- Opowiadanie: Mytrix - Rudy Rydz

Rudy Rydz

Przegadanie opowiadania wynika z cechy jednego z bohaterów i nie jest winą Autora Anonima :-)

― Życzę przyjemnej lektury

 AA

Dyżurni:

regulatorzy, homar, syf.

Oceny

Rudy Rydz

 

Tomek wyrzucił tlący się niedopałek i otworzył małą saszetkę z mieszanką studencką. Zawartość wsypał do ust, a foliowe opakowanie dołączyło do niedopałka na trawie.

Coś zaszeleściło na drzewie.

Przebiegło po gałęzi.

Wzbiło się w powietrze.

Ruda kita zafurczała w locie.

― Aaaaarrrgh!

― Zdejmij to z niego! ― zapiszczała Karolina do swojego chłopaka, Zbyszka, wczepiając mu się z trwogi w ramię. ― Teufel!

Ale Rudy Teufel ani myślał puścić. Drapał Tomka w policzki i gryzł nos.

― Twarzożer! ― ryknął Zbyszek, wyswobodził się z objęć oblubienicy, i jak na rycerskiego młodzieńca przystało, ruszył Tomkowi z odsieczą.

Rycerz bez zbroi, co okazało się atutem, bo biegać, gdy jest się zakutym w stal – niełatwo; w biegu schylił się, chwycił pierwszy lepszy spróchniały kij i ciął nim na odlew przez lico Tomka. Efekt był imponujący. Kij się połamał, posyłając wszędzie latające szrapnele, Tomek złapał za twarz, Karolina pisnęła głośniej niż zwykle, a rudy Twarzożer-Teufel odskoczył, wylądował tuż obok wciąż tlącego się niedopałka, sapnął “Tego to jeszcze nie grali!”, po czym podniósł wspomniany wcześniej niedopałek i zaciągnął się z biegłością nałogowego palacza, a z wypuszczonego dymu uformował kilka obręczy przelatujących jedna przez drugą. Na koniec sprostował:

― Jestem wiewiórką, proszę mnie nie wyzywać od Teufeli i twarzożerców. Rydz. ― Wiewiórka schyliła dwornie łepek i napuszyła kitę. ― Do usług.

― Co tu się odwiewiórczyło? ― zapytał szczerze zdziwiony, niedoszły, niedozbrojony rycerz Zbyszek.

― Rydz? Jaki Rydz? ― pytała Karolina, w głowie miała pustkę i po tej pustce kołatała się tylko jedna, spowodowana szokiem myśl: Co ja jestem? Co ja jestem?

Tomek trzymał się za twarz i bełkotał coś o zemście lub Zajdlu, ciężko było rozróżnić sylaby, bo jedna z jego dłoni zasłaniała usta. Na koniec się rozpłakał.

― Normalny Rydz, jak ten grzyb, też rydz. Tak się nazywam. Czasem wołają za mną Rydz Śmigły, ale ja wolę klasycznie, Rudy Rydz.

― No tak, logiczne ― przytaknął Zbyszek, choć ta konkretna wiewiórka nie do końca podlegała prawom logiki. A logika była ulubioną przez Zbyszka dziedziną matematyki.

Karolina usiadła, Tomek beczał, Zbyszek stał, a Rydz dopalił niedopałek i zgasił robiąc żarem dziurkę w foliowym opakowaniu po mieszance studenckiej.

― Usiądźcie wszyscy, tak będzie łatwiej, rozumiecie, porozmawiać, bo ja nie jestem waszych rozmiarów i tak mi jakoś nieswojo, jak tu nade mną stoi taki o, z kawałkiem spróchniałego kija w ręce. A ty tam, nie becz! ― krzyknął Rydz. ― To tylko powierzchowne rany.

Ból, szok, logika, wszystkie przyćmiła swym blaskiem ciekawość. Zasiedli zatem w półokręgu wokół wiewiórki.

― Przepraszam za ten wyskok ― zaczął Rydz, jak gdyby nigdy nic. ― Zdziczeć można, gdy się za długo mieszka w tej waszej asfaltowo-betonowej dżungli. Ten, tu, kawałek parku za szkołą, to jedna z nielicznych ostoi zieleni.

― Okej, aleee… ― Karolina jeszcze do końca nie otrzeźwiała z szoku i nie dokończyła wypowiedzi.

― Ty gadasz ― zauważył prostolinijnie Zbyszek.

― Oj, no gadam. Wielkie halo. Też gadacie.

― Zaatakowałeś mnie ― dorzucił Tomek.

Wiewiórka wykonała łepkiem kilka ruchów na boki, rozległy się ciche trzaski kręgów szyjnych.

― Dobrze, już dobrze. Wyjaśnię. Zabiorę was w czasy minione. Opowiem historię, znaczy się. Gotowi?

Tomek wyjął paczkę “laki strajków”, postukał od spodu i z małej dziurki w wieczku wyskoczył jeden papieros. Poczęstował Zbyszka i wystukał kolejną sztukę dla siebie. Rydz wystawił łapkę do przodu i gdy został pominięty, przybrał zniesmaczony wyraz pyszczka. Tomek zrozumiał i chciał poczęstować też gadającą wiewiórkę, ale z paczki wyleciały tylko drobinki tytoniu.

― Ech… ― skwitował Rydz.

― Po prawdzie podzieliłbym się, ale to mój ost…

― Po prawdzie ― przerwała wiewiórka ― to mój nałóg jest na łasce ludzi i przez ludzi stworzony, toteż z przykrością stwierdzam, że nie możesz się koleżko wymigać argumentem ostatniego papierosa. Jako nieletni przedstawiciel rasy ludzkiej jesteś współwinny mojego nałogu. Dawaj mi tu fajkę i koniec sporu!

― A niech cię chu…

― No! Tylko mi tu nie kończ. Ile ty masz lat, gówniarzu?

― Piętnaście…

Tomek niechętnie oddał papierosa.

― Jeszcze ogień. Podpal. Może i gadam, ale nie mam kieszeni, a tym bardziej nie pamiętam, gdzie schowałem zapalniczkę. 

Młodzieniec pochylił się do wiewiórki i bez słowa podpalił jej papierosa.

― Dzięki. A teraz słuchajcie, bo nie będę dwa razy języka strzępić. ― Rydz zaciągnął się dymem i przez chwilę wymownie milczał budując napięcie.

― No, czekamy ― niecierpliwiła się Karolina.

― Kiedyś dzieciaki były inne ― podjęła po przerwie wiewiórka. ― Były CIERPLIWE i karmiły wiewiórki w parku ORZESZKAMI, a nie petami! A przede wszystkim ― Rydz zaciągnął się papierosem i wypuścił dym, formując go w kwadrat ― przede wszystkim nie paliły… Ale tamte czasy już nie wrócą. K o n i e c.

― I to była ta historia, która kosztowała mnie ostatniego szluga?! ― Oburzył się Tomek.

― A co tu więcej mówić? To znaczy miałbym dużo do powiedzenia, ale wątpię, czy w dobie noszenia Internetu w kieszeni, potraficie utrzymać koncentrację dłużej niż trzydzieści sekund.

― I jeszcze będziesz nas obrażać? ― dorzucił rozgniewany Zbyszek.

― Widzę, że na mnie pora. ― Rydz zagasił papierosa na kamieniu pokrytym mchem.

Wiewiórka w kilku susach dopadła do pobliskiego drzewa i w kilku kolejnych znalazła się w połowie jego wysokości, nie dając młodym gniewnym czasu na reakcję. Na koniec jeszcze obrzuciła ich orzechami laskowymi.

Tomek zaklął szpetnie, trafiony w pogryziony nos. Karolina swój złapała. Zbyszek zdołał zasłonić się resztką spróchniałego kija, który wciąż miał w ręce.

― Przyjmijcie to jako zapłatę! To magiczne orzeszki!

― Sriczne, a nie magiczne!

Rudy rydz pokicał po gałęziach i stracili go z pola widzenia. Chłopaki jak gdyby nigdy nic zebrali się i poszli plując na orzechy laskowe, a Karolina powlekła się za nimi chowając coś do kieszeni.

 

 

― …dyrdymały! ― zatrzeszczał głośnik, po sekundzie wybrzmiał sygnał zerwanego połączenia, tryb głośnomówiący się wyłączył, a ekran ściemnił.

Karolina leżała na łóżku w samej koszuli nocnej, wpatrując się w orzeszka laskowego trzymanego na otwartej dłoni.

― Palant ― skwitowała.

W nosie miała opinię Zbyszka. Skoro wiewiórka gadała, to i laskowiec mógł być magiczny. Dziewczyna ujęła w dłoń zawczasu przygotowanego dziadka do orzechów, rozłupała nim łupinkę i – niewiele myśląc – skonsumowała pyszny środek.

Czekała i czekała i nic się nie działo.

Po trzydziestu sekundach zajęła się przeglądaniem facebooka i tak zasnęła.

 

 

Karolinie śniły się ziarna magicznej fasoli. Ze snu wyrwał ją jej własny krzyk. A co jeśli orzeszka trzeba było zasadzić? Dziewczyna pobiegła do toalety, zatkała zlew i wymusiła wymioty. Szczotką do włosów przeczesała rzygi, ale nie znalazła nawet śladu orzeszka.

Gdzieś z dołu zawołała mama.

― Za pięć minut masz autobus do szkoły. Ja wychodzę. Jak się spóźnisz, to masz szlaban na telefon.

Karolina pędem rzuciła się ubierać. Włosy spięła na szybkości gumką i założyła wczorajsze łaszki. W całym tym zamieszaniu nie zdążyła umyć zębów, ani przejrzeć się w lustrze.

 

 

― Masz gumę miętową?

― Mam, chcesz? ― Zbyszek wyjął z kieszeni.

― Daj.

Dziewczyna wydarła chłopakowi całą paczkę i wpakowała sobie do ust wszystkie pastylki.

― Rude włosy rozumiem, są seksowne, ale co cię opętało z tą gumą?

― Jakie rude włosy? ― zaciamkała Karolina i wysupłała z kucyka jeden kosmyk, po czym zrobiła zeza, trzymając go sobie przed nosem. ― O! ― wyrwało jej się z gardła.

Pobiegła do damskiej toalety. Takich włosów nie powstydziłaby się Merlin Monro, pomyślała, nie mogąc sobie przypomnieć, czy aktorka miała blond czy rude? A czy to było, do cholery, ważne? Laskowiec zadziałał!

 

 

Kolejnej nocy sen Karoliny wypełniła wspinaczka po magicznej fasoli, prosto do zamku giganta. Obudziła się przerażona, gdy ten próbował ją rozgnieść.

Brrrrr…

Zeskoczyła z łóżka. Było jakby wyższe.

Wsunęła nogi w kapcie. Wydały się luźne, wręcz o kilka rozmiarów za duże.

Pora się obudzić, pomyślała.

Podreptała do łazienki, by przyjrzeć się swoim nowym, cudownym włosom…

…ale nie sięgała do lustra. I wtedy do niej dotarło. Chciała krzyczeć i piszczeć, lecz przerażenie zacisnęło gardło, a z oczu ciekły łzy. Wdrapała się na krzesło i – zaciskając zęby – patrzyła na swoje odbicie.

 

 

Ludzie oglądali się za nią na ulicy, szeptali w autobusie. Niecodziennie widzi się przecież małą rudą karlicę. Musiała odnaleźć Rydza. Bała się przespania kolejnej nocy. Przecież… To musiało dać się jakoś cofnąć.

Kwadrans przed ósmą Karolina wparowała do mini parku za szkołą. Po kilku minutach odnalazła miejsce, w którym poprzednio rozmawiali z Rudym Rydzem.

Coś zaszeleściło w krzakach.

― Czekałem na ciebie. Nie przyniosłaś przypadkiem papierosów?

― Co mi zrobiłaś, durna wiewióro? Jak tego nie cofniesz, to wydrapię ci oczy!

― Czyli nie, trudno. No już, spokojnie. To magia. ― Rudy Rydz wyszedł z krzaków na światło dnia. ― Wiesz, powiem ci jak będzie.

Dziewczyna rzuciła się łapać Rydza, lecz ten był szybszy i zwinniejszy. W końcu usiadła ze łzami w oczach.

― To na nic. Powiedzieć ci, co najbardziej doskwiera długowiecznej, gadającej wiewiórce?

Karolina z całych sił kręciła głową na znak protestu.

― Samotność.

Rozpłakała się na dobre.

― Wszystkie samice, które spotykam są jakieś takie płytkie, małomówne. No ale cóż ― Rudy Rydz wskoczył Karolinie na plecy i wyszeptał do ucha ― jeszcze tylko jedna noc…

Koniec

Komentarze

Pozostaję nieprzekonana. Był w tym materiał na świetny, osaczający, paskudny horror – wiedzieć nie tylko, że coś cię przemienia, ale że robi to w konkretnym celu wyhodowania sobie z ciebie czegoś dla siebie, brr! – ale przegadanie i przefajniony styl popsuły trochę, IMHO, odbiór – i to, że są celowe, nie pomaga. Wolałabym osobiście dostać to bardziej ponure i horrorowe w tonie. 

Horrorowe i ponure zostawiłam sobie na Kawkę z Kafką, a to pisane było trochę na freestyle, na takim flow, że samo się napisało. Później też pomyślałam, że można z tego ponury horror wykręcić, ale akurat nie było to pierwotnym zamiarem. Właściwie to najpierw napisałam całą pierwszą część i sama czekałam, jak to się rozwinie i dokąd mnie zaprowadzi :-) Fajnie, że wpadłaś.

 

"Taki idealny wyluzowywacz do obiadu." NWM

Całkiem przyjemnie się czytało :)

Przynoszę radość

Dzięki, Anet, całkiem dużo słów, jak na Twoje komentarze ;-)

"Taki idealny wyluzowywacz do obiadu." NWM

Lekkie, łatwe i (prawie) przyjemne. Ta końcówka trochę brrr.

Czyta się szybko, ale pozostawia pewien niedosyt. Po przegadanym wstępie (rozumiem, że celowo, i to jest ok – pokazuje charakter Rydza) reszta dzieje się za szybko. Pewnie to przez limit, ale wrażenie pozostaje.

 

Ogólnie niezłe :)

Dzięki, yantri, no ta końcówka to tak na horror… No po tym przegadanym wstępie, trzeba było się spieszyć, ale inaczej być nie chciało! (A niech ten limit się odwiewiórczy!)

Cieszę się, że się ogólnie podobało :)

"Taki idealny wyluzowywacz do obiadu." NWM

No cóż, obeszło się bez szczególnych wrażeń, a i paląca wiewiórka, niestety, jakoś nie przypadła mi do gustu.

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Dzięki, regulatorzy, tak, ta paląca wiewiórka jest nieprzyjemna, potwierdzam! Potwierdzą i bohaterowie opowiadania :)

"Taki idealny wyluzowywacz do obiadu." NWM

Mnie się podobało. Może faktycznie coś jest w komentarzu neinedin, że lepiej by się ten tekst prezentował, gdyby przerobić go na bardziej jednoznaczny horror, niż trochę weirdową komedię, ale ogólnie styl tekstu mi się podobał, tylko spodziewałam się, że będzie bardziej lekki niż mroczny, a taka okazała się końcówka. Niemniej, jak na mój gust, ogólnie całkiem jest przyzwoicie. 

Długie pauzy w dialogu, widzę stara szkoła :) I papierosy zamiast gwiazdek, ciekawie. Ładnie napisane, ciekawe motywy, ale trochę nie pasowało mi to rozchwianie pomiędzy klimatami horrorowymi i młodzieżowymi. Ale do biblioteki kliknę ;)

 

Sugestie poprawek:

 

szczerze zdziwiony, niedoszły, niedozbrojony rycerz[-,] Zbyszek.

Przecinek raczej zbędny.

 

Tomek wyjął paczkę Laki Strajków

Małą literą: https://sjp.pwn.pl/poradnia/haslo/Palic-sporty-i-mocne;19032.html 

Jako że to spolszczenie wymowy, to zapisałbym bez kursywy, w cudzysłowie, jako “laki strajków”.

 

rozłupała nim łupinkę i niewiele myśląc skonsumowała pyszny środek.

Wydzielenie imiesłowu przysłówkowego:

 

rozłupała nim łupinkę i – niewiele myśląc – skonsumowała pyszny środek.

 

https://sjp.pwn.pl/poradnia/haslo/przecinek-po-spojnikach-i-zaimkach-wzglednych;14938.html 

 

Jak się spóźnisz[+,] to masz szlaban na telefon.

Brakujący przecinek.

 

… ale nie sięgała do lustra.

Bez spacji po wielokropku:

 https://sjp.pwn.pl/poradnia/haslo/wielokropek-na-poczatku-zdania;11214.html 

 

Wdrapała się na krzesło i zaciskając zęby patrzyła na swoje dobicie.

Wydzielenie imiesłowu przysłówkowego i literówka:

 

Wdrapała się na krzesło i – zaciskając zęby – patrzyła na swoje odbicie.

 

Jak tego nie cofniesz[+,] to wydrapię ci oczy!

Przecinek.

No rest for the Wicked https://www.facebook.com/thewickedg/

Niezłe, niezłe. Górą wiewiórek! A dzieciaki nie powinny palić szlugów. Dorośli w sumie też nie…

Babska logika rządzi!

 Co tu się odwiewiórczyło?

Fajnie powiedziane :) 

 

Ogólnie opowiadanie miało potencjał na ponury horror i w takiej formie chyba bardziej by mi się podobało. Końcówka mroczna i przerażająca. 

Taki kontrast między dowcipnym początkiem i środkiem a paskudnym zakończeniem trochę nie teges…

No i język czasem przefajnowany (po co te kolokwializmy?).

A tak poza tym – całkiem płynnie się czytało :)!

 

Aha, i jeszcze:

– “ mieszanką studnencką” – literówka;

– “podpalił jej papierosa” – papierosy się podpala? tak się mówi?

Zapraszam w czwartki o 19 do proradio.pl. Spora dawka rockowej muzyki + stękania starego dziada ;).

Mnie się podobało. I sama treść i te papieroski zamiast gwiazdek :) Trochę powiało grozą, trochę rozbawiło, generalnie dobrze się czytało :)

Klikam bibliotekę.

Sorrrrry za opóźnienie w odpowiadaniu na komcie!angry

 

Dzięki, zbiorczo heart, tak ten dysonans pomiędzy humorem a horrorem wyszedł nie ten teges, ale to nie pierwszy raz gdy mam problemy z dysonansem np. formy do treści :) A pisząc ten konkretny kawałek, już po napisaniu początku naszło mnie na to horrorowe zakończenie.

 

Dzięki, rosebelle, ano mnie też zakończenie zaskoczyło! Brrr!

 

Dzięki, Wicked G, długie pauzy bardzo ładne! Pierwszy raz mam przyjemność z nich korzystać. Dziękuję za poprawki, już naniesione! Szczególnie za te wydzielenie imiesłowu przysłówkowego! Ta zagubiona spacja przy wielokropku paskudna, niedopatrzenie! Eja, tak przeoczyć, bleh!

 

Dzięki, Finklo, wiewiórek, no cóż, w drastyczny sposób pokazał, że palenie szkodzi! (a fe, fuj, ble!) A co do tej długiej pauzy (Tak, tak, tam też zaglądam!), to nijak nie chciała działać, ale te w tekstach GaPy działają, a więc… ctrl + c, ctrl + v, ctrl + v, ctrl + v, ctrl + v, ctrl + v, ctrl + v, ctrl + v, ctrl + v, ctrl + v, ctrl + v, ctrl + v, ctrl + v, ctrl + v, ctrl + v(…). Wszystkie półpauzy trzeba było ręcznie podmienić! ¯\_( ͡° ͜ʖ ͡°)_/¯

 

Dzięki, Patryku, to radość i rozpusta widzieć, że ktoś chciałby to w dłuższej formie czytać!

 

Dzięki, Staruchu, oj no kolokwializmy no, to przez Rydza Rudego, skurczysyna jednego, tak wpływa na człowieka, rozchodzi się o aurę, roztacza taką. I te dzieciaki, narrator jakby bliżej tej nastki, jakoś tak wyszło, miało pasować do formy i całości, a że się skręciło w horror. Pokręcone!

– “podpalił jej papierosa” – papierosy się podpala? tak się mówi?

A czemu nie? :< W sensie, że lepiej odpalił? A nie, nie wiem. Prawdziwy Gentelmen podobno nosi zapalniczkę, nawet jak sam nie pali, by móc służyć ogniem swojej damie. To może trzeba było w tym kierunku, że usłużył ogniem? hm… No mniejsza, bo plotę, trzy po trzy, bo mnie ta ilość komciii nakręciła. Zresztą co z niej za dama, gdy pali, fu!

 

Dzięki, katiu, papieroski zamiast gwiazdek, a jak! Ale trzeba pamiętać, że palenie to ZŁO. Hurra, już trzy kilki mam, komu je dam? Takie ładne kliki, zamienię na guziki…

"Taki idealny wyluzowywacz do obiadu." NWM

W sensie, że lepiej odpalił?

W sensie, że lepiej zapalił. Podpalić to można lont czy las, ale do papierosa mi to jakoś nie pasuje… Ale sam nie wiem – może jakiś palacz się odezwie?

 

I co mi tam – dorzucę klika, bo jeszcze pamiętam o czym to było :). Czyli niezłe :)!

Zapraszam w czwartki o 19 do proradio.pl. Spora dawka rockowej muzyki + stękania starego dziada ;).

Acha! Zapalił!

 

u u u U! to już 4xKlik!

"Taki idealny wyluzowywacz do obiadu." NWM

No, wreszcie kolejna historia jak przy Biełce:) Fajne Anonimie. Miejscami coś tam bym wykasowała, bo niepotrzebne, tak jakbyś nie mógł powstrzymać się od komentarzy odautorskich, takich komentujących zachowania bohaterów, albo inaczej rzecz ujmując – używaniem określeń oznaczających rodzaj i nasilenie emocji, jeszcze innymi słowy – komentujesz akcję. Przykład:

wyswobodził się z objęć oblubienicy, i jak na rycerskiego młodzieńca przystało, ruszył Tomkowi z odsieczą

Moim zdaniem tutaj jest za dużo tego. I dalej „lecisz” w tej konwencji. Kłopot dla mnie polega na tym, że rycerskość jest w odniesieniu do damy, niekoniecznie do zaimponowania jej. Hmm, może nie mam racji?

Dobrze, popatrz tu:

Co tu się odwiewiórczyło? ― zapytał szczerze zdziwiony, niedoszły, niedozbrojony rycerz Zbyszek.

― Rydz? Jaki Rydz? ― pytała Karolina, w głowie miała pustkę i po tej pustce kołatała się tylko jedna, spowodowana szokiem myśl: Co ja jestem? Co ja jestem?

Tomek trzymał się za twarz i bełkotał coś o zemście lub Zajdlu, ciężko było rozróżnić sylaby, bo jedna z jego dłoni zasłaniała usta. Na koniec się rozpłakał.

Odwiewiórczyło – cudne:), ale po co powtarzać pierwsze wyboldowane?;

Drugiego wyboldowanego – nie rozumiem, niestety:(

Trzeciego też „nie”. Chyba zostawiłabym tylko info o rozpłakał.

 

W sumie troszkę bym pousuwała, dalej też, ale opowieść jest przednia i wciąga:), skarżę do biblio.

Logika zaprowadzi cię z punktu A do punktu B. Wyobraźnia zaprowadzi cię wszędzie. A.E.

Zabawne, nawet z horrorkowatym zakończeniem :) Podobało mi się :)

Nie cierpię mówić NIE, ale nie mogę stale potakiwać. Czas zacząć ćwiczyć... ;)

Dzięki, Asylum, można powycinać, tak. Ale to był taki celowy styl narracji :) (Swoją drogą Biełka jest super!)

Odwiewiórczyło – cudne:), ale po co powtarzać pierwsze wyboldowane?;

Charakter Rydza udzielił się narratorowi :)

 

Drugiego wyboldowanego – nie rozumiem, niestety:(

“Co ja jestem? Co ja jestem?” to bardzo podobało mi się w jednym z portalowych opowiadań. Wypowiedziane bodajże przez androidkę czy inną robocicę?

 

trzeciego też „nie”. Chyba zostawiłabym tylko info o rozpłakał.

Bohater bełkotał coś na z, narrator nie jest pewien słowa więc rzuca zemstą i Zajdlem – w sensie nagrody Zajdla. Taki żarcik :)

 

Dzięki, Irko, cieszę się, że ci się podobało :)

"Taki idealny wyluzowywacz do obiadu." NWM

:D, o tak zemsta zajdlową ma naturę. 

I mi, czasami się coś tak spodoba, że koniecznie muszę użyć, nie dziwota. :) Humor lekko się czuło, że płynie pod nurtem opowieści. :)

Logika zaprowadzi cię z punktu A do punktu B. Wyobraźnia zaprowadzi cię wszędzie. A.E.

O, ładnie to określiłaś :)

 

“Humor płynący pod nurtem opowieści.”

 

Muszę zanotować!

"Taki idealny wyluzowywacz do obiadu." NWM

Wstęp przegadany i muszę przyznać, że nie do końca wiem jak się ustosunkować. Z jednej strony, jest dużo humoru, ciętych dialogów i z dziwną łatwością, oczyma wyobraźni, zobaczyłam wiewiórkę palącą papierosa. Dalszy ciąg robi się bardziej ponury, posępny i nie ma do tego przejścia. Brakuje mi tej płynności. 

Czytało się dobrze. Zwłaszcza pierwszą scenę – imo naprawdę udana. Końcówka mocna. Może rzeczywiście trochę niespójne od strony klimatu.

Total recognition is cliché; total surprise is alienating.

Dzięki, Deirdriu, skoro udało się z łatwością ujrzeć palącą wiewiórkę, to już pierwszy sukces odniesiony! Płynności brak potwierdzam.

 

Dzięki, jeroh, niespójne, różne – tak. Jedno pisane trochę w oderwaniu od drugiego. Szczególnie ta pierwsza scena… nie było planu na dalszą część, więc rozwijała się jak chciała.

"Taki idealny wyluzowywacz do obiadu." NWM

Podobało mi się. Wizja niemiłej, palącej wiewiórki, która przemienia dziecko w zwierzę, żeby mieć towarzystwo wydaje się w jakiś pokrętny sposób realna. ;) Na początku, w tej pierwszej scenie coś mi tylko zazgrzytało, ciężko powiedzieć, co dokładnie.

Zostaw ten żyrandol.

Historia miejscami zabawna, z nieco ponurym zakończeniem. Ogólnie, opowiadanie dobrze się czytało. Zauważyłam literówkę:

Takich włosów nie powstydziłaby się Merlin Monro -->Monroe

Jest tu intrygujący pomysł, ale imho rozlazł się trochę w scenkach obyczajowych, trochę w tym, że autor jakby nie mógł się zdecydować, czy chce pisać groteskę, czy horror, a może jeszcze co innego. Zakończenie jest dobre, mocne, ale całość mnie nie przekonała. Napisane bardziej niż przyzwoicie, jednakowoż.

http://altronapoleone.home.blog

Dzięki wam wszystkim! Wniosek jest jeden:

Trzeba było wybrać jedną konwencję i w niej pozostać :-)

 

Verus, zależnie od upodobań jednym podoba się początek, innym koniec, autor ma rozdwojenie jaźni :P

 

Ando, literówka z Monro celowa! ← to myśl bohaterki jest, a ona odgrywa taką na pół pustą / na pół nie pustą blondi.

 

drakaino, cieszy mnie, że napisane bardziej niż przyzwoicie!

 

 

 

 

"Taki idealny wyluzowywacz do obiadu." NWM

Nowa Fantastyka