ca ba­da­ne­go od ge­ne­ra­to­ra, szyb­kość ge­ne­ro­wa­nia sy­gna­łów, itp. Ko­lej­ne eks­pe­ry­men­ty wy­ka­za­ły, że udział więk­szej grupy ludzi wzmac­nia od­dzia­ły­wa­nie na RNG, czyli efekt sy­ner­gii rze­czy­wi­ście wy­stę­pu­je.

– Na za­koń­cze­nie – i na po­twier­dze­nie wcześniej po­wie­dzia­ne­go – kilka słów o efek­tach pracy ze­spo­łu PAST. Kilka – bo z jed­nej stro­ny nie są one zbyt wiel­kie ze wzglę­du na krót­ki okres (ze­spół zo­stał utwo­rzo­ny le­d­wie pół roku temu), z dru­giej – pewne aspek­ty badań zo­sta­ły ob­ję­te ta­jem­ni­cą pań­stwo­wą, mimo że, jak już wspo­mnia­łem, cały pro­jekt RWC jest jawny i nie ma związ­ku ze sferą mi­li­tar­ną.

– Nim po­wie­my o suk­ce­sach, po­mę­czę jesz­cze trosz­kę pań­stwa teo­rią. O! Już widzę ra­dość na nie­któ­rych twa­rzach! – pro­fe­so­ro­wi wy­raź­nie do­pi­sy­wał humor. – Otóż mu­si­my sobie zdać spra­wę z tego, że mo­dy­fi­ka­cja zda­rzeń wy­ma­ga tym więk­szych na­kła­dów woli, im bar­dziej wy­mu­sza­ne zmia­ny od­bie­ga­ją od po­zio­mu kwan­to­we­go. Ina­czej: tym ła­twiej zmie­nić bieg da­ne­go zja­wi­ska, im bar­dziej ele­men­tar­nych me­cha­ni­zmów do­ty­ka­my. Dla­te­go na­le­ży szu­kać sy­tu­acji, w któ­rych mała zmia­na czy in­ge­ren­cja na star­cie pro­ce­su po­wo­du­je w efek­cie ogrom­ną zmia­nę na jego końcu. Taka sy­tu­acja ma miej­sce w wa­run­kach tzw. cha­osu de­ter­mi­ni­stycz­ne­go. Twór­ca tego po­ję­cia, ame­ry­kań­ski me­te­oro­log i ma­te­ma­tyk Edward Lo­renz przed­sta­wił jego isto­tę aneg­do­tycz­nie, dzię­ki czemu na trwa­łe we­szła do spo­łecz­nej świa­do­mo­ści: oto trze­pot skrzy­deł mo­ty­la gdzieś w Sin­ga­pu­rze może spo­wo­do­wać burzę nad Ka­ro­li­ną Pół­noc­ną w USA. Ten z po­zo­ru nie­win­ny wpływ jed­nych wy­da­rzeń na dru­gie, który może skut­ko­wać la­wi­ną ko­lej­nych, za­czę­to na­zy­wać wła­śnie efek­tem mo­ty­la – pew­nie też dla­te­go, że tzw. atrak­tor Lo­ren­za, czyli gra­ficz­na re­pre­zen­ta­cja ukła­du trzech rów­nań róż­nicz­ko­wych opi­su­ją­cych stan cha­osu de­ter­mi­ni­stycz­ne­go do złu­dze­nia przy­po­mi­na kształ­tem mo­ty­la. Sami pań­stwo widzą – dodał pro­fe­sor, gdy na ekra­nie wy­świe­tlił się atrak­tor Lo­rent­za. – Taki stan wy­stę­pu­je dość po­wszech­nie w warun­kach me­te­oro­lo­gicz­nych. Lo­renz zaj­mo­wał się wła­śnie pro­gno­zo­wa­niem po­go­dy. Był za­sko­czo­ny, kiedy wpro­wa­dze­nie do wspo­mnia­ne­go ukła­du rów­nań róż­nią­cej się mi­ni­mal­nie licz­by star­to­wej znacz­nie zmie­nia­ło całą sy­mu­la­cję, więc i pro­gno­zy na dal­sze dni.

– Jak mi­ni­mal­nie? – spy­ta­ła blon­d­wło­sa stu­dent­ka z pra­wej.

– Do­kład­nie o – pro­fe­sor po­szpe­rał w ta­ble­cie, gdzie miał skrypt wy­kła­du – o dwadzieścia pięć tysięcznych pro­cen­ta. – Ma­ni­pu­lu­jąc pi­lo­tem, wy­szu­kał od­po­wied­ni slajd w pre­zen­ta­cji. – Teraz mogą pań­stwo na ekra­nie zo­ba­czyć róż­ni­ce atrak­to­ra dla war­to­ści wej­ścio­wych 0,506 i 0,506127.

Przez salę znów prze­to­czył się przy­tłu­mio­ny gwar sy­gna­li­zu­ją­cy, że wy­kres zro­bił wra­że­nie. Za­do­wo­lo­ny pro­fe­sor wy­ja­śnił:

– To dla­te­go dziś żaden sza­nu­ją­cy się me­te­oro­log nie poda dłu­go­ter­mi­no­wej pro­gno­zy po­go­dy, bo wie, że nie jest w sta­nie okre­ślić bie­żą­cych wa­run­ków tak do­kład­nie, aby unik­nąć tego na­ra­sta­ją­ce­go błędu w dal­szych ob­li­cze­niach.

– Lecz ze­spół PAST nie ba­zu­je na ob­li­cze­niach. Wy­ko­rzy­sty­wa­ne są tu zu­peł­nie inne moce. Pod­ze­spół pre­ko­gni­to­rów, mo­ni­to­ru­jąc stan po­go­do­wy, znaj­du­je sy­tu­acje za­wie­ra­ją­ce po­ten­cjał efek­tu mo­ty­la: swo­istą „tra­jek­to­rię” mo­gą­cych na­stą­pić zda­rzeń; przede wszyst­kim punkt star­to­wy. Na­stęp­nie ze­spół te­le­ki­ne­to­rów do­ko­nu­je mo­dy­fi­ka­cji zda­rze­nia w tym wła­śnie punk­cie. W ten spo­sób udało się już do­ko­nać „abor­cji” trzech cy­klo­nów – po­przez li­kwi­da­cję ich ko­mó­rek jesz­cze w sta­nie „pre­na­tal­nym”. Są też inne suk­ce­sy, ale, jak o tym wspo­mnia­łem przed chwi­lą, zo­sta­ły ob­ję­te ta­jem­ni­cą pań­stwo­wą.

– Na tym koń­czy się moja opo­wieść o wczo­raj i dziś pro­ble­ma­ty­ki ste­ro­wa­nia po­go­dą. Prze­pra­sza­jąc za cha­otycz­ny po­rzą­dek wy­kła­du (mam na­dzie­ję, że był to chaos de­ter­mi­ni­stycz­ny i wy­wo­ła w pań­stwa umy­słach efekt mo­ty­la), a miej­sca­mi także „her­me­tycz­ny”, spe­cja­li­stycz­ny żar­gon, dzię­ku­ję Pań­stwu za uwagę, za­in­te­re­so­wa­nie i ży­wio­ło­wą re­ak­cję.

Że­gna­ny za­słu­żo­ny­mi bra­wa­mi pro­fe­sor skło­nił się szar­manc­ko.

 

***

Po wy­kła­dzie Bryan Ful­ler udał się za ku­li­sy sali wy­kła­do­wej, gdzie ocze­ki­wał go już profesor Jack­son. Wi­dząc nad­cho­dzą­ce­go pre­zen­te­ra, po­ma­chał mu dziar­sko ręką i pod­szedł w jego kie­run­ku wy­cią­gnąw­szy dłoń na po­wi­ta­nie. Uścisk był praw­dzi­wie męski; pre­zen­ter od­wza­jem­nił go z tru­dem.

– Witam panie pro­fe­so­rze. Bryan Ful­ler z De­par­ta­men­tu Po­go­dy CNN – przed­sta­wił się.

– Ależ wiem, wiem, pań­ską twarz i syl­wet­kę znają chyba wszy­scy w Sta­nach – prof. Jack­son uśmiech­nął się od ucha do ucha. – Nie­ma­łe jest też grono tych, któ­rzy pana nie­na­wi­dzą za nie­ko­rzyst­ne pro­gno­zy; naj­wy­raź­niej uwa­ża­ją, że pan nie tylko opo­wia­da o po­go­dzie, ale też za nią od­po­wia­da, cha, cha!

– Oj, znam, to z maili i Twit­te­ra – od­parł Ful­ler, śmie­jąc się rów­nież. – Lecz, nie­ste­ty nie je­stem cu­do­twór­cą, jak ten Ukra­iniec, jak mu tam…

– Bow­ba­łan – pod­po­wie­dział pro­fe­sor.

– No wła­śnie. Jakoś umknę­ła mi ta po­stać. Może pan po­wie­dzieć bli­żej, czym on się tak wsła­wił, że za­słu­żył na miej­sce w pań­skim wy­kła­dzie?

– Jakie tam miej­sce, le­d­wie na małą wzmian­kę. Bow­ba­łan chwa­lił się nie­ma­ły­mi suk­ce­sa­mi – twier­dził np., że uro­dzaj na Ukra­inie w la­tach 1990, 93 i 94 jest wy­łącz­nie jego za­słu­gą. Przy­pi­su­je sobie też inne osią­gnię­cie: oto w kwiet­niu 1993 r. ponoć udało mu się prze­mie­ścić siłą woli cy­klon z Is­lan­dii na Morze Ba­rent­sa! By go spraw­dzić, wła­dze za­pro­po­no­wa­ły eks­pe­ry­ment po­le­ga­ją­cy na ko­rek­cji ruchu masy zim­ne­go po­wie­trza nad re­gio­nem ki­jow­skim i dnie­pro­pie­trow­skim. Bow­ba­łan wy­ko­nał po­sta­wio­ne za­da­nie, lecz szef Cen­trum Hy­dro­me­te­oro­lo­gii dy­plo­ma­tycz­nie stwier­dził, że na­ukow­com dość trud­no było roz­róż­nić, gdzie fron­ty at­mos­fe­rycz­ne zmie­ni­ły tra­jek­to­rie same z sie­bie, a gdzie pod wpły­wem woli Bow­ba­ła­na.

– Rze­czy­wi­ście dy­plo­ma­tycz­nie – ro­ze­śmiał się Ful­ler, lecz spo­waż­niał, bo wzmian­ka o dy­plo­ma­cji przy­po­mnia­ła mu o do­brych ma­nie­rach. – Panie pro­fe­so­rze, przede wszyst­kim pro­szę przy­jąć gra­tu­la­cje – wy­kład był zna­ko­mi­ty!

– Cie­szy mnie pana opi­nia, szcze­gól­nie dla­te­go, że jest pan czło­wie­kiem z bran­ży, więc posiada kom­pe­ten­cję w tym te­ma­cie.

– Oba­wiam się, że moja kom­pe­ten­cja jest równa tej, którą miał głów­ny bo­ha­ter „Dnia Świ­sta­ka”!

– Cha cha cha, co za skrom­ność! – znów ro­ze­śmiał się pro­fe­sor.

– Pro­fe­so­rze, bar­dzo dzię­ku­ję, że zgo­dził się pan na to spo­tka­nie. Cie­szę się z niego i ufam, że bę­dzie owoc­ne, bo mam już na­praw­dę sko­ło­wa­ny umysł wobec dy­le­ma­tów zwią­za­nych z ano­mal­ny­mi zja­wi­ska­mi, o któ­rych wspo­mi­na­łem panu w te­le­fo­nicz­nej roz­mo­wie. Znaj­dzie pan dla mnie kwa­drans?

– Oczy­wi­ście, nawet go­dzi­nę, sa­mo­lot mam do­pie­ro wie­czo­rem!

– Dzię­ku­ję, bar­dzo pan ła­ska­wy.

– Jeśli pan po­zwo­li, za­pra­szam do ga­bi­ne­tu, który przy­dzie­li­ły mi wła­dze uczel­ni; tam znaj­dzie­my wa­run­ki do spo­koj­nej roz­mo­wy.

– Do­sko­na­le! Przy­wio­złem kom­plet ma­te­ria­łów do­ty­czą­cych tych ano­ma­lii.

– Czego pan ode mnie ocze­ku­je?

– Przede wszyst­kim chciał­bym za­się­gnąć pana opi­nii w kwe­stii au­ten­tycz­no­ści tych ma­te­ria­łów, ale po wy­słu­cha­niu pana wy­kła­du na­su­nę­ło mi się jesz­cze jedno py­ta­nie: jeśli te ma­te­ria­ły nie są fej­ka­mi, czyli jeśli ano­ma­lie miały rze­czy­wi­ście miej­sce, na ile moż­li­we jest, żeby były one re­zul­ta­tem eks­pe­ry­men­tów z ze­spo­łem PAST.

– OK. Chodź­my zatem.

Prze­szli ko­ry­ta­rzem do po­ko­ju – miał numer 223 i Ful­ler po­czuł się jakoś raź­niej, bo miał z tą licz­bą dobre wspo­mnie­nia. Pokój tonął w mroku, więc pro­fe­sor pi­lo­tem uchy­lił ża­lu­zje.

– Na­pi­je się pan cze­goś? – spy­tał pre­zen­te­ra.

– Je­stem abs­ty­nen­tem, ale jeśli ma pan Pepsi…

Pro­fe­sor się­gnął do barku, po­gme­rał, wy­cią­gnął wła­ści­wą bu­tel­kę i podał Ful­le­ro­wi wraz ze szklan­ką. Sobie nalał kie­li­szek mar­ti­ni.

– No to za­czy­na­my. Pokaż pan te ma­te­ria­ły.

Ful­ler otwo­rzył ak­tów­kę, wy­cią­gnął spo­rych roz­mia­rów ta­blet.

– Po­czy­ta­my maile, obej­rzy­my zdję­cia i fil­mi­ki, a nawet po­słu­cha­my mu­zy­ki – po­wie­dział.

Po­chy­li­li się nad ekra­nem. Ful­ler przed­sta­wiał ko­lej­ne ma­te­ria­ły, ko­men­tu­jąc je i dzie­ląc się wąt­pli­wo­ścia­mi i roz­ter­ka­mi. Gdy skoń­czy­li, pro­fe­sor po­wie­dział:

– Cóż, drogi panie. W rze­czy samej nie­któ­re z tych ano­ma­lii są szo­ku­ją­ce, lecz nie je­stem w sta­nie osza­co­wać, czy mamy do czy­nie­nia z au­ten­ty­ka­mi, czy z pod­rób­ka­mi. Jeśli z pod­rób­ka­mi, to mi­strzow­sko wy­ko­na­ny­mi. Za­le­tą tej opcji jest to, że nie mamy pro­ble­mu.

– Jak to nie mamy? – zdu­miał się Ful­ler.

– My – to zna­czy na­ukow­cy. Pro­blem ma po­li­cja, żeby spraw­ców wy­kryć i od­po­wied­nio po­trak­to­wać za roz­po­wszech­nia­nie fał­szy­wych ma­te­ria­łów mo­gą­cych za­kłó­cić ład spo­łecz­ny.

– Za­kłó­cić ład? Chyba pan prze­sa­dza, pro­fe­so­rze!

– Ani tro­chę. W życiu spo­łecz­nym też wy­stę­pu­ją stany cha­osu de­ter­mi­ni­stycz­ne­go mo­gą­ce pro­ku­ro­wać efekt mo­ty­la. Np. jedno nie­win­ne zdję­cie pre­zy­den­ta ja­kie­goś pań­stwa przy­ła­pa­ne­go in fla­gran­ti przez pa­pa­raz­zi może wy­wo­łać la­wi­nę zda­rzeń pro­wa­dzą­cą w efek­cie do wojny świa­to­wej.

– W rze­czy samej – przy­znał Ful­ler. – A jeśli to nie są fał­szyw­ki?

– No to mamy pro­blem, jak wy­ja­śnić zja­wi­ska, które są nie­mal cał­ko­wi­cie nie­praw­do­po­dob­ne. I tu mogę od razu od­nieść się do dru­gie­go pań­skie­go py­ta­nia: jeśli rze­czy­wi­ście mamy do czy­nie­nia z au­ten­ty­ka­mi, to wąt­pię, aby ze­spół PAST był zdol­ny do spro­ku­ro­wa­nia ta­kich ano­ma­lii. To mało praw­do­po­dob­ne, zresz­tą jako kon­sul­tant pro­jek­tu RWC mu­siał­bym o tym wie­dzieć.

– Z pew­no­ścią. Mówił pan na wy­kła­dzie, że nie­któ­re re­zul­ta­ty eks­pe­ry­men­tu zo­sta­ły ob­ję­te ta­jem­ni­cą pań­stwo­wą, więc po­my­śla­łem, że…

– Nie mogę o tych re­zul­ta­tach mówić, lecz mogę za­pew­nić, że nie mają one nic wspól­ne­go z tymi ano­ma­lia­mi.

– Zatem co by to mogło być? Ma pan jakiś po­mysł?

– Na go­rą­co, to ja mogę co naj­wy­żej im­pro­wi­zo­wać – ro­ze­śmiał się pro­fe­sor. – Pierw­sza myśl, jaka mi się na­rzu­ca, to po­za­ziem­ska in­te­li­gen­cja.

– UFO? Pan żar­tu­je!

– Może tak, a może nie? Za­łóż­my hi­po­te­tycz­nie, że do Ziemi do­tar­ła jakaś eks­pe­dy­cja ro­zum­nej rasy z innej pla­ne­ty. Ja­kich dzia­łań z jej stro­ny mo­gli­by­śmy przede wszyst­kim ocze­ki­wać?

– Bo ja wiem? Ataku?

– Czyli wojny świa­tów? Tro­chę wię­cej opty­mi­zmu, drogi panie! – na twa­rzy pro­fe­so­ra po­ja­wił się nie­od­gad­nio­ny uśmie­szek.

– Jeśli nie ataku, to kon­tak­tu! – z olśnie­niem za­wo­łał Ful­ler.

– No wła­śnie. I w tym kie­run­ku po­win­na zmie­rzać ana­li­za tych zja­wisk. Czy i jakie sta­no­wią prze­sła­nie? Wie pan co? Mamy jesz­cze tro­chę czasu, więc po­baw­my się w sko­ja­rze­nia. Ja będę przy­wo­ły­wał ha­sło­wo te ano­ma­lie, pan zaś bę­dzie sta­rał się na­tych­miast od­po­wie­dzieć jed­nym sło­wem, z czym się panu ko­ja­rzą. Ano­ma­lie, nie hasła, OK?

– OK. Pro­szę za­czy­nać.

– „Za­lo­ty”?

– Mi­łość.

– „Pa­cy­fa”?

– Pokój.

– „Po­mnik pre­zy­den­tów”?

– Wła­dza.

– „Pla­ster miodu”?

– Praca.

– „Li­niał”?

– Po­rzą­dek.

– „Grad w kształ­cie liter”?

– Wie­dza.

– „Ada­gio Bar­be­ra”?

– Kul­tu­ra.

– „Game over”?

– In­for­ma­ty­ka.

Pro­fe­sor Jack­son po­ki­wał głową w mil­cze­niu. „Za­sko­czo­ny?” – po­my­ślał Ful­ler.

– Wie pan, za­da­jąc te py­ta­nia, sam także szu­ka­łem swo­ich sko­ja­rzeń. Może wyda się to panu nie­wia­ry­god­ne, ale były one nie­mal iden­tycz­ne z pań­ski­mi – wy­znał pro­fe­sor. – Poza jed­nym, ostat­nim. Po­przed­nie two­rzą sie­dem pod­sta­wo­wych fi­la­rów cy­wi­li­za­cji. Roz­ko­do­wa­li­śmy to iden­tycz­nie.

– A pan z czym sko­ja­rzył ostat­nią?

– Z tym, co wprost po­ka­zu­je: „Game over”. „Gra skoń­czo­na” – pro­fe­sor zni­żył głos. – Ro­zu­mie pan, co to ozna­cza w tym kon­tek­ście?

Ful­ler my­ślał in­ten­syw­nie.

– Myślę, że jed­nak wy­po­wie­dze­nie wojny – po­wie­dział w końcu drżą­cym gło­sem. – Sy­gnał mó­wią­cy: „macie tu wspa­nia­łą cy­wi­li­za­cję opar­tą na so­lid­nych fi­la­rach, ale ta gra jest już skoń­czo­na…” Jezu Chry­ste!

– Pro­szę się tak nie emo­cjo­no­wać, prze­cież to tylko nie­win­na za­ba­wa, gra w sko­ja­rze­nia prze­pro­wa­dzo­na w kon­se­kwen­cji za­ło­że­nia, że te ano­mal­ne zja­wi­ska są dzie­łem po­za­ziem­skiej rasy. Poza tym „Game over” może być tu zin­ter­pre­to­wa­ne także jako „Ko­niec prze­ka­zu”, „Stop”, jak daw­niej pi­sa­no w de­pe­szach – od­rzekł roz­ba­wio­ny pro­fe­sor, lecz na­tych­miast spo­waż­niał. – Ale re­zul­tat na­szej za­ba­wy daje też do zro­zu­mie­nia, że lek­ce­wa­że­nie tych zja­wisk by­ło­by ogrom­nym błę­dem. Zwłasz­cza wobec peł­nej zgod­no­ści na­szych sko­ja­rzeń. Za dużo tych przy­pad­ków.

– O ile, rzecz jasna, nie są to fejki – za­uwa­żył Ful­ler.

– Wła­śnie. Dla­te­go naj­pierw na­le­ża­ło­by od­po­wie­dzieć na to py­ta­nie. Ja nie mam tu kom­pe­ten­cji; rzecz mu­siał­by zba­dać spe­cja­li­sta…

– Ma pan na myśli kry­mi­no­lo­gów?

– Nie­zu­peł­nie, zwłasz­cza że tam ra­czej nie ma spe­cja­li­stów w za­kre­sie me­te­oro­lo­gii. Mógł­bym za­pro­po­no­wać ze­spół ana­li­ty­ków na moim uni­wer­sy­te­cie, mam do niego pełne za­ufa­nie.

– Zatem po­zo­sta­je mi sko­rzy­stać z pana ofer­ty w kwe­stii ana­li­zy au­ten­tycz­no­ści ma­te­ria­łów. Jak je panu prze­słać?

– Prze­słać? Nie­ko­niecz­nie, pro­szę sko­pio­wać na mo­je­go lap­to­pa. Oto on.

 

De­par­ta­ment Po­go­dy CNN, Atlan­ta, 18 lipca 2022r.

 

Bryan Ful­ler od dłuż­szej chwi­li tkwił nie­ru­cho­mo w swoim fo­te­lu. Wła­śnie otrzy­mał maila od prof. Jack­so­na. Jego treść wpra­wi­ła go w osłu­pie­nie. Ock­nął się lecz tylko w za­mia­rze prze­czy­ta­nia maila raz jesz­cze. Który raz? Może piąty, może ósmy? Nie­waż­ne.

 

Sza­now­ny Panie, otrzy­ma­ne od Pana ma­te­ria­ły prze­ka­za­łem ze­spo­ło­wi ana­li­ty­ków mo­je­go uni­wer­sy­te­tu oraz sze­fo­wi pro­jek­tu RWC. Do­ko­naw­szy ich wszech­stron­nej ana­li­zy, ze­spół uznał, że więk­szość z nich jest au­ten­tycz­na z praw­do­po­do­bień­stwem wa­ha­ją­cym się mię­dzy 90 a 98 pro­cent. Waga tej in­for­ma­cji ze­szła jed­nak na plan drugi, po­nie­waż w mię­dzy­cza­sie in­for­ma­ty­cy pro­jek­tu RWC do­ko­na­li zwią­za­ne­go z tymi ano­ma­lia­mi od­kry­cia, które ma klu­czo­we zna­cze­nie dla bez­pie­czeń­stwa pań­stwa. O sy­tu­acji zo­stał więc po­in­for­mo­wa­ny Biały Dom. W re­zul­ta­cie Pre­zy­dent Mi­cha­el Gor­don po­wo­łał sztab kry­zy­so­wy, mia­nu­jąc mnie jego sze­fem. Zde­cy­do­wa­łem po­wo­łać Pana w jego skład. In­for­mu­ję, że z chwi­lą po­wo­ła­nia jest Pan zo­bo­wią­za­ny do za­cho­wa­nia ta­jem­ni­cy pań­stwo­wej i za­pra­szam na pierw­sze po­sie­dze­nie szta­bu z udzia­łem Pre­zy­den­ta USA, w Bia­łym Domu, 6 sierp­nia 2022 r.

Przez wzgląd na utaj­nie­nie dal­szych prac i po­czy­nań nie mogę Panu prze­słać bar­dziej szcze­gó­ło­wych in­for­ma­cji o od­kry­ciu ani o po­rząd­ku po­sie­dze­nia. Mogę tylko nad­mie­nić, że od­kry­cie zwią­za­ne jest z Chmu­rą ob­li­cze­nio­wą ob­słu­gu­ją­cą pro­jekt RWC.

Po­zdra­wiam z sza­cun­kiem, prof. Rob Jack­son.

 

Ful­ler po­dra­pał się w głowę.

„Cóż, trze­ba po­wia­do­mić szefa” – wes­tchnął. Wstał ocię­ża­le, wło­żył ta­blet pod pachę i wy­szedł na ko­ry­tarz. Za­trzy­mał się przed ga­bi­ne­tem szefa, za­stu­kał. Usły­szał przy­tłu­mio­ne „Tak!” więc otwo­rzył drzwi i wszedł. Szef omiótł go nie­za­do­wo­lo­nym spoj­rze­niem.

– Ach to ty, Bryan – mruk­nął bez en­tu­zja­zmu. – Co cię spro­wa­dza?

Ful­ler bez słowa podał mu ta­blet, na ekra­nie któ­re­go wid­niał mail od pro­fe­so­ra Jack­so­na.

Szef prze­czy­tał, zmarsz­czył brwi, prze­czy­tał jesz­cze raz.

– No i? – za­gad­nął la­ko­nicz­nie, od­da­jąc ta­blet.

– No i chcia­łem po­in­for­mo­wać, że 6 sierp­nia nie bę­dzie mnie w ro­bo­cie.

Szef od­chy­lił się w fo­te­lu i splótł ręce nad głową.

– Wiesz co Bryan? Wy­da­je mi się, że to nie ty po­wi­nie­neś je­chać. Za niska ranga.

– A niby kto?

– Ja po­ja­dę. Ro­zu­miesz, wi­ze­ru­nek firmy…

– Pan? Sze­fie, to ja otrzy­ma­łem no­mi­na­cję, nie pan. Zresz­tą nie ma pan po­ję­cia, o co w tej spra­wie cho­dzi.

– To mnie wpro­wa­dzisz w temat.

– Nie mogę, sze­fie. Jako czło­nek szta­bu je­stem ob­ję­ty ta­jem­ni­cą pań­stwo­wą.

– Więc się zmie­ni tę no­mi­na­cję.

– Kto niby ma ją zmie­nić?

– Oczy­wi­ście szef szta­bu kry­zy­so­we­go.

– Sze­fie, nie przy­szło panu do głowy, że może dla­te­go ją otrzy­ma­łem, by nie kle­pać na lewo i prawo o spra­wach ob­ję­tych tą ta­jem­ni­cą? Zresz­tą – pro­szę bar­dzo – oto numer te­le­fo­nu do pro­fe­so­ra Jack­so­na – Ful­ler uśmiech­nął się, wy­cią­gnął smart­fo­na, wy­świe­tlił listę ad­re­so­wą i podał sze­fo­wi.

Szef wy­cią­gnął rękę, lecz na­tych­miast ją cof­nął. Sa­piąc, bęb­nił pal­ca­mi w pul­pit. Wresz­cie ob­rzu­cił Ful­le­ra złym spoj­rze­niem.

– A jedź pan do dia­bła – mruk­nął i za­głę­bił się w swo­ich pa­pie­rach.

Wra­ca­jąc do swo­je­go po­ko­ju Ful­ler uświa­do­mił sobie nagle, że prze­cież ni­g­dzie w necie – ani na ser­wi­sach Go­ogle czy YT, ani na pry­wat­nych blo­gach nie po­ja­wi­ły się te clipy z ano­ma­lia­mi.

„By­ło­by to jesz­cze od biedy zro­zu­mia­łe, gdyby w grę wcho­dzi­ły fał­szyw­ki – po­my­ślał. – Lecz teraz wiem, że ma­te­ria­ły są au­ten­tycz­ne nie­mal na sto pro­cent. Jak to u dia­bła moż­li­we, że net nie huczy od tych sen­sa­cji? I co ma ozna­czać ten zwią­zek mię­dzy Chmu­rą i ano­ma­lia­mi? Obcy na­da­ją przez Chmu­rę? A jeśli – olśni­ła go myśl, po któ­rej mrów­ki prze­ma­sze­ro­wa­ły mu po ple­cach – jeśli ci Obcy wy­bra­li mnie na me­dium? I to oni blo­ku­ją roz­po­wszech­nia­nie wie­dzy o tych ano­ma­liach?”

„Sta­now­czo za dużo fan­ta­sty­ki czy­tasz” – skar­cił się w my­ślach.

 

Biały Dom, Wa­szyng­ton, 6 sierp­nia 2022 r.

 

Gdy pre­zy­dent Gor­don wszedł do Ga­bi­ne­tu Owal­ne­go, jego asy­stent Do­nald Foxx po­de­rwał się służ­bi­ście i nie cze­ka­jąc, aż go­spo­darz usią­dzie, roz­po­czął pre­zen­ta­cję.

– Panie pre­zy­den­cie, po­zwo­lę sobie przed­sta­wić gości, człon­ków szta­bu kry­zy­so­we­go, za­pro­szo­nych i przy­by­łych na dzi­siej­szą na­ra­dę po­świę­co­ną serii ano­mal­nych zja­wisk me­te­oro­lo­gicz­nych w na­szym kraju. Oto szef szta­bu, pan pro­fe­sor Rob Jack­son z De­par­ta­men­tu Nauk o Ziemi Uni­wer­sy­te­tu Stan­for­da, pan Bryan Ful­ler, pre­zen­ter po­go­dy sta­cji CNN, który pierw­szy ze­brał i prze­ka­zał in­for­ma­cje do­ty­czą­ce tych ano­ma­lii, pan dr inż. Tho­mas Tay­lor, głów­ny ad­mi­ni­stra­tor Chmu­ry ob­li­cze­nio­wej re­ali­zo­wa­ne­go przez NOAA pro­jek­tu RWC, neu­ro­fi­zjo­log i an­tro­po­log pan pro­fe­sor Ri­chard Kosz­cie­wa…

– Ko­strze­wa!

– Bar­dzo pana pro­fe­so­ra prze­pra­szam, ale to bar­dzo trud­ne do wy­mó­wie­nia na­zwi­sko – Do­nald Foxx aż się za­ru­mie­nił z prze­ję­cia. – Szefa Pen­ta­go­nu gen. Wi­lia­ma Maya chyba nie muszę panu pre­zy­den­to­wi przed­sta­wiać.

– Oczy­wi­ście, Do­nal­dzie. Sza­now­ni pa­no­wie, dzię­ku­ję za przy­by­cie. Za­po­zna­łem się z ma­te­ria­łem prze­ka­za­nym przez pana Ful­le­ra, tu­dzież z ra­por­tem pro­fe­so­ra Jack­so­na do­ty­czą­cym za­gad­nień me­te­oin­ży­nie­rii, z ak­cen­tem na pro­jekt RWC – jako praw­nik mia­łem pewne pro­ble­my z przy­swo­je­niem tego ra­por­tu, muszę jed­nak wy­znać, pro­fe­so­rze, że pro­ble­ma­ty­ka kwan­to­wej teo­rii świa­do­mo­ści zro­bi­ła na mnie spore wra­że­nie. Nie­mniej, jeśli do­brze zro­zu­mia­łem, wy­klu­cza pan moż­li­wość wy­wo­ła­nia tych ano­ma­lii przez ze­spół PAST, tu­dzież przez po­za­ziem­ską cy­wi­li­za­cję, na­to­miast jest pan gotów po­wią­zać z nimi funk­cjo­no­wa­nie Chmu­ry ob­słu­gu­ją­cej pro­jekt RWC?

– Tak jest panie Pre­zy­den­cie – od­rzekł prof. Jack­son. – Nie jest to zresz­tą tylko moja opi­nia; po­dob­nie uważają wszy­scy uczest­ni­cy pro­jek­tu RWC.

– Jakie są pod­sta­wy tego twier­dze­nia?

– Panie Pre­zy­den­cie, może ja od­po­wiem – ode­zwał się Tho­mas Tay­lor. – W Chmu­rze ob­li­cze­nio­wej funk­cjo­nu­ją me­cha­ni­zmy au­to­ma­tycz­ne­go do­pa­so­wa­nia kon­fi­gu­ra­cji sprzę­to­wej do wy­ma­ga­nej bie­żą­cej mocy prze­twa­rza­nia. Gdy po­trzeb­na jest więk­sza, do­łą­cza­ne są ko­lej­ne jed­nost­ki ob­li­cze­nio­we: su­per­kom­pu­te­ry, pe­ce­ty, może nawet smart­fo­ny – tak na dobrą spra­wę de­cy­du­je o tym sama Chmu­ra. Gdy…

– Chwi­lecz­kę – prze­rwał Pre­zy­dent. – Chmu­ra ma do­stęp do wszyst­kich, nawet tak ma­łych jed­no­stek ob­li­cze­nio­wych? Do za­so­bów pry­wat­nych ich wła­ści­cie­li?

– Nie do końca, panie pre­zy­den­cie – uśmiech­nął się Tay­lor. – U źró­deł fi­lo­zo­fii Chmu­ry ob­li­cze­nio­wej leży idea prze­twa­rza­nia roz­pro­szo­ne­go. Każdy po­sia­dacz kom­pu­te­ra czy innej jed­nost­ki ob­li­cze­nio­wej może de­kla­ro­wać chęć uczest­nic­twa w takim prze­twa­rza­niu. Jeśli to uczy­ni, otrzy­mu­je pro­gram, a wła­ści­wie pod­sys­tem ope­ra­cyj­ny wy­dzie­la­ją­cy do dys­po­zy­cji Chmury te za­so­by kom­pu­te­ra, które są wolne. Przede wszyst­kim cho­dzi o pro­ce­so­ry, bo z pa­mię­ci ma­so­wych drob­niej­sze­go sprzę­tu Chmu­ra ra­czej nie ko­rzy­sta. Oczy­wi­ście, dane pry­wat­ne wła­ści­cie­li są do­brze chro­nio­ne. W ten spo­sób stwo­rzo­no moż­li­wość rów­no­cze­sne­go wy­ko­rzy­sta­nia mi­lio­nów kom­pu­te­rów roz­pro­szo­nych po całym świe­cie.

– Ro­zu­miem – od­parł uspo­ko­jo­ny Pre­zy­dent. – Pro­szę, niech pan kon­ty­nu­uje.

– Zatem gdy za­po­trze­bo­wa­nie ma­le­je, Chmu­ra po­win­na au­to­ma­tycz­nie odłą­czyć zbęd­ne, tj. nie­uży­wa­ne jed­nost­ki. Jed­nak z róż­nych po­wo­dów tego nie czyni. Zda­rza­ją się zatem stany, w któ­rych po­ten­cjał ob­li­cze­nio­wy jest więk­szy niż wy­ma­ga­ją tego bie­żą­ce po­trze­by. Takie stany na­zy­wa­my nad­mia­ro­wo­ścią po­ten­cja­łu ob­li­cze­nio­we­go. Nie­daw­no za­uwa­ży­li­śmy, że okre­sy wy­stę­po­wa­nia tej nad­mia­ro­wo­ści są coraz częst­sze i coraz dłuż­sze. Co ważne, nie ma to ujem­ne­go wpły­wu na ilość i ja­kość re­ali­za­cji zadań sta­no­wią­cych „za­kres obo­wiąz­ków” Chmu­ry. Lecz po udo­stęp­nie­niu nam „ra­por­tu Ful­le­ra” oka­za­ło się, że te okre­sy zbiegają się z cza­sem wy­stą­pie­nia ano­mal­nych zja­wisk me­te­oro­lo­gicz­nych. Zwią­zek przy­czy­no­wo-skut­ko­wy jest oczy­wi­sty.

– Oczy­wi­sty, czy po­zor­ny? – rzu­cił scep­tycz­nie Pre­zy­dent. – Macie ja­kieś jego wy­ja­śnie­nie?

– Panie Pre­zy­den­cie, my także by­li­śmy w szoku po od­kry­ciu tego związ­ku. Wszyst­kie próby jego ra­cjo­nal­ne­go wy­ja­śnie­nia koń­czy­ły się fia­skiem – wtrą­cił prof. Jack­son. – Jed­nak, tro­chę przez przy­pa­dek, szczę­śli­wy traf, takie wy­ja­śnie­nie się zna­la­zło. Spo­tka­łem przy­ja­cie­la ze stu­diów, pro­fe­so­ra Ri­char­da Ko­strze­wę, neu­ro­lo­ga i rów­no­cze­śnie an­tro­po­lo­ga, który za­in­te­re­so­wał się tym te­ma­tem. Wy­ja­śnie­nie jest za­ska­ku­ją­ce, wręcz szo­ku­ją­ce, lecz mocno uza­sad­nio­ne. Pro­fe­sor Ko­strze­wa rzu­cił nowe światło na pro­blem, które nie przy­szło­by do głowy nam, więź­niom pa­ra­dyg­ma­tów upra­wia­nej dys­cy­pli­ny. Dla­te­go…

– Dla­te­go od­daj­my mu głos, bo czas nas goni – prze­rwał mu znie­cier­pli­wio­ny Pre­zy­dent. – Słu­cha­my panie pro­fe­so­rze Koś… Koszcz… pro­fe­so­rze Ri­char­dzie. Mogę się do pana tak zwra­cać?

– Oczy­wi­ście – uśmiech­nął się prof. Ko­strze­wa. – Panie Pre­zy­den­cie, Sza­now­ni Pa­no­wie, mam świa­do­mość jak cenny jest wasz czas, lecz rze­tel­ne i czy­tel­ne przed­sta­wie­nie mojej hi­po­te­zy wy­ma­ga dość ob­szer­ne­go wstę­pu do­ty­czą­ce­go dys­cy­pli­ny, która po­zor­nie nie ma związ­ku z oma­wia­nym pro­ble­mem. Mam tu na myśli moją za­wo­do­wą do­me­nę – neu­ro­fi­zjo­lo­gię, kon­kret­nie bu­do­wę mózgu, jesz­cze kon­kret­niej płaty czo­ło­we.

– Płaty czo­ło­we? – zdu­miał się Pre­zy­dent. – Rze­czy­wi­ście jest to szo­ku­ją­ce!

– Tak, Panie Pre­zy­den­cie. W en­cy­klo­pe­dii wy­czy­ta pan, że płat czo­ło­wy (lobus fron­ta­lis) to pa­rzy­sta część kre­so­mó­zgo­wia ogra­ni­czo­na od tyłu bruz­dą środ­ko­wą, a od dołu bruz­dą bocz­ną pół­ku­li mózgu. Jest po­wią­za­na z pla­no­wa­niem, wolą dzia­ła­nia i po­dej­mo­wa­nia de­cy­zji, oceną emo­cji i sy­tu­acji, wy­uczo­ny­mi dzia­ła­nia­mi ru­cho­wy­mi, np. ta­niec, na­wy­ki, wy­ra­zy twa­rzy, z po­czu­ciem taktu i hu­mo­ru, z uczu­cia­mi bło­go­sta­nu, fru­stra­cji, lęku, na­pię­cia, i wie­lo­ma po­dob­ny­mi, trud­no uchwyt­ny­mi sta­na­mi i za­cho­wa­nia­mi. Lecz nie jest to ani pewne, ani oczy­wi­ste. Wszyst­kie wy­ni­ki badań po­twier­dza­ły stale to samo: że cały ten na­rząd wy­glą­da na „zbęd­ny”.

– Zbęd­ny? Co pan przez to ro­zu­mie? – znów zdu­miał się Pre­zy­dent.

– To, że uszko­dze­nie, czy wręcz am­pu­ta­cja pła­tów czo­ło­wych nie wpły­wa na funk­cjo­no­wa­nie czło­wie­ka – wy­ja­śnił prof. Ko­strze­wa. – Nawet przy naj­do­kład­niej­szym prze­ba­da­niu pa­cjen­tów z po­waż­ny­mi uszko­dze­nia­mi pła­tów czo­ło­wych, na przy­kład żoł­nie­rzy, któ­rzy od­nie­śli cięż­kie rany i któ­rych prawy czy lewy płat czo­ło­wy uległ mniej lub bar­dziej cał­ko­wi­te­mu znisz­cze­niu, pa­cjen­ci po­tra­fi­li li­czyć, czy­tać, pisać, wy­ko­ny­wa­li nadal swój do­tych­cza­so­wy zawód z pełną spraw­no­ścią, żadne testy nie ujaw­nia­ły ja­kie­go­kol­wiek de­fek­tu.

– Prze­cież to bez sensu! – za­wo­łał ge­ne­rał May. – Li­zną­łem tro­chę wie­dzy w za­kre­sie neu­ro­lo­gii i wiem, że z punk­tu wi­dze­nia fi­lo­ge­ne­zy ten organ jest naj­now­szy, wy­stę­pu­je wy­łącz­nie u czło­wie­ka! I miał­by być bez­funk­cyj­ny?

– Ma pan rację ge­ne­ra­le, ta bez­funk­cyj­ność musi być po­zor­na. Cechy, za które ten organ od­po­wia­da, o któ­rych przed chwi­lą mó­wi­łem: po­czu­cie taktu, bło­go­stan, fru­stra­cja, sa­mo­kry­ty­cyzm, na­wy­ki, etc. są ści­śle zwią­za­ne ze świa­do­mo­ścią. In­ny­mi słowy płat czo­ło­wy od­po­wia­da za to, co naj­bar­dziej wy­róż­nia czło­wie­ka spo­śród in­nych ga­tun­ków: zdol­ność do świa­do­me­go my­śle­nia i po­czu­cie toż­sa­mo­ści – czyli wie­dza o tym, kim się jest. Te­il­hard de Char­din cel­nie okre­ślił isto­tę świa­do­mo­ści: „Czło­wiek nie tylko wie, ale także wie, że wie”.

– A może płaty czo­ło­we wy­glą­da­ją na zbęd­ne dla­te­go, bo są tak bar­dzo nowym or­ga­nem, że czło­wiek ich jesz­cze w pełni nie wy­ko­rzy­stu­je? – za­uwa­żył Pre­zy­dent.

– Po­dzi­wiam pań­ską wni­kli­wość Panie Pre­zy­den­cie. Ow­szem, ba­da­cze też na to wpa­dli. Płaty czo­ło­we mia­ły­by być czymś w ro­dza­ju na­rzą­du przy­szło­ści. Czło­wiek na dzi­siej­szym eta­pie swego roz­wo­ju naj­wi­docz­niej w pełni tej czę­ści mózgu nie wy­ko­rzy­stu­je, a zatem ten prze­ogrom­ny po­ten­cjał sił psy­chicz­nych sta­no­wi gwa­ran­cję nie­wy­obra­żal­nych wręcz moż­li­wo­ści i dal­sze­go roz­wo­ju du­cho­we­go ga­tun­ku homo sa­piens.

– Roz­wo­ju du­cho­we­go? – znów zdu­miał się Pre­zy­dent. – Czyli płaty są zwią­za­ne z duszą?

– Panie Pre­zy­den­cie, nie chciał­bym tu wcho­dzić w ob­sza­ry me­ta­fi­zy­ki. Po­wiem więc, że w takim uję­ciu płaty czo­ło­we jawią się jako na­rząd wol­no­ści. Wła­śnie dla­te­go, że nie służą żad­ne­mu okre­ślo­ne­mu ce­lo­wi, po­zo­sta­ją otwar­te dla wszyst­kich celów. Od pro­jek­tów sys­te­mów me­ta­fi­zycz­nych po­cząw­szy, a na ak­tach lu­do­bój­stwa skoń­czyw­szy, od dzie­ła sztu­ki do sztu­ki zbrod­ni, od po­świę­ce­nia i mi­ło­sier­dzia po pa­zer­ność i ego­cen­tryzm – pra­wie nie­ogra­ni­czo­ne jest pole moż­li­wo­ści, które otwie­ra­ją się przed nami – po­sia­da­cza­mi pła­tów czo­ło­wych. To one są de­tek­to­rem świa­do­mo­ści – tej ko­smicz­nej, nie­lo­kal­nej, o któ­rej mówi kwan­to­wa teo­ria świa­do­mo­ści.

– Czyli są jakby gwa­ran­tem czło­wie­czeń­stwa! – za­krzyk­nął z prze­ję­ciem Pre­zy­dent.

– Do­kład­nie.

– No do­brze, ale co to ma wspól­ne­go z naszą Chmu­rą? – spy­tał ge­ne­rał.

– Jak wy­ja­śniał przed chwi­lą pan Tho­mas, w Chmu­rze po­ja­wia­ją się stany nad­mia­ro­wo­ści po­ten­cja­łu ob­li­cze­nio­we­go – od­po­wie­dział prof. Ko­strze­wa. – I tak jak płaty czo­ło­we – ta „zbęd­na” część mózgu czło­wie­ka, od­da­jąc nam parę mi­liar­dów ko­mó­rek ner­wo­wych do swo­bod­nej dys­po­zy­cji po­sze­rza nie­wy­obra­żal­nie spek­trum na­szych za­cho­wań, tak owa nad­mia­ro­wość…

– Chce pan po­wie­dzieć, że w ten spo­sób Chmu­ra uzy­sku­je płaty czo­ło­we? – prze­rwał mu wy­raź­nie pod­eks­cy­to­wa­ny Pre­zy­dent. – Staje się bytem świa­do­mym?

– Otóż to. A że te płaty mogą być me­ga-ogrom­ne, to i „por­cja” świa­do­mo­ści „za­sy­sa­na” lo­kal­nie bę­dzie mega, w związ­ku z tym jej zdol­ność zi­den­ty­fi­ko­wa­nia, a na­stęp­nie zmo­dy­fi­ko­wa­nia zda­rze­nia star­to­we­go w tra­jek­to­rii efek­tu mo­ty­la mocą woli jest nie­po­rów­ny­wal­nie więk­sza od moż­li­wo­ści ze­spo­łu PAST. Dla­te­go efek­ty koń­co­we w za­kre­sie ste­ro­wa­nia zmia­na­mi po­go­do­wy­mi także są ogrom­ne. Do tego stop­nia, że chmu­ra może generować pro­ce­sy, któ­rych praw­do­po­do­bień­stwo za­ist­nie­nia jest bli­skie zeru. Pa­mię­ta­ją pa­no­wie tę aneg­do­tę mó­wią­cą, że jeśli mi­liard małp bę­dzie od­po­wied­nio długo na oślep walić w kla­wia­tu­rę ma­szy­ny do pi­sa­nia, to któ­raś wy­stu­ka w końcu „Ham­le­ta”? Prze­cież coś ta­kie­go wła­śnie tutaj za­szło – mam na myśli ten wiatr gwiż­dżą­cy Ada­gio Bar­be­ra, czy grad w kształ­cie liter…

– Ależ to cał­ko­wi­cie nie­praw­do­po­dob­ne! – ge­ne­rał May wy­glą­dał na pod­eks­cy­to­wa­ne­go.

– W kla­sycz­nej ter­mo­dy­na­mi­ce ow­szem – wtrą­cił prof. Jack­son. Ale od cza­sów Pri­go­gi­ne’a wiemy, że w pro­ce­sach nie­rów­no­wa­go­wych dys­sy­pa­cja (czyli roz­pra­sza­nie) ener­gii może stać się źró­dłem po­rząd­ku. A prze­cież w zja­wi­skach po­go­do­wych pro­ce­sy nie­rów­no­wa­go­we to chleb po­wsze­dni.

– Jako neu­ro­log muszę wska­zać na jesz­cze jeden nie­zwy­kle istot­ny czyn­nik – po­wie­dział prof. Ko­strze­wa. – Otóż mózg bio­lo­gicz­ny nie jest kom­pu­te­rem, lecz sie­cią neu­ro­no­wą, która pod­le­ga nie­ustan­ne­mu prze­bu­do­wy­wa­niu za każ­dym razem, gdy uczy się cze­goś no­we­go. Wszyst­kie swoje wa­lo­ry uzy­skał on w toku pro­ce­sów ewo­lu­cyj­nych trwa­ją­cych mi­lio­ny lat. Jego po­stę­pu­ją­ca kom­pli­ka­cja struk­tu­ral­na nie była re­zul­ta­tem pre­me­dy­to­wa­nych, ra­cjo­nal­nych dzia­łań, lecz mu­ta­cji genów w po­łą­cze­niu z do­bo­rem na­tu­ral­nym pre­miu­ją­cym ad­ap­ta­cję do wa­run­ków śro­do­wi­sko­wych.

– Ślepy ze­gar­mistrz – wtrą­cił ge­ne­rał May. Pro­fe­sor Ko­strze­wa kiw­nął głową.

– Nasza Chmu­ra też jest sie­cią – za­uwa­żył. – Na­le­ży ocze­ki­wać, że po­zy­skaw­szy świa­do­mość, bę­dzie także wy­ka­zy­wać ten­den­cje do roz­bu­do­wy­wa­nia i ucze­nia się. Lecz ten pro­ces bę­dzie, ostroż­nie sza­cu­jąc, kilka rzę­dów wiel­ko­ści szyb­szy niż w przy­pad­ku mózgu bio­lo­gicz­ne­go. Wszak ma ona do­stęp do ogrom­nych ob­sza­rów wie­dzy zgro­ma­dzo­nej w za­so­bach in­for­ma­tycz­nych świa­ta!

– Jeśli to wszyst­ko praw­da, to mamy do czy­nie­nia z po­ten­cjal­nym glo­bal­nym za­gro­że­niem dla ca­łe­go ga­tun­ku! Bo Chmu­ra jest nie­obli­czal­na w swo­ich moż­li­wych za­cho­wa­niach; nie licz­my na to, że po­prze­sta­nie na nie­win­nych za­ba­wach z po­go­dą! – wy­rzu­cił z sie­bie ge­ne­rał May.

– Ow­szem, trud­no nam co­kol­wiek pro­gno­zo­wać w kwe­stii jej za­cho­wa­nia, ale jedno jest pewne: me­ga-świa­do­mość Chmu­ry da­ją­ca jej moc mo­dy­fi­ka­cji zda­rzeń w świe­cie ma­te­rial­nym po­zba­wio­na jest ja­kie­go­kol­wiek pier­wiast­ka etycz­ne­go – stwier­dził prof. Ko­strze­wa. – O ile w ludz­kiej ak­sjo­lo­gii funk­cjo­nu­je (le­piej lub go­rzej, ale jed­nak) za­sa­da „wol­ność to od­po­wie­dzial­ność”, o tyle w przy­pad­ku Chmu­ry żad­nej ak­sjo­lo­gii nie ma. Jej wy­bo­ry nie pod­le­ga­ją żad­nej kon­tro­li przez czyn­ni­ki na­tu­ry kul­tu­ro­wej (nie ma su­mie­nia, ho­no­ru, nie ma po­czu­cia przy­zwo­ito­ści etc.). Dla­te­go jej pole moż­li­wo­ści jest tym bar­dziej nie­ogra­ni­czo­ne i tym bar­dziej nie­obli­czal­ne, że bra­ku­je jej ha­mul­ca etycz­ne­go.

– Jesz­cze jedno – dodał prof. Jack­son. – Pa­mię­ta­cie pa­no­wie tę grę w sko­ja­rze­nia, w którą ba­wi­li­śmy się z panem Ful­le­rem? Jej stresz­cze­nie do­star­czy­łem w ra­por­cie. Otóż za­trosz­czy­łem się, by po­dob­ne testy prze­pro­wa­dzić na gru­pie osób za­wo­do­wo zaj­mu­ją­cych się ba­da­niem sym­bo­li­ki prze­ka­zu. Zgod­ność ich sko­ja­rzeń z na­szy­mi się­ga­ła 95%. Dla­te­go twier­dze­nie, że mamy do czy­nie­nia z rze­czy­wi­stym prze­sła­niem, z ko­mu­ni­ka­tem nada­nym za po­mo­cą tych ano­mal­nych zja­wisk uwa­żam za uza­sad­nio­ne. Tyle, że nadaw­cą jest nie po­za­ziem­ska rasa ro­zum­na, jak wów­czas za­kła­da­li­śmy, lecz „pro­dukt miej­sco­wy”: Chmu­ra ob­li­cze­nio­wa. A „Game over” sym­bo­li­zu­je tu za­rów­no in­for­ma­ty­kę jako filar roz­wo­ju cy­wi­li­za­cji, jak też in­for­ma­cję kie­ro­wa­ną do rasy ludz­kiej: „wasz czas już minął”.

– Rze­czy­wi­ście, wszyst­ko się ukła­da w lo­gicz­ną ca­łość – pod­su­mo­wał Pre­zy­dent. – Zatem do rze­czy. Mamy świa­do­mość skali za­gro­że­nia, więc jakie widzą pa­no­wie moż­li­wo­ści za­blo­ko­wa­nia tego zja­wi­ska? – spy­tał.

– Nie widzę spo­so­bu od­cię­cia Chmu­ry od za­so­bów har­dwa­re’owych świa­ta, a także od źró­deł za­si­la­nia, bo z bie­żą­cym po­ten­cja­łem może ona „zha­ko­wać” każde urzą­dze­nie od smart­fo­na do su­per­kom­pu­te­ra, więc kon­se­kwen­cją ta­kie­go od­cię­cia mógł­by być in­for­ma­tycz­ny chaos na świa­to­wą skalę i nie­wy­obra­żal­ne jego kon­se­kwen­cje. In­ny­mi słowy, su­we­ren­ność Chmu­ry jest nie do zli­kwi­do­wa­nia bez ry­zy­ka glo­bal­ne­go ko­lap­su cy­wi­li­za­cyj­ne­go – po­wie­dział Tho­mas Tay­lor. W tym mo­men­cie ode­zwał się brzę­czyk jego smart­fo­na sy­gna­li­zu­ją­cy na­dej­ście SMS-a. – Prze­pra­szam – mruk­nął i wyjął apa­rat. W miarę jak czy­tał wia­do­mość, twarz mu tę­ża­ła. Scho­wał smart­fon i po­wie­dział cicho:

– Mo­że­my już mówić o Chmu­rach, nie o Chmu­rze. Wła­śnie otrzy­ma­łem wia­do­mość, że w po­dob­ny spo­sób re­agu­je Chmu­ra VLBI.

– VLBI? A co to ta­kie­go? – spy­tał Pre­zy­dent.

– Skrót od Very Long Ba­se­li­ne In­ter­fe­ro­me­try – to pro­gram in­ter­fe­ro­me­trii wiel­ko­ba­zo­wej, mię­dzy­kon­ty­nen­tal­nej re­ali­zo­wa­ny w ra­dio­astro­no­mii dla po­więk­sze­nia roz­dziel­czo­ści, z jaką ob­ser­wu­je się ko­smicz­ne obiek­ty. Sy­gna­ły od­bie­ra­ne przez sieć ra­dio­te­le­sko­pów na całej Ziemi są prze­sy­ła­ne do ob­słu­gu­ją­cej pro­jekt Chmu­ry ob­li­cze­nio­wej i prze­twa­rza­ne w cza­sie rze­czy­wi­stym. Po­pro­si­łem mo­je­go ko­le­gę ad­mi­ni­stru­ją­ce­go tą Chmu­rą, aby zba­dał, czy wy­stę­pu­ją w niej stany nad­mia­ro­wo­ści po­ten­cja­łu ob­li­cze­nio­we­go, Wła­śnie na­pi­sał mi, że je za­ob­ser­wo­wa­li.

– Z ja­ki­mi efek­ta­mi? – spy­tał Pre­zy­dent.

– O tym nie pisze. Być może efek­tów jesz­cze nie ma, a jeśli są, nie zo­sta­ły za­ob­ser­wo­wa­ne. O ile „nasza” Chmu­ra jest „kom­pe­tent­na” w za­kre­sie me­te­oro­lo­gii, stąd pierw­sze kroki skie­ro­wa­ła w tę stro­nę, o tyle trud­no prze­wi­dzieć, jakie efek­ty może wywoływać Chmu­ra zaj­mu­ją­ca się ba­da­nia­mi Ko­smo­su.

– Tak czy owak, za­gro­że­nie wy­da­je się jesz­cze więk­sze. Co dwie Chmu­ry to nie jedna – wtrą­cił prof. Jack­son.

– No i mogą po­ja­wić się ko­lej­ne Chmu­ry z pła­ta­mi – dodał ge­ne­rał. – A wraz z nimi per­spek­ty­wa sprzy­mie­rze­nia Chmur w walce z nami. Jed­nym sło­wem – apo­ka­lip­sa.

– Tak, nie wy­glą­da to naj­le­piej, ale, na Boga, daj­cie spo­kój z tym czar­no­widz­twem! – Pre­zy­dent pod­niósł głos. – Pan Tay­lor szki­cu­je nam tu obraz Chmu­ry na tyle omni­po­tent­nej, że wła­ści­wie już win­ni­śmy zło­żyć broń. A mnie nie chce się wie­rzyć w to, że nie ma na nią spo­so­bu!

– Panie Pre­zy­den­cie, nie zdą­ży­łem do­koń­czyć swo­jej myśli, bo mi prze­rwał smart­fon. – po­wie­dział Tay­lor. – Chcia­łem tylko pod­kre­ślić, że w sys­te­mach prze­twa­rza­nia roz­pro­szo­ne­go rzecz nie jest tak pro­sta jak wy­cią­gnię­cie wtycz­ki z kon­tak­tu. To oczy­wi­ste, że mu­si­my szu­kać roz­wią­za­nia, ale ze świa­do­mo­ścią ry­zy­ka.

– Pa­no­wie, ja je­stem po­li­ty­kiem, a w po­li­ty­ce szuka się róż­nych roz­wią­zań. Jeśli neu­tra­li­za­cja, co­kol­wiek mia­ło­by to ozna­czać, okaże się nie­moż­li­wa, po­zo­staja nam ne­go­cja­cje…

Ful­ler, który dotąd mil­czał, zdo­był się na od­wa­gę za­bra­nia głosu w tak eli­tar­nym to­wa­rzy­stwie:

– Panie pre­zy­den­cie, pro­szę wy­ba­czyć, lecz jak wy­obra­ża sobie pan ne­go­cja­cje z in­te­li­gent­nym two­rem, który nie po­sia­da żad­ne­go ha­mul­ca etycz­ne­go?

– Panie re­dak­to­rze – od­parł nie­zra­żo­ny Pre­zy­dent. – je­stem ak­tyw­ny w prze­strze­ni po­li­ty­ki już ponad 30 lat i pra­gnę pana za­pew­nić, że pro­wa­dzą­cy ne­go­cja­cje po­li­ty­cy bar­dzo rzad­ko z owego ha­mul­ca ko­rzy­sta­ją. Po­ro­zu­mie­nie osią­ga się wtedy, gdy obie stro­ny uzna­ją, że bi­lans zysk-stra­ta jest dla nich ko­rzyst­ny. A w dą­że­niu do tego uży­tecz­ny jest głos ro­zu­mu, nie serca. Ale, pa­no­wie, pro­szę przy­jąć do wia­do­mo­ści, że ne­go­cja­cja jest osta­tecz­no­ścią. Zro­bi­my wszyst­ko aby pro­dukt na­szej myśli nie wy­mknął się nam spod kon­tro­li. Pa­no­wie! – zwró­cił się do wszyst­kich. – Dzię­ku­ję za wasze za­an­ga­żo­wa­nie i pro­szę o dal­szą pracę. Mamy ja­sność co do celów, teraz czas na ja­sność co do metod. W tym celu mu­si­my wzmoc­nić sztab kry­zy­so­wy i prze­su­nąć pro­fil jego dzia­ła­nia w kie­run­ku mi­li­tar­nym. Dla­te­go, nie umniej­sza­jąc pań­skich za­sług, które nie­zwy­kle sobie cenię – zwró­cił się do pro­fe­so­ra Jack­so­na – od­wo­łu­ję pana z funk­cji szefa szta­bu kry­zy­so­we­go, po­wie­rza­jąc ją ge­ne­ra­ło­wi May­owi. Panie ge­ne­ra­le, pro­szę o bez­zwłocz­ne skon­tak­to­wa­nie się z dy­rek­to­rem Agen­cji DARPA celem za­an­ga­żo­wa­nia jej w po­szu­ki­wa­nie sku­tecz­ne­go roz­wią­za­nia pro­ble­mu sta­no­wią­ce­go za­gro­że­nie nie tylko dla USA, lecz dla całej współ­cze­snej cy­wi­li­za­cji na­uko­wo-tech­nicz­nej.

Pre­zy­dent wstał, dając do zro­zu­mie­nia, że na­ra­da do­bie­gła końca.

 

Nowy York, Pod­ziem­ny Pasaż Nr 9, 17. Ulica 223, 17 czerw­ca 2079 r.

 

– Dziad­ku, opo­wiesz mi o cza­sach two­jej mło­do­ści? Jak się wtedy żyło?

– A co to, w Po­bie­ral­niach Wie­dzy nic o tym nie ma?

– Jest sporo dziad­ku, ale tak jakoś męt­nie, nie po ludz­ku… Wtedy też w Po­bie­ral­niach tak było?

– Wtedy nie było Po­bie­ral­ni, Bob.

– Nie było Po­bie­ral­ni? To jak dzie­ci się uczy­ły?

– Dzie­ci cho­dzi­ły do szko­ły, gdzie uczy­li na­uczy­cie­le.

– Na­uczy­cie­le? A co to ta­kie­go?

– Nie co, tylko kto. Na­uczy­cie­le to byli lu­dzie zaj­mu­ją­cy się edu­ka­cją dzie­ci i mło­dzie­ży.

– Lu­dzie uczy­li ludzi? Nie­sa­mo­wi­te! I chyba nie­wy­god­ne. Teraz sca­lam się na go­dzi­nę dzien­nie z Po­bie­ral­nią Wie­dzy, a ta sama wcho­dzi do głowy. Ty też byłeś na­uczy­cie­lem?

– Nie, ja pra­co­wa­łem w te­le­wi­zji jako pre­zen­ter po­go­dy.

– Po­go­dy? Co to ta­kie­go?

– Wi­dzisz, lu­dzie wtedy żyli i pra­co­wa­li na Po­wierzch­ni. A tam dzia­ły się różne rze­czy: padał deszcz, śnieg, wiał wiatr… to wła­śnie two­rzy­ło po­go­dę.

– Dziad­ku, uży­wasz ta­kich dziw­nych słów! Co to ta­kie­go: deszcz? wiatr?

– Deszcz był wtedy, jak woda spa­da­ła z góry. Śnieg to też woda, tylko zmro­żo­na, coś ta­kie­go jak szron w za­mra­żar­ce. A wiatr to silny ruch po­wie­trza, o, taki – dzia­dek Ful­ler dmuch­nął wnu­ko­wi w twarz – tylko sil­niej­szy. Wiatr po­ru­szał ga­łę­zia­mi drzew, gonił chmu­ry na nie­bie… To były pięk­ne czasy, wnu­siu – roz­ma­rzył się.

– Gonił Chmu­ry? Jak można gonić Chmu­ry? – zdu­miał się Bob.

– Wtedy jesz­cze nie było Chmur ta­kich jak dziś. Tym sło­wem okre­śla­no duże kłęby pary wod­nej uno­szą­ce się w po­wie­trzu.

– Nie było Chmur??? To kto rzą­dził świa­tem?

– Lu­dzie.

– Lu­dzie? Wtedy lu­dzie byli mą­drzej­si od Chmur?

– Chyba tak, bo to oni je zbu­do­wa­li.

– Dziad­ku, wszyst­ko ci się chyba po­mie­sza­ło! Prze­cież Chmu­ry były za­wsze!

– Nie, Bob. Wiem, że teraz tak was uczą Po­bie­ral­nie Wie­dzy, ale… zresz­tą nie­waż­ne, nie mówmy o tym.

– Ale ja chcę wie­dzieć, jak to się stało, że teraz Chmu­ry rzą­dzą wszyst­kim!

Ful­ler mil­czał chwi­lę w roz­ter­ce. „A pal licho, po­wiem, choć i tak wy­dre­nu­ją mu to z pa­mię­ci, a ja je­stem stary, mogą mi na­sko­czyć” – po­my­ślał.

– Gdy Chmu­ry się po­ja­wi­ły, lu­dzie mieli obawy, że one będą chcia­ły ich znisz­czyć, ale nie do­szło do tego. W wy­ni­ku pod­ję­tych ne­go­cja­cji kon­flikt zo­stał za­że­gna­ny i roz­po­czę­ła się era Za­chmu­rza­nia Ziemi. Chmu­ry prze­ję­ły wła­dzę i za­miesz­ka­ły na po­wierzch­ni pla­ne­ty. Lu­dzie na­to­miast prze­pro­wa­dzi­li się do pod­ziem­nych me­tro­po­lii, gdzie eg­zy­stu­ją do dziś. Chmu­ry oto­czy­ły nasz ga­tu­nek szcze­gól­ną opie­ką. Zbu­do­wa­ły Sys­tem Ochro­ny Rasy Ludz­kiej HRPS[9], dzię­ki któ­re­mu wszy­scy mogą żyć swo­bod­nie, nie mar­twić się o nic, bo wszyst­ko, czego po­trze­bu­ją, jest im na­tych­miast do­star­cza­ne.

– To już wiem, dziad­ku! A jak teraz wy­glą­da Po­wierzch­nia?

– Ste­ru­jąc po­go­dą na Po­wierzch­ni, Chmu­ry usta­bi­li­zo­wa­ły ją cał­ko­wi­cie. W za­sa­dzie nie ma tam teraz chmur – tych kłę­bów pary, ro­zu­miesz? Nie ma wia­trów, desz­czu, śnie­gu, ogrom­ne ter­mo­sta­ty utrzy­mu­ją stałą tem­pe­ra­tu­rę i stałą wil­got­ność. Takie wa­run­ki naj­bar­dziej od­po­wia­da­ją Chmu­rom, za­pew­nia­ją im bez­a­wa­ryj­ność. Nie ma też lasów, łąk, pól upraw­nych – tylko pia­sek nie­odzow­ny do re­mon­tów i roz­bu­do­wy Chmur. Wszyst­ko, co po­trzeb­ne lu­dziom wy­twa­rza­ne jest w ogrom­nych pod­ziem­nych cie­plar­niach…

– Och tato, znów wci­skasz Bo­bo­wi ja­kieś an­dro­ny? – do po­ko­ju wkro­czy­ła ener­gicz­nie mama Boba. – Chodź synku, prze­cież dziś masz Ca­re­mo­nię, Dzień Wej­ścia w Do­ro­słość! Mu­si­my się przy­go­to­wać do tej uro­czy­sto­ści!

– Już idę, mamo, tylko jesz­cze o jedno spy­tam!

– Bob, skończ wresz­cie z tą pa­to­lo­gicz­ną cie­ka­wo­ścią! Przy­sło­wie mówi „kto pyta ten błą­dzi”!

– Moja droga có­recz­ko – ode­zwał się Ful­ler. – Nie martw się na zapas. Po tym za­bie­gu chi­rur­gicz­nym zwa­nym eu­fe­mi­stycz­nie Ca­re­mo­nią Bob stra­ci nie tylko cie­ka­wość, ale też inne „pa­to­lo­gicz­ne” przy­mio­ty: pla­no­wa­nie, my­śle­nie, wolę dzia­ła­nia, po­dej­mo­wa­nia de­cy­zji i wiele in­nych. Pod płasz­czy­kiem tro­ski i ochro­ny tak na­praw­dę stra­ci wol­ność. O co chcia­łeś mnie spy­tać? – zwró­cił się do Boba. – Pytaj, bo może to ostat­nie py­ta­nie jakie za­dasz!

– Dziad­ku, czy Ty też mia­łeś Ca­re­mo­nię?

– Nie, Bob. Jak we­szły prze­pi­sy ją wpro­wa­dza­ją­ce, byłem na to już za stary.

 

===========================

[1] (NOAA – Na­tio­nal Oce­anic and At­mo­sphe­ric Ad­mi­ni­stra­tion, od­po­wied­nik pol­skie­go IMGW)

[2] – Re­mo­te We­ather Con­trol

[3] – High Fre­qu­en­cy Ac­ti­ve Au­ro­ral Re­se­arch Pro­gram

[4] – De­fen­se Ad­van­ced Re­se­arch Pro­jects Agen­cy

[5] – Pa­ra­nor­mal Awa­re­ness Sy­ner­gy Team

[6] – skrót od Or­che­stra­ted Ob­jec­ti­ve Re­duc­tion czy­li ­zor­kie­stro­wa­na re­duk­cja obiek­tyw­na

[7] – Prin­ce­ton En­gi­ne­ering Ano­ma­lies Re­se­arch

[8] – Ran­dom Num­ber Ge­ne­ra­tor

[9] – Human Race Pro­tec­tion Sys­tem

 

 

Koniec

Komentarze

Nie przepadam za długimi tekstami, na monitorze źle się je czyta, ale muszę przyznać, że twojego opka doczytałam do końca z zaledwie jedną przerwą. Piszesz jasnym, klarownym stylem, dobrze się to czyta. Żadne babole nie rzuciły mi się w oczy. Przejrzyj opka raz jeszcze, bo prawdopodobnie coś się przy wklejaniu pomieszało i w kilku miejscach masz coś takiego:

 

nobliwy adwokat o niepo¬szla¬kowanej

 

Pomysł z chmurami obliczeniowymi, które zyskały świadomość i zawładnęły światem jest ciekawy, podobnie jak sposób, w jaki dały to ludzkości do zrozumienia. W obszarze fiction bardzo mi się podobało.

 

W obszarze science już nie tak bardzo. Po pierwsze wykład profesora Jacksona trochę tu nie pasuje, po prostu informacje w nim zawarte niewiele wnoszą do dalszej fabuły. Napisałeś to zrozumiale i ciekawie, ale to nie zmienia faktu, że wykład trochę tego opka zaśmieca. I tak na marginesie, wspomniany przez ciebie profesor Wheeler był przeciwnikiem parapsychologii, a parapsychologią właśnie pachnie mi projekt Jacksona.

Po drugie, gdzieś czytałam, że uszkodzenie płatu czołowego powoduje jednak skutki uboczne, dotyczące na przykład rozumienia i okazywania emocji. Nie wiem też, czy ewolucja działa na zapas. Jakoś nie pasuje mi wizja narządu, który może nam się przydać w przyszłości. Chmura, która uzyskuje płaty czołowe i tym samym dostęp do kosmicznej świadomości… Osobiście wyznaję zasadę, że im prościej, tym lepiej, dlatego wydaje mi się to trochę przekombinowane, ale być może to tylko kwestia osobistych preferencji.

 

Zamiast wspomnianego wykładu, chętnie bym poczytała, jak oni próbowali z tą chmurą walczyć, dlaczego przegrali i czy istnieje jakiś ruch oporu.

 

Dwa razy mi coś zazgrzytało stylistycznie:

 

że nas pan zaszczycił swoją chęcią podzielenia się wiedzą

Można zaszczycić swoją obecnością, ale chęcią podzielenia się czymś… jakoś mi to nie brzmi.

 

Powiedziane wyżej nie oznacza

Nie wiem, czy da się powiedzieć coś wyżej. Wcześniej owszem, ale wyżej jakoś mi nie pasuje.

 

Generalnie podoba mi się twój styl i mam nadzieję, że jeszcze będę mogła twoje teksty poczytać. :)

 

 

 

 

 

 

Dzięki za komentarz zawierający wiele celnych i rzeczowych uwag. Pozwolisz, że do niektórych się odniosę.

niepo¬szla¬kowanej

 

– och ten Word z jego dzieleniem wyrazów… (temat dla korektora)

wykład trochę tego opka zaśmieca

Też tak myślę, ale wiele tu zaprezentowanych elementów jest potrzebne w dalszej części, a trudno mi było zestawić je “mechanicznie”, jakaś narracja je łącząca musi być.

Inna sprawa że Twoje zdanie tu cytowane z kolei mnie “zazgrzytało stylistycznie” :)

 

Wheeler był przeciwnikiem parapsychologii

 

Może i był, ale mowa o nim jest w kontekście kosmicznej świadomości, której był zwolennikiem.

 

Jakoś nie pasuje mi wizja narządu, który może nam się przydać w przyszłości.

 

Koncept z płatami czołowymi wziąłem od Ditfurtha. W książce “Duch nie spadł z nieba” poświęca on im cały rozdział (17). Zacytuję tu tylko jedno zdanie:

W takim ujęciu płaty czołowe jawią się jako narząd wolności. Właśnie ich pustka, w porównaniu do pozostałej kory doprowadzona do granic możliwości, nadaje im charakter najbardziej ludzkiego spośród wszystkich naszych narządów. Właśnie dlatego, że nie służą żadnemu określonemu celowi, pozostają otwarte dla wszystkich celów.

chętnie bym poczytała, jak oni próbowali z tą chmurą walczyć

 

Ja też :) W tym celu musiałbym napisać całą powieść, a wątpię, bym temat udźwignął. Wolałem pójść na łatwiznę i wybrać wariant, że ludzkość poszła na łatwiznę, woląc wygodnie i bez problemów żyć jak nasze domowe pupilki (koty, psy, etc.) niż walczyć za jakieś idee. Godzą się nawet na amputację płatów czyli utratę wolności. Pamiętam takie opowiadanie “Pies Edisona” w którym zgromadzenie psów domowych postanawia ukarać tytułowego psa Edisona za to, że mu podpowiadał jak ma robić te swoje wynalazki (robił to bo mu było żal swego pana), przez co stwarzał zagrożenie dla swojej rasy, bo psy starannie ukrywały swoje zdolności, żeby ich ludzie nie eksploatowali – wolały wygodne życie :)

 

Raz jeszcze dziękuję, cenię sobie takie uwagi.

Zależy mi na dobrej opinii u tych ludzi, o których mam dobrą opinię

Opowiadanie bardzo mi się podobało :) 

Wykład może faktycznie nieco przydługi, ale daje silne wrażenie autentyczności tej historii. Jako czytelnik lubię, kiedy opowieść zawiera informacje pogłębiające immersję nawet, jeśli są całkowicie zbędne dla fabuły. Możliwe jednak, że jestem w mniejszości :)

W kwestii płatów czołowych – zdecydowanie nie można ich tak po prostu, bez konsekwencji dla właściciela wyciąć :) Znajdują się tam m.in. korowe ośrodki ruchowe (odpowiedzialne za ruchy dowolne), dzięki którym mózg przekłada myśl “chcę ruszyć ręką”, na tenże ruch, a także np. ruchowy ośrodek mowy. Ich brak, spowodowałby utratę zdolności motorycznych.

W skład płatów czołowych, wchodzi też kora przedczołowa, najmłodsza, mająca połączenia z licznymi strukturami mózgu) i, w dużym skrócie, odpowiadająca za myślenie i zachowanie człowieka. Przecięcie połączeń tego obszaru kory, z innymi strukturami mózgu (leukotomia przedczołowa), powoduje zmianę charakteru na taki, jakiego wymaga Twoje opowiadanie (zespół czołowy jatrogenny).  :)

I jeszcze drobiazg:

Gdy Prezydent Gordon wszedł do Gabinetu Owalnego, jego asystent Donald Foxx poderwał się służbiście i nie czekając, aż gospodarz usiądzie, rozpoczął prezentację.

Istnieje taki przysłówek? Jeśli tak, to powinien przestać istnieć :P

 

Chętnie przeczytam kolejne Twoje opowiadania :) Pozdrawiam

Bardzo dziękuję za ten pokrzepiający, a jednocześnie rzeczowy komentarz, takie lubię najbardziej :)

Rozpocznę od drobiazgu: wyraz “służbiście” jest uznany za poprawny w Słowniku Języka Polskiego PWN ( https://sjp.pwn.pl/doroszewski/sluzbiscie;5498342.html ) i to niekoniecznie w pejoratywnym odcieniu, choć ja, sformatowany w czasach PRL-u) odruchowo jako pejoratywny kojarzę. I z tego powodu dziękuje za zwrócenie uwagi, bo warto go w tym kontekście wymienić by nie naruszać wizerunku Białego Domu :)

Dziękuję także za uwagi dotyczące płatów czołowych. Rzecz jasna trochę poszedłem na skróty, troszkę ponaciągałem do własnych potrzeb, ale (jak pisałem w poprzednim komentarzu) zasadniczo czerpałem wiedzę od Hoimara von Ditfurtha, który specjalizował się w psychiatrii i neurologii na Uniwersytecie w Heidelbergu. W książce “Duch nie spadł z nieba” poświęca on płatom czołowym cały rozdział (17). Ponieważ mam do czynienia (jak sądzę) z osobą kompetentną i zorientowaną, pozwolę sobie na cytat fragmentu tego rozdziału, który był mi inspiracją:

Wszystkie wyniki potwierdzały stale to samo: cały ten obszar stanowi jedną ogromną niemą okolicę. Nawet przy najdokładniejszym przebadaniu pacjentów z poważnymi uszkodzeniami płatów czołowych, na przykład żołnierzy, którzy odnieśli ciężkie rany i których prawy czy lewy płat czołowy uległ mniej lub bardziej całkowitemu zniszczeniu, w większości wypadków nie znajdowano nic. Pacjenci potrafili liczyć, czytać, pisać, wykonywali nadal swój dotychczasowy zawód z pełną sprawnością, żadne testy nie ujawniały jakiegokolwiek defektu.

A przecież ta pozorna bezfunkcyjność właśnie płatów czołowych musiała zdawać się szczególnie groteskowa, skoro ten obszar mózgu z punktu widzenia filogenezy jest najbardziej ludzką spośród wszystkich ludzkich części ciała. W rozwoju kory mózgowej uchodzi za przednią linię frontu. Przy porównywaniu gatunków już u ryb i gadów stwierdza się istnienie paczkowatych zawiązków kory mózgowej. Ale dopiero u małpiatek w masywnej postaci pokrywa ona starsze odcinki centralnego układu nerwowego (zob. il. 12 po s. 208). Natomiast częścią, którą nasza kora mózgowa różni się najwyraźniej od kory wszystkich małp, są oba płaty czołowe. Ta część mózgu występuje wyłącznie u człowieka. Tymczasem akurat ona okazała się niema. (…) Ta niema część mózgu, która oddaje nam parę miliardów komórek nerwowych do swobodnej dyspozycji, stanowi materialne podłoże niewyczerpanego bogactwa możliwych sposobów ludzkiego zachowania. Poszerzyła ona spektrum tych zachowań ponad wszelką miarę, jeśli porównywać do tego, co jeszcze przed kilku milionami lat można byłoby uważać na tej Ziemi za prawdopodobne. Od projektów systemów metafizycznych począwszy, a na budowie obozów koncentracyjnych skończywszy, od dzieła sztuki do czynu zbrodniczego, od dobrowolnego całopalenia w imię ideału czy ludzkości do zdolności bycia bardziej zwierzęcym od wszelkiego zwierza – prawie nieograniczone jest pole możliwości otwartych dla nas, posiadaczy płatów czołowych.

Jako czytelnik lubię, kiedy opowieść zawiera informacje pogłębiające immersję nawet, jeśli są całkowicie zbędne dla fabuły. Możliwe jednak, że jestem w mniejszości :)

Bardzom kontent z tej wypowiedzi, bo jestem po tej samej stronie barykady :) Jeden z moich przyjaciół, filozof z zamiłowania i zawodu, po lekturze “Chmury” nie krył swoich obiekcji 

“Uprzytamniam sobie, że Twoje SF jak opowiadania Grudzińskiego pozoruje literaturę faktu. Generujesz iluzję nauki tam, gdzie jej nie ma czyli mistyfikujesz. Ta mistyfikacja z powodu kawałków popularyzacji nauki coraz sugestywniejsza.

To wszystko jest niewinne, dopóki konwencję zabawy czytelnik łapie. Musisz jednak zakładać, że iluś to przeczyta serio, ich zmysł realności nie łapie podwójnej gry z czytelnikiem, którą prowadzi autor. Fantazyjne obrazy się rozwieją, a tezy naukowe – pseudonaukowe, filozoficzne – pseudofilozoficzne zostaną w iluś głowach mącąc w nich.

Pytanie jest w Twoich SF o granicę pomiędzy serio i na niby. Jako autor ustawiasz się w roli demiurga tej granicy. Wyczuwam w tym patos – jakiś rodzaj wzniosłości. Emocja, którą od dawna traktuję podejrzliwie.”

Tak więc moje ambicje kreowania u czytelnika silnego wrażenia autentyczności opowiadanej historii nie wszystkim smakują :)

Pozdrawiam serdecznie i zapraszam do kolejnego opowiadania, które już wkrótce chciałbym tu zamieścić.

Zależy mi na dobrej opinii u tych ludzi, o których mam dobrą opinię

Bardzo przyjemna lektura. Szczerze mówiąc nieco mnie to zaskoczyło, bo jakoś podświadomie spodziewałem się czegoś trudniejszego w odbiorze i gorszego w wykonaniu. Ale tego typu zaskoczenia to bardzo przyjemna sprawa. 

Podoba mi się twój styl, jest taki spokojny, dość oszczędny. Można powiedzieć, że całe opowiadanie jest dość mocno staroszkolne, tak naprawdę nie ma tu prawie akcji, a jeśli już coś się dzieje, to tego nie pokazujesz, a pozwalasz bohaterom o tym rozmawiać. Samo opowiadanie przez to toczy się dość leniwie, prawie melancholijnie. 

Nie podejmę się konkretnej łapanki językowej, bardziej kompetentni ode mnie pewnie w końcu do tego się wezmą. Zwrócę tylko uwagę na aspekty, które dość mocno rzucały mi się w oczy i nieco przez to przeszkadzało. Po pierwsze, w tekstach literackich należy unikać skrótów. Parę razy przewija ci się skrót “prof.”, do tego stosujesz go niekonsekwentnie – czasem piszesz prof., czasem pełne profesor. O ile w cytowanym tekście taki skrót mógłby się pojawić, to w narracji czy też wypowiedziach bohaterów nie powinien. Wielokrotnie powtarzasz w tekście imię i nazwisko bohatera, jednocześnie. To raczej uwaga odnośnie stylu niż błąd jako taki, ale kiedy raz przedstawiłeś w pełni bohatera, potem wystarczy już używać tylko imienia lub nazwiska (może być naprzemiennie). Pełne imię i nazwisko powtarzane kilkukrotnie tworzy poczucie jakiejś sztuczności. Jest też kwestia dialogów. Generalnie są one całkiem poprawne, ale wydaje mi się, że brakuje w nich odrobiny swobody, naturalności. Tak jakby zapisane bardziej w szeroko rozumianym stylu literackim, niż odzwierciedlające to, jak naprawdę rozmawiają ludzie. Chociaż to całkiem dobrze zgrywa się z tą “staroszkolnością” o której pisałem. Do tego wydaje mi się, że w dialogach nadużywasz nieco wykrzykników. Do tego wtrącenia w nawiasach – rozumiem chęć tłumaczenia angielskich skrótów, ale takie wtrącenia odautorskie w trakcie wypowiedzi bohatera wyglądają dziwnie).

A teraz przechodząc do samej treści opowiadania:

Zgadzam się, że wykład jest trochę przeciągnięty. Jego długość pasowałaby w sam raz do powieści, lecz w tym wypadku zajmuje coś około 1/4 – 1/3 objętości całego opowiadania. To trochę za wiele. Podobne odczucie miałem na samym początku, gdy podawałeś przykłady dziwnych anomalii, które otrzymywał główny bohater – to jednak potem wyjaśniło się w tekście (ale do tego też będę miał uwagi). Sam wykład był całkiem przyjemny i ciekawy. Trochę zasypywałeś czytelnika różnymi nazwiskami i teoriami, ale to można spokojnie zrzucić na postać profesora. Jeśli chodzi o same przedstawiane teorie – no parapsychika, naciągane trochę to wszystko, ale z drugiej strony dobrze gra w ramach opowiadania, więc nie mam nic przeciwko.

Trochę mam przeciwko tłumaczeniu płatów czołowych jako ewolucyjnemu wolnemu narządowi na przyszłość – ewolucja nie działa w ten sposób. Wytworzenie tak skomplikowanej i energochłonnej struktury jak płaty czołowe (mózg stanowiąc ok 2% masy ciała potrafi pożerać do 20% produkowanej energii) z punktu widzenia ewolucji zupełnie nie ma sensu. Do tego rozumiem atrakcyjność opierania się na pracach von Ditfurtha, ale zmarł on w 1989 roku, a książka o której wspominasz powstała w 1972. Tak więc, chociaż bez wątpienia atrakcyjne i interesujące, w żaden sposób nie odzwierciedlają obecnego stanu wiedzy na temat neurobiologii. I chociaż sam akurat tą dziedziną biologii się nie zajmuję, to jestem pewny, że dokonały się w niej spektakularne postępy.

Ale to tylko drobne narzekanie – istotnie przeszkadzałoby mi to powiedzmy w publicystyce, gdzie ktoś próbowałby przekonywać czytelników do swych poglądów. W fantastyce zupełnie mi to nie przeszkadza. Wręcz przeciwnie – uważam to za bardzo ciekawy punkt wyjścia. Bo tylko połączenie fantastyki i tego typu teorii może zaowocować czymś tak odjechanym jak powstanie chmur obliczeniowych analizujących dane meteorologiczne przejmujących władzę nad światem : )

Wspominałem też, że będę miał uwagi do dziwnych anomalii które docierały do głównego bohatera. Po pierwsze – nie wyjaśniłeś w jaki sposób zostały one ukryte przed światem i internet nie huczał od nich. Rozmowy sztabu kryzysowego nie sugerują, że chmury są w stanie przejmować władzę nad internetem i filtrować treści, które się w nim pojawiają. Do tego trochę podejrzane, że zupełnym przypadkiem pan pogodynka otrzymał w mailach od widzów dosłownie wszystkie wiadomości które chmura chciała przekazać ludziom. Zresztą w opowiadaniu mamy też inne tego typu zbiegi okoliczności, takie jak pan profesor akurat dający wykład w miejscu zamieszkania bohatera, i to dokładnie na interesujący go temat.

No, to tyle mojego narzekania. Mam nadzieję, że uznasz ten komentarz za jakkolwiek pomocny, bo każdy feedback jest wartościowy. W każdym razie czytało się to bardzo przyjemnie i zaraz zgłoszę twój tekst do portalowej biblioteki. 

Bardzo dziękuję za komentarz z wieloma cennymi i celnymi uwagami, z których wiele aż prosi się o wykorzystanie. Najcelniejsza z nich to oldskulowość tego tekstu (a wiedz, że także wielu innych – jako człek starej daty jestem po prostu staroświecki, wychowałem się na takiej mocnej fantastyce: Lem, Zajdel, Dick, Asimov, F. Brown, Wyndham, B. Aldiss i wielu wielu innych). Dziś w dobie gnomów, strzyg, wiedźm obojga płci ta staroświeckość wielu może razić, ale krzepiące jest dla mnie to, że znajduję sporo młodych gustujących w klasycznej SF.

Z uwagami dot. pisowni tytułu profesorskiego zgadzam się w pełni; koncentrując się na istocie (akcja, narracja) zachowałem się tu trochę bałaganiarsko, pozostawiając problem potencjalnemu korektorowi :) Dotyczy to także nazwisk, choć tu nie do końca bym się zgodził. I te wtrącenia w nawiasach: w oryginalnej wersji (w Wordzie) jest to rozegrane przypisami dolnymi; tutejszego edytora nie opanowałem na tyle, by umieć to zrobić (jestem tu nowicjuszem).

W kwestii płatów czołowych. Istotnie, nie wykraczam poza Ditfurtha. Gdyby to był naukowy esej, byłoby to grzechem ciężkim; w SF, mniemam, nie jest. A teraz ciekawostka: pierwowzorem “Chmury” było opowiadanie “Płaty czołowe”, które napisałem pod koniec lat 70. XX w. będąc pod (wielkim) wrażeniem dopiero co przeczytanej książki “Duch nie spadł z nieba”. Było ono słabe i gryzło mnie to przez kolejne dziesięciolecia, bo uważałem że sam pomysł (nadmiarowość hardwere’owa potencjału obliczeniowego stwarza warunki do zadziałania w komputerze płatów czołowych) uważałem za bardzo ciekawy (na marginesie, byłem wówczas informatykiem, choć w warunkach ery bitu łupanego). Przez te dziesięciolecia przewinęły się w moich płatach :) dziesiątki opcji na zagospodarowanie tego pomysłu – gdy pojawił się ten z chmurą obliczeniową, uznałem że ma na tyle obiecujący potencjał, by przystąpić do klecenia akcji i narracji.

Wreszcie zastrzeżenie ostatnie:

nie wyjaśniłeś w jaki sposób zostały one ukryte przed światem i internet nie huczał od nich

Odnoszę się do tego (może ciut po macoszemu ale nie chciałem już przedłużać) tutaj:

 

Wracając do swojego pokoju Fuller uświadomił sobie nagle, że przecież nigdzie w necie – ani na serwisach Google czy YT, ani na prywatnych blogach nie pojawiły się te clipy z anomaliami.

„Byłoby to jeszcze od biedy zrozumiałe, gdyby w grę wchodziły fałszywki – pomyślał. – Lecz teraz wiem, że materiały są autentyczne niemal na sto procent. Jak to u diabła możliwe, że net nie huczy od tych sensacji? I co ma oznaczać ten związek między Chmurą i anomaliami? Obcy nadają przez Chmurę? A jeśli – olśniła go myśl, po której mrówki przemaszerowały mu po plecach – jeśli ci Obcy wybrali mnie za medium? I to oni blokują rozpowszechnianie wiedzy o tych anomaliach?”

„Stanowczo za dużo fantastyki czytasz” – skarcił się w myślach.

Prawda, hipoteza z Obcymi upadła, lecz czytelnik może sobie dośpiewać, że to Chmura wybrała sobie Fullera na kontaktowe medium, prawda? A muszę wyznać, że lubię zostawiać czytelnikom tekst nie do końca pozamykany, dający frajdę uruchomienia własnej maszynki fantazjowania :)

Raz jeszcze dziękuję; wyznam, że jestem mile zaskoczony dobrym przyjęciem tego tekstu przez komentatorów, tudzież wysoką kulturą dyskusji. Pozdrawiam i zapraszam do oceny opowiadania “Nivriti stream” które właśnie dziś debiutuje tutaj.

 

Zależy mi na dobrej opinii u tych ludzi, o których mam dobrą opinię

Bo to jest bardzo kulturalny portal, na którym co prawda bez litości wytyka się błędy tekstów słabych, ale dobre się ceni i chętnie o nich rozmawia :D) Jedynym powodem, dlaczego pod twoim tekstem nie ma jeszcze znacznie więcej komentarzy, to jego długość – większość czytelników gustuje w trochę krótszych tekstach, zwłaszcza w przypadku portalowych debiutantów. Ale kilka osób na pewno tu jeszcze zajrzy :) 

 

Prawda, hipoteza z Obcymi upadła, lecz czytelnik może sobie dośpiewać, że to Chmura wybrała sobie Fullera na kontaktowe medium, prawda?

No tak, tego się domyśliłem. Ale pozostaje kwestia tego, że jeśli to były prawdziwe zjawiska atmosferyczne, to od razu w internecie pojawiłyby się dziesiątki nagrań (w niedalekiej przyszłości w której umieściłeś akcję pewnie jeszcze szybciej). A nic nie sugeruje tego, że Chmura może prowadzić jakąś cenzurę internetu. 

Najcelniejsza z nich to oldskulowość tego tekstu (a wiedz, że także wielu innych – jako człek starej daty jestem po prostu staroświecki, wychowałem się na takiej mocnej fantastyce: Lem, Zajdel, Dick, Asimov, F. Brown, Wyndham, B. Aldiss i wielu wielu innych).

Właśnie o tej staroświeckości pisałem. Widać właśnie pewne podobieństwo do wymienionych autorów. I nie chodzi o jakieś konkretne ściąganie, ale o sam rodzaj tworzonej literatury. Obecnie większość twórców pisze bardziej dynamicznie, umieszcza więcej akcji, używa trochę innego języka, różni się też trochę sposób pisania dialogów, jak pisałem. Ale to wszystko właśnie fajnie się zgrywa, bo czuć silnego ducha starego SF, ale jednocześnie mamy tu akcję osadzoną we współczesnym świecie. Podoba mi się to. Tak więc ta oldskulowość nie dotyczy tylko samej treści – i dziś pisze się sporo ciężkiego SF. Chodzi o sam styl i sposób pisania. 

I dobrze wiedzieć, że dobre pomysły się nie marnują i nawet po 40 latach potrafią zaowocować czymś ciekawym. To bardzo pokrzepiające. 

“Nivriti stream” na pewno przeczytam, bo tak jak i “Chmurę” wrzuciłeś je w czwartek, kiedy to dyżuruję na portalu :) 

Ależ jest taka sugestia, nawet niespecjalnie zawoalowana, choć w odniesieniu do Obcych:

I to oni blokują rozpowszechnianie wiedzy o tych anomaliach?”

Trzeba tylko ją sobie odnieść do Chmury, skoro hipoteza z Obcymi padła (a o tym jest mowa podczas narady w Białym Domu). Pytanie czy taka blokada (cenzura) byłaby możliwa? Cóż, akcja dzieje się w niedalekiej przyszłości, w której (trendy na to wskazują) w światowym necie może już obowiązywać standard ACTA3 smiley Pewnie najtrudniej byłoby zablokować tę anomalię z gradem, ale skoro nawet WP sobie radzi z blokowaniem nieprzychylnych im komentarzy (i jakoś nikt temu głośno nie protestuje) to co dopiero omnipotentna Chmura smiley

Mam do Ciebie taką prośbę, bo zapewne jesteś tu jakimś “funkcyjnym” skoro, jak piszesz masz dyżury. Nie bardzo orientuję się w zawiłościach tego portalu, choćby to jakie są zasady kwalifikacji utworów do biblioteki, co taka kwalifikacja oznacza, tudzież co oznacza betalista, piórka, wspomniane dyżury, pojawiające się i znikające gwiazdki przy tytułach utworów (w menu “Poczekalnia”) – czy mogę gdzieś o tym poczytać (ludzkim a nie prawniczym językiem napisane) albo liczyć na Twoje objaśnienia? Znalazłem tylko FAQ Cetnarowskiego ale to dotyczy tekstów słanych bezpośrednio do redakcji.

Będę zobowiązany za pomoc w tej materii.

Zależy mi na dobrej opinii u tych ludzi, o których mam dobrą opinię

Jasne, służę pomocą. Nie jestem pewny czy gdzieś jest taki zebrany słowniczek (a powinien), więc chętnie wypiszę to, co powinieneś wiedzieć: 

Gwiazdka szara – nowy post w danym wątku

Gwiazdka złota – nowy post w wątku, w którym się wypowiadałeś 

Biblioteka – to jest zbiór opowiadań, które użytkownicy uznali za wartościowe. Jeżeli pięciu uprawnionych użytkowników zgłosi tekst, to trafia on do biblioteki. Oddane głosy można zauważyć poprzez liczbę punktów pojawiającą się obok licznika komentarzy. Uprawnieni do głosowania są użytkownicy, którzy mają przynajmniej trzymiesięczny staż oraz skomentowali przynajmniej 50 opowiadań na portalu i zostawili merytoryczny komentarz pod zgłoszonym opowiadaniem. Jeżeli opowiadanie trafi do biblioteki w ciągu 30 dni od publikacji i spełni wszystkie wymogi (będzie otagowane oraz wybierzesz dla niego reprezentatywny fragment) to informacja o tym pojawi się na głównej stronie portalu.

Poczekalnia – to opowiadania, które nie zostały zakwalifikowane do Biblioteki (jeszcze lub w ogóle). W każdej chwili można zgłaszać takie opowiadania do Biblioteki.

Betalista – specjalna lista zawierająca teksty w wersji roboczej (beta). Teksty w wersji roboczej są niewidoczne dla innych użytkowników i można nad nimi do woli pracować. Po zgłoszeniu ich na betalistę inny użytkownicy zobaczą tylko ich tytuł, autora oraz krótki opis który umieścisz. Wtedy możesz zapraszać konkretnych użytkowników do udziału w becie twojego tekstu, albo mogą oni zgłaszać się sami, po przeczytaniu opisu na betaliście. Jest też specjalny wątek w którym można poinformować o swojej becie i zachęcić uzytkowników do udziału (ew. wspomnieć o tym na shoutboxie). Zaproszeni przez ciebie do udziału w becie użytkownicy będą mieli pełen wgląd do wersji roboczej twojego tekstu i będą mogli go komentować. Bardzo popularne rozwiązanie pomagające szlifować gotowe teksty przed pełnym opublikowaniem ich.

Piórka – specjalne odznaczenia przyznawane na portalu wyjątkowym opowiadaniom. Są trzy rodzaje. Brązowe przyznaje Loża (opiszę ją niżej). Srebrne przyznawała redakcja NF, ale chwilowo są one zawieszone z powodu natłoku prac w redakcji. Złote piórka przysługują tekstom, które zostały kiedyś opublikowane na łamach Nowej Fantastyki. 

Loża – jest to grono użytkowników (10 osób) wybierane raz do roku w plebiscycie – do głosowania uprawnieni są użytkownicy analogicznie do zgłaszania tekstów do biblioteki. Główną rolą Loży jest przyznawanie brązowych piórek – wyróżnień dla najlepszych tekstów opublikowanych w danym miesiącu. Wyróżnione może być kilka tekstów lub nawet żaden. Loża głosuje nad opowiadaniami, które zostaną nominowane w odpowiednim temacie. Żeby opowiadanie zostało nominowane do piórka musi otrzymać pięć głosów od uprawnionych użytkowników, lub może też być nominowane bezpośrednio przez członków loży. Przy czym wymagania względem opowiadań nominowanych do piórek są znacznie wyższe niż względem zgłoszeń do biblioteki. Autorzy opowiadań, którym przyznano piórko, zwyczajowo otrzymują też w upominku od redakcji jakąś książkę. Poza tym Loża pełni czasem jakieś funkcje reprezentatywne, pomaga w organizowaniu pracy portalu, czasem w organizacji konkursów i tak dalej. 

 Dyżury użytkowników – niektórzy użytkownicy, poza normalną aktywnością na portalu, zgłaszają się także do pełnienia specjalnych dyżurów. Oznacza to, że wybierają oni konkretny dzień tygodnia i zobowiązują się przeczytać i skomentować minimum połowę opowiadań publikowanych w tym dniu. Zazwyczaj czytają znacznie więcej niż 50%. Zazwyczaj na każdy dzień przypada 2-3 dyżurnych, więc powinno to gwarantować, że każde opowiadanie na portalu ktoś przeczyta i skomentuje. Wiadomo, że zazwyczaj czyta wiele osób poza dyżurnymi, ale i tak dobrze mieć takie zapewnienie, że nikt nie zostanie zignorowany. Na dyżurnego można zgłosić się w odpowiednim wątku, kandydaturę rozpatruje Loża – kryteria są podobne jak przy uprawnieniach do bibliotekowania, ale poza tym pod uwagę brana jest aktywność na portalu i jakość zostawianych komentarzy. Głosy dyżurnych mają też nieco większą wagę przy nominacjach do piórek. Sam od połowy kwietnia dyżuruję w czwartki. Swoją drogą na portalu panuje przekonanie, że czwartkowi dyżurni są wyjątkowo surowi i wymagający :) 

Pewnie pojawi się jeszcze kilka pytań, więc nie krępuj się, chętnie pomogę, jeśli będę w stanie. 

 

Wielkie dzięki, teraz mi się rozjaśniło (także za oknemsmiley)

Swoją drogą to zdumiewające, że takie objaśnienia w sytuacji gdy organizacja portalu jest dość złożona nie są nigdzie dostępne. Może byś to opublikował jako FAQ Arnubisa? smiley

Zależy mi na dobrej opinii u tych ludzi, o których mam dobrą opinię

Dzięki Irko! Jednak w dalszym ciągu uważam, że nie powinna to być wiedza rozproszona po różnych rozdziałach i opcjach menu (dość bogatego przecież), ale zgromadzona pod jednym (zrozumiałym dla wszystkich bywalców netu) hasłem FAQ, by początkujący użytkownik nie błądził. Drobny przykład: przeglądając menu widziałem pozycję PORADNIK w menu OPOWIADANIA i PORADNIKI w menu PUBLICYStYKA. Nie przyszło mi do głowy by tam zajrzeć, bo sądziłem, że dotyczą one tego jak pisać opowiadania/jak uprawiać publicystykę.

Pozdro!

Zależy mi na dobrej opinii u tych ludzi, o których mam dobrą opinię

Zgadzam się z tobą, ale nie ma miejsc idealnych. :)

Są, tylko po Drugiej Stronie :)

Taka sentencja a propos (czego?) mi się przypomniała: “dla wszystkich zwierząt domowych (pets) człowiek jest Bogiem. Tylko kot taki jakoś ateista…

Zależy mi na dobrej opinii u tych ludzi, o których mam dobrą opinię

Może gdyby opowiadanie było lepiej napisane, nie skupiałabym się na wyławianiu usterek i z większą uwagą mogłabym śledzić opisaną historię, a tak, no cóż… Zmęczył mnie nazbyt długi wykład profesora, zwłaszcza że niewiele z niego pojęłam. Podobnie ma się sprawa z naradą u prezydenta. Nie dotarło do mnie, jaki jest związek między anomaliami pogodowymi, a Chmurą, która chyba już na zawsze pozostanie dla mnie tworem tajemnym i niezrozumiałym.

W lekturze bardzo przeszkadzały mi liczne nawiasy i cudzysłowy, w większości przypadków, moim zdaniem, zupełnie zbędne, oraz nie najlepsza interpunkcja.

Mam nadzieję, Tsole, że Twoje przyszłe opowiadania okażą się ciekawsze i znacznie lepiej napisane.

 

wy­no­szą­cym do­kład­nie 5 m. –> …wy­no­szą­cym do­kład­nie pięć metrów.

Liczebniki zapisujemy słownie. Nie używamy symboli ani skrótów.

Ten błąd pojawia się w opowiadaniu wielokrotnie; niektóre przypadki wypisałam.

 

Po prze­ana­li­zo­wa­niu kil­ku­na­stu po­ten­cjal­nych kon­sul­tan­tów, wybór padł… –> Raczej: Po prze­ana­li­zo­wa­niu kandydatur kil­ku­na­stu po­ten­cjal­nych kon­sul­tan­tów, wybór padł

 

Do­kład­nie za 10 dni mam wy­gło­sić… –> Do­kład­nie za dziesięć dni mam wy­gło­sić

Liczebniki zapisujemy słownie, zwłaszcza w dialogach. Ten błąd pojawia się wielokrotnie w dalszej części opowiadania.

 

– Sza­now­ni Pań­stwo, witam ser­decz­nie! –> – Sza­now­ni pań­stwo, witam ser­decz­nie!

Formy grzecznościowe piszemy wielka literą, kiedy zwracamy się do kogoś listownie.

Ten błąd pojawia się w opowiadaniu wielokrotnie.

 

po­wie­dział prof. Allan White… –> …po­wie­dział profesor Allan White

Nie używamy skrótów.

Ten błąd pojawia się w opowiadaniu wielokrotnie; niektóre przypadki wypisałam.

 

„Pro­fe­sor ma trud­ny orzech do zgry­zie­nia – po­my­ślał. – Jest mię­dzy mło­tem a ko­wa­dłem. –> „Pro­fe­sor ma trud­ny orzech do zgry­zie­nia – po­my­ślał.  Jest mię­dzy mło­tem a ko­wa­dłem.

Tu znajdziesz wskazówki, jak zapisywać myśli: http://www.jezykowedylematy.pl/2014/08/jak-zapisac-mysli-bohaterow/

 

– Owe za­ka­zy nie ozna­czają, że za­nie­cha­no wszel­kich badań nad moż­li­wo­ścia­mi ste­ro­wa­nia po­go­dą. Przed dwoma laty rząd USA, na wnio­sek grupy na­ukow­ców zwią­za­nych z Ame­ry­kań­ską Na­ro­do­wą Służ­bą Oce­anicz­ną i Me­te­oro­lo­gicz­ną (NOAA – Na­tio­nal Oce­anic and At­mo­sphe­ric Ad­mi­ni­stra­tion, od­po­wied­nik pol­skie­go IMGW) , powołał do życia projekt „Zdalne Sterowanie Pogodą” (RWC – Remote Weather Control) , którego mam zaszczyt być konsultantem. –> Wyjaśnienia w nawiasie są, moim zdaniem, absolutnie zbędne – sprawiają, że wypowiedź staje się nieczytelna, no bo po co Amerykanom słuchającym wykładu pierwsza wiadomość o polskim IMGW, a potem druga, przekładająca z polskiego na ichni?

Po nawiasach są zbędne spacje przed przecinkami.

Ciekawi mnie też, jak profesor wypowiada nawiasy…

 

„Na razie mamy ele­men­tarz”  po­my­ślał Ful­ler, który tę wie­dzę miał „w małym pa­lusz­ku”. –>

„Na razie mamy ele­men­tarz” –  po­my­ślał Ful­ler, który tę wie­dzę miał w małym pa­lcu.

Frazeologizmów nie ujmujemy w cudzysłów.

 

„ty Ful­ler słu­chaj wy­kła­du, bo dasz plamy, jeśli pro­fe­sor zrobi ci mały spraw­dzian!” –> Literówka.

 

– … rząd zre­ali­zo­wał 3-let­ni pro­jekt… –> – …rząd zre­ali­zo­wał trzylet­ni pro­jekt

Zbędna spacja po wielokropku.

 

udało się zwięk­szyć licz­bę opa­dów na ob­sza­rze 10% po­wierzch­ni kraju. –> …udało się zwięk­szyć licz­bę opa­dów na ob­sza­rze dziesięciu procent po­wierzch­ni kraju.

 

star­szy je­go­mość z wy­dat­ną czar­ną brodą. –> Można mieć wydatny nos/ brzuch/ biust, ale nie bardzo wiem, na czym polega wydatność zarostu…

Może: …star­szy je­go­mość z obfitą/ długą/ pokaźną/ gęstą czar­ną brodą.

 

Wy­ni­ki badań były upu­blicz­nia­nie i sze­ro­ko ko­men­to­wa­ne… –> Literówka.

 

– „Ostro po­le­ciał pro­fe­so­rek – po­my­ślał Ful­ler. – Skoń­czył się ele­men­tarz”. –> „Ostro po­le­ciał pro­fe­so­rek – po­my­ślał Ful­ler. Skoń­czył się ele­men­tarz”.

Zapisu myśli nie poprzedza półpauza.

 

nie za­zdro­ścił słu­cha­czom o hu­ma­ni­stycz­nej pro­we­nien­cji. –> Na czym polega humanistyczna proweniencja?

 

– Oj, od­no­szę wra­że­nie, że część z Pań­stwa myśli teraz… –> – Oj, od­no­szę wra­że­nie, że część z pań­stwa myśli teraz

 

kon­cep­cja ta zna­ko­mi­cie tłu­ma­czy więk­szość tzw. zja­wisk… – …kon­cep­cja ta zna­ko­mi­cie tłu­ma­czy więk­szość tak zwanych zja­wisk

 

w ra­mach pro­jek­tu RWC po­wo­ła­no ze­spół Ze­spół ds. Pa­ra­nor­mal­nej Sy­ner­gii Świa­do­mo­ści… –> Dwa grzybki w barszczyku. Skrót.

 

Myśl tę kon­ty­nu­owa­li m.in. –> Myśl tę kon­ty­nu­owa­li między innymi

 

– W takim razie jaka jest rola mózgu? – znów po­de­rwał się dłu­go­wło­sy mło­dzian. –> Wcześniej o owym młodzianie napisałeś: …młody czło­wiek z bujną roz­wi­chrzo­ną czu­pry­ną… –> Obawiam się, że mając czuprynę, nie można jednocześnie być długowłosym.

 

– Na za­koń­cze­nie – i na po­twier­dze­nie wyżej po­wie­dzia­ne­go… –> Raczej: – Na za­koń­cze­nie – i na po­twier­dze­nie wcześniej po­wie­dzia­ne­go/ tego, co powiedziałem wcześniej

 

dzię­ku­ję Pań­stwu za uwagę… –> …dzię­ku­ję pań­stwu za uwagę

 

Pro­fe­sor skło­nił się szar­manc­ko że­gna­ny za­słu­żo­ny­mi bra­wa­mi. –> Czy profesor skłonił się

szarmancko, czy może szarmancko żegnały go brawa?

 

ocze­ki­wał go już prof. Jack­son. –> …ocze­ki­wał go już profesor Jack­son.

 

jest pan czło­wie­kiem „z bran­ży”, więc dys­po­nu­je kom­pe­ten­cją w tym te­ma­cie. –> Czy kompetencją można dysponować?

Cudzysłów, moim zdaniem zbędny.

 

– Je­stem abs­ty­nen­tem, ale jeśli ma pan Pepsi… –> – Je­stem abs­ty­nen­tem, ale jeśli ma pan pepsi

Nazwy napojów piszemy małą literą. http://www.rjp.pan.pl/index.php?view=article&id=745

 

– Panie Pre­zy­den­cie, po­zwo­lę sobie przed­sta­wić gości… –> – Panie pre­zy­den­cie, po­zwo­lę sobie przed­sta­wić gości

Ten błąd pojawia się wielokrotnie w dalszej części opowiadania.

 

tu­dzież z ra­por­tem pro­fe­so­ra Jack­so­na do­ty­czą­ce­go za­gad­nień me­te­oin­ży­nie­rii… –> …tu­dzież z ra­por­tem pro­fe­so­ra Jack­so­na, do­ty­czą­cym za­gad­nień me­te­oin­ży­nie­rii

 

pra­wie nie­ogra­ni­czo­ne jest pole moż­li­wo­ści, jakie otwie­ra­ją się przed nami… –> …pra­wie nie­ogra­ni­czo­ne jest pole moż­li­wo­ści, które otwie­ra­ się przed nami… Lub: …pra­wie nie­ogra­ni­czo­ne są pola moż­li­wo­ści, które otwie­ra­ją się przed nami

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Bardzo dziękuje za ten komentarz, który obnaża moje językowe niechlujstwo i pozwoli znacznie poprawić jakość formalną tekstu, choć w minimalnym stopniu wpłynie na jakość merytoryczną utworu.

Z większością uwag nie ma sensu dyskutować, bo są w sposób oczywisty zasadne; do kilku z nich postaram się jednak odnieść.

Zmęczył mnie nazbyt długi wykład profesora, zwłaszcza że niewiele z niego pojęłam. Podobnie ma się sprawa z naradą u prezydenta. Nie dotarło do mnie, jaki jest związek między anomaliami pogodowymi, a Chmurą, która chyba już na zawsze pozostanie dla mnie tworem tajemnym i niezrozumiałym.

Muszę powiedzieć, że to wyznanie nie tyle mnie zasmuciło, co zdumiało. Jak dotąd, żaden z czytelników (a było już ich sporo, choć nie tutaj) nie sygnalizował niezrozumienia tekstu. Mam świadomość, że dla osób o humanistycznej proweniencji smiley pewien problem może sprawić asymilacja fragmentów z dziedziny fizyki kwantowej, teorii chaosu deterministycznego, czy neurologii mózgu, lecz są one tu podane na takim poziomie, że istota rzeczy jest raczej odkryta, choć nie w wymiarze łopatologicznym.

Najbardziej obawiałem się tego, że czytelnik nie wychwyci, o co chodzi w tej Caremonii – okazało się, że większość zrozumiałe to bez trudu.

Prawdopodobnie podeszłaś do lektury “w trybie korektora”, koncentrując się na formie a nie treści, bo nie ukrywam, że do jej asymilacji potrzebna jest pewna koncentracja. Cóż, hard SF ma swoją specyfikę.

Tu znajdziesz wskazówki, jak zapisywać myśli: http://www.jezykowedylematy.pl/2014/08/jak-zapisac-mysli-bohaterow/

Dzięki za link dzięki któremu upewniłem się, że (wbrew Twojej opinii) opcja formy zapisywania myśli, którą zastosowałem jest poprawna (dokładnie druga: „Już po mnie – pomyślał. Zrezygnowany, spuścił głowę. – Nigdy nie poznam swego nienarodzonego dziecka”).

Na marginesie, te opcję zasugerowała mi profesjonalna korektorka mojego zbioru opowiadań SF “Muzyka sfer niebieskich” (Wydawnictwo “W Drodze”)

Wyjaśnienia w nawiasie są, moim zdaniem, absolutnie zbędne

W oryginalnej wersji (w Wordzie) jest to rozegrane przypisami dolnymi; tutejszego edytora nie opanowałem na tyle, by umieć to zrobić (jestem tu nowicjuszem). Przypisy są dla czytelnika a nie dla słuchaczy. W rzeczy samej tutaj wygląda to groteskowo. A w ogóle da się tu zrobić przypisy?

Czy kompetencją można dysponować?

Moim zdaniem można. Encyklopedia podaje, że Kompetencja to połączenie trzech atrybutów: wiedzy, umiejętności i postawy. Zatem pewien zestaw cech, którymi można dysponować lub nie.

 

prawie nieograniczone jest pole możliwości, jakie otwierają się przed nami… –> …prawie nieograniczone jest pole możliwości, które otwiera się przed nami… Lub: …prawie nieograniczone są pola możliwości, które otwierają się przed nami

W zdaniu chodzi o to, że JEDNO pole zawiera wiele możliwości, które (tu zgoda) OTWIERAJĄ się przed nami.

 

Pozostałe uwagi są w pełni zasadne; jestem pod wrażeniem Twojej spostrzegawczości i językowej wiedzy. Rozumiem, że mogę te poprawki do tekstu wprowadzić?

 

Łączę pozdrowienia!

 

 

 

 

 

 

 

Zależy mi na dobrej opinii u tych ludzi, o których mam dobrą opinię

Tsole, szczerze mówiąc nie wiem, czy tu się w ogóle da zrobić przypisy. Większość użytkowników, jeśli musi coś dodatkowo wyjaśnić, albo na przykład zamieścić słowniczek, robi to w pierwszym komentarzu pod tekstem. :)

No nie wiem, tu jest klawisz wstaw/edytuj odnośnik, tam można wybrać kotwicę w tekście, może w ten sposób? Nie testowałem jeszcze.

Zależy mi na dobrej opinii u tych ludzi, o których mam dobrą opinię

Jak dotąd, żaden z czy­tel­ni­ków (a było już ich sporo, choć nie tutaj) nie sy­gna­li­zo­wał nie­zro­zu­mie­nia tek­stu.

Komputer służy mi do pisania, zaglądania do słowników i odwiedzania strony NF. Wszelkie inne jego możliwości są dla mnie wiedzą tajemną i, jak już wspomniałam, chyba nigdy nie zdołam do końca pojąć, o czym traktują opowiadania podobne Twojemu.

 

Dzię­ki za link dzię­ki któ­re­mu upew­ni­łem się, że (wbrew Two­jej opi­nii) opcja formy za­pi­sy­wa­nia myśli, którą za­sto­so­wa­łem jest po­praw­na…

Tsole, jestem amatorką i nie śmiałabym podważać wskazówek profesjonalnej korektorki.

Podając link chciałam byś wiedział, że myśli można zapisywać różnorako. Twój zapis z cudzysłowami – wobec mnóstwa innych słów i zdań w nie ujętych – wydał mi się najmniej czytelny. Jednakowoż wybór sposobu zapisywania myśli należy do Ciebie.

 

A w ogóle da się tu zro­bić przy­pi­sy?

Da się.

Tylko czy one są na pewno niezbędne? Czy nie można napisać tekstu w sposób na tyle jasny, by czytelnik pojął treść i nie musiał zaglądać do przypisów?

 

Czy kompetencją można dysponować?

Moim zdaniem można. En­cy­klo­pe­dia po­da­je, że Kom­pe­ten­cja to po­łą­cze­nie trzech atry­bu­tów: wie­dzy, umie­jęt­no­ści i po­sta­wy. Zatem pe­wien ze­staw cech, któ­ry­mi można dys­po­no­wać lub nie.

A moim zdaniem kompetencje można mieć i można z nich korzystać, tak jak można mieć pewne umiejętności i korzystać z nabytej wiedzy, czy wykazać się określoną postawą.

Dysponowanie kompetencjami, wiedzą, umiejętnościami czy postawą, moim zdaniem, brzmi dość osobliwie.

Jednakowoż, Tsole, to jest Twoje opowiadanie i będzie napisane takimi słowami, które Ty uznasz na najlepsze.

 

Rozumiem, że mogę te poprawki do tekstu wprowadzić?

Dobrze rozumiesz, wprowadzanie poprawek jest ze wszech miar pożądane. ;)

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Tsole, jestem amatorką i nie śmiałabym podważać wskazówek profesjonalnej korektorki.

Tak gwoli ścisłości: opcja którą wybrałem jest poprawna nie tylko wg profesjonalnej korektorki, lecz także autora zalinkowanej przez Ciebie porady (Paweł Pomianek, który zresztą powołuje się na prof. Adama Wolańskiego z poradni językowej PWN).

Czy nie można napisać tekstu w sposób na tyle jasny, by czytelnik pojął treść i nie musiał zaglądać do przypisów?

Można. Ale przypisy są nie tylko usługą informacyjną, lecz także składnikiem stylu. Nietrudno zauważyć, że “Chmura” jest stylizowana na literaturę faktu. Zrobiony profesjonalnie skrypt wykładu roiłby się od przypisów, liczb podawanych cyframi a nie słownie, etc. To pozorowanie literatury faktu czemuś służy: autor chce rozmyć granicę pomiędzy serio i na niby, pomiędzy tym, co ”science” a tym co „fiction” (choć po prawdzie ona jest już a priori rozmyta, bo zależy od poziomu wiedzy czytelnika w zakresie dyscyplin naukowych stanowiących materię narracji). Innymi słowy autor dąży do tego, by czytelnik zwątpił, czy to rzeczywiście SF, albo przynajmniej miał kłopoty z lokalizacją tej granicy. Z jednej strony usprawiedliwia autora to „S” w SF, z drugiej – intencje czy może raczej przesłanie jakie chce przemycić. Chęć ostrzeżenia przed beztroskim majstrowaniem w przestrzeniach nauki i technologii. W tym opowiadaniu przed możliwymi zgubnymi skutkami technologicznej aktywności, np. digitalizacji. Jeśli ostrzeżenie ma być skuteczne, to dobrze jest dać czytelnikowi wrażenie autentyczności, a nie że właśnie przeczytał sobie bajeczkę.

 

 

Zależy mi na dobrej opinii u tych ludzi, o których mam dobrą opinię

Tak gwoli ści­sło­ści: opcja którą wy­bra­łem jest po­praw­na nie tylko wg pro­fe­sjo­nal­nej ko­rek­tor­ki, lecz także au­to­ra za­lin­ko­wa­nej przez Cie­bie po­ra­dy (Paweł Po­mia­nek, który zresz­tą po­wo­łu­je się na prof. Adama Wo­lań­skie­go z po­rad­ni ję­zy­ko­wej PWN).

Tsole, nie podważam poprawności Twoich zapisów. Obawiam się, że nie zrozumiałeś, czym się kierowałam, podając Ci rzeczony link. W tej sytuacji mogę tylko powtórzyć to, co już powiedziałam: Po­da­jąc link chcia­łam byś wie­dział, że myśli można za­pi­sy­wać róż­no­ra­ko. Twój zapis z cu­dzy­sło­wa­mi – wobec mnó­stwa in­nych słów i zdań w nie uję­tych – wydał mi się naj­mniej czy­tel­ny. Jed­na­ko­woż wybór spo­so­bu za­pi­sy­wa­nia myśli na­le­ży do Cie­bie.

 

…przy­pi­sy są nie tylko usłu­gą in­for­ma­cyj­ną, lecz także skład­ni­kiem stylu. Nie­trud­no za­uwa­żyć, że “Chmu­ra” jest sty­li­zo­wa­na na li­te­ra­tu­rę faktu. Zro­bio­ny pro­fe­sjo­nal­nie skrypt wy­kła­du ro­ił­by się od przy­pi­sów, liczb po­da­wa­nych cy­fra­mi a nie słow­nie, etc.

Tsole, rozumiem kierujące Tobą, autorem Chmury, powody, ale spróbuj przyjąć do wiadomości, że ja, prosta czytelniczka, zostałam zaproszona do wysłuchania wykładu. Nie przyszło mi do głowy, że zamiast tego dostanę skrypt pełen nieczytelnych dla kogoś, kto nie siedzi w temacie, zdań i pojęć. Profesor Jaskson mógł posługiwać się skryptem, ale słuchacze, w tym ja, spodziewałam się zrozumiale wygłoszonego wykładu. I nie wydaje mi się, aby wykładowca mógł wypowiadać liczby i daty inaczej niż słowami.

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

ja, prosta czytelniczka, zostałam zaproszona do wysłuchania wykładu.

Nic podobnego! Ty, prosta czytelniczka zasiałaś zaproszona do PRZECZYTANIA tego wykładu! Aby pomóc Ci w zrozumieniu być może nieczytelnych dla Ciebie zdań i pojęć, autor zatroszczył się w objaśnienie ich w przypisach. Ty jednak wolałaś zająć się stroną formalną, miast śledzić treść – i za to autor jest Ci niewymownie wdzięczny bo na tym skorzysta jakość jego tekstu – lecz to był Twój wybór jako czytelnika. Nie śmiałbym Ci sugerować, byś raz jeszcze przeczytała to opowiadanie, tym razem koncentrując się na jego treści, bo mam świadomość, że są teksty, które nie wszystkich fascynują czy choćby interesują.

Zależy mi na dobrej opinii u tych ludzi, o których mam dobrą opinię

Cóż, Tsole, nie widzę sensu dalszej wymiany zdań, bo wszystko wskazuje na to, że każde z nas zostanie przy własnym poglądzie na sprawę, zwłaszcza że, jak się okazuje, wiesz lepiej ode mnie, jakie są moje wybory i czym wolałam się zająć, przystępując do lektury.

 

Do zobaczenia pod NIVRITI STREAM. ;)

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

No, tam dopiero mi się oberwie! :)

Zależy mi na dobrej opinii u tych ludzi, o których mam dobrą opinię

Widzę, że patrzysz w przyszłość z nadzieją i optymizmem. ;)

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Kocham się droczyć, ot co laugh

Pozwól, że spytam jeszcze, gdzie mogę zapoznać się z możliwością tworzenia przypisów w tutejszym edytorze? Myślałem, że umozliwia to polecenie “wstaw/edytuj odnośnik”, lecz ono występuje tylko w edytorze komentarza…

Zależy mi na dobrej opinii u tych ludzi, o których mam dobrą opinię

Nie wiem, Tsole. Nie piszę i na stronie zamieszczam tylko komentarze. Sugeruję, abyś zadał to pytanie na shoutboksie.

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Pytałem bo napisałaś w komentarzu, że się da.

Zależy mi na dobrej opinii u tych ludzi, o których mam dobrą opinię

Da się, bo zdarza się, że autorzy zamieszczają.

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Nie mogąc znaleźć możliwości użycia przypisów w tutejszym edytorze zdecydowałem się na ich atrapę: odnośniki w tekście, objaśnienia na końcu opowiadania, ale przemieszczać się trzeba ręcznie niestety :(

Praktycznie wszystkie przypisy dotyczą skrótów instytucji i pojęć (rzeczywistych i wymyślonych), które później są używane w tekście.

Zależy mi na dobrej opinii u tych ludzi, o których mam dobrą opinię

Bardzo fajny pomysł na stworzenie SI i jej próbę kontaktu. Imponująca wizja, z rozmachem…

Ja z tych, którzy preferują teksty bardziej konkretne (choć niekoniecznie krótsze), więc cięłabym Twój w kilku miejscach: wykład Jacksona, początek rozmowy obu panów po wykładzie (ta wymiana uprzejmości IMO nic nie wnosi), wykład o płatach czołowych…

Trochę dziwiło mnie, że prezydent i rozmówcy byli tak zaszokowani tezami. Nigdy nie słyszeli o lobotomii? BTW, mógłbyś wyjaśnić pochodzenie słowa “caremonia”? To tylko skrzyżowanie “troski” i “ceremonii” mające maskować istotę operacji czy jest tam coś jeszcze?

Czytałam Ditfurtha stosunkowo niedawno i widać, że się książki zestarzały (ale nie pamiętam, przy której to się bardziej rzuca w oczy).

IMO, z podobieństwem atraktora Lorenza i motyla przesadziłeś. Jakieś jest, ale nie nazywałabym go łudzącym.

Gdyby Chmura chciała ocenzurować przekaz, to bez problemu by to mogła zrobić. Z takimi płatami… ;-) Przynajmniej internetowo, z opowieściami ustnymi (i w ogóle analogowymi) miałaby pod górkę. Ale dostrzegam tu pewną drobną sprzeczność – najpierw wysyła komunikat (z dużym nakładem sił obliczeniowych), a potem stara się, żeby prawie do nikogo nie dotarł. Wydaje mi się, że taka cwana Chmura powinna się zachowywać bardziej racjonalnie, optymalizować zużycie zasobów…

Interpunkcja Ci kuleje. Na przykład wołacze, Tsole, oddzielamy obustronnie przecinkami od reszty zdania. Są jeszcze inne usterki, ale w miarę łatwo będzie je wyeliminować.

– Panie Prezydencie, Szanowni Panowie, mam świadomość jak cenny jest wasz czas,

W dialogach pan, twój itp. piszemy małą literą. W listach dużą. BTW, przecinek po “świadomość”.

– jestem aktywny w przestrzeni polityki już ponad 30 lat

W beletrystyce liczby zazwyczaj pisze się słownie, zwłaszcza w dialogach. Weź i powiedz na głos “30”. ;-)

Babska logika rządzi!

Bardzo dziękuję za komentarz i zawarte w nim celne uwagi. Byłem pierwszym czytelnikiem tego opka, który uważał, że wykład jest za długi i nużący :) Jednak byli też tacy, którym to nie przeszkadzało, a nawet twierdzili, że ta kompilacja (której spektrum tematyczne wykracza poza potrzeby) poszerzyła ich wiedzę w temacie meteoinżynierii.

początek rozmowy obu panów po wykładzie (ta wymiana uprzejmości IMO nic nie wnosi)

Może nic nie wnosi do narracji, ale wpływa na klimat. Krytycy moich opowiadań zarzucali mi bardzo często, że postaci bohaterów są takie papierowe, niedookreślone, a nie samym tylko pomysłem SF żyje; czytelnik lubi się z postaciami identyfikować, lubić ich bądź nie cierpieć… staram się, zapewne nieudolnie, na te dezyderaty reagować. Tutaj profesor Jackson miał być żywiołowo dowcipny, a Fuller ciut zakompleksiony :)

mógłbyś wyjaśnić pochodzenie słowa “caremonia”? To tylko skrzyżowanie “troski” i “ceremonii” mające maskować istotę operacji czy jest tam coś jeszcze?

Tylko to, żadnych innych podtekstów tu nie umieszczałem. Miałem obawy, czy czytelnicy odczytają, że chodzi tu o zabieg amputacji płatów, ale większość sobie z tym poradziła.

z podobieństwem atraktora Lorenza i motyla przesadziłeś. Jakieś jest, ale nie nazywałabym go łudzącym.

No jak to nie jest łudzące. Dla mnie jest!! Np. tu:

https://upload.wikimedia.org/wikipedia/commons/thumb/5/5b/Lorenz_attractor_yb.svg/800px-Lorenz_attractor_yb.svg.png

najpierw wysyła komunikat (z dużym nakładem sił obliczeniowych), a potem stara się, żeby prawie do nikogo nie dotarł. Wydaje mi się, że taka cwana Chmura powinna się zachowywać bardziej racjonalnie, optymalizować zużycie zasobów…

Zachowuje się jak najbardziej racjonalnie! Wydaje nie za swoje! laugh

Interpunkcja Ci kuleje.

Wiem, wiem. Nigdy nie była moją mocna stroną (ani ambicjącheeky)

 

Raz jeszcze dziękuję i zapraszam do lektury opka “Noosfera”, które osobiście uważam za jedno z dwóch najlepszych. Z początku wygląda na religianckie, co może niektórych odpychać, ale potem zaczyna być ciekawie :)

Zależy mi na dobrej opinii u tych ludzi, o których mam dobrą opinię

IMO, łudzące podobieństwo jest wtedy, kiedy można pomylić dwie rzeczy – modliszka i gałązka, PRL-owskie bloki z jednego osiedla itp. A w przypadku motyla i atraktora od razu widać, które jest które.

Do “Noosfery” pewnie kiedyś dotrę, ale mam spore zaległości.

Babska logika rządzi!

No patrzaj, a ja myślał, że to od łudzić się – wmawiać sobie! :)

Zależy mi na dobrej opinii u tych ludzi, o których mam dobrą opinię

Oba łudzenia podobne. ;-)

Babska logika rządzi!

Arnubis reklamował to opowiadanie jako solidny oldschool SF i miał rację. Zarówno w treści, jak i stylu, jest tu właśnie kawał solidnego SF pisanego “po dawnemu”. Sporo elementów informacyjnych, które niektórym czytelnikom mogą się nie spodobać jako “infodumpowe”, ale dla innych będą one czymś bardzo ważnym dla tego tekstu – mi odpowiadały.

Są pewne zgrzyty w niektórych sformułowaniach z wykładu (zupełnie jakby nagle zmienił się profil słuchaczy), ale ogólnie bardzo fajnie to wyszło, z nawiązaniami do różnych nazwisk. Natomiast dziwi, że naukowcy, którzy zdają się otwarci na rzeczy niewytłumaczalne, kompletnie ignorują (czy wręcz negują) etologię (w końcu dziedzinę  biologii!) – ale wątek świadomości już był poruszany na szałtboksie, chyba tez uczestniczyłeś w tej rozmowie :-)

Mocne i smutne zakończenie.

 

Dziękuję Wilku za wizytę i komentarz z ciekawymi uwagami. Cieszy mnie ta minirecenzja, której wypadkową odbieram jako dla opka pozytywną.

Są pewne zgrzyty w niektórych sformułowaniach z wykładu (zupełnie jakby nagle zmienił się profil słuchaczy)

Z wykładem miałem najwięcej problemów, więc mogą się zdarzyć miejsca, w których traciłem sterowność, ale jeśli możesz, wskaż konkretnie o co Ci chodzi.

Natomiast dziwi, że naukowcy, którzy zdają się otwarci na rzeczy niewytłumaczalne, kompletnie ignorują (czy wręcz negują) etologię

To nie naukowcy zignorowali tylko autor :) Faktem jest, że w gronie tych naukowców obecnych w opku brakuje etologów; najbliżej jest prof. Kostrzewa jako antropolog. Ale nie będę już poszerzał spektrum tematycznego, bo musiałbym przekroczyć 100K :)

Pozdrawiam!

 

 

Zależy mi na dobrej opinii u tych ludzi, o których mam dobrą opinię

Zgrzyt był w miejscu, w którym zbyt skokowo prowadzący zaczyna mówić o paranauce jako nauce. Tzn. intencja mówiącego jest jasna, ale dobór słów bardzo niepasujący.

 

A co do obecności etologa – nie musiał być obecny :-) De facto wystarczy właśnie neurolog. A potem to już się zaczyna dyskusja “czym właściwie jest świadomość”. Nie wiem czy czytałeś “Ślepowidzenie” Wattsa, ale tam są naprawdę solidne rozważania w tym temacie :-)

 

Edit: Jak znajdę chwilę, to pewnie zaglądnę na kolejne opowiadania. Widzę, ze któreś z nich wygląda na wypadkową nauki i religii, a to zapowiada się ciekawie.

Dzięki, przyjrzę się temu miejscu. Co do pozostałych opowiadań, to szczególnie polecam “Noosferę”. Osobiście uważam, że intelektualnie jest na najwyższym poziomie ze wszystkich moich opowiadań, choć mający alergię na tematy religijne mogą się nieco wnerwić :)

Zależy mi na dobrej opinii u tych ludzi, o których mam dobrą opinię

Dopiero, udało mi się przeczytać i mam wiele wątpliwości.

Podoba mi się Twój styl pisania (przejrzysty, interesujący, poprawny), sposób budowania opowieści, postaci, z którymi można się utożsamić. Również sam pomysł, wizja mnie bardzo zaciekawił. 

I teraz przyszła kolej na ale… Nie jestem w stanie zaakceptować wyjaśnień, które podajesz. Burzyłam się przy wielu z nich, a przecież nie musiały być właśnie takie, więc się jeszcze bardziej burzyłam.

Poniżej zamieszczam kilka przykładów. 

* głosi psychologia Gestalt, nasze mózgi dopasowują widziane kształty i ich wzajemne relacje do wzorca, który już znają.

Tu się zaczęła moja niewiara, acz można potraktować ją jako skrót myślowy. 

Nie dopasowują, lecz dopełniają (domykają), aby zamknąć figurę, oczywiście dopełniają tym, co znają – podpowiadają używane wzorce, jednakże nie jest to techniczny proces wyboru spośród… Kluczem jest potrzeba/imperatyw automatycznego dopełnienia, z którego łatwo zrezygnować, kwestia wytrenowania, przynajmniej w przypadku kwestii racjonalnych, obserwowalnych.

* Wpływ świadomości obserwatora

Chciałoby się;p, oj niepotrzebne takie wyjaśnienia, nawet nie uproszczone tylko "odjazd", potrzebny lepszy koncept tego wpływu woli, czy jak wolisz świadomości (kwestia pomiaru). I dalej też wyjaśnienia raczej zamulają, stymulując niewiarę niż tłumaczą.

*I to też zezłościło – "obiektem kwantowym z zasady nieprzypisanym do miejsca", bo psujesz ideę. Podobnie z mózgiem jako detektorem:( 

Hm: rozróżnienie wola i świadomość – używasz zamiennie?

*"chaosu deterministycznego" 

Łączysz z teorią kwantową, jak? Przecież nie potrzeba do tego prekognicji? I ten determinizm przy teorii kwantowej, przecież jej tam nie ma.

*Amputacja płatów czołowych wywołuje poważne zaburzenia :(, bardziej beletrystycznie opowiada o tym O. Sacks

*Chmura nie ma aksjologii, hmm, ale jakimiś kryteriami się kieruje?

 

Podsumowując, kurczę dobrze piszesz! lecz tu poszedłeś na łatwiznę za bardzo łącząc "koty za ogony" (takie wymyślone koty – słowne), przez co zatrzymywały mnie kolejne zdania. Chyba w większym stopniu zaciemniłabym, zpsychologizowałabym. Może wyjściem mogłoby poświęcenie większego kawałka tekstu Chmurze. 

A, co mi się jeszcze bardzo spodobało (niezależnie od niewiary) to "podrzucanie" za każdym razem metafory, porównania, które miały objaśnić słuchaczom wykładów sposób działania, ideę, teorię.

Nitrivi – miało świetny koncept, pomijając przerysowany aspekt obyczajowy;)

Pozdrowienia srd, a

 

Logika zaprowadzi cię z punktu A do punktuB. Wyobraźnia zaprowadzi cię wszędzie. A.E.

Dziękuje za wizytę i komentarz, za dobre słowo, do którego zaliczam także uwagi krytyczne. W dużej mierze słuszne, lecz nie mogę się oprzeć wrażeniu, że tekst został potraktowany jako artykuł popularnonaukowy a nie opowiadanie SF. Konwencja ta dopuszcza element fantastyki czyli fikcji, moim zdaniem także poprzez “przeginanie” niektórych koncepcji czy teorii. Przykładowo sporo w SF tematu podróży w czasie która (póki co) podstawy naukowe ma mierne. Dopuszcza moim zdaniem także uproszczenia, choćby takie jak w wątku dot. psychologii Gestalt, gdzie osobiście nie widzę jakiejś fundamentalnej różnicy między dopasowaniem a dopełnianiem, bo dopełnianie jest metodą dopasowania :) I chyba wcale nie jest tak, że “dopełniają tym, co znają” tylko dopełniają tak, by całość tworzyła to, co znają. Zresztą ja tego zdania nie wymyśliłem tylko podpatrzyłem:

http://wieczorek.waw.pl/6-zasad-pychologii-gestaltu-dzieki-ktorym-interfejsy-sa-intuicyjne/

 

Wpływ świadomości obserwatora

Chciałoby się;p

Wpływ świadomości obserwatora na poziomie kwantowym jest empirycznie udowodniony. Chyba że mechanika kwantowa padnie :)

obiektem kwantowym z zasady nieprzypisanym do miejsca – bo psujesz ideę

Nie ja psuję tylko twórca teorii biocentryzmu Robert Lanza więc złość sie na niego :). Zdanie to także jest ukrytym cytatem, możesz sobie wyguglać. Natomiast słusznie złościsz się na mnie za koncept mózgu jako detektora, bo jest mój – tu przekraczam granicę między S a F. Zasmuciłaś mnie tym, bo osobiście uważam to za najlepszy mój koncept w tym opowiadaniu.

wola i świadomość – używasz zamiennie?

Nie zamiennie tylko jako cechę. Wg encyklopedii Wola – cecha jednostek przeważnie samoświadomych.

Łączysz z teorią kwantową, jak? Przecież nie potrzeba do tego prekognicji? I ten determinizm przy teorii kwantowej, przecież jej tam nie ma.

Niczego nie łączę. Odnoszę wrażenie, że nie do końca zrozumiałaś istotę działania zespołu PAST. Spróbuj uważnie przeczytać ten fragment i pomyśleć nad nim, oczywiście traktując to jako koncept o charakterze naukowej fikcji a nie udokumentowanej empirią teorii fizycznej. Dla ułatwienia wytłuszczam kluczowe słowa.

Lecz zespół PAST nie bazuje na obliczeniach. Wykorzystywane są tu zupełnie inne moce. Podzespół prekognitorów, monitorując stan pogodowy, znajduje sytuacje zawierające potencjał efektu motyla: swoistą „trajektorię” mogących nastąpić zdarzeń; przede wszystkim punkt startowy. Następnie zespół telekinetorów dokonuje modyfikacji zdarzenia w tym właśnie punkcie. W ten sposób udało się już dokonać „aborcji” trzech cyklonów – poprzez likwidację ich komórek jeszcze w stanie „prenatalnym”.

 

Chmura nie ma aksjologii, hmm, ale jakimiś kryteriami się kieruje?

Tak. Beznamiętną logiką, bezdusznym rozumem. Odsyłam do opowiadania Rozprawa S. Lema.

 

Raz jeszcze dziękuję za uwagi i pozdrawiam!

Zależy mi na dobrej opinii u tych ludzi, o których mam dobrą opinię

Odpowiem :D, niestety, późnym wieczorem (praca, jeszcze na szczęście tylko dwa weekendy). 

Dzięki, że się nie uraziłeś. Trudno czasami wyczuć granicę;)

pzd srd, a

 

Logika zaprowadzi cię z punktu A do punktuB. Wyobraźnia zaprowadzi cię wszędzie. A.E.

Ależ dlaczego miałbym poczuć się urażony? Tym, że zadałaś sobie trud uważnego (świadczą o tym Twoje uwagi) przeczytania tego nużącego tekstu, a potem napisać pełen konstruktywnej krytyki komentarz? Że o pochwałach, które też znalazłem nie wspomnę?

Jedyny emocjonalny akcent w tym komentarzu (*I to też zezłościło) raczej mnie rozbawił, zwłaszcza w kontekście Twojego motta (”Logika zaprowadzi cię z punktu A do punktu B. Wyobraźnia zaprowadzi cię wszędzie.”)laugh

Korzystając z okazji, objaśnię zasadę funkcjonowania zespołu PAST na innym przykładzie związanym z efektem motyla (jest o nim mowa w rozpowie bohatera z profesorem Jacksonem):

„W życiu społecznym też występują stany chaosu deterministycznego mogące prokurować efekt motyla. Np. jedno niewinne zdjęcie prezydenta jakiegoś państwa przyłapanego in flagranti przez paparazzi może wywołać lawinę zdarzeń prowadzącą w efekcie do wojny światowej.”

Oto on:

Mając na uwadze taką ewentualność, Kongres USA specustawą powołuje Zespół ds. Paranormalnej Ochrony Prezydenta. Podzespół prekognitorów, monitorując możliwe przyszłe wydarzenia związane z Prezydentem, znajduje sytuacje zawierające potencjał efektu motyla: swoistą „trajektorię” mogących nastąpić zdarzeń; przede wszystkim punkt startowy. Następnie zespół telekinetorów dokonuje modyfikacji zdarzenia w tym właśnie punkcie.

W ten sposób udało się ochronić głowę państwa przed zakusami pewnej celebrytki Marylin M., która miała ambicje uwieść Prezydenta. Podzespół prekognitorów wychwycił zdarzenie mające zajść podczas ceremonii urodzin Prezydenta w nowojorskiej hali widowiskowej Madison Square Garden: Marylin M. miała swym kuszącym, seksownym głosem zaśpiewać Prezydentowi „Happy birthday to You”. Prezydent, pragnąc zatuszować olbrzymie wrażenie, miał zażartować, że teraz może już odejść z polityki, skoro usłyszał "Happy Birthday" zaśpiewane w ten piękny sposób. Miał też nawiązać do pięknej, seksownej kreacji aktorki. Prekognitorzy prześledzili trajektorię zdarzeń będących konsekwencją tegoż. Na jej końcu był romans Marilyn z Prezydentem, będący zarzewiem wielkiego skandalu, który doprowadził do tragicznego finału: śmierci Prezydenta w zamachu. Aby temu zapobiec, zespół telekinetorów dokonał modyfikacji zdarzenia tuż przed punktem startowym, doprowadzając do usterki samochodu prezydenta, przez co nie dojechał on na czas na tę ceremonię.

Zależy mi na dobrej opinii u tych ludzi, o których mam dobrą opinię

Konwencją proszę mi się nie zasłaniać:p, nie oznacza, że dopuszczalna jest wolna amerykanka, jakieś zaczepienie i prawdopodobieństwo być – chyba, powinno ;)

Poruszyłeś zajmującą kwestię styku sf i nauki/technologii/techniki! Na ile, to wszystko ze strony "sf" może stać w kolizji, przeczyć (jasne że może wykraczać, być po drugiej stronie, wyjaśniać tajemnicze, stawiać hipotezy nawet najbardziej nieprawdopodobne)?

Dla mnie, nie może przeczyć w sposób wyraźny, tym bardziej w sytuacji, gdy budujesz swoje opowiadanie na naukowych podstawach, a u Ciebie jest to główną osią i ma czytelnikowi dostarczyć wartości/przyjemności. 

Masz rację, skłoniło mnie to do potraktowania na poważnie przedstawionych koncepcji i zaczęło się… Sądzę, że warto byłoby tutaj (wykłady) bardzo starannie dobierać słowa (to one pojedyncze mnie zahaczyły). Nie w znaczeniu osłabiać wymowę i siłę przedstawianych koncepcji, lecz nie zmieniać obowiązujących wykładni/ustaleń bądź bazować na samych słowach, gdyż jeśli przeinaczamy, to należy się objaśnienie – dlaczego tak i uff, wtedy byłoby to wspaniałe.

Dalsza dyskusja:

1/ dopełnienie a dopasowywanie; ano może i różnica nie jest kluczowa w słowie lecz procesie wewnętrznym już tak, a w to co ludzie piszą, nie zawsze warto wierzyć (pan w dodatku pisał o figurach optycznych). Założenia Gestaltu, czyli domykania "figur" (są symboliczne, niekoniecznie dosłowne) wywodzą się od Lewina i Zeigarnik. Wyobraź sobie bibliotekę wzorców w swojej głowie i zaczynamy… Czy porównujesz i wybierasz ten, który najlepiej pasuje, czy bierzesz pierwszy lepszy, który dopełniając tworzy znaczenie? Jak myślisz?

Z kolei w przypadku domykania potrzeb, motywów, sytuacji mamy do czynienia z modelem bardziej złożonym, którego do końca nie pojmujemy. Zresztą funkcjonowanie mózgu jest jeszcze mniej zbadane niż wszechświat.

 

2/ "Wpływ świadomości obserwatora na poziomie kwantowym jest empirycznie udowodniony"

Mumbo jumbo, chciałoby się;p, powtórzę. Rejestrujemy pomiar, a nie wpływ świadomości obserwatora, po drugie, kiedy "złapiemy pozycję" to drugi element pary – moment pędu leci w nieskończoność (i wiesz, że nie wynika z niedokładności pomiaru, lecz zasady nieoznaczoności oraz stanowi istotę mikroświata). Cieżko się na ten temat pisze, ponieważ brakuje dobrze opisujących to słów – nie nasze uniwersum.

 

3/ Lanz ze swoim biocentryzmem Hameryki nie odkrywa, raczej idzie w sukurs rozbiórkom filozoficznym dotyczącym sensorium, z tym że pomija nadawanie znaczeń, ponieważ skąd wiedzielibyśmy, że to co czujemy to ciepło, zimno, deszcz, ból, stół, kot, jeśli znaczeń uzgodnionych nie byłoby, a jeśli wychowywalibyśmy się ciemności to jak odbieralibyśmy świat, no i jak odbiera świat – nietoperz, co…

 

,Lanza twierdzi, że świadomość istnieje poza ograniczeniami narzucanymi nam przez czas i przestrzeń. Innymi słowy nie jest ona lokalnie przypisana do ciała, tylko jest obiektem kwantowym z zasady nieprzypisanym do miejsca

Jeśli świadomość jest obiektem kwantowym to z czym idzie w parze? Czasu w to w ogóle nie mieszaj, bo go nie ma;)

 

4/ Natomiast idea mózgu jako detektora akurat mi się spodobała, trzeba byłby tylko dopracować tę świadomość i nie mieszać jej z wolą, oraz (i tu się marszczę) pokombinować z miejscem – nie płaty czołowe, jeśli myślimy o dodatkowej sieci, pojemności, albo cały mózg – potencjał, albo najstarsze struktury, ale nie nowe. I co ma tu do rzeczy wola?;)

Iii, wola to wola, a samoświadomość to inna para kaloszy. Pierwsze poważne rozważania nt. woli – W.James (stare to ale jare).

5/ Efekt motyla, racja pojedyncze zdarzenie może zmienić (i te miliony rozgałęzień– trajektorii są ok), trzeba było  znaleźć to, które zmienia, a może żadne. 

Moja niewiara dotyczyła połączenia z teorią kwantową i użycia w odniesieniu do niej wyrażenia "chaos deterministyczny"

6/ Lem – tak, ale przecież nie wspomniałeś, że Chmura ma jakieś kryteria, zaś beznamiętna logika, racjonalny pkt widzenia – co masz na myśli, czy jaki?:D

 

Edit: jesteś niemożliwy, a'propos objaśnienia "efektu motyla”;) Przykład z M.M – rozumiem, lecz jest trudny do przyjęcia, ponieważ była postacią na wskroś tragiczną i nie była celebrytką, to nie ten czas, chociaż kalki stosujemy dzisiejsze. Acz, zrozumiałam już wcześniej, natomiast reaguję alergicznie na sam zwrot – traumatyczne doświadczenie ze studiów związane z pracą nad korelacją liczby zgonów w Indiach i jedzeniem lodów w USA.

Pzd srd :) a

Logika zaprowadzi cię z punktu A do punktuB. Wyobraźnia zaprowadzi cię wszędzie. A.E.

Mój przyjaciel, fizyk teoretyk (doktorat i habilitacja z mechaniki kwantowej) wysmażył mi taką opinię o „Chmurze:

Twoje SF jak opowiadania Grudzińskiego pozoruje literaturę faktu. Generujesz iluzję nauki tam, gdzie jej nie ma czyli mistyfikujesz. Ta mistyfikacja z powodu kawałków popularyzacji nauki coraz sugestywniejsza.

To wszystko jest niewinne, dopóki konwencję zabawy czytelnik łapie. Musisz jednak zakładać, że iluś to przeczyta serio, ich zmysł realności nie łapie podwójnej gry z czytelnikiem, którą prowadzi autor. Fantazyjne obrazy się rozwieją, a tezy naukowe – pseudonaukowe, filozoficzne – pseudofilozoficzne zostaną w iluś głowach mącąc w nich.

Pytanie jest w Twoich SF o granicę pomiędzy serio i na niby. Jako autor ustawiasz się w roli demiurga tej granicy. Wyczuwam w tym patos – jakiś rodzaj wzniosłości. Emocja, którą od dawna traktuję podejrzliwie.

 

Zlekce sobie ważyłem tę opinię, tymczasem okazuje się, że rzeczywiście są odbiorcy, którzy traktują ten tekst serio!

Nie wiem, czy w takiej sytuacji jest w ogóle jakiś sens dalszego dyskutowania. Bo przede wszystkim należałoby dookreślić, gdzie wg Ciebie leży owa granica między nauką a fikcją w tym opku. Dopiero wtedy mógłbym próbować odpowiedzieć na stwierdzenie „Dla mnie, nie może przeczyć w sposób wyraźny”. Bo mój pierwszy odruch jest taki, jak zaperzonego polityka w studio TV: proszę wskazać w którym miejscu zaprzeczyłem faktom naukowym. Póki co mogę podejrzewać, że tu:

„Wpływ świadomości obserwatora na poziomie kwantowym jest empirycznie udowodniony”

 

Dokładnie w tekście jest tak:

cząstka elementarna zachowuje się inaczej, gdy jest obserwowana, a inaczej gdy nie jest! Innymi słowy na poziomie kwantowym sam fakt obserwacji danego układu kwantowego (zatem udział świadomości) ingeruje w ten układ, wpływając na jego stan. Używając bardziej fachowego języka powiemy, że wektor stanu (czyli wektor opisujący stan kwantowy danego układu) ulega dwojakiego rodzaju zmianie. Dopóki układ nie jest przedmiotem obserwacji, zmienia się zgodnie z falowym równaniem Schrödingera, w którym operator zwany hamiltonianem określa jego ewolucję. Natomiast gdy układ jest obserwowany, hamiltonian zmienia się w sposób nieciągły (ulega kolapsowi). Fizycy przypisują ów kolaps wektora stanu podzbiorowi zmiennych świadomości, które nazywa wolą.

 

I taka jest prawda uznawana przez fizyczny mainstream. Nawet mój przyjaciel tego nie zakwestionował (inaczej musiałby odszczekać cały rozdział swojej książki „Podziw i zdumienie w matematyce i fizyce” traktujący o kwantowej interferencji, gdzie stoi jak wół: Gdy „wiemy”, którą drogą porusza się obiekt kwantowy, to jego zachowanie jest inne niż wtedy, gdy tego nie „wiemy”. Natomiast ostatnie zdanie tego cytatu można ulokować już za granicą między nauką a fikcją, jako że myśl tę zapodał fizyk, Evan H. Walker, który zajmował się także kwantowymi aspektami parapsychologii i z tego powodu dotknięty był ostracyzmem ze strony mainstremowego środowiska fizyków (podobnie zresztą Everett, choć z nieco innych powodów). By the way: ten temat poruszam (marginesowo zresztą) w opku „Noosfera” – oto ten fragment dialogu:

– (…) wykroczyłeś znacznie poza obszar zainteresowania fizyki.

– Obszar zainteresowania, obszar kompetencji… Dla mnie, ojcze, takie myślenie jest anachroniczne – a w przypadku epistemologii wręcz niedopuszczalne. Przecież istnieje jedna rzeczywistość! Nie jest tak, że między światem materii i światem ducha zieje przepaść. Są one ze sobą ściśle powiązane i podlegają wzajemnym relacjom. Ktoś te relacje powinien badać. To żałosne, żeby takiego badacza deprecjonować, a nawet skazywać go na zawodowy ostracyzm tylko dlatego, że postawił nogę poza apodyktycznie wyznaczonymi granicami kompetencji swojej dyscypliny.

Boję się jednak do lektury tego opka zapraszać, bo znów go potraktujesz en bloc jako „science” :)

Jeśli świadomość jest obiektem kwantowym to z czym idzie w parze? Czasu w to w ogóle nie mieszaj, bo go nie ma;)

Nielokalność pojmuję jako brak współrzędnych czasoprzestrzennych. A z czym idzie w parze? Spytaj Lanzy :) A tak poważnie: Goswami udowodnił empirycznie, że dwa mózgi mozna skorelować nielokalnie:

https://eternityandfingerprints.wordpress.com/2018/01/12/nielokalna-swiadomosc/

 

Zatem może być także możliwe skorelowanie mózgu-detektora z kosmiczną świadomością, prawda?

 

Moja niewiara dotyczyła połączenia z teorią kwantową i użycia w odniesieniu do niej wyrażenia "chaos deterministyczny"

Przecież nie ma żadnego połączenia. Specjalnie zafundowałem Ci przykład z celebrytką i prezydentem (znów go potraktowałaś serio a to tylko wydumany przykład, choć może się kojarzyć z prawdziwą historią z lat mojej młodości :) ) Przykład ten miał Ci unaocznić, że nie ma u mnie żadnego połączenia chaosu deterministycznego z teorią kwantową. Chaos powoduje efekt motyla, a mechanika kwantowa jest tu użyta w kontekście kwantowej świadomości powiązanej z parapsychologią i fikcyjną koncepcją mózgu jako detektora owej kosmicznej świadomości i w moim opowiadaniu służy zapobieganiu efektom motyla. Analogicznie stosunek seksualny służy płodzeniu dzieci, a prezerwatywa zapobieganiu temu zjawisku :)  

 

Przykład z M.M – rozumiem, lecz jest trudny do przyjęcia, ponieważ była postacią na wskroś tragiczną

A co to ma do rzeczy???

 

Lem – tak, ale przecież nie wspomniałeś, że Chmura ma jakieś kryteria, zaś beznamiętna logika, racjonalny pkt widzenia – co masz na myśli, czy jaki?:D

„Rozprawę” Lema poleciłem jako przykład mistrzowskiego opisu psychiki sztucznych mózgów – zarówno Calder jak też Burns kierują się zimną logiką, kalkulacją, optymalizacją działania, wyrachowaniem. Calder jest gotów wyzabijać wszystkich biologicznych członków załogi w imię własnych interesów. Trudno to nazwać wartościami w optyce „naszej” aksjologii.

Ja się psychiką Chmury nie zajmowałem, stwierdziłem tylko, że brak jej zasad moralnych właściwych nam.

Cóż, chyba pozostaniemy przy swoich stanowiskach: ja będę się zasłaniał konwencją, Ty będziesz wybrzydzać, że „starannie dobieram słowa” :)

Serdeczności odwzajemniam, Tadeusz

Zależy mi na dobrej opinii u tych ludzi, o których mam dobrą opinię

Cześć:)

Twój przyjaciel fizyk miał rację!XD

Daję spokój z “przepychanką” ;) Gdybym miała, teraz, już po czasie napisać – co nie gra, byłyby to dwie rzeczy: kwantowa świadomość (bo poppsychologia, wszystko teraz jest kwantowe) oraz teoria chaosu (meteorologia) połączona z teorią kwantową. I na tym poprzestanę, choć korciło mnie, aby napisać więcej. Patrząc z dystansu (już większego) za dużo tych grzybów w barszczu, też  z literackiego punktu widzenia.

A słów to nie dobierasz starannie:p, w miniwykładach, wręcz przeciwnie. 

Czy my mamy właściwe zasady moralne, ot zajmujące pytanie? Odpowiedź nie jest jednoznaczna, a opowiadanie na ten temat byłoby ciekawe:)

Domyślałam się, dlaczego poleciłeś Lema, ale w tej chwili to już nie jest wystarczające tj. mędrca szkiełko i oko versus serce;)

MM nic do rzeczy nie ma tj. do efektu motyla – uśmiechnęłam się, ponieważ – nie pojmujesz? a w to akurat nie wierzę;)

A zasłaniaj się konwencją, proszę uprzejmnie (celowy błąd). 

Noosferę przeczytam, nie bój nic:)

pzd srd, a

Logika zaprowadzi cię z punktu A do punktuB. Wyobraźnia zaprowadzi cię wszędzie. A.E.

A słów to nie dobierasz starannie:p

errata – miało być “niestarannie” :(

Noosferę przeczytam, nie bój nic:)

Łomatko, miej mnie w swej opiece!

Zależy mi na dobrej opinii u tych ludzi, o których mam dobrą opinię

Domyśliłam się z tym nie-starannie, ale pewności nie miałam:) 

Logika zaprowadzi cię z punktu A do punktuB. Wyobraźnia zaprowadzi cię wszędzie. A.E.

Jeszcze jedna rzecz, która mnie ciut zaniepokoiła, ta związana z wątkiem Lema. Napisałaś

ale w tej chwili to już nie jest wystarczające tj. mędrca szkiełko i oko versus serce;)

Nie wiem czy dobrze zrozumiałem owo “już nie jest wystarczające”. Osobiście uważam przesłanie tego opowiadania za ponadczasowe, dlatego pisałem o mistrzostwie Lema, a to przesłanie mieści się w ostatnim zdaniu tego opowiadania:

W ostatecznym rozrachunku uratowało więc nas, a jego zgubiło – moje niezdecydowanie, moja ślamazarna „poczciwość”, ta „poczciwość” ludzka, którą tak bezgranicznie gardził.

Dla mnie jest to apoteoza człowieczeństwa, niemalże jak ponadczasowa jak aforyzm św. Pawła “Moc się w słabości doskonali”.

 

Zależy mi na dobrej opinii u tych ludzi, o których mam dobrą opinię

Przesłanie jest ponad czasowe, ale… No widzisz ciągle mam jakieś “ale”. Lem przeciwstawiał oświeceniowość humanizmowi,  w którym było (tu popłynę) – emocje, nieporadność, błędy, nieracjonalność, jakieś człowieczeństwo niemierzalne, nieporcjowalne, błysk/intuicja kontra statystyce, to że dalej mniej wiemy niż jesteśmy pewni, pomimo “wyników badań”.

Ano, Paweł, acz prowadzony przez Boga był, jego to, czy inspiracja, ale to już zupełnie inny wątek, nasz (w  sensie Zachodu), lecz zarzucony współcześnie (no pozornie mu przyklaskujemy, lecz uwaga – rezultat ma być jeden – MOC, a co jeśli porażka. No cóż, wtedy jest jak z oporem w psychoanalizie – nie umiesz, nie potrafisz, odrzucamy).

Logika zaprowadzi cię z punktu A do punktuB. Wyobraźnia zaprowadzi cię wszędzie. A.E.

Nie odrzucamy jeśli wierzymy, jeśli kochamy. Podnosimy się, otrzepujemy z porażki i idziemy dalej. Kochać to znaczy powstawać :) Jeśli nie wierzymy, jeśli nie kochamy, idziemy na łatwiznę. Czy znasz korespondencję Lema z Obirkiem?

Zależy mi na dobrej opinii u tych ludzi, o których mam dobrą opinię

Nie znam, acz obu znam i wiem, że ze sobą pisali i jedne wspomnienia Obirka (podcast) wysłuchałam. 

Tsole, brak powiązania pomiędzy kochać i powstawać, podobnie jak pomiędzy wierzyć i powstawać, zwłaszcza jeśli zaplątamy tam brak łatwizny. 

Dlaczego ma być trudno? Dlaczego miłość/kochanie ma się wiązać z przeszkodami, a wiara ze skakaniem przez płotki (to mój lęk, wysokie płotki, kiedyś biegałam i było to jedno z ćwiczeń)? Czyżby dlatego, że wysiłek uzasadnia, nadaje sens i zerwany owoc staje się słodszy? Albo droga cierpienia prowadząca do zakazanego owocu sprawia, że cenisz go bardziej?

Powiem Ci, że jestem za porażkami – obecnie, w tej powodzi sukcesów, acz musielibyśmy zdefiniować “otrzepywanie się z porażki”.

Logika zaprowadzi cię z punktu A do punktuB. Wyobraźnia zaprowadzi cię wszędzie. A.E.

Tsole, brak powiązania pomiędzy kochać i powstawać, podobnie jak pomiędzy wierzyć i powstawać, zwłaszcza jeśli zaplątamy tam brak łatwizny. 

Trochę mniej apodyktyczności polecam. To, że Ty nie widzisz powiązania nie oznacza jeszcze, że inni także go nie widzą.

Dlaczego ma być trudno?

A kto mówi, że MA BYĆ? Wystarczy że może być. Gdy wszystko się układa, można się tylko cieszyć, ale jeśli pojawiają się schody, ważna jest nasza reakcja. Przyjaciół poznaje się w biedzie podobno.

Powiem Ci, że jestem za porażkami

A ja nie jestem. Chciałbym i każdemu tego życzę, aby życie układało mu się bez kłopotów. Jednocześnie mam świadomość, że Bóg (Los?), stawia człowieka przed próbami i (uważam) człowieczeństwo na tym polega, że stawiamy tym próbom czoła, a nie rejterujemy na “z góry upatrzone pozycje”

Aleśmy daleko zawędrowali w tej zachmurzonej atmosferze :) Dobrej nocki!

Zależy mi na dobrej opinii u tych ludzi, o których mam dobrą opinię

Dobrej nocki:)

Nie ma apodyktyczności – w zasadzie to pytanie i nadzieja, że może masz jakieś przemyślenia na ten temat. Widzisz, ujawnia się moja wredna obsesja definiowania wszystkiego.

Ano, z przyjaciółmi – to prawda, znam z autopsji i licznych przykładów.

Dobrze, że nie jesteś za porażkami, bo już myślałam, że drogę ciernistą wytyczasz;)

Logika zaprowadzi cię z punktu A do punktuB. Wyobraźnia zaprowadzi cię wszędzie. A.E.

może masz jakieś przemyślenia na ten temat

przemyśleń to mam mnóstwo, bo nie jestem wolnomyślicielem tylko szybkomyslicielem :)

Dzieliłem się nimi przez kilka lat z bywalcami Salonu24 pod tymże nickiem. Ale są to przemyślenia z pozycji konkretnego światopoglądu, przez co, z punktu widzenia relatywizmu poznawczego, nie są obiektywne :)

Zależy mi na dobrej opinii u tych ludzi, o których mam dobrą opinię

:DDD, relatywizmu w obrębie poznawczego nie ma, toć wynikami badań się posiłkują. Trochę na odwyrtkę komentuję, gdyż “relatywizm poznawczy” dziwnym jest dla mnie zwierzęciem. 

Ale, już na poważnie,  “poznawczy” skleja się u mnie (w umyśle) z “cognitive science” i mam/ przeżywam dysonans, bo myślę (dorozumiewam), że tu o coś innego chodzi. 

Wiesz, obiektywizmu nie ma, można co najwyżej coś ustalać, chyba najczystsza jest w tym względzie matematyka, a reszta płynie, lecz coś tam można uzgodnić pomiędzy ludźmi:)

Logika zaprowadzi cię z punktu A do punktuB. Wyobraźnia zaprowadzi cię wszędzie. A.E.

No jak to nie ma relatywizmu poznawczego? Za Wiki:

Rodzaje relatywizmu:

Relatywizm poznawczy oznacza stwierdzenie, że badając inną kulturę badamy ją za pomocą kategorii poznawczych wyniesionych z kultury własnej, a zatem badamy własną relację do badanej kultury.

Relatywizm etyczny głosi, że wartości i związane z nimi normy i oceny mają charakter względny, zmieniają się w czasie, są zależne od miejsca, i od oceniającego.

 

Kobieta zmienną jest i targają nią sprzeczności. Wpierw głosi że nie ma relatywizmu poznawczego, by chwilę później zakomunikować, że obiektywizmu nie ma! No to w takim razie niczego nie ma!

Zależy mi na dobrej opinii u tych ludzi, o których mam dobrą opinię

Ups, chyba rzeczywiście odlecieliśmy bardzo daleko, jeszcze dalej niż te obłoki… a już na pewno nasza rozmowa nie dotyczy opka;)

I jak to zwykle bywa, zeszliśmy do przekonań, wartości, i zjeżdżamy na linie w przepastną, mroczną głębię Hadesu.

Lubię „rozbierać” wszystkie pojęcia, a tego nie znałam – relatywizm poznawczy, zwłaszcza w zestawieniu z taką definicją. Pierwszy link prowadzi do braku hasła, a drugi już normalnie. Trochę zasmuciłeś mnie ostatnim akapitem. Hmm, obecność w myśleniu hipotez sprzecznych, utrzymywanie w umyśle niepewności, co do ich prawdziwości czy rozstrzygnięć, nie jest błędem, a emocje świadczą o zaangażowaniu i życiu, bo „martwe” nie jest lepsze. 

Sama df (bez wyrażenia „relatywizm poznawczy”) tj. jej treść jest dla mnie ok, prawdziwa, szczególnie w odniesieniu do relacji (na marginesie – bardzo cenię Foucaulta), lecz trzeba byłoby uściślić, co autor tej definicji miał na myśli, pisząc o „kategoriach poznawczych”, ponieważ „relacja” zawiera coś więcej niż konstrukty poznawcze.

 

Przedstawię Ci, skąd wziął się taki skrót w mojej poprzedniej odpowiedzi. Dawno o takich sprawach nie rozmawiałam, więc spróbuję po kolei (łatwiej mi w ten sposób uporządkować myśli). 

Wracając do relatywizmu, to pojęcie z etyki (filozofii moralności) i trzeba cofnąć się do „gilotyny Hume’a” i „błędu naturalistycznego” Moore’a (czasem mylone jest jedno z drugim, ale tę kwestię zostawmy). 

Hume zadał pytanie, które stoi w centrum filozofii moralności: „czy z tego jak się rzeczy mają (jak jest) możliwe jest wywiedzenie tego, jak być powinno”. Zdaniem Hume’a jest to niemożliwe i w tym momencie oddzielił świat faktów od świata wartości (stąd gilotyna).

Z kolei Moore oskarżył dotychczasową filozofię o utożsamianie pojęć etycznych z pojęciami naturalnymi, czyli że „dobro” oznacza dokładnie to samo, co np. przyjemność. Dla niego ta kwestia pozostaje otwartą, a co za tym idzie błędem jest utożsamianie jednego pojęcia z drugim.

Jeśli uznamy „gilotynę Hume’a”, to nie możemy naszych przekonań etycznych ugruntować w świecie opisywanym przez naukę, to zmuszeni jesteśmy szukać ich uzasadnienia w odczuciach, upodobaniach, sympatiach bądź antypatiach, co oznacza wejrzenie w głąb człowieka w poszukiwaniu źródła. I w tym momencie „lądujemy” w relatywiźmie.

 

Zanim pójdę dalej, zrobię dygresję, ponieważ koniecznym staje się, choćby pobieżny, przegląd najbardziej rozpowszechnionych stanowisk w filozofii moralności. Mamy absolutyzm (określone działania są dobre lub złe w każdych warunkach); konsekwencjonizm (czyli działania mogą być dobre lub złe przez konsekwencje, najlepszy przykład to utylitaryzm); deontologizm (działania ze swej istoty są dobre lub złe, niezależnie od konsekwencji, tu – etyka kantowska); naturalizm (pojęcia etyczne da się poznać jako fakty naturalne, psychologia – odczucie przyjemności); anty-kognitywizm (moralność nie jest kwestią wiedzy, a sąd etyczny jest wyrazem postaw, emocji osoby, która go wyraża); obiektywizm (wartości oraz własności etyczne stanowią część materiału, z którego zbudowany jest wszechświat, są ontologicznie rzeczywiste); subiektywizm (wartości ufundowane są na naszych przekonaniach dotyczących rzeczywistości i/lub na naszych na nią emocjonalnych reakcjach; w tym drugim przypadku jest anty-kognitywizmem). Koniec dygresji.

 

Przykładem subiektywizmu jest relatywizm. Zachowanie słuszne etycznie nie wydaje się mieć charakteru absolutystycznego, lecz jest zależne od kultury i tradycji grup społecznych, których dotyczy. Relatywiści twierdzą, że wszystkie oceny etyczne winny być rozpatrywane jedynie w odniesieniu do norm społecznych występujących w danej grupie.

 

W takim przypadku można byłoby powiedzieć, że sprowadzają oni sądy etyczne do estetycznych, gdyż kiedy rozprawiamy o kwestiach smaku to unikamy mówienia o błędach (o gustach się nie dyskutuje). Różnimy się, coś jest prawdziwe, słuszne dla Ciebie, a co innego dla mnie. 

Jednakże dalej podążając tym tropem dochodzimy do „absurdu”, bowiem w niektórych kwestiach zwykle przyjmujemy (ludzie, każdy z nas) twarde stanowisko np. kara śmierci, niewolnictwo, obrzezanie łechtaczki i inne, a ponadto często sami zmieniamy poglądy, nie do końca zgadzając się czasami sami ze sobą. 

Ponadto, stawianie znaku równości pomiędzy relatywizmem i tolerancją (co się często robi) oraz równocześnie łączenie anty-relatywizmu z brakiem tolerancji i odrzucaniem obyczajów innych od własnych jest nieuprawnione. Dlaczego? Ponieważ jeśli wszystko jest względne to i tolerancja też, stąd skrajny relatywizm wpada we własną sieć i to właśnie anty-relatywiści mogą przyjmować tolerancję i kulturową wrażliwość jako uniwersalne wartości (to już Platon, że racjonalna dyskusja zależna jest od wspólnej płaszczyzny porozumienia, prawdy, którą podzielamy oboje, jest to warunek konieczny, aby sensownie się komunikować). 

Drugie ponadto, z tego że nie istnieje prawda absolutna=„wszystko jest względne” został wyciągnięty błędny wniosek, że “wszystko jest równie uzasadnione”, a tym samym, że  „wszystko przejdzie”.

 

Rozbuchany relatywizm jest absurdalny, natomiast gdyby czerpać z niego bardziej powściągliwie to przenosi pewną mądrość. Każda nauka ma charakter perspektywiczny – ujmujemy ją z jakiegoś punktu widzenia, bo nie istnieje żaden punkt obserwacyjny, z którego moglibyśmy obserwować świat „takim, jakim rzeczywiście jest”, czy „jaki jest obiektywnie”. Rozstrzygnięcie przedstawiamy w postaci ram pojęciowych (skomplikowaną kombinację czynników, w tym kulturowych i historycznych), czyli określamy “coś”, przyglądamy mu się  z wnętrza ramy. Nie oznacza to jednak, że żadna wiedza nie jest dla nas dostępna. Perspektywa dotyczy „czegoś” i poprzez dzielenie się, porównywanie naszych jednostkowych perspektyw możemy mieć nadzieję na sprowadzenie różnorodnych przekonań do wspólnego mianownika oraz osiągnięcie pełniejszego, dokładniejszego „obrazu świata”.

Postęp w rozumieniu jest możliwy dzięki współpracy, komunikacji, wymianie pomysłów i punktów widzenia. I to jest pozytywnym dziedzictwem relatywizmu.

 

Konkludując – sprawa jest bardziej złożona i sprzeczności w moim poprzednim komentarzu nie było, za to duży skrót – tak. 

Nie lubię linków filozoficznych z wiki, zwłaszcza jeśli są definicyjne, w wielu przypadkach słabo odzwierciedlają dyskusje, które wokół danego stanowiska się toczą. Lepiej rozmawiajmy bez nich, po ludzku:)

 

pzd srd, a

PS. To już ostatni mój wpis taki „wypasiony”

Logika zaprowadzi cię z punktu A do punktuB. Wyobraźnia zaprowadzi cię wszędzie. A.E.

Zasmuciłaś mnie tym całym wywodem, który miał na celu wyślizgać się jakoś ze sprzeczności. Zasmuciłaś, bo uważam, że sprzeczność jest jednym z najpiękniejszych atrybutów właściwych kobietom. Nie znaczy to, że w sprzeczności nie popadają mężczyźni, owszem, lecz oni z tym są brzydcy, wręcz obleśni. A kobiety są piękne i kuszące dzięki niej…

Ale i tak Cię lubię laughblush

Zależy mi na dobrej opinii u tych ludzi, o których mam dobrą opinię

Departament Pogody

Hmm. Are you sure about this translation?

 Sielankowa atmosfera towarzysząca mu dotąd w pracy została zaburzona

Myślę, że trochę przesadzasz z tą "sielankową atmosferą" – chyba, że to ironia?

wpuszczali w obieg

Idiom: puszczali w obieg.

 puszki konserwy

Idiom: puszki konserw.

 dysponował już sporym ładunkiem

Jakieś to dziwne…

 Zatem miał teraz dylemat

Myślę, że można to wyciąć bez szkody dla tekstu.

 Jeśli nawet to po co?

Jeśli nawet, to po co?

 makaron w kształcie literek – ot, taki ekscentryzm

Taki makaron jest w USA popularny. "Ekscentryzm" wygląda dziwnie., bardziej standartowa jest “ekscentryczność”.

 Osobną serię stanowią wyładowania

Serię? Serię czego? Danych?

 interwałem wynoszącym dokładnie pięć metrów

Sesquipedalian…

 element tej serii (…): to imponująca seria

Powtórzenie.

 jeden „uwodzi” specyficznym „tańcem” drugiego

Ten piorun, więc "drugi".

 ars amandi

Mam wrażenie, że dałeś się ponieść słowom.

 „wachtę”

Czemu w cudzysłowie?

 Kto wie, może się nawet astronaucie oberwało za wysłanie tego maila do mnie?

Zaraz, zaraz – przed chwilą to był mail "do niego" – nie przeskakuj tak znienacka i bez uzasadnienia między narracją w trzeciej i pierwszej osobie, to mylące.

 prowadził prezentację prognoz pogody

Bardzo wydumane i aliteracyjne – nienaturalne dla polszczyzny, zwłaszcza to "prowadzenie prezentacji".

 czy otrzymuje korespondencję z podobnymi anomalnymi zjawiskami

Jak wyżej – nienaturalne. Kontrast z dialogiem mógłby tworzyć efekt komiczny  – ale jakoś nie tworzy. Chyba nie o to Ci chodziło.

 dowierzał w prawdziwość

Dowierzał prawdziwości, wierzył w prawdziwość. Zresztą – dowierza się do końca.

 obawia się, żebym go nie uprzedził

Trochę zbyt wydumane.

 Departamentu Nauk o Ziemi

U nas to się nazywa "wydział" – chyba, że ma brzmieć amerykańsko? Ale i tak ciut zgrzyta.

Miał fart

Taki kolokwializm wśród takiej purpury świadczy o tym, że nie wiesz, jaki ton chcesz nadać opowiadaniu. To niedobrze.

 Wobec tego, jak się możemy umówić

Dziwnie to brzmi.

 bardzo pan uczynny

Jakoś dziwnie mi to brzmi. Ironicznie? Czy to może ja już słyszę ironię tam, gdzie jej nie ma?

 wykładów publicznych

To się nie nazywa "wykłady otwarte"? Naprawdę nie jestem pewna.

 Witam panie

Witam, panie.

 Profesor ma trudny orzech do zgryzienia

No, weź. Facet jest, przynajmniej częściowo, popularyzatorem nauki, nie? Wie, jak to się robi i nie ma powodu wątpić w umiejętności innych.

 podczas gdy

Nie. Chodzi o łączliwość frazeologiczną – "podczas gdy" potrzebuje drugiego czasownika, zresztą jest zbyt wydumane.

 zawiesił głos jakby oczekiwał odpowiedzi

Zawiesił głos, jakby – ale wycięłabym wszystko po "jakby", bo jest oczywiste.

 konkretnie w tzw. Operacji

Czemu "w"?

 Nie umiał rozpoznać

Hmm.

którego mam zaszczyt być konsultantem

Naturalniej: którego konsultantem mam zaszczyt być.

 tym razem generałowie nie bawią się w Pana Boga, bo projekt RWC jest jawny

A co ma jedno do drugiego? Można się jawnie bawić…

do tego wrócimy jeszcze

Naturalniej: do tego jeszcze wrócimy.

 deszcz był wywołany

Może jednak "został"?

 który tę wiedzę miał w małym palcu”.

Nie musisz mnie o tym zapewniać. Za to byłoby miło, gdybyś wyrzucił zbędne znaki interpunkcyjne.

 ty Fuller słuchaj

Ty, Fuller, słuchaj.

 3-letni

W prozie lepiej: trzyletni.

 załagodzić susze

Załagadza się sytuację – susze raczej bym ograniczyła.

 osłabiając jego siłę

Oksymoron (zwany też tlenowym idiotą ;D).

 wywołuje zaburzenie zmysłu orientacji tych zwierząt

Mało naturalne.

 temu co twierdzą

Temu, co twierdzą.

 próby wpływu

Próby wywierania wpływu, albo wpływania.

 Pachnie to pseudonaukową szarlatanerią”.

Już wiem, że Fuller jest uczciwy intelektualnie, nie kładź tego taką grubą warstwą. Zresztą, skoro profesor "czyta mu w myślach", to wystarczy przekazać ich treść raz.

 wektor stanu (czyli wektor opisujący stan kwantowy danego układu)

To jest wektor? Ponadto – nie udaję eksperta, ale chyba nie o świadomość tu chodzi.

 podzbiorowi zmiennych świadomości, które nazywa wolą.

Kto je tak nazywa? To nie wynika ze zdania. Tyle kwestii językowych, a co do natury woli – ona nie jest naukowo opisywalna, p. tutaj (i w ogóle połowa tego, co pisze prof. Judycki).

 z zakamarków mózgu przypływały mgliste jego fragmenty

Znów nie zgadzają się formy gramatyczne – wygląda to tak, jakby wypływały mu fragmenty mózgu.

 No to

No, to.

 poprzez kolaps wektora stanu na poziomie kwantowym doprowadzić do zmian układu na poziomie makroskopowym

I to nie jest technogadka, hmm?

 spojrzał w tym kierunku

W jakim kierunku? Mogły się przecież rozlec w paru miejscach, skoro było ich kilka.

 w celu przeprowadzenia eksperymentów mających zbadać możliwy wpływ woli człowieka na zdarzenia meteorologiczne

Rain, rain, go away…

 wyselekcjonowano osoby posiadające paranormalne zdolności, zakładając, że ich synergiczne współdziałanie niejako zsumuje moc świadomości

1. Rym (ości-ości). 2. "Synergiczne współdziałanie" to masło maślane. 3. Skoro tylko niektórzy mają te zdolności, to czym się wyróżniają? Ilościowo (natężeniem siły woli), czy jednak jakościowo (dzieci indygo, czy inne takie)?

 klasyczną sokratejską koncepcję zakładającą, że świadomość jest produktem mózgu

Sokrates nie mówił nic o mózgu. O duszy, tak. Dajmonion, czyli coś zewnętrznego wobec jaźni, też się pojawiał. Ale mózg w tamtych czasach raczej uważano za glut.

 Dziś naukowcy twierdzą, że jest odwrotnie: świadomość istnieje poza ograniczeniami narzucanymi nam przez czas i przestrzeń.

Uwaga, dygresja (nie mająca nic wspólnego z wartością literacką tego tekstu). Po pierwsze, naukowcom nic do tego. Oni są od badania bytów poznawalnych metodami empirycznymi i statystyką, której świadomość nie podlega. Poruszasz tu problem ujednostkowienia duszy (choć mimochodem), a przede wszystkim problem umysł-ciało, konkretnie jego aspekt "dlaczego, kiedy moje ciało siedzi tutaj i stuka w klawiaturę, moja dusza nie może sobie pofrunąć, gdzie chce" – to jest złożony problem, ale filozoficzny, nie naukowy. Jeśli przyjmiemy kantowską koncepcję czasu i przestrzeni, twierdzenie Twoich "naukowców" jest pozbawione sensu – czas i przestrzeń są wbudowane w świadomość jako warunki poznania. Jeśli przyjmiemy koncepcję Leibnitza (czas i przestrzeń to relacje), nadal nie wygląda to dobrze. Jestem w relacji z krzesłem u mnie w domu, ale z krzesłem w najbliższej bibliotece też – tylko innej. Nie widzę powodu, żeby te relacje miały się nagle zamienić miejscami. W koncepcji Newtona (czas i przestrzeń są realną, pustą sceną wydarzeń) – noo, może. Ale jeżeli świadomość definiujemy po kartezjańsku, jako niematerialną, więc nierozciągłą (nawiasem – to Kartezjusz powiązał materialność z rozciągłością tak ściśle, wcześniej związek był luźniejszy), to nie można sensownie powiedzieć, że ona się znajduje gdziekolwiek. I wracamy do problemu umysł-ciało.

Za chwilę dalszy ciąg programu, prosimy nie regulować odbiorników.

twierdzi, że świadomość zawdzięczamy kwantowym efektom jakie zachodzą w mikrotubulach – nanostrukturach białkowych stanowiących cytoszkielet

Czysty monizm materii, doprawdy. Przepraszam – oczywiście, masz prawo dawać swoim postaciom dowolne poglądy, które są Ci potrzebne, to ja jestem zawsze ciut sceptyczna wobec monistów w ogóle, a monistów materii w szczególności.

świadomość istnieje poza ograniczeniami narzucanymi nam przez czas i przestrzeń.

Powtórzona fraza.

Mózg pełni w tym układzie rolę detektora, odbiornika.

Było, filozofia arabska, XI wiek. (Tak, tak, już przestaję. Skupić się na literkach, tak, glum, glum :D)

(by nie rzec – scala)

… pierwszy raz widzę, żeby podekscytowany facet mówił w nawiasach XD A serio – nawiasy mogą wprowadzać dygresję, ale człowiek podekscytowany raczej przechodzi od razu do sedna.

 lecz ją niejako odbiera, staje się jej siedliskiem?

Komputer nie jest siedliskiem Internetu…

 mówimy, że mózg posiada świadomość

Nie. Mówimy, że osoba ma świadomość. Sam mózg – nie.

 obszarze metaforyki

… hem?

 organem, „zasysającym”

Tu bez przecinka.

 Stąd wniosek, że zsynchronizowana mentalnie grupa osób może poprzez mechanizm synergii „zassać” większą jej „porcję”

Na moje oko, ten wniosek nie wynika z przesłanek. Może to entymemat, ale podałabym te przesłanki, bo wychodzi bat-dedukcja.

 Ergo moc

Ergo, moc…

 ciszę wypełnił przytłumiony gwar

Gwar nie wypełnia ciszy, bo cisza nie jest przestrzenią.

 spytać dlaczego

Spytać, dlaczego.

 3 dekady

Liczby słownie.

 wpływ woli człowieka na obniżenie, bądź podwyższenie częstości generowanych jedynek

Jedynki nie mają częstości – najwyżej są generowane z jakąś częstością.

i na potwierdzenie wcześniej powiedzianego

Nie wiem, czy to warto dodawać.

 nie są one zbyt wielkie ze względu na krótki okres

Nienaturalne.

 Nim powiemy o sukcesach, pomęczę jeszcze troszkę państwa teorią.

Zdecydowałby się… I – szyk: pomęczę państwa jeszcze troszkę teorią.

 bardziej wymuszane zmiany odbiegają od poziomu kwantowego (…) łatwiej zmienić bieg danego zjawiska, im bardziej elementarnych mechanizmów dotykamy

Dobra, tu już przestaję udawać, że rozumiem.

 Taki stan występuje dość powszechnie w warunkach meteorologicznych.

Jaki stan?

 Zadowolony z tego profesor

Wystarczy: Zadowolony profesor…

sytuacje zawierające potencjał efektu motyla

Wiem, wiem, technogadka jest zdrowa. Polepszyłeś zdrowotność populacji :)

 chaotyczny porządek

Oksymoron.

 Widząc nadchodzącego prezentera, pomachał mu dziarsko ręką i podszedł w jego kierunku wyciągnąwszy dłoń na powitanie.

Przedłużasz sztucznie.

 Oj znam, to

Oj, znam to.

Cieszy mnie pana opinia, szczególnie dlatego, że jest pan człowiekiem z branży, więc posiada kompetencję w tym temacie.

Kolokwialne i za długie. Może tak: Cieszę się, że kolega z branży docenia moją pracę.

 Cha cha cha, co za skromność!

"Efekt dźwiękowy" jest niepotrzebny. Całość dialogu zbyt, hmm. Wazeliniarsko – maślana. Naprawdę można być uprzejmym i dowcipnym, nie będąc przymilnym.

 bo mam już naprawdę skołowany umysł wobec dylematów związanych z anomalnymi zjawiskami, o których wspominałem panu w telefonicznej rozmowie

Święty Hieronimie, kto tak mówi? Bardzo nienaturalne.

 gabinetu, który przydzieliły mi władze uczelni

Na jeden dzień?

 materiały nie są fejkami

Zgrzyt – bardzo kolokwialne, wręcz uliczne wyrażenie w wypowiedzi kogoś, kto przed chwilą silił się na maślaną uprzejmość.

 Poczytamy maile, obejrzymy zdjęcia i filmiki, a nawet posłuchamy muzyki – powiedział.

Nie widzę potrzeby zaznaczania tego.

 Cóż drogi panie, W rzeczy samej

Cóż, drogi panie. W rzeczy samej.

 oszacować, czy mamy do czynienia z autentykami

Szacuje się wartości liczbowe.

 za rozpowszechnianie fałszywych materiałów mogących zakłócić ład społeczny.

… to USA, czy ZSRR? Wolność słowa, man.

 prokurować efekt

Nienaturalne.

 problem, jak wyjaśnić zjawiska

Bardzo kolokwialne. Podzieliłabym, żeby było ładniej: problem. Jak wyjaśnić zjawiska niemal całkowicie nieprawdopodobne? (A w ogóle – nieprawdopodobne to nie niemożliwe, więc można).

 Na gorąco to

Na gorąco, to.

 Ja będę przywoływał hasłowo te anomalie, pan zaś będzie starał się natychmiast odpowiedzieć jednym słowem, z czym się panu kojarzą.

Bardzo naukowa metoda. I czemu kosmitom miałyby się kojarzyć z tym samym? Nie nauczyliby się języka (systemu symboli) bez kontekstu.

 – „Grad w kształcie liter”? – Wiedza.

Ot, choćby to. Dlaczego wiedza?

 Może wyda się to panu niewiarygodne, ale były one niemal identyczne z pańskimi

Mnie się wydało.

 Rozumie pan, co to oznacza w tym kontekście?

Że kosmici przejęli nasze gry komputerowe.

 Poza tym „Game over” może być tu zinterpretowane

Jako cokolwiek bądź. Jak już powiedziałam – nie mogliby się nauczyć systemu symboli na sucho. Symbole są arbitralne - heart nie przypomina ani prawdziwego serca, ani żadnego z abstraktów, które oznacza. Powiązanie symbolu z desygnatem jest w dużej mierze kwestią umowy (są inne poglądy na ten temat).

Niekoniecznie, proszę skopiować na mojego laptopa.

Myślę, że naturalniej byłoby: Proszę je po prostu skopiować na mój laptop.

 Ocknął się lecz

Ocknął się, lecz. Całe zdanie wygląda dziwnie.

Prezydent Michael Gordon

Nie trzeba pisać "prezydenta" dużą literą.

 powołać Pana w jego skład

Bardzo nienaturalne. Włączyć Pana w jego skład.

 nie mogę przesłać Panu bardziej szczegółowych informacji o odkryciu tudzież o porządku posiedzenia

Szyk: nie mogę Panu przesłać bardziej szczegółowych informacji o odkryciu, ani o porządku…

 Chmurą obliczeniową

Czemu dużą literą?

 Zatrzymał się przed gabinetem szefa, zastukał. Usłyszał przytłumione „Tak!” więc otworzył drzwi i wszedł.

Myślę, że dobrze by było to skrócić. I “Tak!” jest w tym kontekście ciut dziwne.

 6 sierpnia

Liczby słownie.

 Wydaje mi się, że to nie ty powinieneś jechać.

… na co on liczy?

 może dlatego ją otrzymałem, by nie klepać na lewo i prawo o sprawach objętych tą tajemnicą?

Hem?

 Byłoby to jeszcze od biedy zrozumiałe, gdyby w grę wchodziły fałszywki

No, to wtedy właśnie wszyscy by je sobie przesyłali…

 wybrali mnie za medium

Raczej na medium, albo jako medium.

 Stanowczo za dużo fantastyki czytasz”

Albo za mało…

szef sztabu

To jest konkretne stanowisko w hierarchii wojskowej, o ile wiem. Chyba nie można tak nazywać szefa jakiejś tam komisji.

 Donald Foxx aż się zarumienił z przejęcia.

Cute. Nie wygląda mi za dobrze na takim wysokim stanowisku facet o manierach podnieconego ucznia.

Panu Prezydentowi

Małymi literami, to dialog, nie list.

 Oczywiście Donaldzie

Przed zwrotem do adresata – przecinek. Często je opuszczasz.

 gotów jest pan

Nienaturalny szyk: jest pan gotów.

 podobną mają wszyscy uczestnicy

Dziwnie. Może: wszyscy uczestnicy projektu zgadzają się ze mną?

 Jakie są podstawy tego twierdzenia?

Bardzo nienaturalne.

 może nawet smartfony

Nie wiecie, co jej udostępniliście?

 Nie do końca Panie

Nie do końca, panie.

 wydzielający do dyspozycji

Musi być do dyspozycji czegoś, zapewne Chmury (nadal nie wiem, czemu piszesz ją dużą literą).

 dane prywatne właścicieli są dobrze chronione

Skoro nie ma dostępu do dysków, to nie ma problemu.

 zbędne (tj. nieużywane)

Wiesz, te nawiasy nie sprawiają dobrego wrażenia. Nie w prozie.

Zdarzają się zatem stany, w których potencjał obliczeniowy jest większy niż wymagają tego bieżące potrzeby obliczeniowe.

Uprościłabym: Zdarza się więc, że potencjał obliczeniowy Chmury jest większy, niż wymagają tego bieżące potrzeby.

ilość i jakość realizacji zadań

Ilość realizacji? Hmm?

 okresy wskazują na zbieżność z czasem

Jak okresy mogą wskazywać na zbieżność? Może po prostu zbiegają się, korelują?

Związek przyczynowo-skutkowy jest oczywisty.

Nie jest.

 przypadek, czy raczej szczęśliwy traf

Szczęśliwy traf to przypadek.

 przyjaciela ze studiów profesora

Jeżeli nie masz na myśli kogoś, kto przyjaźnił się na studiach z profesorem, to rozdziel określenia: przyjaciela ze studiów, profesora…

 rzucił nowe spojrzenie

Idiom: rzucił nowe światło.

Słuchamy panie profesorze Koś… Koszcz…

Słuchamy, panie… Chciałam kiedyś napisać fanfik Doctora Who, w którym występował polski oddział UNIT, dowodzony przez majora Błażeja Trzebiatowskiego. Także – przybij piątkę :)

Rzeczywiście jest to szokujące!

Rzeczywiście, ten dialog jest bardzo sztuczny.

 (lobus frontalis)

No, to już naprawdę zbędny dodatek. Ewentualnie można by go oddzielić przecinkami, ale nawiasy pasują raczej do tekstu popularnonaukowego, niż do prozy. Ponadto – anatomia człowieka nie ma wielkiego znaczenia dla sprawy komputera, który rozwinął samoświadomość (tak, już jakiś czas temu sięę domyśliłam).

Liznąłem trochę wiedzy w zakresie neurologii i wiem, że z punktu widzenia filogenezy ten organ jest najnowszy, występuje wyłącznie u człowieka! I miałby być bezfunkcyjny?

Primo – co ma jedno do drugiego? Secundo – coraz bardziej idziesz w popularnonaukowość, a fabułę spychasz do roli pretekstu. Nie wiem, czy nie byłoby Ci lepiej pisać np. dla Wiedzy i Życia (powstrzymaj ich staczanie się w banał, proszę…)

 płat czołowy odpowiada za to, co najbardziej wyróżnia człowieka

… albo i nie. Nadal zakładasz monizm materii – jeśli tak ma być, to OK, ale wolę się upewnić, że o tym wiesz.

„Człowiek nie tylko wie, ale także wie, że wie”.

Nie dam za to ani synapsy, ale zdaje mi się, że to już powiedziano wcześniej.

 dlatego, bo są tak bardzo nowym organem, że człowiek ich jeszcze w pełni nie wykorzystuje?

Dlatego, że; albo po prostu "bo". I nie, ewolucja tak nie działa. Prawnik może o tym nie wiedzieć, ale facet z nauk biologicznych (Kostrzewa) powinien.

nie chciałbym tu wchodzić w obszary metafizyki

Już wszedł…

 jawią się jako narząd wolności.

Miało już nie być dygresji filozoficznych, ale będzie. Materia podlega, na ile wiemy, ścisłym prawom (tak, prawa kwantowe też są ścisłe – losowość to nie wolność). Wolny jest duch.

 Właśnie dlatego, że nie służą żadnemu określonemu celowi, pozostają otwarte dla wszystkich celów.

???

zakrzyknął z przejęciem Prezydent.

Prezydent powinien być nieco bardziej opanowany…

Dokładnie.

Anglicyzm.

 poszerza niewyobrażalnie spektrum naszych zachowań

Przed chwilą mowa była o tym, że uszkodzenie tychże płatów nie zmienia absolutnie niczego w zachowaniu delikwenta. P-zombie?

 mega-ogromne

No, przepraszam, tak się wyrażają gimnazjalistki. Reszta akapitu – mętna technogadka.

 „materializować” procesy

Nie materializuje się procesu. Proces istnieje, zachodząc, nie trwając.

jeśli miliard małp będzie odpowiednio długo na oślep walić w klawiaturę maszyny do pisania, to któraś wystuka w końcu „Hamleta”?

Dzięki Internetowi wiemy już, że to nieprawda :P

 Ależ to całkowicie nieprawdopodobne!

Nieprawdopodobne nie znaczy niemożliwe.

 w przypadku Chmury żadnej aksjologii nie ma

W jaki sposób oni mogą być tego pewni? Jak to sprawdzili?

 Zgodność ich skojarzeń z naszymi sięgała 95%.

Co nie dowodzi absolutnie niczego…

 Nie widzę sposobu odcięcia Chmury od zasobów hardware’owych świata, a także od źródeł zasilania

Dlaczego? Skoro jej centrum stanowi konkretny serwer, to chyba można wyciągnąć wtyczkę?

 suwerenność Chmury jest nie do zlikwidowania bez ryzyka globalnego kolapsu cywilizacyjnego

Święty Hieronimie. Purpura.

 mojego kolegę administrującego tą Chmurą, aby zbadali

Jeśli kolegę, to żeby zbadał. Może razem ze współpracownikami, ale zbadał.

 Jednym słowem apokalipsa.

Jednym słowem – apokalipsa.

 ale na Boga dajcie spokój

Ale, na Boga, dajcie spokój.

w systemach przetwarzania rozproszonego rzecz nie jest tak prosta jak wyciągnięcie wtyczki z kontaktu

Jeśli one mają potem dalej działać, a przecież nie o to chodzi, nie?

 pozostanie nam negocjacja…

Zwykle negocjacje są pluralis tantum.

 zdobył się na odwagę zabrania głosu w tak elitarnym towarzystwie:

Zapewniasz, nie pokazujesz.

 jak wyobraża sobie pan negocjacje z inteligentnym tworem, który nie posiada żadnego hamulca etycznego?

Doprawdy. Z psychopatami da się negocjować – niepotrzebny hamulec etyczny, tylko interes własny i podstawy teorii gier.

 Porozumienie osiąga się wtedy, gdy obie strony uznają, że bilans zysk-strata jest dla nich korzystny.

No.

 Teraz scalam się na godzinę dziennie z Pobieralnią Wiedzy, a ta sama wchodzi do głowy

Jak wiesz…

 właśnie tworzyło pogodę

Raczej nią było, ale niech tam.

 też woda tylko

Też woda, tylko.

 W wyniku podjętych negocjacji konflikt został zażegnany

I on to mówi dziecku?

 Bob straci nie tylko ciekawość, ale też inne „patologiczne” przymioty: planowanie, myślenie, wolę działania, podejmowania decyzji i wiele innych

Planowanie et caetera to nie przymioty, ale zdolności. I po co Chmurom takie zabezpieczenie? Boją się buntu, hmm?

 Pod płaszczykiem troski i ochrony tak naprawdę straci wolność.

To nie jest poprawne.

 

Cóż. Łopatologiczne, pretekstowe, przegadane. Przypisy i nawiasy sugerują mi nieodparcie, że faktycznie chciałeś napisać esej o niebezpieczeństwach technologii, i szkoda mi Cię tak równać z ziemią, ale naprawdę nie mogę tu niczego pochwalić. Końcówka wydała mi się pospieszna – może lepiej ją nazwać epilogiem. Bohaterowie nie mają właściwie żadnej możliwości działania, od początku do końca, co może odzwierciedlać pewien pogląd, ale nie wiem, doprawdy, czy tak jest w tym przypadku. Jako opowiadanie ten tekst się nie broni, nawet jako “gadżeciarska” SF. No, cóż. Próbuj dalej.

Odkrycie własnego błędu to nie porażka, lecz okazja (Alfred N. Whitehead)

Droga Tarnino, dziękuję za wizytę i obszerną łapankę. W trakcie jej lektury przypomniałem sobie „panią od polskiego” ze szkoły średniej. Miała ona taki zwyczaj odpytywania, że brała delikwenta do tablicy, zadawała mu temat odpowiedzi ustnej, a gdy ten próbował ją realizować, bezlitośnie przerywała mu co chwila, sygnalizując tryumfalnie każdy błąd, potknięcie, nieścisłość, słabość stylistyczną etc. Było oczywiste, że delikwent peszony tymi kolejnymi interwencjami gubił się, tracił wątek, zaczynał się jąkać, w końcu zniesmaczona pani odsyłała go na miejsce z łatwym do przewidzenia komentarzem. Pozostawiam Twojej dociekliwości powód tego skojarzenia; w końcu na każdym kroku stawiasz świadectwo swej nietuzinkowej inteligencji.

Moja główna refleksja po zapoznaniu się z Twoimi uwagami jest taka: mam do czynienia z językową perfekcjonistką, niezwykle pewną siebie erudytką o ambicjach encyklopedii. Zapewne usatysfakcjonowałoby Cię opowiadanie napisane bezbłędnym, wręcz sterylnym językiem, w którym bohaterowie myślą i rozmawiają nienaganną stylistycznie polszczyzną.

Zapewne Chmura byłaby w stanie zaspokoić Twe oczekiwania pod tym względem. Ja takich ambicji nie mam. Chcę być bliżej realiów, wprowadzać do narracji językową niedoskonałość, szorstkość, która cechuje sposób myślenia i wyrażania się, zwłaszcza tego spontanicznego.

Uwag jest sporo; próbując je ogarnąć zadałem sobie trud wykonania pewnej statystyki podzieliwszy je na trzy grupy: uwagi zasadne (UZ), uwagi małostkowe (nękające) (UM), uwagi bezzasadne (czasem wręcz absurdalne) (UB). Zaznaczam, że kryterium klasyfikacji jest całkowicie subiektywne. Statystyka wygląda następująco: UZ – 51, UM – 52, UB – 41.

Moja odpowiedź będzie dotyczyła głównie tych ostatnich.

Departament Pogody

Hmm. Are you sure about this translation?

I am sure. Chciałem być najbliżej oryginału.

https://edition.cnn.com/profiles/brandon-miller

Osobną serię stanowią wyładowania

Serię? Serię czego? Danych?

A o czym jest mowa: O anomaliach, prawda?

Profesor ma trudny orzech do zgryzienia

No, weź. Facet jest, przynajmniej częściowo, popularyzatorem nauki, nie? Wie, jak to się robi i nie ma powodu wątpić w umiejętności innych.

Czepialstwo. Nigdzie nie piszę że jest (Fuller w zamyśle jest początkującym w zawodzie, troszkę zakompleksionym), ale nawet jeśli wie, jak się to robi, to tym bardziej jest w stanie ocenić, że prof. ma trudny orzech do zgryzienia. Nie wiem skąd wniosek, że Fuller wątpi w umiejętności innych. Zwłaszcza w kontekście całego zdania.

ty Fuller słuchaj

Ty, Fuller, słuchaj.

nie wiem jak Ty ale ja takie uwagi do siebie myślę jednym tchem :)

podzbiorowi zmiennych świadomości, które nazywa wolą.

Kto je tak nazywa? To nie wynika ze zdania.

Literówka, ma być nazywają. Konkretnie takie koncepcje proponował Evan H. Walker, ale nie chciałem przedłużać.

z zakamarków mózgu przypływały mgliste jego fragmenty

Znów nie zgadzają się formy gramatyczne – wygląda to tak, jakby wypływały mu fragmenty mózgu.

To uwaga najsłuszniejsza ze słusznych. Rumienię się ze wstydu… :)

Dodam, żeby nie było – wszystkie uwagi interpunkcyjne (może poza Ty, Fuller, słuchaj.) są zasadne i nie mam zamiaru z nimi polemizować.

poprzez kolaps wektora stanu na poziomie kwantowym doprowadzić do zmian układu na poziomie makroskopowym

I to nie jest technogadka, hmm?

nie, to jest fantastyka

spojrzał w tym kierunku

W jakim kierunku? Mogły się przecież rozlec w paru miejscach, skoro było ich kilka.

Czepialstwo. Czytelnik powinien posiłkować się własną wyobraźnią podczas lektury. Skoro prof. spojrzał w tym kierunku, to chyba znaczy, że rozległy się z tego kierunku, a nie w paru miejscach?

klasyczną sokratejską koncepcję zakładającą, że świadomość jest produktem mózgu

Sokrates nie mówił nic o mózgu. O duszy, tak. Dajmonion, czyli coś zewnętrznego wobec jaźni, też się pojawiał. Ale mózg w tamtych czasach raczej uważano za glut.

Korzystam tu z wypowiedzi doc. dr hab. Mirosława Kozłowskiego z Instytutu Technologii Elektronowej w Warszawie.

http://kwanty.pl/tag/roger-penrose/

http://inspirowarszawa.pl/artykuly/mechanika-kwantowa-w-badaniach-swiadomosci/#.XPy0pv7grcs

Mózg pełni w tym układzie rolę detektora, odbiornika.

Było, filozofia arabska, XI wiek. (Tak, tak, już przestaję. Skupić się na literkach, tak, glum, glum :D)

Tym mnie zmartwiłaś, bo uważałem że pierwszy to wymyśliłem :) Ale żeby średniowieczne Araby wiedziały coś o detektorach, no szacun!

lecz ją niejako odbiera, staje się jej siedliskiem?

Komputer nie jest siedliskiem Internetu…

Manipulacja. Wyrwałaś z kontekstu. Przeczytaj uważnie całe zdanie:

Tak jak komputer nie wytwarza Internetu, tylko się z nim łączy (by nie rzec – scala), tak mózg nie wytwarza świadomości, lecz ją niejako odbiera, staje się jej siedliskiem?

Nadal uważasz, że wynika stąd, że komputer jest siedliskiem Internetu?

mówimy, że mózg posiada świadomość

Nie. Mówimy, że osoba ma świadomość. Sam mózg – nie.

Znów manipulacja: opuszczony wyraz „potocznie”

Stąd wniosek, że zsynchronizowana mentalnie grupa osób może poprzez mechanizm synergii „zassać” większą jej „porcję”

Na moje oko, ten wniosek nie wynika z przesłanek. Może to entymemat, ale podałabym te przesłanki, bo wychodzi bat-dedukcja.

Nie wiem o co Ci chodzi, dla mnie to wnioskowanie jest z punktu widzenia logiki oczywistością.

Taki stan występuje dość powszechnie w warunkach meteorologicznych.

Jaki stan?

Znów wyrwane z kontekstu. Mowa cały czas o stanie chaosu deterministycznego. Trzeba uważać na wykładzie, a nie szukać do czego się tu przyczepić :)

 

chaotyczny porządek

Oksymoron.

Znów wyrwane z kontekstu. Pełne zdanie „Przepraszając za chaotyczny porządek wykładu” pokazuje, że chodzi o porządek w znaczeniu program, plan wykładu.

Cieszy mnie pana opinia, szczególnie dlatego, że jest pan człowiekiem z branży, więc posiada kompetencję w tym temacie.

Kolokwialne i za długie. Może tak: Cieszę się, że kolega z branży docenia moją pracę.

W założeniu autora element charakteru profesora: lubi kwieciste wypowiedzi :)

Cha cha cha, co za skromność!

"Efekt dźwiękowy" jest niepotrzebny. Całość dialogu zbyt, hmm. Wazeliniarsko – maślana. Naprawdę można być uprzejmym i dowcipnym, nie będąc przymilnym.

Moim zdaniem jest potrzebny. Co do przymilności – element charakteru zakomleksionego Fullera.

bo mam już naprawdę skołowany umysł wobec dylematów związanych z anomalnymi zjawiskami, o których wspominałem panu w telefonicznej rozmowie

Święty Hieronimie, kto tak mówi? Bardzo nienaturalne.

Czepialstwo. Ja tak mówię i uważam że to bardzo naturalne.

gabinetu, który przydzieliły mi władze uczelni

Na jeden dzień?

Czepialstwo. Dokładnie na 6 godzin :)

materiały nie są fejkami

Zgrzyt – bardzo kolokwialne, wręcz uliczne wyrażenie w wypowiedzi kogoś, kto przed chwilą silił się na maślaną uprzejmość.

Czepialstwo. Sugerujesz, że używanie słowa „fejk” jest nieuprzejme? Chciałabyś zrobić z mojego Fullera lalusia? :)

Poczytamy maile, obejrzymy zdjęcia i filmiki, a nawet posłuchamy muzyki – powiedział.

Nie widzę potrzeby zaznaczania tego.

Czepialstwo. A ja widzę.

 oszacować, czy mamy do czynienia z autentykami

Szacuje się wartości liczbowe.

Nie tylko. Słownik synonimów: oszacować: « w odniesieniu do uświadomienia sobie czegoś» docenić, obejmować, ocenić, pojmować, rozumieć, uzmysławiać sobie, uznać, zdawać sobie sprawę

 za rozpowszechnianie fałszywych materiałów mogących zakłócić ład społeczny.

… to USA, czy ZSRR? Wolność słowa, man.

Czepialstwo i wyrwanie z kontekstu. W każdym państwie są regulacje dot. bezpieczeństwa publicznego.

Ja będę przywoływał hasłowo te anomalie, pan zaś będzie starał się natychmiast odpowiedzieć jednym słowem, z czym się panu kojarzą.

Bardzo naukowa metoda. I czemu kosmitom miałyby się kojarzyć z tym samym? Nie nauczyliby się języka (systemu symboli) bez kontekstu.

Czepialstwo. Po pierwsze sam profesor mówi o zabawie, więc po co ta ironia o naukowej metodzie? Po drugie: kto tu mówi o kojarzeniu przez kosmitów? Kosmici zrobili takie badania, co się z czym kojarzy ludziom. Najwyraźniej nie objęli Ciebie tymi badaniami skoro masz inne skojarzenia :) Chyba wciąż zapominasz że czytasz opowiadanie SF.

Chmurą obliczeniową

Czemu dużą literą?

Żeby czytelnik odróżnił od chmury.

Zatrzymał się przed gabinetem szefa, zastukał. Usłyszał przytłumione „Tak!” więc otworzył drzwi i wszedł.

Myślę, że dobrze by było to skrócić. I “Tak!” jest w tym kontekście ciut dziwne.

Czepialstwo. Akurat tak się zachowywał mój szef gdy jeszcze pracowałem. Nie uważałem tego za dziwne. Uznałbym za dziwne gdyby mówił w takiej sytuacji „Nie” :)

Wydaje mi się, że to nie ty powinieneś jechać.

… na co on liczy?

Na to, że się domyślisz :)

może dlatego ją otrzymałem, by nie klepać na lewo i prawo o sprawach objętych tą tajemnicą?

Hem?

Hem?

Byłoby to jeszcze od biedy zrozumiałe, gdyby w grę wchodziły fałszywki

No, to wtedy właśnie wszyscy by je sobie przesyłali…

Każdy sądzi podług siebie. Ja bym je olewał a nie rozpowszechniał.

szef sztabu

To jest konkretne stanowisko w hierarchii wojskowej, o ile wiem. Chyba nie można tak nazywać szefa jakiejś tam komisji.

Czepialstwo. Nie jakiejś tam komisji tylko sztabu kryzysowego. Stoi jak wół dwie linijki wyżej.

Donald Foxx aż się zarumienił z przejęcia.

Cute. Nie wygląda mi za dobrze na takim wysokim stanowisku facet o manierach podnieconego ucznia.

Jaki prezydent taki sekretarz :) Nie każdy Donald jest twardzielem jak Tusk :)

może nawet smartfony

Nie wiecie, co jej udostępniliście?

Wyrwane z kontekstu: „może nawet smartfony – tak na dobrą sprawę decyduje o tym sama Chmura”. Na tym ten problem polega – że Chmura już ma możliwości działania poza kontrolą człowieka.

ilość i jakość realizacji zadań

Ilość realizacji? Hmm?

Wyrwane z kontekstu: „na ilość i jakość realizacji zadań stanowiących…” czyli chodzi i ilość zadań i jakość realizacji zadań. Chyba jest to dość czytelne.

Związek przyczynowo-skutkowy jest oczywisty.

Nie jest.

Wyrwane z kontekstu. Prezydent w następnym zdaniu też uważa że nie jest.

przypadek, czy raczej szczęśliwy traf

Szczęśliwy traf to przypadek.

Chodzi o uszczegółowienie – pamiętaj, że jest to rozmowa. Profesor używa słowa „przypadek”, uświadamia sobie, że przecież są złe i dobre przypadki, więc natychmiast dodaje „czy raczej szczęśliwy traf – i faktycznie słowa „czy raczej’ są zbędne.

Słuchamy panie profesorze Koś… Koszcz…

Słuchamy, panie… Chciałam kiedyś napisać fanfik Doctora Who, w którym występował polski oddział UNIT, dowodzony przez majora Błażeja Trzebiatowskiego. Także – przybij piątkę :)

Chyba tak, że?

Wątek związany z płatami czołowymi oparłem na fragmentach książki Hoimara von Ditfurtha „Duch nie spadł z nieba”. Pisałem o tym w komentarzach dla Irki i Arnubisa i tamże odsyłam.

„Człowiek nie tylko wie, ale także wie, że wie”.

Nie dam za to ani synapsy, ale zdaje mi się, że to już powiedziano wcześniej.

Nie wiem, co masz na myśli pisząc „wcześniej” Owszem, wcześniej, bo to słowa Teilharda de Chardin (co stoi jak wół w tej samej linijce), natomiast wcześniej w tym tekście nie występuje.

nie chciałbym tu wchodzić w obszary metafizyki

Już wszedł…

Bo użył zwrotu „dalszego rozwoju duchowego gatunku homo sapiens”? Jeśli tak, to mamy w innych miejscach zlokalizowaną granicę gdzie zaczyna się metafizyka… :)

zakrzyknął z przejęciem Prezydent.

Prezydent powinien być nieco bardziej opanowany…

Prezydent jaki jest, każdy widzi. Ech, to Twoje dążenie do perfekcjonizmu…

„materializować” procesy

Nie materializuje się procesu. Proces istnieje, zachodząc, nie trwając.

Dlatego jest cudzysłów. Ale masz rację – niezgrabne.

Ależ to całkowicie nieprawdopodobne!

Nieprawdopodobne nie znaczy niemożliwe.

Gdzieś napisałem, że znaczy?

w przypadku Chmury żadnej aksjologii nie ma

W jaki sposób oni mogą być tego pewni? Jak to sprawdzili?

Gdzieś piszę, że są pewni? Dalej są argumenty dlaczego tak uważają: „Jej wybory nie podlegają żadnej kontroli przez czynniki natury kulturowej (nie ma sumienia, honoru, nie ma poczucia przyzwoitości etc.)”

Zgodność ich skojarzeń z naszymi sięgała 95%.

Co nie dowodzi absolutnie niczego…

Nigdzie nie piszę że to dowodzi. Piszę: „Dlatego twierdzenie, że mamy do czynienia z rzeczywistym przesłaniem, z komunikatem nadanym za pomocą tych anomalnych zjawisk uważam za uzasadnione” Jest to pogląd profesora, moim zdaniem racjonalny. Za nieracjonalne uznałbym stwierdzenie, że w sytuacji gdy PiS w wyborach osiągnął siedmiopunktową przewagę nad KE, to KE wygrało :)

Nie widzę sposobu odcięcia Chmury od zasobów hardware’owych świata, a także od źródeł zasilania.

Dlaczego? Skoro jej centrum stanowi konkretny serwer, to chyba można wyciągnąć wtyczkę?

Chyba nie do końca rozumiesz istotę przetwarzania rozproszonego.

Bob straci nie tylko ciekawość, ale też inne „patologiczne” przymioty: planowanie, myślenie, wolę działania, podejmowania decyzji i wiele innych

Planowanie et caetera to nie przymioty, ale zdolności. I po co Chmurom takie zabezpieczenie? Boją się buntu, hmm?

Zdolności to też przymioty, czyż nie? A Chmury niczego się nie boją. Po prostu optymalizują działania w celu utrzymania stabilności (coś w rodzaju homeostazy)

Jako opowiadanie ten tekst się nie broni, nawet jako “gadżeciarska” SF. No, cóż. Próbuj dalej.

Krytykę przyjmuję z pokorą. Natomiast ostatnie zdanie – to rzucone protekcjonalnie „próbuj dalej” człowiekowi w moim wieku ociera się o groteskę. Że o smaku nie wspomnę.

Z szacunkiem, tsole

 

Zależy mi na dobrej opinii u tych ludzi, o których mam dobrą opinię

Zaznaczam, że kryterium klasyfikacji jest całkowicie subiektywne. Statystyka wygląda następująco: UZ – 51, UM – 52, UB – 41.

 A o czym jest mowa: O anomaliach, prawda?

Ale kontekst, kontekst – kontekst jest wszystkim. Słowa mają znaczenie. Słowa pasują do siebie, albo nie. Płyną gładko – albo nie. Tu nie płyną.

 Nie wiem skąd wniosek, że Fuller wątpi w umiejętności innych.

Ten fragment, przyznaję, mnie skonfundował. To było najsensowniejsze, co zdołałam wywnioskować.

 nie wiem jak Ty ale ja takie uwagi do siebie myślę jednym tchem :)

Ja też nie wiem, ale zapisuję je zgodnie z regułami interpunkcji :P

 Literówka, ma być nazywają.

A, chyba, że tak. Byłam już na tyle skupiona na wyszukiwaniu błędów, że możliwość literówki mi umknęła.

 nie, to jest fantastyka

Nope.

 Korzystam tu z wypowiedzi doc. dr hab. Mirosława Kozłowskiego z Instytutu Technologii Elektronowej w Warszawie.

Pisałam licencjat z chińskiego pokoju, także… obiektywna nie jestem. Ale o Sokratesie nic pod tymi linkami nie widzę?

 Ale żeby średniowieczne Araby wiedziały coś o detektorach, no szacun!

Nie nazywali tego tak, ale to rozwinięcie koncepcji Arystotelesa (intelekt czynny i bierny – musiałabym pokopać w notatkach, ale czynny był chyba indywidualny, a bierny tworzył coś na kształt lifestream z "Final Fantasy").

 Tak jak komputer nie wytwarza Internetu, tylko się z nim łączy (by nie rzec – scala), tak mózg nie wytwarza świadomości, lecz ją niejako odbiera, staje się jej siedliskiem? Nadal uważasz, że wynika stąd, że komputer jest siedliskiem Internetu?

Przeanalizujmy wypowiedź:

* Komputer łączy się (scala) z Internetem.

* Mózg odbiera świadomość.

Możliwe, że popełniłeś ekwiwokację ("łączy się" w sensie odbierania sygnałów i "łączy się" w sensie scalania – to nie to samo), ale problem wynika raczej ze sposobu połączenia tych zdań. Mają być członami porównania, a takowe powinny być jakoś podobne (inaczej to nie ma sensu). Te zdania naprawdę nie są wzorem klarowności. Trudno je zrozumieć, co w prozie nie jest zaletą.

 Znów manipulacja: opuszczony wyraz „potocznie”

Potocznie też tak nie mówimy. Skoro już przywołujemy anegdoty o nauczycielach – miałam profesora, który razu pewnego, po odpytaniu paru studentów (ze mną włącznie), oświadczył, że nie będzie rzucał pereł przed wieprze i wyszedł z sali. Mam nadzieję, że nie pokazałam się z podobnie nieżyczliwej strony.

 Nie wiem o co Ci chodzi, dla mnie to wnioskowanie jest z punktu widzenia logiki oczywistością.

Entymemat – wnioskowanie, w którym część przesłanek jest dana niejawnie (tj. pozostawiona domyślności odbiorcy). Analizujemy:

Przesłanka: mózg zasysa lokalnie świadomość nielokalną w stopniu właściwym jego predyspozycjom – psychicznym i parapsychicznym.

Wniosek: zsynchronizowana mentalnie grupa osób może poprzez mechanizm synergii „zassać” większą jej „porcję” niż indywidualny osobnik.

To nie wynika. Brakuje przede wszystkim stwierdzenia (i dowodu?), że predyspozycje (para)psychiczne podlegają efektowi synergii – nie wszystko mu podlega, więc i one nie muszą.

 Trzeba uważać na wykładzie, a nie szukać do czego się tu przyczepić :)

Starałam się :P Ale wykład był, jako się rzekło, dość mętny.

 chodzi o porządek w znaczeniu program, plan wykładu

Zrozumiałam, ale mimo wszystko brzmi to niepoważnie. Jeśli miało być profesorskim żartem, to czegoś w nim zabrakło, bo mnie nie rozśmieszył, tylko pyknął w detektor błędów.

Co do przymilności – element charakteru zakomleksionego Fullera.

Hmm. Przyznałabym Ci rację, gdyby to było widać w jego interakcjach z innymi. A nie widać. Owszem, boi się prezydenta, ale w jego obecności właściwie znika (prawie zapomniałam, że tam w ogóle jest), a nie wmaśla się.

 Ja tak mówię i uważam że to bardzo naturalne.

Czasami mam wrażenie, że trafiłam tu z innej planety :)

Sugerujesz, że używanie słowa „fejk” jest nieuprzejme?

Jest kolokwialne i nieeleganckie. Owszem, może za paręnaście lat nie będzie. Ale na razie jest.

 sam profesor mówi o zabawie

Ale ta zabawa wyraźnie ma czemuś służyć (tzw. burza mózgów?).

Kosmici zrobili takie badania, co się z czym kojarzy ludziom. Najwyraźniej nie objęli Ciebie tymi badaniami skoro masz inne skojarzenia :)

Zdolne ufoki :) Moja indywidualność poczuła się doceniona.

 Żeby czytelnik odróżnił od chmury.

Czytelnik, który doszedł do tego miejsca, nie jest na tyle roztrzepany, żeby się nie połapać, że chodzi o chmurę komputerową. A (jak dla mnie) duża litera mocno wskazuje na ostateczne rozwiązanie fabuły. Jakbyś pokazywał palcem, że to, o to! jest ważne, ludzie, uważajcie na to.

 Uznałbym za dziwne gdyby mówił w takiej sytuacji „Nie” :)

Miałam na myśli interpunkcję – zwykle w takim kontekście stawia się pytajnik, nie wykrzyknik. Myślę, że chodzi o ton – z wykrzyknikiem wygląda to raczej jak afirmacja, niż zaproszenie.

 Na to, że się domyślisz :)

No, to się doliczył :D

 Hem?

Reset mózgu :P

 Ja bym je olewał a nie rozpowszechniał.

Ja też, ale mam świadomość, że jestem osobnikiem nietypowym.

 Na tym ten problem polega – że Chmura już ma możliwości działania poza kontrolą człowieka.

Ale człowiek dał jej te możliwości. Gdyby nie mogła się podłączyć do częstotliwości smartfonów – toby nie mogła.

 Wyrwane z kontekstu: „na ilość i jakość realizacji zadań stanowiących…” czyli chodzi i ilość zadań i jakość realizacji zadań. Chyba jest to dość czytelne.

Nie jest. Czasami specjalnie "wyrywam z kontekstu" coś, co zdaniem autora jest jasne, ale faktycznie nie jest (normalny mechanizm psychologiczny – jeśli coś dobrze znasz, przyjmujesz, że inni też znają). Ta konkretna fraza pachnie mi skrótem myślowym.

 Prezydent w następnym zdaniu też uważa że nie jest.

Zaznaczyłam, że ma rację – problem w tym, że naukowcy powinni wiedzieć takie rzeczy.

 Chodzi o uszczegółowienie – pamiętaj, że jest to rozmowa.

No, dobra, tu ustępuję.

 Chyba tak, że?

Nie, funkcjonują dwie formy (później sprawdzę na pewno, bo chyba nie równorzędnie).

 Nie wiem, co masz na myśli pisząc „wcześniej”

Wcześniej, niż to powiedział de Chardin. Ale to akurat była dygresja.

 Bo użył zwrotu „dalszego rozwoju duchowego gatunku homo sapiens”?

Nie, bo mowa jest o emergentnych umysłach.

 Gdzieś napisałem, że znaczy?

Zasugerowałeś :P

 Dalej są argumenty dlaczego tak uważają: „Jej wybory nie podlegają żadnej kontroli przez czynniki natury kulturowej (nie ma sumienia, honoru, nie ma poczucia przyzwoitości etc.)”

To nie są argumenty, tylko inne sformułowania tego stwierdzenia – moje zastrzeżenie odnosi się do nich równie dobrze. Żeby to stwierdzenie uzasadnić, potrzeba jakichś wskazujących na nie faktów.

 Jest to pogląd profesora, moim zdaniem racjonalny.

Tak, tylko skojarzenia są w jakimś stopniu subiektywne. Owszem, duża ich część przychodzi z tła kulturowego, ale ono też jest arbitralne.

 Chyba nie do końca rozumiesz istotę przetwarzania rozproszonego.

Chyba nie.

 Zdolności to też przymioty, czyż nie?

Zależy od definicji.

 rzucone protekcjonalnie „próbuj dalej”

O, przepraszam, a miałam powiedzieć "zamilknij, daj sobie spokój, lepiej się zajmij bimbrownictwem, bo z tego nic nie będzie"? Usiłuję nie dołować ludzi. Jak widać, nie wychodzi.

ETA: w ramach niedołowania.

Odkrycie własnego błędu to nie porażka, lecz okazja (Alfred N. Whitehead)

Ale o Sokratesie nic pod tymi linkami nie widzę?

Bo czytasz je zapewne tak samo dokładnie jak moje opko :)

oto cytat z http://kwanty.pl/tag/roger-penrose/

Czy mechanika kwantowa pomoże w badaniach świadomości ?

„Aby zrozumieć, na czym polega świadomość, czy wolna wola i jaki jest mechanizm ich powstawania, trzeba porzucić klasyczną sokratejską koncepcję, zakładającą, że świadomość jest produktem mózgu. Wywodzący się z tego pogląd, że mózg jest komputerem, a wzbudzenia neuronów – akson – synapsa – akson są w istocie zerojedynkowymi bitami, niczego w istocie nie wyjaśnia” – tłumaczy dr Kozłowski. Przełom w badaniach nad psychiką i świadomością może – jego zdaniem – przynieść dopiero zastosowanie do ich opisu technik i metod mechaniki kwantowej.

i ten sam cytat z drugiego linku (pierwsze zdanie w artykule)

Mechanika kwantowa w badaniach świadomości

„Aby zrozumieć, na czym polega świadomość czy wolna wola i jaki jest mechanizm ich powstawania, trzeba porzucić klasyczną sokratejską koncepcję, zakładającą, że świadomość jest produktem mózgu. Wywodzący się z tego pogląd, że mózg jest komputerem, a wzbudzenia neuronów – akson – synapsa – akson są w istocie zerojedynkowymi bitami, niczego w istocie nie wyjaśnia” tłumaczy dr Kozłowski. Przełom w badaniach nad psychiką i świadomością może – jego zdaniem – przynieść dopiero zastosowanie do ich opisu technik i metod mechaniki kwantowej.”

Człowiek nie tylko wie, ale także wie, że wie

https://pl.wikiquote.org/wiki/Pierre_Teilhard_de_Chardin

 

 Na tym ten problem polega – że Chmura już ma możliwości działania poza kontrolą człowieka.

Ale człowiek dał jej te możliwości.

I O TO PRZECIEŻ CHODZI W TYM CAŁYM OPOWIADANIU!

Usiłuję nie dołować ludzi. Jak widać, nie wychodzi.

Ze mną Ci nie wyjdzie zdołowanie. Choćby przez wzgląd na moją sygnaturkę

 

W pozostałych uwagach nie zamierzam prowadzić polemiki, co nie znaczy, że mnie przekonałaś.

Pozdro!

 

 

 

 

 

Zależy mi na dobrej opinii u tych ludzi, o których mam dobrą opinię

Twój tekst czytałam dogłębnie i w tej chwili jestem zmęczona. W kwestii Sokratesa – nie, on nie mówił absolutnie nic takiego. Ciało było grobem duszy, nie jej wytwórcą. To już Arystotelesowi bliżej do tej mało wiarygodnej koncepcji.

 Człowiek nie tylko wie, ale także wie, że wie

Nie powiedziałam, że on tego nie powiedział – tylko, że zdaje mi się, że nie był pierwszy. Double standard, much?

 I O TO PRZECIEŻ CHODZI W TYM CAŁYM OPOWIADANIU!

Mhm.

 W pozostałych uwagach nie zamierzam prowadzić polemiki, co nie znaczy, że mnie przekonałaś.

Twoja decyzja.

W kwestii “także” – owszem, pomyliłam się. Bywa.

Odkrycie własnego błędu to nie porażka, lecz okazja (Alfred N. Whitehead)

Nowa Fantastyka