- Opowiadanie: Łosiot - Na gigancie

Na gigancie

Pamiętniczek zmian:
22.04: kilka zmian w oparciu o komentarz Starucha, zmiana ostatniej wypowiedzi  w dialogu w zakończeniu.
23.04:  2 zmiany po uwagach None, ze szczególnym uwzględnieniem wątku skórzanej tkaniny.
24.04: Sporo niuansowych zmian w dialogach po uwagach None. Dopracowano jedną z postaci (Karl), dorzucono krótką partię dialogową po rozmowie z nim.  Znów lekka zmiana w dialogu końcowym. 
03.05: Poprawki po uwagach Regulatorów. Interpunkcja, schodki w dół :)
09.05: Po sugestiach Dogsdumpling: pogmerane przy przecinkach, fragment z nadmiarem kroków oczyszczony z  nadmiaru kroków

Dyżurni:

ocha, domek, syf.

Oceny

Na gigancie

Przypomnij sobie brzeg morza. Na razie sam brzeg tylko, a dokładniej – tę falującą linię zetknięcia wody z lądem. Czy kiedykolwiek przyglądałeś się jej choć przez kilka minut? Czy na przykład, próbowałeś określić jej kształt? Jeśli tak, to pewnie wiesz, że to niemożliwe, przecież jest w ciągłym ruchu. Wiesz też, że dłuższa obserwacja tej linii sprawia, że mnożą ci się pytania. Na przykład: czy to granica, która dzieli? Czy raczej coś łączącego dwa światy?

Teraz wyobraź sobie, że ta linia brzegowa jest nieskończenie długa. Nie, że tylko tak wygląda, bo gdzieś dalej łączy się z horyzontem. Widzisz nieskończoną, nie dającą się opisać – bo wciąż zmieniającą kształt – pełną lokalnych zawirowań, zatoczek i nieregularności, granicę łączącą ląd i morze. A teraz spójrz – jedna z fal właśnie tworzy swój własny odcinek  tej nieskończonej całości. Jej front z cichym sykiem sunie przez piasek, w głąb lądu, aż pod las. Nieźle, jak na małą falę. Nieźle – choć przecież jeśli kiedykolwiek przez chwilę przyglądałeś się falom to wiesz, że zawsze się cofają i wracają do morza.

Odwracasz wzrok. Nie zauważyłeś więc, że w ślad za pierwszą falą mknie jeszcze jedna.

 

*

 

Las był dziwnie pusty, sterylnie czysty, i ciemny. Tu i ówdzie przebijały się z góry snopy kolorowego światła – najwięcej padało go na biegnącą między grubymi pniami ścieżkę. Leśna dróżka kusiła chłodnym, drobnym piaskiem, i tajemnicą, bo w tym oślepiającym blasku nie było widać dokąd prowadzi. Po prostu ginęła dalej między drzewami, w ich cieniu. Piaseczek był prawie biały i idealnie czysty: żadnego liścia, igły, martwego żuka, czy mrówki nawet.

Pierwszemu zetknięciu bosej stopy z gładziutkim piaskiem towarzyszyło potężne uderzenie niskiego dźwięku. Drugi krok – znów to łupnięcie, basowe i głębokie, poruszające nawet powietrze w płucach. I kolejny – znowu to samo. Krok-grom, krok-grom. A potem już grom-krok, grom-krok, bo dalej to rytm tych dzikich uderzeń przejął władzę i poniósł go przed siebie. Szedł pewnie, równo, patrząc w ciemność otaczającą ten las, lub raczej coś, co las udawało.

Z tego, że nie jest w tym dziwnym miejscu sam, zdał sobie sprawę dopiero po pewnym czasie. Kątem oka, w czerni dojrzał ruch. Wyczuwał małe prądy powietrza, zapachy, krążące wokół ciepło. Jeszcze kilka kroków i… ścieżka się urwała, zatrzymał się więc. Wibrując w środku od ciężkiego basu ostrej, elektronicznej muzyki, stanął przed nimi wszystkimi nagi, w błysku fleszy, burzy oklasków, westchnień zachwytu. Krzyczeli, że jest boski, wspaniały, piękny. Wyciągnęli w jego kierunku telefony, chcieli, by na nich spojrzał, a gdy to robił – od razu dzielili się nim z całym światem.

– Tutaj, złaź z wybiegu! – zawołał go kobiecy głos. – No chodź!

Zauważył ją wreszcie, machała do niego ręką. Obok miejsca, gdzie kończyła się piaszczysta ścieżka, wybudowane były małe schodki. Zszedł po nich i zbliżył się do krzyczącej coś do niego kobiety. Tłum dookoła szybko stracił nim zainteresowanie, ich uwagę przykuli kolejni, przedziwnie odziani młodzieńcy i dziewczęta.

– No, to ci się udało! – Blondynka starała się przekrzyczeć muzykę zbliżając pomalowane na czerwono usta do jego ucha.  – Wow, jesteś już wszędzie! – Pokazała mu ekran smartfonu, jednak ponieważ wciąż podrygiwała w takt klubowych bitów, nie dało się tam nic zobaczyć.

– Nikt cię tu nie zna, ale to się szybko zmieni! Chodź. – Mówiąc to, objęła go ramieniem i przylgnęła policzkiem do jego policzka. Wyciągnęła rękę i zrobiła im wspólne zdjęcie.

– Pierwsza! Jesteś mój! – krzyknęła i pocałowała go w usta. – To jak masz na imię?

– Adonis – odparł.

– Ookej, hasztag Adonis!

– Hej, a ty? Poczekaj! Jak się nazywasz?

– Zaraz wchodzę na wybieg, pogadamy na imprezie, po pokazie! I ubierz się, przystojniaku.

 

*

 

Ktoś bardzo wysoki i chudy szedł przez tłum tańczących. Ci schodzili mu z drogi, rozstępowali się przed nim, by po chwili zalać kłębowiskiem ciał pustą przestrzeń za nim. W błyskach stroboskopu jego okrągłe, czarne oczy były jak dziury wciągające światło, a poły płaszcza i ogromny kołnierz przywodziły Adonisowi na myśl skrzydła sióstr gniewu. Z każdym uderzeniem basu, z każdym kolejnym rozbłyskiem był coraz bliżej. Klatka po klatce, chudzielec zdjął okrągłe okulary, przechylił lekko głowę, uśmiechnął się i uniósł obie ręce. Ktoś z tyłu pochwycił opadający płaszcz, a muzyka nieco przycichła. W kolejnym rozbłysku, dryblas schylał się już nad Adonisem, szepcząc mu do ucha.

– Niezły z ciebie spryciarz.

W kolejnych mignięciach ostrego światła, chudy mężczyzna pojawiał się w zamrożonych pozach dookoła. Pożerał Adonisa wzrokiem.

– Jesteś kompletnie nieznany, więc postanawiasz pojawić się znikąd i ukraść show, co?

Jego strój składał się z posplatanych i połączonych różnego typu sprzączkami i klamrami rzemyków. Skórzana plecionka bardzo ciasno okrywała patykowate kończyny i wątły tors. Znów zbliżył się, tym razem muskając ustami ucho Adonisa.

– Chciałeś zostać gwiazdą na moim pokazie, bez mojego pozwolenia? To tak, jakbyś zadarł z bogiem! – zaśmiał się i przyjaźnie poklepał Adonisa po plecach.

– Zadarł z bogiem? – Adonis parsknął. – Bogom to możesz dziękować, że tu jestem.

– Pewny siebie, to lubię. Jak masz na imię?

– Adonis – odpowiedział młodzieniec z dumą, patrząc wysokiemu mężczyźnie w oczy. Ten roześmiał się głośno, wytrzymując spojrzenie.

– Pretensjonalnie, a jakże. To też mi się podoba, w tym sezonie stawiam na pretensjonalność. Pasujesz mi, chłopcze, chcę cię na moim wybiegu. Pieniądze nie są ważne, dogadamy się. Umowa stoi?

– A ty? Jak się zwiesz? – zapytał zakłopotany młodzieniec.

Chudzielca zatkało. Uniósł brwi i przez chwilę wpatrywał się w Adonisa zaskoczony.

– Nie wiem, chłopcze, czy teraz żartujesz? Jeśli jakimś cudem nie wiesz kim jestem, to się rozejrzyj. Wszystkie te ciuchy, to piękno, ten szyk i styl nosi mój znak, moje imię. Bądź moim gościem piękny Adonisie, baw się z nami do rana!

Pstryknął palcami. Jakieś pomocne dłonie zarzuciły mu na plecy płaszcz, inne założyły mu okrągłe okulary.  Muzyka zaczęła dudnić znacznie głośniej. Ktoś podał mu do ręki smycz. Wraz z przypiętym do niej zwierzęciem odszedł, zostawiając Adonisa samego. Ludzkie morze rozstąpiło się przed nim i zamknęło, gdy w nie wszedł.

 

*

– Rozmawiałeś z nim już! Co ci powiedział? – dopytywała znajoma, wysoka blondynka.

– Karl, tak? – odparł Adonis. – Powiedział, że zadarłem z bogiem.

– Och, jaki on jest słodki! Wiesz, to żartowniś i czasem gada głupoty, ale pokochasz go na pewno. To mistrz, sam zobaczysz. Nie ma lepszego projektanta!

Bawił się z nimi, tańczył, śmiał i coraz bardziej odurzał. Na przemian pili, wciągali i palili, więc wieczór zaczął się zmieniać w jedno, rozmyte wspomnienie przeżywane tu i teraz. Adonis był zachwycony. Wszystko tu było nowe. Ludzie, smaki, dźwięki, zapachy i wrażenia tak inne od tych, które znał. Zgubił się w labiryncie ludzi, świateł i wibrujących w płucach uderzeń tej ich szalonej, szybkiej muzyki. Coraz bardziej pogrążony w tej niezwykłej nocy, cieszył się swoją ucieczką. I prawie udało mu się zapomnieć o tym, przed czym uciekał. Wystarczyła jednak jedna chwila. Moment, w którym w gąszczu wijących się ciał, zobaczył znajomą twarz. Najpiękniejszą twarz tamtego świata.

– Afro!

Kiedy tak stał w tej rytmicznie drżącej ludzkiej plątaninie, poczuł się na moment straszliwie sam. Dało o sobie znać coś, co starał się wcześniej ignorować. To przyciąganie, tak już słabe, gdy był z nią, nagle pokazało swą moc. Owszem, uciekł. Ale za ucieczkę zapłacił wysoką cenę w postaci tęsknoty i wyrzutów sumienia.

Zapadał się coraz głębiej. Czuł chciwe, obce dłonie ściągające go w falujący ocean odurzenia i rozkoszy. Bas wibrował w jego ciele, światem rządziły na przemian ciemność i światło. Znów to przeklęte, błyskające światło zmieniające świat w serię nieruchomych obrazków. Była tam przed chwilą, na jednym z nich! Ruszył w tę stronę, klatka po klatce. 

– Afro!

Zniknęła. A może wcale jej tam nie było?

Kiedy się w końcu poddał, zanim runął w ciepło wymalowanych ust i blond włosów – w miejscu gdzie przed chwilą widział swą boginię, zobaczył wysoką, skrzydlatą postać, jedyną stojącą wśród wijących się na podłodze ciał. Okrągłe, czarne oczy patrzyły prosto na niego.

 

*

 

Adonis obudził się w czyichś ramionach, wśród posplatanych ze sobą, śpiących gdzie popadnie ludzi. Na środku dużego pomieszczenia, pokaźnych rozmiarów świnia wyżerała coś z podłogi.

– Obudź się – powiedział niski głos.

Młodzieniec podniósł obolałą głowę i przyjrzał się zwierzęciu.

– Tu jestem, wstawaj, Adonisie – poirytowany głos dobiegał na szczęście z innego kierunku, niż znajdowała się świnia. Adonis obrócił się i zobaczył skórzane buty na wysokim obcasie. Wyżej – chude, obwiązane ciasno rzemieniami nogi i wątły tors owinięty częściowo płaszczem. Wyciągnięta w jego kierunku dłoń była chuda i koścista Chwycił ją i podniósł się chwiejnie.

– To ty, rozmawialiśmy wczoraj. O bogach – wymamrotał Adonis. – Karl, prawda?

– Wczoraj rozmawiałeś z Karlem, aż dziw, że to pamiętasz po tej nocy – odparł wysoki mężczyzna zdejmując przyciemniane okulary o okrągłych szkłach. – Czas byś przypomniał sobie wszystko, Adonisie! – warknął i spojrzał mu prosto w oczy.

I wtedy Adonis zdał sobie sprawę z tego, z kim rozmawia. Ten gniew, ta furia i żądza zemsty. To już nie był Karl.

– Erynia… jesteś Erynią? Skąd ty tutaj? Przyszłaś za mną? Kto cię przysłał? – zapytał młodzieniec drżącym głosem.

– Skąd ja tutaj? Ech, piękny chłopcze – dłoń mężczyzny spoczęła delikatnie na karku Adonisa, a kciuk zaczął pieścić jego ucho. – Bogowie są potężni także w tym świecie, wiesz? Twoja bogini tęskni, a to bardzo niedobrze. Boginie nie powinny tęsknić, Adonisie. Gdy tęsknią, przestają się czuć boginiami, a to bardzo źle Adonisie. Bardzo źle, wiesz?

Palce Erynii coraz mocniej naciskały na delikatny kark młodzieńca, a kciuk coraz bardziej zagłębiał się w jego ucho.

– Skrzywdziłeś boginię, przez ciebie poczuła się jak człowiek, wiesz? – cedziła przez zaciśnięte zęby. – Jej ojcu bardzo się to nie spodobało. – Dodała po chwili namysłu.

– Mogę spędzać mój czas z kim chcę, tak rzekł Gromowładny, to moje prawo! – Twarz Adonisa skrzywiła się w bólu.

– Zawsze spędzałeś ten czas z nią, a teraz ona tęskni z twojego powodu. Ona nie może tęsknić, chłopcze! – to mówiąc Erynia poprawiła chwyt na karku młodzieńca i cisnęła nim z nieludzką siłą o podłogę.

– Zostaw mnie, proszę, przecież wrócę do niej, jak tylko… – Ostatnie słowa Adonisa zdusił potężny kopniak.

– Wiesz jak jeszcze nie może się poczuć bogini? – mówiła Erynia. – Bogini, drogi chłopcze, nie może się poczuć zdradzona. A powodów do tego dałeś jej tej nocy naprawdę aż nadto. – Stanęła nad Adonisem na szeroko rozstawionych nogach i nachyliła się nad nim.

– O, tak, wrócisz. Wrócisz już niedługo, wiesz? – rzekłszy to, szturchnięciem obcasa obróciła Adonisa na plecy. – Czyń, co ci przeznaczone, bestio!

Świnia ruszyła na leżącego Adonisa z zaskakującą szybkością. Kwicząc wściekle, szarpała kłami jego uda, rwała jasną skórę, mięśnie, ścięgna i tętnice. Krew z pięknego ciała Adonisa szybko rozlała się kałużą na posadzce. Erynia szarpnęła smycz, a zwierzę posłusznie ruszyło za nią wśród przerażonych spojrzeń budzących się po ostrej imprezie modelek i modeli.

 

*

 

Zobacz – fala wraca. Cofa się, zostawiając mokry piasek, który szybko wyschnie. Za chwilę nie będzie śladu po jej odważnej próbie przerwania granicy między morzem, a lądem. Czy jeszcze kiedyś spróbuje?

 

*

 

Leżał na trawie, z głową opartą na ciepłym udzie Afrodyty. Ta gładziła delikatnie jego włosy i przyglądała mu się zamyślona.

– Czy naprawdę za mną tęskniłeś?

– Naprawdę, Afro. Wiesz przecież. Ty chyba też, co?

– Tak, kochany – mówiła oplatając sobie kosmyk jego włosów wokół palca.

– Miałem trochę dość. Ty, Persefona, to trudne. Zeus dał mi prawo, mogę przecież tę moją część roku spędzać jak chcę i z kim chcę.

– Myślę, że po prostu ojciec zmienił zdanie, najdroższy. – Wodziła palcem po jego ustach, policzkach.

– Dlaczego wysłał tam za mną Erynię? I to chyba Tyzofone, najstraszliwszą z sióstr! Wróciłbym sam. To było okrutne.

– Bogowie popełniają wiele okrucieństw, gdy czegoś bardzo chcą, wiesz? – odpowiedziała, gładząc kciukiem jego ucho.

 

Koniec

Komentarze

Hmmm, historia pięknego acz wiarołomnego bawidamka mnie nie porwała. Ale fajnie wykorzystałeś świnię. :-)

Przyjrzyj się zapisowi dialogów. Interpunkcja kuleje.

Babska logika rządzi!

Historia to uzgodniony zestaw kłamstw.

Hmm… No niby wszystko jest tak jak powinno, ale czegoś mi tu brak. Może tej zazdrości, a może za dużo tych barwnych opisów, a za mało akcji? W każdym razie – bardzo porządnie podana reinterpretacja mitu.

Ze szczególików (i podkreślam, to tylko moje wrażenia, nie prawdy objawione):

– “objęła go jednym ramieniem” – a po co tu to “jednym”? brzmi nienaturalnie;

– “ uniósł obie ręce wierzchami dłoni skierowanymi  w dół” – a tu się potknąłem i czytałem kilka razy: ręce unosi, ale potem jest “dół”, co mnie zbiło z tropu; naturalniej byłoby: “uniósł ręce dłońmi do góry “ czy coś; poza tym – dłonie mają grzbiety (wg mnie);

– “jakbysś” – literówka;

– “wyżerała coś z przewróconego na podłodze naczynia” – tu też coś nie ten teges; może “z wywróconego naczynia, leżącego na podłodze” czy coś?;

– “skórzanymi rzemieniami” – ogólnie rzecz biorąc, rzemienie są skórzane ;);

– “Eh” – z tego co pamiętam, to po polsku preferuje się “ech”;

– “wściekła siostra” – no niby wiem, że są trzy Erynie, ale do kogo odnosi się “siostra” w tym zdaniu?;

– “częśc” – literówka.

Masz tam gdzieś jeszcze zbitkę “nim”, “niego”, “nich” na krótkim dystansie.

 

Czyli – mimo mojego starczego marudzenia całkiem porządna robota, czyta się dobrze!

Zapraszam w czwartki o 19 do proradio.pl. Spora dawka rockowej muzyki + stękania starego dziada ;).

Hej Moi Mili, przepraszam, że dopiero teraz wracam z komentarzem zwrotnym, jadłem żurek.

Troszkę jest tak, że historyjka nabiera trochę rumieńców, jak się złapie twist, który jest w nią wmontowany w nieoczywisty sposób. Ale zostawmy to. 

 

Dziękuje za lekturę obu paniom, Staruchu Twoje sugestie poprawek już biorę i wdrażam. 

 

I mnie tu czegoś brakowało. Dostaję historię od A do Z, ale taką jakąś… płytką. :-) Głupie określenie, ale nie znalazłem lepszego. Chodzi mi o to, że w tekście brakowało mi jakiegoś BOOM! Czegoś, co zostanie w pamięci na dłużej. Wiem, że limit nie pozwala za bardzo zaszaleć. Dlatego kiedy sam myślałem o starcie w tym konkursie, stwierdziłem, że trzeba albo postawić na jedną, mocną historię i budować wokół niej emocje (kłaniamy się Staruchowi:-)), albo pisać całe opowiadanie pod wyrazistą puentę. Nie traktuj tego jako żadne wymądrzanie się. Myślę, że piszący co najmniej kilka razy uzmysłowią mi w tym konkursie, ile pomysłów można zmieścić w takim limicie. Piszę więc o tym wyłącznie dlatego, żeby stworzyć jakąś definicję tego BOOM!, którego mi tu zabrakło.

To marudzenie potraktuj jednak wyłącznie w kategoriach podnoszenia poprzeczki pod kątem przyszłych Twoich tekstów. W końcu w całej zabawie w pisanie chodzi o to, żeby się rozwijać i mierzyć jak najwyżej. :-)

Samo opowiadanie czytało się w porządku. Nie brakowało mi niczego poza wspomnianą wartością dodaną. Historia, jak to określiła Finkla, bawidamka, miała ręce i nogi, a tylko nie dostarczyła jakiegoś poważniejszego powodu, żeby się nim mocniej przejąć/zainteresować.

I na koniec tradycyjna uwaga do moich… uwag. :-)

Pamiętaj, że to tylko moja opinia i można (powinno się) mieć inne zdanie. Zwłaszcza, że wystarczy krótkie: Spróbuj napisać lepiej! żeby wartość tych moich wypocin brutalnie zweryfikować. :-)

Ponieważ (mimowolnie) często moje komentarze mogą wyglądać na krytyczne, podkreślę jeszcze raz. Opowiadanie jest dla mnie naprawdę przyzwoite, czytało się dobrze, a ewentualne elementy do poprawy wskazuję z czystej życzliwości, kibicując tak Tobie jak i innym w rozwoju umiejętności. 

Należy również pamiętać, że jestem bardzo prostym czytelnikiem. 

I nie wszystko potrafię wyłapać.

Pozdrawiam. :-)

Czołem CM. No niedobrze, że Ty i Finkla widzicie tu tylko historię bawidamka, znów gdzieś mi tam między słowami za mocno się poukrywały pewne sprawy ;)

To co piszesz o braku BOOM jest dla mnie zrozumiałe, to znaczy masz rację, ni mo tego BOOM. No ale jest mały twiścik, miał rekompensować brak BOOM. 

Dzięki!

Na razie tylko kilka drobiazgów, wrócę z pełniejszym komentarzem.

Las był dziwnie pusty, sterylnie czysty

Las fizycznie nie ma prawa być sterylnie czysty. Zdaję sobie sprawę, że to zapewne metafora, ale źle dobrana.

Drugą rękę wyciągnęła do przodu i zrobiła im wspólne zdjęcie trzymanym smartfonem.

“Trzymanym” jest zbędne. “Wspólne” też. A jakby ciut przestawić słowa, to i bez “do przodu” by się obyło.

Skórzana tkanina bardzo ciasno

Tkanina to coś tkanego. Więc siłą rzeczy nie może być skórzana.

Ja, zapewne, niewiele wniosę swoim komentarzem, tylko powtórzę słowa przedmówców. Niby nie było jakiejś petardy, ale nie odczułem specjalnie tego braku. Gdyby tekst był dłuższy to rzeczywiście mogłoby być ciężej, ale wszystko rekompensuje przejrzystość tekstu, zwięzłość i sposób opisu, który bardzo mi odpowiada ;). 

Być może wyłapałem co nieco ukrytej treści, ale nie jestem tego na tyle pewien, żeby dzielić się spostrzeżeniami. 

Twój każdy kolejny jest coraz lepszy, oby tak dalej! 

Nie poruszam się pewnie w obszarze mitologii, ale opowiadanie mi się podobało. 

Pozdrawiam. ;) 

Teatrzyk marionetek dobiega końca, kiedy pętla owija się wokół szyi.

None, MaSkrol – bardzo Wam dziękuję za pochylenie się nad tekstem i uwagi, w tym bardzo pozytywne! 

 

Odnośnie uwag None:

– sterylnie czysty las.

Zgadzam się, nie ma sterylnie czystych, prawdziwych lasów. Ten jest sterylnie czysty, wniosek jest tylko jeden w związku z tym… W tej części opowiadania – wydawało mi się do dziś – wybrzmiewa to w wystarczającym stopniu. Również na końcu akapitu jest to podbite ((…) coś, co las udawało (…)). 

– scenka z selfie – hah, masz 100% racji, poprawię to. 

– skórzana tkanina – tu miałem dylemat już wcześniej, ale skoro zwróciło to Twoją uwagę, to coś jest na rzeczy. Zmienię to.

 

Dzięki!

 

Mnie się ta skórzana tkanina podobała. Jeśli coś jest splecione z pasków lub rzemyków, to nazwa IMO pasuje. Chociaż jest nieortodoksyjna.

Babska logika rządzi!

Poświęciłem tematyce skórzanej tkaniny wiele godzin dumania, które przerodziło się później w śmiertelne zwarcie intelektualne z samym sobą. Z boju z tym potężnym przeciwnikiem wyszedłem zwycięsko, a oczom moich licznych i wiernych czytelników ukazała się SKÓRZANA PLECIONKA.

Zgadzam się, nie ma sterylnie czystych, prawdziwych lasów. Ten jest sterylnie czysty, wniosek jest tylko jeden w związku z tym…

Problem w tym, że to słowo w tym miejscu nic mi o tym lesie nie mówi. “Sterylny las” nie niesie żadnego znaczenia, które bym rozumiał. Przecież nie chodzi o aseptykę. Więc o co? Jaka jego cecha (lub jej brak) daje efekt tej sterylności? 

Mnie się ta skórzana tkanina podobała. Jeśli coś jest splecione z pasków lub rzemyków, to nazwa IMO pasuje.

Jeśli coś jest plecione, to to jest plecionka, nie tkanina. :P 

EDIT

Zostałem uprzedzony. Tak to jest, jak się pisze epopeje w komentarzach.

 

Ok, jak obiecałem, wracam z obszerniejszym komentarzem do tekstu. Zanim jednak do niego przejdę, dwa słowa wstępu. Będę się czepiał rzeczy dużych i małych, kluczowych dla tekstu i całkiem błahych. Chciałbym, żebyś nie traktował tego jak pastwienia się nad opowiadaniem, a jako formę łapanki – ale skupionej nie na zapisie, a na strukturze tekstu. 

Oczywiście o ile ortografia i interpunkcja podlegają bardziej lub mniej sztywnym regułom, tak moje czepy będą bazowały w dużej mierze na rozmaitych mojszyzmach i prywatnych odczuciach. Dlatego jestem otwarty na polemikę – ba, liczę na nią, bo w ten sposób obydwaj mamy szansę się czegoś nauczyć.

Jeszcze w kwestii formalnej – kiedy poniżej będę pisał o micie Adonisa i Afrodyty, będę miał na myśli wersję opisaną na Wikipedii, bo z tą się na potrzeby tekstu zapoznałem.

 

No dobra, mając za sobą preambułę, przejdźmy do rzeczy. To opowiadanie, choć bez dwóch zdań ma swoje zalety, jest nieco, powiedzmy, bałaganiarskie strukturalnie, co może powodować, że jego odbiór przez czytelników będzie inny, niż założony. Szczególnie w kwestii “drugiego dna”, które jak twierdzisz gdzieś tam jest. 

Zacznę może od samej fabuły. Teoretycznie jest prosta. Adonis przenika do naszego świata, trafia na pokaz mody czy coś w tym rodzaju, robi wrażenie, rozmawia z chudzielcem, imprezuje trochę, budzi się, zostaje zabity, wraca do siebie. Niby wszystko jest na miejscu, a jednak to i owo mnie uwierało. 

Po pierwsze, Erynia. Przy pierwszym spotkaniu mówi Adonisowi:

– Teraz baw się, a jutro porozmawiamy.

Wcześniej jeszcze trochę się z nim droczy, rzuca trochę forshadowingu co do zadzierania z bogami itd. Zaś o poranku kara go, wypominając mu przy tym niewierność ubiegłej nocy. Jaki jest w tym sens? Czemu odwleka sprawę do poranka, czemu nakłania uciekiniera do zabawy, zamiast od razu nakarmić nim świniaka?

Po drugie, znowu Erynia, a raczej kwestia jej tożsamości.

– Erynia… jesteś Erynią? Przecież odszedłem stamtąd? Skąd ty tutaj?

To mógłby być ważny moment w opowiadaniu. Ujawnienie nadprzyrodzonego charakteru rozmówcy, payoff dla “drugiej fali” z wstępu. W obecnej formie wypada to zupełnie płasko, bez emocji. Po części ze względu na niewielką długość opowiadania. Ale po części dlatego, że jest to rozwiązanie zagadki, z której istnienia nie zdawaliśmy sobie sprawy, aż było po wszystkim. Tak, wcześniej był forshadowing (”skrzydła sióstr gniewu” i później tajemnicza postać w tłumie), ale nie buduje on w czytelniku poczucia, że jest tu jakaś tajemnica, że w tej postaci jest coś ważnego – w momencie lektury nie wydaje się ona istotniejsza, niż modelka, która pojawia się chwilę wcześniej. Więc kiedy dowiadujemy się, że na imprezie jest drugi gość z mitologicznej strony, nie robi to aż takiego wrażenia.

 

Skoro już mowa o postaciach… Ze względu na tematykę konkursu, można by oczekiwać, że Adonis będzie punktem centralnym opowiadania. Tymczasem jest on w zasadzie całkowicie pozbawiony inicjatywy, osobowości, cech charakterystycznych. Nie dowiadujemy się o nim w zasadzie niczego, czego nie wiemy z oryginalnego mitu. Nawet tego, czemu w zasadzie tym razem postanowił nie spędzać czasu z Afrodytą, poza tym, ze “miał trochę dość”. Słowem – jest nudny.

 

Ponarzekam też trochę na warstwę emocjonalną. Tu panuje chyba największy nieporządek. Nie potrafię ocenić, jakie emocje chciałeś, bym czuł podczas lektury. Czy miałem współczuć Adonisowi? Chyba tak. Ale nie jestem pewien. Bo że jest to tekst, w którym emocje miały grać znaczną rolę, nie mam wątpliwości. 

Głównym problemem jest ostatnia scena, a sposób, w jaki wpływa na odbiór poprzednich. Przed chwilą nasz bohater został brutalnie wykastrowany i zabity przez świnię, a potem wpierw znowu obserwujemy alegoryczne fale, a potem patrzymy, jak siedzi na trawie. Więc… W zasadzie nic takiego się nie stało? On w każdym razie nie zachowuje się, jakby miał większe pretensje. Raczej w stylu “No przecież o co ten hałas, bym wrócił”, niż “Jak mogłaś mi to zrobić”. A skoro on się nie przejmuje, to czy my powinniśmy?

Nie pomagają też te alegoryczne fale. (Nota bene – żeby klamra była udana, akapit powinien być pierwszym i ostatnim w tekście. Lub chociaż drugim i przedostatnim. W obecnej formie – nie spina, jak powinna.) Jak na tekst o tragicznym wydźwięku budują zdecydowanie zbyt spokojny, zbyt sielankowy nastrój.

Wspomnę też o scenach imprezy, które są wprawdzie bardzo ładnie opisane, ale emocjonalnie nieco płaskie. Co wtedy czuje Adonis? Ulgę, że w końcu się wyrwał? Poczucie winy? Ja nie jestem pewien. A to pomogłoby budować nastrój tekstu.

 

No i czepy ostatnie. Mityczne (nomen omen) drugie dno, które ma jakoby pogłębiać tekst. Jeżeli moja interpretacja jest poprawna, chodzi o fakt, że Erynia i Afrodyta z ostatniej sceny to ta sama osoba (powtórzenie gestu – o czym mówiąc, wtykanie palca w ucho to dziwny wybór. Ani to erotyczne, ani szczególnie groźne. Po prostu… dziwne). Czyli zapewne, że to sama bogini miłości nakarmiła prosiaczka swoim kochankiem, żeby ten czym prędzej do niej wrócił. Czyli opowieść o zaborczej miłości (czego niestety w warstwie emocjonalnej, jak wspominałem, nie czuć). Jeżeli mam rację, to odkrycie to nie wpłynęło szczególnie na mój odbiór opowiadania.

W kwestii drugich den w ogólności – jeżeli chcesz zachęcić czytelnika do ich poszukiwania, dawaj sygnały, że jest czego szukać. Kreuj atmosferę tajemniczości, niedopowiedzenia. W tym tekście bez mała tłuczesz odbiorcę informacjami po głowie – szczególnie jeżeli chodzi o motywy Afrodyty. Nawet taki drobiazg, jak imiona – gdybyś nie rzucał zaraz od początku mianem Adonisa, zostawił je niedopowiedziane – to już jest jakaś zachęta, by poszperać, poszukać, pokojarzyć.

 

Ok, to tyle. Jasne, trochę tego jest, ale nie znaczy to, że uważam, by tekst był fatalny czy coś w tym stylu. Niemniej jednak pewne jego elementy można by pomyśleć inaczej. Nie oczekuję, że je teraz poprawisz – chciałbym jednak, byś miał moje uwagi na uwadze przy pisaniu kolejnych opowiadań. Oczywiście, po tym jak już przedyskutujemy to, które z moich zarzutów faktycznie są zasadne.

Faktycznie, niezła epopeja. :-)

Jeśli coś jest plecione, to to jest plecionka, nie tkanina. :P 

A ja uważam, że tkanina też jest plecionką. I lina. I…

Babska logika rządzi!

None… No bardzo dziękuję za ten komentarz. 

Generalnie – rozkminiłeś to opowiadanie, rokładając je na łopatki. Myślę też, że odebrałeś warstwę fabularną właściwie w 100% prawidłowo. W sumie, to trochę mój mały sukces w całej tej klęsce. 

Nie wchodząc w szczegóły i polemikę (wybacz – ale po prostu masz rację) – odbiję tylko piłeczkę w 3 punktach:

– Las. Sterylnie czysty… Come on, to naprawde nie jest OK? Po co tutaj w ogóle ta sterylność? Chciałem podkreślić, że to to jest scenografia pokazu mody, a nie prawdziwy las. Sterylnie czysty, sztuczny. 

– Odnośnie zakończenia – zamysł był taki, że Afro podszyła się pod Erynię, a nasz bohater nie jest tego świadom. Dlatego nie miał do niej pretensji. 

– Klamra. Zdaję sobie sprawę, powinno wyglądać jej standardowe wykorzystanie. Wydaje mi się, że w tym konkretnym przypadku to gra dobrze. Dlaczego? Nie jestem pewien :P 

 

P.S.

Zapewne przysiądę i popracuję nad tym opowiadaniem, bo mi go szkoda, szczególnie po tym, jak ktoś (tzn Ty, None :)) tak się zaangazował w przeczytanie, zrozumienie i fajną krytykę.

Skręcając mu kark, bardzo mi pomogłeś, świetna lekcja. 

 

pozdro!

– Las. Sterylnie czysty… Come on, to naprawde nie jest OK? Po co tutaj w ogóle ta sterylność? Chciałem podkreślić, że to to jest scenografia pokazu mody, a nie prawdziwy las. Sterylnie czysty, sztuczny. 

Sztuczny byłoby dobrym słowem. Ale sterylnie czysty? Nie budzi skojarzenia ze sztucznością, przynajmniej u mnie. Mówi się wprawdzie o sterylnym środowisku w grach komputerowych, gdy brakuje szczegółów, ale to dość niszowe wykorzystanie tego słowa.

– Odnośnie zakończenia – zamysł był taki, że Afro podszyła się pod Erynię, a nasz bohater nie jest tego świadom. Dlatego nie miał do niej pretensji. 

Ale myśli, że to Afro posłała za nim Erynię, a o to też mógłby mieć pretensje. No i za makabryczny zgon. I kastrację zębami świni. Takie tam :P

– Klamra. Zdaję sobie sprawę, powinno wyglądać jej standardowe wykorzystanie. Wydaje mi się, że w tym konkretnym przypadku to gra dobrze. Dlaczego? Nie jestem pewien :P 

Działa nieźle. Ale jak się czepiać, to się czepiać.

 

Ogólnie nie traktuj tego tekstu jako porażki. Nie planowałem “skręcać mu karku”. To dobre opowiadanie. Nie wybitne, ale dobre. Jasne, ma swoje wady, ale koncept nie jest zły, językowo jest w porządku, dałeś radę stworzyć spójną alegorię i sprawnie powplatałeś w treść nawiazania do mitu. A że struktura trochę nawala… Nie każdemu czytelnikowi to przeszkadza. Są na tym portalu teksty z piórkami, które strukturalnie też nie błyszczą.

Czytałam kilka dni temu i teraz po zmianach.

Pomysł na pokaz fajny (w sumie Adonis pasuje na modelasmiley). Dzięki temu mogłeś pokazać współczesny świat – zalany informacjami i szybko się nimi nudzący.

Jeśli dobrze pamiętam to odgadłam, że Afrodyta mogła podszyć się pod Erynię. Również to, że chudzielec od pokazu w pierwszej scenie jest sobą, a w drugiej to Erynia/Afrodyta. Dobrze jednak, że to doprecyzowałeś. Choć to zdanie może wprowadzać w błąd: Znów zbliżył się, tym razem muskając ustami ucho Adonisa.

Sterylnie czysty las akurat tu mi pasował. Możliwe że domyślałam się, że nie jest prawdziwy i co chcesz przekazać.

Początek plastycznie opisany, choć jego prawdziwe znaczenie poznajemy dopiero po przeczytaniu całości. To tylko moja subiektywna opinia, ale dla mnie ten fragment wyglądałby płynniej tak:

Teraz wyobraź sobie, że ta linia brzegowa jest nieskończenie długa, nie dająca się opisać – bo wciąż zmieniająca kształt – pełna lokalnych zawirowań, zatoczek i nieregularności granica, łącząca ląd i morze.

Po pierwsze dlatego, że to zdanie: Nie, że tylko tak wygląda, bo gdzieś dalej łączy się – nie brzmi mi w takim poetyckim opisie, ale też masz blisko powtórzenie nieskończenie długa.

 

I jeszcze te rzeczy rzuciły mi się w oczy:

Jeśli jakimś cudem nie wiesz kim jesteś – chyba miało być jestem.

Jej ojcu bardzo się to nie spodobało. – dodała po chwili namysłu. – bez kropki, jeśli zaczynasz małą literą.

 

Pozdrawiam i powodzenia w konkursie:)

Przeczytałem ponownie. Ogólnie rzecz biorąc, jest lepiej. Rozwiązałeś niektóre problemy, inne przynajmniej zmniejszyłeś, nie zmieniając przy tym znacząco szkieletu tekstu. Moje uznanie.

None, dziękuję Ci. Bardzo mi pomogłeś. Serio, jestem bardzo wdzięczny. Monique, Tobie również powodzenia, fajnie że wylapałaś babole, poprawię.

Cześć Łosiot!

 

Pomysł na umieszczenie Adonisa w realiach ok, choć może zbyt oczywisty. Zaserwowałeś bardzo lekką historię, niestety ubogą emocjonalnie. None zwrócił uwagę chyba na wszystko, co zgrzyta, więc nie będę się powtarzać ;)

Fajna świnia. :)

 

Powodzenia w konkursie!

Sara

Hej! Dziękuję za lekturę i komentarz. Z pomysłami czasem jest tak, że stają się oczywiste dopiero wtedy, jak się je zobaczy już wdrożone. Ubogosc emocjonalna. Hmm. Trudny dla mnie zarzut do przyjęcia. No ale to czytelnik ma zawsze rację, co nie? Wyjaśnię tylko, że zdaje sobie sprawę, iż mało piszę tu o emocjach bezpośrednio . Kwestia, czy sytuacja, w której znalazł się bohater i postępowanie innych postaci (właściwie to jednej), budzą jakieś emocje. Jeśli nie, to znaczy, że nie wyszło :P. Dzięki i pozdrawiam!

Racja, z pomysłami tak jest. Stoisz sobie pod prysznicem i wydaje ci się, że wpadłeś na genialny pomysł, po czym pierwszy, drugi i trzeci wyrzucasz do kosza. ;) Ja mam już tyle wersji różnych historii, że aż zaczynam wątpić, czy którakolwiek mnie kiedyś zadowoli. indecision

A jeśli o ubogość chodzi, to raczej kwestia gustu. Ja tam wolę mięsiste historie, co też nie znaczy, że musi być naszprykowana wyłącznie emocjami. Jestem po prostu wybredna, nad czym ubolewam, bo coraz mniej książek mnie zadowala, stąd wzięłam się na tym portalu. A tu ludzie są naprawdę zdolni! 

Emocje pojawiły się wraz z Erynią, ale sam Adonis i Afro są raczej płytcy jak na bogów. 

No dobra. Zastanówmy się.

Adonis jest w takiej sytuacji, że niby może spędzać wyznaczony czas, z kim chce, ale jednak nie może, bo Afro się wkurza. Może spróbuj jakoś uwypuklić jego tragedię. Może powinien jakoś bardziej się postawić? Może zamiast spokojnie leżeć na ciele Afrodyty mógłby znienawidzić bogów za to, że dali mu “wybór”, a jak przyszło co do czego, to napuścili na niego żarłoczną świnię? Sama scena ze świnią też mogłaby być bardziej przerażająca, no i sama świnia raczej nie kojarzy się z potworem, chyba że nadasz jej kilka potwornych cech. Może coś z oczami, albo kłami? Pokaźnych rozmiarów świnia wyżerająca coś z podłogi nie budzi grozy. Ja miałam przed oczami widok pijanych, nieprzytomnych ludzi, a wśród nich świnkę-maskotkę żrącą chipsy. Erynia wspomina, że Afrodyta się wkurza. Może, kiedy on “wraca” do niej powinna udawać obrażoną, a dopiero później grać łaskawą? (w końcu to kobieta), a bogowie przecież mieli ciekawe charakterki.

Jakiś, nawet mały zabieg mógłby sprawić, że czytelnik bardziej przejmie się losem Adonisa.

 

Te wszystkie sugestie są oczywiście kwestią gustu i tyczą się warstwy emocjonalnej tekstu. Poza tym jest dobrze, no ale nie ma tego BOOM! Kilka zabiegów nie naruszających szkieletu historii może sprawić, że BOOM się pojawi. Do końca konkursu jest trochę czasu. Ja trzymam kciuki za Ciebie! :)

 

Sara

Wcześniej komentujący wypowiedzieli się tak obszernie, że nie bardzo wiem, co jeszcze mogłabym dodać do ich uwag i spostrzeżeń. Wyznam więc tylko, że Adonis wydał mi się nieco mdły, a jego pojawienie się w środowisku związanym z modą nie zachwyciło. Czytało się jednak nieźle, choć wykonanie mogłoby być lepsze.

 

Czy ra­czej ra­czej coś, co łączy dwa świa­ty? –> Dwa grzybki w barszczyku.

 

wy­bu­do­wa­ne były małe schod­ki w dół. Zszedł po nich… –> Byłam przekonana, że schodki buduje się raczej od dołu w górę. A skoro w kolejnym zdaniu piszesz, że zszedł po schodkach, to może wystarczy: …wy­bu­do­wa­ne były małe schod­ki. Zszedł po nich

 

– Ado­nis. – od­parł. –> Zbędna kropka po wypowiedzi.

 

Klat­ka, po klat­ce, chu­dzie­lec zdjął okrą­głe oku­la­ry… –> Na czym polega zdejmowanie okularów klatka po klatce?

 

chudy męż­czy­zna po­ja­wiał się w za­mro­żo­nych po­zach do­oko­ła. –> Co to są zamrożone pozy dookoła i na czym polega pojawianie się w nich?

 

Ska­czą­ce klat­ka po klat­ce ludz­kie morze roz­stą­pi­ło się… –> Wiem, co to ludzkie morze, ale nie wiem, jak ono skacze klatka po klatce

 

Wy­star­czy­ła jed­nak jedna tylko chwi­la. –> Nie brzmi to najlepiej.

 

Ru­szył w tę stro­nę, klat­ka po klat­ce. –> Znów nie rozumiem.

 

Kiedy się w końcu pod­dał, zanim runął w dół… –> Masło maślane. Czy mógł runąć w górę?

 

– Obudź się. – po­wie­dział niski głos. –> Zbędna kropka po wypowiedzi.

 

Ta gła­dzi­ła de­li­kat­nie jego włosy i przy­glą­da­ła mu się za­my­ślo­na, –> To zdanie powinna kończyć kropka.

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Podobało mi się, płynnie się czyta, fajny pomysł, a świnia rewelacyjna. :)

 

Trochę sobie jednak ponarzekam. None zwrócił uwagę, że Adonis jakoś niespecjalnie przejął się tym, co mu się przydarzyło. Mnie akurat reakcja Adonisa nawet pasuje, natomiast mam wrażenie, że nie doceniłeś wściekłości zranionej kobiety, na dodatek jest to dama, która ma władzę i możliwości. Trochę za łatwo mu odpuściła. Kara była brutalna, to fakt, ale jednocześnie… krótka, bo rozumiem, że po powrocie do Afrodyty ma już wszystkie członki na miejscu. Trochę pocierpiał, ale nie wiem, czy mnie osobiście by to zadowoliło. Chłopakowi może jeszcze przyjść do głowy, że warto znowu zaryzykować, skoro karą jest tylko kilka minut strachu i bólu.

 

Druga sprawa, trochę zabrakło mi tutaj czynnika ludzkiego, jakiejś interakcji między oboma światami. To jest rozgrywka bogów, a ściślej – postaci mitologicznych, a nasz świat to tylko dekoracje. Adonis pojawia się na wybiegu, witany aplauzem gawiedzi, która pewnie sądzi, że tak miało być. Nawet nie dziwi go ten świat, te wszystkie światła, smartfony itd. Z jednej strony rozumiem. Twój Adonis do najbystrzejszych nie należy, poza tym w pierwszym momencie upaja się sławą, a potem płynnie przechodzi do upojenia alkoholowego, by zaraz znaleźć się z powrotem w objęciach Afro.

 

Mogłeś go trochę dłużej na tym świecie zatrzymać. Zderzyć jego ogromne ego z realiami świata mody. Zawsze był hołubiony, więc mógłby usłyszeć na przykład, że zamiast uśmiechać się zalotnie, szczerzy zęby, jak trup, albo, że rusza się, jak wół. Ta robota nie jest lekka, obejrzyj kiedyś program, w którym dziewczyny starają się o kontrakt modelki (nazwy nie pomnę). Po paru dniach miałby dość. To też dałoby pole do popisu Afrodycie. Przyjemnie byłoby popatrzeć, jak niewierny kochanek cierpi, wije się i nie wie, co ma z sobą zrobić. Erynia mogłaby pilnować, żeby swoje odcierpiał i nie próbował porzucić tej roboty. Na koniec pewnie by się sam świni podłożył. ;)

Odniosę się do wypowiedzi Irki:

 

Mi akurat pasuje to, że Adonis jest świetny na wybiegu i nie ma problemu z paradowaniem przed ludźmi. Uwielbia to, poza tym jest bogiem, więc któż inny mógłby to robić lepiej? Zwykły, ludzki model? Niee… 

Kara była zbyt krótka… Można się przyczepić, ale można też zaakceptować, w końcu bogowie bywają łaskawi. ;)

“Druga sprawa, trochę zabrakło mi tutaj czynnika ludzkiego, jakiejś interakcji między oboma światami. To jest rozgrywka bogów, a ściślej – postaci mitologicznych, a nasz świat to tylko dekoracje. Adonis pojawia się na wybiegu, witany aplauzem gawiedzi, która pewnie sądzi, że tak miało być. Nawet nie dziwi go ten świat, te wszystkie światła, smartfony itd.”

 

Hmm… i tak, i nie. Póki co, nie mogę się na ten temat wypowiedzieć, bo sama też biorę udział w konkursie i mogłabym się niefortunnie sprzedać. wink

 

Co do samej Afrodyty, zgadzam się z Irką. Jak już wspomniałam wcześniej – to kobieta jest. Może się podroczyć. wink

 

 

 

Sara

O, cześć wszystkim!

 

Regulatorzy, dzięki za odwiedziny. Twoje uwagi – odkładam sobie do wdrożenia na spokojniejszy czas, bo widzę, że tam bardziej skomplikowane sprawy niż brak przecinka. Dzięki. Aha – klatka po klatce się tam dzieją rzeczy, bo tak robi stroboskop. 

 

Irka_Luz, zaczęłaś od “Podobało mi się, płynnie się czyta, fajny pomysł, a świnia rewelacyjna. :)” Dalej nie czytałem :P

 

Sara_Winter, dzięki za Twój głos tutaj. 

 

Wiecie co, oczywiście byłoby strasznie fajnie, gdybyście wszyscy pisali, że historia Was porwała, motywacje bohaterów są jasne i zrozumiałe i że nie jest płasko emocjonalnie. Dojdziemy i do tego kiedyś. 

Ja się wciąż jeszcze cieszę, jak mi ktoś napisze, że sie dobrze, fajnie, płynnie czyta. Kolejny etap wtajemniczenia to własnie te rzeczy, których Wam brakuje lub są niedograne zwyczajnie. 

 

 

 

Aha – klatka po klatce się tam dzieją rzeczy, bo tak robi stroboskop. 

Aha, okazuje się, że stroboskop dziwnie robi. ;)

Łosiocie, dziękuję za wyjaśnienie.

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Historia mnie porwała, motywacje bohaterów są jasne i zrozumiałe i nie jest płasko emocjonalnie, ale… ;)

Tekst niezły, ale na końcu i mi czegoś zbrakło. Jeśli miałbym zgadywać – chciałbym więcej o sytuacji. Czemu Adonis uszedł w nieznane, czemu to wszystko tak się potoczyło. Brakuje mi większego tła, bo samo stwierdzenie “to greckie mity” to trochę mało.

Sam tekst jednak mnie ujął w paru miejscach. Początek i koniec szczególnie. Opis imprezy oraz świnki. Są tu fajne elementy, które zapamiętam :)

Podsumowując: niezły koncert fajerwerków, z paroma niezłymi obrazami.

Won't somebody tell me, answer if you can; I want someone to tell me, what is the soul of a man?

NoWhereMan, walczę z niedopowiedzeniami, jak mogę. Bardzo mnie cieszy to, że spodobał Ci się początek, przyznam, że czekałem, aż ktoś go zauważy i doceni ;) . Dziękuję za dobre słowo, serdeczności.

Po tylu komentarzach zazwyczaj trudno dodać coś nowego od siebie, więc głównie powtórzę, o czym już wspomniano: tekst fajny, dobrze się czytało (choć czasem trochę zazgrzytało i gdzieś mi mignęły braki przecinków – lub przecinka xD). Pomysł Anubisa na wybiegu mi się spodobał, podobnie jak świnia, która wśród czytelników zdążyła już zostać gwiazdą :D

 

Powodzenia w konkursie!

Hejo, dziękuję za odwiedziny i pozytywną recenzję! Połapie jeszcze przecinki (lub ich braki) w wolnej chwili. No i bardzo fajnie, że spodobał Ci się pomysł, bardzo się cieszę. 

 

BTW, Adonis, nie Anubis :P 

 

BTW, Adonis, nie Anubis :P 

Pffuu, oczywiście :D Wybacz, przeczytałam wcześniej, a komentarz napisałam zaraz po obejrzeniu nowego odcinka GoT, więc mogłam być nieco rozkojarzona :P

Wiedziałem, że skądś Cię znam! Nie oglądam już co prawda Got, ale kojarze. Czy ta postać jeszcze żyje? W sensie – w serialu?

Łosiot, być może są tutaj jeszcze osoby, które pewnego dnia postanowią obejrzeć/przeczytać samemu, a jakimś cudem (widzę, że to jednak możliwe skoro pytasz :D) rozminęły się z informacjami w tym temacie, więc pozwól, że odpowiem Ci na priva :)

 

P.S. Beryl ma dar wykrywania off-topów, także szaa!

Sympatyczne :)

Anet, jest mi niezmiernie. :)

Zacznę od minusów.

– Początek z falami, mimo że krótki, wydał mi się mocno przeciągnięty.

 

Drugi krok – znów to łupnięcie, basowe i głębokie, poruszające nawet powietrze w płucach. I kolejny – znowu to samo. Krok-grom, krok-grom. A potem już grom-krok, grom-krok, bo dalej to rytm tych dzikich uderzeń przejął władzę i poniósł go przed siebie. Szedł pewnie, równym krokiem, patrząc w ciemność otaczającą ten las, lub raczej coś, co las udawało.

Z tego, że nie jest w tym dziwnym miejscu sam, zdał sobie sprawę dopiero po kilkunastu krokach. Kątem oka, w czerni, dojrzał ruch. Wyczuwał małe prądy powietrza, zapachy, krążące wokół ciepło. Jeszcze kilka kroków i

Dużo tych kroków… Równym krokiem można by spokojnie wywalić – szedł pewnie, patrząc w ciemność w zupełności wystarczy ;-)

Miałam też wrażenie, że trochę za dużo było piasku (pojawił się trzy razy w b. krótkich fragmencie), aż się zaczęłam zastawiać, o co chodzi? (rozumiem, że to nawiązanie do fal z początku (?), ale bez przesady ;-)

– stosujesz dużo zaimków

– interpunkcyjnie zdarzają się i brakujące, i nadmiarowe przecinki

– to żaden minus, ale wyśrodkowałabym gwiazdki

 

Teraz plusy. Fajny pomysł na przeniesienie Adonisa na pokaz mody, koresponduje z charakterem herosa, jego próżnością i powierzchownością. Scenografia udana, przekonująco oddana atmosfera klubu i prywatnego pokazu mody (bo akurat nie wyobrażam sobie, żeby oficjalny pokaz tak wyglądał ;-)).

Spójny bohater (owszem, jest mdły, ale kupuję go takiego, taki “going with the flow” beztroski bawidamek i imprezowicz).

#Adonis super :-)

Jego zachowanie na końcu też mnie przekonuje – odebrałam je nie jako brak pretensji, tylko uległość spowodowaną obawą przed dalszymi konsekwencjami, gdyby np. zrobił Afrodycie scenę, nie wiadomo, ile jeszcze razy nakarmiłaby nim swoją świnkę…

Spodobał mi się też motyw Afrodyty szpiegującej swojego kochanka i czekającej aż się wybawi, żeby dać mu nauczkę. Wyrachowana kobieta ;-)

Ogólnie przyjemna lektura :-)

Letting go is an invitation. Letting go is a choice.

Ha! Dzięki! Z krokiem – faktycznie, można by było przebudować, powalczę. Zaimki… Tak, widzę to. Bardzo mnie oczywiście cieszy to, że kupujesz postaci i ich postępowania. Bardzo. Serdeczności.

Tekst miły i sympatyczny, reszta została już powiedziana powyżej przez innych czytelników, nie będę się powtarzać. Całkiem dobra robota.

Wiesz, jak się to czyta drugi raz, po czasie, to wydaje się lepsze :)

Sara

Ale ładne to intro. <3

Ogólnie bardzo podobały mi się wszystkie te “morskie” metafory przewijające się przez tekst. Bardzo udany zabieg, w ten sposób w całym opowiadaniu czuje się obecność Afrodyty.

Przyznam, że powiązanie między Erynią i Afrodytą stało się jasne dopiero po przeczytaniu dyskusji. Rzeczywiście zmienia to wydźwięk opowiadania, zakończenie nie jest już tak idylliczne. Ciekawe, czy Adonis połączył fakty…

Postacie ze swoimi przeżyciami i namiętnościami całkiem dobrze sportretowane, chociaż Adonis wydawał mi się trochę bierny. Ale cała otoczka pokazu mody jak najbardziej pasuje.

Trochę można by też rozbudować to ziemskie tło, że tak powtórzę za NoWhereManem. Za to jeszcze raz doceniam tło “morskie”. :)

Istotą rzeczywistości jest sens. Co nie ma sensu, nie jest dla nas rzeczywiste.

Drodzy Państwo, jestem bardzo wdzięczny za te dobre recenzje.

Prawie do końca najbardziej podobał mi się początek, czyli ten wstęp o fali. Ale przyznam, że ostatnie zdanie czyni tekst bardzo przewrotnym. A samego “docenionego” przez bogów pokazuje nagle w niesamowitej pułapce. Przy okazji nadaje to też znaczenia tytułowi, który wcześniej wyglądał trochę dziwnie, a tu proszę – pokazuje jakim przekleństwem może być błogosławieństwo.

Całość nie porwała, co nie znaczy, ze zła. Jest ok, finał bardzo dobry, a jakoś trzeba było do niego doprowadzić.

Cześć wilku-zimowy. Super, że tu wpadłeś. Użyłeś słowa "pułapka" w stosunku do historii Adonisa, co mnie straszliwie cieszy, bo właśnie to określenie obijało mi się w głowie, gdy pisałem. Dzięki za lekturę i komentarz, który sprawił mi ogromną przyjemność. Serdeczności!

Nowa Fantastyka