- Opowiadanie: dolar733 - 27 Ostatnich - 0 - Prolog

27 Ostatnich - 0 - Prolog

Witam wszystkich serdecznie w mojej pierwszej serii, którą publikuję. W głównej mierze chcę zobaczyć, czy zainteresuję Was, czytelników, i oczywiście jakie opinie będą wystawiane. Wszelkie sugestie proszę zamieszczać w komentarzach. Miłego czytania!

Oceny

27 Ostatnich - 0 - Prolog

Dokładnie dwadzieścia siedem osób stało na szczycie najwyższej góry na świecie – Santos. Najprawdopodobniej byli to już ostatni ludzie.

 

Wspinaczkę zaczynali w o wiele liczniejszej grupie, lecz góra okazała się być wyjątkowo stroma i niestety nie obyło się bez przerażającej liczby ofiar. Niektórym osunęła się stopa i runęli prosto w przepaść, w bezkresne morze. Inni zaś padali ofiarami niezliczonej liczbie chorób.

 

Ludzie nie mieli ze sobą lekarstw. Zabrali z domów jedynie najpotrzebniejsze rzeczy. Nikt nie myślał wtedy o ewentualnym zachorowaniu, a wszyscy raczej bardzo się spieszyli. Gonił ich czas.

 

Wielka Powódź zaczęła się stosunkowo niedawno – około dwóch tygodni temu. Dwóch przerażająco długich tygodni. Nikt nie wie, czym została spowodowana, ale w jednym momencie podniósł się poziom wody w każdym znanym zbiorniku i z minuty na minutę świat coraz bardziej przypominał gigantyczne morze. Planeta Mor zmieniała kolor na niebieski. Gdyby możliwym było podskoczyć wiele kilometrów wzwyż, jedynym, co w tym momencie wyróżniałoby się na tle błękitu, byłaby zielono brązowa plama z poruszającymi się na niej czarnymi plamkami. Oczywiście mowa o górze Santos i naszych dwudziestu siedmiu Ostatnich.

 

**~~~~**

 

Vice stał i patrzył przed siebie w bezgraniczny błękit morza, mieszającego się z jasnoniebieskim niebem. Gdzie nie spojrzał, widział tylko wodę. Podszedł do krawędzi góry, która z tej strony bardziej przypominała klif. Nachylił się trochę, by spojrzeć w dół i ku swojemu zdziwieniu ujrzał nieliczne korony drzew, wystające znad poziomu wody. Czy to możliwe? Czyżby woda się cofała? W niedowierzaniu nachylił się jeszcze troszkę. Nagle poczuł, jak ziemia pod jego prawą stopą zaczęła się osuwać. Kiedyś dużo biegał, więc nogi miał silne. Za silne. Próbując się odbić z odpadającej skały, ułamał ją jeszcze bardziej. Leciał w dół tylko przez chwilę i zatrzymał się na drzewach, które tak podziwiał. Gałęzie przeszyły go na wylot.

 

Zostało dwudziestu sześciu…

Koniec

Komentarze

Dolarze733, skoro to tylko prolog, a nie skończone opowiadanie, bądź uprzejmy zmienić oznaczenie na FRAGMENT.

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Autorze, z tak krótkiego fragmentu bardzo trudno wywnioskować cokolwiek o Twoim pomyśle, świecie, bohaterach, warsztacie, że o fabule już nie wspomnę… Gdyby to była zamknięta całość, byłaby szortem, nie opowiadaniem, a jest fragmentem.

Może lepiej byłoby, gdybyś zamieścił od razu całość? Jeśli planujesz ją na 27 odcinków, w których jak u Agathy Christie będą ginąć kolejne postacie, to przy tych rozmiarach całość będzie miała ok. 50-60k znaków, czyli tyle co solidne opowiadanie. I jest znacznie większa szansa, że ktoś to przeczyta – użytkownicy nie lubią fragmentów.

 

A tu masz dobry portalowy poradnik survivalowo-savoir vivre’owy:

https://www.fantastyka.pl/publicystyka/pokaz/66842676

Historia to uzgodniony zestaw kłamstw.

Mnie za to zastanawia: Byli na najwyższej górze świata (to dość wysoko nad poziomem morza, prawda? Chyba, że w wymyślonym przez Ciebie świecie najwyższa góra to pagórek, ale piszesz o planecie Ziemi) a z wody wyłaniają się wierzchołki drzew, na które nadziewa się bohater spadając tylko przez chwilę, jak sam napisałeś. Albo brakuje mi wyobraźni, albo czegoś nie zrozumiałem, albo brakuje gdzieś logiki. Co już w tak jakże krótkim prologu nie jest dobrym zwiastunem. 

*regulatorzy – Zrobione ;)

*drakaina – Poczytam, popatrzę. Oznaczenie zostało zmienione na fragment. Co do odcinków, to nie widzę problemu z wrzucaniem najpierw pojedynczych rozdziałów, a MOŻE na koniec wszystkiego w jednym. Wy jednak to przeczytaliście :D

*Realuc – Nie wytłumaczyłeś w czym brakuje logiki… Więc po głębszej analizie komentarza, mogę jedynie powiedzieć, że góra niekoniecznie musi być pagórkiem, bo dlaczego? Czy drzewa nie rosną również w górach? Co do spadania, to śmiem twierdzić, że takowe nie trwa zbyt długo (grawitacja, masa itp.). Stąd właśnie ta chwila.

Owszem, drzewa rosną w górach do pewnego poziomu. Potem jest zaś wyłącznie kosodrzewina no i same skały. Czy najwyższa góra na planecie Ziemia nie przekracza w Twoim świecie 2tys. metrów nad poziomem morza? W tym widzę właśnie brak logiki. Bo nie wiem czy piszesz o wymyślonym świecie, w którym najwyższa góra jest niższa niż Rysy, czy o naszej planecie – bo nazywasz planetę Ziemią. Ale wtedy te drzewa to tak nie bardzo. Widziałeś filmiki z himalaistami? Raczej drzew tam nie uświadczysz…

Dolarze, nie wiem, jak inni, ale ja zajrzałam, jak zaglądam do prawie każdego tekstu, który się pojawia w poczekalni, zobaczyłam, że jest króciutki, przemknęłam po nim wzrokiem, nie poczułam się zaintrygowana… Zapewniam Cię, że wrzucenie od razu całości będzie lepszą strategią.

Historia to uzgodniony zestaw kłamstw.

**~~~~** krótkie śledztwo **~~~~**

Dokładnie dwadzieścia siedem osób stało na szczycie najwyższej góry na świecie – Santos

Planeta Ziemia zmieniała kolor na niebieski.

1. Najwyższa góra na planecie Ziemia to Mount Everest.

2. Najwyższa góra na planecie Ziemia nazywa się w opowiadaniu “Santos”.

3. Santos to słowo z języków w obecnym świecie, więc jeśli opowiadanie przedstawia nam historię alternatywną, to jej rozbieg z historią faktyczną datuje się po orogenezie alpejskiej.

4. Być może świat przedstawiony obejmuje powstanie jakichś innych gór po pojawieniu się języka hiszpańskiego i portugalskiego, ale nic na ten temat nie wiadomo.

5. Góra Santos = Mount Everest.

 

Nikt nie wie, czym została spowodowana, ale w jednym momencie podniósł się poziom wody w każdym znanym zbiorniku i z minuty na minutę świat coraz bardziej przypominał gigantyczne morze. Planeta Ziemia zmieniała kolor na niebieski. Gdyby możliwym było podskoczyć wiele kilometrów wzwyż, jedynym, co w tym momencie wyróżniałoby się na tle błękitu, byłaby zielono brązowa plama z poruszającymi się na niej czarnymi plamkami.

Mała dygresja – planeta Ziemia nie musi zmieniać koloru na niebieski, bo ona już jest całkiem niebieska. Chyba że w jakimś alternatywnym świecie, w którym po powstaniu języków portugalskiego i hiszpańskiego zmieniła kolor na jakiś inny. Ale to też należałoby napisać – że “zmieniała kolor z różowego na niebieski”. 

Kolorów swoją drogą w tym tekście co niemiara. “Zielono brązowa plama” to góra. Jak już ustaliłem wcześniej – Mount Everest. Mount Everest najczęściej jest biała, bo leży na niej śnieg. A tu jest zielono brązowa. Czyli śnieg stopniał. Czyli wcale nie, że “nikt nie wie, czym została spowodowana powódź” – pewnie ociepleniem. Bo nawet na Mount Evereście stopniał śnieg.

 

Swoją drogą ten Mount Everest jest strasznie niewymiarowy. Upadek z tej góry na poziom morza trwałby jakieś 42 sekundy. Policzyłem to, a mam 3 z fizyki, więc nie jest to trudne do policzenia. Upadek z 4000 metrów trwałby 28 sekund. To nie jest liniowa sprawa, więc czas upadku z 2000 metrów trwałby 20 sekund. Generalnie – każdy upadek z góry, to zawsze dłuższa chwila, a nie krótka chwila. Chyba, że góra jest pagórkiem.

Upadek z 4000 metrów trwałby 28 sekund.

Dłużej. Spadanie ciał w atmosferze jest troche bardziej skomplikowane niż w próżni.

https://pl.wikipedia.org/wiki/Prędkość_graniczna

Drodzy czytelnicy. Nie bardzo Was rozumiem, gdyż jasno i wyraźnie jest napisane, że to gatunek Fantasy. Historia dzieje się na planecie Ziemia, ale czy to oznacza, że wszystko ma być tak samo jak w czasach obecnych? Jestem autorem tego tekstu i dla mnie najwyższą górą na Ziemii jest Santos! laugh

*Realuc – W moim FANTASTYCZNYM świecie drzewa rosną wszędzie wink

*drakaina – Naprawdę wierzę, aczkolwiek już postanowiłem.

*lk – Bardzo lubisz portugalski i hiszpański, to już wiem. Ale znowu ten Mount Everest… A z resztą nie rozumiem, dlaczego liczysz upadek ze szczytu góry na poziom morza, kiedy jasno i wyraźnie jest napisane, że caaaaaaaaaałą planetę zalała woda, więc wątpię, żeby poziom morza był taki sam, jak aktualnie.

Raz jeszcze – to nie Mount Everest! laugh

Realuc – W moim FANTASTYCZNYM świecie drzewa rosną wszędzie.

dolar733, owszem, masz pełne prawo stworzyć świat, w którym drzewa rosną wszędzie. Toż to fantastyka. Jest jednak jedno małe ale. Nie można wszystkiego usprawiedliwiać tekstem: To jest fantastyka i w moim świecie drzewa mogą rosnąć do góry nogami, słonie latać itp. nie uzasadniając tego w żaden sposób. Wyobraź sobie, że fantastyka wbrew pozorom opiera się o prawa rządzące naszym, realnym światem. A jeśli chcesz wprowadzić jakieś inne, jak już mówiłem, masz do tego pełne prawo. Ale wtedy musisz jakoś wytłumaczyć dlaczego w Twoim świecie jest akurat tak a nie inaczej. To tylko prolog, więc może nie jedno opisujesz gdzieś dalej, więc może nie ma sensu dyskutować na ten temat. 

Fantasy dzieje się zasadniczo w tzw. generic fantasylandach, czyli światach wymyślonych przez autora. Tam najwyższym szczytem może być cokolwiek i może on nawet być depresją. I ja bym zakładała, że w Twoim przypadku jest tak samo. Ale nie – walisz Planetą Ziemią (skądinąd planeta powinna być małą literą), która zasadniczo jest nazwą planety, na której żyjemy. I na której najwyższy szczyt ma trochę ponad 8000 m wysokości, jest pokryty śniegiem i lodem, i nazywa się Czomolungma vel Mt. Everest. “Czasy obecne” nie mają tu nic do rzeczy, chyba że Twoja przyszłość jest tak kolosalnie odległa, że Himalaje zerodowały do wysokości Gór Świętokrzyskich. Tylko że do tego czasu to chyba słońce zacznie gasnąć (jest tu dyżurny geolog, ale nie wiem, czy zajrzy).

Czytanie i odbiór literatury, a fantastyki zwłaszcza, odbywa się na zasadzie tzw. zawieszenia niewiary. I w interesie autora jest nie naciągać czytelniczej cierpliwości, bo inaczej ta niewiara rąbnie na ziemię.

Historia to uzgodniony zestaw kłamstw.

*Realuc – Masz rację. Przepraszam za moją wcześniejszą “zlewczą” odpowiedź. Chodzi o to, że tak, jak przed chwilą tłumaczyłem – nie jest to Mount Everest. Faktycznie, nigdzie tego nie napisałem, ale również nie napisałem, że tak jest. Właśnie dlatego górę nazwałem Santos, a nie Mount Everest laugh

Można powiedzieć, że nie spodziewałem się, żeby ktokolwiek tak pomyślał indecision Wychodzi jednak na to, że jest to niejasne i postaram się pisać, jak to ująłeś, logiczniej.

Pozdrawiam!

Po głębszym zastanowieniu uznałem, że skoro jednak większość postrzega górę Santos jako Mount Everest, tylko i wyłącznie przez nazwanie planety Ziemią, zmienię jej nazwę. I po kłopocie angel

Witam wszystkich serdecznie w mojej pierwszej serii, którą publikuję.

Hej, ambitny jesteś. Wyleczymy devil

Uwaga techniczna – takie coś: **~~~~** wygląda dość dziwnie. Nie znam się na typografii, ale dałabym jeden typ znaku, i to wyśrodkowany.

 Najprawdopodobniej byli to już ostatni ludzie.

Hmm. Łopatologiczne.

 w o wiele

Nie brzmi to ładnie – przeczytaj na głos.

okazała się być

"Być" to anglicyzm – nie ma najmniejszej potrzeby go tu umieszczać.

 w przepaść, w bezkresne morze

Znaczy się, zbudujesz arkę z drzewa cedrowego, trzysta łokci długą i tak dalej? Bo innego wytłumaczenia nie widzę.

 ofiarami niezliczonej liczbie chorób.

Ofiarami niezliczonej liczby chorób – co dalej brzmi cokolwiek biblijnie (powtórzenia są środkiem stylistycznym typowym dla języków semickich). Cały akapit bardzo skrótowy, co pasowałoby do tej stylizacji. Albo po prostu wtłaczam Cię w foremkę ;)

 Nikt nie myślał wtedy

Naturalniej: Nikt wtedy nie myślał.

 wszyscy raczej bardzo się spieszyli. Gonił ich czas.

Niestylistycznie, to "raczej" nie pasuje z potopem. (Czy innym chaosem Ogresta). I powtarzasz informację.

 Nikt nie wie, czym została spowodowana

Nie wygląda to ładnie. Może: Nie wiadomo, co ją spowodowało?

 Gdyby możliwym było podskoczyć

Anglicyzm. Gdyby to było możliwe, żeby; albo: gdyby można było.

 wiele kilometrów wzwyż, jedynym

Kilometry nie bardzo grają z tym, co powyżej. Nie jestem też pewna tego przecinka.

 co w tym momencie wyróżniałoby się na tle błękitu, byłaby zielono brązowa plama

Sama nie wiem, nie gra mi to. Zielono-brązowa.

 Oczywiście mowa o górze Santos i naszych dwudziestu siedmiu Ostatnich.

Skoro malowałeś to przez kilka akapitów, miej odrobinę wiary w nasze możliwości i nie wykładaj takich rzeczy jak krowie na rowie.

 morza, mieszającego się z jasnoniebieskim niebem

Morze mieszało się z niebem?

 odbić z odpadającej skały, ułamał ją jeszcze bardziej

Ułamał skałę?

 Gałęzie przeszyły go na wylot.

No, nie wiem.

 Autorze, z tak krótkiego fragmentu bardzo trudno wywnioskować cokolwiek o Twoim pomyśle, świecie, bohaterach, warsztacie, że o fabule już nie wspomnę…

No, właśnie. Chłopcy (czyli Ik, fizyk111 i Realuc) już zrobili dokładną sekcję naukowości i logice tekstu, a drakaina wyjaśniła najważniejsze – zawieszenie niewiary. Tak więc nie mam już nic do dodania i odmeldowuję się.

Odkrycie własnego błędu to nie porażka, lecz okazja (Alfred N. Whitehead)

No cóż, fragment niewiele mówi i tyleż samo zapowiada. Jeśli ciąg dalszy jest napisany tak jak prolog, chyba nie będę nim zainteresowana. :(

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Nowa Fantastyka