- Opowiadanie: thomasward - Morderstwo pod numerem 6

Morderstwo pod numerem 6

Z góry ostrzegam, że to tekst będący eksperymentem literackim. Takim bardzo eksperymentalnym.

 

[MINI] SPOILER ALERT: Fani horroru na pewno wiedzą, o jaką (nieistniejącą) księgę chodzi. :)

Dyżurni:

ocha, bohdan, domek

Oceny

Morderstwo pod numerem 6

Prologos.

 

W zbudowanym niegdyś bloku, pod numerem 6, doszło do morderstwa.

.

.

 

Parodos.

Podkomisarz Strzępski lubił takie przestępstwa. W przeciwieństwie większości spraw, które rozwiązywał Wydział Terroru Kryminalnego i Zabójstw, morderstwo samotnej staruszki spod numeru 6 zapowiadało łatwe rozwiązanie. Kłótnia rodzinna. Wydziedziczony syn, któremu denatka nie chciała przepisać majątku. Dwóch świadków, którzy nad rankiem widzieli wściekłego potomka zabitej wychodzącego z klatki schodowej w bloku.

 

Był jednak pewien problem – syn nie zabił. Strzępski sięgnął po raport patomorfologa z sekcji zwłok. Śmierć nastąpiła w wyniku urazu mechanicznego czaszki, dokonanego tępym narzędziem. Doszło do uszkodzeń struktury mózgu oraz wycieku płynu mózgowo-rdzeniowego, a w rezultacie ofiara zmarła. Strzępski spojrzał raz jeszcze na przybliżony czas zgonu: 27 kwietnia 2019 roku, 15:06. Sześć godzin po momencie, w którym świadkowie widzieli wychodzącego z bloku syna. Oczywiście policjant rozważyłby możliwość powrotu podejrzanego do mieszkania matki i dokonania zabójstwa, gdyby nie pewien kluczowy fakt – w momencie śmierci denatki jej syn udzielał wykładu przed dwustuosobowym gremium. Zresztą drzwi mieszkania były zamknięte od wewnątrz, tak samo zresztą jak okna mieszkania.

 

Podkomisarza niepokoił jeszcze jeden fakt. Wystukał na klawiaturze hasło do policyjnej bazy danych, po czym męczył się przez parę minut z wiecznie niedziałającym systemem. Wreszcie udało mu się otworzyć dokumentację prowadzonej sprawy. Raz jeszcze przyjrzał się zdjęciom z miejsca zbrodni, a konkretniej leżącej na stoliku filiżance białej herbaty. Pojedynczej filiżance, mruknął pod nosem Strzępski. Policjant powiększył jedno ze zdjęć przedstawiających ciało staruszki. Skupił uwagę na narzędziu zbrodni – starym, stalowym czajniku. W momencie zadania ciosu naczynie było pełne białej herbaty, toteż gdy morderca upuścił je na ziemię, zawartość czajnika zmieszała się z płynem mózgowo-rdzeniowym i resztkami mózgu ofiary, co doprowadziło do szału policyjnych techników.

 

Na czajniku nie znaleziono ani odcisków palców, ani śladów DNA innych niż te należące do ofiary. Ta prosta z pozoru sprawa, która powinna przyczynić się do poprawy słabych ostatnimi czasy statystyk Wydziału, okazała się największą zagadką w karierze podkomisarza. A Strzępski nienawidził nierozwiązanych spraw. Prawie tak bardzo, jak jego przełożeni nienawidzili pogarszających się statystyk wykrycia sprawców przestępstw.

 

Epejsodion 1.

.

.

.

 

Stasimon 1.

Trzech policjantów siedzi w barze i podziwia skąpo ubrane kobiety. Oczywiście robią to na Instagramie, na swoich telefonach, w końcu jest to XXI wiek. Czwarty policjant siedzi obok nich, na uboczu, ze skwaszoną miną. Sączy czarnego jak śmierć stouta i też przegląda zdjęcia, atoli o innej zgoła zawartości. Podkomisarz Strzępski od widoku ładnych dziewczyn woli patrzeć na martwą staruszkę i stalowy czajnik.

 

Epejsodion 2.

.

.

.

 

Stasimon 2.

29 stycznia 2022 roku sąd stwierdził rozwiązanie związku małżeńskiego zawartego dnia 18 maja 2002 roku pomiędzy Marianem Strzępskim i Alicją Beck. Rozwód z winy męża nastąpił w wyniku rozkładu pożycia małżeńskiego.

 

Epejsodion 3.

.

.

.

 

Stasimon 3.

Mieszkanie o numerze 6 stało puste. Strzępski zdobył klucz od dozorcy budynku, u którego dowiedział się, że nikt nie chce zamieszkać w lokum, w którym w niewyjaśniony sposób zamordowano staruszkę. Ludzie pamiętają takie wydarzenia, mówił z przekonaniem w głosie i strachem w oczach dozorca, boją się demonów z przeszłości. One przyjdą, kiedyś, może za sto lat, może za sto eonów, ale pewne to jak morze. Czymkolwiek te demony są, myślał Strzępski, gdy siadał na wersalce. Tej samej, na której siedziała staruszka w momencie swojej śmierci.

 

Komisarz Strzępski wyjął z plecaka czajnik zapakowany w foliowy, zaplombowany worek na dowody. Policjant rozciął folię scyzorykiem i wyjął naczynie z opakowania. Postawił je na zakurzonym stoliczku z wiśniowego drewna. Strzępski spojrzał na czajnik. Dokładnie obserwował lekko wygięty, szary trzonek i żołnierski uchwyt bez żadnych ozdób. Wreszcie skupił wzrok na dziurze w lejku, przez którą widział jedynie wszechobecną w środku naczynia ciemność.

 

Komisarz westchnął. Wstał i szybkim ruchem złapał czajnik. Otworzył drzwi łazienki i wszedł do jej środka, wypełnionego okropnym zapachem, kojarzącym się policjantowi z fabryką chemikaliów. Całkiem słusznie zresztą, bowiem dzień wcześniej Strzępski własnoręcznie wniósł tu specjalny pojemnik, zawierający kilka litrów silnego kwasu. Komisarz uśmiechnął się perfidnie, przesunął rękę trzymającą naczynie nad żrącą metal substancję i wypuścił czajnik.

 

Czajnik nie spadł. Na chwilę zawisnął w powietrzu, jakby nie imały się go zasady grawitacji. Policjant zdążył jeszcze krzyknąć, gdy stalowy czajnik uderzył z ogromną siłą w czaszkę. Komisarz upadł, a czajnik bezlitośnie uderzał, cios za ciosem. Strzępki mózgu Strzępskiego wypływały gęsto z rozbitej głowy. Po minucie nad martwym policjantem zawisł nieruchomo stalowy czajnik. Wyszeptał on do unoszącego się ducha martwego policjanta:

– Skąd wiedziałeś, że to ja zabiłem?

Lecz duch Strzępskiego wzruszył jedynie metafizycznymi ramionami, po czym rozmył się w nierzeczywistości. Czajnik podleciał do salonu i otworzył plecak policjanta. Znalazł tam pewną księgę, starszą niźli ludzka rasa. Znalazł odpowiednią stronę i wyszeptał zaklęcie.

 

Exodos.

Pod numerem 6 znaleziono martwego komisarza Strzępskiego. Ciało leżało na podłodze łazienki, częściowo roztopione w rozlanym kwasie. Sprawców zabójstwa nigdy nie znaleziono, tak samo zresztą jak pewnego stalowego czajnika, który dzięki tajemnej wiedzy i pradawnej magii powrócił na Ziemię pod zmienioną postacią, by szerzyć zło i zadawać śmierć.

 

Koniec

Komentarze

Morderstwo pod numerem 6 –> Morderstwo pod numerem szóstym

Thomasie, liczebniki zapisujemy słownie. W tytule także.

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Użycie liczby jest jak najbardziej celowym pogwałceniem wspomnianej przez ciebie zasady. Tytuł pozostanie w niezmienionej formie, tym niemniej dziękuję za zwrócenie uwagi. :) 

 

A, tak swoją drogą, wszelkie narzekania na zasadę licentia poetica uważam za odnotowane i zasadne. 

Frytki.

Czy dobrze zrozumiałam, że nie życzysz sobie wskazywania ewentualnych usterek?

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Jeżeli ktoś z czytających znajdzie jakieś (co zapewne bez trudu się uda), byłbym bardzo wdzięczny za ich wskazanie. Tym niemniej niektóre z nich mogą być celowe. 

Frytki.

Historyjka mało zajmująca, za to dość absurdalna. Fantastyki, w ostatniej chwili wciśniętej na siłę, jest tu tyle, co kot napłakał.

Wykonanie, moim zdaniem, pozostawia nieco do życzenia, ale nie mając pewności, czy usterki są celowe, czy nie, odstąpiłam od łapanki.

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Po prawdzie eksperyment polegający na zamianie charakteru i roli części greckiej tragedii nieszczególnie do mnie przemawia, bo nie wiem, czemu ma służyć…

Historia to uzgodniony zestaw kłamstw.

Jeśli chodzi o wykonanie to byłoby nieźle(mówię tu o języku, nie o interpunkcji bo to moja pięta achillesowa), gdyby nie powtórzenia:

Czajnik nie spadł. Na chwilę zawisnął w powietrzu, jakby nie imały się go zasady grawitacji. Policjant zdążył jeszcze krzyknąć, gdy stalowy czajnik uderzył z ogromną siłą w czaszkę. Komisarz upadł, a czajnik bezlitośnie uderzał, cios za ciosem. Strzępki mózgu Strzępskiego wypływały gęsto z rozbitej głowy. Po minucie nad martwym policjantem zawisł nieruchomo stalowy czajnik.

Sam tekst jest bardzo binarny w odbiorze i to właśnie jego główny problem. Jeśli ktoś lubi, ostatnio dosyć popularny, randomowy humor to mu siądzie. Ja takiego Deadpoola na przykład nie trawię, więc punchline mi nie podszedł. A że wszystko podane jak na tacy, głębokich ani płytkich przemyśleń brak, bo i skąd, to całe opowiadanie wielkiego wrażenia nie zrobiło.

Logicznie też trochę nie tak. Skoro policjant podejrzewał, że czajnik jest czymś, co może zabić, czemu nie poczynił odpowiednich przygotowań, jakoś się nie zabezpieczył? No klops. Zwłaszcza, że jak rozumiem, książka to Necronomicon, a tam z pewnością mógłby znaleźć parę wskazówek co do zaistniałej sytuacji(w innym magicznym woluminie pewnie też).

Nie zrażaj się do pisania bo słownictwo masz szerokie. Czekam na tekst, który będzie miał coś do powiedzenia. Nie że każdy musi, ale ja takie lubię.

PS Nie wiem po co stylizacja na grecką tragedię i nie wnikam bo nie zmienia to raczej niczego w odbiorze.

Hmm, nie mam pojęcia, na czym polega eksperment, wspomniany przez ciebie na wstępie. Dla mnie to zwykła historia o czajniku – zabójcy. Na dodatek mam wrażenie, że coś tu jest na bakier z logiką. Rozumiem, dlaczego czajnik zabił gliniarza, ba rozumiem nawet, czemu gliniarz dał się zabić, swoją drogą interesująca to była forma samobójstwa. Nie rozumiem natomiast, dlaczego zabił babcię. Jeśli zabija, kiedy ktoś chce go skrzywdzić, to co takiego uczyniła mu staruszka. Jeśli natomiast morduje, bo lubi, to dlaczego tak długo tkwił na komendzie policji. Nie wierzę bowiem, że nie potrafił sobie poradić z woreczkiem na dowody rzeczowe i pudłem, w którym są one przechowywane.

 

mówił z przekonaniem w głosie i strachem w oczach dozorca,

to jest ładne zdanie ; )

 

Niemniej, nie wiem, na czym miał polegać eksperyment, ani czemu miało służyć celowe wprowadzenie błędów w tekst, ani które z nich były zamierzone.

Czy czajnik zabił babcię by dotrzeć do książki? I dlaczego czajnik?

Czajniki kojarzą mi się tylko z czajniczkiem Russella…

 

 

I would prefer not to.

W zbudowanym niegdyś bloku, pod numerem 6, doszło do morderstwa.

To niegdyś jest tu zupełnie zbędne i tylko przeszkadza. Każdy budynek został niegdyś zbudowany. Zapewne słowo ma nadawać jakiś rodzaj patetycznego nastroju, ale w tym wypadku nie wychodzi.

Podkomisarz Strzępski lubił takie przestępstwa.

Tak naprawdę kłamiesz tym zdaniem, bo już w następnym akapicie opisujesz, że to jednak wcale nie było takie proste przestępstwo i Strzępski wcale go nie lubił. Lepiej byłoby zapisać to jako coś w stylu: “Wszystko wskazywało na to, że było to przestępstwo z rodzaju tych, które lubił podkomisarz Strzępski.”

W przeciwieństwie większości spraw, które rozwiązywał Wydział Terroru Kryminalnego i Zabójstw…

W przeciwieństwie do większości…

Trzech policjantów siedzi w barze i podziwia skąpo ubrane kobiety.

Cały ten akapit jest nagle napisany w czasie teraźniejszym, podczas gdy reszta tekstu jest w czasie przeszłym. 

 

Szczegółowo w łapankę się nie chciałem bawić, bo nie jestem w tym specjalistą, a ty sam powiedziałeś, że niektóre błędy są specjalne. Zaznaczyłem więc to, co mi szczególnie przeszkadzało w trakcie czytania. Plus powtórzenia. 

Nie widzę zupełnie powodu dla którego w tekst wplotłeś te wszystkie elementy greckiego dramatu (zresztą jak zaznaczyła drakaina odwrócone rolami). Jak już decydujesz się na taki zabieg, to powinien on czemuś służyć. 

Historia dość prosta, chociaż leniwy2 słusznie wykazał pewne braki w jej logice. Generalnie też niezbyt podszedł mi sam pomysł mieszania lovecraftowskich motywów z humorem w stylu latającego, morderczego czajnika. To znaczy generalnie taka mieszanka mogłaby mi się spodobać, gdybyś poszedł z całością w szaloną zabawę rodem z kina klasy Z. W tej formie do mnie to nie przemawia. 

Podoba mi się interpretacja Irki, że w zasadzie Strzępski przy użyciu czajnika popełnił samobójstwo, ale nie jestem pewny, czy o to ci chodziło. 

Spostrzeżenia Irki dały mi do myślenia. Dlaczego musiało upłynąć tak wiele czasu, nim czajnik zaatakował ponownie?

Mogło być gorzej, ale mogło być i znacznie lepiej - Gandalf Szary, Hobbit, czyli tam i z powrotem, Rdz IV, Górą i dołem

Arnubisie, doszłam do takiego wniosku z powodu informacji o rozwodzie Strzępskiego, która nijak ma się do reszty tekstu. Nic nie wnosi, a skoro się pojawiła, to powinna coś znaczyć, jak ta strzelba wisząca na ścianie w pierwszym akcie.

 

Nevazie, no i pozostaje jeszcze pytanie, czy robił to już wcześniej.

Irko, rozumiem jak doszłaś do tych wniosków, zresztą odniosłem podobne wrażenie, ale trochę przeszkadza mi w tej interpretacji fakt, że policjant próbował zniszczyć czajnik i raczej nie spodziewał się ataku. 

No niby tak, ale gdzie jakieś zaklęcia, czy coś. Książeczkę miał i nie doczytał, jak się cholerstwa pozbyć, bo zakładam, że książka właśnie o tym traktuje.

Nowa Fantastyka