- Opowiadanie: tomaszg - Z piachu powstałeś

Z piachu powstałeś

Poniższe opowiadanie w ulepszonej wersji ukazało się w grudniu 2019 w zbiorku "A miało być tak pięknie" (dostępny pod adresem https://ridero.eu/pl/books/a_mialo_byc_tak_pieknie/ - ebook bezpłatnie, wersja drukowana odpłatnie).

Jeżeli chodzi o osoby z tego portalu, to bardzo dziękuję za pomoc szczególnie Finkli, regulatorom (zapis z małej litery w formie oryginalnej) i NoWhereManowi (pozostałym oczywiście również, natomiast ta trójka była najbardziej aktywna i wytrwała w pokazywaniu mi błędów i niedoróbek w mojej wcześniejszej twórczości).

Dyżurni:

regulatorzy, homar, syf.

Oceny

Z piachu powstałeś

Mały Mi­cha­łek spoj­rzał z za­zdro­ścią na nowy kom­pu­ter star­sze­go brata. Wie­dział, że ten uży­wał go tylko ty­siąc go­dzin i za­le­d­wie za dwa lata wspa­nia­ła ma­szy­na przej­dzie na jego wła­sność po­dob­nie jak wszyst­kie książ­ki, ćwi­cze­nia i ze­szy­ty Maćka i w końcu bę­dzie mógł się uczyć tych wszyst­kich rze­czy, które trze­ba znać, żeby do­stać się do szko­ły pod­sta­wo­wej.

Mi­cha­łek był spryt­ny i mądry i nigdy, ale to prze­nig­dy nie ru­szał ma­gicz­ne­go pu­deł­ka bez po­zwo­le­nia star­szych. To była je­dy­na prze­pust­ka do szko­ły, a szko­ła była je­dy­ną moż­li­wo­ścią wy­rwa­nia się z getta, w któ­rym żył. Chło­pak był zdol­ny i chciał się uczyć, ale jego ro­dzi­na nie miała pie­nię­dzy na nowy sprzęt i ten przed nim mu­siał być uży­wa­ny zgod­nie z za­sa­da­mi, z któ­rych naj­waż­niej­sza mó­wi­ła, że ma­ni­pu­lo­wa­nie przy te­le­me­trii i in­sta­lo­wa­nie nie­au­to­ry­zo­wa­nych czę­ści jest ab­so­lut­nie nie­wy­ba­czal­ne.

Mi­cha­łek nigdy nie obu­rzał się na to, bo wie­dział, że sys­tem jest ide­al­ny i pro­mu­je tylko tych, któ­rzy mają szan­sę na do­ko­na­nie cze­goś wiel­kie­go.

Chło­piec wie­dział rów­nież, że jego bli­scy kom­bi­no­wa­li jak mogli, ale nawet oni nie mogli prze­sko­czyć tego, że dys­ków dla ko­lej­nych dzie­ci nie ku­po­wa­ło się tak po pro­stu w skle­pie.

To była cała długa pro­ce­du­ra, zgod­nie z którą szło się do Miej­skie­go Ośrod­ka Po­mo­cy Spo­łecz­nej, skła­da­ło sze­reg wnio­sków, udo­wad­nia­ło, że urzą­dze­nie jest rze­czy­wi­ście nie­zbęd­ne i że wszyst­kie dyski w ro­dzi­nie są uży­wa­ne nie­zwy­kle oszczęd­nie, a na­stęp­nie cze­ka­ło na de­cy­zję urzęd­ni­ków.

Nikt w oko­li­cy nie sły­szał, żeby zgo­dzi­li się na urzą­dze­nie ma­gne­tycz­ne. Cho­dzi­ło po­dob­no o ja­kieś me­ta­le szla­chet­ne, przez które wielu spe­cja­li­stów uwa­ża­ło je za nie­bez­piecz­ne dla śro­do­wi­ska i ludzi.

Z kolei SSD to była inna bajka. Bez­gło­śne, szyb­kie, ale… mało trwa­łe.

Ko­lej­ne tech­no­lo­gie po­wo­do­wa­ły, że ko­mór­ki w nich się zmniej­sza­ły, a to zmniej­sza­ło ilość cykli za­pi­su.

Ludz­kość sta­nę­ła w ob­li­czu kry­zy­su.

Pro­blem z do­stęp­no­ścią cer­ty­fi­ko­wa­nych dys­ków stał się tak wiel­ki, że mu­sia­ły in­ter­we­nio­wać rządy. Na mocy ustaw war­szaw­skich nowe urzą­dze­nia były kie­ro­wa­ne do ser­we­row­ni i in­sty­tu­cji rzą­do­wych, po­czy­na­jąc oczy­wi­ście od tych klu­czo­wych, a jed­nost­ki z dużym prze­bie­giem od­da­wa­no oso­bom pry­wat­nym, które uży­wa­ły ich aż do ich znisz­cze­nia.

Mi­cha­łek po­my­ślał, że aku­rat ta pro­ce­du­ra jest bar­dzo nie­spra­wie­dli­wa, a potem wró­cił do oglą­da­nia te­le­wi­zji, która zo­sta­ła do­pro­wa­dzo­na do każ­de­go miesz­ka­nia zu­peł­nie za darmo.

Chło­piec śle­dził wła­śnie bajkę o dwóch ta­kich, co ukra­dli słoń­ce, gdy usły­szał dźwięk prze­krę­ca­ne­go klu­cza w zamku.

To wró­ci­ła mama, która ro­ze­bra­ła się, we­szła do du­że­go po­ko­ju i za­py­ta­ła się:

– Mi­chał­ku, ko­cha­nie. Byłeś dzi­siaj grzecz­ny?

– Mama, mama, tę­sk­ni­łem za tobą. – Malec z roz­kosz­ną py­za­tą buzią rzu­cił się z dzie­cię­cą uf­no­ścią w jej spra­co­wa­ne ra­mio­na.

Ko­bie­ta była zmę­czo­na, ale uśmiech­nę­ła się sze­ro­ko i przy­tu­li­ła swoje uko­cha­ne młod­sze dziec­ko.

Jak dotąd uro­dzi­ła dwóch zdro­wych chło­pa­ków, a potem zgod­nie z obo­wiąz­kiem pod­da­ła się ope­ra­cji im­plan­ta­cji. Nie zno­si­ła oszu­ki­wać i nie szu­ka­ła fał­szy­we­go cer­ty­fi­ka­tu, poza tym wie­dzia­ła, że wy­cho­wa­nie więk­szej ilo­ści po­tom­stwa było wła­ści­wie nie­moż­li­we

Była nie­zwy­kle dumna ze swo­ich dzie­ci, bo mogli wy­ro­snąć na ludzi. Tyle moż­li­wo­ści przed nimi. Urzęd­ni­cy. Pra­cow­ni­cy do po­bli­skiej fa­bry­ki. Ka­sje­rzy do skle­pu. Chłop­cy byli na tyle zdol­ni, że mogli bez pro­ble­mu wy­ko­ny­wać wszyst­kie za­ję­cia gwa­ran­tu­ją­ce stały do­chód i da­ją­ce po­trzeb­ną sta­bi­li­za­cję.

Roz­świe­tla­li jej życie, w któ­rym po­ja­wił się ostat­nio duży pro­blem. Ich blok był prze­zna­czo­ny do roz­biór­ki i jak dotąd nie udało się jej zna­leźć nic za­stęp­cze­go. I nie cho­dzi­ło już nawet o bloki ze sta­rej do­brej cegły czy wiel­kiej płyty, ale nawet o coś z pia­no­li­ty­ku dru­ko­wa­ne w sta­rych prze­my­sło­wych dru­kar­kach 3D.

Jak o tym my­śla­ła, to ro­bi­ło się jej przy­kro. Urzęd­ni­cy mar­no­wa­li przy­dzia­ły pia­sku na głu­po­ty, a nie na miesz­ka­nia, te bez re­mon­tów w końcu się roz­pa­da­ły i trze­ba było je czymś za­stą­pić.

Pia­no­li­tyk był dobry, ale tylko na pa­pie­rze. Cien­ki, zimny, ła­two­pal­ny. Sły­chać było wszyst­ko co ro­bi­li są­sie­dzi, trze­ba było uwa­żać z ogniem i go­to­wa­niem, a nawet z uży­wa­niem prądu.

Zmę­czo­na ży­ciem ko­bie­ta po dłuż­szej chwi­li czu­ło­ści po­wie­dzia­ła:

– No do­brze, już do­brze, mój ty urwi­sie, muszę usiąść.

Chło­piec spoj­rzał się na nią z uf­no­ścią, a ona po­wo­li go od­su­nę­ła, na­stęp­nie usia­dła i z ma­te­ria­ło­wej siat­ki z wiel­ki­mi usza­mi wy­ję­ła do­rod­ne po­ma­rań­cze:

– Zo­bacz co dla cie­bie mam.

– Super! Dzię­ku­ję mamo.

Dziec­ko uśmiech­nę­ło się i po­ca­ło­wa­ło ro­dzi­ciel­kę w po­li­czek, na co ona od­po­wie­dzia­ła:

– Synu, idzie­my na spa­cer

– Super mamo! Już się ubie­ram!

– Tylko nie za­po­mnij maski

Mi­cha­łek po­biegł do przed­po­ko­ju, za­ło­żył kom­bi­ne­zon, uszczel­nił maskę i po­ja­wił się przed mama, która jak za­wsze spraw­dzi­ła uszczel­nia­cze na rę­kach i no­gach, suwak i paski wokół głowy.

– Ko­cha­nie, je­steś taki do­ro­sły a ja taka dumna. Idzie­my. – Ko­bie­ta mó­wiąc to z wiel­ka czu­ło­ścią po­chy­li­ła się i do­tknę­ła czo­łem jego szyb­kę i zła­pa­ła go rę­ka­mi za głowę.

– No ma­amoo daj spo­kój. – Chło­pak był au­ten­tycz­nie za­wsty­dzo­ny.

Ko­bie­ta nic nie po­wie­dzia­ła od­su­wa­jąc go po­wo­li od sie­bie.

– Synku, po­cze­kaj przed domem.

– Do­brze mamo. – Mi­cha­łek wy­szedł, a ona opar­ła się cięż­ko o stół, a łzy same na­pły­nę­ły jej do oczu.

Była silną ko­bie­tą, ale odkąd jej mąż zo­stał po­strze­lo­ny przez ban­dy­tów, do­słow­nie nic im się nie ukła­da­ło…

***

Z domu wy­szli na skwer. Widać tu było czar­ne wieże zbu­do­wa­ne na wzór le­gen­dar­ne­go bu­dyn­ku AT&T z Tho­mas Stre­et trzy­dzie­ści trzy na Man­hat­ta­nie, w któ­rych prze­cho­wy­wa­no setki kopii ruchu z ca­łe­go In­ter­ne­tu. Ich obec­ność była wy­mu­szo­na przez ar­ty­ku­ły je­de­na­sty i trzy­na­sty Karty i słu­ży­ła ochro­nie praw au­tor­skich, a lu­dzie zga­dza­li się na to, bo wie­dzie­li, że kra­dzież jest gor­sza nawet niźli za­bój­stwo.

Wieże były es­te­tycz­ne, na­to­miast całe wra­że­nie psuły dy­mią­ce obok nich wieże ko­mi­nów elek­trow­ni, które do­star­cza­ły prąd wszyst­kim ser­we­row­niom w oko­li­cy.

Mama prze­szła z Mi­chał­kiem w wąską ulicz­kę i we­szła na plac, gdzie znaj­do­wa­ła się jedna z wielu sie­dzib Zrze­sze­nia Au­to­rów I Ko­mi­ków Sce­nicz­nych. Była to pierw­sza z kil­ku­na­stu or­ga­ni­za­cji non-pro­fit która skru­pu­lat­nie dbała o to, żeby twór­cy mieli ni­czym nie­skrę­po­wa­ną wol­ność two­rze­nia. Ko­bie­ta for­mal­nie pra­co­wa­ła tam na cały etat tak jak cała dziel­ni­ca, teraz jed­nak była na przy­mu­so­wym urlo­pie…

Celem po­dró­ży był po­bli­ski targ, gdzie rol­ni­cy sprze­da­wa­li bez ze­zwo­leń różne pro­duk­ty tak po­trzeb­ne do nor­mal­ne­go życia. Cho­ciaż ko­rzy­sta­nie z nich wią­za­ło się z re­zy­gna­cją z bez­płat­nej opie­ki zdro­wot­nej, to za­wsze było tutaj tłocz­no, bo ceny były po pro­stu bo­skie.

Wra­ca­jąc prze­szli obok wiel­kie­go ban­ne­ru „Cu­kier krze­pi”.

„Czy kto­kol­wiek się na to jesz­cze na­bie­ra?” – po­my­śla­ła ko­bie­ta wie­dząc, że dzie­sięć pro­cent jej pen­sji było przy­zna­wa­ne na fa­bry­ki wci­ska­ją­ce wszyst­kim obo­wiąz­ko­we cu­kier­ki i inne śmie­cio­we żar­cie.

Cięż­ko się jej od­dy­cha­ło przez pro­wi­zo­rycz­ną maskę zro­bio­na ze sta­re­go biu­sto­no­sza, wciąż jed­nak wie­rzy­ła, że tacy mło­dzi jak jej syn prze­rwą ten za­klę­ty krąg i na po­wrót uczy­nią ten kraj mle­kiem i mio­dem pły­ną­cym…

***

– Witaj sio­stro. – Wy­so­ki mu­rzyn cho­dzą­cy po ulicy z książ­ką w ręku pró­bo­wał za­cze­pić matkę Mi­chał­ka, ale ona obe­szła go sze­ro­kim i do­sko­na­le wy­tre­no­wa­nym łu­kiem i cięż­ko po­drep­ta­ła dalej sły­sząc jego „Bądź po­zdro­wio­na sio­stro” i na­wo­ły­wa­nia do ko­lej­nych prze­chod­niów.

– Na­wra­caj­cie się! To wina tech­no­lo­gii i wiel­kie­go Gie! Wierz­cie w Boga! – Słowa nio­sły się po ulicy, ona zaś we­szła do domu, gdzie przy stole z dzieć­mi sie­dział przy­ja­ciel ro­dzi­ny.

– Na rogu znowu stoi ten po­my­lo­ny tech­no­ma­niak. – po­wie­dzia­ła. – jak dzie­cia­ki?

– Star­szy nie ma pro­ble­mu z lek­cja­mi, młody nie prze­szka­dza. Mu­rzy­nem nie przej­muj się, jest nie­groź­ny. A tak w ogóle zo­bacz co dał mi ty­dzień temu.

Męż­czy­zna się­gnął do swo­jej tecz­ki sto­ją­cej obok stołu i wy­cią­gnął małą ko­lo­ro­wą kart­kę, która wy­glą­da­ła na wy­dru­ko­wa­ną na ta­niej dru­kar­ce.

„To wina tech­no­lo­gii. Pręd­kość – za­bi­ja. Jasne ekra­ny – wy­pa­la­ją oczy. Słu­chaw­ki – psują słuch. Od­po­wiedź jest w Bogu”

– Wiesz co, nie chce mi się czy­tać tego gówna. – Od­da­ła mu wy­mię­ty świ­stek pa­pie­ru.

– Koleś w sumie ma dużo racji. A tak w ogóle przy­szedł ra­chu­nek. Umowa na te­le­fon się koń­czy i za­cznie­cie pła­cić trzy razy wię­cej. – Przy­ja­ciel ro­dzi­ny nie miał zbyt do­brych wie­ści.

– Jak ją można prze­dłu­żyć? – Mama Mi­chał­ka była jak za­wsze kon­kret­na.

– Wy­star­czy za­dzwo­nić.

– Wy­kręć mi numer i daj mi ten te­le­fon.

– Je­steś zde­ner­wo­wa­na, to może po­cze­kać.

– No dawaj.

Przy­ja­ciel wes­tchnął i podał ko­bie­cie ko­mór­kę, a ta prze­łą­czy­ła ją na gło­śnik.

– Dzień dobry. To au­to­ma­tycz­na linia. Je­że­li je­steś na­szym klien­tem wci­śnij jeden. Je­że­li chcesz pod­pi­sać nową umowę wci­śnij dwa.

Ko­bie­ta na­ci­snę­ła je­dyn­kę i po chwi­li usły­sza­ła:

– Dzień dobry. Ma­tum­be Xing. W czym mogę pomóc?

– Dzień dobry. Chcia­łam się do­wie­dzieć co mi mo­że­cie za­ofe­ro­wać przy prze­dłu­że­niu umowy.

– Mo­że­my pani za­ofe­ro­wać nową ofer­tę, odtąd bę­dzie pani pła­cić tylko trzy­dzie­ści dzie­więć.

– Ale ja pła­ci­łam dwa­dzie­ścia pięć.

– Przy­kro mi.

– A czy mogę pod­pi­sać umowę jak nowy klient? Oni płacą tylko dwa­dzie­ścia dzie­więć.

– Nie. Czy mogę pani w czymś jesz­cze pomóc?

– Dzię­ku­ję. Do wi­dze­nia.

Zde­spe­ro­wa­na ko­bie­ta za­czę­ła szu­kać al­ter­na­ty­wy i pod­pi­sa­ła umowę u kon­ku­ren­cji cie­sząc się że odtąd bę­dzie pła­cić dwa­dzie­ścia.

Kło­po­ty za­czę­ły się, gdy oka­za­ło się, że nowy ope­ra­tor jest o wiele gor­szy niż obec­ny.

– Czy mogę zre­zy­gno­wać?

– Tak oczy­wi­ście, ale to bę­dzie kosz­to­wać… już liczę… ty­siąc.

– Za co?

– Dwa­dzie­ścia czte­ry mie­sięcz­ne abo­na­men­ty.

– Ale to jest sy­tu­acja spe­cjal­na, bo nie mogę ko­rzy­stać z pań­stwa usług.

– Przy­kro mi.

– Do­brze, chcę ak­ty­wo­wać do­kład­nie tę umowę z nowym nu­me­rem i wy­co­fać prze­nie­sie­nie nu­me­ru.

– Może pani roz­wią­zać umowę i pod­pi­sać nową.

– Ale za­pła­cę karę.

– No tak, może pani zmie­nić numer po prze­nie­sie­niu.

– Ale ja chcę zo­sta­wić stary numer tam, gdzie jest i ak­ty­wo­wać te umowę z nowym nu­me­rem.

– Przy­kro mi, sys­tem nie po­zwa­la.

Ko­bie­ta po­my­śla­ła z go­ry­czą, że mi­lio­ny ludzi co­dzien­nie tracą ener­gię na takie nie­po­trzeb­ne głu­po­ty. Całe życie wal­czy­ła, żeby re­cep­ty nie mu­sia­ły mieć wy­mia­rów zgod­nych ze wzor­cem co do mi­li­me­tra, żeby w sys­te­mach nie blo­ko­wać rze­czy oczy­wi­stych zmu­sza­jąc ludzi do pła­ce­nia za nic.

Nie miała żalu do tych pożal się Boże do­rad­ców, bo byli na innym po­zio­mie roz­wo­ju i ro­bi­li co mu­sie­li, nie­mniej jed­nak czuła, że wła­śnie przez ta­kich jak oni kraj wy­glą­dał jak wy­glą­dał.

***

– Z wiel­ką przy­jem­no­ścią in­for­mu­je­my, że bę­dzie­my mogli ser­wo­wać re­kla­my jesz­cze le­piej do­pa­so­wa­ne do gustu od­bior­ców. – sły­chać było ze szcze­kacz­ki na targu. – Nasze wspa­nia­łe woj­ska od­nio­sły ko­lej­ny suk­ces!

Nie­któ­rzy lu­dzie pod­nie­śli głowy i spoj­rze­li z nie­na­wi­ścią, ale nic nie po­wie­dzie­li.

– Muszę sprze­dać ten pro­ce­sor i za­mie­nić na coś tań­sze­go. – Ko­bie­ta po­wie­dzia­ła to ci­chym zmę­czo­nym gło­sem do han­dla­rza na jed­nym z setek stra­ga­nów, które sku­po­wa­ły uży­wa­ną elek­tro­ni­kę.

– Po­pa­trz­my, Melt­down i Spec­tre, nie dam pani wię­cej niż trzy­dzie­ści.

– Ale ja to ku­pi­łam za sto. – Ko­bie­ta opu­ści­ła ze zre­zy­gno­wa­niem głowę.

– Ko­lej­na wy­gra­na bitwa! Wię­cej je­dze­nia dla po­trze­bu­ją­cych! – Roz­no­si­ło się nad pla­cem w cza­sie, gdy męż­czy­zna tłu­ma­czył cier­pli­wie – Sza­now­na pani, coraz cię­żej na rynku. Lu­dzie nie wy­mie­nia­ją sprzę­tu jak kie­dyś i ko­rzy­sta­ją z niego do końca. Ceny idą w dół, bo nikt nie chce tego ku­po­wać. Nie wiem jaki to ma prze­bieg i czy się do cze­goś na­da­je. Trzy­dzie­ści pięć to moje ostat­nie słowo.

– A co z za­mian?

– Do tego soc­ke­tu to ten Pen­tium za dwa­dzie­ścia pięć.

– Ale on jest wol­niej­szy o po­ło­wę.

– Przy­kro mi.

Jej też było przy­kro, ale wzię­ła co jej pro­po­no­wa­no. Kie­dyś zaj­mo­wa­ła jedno z wyż­szych sta­no­wisk w kor­po­ra­cji i nie bra­ko­wa­ło jej no­wo­cze­sne­go sprzę­tu, teraz jed­nak mu­sia­ła się za­do­wo­lić ochła­pa­mi.

– Po­wi­taj­cie nową panią pre­zes. – Te­le­bim na bloku obok targu ogło­sił wszem i wobec, że ser­we­row­nia­mi przez rok bę­dzie za­rzą­dzać ma­lar­ka, która już teraz ma wiele po­my­słów na ich upięk­sze­nie.

„Jest otwar­ta na wszel­kie mniej­szo­ści”

„Super!”

„Chcę tęczę!”

Emo­ti­kon­ki i ko­men­ta­rze od roz­en­tu­zja­zmo­wa­nych użyt­kow­ni­ków prze­su­wa­ły się na ekra­nie z pręd­ko­ścią świa­tła, a mama Mi­chał­ka po­dzię­ko­wa­ła Bogu, że dane jej było pra­co­wać w życiu nad praw­dzi­wą tech­no­lo­gią.

„Kie­dyś ma­larz roz­pę­tał wojnę” – Za­uwa­ży­ła mi­mo­cho­dem.

Ża­ło­wa­ła, że świat tak się zmie­nił.

Nie­gdyś jej firma się roz­wi­ja­ła, w końcu jed­nak po wi­zjo­ne­rach przy­szli księ­go­wi i ak­ty­wi­ści i roz­wój zu­peł­nie się za­trzy­mał, a z bu­dże­tu trze­ba było utrzy­my­wać ro­sną­cą zgra­ję me­na­dże­rów.

I wła­śnie dla­te­go tak źle dzia­ło w Mi­cro­sof­cie, In­te­lu i Go­ogle, Yahoo i wielu in­nych fir­mach. Zdo­by­wa­ły rynki, ko­si­ły kon­ku­ren­cję, a jak już miały peł­nię wła­dzy, to ich pro­duk­ty sta­wa­ły się sy­no­ni­mem upad­ku.

Czy­stą lo­te­rią było ich ku­po­wa­nie i ko­lej­ni użyt­kow­ni­cy do­sta­wa­li bar­dzo różną ja­kość, gdy wy­da­wa­li te same pie­nią­dze teo­re­tycz­nie za te same to­wa­ry.

Osta­tecz­na ba­rie­ra zo­sta­ła zła­ma­na wtedy, gdy chiń­ska firma Hygon do­sta­ła ofi­cjal­nie li­cen­cję na wy­so­ko­wy­daj­ne pro­ce­so­ry AMD…

***

– Po­pro­szę o kartę. – Straż­nik przy wej­ściu do Świą­ty­ni Luk­su­su uśmiech­nął się nie­szcze­rze, gdy mama Mi­chał­ka po­da­ła mu swój znisz­czo­ny ka­wa­łek pla­sti­ku.

Nie miała wy­bo­ru i leki dla syna mu­sia­ła ku­po­wać w cen­trum han­dlo­wym. Było ogro­dzo­ne od nor­mal­ne­go świa­ta jak każde inne, a zdol­ność za­ku­po­wą każ­de­go klien­ta spraw­dza­no tam bez żad­ne­go wy­jąt­ku.

– Wi­ta­my w cen­trum. – Po spraw­dze­niu stanu jej konta straż­nik oddał kartę nie ukry­wa­jąc ob­ra­zy i jesz­cze mniej szcze­re­go uśmie­chu, a ona udała, że tego nie widzi, wzię­ła ją i skie­ro­wa­ła swoje kroki wprost do ap­te­ki.

Nie chcia­ła spę­dzać tu wię­cej czasu niż to było ko­niecz­ne i nie miała pre­ten­sji do czło­wie­ka przy wej­ściu, który pra­co­wał pew­nie za dzie­sięć cen­tów za go­dzi­nę i miał te po­sa­dę w ra­mach po­mo­cy bez­ro­bot­nym.

Pa­mię­ta­ła jak kie­dyś otwie­ra­no to cen­trum i był tu nawet sam Ro­nald McDo­nald.

„Kie­dyś wszyst­ko było lep­sze” – po­my­śla­ła z no­stal­gią.

I rze­czy­wi­ście, cen­trum po­cząt­ko­wo było otwar­te, do­pie­ro póź­niej do­da­no bram­ki do spraw­dza­nia kart, a jesz­cze póź­niej za­stą­pio­no je ta­ki­mi pra­cow­ni­ka­mi jak ten przed wej­ściem.

***

– Twój syn do­stał skie­ro­wa­nie na ko­mi­sję. – Przy­ja­ciel ro­dzi­ny nie miał do­brych wie­ści, a mama Mi­chał­ka aż usia­dła z wra­że­nia i ukry­ła twarz w dło­niach.

– Nie przej­muj się, znam zna­jo­mych, a oni znają ko­lej­nych. Przy­go­tu­je­my chłop­ca.

– Ile? – Z re­zy­gna­cją za­py­ta­ła się ko­bie­ta.

– Nie wiem.

***

– Mi­chał­ku, to wujek Tomek.

– Dzień dobry, wujku. – Chło­piec podał dłoń bu­dzą­ce­mu sym­pa­tię męż­czyź­nie.

– Chłop­cze, w życiu każ­de­go przy­cho­dzi taki mo­ment, że musi zde­cy­do­wać co ma dalej. Każdy z nas przez to prze­cho­dził, a teraz czeka to rów­nież cie­bie i teraz bę­dziesz mu­siał zde­cy­do­wać, czy chcesz oddać swoje or­ga­ny czy żyć w zdro­wiu dłu­gie lata.

– Ale ja chcę po­ma­gać innym. – Od­po­wie­dzia­ło na­iw­ne dziec­ko.

– I bar­dzo do­brze, pa­mię­taj jed­nak, że można po­ma­gać na różne spo­so­by. Mo­żesz pomóc raz albo po­ma­gać przez wiele lat. To twój wybór synu, po­wi­nie­neś wy­brać mą­drze synu.

– No nie wiem.

– Pa­mię­tasz panią są­siad­kę z trze­cie­go pię­tra?

– Tą któ­rej na­pra­wi­łem kran?

– Tak. A są­sia­da, któ­re­mu na­pi­sa­łeś pismo?

– Temu co mi dyk­to­wał?

– Tak. Mo­żesz mieć dzie­ci a one mogą rów­nież po­ma­gać.

– To co mam wujku zro­bić?

– Rób wszyst­ko po­wo­li. Jak się coś za­py­ta­ją to po­cze­kaj, pod­nieś głowę i od­po­wiedz ja­kimś krót­kim wy­ra­zem. Jak oni się za­py­ta­ją, jak się na­zy­wasz to mów Mi­cha­łek i patrz się na nich jak­byś nie ro­zu­miał tego co chcą. Mu­sisz dużo kasz­leć, po­ty­kać się na każ­dym kroku, nie za­szko­dzi też obrać dużo ce­bu­li przed samą ko­mi­sją.

– Ale wujku, prze­cież ręce będą mi śmier­dzieć.

– Zuch chło­pak. Niech mama obie­ra przy tobie.

– Ale dla­cze­go wujku mam tak robić?

– Bo oni po­trze­bu­ją zdro­wych daw­ców.

– Zro­bią testy DNA.

– One dużo kosz­tu­ją.

***

– Pani, dla d-zie-ci zbie­ram, dla d-zie-ci – Mama Mi­chał­ka spoj­rza­ła się na że­bracz­kę i za­uwa­ży­ła, że ta miała no­wo­cze­sne buty i choć przy­kry­ła je szma­ta­mi, to nie za­ma­sko­wa­ła czub­ków, które były po pro­stu zbyt cha­rak­te­ry­stycz­ne.

„Gów­nia­ra robi to dla jaj”

Omi­nę­ła bez słowa dziew­czy­nę i po­szła dalej sły­sząc „Co za zdzi­ra” za ple­ca­mi.

Kie­dyś wni­ka­ła­by pew­nie w to, czy że­bracz­ka ma buty z lep­szych cza­sów i czy po­trze­bu­je po­mo­cy jak mówi, teraz jed­nak wie­dzia­ła, że lu­dzie bied­ni wpierw po­zby­wa­li się god­no­ści i resz­tek ma­jąt­ku.

„Za dużo zła na tym świe­cie”.

Wi­dzia­ła upa­dek nie raz i nie dwa, w dużej mie­rze się na niego uod­por­ni­ła, ale nie do końca i gdy otwie­ra­ła drzwi do ka­mie­ni­cy, to była tak za­my­ślo­na, że nie za­uwa­ży­ła są­sia­da sto­ją­ce­go w cie­niu przy skrzyn­kach pocz­to­wych.

– Co pani taka smut­na?

– Aaaaaa! – Od­sko­czy­ła, zła­pa­ła się za serce i za­py­ta­ła cicho. – A, to pan. Dzień dobry. A pan?

– Dzie­cia­ki trze­ba na­kar­mić a więk­szość pen­sji po­szła na miesz­ka­nie.

– Masz pan. – Wrę­czy­ła mu po­ło­wę pie­nię­dzy ze sprze­da­ży pro­ce­so­ra.

– No co pani?

– Wie pan, jest taka teo­ria, że po śmier­ci nie bę­dzie żad­ne­go roz­li­cza­nia z grze­chów tylko życie na tym po­zio­mie, któ­rym mamy tu na końcu. Jak by­li­śmy tu do­brzy to do­sta­nie­my dobro. A jak źli to tam nas spo­tka to samo. Bierz pan, bo się roz­my­ślę.

– Oddam pani są­siad­ko, na pewno oddam.

Nie sko­men­to­wa­ła i za­czę­ła mo­zol­nie wspi­nać się na górę po znisz­czo­nych scho­dach.

W domu młod­szy syn miał drzem­kę, a star­sze­go jesz­cze nie było. Włą­czy­ła te­le­wi­zor a sama za­czę­ła przy­sy­piać.

„Na­ukow­cy w Yel­low­sto­ne do­ko­na­li prze­ra­ża­ją­ce­go od­kry­cia. Zgod­nie z ba­da­nia­mi z ze­szłe­go mie­sią­ca ko­niecz­ne jest zwięk­sze­nie ilo­ści od­wier­tów. Rząd fe­de­ral­ny zmu­szo­ny jest pod­nieść po­da­tek na­tu­ral­ny o dzie­sięć od każ­dej ro­dzi­ny”.

„Z ostat­niej chwi­li. Ka­pi­tan zbun­to­wa­ne­go okrę­tu pod­wod­ne­go za­to­pił dwie fre­ga­ty chiń­skie”.

Wie­dzia­ła, że kie­dyś lu­dzie po­tra­fi­li roz­ma­wiać, teraz jed­nak po­dob­ne in­cy­den­ty były na po­rząd­ku dzien­nym. To była wi­sien­ka na tor­cie po pro­ble­mach z au­to­ma­ta­mi do gło­so­wa­nia, spek­ta­ku­lar­nej po­raż­ce jaką był mar­twy de­kret pre­zy­den­ta i tym, że kraj nie po­tra­fił wy­eli­mi­no­wać obcej tech­no­lo­gii z ad­mi­ni­stra­cji.

Cier­pli­wi Ro­sja­nie osią­gnę­li swój cel wy­gra­nia ko­lej­nej zim­nej wojny tak samo jak zdo­by­li prze­wa­gę w dzie­dzi­nie bu­do­wa­nia stat­ków ko­smicz­nych. Przez kil­ka­na­ście lat w tym wio­dły firmy pry­wat­ne te jed­nak ucie­kły z Ame­ry­ki nisz­czo­ne po­dat­ka­mi, nie­ja­sny­mi za­sa­da­mi i ko­niecz­no­ścią po­mo­cy woj­sku.

Wy­gra­li, po­dob­nie jak Chiń­czy­cy, w pra­sie naj­waż­niej­szym te­ma­tem było jed­nak to, że de­kla­ra­cja nie­pod­le­gło­ści to wy­pisz wy­ma­luj mowa nie­na­wi­ści i że nie­któ­re inne kraje są pod raz ko­lej­ny winne ja­kichś od­szko­do­wań…

***

Mama osta­tecz­nie nie ku­pi­ła dysku, bo jej nie było stać, a mały Mi­cha­łek zo­stał dużym Mi­cha­łem. Nie po­szedł do woj­ska, miał cie­ka­we życie i mon­to­wał ko­lej­ne kom­pu­te­ry, miał rów­nież dzie­ci, które ko­chał nade wszyst­ko.

Z cza­sem stra­cił siły i wtedy pew­ne­go dnia zde­cy­do­wał, że wej­dzie do budki uzdro­wień. Stały w wielu miej­scach, były do­bro­wol­ne i w za­mian za organ ofe­ro­wa­ły wy­dłu­że­nie komuś życia. Mi­cha­łek po­da­ro­wał swoją krew i wą­tro­bę, co dało dobry start w do­ro­słość jego po­tom­ko­wi.

Żyły one w tym samym kraju, który po la­tach za­czął się zu­peł­nie ina­czej na­zy­wać.

Bo im­pe­ria po­wsta­ją i upa­da­ją, to już jed­nak temat na zu­peł­nie inna hi­sto­rię…

Koniec

Komentarze

Osobliwe to postapo. Niestety, historia Michałka i jego mamy niespecjalnie przypadła mi do gustu.

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Zostawiam znak jako sobotni dyżurny i polecam przeczytać mój komentarz pod pierwszym Twym tekstem. Jest pomysł, ale wykonanie nie czyni mu zadość.

Won't somebody tell me, answer if you can; I want someone to tell me, what is the soul of a man?

Bardzo ponury świat stworzyłeś. Wszystko, co mogło pójść źle, poszło. Aż dziwne, że ludzie się na to godzą. Nikomu nie zależy na rozwoju, w żadnym aspekcie.

Zapis dialogów do remontu.

Babska logika rządzi!

Powyższe opowiadanie w ulepszonej wersji ukazało się w grudniu 2019 w zbiorku "A miało być tak pięknie" (dostępny pod adresem https://ridero.eu/pl/books/a_mialo_byc_tak_pieknie/ – ebook bezpłatnie, wersja drukowana odpłatnie).

Jeżeli chodzi o osoby z tego portalu, to bardzo dziękuję za pomoc szczególnie Finkli, regulatorom (zapis z małej litery w formie oryginalnej) i NoWhereManowi (pozostałym oczywiście również, natomiast ta trójka była najbardziej aktywna i wytrwała w pokazywaniu mi błędów i niedoróbek w mojej wcześniejszej twórczości).

Nowa Fantastyka