- Opowiadanie: Dragon_Lord_ - Srebrny Krasnolud

Srebrny Krasnolud

Dyżurni:

regulatorzy, homar, syf.

Oceny

Srebrny Krasnolud

Dimberk!

Jestem w czarnej kropce, nie wiem co robić? Szukają mnie!Znasz Gonzalesa de Salomen, nie? On dla nich pracuje, mieszka w dworku we wsi Karkovia, jest strategiem oraz krasnoludem, ma długą czarną brodę, nosi skórzaną czapkę z herbem rodu Srebrnych Młotów, ma na uszach srebrne kolczyki oraz co Cię może zdziwić nie ma części twarzy, a w jej miejsce ma srebro. Nie wiem co mu się stało, ani jak i kto mu to zrobił? Nigdy nie słyszałam by żaden mag czy astolog coś takiego zrobił. Pamiętasz uratowałam wtedy ci życie, bezemnie byś nie przeżył, byłeś nikim po ataku Cesarskich na Królestwo Marylli, uratowałam Cię. Pewnie myślisz sobie dlaczego to piszę, moja odpowiedź to znam cię Tadek, znam cię i wiem jaki jesteś. Musze szybko wysłać tego gołębia, niedługo tu będą.

 

Twoja, nie będę pisać imienia, jeszcze mnie znajdą.

 

P.S Nie spal całego Cesarstwa, ja to chce zrobić!

 

Gdy Stary Dimberk czytał list coś w nim zaczęło pękać. Chyba od śmierci rodziców nie był taki smutny, a nie jak ojciec zginął w bitwie, a matkę zgwałcili, a potem powiesili nic nie poczuł. Myślał sobie, jak wtedy uciekł i znalazł go Gero. Nie był tak smutny od roku 1138 II ery to wtedy właśnie umarł Gero, i to wtedy przejął jego interes.

Smutne i wesołe wspomnienia nad listem przerwał mu Jednooki. Goblin zapukał do drzwi a Dimberk krzyknął ,,Wchodzić do cholery” i zielonoskóry wszedł:

Jak tam oko – zapytał się Tadek.

-A no dobrze – odpowiedział – Czy mógłbym… – Nie zdążył dokończyć Jednooki.

-Nie nie możesz do cholery – odrzekł – Mam dla ciebie nowe zlecenie.

-Jakie zlecenie? – zapytał się goblin.

-Masz zabić Gonzalesa de Salomen, mieszka w dworku we wsi Karkovia, jest strategiem oraz krasnoludem, ma długą czarną brodę, nosi skórzaną czapkę z herbem rodu Srebrnych Młotów, ma na uszach srebrne kolczyki oraz co cię może zdziwić nie ma części twarzy, a w jej miejsce ma srebro – przeczytał z kartki Tadek.

-Srebrna twarz? – zadał pytanie Jednooki.

-Tak, nie wiem o co chodzi – odparł Dimberk.

-Dobra ile zapłacisz? – zapytał się Goblin.

-350 groszy Cesarskich – rzekł Dimberk.

-Może być – Odparł Jednooki.

-Dobra nie zawracaj mi już głowy – powiedział Dimberk – Bywaj, i nie zgiń tam.

Goblin zaczął się przygotowywać do kolejnej misji, myślał dlaczego jego szef miał tak zaczerwienie oczy. „Może kroił cebule” – myślał sobie Goblin. Nasz Jednooki zabójca miał ciekawy pokój, znajdowała się tam nawet mała zbrojownia i zapas alkoholu na trzy tygodnie, nie wiem skąt go tyle wziął. Postanowił wziąć ze sobą: sztylety, petardy dymne i normalne, spirytus, gdyby coś poszło nie tak, oczywiście swoją maskę oraz małą siekierkę, którą ukrył w swej torbie.

Jednooki wyruszył następnego dnia, wziął elfickiego kucyka ze stajni, spakował w juki swe rzeczy i wyruszył. Wieś Karkovia była daleko, około dwadzieścia mil. W końcu dotarł do wsi, wstąpił do pobliskiej karczmy, nie płacąc, przespał się tam (pewnie dlatego że karczmarz i wszyscy inni bali się o swoje życie). Rano wstał o szóstej, leże nie było za wygodne, ale co miał narzekać, kazał osiodłać sobie kuca(oczywiście stajenny, również bał się o swoje życie) ten dosyć sprawnie go osiodłał. Goblin dał mu jeden, jakimś cudem, nad gryziony grosz Cesarski. Ruszył dalej do dworka, który był nieco oddalony, od samej wsi. Dotarł nareszcie do lasu, w którym znajdował się dworek. Wdrapał się na całkiem wysoki mur ogradzający posiadłość. Nie przejął się tym za bardzo i ruszył dalej. Znów musiał się wdrapać tym razem do okna. W pobliżu owego okna mieli akurat wartę nie zbyt rozgarnięci strażnicy, szybko, bez zbędnych krzyków ich obezwładnił, a potem zabił. Poszedł dalej, do piwnic, pomyślał sobie, że zwykle jeśli coś chcesz ukryć w swoim domostwie to piwnica wydaję się najrozsądniejsze. Mylił się, byli tam tylko chlejący piwo i przegryzający dziwnie zielonym czymś strażnicy. Owi strażnicy spojrzeli na Goblina w dziwnej masce i wrócili do robienie tego co wcześniej robili. Jednooki podszedł do jednego z nich, chwile pomyślał i popatrzył się na niego i wbił mu sztylet w rękę, a potem podciął gardło! Pewnie sobie myślicie co zrobił drugi? Ano dokończył piwo i dojadł to coś, rzucił się na Goblina, i długo nie pożył. Poszedł na górę przeszukał parter, pierwsze piętro drugie piętro przy okazji zabił dwudziestu strażników, no i został mu tylko strych, na którym był właśnie krasnolud z srebrną twarzą. Gdy owy krasnolud zobaczył goblina machnął ręką, miał ważniejsze rzeczy do roboty, goblin rzucił się ze sztyletami na krasnoluda, wbił mu je w serce, a ten tylko odepchnął go i wyjął sztylety, musiał w końcu dokończyć to co robi. Potem Goblin rzucił się na niego z małą siekierką i wbił mu ją w brzuch, też ją wyjął rzucił w kąt i odepchnął, niewiedzącego co się dzieję, goblina, ten przypomniał sobie że ma petardy, też nie podziałały. Wyjął spirytus, który wziął ze sobą i zaczął go pić. Ze złości rzucił w krasnoluda, który zaczął wyć z bólu. Goblin chyba nigdy jeszcze nie był taki szczęśliwy. Krasnolud zaczął się topić, goblin nie wiedział kompletnie co się dzieje, po prostu zaczął topnieć jak lud. Goblin wziął jakieś papiery z dziwnie zdobionego stołu krasnoluda i uciekł. Potem goniło go jeszcze kilku dziwnych ludzi, ale szybko ich zgubił na swoim szybkim kucyku elfickim.

Znów przenocował w karczmie i ruszył do Szating. Opowiedział o wszystkim Dimberkowi, który sowicie mu zapłacił, a potem znów w barze zabrakło alkoholu.

 

 

Koniec

Komentarze

Dragonie, czym to opowiadanie różni się od tego, które dodałeś jako następne?

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

@Dragon_Lord_ no niestety, ale nie widać tego. Nadal jest pełno błędów, jak i interpunkcyjnych, tak i logicznych. Czytałam tekst, kopiowałam sobie fragmenty, które rzuciły mi się w oczy do worda i… wyszły z tego dwie strony. Poniżej je przeklejam, żebyś widział, gdzie ponownie zrobiłeś błędy.

 

On dla nich pracuje, mieszka w dworku we wsi Karkovia, jest strategiem oraz krasnoludem, ma długą czarną brodę, nosi skórzaną czapkę z herbem rodu Srebrnych Młotów, ma na uszach srebrne kolczyki oraz co Cię może zdziwić nie ma części twarzy, a w jej miejsce ma srebro.

– za długie zdanie.

 

Nie wiem co mu się stało, ani jak i kto mu to zrobił? – niepotrzebny znak zapytania.

 

Astolog – astrolog? Wróżbita?

 

Bezemnie – osobno!!!

 

uratowałam Cię – cię małą literą

 

P.S – PS:

 

Gdy Stary Dimberk czytał list coś w nim zaczęło pękać. Chyba od śmierci rodziców nie był taki smutny, a nie jak ojciec zginął w bitwie, a matkę zgwałcili, a potem powiesili nic nie poczuł.

– brak sensu w z daniu

 

To Dimberk czy Tadek? Jak ma na imię główny bohater?

 

Nie nie możesz do cholery – przecinek!!!

 

zadał pytanie – zapytał i bez pytania w tedy. 

 

Odparł Jednooki – małą literą!! dodatkowo jak piszesz : że tak, może być, to postaw kropkę! Kończysz wypowiedź!

 

petardy dymne i normalne – nie istniało coś takiego w średniowieczu!

 

którą ukrył w swej torbie. – schował lub włożył do torby…

 

wstąpił do pobliskiej karczmy, nie płacąc, przespał się tam (pewnie dlatego że karczmarz i wszyscy inni bali się o swoje życie)

– wątpię, żeby wpuścili kogoś i ot tak pozwolili mu spać bez pieniędzy. W tamtych czasach tylko zorganizowana grupa miała takie przywileje, jeśli zasłużyła się czymś wśród lokalnych mieszkańców. Obcy rycerz, wśród pozostałych rycerzy przebywających w karczmie zginąłby ot tak. Zanim wyjąłby miecz. Chyba, że był wiedźminem.

 

Rano wstał o szóstej – tylko w zamkach luksusem były zegary, bądź na wieżach kościelnych. Ale w XV wieku lub XIV chyba jeszcze ich nawet nie było, tylko później. Niech mnie ktoś poprawi jeśli się mylę. Także nie mógł określić godziny, bo niby skąd? (Notabene, gdzieś też masz błąd w tekście i napisane skąd przez t…)

 

oczywiście stajenny, również bał się o swoje życie – a to niby dlaczego? Zrobił mu coś? Okradł go przed zostawieniem konia w stajni??

 

nad gryziony – RAZEM

 

Ruszył dalej do dworka, który był nieco oddalony, od samej wsi – ujmij to inaczej bo dziwnie brzmi. Dodatkowo: nie dworka tylko dworku.

 

Nie przejął się tym za bardzo i ruszył dalej. Znów musiał się wdrapać tym razem do okna. – po czym się musiał wdrapać?

 

W pobliżu owego okna mieli akurat wartę nie zbyt rozgarnięci strażnicy, szybko, bez zbędnych krzyków ich obezwładnił, a potem zabił. – zdanie nie trzyma się kupy. W pobliżu okna mieć warte? Lewitowali? Był tam jakiś pomost, mur, cokolwiek? Skoro ich obezwładnił, to po co ich zabijał? Mógł ich związać, zakneblować, cokolwiek. Poza tym, obezwładnił, czyli stracili przytomność np. – nie musiał ich zabijać, bo i tak za nim nie poszli. 

 

Poszedł dalej, do piwnic, pomyślał sobie, że zwykle jeśli coś chcesz ukryć w swoim domostwie to piwnica wydaję się najrozsądniejsze. – za dużo przecinków, ostatni wyraz niezbyt mi pasuje… I jak piszesz z punktu widzenia tego Goblina, to nie zmieniaj narratora z trzecioosobowego na pierwszoosobowego, co ci się przytrafia co jakiś czas w tekście.

 

Mylił się, byli tam tylko chlejący piwo i przegryzający dziwnie zielonym czymś strażnicy – kolejne zdanie do kitu.

 

Owi strażnicy spojrzeli na Goblina w dziwnej masce i wrócili do robienie tego co wcześniej robili. Jednooki podszedł do jednego z nich, chwile pomyślał i popatrzył się na niego i wbił mu sztylet w rękę, a potem podciął gardło! Pewnie sobie myślicie co zrobił drugi? Ano dokończył piwo i dojadł to coś, rzucił się na Goblina, i długo nie pożył.

– Nie brzmi to wiarygodnie. Siedzieli i co. Drugi krzyknął: Ej, jeszcze ja do poderżnięcia gardła!. Kompletnie to zdanie nie trzyma się kupy. Przeczytaj „krzyżaków”. Tam masz opisane, jak wyglądały potyczki rycerzy…

 

przy okazji zabił dwudziestu strażników – sam?? Jakim cudem jeszcze przeżył? Mam wybujałą fantazję, ale nie aż tak. Mag, wiedźma – miałaby większe szanse pokonać dwudziestu strażników, bo zna się na czymś innym niż tylko samo machanie mieczem.

 

Gdy owy krasnolud zobaczył goblina machnął ręką, miał ważniejsze rzeczy do roboty, goblin rzucił się ze sztyletami na krasnoluda, wbił mu je w serce, a ten tylko odepchnął go i wyjął sztylety, musiał w końcu dokończyć to co robi. Potem Goblin rzucił się na niego z małą siekierką i wbił mu ją w brzuch, też ją wyjął rzucił w kąt i odepchnął, niewiedzącego co się dzieję, goblina, ten przypomniał sobie że ma petardy, też nie podziałały. Wyjął spirytus, który wziął ze sobą i zaczął go pić. Ze złości rzucił w krasnoluda, który zaczął wyć z bólu.

– A no o co chodzi? Ktoś przychodzi kogoś zabić, a ten macha ręką?? To tak jakby złodziej przyszedł do czyjegoś mieszkania, a właściciel tylko krzyknął: Sorry, ale nie mam czasu teraz, przyjdź jutro!. Brak logiki w całym zdaniu. A, do tego jedno jest za długie. Doddatkowo: na co mu tyle oręża?? Przecież to ciężar, który tylko utrudnia podróż, jest niewygodnie itd. 

 

kucyku elfickim – zły szyk.

 

W barze? W barze?! Ty piszesz o średniowieczu, czy XIX wiek?!

Serio, weź się najpierw za przeczytanie książki, która opisuje ten okres historyczny, dopiero potem dożucaj postacie mitologiczne lub z legend. Krasnoludy się nie topią, rycerze pilnujący zamku sobie spokojnie nie siedzą, gdy ktoś drugiego morduje, tylko ruszają do ataku. 

 

Nie wrzucaj tekstów na siłę, żeby tylko wrzucać. Napiszę ci coś, co napisała mi @drakaina: 

Niech tekst odpocznie, potem przeczytaj go ponownie i jeszcze raz. Zobaczysz, że błędy, których nie widziałeś wcześniej są nadal. A jest ich naprawdę dużo. Nadal. Dodatkowo przerwy pomiędzy nowymi myślami. Nadal ich też brakuje, a powinny być. 

 

Nie wiem, gdzie poprawiałeś tekst. Nie widzę tego. Może nie ma aż tylu literówek, ale nadal są błędy. Logiczne błędy, które nie trzymają się faktów historycznych z tego okresu, zachowania postaci także są całkowicie inne. 

 

Przeczytaj informacje na wikipedii. Są różne artykuły na ten temat w internecie, jeśli nie ciągną cię książki. 

Musisz wyjść z założenia, że jeśli chcesz pisać o jakimś okresie historycznym, o postaciach, musisz opierać się na sprawdzonych informacjach. Dodatki związane z fantasy to nie wszystko. Historia musi się dobrze czytać i odzwierciedlać okres historyczny, o którym piszesz!

 

Może się powtórzę, ale jeszcze raz to napiszę: Nie produkuj tekstów, które są najeżone błędami. Nie ilość wrzuconych tekstów się tu liczy, a ich jakość. Ludzie mogą ci tylko wskazać poszczególne błędy, a nie pół tekstu lub więcej (tak jak ja to zrobiłam). 

 

Może dam ci taką radę: Najpierw ułóż sobie plan, co ma z czego wynikać – tak jak w matematyce. Jak mają wyglądać bohaterowie, jaki mają mieć charakter, cechy szczególne, które dadzą się poznać czytelnikowi. Dopiero potem twórz fabułę. Z czasem, gdy nabierzesz wprawy, plan będzie tylko dodatkiem, żeby nie zgubić wątku. Gdy wkleiłam swój pierwszy tekst na tym forum, też dostałam taką radę i wzięłam, ale serio wzięłam sobie to do serca. Staraj się wejść w skórę czytelnika. Ma się męczyć podczas czytania i do ciebie już nie wrócić, czy może sięgnąć po jeszcze z wypiekami na twarzy? 

 

A! I bym zapomniała. Zanim wkleisz tutaj tekst, daj go do przeczytania komuś, kto ci zaznaczy (tak jak polonista na lekcji, czerwonym długopisem) twoje błędy. Żebyś je zobaczył. Po ich poprawieniu ponownie niech ktoś z zewnątrz to przeczyta i dopiero w tedy wklej tutaj tekst. Zobaczysz w tedy różnicę pomiędzy swoimi “starymi” tekstami, a nowym, “odpicowanym” tekstem. 

Błędów sporo, fabuła prosta. Na następny raz zastanów się nad umieszczeniem tekstu na betaliście. Oto błędy w samym tylko pierwszym akapicie:

 

Jestem w czarnej kropce/czarnej dziurze, nie wiem co robić?! Szukają mnie![spacja]Znasz Gonzalesa de Salomen, nie? On dla nich pracuje, mieszka w dworku we wsi Karkovia, jest strategiem oraz krasnoludem, ma długą czarną brodę, nosi skórzaną czapkę z herbem rodu Srebrnych Młotów, ma na uszach srebrne kolczyki oraz, co Cię może zdziwić, nie ma[powtórzenie] brakuje mu części twarzy, a w jej miejsce miejscu ma[powtórzenie] znajduje się srebro. Nie wiem, co mu się stało, ani jak i kto mu to zrobił?. Nigdy nie słyszałam, by żaden mag czy astrolog coś takiego zrobił[powtórzenie]. Pamiętasz, uratowałam wtedy cCi życie, beze[spacja]mnie byś nie przeżył, byłeś nikim po ataku Cesarskich na Królestwo Marylli, uratowałam Cię. Pewnie myślisz sobie, dlaczego to piszę, moja odpowiedź to: znam cię Tadek, znam cię i wiem, jaki jesteś. Muszeę szybko wysłać tego gołębia, niedługo tu będą.

ironiczny podpis

 

Jestem w czarnej kropce, nie wiem co robić? – wystarczy „jestem w kropce”, bo tak się zwykle mówi, brakujący przecinek: nie wiem, co robić + na końcu powinna być kropka, a nie pytajnik, bo jest to stwierdzenie faktu.

Szukają mnie!Znasz (…) – brakująca spacja

On dla nich pracuje, mieszka w dworku we wsi Karkovia, jest strategiem oraz krasnoludem, ma długą czarną brodę, nosi skórzaną czapkę z herbem rodu Srebrnych Młotów, ma na uszach srebrne kolczyki oraz co Cię może zdziwić nie ma części twarzy, a w jej miejsce ma srebro. – Po kolei:

Dlaczego informacja o tym, że jest krasnoludem jest na końcu? Moim zdaniem jest to w pewnym sensie najważniejsza informacja, ważniejsza od tego, gdzie mieszka i kim konkretnie jest z zawodu.

(…) oraz krasnoludem, ma długą czarną brodę – po „oraz krasnoludem” powinna być już kropka. W ogóle w tym fragmencie stosujesz przecinki, jak kropki.

(…) srebrne kolczyki oraz co Cię może zdziwić, nie ma (…) – brakujące przecinki: srebrne kolczyki oraz, co Cię może zdziwić, nie ma (…)

(…) nie ma części twarzy, a w jej miejsce ma srebro. – to po prostu brzmi źle. Już lepiej coś w stylu: część jego twarzy, to srebrna maska, albo część jego twarzy przysłania srebrna maska – bo oczywiście zakładam, że to maska. Inaczej nie wyobrażam sobie srebra na twarzy

Nie wiem co mu się stało, ani jak i kto mu to zrobił? – brak przecinka: Nie wiem, co mu się stało, ani jak i kto mu to zrobił? + zamiast pytajnika kropka, bo znowu jest to stwierdzenie.

Nigdy nie słyszałam by żaden mag (…) – brak przecinka: Nigdy nie słyszałam, by żaden mag

Pamiętasz uratowałam wtedy ci życie, bezemnie byś nie przeżył, byłeś nikim po ataku Cesarskich na Królestwo Marylli, uratowałam Cię. – i znowu wyliczanka:

Pamiętasz uratowałam wtedy ci życie (…) – Brak przecinka: Pamiętasz, uratowałam wtedy ci życie, bezemnie byś nie przeżył, byłeś nikim po ataku Cesarskich na Królestwo Marylli, uratowałam Cię.

Pamiętasz uratowałam wtedy ci życie (…) – „ci” z małej litery, podczas gdy wszędzie indziej jest z dużej

Pamiętasz uratowałam wtedy ci życie, bezemnie byś nie przeżył (…) – beze mnie piszemy osobno, nie razem

Pamiętasz uratowałam wtedy ci życie, bezemnie byś nie przeżył, byłeś nikim po ataku Cesarskich na Królestwo Marylli, uratowałam Cię. – kropka po „nie przeżył”. Wtedy lepiej to brzmi: Pamiętasz uratowałam wtedy ci życie, bezemnie byś nie przeżył. Byłeś nikim po ataku Cesarskich na Królestwo Marylli, uratowałam Cię.

Pamiętasz uratowałam wtedy ci życie, bezemnie byś nie przeżył, byłeś nikim po ataku Cesarskich na Królestwo Marylli, uratowałam Cię. – niepotrzebne powtórzenie „uratowałam Cię” : (…) byłeś nikim po ataku Cesarskich na Królestwo Marylli, uratowałam Cię. – na początku zdania mamy dokładnie tę samą informację

Pewnie myślisz sobie dlaczego to piszę, moja odpowiedź to znam cię Tadek, znam cię i wiem jaki jesteś. – gdybyś pisał krótsze… A tak:

Pewnie myślisz sobie dlaczego to piszę (…) – brak przecinka: Pewnie myślisz sobie, dlaczego to piszę (…)

Pewnie myślisz sobie dlaczego to piszę, moja odpowiedź (…) – znów przecinek, a gdyby była kropka, byłoby o niebo lepiej: Pewnie myślisz sobie, dlaczego to piszę. Moja odpowiedź (…), albo chociaż myślnik: Pewnie myślisz sobie, dlaczego to piszę – moja odpowiedź (…)

(…) moja odpowiedź to znam cię Tadek, znak cię i wiem jaki jesteś: to już połączę w jedno, żeby się nie rozdrabniać: brak przecinków, „cię” z małej litery: (…) moja odpowiedź, to znam cię Tadek, znak cię i wiem, jaki jesteś

 

Gdy Stary Dimberk czytał list coś w nim zaczęło pękać. – brak przecinka: Gdy Stary Dimberk czytał list, coś w nim zaczęło pękać.

Chyba od śmierci rodziców nie był taki smutny, a nie jak ojciec zginął w bitwie, a matkę zgwałcili, a potem powiesili nic nie poczuł. – w ogóle nie rozumiem sensu zdania, a czytałam je 10 razy

 

Nie był tak smutny od roku 1138 II ery to wtedy właśnie umarł Gero, i to wtedy przejął jego interes. – kropka po „1138 II ery”, czyli: Nie był tak smutny od roku 1138 II ery. To wtedy właśnie umarł Gero, i to wtedy przejął jego interes

 

Smutne i wesołe wspomnienia nad listem przerwał mu Jednooki. – gdzie te wesołe wspomnienia? Ojciec zginął w bitwie, matkę zgwałcili, a potem umarł jakiś Gero, który, jeśli czytelnik naprawdę będzie chciał tak uważać, był spoko gościem, ale uwaga: też umarł

 

Goblin zapukał do drzwi a Dimberk krzyknął ,,Wchodzić do cholery” i zielonoskóry wszedł: – po kolei:

Goblin zapukał do drzwi a Dimberk krzyknął – brak przecinka: Goblin zapukał do drzwi, a Dimberk krzyknął

Dałabym dwukropek po „krzyknął”  i dodała przecinek – Goblin zapukał do drzwi a Dimberk krzyknął: „Wchodź, do cholery”

Na końcu nie dwukropek, a po prostu kropka: Goblin zapukał do drzwi a Dimberk krzyknął” Wchodź, do cholery” i zielonoskóry wszedł.

 

Jak tam oko – zapytał się Tadek. – brak myślnika + wystarczy „zapytał”: – Jak tam oko – zapytał Tadek.

 

-A no dobrze – odpowiedział – Czy mógłbym…– brak spacji na początku przy myślniku, brak kropki po „odpowiedział”

 

Tam się powtarza „zapytał się”, więc wszędzie dawałabym po prostu „zapytał” + wszędzie w dialogach na początku nie ma spacji pomiędzy myślnikiem, a początkiem zdania.

-Tak, nie wiem o co chodzi – odparł Dimberk. – Dobra ile zapłacisz? – zapytał się Goblin. – brak przecinków: -Tak, nie wiem, o co chodzi – odparł Dimberk. –Dobra, ile zapłacisz? – zapytał się Goblin.

-Może być – Odparł Jednooki. – „odparł z małej litery”: -Może być – odparł Jednooki.

-Dobra nie zawracaj mi już głowy (…) – brak przecinka: -Dobra, nie zawracaj mi już głowy (…) 

Dobra, bolało, jak czytałam. Nawet nie skończyłam, chociaż chciałam – zatrzymałam się właśnie w tym momencie przed chyba najdłuższym akapitem, jaki ktokolwiek, kiedykolwiek stworzył. Na przyszłość – taki akapit, który nie ma wcale “światła” odstrasza czytelników tak skutecznie, jak nic na świecie (nie mam już nawet siły na porównanie). W każdym zdaniu był błąd. Błędy językowe, stylistyczne, gramatyczne – ortografii szczególnie nie wyłapałam, ale pewnie to dlatego, że skupiłam się przede wszystkim chociażby na tych nieszczęsnych łączeniach zdań przecinkami, gdzie, no na rany Christiana Andersena, konieczna była kropka! Ufff. Chciałabym powiedzieć coś pozytywnego, naprawdę z całego serduszka. Ale po prostu nie mogę. Mam tylko nadzieję, że wrócisz z czymś tak dobrym, że mnie zmiecie z krzesła ;)

Przykro mi to mówić, Dragonie_Lordzie_, ale Twój Srebrny krasnolud jest napisany tak źle, że nie powinien ujrzeć światła dziennego. Do błędów i usterek wskazanych przez wcześniej komentujących, dodaję swoją łapankę.

Nie porzucaj prób literackich, ale sugeruję, abyś przez jakiś czas powstrzymał się od pracy twórczej, a zyskany czas przeznaczył na dokładne poznanie zasad rządzących językiem polskim.

 

Nigdy nie sły­sza­łam by żaden mag czy asto­log coś ta­kie­go zro­bił. –> Nigdy nie sły­sza­łam, by jakiś mag czy astro­log coś ta­kie­go zro­bił.

 

znam cię Tadek, znam cię i wiem jaki je­steś. –> …znam Cię, Tadek, znam Cię i wiem jaki je­steś.

Skoro to list, zaimki powinny być napisane wielkimi literami.

 

Go­blin za­pu­kał do drzwi a Dim­berk krzyk­nął ,,Wcho­dzić do cho­le­ry” i zie­lo­no­skó­ry wszedł: –>

Go­blin za­pu­kał do drzwi a Dim­berk krzyk­nął:

– Wcho­dzić do cho­le­ry!

I zie­lo­no­skó­ry wszedł.

Źle zapisujesz dialogi. Pewnie przyda się poradnik: https://sjp.pwn.pl/poradnia/haslo/zapis-partii-dialogowych;13842.html

 

Jak tam oko – za­py­tał się Tadek. –> Jak tam oko? – za­py­tał Tadek.

 

-A no do­brze – od­po­wie­dział – Czy mógł­bym… –> – Ano do­brze – od­po­wie­dział – czy mógł­bym

 

-Ja­kie zle­ce­nie? – za­py­tał się go­blin. –> Ja­kie zle­ce­nie? – za­py­tał go­blin.

 

ma na uszach srebr­ne kol­czy­ki… –> …ma w uszach srebr­ne kol­czy­ki

 

-Do­bra ile za­pła­cisz? – za­py­tał się Go­blin. –> Do­bra ile za­pła­cisz? – za­py­tał go­blin.

Dlaczego goblin jest napisany wielką literą? Ten błąd pojawia się w tekście kilkakrotnie.

 

-350 gro­szy Ce­sar­skich – rzekł Dim­berk. –> – Trzysta pięćdziesiąt gro­szy ce­sar­skich – rzekł Dim­berk.

Liczebniki zapisujemy słownie, zwłaszcza w dialogach.

 

Nasz Jed­no­oki za­bój­ca miał cie­ka­wy pokój… –> Dlaczego wielka litera?

 

nie wiem skąt go tyle wziął. –> …nie wiem skąd go tyle wziął.

 

spi­ry­tus, gdyby coś po­szło nie tak… –> Czemu służy spirytus, kiedy coś idzie nie tak?

 

oczy­wi­ście swoją maskę oraz małą sie­kier­kę, którą ukrył w swej tor­bie. –> Zbędne zaimki. Czy zabrałby cudzą maskę i ukrył ja w cudzej torbie?

 

około dwa­dzie­ścia mil. –> …około dwudzie­stu mil.

 

kazał osio­dłać sobie kuca(oczy­wi­ście… –> Brak spacji przed nawiasem.

 

Go­blin dał mu jeden, ja­kimś cudem, nad gry­zio­ny grosz Ce­sar­ski. –> Go­blin dał mu jeden, ja­kimś cudem nadgry­zio­ny grosz ce­sar­ski.

 

tym razem do okna. W po­bli­żu owego okna… –> Powtórzenie.

 

mieli aku­rat wartę nie zbyt roz­gar­nię­ci straż­ni­cy… –> …mieli aku­rat wartę niezbyt roz­gar­nię­ci straż­ni­cy

 

to piw­ni­ca wy­da­ję się naj­roz­sąd­niej­sze. –> …to piw­ni­ca wy­da­je się najlepszym miejscem.

 

chwi­le po­my­ślał i po­pa­trzył się na niego… –> …chwi­lę po­my­ślał i po­pa­trzył na niego

 

kra­sno­lud z srebr­ną twa­rzą. –> …kra­sno­lud ze srebr­ną twa­rzą.

 

Gdy owy kra­sno­lud… –> Gdy ów kra­sno­lud

 

mu­siał w końcu do­koń­czyć to co robi. –> …mu­siał w końcu do­koń­czyć to, co robił.

 

nie­wie­dzą­ce­go co się dzie­ję… –> Literówka.

 

po pro­stu za­czął top­nieć jak lud. –> …po pro­stu za­czął top­nieć jak lód.

Poznaj znaczenie słów ludlód.

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Zastanawiam się, czy aby nie jest to próbka polszczyzny z przyszłości. Polszczyzny literackiej, oczywiście…

Adamie, nawiedziła Cię straszna wizja koszmarnej przyszłości…

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Nic nowego. Znaczy, wizja żadną nowością nie jest. Godzina spędzona w Internecie, druga, poświęcona słuchaniu wypowiedzi naszych “elit i gwiazd”, do tego książki – nędza. Eee, Yyy, wtręty typu “tak”, “ciężko powiedzieć”, coś stało się “przez” coś… Na You Tube publikowane są krótkie wiadomości z kraju i ze świata, wiadomości czytane komputerowo. Liczebników nie odmienia, kropki po skrótach traktuje jak kropki zamykające zdania, H i Ch to jedno i to samo, “dź” czyta jak “ć” – i nie znalazłem ani jednego komentarza, zwracającego na to uwagę. Być może były takowe, kiedyś, ale skutku nie odniosły. Aha, “rz” potrafi przeczytać, przykładowo, jako “mor-ze”… Wzorzec doskonały. Za dziesięć lat nikt poza Tobą i jeszcze kilkoma osobami nie potrafi powiedzieć czegoś i napisać po polsku.

A Rada Języka Polskiego potulnie zaakceptuje, bo uzus, panie święty, uzus…

Zacytuję sam siebie:

Z dyżurnego obowiązku wpadam i daję uwagę, byś przeanalizował linki z pierwszego Twojego tekstu, pod którym się wypowiedziałem. Nie ma sensu wrzucać kolejnych jeden po drugim – to ludzi męczy i zniechęca do danego autora. Zwłaszcza, jeśli forma nie jest doszlifowana.

Won't somebody tell me, answer if you can; I want someone to tell me, what is the soul of a man?

Nowa Fantastyka