- Opowiadanie: tymoteusz123 - Transport

Transport

Wrażenia post mortem:

Od czasu do czasu wracam do tego opowiadania i przepisuje je na nowo, wraz z postępami warsztatu. Z tej wersji nie jestem zadowolony (jak za wszystkiego co pisze), popracowałbym jeszcze nad opisami i wygładził dialogi, ale podczas tworzenia tej iteracji chciałem skoncentrować się nad wyważeniem “infodumpu” w opku s-f.
Po kolejnym czytaniu dwa tygodnie później, zgrzytam zębami, bo odnoszę wrażenie, że przesoliłem z jasnością przekazu.


Miałem spore problemy z opisami i dobraniem do nich odpowiednich wrażeń zmysłowych, porównania i związki frazeologiczne spędzają mi sen z powiek.


W następnej iteracji popracuje właśnie nad tym, bo w opowiadaniach fantasy wydaje mi się, że wychodzi mi to zdecydowanie lepiej, bardziej kolorowo, bardziej sugestywnie i słowa jakby dokładniejsze.
W przypadku opisów pseudotechnologii nie mogę znaleźć złotego środka.


Mam nadzieję, że opowiadanie będzie w miarę strawne i nie spowoduje odruchu wymiotnego.
Miłego czytania, pozdrawiam.

Dyżurni:

ocha, domek, syf.

Oceny

Transport

 

Kontenerowiec klasy maximum płynął powoli przez kosmiczną pustkę. Kapitan na mostku poprawiła pasy mocujące i zamrugała drugimi powiekami, suche powietrze przeszkadzało w myśleniu.

Czerwona wskazówka pokazująca wpływ pola Gibbsa poskoczyła i zatrzymała się na dopuszczanej normie. Zbliżali się do wrót przesyłowych.

Włączyła radio i zapytała:

– Halo maszynownia? Jak idzie przegląd silników? Wszystko w normie?

– Wszystko w porządku, silniki sprawne, ładownia czysta – odpowiedział głos z lekkim chropowatym akcentem.

Komputer pokładowy wyświetlił informację o korekcji trajektorii lotu. Zaakceptowała wyskakujący komunikat i wszystkim zajął się automatyczny pilot. Rozparła się na fotelu i spojrzała po raz ostatni na gazowego olbrzyma za oknem.

Piękne osiem pierścieni mieniło się barwami w spektrum nadfioletu, aż zapierało dech w piersiach.

Szkoda, że nie wiem jak się nazywa – pomyślała. Tylko cyfry koordynat, mało romantycznie.

Odetchnęła ciężko i przełączyła widok, zaciemniając szyby. Po chwili wyświetliły się na nich dane z komputera. Wszystko wskazywało na normalne zachowanie statku, nie powinni mieć trudności z podejściem do dokowania.

– Kapitanie? – Na mostek wszedł główny informatyk, jego skóra zmieniła kolor na pomarańczowy, a plamki fosforyzowały bladym fioletem.

– Co cię trapi AC001? – zapytała, a on skrzywił się na dźwięk identyfikatora.

– Merry, miałaś mnie tak nie nazywać, wiesz, że źle mi się kojarzy.

– Oj Exyl, tylko się droczę, zresztą miałeś nie mówić do mnie kapitanie  – odparła i uśmiechnęła się łagodnie, bez odsłaniania kłów.

– Racja – pokajał się Exyl.

– Wracając do tematu rozmowy, widzę, że coś cię trapi? Jesteś jakiś nieswój.

– Rano wykryłem nieścisłości w działaniu oprogramowania, sprawdziłem logi i wykazały obecność kodu z zewnątrz. Wygląda na to, że zapory zdołały powstrzymać intruza, ale ktoś musiał zbliżyć się na tyle do statku, aby nawiązać kontakt ze sprzętem.

Skrzywiła się i poczuła, jak zmienia kolor na zielonkawy, bezwiednie powędrowała ręką do nasady szyi i dotknęła przymocowanego tam chipa. Wcisnęła przycisk i na wnętrzu oka wyświetliły się dane z osobistej zapory.

Wszystko wygląda dobrze –  odetchnęła.

– To pewnie korporacja przesyłowa robiła zwiad, panikują po ostatnich wydarzeniach – odpowiedziała.

Przytaknął nieprzekonany.

– Trzeba zrobić przegląd załogi, nie wszyscy mają takie zabezpieczenia jak Kapi… jak ty. – Zrobił się blady zupełnie jak stary papirus.

– Myślisz, jesteśmy na nasłuchu? – zapytała, ściszając głos.

Przytaknął ponownie i wskazał na migi:

– Podejrzewają coś.

– Niedobrze, ukryłeś ładunek? – odpowiedziała jedną ręką.

– Oczywiście, wszystko jest odpowiednio zaksięgowane, obciążenie się zgadza, wszystko przygotowane.

– Jakiś plan B? – Kapitan wydawała się zmartwiona, zielonkawy odcień skóry przeszedł płynnie w pomarańcz, znak stresu.

– Ładowałem kondensatory całą noc, jakby ktoś zaatakował bezpośrednio, usmażymy mu sieć.

Wyświetlacz pokazał komunikat o zbliżających się obiektach. To pewnie drony zwiadowcze korporacji – pomyślała. Rozpoczynał się proces dokowania.

Zezwoliła na kontakt i opuściła pierwszą warstwę zapór. Drony wymieniły się pakietami danych z jednostką pokładową, kurs został skorygowany i podeszli do lądowania na platformie przygotowawczej.

– Wydaj cichy rozkaz o przygotowaniu uzbrojenia, niech załoga będzie w gotowości. – pokazała na migi.

Exyl wyjął ciekłokrystaliczny nadajnik i rozesłał zaszyfrowana wiadomość, po czym sam odbezpieczył pistolet igłowy. Gdyby najemnicy korporacji chcieli wtargnąć na pokład, dostaną bardzo niemiłą niespodziankę.

– Tu Kontenerowiec „Dromedarius” numer identyfikacyjny CB-1473OX, odbiór – powiedziała przez radiowęzeł.

Po chwili na ekranie pojawiła się prośba o akceptację nadchodzącej transmisji. Zatrzymała palec tuż przed kliknięciem. Zimny pot wystąpił na plecach, miała złe przeczucie co do tego wszystkiego.

– Każ przynieść tutaj ten kondensator i daj nam szyfrowany kanał z załogą, upewnij się dwa razy, że nie jest na nasłuchu – wydała rozkaz, migając.

Odłożył broń i pośpiesznie zajął się ekranem przenośnego komputera.

Odczekała jeszcze chwilę, kupując trochę czasu, komunikat z prośbą o rozmowę zgasł i po chwili pojawił się ponownie. Tym razem jakby migał bardziej natarczywie, a może to tylko wyobraźnia płatała figle.

W końcu zaakceptowała połączenie.

Kamera nie mogła złapać ostrości, charakterystyczny, rozmyty obraz przez moment drgał, po czym wyostrzył się na chmurze złotego pyłu zawieszona na krześle przy biurku.

Chmura zawirowała i Merry usłyszała pikanie czujników drugiej warstwy zabezpieczeń, ewidentnie to coś próbowało przedostać się przez bariery na systemach statku.

Muszę grać na czas – pomyślała.

Złoty pył utworzył krystaliczną powłokę w kształcie żeńskiego osobnika do złudzenia przypominającego wyglądem Kapitan statku.

Stały numer – westchnęła w duchu. Pewnie chcieli upodobnić się do rozmówcy, aby było prościej nawiązać kontakt. Idioci, nie zdawali sobie sprawy, że to marna imitacja, zupełnie jakbym patrzyła na gadającą lalkę.

– Powitać! – zawołała na wpół żywa kukła – Ja nazywam się Axis i jestem państwa przewodniczką w procesie dokowania. Dla podwyższenia standardów rozmowa jest monitorowana przez zewnętrznego obserwatora z ministerstwa sieci i transportu. Na pierwszym miejscu stawiamy państwa komfort! – Uśmiechnęła się od ucha do ucha, pokazując długie kły i zastukała w ciekłokrystaliczny panel na biurku, ekrany pokładowe kontenerowca wyświetliły ankietę satysfakcji z przelotu. – Proszę o wypełnienie ankiety, to zajmie dosłownie chwileczkę, a ja w tym czasie przeskanuje jednostkę pokładową i sprawdzę zgodność danych transportowych. Proszę się nie martwić, to tylko rutynowa kontrola. – Rozległ się trzask wyłączonego mikrofonu, a zaraz po tym wyświetlacz zamigotał i ankieta wypełniła całą przestrzeń ekranu, świecąc jaskraworóżowymi literami.

Konsultantka musiała wprowadzić klucz uniwersalny, bo zapory na bazie danych ustąpiły. Włączył się cichy alarm, zawiadamiając załogę o obecności obcego kodu w systemie.

– Spokojnie, to tylko kontrola przed skokiem – uspokajała Kapitan.

Do pomieszczenia w końcu weszli informatycy, niosąc ciężką, czarną skrzynkę.

– Ile mam czekać? – Exyl pokazał na migi. – Korzenie byśmy tutaj zapuścili.

Nie zareagowali na ruganie, tylko kolory im nieco zbladły. Rozpakowali sprzęt i podłączyli okablowanie do gniazd. Przekręcili pokrętło i zapłonęły zielone diody wskazujące pełną moc.

– Trwa skanowanie. – Wyświetlacz na kondensatorze zamigał, gliczując przez chwilę. – Mamy jedno stałe połączenie z zewnątrz. Wszystko wskazuje na wysokoprzepustowy kabel w technologii kwantowej, damy radę posłać całość ładunku. – Informatyk poklepał szumiącą skrzynkę.

– Jak będzie podskakiwać – kontynuował – to ją usmażymy. – Jakby na potwierdzenie pokazał pełen garnitur ostrych zębów.

– Dobrze, Exyl jak idzie mobilizacja załogi?

– Mamy siedemdziesiąt procent załogi na stanowiskach, możemy działać.

Rozległ się trzask interkomu i ponownie usłyszeli głos konsultantki.

– Powitać! Tu znowu Axis. Pojawiły się drobne nieścisłości – zaczęła.

Kapitan poczuła, jak miękną jej kolana, wstrzymała oddech, oczekując pełnej dekonspiracji.

– Prosiłabym o przywołanie obiektów o identyfikatorach AB007, AB012, oraz AX021.

– Można wiedzieć dlaczego? – Lekkim ruchem głowy wskazała gotowość do użycia kondensatora.

– Standardowy proces celny, wykryto nieścisłości związane z aktualną masą, a tym, co zostało zaksięgowane w bazie danych.

Idioci, szmuglują coś na moim statku – przeklęła w myślach. Oby to nie było nic poważnego…

– W międzyczasie prosiłabym o uzupełnienie dodatkowej ankiety. Dane zostaną wykorzystane w celu poprawy świadczonych usług. Dziękuję! – zaświergotała wysokim, mechanicznym głosem.

Kapitan uruchomiła radiowęzeł i wezwała do siebie załogantów, po krótszej chwili na mostek weszła trójka delikwentów, dwóch mężczyzn i jedna speszona kobieta.

– Gotowy? – zapytała migowym informatyka przy kondensatorze.

– Jak nigdy w życiu – odparł tamten.

Exyl chwycił broń trzęsącą się ręką. Wyglądał, jakby walczył z całych sił o spokój.

Na wyświetlaczu znowu pokazała się Axis, machając do nich na powitanie.

– Załoganci kontenerowca CB-1473OX, w waszych kajutach wykryto nieścisłości obciążenia – zrobiła teatralną pauzę.

Dwójka załogantów, mężczyzna i kobieta stanęli blisko siebie, Kapitan rozpoznała w nich mechaników z bloku AB. Trzeci, mężczyzna z bloku AX wyraźnie zmienił kolor na zgniło żółty, bał się jak nigdy.

– Kajuta AB007 w okresach obniżonej aktywności jest lżejsza, niż przewidywano, za to odchyły obciążeń kajuty AB012 rosną o jeden przecinek trzy procenta. Wytłumaczenie? – zapytała Axis, pochylając się do przodu, zupełnie jakby chciała wyjrzeć zza ekranu.

Zapadła krótka cisza, obydwoje spuścili wzrok, kobieta wyszeptała coś pod nosem.

– Nie słyszałam AB007, czy można prosić o powtórzenie? – naciskała Axis.

Chip blokujący na szyi załogantki zapiszczał przeciągle. Uruchomił się alarm przeciwwłamaniowy.

– Sypiamy ze sobą – odpowiedział w końcu mężczyzna i objął kobietę.

Ich skóra pokryła się szkarłatem, a alarm ucichł.

– Obiekty AB007 i AB012 należą do spółki politycznej Ojczyzna, nie mogą samodzielnie podejmować takich decyzji, a współżycie poza okresem godowym jest zabronione – podsumowała Axis, wyświetlając na ekranie odpowiednie paragrafy z kodeksu.

– Zostaje nałożona grzywna w wysokości dziesięciu procent wypłaty po dotarciu do celu. Od decyzji można się odwołać w najbliższym centrum komunikacji międzysystemowej.

Przerwała i przeniosła zainteresowanie na pozostałego osobnika.

Pewnie myśli o nas jak o brudnych zwierzętach niezdolnych nawet do powstrzymania żądzy – pomyślała Merry. Nie rozumie pojęcia miłości, jedyne co się liczy to własność i pieniądze.

Lalka przekrzywiła głowę i wyświetliła dane z kajuty. Sztuczne oczy nienaturalnie szybko wodziły od jednej informacji do drugiej, w końcu wycentrowały wzrok na przestraszonym załogancie.

– Chcecie mi coś powiedzieć obiekcie AX021?

– To tylko hodowla pietruszki – wyjąkał tamten.

– Tylko? A gdzie zezwolenia i w jakich celach uprawiana jest ta tylko hodowla?

– Nie mam zezwoleń, dodawałem ją do past obiadowych aby miały chociaż odrobinę smaku. Nic w tym nielegalnego – wydukał i zmienił kolor z żółtego na papierowo biały.

– O nielegalności czynu decydują kodeksy. – Wyświetliła odpowiadające paragrafy z kodeksu handlu międzygwiezdnego – Hodowla na kontenerowcu nie została zarejestrowana, a zatem jest nielegalna.

Kapitan straciła zainteresowanie całą rozmową, jeżeli chodziło o takie drobnostki, lepiej czas spędzi na przygotowaniu się do dalszej podróży. Wyjęła małe gładkie pudełko i nacisnęła na boki, wyskoczyły dwie wtyczki, które wsadziła w gniazda na karku. Zaiskrzyło, a wzrok pociemniał na chwilę. Router zaskoczył i po chwili uzyskała połączenie z międzysiecią. Automatycznie wczytała protokoły szyfrujące i czekała na przesłanie pakietu danych, mogło to zająć dobrych kilkanaście minut.

 

Trochę czasu minęło.

– Zostaje nałożona grzywna w wysokości trzech procent wypłaty. Od decyzji można się odwołać w najbliższym centrum komunikacji międzysystemowej. – Konsultantka obserwowała żałosne błagania załoganta i próby tłumaczenia, nie robiły na niej większego wrażenia.

Kapitan w tym czasie sprawdziła swój zapasowy pakiet tożsamości, upewniła się, że wiadomości od partyzantki są na trwałe usunięte i nie znalazła niczego podejrzanego w logach.

Kłótnia w końcu dobiegła końca, bladoniebieski załogant opadł z sił i ledwo powstrzymywał łzy, najwyraźniej wyjątkowo zależało mu na sprawiedliwości.

Aż tak bardzo lubi pieniądze? – dopowiedziała Merry w myślach.

– W takim razie kontrola celna jest zakończona, dziękuję za współpracę i życzę miłej podróży z naszymi liniami przesyłowymi. – Sztuczny uśmiech znowu odsłonił kły lalki, wyraz twarzy zamarł przez dłuższą chwilę w miejscu, po czym nastąpił koniec transmisji.

Kapitan poczuła lekkie wstrząsy, to zapewne wysięgniki podnosiły statek i ustawiały go w pozycji wejściowej do bramy przesyłowej. Rozluźniła się, kiedy na ekranie pojawiło się odliczanie.

– Dziewięć… – zakomunikowała automatyczna spikerka.

– Osiem…

– Siedem…

Merry skinęła na informatyków przy kondensatorze, wstali i zaczęli zbierać sprzęt, Exyl rozluźnił dłoń trzymającą broń.

– Bułka z masłem – rzucił w eter.

– Trzy… – kontynuowała spikerka.

Skinęła głową i uśmiechnęła się lekko, odpowiedział tym samym.

– Dwa…

Nagle światło zgasło i włączyły się generatory zapasowe, na ekranie pojawiła się wyszczerzona twarz Axis.

– Zapomniałabym o najważniejszym – dodała.

Z karków informatyków poleciały iskry i upadli na ziemię, trzęsąc się jak przy ostrym ataku padaczki.

– Zaraza – zaklęła Merry.

Odpięła pasy i rzuciła się z mostka w kierunku czarnej skrzynki, czerwony przycisk wyrzutu był na wyciągnięcie ręki.

Usłyszała głuchy huk wystrzału i poczuła, jak ciało w okolicy łopatki przeszywa ostry ból. Pocisk-igła wypuścił błyskawiczną, porażającą neurotoksynę i Kapitan zwaliła się bez czucia tuż przy kondensatorze. Resztkami świadomości wysłała pakiet zapasowy w międzysieć.

– Co się dzieje? – próbowała wykrztusić, ale nie mogła ruszyć się nawet o milimetr.

Dostrzegła powoli rozmywającym się wzrokiem postać Exyla z bronią wymierzoną w jej kierunku. Światła zapaliły się ponownie, jaskrawa łuna lamp to ostatnie co zobaczyła, zanim straciła przytomność.

 

***

 

Powoli wracała do zmysłów, pierwsze co poczuła to ból po ukłuciu w okolicach zgięcia ręki, a w dalszej kolejności knebel w ustach i skrępowane przeguby.

W uszach szumiał charakterystyczny, mrukliwy dźwięk podróży przez bramę przesyłową. Szybko sprawdziła postęp eksportu zapasowej tożsamości i zaklęła w duchu, siedemdziesiąt osiem procent i stoi w miejscu.

Coś palnęło ją w twarz, otworzyła oczy i zamrugała przyzwyczajając się do światła.

– No cześć, jak się ma nasz śpioch? – usłyszała głos Axis dobiegający z transmitera.

Ale skąd mamy łączność, przecież lecimy tunelem? – pomyślała Merry.

– Nie martw się tym, zdążyłam przesłać się do waszego systemu, można powiedzieć, że jesteśmy nierozłączni – zaśmiała się wysoko, tym razem naturalnie.

Nie zmuszała się do formy przypominającej Kapitan, pozostała w swojej naturalnej-obłokowej postaci.

Merry próbowała coś z siebie wydusić, ale knebel na to nie pozwalał.

Słyszysz to, co myślę? – zapytała z niedowierzaniem.

– Oczywiście. Z ciężkim sercem muszę wyznać, że kiedy my tutaj sobie rozmawiamy, moje wirusy niszczą systemy zainstalowane w twoim organizmie. Całkiem niezły ten twój cybermózg, trzeba przyznać, że wejście zajęło mi nieco ponad dwie sekundy, bardzo dobry wynik. – Chmura złotego pyłu zadrgała w wyraźnej satysfakcji.

– Pozostaje – dodała. – Jeden mały problem. Twoje zaszyfrowane dane – zrobiła znacząca pauzę.

– Mogłabym wyrwać ci je z mózgu w bardzo nieprzyjemny sposób albo będziesz współpracować. Jako preludium mam dla ciebie to.

W polu widzenia Merry pojawił się Exyl z bojowym paralizatorem w rękach, przyłożył końcówkę do jej nogi i ustawił siłę na porażanie. Usłyszała cichy dźwięk wzbierania energii i uderzenie błyskawicy przeszło po całym ciele. Serce próbowało wyrwać się z piersi, a układ nerwowy boleśnie dochodził do siebie.

– No, skoro wstęp mamy już za sobą teraz konkrety. – Na ekranie pojawił się plan bomby wodorowej.

– Niezłe macie cacko na pokładzie. Skąd to i dokąd zmierza? – zapytała Axis.

Udław się – pomyślała Merry i od razu pożałowała decyzji.

Kiedy Exyl skończył tortury, spojrzała w jego nieświadome oczy, skurcze ciągle przebiegały po twarzy.

– Co mu zrobiłaś?– zapytała Merry.

– A, twój kochanek? To moja pierwsza zdobycz, wykrył mojego drona zwiadowcę, ale niestety nie miał okazji donieść o tym fakcie. Za bardzo wierzył w zapory, a za mało polegał na umiejętnościach. Teraz zajmuje odpowiednie stanowisko: jest prostym trybikiem w większej całości.

Całym statkiem wstrząsnęło, wyszli z tunelu i statek skierował się na automatyczny kurs korygujący. Merry zdążyła sprawdzić działanie osłon osobistego jądra systemowego, Axis mogła się chwalić, ale najważniejsze informacje i łączność pozostały nienaruszone, zabezpieczenia trzymały się dzielnie.

Jeszcze chwila i wróci zasięg międzysieci – pomyślała Merry, świadomie przestawiając się na szyfrowanie danych. Wskaźnik przesyłu wskazywał osiemdziesiąt procent, musiała kupić jeszcze odrobinę czasu.

– Zostaw nas w spokoju, a powiem co chcesz – wydyszała, blefując.

Obłok zawirował, tworząc przeróżne fraktale, cały kalejdoskop trwał niepełną minutę, aż w końcu Axis orzekła:

– Dobra, wyczyszczę mu pamięć po wszystkim i będziecie dalej szczęśliwą parą na jakieś asteroidzie.

– Jesteśmy partyzantami, tylko ja wiedziałam co to za przesyłka i dokąd lecimy.

– Tyle to i ja wiem, mam dane całej załogi, łącznie z tobą. Zapisy z kamer, logi systemów. Wszystko. Więc lepiej powiedz mi coś, czego nie wiem.

– Najpierw odpowiedz na moje pytanie: dlaczego wysłali za nami architekta myśli? Myślałam, że jesteśmy ledwie płotkami.

– To ja tutaj zadaję pytania, ale dobrze, odpowiem. Moi szefowie zainteresowali się waszym ładunkiem, bo ktoś z pośredników najwyraźniej was wsypał. Teraz potrzebuję jedynie docelowych koordynat. Łatwy łup, rozumiesz?

– Tak, ale nie wiem gdzie lecimy, dostałam jedynie sektor, bez konkretnej planety, ktoś miał zgłosić się po odbiór – odpowiedziała Merry.

Obłok przetwarzał informacje, szumiąc jednostajnie, a cała jej sylwetka powoli przechodziła w symetryczny wir. W międzyczasie pasek postępu przesunął się na dziewięćdziesiąt pięć procent, jeszcze tylko sekundy dzieliły ją od pozostawienia tego ciała.

– Nie wydaje mi się, abyś mówiła prawdę – odparła Axis niepewnym głosem. – Będę musiała sprawdzić cię dogłębnie, a to może by nieprzyjemne.

Zapora na jej karku zapikała ostrzegawczo, wzrok pokrył się artefaktami graficznymi, a fonię wypełnił wysoki zgrzyt sprawiający fizyczny ból.

Ostatkiem sił trzymała się na krawędzi świadomości.

 Jeszcze tylko trzy procent, dwa procent, jeden…

 

***

 

Zanurzyła się w spokojną, niebieską toń wszechoceanu danych. Za sobą pozostawiła pustą skorupę z wykasowaną pamięcią.

Muszę uciekać – pomyślała.

Jakby w odpowiedzi detektory skanerów wypluły z siebie komunikat o falandze czujników.

Sprawdziła kanały przesyłowe i wyznaczyła parę bezpiecznych przejść, wybrała opcję zewnętrznych serwerów, pociągną jej za to z tajnego konta, ale lepsze to, niż usmażony mózg.

Nacisnęła potwierdzenie obranej trasy i wyskoczyła odmowa.

– Co jest? – zaklęła.

– Stąd nie ma już ucieczki – usłyszała dudniący głos.

Poczuła, jak cyberprzestrzeń pęcznieje pod naporem nieznanej siły i tuż przed nią pojawiła się gigantyczna burza danych. Niezliczone serca sztucznych inteligencji pompowały bity z jednych baz danych do drugich w ciągłej kaskadzie elektronów.

Miała przed sobą świadomość Axis, twór zespolony z międzysiecią w sposób, jakiego dotąd nie widziała na własne oczy.

– Lubię dawać celom okruchy nadziei – zadudniła Axis.

Czujniki Merry nawet nie zareagowały, wirusy przepaliły powłokę jakby była z kartonu i zalały system. Chmara złośliwych programów rozpoczęła trawienie jej świadomości na ciąg impulsów.

– Wszystko stracone – jęknęła Merry.

– Nie rozpaczaj – zaśmiała się Axis, a elektroniczne sklepienie projekcji zadrgało. – Tylko na chwilę pożyczę twoją tożsamość i ze spokojem dostarczycie bombę na wskazane miejsce.

– Dlaczego? – zapytała Merry, nie dowierzając.

– Dlaczego? A dlaczego nie? Podejrzewam, że nawet cały plan ze zniszczeniem planety-garnizonu wypali. Z jedną drobną rysą.

Gwiazda danych zbliżyła się na tyle, że Merry mogła zobaczyć jądro tożsamości, dawne ego Axis. Dojrzała pojedyncze klatki z życia: uśmiechniętą, zafascynowaną obcym życiem badaczkę mieszkającą na odległej planecie, tę samą osobę tym razem smutną, czytającą staromodną wiadomość, oraz załamaną kobietę pochyloną nad łóżkiem chorego ojca.

 – Mój zleceniodawca zyska dostęp do waszych baz danych, a ja zasłużę sobie na urlop. Myślałam nad wycieczką do tropików, możliwe, że uda mi się zobaczyć wielkie zimnokrwiste jaszczurki. Najlepiej w jakimś totalnie zapomnianym świecie.

Chmura nasiliła atak, fala elektromagnetyczna spaliła resztki świadomości Merry.

Zniknęło wspomnienie o Exylu i rodzącym się między nimi uczuciu, chwilę później zapomniała jak wyglądała planeta, z której pochodziła, oraz powody, dla których walczyła. Powoli stawała się zupełnie pusta.

 

***

 

– Pani Kapitan? Pani Kapitan, odbiór? – usłyszała głos w radiowęźle.

– Wszystko dobrze? – zapytał Exyl.

– Mhm, zamyśliłam się przez chwilę – odpowiedziała i uśmiechnęła się lekko, bez odsłaniania kłów.

– Odbiór – kontynuowała. – Tu Kapitan, wszystko w porządku – zakończyła rozmowę.

Spojrzała na ciała informatyków przy kondensatorze.

Ehh, trzeba będzie się ich pozbyć – przeklęła w duchu. Dobrze, że alteracja wizjerów mniej rozwiniętych ras jest taka prosta.

Przysunęła fotel do konsolety kapitańskiej i uzyskała dostęp do systemu, wszystko wskazywało na to, że wirusy przejęły pełną kontrolę nad statkiem i zaimportowały wszystkie dane do jej serwera.

Dobrze – pomyślała. Teraz chwila dla mnie.

Uruchomiła międzysieć i wpisała w wyszukiwarkę:

„Biura podróży, wakacje w tropikach”.

 

Koniec

Komentarze

Tymoteuszu, nigdy nie mam pewności, czy należycie zrozumiałam opowiadanie, traktujące o sztucznej inteligencji, bo mój rozum nie do końca pojmuje, jak to się dzieje, że ona w ogóle istnieje. Musisz więc zadowolić się łapanką i wyznaniem, że choć może nie wszystko udało mi się pojąć, to Transport czytało się całkiem nieźle.

 

Je­steś jakiś nie swój. –> Je­steś jakiś nieswój.

 

– Trze­ba zro­bić prze­gląd za­ło­gi, nie wszy­scy mają takie za­bez­pie­cze­nia jak Kapi… jak ty – zro­bił się blady zu­peł­nie jak stary pa­pi­rus. –> – Trze­ba zro­bić prze­gląd za­ło­gi, nie wszy­scy mają takie za­bez­pie­cze­nia jak Kapi… jak ty.Zro­bił się blady zu­peł­nie jak stary pa­pi­rus.

Nie zawsze poprawnie zapisujesz dialogi. Może przyda się poradnik: https://sjp.pwn.pl/poradnia/haslo/zapis-partii-dialogowych;13842.html

 

Ka­me­ra nie mogła zła­pać ostro­ści, cha­rak­te­ry­stycz­ny, roz­my­ty obraz przez mo­ment drgał, po czym wy­ostrzył się na chmu­rze zło­te­go pyłu za­wie­szo­na na krze­śle przy biur­ku. –> Nie bardzo rozumiem – co była zawieszona na krze­śle przy biur­ku?

 

ewi­dent­nie to cos pró­bo­wa­ło prze­do­stać się… –> Literówka.

 

zu­peł­nie jakby pa­trzy­ła na ga­da­ją­cą lalkę. –> To myśl Merry, więc chyba: …zu­peł­nie jakbym pa­trzy­ła na ga­da­ją­cą lalkę.

 

Wszyst­ko wska­zu­je na wy­so­ko prze­pu­sto­wy kabel… –> Wszyst­ko wska­zu­je na wy­so­koprze­pu­sto­wy kabel

 

Exyl chwy­cił za broń trzę­są­cą się ręką. –> Exyl chwy­cił broń trzę­są­cą się ręką.

 

nie­zdol­nych nawet do po­wstrzy­ma­nia rzą­dzy… –> …nie­zdol­nych nawet do po­wstrzy­ma­nia żą­dzy

Rządza to nazwa wsi i rzeki, a Ty zapewne miałeś na myśli silny pociąg fizyczny.

 

pa­ra­gra­fy z ko­dek­su han­dlu mię­dzy gwiezd­ne­go… –> …pa­ra­gra­fy z ko­dek­su han­dlu mię­dzygwiezd­ne­go

 

– Za­ra­za – za­klę­ła Merry. –> Jakieś wątłe to przekleństwo.

 

tylko ja wie­dzia­łam co to za prze­sył­ka i gdzie le­ci­my. –> …tylko ja wie­dzia­łam co to za prze­sył­ka i dokąd le­ci­my.

 

– Tak, ale nie wiem gdzie le­ci­my… –> – Tak, ale nie wiem dokąd le­ci­my

 

a to może by nie­przy­jem­ne. –> Literówka.

 

– Co jest? – za­klę­ła. –> Czy to na pewno przekleństwo?

 

samą osobę tym razem smut­ną… –> … samą osobę tym razem smut­ną

 

– Pani Ka­pi­tan? Pani ka­pi­tan, od­biór? –> Dlaczego mała litera?

 

–Od­biór – kon­ty­nu­owa­ła. –> Brak spacji po półpauzie.

 

Ehh, trze­ba bę­dzie się ich po­zbyć – prze­klę­ła w duchu. –> Gdzie tu jest przekleństwo?

 

Uru­cho­mi­ła mie­dzy­sieć i wpi­sa­ła w wy­szu­ki­war­kę: –> Literówka.

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Jak zawsze dzięki za recenzję i redakcję, wszystko poza dialogami naniosłem na tekst, przy nich samych (poza błędami w zapisie, te poprawiłem), będę musiał usiąść i jakoś przebudować, może zmienię didaskalia, a może sam wypowiadany tekst, nie wiem jeszcze, a na szybko wolę nie poprawiać.

 

 

Samego wątku sztucznej inteligencji nie ma za wiele, jedynie postać Axis i to nie w prost.

 

 

Cieszę się, że tragedii nie ma i jakoś się czytało smiley

Jeszcze raz dzięki.

Bardzo proszę. ;)

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Zgadzam się z przedmówczynią – nieźle się czytało. :) Trochę trudno uwierzyć mi w uczucie rodzące się między Merry a Exylem. Rozumiem że początek ich rozmowy miał być takim przekomarzaniem się, ale nie “poczułam” tego. Myślę, że reszta opowiadania wybrzmiałaby mocniej gdyby czytelnik mógł lepiej dostrzec emocjonalną więź między nimi.

Dzięki,

Zastanawiałem się nad rozbudową tego wątku, jednak nie do końca wiedziałem jak się za to zabrać.

Myślę, że przy kolejnym przepisaniu albo jeszcze następnym postaram się coś z tym zrobić.

 

Ogólnie ostatnio pracuję nad poprawieniem relacji między postaciami, no trudno to kurde :)

Hmmmm. Jakoś do mnie nie przemówiło.

I trudno mi ustalić, dlaczego tak się stało. Może zabrakło mi jakiegoś ogólnego przesłania. Bo stało się, jak się stało, ale co z tego wynika? Może chodzi o wrażenie, że dostaliśmy tylko epizod z większej wojny? A może poszło o brak znajomości świata?

Po chwili na ekranie pojawiła się prośba o akceptację nadchodzącej transmisji. Zatrzymała palec tuż przed kliknięciem.

Co jest podmiotem w drugim zdaniu i dlaczego prośba?

Przekręcili pokrętło i zapłonęły zielone diody wskazujące pełną moc.

Słabo to wygląda.

Babska logika rządzi!

Tekst nie jest zły, ale taki bez duszy. Mnóstwo tu elementów składowych space opery – wrota przesyłowe, SI, nazwy sprzętów. Niby więc utwór ma wszystko to, co mieć powinien.

Jednak mnie na koniec nic nie ruszyło. Żaden z wątków. Jakbym stał obok wydarzeń, a emocjonalnie nic mnie z nimi nie wiązało. Potencjalną przyczyną są zdania często oznajmiające rzeczy bez emocji (poprzez odpowiednie słownictwo, nakreślenie kontekstu itp), pisane też bez uwagi na tempo. Spróbuj przeczytać je na głos, jak lektor w audiobooku. Zobaczysz, że często musisz zmieniać sposób czytania, bo a to za długie zdanie, a to przymiotnik więcej psuje niż pomaga. Łatwiej też wykryjesz zgrzyty takie jak powtórzenia (załogant, załogant i jeszcze raz załogant).

Bohaterowie ni ziębią, ni grzeją. Pani kapitan nie jest zła, ale wzruszałem ramionami na jej potencjalny los.

Podsumowując: coś tu jest, ale ten koncert fajerwerków jakoś nie pociąga.

Won't somebody tell me, answer if you can; I want someone to tell me, what is the soul of a man?

Dzięki :)

Nie ukrywam, mam problem ze stroną emocjonalną bohaterów, pewnie trzeba byłoby lepiej ich ukazać, dodać jakiś motywacji. Jak na razie to zdecydowanie nie mój poziom, staram się i coś tam klecę, ale słabo wychodzi.

Musze znaleźć dobre podejście i odpowiednie słownictwo.

Przyjemne :)

Przynoszę radość :)

Nowa Fantastyka