- Opowiadanie: aKuba139 - Podziemne zło

Podziemne zło

Oceny

Podziemne zło

Czwór­ka osób, otoczona przez tłum gapiów stała, na kra­cie. Trzech męż­czyzn i ko­bie­ta, wszy­scy spę­ta­ni, a pod ich no­ga­mi czernią ział dół.

-Dzi­siaj, to jest trzy­na­sty dzień zwy­kły po świę­cie rów­no­no­cy, na karę "Ot­chła­ni" zo­sta­li ska­za­ni– He­rold odczytywał rozkaz, który bar­dzo do­brze było sły­chać w sto­sun­ko­wo nie­wiel­kiej i płyt­kiej ja­ski­ni -Lu­cja Emi­fach za bluź­nier­stwo i he­re­zje.

-Bred­nie! – krzykneła oskar­żo­na, ale szyb­ko ją spo­licz­ko­wa­no i uci­szo­no.

He­rold kon­ty­nu­ował:

-Marc­ko War­than za wie­lo­krot­ne mor­der­stwa i gwał­ty, Me­thiu Ar­ti­nen za sprze­nie­wie­rze­nie się swemu panu, de­zer­cje, sa­bo­taż-umyśl­ne dzia­ła­nie na szko­dę od­dzia­łu, dez­in­for­ma­cję i usi­ło­wa­nie za­bój­stwa oraz Mi­cha­el Kein, za sto­so­wa­nie prak­tyk nie­do­zwo­lo­nych w sztu­ce ma­gicz­nej. Wszy­scy oni zo­sta­li pod­da­ni karze "Ot­chła­ni". Kara ta jest osta­tecz­na, do­ży­wot­nia i nie­odwo­ła­lna. Jed­nak­że ska­za­ni mają prawo za­brać ze sobą jedną wy­bra­ną przez sie­bie rzecz która do nich na­le­ży. Teraz mają na to czas.

He­rold umilkł. Jeden ze straż­ni­ków wy­stą­pił, roz­kuł wszyst­kich oprócz Keina. Temu spią dwi­me­ry­to­we kaj­dan­ki z przo­du. Tymczasem straż­ni­cy oto­czy­li ska­za­nych zwartym szeregiem i za tarcz wy­ce­lo­wa­li w nich włócz­nie.

Lucja ze swo­ich rze­czy wy­cią­gnę­ła dzwo­nek mo­dli­tew­ny. Rze­czy Marc­ka stanowiła głównie broń. Wy­brał spo­śród nich topór bo­jo­wy. Me­thiu zde­cy­do­wał się na dużą tar­czę w kształ­cie łzy. Mi­cha­el prze­szu­ki­wał swój stos naj­dłu­żej, wy­do­był z niego księ­gę.

Wszy­scy po­now­nie usta­wi­li się w sze­reg na kra­cie. Straż­ni­cy nie spusz­cza­li ich z oczu, a włócz­nie nadal w nich ce­lo­wa­ły.

-Osta­nie słowa?-za­py­tał He­rold

-O, wiel­ka Bo­gi­ni, Kani za­cho­waj mnie w swej opie­ce-po­wie­dzia­ła bła­gal­nym tonem Lucja.

Po niej głos za­brał Me­thiu:

-Wszyst­ko bę­dzie lep­sze od was – mó­wiąc to pa­trzył na straż­ni­ków.

-A ja ni­cze­go nie ża­łu­ję – od­po­wiedź Marc­ka wzbu­dzi­ła wiel­kie po­ru­sze­nie. Mi­cha­el nie po­wie­dział nic, mil­czał wpa­trzo­ny w tłum i zda­wał się być my­śla­mi w ogóle nie obec­ny.

-Wy­ko­nać wyrok!-Pro­wa­dzą­cy eg­ze­ku­cje He­rold zwró­cił się do Kata. Ten po­cią­gnął za dźwi­gnię, która uru­cho­mi­ła za­pad­nie pod czwór­ką ska­zań­ców.

***

-Ja jebię!- po­wie­dział Marc­ko, wsta­jąc i otrze­pu­jąc się z kurzu.

Wszyscy mimowolnie rozejrzeli się w miejscu w którym wylądowali, a był to niski korytarz wyrzeźbiony w skale.

-Nie było tak źle -Pod­su­mo­wał upadek Me­thiu.

-Nie było tak źle? Czy ty sie­bie sły­szysz!? Zo­sta­li­śmy strą­ce­ni do ot­chła­ni bez moż­li­wo­ści po­wro­tu! Nie mamy je­dze­nia, picia i po­ję­cia, co nas czeka! Je­ste­śmy ska­za­ni na śmierć! Bar­dzo bo­le­sną i po­wol­ną śmierć… -jękną Michael

-Po­dob­no je­steś ma­giem, nie dasz rady wy­cią­gnąć nas stąd za po­moc­ą magii?-Głos ka­płan­ki odbił się echem w wą­skim ka­mien­nym ko­ry­ta­rzu.

Mi­cha­el po­ka­zał kaj­da­ny.

-Dwi­me­ryt-wyjaśnił-łumi moc ma­gicz­ną.

Wtedy Marc­ko zamachną się toporek który opadł na łań­cuch, cią­gnąc maga w dół. Mi­cha­el był oszołomiony, lecz łań­cuch pod wpły­wem ciosu ustą­pił a wraz z nim w proch po­szły całe kaj­da­ny.

Mi­cha­el wy­ciągną księgę i przewertował ją szybko. Wydał okrzyk ra­do­ści. Zło­żył dłonie do za­klę­cia, wy­po­wie­dział je. Z jego rąk za­czę­ły wy­la­ty­wać iskry, w po­wie­trzu for­mo­wać się dziw­ne linie, które na­stęp­nie przy­bie­ra­ły dziwne kształty, po­ja­wi­ła się nie­bie­ska mgła i białe świa­tło.

I wtedy wszyst­ko to co pojawiło się od początku rzucania zaklęcia znik­nę­ło.

-Co się stało?!

-To miej­sce… Ta ot­chłań to dawna ko­pal­nia dwi­me­ry­tu… Je­stem tu bez­u­ży­tecz­ny…– po tych sło­wach na­stą­pi­ła długa chwi­la mil­cze­nia.

-Ale jak to?-głos ka­płan­ki był pełen obu­rze­nia– a to przed chwi­lą to co było?

-Dwi­mer­ty wy­stę­pu­je w tych ścia­nach w małych ilościach-sta­rał się tłu­ma­czyć jej naj­pro­ściej jak umiał-, więc naj­praw­do­po­dob­niej mogę rzu­cać pro­ste za­klę­cia po­zio­mu dru­gie­go lub trze­cie­go, może przy dużej dawce szczę­ścia i mocy ma­gicz­nej po­zio­mu czwar­te­go, ale za­klę­cia te­le­por­ta­cji czy ja­kie­kol­wiek inne, które mo­gły­by nas stąd wy­cią­gnąć, to co naj­mniej po­ziom szó­sty…

-Bez­u­ży­tecz­ny dupek– Burk­nął Marc­ko.

-Słu­chaj no, wiel­ki panie z dużym to­po­rem i jesz­cze więk­szym ego! -wy­krzy­czał Mi­cha­el przy­gważ­dża­jąc go jedną ręką do ścia­ny, a w drugiej za pomocą niewymówionego zaklęcia stworzył płomień i przystawił mu go do twarzy.

-Dwi­me­ryt mnie ogra­ni­cza, ale nadal mogę zro­bić ci krzyw­dę.

-My­ślisz, że się cie­bie boję?

-Po­wi­nie­neś.

-Po­win­ni­ście, to się uspo­ko­ić-po­wie­dział po­jed­naw­czym tonem Me­thiu, roz­dzie­la­jąc ich.– Mu­si­my trzy­mać się razem, bo ina­czej zdech­nie­my szyb­ciej ,niż zdążę po­wie­dzieć…

-Co do….– z ust ka­płan­ki wy­do­był się stłu­mio­ny od­głos zdzi­wie­nia po­mie­sza­ne­go ze stra­chem.

Wszy­scy po­dążyli za jej wzro­kiem. Uj­rze­li trzy po­sta­cie. Jeśli coś co ma głowę, tułów, czte­ry koń­czy­ny, na któ­rych się po­ru­sza można na­zwać po­sta­cią. Te stwory miały skórę po­dob­ną do ludz­kiej tylko bar­dziej po­marsz­czo­ną, była ona nie­na­tu­ral­nie blada a pod nią wy­raź­nie ry­so­wa­ły się czer­wo­ne tęt­ni­ce. "Głowę" mieli małe, nie­na­tu­ral­nie owal­ne, więk­szą ich część zaj­mo­wa­ły szczę­ki z ostry­mi zę­ba­mi. Nosy za­stę­po­wa­ły dwie ledwo za­uwa­żal­ne dziur­ki, a oczy nie miały bia­łek, lecz były całe czar­ne.

Mi­cha­el oswo­bo­dził to­por­ni­ka, który od razu przy­jął po­zy­cje bo­jo­wą klnąc na te dziw­ne isto­ty na­zy­wa­jąc je ghu­la­mi.

-To nie są lu­dzie– stwier­dzi­ła.

– No, brawo księż­nicz­ko. – wybrzmiał iro­nicz­ny głos na­le­żą­cy do osoby, która zi­den­ty­fi­ko­wa­ła prze­ciw­ni­ków. – To tru­po­ja­dy, które żrą wszyst­ko, co zde­chło.

-Ale my ży­je­my.

-Już nie­dłu­go.

Po­wie­trze w tym mo­men­cie prze­szyło zaklęcie oraz gło­śne prze­kleń­stwo Mi­cha­ela, gdy oka­za­ło się, że nie tra­fił. Wtedy jeden z ghuli rzu­cił się na nich. Na tar­czę przy­jął go Me­thiu, osła­nia­jąc Lucję, do­padł do nich Marc­ko, ata­ku­jąc ostrzem. Chy­bił, unik stwo­ra był szyb­ki, a on sam silny. Mi­cha­el, od­na­lazł szu­ka­ne za­klę­cie, czemu to­wa­rzy­szył okrzyk ra­do­ści. Za­kre­ślił rę­ka­mi krąg, mam­ro­cząc nie­zro­zu­mia­łe dla nikogo słowa. W pew­nym mo­men­cie wy­rzu­cił ręce przed cie­bie krzy­cząc "Atris", z ziemi w kilka se­kund wy­ro­sły kol­cza­ste krze­wy gru­bo­ści drzew­ca prze­cięt­ne­go oszcze­pu, pę­ta­jąc po­two­ra, który chwi­lę póź­niej zdechł pod cio­sem to­po­ra. Za ten czas ko­lej­ny stwór zdą­żył już zra­nić by­łe­go gwał­ci­cie­la w łydkę, ro­biąc mu pa­skud­ne roz­cię­cie. Ten ryk­nął prze­raź­li­wie i zaatkował, lecz stwór zro­bił spraw­ny od­skok, uni­ka­jąc ciosu. Jego kom­pan ciął swymi pa­zu­ra­mi. Me­thiu uni­kał jego cio­sów cho­wa­jąc się za tar­czą. Prze­cho­dząc do kontr­ofen­sy­wy pchnął ata­ku­ją­ce­go go po­two­ra na ścia­nę, po czym za­sła­nia­jąc się tar­czą przy­gniótł ry­wa­la do skał tu­ne­lu. Po chwi­li od­sko­czył i dźgał tak długo ostrym krań­cem tar­czy, aż ten prze­stał się ru­szać. Ostat­nie­go Mi­cha­el spa­lił jed­nym za­klę­ciem, po­zo­sta­wia­jąc okrop­ny smród pa­lo­ne­go ciała.

-Nic Ci nie jest?– za­py­ta­ła za­nie­po­ko­jo­na dziew­czy­na, pod­bie­ga­jąc do ran­ne­go.

Ten padł na zie­mię z ję­kiem.

Gdy tylko je­dy­na ko­bie­ta do­tar­ła do niego, uklęk­nę­ła. Tak, jak po­dej­rze­wa­ła, był przy­tom­ny. Wszy­scy zgro­ma­dzi­li się wokół.

-Nie jest naj­go­rzej-stwier­dzi­ła.

-Skąd wiesz?-spy­tał Mi­cha­el.

– W klasz­to­rze uczy­li nas, jak le­czyć– po­wie­dzia­ła po­god­nie, nie do­da­jąc, że uczy­li też jak za­da­wać rany, któ­rych wy­le­czyć się nie da.– Przy­nieś, pro­szę, ciało tego -za­wa­ha­ła się – cze­goś.– zwró­ci­ła się do Me­thiu, ma­cha­jąc ręką w stro­nę zwłok, a wła­ści­wie resz­tek zwłok ghula.

Męż­czy­zna usłu­chał i przy­niósł zma­sa­kro­wa­ne stwo­ra.

-Dzię­ku­ję – jej sło­wom to­wa­rzy­szył uśmiech.

Za­nu­rzy­ła dłoń w zwło­kach, czemu to­wa­rzy­szył nie­przy­jem­ny za­pach ghula. Pod­nio­sła za­krwa­wio­ną rękę do ust i po­li­za­ła. Wszy­scy wy­da­li od­gło­sy dez­apro­ba­ty po­mie­sza­ne z obrzy­dze­niem, lecz żaden nie śmiał jej prze­szko­dzić. Na­stęp­nie ręką tą prze­je­cha­ła po ranie, czemu to­wa­rzy­szył stłu­mio­ny jęk po­szko­do­wa­ne­go.

-Do ta­kiej drob­nej rany wy­star­czy krew, lecz dla lep­szych efek­tów i szyb­sze­go skut­ku zro­bię to…-mó­wi­ła bar­dziej do sie­bie niż któ­re­go­kol­wiek z męż­czyzn, mimo iż mag słu­chał i przy­glą­dał jej się uważ­nie. Ode­rwa­ła ka­wa­łek skóry mar­twe­go już ghula i przy­ło­ży­ła na ranę po­szko­do­wa­ne­go. Na­stęp­nie po­la­ła ją krwią z le­żą­cych nie­opo­dal zwłok tegoż po­two­ra. Ob­li­za­ła z grub­sza ręce z krwi, po czym wy­cią­gne­ła swój dzwo­nek mo­dli­tew­ny. Był on nie­wiel­ki, pro­sty i sta­lo­wy. Za­czę­ła zma­wiać mo­dli­twę, dzwo­niąc nad raną.

Z dzwon­ka za­czę­ły le­cieć jasne dro­bin­ki przy­po­mi­na­ją­ce pyłek i po­wo­li opa­da­ły na ranę.

Mi­cha­el zawiedziony stwierdził, że nie wie co to za ro­dzaj magii.

-Cóż to za czary?– za­py­tał ule­czo­ny już Marco.

– Magia księ­ży­co­we­go pyłu, magia bo­gi­ni Kani. Ona cię ule­czy­ła, nie ja. Mimo iż je­stem jej wy­słan­nicz­ką i naj­wyż­szą ka­płan­ką nie mia­ła­bym ta­kiej mocy.

-Jak ona to zro­bi­ła? Ta twoja Bo­gi­ni?

– Wy­zna­je­my pro­stą za­sa­dę. Pod­sta­wą mojej re­li­gi jest "krew za krew". Ozna­cza to, że jeśli kogoś zra­ni­łam, sama muszę się zra­nić. Jeśli chcę kogoś ule­czyć, po­trze­bu­ję krwi kogoś in­ne­go. Nic nie ma za darmo, a je­dy­ną wa­lu­tą dla Bo­gi­ni jest krew.

-Okrut­ne– stwier­dził Me­thiu.

-Praw­dzi­we. Prze­cież nic nie jest za darmo, NIC. Wszyst­ko ma cenę, a rów­no­wa­ga we wszech­świe­cie musi być za­cho­wa­na. Praw­da, Mi­cha­elu? Czy ty przy­pad­kiem też nie po­bie­rasz mocy z róż­nych źró­deł i za po­mo­cą za­klęć nie za­mie­niasz jej w czary? Też za­bie­rasz coś komuś lub cze­muś, byś Ty mógł rzu­cać za­klę­cia. Czy to nie jest ego­istycz­ne? Za­bie­rasz ży­cio­daj­ną ener­gię bogom ducha win­nym isto­tom, uży­wa­jąc jej na­stęp­nie do nisz­cze­nia in­nych i nikt cię z tego nie roz­li­cza. Prze­ciw­nie, sza­nu­ją cię za to, po­dzi­wia­ją. Więc kto tu jest okrut­ny? Ja, która wy­mie­niam jedną krew na inną czy ty, który że­ru­jesz,by nisz­czyć?

– Ty– od­po­wie­dział sta­now­czo, lecz spo­koj­nie Mi­cha­el– gdyż ty mu­sisz krzyw­dzić, ranić, za­da­wać ból. Ja je­stem jak rol­nik, dbam, ho­du­ję, zaj­mu­ję się tym wszyst­kim, co dała Matka Zie­mia. Do­pie­ro na końcu zbie­ram owoc zwany przez cie­bie mocą czy ener­gią. Nie za­bie­ram jed­nak­że wszyst­kich „owo­ców”, gdyż by­ło­by to skraj­nie krót­ko­wzrocz­ne. Za­wsze coś zostawiam.

Ka­płan­ka po­ki­wa­ła z re­zy­gna­cją głową, wie­dząc, że nie prze­ko­na grzesz­ni­ka do swych racji. Po pro­stu wsta­ła, otrze­pu­jąc się z kurzu.

W atmosferze tak napiętej, że można by za­wie­sić topór prze­mie­rza­li ko­ry­tarz ja­ski­ni. Ciem­ny, nie­rów­ny, mokry. Nie­ustan­nie się po­ty­ka­li, klnąc pod nosem. Woda ska­py­wa­ła im na głowy, które nie raz uderzyły w obniżający się strop. W końcu do­tar­li do ob­szer­nej i okrą­głej sali. Była ona zro­bio­na z gład­ko ocio­sa­nych, ide­al­nie do sie­bie pa­su­ją­cych i po­łą­czo­nych za­pra­wą ka­mie­ni ko­lo­ru miedzi. Pod­ło­gę zdo­bi­ła mo­zai­ka przed­sta­wia­ją­ca słoń­ce. Każdy z ośmiu sło­necz­nych pro­mie­ni wska­zy­wał jedno wej­ście na ścia­nie. Każde oprócz tego, z któ­re­go przy­szli było za­mu­ro­wa­ne.

-No i chuj– stwier­dził z rezygnacją wo­jow­nik Marc­ko bio­rąc się pod boki– utknę­li­śmy.

-Nie tak pręd­ko-stwier­dzi­ła.

Wszy­scy spoj­rze­li na nią ze zdzi­wie­niem.

-Prze­cież nie je­ste­śmy pierw­szy­mi ludź­mi tu wtrą­co­ny­mi. Gdyby nie było wyj­ścia, le­ża­ły­by tu ster­ty mar­twych ciał tych, któ­rzy tu z zde­chli z głodu.

-Ma ra­cję-za­wy­ro­ko­wał cza­ro­dziej-szu­ka­my wyj­ścia.

Wszy­scy przy­pa­dli do ścian i za­czę­li szu­kać. Szu­ka­li dźwi­gni, cien­kiej ścia­ny, którą da­li­by radę wy­bu­rzyć. Jedna go­dzi­na, druga, trze­cia i nic. Wszy­scy byli już zmę­cze­ni. Po­cząt­ko­wy zapał, że jest wyj­ście prze­ro­dzi­ła się w nie­chęć, znu­że­nie. Roz­ło­ży­li się na ziemi. Zbli­ża­ła się pół­noc. Wi­dzie­li to przez za­kra­to­wa­ny sufit znajdujący się dzie­siąt­ki me­trów nad ich gło­wa­mi. Skra­wek nieba, który wi­dzie­li, był bez­chmur­ny. Księ­życ był w pełni, a kon­ste­la­cja Gryfa była aż na­zbyt do­brze wi­docz­na.Ich ruchy podczas szykowania się do snu były powolne a ciała i umysły wyczerpane szukaniem wyjścia.Tylko Lucja, klę­cząc na środ­ku sali zma­wia­ła mo­dli­twę, szep­cząc do swej księ­ży­co­wej bo­gi­ni raz za razem, prze­su­wa­jąc ko­ra­li­ki na dzwon­ku i co jakiś czas skła­da­jąc po­kło­ny. Mi­cha­el bez wyrafinowania oparł się o ścia­nę ple­ca­mi, za­mknął oczy i tak chciał spać. Me­thiu po­cząt­ko­wo chciał uło­żyć się na swo­jej tar­czy by od­izo­lo­wać się od ziemi, lecz ta oka­za­ła się zbyt mała. Pod­ło­żył ją więc pod głowę i tak się umo­ścił. Na prze­ciw­le­głym końcu sali krę­cił się Marc­ko. Nie­zbyt wie­dział jak ma się uło­żyć, gdyż każda po­zy­cja była nie­wy­god­na, a je­dy­na, która nie spra­wia­ło mu dys­kom­for­tu to ta z jego płasz­czem na ziemi i ko­żu­chem pod głową. To jed­nak spra­wia­ło, że marzł. Księ­życ. Pół­noc.To wtedy coś drgnę­ło… 

Koniec

Komentarze

Zapraszam do czytania i szczerych recenzji ;)

Ależ z miłą chęcią <rozciąga palce>.

Co może czaić się w niezbadanej odhłani?

Nie wiem, ale w otchłani czaiłoby mu się lepiej.

Czwórka osób stała na kracie.

Pierwszym zdaniem należy czytelnika skonfundować. "Czwórka osób" to bardzo telewizyjne sformułowanie, nie brzmi dobrze i niewiele mówi.

wszyscy spętani, a pod ich nogami rozciąga się dół.

I tak sobie stoją. Dół się nie rozciąga, bo rozciąganie oznacza dużą szerokość, a doły zwykle bywają niewielkiego przekroju.

zaledwie na kilka metrów

Miał, rozumiem, taki wskaźnik jak poziomu wody w stawie? Bo zwykle nie widać, ile coś miało metrów. Może być widać zdechłego szczura na dnie, czy coś.

Wokół jak zawsze było sporo a właściwie mnóstwo gapiów.

Brak przecinków, ale skróciłabym to: Wokół, jak zawsze, było mnóstwo gapiów. Ponadto: opisujemy tak, żeby czytelnikowi dać pojęcie o sytuacji. Cztery osoby stojące w pustce, to nie to samo, co cztery osoby otoczone tłumem – powinieneś był to zaznaczyć od razu, bo taką organizacją opisu wprowadzasz zamęt.

Dzisiaj, to jest trzynasty dzień

Trzynastego dnia.

karę "Otchłani"

To wygląda jak nazwa statku.

czytając rozkaz mówił

Nie prościej by było: odczytywał rozkaz?

głośnym, donośnym głosem, który bardzo dobrze było słychać

Nie dość, że głośnym, to jeszcze donośnym i dobrze słyszalnym. Musisz nas tak usilnie o tym zapewniać? Wierzymy. I powtarzasz dźwięk.

w stosunkowo niewielkiej i płytkiej kamiennej jaskini

Nigdy nie widziałam jaskini ze szmatek. Ponadto – należało od tego zacząć, p. wyżej. Nie trzeba też przyklejać myślnika do słowa.

wykrzyczała oskarżona, ale szybko ją spoliczkowano i uciszono.

Skrótowe. "Wykrzyczała" odnosi się zwykle do dłuższych kwestii.

swemu Panu

Małą literą, chyba, że chodzi o Boga.

sabotaż-umyślne

Jaka jest funkcja tego myślnika?

zostali poddani karze "Otchłani".

Primo – dopiero mają zostać. Secundo – rym.

ostateczna, dożywotnia i nieodwołana.

Chyba nieodwołalna?

Jednakże skazani mają prawo

Znaczy się, mimo tej nieodwołalności?

rzecz która

Rzecz, która. Już coś takiego czytałam…

Temu spiją dwimerytowe kajdanki z przodu.

… kajdanki piją raczej w innym sensie.

Za ten czas

To w najlepszym razie gwarowe. Tymczasem.

strażnicy otoczyli zwartą grupą skazanych

Naturalniej: otoczyli skazanych zwartym szeregiem.

za obronnych tarcz wycelowali w nich włócznie.

Zza tarcz. Tarcza z definicji służy do obrony. Przed, jak widać, ludźmi, którzy w niczym tym gierojom nie zagrażają.

Rzeczy Marcka to głównie była broń.

Nie po polsku: Rzeczy Marcka stanowiła głównie broń.

Wszyscy ponownie ustawili się w szereg na kracie trzymając wybrane przez siebie rzeczy.

Uciąć, skrócić i wyrzucić.

O wielka Bogini Kani zachowaj mnie

O, wielka Bogini Kani, zachowaj mnie.

powiedziała błagalnym tonem

Zawsze, kiedy chcesz napisać "powiedziała jakośtam" poszukaj sposobu, żeby uniknąć "powiedziała". To wygląda nieprofesjonalnie.

mówiąc to patrzył

Mówiąc to, patrzył. Zastrzeżenie to nie wydaje mi się potrzebne.

ta odpowiedź

Spokojnie wystarczy: Wypowiedź. Wiemy, która.

milczał wpatrzony w tłum i zdawał się

Milczał, wpatrzony w tłum, i zdawał się.

zdawał się być myślami w ogóle nie obecny.

Bardzo niezgrabne. Nieobecny – łącznie.

Wykonać Wyrok

Nie widzę uzasadnienia dla pisania "wyrok" dużą literą.

Prowadzący egzekucje

Konferansjer? Ponadto – już to wyżej podejrzewałam, ale teraz jestem pewna. Nie dociskasz altów. E i ę – to nie ta sama litera.

Herold zwrócił się do Kata

Znowu – po co duże litery? To nie imiona.

Ten bez cienia wahania pociągnął za dźwignię

Pociągnął dźwignię. Czemu miał się wahać, to chyba jego praca? Całe zdanie jest sztucznie przedłużone: ten, ta – zbędne (wiemy, o kogo i o co chodzi), dźwignia robi robotę za kata…

Powiedział Marcko, wstając i otrzepując się.

Nie interesuje mnie jego życie płciowe. To raz. Ponadto – jeśli egzekucja polega na wrzuceniu ich do dziury, to niewiele można w tej sytuacji zrobić – a nie dałeś mi powodu przypuszczać, żeby ta dziura dokądkolwiek prowadziła. No, i czynności paszczą w didascaliach traktujemy jako dalszy ciąg zdania (określenie wypowiedzi), więc pisze się je małą literą.

Podsumował Methiu.

? Co podsumował?

Nie mamy jedzenia, picia i pojęcia, co nas czeka!

Łączysz różne poziomy abstrakcji – w moim liceum dostałbyś za to minus.

Ostatnie zadanie Michaela kontrastowało mocno z poprzednimi.

Opisz to, nie zapewniaj nas o tym. ("Zadanie"?)

Było ono wypowiedziane łamiącym się tonem bez grama nadziei.

Sztucznie przedłużone. Połączyłabym z poprzednim i skróciła: – jęknął Michael.

za pomocną magii?

Za pomocą. Autokorekta nie wyłapie wszystkich literówek.

-Dwimeryt stwierdził. Tłumi moc magiczną.

– Dwimeryt - wyjaśnił – tłumi moc magiczną.

topór dzierżony przez Marcka opadł na łańcuch

… tak sam z siebie?

Michael był lekko zdezorientowany, lecz łańcuch pod wpływem ciosu ustąpił

A co ma jedno do drugiego? I byłbyś "lekko zdezorientowany" w takiej sytuacji? Bo ja chyba nie.

ustąpił a wraz z nim w proch poszły całe kajdany.

Ustąpił, a wraz z nim… Magia, znaczy się?

Wydał okrzyk radości, puścił księgę, lecz ta unosiła się w powietrzu.

Nie bardzo mi się to łączy.

Złożył ręce do zaklęcia

Nie widzę tego. Powtarzasz "ręce".

dziwne linie, które następnie przybierały niezidentyfikowane kształty

Poza tym, że opis ogólnie jest średnio obrazowy: linia to kształt. "Niezidentyfikowany" to taki, którego nie potrafimy zaklasyfikować, ale nie taki, którego nie umiemy opisać – tu widziałabym raczej "nieokreślone kształty" lub coś w tym rodzaju.

I wtedy wszystko zniknęło.

Znaczy, w ogóle wszystko? O co chodzi?

po tych słowach nastąpiła długa chwila milczenia.

Przedłużone na siłę. Pokaż mi to. Ponadto: milczenia-oburzenia się rymuje.

Dwimerty występuje w tych ścianach w małym stężeniu

Literówka. O stężeniu mówimy w przypadku roztworów, w skale – raczej występuje w rozproszeniu.

starał się tłumaczyć jej najprościej jak umiał

Przedłużone. Tłumaczył, i tyle. Bo tak, to albo on wychodzi na aroganta, albo ona na idiotkę.

mogłyby by

Czkawka.

wyciągnąć to, co najmniej

Wyciągnąć, to co najmniej.

Wielki Panie

Czemu to jest dużymi literami?

prawie wykrzyczał

Czemu tylko prawie, skoro jest wyraźnie wkurzony, a i wykrzyknika mu nie pożałowałeś?

przygważdżając go jedną ręką do ściany

Taki słabiutki mag? Hmm?

a drugą za pomocą niewymówionego zaklęcia obją płomieniami tak, że wyglądała jakby się paliła i przyłożył mu ją do twarzy.

To nie po polsku. Czyść swoje notatki, bo przez chwilę myślałam, że przyłożył mu do twarzy ścianę.

-Myślisz, że się Ciebie boję?-spytał lekceważąco.

"Ciebie" małą literą. Didascalium zbędne, bo jasne z samej wypowiedzi.

Powinniście to wy się uspokoić

Powinniście, to się uspokoić.

powiedział pojednawczym

Aliteracja.

szybciej niż zdążę

Szybciej, niż zdążę. Angielskie idiomy źle wyglądają w polskim tekście.

-Co do….–

-Co, do… Jak wyżej.

z ust kapłanki wydobył się stłumiony odgłos zdziwienia pomieszanego ze strachem.

Pokaż mi to. Nie interpretuj jak jakiś Freud, tylko pokaż. Bo to już zaczyna śmiesznie wyglądać.

Wszyscy pobiegli za jej wzrokiem.

Włożyli trampki i pobiegli?

Jeśli coś co ma głowę, tułów, cztery kończyny, na których się porusza można nazwać postacią.

Coś, co. Można. Ale raczej się nie powinno, bo to słowo jest mało konkretne.

To coś miało skórę

Ale były trzy cosie, więc powinieneś o nich pisać w liczbie mnogiej.

podobną do ludzkiej tylko bardziej pomarszczoną, była nienaturalnie blada a pod nią

Znowu – chaos i wrażenie zeskanowanej notatki (freewriting?). Podobną do ludzkiej, tylko bardziej pomarszczoną. Była nienaturalnie blada, a pod nią.

"Głowa" była mała

Dlaczego sugerujesz, że to imitacja głowy? Zwierzęta niebędące ludźmi też mają tę część ciała. Ponadto – jeśli te stwory tak tu stoją i czekają, to może jest czas na ich opisywanie, ale jeśli atakują, to nie bardzo.

niedoszłego topornika

Czemu niedoszłego? Topór ma? Ma. Macha nim? Macha. To czego mu brakuje, dyplomu Akademii Górniczo-Hutniczej, kierunek: topornictwo?

który od razu przyjął pozycje bojową klnąc na te dziwne istoty nazywając je ghulami.

Fragment Twojej notatki. Ja chcę czytać gotowe opowiadania, nie notatki. I przed imiesłowami wypada dać przecinki.

To nie są ludzie– stwierdziła.

Kto stwierdził? I czy to wykład, czy sytuacja bojowa?

No brawo

No, brawo.

powiedział ironiczny głos należący do postaci, która zidentyfikowała przeciwników.

Tak sam z siebie powiedział? To raz. Dwa – "postać" wskazuje tu wyraźnie kontekst RPGowy. Tak być nie powinno. O przedłużaniu zdania na siłę już tylko wspomnę.

Powietrze w tym momencie przeszył snop siarki i ognia oraz głośne przekleństwo

??? Snop nie przeszywa… Całe zdanie wzięte z notatki.

atakując swym ostrzem

A czyim?

unik stwora był szybki, a on sam silny.

Antropomorfizujesz.

Michael, wertując swoją lewitującą księgę odnalazł szukane zaklęcie, czemu towarzyszył okrzyk radości.

I miał na to czas? Przedłużasz.

niezrozumiałe nikomu słowa

Dla nikogo.

W pewnym momencie

To sugeruje, że trzeba było na to poczekać. A ghule głodne…

W pewnym momencie wyrzucił ręce przed ciebie krzycząc "Atris", z ziemi w kilka sekund wyrosły kolczaste krzewy grubości drzewca przeciętnego oszczepu, pętając potwora, który chwilę później zdechł pod ciosem topora, który rozpłatał go na pół.

Ojeju. Po kolei. Im zdanie dłuższe, tym tempo wolniejsze. To jest o wiele za długie w scenie walki, która musi być szybka. I nie, nie musisz wszystkiego dookreślić od razu – potem bohaterowie będą mieli czas na ogarnięcie się , obserwację i wnioski, na razie walczą o życie. Chyba. Potwora-topora to natrętny rym. I nie ma potrzeby dwa razy mówić, że potwór został zabity toporem.

kolejny rywal zdążył już zranić byłego gwałciciela

Rywal – do gwałtu? Hmm? Tezaurus w komputerze nie zastąpi rozwijania słownictwa.

robiąc mu paskudne rozcięcie

Ał.

Ten ryknął przeraźliwie i chcąc się zemścić zaatakował

Przedłużasz na siłę – wiemy, czemu on atakuje.

zrobił sprawny odskok

Antropomorfizacja i skrótowość.

Jego pozostały przy życiu kompan ciął swymi pazurami.

A czyimi? Poza tym – ten stwór też żyje, nie?

lecz ileż można?

… seriously?

jedyna kobieta

Po co zaznaczasz, że to jedyna kobieta, skoro a) wiemy o tym, i b) nie ma to wielkiego znaczenia?

dotarła do niego, to uklęknęła

"To" jest zupełnie zbędne.

Tak jak podejrzewała był przytomny

Tak, jak podejrzewała, był przytomny.

po spadku adrenaliny

W świecie fantasy wiedzą o adrenalinie? Hmm?

uniemożliwiał mu samodzielne poruszanie się

Niestylistyczne.

powiedziała pogodnie

Aliteracja.

nie dodając, że uczyli też jak zadawać rany, których wyleczyć się nie da

Po co to zaznaczasz w tym miejscu?

Przynieś proszę ciało

Przynieś, proszę, ciało.

usłuchał i przyniósł zmasakrowane zwłoki zabitego przez siebie stwora, straszliwie brudząc się przy tym krwią.

Jednocześnie bardzo skrótowe i zbyt szczegółowe. Notatkowe.

Wzięła zanurzyła dłoń

"Wzięła"?

czemu towarzyszył nieprzyjemny zapach

Dlaczego?

Wszyscy wydali odgłosy dezaprobaty pomieszane z obrzydzeniem

Skrótowe. Zapewnienia.

Następnie ręką tą przejechała po ranie, czemu towarzyszył stłumiony jęk poszkodowanego.

Niestylistyczne.

Oderwała a właściwie odcięła

Oderwała, a właściwie odcięła. Znaczy, miała nóż?

przyłożyła na ranę

Do rany.

po czym wyciągała swój

Wyciągnęła, jak sądzę.

Był on niewielki, prosty i stalowy. Zawieszony na pętelce z nawleczonymi dwudziestoma ośmioma koralikami małymi oraz ze sznurkiem z ośmioma większym koralikami

I właśnie – w ogóle nie widzę tego dzwonka. Już o tych wygibasach ze sznurkami nie wspomnę.

drobinki, przypominające pyłek

Bez przecinka, to określenie drobinek.

z dezaprobatą dla samego siebie

Nie po polsku. I mam wrażenie, że nie do końca wiesz, co to jest dezaprobata.

Z rozmyślań wyrwał go widok rany, która niesłychanie szybko się zasklepiła,

Jakich rozmyślań? A ranę widział od początku.

naszej Religi

Zbigniewa?

jeśli kogoś zraniłam sama muszę się zranić

Jeśli kogoś zraniłam, sama muszę się zranić.

Jeśli chcę kogoś uleczyć potrzebuję

Jeśli chcę kogoś uleczyć, potrzebuję.

Raczej prawdziwe.

Ale dlaczego miałoby być nieprawdziwe? To zasada obowiązująca w Twoim świecie, i tyle.

Prawda Michaelu?

Prawda, Michaelu?

coś komuś lub czemuś byś

Coś komuś lub czemuś, byś. Przeczytaj to na głos.

Zabierasz życiodajną wszakże energię

Po co Ci "wszakże"?

nikt Cię z tego

Małą literą.

który żerujesz by niszczyć

Żerujesz, by niszczyć. Na moje oko, żadne z nich nie ma racji bardziej od drugiego, ale nie o tym mówimy.

gdyż ty musisz krzywdzić

Ależ patos.

zostawiam coś by na nowy rok też móc zebrać plon.

Patos sąsiaduje z kolokwialnością. I przecinki: zostawiam coś, by w następnym roku też móc zebrać plon.

pokiwała z rezygnacją głową wiedząc,

Przecinek przed "wiedząc".

W milczeniu i tak napiętej atmosferze, że można by zawiesić topór przemierzali korytarz jaskini

Poziomy abstrakcji i składnia: w atmosferze tak napiętej, że.

nie raz miały spotkanie

Nieraz łącznie. "Miały spotkanie" brzmi kolokwialnie i jest bardzo skrótowe.

obszernej i okrągłej sali

Dałabym raczej przecinek,

Była ona zrobiona z gładko ociosanych, idealnie do siebie pasujących i połączonych zaprawą kamieni koloru piaskowca.

Które natychmiast zbadali. "Kolor piaskowca" to nic konkretnego – piasek miewa różne kolory, więc piaskowiec też.

mozaika, przedstawiająca słońce

Bez przecinka (określenie).

stwierdził wojownik Marcko

Nie stwierdził (p. wyż). Jeśli sposób wyrażania się ma budować postać, to przydałoby się go czymś jeszcze podeprzeć.

stwierdziła kobieta.

Już mówiłam.

Wszyscy spojrzeli na nią ze zdziwieniem. Jedni z mniej, drudzy z bardziej wyraźnym zdumieniem malującym się na ich twarzach.

Przedłużone na siłę. Nie pisałeś przecież z myślą o określonej objętości?

Gdyby nie było wyjścia leżałyby

Gdyby nie było wyjścia, leżałyby.

zaczęli szukać, właściwie sami nie wiedzieli, czego.

… no, wyjścia przecież!

Jedna godzina, druga, trzecia i nic

Mieli zegarek?

Początkowy zapał i entuzjazm, że jest wyjście

Nie po polsku. No, naprawdę.

Po drużynie było widać brak chęci do życia.

Ale to jest wniosek – czytelnik powinien go wyciągnąć samodzielnie, Ty masz na niego naprowadzić. Bo jeśli w ten sposób zapewniasz, to rzucasz tylko cukierka, który nie jest w żaden sposób wartościowy. Zostanie raz-dwa strawiony i tyle go będzie.

Zbliżała się północ widzieli to przez zakratowany sufit unoszący się dziesiątki metrów nad ich głowami.

… skąd ta krata w suficie? To raz. Dwa: Zbliżała się północ, widzieli to; albo: Zbliżała się północ. Widzieli to… I po trzecie – sufit tkwi w miejscu. Nie unosi się.

Skrawek nieba, który widzieli był bezchmurny

Skrawek nieba, który widzieli, był bezchmurny.

konstelacja Oriona

To jednoznacznie wskazuje na Ziemię, a nie świat fantasy, i to Ziemię w określonej epoce.

Wszyscy w beznadziejnych humorach, zmęczeni i zrezygnowani

Pokaż mi to. W Twoje zapewnienia nie mam obowiązku wierzyć, a w to, co pokazujesz – owszem.

co jakiś czas, składając

Bez przecinka.

Michael bez kunsztu oparł się

??? Wyrzuć tezaurus.

plecami zamknął oczy

To ciekawy wyczyn ekwilibrystyczny. Może jednak dasz przecinek?

by odizolować się od ziemi

"Odizolować" to niefantastyczne słowo.

lecz ta okazała się zbyt mała

Ziemia?

Podłożył sobie, więc ją pod głowę

Podłożył ją więc pod głowę. Raczej nie było mu wygodnie.

Niezbyt wiedział jak ma się ułożyć

Niezbyt wiedział, jak się ułożyć. I kropka. Reszta zdania jest zbędna.

że temperatura okazywała się dla niego zbyt niska.

Że marzł. Po prostu.

Godzina zero, zero.

W światach fantasy (?) nie ma cyfrowych zegarów.

To wtedy coś drgnęło…

I co dalej?

 

Opisy rozwłóczone po całym majdanie, w dużej mierze zastąpione zapewnieniami, że coś tam się stało. Skrótowość, jakbyś żywcem przepisał notatkę, wyraźne naleciałości z RPG, brak jakiejś zauważalnej zasady organizującej fabułę – fabuły też niewiele, bo przerywasz ją nagle, jakby to był serial SF. Interpunkcja nienajlepsza.

Bardzo, bardzo młody tekst. Trudno powiedzieć, czy coś będzie z Twojego pisania – może, przy dużym wkładzie pracy, będzie. Ale bez niego – na pewno nie. Przypuszczam, że czytasz za mało, a nigdy analitycznie – zaprzyjaźnij się z paniami z biblioteki. Litościwe te dusze doradzą Ci lektury na Twoją miarę.

Powodzenia. Przyda Ci się.

Odkrycie własnego błędu to nie porażka, lecz okazja (Alfred N. Whitehead)

Trudno coś dodać do analizy Tarniny, no, może jedno, bo chyba nie ma: metry i gramy też nie występują w fantasy.

Historia to uzgodniony zestaw kłamstw.

Przykro mi to mówić, ale Podziemne zło nie zdołało mnie niczym zaciekawić. Wątła fabuła oparta na zdartym pomyśle – jak tu wydostać się z miejsca, z którego nie sposób się wydostać – nie porywa, a bardzo złe wykonanie dodatkowo utrudnia lekturę.

aKubo139, nie mam zamiaru odwodzić Cię od dalszych prób literackich, ale pozwolę sobie na sugestię, abyś chwilowo je zawiesił, a zyskany czas przeznaczył na zaznajomienie się z choćby podstawowymi zasadami, rządzącymi językiem polskim. I dużo, naprawdę dużo czytaj.

 

-Dzi­siaj, to jest trzy­na­sty dzień zwy­kły po świę­cie rów­no­no­cy, na karę "Ot­chła­ni" zo­sta­li ska­za­ni– He­rold od­czy­ty­wał roz­kaz, który bar­dzo do­brze było sły­chać w sto­sun­ko­wo nie­wiel­kiej i płyt­kiej ja­ski­ni -Lu­cja Emi­fach za bluź­nier­stwo i he­re­zje. –> Brak spacji po dywizie, zamiast którego powinna być półpauza; brak spacji przed półpauzą; raz jeszcze brak spacji po dywizie, zamiast którego powinna być półpauza – te błędy pojawiają się wielokrotnie w całym opowiadaniu.

Winno być:

Dzi­siaj, to jest trzynastego dnia zwykłego po świę­cie rów­no­no­cy, na karę Ot­chła­ni zo­sta­li ska­za­ni – He­rold od­czy­ty­wał roz­kaz, który bar­dzo do­brze było sły­chać w sto­sun­ko­wo nie­wiel­kiej i płyt­kiej ja­ski­ni. – …Lu­cja Emi­fach za bluź­nier­stwo i he­re­zje.

Tu znajdziesz wskazówki, jak zapisywać dialogi: http://www.forum.artefakty.pl/page/zapis-dialogow

 

za sprze­nie­wie­rze­nie się swemu panu, de­zer­cje… –> Literówka, czy dezerterował wielokrotnie?

 

Temu spią dwi­me­ry­to­we kaj­dan­ki z przo­du. –> Temu spiął dwi­me­ry­to­we kaj­dan­ki z przo­du.

 

Rze­czy Marc­ka sta­no­wi­ła głów­nie broń. Wy­brał spo­śród nich topór bo­jo­wy. –> Rozumiem, że topór wybierał spośród broni, więc: Wy­brał spo­śród niej topór bo­jo­wy.

 

Pro­wa­dzący­ eg­ze­ku­cje He­rold zwró­cił się do Kata. –> Dlaczego wielkie litery?

 

był to niski ko­ry­tarz wy­rzeź­bio­ny w skale. –> Kto wyrzeźbił korytarz?

 

Bar­dzo bo­le­sną i po­wol­ną śmierć… -jęk­ną Mi­cha­el –> Brak kropki po didaskaliach.

Bar­dzo bo­le­sną i po­wol­ną śmierć… – jęk­nął Mi­cha­el.

 

za­mach­ną się to­po­rek który opadł na łań­cuch… –> …za­mach­nął się to­po­rkiem, który opadł na łań­cuch

 

po­ja­wi­ła się nie­bie­ska mgła i białe świa­tło.

I wtedy wszyst­ko to co po­ja­wi­ło się… –> Powtórzenie.

 

naj­pro­ściej jak umiał-, więc… –> …naj­pro­ściej jak umiał więc

Zamiast dywizu powinna być półpauza, bez przecinka – po półpauzie nie stawia się przecinka.

 

zdech­nie­my szyb­ciej ,niż zdążę po­wie­dzieć… –> Zbędna spacja przed przecinkiem, brak spacji po przecinku.

 

-Co do….– z ust… –> Co do – z ust…

Po wielokropku nie stawia się kropki!

 

"Głowę" mieli małe, nie­na­tu­ral­nie owal­ne… –> Głowy mieli małe, nie­na­tu­ral­nie owal­ne

 

Za ten czas ko­lej­ny stwór zdą­żył już zra­nić… –> W tym czasie ko­lej­ny stwór zdą­żył już zra­nić

 

Ten ryk­nął prze­raź­li­wie i za­at­ko­wał… –> Literówka.

 

Po chwi­li od­sko­czył i dźgał tak długo ostrym krań­cem tar­czy, aż ten prze­stał się ru­szać. –> Czy dobrze rozumiem, że ostry koniec tarczy był tak długo w natarciu, aż przestał się ruszać?

 

-Nic Ci nie jest? –> Nic ci nie jest?

Zaimki piszemy wielka literą, kiedy wracamy się do kogoś listownie.

 

jej sło­wom to­wa­rzy­szył uśmiech.

Za­nu­rzy­ła dłoń w zwło­kach, czemu to­wa­rzy­szył nie­przy­jem­ny… –> Powtórzenie.

 

po czym wy­cią­gne­ła swój dzwo­nek mo­dli­tew­ny. –> Literówka.

 

-Jak ona to zro­bi­ła? Ta twoja Bo­gi­ni? –> Jak ona to zro­bi­ła? Ta twoja bo­gi­ni?

 

je­dy­ną wa­lu­tą dla Bo­gi­ni jest krew. –> …je­dy­ną wa­lu­tą dla bo­gi­ni jest krew.

 

byś Ty mógł rzu­cać za­klę­cia. –> …byś ty mógł rzu­cać za­klę­cia.

 

który że­ru­jesz,by nisz­czyć? –> Brak spacji po przecinku.

 

tych, któ­rzy tu zde­chli z głodu. –> Literówka.

 

szu­ka­my wyj­ścia. Wszy­scy przy­pa­dli do ścian i za­czę­li szu­kać. Szu­ka­li dźwi­gni…–> Powtórzenia.

 

Zbli­ża­ła się pół­noc. Wi­dzie­li to przez za­kra­to­wa­ny sufit znaj­du­ją­cy się dzie­siąt­ki me­trów nad ich gło­wa­mi. –> Skoro nad nimi był sufit, w dodatku zakratowany, to jak mogli zobaczyć, że zbliża się północ?

 

który wi­dzie­li, był bez­chmur­ny. Księ­życ był w pełni, a kon­ste­la­cja Gryfa była aż na­zbyt do­brze wi­docz­na.Ich ruchy pod­czas szy­ko­wa­nia się do snu były po­wol­ne… –> Brak spacji po drugiej kropce. Byłoza.

 

Mi­cha­el bez wy­ra­fi­no­wa­nia oparł się o ścia­nę ple­ca­mi… –> Rozumiem, że Michael postanowił wyzbyć się  dotychczasowych wykwintnych nawyków i oparł się o ścianę zupełnie bez finezji, całkiem jak zwykły prostak.

Poznaj znaczenie słowa wyrafinowany.

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Nowa Fantastyka