- Opowiadanie: Żongler - Żonglerka Wieloosobowa: Thargone kontra Majkubar

Żonglerka Wieloosobowa: Thargone kontra Majkubar

*porządne, warte swojej ceny fanfary*


          Trutututu! Trututututututuuuu!


Piękni, młodzi, odwrotni! Ludzie czynu i słowa, oraz ludzie niedzielnego lenistwa! Prest i dig i tatorzy! Przybywajcie tłumie, albowiem nastał czas żonglerki! Godzina piłeczek, nie tylko precyzyjnie podrzuconych, a jeszcze równie precyzyjnie złapanych! Nie strojcie min, nie wybrzydzajcie, nie grymaście! Odwagi! Bo choć to widowisko na całą trupę aktorów, trup będzie tylko jeden!


Na fantastycznym dworze, dziedzińcu z marmuru
Zebrały się zwotki do pląsów tamburu
Stanęły rymami, nie produkt fuszerki
Skupione na trudnej sztuce żonglerki.

 

 

Pojedynek na WIERSZE czas rozpocząć motywującymi odgłosami paszczy!

Dyżurni:

brak

Oceny

Żonglerka Wieloosobowa: Thargone kontra Majkubar

Mierzą się:

 

– Mumin Zawodowiec, zwany również Targoniem Bij-Zabij Banderasem,

 

oraz

 

– Majkel Saloon, zwany także Majkiem (prosto) z Bar Micwy!

 

Temat – żonglerka

Rodzaj – wiersz 

Forma – dowolna 

Objętość – dowolna

 

Czas głosowania: do piątku, godziny 22:00.

 

Zamieszajcie zawartość kielichów i duszkiem do dna! Szukać partera do pląsawicy świętego Patryka Wita! Graj, muzyko! A niech nas wszystkich kule biją!

______________________________________________________________________

 

 

1. SZTUKMISTRZ Z ALHAMBRY (Majkubar)

 

 

“Raz pewien żongler w Alhambrze 

oszalał znienacka tamże, 

więc zaczął półdziko 

żonglować publiką, 

aż w końcu zamknęli go w mamrze”.

 

Antoni Marianowicz

 

 

*

 

Największy mędrzec niczego nie wskóra,

kiedy przewrotna Czarta natura

popłynie z prądem żywota

tak, że mordercza robota

w Artysty zręczne członki da nura.

 

Ja sam z krwawej rzezi cudem ocalałem

I całe zdarzenie w szczegółach widziałem

Na oczy własne, więc szanownej gawiedzi

Nadam historyję tu, jak na spowiedzi.

 

*

 

Zdarzyło się to w Espanii,

w Grenadzie, ściślej rzecz biorąc

jak na Espanię przystało,

straszny był wtedy gorąc.

 

W tysiąc czterysta dziewięćdziesiątą drugą

Rocznicę narodzin Chrystusa,

Nim Cristóbal Colón, na Świętej Mańce,

za ocean, na zachód, dał susa,

poczęli członkowie Supremy ględzić,

że trzeba Maura z Europy wypędzić

„Raz i na zawsze!”

Inkwizytora nie zmylą bajania

Czy odprawiane na pokaz modły.

Fray Tomas sporządził nowe kazania.

„Oberwie Morysek podły!”

 

Suprema przewrotny plan obmyśliła:

Demona do wazy glinianej wsadziła.

Posłano naczynie do Zamku w prezencie.

Tam ustawiono je na postumencie,

Z wdzięcznością zresztą i namaszczeniem

Wiedzionym nieco błędnym myśleniem,

Że oto nadchodzi nowe przymierze

Wschodu z Zachodem i w dobrej wierze.

Rogate bydlę, kopytno-parzyste

Zadanie miało niebiańsko przejrzyste:

Porwać Kalifa w baile de la muerte

By Fray mógł gładko wykonać: verte

Na kartach historii, do społu z Królową

I zacząć w Espanii epokę nową.

 

Powiem wam przeto, drapiąc się w zadek,

Że pomógł w intrydze czysty przypadek.

Na huczną fiestę, ku chwale wieczystej,

Sprowadził Król Boabdil znanego Artystę.

 

Przybył ów człowiek do pięknego Zamku

Tuż po śniadaniu, jeszcze o poranku.

Ledwie przekroczył Alhambry progi,

A już z wrażenia zmiękły mu nogi.

Jak dziecko błądził między filarami,

Wśród ornamentów budzących zdumienie,

Kolumn i przejść zwieńczonych łukami.

Myśli „Zaklęte w nich wieczne istnienie”.

Wkroczył na Patio de los Leones

i poczuł mrowienie w cojones.

Dech mu zaparło, iskra w oku błysła,

Gdy z głów dwunastu woda wytrysła.

„Ach, co za sceneria, jakież możliwości,

żeby talentem opromienić gości!” -

jęknął Artysta jongleur - Jean Pierre.

Francuzem był ów sławny monsieur.

 

Na wieczór wszystko przygotowano:

Świece płonęły, kadzidła pachniały,

Napoje i jadło w dostatku podano,

Piękne księżniczki na popis czekały.

Zabrzmiały piszczały i bębny wszelakie.

Plunęli ogniem Mistrza pomagierzy.

On, hop! I tuzinem piłek wnet kręci,

Po chwili używa talerzy.

Potem obręczami, w te i nazad rzuca,

Wreszcie kręglami. Wije się i kuca.

Ile w przestrzeni artefaktów lata?

Nie zliczy nikt tego, tak szybko przeplata

Rękoma. Genialny z Jean Pierrea Artysta.

A sztuka jego? „Maestria czysta!”

 

Wytrawni sztukmistrze publikę testują

Wpierw, zanim finał nastąpi.

Napięcie i efekt występu dozują,

By nikt w ich talent nie zwątpił.

 

Różnobarwnym blaskiem pochodnie błysnęły:

Niebieskie, żółte, czerwone – kolorowe.

Chwilę potem w górę pofrunęły.

Emir Ahmed się złapał za głowę.

Poderwał sadło z puffy, oczom swym nie wierzy,

Mistrz podchwycił melodię i ku niemu bieży.

Pląsem sunie z muzyką, nie zaprzestał żonglerki,

Wciąga dostojnika w swoje śmiałe gierki.

Wyrzucił znów pochodnie – lecą pod nieboskłon

I w tango Ahmeda porywa.

Kolejno chwyta płonące pałki,

Jak owoc z drzewa, z przestrzeni je zrywa.

Piruetem zręcznie emira okrążył,

Ostatnią pochodnię pewnie złapać zdążył.

Wtem stop! I z gracją kłania się nisko.

I z dumy pęka. „Cóż za widowisko!”-

Publika kontenta już wiwaty wznosi,

O więcej sztuczek Mistrza Jeana prosi.

 

Artysta z uśmiechem obrócił głowę,

Żeby wybadać, co Król na to powie.

Ten, pełen podziwu, soczyście mlasnął

I popisowi Jean Pierrea przyklasnął.

Jęknęły chórem wszystkie żony Króla,

Bo cóż tam pałki czy ogień pstrokaty,

Zza winkla eunuch wózek wyturlał,

Na którym leżały lśniące falcaty.

Mistrz potarł dłonie, klingę prezentuje

Jedną, potem drugą, ich wagę szacuje.

Kręci kołowrotki, powietrze tnie na krzyż,

Rosną w widzach emocje, a za nimi bakszysz.

 

 

Puścił ostrze w górę, jeno zaświszczało.

Obrót sprawnie wykręcił, jakby było mało,

Kolejną klingę do tańca podrywa.

Z lekkością żongluje, biel zębów odkrywa.

Nagle salto

W tył pierwsze fiknął

I drugie w przód

Ooo! – tłum głośno ryknął.

Tym samym Artysta wskoczył na piedestał

i nawet na chwilę żonglować nie przestał.

Znów gromkie brawa po Patio się niosą.

Panny piszczą, wzdychają, wiją się! A rosą

Pot na ich gładkich szyjach osiada. I spływa,

Z perfumą się miesza, ta wonna oliwa.

Jakże słodka wilgoć powietrze przepełnia,

A on, El Jon-gla-chi, tak się przy tym spełnia.

Ach, jakże go niewiast szczery zachwyt nęci!

Jeszcze szybciej, swobodniej falcatami kręci.

Kręci zamaszyście

I znów salto sadzi

Ustał oczywiście,

Lecz nieco przesadził i…

Wazę zawadził.

 

Zachwiała się, spadła i pękła porcelana!

Twarze gapiów wnet zbladły jak ściana.

Zapadła cisza, po niej podniosła się wrzawa.

Mistrz myślał, że nabiera rumieńców zabawa.

Żonglując nieprzytomnie, sunie w stronę wózka,

Klingę sięga, i następną, już pięć ostrzy fruwa.

Za plecami Artysty urosła mglista… kózka?

Bydlę rogate! I spokój widowni zatruwa.

Jak chmura zawisło nad głową żonglera

I podstępem w ciało Jean Pierrea się wdziera.

Ogarnia korpus, członki oraz ducha.

Rozkręca się rychło krwawa rozpierducha.

 

Pierzchła publika na cztery świata strony.

Krzyki, piski słychać i wołanie „Pomocy!”.

Żongler, szałem opętańczym niesiony,

Rżnie gawiedź pod dyktando demonicznej mocy.

Wirują ostrza, rozrywają tkanki,

Tryska posoka na jedwabne firanki.

Kolejno rozpadają się ciała na strzępy,

A na posadzkach rosną flaków kępy.

Mistrz siłą w taniec morderczy  wiedziony,

Ścina głowy jak leci. A że nawiedzony

Więc się nie miarkuje,

Że klingami i głowami na przemian żongluje.

 

Carnaval asesina ciągnął się do rana.

Grenada została w strugach krwi skąpana,

gdy z Zamku na ulice ruszyły zamieszki.

Demon błogosławił miejscowych za grzeszki

Do czasu, aż zjawił się wiary krzewiciel,

Wielki Inkwizytor, niczym Jezus Zbawiciel.

W długiej czarnej szacie zajechał rydwanem.

Postraszył demona modłami i Panem.

Czart negocjować nawet nie próbował,

Wyfrunął z ciała Mistrza, w krypteksie się schował,

Który dzierżył w dłoni fray de Torquemada

I tak cios ostateczny diabołowi zadał.

 

W czas masakry Król Boabdil spakował manatki,

Zebrał żony, kuzynów, eunuchów i dziatki.

Wymknął się z miasta tajnymi ścieżkami,

Na wschód powędrował, głównie rubieżami.

Zerknął jeszcze z oddali na Alhambry mury,

Zrobił się z miejsca płaczliwie ponury.

Połajała go matka, że jak dziecko się zżymał,

A jako król-mężczyzna Taify nie utrzymał.

 

Za to Suprema z dumy pękała,

Bo ostatnich Marranich z Espani wygnała.

Od tego momentu, wiemy to przecie,

Kraj święcił sukcesy w całym Nowym Świecie.

 

A co z genialnym Artystą? Może ktoś zapyta.

Historia jego w księgach jest nieco rozmyta.

Ja zaś po zdarzeniu byłem w Alhambrze

I odwiedziłem Jean Pierrea w mamrze.

Żałość mnie ścisnęła, co Wam będę gadał,

Po egzorcyzmach Mistrz zmysły postradał.

Tępym okiem zerkał, trzymał się za słupek,

Jęczał zasmarkany. Jak rasowy głupek

Ni w ząb nie rozumiał, co się doń mówi.

Od rzeczy bełkotał, i ssać palec lubił.

 

Kto fakty pojmuje? Wszak życiu geniusza

Służyć powinien pękaty trzos.

Mnie widok mistrza do głębi poruszał,

Kiedy tak czekał na stos.

Od wieków wiadomo, że tego los marny,

Kto zetknie się z hipokryzją Kościoła.

Sztukę odprawiono, jest kozioł ofiarny

I nic tego zmienić nie zdoła.

 

Aż po wsze czasy…

 

*

 

Chciałbym orzec z dumą, żem poeta wprawny.

Czyż nie był bym wtedy nieco zabawny?

Żaden ze mnie żongler słowa, i liryki wszelkiej.

Nie wróży mi małżonka w tym kariery wielkiej.

 

Wrodzony obiektywizm przyznać nakazuje,

Że bajzel stylistyczny w utworze panuje.

Mieszają się rodzaje, czasy i gatunki,

A wszystkiemu winne są te tanie trunki,

Których kosztowałem przy pracy obficie,

Stąd dzieło nie wypadło choćby należycie.

Zaburzyć może lektura nawet mola strawność,

Cóż, zabawa milsza mi jest, niżeli poprawność.

 

Przeto błagam czytelnika o wyrozumiałość,

Że niespodziewanym wiedziony poruszeniem,

Skrobać kiepskie rymy czelność miałem i śmiałość,

Zatem prosić muszę też o wybaczenie!

 

Zdrowia jeszcze życzę i kłaniam się Państwu!

Ach, kłaniam się uniżenie!

 

***

2. PIRACI NA MORZU DIRACA (thargone)

 

Odcisk palca na szybie, spoconej od miłości -

Szklanej tafli, której od dawna odbijało się nami,

Marna i ulotna pieczęć mojej obecności,

Stempel nieistnienia, znak pustki między eonami…

 

Stałem w oknie, patrząc na miasto

Ławicą iskier rozmigotane,

Przestrzeń, gdzie światła nigdy nie gasną

W tańcu fraktalnym zawirowane.

Na wieże z kryształu, stali i blasku -

Koncert strzelistości niemożliwy w formie,

W zachwycie oka pragnący poklasku,

Pięknu tylko poddany, nie rozsądku normie.

 

Wtedy alarm czerwienią zaplamił mi wzrok.

Personalna SI co zna każdy mój krok

Zawyła ostrzeżeniem – priorytet najwyższy.

Zostałem tu ostatni. Muszę odejść w ciszy.

 

Odwróciłem się bez słów; Caelia już wiedziała.

Niezmiennie mądrością zdziwiony

Co w czerni jej spojrzenia trwała,

Przysiadłem, śmiertelnie nagle zmęczony,

Na pościeli prasowanej ciepłem jej słodkiego ciała.

 

I gdy widziałem ten uśmiech smutku pozbawiony

W bezwstydnym kontraście do jedynej łzy,

Która szlakiem żalu policzek zarumieniony

Znaczyła – chciałem, odchodząc, zostawić tu sny.

 

Decyzja błysnęła ogniem Supernowej

Nagła, głupia i szalona,

Podobna miłości naszej niezdrowej.

My przetrwamy – a Wszechświat niech skona.

 

*

 

Artystka Materii – tak mówiła o sobie.

Nie było ich wielu, wszyscy poważani.

Twórcy, lekarze, budowniczowie,

Błyskami fleszy czczeni i kochani.

Ja zwałem ją czarodziejką;

Wszak to właśnie robiła -

Siłą woli, drobnym ruchem ręką

Rzeźbiła rzeczywistość, energię tworzyła

By zamknąć ją w materii absolutnie stałej,

Skleić wiązaniami, oddziaływań siłą,

Na przekór kwantowej fizyce całej

Kreować coś, czego wcześniej nie było.

 

Fascynowała ją moja odmienność,

Choć nie mogła wiedzieć, jak bardzo jestem inny,

Mówiła, że tajemnica jest we mnie i ciemność,

A mimo to, głęboko, pozostaję niewinny.

A ja wiedziałem, że cały jej świat

Jest dla mnie ułudą snu świadomego.

Nie zbruka odpowiedzialności ślad

Ani konsekwencji uczynku żadnego.

 

Mówiłem więc:

 

W moim wszechświecie, jedynym prawdziwym, jestem naukowcem. Nazywają nas “Żonglerami”, bo to, co robimy, jest jak cyrkowa sztuczka tyle, że zamiast piłkami, maczugami albo pochodniami żonglujemy liniami prawdopodobieństwa – dostępem do miliardów alternatywnych światów, odległych o długość Plancka. O grubość cienia. Gdy losowa nieoznaczoność podsuwa nam wyraźną linię, chwytamy ją i płyniemy przez morze Diraca, by przybyć… nie, zaobserwować, a tym samym powołać do istnienia wszechświat niemal bliźniaczo podobny do naszego. Możliwości są nieograniczone, bo o ile transport materiałów i dóbr jest nieopłacalny energetycznie, to światy alternatywne są niewyczerpaną skarbnicą pomysłów i wynalazków. Nieobjętych żadnymi prawami. Możemy korzystać do woli, bo gdy projekt się kończy, a ostatni Żongler wraca do kapsuły, równoległa rzeczywistość przestaje istnieć. Nie, raczej – wraca do stanu nigdynieistnienia.

A czas twojego świata właśnie się kończy, zamykamy projekt, bo mimo, że wasza zdolność do dowolnego kreowania materii to najbardziej obiecujące z dotychczasowych odkryć, to nikt z badaczy, wliczając mnie, nie zbliżył się nawet do pojęcia, zrozumienia i nauczenia się tego zjawiska.

 

Mówiłem beztrosko, zafascynowany

Niezwykłością świata, co zniszczę tak, od ręki

A może tylko głupio zakochany

W gwiazdozbiorach piegów mojej czarodziejki.

Jak szczeniak. A ona uważnie słuchała

I choć o to nie dbałem, wszystko rozumiała.

 

A potem mówiła:

 

Nie jesteście żonglerami. Ba, używacie nauki, lecz nie ona stanowi cel, dobro, któremu służycie. Jesteście jak piraci, chwytacie światy, niczym okręty, kradniecie idee, zabieracie istotę, po czym posyłacie na dno, by zatrzeć ślady. Tworzycie na chwilę, na ułamek, na kwant czasu, a zatem wasza twórczość jest nieistotna. My nie istniejemy, nas nie ma, ale to, co robimy jest prawdziwe.

 

I jednym ruchem palca, lekkim gestem dłoni

Stworzyła mini-słońce, co złotym ogniem płonie.

I powiedziała jeszcze, że muszę zapamiętać

Nie ten świat ulotny, nie miłość kłamliwą,

Łzą na jej policzku mam się nie dać spętać,

A chwycić obraz tej gwiazdy, bo jest prawdziwą.

 

To, że zrozumiała, to, że uwierzyła,

To, że przyjęła mą opowieść jak fakt

Sprawiło, iż targnęła mną jakaś mroczna siła

Samolubnej woli ostateczny akt.

Nie rzekłem jej słowa

Nie była gotowa

Na wieść, że ostatnich Żonglerów jest dwóch.

Pozbędę się drugiego,

Towarzysza mego,

Zbrodnią doskonałą zostanie mój ruch.

Wezmę Caelię ze sobą

Niech bogowie pomogą

Nie pójdzie z okrętem swego świata na dno.

A potem zobaczymy

Coś wymyślimy

Wszak w moim wszechświecie miłość to nie zło!

 

Jakim durniem byłem!

 

Choć wiedzieć nie mogła o zbrodni okropności

Na miejscu się nie stawiła.

Memu zrozumieniu tylko zostawiła

To, że miłość nie warta jest życia w samotności.

A ja jednym gestem zabiłem jej świat.

Z wściekłości.

 

Potem mówiłem:

 

To da się odwrócić. Gdy pojawię się w Centrum Heisenberga, zdążę dopaść panelu kontrolnego, nim technicy otworzą śluzę. Odwrócę sprzężenie, pal sześć prawa nieoznaczoności i bajdurzenie, że wszystko płynie. Świat Caelii istnieje w mojej pamięci i jeśli wystarczająco intensywnie będę myślał o niej… o jej małej gwieździe… będę umiał pożonglować budulcem materii, stworzyć coś z pustki, powtórzyć losowość linii prawdopodobieństwa… Wrócić.

Do niej.

Już.

 

Była tylko pustka.

Nie próżnia, a rzeczywistość nawet próżni pozbawiona.

Tak to się ma skończyć?

W nieistnieniu skonam?

Zaraz – wciąż mam wolę. Sprawa nie jest łatwa

Na początek zdałoby się trochę światła.

 

Koniec

Komentarze

Pięknie! :D

Do północy już minuty zostały, więc na fali Święta Patryka wznoszę Pana Jamesona w toaście ku czci szanownego Rywala i równie szanownej Pani Sekundantki!

Całej Gawiedzi życzę wszelkiej pomyślności i pomysłowości pisarskiej w rozpoczynającym się właśnie nowym cyklu i dobrej zabawy przy lekturze wierszy.

Slainte!

Dzięki, Majku!

Ja dziś bez Jamesona, ba, bez Guinnessa nawet, Okocimem się raczę, ale za slaite wdzięcznym!

Niechże Ci się wiedzie, zwłaszcza , że Twój tekst z wyższej ligi jest!

Dla podkreślenia wagi moich słów, Siłacz palnie pięścią w stół!

No to, żeście nawyprawiali, więcej niż co niecoheart

Bez kapeczki Ballanatines’a nie podołam. Kropelka na koniec dnia i czytam:)

Edytka: Cholerka, trudne do oceny. Czasu potrzeba i ponownego przeczytania:)

Logika zaprowadzi cię z punktu A do punktu B. Wyobraźnia zaprowadzi cię wszędzie. A.E.

No z ostatnim zdaniem, Thargone, to się jednak nie zgodzę. :) Nie wiem nawet czy do drugiej ligi bym się załapał.

Niemniej czekamy na Ciebie – opijemy wtedy solidnie całą akcję, tak jak na to zasługuje. Będzie Jameson, będzie Guinness i hulaj dusza! Może da się namówić Asylum na przyjazd, hę?

To pozwolę sobie rozpocząć znęcanie się nad awanturnikami. 

Nie ukrywam, że jestem zawiedziony. Przedpojedynkowe harce ustawiły poprzeczkę wysoko a tymczasem…

 

SZTUKMISTRZ Z ALHAMBRY

Podobał mi się prolog Antoniego Marianowicza. Później niestety było już tylko gorzej. Wiersz przenosi nas do średniowiecznej Hiszpanii. Autor jakby nie mógł się zdecydować, czy chce opowiedzieć klimatyczną historię, czy też drwić sobie z własnego dzieła. Przez co wyszło coś, co on sam doskonale podsumował:

Wrodzony obiektywizm przyznać nakazuje,

Że bajzel stylistyczny w utworze panuje.

Mieszają się rodzaje, czasy i gatunki,

Żaden ze mnie żongler słowa, i liryki wszelkiej.

Nie wróży mi małżonka w tym kariery wielkiej.

Nie sposób się z szanowną małżonką nie zgodzić.

 

Czarę goryczy jeszcze przelał swoisty morał: 

Od wieków wiadomo, że tego los marny,

Kto zetknie się z hipokryzją Kościoła.

Po co to? Nie, żebym był adwokatem kościelnej hipokryzji, ale brzmi to jak propagandowy liryk dla ciemnego ludu.

 

PIRACI NA MORZU DIRACA

Tutaj wykonanie części poetyckiej o klasę wyżej niż u oponenta. Udało się zbudować nastrój, zaintrygować, podjąć ambitnego tematu jak na poezję, a do tego okiełznać wszystko w rymach.

…a potem… wpleciona zostaje proza i czar pryska. Bo owszem, łatwiej prozą wytłumaczyć zawiłości tematu, ale tu już i słownictwo inne, i technikalia.

Odniosłem wrażenie jakby autor nie udźwignął wierszem całości i musiał wspomóc się prozą. A szkoda. Bo gdyby zadaniu sprostał, to pozostałoby rzec tylko “chapeau bas”.

 

Werdykt:

0.5 punktu dla Piratów na Morzu Diraca.

Dusza ma w sprzeczności stoi

Bo oba wiersze mają ją w niewoli

 

Sztukmistrz bawi

Pirat do myślenia daje

Sztukmistrz krwawi

Pirat serce me kraje

 

Myślę:

Piękno postawię jako tarczę przeciwko desperacji, a gdy czasy kresu mego nastaną wytrzymałości, na obronę przed oczyma duszy przywołam gwiazdozbiór piegów czarodzieki.

 

Punkt dla Piratów.

"Taki idealny wyluzowywacz do obiadu." NWM

Oto żonglować poczęli rycerze

Pod srogim okiem sztuki tej znawczyni,

A mnie, o losie, strach przemożny bierze,

Że nam, maluczkim, sąd czynić nad nimi

Przyjdzie. Do dzieła zatem, miła lutni,

Śpiewaj, co czynią obaj rezolutni!

 

Pierwszy się rycerz na arenie kłania,

I Maurów dzieje opowiada składnie,

Chociaż niestety cień na dokonania

Od gramatycznych rymów mocno padnie.

Rytmu gubienie też słuch rani czuły,

Ulegam jednak urokom fabuły.

 

Szybko mąż drugi w szranki dzielnie staje

I rzuca sieci ponowoczesności,

Refrenem proza, lecz gdzie wiersza kraje,

Grzech częstochowski nazbyt często gości.

Pomysłem, formą, stoi ten poemat,

Powieści zbornej to w nim jednak nie ma.

 

Tak te piłeczki oglądam po trosze:

Tutaj Mickiewicz, Alhambry zagłada,

Tam matematyk przemawia Miłoszem –

Gdyby rym rzucił, głos mój by posiadał.

Lecz choć i pierwszy tekst ma liczne wady,

Punkcik dodaję żonglerce z Granady.

 

Na koniec jeszcze rozgryźć zagadkę się staram:

Sztukmistrz – dziełem Thargona, Pirat – Majkubara?

Historia to uzgodniony zestaw kłamstw.

SZTUKMISTRZ Z ALHAMBRY: 1

 

PIRACI NA MORZU DIRACA: 1,5

 

To ja już wiem, Drakaino, że z Tobą na poezyję bym nie wyskoczył. :)

Pięknie nas podsumowałaś, miód po prostu, i tylko żal, że trochę piasku w tryby wierszy sypnęliśmy, ale układanie liryk to karkołomne zajęcie, choć frajda nieziemska przy okazji. Że zacytuję szanownego Rywala: “Już wiem dlaczego poeci cierpią”… :D

Na koniec jeszcze rozgryźć zagadkę się staram:

Sztukmistrz – dziełem Thargona, Pirat – Majkubara?

Mnie się wydawało odwrotnie. Sztukmistrz przypomina Majkubarowe harce… ale znowu ta małżonka bardziej do Thargone’go pasuje.

Ja bym obstawiał, że Sztukmistrz jest Thargone :-)

"Taki idealny wyluzowywacz do obiadu." NWM

Dzięki chłopaki za komentarze. Szersza odpowiedź po rozwikłaniu zagadki i pojedynku. Tzn. odpowie ten, który przeżyje. Powiem tylko tyle: jeden z Was ma rację, a drugi się myli. :D

Sztukmistrz – واحد (jeden)

Piraci – h / 2π (=~ zero)

 

Pod względem formy oba wiersze dość chaotyczne i niedopracowane. Nadmiar gramatycznych rymów to zło, bo się kojarzy z discopolo ;)

W przypadku “Sztukmistrza” pewien brak dyscypliny można wybaczyć, ponieważ autor nadrabia realizacją głównej sceny (dynamiczna, miodna, pięknie rozpala się i bucha :D), fabułą (spójną), a także humorem i autoironią.

Z kolei autorowi “Piratów” udało się stworzyć nastrój romantycznej melancholii. Niestety, przedstawiona w utworze wizja jest nazbyt mętna, a poza tym ja generalnie nie gustuję w takim quasi-naukowym czary-mary.

Dlatego punkt ode mnie dostaje wiersz numer jeden.

Total recognition is cliché; total surprise is alienating.

Kurczę, mogłem przed pisaniem sprawdzić sobie co to są te rymy gramatyczne i częstochowskie, wiedziałbym czego unikać :-)

Dzięki wszystkim za głosy i w ogóle za sam fakt przebrnięcia przez teksty, za pochylenie się nad wypocinami debiutantów. To wszak nie byle drabble, na przeczytanie których wystarczy dziesięć sekund :-)

Dla podkreślenia wagi moich słów, Siłacz palnie pięścią w stół!

Ani drabble, ani scrabble, rzecz o świetle i o diable…

Nie mogę się zatrzymać :D

Kurczę, ja też nie kumam. O częstochowskich coś słyszałem. Ma ktoś może link pouczający?

Posłużę się linkiem do Wikipedii, jako że tak najprościej, a w dodatku groza bycia oskarżonym o popełnianie rymów gramatycznych została tam uprzejmie i słusznie złagodzona (”Rymy gramatyczne są uważane za łatwe, jednak używają ich również najwięksi poeci”) ;)

https://pl.wikipedia.org/wiki/Rym_gramatyczny

Standard to ponoć ok. 30% rymów gramatycznych w utworze (ktoś kiedyś policzył średnią z wierszy Mickiewicza i tyle wyszło). Dobre, nie? Utwór jako roztwór.

Tak czy inaczej, kompetentny poeta powinien unikać zanudzania czytelnika monotonnymi RG ;) Niedobrze jest gromadzić ich za dużo w jednym miejscu i jechać po nich ciągiem.

Total recognition is cliché; total surprise is alienating.

Dzięki, Jerohu, też do Wiki i innych “bryków” zajrzałem, coś tam się rozjaśniło.

Faktycznie, proporcja jest chyba tym kluczem, bo zaglądałem do poetów, wertowałem antologie i oczywiście znajdowałem RG, a jednocześnie czułem, że mój tekst ma ten wybitnie “banalny” charakter. Proporcja.

Niestety kolejna reguła i jej stosowanie oznacza dla laika okrutne ograniczenie w zasobach słownictwa, które można zrymować i wykorzystać. Nawet nie chcę myśleć. Zastanawiam się, czy zdążyłbym wtedy przed upływem globalnego terminu “Pojedynków”. :D

Ciekawa sprawa. Ten język nie przestaje mnie fascynować, choć człowiek ma wrażenie, że zmaga się z nim na co dzień, w mowie i piśmie, czy próbując uprawiać literaturę hobbystycznie, to jednak wciąga. Pociągająca jest perspektywa umiejętnego wyrażania myśli, stanów i dzielenia się nimi, przekazywania obrazów. Komunikacja, ale coś jeszcze… 

Jak już wszyscy wierszem…

 

Linie papilarne liter

składają się w rymy znaczeń

skazując piłata prałata pirata

wciąż na ten sam

Koniec.

 

… No kurczę, panowie, czemu rymowane poematy?! ;) Niniejszym tworzę osobną Drużynę Wiersza Wolnego i Białego. Jakkolwiek doceniam Wasze umiejętności operowania tego typu poetycką materią, to niestety nie jest za bardzo moja bajka – za bardzo budzi szkolne wspomnienia ;)

 

Jednak wypadałoby mimo wszystko oddać głos, zatem swój punkt przyznaję “Piratom” ze względu na udane metafory, melancholijny – bliższy mym gustom – nastrój i połączenie go z sci-fi. Aczkolwiek mam mieszane odczucia wobec zawartej weń prozy. Gdyby tylko jedna z postaci jej używała, miałoby to może lepsze uzasadnienie.

Dla mnie poezja rymowana i rytmiczna stanowi większe wyzwanie. Nie przepadam np. za tłumaczeniem wiersza wolnego, choć zdarzało się, wolę zmagania z gorsetem formalnym. Więcej adrenaliny – stąd komentarz ujęty w sekstyny ;)

Historia to uzgodniony zestaw kłamstw.

Każdemu jego konik, drakaino ;) Ja akurat wolę freestyle skupiony na języku i metaforyzacji. O tłumaczeniach się nie wypowiem – to z pewnością wyzwanie innego stopnia – bo się na tym nie znam. Tak czy inaczej – wszystko byleby nie poezja enterowa. A tak to będzie dobrze ;)

Hmmm. Trudny orzeszek do żonglowania.

Żaden tekst mnie nie rzucił na kolana. Fabularnie – szału nie ma. W pierwszym przeszkadzały mi rymy gramatyczne. Drugi wydaje mi się ciekawszy poetycko, ale przeplatany prozą. Puentę ma fajną… A pierwszy – prolog.

Głosuję na Alhambrę, bo jest bardziej wierszem niż Piraci.

Babska logika rządzi!

SZTUKMISTRZ Z ALHAMBRY: 3

 

PIRACI NA MORZU DIRACA: 2,5

Nie zawiodłam się i nie na darmo noc zarwałam, szmat drogi przemierzyłam, aby opowieści poetycznych wysłuchać. Deklamacja była wyborna, a towarzyszące jej efekty specjalne uznaję za nad wyraz udane. heart

Ten świst, przecinającej, nie tylko powietrze stali, te falcaty (ha, fajne słówko!) i głuche uderzenia, plask osuwających się fragmentów ciał do tej pory przejmuje mnie drżeniem, na samo ich przypomnienie :D (rym prawie częstochowski, bo pierwszy, który przyszedł na myśl).

 

Z kolei, obecność nocnego, rozgwieżdżonego nieba towarzysząca drugiemu poematowi (nie wiedziałam, że gospoda na Skraju dysponuje takimi możliwościami technicznymi jak rozsuwanie dachu) wzmagała tęsknotę i przeszywała poczuciem utraty. Eh, te gwiazdy są tak nieosiągalne, a gdy nawet pochwycisz jedną taką srebrzystą w sieć, to znika jak krasnoludek, zakładający czapkę niewidkę. 

 

I o Diracu, wektory, morze. Może i największy z fizyków XX wieku. Beckettowska sylwetka, chudy, z długimi kończynami i wielkimi stopami, małomówny, porozumiewający się pełnymi zdaniami (wszakże nie wolno zaczynać zdania, jeśli się nie wie, jak je zakończyć), myślący w kategoriach logicznych i matematycznych, a nie emocjonalnych czy etycznych. 

Jedna anegdota, musi literacka:

Po przeczytaniu „Zbrodni i kary”, Dirac jedną miał uwagę, raczej techniczną niż etyczną czy psychologiczną „otóż w książce słońce wschodzi dwukrotnie tego samego dnia”.

 

A poza tym, słowo krytyki, przecież bez niej nie lzna, lecz odnosi się do gospody, a nie poematów. W trakcie pierwszego było za duszno, bo przesadzono z natężeniem rozpylanych perfum, zaś w czasie drugiego – za zimno, gdyż noc chłodną była, a kocy kawiarnianych gospoda na Skraju jeszcze się nie dorobiła.

 

Dla mnie REMIS, czyli 1:1. 

Muszę być sprawiedliwa, gdyż choć dusza chciałaby do nieba to krwiożerczość pierwszego sprawiła, że odtąd na każdy prezent będę uważała i dokładnie go oglądała, czy aby jakiś bies w nim nie siedzi. 

Gratuluję poezyji, a że wdarły się tam jakieś zgrzyty. Nic to, surówka piękna, a dodatkowo jakże kształcąca – dzięki Jerohu:))) za te rymy gramatyczne i częstochowskie – ciekawe.

 

Zaczęłam wierszem lecz zwątpiłam – trudne!  @Drakaino – kapelusze z głów!

Dam pierwszą zwrotkę, a co tam. Jak człowiek straci reputację to pozostaje mu tylko „Odzyskać twarz”. 

 

I znowu,

rozkukały się ścienne zegary.

Mrok wdarł się gwałtem

przez zbite witraże warowni.

Sypnął piaskiem, zagwizdał wiatrem

i osiadł na licach śpiącej dziewczyny,

strudzona lecz szczęśliwa

do Asylum powróciła.

 

dalej było o kruku Wespół i “Pali się moja panno”.

 

pozdrowienia:)

 

Edit: Żonglerze, a po ile punktów możemy przyznawać? Jeśli po 3 to uwzględnij 3:3.

 

Logika zaprowadzi cię z punktu A do punktu B. Wyobraźnia zaprowadzi cię wszędzie. A.E.

Dla mnie nastąpiła tu Hiszpańska Masakracja Falcatem Mechanicznym.

Po pierwsze – autor Sztukmistrza idealnie dopasował siły do zamiarów, autor Piratów zaś przygniecion został niestety ciężkim, a chwiejnym rusztowaniem swego utworu.

Po drugie – tekst pierwszy się czyta, przez drugi się brnie.

Po trzecie – wolę, może nie perfekcyjne, ale jednak niezgorsze rymy, niźli toporny wiersz biały.

Po czwarte – nie wykluczam, że sam pomysł, zamysł i nuta geniuszu Piratów dorównuje, czy nawet przewyższa owe przymioty Sztukmistrza, niestety wyniosłem z tego tylko przebłyski, gdyż sam styl i konstrukcja utworu nie zachęciły mnie do drążenia głębiej.

Po piąte – utwór wtóry idzie na skróty i dokłada najzwyczajniejszą prozę :/ .

I wreszcie po szóste – uważam, że wiersz biały to forma trudniejsza, o potknięcie łatwiej, i tu, mimo wszystko, szacun za odwagę dla autora Piratów. (EDYTA: jak słusznie zauważyła Drakaina, jest to wiersz również czarny, jak, nie przymierzając, moja dusza, zatem ujmę to nieco inaczej – został wybrany bardziej wyszukany i poważniejszy styl)

 

Tak, czy owak – punkt dla Sztukmistrza.

 

"Nie wiem skąd tak wielu psychologów wie, co należy, a czego nie należy robić. Takie zalecenia wynikają z konkretnych systemów wartości, nie z wiedzy. Nauka nie udziela odpowiedzi na pytania, co należy, a czego nie należy robić" - dr Tomasz Witkowski

Ja tylko nieśmiało zwracam uwagę, że “Piraci” nie są napisani wierszem białym, tam są rymy. Jeszcze mniej regularne niż w “Sztukmistrzu”, ale za to miejscami takoż gramatyczne i więcej niedokładnych (jak dwa ostatnie wersy).

Historia to uzgodniony zestaw kłamstw.

o.O

Faktycznie…

Ale, że ja to wszystko przeczytałem i tego nie zauważyłem, to chyba powinienem ubiegać się o Nagrodę Guinnessa w dziedzinie pomroczności jasnej…

"Nie wiem skąd tak wielu psychologów wie, co należy, a czego nie należy robić. Takie zalecenia wynikają z konkretnych systemów wartości, nie z wiedzy. Nauka nie udziela odpowiedzi na pytania, co należy, a czego nie należy robić" - dr Tomasz Witkowski

Thargone, który stoi moim zdaniem za “Sztukmistrzem…”, ubawił mnie kilkoma wersami (np. Ogarnia korpus, członki oraz ducha. Rozkręca się rychło krwawa rozpierducha.), a jego historia zdaje się bardziej kompletna i zwarta. Rymy może w tekście bywały często ;) częstochowskie, ale całość napisana z przymrużeniem oka i pewną taką lekkością (w treści i formie). Czytało się dobrze (może poza końcówką z tłumaczeniami i usprawiedliwieniami autora) i z uśmiechem na twarzy. No i ten hiszpański sznyt czuć w tekście i czasy ciekawe (tematyka wypraw krzyżowych zawsze mnie pasjonowała).

Majkubarowi (imo) “Piraci…” to coś o wiele bardziej złożonego fabularnie. Mamy tutaj “chwilowe” alternatywne światy, pola kwantowe, długość Plancka, morze Diraca (opowiadanie “Fale na Morzu Diraca” Landisa to jedno z moich ulubionych opowiadań s-f). W finale odniesienie do światła (“Niech stanie się światłość”) przywołuje biblijne konotacje i sugeruje boski charakter kwantowego pirata. Jest w tym wszystkim jakaś głębia i szerszy oddech fantastyki. Także forma bardziej złożona i wydaje się, że wypowiedzi postaci podane prozą, to świadomy i nawet ciekawy zabieg Autora. 

 

Poeci z Was tacy sobie, ale i tak jestem pod wrażeniem efektów Waszych starań. Nie potrafię zdecydować, kto bardziej zasłużył na zwycięstwo.

U mnie remis: 1 : 1.

Po przeczytaniu spalić monitor.

Asylum, po jednym punkcie, nie szalejmy…. ;)

Czy przy remisach nie powinno być 0,5:0,5? Albo przy wyborze 2 punkty? Nic to w sumie nie zmienia, ale wygląda tak, jakby część głosujących przyznawała tylko jeden punkt, a część aż dwa.

Historia to uzgodniony zestaw kłamstw.

Drakaina ma oczywiście rację!

 

SZTUKMISTRZ Z ALHAMBRY: 5

 

PIRACI NA MORZU DIRACA: 3,5

marasie, lubię czytać Twoje komentarze :-)

"Taki idealny wyluzowywacz do obiadu." NWM

Oddaję głos na SZTUKMISTRZA Z ALHAMBRY – świetnie się bawiłem czytając. Mimo braków technicznych jestem pełen uznania dla Autora za ten wiersz.

PIRACI…” mi nie podeszli.

 

 

marasie, lubię czytać Twoje komentarze :-)

Podpisuję się pod tym. :)

Paper is dead without words; Ink idle without a poem; All the world dead without stories; /Nightwish/

Wiersz z prozą wtrąconą do mnie nie dociera,

Dlatego wybieram z Alhambry żonglera.

 

Głosuję na Sztukmistrza z Alhambry. ;D

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

SZTUKMISTRZ Z ALHAMBRY: 7

 

PIRACI NA MORZU DIRACA: 3,5

“Piraci” byliby chyba lepsi pisani w całości prozą, a i emocjonalnie mnie nie kopnęli. Za to “Sztukmistrz” pod koniec przestaje być zabawny… hmm, kruca bomba. Chyba dorzucę Sztukmistrzowi dinara do miseczki żebraczej ;)

Odkrycie własnego błędu to nie porażka, lecz okazja (Alfred N. Whitehead)

Niestety, podobnie jak innych, pojedynek nieco mnie zawiódł pod względem jakości realizacji lirycznych założeń. Powiedzmy, że jak na walkę bardów, zostały potraktowane trochę zbyt brutalnie (na szczęście, użycie przez rywali instrumentów muzycznych sprawiło, iż wiersze absolutnie nie zaliczają się do topornych).

Niemniej jednak same pomysły były świetne. Nie wiem jak, ale krwawa historia uwięzienia Jean Pierrea szczerze mnie rozbawiła. Z drugiej strony wydaje mi się, że Piraci nie najlepiej oddają motyw żonglerki, chociaż spodobało mi się odniesienie do teorii oceanu Diraca i popisowe stworzenie mini-słońca :D

 

Ostatecznie, oddaję głos na “Sztukmistrza z Alhambry”.

CHÓR

Ciemno wszędzie, głucho wszędzie,

Co to będzie, co to będzie?

 

GUŚLARZ

Zamknijcie drzwi od kaplicy

I stańcie dokoła truny;

Żadnej lampy, żadnej świécy,

W oknach zawieście całuny.

Niech księżyca jasność blada

Szczelinami tu nie wpada.

Tylko żwawo, tylko śmiało.

 

STARZEC

Jak kazałeś, tak się stało.

 

CHÓR

Ciemno wszędzie, głucho wszędzie,

Co to będzie, co to będzie?

Co wy tak wszyscy tym Mickiewiczem? Nie, żebym nie lubiła ;)

Historia to uzgodniony zestaw kłamstw.

Trza się pokłonić Mistrzowi na koniec przygody. Jam nie godzien sandała mu wiązać nawet. :D

Miłe, mili!

 

Ostateczny wynik to 9 : 3,5 dla Sztukmistrza z Alhambry!

 

Tak więc, nie przeciągając i już więcej nie rymując, wręczam żonglerską złotą piłeczkę zwycięstwa Majkubarowi, a obu panom gratuluję starcia, tekstów i godnej pochwały postawy wojownika! Hip hip! Hurra!

Gratki, Majku! :-)

Babska logika rządzi!

Gratulacje!

 

No i nieźle namieszaliście, panowie, bo chyba tylko jedna osoba dobrze obstawiła autorstwo… Ktokolwiek to był – takoż graty i rupiecie ;)

Historia to uzgodniony zestaw kłamstw.

Piękne dzięki, Żonglerko, za wspaniałą organizację EVENTU!

Rzecz raczej oczywista, że trzeba będzie to oblać – ja stawiam pierwszą kolejeczkę.

 

Dzięki, Thargone, za kapitalną zabawę, klimacik pierwsza klasa, i ciekawe doświadczenie. Czekamy na Was, jak tylko opuścicie Dolinę i przybędziecie, polewamy do pełna! ;)

 

Piękne dzięki wszystkim za odwiedziny, zabawę i wszystkie głosy!!!

 

Szczególnie pozdrawiam Mr. Marasa. :DDD

Gratuluję! ;D

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Fakt, dziękujemy wszystkim, którzy wzięli udział w głosowaniu! Chichotałam sobie sekretnie, czytając obstawienia tożsamości obu awanturników ;D

Lepsze niż liczenie punktów. :D

Świetna robota, chłopaki! Gratulasy, Majku. :)

Dzięki wielkie wszystkim, którzy brali udział w zabawie!

A dla mnie to też cenna lekcja, że wierszowanie to nie banan z masłem, no i pojedynkowanie się nieznaną bronią to też pomysł raczej nietęgi :-) Coś jakby lancknecht nawykły do espadona zechciał nagle bić się na florety :-)

A przede wszystkim gratuluję Majkubarowi zasłużonego zwycięstwa!

Dla podkreślenia wagi moich słów, Siłacz palnie pięścią w stół!

Gratki dla Was:) – poeci, i Żonglerze – też!

A podmianka tematyczna – cudna:DDD Niech żyją style, treści i brak nawyków, oprócz – co zrozumiałe  – poprawnego pisaniaheart

Logika zaprowadzi cię z punktu A do punktu B. Wyobraźnia zaprowadzi cię wszędzie. A.E.

Brawa dla Majka i lód dla Mumina na obitą gębę ;)

 

 \ (•◡•) /

"Nie wiem skąd tak wielu psychologów wie, co należy, a czego nie należy robić. Takie zalecenia wynikają z konkretnych systemów wartości, nie z wiedzy. Nauka nie udziela odpowiedzi na pytania, co należy, a czego nie należy robić" - dr Tomasz Witkowski

Poproszę sorbet malinowy.

Dla podkreślenia wagi moich słów, Siłacz palnie pięścią w stół!

 

Bail ma nową emotkę :D

Odkrycie własnego błędu to nie porażka, lecz okazja (Alfred N. Whitehead)

Gratulacje, panowie.

Dobrze czułem, że ten Sztukmistrz to jednak nie Thargone’owy jest.

 

Gratulacje!!!

Paper is dead without words; Ink idle without a poem; All the world dead without stories; /Nightwish/

Dzięki, ewribadi!

 

Czułeś, czułeś, Chroscisko, choć niezdecydowanie. :)

Z komentarza Mr. Marasa powiało większym przekonaniem. :D

Hmm. Rzeczywiście kulą w płot. Cóż, lepiej nie zgadywać. Na pocieszenie mam świadomość, że nie tylko ja dałem się zwieść. Nie tylko ja treści podszyte humorem przypisałem Thargone, a bardziej zagmatwane konstrukcje poetyckie Majkubarowi. Pozory mylą ;)

Ale skoro Mytrix i El Lobo dobrze się ubawili przy moim komentarzu, to nie będę marudził :p

Gratuluję zwycięzcy, a Thargone namawiam, by rozwinął swoją koncepcję prozą.

 

Po przeczytaniu spalić monitor.

Dzięki. ;)

Myślę, że dałeś radość wielu, Mr. :)

A ja dołączę się do Twojej namowy, zdecydowanie.

Thargone namawiam, by rozwinął swoją koncepcję prozą

Zacny pomysł, zaiste.

Historia to uzgodniony zestaw kłamstw.

I ja dołączę się do Waszej namowy:)

Logika zaprowadzi cię z punktu A do punktu B. Wyobraźnia zaprowadzi cię wszędzie. A.E.

Ja też popieram.

Odkrycie własnego błędu to nie porażka, lecz okazja (Alfred N. Whitehead)

I rozwinięcie z pewnością będzie. Za bardzo podoba mi się ten pomysł, żeby pozwolić mu umrzeć pod postacią kiepskiej rymowanki :-) 

Dla podkreślenia wagi moich słów, Siłacz palnie pięścią w stół!

Ja tam zawsze chętnie zobaczę wasz rewanż…

I rozwinięcie z pewnością będzie. Za bardzo podoba mi się ten pomysł, żeby pozwolić mu umrzeć pod postacią kiepskiej rymowanki :-) 

Słuszna postawa!

Historia to uzgodniony zestaw kłamstw.

Ja tam zawsze chętnie zobaczę wasz rewanż…

Już zamówiłem protezy utraconych podczas walki członków :-) 

Dla podkreślenia wagi moich słów, Siłacz palnie pięścią w stół!

Odkrycie własnego błędu to nie porażka, lecz okazja (Alfred N. Whitehead)

Ja tam siniaki i skaleczenia ogarnąłem, zostało kilka blizn, więc rad jestem mocować się z Panem Thargonem ponownie. :)

To jaki TEMAT? :D

Ale że jak, znowu mowa wiązana? Nie wiem, czy jestem gotów znów oberwać, bo niewiele już członków mi zostało. I wszystkie bardzo istotne. 

Poza tym, w końcu posadzą nas za wielokrotny gwałt na poetyckiej wrażliwości tutejszych czytelników. A wiesz, co robią w więzieniu gwałcicielom poezji? 

Dla podkreślenia wagi moich słów, Siłacz palnie pięścią w stół!

:D, chyba musicie odetchnąć krztynę.

Pojedynek fajny był i w ogóle pojedynki są fajne (powtórzenie słowa uzasadnione wzmocnieniem <3)

Logika zaprowadzi cię z punktu A do punktu B. Wyobraźnia zaprowadzi cię wszędzie. A.E.

Fakt, gwałciciele poezji maja najgorzej. Te więzienne kodeksy… :)

 

Ale że pojedynki fajne, to ja jeno gotowość zgłaszam, może być inny oręż, byle konfekcjonalny.

Miejsce i czas nie gra roli, ile waćpan czasu potrzebujesz, żeby nowe członki poćwiczyć, by ocalić pozostałe (niczym Jaime Lannister), na tyle sugeruję bitkę odłożyć i przemyśleć niuanse. Niech pomysł dojrzeje, a gawiedź podpowiada, hę…?

 

Fakt, gwałciciele poezji maja najgorzej. Te więzienne kodeksy… :)

No. Napadają ich pod prysznicem i czytają Iwaszkiewicza od tyłu. 

A na rewanżyk to, oczywiście, bardzo chętnie. Żeby nie było, że Thargone wypadł kaszy spod ogona i daję sobie w srokę dmuchać! 

Jeśli tylko wymyślimy coś ciekawszego, niż zwykły pojedynek na drabble, to jak najbardziej. 

(w ogóle wygląda na to, że jestem najczęściej pojedynkującym sie awanturnikiem. Czyżby jakiś kompleks?) 

Dla podkreślenia wagi moich słów, Siłacz palnie pięścią w stół!

Zestaw pięciu haiku?

Babska logika rządzi!

Jaki tam kompleks:), waleczni z Was ludzie i zabawę lubicieheart, jako i ja lubię/przepadam.

@Finklo, haiku, za delikatne dla tych kawalerów:D

Logika zaprowadzi cię z punktu A do punktu B. Wyobraźnia zaprowadzi cię wszędzie. A.E.

Można różne inne zabawy, niekoniecznie rymowane. Np. tekściki, w których pierwsze litery słów kodują jakieś hasło albo coś w tym rodzaju :)

Historia to uzgodniony zestaw kłamstw.

Kiedyś z Lordem Vedyminem biłem się na godzinówkę – arbiter podrzucał temat, a my musieliśmy w ciągu godziny wysłać mu drabbla. Z tego co pamiętam, najwięcej czasu zajęło mi upakowanie tego w dokładnie sto słów. Nęci mnie więc coś podobnego – półgodzinówka – mamy pół godziny na napisanie tekstu na zadany temat, ale bez ograniczeń co do długości i formy. 

Szybko, sprawnie (bo i tak, jak w przypadku tego wiersza, wszystko zostawiłbym na ostatnią chwilę :-)) i z wszelkimi znamionami prawdziwego pojedynku – improwizacji :-) 

Dla podkreślenia wagi moich słów, Siłacz palnie pięścią w stół!

Nawet byłem tym arbitrem. Spoko bijatyka była.

"Nie wiem skąd tak wielu psychologów wie, co należy, a czego nie należy robić. Takie zalecenia wynikają z konkretnych systemów wartości, nie z wiedzy. Nauka nie udziela odpowiedzi na pytania, co należy, a czego nie należy robić" - dr Tomasz Witkowski

To brzmi jak horror psychologiczny. Podoba mi się.

Skóra mi się marszczy tu i ówdzie bardziej niż zwykle, a włos na łysinie dęba staje, ale brzmi zajefajnie! :D

Podejmuję! 

Pół godziny… Ostra gra.

Historia to uzgodniony zestaw kłamstw.

Ja też jestem z tych, którzy zwykle na ostatnią chwilę, więc może to dobry pomysł na ćwiczenie pisaniny.

A nuż się uda… :)

Jakby co, to wiesz gdzie mnie znaleźć, Majku! 

(nie, wcale nie w zamtuzie "Mamma Grandi Meloni"…) 

Dla podkreślenia wagi moich słów, Siłacz palnie pięścią w stół!

Si, Señor Banderas. Wiem, wiem.

W tym drugim, na końcu ulicy. Sam Ci go poleciłem. ;) Nazwa mi zawsze umyka. Estupido…

“Frutti di bosco la dżussi pussi”?

 

O, to, to. Na drugim piętrze, w komnacie Camera di delizia monstrosa plurale. Najlepiej pytać o kwintet z Santa Maria Montevergine. Będę gdzieś… Pomiędzy kwintetem. 

Dla podkreślenia wagi moich słów, Siłacz palnie pięścią w stół!

Znajdę Cię, wiem nawet, gdzie dokładnie pomiędzy kwintetem. Też lubię TAM zaglądać. ;)

Naciesz się, ja zmierzam niespiesznie, bo po drodze mam w planach nowość w ofercie:

Trio los Mortifero Sentimentos. Podobno rewelacja! ;)

Nowa Fantastyka