- Opowiadanie: Nikolaj - Iluminacja

Iluminacja

Dyżurni:

Finkla, joseheim, beryl

Biblioteka:

Minuskuła, NoWhereMan

Oceny

Iluminacja

Gdy Wielki Ahura bezradnie przekopywał się przez sterty gratów na strychu, z dołu słychać było już pierwsze wersety Rytuału Interkalacji. Akurat dzisiaj! Pięć lat przygotowań, miesiące nieprzespanych nocy, rzeki pieniędzy pompowanych z kont desperackich menedżerów niższego szczebla poszukujących nieśmiertelności i dzisiaj, AKURAT DZISIAJ nie mógł znaleźć swojej purpurowej szaty ceremonialnej!

 

Łomot przewracanych pudeł zagłuszył mistrza ceremonii recytującego kolejne inkantacje grimuaru Al Azif. Bluźniercze zawodzenie adeptów, niskie i rytmiczne, szybko weszło w rezonans z krwią pulsującą szaleńczo w uszach. Stosy VHS-ów po ojcu nie skrywały jednak żadnej tajemnicy, za porozrzucanymi rocznikami statystycznymi próżno było szukać skrytki, do której magicznie przeteleportowałaby się szata ostatnio używana trzy dni wcześniej.

 

Tak jak ogarnięty wściekłością lider kultu nie zauważył nigdzie upragnionego artefaktu, tak nie zauważył też wiszącej nad przejściem belki. Chór księgowych i influencerów osiągnął crescendo spuentowane hukiem czoła odbijającego się od stropu, a Wielki Ahura stracił równowagę, przewrócił regał z książkami i z krzykiem wylądował na poszarpanej krawędzi świeżo złamanej półki.

 

Wtedy, wygrzebując się z nowopowstałego pobojowiska, zobaczył leżącego pod starym telewizorem GameBoya. Skryta w cieniu, niepozorna konsolka, obok swoich współczesnych odpowiedników przypominająca pozbawiony fantazji blok szarego plastiku, wyglądała tak, jakby ktoś używał jej jeszcze wczoraj. Może to kolor obudowy zlewał się z kurzem? Lider ostrożnie wyciągnął rękę w kierunku urządzenia, a gdy zacisnął palce zdawał się nie dowierzać, że rzeczywiście znajdowało się zaraz przed nim.

 

Sprawdził tylne wieczko – baterie nie tylko były na swoim miejscu, ale też cudownym zrządzeniem losu żadna z nich nie zalała elektrolitem styków. Obrócił GameBoya w dłoniach i drżącym palcem wskazującym nacisnął przycisk włącznika. Charakterystyczne „ping” towarzyszące pojawiającym się na monochromatycznym wyświetlaczu literom przyprawiło go o dreszcze. Dopiero ekran startowy uświadomił mu, że w slocie nie było gry. Instynktownie zajrzał do szuflady pod telewizorem – wszystkie kartridże były na miejscu. Po chwili zastanowienia załadował „Castlevania: The Adventure”.

 

Nie licząc cichej wydobywającej się z głośnika muzyki i coraz szybszego pukania klawiszy na strychu nie było słychać niczego. Wielki Ahura nie słyszał Mistrza Ceremonii dobijającego się do pokoju obok. Nie słyszał ekstatycznych krzyków pracowników korporacyjnych, którzy pierwszy raz w swoim życiu dostąpili czegoś na pograniczu doznań pozazmysłowych.

 

Słyszał rozlegający się w oddali dzwonek oznajmiający początek kolejnej lekcji, gdy razem z kolegami wymknęli się ze szkoły, by powymieniać Pokemony po kablu. Słyszał monotonny pisk szpitalnej aparatury, gdy jego matka odchodziła w kierunku Wieczności gdzieś poza polem widzenia przesłoniętym przez ekran GameBoya. Słyszał płacz znajomej z kierunku, wybiegającej z gabinetu dziekana po odrzuceniu wniosku o przedłużenie sesji. Żaden z tych momentów nie miał wtedy najmniejszego znaczenia, więc czemu teraz, gdy znów stał przed obliczem trzeciej, najtrudniejszej formy Draculi, postanowiły wrócić?

 

– Olek, do jasnej cholery, zejdziesz wreszcie, czym mamy ascendować tu sami?

 

Mijały kolejne godziny. Pukanie do drzwi ucichło, tak jak i z czasem ucichły inkantacje kultystów. Gdyby zszedł na dół, zobaczyłby dwanaście pozbawionych życia ciał leżących dookoła kręgu rytualnego, wszystkie z ekstazą wymalowaną na zesztywniałych, wyzierających spomiędzy kapturów obliczach. Może usłyszałby gdzieś, na progu percepcji, chichot unoszący się pośród zawirowań eteru, strzępy umysłów w Krainie Snów. Może zwróciłby w końcu uwagę na fakt, że już wchodząc wściekły na strych miał na sobie purpurową szatę. Jak jednak świadczył rozchodzący się na poddaszu stukot palców – los chciał inaczej.

Koniec

Komentarze

Nikolaju, Twój szort, choć dzieje się współcześnie, jako żywo skojarzył mi się z wierszem Juliana Tuwima Okulary.

 

Stosy VHSów po ojcu… –> Stosy VHS-ów po ojcu

 

wy­grze­bu­jąc się no­wo­pow­sta­łe­go po­bo­jo­wi­ska… –> Pewnie miało być: …wy­grze­bu­jąc się z no­wo­ pow­sta­łe­go po­bo­jo­wi­ska

 

że slo­cie nie było gry. –> Chyba miało być: …że w slo­cie nie było gry.

 

Sły­szał płacz zna­jo­mej z kie­run­ku… –> Co to znaczy słyszeć płacz z kierunku?

 

na ze­sztyw­nia­łych, wy­zie­ra­ją­cych spo­mię­dzy kap­tu­rów ob­li­czach. –> Czy dobrze rozumiem, że oblicza znajdowały się między kapturami?

A może miało być: …na ze­sztyw­nia­łych, wy­zie­ra­ją­cych spod kap­tu­rów ob­li­czach.

 

Może usły­szał by gdzieś… –> Może usły­szałby gdzieś

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Kierunku studiów – wydawało mi się, że obecność dziekana narzuca to skojarzenie.

 

Co do Tuwima – nie pomyślałbym o tym, zabawne :D

Ano, jak by na to nie patrzeć, sytuacja wypisz wymaluj, jak z panem Hilarym, tyle że w dzisiejszych realiach. No i napisana prozą. ;)

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Podobało mi się. Napisane sprawnie, czyta się płynnie. Trochę miałam wrażenie, że są to dwie historie wciśnięte w jedną (humoreska horrorowa+nostalgia za latami 90.), ale jakoś to tam się splotło.

Życiowe jest to, że zazwyczaj próby sprzątania kończą się właśnie takimi powrotami do starych przedmiotów, przy których się “utyka” na pół dnia. Aż chyba wyciągnę mojego GameBoya z szafy ;)

Klikam bibliotekę na zachętę, ale i dlatego, że szort napisany porządnie.

Ciekawy pomysł, wykonanie też niczego sobie, puenta wybrzmiała jak należy. Może trochę odrobinę przekombinowane, jednak czytało się całkiem nieźle.

Trochę rozczarował mnie fakt, że bohater cały czas miał szatę na sobie. Wydaje mi się to takim prostym rozwiązaniem na odczepnego, byle domknąć wątek. 

Cała reszta natomiast na plus. Bardzo spodobał mi się pomysł zestawienia korpo z Necronomiconem. ;) 

barniusz – zastanawiałem się nad tym, czy po prostu nie porzucić wątku szaty i pozostawić go gdzieś w eterze, po czym przypomniałem sobie, ile razy szukałem swojej komórki w trakcie prowadzenia z kimś rozmowy telefonicznej… przez komórkę :D

Zgrabnie :) Chociaż, purpurowe szaty… No dobra. Mnie też zdarzyło się szukać telefonu, gdy przez niego gadałem ;)

W szorcie wybrzmiewa delikatna nostalgia. Bohater odnajduje siebie, sięga po to co naprawdę istotne… Zapomina o swoich ambicjach.

 

Uwielbiam taki styl. Zgrabne humorystyczne elementy, nieco szalony bohater :). Ten, kto nie szukał czegoś ważnego w panice na pięć minut przed ważnym wydarzeniem, niech pierwszy rzuci kamieniem :D. 

Nostalgia lat ‘90 uratowała go przez śmiercią. No kto by pomyślał :) 

Hmmm. A do mnie nie przemówiło. Może dlatego, że nigdy nie grałam na konsoli ani nie szukałam telefonu, rozmawiając przez niego. Za to kiedyś próbowałam kliknąć na kalendarz wiszący nad monitorem. ;-)

Myk z purpurową szatą wydaje mi się słaby po tak mocno zaakcentowanych poszukiwaniach. To jednak mniej prawdopodobne niż okulary – widać ręce i rękawy na nich, można patrzeć na podłogę i dojrzeć dół szaty…

W wyniku koncentracji na grze śmierć uczestników ceremonii wydaje się oddalona.

Babska logika rządzi!

Ja dołączam do grona osób usatysfakcjonowanych lekturą. Czytało się szybko, przyjemnie, no i oczywiście usłyszałam uchem wspomnień odgłos gameboy’a, przy którym sama wiele dni i nocy przesiedziałam. Przyjemny tekścik, dam mu głos do biblioteki, bo moim zdaniem zasłużył. :)

Nie porwało szczególnie, niestety. Napisane dosyć sprawnie i poprawnie. Zdarzają się co prawda zdania z dziwnym szykiem, np. "Nie licząc cichej wydobywającej się z głośnika muzyki (…)", ale ogólnie czyta się płynnie od strony technicznej. Gorzej z tą płynnością od strony fabularnej. Pomysł wydaje mi się lekko naciągany i przekombinowany. 

Jak rozumiem, połączenie guru sekty szukającej transcendencji, ludzi z korporacji, gameboy'a, sentymentu do czasów młodzieńczych, poszukiwań szaty bardzo przypominających przygodę Hilarego z okularami, miało zapewne wywołać efekt humorystyczny. 

Mój problem polega na tym, że żart mnie nie rozbawił. Niby to sympatyczna, niezobowiązująca opowiastka, jednak ta kompilacja wymienionych wyżej motywów wydaje mi się dziwnie ciężka, co pozbawia szorta spodziewanej lekkości.

Przesłanie tekstu też jest średnio odkrywcze: w każdym z nas siedzi dziecko? Lubimy starocie z dzieciństwa? Stare gierki wciągają?

Poczekam na inne Twoje opowiadanie.

Po przeczytaniu spalić monitor.

mr. maras – ciężkość właśnie i stopniowe porzucenie lekkości z początku to element zamierzonym, natomiast zgadzam się, że w ostatecznym rozrachunku końcówka z szatą nie jest najlepsza i niepotrzebnie zapętla element humorystyczny. Co do przesłania – tu celowałem w zderzenie ludzi szukających, jak to w kultach bywa, przekombinowanej metafizyki z czymś tak prostym i przyziemnym, jak odnalezienie się we własnych, wypartych wspomnieniach. Reszta kultu wybiera gnozę i odejście na tamten świat, Olkowi na koniec dnia wystarczy GameBoy.

To księgowi nie wierzą w przyjście zbawiciela, który sprawi, że ich kalkulacje będą w końcu zgodne z rzeczywistością, by między kredytem a debetem zapanowała idealna harmonia? ;p

Nikolaj, szczerze mówiąc mnie opowiadanie zachwyca zawartym w nim humorem oraz ostateczną konkluzją :) Zwinnie napisane, przyjemnie się czytało. Fakt, iż główny bohater miał szatę cały czas na sobie, tylko dodaje do atmosfery absurdu.

Zdążyłem już zapomnieć o starym, dobrym gameboyu, a grało się kiedyś, oj grało ;) Fajny pomysł, przyjemnie się czytało, tylko ta purpurowa szata faktycznie troszkę naciągana.

Generalnie się podobało :) 

Heh, no jakoś trudno mi jednoznacznie się wypowiedzieć. Bo tekst właściwie fajny, napisany dobrze, lekko, bez wpadek, z konkretnym pomysłem. Ale chyba nie chwyciła cała ta mieszanka – nieco absurdalny humor, szpile w idiotyczną nibyduchowość korpoludzi, nuta nostalgii (również nie bez krytyki) oraz horrorowy tłist na końcu… Za dużo grzybów w tak krótkim tekście. Nie wiedziałem co jest istotne, a co tylko ozdobnikiem. O ile jakieś ozdobniki były. 

Dłuższy tekst, więcej miejsca, więcej przestrzeni, wyraźniejsze akcenty na humor, horror, absurd albo nostalgię – a opowiadanie byłoby znacznie lepsze. Choć i tak nie jest źle. 

Pozdrawiam! 

Dla podkreślenia wagi moich słów, Siłacz palnie pięścią w stół!

Dobry tekst. Zaczyna się intrygująco i humorystycznie (najważniejszy moment, a tu taki psikus), potem ładnie budujesz kolejne fragmenty i na końcu doprawiasz spokojną puentą. Trochę brakowało mi czegoś wybuchowego na koniec, ale mimo to mi się podobało :) Kliczek się należy.

Won't somebody tell me, answer if you can; I want someone to tell me, what is the soul of a man?

Ale jaki jest związek między śmiercią kultystów a faktem, że Wielki Ahura miał na sobie ceremonialną szatę, gdy znalazł Game Boya?

Marcin, fuksa skubany miał, gdyby nie szukał szaty, której znaleźć nie miał prawa, jako że był w nią ubrany, nie trafiłby na Game Boya i leżałby martwy z kumplami z roboty.

 

Podobało mi się, intrygujące i fajnie się czyta.

@Irka Luz Bardziej sensowne jest wyjaśnienie, że swoja grą na game Boyu, gdy akurat miał na sobie ceremonialną szatę, spowodował śmierć kultystów. :D

Hm. Fajny drobiazg, ale obawiam się, że szybko o nim zapomnę. 

Napisany zgrabnie, czyta się płynnie. Budujesz napięcie, ale z lekkim przymrużeniem oka – to całkiem przyjemna konwencja. Potem, przez chwilę, robi się poważnie gdy wracają wspomnienia i tutaj kryje się największa potencjalna siła szorciaka. W sumie szkoda, że nie odpowiedziałeś na pytanie, które bohater sobie stawia na zakończenie tego fragmentu.

Nowa Fantastyka