- Opowiadanie: Tomasz R.Czarny - Naprawisz ten świat!

Naprawisz ten świat!

Tu znajdziesz: humor, biedę, cierpienie, zło, dobro, magię, walkę, smutek i nadzieję.

A was drodzy jurorzy proszę o przeczytanie i ocenę oraz pokutę i rozgrzeszenie.

 

Ps. 

SŁOWNIK

 

– GUDDA – cztery litery, na których siadamy;

– SULLA – imię krótkie tego narządu, który służy, aby podtrzymać gatunek ("ch…")

– MODDA – męski organ rozrodczy po raz drugi;

– DENGAI – odczep się ode mnie ;) ("odpier" i "pier się" też ;) ).

 

Dyżurni:

Finkla, joseheim, beryl

Biblioteka:

Finkla, NoWhereMan

Oceny

Naprawisz ten świat!

Indra w mil­cze­niu prze­cha­dzał się po sali au­dien­cyj­nej. Pośrod­ku stał Agni i nie­cier­pli­wie spo­glą­dał na do­wód­cę armii dewów.

– Prze­sta­niesz w końcu łazić tam i z po­wro­tem i po­wiesz mi, o co cho­dzi?

– Chcę, żebyś zszedł na zie­mię.

– W jakim celu?

– Jako jeden z nielicznych lu­bisz ludzi i je­steś im bli­ski. Można by rzec, że je­steś ich opie­ku­nem.

– Do brze­gu Indra.

– Mam po­dej­rze­nia, że Asu­ro­wie się uak­tyw­ni­li.

– Asu­ro­wie? Na ziemi? Prze­cież oni za­wsze wal­czy­li z nami, a nie z ludź­mi.

– Dla­te­go nie­po­koi mnie ten fakt. Nie wiemy, co oni kom­bi­nu­ją. Może chcą włą­czyć ludzi do walki z nami.

– Ale to pewne?

– Nie, to tylko po­dej­rze­nia. Chcę, żebyś zba­dał tę spra­wę.

 

Sunil, San­desh i Ma­nvir roz­pa­li­li świę­ty ogień Agni­tho­ra, po­pa­la­jąc przy tym ma­ri­hu­anę. Co jakiś czas Sunil do­rzu­cał do oczysz­cza­ją­ce­go pło­mie­nia krowi nawóz. Na ze­wnątrz słoń­ce po­wo­li chy­li­ło się ku za­cho­do­wi.

– Nie­złe to gówno. Skąd je masz? – za­py­tał San­desh Ma­nvi­ra, za­cią­ga­jąc się skrę­tem.

– Im mniej wiesz, tym dłu­żej ży­jesz – od­parł lekko wsta­wio­ny Ma­nvi­ra.

– Sunil, dosyp tro­chę ryżu do ognia – po­wie­dział San­desh.

– Sam se dosyp. Daj macha – burk­nął Sunil.

Ma­nvi­ra za­chi­cho­tał, wziął garść nie­łu­ska­ne­go ryżu i syp­nął w ogień. Pło­mie­nie za­sy­cza­ły i oży­wi­ły się, roz­świe­tla­jąc po­miesz­cze­nie.

– Zwariowałeś?! – huknął Sunil.

– Dosy…

Nie dokończył, w środku ognia pojawiła się postać. Była otoczona płomieniami. Stała i nic sobie z tego nie robiła. 

– O gudda, ale to gówno jest dobre – powiedział Sandesh, spoglądając na skręta i na postać w płomieniach.

– Trzeba go ratować. – Manvir zaczął się rozglądać za czymś, czym można by ugasić płomień. Wyręczył go Sandesh, chwytając gaśnicę. Odbezpieczył ją i skierował strumień proszku gaśniczego wprost na palącą się postać.

– Przestań! – krzyczał mężczyzna, osłaniając się rękoma przed zawartością gaśnicy.

Strumień gaśniczy znikł i teraz cała trójka spoglądała na wysokiego, łysego i potężnie zbudowanego mężczyznę, ubranego tylko w spodnie typu alladynki. Na nogach miał złote nakolanniki, a na biodrach szeroki zdobiony pas.

– Co za świństwo – psioczył mężczyzna, otrzepując się z pyłu gaśniczego.

Młodzieńcy patrzyli na niego z rozdziawionymi ustami i szeroko wybałuszonymi oczyma.

– Kim jesteś? – wydusił z siebie pytanie Sunil.

– Agni, bóg ognia – odpowiedział mężczyzna.

– Ale czad. Bóg ognia. – Sandesh uznał, że to jest wizja narkotyczna. Był zachwycony działaniem skręta.

– Stary, ty się paliłeś. – Manvir nie dowierzał. Gość był cały w płomieniach i nic mu się nie stało.

– Ja zrodziłem się w ogniu.

– Ale czad – powtarzał Sandesh.

– A kim wy jesteście?

– Bogami zioła – powiedział nawalony Sandesh.

– Nie znam was.

– A my ciebie – zripostował Sunil.

– Przybyłem na ziemię, bo doszły mnie słuchy, że Asurowie powstali.

– Kto to ci Asurowie? – zapytał Manvir.

– Żądne władzy, złe, podstępne demony niszczycielskie.

– Gościu, to bardzo dobrze trafiłeś – bełkotał zafascynowany Sandesh. – My bogowie zioła, też nie lubimy tych szczurów.

– Asurów – poprawił go Agni.

– No, właśnie mówię. Mamy magiczne zioła, które dodają nam mocy do walki ze złymi szczurami. – Sandesh wczuł się w rolę.

– Zamknij się – syknął Sunil i wymierzył koledze szturchańca.

– Wiecie, gdzie się chowają Asurowie?

– Czy my wiemy? My cię tam zabierzemy i pomożemy ci ich pokonać. – Sandesh nic sobie nie robił z napominań kolegi i brnął dalej. Był na fali.

– Tak, tylko musisz zażyć ziół. – Manvir postanowił dołączyć do zabawy. Podał skręta bóstwu. – Weź macha i wstrzymaj oddech na chwilę.

Agni spojrzał na młodych bogów zioła i niepewnie wykonał polecenie. Zaczęli chichotać. Skręt zaczął krążyć. Agni czuł, że magiczne zioło działa. Poczuł się taki lekki i niezwyciężony. Czuł, jak wzbiera w nim moc i wręcz emanuje fizycznością. 

– I jak bogu? – zapytał Sandesh, widząc, że moc zioła działa na bóstwo.

– Możemy ruszać – stwierdził Agni.

– Zanim jednak ruszymy na Aszczurów, musimy znaleźć demony, które zagarnęły magiczne zioła – oświadczył Manvir.

– Ruszajmy.

Wyszli na zewnątrz, wprost na brudną i śmierdzącą, zatłoczoną ulicę. Oczom Agniego ukazały się wszędobylskie brązowe stopy, wystające spod plandek i koców. Wszędzie, jak okiem sięgnąć, na drogach, ulicach, chodnikach rosły kopczyki złożone z otulonych ludzi i ich dobytku.

Przed drzwiami na chodniku stała nowa limuzyna, zupełnie niepasująca do rzeczywistości.

– O sulla, nie możemy jechać, jesteśmy nawaleni – w porę zorientował się Sunil.

– Bogu, umiesz powozić? – Sandesh zwrócił się do Agniego.

– Umiem.

– No, i po sprawie. – Sandesh wydawał się zadowolony z siebie.

Trójka bogów zioła wpakowała się do limuzyny. Agni stał jak słup soli i wpatrywał się w pojazd. Nigdy wcześniej nie widział takiego powozu. Na dodatek nie był zaprzęgnięty.

– Te bogu, wsiadaj – ponaglił go Manvir.

Agni, nie zastanawiając się więcej, użył czarów. Wypowiedział zaklęcie i cisnął kulą ognia, z której zrodziły się dwa zaprzęgowe słonie. Zadowolony z siebie wskoczył na dach limuzyny.

– Ożeż modda, gość jest niesamowity – powiedział zachwycony Sandesh.

Agni chwycił lejce. Bogowie zioła wyskoczyli z auta i usadowili się za bóstwem na dachu limuzyny. Ruszyli do bazy złych demonów po magiczne zioła.

Jechali ulicami limuzyną, którą ciągnęły dwa słonie. Ludzie stawali i nie wierząc własnym oczom, wpatrywali się w to niecodzienne zjawisko.

Bogowie zioła byli szczęśliwi i wiwatowali w uniesieniu.

Agni niesiony mocami magicznego zioła, powoził dumny z siebie wprost do kryjówki złych demonów. Trochę zdezorientowany patrzył na inne powozy, które poruszały się bez pomocy zwierząt pociągowych.

– Co to za magia pozwala jeździć powozom bez zaprzęgu?

– Magia boga diesla – wyjaśnił Sunil.

– Bóg diesel wynalazł magiczny płyn, zwany waha i ofiarował nam świątynie, gdzie można nabyć wahę. Dzięki temu płynowi powozy mogą jeździć bez zaprzęgu – dodał Manvir.

Agni pokiwał głową ze zrozumieniem. Czasy, w których się znalazł, były jeszcze bardziej magiczne, niż kiedy był na ziemi po raz ostatni.

Do jego uszu doleciała muzyka. Dochodziła z bliska, ale była jakaś taka przytłumiona. Rozejrzał się.

Sandesh wyciągnął telefon i odebrał.

– Stary, Manvir załatwił niezłe zioło. Mamy taki odlot, że hej. 

– … 

– Co ty pierdolisz?

Agni patrzył ze zdumieniem na Sandesha, jak mówi do płaskiego, prostokątnego pudełeczka.

– To taka nasza magiczna kula – wyjaśnił Manvir, widząc minę bóstwa. – Można przez to rozmawiać z innymi na dużą odległość, a także zna odpowiedzi na wszystkie pytania.

– Może więc warto zapytać, gdzie ukrywają się Asurowie?

– Wszystko w swoim czasie, jak tylko zdobędziemy magiczne zioło, zajmiemy się Asurami.

– Nie uwierzycie. – Sandesh zakończył rozmowę telefoniczną. – Rozmawiałem z Balawantem i mówi, że widział nas, jak popierdalamy na dachu limuzyny, ciągnionej przez dwa słonie.

– To dzieje się naprawdę. – Manvir sprawiał wrażenie, jakby to dopiero teraz do niego dotarło. 

Przybyli na miejsce. Agni wstrzymał słonie i wszyscy zeskoczyli z dachu limuzyny.

– Tu mają bazę strażnicy magicznego zioła – oświadczył Manvir.

– Bogu, dasz sobie radę? – zapytał Sandesh.

Agni nie odpowiedział, tylko wykonał znak dłońmi i cisnął płomieniem przed siebie. Potężny język ognia uderzył z siłą huraganu w drzwi dyskoteki, rozwalając je na strzępy. 

– No, nie wiem chłopaki, to już przestaje być śmieszne. – Sunil zaczął powątpiewać w słuszność działania.

– No, co ty? – Manvir nie widział w tym nic złego. 

Dengai Sunil. Idziemy. – Sandesh ruszył zdecydowanym krokiem. 

Z dyskoteki wyskoczyło trzech zbirów, popatrzyli na rozwalone drzwi i żarzącą się futrynę. Od razu zorientowali się, kto jest za to odpowiedzialny. Trzech ćpunów i mięśniak w ciuchach prosto z baśni.

– Agni, nie rób tego, wkręciliśmy cię – Sunil usiłował powstrzymać lawinę, która się rozpędzała.

– Zamknij się! – warknął Sandesh.

Zbiry ruszyły w ich stronę.

– To nie są demony, a my nie jesteśmy bogami zioła – powiedział Sunil.

Agni zawahał się.

– Nie słuchaj go.

– Będzie was to drogo kosztować – oświadczył jeden zbir.

Bóg ognia skumulował moc w sobie i cały zapłonął. Zbiry zwątpiły.

– Radzę wam wracać do swojej kryjówki – zwrócił się do nich Agni. – O czym ty mówisz? – Skierował pytanie do Sunila.

– Jesteśmy zwykłymi ćpunami. To nie są magiczne zioła, tylko środki odurzające, coś jak napary halucynogenne. Okłamaliśmy cię.

Agni poczuł wściekłość, a ogień na jego ciele zaskwierczał i buchnął czerwonymi językami. Bóg spojrzał w stronę niepewnych zbirów. Plunął płomieniem w ich stronę, nie wyrządzając im krzywdy. Bardziej chciał ich przestraszyć. Zadziałało. Ogień na ciele bóstwa wygasł.

– Co ty wyprawiasz? – Sandesh był wściekły na Sunila.

Agni spojrzał na całą trójkę. Odwrócił się i ruszył bez słowa przed siebie. Sunil, nie zważając na kolegów, pobiegł za nim.

– Przepraszam – powiedział, gdy dogonił bóstwo.

– Nie szkodzi – rzucił sucho i bez emocji Agni.

– Posłuchaj mnie.

– Wiesz, że mógłbym was spalić?

– Wiem. – Chwila ciszy. – Jesteśmy studentami, a nasi rodzice są obrzydliwie bogaci. Pewnie niczym się nie różnią od tych twoich Asurów. My też będziemy tacy jak oni, chociaż teraz ich nienawidzimy i tego, co sobą reprezentują, dlatego zachowujemy się tak, a nie inaczej.

– Idź swoją drogą, chłopcze.

 Sunil nie zamierzał dać za wygraną. Chciał się zrehabilitować, wyjaśnić. Stanął przed Agni, zagradzając mu drogę.

– Posłuchaj, to nie jest tak, jak myślisz. To były tylko wygłupy, ale za daleko zaszły. Od zawsze pakujemy się w kłopoty po to, żeby zwrócić na siebie uwagę rodziców. Tylko wtedy poświęcają nam czas. . Wszystko po to, żeby ojciec zwrócił na mnie uwagę, choć spojrzał, powiedział coś, cokolwiek – głupio się tłumaczył Sunil.

– I to cię usprawiedliwia? – Agni w duchu przyznał, że żal mu chłopaka. W głębi duszy miał dobrą naturę.

– Nie.

Sunil zwiesił głowę.

– Pokaż mi Indie dzisiaj, pomóż odnaleźć Asurów.

Sunil energicznie spojrzał na bóstwo, a na jego ustach pojawił się uśmiech. Była jeszcze dla niego nadzieja.

Poprowadził Agniego tam, gdzie mógł zobaczyć prawdziwe oblicze Indii. Wszędzie, gdzie okiem sięgnąć, widział posłania na ziemi pod gołym niebem. Wokół panował ogólny bałagan, koce, plandeki, garnki, kartony, rzeczy codziennego użytku. Mężczyzna rozpala ognisko i zawiesza nad nim czajnik. Szykuje się do kolacji. Kobieta rozściela koce, szykując posłanie. Cała rodzina za chwile zakopie się w szmatach, chroniąc się przed zimnem. Jutro czeka ich kolejny dzień. Rano, gdy się obudzą i wygrzebią się z posłania, powstanie tu warsztat rzemieślniczy albo kramik. 

Szli dalej. Sunil tłumaczył bóstwu zasady kastowości. Jeżeli nie miałeś szczęścia i urodziłeś się w najniższej kaście, byłeś skazany na życie i śmierć jako członek najniższej kasty. Tak jest i już.

Agni zobaczył rozłożyste drzewo, pod którym stała rodzina. Ich wzrok prosił o datek, a ręce mechanicznie wędrowały w kierunku przechodzących. Nie byli jedyni. Co kawałek obraz się powtarzał. Dzieci milcząco wyciągały rączki, a następnie zbliżały je do ust. Puste ręce, tak jak brzuch. Dzieci wychudzone, kościste i posiniaczone. 

– Skąd te sińce na ciele dzieci? – zapytał Agni.

– Hindusi z wyższej kasty tak przepędzają dzieci spod swoich sklepów i warsztatów. Zero litości, kopniak, cios pięścią. 

Dalej stała grupa bezdomnych zbita i wtulająca się w siebie.

– Ogrzewają się – wyjaśnił Sunil.

Wszędzie na ulicach, trawnikach, chodnikach leżały odpadki, śmieci, kał, wszelki brud. Nikt nie zwracał na to uwagi, były naturalną częścią życia, tak jak dzień i noc.

Agni zobaczył mężczyznę z pękatym workiem na plecach. Szedł zgarbiony, od czasu do czasu przystając i podnosząc jakiś odpadek, który natychmiast lądował w worku. Jeżeli były to resztki jakiegoś jedzenia, od razu znikały w ustach mężczyzny. Inni ludzie umykali przed nim, jak przed zarazą.

– Kto to?

– Niedotykalny, należy do najniższej kasty z możliwych. Miejsce, które on odwiedzi, uważa się za skażone.

Niedotykalny przystanął przed stertą śmieci. Przykląkł obok i zaczął je rozgarniać. Pod spodem leżała dziewczynka odziana w koszulinkę, jej gołe, kościste nóżki były pokryte ropiejącymi wrzodami, z których sączyła się wydzielina. Koszulka była zadarta do góry, a łono pokryte zakrzepłą krwią. Niedotykalny odskoczył od niej. Kopnął dzieciaka i ruszył dalej. Dziewczynka leniwie otworzyła oczka. Była tak wycieńczona, że nawet nie stęknęła z bólu. Nie uroniła ani łezki.

Agni przypadł do niej.

– To już trup, nawet rodzice ją zostawili – powiedział Sunil.

Agni nie zwracał uwagi na jego słowa. Pochylił się nad ciałkiem i przyłożył ucho do jej piersi. Wyprostował się i zaczął zacierać dłonie. Między rękoma pojawił się ogień. Agni zaczął oblewać ogniem całe ciało dziecka. Chwile później owrzodzenia ze skóry znikły. Dziewczynka śmielej otworzyła oczka. Czuła, jak ożywczy płomień oczyszcza ją z choroby.

– Widziałeś już chyba wszystko, smród, głód, brud, bieda i zaraza, śmierć, ból, cierpienie.

Głos nie należał do Sunila. Agni zerwał się i spojrzał w twarz smoka.

– Wrytra – wysyczał gotowy do walki. Rozpoznał demona, jednego z najsilniejszych Asurów.

– Opanuj się – powiedział człowiek o twarzy smoka.

– Indra miał rację, powstaliście.

– Co ci to mówi? Gwałty na nieletnich, ciemność, ubóstwo, zaraza, głód, ból, cierpienie, tortury, przemoc, bestialstwo, śmierć.

– Mahawidja, Kali. – Agni rozluźnił mięśnie.

– Co to ta mahawidja? – Sunil niczego nie rozumiał.

– Mahawidja, boginie zwane dziesięcioma wielkimi mądrościami, na których czele stoi bogini śmierci Kali.

– Co z nimi? – Sunil dalej nie rozumiał.

– One za wszystkim stoją.

– Indra cię wykorzystał, Agni. Twoja decyzja, możesz mnie zabić. – Po tych słowach Wrytra wziął dziewczynkę w ramiona i podał jej garść ryżu. 

– To jeszcze nie wszystko, są jeszcze wojny, nienawiść, żądza władzy i bogactwa, brat zabija brata, syn morduje ojca.

Agni zacisnął pięści. Zapłonął żywym, biało niebieskim ogniem.

 

Indra pławił się w luksusie, zadowolony i rozanielony. Siedział w marmurowej wannie wielkości boiska do kabadi, zanurzony po barki. Wokół uwijały się boginie mahawidja, obdarzając go pieszczotami. Wszystko szło po jego myśli. Już niedługo zostanie panem wszechświata. Niech tylko Agni odnajdzie Asurów i pozbędzie się ich. Tylko te przeklęte demony stały mu na drodze. Nawet święta trójca Wisznu, Siwa i Brahma mu nie przeszkodzą. Mahawdija obiecały, że zajmą się tymi durniami.

Całą sielankę przerwał przeraźliwy grzmot. Na środku łaźni pojawiła się kula ognia, z której wyłonił się Agni z toporem w ręku.

– Indra, ty zdrajco! – rozległ się tubalny głos. Był tak natężony mocą, aż budynek zadrżał w posadach.

Indra zerwał się, a na jego twarzy pojawił się strach.

Agni wziął zamach, zamierzając rzucić w niego toporem. Na drodze rzutu stanęła naga, ponętna Kamala.

– Agni, kochanie, po co ta agresja? – powiedziała zalotnie.

Bóstwo ognia przywołało zaklęciem chmurę trującego gazu.

Matangi zachichotała na taki atak. Trujący gaz nie robił na bogach wrażenia. Machnęła ręka i przywołała ciemności.

Agni czuł, jak boginie zbliżają się do niego i osaczają go. Pstryknął palcem, wywołując iskrę. Skumulowany gaz buchnął płomieniem, rozrzucając boginie na wszystkie strony i ogłuszając je. W blasku ognia znalazł Indrę i błyskawicznie przypadł do niego. Wypowiedział zaklęcie i wokół nich pojawiła się fala ognia, której zadaniem było trzymanie bogiń z dala od nich. 

Indra przybrał postać pół byka, pół człowieka o byczym karku i potężnych ramionach.

– Durniu – wysyczał.

Agni zacisnął dłoń na toporze i ostrze pokryło się ogniem. Wymierzył cios w szyję, zamierzając jednym cięciem pozbawić Indre głowy. Zanim jednak ostrze doszło celu, piorun uderzył w pierś boga ognia, powalając go na ziemię. Fala ognia przygasła. Boginie pozbierały się po wybuchu gazu. Pierwsza do ataku przystąpiła Bagala, rzucając w stronę leżącego czar zatrucia. Agni odbił go ścianą oczyszczającego ognia. Przeturlał się i wstał z podłogi. Na wprost niego stały dziesiątki uzbrojonych po zęby wojowników zakutych w ciężkie zbroje. Wykonał szarżę w przód, zostawiając za sobą ścieżkę płomieni i zaczął ciąć toporem na oślep. Topór nie napotkał żadnego oporu. Agni zdał sobie sprawę, że była to iluzja, wywołana przez Bhuwaneśwari. Zanim się zorientował, było już za późno. Naprzeciw stał Indra, ciskając w niego pioruny. Agni, trafiony w pierś, poszybował na ścianę. Osunął się bezwładnie na ziemię. Indra powoli podszedł do przeciwnika, tuż za nim podążały boginie. Osaczały boga ognia, jak wilki swą ofiarę.

– Czemu? – Agni spojrzał ostatkiem sił w oczy Indry.

– Nie bierz tego tak do siebie. Widzisz, mam dość tej całej dobroci Wisznu, Brahmy i Siwy. Rzygać mi się chce. Po prostu zemdliło mnie, więc poprosiłem moje panie, by mi pomogły. Zeszły na ziemię i połechtały ludzką zawiść i żądzę władzy. Podpuściłem Asurów, żeby w razie czego mieć na kogo zgonić. Jak zrobili swoje i przestali być użyteczni, wysłałem ciebie.

Przed oczyma boga ognia pojawił się obraz umierającej dziewczynki. Wściekłość przepełniła ciało Agniego. Zebrał w sobie ostatki sił. Kula ognia, która eksplodowała, rozrzuciła wszystkich na boki. Rozsierdzone bóstwo wyskoczyło w powietrze i spadając na ziemię, cięło toporem oszołomionego Indrę.

– I to był twój błąd – powiedział przez zaciśnięte zęby, patrząc w oczy umierającego Indry.

Do łaźni wkroczyli bogowie Wisznu, Siwa i Brahma.

 

Sunil i Agni siedzieli w cieniu drzewa i podziwiali obłoki płynące po nieboskłonie.

– A co się stało z boginkami Mahawidja? – zapytał Sunil.

– Trójca skazała je na wieczne potępienie.

– Nie wrócą?

– Może kiedyś.

– Co teraz?

– Przestaniesz jarać.

– Przestałem.

– Zaczniesz się uczyć.

– Zacząłem.

– Naprawisz ten świat.

– Jak?

Koniec

Komentarze

Fajne, nieźle się ubawiłem, czytając początek. Dobrze pokazałeś życie najniższych kast społecznych, ale tekst, poza byciem przyjemnym w czytaniu, niczym specjalnie nie porwał. 

Główny wątek – odnalezienie Ashurów, niby gdzieś tam jest, ale jakoś dziwnie z tyłu. Agni zszedł na ziemie w konkretnym celu, jednak ten cel nie wydaję się tak ważny, jak powinien. 

Niektóre wydarzenia (moim zdaniem) były trochę zbyt… niespodziewane? Sunil nagle zaczął spowiadać się ze swojego życia. Agni koniec końców nie szukał demonów, tylko demony znalazły jego, a to spotkanie wyglądało bardziej jak wymiana informacji, mniej więcej “nie ja jestem zły, tylko on”, “aha, ok to zabije jego”. Rozumiem zamysł, podoba mi się, ale trochę brakuje w tym wszystkim emocji. 

Agni zobaczył rozłożyste drzewo, a pod drzewem stała rodzina. 

Takie powtórzenie nie brzmi zbyt dobrze, może lepiej: “Agni zobaczył rozłożyste drzewo, pod którym stała rodzina.”

– Indra cię wykorzystał Agni.

Przed wołaczem powinien być przecinek. 

– Agni w duchu przyznał, że żal mu tego chłopaka. W głębi duszy miał on dobrą naturę.

“Tego”, chyba nie jest konieczne, a “miał on”, moim zdaniem nie brzmi najlepiej. 

 

Tak mi się podobał, czytało się naprawdę płynnie i przyjemnie, ale te emocje wydawały się trochę płytkie. 

Pozdrawiam i powodzenia w konkursie! 

Teatrzyk marionetek dobiega końca, kiedy pętla owija się wokół szyi.

Przykro mi, ale to nie jest dobry tekst. Ma kiepską strukturę, jest niespójny emocjonalnie, nie trzyma tempa, postacie są płaskie, ich motywacje płytkie, a zapis pozostawia wiele do życzenia.

 

Żeby ten wpis nie był jedynie pustym krytycyzmem, a miał też jakąś wartość, powiedzmy, edukacyjną, opiszę problemy, które tu widzę (a przynajmniej ich część), trochę szerzej. Mam nadzieję ,ze dzięki temu jasne stanie się co (moim zdaniem) zrobiłeś źle i pozwoli ci to w przyszłości uniknąć podobnych błędów.

Oczywiście jestem otwarty na polemikę.

Problem, który najbardziej rzuca się w oczy, to niezbyt spójna fabuła. Dowiadujemy się, że na Ziemi są jakieś problemy, więc wybiera się tam bóg ognia. Potem mamy scenkę humorystyczną z”bogami zioła”. O jakości humoru nie będę się rozpisywał, bo to w dużej mierze rzecz gustu. Potem jest scenka z limuzyną (w dalszym ciągu komedia), mała demolka (akcja, która służy w zasadzie nie wiadomo czemu), długawa autoanaliza jednego z bohaterów (spokojna, mocno przegadana), oględziny biednej strony Indii (wkraczamy w tragedię), konfrontacja bogów (akcja) i finały dialog.

Każdy element jest tu w zasadzie z innej bajki. Inny nastrój, inne tempo. Całość niekoniecznie chce się łączyć w całość (gdyby bóg ognia od razu pojawił się w biednej dzielnicy, z pominięciem całego wątku palaczy, pozostała część fabuły mogłaby pozostać niezmieniona). Podczas lektury miałem nieodparte wrażenie, że miałeś pomysł na kilka scenek, ale żadnego na to, jak je połączyć.

Przy takiej prezentacji nawet najlepsza fabuła nie błyszczałaby, a ta nie jest wybitna. Jak zauważył mój przedmówca, rzeczy dzieją się tu “bo tak”, bez emocji, bez podbudowy logicznej, bez żadnego napięcia. Nie pomaga fakt, że opisy momentami kuleją (nota bene – czy mi się zdaje, czy cała finałowa walka, z płomieniami i wszystkim, ma miejsce w basenie?), ani to, że stawki zarysowałeś doprawdy symbolicznie (do tej pory nie jestem pewien, o co w zasadzie toczyła się gra).

Na koniec kilak słów odnośnie przesłania tekstu. Nie wiem, czy planowałeś jakieś, czy ja się czegoś doszukuję na siłę, ale mam wrażenie, że próbowałeś poruszyć temat problemów dręczących współczesne Indie. Jeżeli tak, to zwalenie tych problemów na ingerencję demonów, bóstw, czy czego tam jeszcze nie było dobrym ruchem – bo sugeruje, że (by sparafrazować) to nie ludzie ludziom zgotowali ten los, co wyraźnie podkopuje sensowność finałowego dialogu – bo skoro bóg ognia już pozałatwiał winnych, to co tu jeszcze jest do naprawiania?

 

To tak pokrótce. Skupiłem się głównie na problemach z fabułą, inne tematy pominąłem lub ledwie liznąłem. Niemniej mam nadzieję, że moja krytyka będzie ci pomocna w przyszłych przygodach z pisaniem.

Muszę się zgodzić z poprzednikami. Tłumaczenie chłopaka o rodzinie jest za długie, zbyt ckliwe i oklepane. Już jego pierwsze wyjaśnienia naświetlają nam sytuację. Później trochę się gubię kto z kim, przeciw komu i dlaczego (choć dzięki Tobie chętnie w wolnej chwili zajrzę do mitologii Indii). Scena walki i jej opis nie do końca mnie przekonują.

Uśmiałam się przy scenie spotkania boga z chłopakami. Pomysł na wkręcenie Agni świetnysmiley.

 

Pozdrawiam

MaSkrol – dzięki że wpadłeś i zostawiłeś kilka przemyśleń, wezmę je pod uwagę. Cieszę się, że podobało Ci się i wywołało uśmiech na twarzy. Dzięki.

None – dzięki.

 

Teraz do Was dwóch – przede wszystkim trzeba zacząć od Agniego – jest bogiem najbliższym śmiertelnikom, ich przywódcą, dobroczyńcą, opiekunem – płoszy złe moce, odpędza nieszczęścia i choroby. Zostaje wykorzystany przez Indrę do pozbycia się problemu. Schodzi na ziemię i trafia na zepsutych młodzieńców z wyższej kasty. Ulega złudzeniu i niesiony ich fantazją daje się porwać w ich zabawę. Następuje punkt kulminacyjny pod dyskoteką, tu następuje przemiana Sunila, który nie do końca jest zepsuty jak jego koledzy. W poczuciu winy usiłuje się tłumaczyć. Agni postanawia dać mu szansę. Żeby znaleźć Asurów, musi najpierw poznać rzeczywistość, która trochę odbiega od jego wyobrażeń. Traf chciał iż podczas rozpoznania Asurowie sami mu wpadają w ręce. Agni zdaje sobie sprawę że został wykorzystany. W dupie ma gierki bogów, on przede wszystkim jest opiekunem ludzi. Wściekły na to że został wykorzystany i w poczuciu obowiązku stanięcia po stronie ludzi wraca do Indry i robi tam rozpierduchę. 

Panowie więc gdzie tu nie spójność fabuły? Wszystko ładnie się łączy i klaruje.

None – przyjmując iż jest stwórca i bogowie, przyjmujemy do wiadomości iż jesteśmy podatni na ingerencję bogów, to oni kształtują ten świat a my mając do wyboru wolną wolę tak czy inaczej jesteśmy pod wpływem i pod podszeptem tego kogoś. 

więc poprosiłem moje panie, by mi pomogły. Zeszły na ziemię i połechtały ludzką zawiść i rządzę władzy

Boginie tylko połechtały ludzką naturę a dalej to my wszystko pieprzymy. 

Bóg ognia nie wszystko pozałatwiał bo tu na dole dalej jest bałagan i ktoś to musi posprzątać.

Dzięki

Monique. M - dzięki że wpadłaś fakt teraz to dostrzegam iż :

Tłumaczenie chłopaka o rodzinie jest za długie, zbyt ckliwe i oklepane.

Czemuż to nie podobała Ci się scena walki? Chętnie posłucham.

Cieszę się, że spodobała się scenka humorystyczna.

Tomasz R.Czarny – rzeczywiście, teraz wszystko wydaje się całkiem klarowne, ale jeśli musiałeś nam wytłumaczyć, to znaczy, że mimo wszystko podczas opisu zbyt pobieżnie coś zarysowałeś (lub ja nie czytałem wystarczająco uważnie, jeśli tak – przepraszam). Większości powinniśmy dowiedzieć się z tekstu, a nie z komentarza. 

Teatrzyk marionetek dobiega końca, kiedy pętla owija się wokół szyi.

Wydawało mi się, że wszystko jest jasne. Widocznie nie. A może to kwestia wczucia się w sytuację. Nie wiem. Czasami zarzuca mi się że za bardzo wykładam kawę na ławę a innym razem że stosuje niedopowiedzenia, ale to fajnie że tak jest, przynajmniej się dzieje. Dobra niech będzie jak jest. 

Jeszcze raz dziękuję MaSkrolu że wpadłeś i podzieliłeś się przemyśleniami, na pewno wezmę to pod uwagę. 

Cieszę się, że mogłem pomóc Tomaszu. ;) 

Teatrzyk marionetek dobiega końca, kiedy pętla owija się wokół szyi.

Nie napisałam, że mnie się nie podoba, jedynie nie całkiem przekonuje. Dlaczego? To zapewne bardzo subiektywne, ale:

  1. Sposób opisu – niektóre zdania można by było trochę zmienić.
  2. Dobry bóg walczy ze złym, przegrywa, traci siły, dlaczego to zrobiłeś??, po czym widzi umierającą dziewczynkę (szkoda mi jej sad) i nagle wstępują w niego siły, uśmierca zło i wygrywa – trochę ograne. Jak mówię, to jedynie subiektywne wrażenie i absolutnie nie miałam zamiaru Cię urazić.

Nie ma mowy o urażaniu chciałem tylko usłyszeć opinię. Warto posłuchać co inni mają na ten temat do powiedzenia. Punkt pierwszy do przemyślenia, punkt drugi trafiony w dychę. Przyznaję rację. Widzisz gdy zaczynam pisać to historia zaczyna żyć swoim życiem, czasami nie panuję nad tym co się dzieje. W głowie jest zarys od początku do końca a potem okazuje się że bohaterowie zrobili mi psikusa i zaczęli mieszać w głowie. Wiem że powinienem panować nad nimi w końcu to ja jestem autorem, ale pozwalam im. JEŻELI WIESZ O CO MI CHODZI.

Oj wiemsmiley Mi nie zawsze wychodzi tak jak planowałam, albo inni odbierają moje teksty nie tak jak chciałamsmiley.

Witaj! Nie jestem sam! Hurrra! Czasami mam tak, że użyczam ciała swoim bohaterom i odgrywam sceny z ich przygód. Jest to całkiem fajne, niestety ci którzy mnie na tym przyłapią dziwnie się na mnie patrzą.

No tak. Nie porwało. Szczególnie z powodu ćpunów, bo to kompletnie nie moja bajka, to popalanie zioła ;).

Reszta lepsza (no, może poza przegadaną spowiedzią chłopaka i jakąś taką zbyt komiksową walką). W każdym razie – miałeś pomysł, ale chyba przedobrzyłeś, wrzucając zbyt wiele do jednego, dość krótkiego opka.

No i są babolki:

– “O rzesz modda” – PWN sugeruje, że ten zapis jest niepoprawny – https://sjp.pwn.pl/poradnia/haslo/Ozez-ty;137.html ;

– “nauczycielom, kolegom i koleżanką” – skoro kolegom, to i koleżankom;

– “Już nie długo” – niedługo;

– “Przekaturlał się” – to jakiś neologizm? nie znam takiego słowa;

– “Wykonał szarżę w przód” – tak się zastanawiam, czy da się wykonać szarżę w tył ;);

– “Naprzeciw niego stał Indra, ciskając w niego pioruny” – nie brzmi to zgrabnie;

– “ludzką zawiść i rządzę władzy” – brrrr, ort!

 

Czyli – pomysł niezły, ale przywalony nie zawsze potrzebnymi detalami.

Zapraszam w czwartki o 19 do proradio.pl. Spora dawka rockowej muzyki + stękania starego dziada ;).

Ty jako nieliczny lubisz

Jako jeden z nielicznych. I zrobiłabym z tego wtrącenie.

Do brzegu Indra.

Znaczy, jest ich opiekunem do brzegu jakiejś rzeki o nazwie Inder? Hmm?

Dlatego mnie niepokoi ten fakt. Nie wiemy, co oni kombinują. Może chcą włączyć ludzi do walki z nami.

Nienaturalny szyk i infodump.

rozpalili święty ogień Agnithora, popalając

Powtórzenie.

zachichotał, następnie wziął

Wycięłabym "następnie".

w środku ognia pojawiła się postać

W środku?

Stała i nic sobie z tego nie robiła.

Mhm…

skierował strumień proszku gaśniczego, wprost

Bez przecinka. Powtarza się "gaśnica"/"gaśniczy".

Na kolanach miał złote nakolanniki

Really.

Stary ty

Stary, ty.

No właśnie mówię.

No, właśnie mówię.

magiczne zioło działa

Ziele.

wręcz emanuje fizycznością

Znaczy się, co?

Oczom Agni

Agniego.

rosły kopczyki złożone z otulonych ludzi i ich dobytku.

Hmm.

No i po sprawie

No, i po sprawie.

Na dodatek nie był zaprzęgnięty.

Hmm.

Agni nie zastanawiając się więcej, użył

Wtrącenie: Agni, nie zastanawiając się więcej, użył.

Ludzie stawali i nie wierząc własnym oczom, wpatrywali się w to niecodzienne zjawisko.

Zapewniasz mnie o tym trochę zbyt usilnie.

Agni niesiony mocami magicznego zioła, powoził dumny z siebie

Agni, niesiony mocami magicznego zioła, powoził z dumą.

nabyć wahe

Wahę.

Czasy, w jakich

W których.

odpowiedzi na każde pytania

Na wszystkie pytania, albo na każde pytanie.

Bogu dasz

Bogu, dasz. W sumie powinno być “boże”, ale niech będzie, że to element stylizacji.

No nie wiem

No, nie wiem.

Sunil zaczął powątpiewać w słuszność działania.

Zauważyłam.

No co ty?

No co ty?

mięśniak ubiorem wyjęty z baśni.

Nie można być wyjętym ubiorem. Mógłby być w ciuchach prosto z baśni, na przykład.

Agni nie rób

Agni, nie rób.

To nie są magiczne zioła, tylko środki odurzające, coś jak napary halucynogenne. Okłamaliśmy cię.

Jakiś ten zwrot akcji znikąd.

Sandesh był wściekły na Sunila.

I nie możesz tego pokazać?

Sunil nie zważając

Sunil, nie zważając.

My też będziemy tacy jak oni, chociaż teraz ich nienawidzimy i tego, co sobą reprezentują, dlatego zachowujemy się tak, a nie inaczej.

A teraz opowiem ci cały mój życiorys, co nie zajmie nam wiele czasu.

Idź swoją drogą chłopcze.

Idź swoją drogą, chłopcze.

uwagę, wtedy gdy

Uwagę wtedy, gdy.

koleżanką.

Seriously?

zdawała relację dla starych

Zdawała relację starym.

nagrywała na kamerę

Nagrywała kamerą.

Nie jestem pewien czy

Nie jestem pewien, czy.

W głębi duszy miał dobrą naturę.

Kto?

energicznie spojrzał na bóstwo

Jak się patrzy energicznie?

Sunil tłumaczył bóstwu zasady kastowości.

One istnieją już parę ładnych lat, wiesz. Książę Siddharta przeciw nim się buntował…

dziewczynka odziana w koszulinkę

Rym.

– One za wszystkim stoją.

Coś mi tu nie gra, ale nie znam się na tym. Po prostu Twoja Kali wygląda jak z Indiany Jonesa.

To jeszcze nie wszystko, są jeszcze wojny, nienawiść, żądza władzy i bogactwa, brat zabija brata, syn morduje ojca.

Nic nowego.

zadowolony i rozanielony

Dublujesz informację.

nie długo

Łącznie.

Całą sielankę

Całą?

a na jego twarzy pojawił się strach.

To nic nie wnosi.

Agni kochanie

Agni, kochanie.

zachichotała na taki atak

Źle to brzmi.

Trujący gaz nie robił na bogach wrażenia.

I on o tym nie wiedział?

pół byka pół człowieka

Pół byka, pół człowieka.

Indre

Indrę.

rzucając w stronę leżącego czar zatrucia

To jakieś RPG? Mało ciekawa ta walka.

Przekaturlał się

Hem?

Topór nie napotkał żadnego oporu.

Yo.

Agni trafiony w pierś poszybował

Agni, trafiony w pierś, poszybował.

Widzisz mam dość

Widzisz, mam dość.

rządzę

https://sjp.pwn.pl/szukaj/żądza.html

na kogo zgonić

Chyba "zwalić"?

płynące obłoki po nieboskłonie

Szyk: obłoki płynące po nieboskłonie.

 

 

Przeczytałam Twoją wykładnię fabuły – nie wydaje mi się, żebyś w tekście osiągnął to, co chciałeś. Zaczyna się żartem (niezbyt wysokich lotów), potem jest smętnie i poważnie, spadają nam na głowę wszystkie najistotniejsze problemy ludzkości, ale pokazane jakoś tak… zdawkowo. Nawet ta dziewczynka. A zakończenie też jest z innej bajki. Nie jestem zachwycona.

Odkrycie własnego błędu to nie porażka, lecz okazja (Alfred N. Whitehead)

Staruch - dzięki za komentarz i kilka wskazówek.

Tarnina – dzięki, dałaś czadu, kilka wskazanych baboli się przydało.

 

Błędy starałem się poprawić.

Glad to be of service.

Odkrycie własnego błędu to nie porażka, lecz okazja (Alfred N. Whitehead)

Cieszę się, że pomogłaś.

Mam wrażenie, że przeczytałam dwa różne opowiadania, na siłę ze sobą splecione. Po prostu przejście z jajcarskiego spotkania z bogami zioła do realnych problemów Indii jest zbyt gwałtowne. Podobał mi się ten jajcarski wątek i żałuję, że nie pociągnąłeś go do końca. Z kolei opisy biedy wydawały mi się zbyt melodramatyczne i przerysowane. Z tą dziewczynką to już naprawdę przesadziłeś. Wiem, że każdy z tych obrazków mógł być prawdziwy. Rzecz w tym, że jeśli masz ich za dużo, osiągasz efekt odwrotny do zamierzonego.

 

Zgadzam się z przedpiścami, że spowiedź Sunila jest przydługawa. Poza tym nie wydaje mi się, żeby zepsuty młodzieniec z bogatej rodziny był dobrym przewodnikiem po dzielnicach nędzy. Wątpię, żeby znał realne problemy kraju, a nawet jeśli, to tylko z telewizji.

 

Dziwi mnie też konieczność tłumaczenia bogu systememu kastowego. Z tego co wiem istnieje on od ponad dwóch tysięcy lat.

 

Reasumując, są w tym opku świetne fragmenty, ale całość nie przemówiła do mnie. :(

Widocznie nie każdemu smakuje taka huśtawka nastrojów, kurde czyżbym miał andropauzę? Hahahaha. Dzięki Irka_Luz. Nie zgodzę się tylko ze stwierdzeniem:

Z tą dziewczynką to już naprawdę przesadziłeś.

Nie zgodzę się tylko ze stwierdzeniem:

Z tą dziewczynką to już naprawdę przesadziłeś.

To ja spróbuję wyjaśnić dlaczego uważam, że przesadziłeś.

Wybrałeś do tej sceny dziecko, a krzywda dzieci budzi zawsze większe emocje niż osobnika dorosłego. Na dodatek to dziewczynka, a małe dziewczynki na ulicy radzą sobie gorzej niż chłopcy. Umieściłeś ją w stercie odpadków. Dziewczynka prawdopodobnie została zgwałcona, świadczy o tym zadarta do góry koszulka i łono pokryte krwią (łono odczytałam w tym kontekście jako dolną część brzucha). No i jest jeszcze chora i wycięczona. Dalej masz mnóstwo zdrobnień: nóżki, koszulka, oczka, łezka. Następnie fundujesz czytelnikowi niedotykalnego, który traktuje ją z kopa. Dlaczego? Może się mylę, ale wydaje mi się, że niedotykalni zajmują się zwłokami. Gość powinien się więc upewnić, że dzieciak żyje, wzruszyć ramionami i odejść, bo póki mała nie jest trupem to nie jego problem. Każąc mu ją kopnąć ewidentnie próbujesz grać na emocjach czytelnika.

Za dużo tego dobrego. Chciałeś pokazać bogu tę najnędzniejszą z nędznych istot na ziemi, a sprawiłeś, że nie uwierzyłam w tę scenę. Mało tego, w głowie rozdzwoniły mi się alarmy, ostrzegające przed emocjonalną manipulacją.

 

 

 

Ale to miało wstrząsnąć ludźmi, jest to okrutne ale prawdziwe, takie rzeczy się dzieją naprawdę kiedy my spokojnie śpimy i cieszymy się, dlaczego o tym nie pisać!!!!!?

Napisze więcej wiele osób przeczytało to opowiadanie zanim trafiło na stronę i tu na stronie kilka osób zaszczyciło przeczytaniem tekstu i wiesz co? Tylko ty zwróciłaś na to uwagę. Każdy zachwyca się śmieszną scenka lub ją neguje. Dyskutują na temat sceny walki a nawet na temat ostatniego pytania w ostatniej scenie. Dyskutują o wszystkim tylko szerokim łukiem obchodzą tę scenę. DLACZEGO!!!!!?

Za dużo tego dobrego. Chciałeś pokazać bogu tę najnędzniejszą z nędznych istot na ziemi, a sprawiłeś, że nie uwierzyłam w tę scenę. Mało tego, w głowie rozdzwoniły mi się alarmy, ostrzegające przed emocjonalną manipulacją.

Dlatego. Sama się powstrzymałam przed komentarzem, bo scena jest po prostu niesmaczna. Owszem, takie rzeczy się dzieją. Ale “BodyWorlds” to nie jest sztuka. I tyle.

Odkrycie własnego błędu to nie porażka, lecz okazja (Alfred N. Whitehead)

Tomku, wcale nie twierdzę, że takie rzeczy się nie zdarzają, ani, że nie należy o nich pisać. Uważam tylko, że nie ma potrzeby przerysowywać zdarzeń, które już są okrutne. Umierające na stosie śmieci dziecko jest sceną samą w sobie potworną. Nie musisz jej już okraszać zdrobnieniami. Nie był tam potrzebny ten kopniak od niedotykalnego. W gruncie rzeczy, gdyby ten mężczyzna po prostu skonstatował, że dziecko jeszcze żyje i odszedł bez słowa, jego obojętność byłaby bardziej przejmująca niż ten kopniak.

 

Poza tym ludzie zawsze próbują żyć normalnie. Nawet w najbiedniejszych slumsach ludzie czasem się śmieją, tańczą, śpiewają, dzieci się bawią i psocą. U ciebie tego nie ma. A właśnie takie pozornie normalne sceny usytuowane w krajobrazie nędzy, najbardziej łapią za serce. Samo epatowanie ubóstwem i ludzką tragedią tylko znieczula czytelnika, a czasem wręcz sprawia, że sceny, które opisujesz, przestają być wiarygodne.

Scenka z bogami zioła mnie ujęła. Nieźle się chłopaki wkręcili.

Fakt, potem przestało być śmiesznie i to mi trochę zgrzytało, ale trudno. Na przyszłość może zadbaj o równiejsze rozłożenie emocji, bez takiej huśtawki.

Przecinkologia kuleje.

wystające spod plandek i kocy.

Spod koców.

Babska logika rządzi!

Irka-Luz – okej ,spoko, chyba źle cię zrozumiałem i poniosły mnie emocje.

 

Finkla – wielkie dzięki, klik od ciebie to zaszczyt.

No, bez przesady, zdarza mi się klikać. ;-)

Babska logika rządzi!

Mam podobne odczucia, co spora część osób powyżej. Początek fajny, płynny, zabawny i myślałam, że całość pójdzie już tym torem, ale nagle zrobiłeś gwałtowny skręt i wszedłeś w marvelowskie niemal walki, przewidywalny rozwój oraz zakończenie wydarzeń i ostatecznie trochę się ten pierwszy bardzo pozytywny efekt się rozmył. Rozumiem, że chciałeś poruszyć jakieś ważne kwestie, ale nie do końca one do mnie dotarły.

Pozdrawiam :)

Finkla – owszem, nie przeczę ale ja od ciebie dostałem pierwszego klika a w sumie to mój drugi. Biorąc pod uwagę że bardzo sobie cenię Twoją opinię tym bardziej jest to zaszczyt dla mnie.

 

arya - dzięki. Miałem obawy, że tak będzie i długo się biłem z myślami, czy ciągnąć humor, czy też zrobić to co przeczytałaś. Wybrałem źle. No cóż. Może innym razem.

Zmieniłem długie i ckliwe tłumaczenie Sunila i okroiłem je. Teraz jest chyba znośniej?

 Ninedin – piękny obrazek, dzięki

Obiecanki-dotrzymanki:

Wyniki na Geo już są, w ekspresowym tempie się pojawiły – niesamowite, podziwiam ekipę! Mam jeszcze kilka opowiadań do przeczytania, lecz to może poczekać, gdyż dużo komentarzy mają. No, Twój tekst też już je ma:)

Poniżej moje rozkminianki.

Myślę sobie tak – pomysł jest naprawdę niezły, lecz wykonanie szwankuje. Nie chce spoilerować, więc nie napiszę o fabule/akcji. Przedstawienie Agni we współczesności – ok:), Indie mogłyby być silniej zarysowane – przez klimat, chodzi mi o to, że nie tak powierzchownie (aczkolwiek zdaję sobie sprawę, że nie jest to łatwe). Na duży plus – nazwy innych bogów.

 

Teraz zatrzymania:

‘armia dewów

dewów – nie znam, kim oni są/byli?, próbowałam googlować i nici z tego wyszły. 

‘Skąd chłopaki mieli gaśnicę?

‘Biję się sama z myślami, raził mnie potoczny język, chociaż normalnie nie odpycha, jednak w Twoim opowiadaniu – tak –  w scenach z bogami, np. „łaził”, „kombinują”, „do brzegu”. Z jednej strony zabawne – „do brzegu” bardzo mi się spodobało, lecz zestawiasz bogów i ziemian, a może język lepiej by ich różnicował, zwłaszcza, że zestawiasz? Z drugiej strony pokazujesz w ten sposób, że bogowie są podobni ludziom, czyli „wart Pac pałaca, a pałac Paca”.

Nie, chyba jednak nie, ponieważ lepsza byłaby „bitka” na obrazy, a u Ciebie jest ciut niekonsekwentnie.

‘Przed drzwiami na chodniku stała nowa limuzyna

nie rozumiem, jakimi drzwiami, czyli gdzie chłopaki palili ognisko, a może to był kominek, bądź dziedziniec, gdzie?

‘O sulla, nie możemy jechać, jesteśmy nawaleni

przecież Agni też był „nawalony”?

‘Sunil tłumaczył bóstwu zasady kastowości.

nie rozumiem, przecież kastowość Agni powinien znać?

 

Chyba zrezygnowałabym z dwóch zamienników na narząd męski:DDD, aczkolwiek bardzo doceniam słowniczek i że nie używałeś!

pzd srd, a

Logika zaprowadzi cię z punktu A do punktu B. Wyobraźnia zaprowadzi cię wszędzie. A.E.

dewów – nie znam, kim oni są/byli?, próbowałam googlować i nici z tego wyszły

Pomniejsze bóstwa, później demony u ludów aryjskich. Zob. zoroastryzm.

Odkrycie własnego błędu to nie porażka, lecz okazja (Alfred N. Whitehead)

Nie porwało mnie jakoś :(

Znam tylko pięć liter ;)

Asylum – dzięki za odwiedzinki i tych kilka sugestii, na pewno wezmę pod uwagę i przemyślę.

 

dewów – nie znam, kim oni są/byli?, próbowałam googlować i nici z tego wyszły

Pomniejsze bóstwa, później demony u ludów aryjskich. Zob. zoroastryzm.

Tarnino i Asylum – dewa W tradycji wedyjskiej dewa to mieszkaniec niebios (loka), bóstwo o dobrym, łaskawym charakterze, i dużej mądrości. Również istoty będące podmiotami wedyjskich ceremonii.

Indra – Przedstawiany jest jako dowódca armii dewów o byczym karku, potężnych ramionach i tysiącu jąder

 

A wszystko znajduje się w wikipedii.

 

Anet –  rozumiem, szkoda. Dzięki że wpadłaś i zostawiłaś po sobie znak.

Przyjemny tekst. Rozmowa przy ognisku, choć z początku pachnie zużytym żartem, jest nader przyjemna. Sama intryga niczego sobie, ale nie chwyciło mnie, gdy doszło do rozwiązania – emocjonalnie nie byłem związany z żadnym z bohaterów ani elementów historii. Finalny dialog ma pomysł, definitywnie na plus.

Wykonanie chropowate, ale czytało się nieźle.

Podsumowując: przyjemny koncert fajerwerków, czasem uśmiechnął, czasem wszystko przechodziło obok mnie. Klik jednak za parę scen i ogólny pomysł daję :)

Won't somebody tell me, answer if you can; I want someone to tell me, what is the soul of a man?

Wielkie dzięki NoWhereMan. Dwóch klików w jednym opowiadaniu jeszcze nie maiłem. Poniekąd to tez Twoja zasługa, kilka komentarzy pod moimi opowiadaniami przyniosło jakiś tam efekt. Jeszcze raz dzięki. 

Zacznę może od tego, że widzę tu pewną poprawę w porównaniu z wcześniejszym tekstem (a przynajmniej jego wczesną wersją, bo chyba też ją później poprawiałeś); to opowiadanie czytało mi się już dużo płynniej.

Limit konkursowy niski, a dzieje się sporo. Tutaj na pewno plus za takie “przygodowe” prowadzenie akcji, wprowadzanie różnych postaci, miejsc i wątków. Mnie osobiście bardziej zaciekawiła druga, poważniejsza część (ten kontrast bogów i najniższych kast). Rzeczywiście uderza tu pewna rozbieżność z częścią komediową, więc jeśli mogłabym coś doradzić, to właśnie więcej powiązań między poszczególnymi scenami, więcej sygnalizowania późniejszych wydarzeń. Wtedy tekst lepiej wybrzmi jako całość.

Istotą rzeczywistości jest sens. Co nie ma sensu, nie jest dla nas rzeczywiste.

blac_cape – dzięki za miłe słowa i docenienie mojej pracy, może będą ze mnie ludzie. Fajnie, że wpadłaś. Dzięki.

Historia to uzgodniony zestaw kłamstw.

Przeczytałam i cóż, nie porwał mnie zbytnio ani pomysł, ani wykonanie, a już najmniej dowcip, który nijak nie potrafił mnie rozbawić, skutkiem czego dołączam do grona czytelników, nie całkiem usatysfakcjonowanych lekturą.

 

i sze­ro­ko wy­ba­łu­szo­ny­mi oczy­ma. –> Można mieć oczy szeroko otarte, ale nie szeroko wybałuszone.

 

Agni czuł, że ma­gicz­ne zioło dzia­ła. Po­czuł się taki lekki i nie­zwy­cię­żo­ny. Czuł, jak… –> Czy to celowe powtórzenia?

 

– Bóg die­sel wy­na­lazł ma­gicz­ny płyn, zwany waha i ofia­ro­wał nam świą­ty­nie, gdzie można nabyć wahę. –> – Bóg die­sel wy­na­lazł ma­gicz­ny płyn, zwany wacha i ofia­ro­wał nam świą­ty­nie, w których można nabyć wachę.

Za SJP PWN: wacha pot. «benzyna»

 

ude­rzył z siłą hu­ra­ga­nu w drzwi dys­ko­te­ki, roz­wa­la­jąc je na strzę­py. –> Raczej: …ude­rzył z siłą hu­ra­ga­nu w drzwi dys­ko­te­ki, roz­wa­la­jąc je na drzazgi.

 

– O czym ty mó­wisz? – Skie­ro­wał py­ta­nie do Su­ni­la. –> – O czym ty mó­wisz? – skie­ro­wał py­ta­nie do Su­ni­la.

 

Bóg spoj­rzał w stro­nę nie­pew­nych zbi­rów. Plu­nął pło­mie­niem w ich stro­nę… –> Powtórzenie.

 

Tylko wtedy po­świę­ca­ją nam czas. . –> Wystarczy jedna kropka.

 

Za­pło­nął żywym, biało nie­bie­skim ogniem. –> Za­pło­nął żywym, biało-nie­bie­skim ogniem.

 

Mach­nę­ła ręka i przy­wo­ła­ła ciem­no­ści. –> Literówka.

 

Pstryk­nął pal­cem, wy­wo­łu­jąc iskrę. –> Pstryknął jednym palcem?

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Nie jestem, przyznam szczerze, fanką dowcipów opartych na zielu i haju. Tu jednak, może ze względu na fakt, że w indyjskiej mitologii święte substancje odurzające jak najbardziej istnieją, mniej mi one przeszkadzały. Opowiadanie jest sprawnie napisane, ma – że się wyrażę – flow, generalnie – choć mnie nie porwało i nie zachwyciło – czytało się przyjemnie, zwłaszcza w pierwszej części. Postacie bogów i demonów są nieco komiksowo przerysowane (co pewnie wiąże się z humorystyczną konwencją całości), a finałowa bitwa – przyspieszona i w związku z tym nieco za mało, jak dla mnie, dramatyczna. Co mi się nie podobało to zgrzyty między humorystycznym tonem a opisanymi z retoryczną przesadą tragediami i nędzą Indii. 

Grrr. Gdyby nie pierwsza długa część, końcówka byłaby całkiem dobra. Znudziły mnie narkotyczne bajania, a potem przeskoczyłeś gładko – zbyt gładko – na zupełnie inny ton. A dałoby się z tego zrobić bardziej spójny tekst – gdyby to, co opisujesz na początku, miało większe znaczenie dla dalszej akcji, dla wyborów podejmowanych przez bogów, gdyby oznaczało realne konsekwencje na większą skalę. Może, zważywszy, że bogowie indyjscy są bliscy ludziom, ich zachowanie jakoś się z nędzą świata łączyło (jeśli taki był Twój zamiar, to nie wyszedł on w tekście). Wtedy zakończenie miałoby w sobie więcej dramatyzmu. Ogólnie: jest dość sprawnie, ale kompozycja tekstu kuleje.

Historia to uzgodniony zestaw kłamstw.

Dzięki Regulatorzy za przeczytanie i opinie. Rozumiem, każdy ma inny gust. Błędy postaram się naprawić.

 

Ninedin – dzięki za ciepłe słowa i konstruktywną krytykę.

Drakaina – dzięki, udział w konkursie sprawił mi ogromną przyjemność.

Nowa Fantastyka