- Opowiadanie: Tomasz R.Czarny - Rzeźnik

Rzeźnik

Opowiadanie brało udział w konkursie wydawnictwa Genius Creations.  Temat  konkursu Niegrzeczny Chłopak. Sukcesu nie odniosło ale dla mnie był to sukces. Trzynaście opowiadań było gorsze od mojego!!!!

Dyżurni:

Finkla, bohdan, adamkb

Oceny

Rzeźnik

 

 

 

Pani komisarz Alicja Woźniak omal nie zwymiotowała, patrząc na ofiarę. Mężczyzna był powieszony za nogi, oskórowany i wypatroszony. Jego wnętrzności były posiekane i leżały na ziemi, pośrodku narysowanego krwią koła z głową kozła w kształcie pentagramu. Wokół miejsca zbrodni stały zapalone świece.

Musiała wyjść.

– Co jest Ala? – rzucił pytanie technik kryminalistyki z szelmowskim uśmiechem na twarzy.

– Nic – odpowiedziała i wyszła na zewnątrz.

Była nowa w wydziale zabójstw. Wcześniej pracowała w zwykłej dochodzeniówce na podrzędnym komisariacie. Po skończeniu studiów oficerskich, uruchomiła znajomości w policji i spełniła marzenie, wydział zabójstw. To było jej pierwsze zdarzenie. Teraz już nie była taka pewna, czy dobrze zrobiła, wybierając ten wydział.

Na miejsce przyjechał prokurator. Wiedziała, że będzie musiała tam wrócić, aby uczestniczyć w oględzinach. Zaczęła się zastanawiać, dlaczego rzuciła palenie. Teraz z miłą chęcią zapaliłaby papierosa.

 

***

 

Kierownik grupy nadkomisarz Kajetan Walczak zebrał wszystkich swoich ludzi w świetlicy, aby omówić dalsze działania.

– Panie i panowie, mamy bestialskie morderstwo. Przestawię wam fakty tej gównianej sprawy. Bo, że to jest gówniana sprawa, nikt chyba nie wątpi?

Spojrzał po twarzach zebranych. Nikt się nie odezwał. Takiej właśnie reakcji oczekiwał od nich.

– Mamy oskórowanego i wypatroszonego mężczyznę w opuszczonym magazynie – kontynuował. – To chyba wszystko, jeżeli chodzi o fakty. Na miejscu była pani komisarz Woźniak. Co udało się pani ustalić?

– Niewiele panie kierowniku – odezwała się Alicja. – Nie znamy tożsamości ofiary i nie mamy motywu. Nikt, nic nie widział i nie słyszał. Sprawca nie pozostawił żadnych śladów. Zebraliśmy trochę biologii, krew, włosy, tkanki, może coś z tego wyjdzie.

– A ten znak? – Kierownik wskazał na jedno ze zdjęć, zawieszonych na tablicy poglądowej, na którym widniało, namalowane krwią koło z głową kozła.

– To jest bafomet, czyli gwiazda głowy kozła, jeden z najważniejszych symboli satanistycznych – wyjaśniła Alicja.

– Czyli mamy jakiś punkt zaczepienia – stwierdził Walczak. – Dziękuję pani. Janek?

Wywołany wstał z krzesła. Aspirant sztabowy Jan Kwiatkowski, technik kryminalistyki. Na miejscu dokonywał oględzin.

– Materiał biologiczny, który pobrałem, został wysłany do laboratorium. Czekamy na wyniki. Nie spodziewałbym się zbyt wiele. Gość był bardzo sprytny i nie pozostawił po sobie śladu. Najprawdopodobniej cały materiał pochodzi od ofiary. Zwłoki zabezpieczone do sekcji. Przyczyna zgonu nieznana. Podejrzewam, że został zabity w innym miejscu, do magazynu sprawca lub sprawcy przynieśli go martwego – referował technik.

– Czemu tak sądzisz? – przerwał mu kierownik.

– Było za mało krwi. Na miejscu panował ład i porządek. Morderca profesjonalnie oskórował ofiarę, następnie ją wypatroszył i posiekał jej wnętrzności, jak widać na zdjęciach.

– Niezły ład i porządek – ktoś skomentował stwierdzenie technika.

– Chodziło mi o to, że jak na takie zabiegi, które wykonał morderca, powinien panować większy bałagan, kałuże krwi, no wiecie… – Kwiatkowskiemu zabrakło słów na wyrażenie swoich myśli.

– Dobra wystarczy – wtrącił się Walczak. – Podsumowując, mamy do czynienia z jednym lub wieloma sprawcami. Prawdopodobnie są to sataniści, na co wskazują symbole na miejscu zbrodni. Tu możemy dopatrywać się motywu, pani komisarz.

Ostatnie zdanie Kajetan skierował w stronę Alicji, robiąc dygresję do jej wypowiedzi o braku motywu.

– Przynajmniej jeden ze sprawców sprawnie posługuje się nożem lub skalpelem – kontynuował. – Szukamy chirurga, myśliwego lub rzeźnika z poglądami satanistycznym. Ktoś chce coś dodać? Jakieś pytania?

– To seryjny – odezwał się głos z końca świetlicy.

Wszyscy odwrócili się w stronę, skąd dochodził głos. Siedział tam znudzony mężczyzna po pięćdziesiątce.

– No proszę, po co ja się tu produkuję? Proszę bardzo, podaj nam jeszcze adres i nazwisko sprawcy, chłopaki pojadą go zatrzymać, a ja w tym czasie napiszę wnioski o nagrody – ironicznym tonem oświadczył Walczak.

– Mieliśmy kilka lat temu taką samą sprawę, psychol oskórował pięć osób – Facet nic sobie nie robił z ironicznych uwag kierownika.

– Makary ty nie powinieneś być już na emeryturze? Kiedy odchodzisz? – nie odpuszczał Kajetan.

– Pan kierownik powinien pamiętać, zaraz po niej dostał awans – odgryzł się stary glina.

Sprawa musiała być drażliwa, bo Walczak aż poczerwieniał ze złości.

– Pamiętam, prowadziłeś ją wraz z tym świrem. Pamiętam też, że sprawca został złapany – wycedził przez zaciśnięte zęby.

– Zgadza się, siedzi zamknięty w psychiatryku, ale to może być jego naśladowca. Świrów nie brakuje na tym świecie. – Makary przez całą rozmowę nie zmienił pozycji ciała ani wyrazu twarzy. Wciąż miał tę samą znudzoną minę.

– W jednym się zgadzamy, świrów nie brakuje, a jednym z nich jest twój były partner. Co on wtedy wymyślił?

– Wezwał egzorcystę.

– Wyobrażacie sobie? Gość bez zgody prokuratora wezwał egzorcystę do świra mordercy, a jego kierownik usiłował to zatuszować – tryumfował Walczak.

– Wtedy pan ich podpierdolił i tak został pan kierownikiem – zripostował Tomaszewski.

– To szczyt chamstwa! – Kierownik aż pozieleniał ze złości.

Makary nic nie odpowiedział na ten wybuch wściekłości, a na jego twarzy pojawił się lekki uśmieszek.

Walczak jeszcze przez chwilę wyrzucał z siebie wulgaryzmy w stronę starego gliny, zanim przeszedł do dalszej części odprawy. Na koniec wydał rozkazy swoim ludziom.

Po odprawie Makary wziął radiowóz nieoznakowany i pojechał do czwartego komisariatu, musiał porozmawiać z kolegą z dawnych lat. Na miejscu dowiedział się, że Aleks ma dzisiaj wolne. Udał się do jego mieszkania. Stanął przed drzwiami i zapukał. Musiał chwile poczekać, zanim Aleks nieśmiało otworzył.

– Makary, co ty tu robisz? – zapytał zdziwiony Aleks Maciejewski, widząc starego druha.

– Wpadłem pogadać.

– Wchodź.

Tomaszewski wszedł do mieszkania i zaczął się rozglądać. Oceniał sytuację.

– Napijesz się?

– Wcześnie zaczynasz. – Makary rozpoznał, że kolega jest już po drinku.

– Przyszedłeś wygłaszać morały? – Aleks podszedł do lady kuchennej i zaczął nalewać alkohol.

– On wrócił.

– Aleks przestał napełniać szklanki i spojrzał na Makarego.

– O kim ty mówisz? – zadał to pytanie, choć bardzo dobrze znał odpowiedź.

– Rzeźnik.

– Złapaliśmy go, jest zamknięty w psychiatryku. – Wrócił do nalewania alkoholu.

– Wczoraj znaleźliśmy zamordowanego mężczyznę. Został oprawiony identycznie jak tamci przez naszego rzeźnika.

– To już nie moja sprawa. – Aleks wziął napełnione szklaneczki i jedną podał Makaremu.

– Pamiętasz, co on wtedy powiedział?

– Ja swojego rzeźnika dorwałem. – Po tych słowach Aleks opróżnił zawartość szklanki jednym haustem.

– Powiedział, że to nie koniec. Przewidział, że będą następne ofiary, a jak on wtedy nie działał sam i miał pomocnika, a teraz ten pomocnik kontynuuje jego dzieło?

– Jestem niewłaściwą osobą, idź do Walczaka z tym. – Aleks odstawił szklankę na stolik i wyciągnął paczkę papierosów.

– Walczak jest debilem, zaczął od samego początku, tak samo, jak my wtedy.

Maciejewski zapalił papierosa i zaciągnął się dymem, potem wolno wypuścił smugę nikotynową, znacząco wpatrując się w twarz kolegi.

– Kurwa mać, Aleks! On zabił Natalkę! Nic to dla ciebie nie znaczy? – wściekł się Makary.

– Wyjdź. – Chwila ciszy. – Wypierdalaj!

Makary odstawił niewypitego drinka i ruszył w stronę drzwi.

– Jakbyś zmienił zdanie, to wiesz gdzie mnie szukać – rzucił na odchodne.

 

TRZY MIESIĄCE PÓŹNIEJ

 

Naczelnik wydziału zabójstw wrócił wściekły ze spotkania z komendantem. Cztery ofiary, trzy miesiące śledztwa i nic. Ludzi ogarnął strach, media wieszają psy na policji i prokuraturze, a jego stanowisko i kariera wisiały na włosku. Gdy tylko wszedł do sekretariatu, polecił wezwać kierownika Walczaka, to jego ekipa zajmowała się sprawą tego rzeźnika.

– Kurwa, Kajetan powiedz, że masz namiar na tego pieprzonego rzeźnika – zaczął od razu Jabłoński, gdy tylko Walczak wszedł do jego gabinetu.

– Inwigilujemy środowiska satanistyczne…

– Przestań mi pierdolić o tych inwigilacjach! – naczelnik przerwał wypowiedź Walczaka. – Od trzech miesięcy nic innego nie słyszę. Chcę usłyszeć, że macie namiar na tego skurwysyna.

– Nie wiem, co powiedzieć panie naczelniku.

– Walczak… – Tu naczelnik zrobił pauzę. – Jesteś skończonym durniem.

Każdy na miejscu Walczaka wściekłby się, słysząc taki tekst, on jednak zrobił minę zbitego psa z podkulonym ogonem.

– Pięć lat temu mieliśmy podobną sprawę, kto przy niej robił?

– Tomaszewski i Maciejewski – odpowiedział służalczo Kajetan.

– No i…?

– Przeglądałem akta…

– Chuj mnie obchodzi, co przeglądałeś! Zawołaj Tomaszewskiego.

– Tak jest panie naczelniku.

Walczak pospiesznie wyszedł z gabinetu Jabłońskiego i poszedł szukać Makarego. Wrócił z nim po piętnastu minutach.

– Makary, ty i Maciejewski pięć lat temu mieliście podobną sprawę. – Naczelnik zdążył się wyciszyć.

– Taką samą, naczelniku.

– Z tego, co się orientuję, dorwaliście gnoja.

– Tak, siedzi w psychiatryku więziennym.

– Według ciebie, skoro gość siedzi, to jakim cudem ktoś morduje ludzi w taki sam sposób?

– To może być naśladowca, naczelniku albo wspólnik naszego rzeźnika.

– To on miał wspólnika? – zdziwił się Jabłoński.

– Tak podejrzewaliśmy, niestety odebrano nam sprawę, pan kierownik zna szczegóły – Makary nie mógł się powstrzymać, żeby nie dowalić Walczakowi.

– Słyszałeś, Kajetan? – Jabłoński zwrócił się do Walczaka. – Podejrzewali, że miał wspólnika. Wyczytałeś to w aktach?

– Nie, panie naczelniku.

– Rozmawiałeś z Tomaszewskim w tej sprawie?

– Nie panie naczelniku.

– Makary, a ty czemu nie powiedziałeś o tym kierownikowi?

– Usiłowałem, ale pan kierownik miał to w dupie.

– Łżesz Tomaszewski! – oburzył się Walczak.

– To przypomnij sobie odprawę po pierwszym morderstwie – zripostował Makary.

Kierownik zamilkł.

– No dobra, nie czas na wzajemne obwinianie – naczelnik starał się wyciszyć konflikt. – Od czego byś zaczął Makary?

– Od ściągnięcia Maciejewskiego.

– Nonsens – wtrącił się Walczak.

– To on dorwał tego gościa, jest najlepszy w te klocki.

– To alkoholik. Może kiedyś był najlepszy, ale odwaliło mu po tej sprawie z rzeźnikiem – Walczak nie zamierzał godzić się na ściągnięcie Maciejewskiego do wydziału.

– Będę miał go na oku – Makary nie zamierzał zrezygnować.

– Rób, co trzeba – zdecydował naczelnik, zwracając się do Tomaszewskiego.

Walczak aż pozieleniał ze złości. Przegrał potyczkę.

 

***

 

Mieszkanie Aleksa było zamknięte. Sąsiad oświadczył, że prawdopodobnie nie ma go w środku. Nie był widziany już od kilku dni. W komisariacie powiedzieli, że jest na urlopie i proponowali szukać go po barach. Makary tak też zrobił. Zleciało mu do wieczora, nim go znalazł. Siedział przy barze nad kieliszkiem wódki. Był już nieźle wstawiony. Nieogolony, brudny, z włosami w nieładzie. Wyglądał jak lump. Makary podszedł do niego, wykopał mu stołek spod tyłka i przytrzymał Aleksa, aby nie upadł na podłogę.

– Jak ci się kurwa wydaje, co ty wyprawiasz? – zapytał Makary z nutą złości.

– So kurszszsz…– bulgotał Aleks.

– Boże, jak ty wyglądasz?

 Aleks zaczął się wyrywać i zaciskać pięści.

– Zabieram cię do chaty.

Makary chwycił go i wywlekł z baru. Dopiero po jakimś czasie Aleks przestał się szarpać. Dojrzał przez pijackie mroki, kto go wlecze.

– Makary – wybełkotał.

– Nie kurwa, wróżka.

– Tylko nie do domu.

Aleks przestał się opierać i zaczął współpracować. Dał się zaprowadzić do samochodu.

– Proszę Makary, tylko nie do domu.

– Masz już dość, Aleks.

– Wiem, ale nie do mnie.

– A gdzie?

– Proszę Makar, nie do mnie.

Tomaszewski spojrzał na zapijaczonego kumpla. Nie bardzo rozumiał, o co mu chodzi.

– Proszę – bełkotał błagalnie.

– No dobra, Danka się wkurwi – uległ Makary.

Przez całą drogę usiłował wyciągnąć z Aleksa, o co mu chodzi, z tym że nie chce do swojego domu, ale ten był tak pijany, iż trudno go było zrozumieć.

Makary zatrzymał samochód. Aleks zamroczonym wzrokiem spojrzał na zewnątrz, nagle się ożywił.

– Nie, proszę nie do mnie – panicznym głosem, zaczął błagać kumpla.

– Spokojnie, wezmę tylko twoje ciuchy na przebranie i pojedziemy do mnie.

– Nie. Nie idź tam. Nie do mnie – mamrotał Aleks. Wyglądał tak, jakby się czegoś bał.

Makary zrzucił to na karb pijackich majaków. Zostawił go w samochodzie, a sam poszedł do jego mieszkania. To, co tam zastał, przekraczało jego wyobraźnie. Mieszkanie było zdemolowane. Wszystkie meble były połamane, a szczątki porozrzucane po podłodze. Nic nie było na swoim miejscu. Miało się wrażenie, iż przeszedł tędy huragan.

Makary zaczął szukać jakichś czystych ubrań, które jutro mógłby założyć Aleks. Nie było łatwo. Ciuchy walały się wszędzie pośród garnków i połamanych części mebli. Po kilku minutach udało mu się coś sensownego znaleźć. Wrócił do samochodu. Aleks spał i mamrotał przez sen. Makary zatrzasnął drzwi i uruchomił silnik.

– Widziałeś ją? – Aleks się zerwał.

– Kogo?

– Nieważne.

– Coś ty zrobił ze swoją chatą?

Nie uzyskał odpowiedzi, Aleks ponownie odleciał.

 

***

 

Rano Aleksa obudził kac morderca. Rozsadzający ból głowy, suchość w ustach, wręcz warunki pustynne i pieprzone mdłości. Powoli otworzył oczy i jasność agresywnie zaatakowała jego źrenice. Próbował sobie przypomnieć cokolwiek z wczorajszego dnia. Nie potrafił się skupić.

– Pij.

Wypowiedziany dźwięk wdarł się do jego uszu i omal nie rozsadził mu czaszki. Ponowił próbę otworzenia oczu. Zobaczył stojącego nad nim Makarego ze szklanką w ręku.

– Co to? – wydusił z siebie Aleks.

– Glukoza.

Powoli usiadł i wziął szklankę do ręki.

– Gdzie jestem?

– U mnie.

Aleks zaczął pić. Poczuł ulgę w ustach, gdy mokry płyn zwilżył jego zaschnięte gardło.

– Jak się tu znalazłem?

– Ja cię przywiozłem. Pij do końca.

– Chcesz, żebym się zrzygał?

– Masz tu miskę. Pij.

Makary podał miskę koledze. Aleks wypił do końca glukozę i chwilę potem poczuł, jak żołądek podchodzi mu do gardła. Zwymiotował.

– Pij.

Makary podawał mu kolejną szklankę pełną glukozy.

– Daj mi lepiej wódki z pieprzem.

– Nic z tych rzeczy. Musisz się ogarnąć.

Aleksy spojrzał podejrzliwie na kolegę.

– Po chuj?

– Wracasz do wydziału.

– Co?

– Pij i nie pierdol. Wszystko ci wyjaśnię, jak weźmiesz prysznic. Danka zrobiła śniadanie. Tu masz świeże ciuchy.

Aleks wziął szklankę do ręki. Makary rzucił mu czyste ubranie i zniknął za drzwiami. Pozostawił go ogłupiałego. Piętnaście minut później wykąpany, w czystym ubraniu Aleks pojawił się w kuchni.

– Powinieneś się ogolić – powiedział Makary, widząc kolegę.

– Nie da rady – odpowiedział Aleks i wyciągnął przed siebie trzęsące się ręce.

– Jak długo waliłeś?

– A który dzisiaj mamy?

– Szósty sierpnia.

– To jakieś dwa miesiące.

Danuta żona Makarego postawiła ciepłą jajecznicę przed Aleksem. Ten wciągnął zapach pysznej potrawy. Zaburczało mu w żołądku. Już nie pamiętał, kiedy ostatnio jadł coś ciepłego i treściwego, nie licząc fast foodów. 

– Co miałeś na myśli, mówiąc, że wracam do wydziału? – Przypomniał sobie słowa Makarego.

– Jabłoński kazał cię ściągnąć.

– Mak, przestań pierdolić.

– Walczak dał ciała, minęły trzy miesiące, a on stoi w miejscu. Jabłońskiemu dupa zaczęła się palić, bo góra ciśnie. Ludzie boją się wychodzić na ulicę, jest chujnia. Zapytał mnie, co o tym sądzę, więc powiedziałem mu i kazał cię ściągnąć pod warunkiem, że będę cię trzymał na smyczy.

Aleks wysłuchał tego i odłożył widelec na talerz, a potem odsunął od siebie jedzenie. Zastanawiał się.

– Kurwa, Aleks oni nie są w stanie go złapać.

Nic nie odpowiedział, tylko patrzył w jedno miejsce, zaciskając zęby. Bił się z myślami.

– Dobra – odpowiedział w końcu.

 

***

 

Alicja musiała na chwile oderwać się od czytania akt. Powoli wszystko zaczęło jej się mieszać, a w głowie zapanował chaos. Wyszła na korytarz i zobaczyła Makarego w towarzystwie jakiegoś mężczyzny. Facet miał długie włosy zaczesane na bok, brodę, wąsy, ubrany był w dżinsy z poprzedniej dekady i kraciasty T-shirt, niedbale włożony w spodnie. Miało się wrażenie, że facet pomylił epoki. Na pierwszy rzut oka nie przyciągał do siebie wręcz przeciwnie. Pomimo pierwszego wrażenia, jakie wywoływał, był cholernie przystojny. Przeszedł obok Alicji, obdarzając ją krótkim spojrzeniem. Coś w niej drgnęło. Te jego oczy były takie brązowe i tajemnicze. Nagle zapragnęła poznać tego gościa.

– Witam kierownika Walczaka. – Usłyszała niski, męski głos z chrypą w tle. Ten głos spowodował, że przeszedł ją dreszcz.

– Posłuchaj Macie…

– Daruj sobie te pieprzone przemówienie – Aleks przerwał wypowiedź Walczaka.

– Nie przerywaj mi.

– Obaj wiemy, jak jest, więc daj mi akta sprawy.

– Będę ci patrzył na ręce – wycedził przez zęby Walczak.

– Akta.

– Jedno potknięcie i wrócisz tam, skąd przyszedłeś.

– Groźba czy obietnica, panie kierowniku?

– Tomaszewski, zabierz tego neandertalczyka do świetlicy i wprowadź go w sprawę.

– Panie kierowniku, ten tekst łapie się na dwieście szesnaście kodeksu karnego, kto znieważa inną osobę – punktował go Aleks.

– Jeszcze jedno cwaniaczku, chcę wiedzieć o każdym twoim pomyśle. Najpierw konsultujesz go ze mną, ja zatwierdzam lub nie i wtedy go realizujemy. Zrozumieliśmy się?

– Ja tak, nie wiem, jak pan kierownik.

Walczak zacisnął zęby z wściekłości i powoli wciągnął powietrze, usiłując opanować nerwy.

– Pani Alicjo, do mnie! – wrzasnął, widząc młodą panią komisarz, która przysłuchiwała się z uwagą ich dyskusji.

Aleks spojrzał na dziewczynę, a potem na Walczaka, delikatnie prychnął i skierował się w towarzystwie Makarego do świetlicy.

Walczak bordowy ze złości wszedł do swojego gabinetu, usiadł za biurkiem, tuż za nim weszła Alicja.

– Proszę zamknąć drzwi.

Alicja posłusznie wykonała polecenie i stanęła przed kierownikiem.

– Pani komisarz, zaniesie pani akta rzeźnika Maciejewskiemu i dopilnuje, żeby się zapoznał z nimi.

– Tak jest panie kierowniku.

– Nie ukrywam, że nie cieszy mnie jego obecność. To jest niebezpieczny człowiek, powinien zostać wydalony całkowicie z policji. Niestety pan naczelnik ma pętlę zarzuconą na szyję i wykonuje dość dziwne ruchy, aby ratować swój tyłek, ale ten ruch, to będzie gwóźdź do jego trumny. Kto wie, co się może stać. Może to ja zostanę naczelnikiem, a wtedy zwolni się moje miejsce. Pani jest bystra, inteligentna, ma pani znajomości. Rozumie pani, co mam na myśli?

– Tak panie kierowniku, bardzo dobrze.

– Świetnie, że się rozumiemy. Na koniec mam jeszcze jedną prośbę do pani.

– Słucham.

– Chcę, żeby pani patrzyła na ręce Maciejewskiego, chcę wiedzieć o każdym jego posunięciu, o każdym pomyśle, nawet o tym, kiedy idzie do kibla. Jego nie można spuścić ze smyczy. Rozumie pani?

– Tak panie kierowniku.

– Niech pani uważa na niego, ja nie żartuję, że jest niebezpieczny.

– Rozumiem.

– Może pani iść.

 

***

 

Aleks wszedł do świetlicy i od razu zwrócił uwagę na tablicę poglądową. Wisiała na jednej ze ścian. Była pokryta zdjęciami z miejsc zbrodni. Stanął na progu i z trudem przełknął ślinę. Poczuł lekką obawę, aby podejść bliżej.

– Macie tu jakąś kawę? – zagadnął do Makarego, mając nadzieję, że kolega nie widział jego reakcji.

– Mam w pokoju sypaną, bo teraz wszyscy piją to rozpuszczalne gówno – odparł Makary.

– Oczywiście, że sypaną.

– Idę zrobić.

Aleks został sam w świetlicy. Przemógł się i powoli zbliżył do tablicy poglądowej. Poczuł na całym ciele gorąco, zaczął go oblewać pot. Wszystko wokół wirowało. Było mu niedobrze. Przed oczami zaczęły pojawiać się obrazy jak slajdy. Myślami przeniósł się do przeszłości. Ponownie znalazł się w opuszczonym magazynie. Panował tu półmrok, niewiele było widać. Na środku magazynu paliły się świece, ustawione w okręgu, a w nim mężczyzna skórował wiszące ciało. Aleks krzyknął i mężczyzna zaczął uciekać. Pobiegł za nim, w chwili, gdy zbliżył się do ofiary, zobaczył jej twarz. Znał ją. Dziewczyna jeszcze żyła. Natalka. Była do połowy oskórowana. Nie dało się nic zrobić. Widział, jak w oczach gasną jej płomienie życia. Wołał o pomoc, ale ona nie nadchodziła. Zaczął tamować krew. Nic to nie dało. Usiłował z powrotem założyć na nią skórę, mając złudną nadzieję, że to mu się uda i ona ożyje. Nie stało się tak. Przez pięć lat, prawie co noc przeżywał ten koszmar i za każdym razem miał nadzieję, że ona przeżyje, że ją uratuje.

Wrócił do rzeczywistości, wyrwany jakimś hałasem. Obejrzał się i zobaczył przewrócone krzesło. Nikogo oprócz niego nie było w świetlicy, więc jakim cudem to krzesło się przewróciło? Znowu się zaczyna, pomyślał. Czuł, że nie da sobie rady. Musiał się napić. Zespół odstawienny dawał o sobie znać.

Drzwi świetlicy się otworzyły i do środka weszła młoda dziewczyna. Była zgrabna, ładna i miała taką niewinną twarzyczkę.

– Komisarz Alicja Woźniak – przedstawiła się.

Coś jej nie pasowało w jego wyglądzie. Był cały spocony i zadyszany. Co on robił? Zakołatało się pytanie w jej głowie.

– Fajnie – powiedział Aleks, nie siląc się na przedstawienie swojej osoby.

– Przyniosłam akta. – Gbur, pomyślała. Nie wiedzieć czemu, troszkę się zezłościła na niego.

Aleks wziął od niej akta i usiadł przy jednym ze stolików. Otworzył teczkę i zaczął studiować materiał.

– Nazywasz się jakoś? – zadała mu pytanie. Bardziej, żeby mu dopiec niż z ciekawości.

– Kazał ci szpiegować? – zignorował jej pytanie.

– Nie wiem, o czym mówisz.

 Nie wierzył jej. Wręcz umocniła go w swoim przekonaniu, zaprzeczając. Dobrze znał Walczaka i wiedział, że nasłał ją.

– Może jakieś imię albo stopień? – Alicja nie rezygnowała.

Żadnej reakcji ze strony Aleksa, był pochłonięty czytaniem i nie zwracał na nią uwagi.

– Cokolwiek. – zaczynała się wściekać na jego jawne lekceważenie jej osoby.

– Czemu nie dołączyliście do sprawy psychiatry? – wciąż lekceważył jej pytania. Przez ten czas nawet na nią nie spojrzał.

– Jakbyś potrafił czytać ze zrozumieniem, to na pewno byś zobaczył opinie i profil wydany przez psychiatrę specjalistę. – Alicja wzięła sobie za punkt honoru, dogryzienie temu troglodycie.

– Ty tego bałwana nazywasz specjalistą? – Aleks rzucił akta na stolik, otwarte na opinii psychiatrycznej.

Patrzyła na niego, nie bardzo wiedząc, o co mu chodzi.

– Przecież ten baran nie ma pojęcia, o czym pisze. Wykorzystał standardowy profil i doprawił kilka rzeczy, które nawet średnio rozgarnięty szympans by zauważył na podstawie obserwacji. To można sobie wsadzić do dupy.

– O czym ty mówisz?

– O tym, panienko, że prawie każdy seryjny w Polsce to biały mężczyzna między dwudziestym piątym a pięćdziesiątym rokiem życia. Esteta, mający świra na punkcie porządku, to widać po miejscu zbrodni. Facet jest bardzo dokładny i potrafi się skupić na swojej robocie, nie spieszy się, ma czas i inne pierdoły, są tak oczywiste, patrząc na oględziny miejsca zdarzenia, że nawet ty musiałaś to zauważyć.

– Jesteś bezczelny! – oburzyła się Alicja.

– A powiedz mi, gdzie na mapie są zaznaczone miejsca zbrodni? – Aleks wstał i podszedł do mapy miasta. – Weź teraz czerwone pinezki i zaznacz nimi te miejsca. Potem zielonymi zaznacz miejsc zamieszkania ofiar, niebieskimi miejsce pracy, a pomarańczowymi miejsca, gdzie ostatnio byli widziani. Wiesz po co?

– Wiem, żeby określić teren, na jakim działa sprawca. Zawęzimy pole poszukiwań. – Alicja poczuła się jak małe dziecko przyłapane na kłamstwie.

– Świetnie, ja w tym czasie pójdę do toalety.

Zostawił ją samą. Była wściekła na niego i na siebie. Miała ochotę wrzeszczeć.

 

***

 

Spotkali się na korytarzu. Makary niósł gorącą kawę, a Aleks wchodził do toalety.

– Źle wyglądasz – zauważył Makary.

– Jeszcze gorzej się czuję.

Aleks wziął kawę od kumpla i wypił kilka małych łyczków, tak by się nie poparzyć.

– Muszę zobaczyć miejsca znalezienia ofiar – powiedział.

– Teraz?

– Tak.

– A kawa?

– Musi poczekać.

Aleks ogarnął się w toalecie, obmywając twarz zimną wodą. Potem wyszedł na świeże powietrze i zrobił kilka wdechów. Powoli wracały mu kolory. Makary siedział już w samochodzie. Dołączył do niego i ruszyli w miasto.

– Zajedź do jakiegoś spożywczaka – poprosił Aleks.

– Po co? – zapytał podejrzliwie Makary.

– Zajedź do tego pierdolonego sklepu, proszę.

Makary więcej nie dyskutował. Zjechał na parking przed sklepem. Wiedział, po co Aleks chce iść do sklepu.

– Może lepiej na pogotowie? – podjął kolejną próbę powstrzymania kumpla przed wypiciem wódy.

Aleks tylko spojrzał na Makarego i nie odzywając się, poszedł do sklepu. Kupił dwie flaszki stugramowe. Jedną wypił na miejscu zaraz po zapłaceniu. Drugą schował do kieszeni. Od razu poczuł się lepiej.

– Walczak jak wyczuje od ciebie wódę, to cię wypierdoli na zbity pysk – powiedział Makary.

– Jedź.

 Dziesięć minut później byli na miejscu. Aleks wysiadł z samochodu i spojrzał na opuszczoną halę. Coś złowrogiego wisiało w powietrzu. Przemógł się i wszedł do środka. Było tak samo mroczno, jak wtedy, pięć lat temu. Zimny dreszcz przeszedł mu po plecach. Zaczął się zastanawiać czy nie wrócić. Nie zrobił tego. Szedł powoli w stronę miejsca zbrodni. Zaczęły mu się pojawiać obrazy z przeszłości. To były migawki. Pojawiały się i znikały.

– Wszystko w porządku? – Usłyszał za plecami głos Makarego.

– Tak, czemu pytasz?

– Jesteś cały spocony i drżysz.

– Puszcza mnie.

Aleks trzęsącymi rękoma sięgnął po setkę, którą miał w tylnej kieszeni spodni. Ponownie mignęła mu przed oczami Natalia, wisząca, obdarta do połowy ze skóry. Tym razem jej wzrok był oskarżający. Wydawało się, jakby mówiła, to twoja wina.

– Nie powinieneś pić – powiedział Makary.

– A ty nie powinieneś tak pierdolić – odburknął Aleks.

– Okej.

– Jedźmy stąd.

– Co o tym wszystkim sądzisz? – Makary wskazał głową na miejsce zbrodni.

Aleks nawet nie spojrzał tam. Bał się, że znowu zobaczy ją z tym wyrazem oskarżenia na twarzy.

– Nic się nie zgadza – wyraził opinię, odchodząc w stronę wyjścia.

– Co się nie zgadza? – zdziwił się Makary.

– Wszystko.

Zadzwonił telefon. Tomaszewski spojrzał na wyświetlacz.

– Walczak.

– Daj mi go.

Aleks wziął telefon od kumpla i odebrał.

– Tak?

– Jest z tobą Maciejewski?

– Przy telefonie.

– Gdzie wy się kurwa podziewacie!?

– W dupie, panie kierowniku – odparł spokojnie Aleks.

– Maciejewski, widzę cię za chwilę w komendzie!

– Powiedz temu swojemu pieskowi, żeby zrobił szczegółowy wywiad na temat ofiar, chcę wiedzieć wszystko, włącznie z tym, kiedy chodzili srać. Najlepiej niech zadzwoni do mnie, to jej wytłumaczę.

– O czym ty kurwa mówisz? Jaki piesek?

– O tej siksie, której kazałeś mnie szpiegować.

– Nie wiem, o czym mówisz – ton głosu Walczaka mówił co innego. Już nie wrzeszczał i nie był taki władczy.

– Przestań pierdolić i zacznij zachowywać się jak gliniarz.

– Jak ty się do mnie odzywasz?

– Walczak, ja do ciebie nic nie mam, nawet szacunku.

Aleks rozłączył się. Nie miał ochoty ciągnąć tej rozmowy.

– Wiesz, że on czeka tylko na twoje potknięcie – powiedział Makary.

– Teraz byłoby mu to na rękę. Wykorzystałby mnie do pozbycia się naczelnika Jabłońskiego i zająłby jego miejsce.

– Gdzie teraz?

– Musimy pogadać z naszym znajomym rzeźnikiem.

 

***

 

Nie wpuścili ich na oddział strzeżony. Kazali zaczekać. Aleks zapalił papierosa, widząc to Makary, wskazał palcem tabliczkę z zakazem palenia tytoniu na terenie szpitala. Aleks tylko wzruszył ramionami i zaciągnął się dymem nikotynowym. Po chwili zobaczyli, idącą korytarzem panią doktor. Znali ją bardzo dobrze. To była Agnieszka Jasińska. Pomagała im w sprawie pierwszego rzeźnika.

Agnieszka zobaczyła go z daleka. Coś w niej drgnęło. Aleks budził w niej mieszane i sprzeczne uczucia. Denerwował ją jak nikt inny, a zarazem miała do niego słabość.

– Tu jest zakaz palenia – powiedziała, głęboko spoglądając w oczy Aleksa. Poczuła, jak przyjemny dreszcz przeszywa jej ciało.

– Też się cieszę, że cię widzę – odparł, lekceważąc jej uwagę.

– Cześć Aga – wtrącił Makary.

– Cześć Mak.

– Chcemy pogadać z naszym rzeźnikiem – Aleks przeszedł od razu do rzeczy.

– Zgaś tego papierosa Aleks – poprosiła łagodnie Agnieszka. Wiedziała, że nie było sensu iść z nim na utarczki słowne.

Zbiła go trochę z tropu tym tonem. Spojrzał na nią, aż drgnęła. Te jego oczy były takie zniewalające. Zdawała sobie sprawę, że gdyby tylko powiedział jedno słowo, to rzuciłaby się na niego. Na nic się zdawały nauki psychiatryczne o działaniu ludzkiego umysłu, jeżeli w grę wchodził Aleks. Znała kilku o wiele przystojniejszych facetów od niego, jednak on miał jakiś magnes w sobie, coś, co sprawiało, że gdy tylko spojrzał na kobietę, nogi robiły się miękkie i górę brały odczucia żądzy.

Aleks rozejrzał się wokoło za miejscem, gdzie mógłby zgasić papierosa. Nie znalazł takiego, więc znacząco pokazał go dla Agnieszki ze znakiem zapytania wymalowanym na twarzy.

– Włóż mi do kieszeni – burknęła. To właśnie była druga strona medalu Aleksa. Był cholernie irytujący w tym swoim zachowaniu.

Aleks wzruszył ramionami, a następnie dogasił papierosa na swojej podeszwie od buta. Niedopałek schował do paczki papierosów.

– To jak? – spytał.

Zwykłe pytanie, a o mało nie straciła panowania nad swoimi emocjami.

– Nic z tego – odpowiedziała.

– Pani doktor… nie wiem, czy zauważyłaś, ale jakiś debil gania po mieście i szatkuje ludzi tak samo, jak ten zjeb, z którym chcę porozmawiać. Dlatego grzecznie…

– Jesteś pijany – przerwała mu Agnieszka, wyczuwając woń alkoholu.

– A ty jesteś brzydka i gruba – dogryzł jej Aleks.

– Tak nie będziemy rozmawiać – oburzyła się. Za kogo on się uważa? Dodała w myślach.

– Posłuchaj Aga… – Makary postanowił wkroczyć do akcji.

– Nie! Zabieraj tego degenerata albo dzwonię do waszego szefa – syknęła wściekła Agnieszka.

– Poza tym on jest na silnych lekach uspokajających – dodała po chwili.

– Co się dzieje? – zainteresował się Aleks.

– Nie rozmawiam z tobą.

– Wyluzuj, tu chodzi o życie ludzi.

Miał rację, nie mogła swoich prywatnych spraw mieszać ze służbowymi.

– Od jakiegoś czasu stał się bardziej aktywny i agresywny.

– Od kiedy? – Aleks czuł, że to ma jakiś związek ze sprawą.

– Od jakiś trzech miesięcy.

– W tym samym czasie zaatakował nowy rzeźnik – zauważył Makary.

– Były momenty, gdzie jego agresywność wzrastała? – zapytał Aleks.

– Kilka razy wpadał w szał, że nawet leki nie działały.

– Ile razy i kiedy?

– Nie pamiętam, musiałabym zajrzeć do teczki.

– To wpuść nas i sam zobaczę – powiedział poirytowanym tonem Aleks.

– Wiesz dobrze, że to są tajne dane.

– A co ja kurwa jestem piekarzem i pytam o bułki?! – podniósł głos.

– Wyluzuj Aleks – ponownie wkroczył Makary.

W tym samym momencie zadzwonił telefon Aleksa. Spojrzał na wyświetlacz.

– No proszę, pani prokurator dzwoni, zaraz będziesz miała swój nakaz – powiedział sarkastycznie Aleks.

Krew w Agnieszce aż za buzowała, nie tylko z powodu tonu, w jakim zwracał się do niej Aleks, ale też na wieść o pani prokurator. Weronika Majewska, rozwiedziona pani prokurator, rycząca czterdziecha, drapieżca seksu. Gwałciła wzrokiem Aleksa za każdym razem, jak się spotkali. Agnieszka miała wrażenie, że Majewska oddałaby się Aleksowi na trawniku jak zwykła suka.

– Wpadnijcie jutro, postaram się przygotować dokumenty – zwróciła się do Makarego.

Aleks nie słyszał już tego, był całkowicie pochłonięty rozmową telefoniczną.

– Przechodzi ciężki okres – Makary usiłował wytłumaczyć zachowanie kolegi.

– Daj spokój Mak, on zawsze ma ciężki okres.

Aleks zakończył rozmowę i stwierdził, że pani doktor zniknęła.

– Gdzie ona jest?

– Musiała iść. Co chciała Majewska?

– Dowiedziała się, że jestem w sprawie i chce się zobaczyć.

– Teraz?

– Tak.

– Jesteś pewny? – Makary miał obawy przed tym spotkaniem. Stan, w jakim się znajdował Aleks, nie wróżył nic dobrego w konfrontacji z panią prokurator.

– Zawieź mnie po prostu do niej.

– Jak chcesz.

 

***

 

Gdy go tylko zobaczyła, cała złość uleciała od niej. Zanim przyszedł, w myślach wiele razy analizowała rozmowę z nim. Wszystko jednak szlag trafił, gdy stanął w drzwiach jej gabinetu.

– Miło cię widzieć – wydusiła z siebie.

– Ciebie również – odpowiedział.

– Czyżby? – powątpiewała w szczerość jego słów.

– Dzień dobry pani prokurator – przywitał się Makary, zdając sobie sprawę, że w tej chwili nikt nie zwraca na niego uwagi.

– Cześć Mak – odpowiedziała prokurator Majewska, nie spuszczając wzroku z Aleksa.

– Dzwoniłam wiele razy, byłam u ciebie, ale pocałowałam klamkę – mówiła z wyrzutem.

– Miałem ciężkie dni – odpowiedział Aleks, bez cienia żalu.

– Masz je chyba nadal – stwierdziła.

Aleks rozsiadł się wygodnie na jednym z krzeseł i zawadiacko patrzył prosto w oczy Weroniki.

– Ile dzisiaj wypiłeś?

– Daruj sobie. – Na jego twarzy pojawił się bezczelny uśmieszek.

– Walczak szaleje na Komendzie, o mało co nie wszczął poszukiwań za tobą.

– Po to mnie wezwałaś?

– Chcesz dorwać tego gnoja, czy nie?

Uśmiech z twarzy Aleksa zniknął. Teraz patrzył na nią zawzięcie i zaciskał zęby.

– Tak też sądziłam. – Jego milczenie i wyraz twarzy odebrała jako potwierdzenie. – Dlatego ty Makary pojedziesz do komendy i powiesz Walczakowi, że Aleks wykonuje ze mną czynności, a ja zajmę się nim. Od jutra zero alkoholu w pracy. Zrozumiano?

Nie odpowiedział.

Makary zniknął za drzwiami i zostawił ich samych.

– Zbieraj się.

– Dokąd?

– Lepiej, żeby tutaj też nikt cię nie widział w takim stanie.

Wyszli z budynku prokuratury i wsiedli do samochodu Majewskiej.

– Co sądzisz o tej sprawie? – zapytała Weronika, gdy już byli w samochodzie.

– Trzy miesiące psu w dupę. – Sięgnął po paczkę papierosów, wyciągnął jednego i włożył do ust.

– Tu się nie pali.

– Jesteśmy w czarnej dupie. Nic się tu nie zgadza, wszystko jest inaczej. – Aleks nic sobie nie robił z uwagi o paleniu. Odpalił papierosa i zaciągnął się dymem. Następnie otworzył szybę i wydmuchał przez powstałą szparę dym.

– Możesz mówić jaśniej. – Weronika dała sobie spokój z dalszego upominania go o paleniu.

– Jedyną wspólną rzeczą jest obdzieranie ze skóry i szatkowanie wnętrzności, cała reszta jest zupełnie inna. Nasz rzeźnik karał swoje ofiary za grzechy, zostawiał wierszyki i zagadki, malował inne symbole.

– Naśladowca czy rzeczywiście rzeźnik miał wspólnika i nie działał sam?

– Nie wiem. Muszę pogadać z rzeźnikiem.

– Da się zrobić.

– Chcę mieć wgląd do historii leczenia.

– Już masz.

– Potrzebuje pełne wywiady ofiar. Wszystko, jakimi byli ludźmi, grzechy, z kim spali, w jakiej pozycji, wszystko.

– Walczak się tym zajmie – Po tych słowach zaparkowała swój samochód i zadzwoniła.

– Panie Walczak, prokurator Majewska.

– Pani prokurator, czy Maciejewski jest z panią?

– Tak.

– Mogę go prosić do telefonu?

– Nie ma takiej potrzeby. Zbierze pan swoich ludzi i zrobicie pełen wywiad na temat ofiar. Chcę wiedzieć na ich temat wszystko, najdrobniejsze szczegóły, jakie mieli zainteresowania, jakimi byli ludźmi, jaką mieli opinie z najdrobniejszymi szczegółami, włącznie z plotkami na ich temat.

– Zrozumiałem.

– Jutro rano mają się znaleźć na moim biurku.

– Ale…

Nie słuchała jego dalszej wypowiedzi. Rozłączyła się. Spojrzała pożądliwie na Aleksa. Potem bez słowa włączyła się do ruchu. Dziesięć minut później byli w jej mieszkaniu. Gdy tylko drzwi się zatrzasnęły za nimi, dopadła się do niego, wbijając swoje namiętne usta w jego. Nie pozwoliła mu na żadną reakcję. Zdjęła z niego spodnie. Poddał się jej pieszczotom. Wylądowali w łóżku, w gorącym i dzikim tańcu.

 

Położyła się obok niego zdyszana. Była spełniona. Dawno nie przeżyła takiego uniesienia. Aleks chwile leżał, wpatrując się w sufit. Następnie podniósł się i zaczął zbierać swoje ubranie.

– Co robisz? – zapytała lekko zadyszana.

– Ubieram się – odpowiedział.

– Gdzieś idziesz? – Zerwała się, siadając na łóżku. Kołdra zsunęła się, odsłaniając jej jędrne dwie piersi, które jeszcze falowały w rytm jej przyspieszonego oddechu.

– Zrobię coś dojedzenia. Jestem głodny.

Weronika miała wrażenie, że chciał powiedzieć zupełnie coś innego. Jego twarz nie wyrażała żadnych emocji, była zastygła jak kamienny posąg. Weronika chwile jeszcze siedziała, nasłuchując odgłosów z mieszkania. Opadła dopiero, wtedy gdy usłyszała stuki z kuchni. Pomimo spełnienia jej ciało nadal czuło ogromne podniecenie i pożądanie. Nabrała ochotę na kolejny numerek. Zerwała się z łóżka i pobiegła naga do kuchni. Przywarła od tyłu do Aleksa.

– Idę pod prysznic – wyszeptała mu do ucha.

Nic nie dopowiedział, tylko pokiwał głową. Wsunęła rękę w spodnie i zaczęła pieścić jego męskość.

– Przeszkadzasz – rzucił sucho, bez emocji.

– Chcę, żebyś zerżnął mnie jeszcze raz.

– Jak zjemy. Dobrze? – Odwrócił się do niej i pocałował.

Ona zniknęła w łazience, a on wrócił do gotowania. Wzięła ciepły prysznic, lecz nie mogła się skupić. Wciąż czuła go w sobie. Za każdym razem jak się dotykała, przechodził ją dreszcz rozkoszy. Wyskoczyła spod prysznica, zarzuciła na siebie ręcznik i poszła do kuchni z zamiarem dopadnięcia Aleksa. W dupie miała jedzenie, chciała, aby ponownie zagłębił się w nią. Nie było go. Na stole czekał na nią ciepły apetyczny omlet i kartka z napisem „pożyczyłem samochód”.

– Skurwysyn! – syknęła przez zaciśnięte zęby.

 

***

 

Telefon ponownie zadzwonił. Aleks spojrzał na wyświetlacz. To była Weronika. Rozłączył się.

– Niech pan odbierze, może to ważne – powiedział ksiądz Jakub Król.

– Może poczekać – odparł Aleks i się rozłączył.

– To bardzo silny znak. – Ksiądz wrócił do przerwanej rozmowy.

– Co on ma na celu?

– Nie mogę jednoznacznie odpowiedzieć na to pytanie. Może mieć wiele zastosowań.

– Patrząc na zdjęcie zbrodni, co się księdzu nasuwa na myśl?

Ksiądz spojrzał jeszcze raz na zdjęcie. Nagle przed oczami mignęła mu jakaś twarz. Trwało to mili sekundę. Ksiądz opuścił zdjęcie.

– Co się stało? – zaniepokoił się Aleks.

– Nic – skłamał ksiądz. – On chce uwięzić te dusze.

– Jak uwięzić?

– Umieszczając ofiary w zasięgu działaniu znaku, odbiera możliwość zbawienia duszy. Aniołowie nie mają dostępu do niej. Nawet, jak zabije osobę bez grzechu, jej dusza zostanie ofiarowana dla złego. On składa je w ofierze. To jest największa ofiara, jaką można złożyć dla złego, czysta dusza, uwięziona w piekle.

– Coś jeszcze się księdzu nasuwa ?

– Uważaj na siebie – powiedział przejęty ksiądz. Sprawiał wrażenie lekko wystraszonego.

– Niech ksiądz się o mnie nie martwi.

– Wyspowiadaj się i przyjmuj ciało Jezusa – ton wypowiedzi księdza stawał się coraz bardziej przerażony.

– Dzięki za pomoc. Jak będę potrzebował księdza, mogę wpaść?

– Będziesz potrzebował – odparł pewnie ksiądz.

Aleks wziął zdjęcia z rąk kapłana i wyszedł. Pojechał na cmentarz. Stanął nad grobem Natalki. Tęsknił za nią. Była ostatnią ofiarą rzeźnika. Nigdy się nie pogodził z jej stratą. Zawsze, gdy zamykał oczy, widział jej błagalny wzrok, proszący go o pomoc i czuł swoją bezradność. Zacisnął pięści.

– Pomszczę cię – wycedził.

Pomimo wczesnej pory zrobiło się szaro. Złowrogie czarno szare chmury zawisły nad cmentarzem, a wokoło okrywała go przerażająca mgła. Zerwał się silny wiatr, niosący ze sobą czyjeś głosy. Aleks słyszał szepty. Nie potrafił odróżnić słów, ale głosy uderzały w niego z każdej strony. Odciął się od nich, zwalając to na karb nadużywania alkoholu. Ruszył w stronę wyjścia. Głosy coraz natarczywiej wdzierały się do jego umysłu. Teraz wyraźnie słyszał krzyki, jęki i błagania. Przyspieszył kroku. Będąc tuż przy bramie, usłyszał chichot. Zatrzymał się i obejrzał za siebie. Nikogo w pobliżu nie było.

Opuścił cmentarz i wsiadł do samochodu. Musiał się ogarnąć. Zamknął oczy i usiłował się wyciszyć. Zmusił swój umysł do intensywnego myślenia. Powoli jego rozum zaczynał wracać na spokojne wody.

Nagłe stukniecie w szybę, wyrwało Aleksa z zamyślenia. Poderwał się i otworzył oczy. Na zewnątrz samochodu mgła była tak gęsta, że na metr nic nie było widać. Wiatr szalał, podrywając kurz i drobne rzeczy z ziemi. Kolejne stukniecie w szybę. Odetchnął. To wiatr bombardował kamyczkami samochód. Odpalił silnik i powoli ruszył przed siebie. Jeździł przez chwile bez celu, aż w końcu stwierdził, że jest na terenie opuszczonych magazynów. Idealne miejsce dla rzeźnika.

Niebo nadal było zakryte czarnymi chmurami, ale mgła gdzieś uleciała.

Aleks zobaczył samochód przed sobą oddalony o jakieś sto metrów. Pojazd wolno przejechał i zniknął za budynkiem. Tknięty przeczuciem ruszył za tamtym autem. Skręcił za budynek i zobaczył stojący pojazd. W środku nikogo nie było. Zatrzymał się tuż za nim. Wysiadł z samochodu, odpiął kaburę i wyciągnął pistolet. Ruszył do budynku. W środku panował półmrok i cisza. Jedynymi odgłosami były te wzniecane przez wiatr na zewnątrz. Aleks zatrzymał się i nasłuchiwał. Przed oczyma pojawił mu się obraz sprzed pięciu lat, gdy wchodził do magazynu i zobaczył wiszącą Natalię, a przy niej rzeźnika. Obraz zniknął tak szybko i niespodziewanie, jak się pojawił. Migawka trwała milisekundy. W oddali śmignęła mu sylwetka człowieka, uginającego się pod ciężarem niesionym na barkach. Ruszył w jego stronę. Rzeczywistość zaczęła mu się zlewać przed oczami z tamtym feralnym wieczorem. Co chwila pojawiały mu się obrazy sprzed pięciu lat. Widział uciekającego rzeźnika. Obraz znikł. Szedł dalej w stronę, gdzie dostrzegał mężczyznę.

Kolejna wizja ukazała mu wiszącą kobietę do połowy oskórowaną.

Był już w miejscu, gdzie znikł mu mężczyzna z pola widzenia.

Kobieta jeszcze żyła. Coś jęczała.

Zobaczył gościa tuż przed sobą. Stał tyłem do niego, obok na ziemi, w worku coś leżało.

To była Natalia. Nie! Rozległ się krzyk w jego głowie. Otrząsnął się, odganiając atakujące go wizje.

– Policja! Ręce do góry! – wrzasnął Aleks.

Mężczyzna posłusznie wykonał polecenie.

– Powoli się odwróć.

W głowie Aleksa ponownie rozległ się szept „Pomóż mi… Błagam”.

Mężczyzna się odwrócił.

Aleks z ledwością się powstrzymał, żeby nie zastrzelić go od razu.

– Co tam masz? – Wskazał na worek.

– To są tylko śmieci – wydukał przerażony mężczyzna, widząc wymierzony w siebie pistolet.

– Rozwiąż go!

Posłusznie wykonał polecenie. Gdy tylko worek się rozchylił, Aleks ujrzał …

Twarz martwej Natalii. Już miał nacisnąć spust pistoletu, ale w ostatniej chwili zdał sobie sprawę, że to zwidy.

W worku były śmieci.

Zostawił przerażonego mężczyznę ze śmieciami, a sam postanowił udać się do komisariatu. Po drodze kupił flaszkę. Musiał się napić inaczej omamy nie dadzą mu spokoju.

 

***

 

Komisariat był prawie pusty, gdy Aleks dotarł na miejsce. Popołudniowa zmiana była w terenie, a na posterunku byli tylko dwaj dyżurni. Przywitał się z nimi i poszedł na górę. Najpierw zajrzał do gabinetu Walczaka. Potrzebował materiałów sprawy. Był zamknięty. Chwile zajęło mu majstrowanie przy zamku. Drzwi się otworzyły i Aleks wszedł do środka. Musiał włamać się do szafy metalowej, gdzie Walczak schował akta sprawy. Zamek szafy też nie stanowił problemu dla Aleksa. Chwile później siedział w świetlicy z materiałami i szklanką wódki. Jeszcze raz przestudiował całą teczkę śledztwa. Wpatrywał się w mapę, na której ta młoda komisarz naniosła punkty porwań i zbrodni. Uniósł szklankę do ust i wypił pół jej zawartości jednym haustem. Miał wrażenie, że odpowiedź ma przed sobą, tylko jej nie dostrzega.

Na dworze wiatr na dobre się rozszalał. Do tego tańca dołączyły pioruny i deszcz. Burza hulała niczym rozbrykany źrebak po łące. Kolejny błysk przeszył niebo. Aleks spojrzał w okno i nagle się zerwał z krzesła. Miał wrażenie, że w blasku pioruna dojrzał czyjąś twarz śmiejącą się szyderczo. Kolejny zwid. Opróżnił szklankę do końca, odstawiając pustą na stolik, spojrzał w stronę drzwi i zobaczył kobietę. W pierwszej chwili chciał sięgnąć po broń, ale uspokoił się widząc, że to młoda pani komisarz.

– No nieźle, alkohol w pracy, włamanie do biura i szafy kierownika – skomentowała Alicja.

– Co ty tu robisz?

– To ja powinnam zadać ci to pytanie.

– Idź do domu dziecko – powiedział, siadając na krześle.

– Mam wywiady ofiar. – Rzuciła plik papierów na stolik przed Aleksem.

Spojrzał na raporty, a potem na Alicję.

– Na co czekasz? Dzwoń.

– Wszystkie ofiary mają nieskazitelną opinię. Uchodzą za osoby pobożne, życzliwe, rodzinne, pomocne, można by rzec święte i wszystkie należą do tej samej parafii.

– Składa je w ofierze. – Przypomniał sobie słowa księdza.

– Komu?

– Poprzedni rzeźnik karał swoje ofiary, oddając je w ręce diabła. Każda z ofiar miała coś na sumieniu. Ten, ma taki sam sposób zabijania, tyle że on wybiera osoby nieskazitelne i składa je w ofierze. Największy dar dla diabła, jaki można złożyć, czysta dusza.

Rozważania Aleksa przerwał dźwięk dzwonka w telefonie Alicji. Odebrała. Aleks z wyczekiwaniem patrzył na nią, jak rozmawia.

– Mamy kolejne porwanie. Dziewczynka jedenaście lat nie wróciła do domu – powiedziała po skończeniu rozmowy.

– Gdzie mieszka porwana? – Aleks stał już przy mapie.

– Tutaj. – Wskazała Alicja, stając przed mapą obok niego.

Aleks palcem powiódł po mapie od miejsca, które zaznaczyła Alicja w górę.

– Tu trzeba szukać – powiedział i puknął w mapę, gdzie zatrzymał się jego palec.

– Skąd wiesz?

Spojrzał na nią. Ich twarze prawie się stykały. Alicję przeszedł dreszcz, gdy poczuła ciepło bijące od niego. Odniosła wrażenie, że zaraz się pocałują. Zaskoczyły ją jej myśli. Chciała, aby to zrobił. Nic takiego się nie stało.

– Zobacz – powiedział, odwracając się ponownie do mapy. – Wszystkie porwania koncentrują się wokół tego. – Stuknął palcem w mapę.

– Kościół – stwierdziła Alicja.

– Miejsca zabójstw są skierowane na zewnątrz nie do wewnątrz. Znajdziemy opuszczony budynek lub pomieszczenie w tym rejonie, znajdziemy chuja.– Ponownie wskazał miejsce, które wyznaczył do szukania.

– No to jedziemy.

– Zaczekaj. Coś przeoczyłem. – Aleks nadal wpatrywał się w mapę. Miał wrażenie, że czegoś nie widzi. Coś mu się wymyka. Coś, co jest widoczne, ale on tego nie dostrzega.

– Co? – Alicja nie bardzo rozumiała, o co mu chodzi.

– Przekaż to chłopakom w terenie, niech oni zajmą się poszukiwaniami.

Odeszła na bok, żeby zadzwonić i zostawiła Aleksa samego przy mapie. Stał tak i intensywnie analizował jeszcze raz wszystkie dane. Jego mózg pracował na najwyższych obrotach.

– I co? – Pytanie Alicji wyrwało go z zamyślenia.

– Muszę przesłuchać rzeźnika.

– O tej porze? Nikt nas nie wpuści.

– Jedziesz ze mną, czy będziesz tu stała?

Alicja nie nadążała za jego tokiem myślenia, ale zdecydowała się pojechać z nim.

***

 

Miała rację, na drodze stanął im przysadzisty pielęgniarz.

– O tej porze? Nie ma mowy. Przyjdźcie jutro rano.

– Posłuchaj, jakiś psychol porwał właśnie jedenastoletnią dziewczynkę, a ten gość może nas zaprowadzić do niego.

– Rano. – Pielęgniarz był nieugięty.

– Rano ona może być martwa. – Aleks starał się być uprzejmy.

Mężczyzna się zawahał. Na ten moment czekał Aleks, pchnął drzwi i wszedł do środka. Pielęgniarz zrobił ruch w stronę Aleksa jakby chciał go siłą powstrzymać, ale zrezygnował widząc jego zdeterminowany wzrok. Alicja wcisnęła się za Aleksem. Doszli do dyżurki prowadzącej na oddział strzeżony.

– Otwieraj drzwi – warknął do dyżurującego tam pielęgniarza.

– Co wy tu robicie?

Aleks wyszarpnął pistolet i wymierzył w kolano pielęgniarza.

– Za chwile przestrzelę ci kolano i nie żartuję.

Wystraszony pielęgniarz otworzył drzwi.

– Prowadź do sali Korneliusza Krupy.

– Tak nie można.

– Mam to w dupie. Powiedz to rodzicom porwanej dziewczynki.

Pielęgniarz zaprowadził ich do celi, gdzie był trzymany Krupa, rzeźnik, którego Aleks pięć lat temu zamknął. Rzeźnik spał. Aleks podszedł do niego i kopnął w brzeg łóżka.

– Wstawaj świrze.

Krupa otworzył oczy i zdziwionym wzrokiem powiódł po zebranych.

– Siadaj! Będę zadawał ci pytania, jak źle odpowiesz, będzie bolało – oświadczył zdecydowanie Aleks.

– Co się dzieje? – Krupa nie rozumiał tej sytuacji.

– Jak nazywa się twój wspólnik?

– Jaki wspólnik? O czym pan mówi panie komisarzu?

– Ten, z którym kroiłeś tych ludzi!

– Wiem, że zrobiłem te straszne rzeczy, ale ja naprawdę niczego nie pamiętam.

Aleks wymierzył mu cios rękojeścią pistoletu w twarz. Alicja w pierwszej chwili chciała zareagować, ale się powstrzymała.

– Co pan wyprawia? – oburzył się pielęgniarz, ruszył w stronę Aleksa, ale Alicja zagrodziła mu drogę. – Dzwonię do pani doktor.

– Mówiłem, że będzie bolało. – Aleks nie zwracał uwagi na słowa pielęgniarza.

– Czemu pan to robi? – zapytał Krupa płaczliwym tonem.

– Twój koleś zaszlachtował cztery osoby, a teraz porwał dziecko, więc lepiej dla ciebie jak zaczniesz gadać.

– Chciałbym pomóc, ale…

– Nie dokończył, kolejny cios spadł na jego twarz.

– Następnym razem odstrzelę ci stopę. Nie żartuje. – Aleks wymierzył pistolet w stopę Krupy.

– Aleks! – krzyknęła Alicja. Sytuacja wymykała się spod kontroli.

– Wyjdź! – warknął do niej.

– Co tu się do cholery jasnej dzieje?! – Do celi wpadła rozsierdzona Agnieszka.

– Nie wtrącaj się – powiedział stanowczo Aleks.

– On jest chory, ma podwójną osobowość, może nie pamiętać wiele rzeczy, które robił.

– Gówno mnie to obchodzi.

– Schowaj ten pistolet, proszę.

 Posłuchał jej.

– Rozumie cię Aleks, ale tak tego nie załatwisz, zaufaj mi.

Miała rację. O mało co, a by zastrzelił go.

– Pozwól, że ja spróbuje.

Skinął głową na znak zgody.

– Korneliusz, chcę rozmawiać z twoim mrocznym towarzyszem – pani psychiatra zwróciła się do Krupy. Na jego twarzy pojawiło się przerażenie.

– Proszę nie – błagał.

– Będę przy tobie, obiecuję.

– Cześć komisarzu – odezwał się Krupa zmienionym głosem. Jego wyraz twarzy też uległ zmianie.

– Czy rozmawiamy z mrocznym towarzyszem Korneliusza?

– Ona leci na ciebie. – Krupa wskazał głową panią doktor. Agnieszka oblała się rumieńcem.

– Podaj mi imię i nazwisko – powiedział Aleks, wpatrując się w oczy Krupy.

– O, młoda pani policjantka jest zazdrosna, ale masz powodzenie. – Krupa teraz patrzył na Alicję i szelmowsko się uśmiechał.

– Podaj mi tylko imię i nazwisko wspólnika – ponowił prośbę Aleks.

– Bardzo mi przykro miłe panie, ale pan komisarz dzisiaj zerżnął panią prokurator.

– Imię i nazwisko psycholu – wysyczał przez zęby Aleks. Czuł na sobie spojrzenia Agnieszki i Alicji. Skąd on wiedział o tym?

– Dobrze wiesz, że oni są tylko narzędziem w moim ręku. – Teraz obaj mierzyli się wzrokiem.

– Co za oni? – Odpowiedź kołatała się gdzieś głęboko w podświadomości Aleksa, ale nie dopuszczał jej.

– Wybacz, ale mam robotę.

Ciało Krupy bezwładnie opadło na łóżko.

– Imię i nazwisko skurwysynu! – Aleks dopadł do niego i zaczął nim potrząsać.

Na znak Agnieszki pielęgniarze odciągnęli go i wyprowadzili z celi.

– Puśćcie mnie! – Wyszarpał się z uchwytu.

– Aleks…– zaczęła mówić Agnieszka, jednak on jej nie słuchał. Prężnym krokiem ruszył w stronę wyjścia. Alicja pobiegła za nim.

– Zadzwoń do chłopaków i spytaj, czy coś mają – zwrócił się do niej, gdy znaleźli się poza szpitalem.

– Nie znaleźli jej – powiedziała Alicja po krótkiej rozmowie przez telefon.

– Niech szukają do usranej śmierci.

– Gdzie jedziemy?

– Do kościoła.

 

***

 

Po drodze Aleks wstąpił na stację paliw i kupił mapę miasta. Zaczynał dopuszczać do siebie myśl, która tkwiła w nim od dłuższego czasu.

Ksiądz Jakub Król jeszcze nie spał, ogarnął go dziwny niepokój. Nie mógł zasnąć. Postanowił się pomodlić, jednak nie potrafił się skupić. Żadnej modlitwy nie dokończył. Działo się coś niedobrego. Był egzorcystą od czterdziestu lat i dobrze zdawał sobie sprawę, że to może oznaczać tylko jedno, zły zaatakował. Wziął do ręki biblię i zaczął ją czytać. Wtedy go olśniło. Szybko chwycił inną księgę. Był to przewodnik po demonach. Zaczął szukać. Jest. Znalazł. Asmorod, demon, władca wszelkich szpikulców, noży, brzytew i ostrych narzędzi, specjalista w szatkowaniu ludzi i ich wnętrzności. Nagle wszystko stało się jasne. Ciszę nocy przerwał huk wyważonych okiennic. Na dworze panował spokój, a tymczasem jakaś siła, pchnęła okiennice i otwarła je. Ksiądz egzorcysta podszedł powoli do okna i spojrzał przez nie. Ktoś zapukał do drzwi. Ksiądz zamknął okiennice i poszedł sprawdzić kto to.

– Niech będzie pochwalony Jezus Chrystus – powiedział egzorcysta, widząc Aleksa i jego towarzyszkę. Nie był zdziwiony ich wizytą.

– Muszę z księdzem porozmawiać – zaczął Aleks.

– Wiem – odparł ksiądz.

Aleks wszedł do środka i od razu rozłożył mapę na stoliku przed księdzem.

– Proszę spojrzeć – zwrócił się do niego.

Zaczął rysować na mapie kropki oznaczające miejsce zamieszkania ofiar.

– Wszystkie ofiary pochodzą z tej parafii.

Następnie zaczął zaznaczać miejsca zbrodni i połączył je liniami z miejscem zamieszkania.

– To są miejsca, gdzie zostały znalezione ofiary.

– Brakuje piątego miejsca zbrodni – zauważył ksiądz, wpatrując się w mapę.

– Mam nadzieję, że go jeszcze nie ma. Wieczorem zaginęła jedenastoletnia dziewczynka.

– Tu mieszka – powiedział ksiądz, wskazując miejsce jej zamieszkania.

– Skąd ksiądz wiedział?

– Co wam to przypomina?

Ksiądz odsunął się od stołu tak, aby Alicja też mogła się przyjrzeć mapie.

– Miejsca zamieszkania tworzą pięciokąt – stwierdziła Alicja.

– Pentagram – oświadczył Aleks.

Ksiądz zaczął łączyć kropki w pentagram.

– Nie w tym miejscu szukamy – olśniło Aleksa, to była ta niewiadoma, która przez cały czas mu uciekała.

– Pustostany – dodała Alicja, wodząc wzrokiem za ręką księdza, która nakreśliła przypuszczalne miejsce zbrodni, tak by powstał pentagram.

– Tworzy pentagram krwią niewinnych – powiedział ksiądz.

– W jakim celu? – zainteresował się Aleks.

– Celem jest kościół albo ja.

– Więc czemu od razu nie zaatakował księdza? – zadała pytanie Alicja.

– Jestem egzorcystą, ręką Boga, w jego imieniu wyganiam demony do czeluści piekielnych. Chce pozbawić mnie pomocy Bożej, odcinając mnie w pentagramie – wyjaśnił ksiądz.

– Jedziemy – zdecydował Aleks.

– Zadzwonię po posiłki – zaproponowała Alicja.

– Nigdzie nie dzwoń – stanowczo przykazał Aleks.

– Jadę z wami – oświadczył egzorcysta.

 

***

 

Dotarcie do pustostanów nie zajęło im wiele czasu. Po drodze ksiądz wyjaśnił, z czym mają do czynienia i jak mają się zachować.

– To nie jest człowiek. Ciało jest tylko narzędziem w rękach złego. Pamiętajcie, żeby robić tylko to, co ja wam powiem. Nie odzywajcie się do niego, nie wdawajcie się w dyskusję, nie patrzcie mu w oczy.

– O czym on mówi? – Alicja nie orientowała się, o co w tym wszystkim chodzi.

– O egzorcyzmie – wyjaśnił jej Aleks.

– Chyba żartujesz?

– Nie.

– Powariowaliście. – Alicja nie dowierzała. To nie działo się naprawdę.

Zbyli ją milczeniem.

Odnalezienie miejsca zbrodni nie było trudne. Tylko w jednym z okien, w pustostanie zauważyli poświatę, pochodzącą prawdopodobnie od świec. Ruszyli. Pomieszczenie znajdowało się na drugim piętrze. Pierwszy ruszył Aleks, za nim szedł ksiądz, a kolumnę zamykała Alicja. Bez przeszkód dotarli na górę. Przed pomieszczeniem Aleks zatrzymał się i nasłuchiwał. W środku panowała cisza. Pomieszczenie, w którym było jasno, nie miało drzwi. Aleks ostrożnie zajrzał do środka. Dziewczynka leżała na starej kanapie, była nieprzytomna, a nad nią pochylał się mężczyzna i coś robił. Aleks nie mógł zobaczyć, co takiego robi, gdyż gość był odwrócony do niego plecami. Stanął w drzwiach i wymierzył w rzeźnika pistolet.

– Policja! – krzyknął. Mężczyzna zamarł w takiej pozycji, w jakiej się znajdował.

– Wyprostuj się powoli i podnieś ręce do góry – polecił mu Aleks.

Mężczyzna powoli się wyprostował, jednak nie podniósł rąk do góry, trzymał je złożone na klatce piersiowej. Aleks zrobił krok do przodu, tak by ksiądz i Alicja mogli wejść do środka.

– Powiedziałem ręce do góry i odsuń się od dziewczynki – powtórzył polecenie Aleks.

Mężczyzna ani drgnął. Wtedy do działania przystąpił ksiądz. Wyjął kropidło i zaczął kropić wodą święconą.

– Boże w Trójcy Świętej Jedyny, błagam Cię i proszę za wstawiennictwem Bogurodzicy Dziewicy Maryi, Świętego Michała Archanioła, wszystkich Aniołów i Świętych o tę wielką łaskę pokonania sił ciemności tutaj i całym świecie … – zaczął intonować modlitwę.

Mężczyzna lekko się uchylił, a potem zaczął mówić coś w niezrozumiałym dla nich języku.

– …Prosimy Cię Jezu Chryste, wyślij Swoich Aniołów, aby strąciły złe moce do czeluści piekielnych, aby tutaj i na całym świecie nastało Boże Królestwo …– ksiądz nie przerywał modlitwy.

Aleks zrobił krok w kierunku rzeźnika.

– …Nasza Pani i Królowo, błagamy Cię gorąco, poślij swoich Aniołów, aby strąciły do czeluści piekielnych, wszystkie te złe duchy, które mają być strącone …– brzmiała modlitwa.

Aleks zrobił kolejny krok. Był coraz bliżej.

– …Użyj całej Swej mocy, aby pokonać lucyfera i jego aniołów, którzy się sprzeciwili Woli Bożej i teraz chcą niszczyć dusze ludzkie …

Mężczyzna przestał mówić i uniósł prawą rękę. Aleks zobaczył nóż.

– …Pokonaj ich, albowiem masz taką władzę, a nam wyproś łaskę pokoju i Bożej Miłości, abyśmy podążali za Chrystusem do Królestwa Niebieskiego. Amen – ksiądz zakończył modlitwę, ręka z nożem zaczęła opadać w stronę śpiącej dziewczynki. Aleks strzelił, trafił rzeźnika w prawe kolano.

Mężczyźnie noga się ugięła, ale nie upadł. Cios jednak nie doszedł celu. Rzeźnik ponownie wziął zamach.

– Rzuć nóż, bo odstrzelę ci łeb! – wrzasnął Aleks.

– Asmorod w imię Boga w Trójcy Świętej Jedynego, Ojca, Syna i Ducha Świętego, zaniechaj swego czynu! – zagrzmiał rozkazująco głos księdza.

Rzeźnik zastygł. Ręka z nożem zatrzymała się w połowie drogi do ciałka dziewczynki. Odwrócił się w stronę księdza i stanął naprzeciw wyciągniętej ręki egzorcysty, uzbrojonej w krzyż.

– Chcę błogosławić Pana w każdym czasie, na ustach moich zawsze Jego chwała – recytował ksiądz.

– Klecho co tu robisz? Jeszcze nie nadszedł twój czas – wysyczał rzeźnik.

– Uwielbiajcie ze mną Pana, imię Jego wspólnie wywyższajmy! – Ksiądz nie zważał na demona i robił swoje.

Aleks powoli szykował się do skoku. Rzeźnik odwrócił głowę w jego stronę.

– Szukałem Pana, a On mnie wysłuchał i uwolnił od wszelkiej trwogi.

– Witaj ponownie komisarzu. Tym razem przybyłeś wcześniej, ale i tak mnie nie powstrzymasz.

– Oto biedak zawołał, a Pan go usłyszał i wybawił ze wszystkich uścisków.

– Pamiętasz tamtą noc? – rzeźnik zwracał się do Aleksa. Ten zaciskał zęby, gotowy w każdej chwili na niego skoczyć.

– Powściągnij swój język od złego, a twoje wargi od słów podstępnych!

– Ktoś chciałby z tobą porozmawiać. – Oczy demona i Aleksa spotkały się i rozpoczęła się walka na spojrzenia.

– Odstąp od złego, czyń dobro, szukaj pokoju, idź za nim!

– Aleks, dlaczego mnie zostawiłeś? – demon przemówił głosem bardzo dobrze znanym Aleksowi. To głos Natalii.

– Nie patrz mu w oczy i nie słuchaj go! – egzorcysta na chwile powstrzymał się od modlitwy, aby ostrzec Aleksa.

– Pomóż mi, Aleks.

Padł strzał. Aleks trafił w drugie kolano rzeźnika. Wykorzystując chwile jego oszołomienia po strzale, wymierzył mu cios rękojeścią pistoletu w twarz.

Rzeźnik chciał pchnąć go nożem, jednak ten chwycił uzbrojoną rękę i zaczęli się siłować. Na pomoc przyszła Aleksowi Alicja. Egzorcysta tymczasem kontynuował psalm, a następnie zaczął cytować biblię.

– …Uzdrowił wielu dotkniętych rozmaitymi chorobami i wiele duchów wyrzucił …

Cała trójka zwaliła się na ziemię. Rzeźnik usiłował się wyszarpać z uchwytów Aleksa i Alicji.

– Trzymajcie go mocno – poprosił ksiądz. Następnie nałożył ręce na dręczonego i zaczął błagać Ducha Świętego, aby diabeł odszedł od człowieka.

Rzeźnik przestał się szarpać, otworzył usta, a z ich wnętrza wydobył się przeraźliwy dźwięk, który wdzierał się do głowy, trzymających go policjantów. Drażnił ich zmysły i nerwy, powodując ból. Ból był tak silny, że sparaliżował ich kończyny, zwolnili uchwyt. Demon się oswobodził, uniósł się i stanął twarzą na wprost krzyża.

– Zaklinam cię asmorod, odejdź od tego sługi Bożego. Nakazuje ci to nasz Pan Jezus Chrystus! – grzmiącym głosem, egzorcysta zaczął wypędzać demona.

Rzeźnik znieruchomiał i zaczął syczeć jak kot.

– Zamilknij, ojcze kłamstwa, i nie waż się przeszkadzać temu słudze Bożemu!

Alicja i Aleks otrząsnęli się i ponownie chwycili rzeźnika.

– Wyjdź z niego, duchu nieczysty, i ustąp miejsca Duchowi Świętemu. Nakazuje ci to Jezus Chrystus, Syn Boży i Syn Człowieczy!

Przygwoździli go do podłogi.

– Odejdź więc asmorod, odejdź w imię Jezusa Chrystusa!

Rzeźnik wygiął się w łuk i zaczął charczeć.

– Odejdź więc w imię Ojca i Syna, i Ducha Świętego. Ustąp miejsca Duchowi Świętemu przez ten znak świętego Krzyża naszego Pana Jezusa Chrystusa, który żyje i króluje na wieki wieków. Amen.

Ciało rzeźnika zwiotczało.

– Gdzie ja jestem? Kim jesteście? Co robicie? – zaczął wydawać z siebie pytania zdezorientowany mężczyzna.

 

W tym samym czasie w szpitalu psychiatrycznym Korneliusz Krupa otworzył oczy, a na jego ustach pojawił się szyderczy uśmiech pełen tryumfu.

 

Koniec

Komentarze

Cześć. Początek opowiadania i wprowadzenie postaci całkiem udane. Dalej robi się jakoś tak bardzo przewidywalnie, klisza za kliszą. Troszkę błędów. 'Panie i Panowie (…)'. Małe p proponuję. W zdaniach typu 'Słyszałeś Kajetan' lub 'Co jest Ala'? ' dałbym przecinki. Asmorod piszesz raz wielką, raz małą literą. I czasem dziwne szyki w zdaniach, typu:' Ksiądz Jakub Król jeszcze nie spał, jakiś dziwny niepokój go ogarnął.' Wydaje mi się że' (…) ogarnął go dziwny niepokój' byłoby lepsze. I jeszcze: 'Na koniec wydał swoim ludziom.' Pewnie rozkazy, co? Sporo jest wtopek, tresciowo nic specjalnego ale czyta się nienajgorzej i jest zbudowany klimat. Pozdrawiam!

Dzięki Łosiot za komentarz i uwagi. Wytknięte błędy postaram się poprawić. Co do asmoroda z dużej litery jest napisane na początku zdania a w środku pisane z małej, chyba normalka.

Asmorod – no byłem przekonany, że to imię i powinno być pisane wielką literą, stąd wątpliwości.

Asmorod to demon piekielny, z uwagi na brak szacunku do tego typu postaci, biorącej się z moich wierzeń, piszę małą literą, taka moja fanaberia.

Jesteś bezlitosny. Ale szanuję to.

No, jak na tekst wysyłany na konkurs, to niedopracowany.

Dużo klisz – świetny gliniarz mający problemy z alkoholem jest tak popularny, że już mi się przejadł. Pentagram też nie jest oryginalny. Ani durny zwierzchnik.

Wątki z babami lecącymi na jednego faceta, i to zapijaczonego, bym wywaliła – niewiele wnoszą.

Dialogi często wydają się drętwe.

Co właściwie gliniarze robili przez trzy miesiące, skoro nawet miejsc morderstw nie zaznaczyli na mapie, żadnych cech wspólnych nie znaleźli? Trzeba było geniusza, żeby odkryć, że wszyscy są z jednej parafii? A i geniusz nie zwrócił uwagi, że miejsca układają się w okrąg i leżą w regularnych odstępach?

To już nie Twoja wina, ale akurat dzisiaj skończyłam czytać “Z przyczyn naturalnych” – też morderstwa, też rytuały, też szef-idiota. No i porównanie nie wypada na Twoją korzyść.

Z wykonaniem też słabo. Interpunkcja kuleje. Na przykład wołacze, Tomaszu, oddzielamy przecinkami od reszty zdania. Obustronnie. Literówki, powtórzenia, liczby zapisane cyframi, ruletka z dużymi i małymi literami (OK, wyjaśniasz, że to fanaberia, ale jurorzy mogą mieć własne fanaberie i potraktować to jak błąd ortograficzny), czasami coś innego się sypie.

Po tych słowach Aleks opróżnił zawartość alkoholu jednym haustem.

A co zawierał alkohol?

Naczelnik wydziału zabójstw wrócił wściekły ze spotkania z Komendantem.

Dlaczego dużą literą? To nie jest nazwa własna.

– Kierownik zamilkł.

To na pewno jest wypowiedź?

– O tym panienko, że prawie każdy seryjny w Polsce, to biały mężczyzna między 25 a 50 rokiem życia.

W beletrystyce liczby raczej piszemy słownie, zwłaszcza w dialogach. BTW, przecinek po “tym”, a po “Polsce” niepotrzebny.

Poddał się jej pieszczotą.

Jest różnica między “pieszczotom” a “pieszczotą”.

Jego twarz nie wyrażała żadnych emocji. Była zastygła jak kamienny posąg. Chwile jeszcze siedziała, nasłuchując odgłosów z mieszkania.

Co jest podmiotem w ostatnim zdaniu i dlaczego twarz?

Komisariat był prawie pusty, gdy Aleks dotarł na miejsce. Popołudniowa zmiana była w terenie, a na posterunku byli tylko dwaj dyżurni.

Byłoza.

Na ten moment czekał Aleks, pchnął drzwi i wszedł do środka. Pielęgniarz zrobił ruch w stronę Aleksa jakby chciał go siłą powstrzymać, ale zrezygnował widząc jego zdeterminowany wzrok.

Aleks wchodził tyłem, że pielęgniarz mógł mu patrzeć w oczy? BTW, przecinki po “Aleksa” i “zrezygnował”.

Babska logika rządzi!

Dzięki Finkla za trafne uwagi i wytknięcie błędów. Oczywiście w miarę możliwości czasowych zabiorę się za poprawki. 

 

Wątki z babami lecącymi na jednego faceta, i to zapijaczonego, bym wywaliła – niewiele wnoszą.

 

Pewnie masz rację, ale założeniem tematu niegrzeczny chłopiec jest facet idący pod prąd, za nic ma konwenanse, niepokorny i niebezpieczny chadza własnymi ścieżkami. Zazwyczaj diabelnie przystojny i obdarzony zwierzęcym magnetyzmem łamie kobiece serca równie łatwo jak normy społeczne!

Dlatego też baby lecące na jednego faceta są tu niezbędne. Może i zapijaczony ale ma to coś co przyciąga baby jak światło ćmę.

Temat owszem oklepany i rozumie twoje zdanie, na całe szczęście nie wszyscy tak uważają. Jeżeli chodzi o zaznaczanie miejsc morderstw na mapie to jest wymysł na potrzeby książek i filmów, w rzeczywistości raczej nie robi się takich rzeczy, to sporadyczne przypadki i raczej robione pod statystykę. Gliniarze prowadzili śledztwo od samego początku zamiast skorzystać z poprzedniego śledztwa i iść do przodu co też wynika z tekstu jak dobrze się wczytasz a ta sytuacja jest spowodowana durnym zwierzchnikiem robiącym karierę na podpierdalaniu i wchodzeniu w d… byciu czopkiem.

 

Piękne dzięki i pozdrowienia, Czarny.

Początek mnie zaciekawił i do pewnego momentu czytałam z zainteresowaniem, ale kiedy zaczęły pojawiać się kolejne kalki i stereotypy, a błędy i usterki mnożyły się ustawicznie, pojawiło się też uczucie zawodu i cała ciekawość jakoś tak rozpłynęła się i uleciała, a na koniec pozostało spore rozczarowanie, spowodowane religijnym finałem.

Wykonanie, co stwierdzam z prawdziwą przykrością, pozostawia bardzo wiele do życzenia

 

Jego wnętrz­no­ści były po­szat­ko­wa­ne i le­ża­ły na ziemi… –> Raczej: Jego wnętrz­no­ści były posiekane i le­ża­ły na ziemi

Szatkuje się warzywa, nie wnętrzności. Szatkowanie pojawia się jeszcze kilkakrotnie w dalszej części opowiadania.

 

uru­cho­mi­ła swoje zna­jo­mo­ści w Po­li­cji i speł­ni­ła swoje ma­rze­nie… –> Dlaczego wielka litera?

Czy oba zaimki są konieczne?

 

Na miej­sce przy­je­chał Pro­ku­ra­tor. –> Dlaczego wielka litera?

 

ze­brał wszyst­kich swo­ich ludzi na świe­tli­cy… –> …ze­brał wszyst­kich swo­ich ludzi w świe­tli­cy

 

Mor­der­ca pro­fe­sjo­nal­nie oskó­ro­wał ofia­rę, na­stęp­nie wy­pa­tro­szył i po­szat­ko­wał jego wnętrz­no­ści… –> Piszesz o ofierze, a ta jest rodzaju żeńskiego, więc: …posiekał jej wnętrz­no­ści

 

a ja w tym cza­sie na­pi­sze wnio­ski… –> Literówka.

 

Aleks wziął na­peł­nio­ne szkla­necz­ki i jedną podał dla Ma­ka­re­go. –> …i jedną podał Makaremu.

Podajemy coś komuś, nie dla kogoś.

 

Aleks opróż­nił za­war­tość szklan­ki jed­nym hau­stem. –> Opróżnił szklankę, nie jej zawartość, więc: …Aleks opróż­nił szklan­kę jed­nym hau­stem.

 

Aleks odło­żył szklan­kę na sto­lik… –> Aleks odstawił szklan­kę na sto­lik

Z odłożonej szklanki mogże wyciec niedopity płyn; odłożona szklanka może też stoczyć się na podłogę.

 

Ma­cie­jew­ski od­pa­lił pa­pie­ro­sa… –> Ma­cie­jew­ski za­pa­lił pa­pie­ro­sa

 

Ma­ka­ry odło­żył nie­wy­pi­te­go drin­ka… –> Ma­ka­ry odstawił nie­wy­pi­te­go drin­ka

Odłożony drink wylałby się.

 

a jego sta­no­wi­sko i ka­rie­ra wi­sia­ła na wło­sku. –> Piszesz o stanowiskukarierze, więc: …a jego sta­no­wi­sko i ka­rie­ra wi­sia­ły na wło­sku.

 

– Wal­czak – tu na­czel­nik zro­bił pauzę. – Je­steś skoń­czo­nym dur­niem. –> Skoro zrobił pauzę, to znaczy że nic nie powiedział, więc: – Wal­czakTu na­czel­nik zro­bił pauzę. – Je­steś skoń­czo­nym dur­niem.

Nie zawsze poprawnie zapisujesz dialogi. Pewnie przyda się poradnik: https://sjp.pwn.pl/poradnia/haslo/zapis-partii-dialogowych;13842.html

 

Ma­ka­ry pod­szedł do niego, wy­ko­pał mu sto­łek spod tyłka i przy­trzy­mał go, aby nie upadł na pod­ło­gę. –> Czy dobrze rozumiem, że, wykopnąwszy, przytrzymał stołek, aby się nie przewrócił?

 

– Aleks za­czął się wy­ry­wać i za­ci­skać pię­ści. –> Kto wypowiada tę kwestię?

 

Ten do­pie­ro po ja­kimś cza­sie Aleks prze­stał się szar­pać. –> Dwa grzybki w barszczyku.

 

był tak pi­ja­ny, iż cięż­ko go było zro­zu­mieć. –> …był tak pi­ja­ny, iż trudno go było zro­zu­mieć.

 

Ma­ka­ry rzu­cił mu czy­ste ubra­nia… –> Ma­ka­ry rzu­cił mu czy­ste ubra­nie

Odzież, którą wkładamy na siebie, to ubranie, nie ubrania.

 

wy­ką­pa­ny w czy­stych ubra­niach… –> …wy­ką­pa­ny,czy­stym ubra­niu

 

kiedy ostat­nio jadł coś cie­płe­go i tre­ści­we­go, nie li­cząc fast fo­odów. Za­czął jeść ze sma­kiem. –> Czy to celowe powtórzenie?

 

– Nic nie od­po­wie­dział, tylko pa­trzył w jedno miej­sce, za­ci­ska­jąc zęby. Bił się z my­śla­mi. –> Kto wypowiada tę kwestię?

 

prze­szedł przez nią dreszcz. –> …prze­szedł dreszcz.

 

– Panie kie­row­ni­ku, ten tekst łapie się na 216 ko­dek­su kar­ne­go… –> – Panie kie­row­ni­ku, ten tekst łapie się na dwieście szesnaście ko­dek­su kar­ne­go

Liczebniki zapisujemy słownie, zwłaszcza w dialogach.

 

skie­ro­wał się w to­wa­rzy­stwie Ma­ka­re­go na świe­tli­cę. –> …skie­ro­wał się w to­wa­rzy­stwie Ma­ka­re­go do świetlicy.

 

ten ruch, to bę­dzie jego gwóźdź do trum­ny. –> …ten ruch, to bę­dzie gwóźdź do jego trum­ny.

 

Sta­nął na progu i cięż­ko prze­łknął ślinę. –> Sta­nął na progu i z trudem prze­łknął ślinę.

 

bo teraz wszy­scy piją te roz­pusz­czal­ne gówno… –> …bo teraz wszy­scy piją to roz­pusz­czal­ne gówno

 

Prze­mógł się i po­wo­li zbli­żył się do ta­bli­cy po­glą­do­wej. –> Wystarczy: Prze­mógł się i po­wo­li zbli­żył do ta­bli­cy po­glą­do­wej.

 

Przed ocza­mi za­czę­ły mu po­ja­wiać się ob­ra­zy jak slaj­dy. –> Zbędny zaimek.

 

Obej­rzał się za sie­bie i zo­ba­czył prze­wró­co­ne krze­sło. –> Masło maślane. Czy mógł obejrzeć się przed siebie?

Wystarczy: Obej­rzał się i zo­ba­czył prze­wró­co­ne krze­sło. Lub: Spojrzał za sie­bie i zo­ba­czył prze­wró­co­ne krze­sło.

 

– Przy­nio­słam akta. – Gbur, po­my­śla­ła. –> Tu dowiesz się, jak zapisywać myśli: http://www.jezykowedylematy.pl/2014/08/jak-zapisac-mysli-bohaterow/

 

– Nie wie­rzył jej. Wręcz umoc­ni­ła go w swoim prze­ko­na­niu, za­prze­cza­jąc. Do­brze znał Wal­cza­ka i wie­dział, że na­słał ją. –> Kto wypowiada tę kwestię?

 

mię­dzy dwu­dzie­stym pią­tym a pięć dzie­sią­tym ro­kiem życia. –> …mię­dzy dwu­dzie­stym pią­tym a pięćdzie­sią­tym ro­kiem życia.

 

Aleks wziął kawę od kum­pla i zro­bił kilka ma­łych łycz­ków… –> Aleks wziął kawę od kum­pla i wypił kilka ma­łych łycz­ków

Łyków nie robi się.

 

Kupił dwie flasz­ki stu gra­mo­we. –> Kupił dwie flasz­ki stugra­mo­we.

 

Od­krę­cił i dusz­kiem wlał w sie­bie al­ko­hol. –> Alkohol lub inny płyn można wypić duszkiem, ale nie można go duszkiem wlać w siebie.

 

Zimny dreszcz prze­szedł mu po ple­cach. Za­czął się za­sta­na­wiać czy nie wró­cić. –> Czy dobrze rozumiem, że dreszcz, przeszedłszy, zastanawiał się, czy nie wrócić?

 

do po­zby­cia się Na­czel­ni­ka Ja­błoń­skie­go… –> Dlaczego wielka litera?

 

więc zna­czą­co po­ka­zał go dla Agniesz­ki… –> …więc zna­czą­co po­ka­zał go Agniesz­ce

Można pokazać coś komuś, ale nie można pokazać czegoś dla kogoś.

 

Był cho­ler­nie iry­tu­ją­cy w tym swoim za­cho­wa­niu. –> Cholernie irytował swoim zachowaniem.

Można irytować czymś, ale nie można irytować w czymś.

 

o mało nie stra­ci­ła pa­no­wa­nia nad swo­imi emo­cja­mi. –> Zbędny zaimek. Czy mogła stracić panowanie nad cudzymi emocjami?

 

– Były mo­men­ty, gdzie jego agre­syw­ność wzra­sta­ła? –> – Były mo­men­ty, kiedy jego agre­syw­ność wzra­sta­ła?

 

Krew w Agniesz­ce aż za bu­zo­wa­ła… –> Krew w Agniesz­ce aż zabu­zo­wa­ła

 

nie tylko z po­wo­du tonu, jakim zwra­cał się do niej Aleks… –> …nie tylko z po­wo­du tonu, jakim zwra­cał się do niej Aleks

Można zwracać się do kogoś jakimś tonem, ale nie w jakimś tonie.

 

na wieść o pani pro­ku­ra­tor. We­ro­ni­ka Ma­jew­ska, roz­wie­dzio­na pani pro­ku­ra­tor… –> Czy to celowe powtórzenie?

 

roz­wie­dzio­na pani pro­ku­ra­tor, ry­czą­ca czter­dzie­cha, dra­pież­ca seksu. –> Co to znaczy być drapieżcą seksu?

 

Gdy go tylko zo­ba­czy­ła, cała złość ule­cia­ła od niej. –> Gdy go tylko zo­ba­czy­ła, cała złość z niej  ule­cia­ła. Lub: Gdy go tylko zo­ba­czy­ła, ulotniła się cała złość.

 

Od­pa­lił pa­pie­ro­sa i za­cią­gnął się dymem. –> Zapa­lił pa­pie­ro­sa i za­cią­gnął się dymem.

 

Po­trze­bu­je pełne wy­wia­dy ofiar. –> Literówka.

 

Po tych sło­wach za­par­ko­wa­ła swój sa­mo­chód i za­dzwo­ni­ła. –> Zbędny zaimek.

 

jaką mieli opi­nie… –> Literówka.

 

do­pa­dła się do niego, wbi­ja­jąc swoje na­mięt­ne usta w jego. –> …do­pa­dła do niego, wpi­ja­jąc na­mięt­ne usta w jego.

 

od­sła­nia­jąc jej jędr­ne dwie pier­si, które jesz­cze fa­lo­wa­ły w rytm jej przy­spie­szo­ne­go od­de­chu. –> …od­sła­nia­jąc jędr­ne pier­si, które jesz­cze fa­lo­wa­ły w rytm przy­spie­szo­ne­go od­de­chu.

Czy piersi mogło być mniej lub więcej? Czy mogły należeć do kogoś innego? Czy mogły falować w rytm cudzego oddechu?

 

Na­bra­ła ocho­tę na ko­lej­ny nu­me­rek. –> Na­bra­ła ocho­ty na ko­lej­ny nu­me­rek.

 

– Pa­trząc na zdję­cie zbrod­ni, co się księ­dzu na­su­wa na myśl? –> Czy tu aby nie miało być: – Pa­trząc na zdję­cie z miejsca zbrod­ni, co się księ­dzu na­su­wa na myśl?

 

Zło­wro­gie czar­no szare chmu­ry… –> Zło­wro­gie czar­no-szare chmu­ry

 

Za­trzy­mał się i obej­rzał za sie­bie. –> Masło maślane.

 

To wiatr bom­bar­do­wał ka­mycz­ka­mi jego sa­mo­chód. –> To nie był jego samochód.

 

Tchnię­ty prze­czu­ciem ru­szył za tam­tym autem. –> Tknię­ty prze­czu­ciem ru­szył za tam­tym autem.

 

Mi­gaw­ka trwa­ła mili se­kun­dy. –> Mi­gaw­ka trwa­ła milise­kun­dy.

 

syl­wet­ka czło­wie­ka, ugi­na­ją­ce­go się pod cię­ża­rem, nio­są­cym na bar­kach. –> Co ciężar niósł na barkach?

Pewnie miało być: …syl­wet­ka czło­wie­ka, ugi­na­ją­ce­go się pod cię­ża­rem niesionym na bar­kach.

 

Ru­szył w tamtą stro­nę. Rze­czy­wi­stość za­czę­ła mu się zle­wać przed ocza­mi z tam­tym fe­ral­nym wie­czo­rem. –> Powtórzenie.

 

„Pomóż mi…Bła­gam”. –> Brak spacji po wielokropku.

 

Chwi­le mu za­ję­ło przy maj­stro­wa­niu zamku.Chwi­lę za­ję­ło mu maj­stro­wa­nie przy zamku.

 

Jesz­cze raz prze­stu­dio­wał cały tecz­kę śledz­twa. –> Literówka.

 

Dziew­czyn­ka 11 lat nie wró­ci­ła do domu… –> Dziew­czyn­ka, jedenaście lat, nie wró­ci­ła do domu

 

znaj­dzie­my Chuja. –> Dlaczego wielka litera?

 

po­rwał wła­śnie 11-let­nią dziew­czyn­kę… –> …po­rwał wła­śnie jedenastoletnią dziew­czyn­kę

 

Aleks wy­szar­pał pi­sto­let… –> Aleks wy­szar­pnął pi­sto­let

 

– Po­słu­chał jej. –> Kto wypowiada tę kwestię?

 

Teraz oboje mie­rzy­li się wzro­kiem. –> Piszesz o mężczyznach, więc: Teraz obaj mie­rzy­li się wzro­kiem.

Oboje to mężczyzna i kobieta.

 

– Do Ko­ścio­ła. –> Dlaczego wielka litera?

 

Po dro­dze Aleks wstą­pił na CPN i kupił mapę mia­sta. –> Nie piszesz, kiedy dzieje się ta historia, ale przypuszczam, że współcześnie, a CPN przestała istnieć we wrześniu 1999 roku.

 

Wie­czo­rem za­gi­nę­ła 11-let­nia dziew­czyn­ka. –> Wie­czo­rem za­gi­nę­ła jedenastoletnia dziew­czyn­ka.

 

– Więc czemu od razu nie za­ata­ko­wał księ­dza? -za­da­ła py­ta­nie Ali­cja. –> Brak spacji po dywizie, zamiast którego powinna być półpauza.

 

Męż­czy­zna za­marł w ta­kiej po­zy­cji, ja­kiej się znaj­do­wał. –> Męż­czy­zna za­marł w ta­kiej po­zy­cji, w ja­kiej się znaj­do­wał.

 

– … Pro­si­my Cię Jezu Chry­ste… –> Zbędna spacja po wielokropku. Ten błąd pojawia się także w dalszej części opowiadania.

 

na­sta­ło Boże Kró­le­stwo…– –> Brak spacji po wielokropku. Ten błąd pojawia się także w dalszej części opowiadania.

 

Męż­czy­zna prze­stał mówić, uniósł prawą rękę do góry. –> Masło maślane. Czy mógł unieść rękę do dołu?

Wystarczy: Mężczyzna przestał mówić i uniósł prawą rękę.

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Wielkie dzięki Regulatorzy za wnikliwą analizę i pokazanie ile jeszcze muszę się uczyć. Mam nadzieję że nauka nie pójdzie w las. Bardzo sobie cenię Twoje uwagi i propozycję. Skoro początek Cię zaciekawil to znaczy że potencjał jest. Zastanawia mnie fakt Twego rozczarowania religijnym wątkiem.

Poprawę obiecuję.

Pozdrawiam. Czarny

Bardzo proszę, Tomaszu. Cieszę się, że mogłam pomóc. :)

 

Za­sta­na­wia mnie fakt Twego roz­cza­ro­wa­nia re­li­gij­nym wąt­kiem.

Wyjątkowo nie lubię, kiedy okazuje się, że za całe zło w dziejącej się współcześnie opowieści, odpowiada siła nieczysta.

Mogę przyjąć do wiadomości, że takie praktyki mogły mieć miejsce przed półwieczem, ale nie potrafię uwierzyć, że tu i teraz, sprawcą krwawych morderstw okazuje się demon, którego ksiądz przepędza  krzyżem, pacierzem i wodą święconą.

 

edycja

Rzecz jasna miałam na myśli nie półwiecze, a pięćsetlecie.

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Rozumiem iż wątki religijne nie są w Twoim typie, to zrozumiałe ale ostatni akapit jest co najmniej dziwny:

Mogę przyjąć do wiadomości, że takie praktyki mogły mieć miejsce przed półwieczem, ale nie potrafię uwierzyć, że tu i teraz, sprawcą krwawych morderstw okazuje się demon, którego ksiądz przepędza  krzyżem, pacierzem i wodą święconą.

 

Gdybym mordercą uczynił ghula byłoby do przyjęcia? Gdybym bohaterem tego opowiadania zrobił człowieka o nadprzyrodzonych mocach też by było ok? Ale demon i egzorcyzmy nie przechodzą? O ile dobrze się orientuję to jest strona Fantastyki, więc takie stwierdzenie jest troszkę nie na miejscu. Sorki ale tych słów krytyki nie mogę przyjąć. Wybacz Regulatorzy.

Nie, Tomaszu, Gdybyś we współcześnie dziejącej się historii mordercą uczynił ghula albo faceta o nad­przy­ro­dzo­nych mo­cach, a przepędzać ich kazałbyś księdzu, moja niewiara w takie rozwiązanie byłaby taka sama, jak w przypadku tego opowiadania. I to pomimo faktu, że jesteśmy na portalu fantastycznym.

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Regulatorzy chciałbym zwrócić uwagę na fakt iż w ostatnich kilkunastu lat ilość egzorcystów w Polsce zwiększyła się z czterech do stu dwudziestu jest to drugi wynik w Europie. W samej Polsce rocznie liczba odprawianych egzorcyzmów liczy się w tysiącach. Liczba egzorcystów na całym świecie rośnie bardzo szybko a kolejki do nich równają się kolejką do specjalistów medycyny. Polecam dokument Konrada Szołajskiego “Walka z szatanem” , oraz historię oficjalnego egzorcysty państwa Watykańskiego Gabriele Amorth, który przeprowadził około 50000 egzorcyzmów.

Tomaszu, czy jeśli w Polsce zwiększy się liczba uzdrowicieli, znachorów i innych szamanów, to będzie znaczyć, że w naszym kraju poprawiła się opieka zdrowotna?

Przyjmuję do wiadomości Twoje przekonanie o istnieniu demonów i skuteczności egzorcyzmów, ale wybacz, że zachowam wobec nich  daleko posunięty sceptycyzm i głęboką niewiarę.

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Rozumiem twoje podejście do sprawy i szanuję. Uszanuj również mój pomysł na zakończenie opowiadania. Jak wypowiedział się wcześniej Łosiot, zakończenie nie zaskoczyło go a wręcz rozczarowało ale nie poddawał w wątpliwość rozwiązania z opętaniem i egzorcyzmami. Po jego sugestii rozważałem zmianę zakończenia. Jeden z pomysłów brał pod uwagę że to ksiądz został opętany a drugi że mordercą i opętanym był sam Aleks. 

Każdy ma jakieś przekonania. Nie ukrywam że interesuję się tematyką opętań i egzorcyzmów, dlatego proszę o uszanowanie tego. 

Historie z zombie nie są w moim typie, a wręcz mam podejście do nich jak Ty do egzorcyzmów jednak nie poddaje w wątpliwość pomysłów z tym czymś. Jeżeli decyduję się komentować takie opowiadania unikam oceniania pomysłu na zombie.

Tomaszu,nie wydaje mi się, abym w jakikolwiek sposób okazała brak szacunku Twojemu pomysłowi na zakończenie opowiadania. Wyraziłam jedynie własne wrażenia, pozostałe po lekturze rzeczonego opowiadania, cytuję: …a na koniec pozostało spore rozczarowanie, spowodowane religijnym finałem.

Zauważ też, że moje wypowiedzi w kolejnych komentarzach były odpowiedzią na Twoje posty.

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

;D

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Nowa Fantastyka