- Opowiadanie: Kajetan Neubauer - Początek końca

Początek końca

Oceny

Początek końca

Wyszedł na taras by ostatni raz przed pójściem spać spojrzeć w niebo. Nie wiedzieć czemu uspokajało go to, pomagało skupić myśli. „Eh, jutro znowu to samo co zawsze” pomyślał. „Rano pobudka jak zwykle przed świtem, potem dobudzić się filiżanką mocnej kawy i już trzeba pędzić na autobus do szkoły. W szkole jak zwykle nie będzie się pewnie dziać nic ciekawego…” Nawet nie wiedział, jak bardzo się mylił.

Jonasz dotarł do szkoły, jak zwykle prawie się spóźnił. Pierwsze dwie lekcje, matematyki jakoś przesiedział, nie skupiał się za bardzo na przedmiocie. Na przerwie zaczepił go kumpel, zapytał czy idzie za tak zwany winkiel, szkolną „palarnię”. – Nie chce mi się. – odburknąłem koledze. Wkurzało mnie już to całe towarzystwo, jak się miało pieniądze im żeby pożyczyć, to byli to prawie najlepsi kumple, ale jak miałem chwilowy brak kasy – jakby o mnie zapominali. „Tak już niestety jest w tych czasach.” pomyślałem. „Coś by się mogło zmienić w tym świecie, ciągle tylko to monotonne życie.” Właśnie miał zadzwonić dzwonek na lekcje, gdy usłyszałem jakiś inny narastający w całym mieście dźwięk. Dźwięk, który ostatnio rozbrzmiewał w czasie wojny z tego co mi było wiadomo. Był to alarm bombowy.

„Co jest?” pomyślałem. Na korytarzu gdzie siedziałem pod salą zapanowało poruszenie, najwyraźniej niektórzy rozpoznali ten odgłos tak jak ja. Nagle, z gabinetu dyrektorskiego, który swoją drogą znajdował się obok Sali w której miałem mieć następną lekcję wyszedł wicedyrektor, spojrzał żywym i nieco przestraszonym spojrzeniem na młodzież na korytarzu, po czym spojrzał na mnie, siedzącego jak zwykle trochę na uboczu. Zaraz obok niego pojawił się sam dyrektor. Wymienili krótkie uwagi i spoglądając na mnie nakazali mi podejść do siebie. Niepewnym krokiem podszedłem do belfrów i patrząc na nich, jak mi się zdawało przenikliwie, zapytałem.

– O co tu chodzi? Co się dzieje?– jakby nie słysząc mojego pytania kazali mi podejść jeszcze bliżej.

– Czy w okolicy szkoły są jakieś schrony przeciwatomowe, bądź coś co mogłoby za takowe uchodzić? Pamiętam że na konkursie wiedzy historycznej o naszym mieście zabłysnąłeś wiedzą. – uśmiechnął się, ale w jego oczach dostrzegłem smutek. Coś niedobrego tu się święci, stwierdziłem w myślach. Ten gość nigdy nie patrzył na nikogo w ten sposób a na korytarzu widywałem go wmiarę często…

– Nnie jestem pewien… Panie profesorze? To są ćwiczenia, czy coś poważniejszego?– zapytałem.

– Póki co sami nie wiemy… ale warto się zabezpieczyć, bo jednak ostatnio niepokojące rzeczy działy się w świecie… Jeśli to jest to o czym myślę, to już po nas. – znowu to spojrzenie.

Nie pamiętam jak wyszedłem ze szkoły dotarłem do domu. Całe miasto stało w korkach, światła nie działały. Jak rozeszła się wieść, że to ta nieunikniona 3 wojna światowa wkońcu jest i puka do naszych drzwi, wszyscy pochowali się w domach, nieliczna tylko część ludzi, niechybnie z upadłej grupy społeczeństwa rabowała, wyrównywała porachunki z innymi. Albo domyślali się, że to koniec, albo nie byli w stanie zrozumieć powagi sytuacji. Powinienem się cieszyć, w końcu się coś działo, rodem z taniego science fiction, lecz się jednak trochę bałem. W międzyczasie udało mi się jakoś zdobyć rower miejski, i pojechać do domu. O to że zapłacę krocie za wynajęcie tego sprzętu na tak długo się nie martwiłem. Jak się później okazało, słusznie…

Po powrocie do domu, wraz z rodzicami przeszliśmy się do sąsiadów, którzy, zdradzając nam swój największy sekret, gromadzili w piwnicach tony odzieży, broni, jedzenia, wody, słowem wszystkiego co jest potrzebne do przeżycia w trudnych warunkach… Wszyscy zawsze uważali ich za świrów, zwłaszcza, że na terenie z tak niskim poziomem wód gruntowych było to po prostu ryzykowne. Otworzyli nam i jak zauważyliśmy byli już przygotowani albo do drogi albo do osadzenia się w kącie jakiejś ciemnej piwnicy. Jak się okazało wygrała ta druga opcja. Podeszli do dużej ściany za którą był, albo przynajmniej powinien być garaż. Ku mojemu zdziwieniu ściana rozsunęła się ukazując drzwi do windy. W windzie mieściły się tylko 3 osoby, zresztą jakby weszło więcej to by się urwała. Takie przynajmniej były zalecenia. Do windy weszli gospodarze, rodzice wepchnęli mnie i powiedzieli że zaraz dołączą, na ich twarzach malował się spokój ale w oczach zobaczyłem swego rodzaju smutek. Stwierdziłem dla pewności, że muszę ich uściskać. Chociaż niby mieliśmy się zobaczyć za chwilę, coś mnie tknęło, nie wiem czy to przeczucie, chyba można tak powiedzieć. Patrząc przez ostatnie sekundy po wyściskaniu rodziców, odgrodziły nas stalowe drzwi. Zaczęliśmy zjeżdżać w dół, prawie nie dało się tego wyczuć, nieważkość była znikoma. Nagle, poczułem delikatny wstrząs, światło na chwilę przygasło, po czym znowu się zapaliło. Przeczuwałem co się stało choć nie dałem tego po sobie poznać. Spojrzałem pytająco na sąsiada, a po tym co mi odpowiedział potwierdzając moje przypuszczenia przed utratą przytomności ostatnią rzeczą jaką słyszałem były cicho zamykające się grodzie nad naszymi głowami i ledwo wyczuwalne delikatne fale uderzeniowe ładunku nuklearnego który spadł na miasto w którym przyszło mi dotychczas żyć.

Pierwsze dni były najgorsze. Świadomość tego co się stało zaraz po przebudzeniu i jeszcze kilkakrotnie odbierała mi umysł. Po powrocie do jako takiej potomności umysłowej pierwszym co poczułem była straszna suchość w gardle. Nie wiedziałem gdzie się znajduję, dopiero po chwili do mnie dotarło co się stało. „Ci szaleńcy mieli rację!” pomyślałem ze zgrozą. Zatem pewnie wiedzą wiele, skoro już od dawna przygotowywali się do tego. Pierwsza rzecz o jaką ich zapytałem dotyczyła tego co się dzieje na górze. Powiedzieli mi, że obecnie jest to radioaktywne pogorzelisko i nie ma tam dosłownie nic poza ruinami niektórych budynków które przetrwały zabójczy podmuch.

Koniec

Komentarze

Nie bardzo rozumiem sens zamieszczania takiego kawałka, totalnie wyrwanego z kontekstu, a na dodatek fatalnie wykonanego (zły zapis dialogów i myśli, zła interpunkcja, przeskok od trzeciej do pierwszej osoby – to zaledwie wierzchołek góry lodowej) na portalu literackim.

Może jednak spróbujesz napisać opowiadanie, które będzie miało początek, rozwinięcie i koniec, a przede wszystkim pomysł? Bo zagrożenie wojną nuklearną to już poza wszystkim było tyle razy przerabiane, że zieeew.

No i zapoznaj się z zasadami zapisu dialogów oraz z polską interpunkcją…

Historia to uzgodniony zestaw kłamstw.

Podobnie jak Drakaina, zastanawiam się, Kajetanie, co miałeś nadzieję osiągnąć prezentując powyższy fragment?

Przypuszczam, że wyrywkowa łapanka pozwoli Ci zorientować się, że masz przed sobą wiele pracy. Nie porzucaj jednak prób literackich, ale sugeruję, abyś zawiesił je na jakiś czas i najpierw przyswoił sobie zasady rządzące językiem polskim. No i dużo, naprawdę dużo czytaj.

 

po­bud­ka jak zwy­kle przed świ­tem, potem do­bu­dzić się fi­li­żan­ką moc­nej kawy i już trze­ba pę­dzić na au­to­bus do szko­ły. W szko­le jak zwy­kle nie bę­dzie się pew­nie dziać nic cie­ka­we­go…” Nawet nie wie­dział, jak bar­dzo się mylił.

Jo­nasz do­tarł do szko­ły, jak zwy­kle pra­wie… –> Powtórzenia.

 

Na prze­rwie za­cze­pił go kum­pel, za­py­tał czy idzie za tak zwany win­kiel, szkol­ną „pa­lar­nię”. – Nie chce mi się. – od­burk­ną­łem ko­le­dze. –> Na prze­rwie za­cze­pił go kum­pel, za­py­tał czy idzie za tak zwany win­kiel, szkol­ną „pa­lar­nię”.

– Nie chce mi się – od­burk­ną­ł ko­le­dze.

Źle zapisujesz dialogi. Z pewnością przyda się poradnik: https://sjp.pwn.pl/poradnia/haslo/zapis-partii-dialogowych;13842.html

 

jak się miało pie­nią­dze im żeby po­ży­czyć… –> …jak się miało pie­nią­dze, żeby im po­ży­czyć

 

„Tak już nie­ste­ty jest w tych cza­sach.” po­my­śla­łem. –> „Tak już nie­ste­ty jest w tych cza­sach” – po­my­śla­łem.

Tu dowiesz się, jak poprawnie zapisywać myśli: http://www.jezykowedylematy.pl/2014/08/jak-zapisac-mysli-bohaterow/

 

„Coś by się mogło zmie­nić w tym świe­cie, cią­gle tylko to mo­no­ton­ne życie.” –> Kropkę stawiamy po zamknięciu cudzysłowu.

 

gdy usły­sza­łem jakiś inny na­ra­sta­ją­cy w całym mie­ście dźwięk. –> Skąd wiedział, będąc w szkole, że dźwięk narasta w całym mieście?

 

znaj­do­wał się obok Sali w któ­rej… –> Dlaczego wielka litera?

 

spoj­rzał żywym i nieco prze­stra­szo­nym spoj­rze­niem na mło­dzież na ko­ry­ta­rzu, po czym spoj­rzał na mnie… –> Powtórzenia.

 

na­ka­za­li mi po­dejść do sie­bie. Nie­pew­nym kro­kiem pod­sze­dłem… –> Powtórzenie.

 

na ko­ry­ta­rzu wi­dy­wa­łem go wmia­rę czę­sto… –> …na ko­ry­ta­rzu wi­dy­wa­łem go w mia­rę czę­sto

 

Nie pa­mię­tam jak wy­sze­dłem ze szko­ły do­tar­łem do domu. –> pewnie miało być: Nie pa­mię­tam jak wy­sze­dłem ze szko­ły i do­tar­łem do domu.

 

nie­unik­nio­na wojna świa­to­wa wkoń­cu jest… –> …nie­unik­nio­na III wojna świa­to­wa w koń­cu jest

 

W win­dzie mie­ści­ły się tylko 3 osoby… –> W win­dzie mie­ści­ły się tylko trzy osoby

Liczebniki zapisujemy słownie.

 

Za­czę­li­śmy zjeż­dżać w dół… –> Masło maślane. Czy mogli zjechać w górę?

Wystarczy: Zaczęliśmy zjeżdżać

 

tego wy­czuć, nie­waż­kość była zni­ko­ma. Nagle, po­czu­łem de­li­kat­ny wstrząs, świa­tło na chwi­lę przy­ga­sło, po czym znowu się za­pa­li­ło. Prze­czu­wa­łem… –> Nie brzmi to najlepiej.

 

Świa­do­mość tego co się stało zaraz po prze­bu­dze­niu i jesz­cze kil­ka­krot­nie od­bie­ra­ła mi umysł. –> Co to znaczy, że świadomość odbierała bohaterowi umysł?

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Pomijając błędy wymienione we wcześniejszych komentarzach oraz mało wysublimowaną tematykę, co również zostało wytknięte, uważam że tekst jest wciągający. Bardzo cieszy fakt, że 16 letni (!) chłopak, znajduje w sobie chęci, by w wolnym czasie podejmować próby pisania tekstów literackich. Trochę poczyta, przyswoi zasady pisania tekstów, uwolni pokłady kreatywności i coś z tego może być.

Kajetanie, powodzenia! Nie zrażaj się krytyką.

Nowa Fantastyka