- Opowiadanie: Realuc - Miłość w cieniu wierzby

Miłość w cieniu wierzby

Cóż, nie mogę się zebrać do konkursowego Heraklesa, więc pozwoliłem sobie na skromny szorcik...

Dyżurni:

regulatorzy, homar, syf.

Biblioteka:

Użytkownicy, NoWhereMan, Finkla

Oceny

Miłość w cieniu wierzby

Łzy spływały powolnie po jej bladym policzku. Świat ucichł. Księżyc zgasł. Las umarł. Już wiedziała jak to jest. Jak to jest zabić z miłości.

 

 

 

Najlepiej czuła się wśród drzew i dzikiej zwierzyny. Miejski zgiełk nie był dla takich jak ona. Uwielbiała wdychać nieskażone człowiekiem powietrze. Czuć pod bosymi stopami ściółkę. Spoglądać na promienie słońca, które przebijają się przez falujące na wietrze gałęzie.

Z drugiej strony nie znosiła samotności. Na szczęście znalazła kogoś, kto zechciał żyć w jej świecie. Z dala od grodów, chat, murów i zamków. Dwoje kochających się ludzi i natura.

Wielka, stara wierzba rosła dumnie nad leśnym stawem. Setkami swych ramion muskała taflę wody. Pachniało mchem i poranną rosą. Mgła spowijająca gaj znikała niczym drzewne duszki, które budziły się wyłącznie w nocy. Mężczyzna siedział pod zielonym dachem wierzby, opierając się o wiekowy pień. Podeszła powoli i cicho, nie chciała go obudzić. Miał lekko przechyloną głowę i otwarte usta.

Zamknęła oczy i wciągnęła głęboko powietrze.

 

*

 

Kiedy po chwili uniosła powieki, Gerard już nie spał. Patrzył na nią przeszywającym wzrokiem. Z miłością. Z pożądaniem. Błękitne oczy wyglądały pięknie na tle porannej aury lasu.

– Dzień dobry, ukochana – rzekł, wstając.

Przytulił ją i pogłaskał po głowie. Jasne włosy opadały aż do bioder. Byli nadzy i szczęśliwi. Bez niczego, a jednak ze wszystkim.

– Wejdziesz dziś ze mną do stawu? Jest wyjątkowo ciepły poranek – zapytała, prowadząc go za rękę.

– Oczywiście.

Woda przykryła ich do pasa. Gałęzie wierzby oplatały ciała a unoszące się na tafli lilie wodne muskały brzuchy.

– Pocałuj mnie – poprosiła.

Tak też uczynił.

I trwali tak w miłosnym pocałunku, ze splecionymi ciałami, jeszcze długo.

 

*

 

Dni mijały beztrosko. Jedli to, co darował las. Wsłuchiwali się w śpiew ptaków, leżąc i patrząc na tańczące korony drzew. Gdy mieli ochotę, oddawali się wędrówce. Elia pokazywała Gerardowi wszystkie piękne miejsca, które znała.

Polanę Słonecznych Skał, miejsce, w którym nigdy nie padał deszcz.

Wzgórze Nadziei, ze szczytu którego oglądali piękne widoki.

Srebrny Bór, w którym liście drzew i krzewów wyglądały, jakby zostały wykute ze stali.

Magiczne Jezioro, nad brzegiem którego działy się cuda.

Na wieczór zawsze powracali do swego gaju. Do starej wierzby i niewielkiego stawu, które były ich domem.

– To był wspaniały dzień. Jak każdy spędzony u twego boku – wyszeptał Gerard.

– Jak dobrze, że cię spotkałam. – Elia położyła głowę na ramieniu ukochanego.

– Jak dobrze – odparł, przytulając ją mocniej.

Gerard udał się na spoczynek. Elia usiadła nad brzegiem stawu i była tam jeszcze długo po tym, jak ciemność spowiła las. W końcu wstała i podeszła do wierzby.

Zamknęła oczy i wciągnęła głęboko powietrze.

 

*

 

Kiedy po chwili uniosła powieki, Gerard spał. Tak samo jak zawsze. Z lekko przechyloną głową i otwartymi ustami. Nie był tak piękny, jak obraz w jej głowie. Blade ciało gniło, stając się ucztą dla leśnego robactwa. Nigdy też nie zamieniła z ukochanym nawet słowa, choć głos, którego dźwięk sobie wmawiała, brzmiał tak wiarygodnie.

Obmywała ciało w stawie, nosiła na barkach podczas wędrówek, wygrzewała na słońcu, wtulając się w martwe ramiona. Doskonale jednak wiedziała, że to na nic. Że w końcu straci go bezpowrotnie.

Życie jest takie niesprawiedliwe – myślała dniami i nocami. Wystarczy jeden pocałunek leśnej nimfy, aby zabić człowieka. Przecież zdawała sobie z tego sprawę. Jednak Elia nie była jak inne mieszkanki lasu. Nie uwodziła i nie zabijała ku swojej uciesze. Pokochała. Szczerze i bez opamiętania. Wystarczyło tylko, że go ujrzała. Nie mogła jednak zwalczyć żądzy. Instynktu, który nakazał pocałować Gerarda – jak sama go nazwała.

Teraz było już za późno.

Łzy spływały powolnie po jej bladym policzku. Świat ucichł. Księżyc zgasł. Las umarł. Już wiedziała jak to jest. Jak to jest zabić z miłości.

Koniec

Komentarze

No, czuję niedosyt :D. Fajny tekst. Szkoda, że skończył się smutno, ale fajnie się czytało :)

No, czuję niedosyt :D. Fajny tekst. Szkoda, że skończył się smutno, ale fajnie się czytało :)

Zawsze lepiej mieć lekki niedosyt niż się przejeść :) Dzięki za wizytę i komentarz :)

Porządnie napisane, ale co do smutku… meh.

Próbujesz pokazać, jak ta nimfa cierpi i jaka tragedia tu się wydarzyła, a ona przecież “zakochała się od pierwszego wejrzenia” – czyli tak naprawdę go nie kochała, tylko jej się wydaje (”Pokochała. Szczerze i bez opamiętania. Wystarczyło tylko, że go ujrzała.”) A potem to wszystko tylko jej złudzenia i urojenia. Według mnie to, że inne nimfy zabijają więcej mężczyzn, jest bardziej smutne. 

Ja tu dostrzegam pewien ukryty – pewnie nieświadomie – cynizm i potencjał na ciekawszą treść – a co, jeśli każdej z tych nimf wydaje się, że pozostałe zabijają z przyjemności, a ona jest tą jedyną dobrą, która naprawdę zakochuje się w mężczyznach i zabija ich przypadkiem?

 

Na całe szczęście

Wyrażenie to co prawda pojawia się w literaturze, ale rzadziej niż wyrażenia “na szczęście” oraz “całe szczęście”, których, jak podejrzewam, jest zbitką (coś jak “w każdym bądź razie” czy wprost z innego dodanego dzisiaj tekstu: “jestem w czarnej kropce”).

 

Wielka, stara wierzba stała dumnie nad leśnym stawem.

Przyczepię się semantyki i konotacji. Stać dumnie, czyli prężąc pierś, będąc wyprostowanym, prezentując się w całej okazałości. Dla mnie to raczej topola albo sekwoja niż wierzba :)

 

Jest wyjątkowo ciepły poranek – zapytała, prowadząc go za rękę.

Skoro poranek jest taki ciepły, to skąd mgła?

 

Magiczne jezioro, nad brzegiem którego działy się cuda.

Konsekwentnie powinno być “Jezioro”.

 

– Jak dobrze – odparł przytulając ją mocniej.

Brakuje przecinka.

 

Tak samo jak zawsze. Z lekko przechyloną głową i otwartymi ustami. Nie był tak piękny jak obraz w jej głowie.

Dwa porównania paralelne. O ile w pierwszym brak przecinka jest uzasadniony, to w drugim nie.

 

nosiła na swych barkach podczas wędrówek

Niepotrzebne, nie mogła nosić na czyichś.

ironiczny podpis

Szorcik bynajmniej nie skromny, lecz bardzo, bardzo zacny. :D

 

Jeśli mogę coś doradzić, wyrzuć “śmierć” z tagów. Początek masz taki optymistyczny, a jeśli ktoś spojrzy na tagi, to będzie wiedział, że historia źle się skończy. Co prawda takiego zakończenia i tak się nie domyśliłam, ale też nie dałam się porwać tej szczęśliwej wizji.

Issander, dzięki za wypatrzenie baboli, poprawiłem :)

 

Skoro poranek jest taki ciepły, to skąd mgła?

Dla nimfy, która zawsze hasa nago, może jest ciepły nawet przy niewielkiej temperaturze, kto tam wie ;)

 

Ja tu dostrzegam pewien ukryty – pewnie nieświadomie – cynizm i potencjał na ciekawszą treść – a co, jeśli każdej z tych nimf wydaje się, że pozostałe zabijają z przyjemności, a ona jest tą jedyną dobrą, która naprawdę zakochuje się w mężczyznach i zabija ich przypadkiem?

A to jest bardzo ciekawa koncepcja. Masz rację, nie myślałem w tych kategoriach. Ale pobudziłeś wyobraźnię.

Dzięki za komentarz!

 

Irka_Luz

Masz rację, wyrzuciłem :) I fajnie, że wyszło zacnie :)

spływały powolnie

PWN dopuszcza takie użycie, co mnie zaskoczyło, bo dla mnie "powolnie" to raczej tyle, co "posłusznie", a napisałabym “powoli”.

wiedziała jak

Wiedziała, jak.

nieskażone człowiekiem

Hmm…

 przebijają się przez falujące na wietrze gałęzie.

Trochę koślawy obraz, jak dla mnie. Może to subiektywne.

 Wielka, stara wierzba

Na moje oko – to grupa nominalna i przecinek jest zbędny.

 Mgła spowijająca gaj znikała niczym drzewne duszki, które budziły się wyłącznie w nocy.

Myślę, że dobrze by było to rozwinąć i wyklarować.

 Patrzył na nią przeszywającym wzrokiem.

Myślę, że naturalniej byłoby: Przeszywał ją wzrokiem.

 Błękitne oczy wyglądały pięknie na tle porannej aury lasu.

Aury? Oczy zazwyczaj otacza twarz, tak w ogóle.

 a jednak ze wszystkim

Hmm. Niezbyt naturalne.

 trwali tak (…) ze splecionymi ciałami

Jakieś to… oddzielające ciało od osoby. Patrz też: jedność psychofizyczna :)

 co darował las

Co im podarował las, albo: czym darzył ich las.

patrząc na tańczące

Powtórzony dźwięk. Może: patrząc, jak tańczą?

 oddawali się wędrówce

Dziwne.

 tuląc się w martwe ramiona

Coś mi tu nie gra.

 

Uff, mocne. Bardzo, ale to bardzo mocne. Trochę tylko myli to, że na początku twierdzisz, że dziewczyna wybrała życie w lesie – a potem się okazuje, że jest nimfą. Poza tym:

tak naprawdę go nie kochała, tylko jej się wydaje

Ano, tak. Ale to nie znaczy, że nie cierpi – choć ostatecznie cierpienie okazuje się nienajwyższej próby, to jednak jest.

 jeśli każdej z tych nimf wydaje się, że pozostałe zabijają z przyjemności, a ona jest tą jedyną dobrą

Swoją drogą, to całkiem logiczny pomysł – ale na coś dłuższego.

 Dla nimfy, która zawsze hasa nago, może jest ciepły nawet przy niewielkiej temperaturze, kto tam wie ;)

Albo to tylko jej wyobraźnia i może tam mieć nawet sprzeczną pogodę :)

Odkrycie własnego błędu to nie porażka, lecz okazja (Alfred N. Whitehead)

Niestety mnie nie urzekło.

Czytałem niedawno powieść “Czerwone koszule”, która zdobyła nagrodę Hugo. Po dwóch rozdziałach, chciałem rzucić ja w kąt, bo tekst wydawał się toporny i bez polotu. Całe szczęście dałem jej szansę i ona się odwdzięczyła.

Twój tekst niestety tego nie zrobił. Oczekiwałem jakiegoś suspensu, oczekiwałem że tekst okaże się pastiszem, albo parodią, ale niestety był na poważnie. 

– Pocałuj mnie – poprosiła.

Tak też uczynił.

– Jak dobrze, że cię spotkałam. – Elia położyła głowę na ramieniu ukochanego.

– Jak dobrze – odparł, przytulając ją mocniej.

Mi się, niestety, takie teksty źle czyta.

Tarnino, dziękuję, że wpadłaś i mimo, że starałem się porządnie dopieścić tekst, coś tam, jak to zawsze Ty, wypatrzyłaś :) Jutro przemyślę te uwagi i coś z pewnością zmienię. 

Tak jeszcze odnośnie kochania. Skąd nam wiadomo, jak kochają nimfy? Albo ta konkretna? Może jej się nie wydawało, może to nie wyłącznie zauroczenie, a właśnie miłość jakiej my, ludzie, nie znamy. Wytworzona pod wpływem chwili. Taka magiczna i piękna czy coś :P

 

Fizyku, dzięki za komentarz. Napisałeś całkowicie subiektywną opinię. Każdy ma jakieś oczekiwania, coś lubi bądź nie. Powiem Ci nawet, że ja też nie jestem fanem takich tekstów. I moje zdania, które przytoczyłeś, nie są w moim stylu. Ale piszę różne opowiadania. Jednemu spasuje taki koniec i taki styl, innemu nie. Normalne. Też czytam teksty, które nie są w moim stylu, jednak potrafię je docenić mimo tego i oceniać obiektywnie. 

Tak czy siak, każdy ma jakieś oczekiwania, dlatego staram się pisać wszechstronnie i dlatego właśnie tym razem nie trafiło w Twoją bajkę.

Pozdrówka

 

Odkrycie własnego błędu to nie porażka, lecz okazja (Alfred N. Whitehead)

Łzy spływały powolnie po jej bladym policzku.

 

Strasznie mi zgrzyta to zdanie. Nie mogłoby być po prostu “wolno”? Jak dla mnie brzmi bardziej elegancko i zwyczajnie lepiej – ale zrobisz jak uważasz.

Generalnie jednak całkiem przyjemny szort. Dałbym tag horror zamiast fantasy, bo opowiadanie wzbudziło raczej mój niepokój i delikatne obrzydzenie, aniżeli smutek. Zgaduję jednak, że zepsułoby to zakończenie, które, choć może trochę oklepane, dalej wzbudziło emocje (choć nie wiem czy akurat te, w które celowałeś).

Ogólnie rzecz biorąc, dziękuję Realucu. Fajnie się czytało.

"Nie wierz we wszystko, co myślisz."

Od zawsze wiadomo, że mężczyźni ulegali wdziękom i urokowi nimf, zaś nimfy wykorzystywały wybranków. Tak było i tym razem.

Pewnie niebawem nimfa Elia znajdzie nowego oblubieńca i zapomni o Gerardzie.

 

Wiel­ka, stara wierz­ba stała dum­nie nad le­śnym sta­wem. –> Drzewa nie stoją, drzewa rosną.

 

a uno­szą­ce się na tafli lilie mu­ska­ły brzu­chy. –> Lilie nie rosną w wodzie, ani nie unoszą się na tafli.

Proponuję: …a uno­szą­ce się na tafli nenufary/ lilie wodne mu­ska­ły brzu­chy.

 

któ­rym nigdy nie padał deszcz.

Wzgó­rze Na­dziei, ze szczy­tu któ­re­go oglą­da­li pięk­ne wi­do­ki.

Srebr­ny Bór, w któ­rym li­ście drzew i krze­wów wy­glą­da­ły, jakby zo­sta­ły wy­ku­te ze stali.

Ma­gicz­ne Je­zio­ro, nad brze­giem któ­re­go dzia­ły się cuda.

Na wie­czór za­wsze po­wra­ca­li do swego gaju. Do sta­rej wierz­by i nie­wiel­kie­go stawu, które były ich domem. –> Któroza.

 

tuląc się w mar­twe ra­mio­na. –> Raczej: …wtulając się w mar­twe ra­mio­na.

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

gnoom, dzięki, że wpadłeś i bardzo się cieszę, że fajnie się czytało :)

Nie celowałem w żadne konkretne emocje, bo myślę, że każdy odbiera pewne rzeczy po swojemu i w jednym wystąpią takie, a u innego inne emocje. Dlatego fantasy według mnie jest bardziej uniwersalne niż horror :)

Reg, szkopuł w tym, że właśnie tym razem było inaczej. A może zawsze jest inaczej? Patrz na propozycję Issandera :)

Poprawiłem resztę niedopatrzeń, które wypisałaś :) Prócz którozy, bo ta zamierzona była, choć może jakoś to jeszcze przebuduję…

Pozdrawiam! :)

…szkopuł w tym, że właśnie tym razem było inaczej.

Jak inaczej, Realucu, skoro skończyło się jak zwykle, czyli uśmierceniem wybranka?

Nimfa może nawet i zadurzyła się troszku, ale cóż – i tak nie potrafiła zapanować nad nimfią naturą, i teraz płacze nad rozlanym mlekiem, że o zwłokach nie wspomnę. I nie uwierzę, że tym razem mogło być inaczej, albo że zawsze jest inaczej, skoro finał jest zawsze ten sam. ;)

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

No niby trochę racji jest po Twej stronie, jednakowoż jak mawiają niektórzy: Nie finał się liczy a droga, którą do niego zmierzamy. To też ma znaczenie. Jest różnica gdy ktoś chce źle i czyni źle, a ktoś chce dobrze, ale wyjdzie źle. Dyskryminujesz nimfy i ni krztyny zaufania im nie dajesz :( Próba bycia lepszym też się liczy, nawet jeśli skończyło się jak zawsze… Więcej wiary! 

:P

Jak by Ci to powiedzieć, Realucu – chyba nie potrafię wykrzesać w sobie choćby odrobiny wiary dla czystości poczynań nimf. :(

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Bardzo mi się spodobała końcówka, pięknie to opisałeś. Sama historia też piękna – o nimfie, która poznała miłość.

Logika zaprowadzi cię z punktu A do punktuB. Wyobraźnia zaprowadzi cię wszędzie. A.E.

Asylum, dziękuje :) I bardzo mi miło :)

Ciekawy pomysł z niezłym twistem w zakończeniu. Taka melancholijna odrobinę opowieść ze śmiercią i miłością w tle. Zdecydowanie warta rozwinięcia, szczególnie pobieżnie zarysowany świat, myślę, że ma potencjał.

Dziękuję belhaju za komentarz. Ech, już mi się uzbierało trochę opowiadań, na podstawie których chciałbym zrobić ,,coś większego". Pomyślę i nad tym, pozdrawiam :)

Niezły tekst, o wyraźnych emocjach. Trochę przeszły obok mnie bokiem, ale sama konstrukcja, użyte zwroty czy zdania budują klimat szczęścia i potem smutku. Tak więc dla mnie koncert fajerwerków w porządku.

Won't somebody tell me, answer if you can; I want someone to tell me, what is the soul of a man?

:)

Sympatyczny tekst. Fajnie, że nastąpił finał, bo od tej słodyczy w części zasadniczej można dostać mdłości.

Ech, ja wiedziałam, że miłość jest przereklamowana. A od pierwszego wejrzenia to już w ogóle straszna ściema…

Babska logika rządzi!

Cieszę się, że zajrzałaś, Finklo :) A miłość to trudny temat u nas, ludzi, a gdzie tam dopiero w takich nimfoludzkich połączeniach…

No, z punktu widzenia nimfy wszystko jest proste. ;-)

Czytałam niedawno “Lolitę” – związki dorosłego faceta i nimfetki dopiero są trudne…

Babska logika rządzi!

Uff, ciężkie – “Lolita”, acz maestria!

Logika zaprowadzi cię z punktu A do punktuB. Wyobraźnia zaprowadzi cię wszędzie. A.E.

wink

Nowa Fantastyka