- Opowiadanie: bronchospazm - Schwytanie

Schwytanie

Dyżurni:

ocha, bohdan, domek

Oceny

Schwytanie

– Schwytaliśmy jednego! Prawdziwy troter! – po obozie niósł się krzyk.

Kapitan wyszedł przed namiot. Strażnicy prowadzili nagiego, chudego mężczyznę o skórze koloru miedzi. Był całkiem pozbawiony włosów. Za Kapitanem z namiotu wyszedł Profesor.  Założył okulary i przyglądał się przez chwilę biedakowi stojącemu pomiędzy dwoma rosłymi strażnikami.

– To dopiero okaz –  odezwał się zachwycony – Rzeczywiście prawdziwy troter. Fascynujący behawior: osobniki w samotności przemierzają pustynię. Jeśli samiec spotka samca, walczy z nim. Jeśli samicę, płodzi potomstwo i odchodzi.

Kapitan stanął przed schwytanym.

– To prawda? Opowiedz, jak żyjesz.

Troter nie odezwał się. Nie spojrzał nawet na Kapitana, jakby nie wiedział, że pytanie było do niego. Rozglądał się nieufnie dookoła.

– Nie rozumie języka uniwersalnego. Już mówię, jak oni żyją. – Profesor momentalnie przyjął postawę, maniery i ton wykładowcy – Otóż jeśli troter kogoś spotka, ucieka albo dąży do konfrontacji. Ewolucja zadbała o właściwe decyzje. Jeśli spotyka mężczyznę swojego gatunku i nie zdoła uciec, lub tamten nie zdoła, walczą ze sobą na śmierć i życie. Jeśli to kobieta, budują szałas i spółkują, z przerwami, cała noc, o ile samiec może. Odchodzi przed świtem, a kobieta z rana niszczy szałas i wędruje dalej. Jeśli samiec nie może, ona go zabija. Zmarnował jej czas. Jeśli doszło do zapłodnienia i kobieta zdoła urodzić dziecko, opiekuje się nim, a ono opuszcza ją jak najprędzej i zaczyna przemierzać pustkowie. Jeśli odejdzie za szybko, ginie nieprzygotowane. Jeśli nie zdąży odejść na czas, matka je zabije. Ewolucja cały czas dba o dobre decyzje. Kobieta mija kobietę obojętnie. Nie mogą sobie pomóc ani zaszkodzić.

Troter kucnął i dalej lustrował przyglądających mu się ludzi.

– Są miejsca – kontynuował Profesor – gdzie spisują swoje przemyślenia. Jeśli trafi w takie miejsce, czyta wszystkie i dopisuje swoje. Wydrapuje je na kamieniach w starożytnym alfabecie, używanym tylko przez troterów. Ma na to jedną noc. Ma też immunitet. Nikt nie może go zaatakować, inni od razu odchodzą. Muszą jak najszybciej odejść.

– Rozkaż mu, żeby opowiedział nam swoje przemyślenia. – Kapitan zwrócił się do strażnika.

Barczysty mężczyzna w pustynnym mundurze mówił w lokalnych językach, ale słabo. Zamienił z troterem kilka krótkich, charczących słów.

– Nie pamięta ich. Dawno spisywał ostatnie.

– Powiedz mu, żeby zaprowadził nas do tego miejsca – kontynuował Kapitan.

Nastąpiła kolejna rozmowa zlepianymi z trudnością zdaniami.

– Nie wie, gdzie jest najbliższe – referował strażnik – Możliwe, że przez całe życie tam nie trafi.

– Ja byłem w takim miejscu – wtrącił się Profesor. – Przemyślenia nie mają dat. Starsze blakną, zrozumiałe są tylko pojedyncze słowa. Nie wiem, od kiedy to już trwa.

– Skąd znasz te wszystkie zasady? – dopytywał Kapitan.

Strażnik przetłumaczył. Schwytany nie odpowiedział.

– Dlaczego  przestrzegasz tych zasad? Dlaczego ze sobą nie współpracujecie?

Strażnik z trudnością przekazywał pytania troterowi, który zastanawiał się w ciszy albo prosił o powtórzenie. Również strażnik dopytywał o to, czego nie zrozumiał.

– Twierdzi, że nie ma żadnej korzyści w ich nieprzestrzeganiu – odpowiedział po chwili takiej konwersacji. – Współpraca nie rozwiąże żadnego problemu, bo ich nie ma. Niektórzy przez całe życie nie spotkają nikogo, inni zginą z ręki pierwszego napotkanego.

– Tak dalece zmienili swoje środowisko – wtrącił się Profesor – i samych siebie przy okazji, że została im tylko wędrówka. Nie pamiętają nawet kiedy, ani jak to się stało. Zmiany w naturze wymknęły się spod kontroli. Książkowy przykład post-cywilizacji.

– Te owoce…

– Tak, to też ich dzieło.

– Rzeczywiście interesujący okaz. – Kapitan odwrócił się i ruszył do namiotu. – Wypuśćcie go. Wystarczy. Nie po to tu jesteśmy.

Strażnik pokazał troterowi gestem, że jest wolny. Ten powoli wstał, odwrócił się i ruszył w kierunku pustyni. Szedł w stronę niebieskiego słońca odprowadzany wzrokiem ludzi w obozie. Naraz Kapitan wrócił i rozkazał strażnikowi:

– Zapytaj go jeszcze, dokąd teraz idzie.

Strażnik wykrzyczał pytanie. Troter nie odpowiedział, nawet się nie odwrócił, pomyślał tylko, że pytanie nie miało sensu. Wędrówka była stanem podstawowym, nikt nie pytał Kapitana, po co jest.

Koniec

Komentarze

Jest tu zalążek jakiegoś pomysłu, ale nie bardzo wiem, Bronchospazmie, co miałeś nadzieję opowiedzieć. Choć Profesor przybliżył nieco postać Trotera i jego zwyczaje, to nadal nie mam pojęcia kim są Troterowie, nie wiem też, co na pustkowiach robią żołnierze i Kapitan. Ot, krótka scenka, która mogłaby być wstępem do zajmującej opowieści, ale jako szort, mówi niewiele, zgoła nic.

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Bronchspazmie, przede wszystkim proponowałbym wykasować słowo “koniec” i pisać dalej. Wyjaśnić skąd się w tym miejscu wzięli Kapitan i Profesor, z jakiej pochodzą krainy, dlaczego spotkanie z Troterem było zaskakujące, po co ta wyprawa – wymyśl jakąś historię (np. wojna z sąsiednim królestwem, w której Troterzy odegrają ważną rolę). Fajnie wymyślony świat Troterów zawieszony jest w pustce, a przecież wyraźnie jest częścią większego świata. Proponował bym nadać głównym postaciom imiona, Kapitan i Profesor wydają się byś trochę archaiczne – mnie przywodzą na myśl “Eden” Lema. 

– Schwytaliśmy jednego! Prawdziwy Troter!

a mógł być nieprawdziwy? W następnym akapicie powtarzasz “ Prawdziwy Troter”

Fascynujący behawior.

nie bardzo wiem czy behawior to w tym przypadku rzeczownik czy czasownik.

Kapitan stanął przed schwytanym.

– To prawda? Opowiedz, jak żyjesz.

Coś mi tu nie pasuje. Z jednej strony Kapitan nie wie że Troter nie rozumie uniwersalnego, z drugiej ma żołnierza, który rozumie mowę Troterów. Wypadało by wyjaśnić nie tylko stosunki wewnątrz ludu Troterów, ale też ich interakcje ze światem zewnętrznym.

 

I na koniec 

-Te owoce…” 

jakie owoce?

 

Dla mnie całkiem zgrabny fragmencik, opowiadania. Czasami trochę toporny styl, ale to kwestia rozpisania się IMHO.

Klikam do biblioteki. Lubię antropologię w fantastyce, lubię też takie patrzenie na świat przez mały wizjer, gdy widać tylko mały kawałek historii i świata, a resztę trzeba sobie dowyobrazić. Nie potrzebuję żadnych dodatkowych wyjaśnień.

Jedna rzecz mi się natomiast nie podoba – zmiana ustawienia kamery w ostatnim akapicie. Nagle zaczynamy patrzeć innymi oczami, nie kolonizatorów, tylko autochtona. I taka zmiana imho nie może być błaha, nie może być odbębniona, w taką zmianę trzeba włożyć cały swój pisarski kunszt, nawet jeśli chodzi o dwa krótkie zdania na końcu. Tu mi to wygląda na zrobione na szybko i niedbale.

Dla podkreślenia wagi moich słów siłacz palnie pięścią w stół

Rzeczywiście niczego nie trzeba dodawać i rozwijać moim zdaniem. Spotkanie/konfrontacja dwóch odmiennych kultur, sposobów postrzegania świata i siebie, kończy świetna, nienachalna puenta. Troter dziwi się, jak głupie pytania zadają przybysze, intruzi nie widzą sensu w jego postępowaniu. I rozchodzą się bez zrozumienia i porozumienia. To bardzo klasyczne spojrzenie, porównanie, zestawienie. Ludy "proste", mają swoje proste, oczywiste relacje ze światem, nie komplikują niczego niepotrzebnie, ich "filozofia" to akceptacja, harmonia, świadomość itd. Jak Indianie, jak Aborygeni, czy nawet oświeceni mnisi z Tybetu odrzucający nasz szalony, nowoczesny świat pełen niepotrzebnych komplikacji.

U Ciebie jest to dodatkowo mocno podkreślone w opisie sposobu życia i przetrwania Troterów. Nie wnikam, jakie są szanse na przetrwania gatunku pozbawionego praktycznie relacji społecznych, rozbitego na odosobnione, zdane na siebie jednostki, często zabijające się nawzajem. Czasem niespotykające innego osobnika przez całe życie. A którego matki samotnie wychowują swoje dzieci (przez lata?), lub te dzieci zabijają… I do tego w świecie dosyć nieprzyjaznym, co sugeruje pustynny ubiór jednego z przybyszy. Nie wnikam, ale mam pewne wątpliwości.

Rozumiem, że taki układ wzorowany jest na świecie zwierząt, jednak czy sprawdziłby się u ludzi? Nie jestem pewien. Bo tutaj mam kolejną zagwozdkę. Nazywasz Trotera mężczyzną, czytelnik wyobraża sobie bezwłosego człowieka, wspominasz o postcywilizacji, czytelnik wyobraża sobie odległą przyszłość, w której na jakimś skolonizowanym wieki temu świecie doszło do takich przemian. Wspominasz owoce, które są dziełem tubylców, czytelnik myśli – kiedyś byli na wysokim poziomie cywilizacyjnym, teraz żyją zupełnie inaczej, przestrzegają starych zasad i trwają w świecie niebieskiego słońca (czyli to nie stara, posttechnologiczna Ziemia).

Piszesz o ewolucji, która kieruje ich postępowaniem. Czy to możliwe, żeby ewolucja tak szybko zadziałała? Czy może tak radykalnie wpływać na jakiś gatunek, kierując jego decyzjami? Gatunek myślący mimo wszystko jak ludzie, tylko inaczej pojmujący świat, gatunek posiadający język, pismo itd.?

A może to jednak nie ludzki świat postcywilizacyjny tylko obca rasa humanoidalna? Może piszesz o kosmosie jak ze Złotego Wieku s-f, gdzie obce rasy wyglądały często jak ludzie? Wtedy kilka moich wątpliwości rozwiewa się na wietrze.

 

Dobrze i sprawnie napisana, interesująca wycieczka do świata bardzo klasycznej fantastyki. Pomysł może nie wali po głowie oryginalnością, ale jest w tej historii prosty i inteligentny przekaz i myśl. Świat nakreślony kilkoma pociągnięciami pióra, oferujący znacznie więcej, gdy uruchomi się wyobraźnię.

Jak wspomniał Cerleg, taka antropologia w fantastyce zawsze mile widziana. Fajny debiut na portalu. Dałem klika do biblioteki.

 

Edit. Widzę, że dalej/znów mam moc podwójnych klików bibliotecznych. Magia nadal działa.

Po przeczytaniu spalić monitor.

Historia z jednej strony przedstawia dużo i działa na wyobraźnię, a z drugiej jest o niczym. Jakkolwiek to zestawienie wydaje się bezsensowne, tak po lekturze mam dokładnie takie odczucie. To prawda, poznałem nową rasę, ich zwyczaje, sposób bycia i poniekąd myślenia, ale te informacje stworzyły od razu mnóstwo pytań, które pozostawiasz bez odpowiedzi.

Przychylam się do opinii reg i sugeruję, żeby nieco rozwinąć świat i historie bohaterów, bo masz zalążek, który nieźle się zapowiada.

Niby nic spe­cjal­ne­go, po pro­stu krót­kie uję­cie znanego mo­ty­wu (najbardziej chyba eksploatowanego w latach 60. – 80., kiedy na za­cho­dzie wez­bra­ła wy­so­ka fala an­ty­kul­tu­ro­cen­try­zmu).

Ktoś by zatem po­wie­dział, że to już było, że w bar­dziej wy­ra­fi­no­wa­nych for­mach oraz że na­le­ża­ło­by stwo­rzyć więk­szą wizję i roz­wi­nąć jej okre­ślo­ne aspek­ty, w szcze­gól­no­ści bo­ha­te­rów [edit: no pro­szę, Bar­niusz wła­śnie to za­su­ge­ro­wał przed chwilą], bo dzisiaj tak trze­ba i tyle. Ale to tylko szort w końcu. W każdym razie, być może trochę ze względu na sentyment do klasyki, spodobał mi się ten tekścik.

A w ogóle – wszystko napisał już wspaniały mr.maras, moje myśli pobiegły podobnymi ścieżkami. Nawet bibliotecznego klika za mnie załatwił ;)

Total recognition is cliché; total surprise is alienating.

Serdecznie dziękuję za wszystkie opinie. Są dla mnie ogromnie cenne.

Jeśli chodzi o technikę:

– Moim błędem ortograficznym było napisanie Troter z wielkiej, powinien być z małej, jak pies czy kot, więc trotery a nie Troterzy. Trochę to zmienia sens. Nie wiem jakie są przyjęte zwyczaje – mogę to poprawić?

– Behawior: chodziło mi o rzeczownik, nie widziałem takiego czasownika

– "Reszta" historii: wiem trochę co się działo przed, nie mam pojęcia, co było dalej, ile widziałem, tyle opisałem:) Mój zamysł był taki, że tak jak dla Kapitana i anonimowego trotera spotkanie było krótkim epizodem, momentem do którego się nie wraca, tak i dla czytelników NF ten szort powinien być czymś takim. O ile Kapitan i troter raczej nic z niego nie wyniosą, to czytelnik owszem może, np. zastanowić się nad alienacją, poprawianiem natury, zderzeniem kultur lub czymś zgoła innym. Fascynujące jest dla mnie to, że szanowni komentatorzy zwracają uwagę na inne elementy, niż ja podczas pisania uważałem za ważne. Regulatorzy, fizyk111, barniusz – zachęta do rozwinięcia dla tematu jest dla mnie komplementem, ale nie wiem czy kiedykolwiek wrócę na tę planetę:)

– Zmiana narracji: Cerleg, dzięki za ten komentarz, technika narracji jest czymś co bardzo nie daje mi spokoju. Wydawało mi się, że przejście jest OK, ale zmusiłeś mnie żeby nad tym pomyśleć.

 

Jeśli chodzi o fabułę, fizyk111 i mr.maras – zadaliście pytania, na które myślałem, że zdołałem odpowiedzieć w tekście, ale chyba jednak mi nie wyszło. Chciałbym to poprawić – mogę edytować tekst, czy rozwinąć temat tutaj?

 

Dzięki za przeczytanie i opinie. To dla mnie ogromna lekcja.

Bronchospazmie, możesz edytować ile dusza zapragnie. ;)

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Językowo prosto, ale przyzwoicie i co najważniejsze – pasuje on do obranej konwencji opowieści.

 

No, ładnie napisany antropologiczno/postkolonialny kawałek, chociaż nie wnosi nic specjalnie odkrywczego – dwie kultury, które pewnie w żaden sposób się nie zrozumieją.

Jeden Profesor jest żywo zainteresowany eksponatem, ale traktuje on trotera tylko jako zbiór zachowań a nie coś potencjalnie myślącego i czującego – skupiasz się na bezzasadności zasad, sterujących jego życiem. 

Ot, zostaję z refleksją, że wszystkim rządzi przypadek i przyzwyczajenie, że może warto poświęcić trochę autorefleksji temu, co wydaje się tak oczywiste, że nie potrafimy tego (przy/wy)tłumaczyć? 

 

Nie do końca zagrała ta zmiana perspektywy w końcówce – przedstawiłeś co chciałeś, ale wykonaniu trochę brakuje. Trudno jest zrobić ładnie taką zmianą perspektywy na koniec, często to widać w opowiadaniach z narracją pierwszoosobową, gdzie coś jest dopowiadane – tu masz to na odwrót ; )

Co więcej, takim zakończeniem wyraźnie sugerujesz ludzkie cechy – a przynajmniej refleksje – w bohaterze. W późniejszym komentarzu zaś porównujesz go do psa czy kota – trochę to nie gra.

 

Czy przemyślenia spływają nagle wobec spotkania z kamieniem? Skoro żadnych nie pamięta, a i chyba nie ma przygotowanych…

 

alienacją, poprawianiem natury,

a to gdzie? ;D

I would prefer not to.

Szanowni, poprawiłem niejasności, które potrafiłem. Niech mnie ręka boska broni przed dalszymi edycjami, bo czuję, że przegadam. W razie dalszych wątpliwości – pierwsze skojarzenie będzie najlepsze;) Dzięki za opinie!

 

@wybranietz:

Nie do końca zagrała ta zmiana perspektywy w końcówce

Szanuję, wezmę pod uwagę.

W późniejszym komentarzu zaś porównujesz go do psa czy kota

To nie moja perspektywa, tylko Profesora, który o troterach dowiedział sie z książek, które opisują je między psami i kotami.

a to gdzie? ;D

Ok, rozumiem że nie wyartykułowałem tego tak, jakbym chciał.

 

Dzięki za komentarz.

To nie moja perspektywa, tylko Profesora, który o troterach dowiedział sie z książek, które opisują je między psami i kotami.

Ale to się pojawia dopiero pod tekstem – wcześniej odbierałam troterów jako ichniejszych Aborygenów czy coś – a że Aborygeni zostali oficjalnie wypisani z australijskiego rejestru fauny i flory (!) w latach 60tych, no to pasuje…

 

Ok, rozumiem że nie wyartykułowałem tego tak, jakbym chciał.

Ale ja serio pytałam – gdzie to miało być?

I would prefer not to.

Ale ja serio pytałam – gdzie to miało być?

@wybranietz, ponizej; pogrubiłem to, co dodałem podczas ostatniej edycji.

 

– alienacja

Osobniki w samotności przemierzają pustynię. Jeśli samiec spotka samca, walczy z nim. Jeśli samicę, płodzi potomstwo i odchodzi.

Plus monolog Profesora o zwczajach troterów, dla mnie wiodą odizolowane od reszty życie, nie budują żadnych struktur, jedyna interakcja to kopulacja lub przemoc.

 

– poprawianie natury

– Tak dalece zmienili swoje środowisko – wtrącił się Profesor – i samych siebie przy okazji, że została im tylko wędrówka. Nie pamiętają nawet kiedy, ani jak to się stało. Zmiany w naturze wymknęły się spod kontroli. Książkowy przykład post-cywilizacji.

 

  •  

Pomysł fajny, ale jak dla mnie za mało, ja chcę jakiejś historii, a tu nie ma żadnej, jest tylko scenka. Pomyśl jeszcze, co z tego świata wycisnąć.

 

– To dopiero okaz –  odezwał się zachwycony – Rzeczywiście prawdziwy troter. Fascynujący behawior.

Behawior to według słownika języka polskiego: “każda dająca się zaobserwować reakcja zwierzęcia lub człowieka na bodźce płynące z otoczenia”. A twój troter jeszcze nic nie zrobił, po prostu stał. Jakąż więc reakcję komentował profesor?

@Irka_Luz Profesor nie używa języka do końca prawidłowo, kiedy mówi o swojej branży (posłuchaj kiedyś programistów jak rozmawiają po programistycznemu). Używa terminów naukowych, kiepskich tłumaczeń albo makaronizmów. Tutaj chodzi o behawior, czyli zachowanie (behavior) jako całość typowego zachowania osobnika danego gatunku – czyli to, o czym Profesor robi następnie wykład.

To zdanie mi po prostu zgrzyta. Może napisz coś w guście: Oni mają fascynujący behawior.

 

Spróbuję wyjaśnić… Jeżeli pojadę do Afryki i zobaczę, po raz pierwszy w życiu, lwa na żywo, to mogę się zachwycić: o prawdziwy lew! Jednak jeśli lew będzie tylko stał i gapił się, to – nawet jeśli zrobię mojemu facetowi wykład na temat typowych zachowań lwa w środowisku naturalnym – nie powiem: o fascynujący behawior, bo lew w gruncie rzeczy nie robi nic fascynującego. Zwyczajnie stoi. Co w tym fascynującego?

 

 

Też mam ambiwalentne uczucia. Dałeś posmak ciekawego świata, ale opowiadanie przedstawia jedynie jego niewielki wycinek, a zasadniczo wiele nie opowiada. Może nie ujęłabym tego, że “jest o niczym”, ale pozostawia spory niedosyt. Jest jakoś tam domknięte, ale skoro w ostatnim akapicie przeskakujesz niespodziewanie do perspektywy trotera, może należało z tego zrobić klamrę i dać na początku i końcu taką perspektywę, oddzieloną światłem czy gwiazdkami (zmianę perspektywy powinno się typograficznie wyróżnić!). Wtedy ten pomysł na zetknięcie dwóch obcych kultur lepiej by wybrzmiał, moim skromnym zdaniem.

 

Technicznie jeszcze pozostało trochę usterek, zwłaszcza jak na tekst biblioteczny.

 

Otóż jeśli troter kogoś spotka, ucieka[-,] albo dąży do konfrontacji.

 

zabije je

Nieładnie to brzmi

 

Wydrapuje je na kamieniach w swoim starożytnym alfabecie.

Raczej nie swoim, bo to nie jest jego własny alfabet, ale wszystkich troterów. Skądinąd – jak oni się uczą tego alfabetu, skoro są całkowitymi samotnikami? To jest duży zgrzyt logiczny w tym opowiadaniu.

 

– Ja byłem w takim miejscu – wtrącił się Profesor[.] – pPrzemyślenia nie mają dat.

Dialog powinien mieć kropki tam, gdzie kończy się zdanie. Nie wtrącając didaskalium nie napisałbyś “Ja byłem w takim miejscu przemyślenia nie mają dat.” bez żadnych znaków przestankowych, prawda?

 

– Skąd znasz te wszystkie zasady? – dopytywał Kapitan.

Kogo on właściwie pyta?

– Twierdzi, że nie ma żadnej korzyści w nieprzestrzeganiu ich – odpowiedział po chwili takiej konwersacji[.] – wWspółpraca nie rozwiąże żadnego problemu, bo ich nie ma.

I raczej szyk: w ich nieprzestrzeganiu. Zaimki na końcu zdania nie są dobre.

 

Kapitan odwrócił się i zaczął iść do namiotu

Raczej: ruszył w stronę namiotu. Zaczął iść to nie najlepsza konstrukcja.

 

I już z komentarzy:

 

Profesor nie używa języka do końca prawidłowo, kiedy mówi o swojej branży

Czym innym jest żartobliwe używanie terminów niezupełnie w ich podstawowym znaczeniu (bo chyba coś takiego masz na myśli, pisząc o programistach), a czym innym poważna wypowiedź. I tu behawior rzeczywiście nie pasuje. Uczony powinien wyrażać się ściśle i rzetelnie, bo przecież nie chodzi mu o epatowanie mądrymi słowami?

Historia to uzgodniony zestaw kłamstw.

 

– alienacja

Osobniki w samotności przemierzają pustynię. Jeśli samiec spotka samca, walczy z nim. Jeśli samicę, płodzi potomstwo i odchodzi.

Plus monolog Profesora o zwczajach troterów, dla mnie wiodą odizolowane od reszty życie, nie budują żadnych struktur, jedyna interakcja to kopulacja lub przemoc.

 

ale jeżeli to jest dla nich naturalne to chyba nie można mówić o alienacji? Alienacja jest wtedy, kiedy jesteś sam i to boli. A tu to jest normalne, nie?

 

– poprawianie natury

– Tak dalece zmienili swoje środowisko – wtrącił się Profesor – i samych siebie przy okazji, że została im tylko wędrówka. Nie pamiętają nawet kiedy, ani jak to się stało. Zmiany w naturze wymknęły się spod kontroli. Książkowy przykład post-cywilizacji.

To niekoniecznie poprawianie, raczej niszczenie, ale rozumiem już, co miałeś z tym na myśli ;)

I would prefer not to.

@drakaina, dzięki za uwagi nt. interpunkcji

 

To jest duży zgrzyt logiczny w tym opowiadaniu.

Kapitan też dużo dopytuje, a potem daje za wygraną. Nie wiadomo, taka uroda troterów, nikt tego nie wie i nie ma czasu, chęci ani możliwości tego zbadać. To przykład tajemnicy, której rozwikłanie nie jest konieczne do życia i po prostu się ją akceptuje. Nasz świat też jest takich pełen.

Czym innym jest żartobliwe używanie terminów niezupełnie w ich podstawowym znaczeniu (bo chyba coś takiego masz na myśli, pisząc o programistach), a czym innym poważna wypowiedź.

Nope. Ludzie przesiąkają slangiem środowiska w którym przebywają a potem niewiadomie używają go wobec laików.

I tu behawior rzeczywiście nie pasuje.

Na pewno jest to pretensjonalne sformułowanie, trochę kalka z angielskiego, ale uważam za prawdopodobne że Profesor będzie popełniał właśnie takie błędy ze względu na swoje skrzywienie zawodowe. Zostawię to słowo. Ja czy Ty nie użylibyśmy go w tym kontekście, ale jego użycie mówi coś więcej o Profesorze.

Uczony powinien wyrażać się ściśle i rzetelnie, bo przecież nie chodzi mu o epatowanie mądrymi słowami?

To dopiero fantastyka;) Niestety naukowcy są tylko ludźmi i bardzo często niezrozumiałymi dla postronnych.

 

@wybranietz

ale jeżeli to jest dla nich naturalne to chyba nie można mówić o alienacji? Alienacja jest wtedy, kiedy jesteś sam i to boli. A tu to jest normalne, nie?

Chyba, że z troterem zidentyfikuje się czytelnik i wyobrazi sobie siebie przemierzającego bez sensu pustynię, wtedy powinno leciutko zaboleć (?).

To niekoniecznie poprawianie, raczej niszczenie, ale rozumiem już, co miałeś z tym na myśli ;)

W pierwszych szkicach chodziło mi o eliminację potrzeb i rozwiazywanie problemów za pomocą zmian w otoczeniu przy pomocy technologii (bio-, geo– itd), co w końcu wymknęło się spod kontroli. Tak powstali troterowie, kiedy habitus ich przodków stanął na głowie.

 

Im więcej pytań czytam, tym bardziej zaczyna mnie na nowo interesować ta historia;)

 

 

Bronchospazmie, nie zrozumiałeś mnie w dwóch przypadkach.

 

Po pierwsze: jak troterzy uczą się alfabetu nie do końca jest wewnętrzną sprawą Twojego świata. Może jest istotnie nieznaną jeszcze “zwykłym ludziom” tajemnicą, ale trochę dziwne, że żaden z bohaterów nie odkrył, że coś tu nie gra: niby tacy samotnicy, a jak sobie przekazują wiedzę kulturową? Może uczą ich te matki, zanim dzieci jak najszybciej sobie pójdą? Ale nic nie wiadomo o tym, żeby kobiety umiały pisać. To zgrzyta logicznie, z punktu widzenia bohaterów-obserwatorów, a w konsekwencji czytelnika. Niechby Profesor choć się nad tym zastanowił… Skoro jest uczonym, to takie pytanie powinno być dla niego absolutnie podstawowe. Albo jest humbugiem, a nie profesorem.

 

Po drugie: nie chodzi mi o przenoszenie slangu profesjonalnego do zwykłego języka. Chodzi o to, że Profesor używa terminu błędnie, pozostając w obrębie języka profesjonalnego. On wygłasza mowę, w której automatycznie będzie używał slangu. Okej, zrozumiałe (dla czytelnika jako element świata). Ale niech to będzie poprawny slang. To nie jest błąd ze względu na skrzywienie zawodowe, bo nie chodzi o to, że słowo jest niezrozumiałe dla postronnych. To jest po prostu źle użyty termin.

Historia to uzgodniony zestaw kłamstw.

@drakaina:

 

Alfabet troterów: szort sygnalizuje dużo niewyjaśnionych fenomenów oprócz alfabetu, raz że jest za krótki żeby je rozwijać, a dwa że dla mnie ma to symbolizować tajemniczość świata troterów, trzy że szybkie porzucenie przesłuchania trotera miało pokazać, że ludzie mijają takie tajemnice obojętnie, bo mają swoje sprawy na głowie. Mnie osobiście taka tajemnica fascynuje.

 

Behawior: Profesor zamiast użyć intuicyjnego synonimu “zachowanie się zwięrząt”, posłużył się terminem bardziej naukowo-brzmiącym, i to jedyny jego błąd (a raczej maniera). Dla trotera instynktowne są wędrówka, walka z napotkanymi osobnikami, budowanie szałasu z samicą/kobietą, dlatego należą do jego behawioru w tych sytuacjach.

Źródła:

https://encyklopedia.pwn.pl/haslo/zachowanie-sie-zwierzat;3999751.html

“Behawioryzm i behawior – myśl filozoficzna i badania przyrodnicze” A. Kokocińska 2015

“Żywienie a behawior psów i kotów” O. Witkowska, 2015

“Dobrostan i behawior zwierząt – wyzwanie dla edukacji weterynaryjnej” T. Kaleta 2017

 

Nawet jeżeli w.w. Cię nie przekonuje, możesz przyjąć, że Profesor użył anglicyzmu (behaviour – zachowanie) i skrótu myślowego, chcąc powiedzieć: “[osobniki wykazują] fascynujące zachowanie [w codziennych sytuacjach]”.

 

Tajemnica fascynuje, ale reakcja bohaterów zgrzyta – jesteś w stanie przyjąć do wiadomości, że czytelnik nie siedzi w głowie autora i ma własne odczucia? Sygnalizuję je, bo do tego służy to forum. Nie chcesz nic zrobić z uwagami krytycznymi – Twój tekst, Twoja sprawa… Ale musisz mieć świadomość, że czytelnicy potykają się na różnych rzeczach i dopracowanie tekstu pomaga takim potknięciom zapobiegać.

 

Behawior – nie twierdzę, na litość wszystkich bogów, że sam termin nie istnieje albo jest niepoprawny! Ale wcześniej wytknęła to Irka_Luz: na widok stojącego przed nim trotera Profesor nie powinien używać tego terminu tak, jak go używa. I ja się z tą opinią zgadzam. Może wystarczyłoby, gdybyś minimalnie przeformułował wypowiedź, żeby było wiadomo właśnie to, co mówisz: że profesor odnosi się do grupy/ogółu troterów, a nie tego konkretnego osobnika. “Rzeczywiście prawdziwy troter. Fascynujący behawior.” – to wskazuje, że mówi o tym, który przed nim stoi, a niczego jeszcze nie zaobserwował. I chodzi mi wyłącznie o to, że w konkretnej wypowiedzi to zgrzyta. Wystarczy, że coś dopowiesz, coś zmienisz i będzie czytelne.

Raz jeszcze, pamiętaj: czytelnik nie siedzi w Twojej głowie, a tekst można poprawiać dla dobra przyszłych czytelników.

Historia to uzgodniony zestaw kłamstw.

Chyba, że z troterem zidentyfikuje się czytelnik i wyobrazi sobie siebie przemierzającego bez sensu pustynię, wtedy powinno leciutko zaboleć (?).

Łatwiej (przynajmniej mi) jest się identyfikować z Kapitanem/Profesorem – w końcu i oni, i my zostaliśmy wrzuceni w obce środowisko, które nam autor tłumaczy ;)

I would prefer not to.

Fajny pomysł na bohatera (czy tam obiekt badań). Ale fabuły to ja tu nie widzę. Ot, spotkali okaz, popatrzyli, pogadali, wypuścili. Nie wydaje mi się, że życie któregokolwiek z bohaterów mocno się zmieniło.

Babska logika rządzi!

Dzięki wszystkim za opinię. Poprawiłem interpunkcję i kilka błędów stylistycznych, krytyka daje do myślenia:) @drakaina – już wiem o co Ci chodziło, źle zrozumiałem zdanie o źle użytym terminie, zawsze najeżam się na protekcjonalny ton i czasem nie wyłapię merytoryki:)

Z kolei trudno mi się odnieść do opinii że za krótkie/za mało/nie ma fabuły – taki był zamysł, cel i idea tekstu, musiałbym napisać coś kompletnie innego;)

Mnie przypadło do gustu, a tekst nie wydaje mi się niedokończony. Klikałbym.

Lekko ociera się o banał, ale nie przekracza granicy między zwięzłym, uniwersalnym przesłaniem a truizmem. W dodatku zestawienie mądrości uczonego z mądrością “z natury” tworzy fajny, spajający kontrast. Muszę się za to niestety zgodzić z Cerlegiem, że ostatnie zdania nie sprawiają wrażenia napisanych z kunsztem. Niby słowa dobrane odpowiednio, ale przeskok jest rzeczywiście nagły i brakuje mi podkreślenia odmienności rozmówców i czegoś, co utwierdziłoby mnie w przekonaniu, że chciałeś opowiedzieć o czymś ważnym.

Mogło być gorzej, ale mogło być i znacznie lepiej - Gandalf Szary, Hobbit, czyli tam i z powrotem, Rdz IV, Górą i dołem

Jeśli to kobieta, budują szałas i spółkują, z przerwami, cała noc, o ile samiec może.

Literówka.

Mam wrażenie, że w kółko powtarzają się te same słowa i że jet to celowe. Nie wróżę zbyt długiej przyszłości gatunkowi, który zabija kogo może przy każdej okazji.

Ale czytało się nieźle :)

Wiesz, Anet, pająki też się na ogół nie tolerują. Ale fakt, że w miocie mają więcej potomstwa niż trotery…

Babska logika rządzi!

Początkowo miałem wrażenie, że to scenka. Ale po dłuższym przemyśleniu stwierdzam, że dużo racji ma Mr. Maras – to raczej krótki tekst o spotkaniu. I braku zrozumienia. Dwie kultury spotykają się, nie są w stanie skomunikować. I rozchodzą się, każda w swoją stronę. Przynajmniej do czasu, bo jak pokazuje historia, dylemat więźnia jest bardzo trudny do odparcia.

Dużą rolę odgrywa tutaj zakończenie – bez typowej eksplozji, jaką zwykłem pochwalać w szortach, idzie raczej w stronę spokoju. Czym dużo lepiej podkreśla treść.

Dla mnie koncert fajerwerków na plus.

Won't somebody tell me, answer if you can; I want someone to tell me, what is the soul of a man?

Nowa Fantastyka