- Opowiadanie: Asylum - Kwadrans

Kwadrans

To eks­pe­ry­ment, mam na­dzie­ję, że li­te­rac­ki, na rzecz pi­sa­nia ja­śniej tj. bar­dziej zro­zu­mia­le. Fan­ta­sty­ka – chyba jest jej za mało, a ta­kiej hard nie ma, ale jakaś jest, chyba.

 

Dyżurni:

ocha, domek, syf.

Oceny

Kwadrans

Wczoraj zaliczyłem upadek.

Dzisiaj nie przyszłaś na czas. Chyba nie podzielasz mojej tęsknoty. Przecież wiesz, że każdego ranka czekam na ciebie z niecierpliwością. Mamy niepisany układ, że będziesz o godzinie ósmej. Ósma właśnie minęła. Ciebie nie ma. Nie będzie?

 

W przestrzeni, w której jestem zamknięty, zimno staje się coraz bardziej odczuwalne. Stalowa klatka zaczyna mnie dusić, przedmioty przybliżają się. Napierają coraz mocniej. Nie mogę oddychać, ścieśniam się do dwóch wymiarów, do kartki papieru. To za mało, ścieśniam się jeszcze bardziej, jestem rysą na szkle. Dźwięk kredy na tablicy, kamienia na szybie, zgrzyt, który razi ucho, poraża. Znieczula mój ból. 

Jest ciemno, miękka ciemność, chcę, aby tak było. Otula mnie mrok, gęsty jak melasa, nie widzę gwiazd, czy to noc? Pamiętasz, te noce w Bieszczadach, kiedy byliśmy nierozłączni. Ja i ty. Jeden namiot, wspólne wędrowanie i brak pośpiechu. 

 

Każdego dnia o poranku dokładnie mnie myłaś. Wychodziliśmy razem, o świcie, po spędzeniu nocy w parnym namiocie, a promienie słońca całowały nas, bez skrępowania, swoim przyjemnym chłodem. Brałaś ze sobą miękką gąbkę, chociaż wolałem, kiedy o niej zapominałaś i czułem twoją mokrą dłoń. Plusk, kiedy stuloną zanurzałaś w strumieniu, aby nabrać wody, wprawiał mnie w stan ekstatycznego oczekiwania. Twoje palce dotykały mnie delikatnie, gładziły, jak miśnieńską, kruchą porcelanę. Stawały się energiczne i jakże zdecydowane, kiedy z determinacją usuwały osad ostatnich dwudziestu czterech godzin. Byłaś taka uważna, każdy milimetr mojej powierzchni był dopieszczony. 

Potem mieliśmy czas tylko dla siebie, suszyliśmy się na słońcu oboje, jeśli również i ty miałaś ochotę na kąpiel w górskim strumieniu. Leżeliśmy na łące w milczeniu i zachwycie. Wiatr plątał ci włosy, przynosząc zapach paczuli – szamponu, którego używałaś – zmieszany z zapachem podsuszonej bieszczadzkiej łąki: trawy, ziół i pokrzyw. Trzymałaś mnie mocno i kiedy unosiłaś, czułem nacisk szczupłych palców, abym nie wypadł ci z rąk. Był to dla ciebie wysiłek, utrzymać mnie przez tak długi czas. Wpatrywałaś się we mnie. Dwoma kciukami – powiedziałaś mi, że to nawyk z telefonu – rysowałaś małe kółka, zawijasy, wodziłaś po wzorach. Tworzyłaś dla siebie. Czułem w tym muzykę, wyrazisty rytm podążający za Marleyem, zabawa. Kochałaś mnie wtedy, kiedy byłem idealny, a teraz?

 

Pięć minut po ósmej. Narastający gwar przebija się w końcu przez moje wspomnienia. Irytuje, a jednocześnie przybliża do ciebie. Głosy pojawiają się i znikają, głośne i ciche na przemian, są przyjemne, bo znane. Mogę zabić czas, czekając na ciebie. Słucham urywanych opowieści o wczorajszym dniu, dzieciach, planach kupna samochodu, mieszkania, akcjach, polityce. Ktoś wpadł, przejęty informacją z ostatniej chwili o uchodźcach, o zdjęciu z flagą i zamieszkach, kolejna osoba zdementowała ją, mówiąc, że właśnie napisali, że to "fake". Szum pozwala zapomnieć, że czekam na ciebie. Zajmuje mnie to. Codzienne jam session, nie ma dyrygenta, nie ma partytury, jest spontaniczna improwizacja. W niej nawracający temat "Somewhere Over The Rainbow". Przysłuchuję się. 

 

Na początku naszego związku katowałaś mnie wariacjami tego standardu. Twoje nastroje, które tak pokochałem. Miesiąc miodowy. Na zwyczajny poranek puszczałaś Łagodnego Olbrzyma z Hawajów (343 kg żywej wagi, 188 cm, Izrael Kamakawiwo'ole). Radosne powitanie rozpoczynającego się dnia, senny wślizg w życie, łazienka, skrzyp otwieranej szafy, “look” w lustro i gotowe. Zamknięcie drzwi, spada zapadka, stuk, stuk, skrzyp i maszerowaliśmy w przeciętne, lecz nasze wspólne życie. 

Po ciężkim dniu puszczałaś Hendrixa, chyba aby zirytować i siebie, i mnie, tak ostatecznie. Zaczynało się pięknie, lecz zaraz potem wkradały się błędy, ciążył niższy ton, melodia się wykrzywiała. Ten Jimi, zasłuchany w swoim świecie perfekcjonista, popisywał się swoim drillowaniem. Dla mnie wprowadzał dysonans i niepokój do słodkiej melodii. Podobno ciebie to uspokajało, mnie uspokajałaś ty. 

Za to kiedy przychodziła sobota, zapraszałaś mnie na dwa dni pełne niespodzianek. Ray Charles, sączący się nowoorleański powolny rytm, jeszcze sprzed powodzi, wiele obiecywał swoim brzmieniem. W niedzielę często pojawiał się cukierkowy Sinatra, słodka pieszczota po nocnych zmaganiach. 

Poniedziałki zaś były bolesnym przebudzeniem. Te powroty. Słuchaliśmy Marleya. To jeszcze nie Hawaje, lecz chociaż Jamajka. Słońce i nostalgia za minionym. Wdziewaliśmy zbroję piosenki. Tak, tak, koniecznie weź słuchawki i rytm, podpowiadałem. Wychodziliśmy razem. 

 

Temat w kuchni nadawał tego dnia Grzegorz. Nie lubię go. Rytm mocny, oszukańczy, standard "My Funny Valentine". Zostawiłaś mnie na noc samego. Czekam. Dołączyły się gitary popisując solówkami, smętnym narzekaniem wcięły się skrzypki i altówki, a waltornia jak zwykle włączała się z przerwami na przełknięcie parówki – tej jedynki, kupionej w Biedronce i podgrzanej w ogólnodostępnym czajniku.

Dziesięć minut po godzinie ósmej zabrzmiał mój ukochany saksofon altowy. Dla niego mógłbym zdradzić nawet Ciebie – "Can you feel the love tonight" z niezapomnianego "Króla Lwa". Śpiewa to codziennie, czyżby do mnie? Wibruje moja dusza, zbliżanie i oddalanie intryguje, składa obietnicę. Ciepły dźwięk uspokaja, rzewność wzrusza, i mam pewność, że byłby mi wierny. Cóż więc, może skok w bok, podobno ci to nie przeszkadza? Tylko ciało ci stężało, kiedy o tym mówiłaś. 

 

To nie ja podjąłem decyzję. Nie, nie chcę się usprawiedliwiać. Spróbuj zrozumieć, że nie miałem wyboru, że nie miałem na to wpływu. Zostałem wybrany. Czy ty też nie chciałabyś zostać wybrana, zauważona wśród tylu innych, pożądana już od pierwszego wejrzenia? Opowiem ci o tym, kiedy się spotkamy, nie zniżasz się do zazdrości, dlatego cię pokochałem.

 

Nowa znajomość zawiązała się błyskawicznie. Sprawdziłeś feeling, niby przypadkowym dotknięciem – przeskoczyły iskry, nie mogłem się oprzeć. W zmywarce panował jeszcze poranny tłok. Co prawda, uważałem że na to za wcześnie, lecz nie pozostawiłeś mi czasu na decyzję, wyciągając z metalowego kosza. 

Zdecydowałeś szybko – teraz kawa, a potem zobaczymy. Wcisnąłeś guzik i ziarna ześlizgnęły się do mechanicznego miksera. Zapach świeżo zmielonej lavazzy. Burczenie, a za nim ciągły syk i aksamitny płyn zaczął spływać po mojej wypolerowanej ściance, dopóki nie wypełnił mnie całego. Pieścił moją powierzchnię nieprzerwaną strugą płynu. 

 

Piętnaście minut po ósmej, przyszłaś ty, a ja już byłem z kimś innym.

Koniec

Komentarze

Powiem szczerze: liczyłem, że bohaterem jest tutaj jakiś instrument muzyczny, więc kiedy dotarłem do finału, w mojej głowie pojawiła się tylko jedna myśl: “serio?” – i nie mogę powiedzieć, że to pozytywne zaskoczenie.

Styl jak najbardziej na plus. Czytało się bez większych zgrzytów, przyjemnie. Dobre jako próbka literacka, na opowiadanie jakoś brakuje mocy.

Jeśli chodzi o samą formę, to przyczepiłbym się jedynie do dziwnego podziału zdań, na który natykałem się w całym tekście; dzika interpunkcja czasem wybijała mnie z rytmu. Np.:

Stalowa klatka zaczyna mnie dusić, przedmioty przybliżają się. Napierają coraz mocniej. Nie mogę oddychać, ścieśniam się do dwóch wymiarów, do kartki papieru. To za mało, ścieśniam się jeszcze bardziej, jestem rysą na szkle.

Zrobiłbym to tak: “Stalowa klatka zaczyna mnie dusić, przedmioty przybliżają się, napierają coraz mocniej. Nie mogę oddychać, ścieśniam się do dwóch wymiarów, do kartki papieru – to za mało. Ścieśniam się jeszcze bardziej, jestem rysą na szkle.”

Może to tylko ja, ale czasem odnosiłem wrażenie, że na siłę chcesz dzielić zdania i stąd taki efekt.

Natknąłem się jeszcze na kilka zjedzonych przecinków i jeden zwrot grzecznościowy z wielkiej litery – takiego zapisu nie stosujemy w tekstach literackich (chyba że tekst stylizujemy na list, ale tutach chyba tak nie jest) – jednak to już drobnica. Może ktoś zrobi łapankę, ale to nie będę ja – dzisiaj jestem już zbyt zmęczony. ;]

Eksperyment udany. Czytało się miło. ;)

 

że nie mia­lem na to wpły­wu. –> Literówka.

 

Opo­wiem ci o tym, kiedy się spo­tka­my, je­steś ponad za­zdro­ści, dla­te­go cię po­ko­cha­łem. –> czy to ostateczna wersja zdania?

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Hmmm. Mam wrażenie, że taki pomysł nadaje się na drabbla, w takiej formie sprawia wrażenie przeciągniętego ponad miarę żartu.

Nie bardzo rozumiem, dlaczego bohater aż tak rozwodził się nad muzyką. Przyznam, że ta część zaczęła mnie nużyć, bo pozostaję głucha na uroki piosenek.

Babska logika rządzi!

@Myszkytny, podziękowania za odwiedziny i pozostawiony komentarz :), że fajnie się czytało biorę na plus, że zaskoczenie na nie – cóż będę nad tym pracować, może kiedyś się się uda… Nad dzikością krótkich zdań pomyślę, przy kolejnych próbach.

@Finklo, popełniłabym drabbla;) lecz… nie potrafię, więc tylko przeciągnięty short.

Z muzyką – cóż taki pomysł i chciałam ciut zmylić, a najłatwiej muzyką. Bohater rozwodził się, gdyż lubił ten czas – miodowego miesiąca, kiedy zawsze byli razem i nie zostawał w pracy sam.

Wielu wykonawców tego standardu z żalem odrzuciłam, innych już opisanych skasowałam. Zostawiłam absolutne minimum rozrzutu.

Jednak, kurcze! ten tekst jest zrozumiały:)

@Reg, heart dziękuję za komentarz i ogromnie cieszę się, że eksperyment oceniasz jako udany. Literówka poprawiona.

Natomiast odnośnie zazdrości to kombinowałam sobie tak: jedna zazdrość, dwie zazdrości, trzy zazdrości i tak dalej. Wiem, że to uczucie, lecz chciałam potraktować je jako policzalne, pojedyncze akty , stąd zazdrości, ponieważ bohater może przechodzić z rąk do rąk. Nie wiem, czy tak można tj. czy dopuszczalne?

 

Logika zaprowadzi cię z punktu A do punktuB. Wyobraźnia zaprowadzi cię wszędzie. A.E.

Asylum, dziwnie brzmią te zazdrości, ale cóż, Ty tu rządzisz, to Twój szort. ;)

 

 

edycja:

Nie bardzo rozumiem, dlaczego bohater aż tak rozwodził się nad muzyką.

Finklo, widać bohater miał ucho nie od parady. ;)

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

W tej sprawie nie rządzę, zrzekam się władztwa, oddając je w lepsze ręce ;)

A gdyby zmienić używając, np. wznieść/wyrosnąć, czy byłoby lepiej, czy niekoniecznie?

Opowiem ci o tym, kiedy się spotkamy, wzniesiesz się ponad zazdrość, dlatego cię pokochałem.

Logika zaprowadzi cię z punktu A do punktuB. Wyobraźnia zaprowadzi cię wszędzie. A.E.

Asylum, a może: Opo­wiem ci o tym, kiedy się spo­tka­my, nie zniżasz się do za­zdro­ści, dla­te­go cię po­ko­cha­łem.

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Tak, lepszeee :)

Dziękuję, jak płotu trzymałam się tego “ponad” ;)

Logika zaprowadzi cię z punktu A do punktuB. Wyobraźnia zaprowadzi cię wszędzie. A.E.

Bardzo proszę. Ogromnie się ciesze, że mogłam się przydać. ;D

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Reg, :-D. O uchu bohatera nie pomyślałam.

Babska logika rządzi!

Ciekawy pomysł i dobre wykonanie. Oczywiście, że w tym opowiadaniu jest fantastyka, tak w tle, a jednak wyrazista. Myślący przedmiot jest silnym elementem fantastycznym.

Jedna uwaga – zdanie o podzielaniu tęsknoty. Chyba nie, bo tęsknotę trudno jednak podzielać. Ignorować, nie zwracać na nią uwagi, lekceważyć, nie zauważać, na pewno tak. Ale to chyba kwestia językowego smaku.

Pozdrawiam.

Dzięki RR:) , że zobaczyłeś w tym fantastykę, pomyślę o tym podzielaniu tęsknoty:D.

Dzielić na kawałki jej nie sposób, ale może… jeśli czas sprzyja, obie strony mogą ją dzielić, podzielać , jeśli  mogą/chcą i jest to możiwe.

pzd srd, a

Logika zaprowadzi cię z punktu A do punktuB. Wyobraźnia zaprowadzi cię wszędzie. A.E.

Finklo, tak ucho miał nie od parady!

Reg, jesteś… kochana :DDD

 

Używaam tych emotikonów, jak umiem;)

Logika zaprowadzi cię z punktu A do punktuB. Wyobraźnia zaprowadzi cię wszędzie. A.E.

Dziękuję, Asylum. ;D

 

Tęsknotę, istotnie, trudno podzielać/ dzielić, ale można ją współodczuwać.

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Tak, Reg! 

Tęsknotę, trudno podzielić.

Ja jestem skażona, ponieważ współodczuwanie równa się dla mnie z empatią i jest zawsze emocją, i myślą (poznawczy komponent), równocześnie. Nie moje to definiowanie, lecz zrosło się ze mną i zdaje się dobrym konceptem – w znaczeniu – jeśli współdzielisz, to nie tylko po emocjach, ponieważ to za mało, gdyż pocieszenie nie wystarcza, lecz dokładasz kombinowanie. Zaś tęsknota to dla czysta emocja za…

Nie wiem, Reg?

Logika zaprowadzi cię z punktu A do punktuB. Wyobraźnia zaprowadzi cię wszędzie. A.E.

“Twoje  palce dotykały mnie delikatnie…” – zbędna spacja po “Twoje”

 

“podążający za Marley'em” – Marleyem, bez apostrofu

 

Miejscami miałam wątpliwości co do przecinków (zwłaszcza pojawiających się po zwrotach otwierających zdania).

 

Jestem trochę rozczarowana. Nie domyśliłam się, o jaki przedmiot codziennego użytku tym razem chodzi (choć moje podejrzenia się zawęziły gdy doszło do parówki we wspólnym czajniku ;p), koniec końców jednak uważam całość za mocno przegadaną, na pewnym etapie naprawdę zaczęła mi się ciągnąć. Za dużo tu choćby o muzyce, która koniec końców zdaje się nie mieć znaczenia, w stosunku do finału. Nawet jeśli nie drabble, to lepiej sprawdziłby się tu szort na 3.000 zamiast na 6.500 ;)

"Nigdy nie rezygnuj z celu tylko dlatego, że osiągnięcie go wymaga czasu. Czas i tak upłynie." - H. Jackson Brown Jr

Joseheim, dziękuję bardzo za komentarz:)

Wskazane błędy poprawiłam, a z przecinkami po zwrotach otwierających – nie wiem, nie umiem powiedzieć, czy dobrze postawione. Z pewnością starałam się, lecz moja wiedza w tej materii nie jest ugruntowana.

Z pewnością masz rację i short jest za długi, Finkla też napisała, że muzyka się dłużyła. To był taki motyw tego shorta. Muzyka znaczenia dla rozwiązania nie ma, ale dla tego konkretnego przedmiotu miała, ponieważ wtedy najczęściej byli i razem, i sami, a jemu się zdawało, że ona puszczała ją również dla niego. Jakoś to spójne  wydawało mi się, lecz niestety, takim nie jest.

I mi trochę przykro, nie chciałam Ciebie rozczarować, ale może to i lepiej jak najszybciej rozwiać złudzenia – prosta ze mnie istota i prochu nie wymyślę. 

Logika zaprowadzi cię z punktu A do punktuB. Wyobraźnia zaprowadzi cię wszędzie. A.E.

Spokojnie, spokojnie, nie bierz mojego rozczarowania na klatę, nic wielkiego się nie stało ;)

 

Przykład zbędnego przecinka po zwrocie otwierającym: “Dla mnie[-,] wprowadzał dysonans i niepokój do słodkiej melodii.”

 

Jeszcze jedna rzecz – czy promienie słońca na pewno całują chłodem?

"Nigdy nie rezygnuj z celu tylko dlatego, że osiągnięcie go wymaga czasu. Czas i tak upłynie." - H. Jackson Brown Jr

Bardzo fajnie napisane, ale w zasadzie podpiszę się pod komentarzem Finkli i nic więcej nie dodam :)

Joseheim, wiem, ale przekonać siebie do tego nie mogę :). Z tymi pocałunkami chłodem – wiele słów tam było i skończyło się na odczuciu “cholernie” przyjemnego chłodu, kiedy wschód słońca atakuje i wygramolisz się wreszcie z termosowego namiotu (+ śpiwór). Co do przecinka, może i niepotrzebny, lecz próbowałam w narrację bohatera wprowadzić jakiś twardy, żołnierski rytm, w końcu twardy, choć kruchy jest. Dużo się jeszcze muszę nauczyć, a i to nie wiem, czy możliwe.

Michale Pe, dzięki, że zajrzałeś i tak –  już wiem, chociaż i tak nie wiem, jak dalej:)

Logika zaprowadzi cię z punktu A do punktuB. Wyobraźnia zaprowadzi cię wszędzie. A.E.

Ładnie i zgrabnie to napisane. Tak miłośnie, razem całą okołomiłosną menażerią – niepokojem, tęsknotą, zazdrością, roztrzęsioną euforią, przerysowaną intensywnością wspomnień. Pal sześć, że o uchatym przedmiocie, miłość to miłość :-) Sam mam taki jeden, z logo Iron Maiden, od lat już wielu. 

Fakt, być może jednak trochę przegadane. I nie chodzi o partie muzyczne – ja o muzyce łykam wszystko i w każdej formie, nawet gdy Wicked G pisze o tych swoich drgawach. Raczej te początkowe, bieszczadzkie momenty; za słodkie to trochę za bardzo… hmm, typowe i oczywiste. Jak najprościej zobrazować miłosne uniesienia? Bieszczady, namiot, kąpiel w strumieniu, całuśne promienie słońca ;-) 

Czy tożsamość bohatera mnie zaskoczyła? Cóż, z pewnością się nie spodziewałem kto zacz. Ale zwodziłaś tak długo, że mnóstwo rzeczy przychodziło mi do głowy (wliczając w to starego walkmana oraz zęby :-)) Więc jakiegoś wielkiego efektu nie było. 

Ale nic to, bo tekst naprawdę udany. 

Dla podkreślenia wagi moich słów, Siłacz palnie pięścią w stół!

Ciekawe, ale często spotykane – odbiór tekstu bywa bardzo różny. I tak też jest w przypadku tego opowiadania. Co nie zmienia faktu, że jest to więcej niż dobra opowieść.

Pozdrówka.

Thargone, ha – masz rację z bieszczadzkimi nocami, dzięki:D Zdecydowaną połowę można byłoby bez bólu wywalić. Zęby Ci przyszły do głowy? :)

RR – odbiór będzie różny, masz rację, ale zdecydowanie warto kierować uwagami i komentarzami – jesteście dobrze wytrenowani i w pisaniu, i w czytaniu wielu tekstów, o talencie nie wspominając, więc… :), a poza tym dzięki :D. Traktuję to jako udany eksperyment, z błędami ale jednak na tak, i wszyscy rozumieją!

Logika zaprowadzi cię z punktu A do punktuB. Wyobraźnia zaprowadzi cię wszędzie. A.E.

Mam trochę jak Finkla, Jose i Thargone, więc za wiele od siebie nie dodam. Czytało mi się dobrze, też nie zgadłam o jaki konkretnie przedmiot chodzi, ale w pewnym momencie tekst zaczął nużyć, bo zaczęłaś powielać podobne/ te same informacje. Ale czytało się przyjemnie :-)

Letting go is an invitation. Letting go is a choice.

Wczoraj zaliczyłem upadek.

Kolokwializm. Może jest zasadny, ale na razie tego nie widzę. Zobaczymy.

 Chyba nie podzielasz mojej tęsknoty.

Nie dam za to głowy, ale podzielona tęsknota chyba musi mieć ten sam przedmiot. Sprawdź to.

 W przestrzeni, w której jestem zamknięty zimno

Potraktowałabym to jako wtrącenie: W przestrzeni, w której jestem zamknięty, zimno.

 poraża aksony

Nagle takie naukowe słowo… zwłaszcza, że bohater akurat aksonów nie ma.

Znieczula mój ból.

To nie ból czuje ból – więc nie może być znieczulony.

 całowały nas, bez skrępowania, swoim przyjemnym chłodem

A to na wtrącenie nie wygląda. Poza tym: całowały chłodem? No, nie wiem.

 plątał ci włosy przynosząc

Przecinek przed imiesłowem.

podsuszonej bieszczadzkiej łąki

Nad strumieniem?

 rytm podążający za Marleyem, zabawa

Nie jestem przekonana, że to poprawne. I czy "zabawa" nie powinna być odmieniona?

 przybliża do Ciebie. (…) czekając na ciebie

Bądź konsekwentna – jeśli chcesz mieć zaimek dużą literą, to w całym tekście. Ale lepiej jednak małą.

 nie ma partytury jest spontaniczna

Wyliczenie: nie ma partytury, jest spontaniczna…

 zasłuchany w swoim świecie

A nie: zasłuchany w swój świat?

 Dla mnie, wprowadzał

Nie jestem pewna tego przecinka.

 Za to, kiedy

I tego też.

 sobota zapraszałaś

Ale tu bym postawiła.

 nowoorleański, powolny rytm

A tu nie – grupa nominalna.

 Temat w kuchni tego dnia nadawał

Przeorganizowałabym. Na przykład: Temat w kuchni nadawał tego dnia.

"My funny Valentine"

Po angielsku każde słowo tytułu pisze się dużą literą. Arbitrariness of the sign.

zbliżanie i oddalanie intryguje

Hmm.

 ty też, nie chciałabyś

Bez przecinka. I na końcu pytania – pytajnik.

 uważałem że na to za wcześnie lecz nie pozostawiłeś

Uważałem, że na to za wcześnie, lecz nie pozostawiłeś.

 15 minut po ósmej, przyszłaś ty

Bez przecinka, liczebnik słownie.

 

Hmm. Ładne. Dość wcześnie (przy myciu w strumyku) się domyśliłam, kto jest narratorem, ale potem miałam wątpliwości. Rozwiały się dopiero pod koniec.

ten tekst jest zrozumiały:)

Ano, jest. I nie traci nic z Twojej charakterystycznej dziwności – tylko tak dalej.

 Wiem, że to uczucie, lecz chciałam potraktować je jako policzalne, pojedyncze akty , stąd zazdrości, ponieważ bohater może przechodzić z rąk do rąk. Nie wiem, czy tak można tj. czy dopuszczalne?

Chyba nie. Ale nie jestem pewna.

 Finklo, widać bohater miał ucho nie od parady. ;)

:D

 Z tymi pocałunkami chłodem – wiele słów tam było i skończyło się na odczuciu “cholernie” przyjemnego chłodu, kiedy wschód słońca atakuje

Ale to nie słońce chłodzi, wiesz. Spójność metafor.

Odkrycie własnego błędu to nie porażka, lecz okazja (Alfred N. Whitehead)

Tarnino – dziękuję!

Za cyfrowe piętnaście, Ciebie i „My funny Valantine” posypuję głowę popiołem. Cholipciuś, bez przerwy się to przenosi, pierwsze dwa z maili. Szkoda, że nie mamy zdublowanych głów, każda do innych czynności, np. jedna do pisania opowiadań, a druga do pracowej i innej takiej korespondencji. NAwet wystarczyłby przełącznik, aby na inny tryb przestawiać się. Przecinki poprawione – postawione i skasowane tam, gdzie były zbędne. 

Nie dam za to głowy, ale podzielona tęsknota chyba musi mieć ten sam przedmiot. Sprawdź to.

Zdecydowanie masz rację, przed chwilą „na wyrywki” sprawdziłam użycie. Eh, a nie może być taka licentia poetica?

Nagle takie naukowe słowo… zwłaszcza, że bohater akurat aksonów nie ma.

Trafiony-zatopiony:), wiesz, w pierwszej wersji „aksony” były jeszcze uszczegółowione:( Pomyślę, co wstawić, a na razie po prostu usunęłam.

Znieczula mój ból.

To nie ból czuje ból – więc nie może być znieczulony.

Tu nie – dyskutowalne, ponieważ tęsknota/oczekiwanie/porzucenie jest dla bohatera bolesne i silny bodziec cielesny/zewnętrzny znieczula tj. zwraca uwagę na odczucia zimna i rysę na szkle.

 całowały nas, bez skrępowania, swoim przyjemnym chłodem.

A to na wtrącenie nie wygląda. Poza tym: całowały chłodem? No, nie wiem. 

Świetnie z przecinkami, że są niepotrzebne, tak czułam, lecz wstawiłam na wszelki wypadek, bo może… konieczne. Z chłodem zachodzi potencjalna sprzeczność, lecz wschód słońca w górach w zestawieniu z „termosowym” namiotem w naszej szerokości geograficznej, pod warunkiem zimnej nocy, może przynosić ulgę. Chciałam tu skontrastować, lecz może tak nie wolno przez metafory, gdyż się gryzą… wtedy?

 podsuszonej bieszczadzkiej łąki

Nad strumieniem?

Tak, zdarza się, że i nad strumieniem trawa podsuszona i nie mokra czy to od płynącej niedaleko wody i od rosy. Pytanie, jak daleko miała bohaterka do tego strumienia, zanim się położyła na trawie

 rytm podążający za Marleyem, zabawa

Nie jestem przekonana, że to poprawne. I czy "zabawa" nie powinna być odmieniona?

OMG, też nie wiem. Bohater jest prosty i głownie rzeczownikami się posługuje, więc…

 nowoorleański, powolny rytm

A tu nie – grupa nominalna. 

Dziękuję, nie rozumiem jeszcze tej grupy nominalnej, o której piszecie, coś tam zaczynam „łapać”, ale za każdym razem mam duże wątpliwości, czy można tak to potraktować.

Przeorganizowałabym. Na przykład: Temat w kuchni nadawał tego dnia.

Podmienione:)

zbliżanie i oddalanie intryguje

Hmm.

Bohatera intryguje, zastanawia, przyciąga i odpycha jednocześnie. 

Uważałem, że na to za wcześnie, lecz nie pozostawiłeś.

Tu wstawię jeden przecinek, ponieważ zaczyna się od „Co prawda, uważam że za wcześnie, lecz…

 

Tarnino, a “hmm. Ładne… i nie traci nic z Twojej charakterystycznej dziwności” ucieszyło mnie/pocieszyło, ponieważ ogromnie niepewna jestem w pisaniu i też zamieszczaniu. Takie bohaterowe: oddalanie się i przyciąganie.

Logika zaprowadzi cię z punktu A do punktuB. Wyobraźnia zaprowadzi cię wszędzie. A.E.

Szkoda, że nie mamy zdublowanych głów, każda do innych czynności, np. jedna do pisania opowiadań, a druga do pracowej i innej takiej korespondencji.

Oj, tak. Albo takiego gnoma, żeby wyszukiwał literówki…

 Tu nie – dyskutowalne, ponieważ tęsknota/oczekiwanie/porzucenie jest dla bohatera bolesne i silny bodziec cielesny/zewnętrzny znieczula tj. zwraca uwagę na odczucia zimna i rysę na szkle.

Naturalnie, tylko, że powiedziałam coś innego. Znieczulony, czyli pozbawiony możliwości czucia, może być ten, kto ją ma.

 wschód słońca w górach w zestawieniu z „termosowym” namiotem w naszej szerokości geograficznej, pod warunkiem zimnej nocy, może przynosić ulgę

Kurczę, jak ja dawno w górach nie byłam :( Ale mimo wszystko chłodzi powietrze, nie słonce.

nie rozumiem jeszcze tej grupy nominalnej

Tu masz o tym krótki, popularny artykuł pióra bardzo dobrego nauczyciela. To nic skomplikowanego – po prostu nazywamy to hermetycznie :)

 Tu wstawię jeden przecinek, ponieważ zaczyna się od „Co prawda, uważam że za wcześnie, lecz…

A, dobrze.

Odkrycie własnego błędu to nie porażka, lecz okazja (Alfred N. Whitehead)

Znieczulony, czyli pozbawiony możliwości czucia, może być ten, kto ją ma.

Aaa, już rozumiem. Zwalić mogę tylko na konwencję;)

Ale mimo wszystko chłodzi powietrze, nie słonce.

Tu mnie masz:D, logiczne. Też dawno nie byłam, zwłaszcza o tej porze dnia. Przeprowadzę eksperyment ;) ale wcześniej sprawdzę, co miałam w pierwotnej wersji.

 

Za grupę nominalną, podziękowania :)

 

 

Logika zaprowadzi cię z punktu A do punktuB. Wyobraźnia zaprowadzi cię wszędzie. A.E.

Dla mnie ten Twój szort stanowił pewną formę zabawy podzielnością uwagi. Zabawa polegała na tym, że równocześnie skupiałem się na czytaniu jak i na kombinowaniu, o jakim przedmiocie możesz pisać. To doświadczenie jest bardzo przyjemne, tekst jak najbardziej zrozumiały w odbiorze, więc eksperyment, o którym piszesz w przedmowie, należy uznać za udany.

Zgodzę się jednak, że szort zyskałby trochę na skróceniu. Dla mnie jest on delikatnie przeciągnięty i to, co miało jeszcze mocniej wciągać w zabawę (poprzez pewne odwracanie uwagi czy mylenie tropu), pod koniec zaczynało trochę nużyć.

Tekst czytało mi się płynnie. Potknąłem się tylko na jednym fragmencie.

 

Ktoś wpadł, przejęty informacją z ostatniej chwili o uchodźcach, o zdjęciu z flagą i zamieszkach, kolejna osoba zdementowała ją, mówiąc, że właśnie napisali, że to "fake". Szum pozwala zapomnieć, że czekam na ciebie.

Nie wiem, czy ten nadmiar “że” to błąd. W pewien sposób wytrącał mnie jednak z rytmu.

Podsumowując: całkiem przyjemny szort. :)

 

@CM,

Fajnie, że wpadłeś i fajnie, że zabawa.

A z “że” było celowo, wymienianie:), narastanie…

 

Co do rozwleczenia to jestem bezradna, jak skracam – nikt nie rozumie, jak wyjaśniam – otrzymuję info, że za długie. Jakoś to trzeba wyważyć, pytanie jak? To ten kunszt pisania – pewnie, a ja mistrzem nie jestem, uczę się, na razie jeszcze z radością:)))

Logika zaprowadzi cię z punktu A do punktuB. Wyobraźnia zaprowadzi cię wszędzie. A.E.

O tym, że mówi kubek byłam przekonana od sceny z myciem w strumieniu ; )

 

Z jednej strony doceniam powiązanie ucha kubkowego z muzyką (przyuważyłam to dopiero dzięki komentarzom, ale pomysł zacny), z drugiej – czytanie o muzyce mnie średnio bawi, dlatego trochę przeskoczyłam te fragmenty wzrokiem.

Jest gęsto przy początku z tą ciemnością zmywarki, bardzo podoba mi się to o ścieśnianiu się do rysy na szkle (ale pierwsze zdanie ma moc dopiero jak się zajrzy tam ponownie ; )

I ciekawe zagranie w końcówce – bo taki bardzo erotycznie-zmysłowy ten kubek ; )

I would prefer not to.

Dziękuję Ci Wybrańcutz za klik :) i cieszę się, że fajny, i że zostawiłaś komentarz!

Musiałam zostawić jeden wyraźny trop na początku, gdyż niesprawiedliwe wobec czytelnika byłoby tego nie zrobić. 

Z muzyką popłynęłam, lecz to ona wykluła  ten short, a precyzyjniej – wersje jednego standardu. Zmysły i miłość są potężną siłą maskującą i motorem zdarzeń:DDD. 

Logika zaprowadzi cię z punktu A do punktuB. Wyobraźnia zaprowadzi cię wszędzie. A.E.

Byłam absolutnie pewna, że skomentowałam to opowiadanie, ale chyba było to w jakiejś równoległej rzeczywistości, albo skatiowałaś pierwszą wersję i wrzuciłaś drugą – innej opcji nie widzę ;)

 

W każdym razie: od słów “Stalowa klatka zaczyna mnie dusić” wiedziałam, że będzie to o jakimś naczyniu, bo od razu zobaczyłam zmywarkę.

Ergo w sumie nie porwał mnie ten tekst, choć jako wprawka ma swój urok.

Historia to uzgodniony zestaw kłamstw.

Drakaino, może system połknął Twój komentarz? Tak się czasami zdarza.

Babska logika rządzi!

To by było zbyt banalne ;)

Historia to uzgodniony zestaw kłamstw.

A, faktycznie. W takim razie musiało nas przenieść do innej rzeczywistości, bo mój komentarz jest. ;-)

Babska logika rządzi!

OMG, Drakaino, dobrze, że nie porwało jak Baltazara Gąbki ;) Udział w tamtej wyprawie ratunkowej, na szybko zorganizowanej przez króla Kraka i Hipolita Gąbkę, chociaż uwieńczonej powodzeniem i przygodami,  kosztował mnie wiele nerwów, potocznie rzecz ujmując.  

Cieszę się z odnalezienia w naszej rzeczywistości:), lecz wiedz, że pomimo strachu, list do króla Kraka i Smoka (po starej przyjaźni) zaczęłam pisać, co by języka zasięgnąć, czy to  jeno plotka, czy do drogi  szykować się trzeba na ratunek kompanowi :D

 

Skatiowane nie było;p

Fajnie, że się domyśliłaś i jeszcze fajniej,  że cień uroku miało:)

Logika zaprowadzi cię z punktu A do punktuB. Wyobraźnia zaprowadzi cię wszędzie. A.E.

Asylum, uwielbiam Pagaczewskiego! Chciałabym spotkać jego bohaterów, więc może jednak szkoda?

Historia to uzgodniony zestaw kłamstw.

Spotkamy, wiem to na pewno! Trzeba czekać, cierpliwie, chociaż mnie nosi i gotowam na wyprawę już, już teraz:DDD

Logika zaprowadzi cię z punktu A do punktuB. Wyobraźnia zaprowadzi cię wszędzie. A.E.

Pomysł fajny, ale dla mnie przeciągnięty. Na drabble’a w sam raz. Generalnie im dłuższy szort, tym większego “bum” spodziewam się na koniec. I tutaj, nie powiem, coś dostałem. Tylko że spodziewałem się tego rozwiązania od połowy tekstu i ostatecznie nie zostałem zaskoczony.

Sama forma jednak dobra, konstrukcja też. Tylko ta nieszczęsna długość szkodzi przeciągnięciem tematu.

Podsumowując: niezły szort, wart klika.

Won't somebody tell me, answer if you can; I want someone to tell me, what is the soul of a man?

Dziękuję za komentarz i klik.

Zdecydowanie jest przeciągnięty przez muzykę. To ważna uwaga, powtarzająca się. Podumam, co by nie przeciągać, albo i w środku było na czym oko zawiesić. Jednak sprawa zdaje mi się niełatwa;)

Logika zaprowadzi cię z punktu A do punktuB. Wyobraźnia zaprowadzi cię wszędzie. A.E.

Trochę rozwleczone, ale czytało się szybko ;)

Dzięki Anet :), fajnie ze czytało się szybko. 

Logika zaprowadzi cię z punktu A do punktuB. Wyobraźnia zaprowadzi cię wszędzie. A.E.

Hej, bardzo miła lektura do porannej kawki. Ludzie dzielą się na tych, co mają swoje Ulubione kubki, i tych, którzy mają to kompletnie gdzieś. Ja jestem z tej pierwszej grupy, więc kubek jako totem życiowych i muzycznych wspomnień, dla mnie jest trafiony. Dość szybko (jeszcze w Bieszczadach) domyśliłem się kto jest tu narratorem. Czyli dla mnie, mogłoby być jeszcze krócej. Pozdrawiam.

Lubię i preferuję fantastykę budowaną na pomyśle, najlepiej zakończoną suspensem i jestem bardzo usatysfakcjonowany lekturą Twojego tekstu. Ponieważ sam piszę raczej tasiemcowe opka, nie będę wybrzydzał że to jest przewlekłe. Przeciwnie – powiem, że te muzyczne akcenty mam za premedytowany zabieg mający zmylić czytelnika, by zaskoczenie na końcu było jak największe. W moim przypadku zadziałało, stąd wzmiankowana satysfakcja. I nie ukrywam tego, bo nie należę do tych, którzy twierdzą, że już po pierwszym przeczytanym zdaniu wiedzą jak się opko skończy :)

Serdeczności!

Dzięki, jesteś jednym z nielicznych, którzy nie narzekają na przewlekłość :D Jakie to szczęście, że piszesz tasiemcowe opowieści:) Zawszeć to miło usłyszeć.

pzd, a

Logika zaprowadzi cię z punktu A do punktuB. Wyobraźnia zaprowadzi cię wszędzie. A.E.

Nowa Fantastyka