- Opowiadanie: Glyneth7 - Władczyni Much

Władczyni Much

Opowiadanie jest połączeniem “Władcy much” Williama Goldinga i “Odysei” Homera. W wersji żeńskiej.

Dyżurni:

ocha, domek, syf.

Oceny

Władczyni Much

 

Rozbili się. Tak po prostu.

Lecieli na szkolną wycieczkę. Szkoła bogaczy – rodziców było na to stać. Nieoczekiwanie pasażerowie odczuli turbulencje, potem było parę krzyków, lot w dół i na końcu odgłos uderzenia w ziemię.

Rozbili się na plaży. Piasek rozprysnął się na wszystkie strony. Z przodu było widać zmasakrowane ciała pilotów, stewardess i nauczycieli, którzy mieli takie, a nie inne miejsca. Uderzyli w drzewa, które przeszły przez ciała dorosłych. W wyniku eksplozji, rozerwaniu uległ dolny kadłub, który przepadł gdzieś w oceanie wraz z bagażami. Było to przyczyną wycieku paliwa. W kokpicie płonął ogień, powoli trawiły się ciała. Wokół roznosił się swąd. Bagaże podręczne wypadły z półek, a jedzenie, które rozdawały stewardessy, leżało w kilkunastu miejscach. Grzebienie fal, spowodowane przez lot samolotu, wściekle rozbijały się o plażę. Kilka dziewczynek nie wytrzymało tego widoku i w rezultacie – rozpłakały się. Krople wody, niczym rosa spływały po ich twarzach, wykrzywionych w psychicznym bólu. Jedna zwymiotowała prosto do morza.

Kiedy wszystkie dziewczyny wyszły z samolotu i ugasiły płomień, przysypując piaskiem, Robbie, przewodnicząca samorządu uczniowskiego, weszła na kłodę, żeby było ją lepiej widać i rozpoczęła przemowę.

– Nikt nie przeżył z dorosłych. Ktoś musi przejąć odpowiedzialność. Wiecie, że jestem przewodniczącą samorządu uczniowskiego. Dlatego postanowiłam przejąć władzę po dorosłych. Czy jest ktoś przeciwny? – powiedziała Robbie.

– Ja jestem! – powiedziała buńczucznie Jackie. Ta dziewczyna zawsze sprzeciwiała się wszystkiemu, co robiła Robbie. Prawdopodobnie, dlatego że przegrała z nią szkolne wybory. Jako ekstrawertyk odczuwała potrzebę rządzenia innymi.

– Właśnie, może zagłosujemy na Jackie? Dlaczego Robbie miałaby znowu nami rozporządzać? – przemówiła Ruth.

– No, dobrze. A więc głosujmy. Kto jest za mną, a kto za Jackie?

Głosy przeważyły za Robbie.

– To już ustalone. Jestem od teraz waszą szefową. Wszystkie zażalenia proszę kierować do mnie. – Przerwała na moment i popatrzyła po twarzach zebranych. – Ale zacznijmy od początku. Po pierwsze, trzeba opatrzyć ranne osoby. W samolocie powinny być: bandaże, środki przeciwbólowe i dezynfekujące. Po drugie, trzeba sprawdzić, czy nie ma na wyspie żadnych dorosłych. Kto to zrobi?

Zgłosiło się kilka dziewczyn; wśród nich także Jackie.

– Po trzecie trzeba znaleźć coś do jedzenia. Wiem, że zostało jeszcze trochę pożywienia w samolocie, ale ono starczy tylko na dzisiaj.

Spojrzała na dziewczyny, które stały blisko niej.

– Wy to zrobicie. Jasne?

– Tak – odpowiedziały wszystkie chórem.

– Czy są jakieś pytania?

– A co z przedmiotami w samolocie?

– A, tak. Zapomniałabym. Jak już opatrzycie dziewczyny, to weźcie, to co zostało.

– Jesteśmy na wyspie? – zapytał ktoś.

– A to nie jest oczywiste?

– Dla mnie nie…

– Zanim jeszcze zaczęliśmy spadać, widziałam, że lecieliśmy nad wyspą.

– Tak, ale mogliśmy spaść na inny ląd, taki, którego nie zauważyłaś z samolotu.

– Możliwe, później sprawdzimy to, obchodząc wyspę.

– Czy wiadomo, że tu jesteśmy? – zapytała jedna z tych młodszych dziewcząt.

– Tak. Na pewno radary lotów zarejestrowały, że tu spadłyśmy. Pewnie już przygotowują ekipę ratunkową. Musimy tylko wytrzymać jakiś czas.

– Jaką ilość czasu?

– Tego nie wiem. Może kilka godzin. Może kilka dni. Ale na pewno przybędą.

– A co, jeśli napotkamy tubylców ludożerców?

– Wątpię, żeby tacy w dzisiejszych czasach jeszcze istnieli. Czy ktoś jeszcze chciał o coś zapytać?

Tym razem nikt nie przemówił.

– Dobrze. Ja zostanę na plaży i poczekam na was z rannymi.

 

15 minut później

 

Usłyszała hałas, a potem zobaczyła, że coś przedziera się przez roślinność. Chwilę potem zza krzewów wyłoniła się szczupła postać; biegła w jej stronę.

– Czy coś się stało? – zapytała, przerywając bandażowanie dziewczyn.

– Tak. Z dziewczynami. Zaczęły jeść i teraz nie mogą przestać. Ciągle tylko jedzą i jedzą. Nie wiedziałam, co robić. Dlatego przybiegłam najszybciej, jak tylko mogłam.

– Dobrze, chodźmy.

– Możliwe, że będziemy potrzebować wsparcia.

– Ach, tak… Kto chce iść z nami?

Dzieci, które nie były ranne wstały jak na komendę.

– To idziemy.

Szły przez gęstą roślinność: wszędzie otaczały ich kwiaty, krzaki i drzewa. Miękka ziemia, która powodowała, że ich stopy zapadały się w niej, ustąpiła powoli mokremu mchowi. Kilka razy utknęły w pnączach, ciągnących się od dołu do góry, z powodu natłoku flory, nie wiedziały ich końca. Mrówki, większe niż w miastach, niosły przeróżne rzeczy, a to budulce do mrowisk, a to martwe owady. Oprócz tego tam, i z powrotem chodziły chrząszcze. Czasami, w najmniej oczekiwanych miejscach, napotykały pozostawione przez pająki – pajęczyny. Wokół rozmieszczone były różnokolorowe kwiaty, które roznosiły słodko mdlące zapachy. Po drodze napotkały też na porzucony pień drzewa, powoli trawiony przez czas. Wszędzie, gdzie tylko mogły, rozpychały się paprotki, których było więcej niż innej roślinności. Nad nimi, od czasu do czasu przelatywały pstrokate ptaki. Po kilku minutach przybyły na miejsce. Zobaczyła dziewczyny, które trzymały w rękach owoce i łapczywie je jadły. Sok spływał z ich twarzy. Wokół nich leżały sterty ogryzków.

– Co robicie? – zapytała Robbie.

Nie odpowiedziały. Towarzyszył im dźwięk gryzionego jedzenia. A soki spływały po ich twarzach.

– Dziewczyny?

– Jemy – odpowiedziała jedna z nich.

– To widzę. Ale miałyście za zadanie znaleźć jedzenie i o tym nas poinformować. A teraz obżeracie się.

– Nie możemy… – zaczęła jedna z nich.

– Co to znaczy?

– …przestać jeść – powiedziała pomiędzy jednym kęsem a drugim. – Nie wiem – odpowiedziała na wcześniejsze pytanie.

– Może się wygłupiają? – Samantha podsunęła pomysł.

– Wszystkie cztery? Nie sądzę… – oznajmiła Robbie.

– Czy to możliwe, żeby dziewczyny miały coś, co powoduje, że nie mogą ich przestać jeść?

– Czy ty jadłaś ten owoc? – spytała się dziewczyny, która ją tutaj przyprowadziła.

– Nie. Nie jadłam.

Spojrzały na różnokolorowe owoce, które zwisały na krzewach.

– Co to za owoce?

– Nie wiem. Nigdy nie jadłam takiego – powiedziała Samantha.

– Ja też nigdy takiego nie widziałam.

Siłą wyciągnęła owoc z rąk jednej z dziewczyn. A ona w rezultacie rzuciła się na niego, jakby od tego zależało jej życie. Robbie nie miała żadnych szans.

– Co robimy?

– Mam pomysł. Zaraz wrócę.

Po chwili wróciła z bandażem zabranym z samolotu.

– Po co ci to?

– Obwiążemy je tak, żeby nie mogły sięgać po jedzenie. Gotowe? To zacznijmy od pierwszej.

Zrobiły tak z pierwszą, która wyrywała się im, chcąc zjeść owoca. Ale w końcu udało się ją związać. Potem wykonały to samo z pozostałymi trzema. Istniała możliwość, że mogą uciec od nich, lecz nie uczyniły tego. Próbowały nachylić się nad owocami i w ten sposób ugryźć je. Niestety, nie udawało się im to.

– Nieee! – krzyczały. – Potrzebujemy ich. Cierpimy bez nich. – Ich twarze wykrzywiły się w nienaturalnych grymasach.

Ostatecznie, popychając je przed sobą, dotarły na plażę. Robbie wzięła ze sobą jeden owoc tak na wszelki wypadek.

– Co się stało? – zapytała Erica, bliźniaczka Samanthy.

Robbie opowiedziała jej całą historię.

– I tak wygląda ten owoc? – wskazała na to, co trzymała Robbie.

– Tak. Powiedz innym, że pod żadnym pozorem nie mogą jego jeść. Powtórz im, to co ja ci powiedziałam o dziewczynach i owocach.

Rozejrzała się po otoczeniu.

– Dobrze. Co my tu mamy? Czy dziewczyny są obandażowane?

– Tak, ale jest kłopot.

– Jaki?

– Dziewczyny nie chcą ściągnąć ubrań i wyprać ich w wodzie.

– Dlaczego? – Robbie wzięła się pod barki.

– Wstydzą się.

– Czują wstyd? To nie mogą iść dalej? Tam, gdzie ich nie widać?

– Boją się.

– A czym są tak przestraszone…? – zdziwiła się Robbie.

– Podobno gdzieś widziały węża.

– Węża? Żadnego nie widziałam. Ale rozumiem. Pójdę z nimi porozmawiać. A wy pilnujcie ich. – wskazała na czwórkę owiniętą w bandaże.

Podeszła do grupki dziewcząt, stojących za sporych rozmiarów skałą. Fale, z grzywami jak lwy, podmywały jej część. Gdzieniegdzie, oblepiając plażę swoimi włosami, leżały glony.

– Cześć, dziewczyny. Słyszałam, że macie problemy?

– Widziałam tam węża. – Wskazała jakieś bliżej nieokreślone miejsce ta, która wyglądała na najmłodszą.

– Tak, ale wiesz, że musisz ściągnąć to ubranie? Jest trochę zakrwawione.

– Ale ten wąż… – Zaczęła i nie skończyła, bo Robbie jej przerwała.

– Ktoś będzie cię pilnował.

– Tak, ale wstydzę się rozebrać przy kimś do naga. – Robbie nagle przypomniało się, że mała nazywała się Penny.

– To zrobimy tak. Jakaś osoba odwróci się na chwilę, będzie obserwować, czy coś nie wychodzi z dżungli, ty w tym czasie rozbierzesz się, wskoczysz do oceanu, aby zmyć z siebie krew, a wtedy ta osoba odwróci się i będzie wypatrywać węża. Może być? – Podsunęła jej pomysł, aby go wykorzystała.

– Ale to w wodzie był ten wąż… – Zaczęła wskazywać ręką na wodę.

– W oceanie? Musiało coś ci się wydawać.

– Nie. Nie. Był w wodzie. – Dziewczynka gwałtownie zaprzeczyła.

– Musiało ci się coś pomylić. Prawda, dziewczyny?

Pokiwały głowami, słuchając jej uważnie.

– Jeszcze jedna osoba pójdzie z wami, tak dla pewności.

Gdy już było po wszystkim, podbiegła do niej Prosiaczka. Oddychała szybko tak, jakby co najmniej przebiegła cały maraton.

– Co teraz zrobimy? Moja mama powiedziałaby, że…

– Nie obchodzi mnie, co powiedziałaby twoja matka. Nie ma jej z nami. Nie ma z nami żadnych dorosłych.

– Słuchaj… – Prosiaczka zignorowała to, że jej wcześniej przerwano. – Jest taka sprawa. Niedługo nadejdzie noc, a my nie mamy, gdzie spać. Co z tym zrobimy? Zbudujemy szałasy?

– Może dziewczyny znajdą jakieś starsze osoby?

– A jeśli nie? Jeśli nie znajdą żadnych dorosłych? Co wtedy?

Prosiaczka przystanęła na chwilę, zmęczona chodzeniem, ponieważ miała problemy z tarczycą.

– A co z jedzeniem? Niektóre z nas już zjadły to, co było w samolocie. Nic nie zostało na jutro.

– Po drodze widziałam banany i ananasy i rzekę.

– To po co dziewczyny poszły dalej?

– A skąd mam to wiedzieć?

– A co z ogniem? W nocy jest zimno. Umiesz go rozpalać? – Dopytywała dalej Prosiaczka.

– Tak, nauczyłam się w harcerstwie.

Wskoczyła na kłodę, która leżała na plaży.

– Uwaga! Uwaga! – Zaczęła wykrzykiwać, a jej słowa niosły się z wiatrem. – Mam dla was wiadomości. -

Grupki dziewcząt, rozpierzchłych na wszystkie strony, teraz złączyły się w jedno ciało. – Wkrótce nastanie noc, a my nie mamy gdzie spać. Dlatego wspólnymi siłami musimy zbudować szałasy. A wcześniej pójdziemy zjeść owoce. Mam nadzieję, że powiedziano wam, których pod żadnym pozorem nie należy jeść. Czy ktoś ma jakieś pytania?

– Kiedy wróci grupa dziewczyn, które mają sprawdzić czy na wyspie są dorośli?

– A tego nie wiem… – powiedziała Robbie.

Rozejrzała się po twarzach ludzi na których pojawiały się, a to znikały różne emocje.

– Czy jeszcze ktoś ma coś do powiedzenia?

Wokół panowała cisza, która wybrzmiewała przez chwilę.

– Dobrze. Spotkanie uważam za zamknięte. Zróbmy to, co należy.

Gdy zjadły owoce, zaczęły budować szałasy. Z początku budowały wszystko razem, ale przy drugim niektóre przestały, przy trzecim grupka rozproszyła się jeszcze bardziej, a przy czwartym zostały tylko Robbie i Sabina. Widziały, że dziewczyny jedzą, wylegują się na plaży, rozmawiają na różne tematy albo zajmowały się czymś innym. Na przykład: Penny i Jolynne bawiły się w dom, który wybudowały z piasku. Tymczasem Prosiaczka chodziła pomiędzy nimi i narzekała na swoją kiepską kondycje.

Wkrótce niebo pokryło się migoczącymi gwiazdami. Mrugały do nich, aby zaznaczyć swoje położenie, z myślą, że jakiś podróżnik przybędzie do nich. Nie było widać żadnych chmur, przypominających watę cukrową albo kłąb owcy. A temperatura spadła do miłego chłodu po parnym gorącu. Cykady wygrywały swoją muzykę. Po kolei dziewczyny kładły się spać. A Robbie do późna w nocy czekała na grupę, która miała przyjść. Nie doczekała się. Poszła spać prosto w objęcia Morfeusza, ale przedtem jeszcze rozpaliła ognisko.

Obudziła się w nocy. Usłyszała krzyk.

– Pomocy! Ratunku! To sy… – dalej nie było słychać. Dotarł do niej jakiś hałas. Po chwili zrozumiała: to odgłos zderzenia wody z ciałem. Obudziła dziewczyny, które spały w tym samym szałasie, co ona, czyli: Samanthę, Ericę i Prosiaczkę. Wybiegły z szałasu najszybciej jak tylko potrafiły, nie licząc tej ostatniej, która wlokła się za nimi. Zauważyły, że niektóre dziewczyny stoją po pas w wodzie i idą dalej, przed siebie. Po chwili usłyszały coś jeszcze: to był śpiew. Niósł się przez wodę, po plaży, prosto do błony bębenkowej ucha. Ta pieśń kazała im pójść za nimi, dlatego tak zrobiły, chociaż coś w ich wnętrzu buntowało się przed tym. Ale głosik z środka ciała był za słaby, żeby przemóc tę pieśń. Powoli weszły w lodowatą wodę, przesiąkającą ich ciepłokrwiste ciała. Wiatr targał ich włosy i ubrania, łopoczące niczym pranie na otwartej przestrzeni. Piasek rozmywał się pod ich stopami. Czuły też dotyk ostrych kamieni, które ni to drapały, ni to masowały ich nogi. A przed nimi dziewczyny wchodziły coraz głębiej w wodę. I nagle zauważyły coś jeszcze w tych ciemnościach. Na skałach, oświetlone przez światło księżyca, leżały syreny. I to z ich ust wydobywał się słodki śpiew; tak mącący w ich głowach. Syreny miały mokrą a zarazem bladą skórę, włosy przepasane wodorostami a ich ogony mieniły się srebrzącymi łuskami. Do tego machały ogonami, uderzając nimi o wodę.

Nieoczekiwanie Robbie potknęła się o wystający kamień. To wybudziło ją z transu w jakim była wraz z innymi. Szybko zatkała uszy palcami.

– Zatkajcie sobie uszy!

Dziewczyny szły dalej przez wodę tak, jakby nie słyszały. Zrozumiała swój błąd. Szybko wyszła z wody i poszła po bandaże. Miały ponownie uratować ją z tarapatów. Pocięła je na kawałki, po czym włożyła je do uszów. Pozostałe wzięła ze sobą i wróciła do oceanu. Po kolei włożyła bandaże do uszu dziewczyn. Gdy to zrobiła, one ocknęły się niczym z długiego snu.

– Co my robimy? – zapytała jedna z nich.

– Idziecie za głosem syren. – odpowiedziała Robbie.

– Myślałam, że one porywają tylko mężczyzn – powiedziała Samantha.

– Ja też – dodała inna.

– Widocznie to kłamstwa, to co o nich mówią.

– Dobrze, że kilka dziewczyn wciąż leży związanych. Inaczej nie dałabym sobie rady ze wszystkimi.

– A gdzie jest Penny? – zapytała Ruth.

– Penny? Tak, gdzieś tu była z nami. Widziałam ją. – Samantha zaczęła rozglądać się na wszystkie strony.

– Szukajcie Penny. – Wydała rozkaz Robbie.

I dziewczyny szukały jej, ale nie mogły znaleźć. Przeszukiwały ocean, myśląc, że może upadła do wody. I plażę wraz z skrajem dżungli, rozważając to, że gdzieś zaszyła się między skałami. Poszły także do szałasów, aby się upewnić, czy jej tam nie ma, lecz nigdzie jej nie znalazły.

– Czyżby zabrały ją syreny? – zastanowiła się Robbie na głos.

– Pewnie tak.

– Biedna Penny.

– Wiecie, co myślę, że Penny widziała syrenę, a nie węża.

– Też tak myślę.

– I ja.

Niektóre z najmłodszych dzieci rozpłakały się, gdy uświadomiły sobie, że Penny już do nich nie wróci. Robbie poklepywała je po plecach, chcąc dodać im otuchy. A ich płacz niósł się przez wyspę…

Potem poszły spać prosto do szałasów.

Rankiem dziewczyny obudził dotyk promieni słonecznych, który wtargnął do ich tymczasowych mieszkań. Pierwszą czynnością Robbie było sprawdzenie, co dzieje się ze związanymi dziewczynami. Miała nadzieję, że nikt ich nie uwolnił – nigdy nie wiadomo, co kryło się w głowach dzieci. Na noc związała je tak, żeby nie mogły się poruszać, ale jednocześnie, aby było im wygodnie. Władzę nad nimi miała sprawować Ruth – teraz nigdzie jej nie widziała, prawdopodobnie poszła zjeść. Wtargnęła do szałasu położonego obok niej. Na ziemie leżały dziewczyny.

– Jak tam, dziewczyny? Dalej chcecie zjeść tamte owoce?

– Nie – odpowiedziały.

Wiedziała, że kłamią. Już wcześniej próbowała rozplątać z bandaży jedną z nich, a ona w rezultacie sięgnęła po owoca, który przyniosła ze sobą. Sprawdziła czy dalej są związane, a potem poszła po jedzenie i nakarmiła je. A później sama zjadła. Kiedy zauważyła, że większość dziewczyn jest już na plaży, wtedy Robbie znów wkroczyła na kłodę, aby przemówić do tłumu.

– Słuchajcie, jestem wami rozczarowana. Mówiłam, że będziemy budować szałasy. Powinnyśmy zrobić to wszystkie, a nie tylko dwie. Jeśli was o coś poproszę to powinnyście to zrobić. W końcu każda z was korzystała z szałasów. Czy nie? A tak w ogóle to przecież jestem waszą przywódczynią, prawda?

Nikt nie przemówił, bo wytężały słuch w to, co mówiła.

– Następne, co jest ważne, to że potrzebujemy nie tylko owoców, ale też mięsa – kontynuowała Robbie. – Musimy przygotować broń. Dam wam patyki, a wy je wyostrzycie.

– Ale ja nie umiem – powiedziała jedna z dziewczyn.

– To zajęcie dla mężczyzn – dodała następna.

– Na pewno się nauczysz; wystarczy pocierać kamieniem o patyk. A co do zajęcia dla mężczyzn – Dziewczyny powinny sobie radzić w każdej sytuacji tak, jak chłopcy.

– A co z dziewczynami? Wróciły? – zapytała Erica.

– A widzisz je tutaj? Nie, prawda? To kolejna rzecz, którą musimy zrobić. Znaleźć dziewczyny. Już dawno powinny wrócić.

– Coś je musiało zatrzymać.

– To możliwe, skoro jeszcze ich nie ma… – Robbie zaczęła wpatrywać się w dal, jakby myślała, że zaraz ludzie pojawią się na horyzoncie. – Dobrze. Macie godzinę na ostrzenie patyków.

Gdy minął określony czas, wyruszyły w drogę.

Czas mijał powoli przed siebie. Równie powoli szły dziewczyny. Niektóre spośród nich sporo narzekały: a to na klimat, a to na patyki, które niosły ze sobą. Mimo wszystko przedzierały się niestrudzenie przez pnącza i błoto. Słyszały kumkanie żab i szelest liści, gdy ptaki przelatywały między drzewami. Mnóstwo życia toczyło się w tej nieprzeniknionej zieleni. A woda, z liści, spływała na ich głowy i ramiona.

Nieoczekiwanie usłyszały dźwięk odbiegający od reszty. To było kwiczenie świni! Zaczęły skradać się powoli, kiedy niespodziewanie jedna z dziewczyn strąciła owoc z drzewa. Rozległ się hałas. Myślały, że zwierzę odbiegnie, ale niczego takiego nie usłyszały. Podeszły bliżej, a tam, wśród zarośli zobaczyły nie jedną, ale kilka świń! Już, już miały rzucać w nie patykami, gdy nagle jedna ze świń przemówiła.

– Nie zabijaj mnie! – powiedziała świnia.

Na twarzach dziewczyn pojawił się wyraz zaskoczenia. Od kiedy to świnie mówią?

– Czym jesteście? – Na przodzie stanęła Robbie.

– To ja – Jackie – odpowiedziała ta, która wcześniej mówiła.

– Jackie? Żartujesz sobie? – Spojrzała na nią od raciczek do głowy jakby myślała, że nagle przemieni się w człowieka.

– Nie, wcale.

– Nie wierzę ci.

– Musisz mi zaufać.

– To jak wytłumaczysz się z tego, że zostałaś świnią? – powiedziała, choć Robbie najchętniej rzuciłaby zaostrzonym patykiem w świnię.

– Słuchaj, to było tak. Szłyśmy brzegiem wyspy, przez długi czas nie widziałyśmy nikogo. Aż tu nieoczekiwanie zobaczyłyśmy piękną kobietę, która stała na plaży i wpatrywała się w dal. Podeszłyśmy do niej i zapytałyśmy jak jej na imię, a ona milczała. Spytałyśmy czy na wyspie ma rodzinę, a ona milczała. Dlatego zapytałyśmy czy na wyspie są jacyś dorośli oprócz niej, ale ona dalej milczała. I wtedy, po tych trzech pytaniach poczułam się dziwnie. Nie umiem tego określić. A potem widziałam już wszystko z innej wysokości. Zanim zdałyśmy sobie z sprawę z tego, co się z nami stało, to kobiety już nie było.

– A jak zrozumiałyście, że jesteście świniami?

– Spojrzałyśmy w tafle wody.

– Rozumiem… – powiedziała, ale nie mogła w to wszystko uwierzyć. Nie wiedziała, co jest dziwniejsze: gadające świnie czy ludzie w nie zamienieni.

– Udowodnij, że jesteś Jackie. – Zażyczyła sobie Robbie.

– Ale jak?

– Nie wiem. Może powiedz coś o czym mało kto wie?

Świnia przez chwilę myślała.

– Chciałam zostać przewodniczącą samorządu uczniowskiego, ale przegrałam. Z tobą.

– Ach, tak…

Rzeczywiście, świnia nie powinna wiedzieć o tym, co powiedziała. Z drugie strony świnia mogła podsłuchać, to o czym mówiła. Ale czy dziewczyny rozmawiałyby w takich warunkach o czymś, co wydarzyło się jakiś czas temu?

– Dobrze. Możecie iść z nami. – W końcu przytaknęła.

– Jak to? Tak po prostu? – zapytała jedna osoba.

– Przypuśćmy, że to nasze koleżanki, przecież nie zostawimy ich, ot tak sobie.

– A co? Boisz się, że świnia ci coś zrobi? – spytało zwierzę.

– A mięso? Co z mięsem? – zapytała Ruth.

– Poszukamy, gdzie indziej.

– Przecież mamy mięso przed nami.

– Zabiłabyś nasze koleżanki?

– Raczej gadające świnie, które mącą ci w głowie – stwierdziła Ruth.

– A czy mowa nie sprawia, że stają się bardziej ludzkie?

– Równie dobrze możemy porównać niemówiącego człowieka do zwykłych, niegadających świń. A czy w jedzeniu świń przeszkodziłoby ci to, że one nie mówią? Nie, prawda?

– Ale, co z nimi zrobimy? – zapytała Samantha.

– Poszukamy tej kobiety i poprosimy, żeby je odczarowała, czy jak to tam nazwać.

– A co jeśli ona tego nie potrafi? – Znów głos zabrała Samantha.

– Jeśli potrafi zamienić człowieka w świnie, to chyba potrafi też zamienić świnie w człowieka? Prawda?

– A co jeśli nie? Jeśli naprawdę tego nie potrafi? Czy zabierzemy je do domu?

– Tego nie wiem. – Zawahała się Robbie.

– Przecież staną się pośmiewiskiem! Jak ty to sobie wyobrażasz? Mają chodzić do szkoły itd.? Już lepiej, żeby trafiły do cyrku… – odezwała się Ruth.

– Może naukowcy jakoś w tym pomogą?

– I co transplantacja narządów z świni do człowieka? Czy może coś innego?

– Tego nie wiem…

– Ekhem… My tu dalej jesteśmy – powiedziała świnia, która mówiła, że jest Jackie.

– To postanowione. Idziecie z nami. – Robbie zadecydowała za resztę.

Znowu przechodziły pomiędzy florą. Tym razem jednak czas umilały im świnie. Żywo gawędziły na różne tematy. Ich raciczki męczyły się mniej od stóp ludzkich. Kierowały się w stronę południowo-wschodniej części wyspy, czyli tam, gdzie świnie ostatnio widziały nieznajomą. Miały nadzieję, że znowu ją spotkają. Jednak tym razem natrafiły na swojej drodze na chatę. Była ona zrobiona z drewna, widać było, że pamiętała lepsze czasy. Zniszczona była tu i ówdzie, przez drzwi biegła rysa, jakby jakieś spore zwierzę próbowało dostać się do środka. Wokół niej nie rosły drzewa, ani krzewy, tylko trwa, sięgająca im do pasa. W dodatku nie było słychać ani widać żadnych odgłosów życia. Miejsce wyglądało na dawno opuszczone. Mimo tego postanowiły je sprawdzić. Może tu przebywała wcześniej spotkana kobieta?

– Dziwne, nie widziałyśmy tego przedtem – powiedziała świnia, która nazywała się Jackie.

Przeszły przez trawę, która obijała się o ich nogi. Następnie podeszły do drzwi i zapukały. Nikt do nich nie podszedł, ale drzwi otworzyły się ze skrzypnięciem. Powoli, jedna za drugą, weszły do środka. W wnętrzu panował półmrok i czuć było jakiś zapach, którego nie rozpoznawały. Okna były zabite deskami, pomimo tego padały z nich promyki światła. Dlatego z trudem, ale jednak zauważyły, że mężczyzna, który siedział na krześle, nie ma jednego oka. Pustka wyzierała spod jego oczodołu. Obok krzesła postawiono stół na którym stało kilka rzeczy, nie było ich widać, bo mężczyzn zasłaniał je swoim ciałem. A obok nich, pod ścianą umieszczono łóżko zrobione z sporych rozmiarów liści. Lśniły w tej ciemności.

– Proszę, wejdźcie – powiedział tubalnym głosem, a Robbie, nie wiedzieć czemu, przebiegł dreszcz po plecach. Intuicja czy coś więcej? – Dzień dobry, w czym mogę pomóc?

– Szukamy pewnej pani… – powiedziała niepewnie Robbie, bo czuła jakąś tajemniczą aurę, która otaczała mężczyznę. Inne osoby też to czuły, ale nie odzywały się.

– Ach, tak. Pani. – Powtórzył, jakby to wszystko wyjaśniało. – I do czego ona jest wam potrzebna?

– Zamieniła nasze koleżanki w świnie. – Wskazała ręką na zwierzęta.

– Świnię? A cóż to za czary was spotkały? – Na jego twarzy pojawił się zimny uśmiech.

– Nie jesteśmy pewne – odpowiedziała Jackie.

– Gadające świnie? Naprawdę – Zdziwił się mężczyzna. – Jeszcze takich nie jadłem. Pewnie pięknie będziecie krzyczeć, gdy was będę przypiekać na rożnie – powiedział cichszym głosem, ale i tak go usłyszały.

– Co, proszę? – zapytała Robbie. – I w tym momencie drzwi zamknęły się za nimi, choć nikt ich nie dotykał. Ściemniło się jeszcze bardziej – mrok spowił ich ciała. Wydawało się, że temperatura w pomieszczeniu spadła o kilka stopni. Wtedy uświadomiły sobie, że zapach, który czuły, to krew.

Robbie nie wahała się ani chwili dłużej – podbiegła do mężczyzny i wepchnęła zaostrzoną końcówką kija do jego oka.

– Aaaa! – wydarł się mężczyzna. – Kim jesteś?

– Wszystkimi i nikim jednocześnie!

Mocniej docisnęła kij do jego oka, co spowodowało, że rozkrzyczał się jeszcze bardziej. Tymczasem dziewczyny mocowały się z drzwiami. W końcu usłyszała upragnione skrzypnięcie.

– Zapamiętam to sobie! Rzucę na wasz czar! Będziecie gorzko żałowały tego, co zrobiłyście! – krzyczał jednocześnie za nimi, gdy one uciekały przez trawę.

 

Dzień później…

 

Dziewczyny wraz z świniami, po wczorajszych poszukiwaniach, wróciły na miejsce, gdzie rozbił się samolot. Niestety, po drodze nie znalazły kobiety, która odczarowałaby świnie. Ale to prawdopodobnie, dlatego że uciekały w popłochu przed mężczyzną.

Natomiast rano… rano przeżyły szok. Okazało się, że wszystkie owoce, nie tylko te, które zabrały ze sobą na plaże, ale również te, które znajdują się w dżungli – są zgniłe. Nie mogły się temu nadziwić. W dodatku nigdzie nie mogły znaleźć owoców morza i ryb.

– Jak to? – Zwróciła się Robbie do dziewcząt, które ją otaczały. – Jak to mogło się stać? Przecież wczoraj w nocy jeszcze wszystkie były świeże. Prawda?

– Jadłam wczoraj w nocy banany – powiedziała, nie kto inny tylko Prosiaczka. – I nie były zgniłe. – Wydawało się, że mówi z dumą, jakby co najmniej wygrała jakiś konkurs.

– Może to jakaś plaga? – zastanowiła się Ruth.

– Plaga? Wątpię – powiedziała Robbie.

– To te czary! – przemówiła jedna z młodszych dziewczyn.

– Jakie czary? – zapytało inne dziecko.

– Te o których mówił mężczyzna.

– Serio? Wierzycie w czary? – odezwała się Ruth.

– Skoro widziałam syreny, to jestem w stanie uwierzyć w czary.

– Ale, żeby wszystkie? Na całej wyspie?

– Tego nie wiemy…

– Musimy to sprawdzić!

– Boję się tego pana… – powiedziało jakieś dziecko.

– Nic się nie martw, pójdziemy inną drogą. – Pocieszyła ją Robbie.

 I jak powiedziała, tak też zrobiły. Dziewczyny poszły okrężną drogą, przeszukały pół wyspy, ale nie znalazły żadnych świeżych owoców, ani innego pożywienia.

– I co teraz zrobimy? Przecież musimy coś jeść?! – wybuchnęła Jackie.

– Nie wiem – odparła Robbie z rezygnacją.

– Gdzie niby podziały się te ryby? Przecież to nienaturalne, że tak nagle zniknęły z owocami morza! Ale musi być jakieś jedzenie! Inaczej ten facet już dawno umarłby!

– Może ma zapasy? – Robbie zastanowiła się na głos.

– Zapasy? Wątpię! Nigdzie nie widziałam, żeby coś miał. A wy?

I wtedy rozmowa rozpoczęła się na dobre.

– Też nie widziałam.

– Ale może gdzieś ukrył to jedzenie.

– Tak może być…

– To może pójdziemy do niego? – Do rozmowy wtrąciła się Samatha.

– Absolutnie nie zgadzam się na to – odparła Robbie.

– Dlaczego? On jest jeden, a nas jest sporo.

– Widziałaś, co potrafi? Zaczarował wszystkie owoce na zgniłe! I sprawił, że nie ma ryb i owoców morza! Nie wiemy, jakie ma jeszcze umiejętności…

– A może to ta kobieta, która zamieniła dziewczyny w świnie? Może chciała się jeszcze zemścić? – odezwała się Ruth.

– Ale za co?

– Może tak po prostu z ludzkiej przekory. – Zgryźliwie odezwała się Jackie.

– Możliwe, że naruszyliśmy jej przestrzeń osobistą. – Robbie dodała swoje trzy grosze.

– Albo coś innego. – Znowu wtrąciła się Ruth.

– Tego nie wiemy.

– Nie, to był ten czarownik. Mówił, że rzuci na nas czar.

– I to zrobił! – powiedziała Jolynne.

– Chyba nie na nas, bo nam nic nie jest.

– Jak to nic? Jesteśmy głodne! – kwiknęła Jackie.

– Tak, ale nie zostałyśmy zamienione w świnie lub coś innego. Jedzenie dotyczy nas pośrednio a nie bezpośrednio.

 

2 dni później…

 

– Jestem taka głodna, że zjadłabym piasek – powiedziała Prosiaczka.

– Proszę bardzo, jedz! – odparła jej na to Robbie.

– To tylko taka przenośnia.

– Przecież wiem…

– Głowa mnie boli i czuję się słabo. – Prosiaczka uskarżała się na to cały dzień.

– Nie marudź, wszystkie się tak czujemy.

– I co zrobimy?

– Na razie to nic. Czekajmy. – Robbie siedziała na ziemi, wpatrując się w dal.

– Na ratunek? Przecież już dawno powinni przybyć! – Dziewczyna ze zmęczenia upadła na piasek.

– To w końcu XXI wiek… – Robbie mruknęła pod nosem.

Niespodziewanie podbiegła do nich Samantha.

– Dziewczyny… – wydyszała Samantha. – …to Sabina!

– Co z nią? – Jak na rozkaz odwróciły się do niej.

– Ona… skoczyła!

– Jak to skoczyła? Gdzie?

– Tak, z klifu!

Na ich twarzach odmalowało się zdziwienie.

– Zaprowadź nas do niej.

Przemaszerowały przez piasek w stronę klifu. Tam już zebrała się grupka dziewczyn. Niektóre pociągały nosami, jakby miały się rozpłakać, ale nie robiły tego. Tylko szeptały coś do siebie. Natomiast na piasku, twarzą do ziemi leżała Sabina. Woda, niczym troskliwa matka, obmywała jej ciało. Wokół leżały wodorosty i kamienie, jakby oddawały jej cześć. A krew rozlewała się na wszystkie strony, pokrywając wodę i piasek nowym kolorem. Wokół Sabiny unosił się rój much. Robbie podeszła do niej i zbadała jej puls. Tak jak myślała – nie żyła.

– Co robimy? – zapytał ktoś.

– Jak to co? Musimy ją pochować.

– Pochować? Mam lepszy pomysł… Zjedzmy ją! – buńczucznie odezwała się Jackie.

– Zjedzmy? Zwariowałaś? – Naskoczyła na nią Robbie.

– Słuchaj, wszystkie jesteśmy głodne. A ona i tak nie żyje.

– Absolutnie nie!

– Ale my jesteśmy głodne – wybąkała Jolynne. Była jeszcze za mała, żeby w pełni przerazić się zastaną sytuacją.

– O, nie! Nie! Chyba nie wiesz, o czym mówisz. – Robbie pokręciła głową.

– Ona ma rację – powiedziała Ruth. – Nie wiemy, ile będziemy czekać na pomoc. Możemy umrzeć z głodu.

– Zgadzam się. – odparła Sandra.

– To, kto głosuje za zjedzeniem Sabiny? – powiedziała Jackie.

– A może to my cię zjemy? – wybuchnęła Robbie.

– Co takiego?!

– W końcu jesteś świnią, co nie? Świnie się je.

– Wypraszam sobie. Jestem żywą istotą! – odparła jej na to świnia.

– I co z tego? Ludzie jedzą żywe istoty.

– Ale nie ludzi!

– Raczej gadające świnie… – powtórzyła coś o czym wcześniej mówiono.

– Nawet jeśli, to my mówimy ludzką mową. A czy to nie sprawia, że jesteśmy bardziej ludzkie? Czy gdyby pies mówił, to zabiłabyś jego? – Jackie próbowała znaleźć jakiś argument.

– Pies to zwierzę domowe. A świnie służą do jedzenia.

– Ale my w środku jesteśmy ludźmi. Naprawdę.

– W środku macie tylko mięso do jedzenia – drążyła dziewczyna, która nie wytrzymała napięcia sytuacji.

– Tak jak ty, czy Sabina.

– Nie dam ci zjeść Sabiny. – Robbie wyraźnie zaznaczyła każde słowo.

– Tak, a kto mnie powstrzyma? Ty?

– A może zagłosujmy? – powiedziała Ruth.

– Dobrze, zgadzam się.

– Tak, tylko że jeśli wygram, to nie dam ci Sabiny do zjedzenia. Jasne?

– I tak nie zamierzałam jej jeść…

– To kto jest za zjedzeniem Sabiny? – zapytała Prosiaczka.

Prawie wszystkie, oprócz bliźniaczek, Prosiaczki i Robbie, podniosły ręce do góry.

Muchy dalej cicho bzyczały, jakby tworzyły marsz pogrzebowy dla Sabiny…

Koniec

Komentarze

Powiem Ci, że przeczytałem od początku do końca, a to mi się rzadko zdarza. Nie wiem, czy Robbie ma zadatki na władczynię much, ale na pewno ma zadatki na przedsiębiorczą Robinsonkę Cruzoe!

 

Inni, mądrzejsi ode mnie, powiedzą Ci pewnie, że gramatyka, składnia itd. – i mają rację, bo to wszystko musisz ćwiczyć, ale podoba mi się Twoja swoboda twórcza, a wydaje mi się, że to czasem więcej znaczy niż wszystkie techniki pisania. Więc moja rada jest taka: zachowaj swobodę i ćwicz wszystko inne (najlepiej przez czytanie).

 

Pozdrawiam,

Marlow

"Without education, we are in a horrible and deadly danger of taking educated people seriously."

Opowiadanie jest połączeniem “Władcy much” Williama Goldinga i “Odysei” Homera. W wersji żeńskiej.

To nie jest dobry kierunek. Owszem, wszyscyśmy w nim co najmniej raz poszli (nie, nie przedstawię dowodów, mam nadzieję, że już dawno stały się papierem toaletowym), podobno to jest naturalne – ale potem przekonaliśmy się, że primo: kopiowanie innych nas ogranicza, i to nie w ten dobry sposób, oraz secundo: tak naprawdę nie da się skopiować cudzego opowiadania. To złożona kwestia.

Tak nawiasem – Golding właśnie napisał swoją książkę zainspirowany "Wyspą koralową", cudownie słodką powiastką dla chłopców, w której kilku nieletnich rozbitków przeżywa wesołe przygody. Oparł się na czymś – ale oparł się twórczo. To dobry przykład, nawet, jeśli nie zgadzasz się z Goldingiem ideologicznie. Bo on właśnie na tym poziomie podjął z "Wyspą" spór. Podobnie zrobił Orwell, wystawiając naprzeciwko "Tej strasznej sile" – "Rok 1984".

Ale do rzeczy:

 Nieoczekiwanie wpadli w turbulencje

Kto? Rodzice, bogacze, hmm? Podmiot domyślny nie może być za bardzo domyślny.

 szybki spadek

Jest to zasadniczo poprawne, ale stylistycznie niezręczne – "spadek" w zestawieniu z "bogaczami" sugeruje pieniądze.

 odgłos uderzenia w ziemie

Ziemię. Nie wiem, jak wygląda od środka katastrofa lotnicza – ale nie przekonałaś mnie, że Ty wiesz. Czy Twoja postać wiodąca była wtedy przytomna? Usłyszałaby ten odgłos?

 Wylądowali na plaży. Z tyłu woda podmywała koniec samolotu.

Ekhm. Brzmi to dość komicznie (dbały o higienę samolot). Poza tym – samoloty trochę ważą i raczej dziurawią planetę, kiedy w nią wpadają. Skonsultuj się ze specjalistą.

 Natomiast

Nadużywasz tego słowa – ono ma zastosowanie w wykładzie, w spokojnej, beznamiętnej narracji. Nie w opisie katastrofy. Jest po prostu nieodpowiednie.

 z przodu było widać zmasakrowane ciała pilotów, stewardes i nauczycielek.

Dlaczego? Dlaczego wszyscy dorośli grzecznie przeszli na przód samolotu, żeby ich tam zabiło? I jakim sposobem ich widać przez blachę? Zupełnie nie potrafię sobie wyobrazić tego, o czym piszesz, bo tego nie opisujesz, tylko rzucasz hasła.

 Kilka dziewczynek nie wytrzymało tego widoku i w rezultacie – rozpłakały się.

To brzmi jak raport policji albo psychologa – jest doskonale beznamiętne i nie pokazuje niczego.

 Kiedy wszystkie dziewczyny wyszły z samolotu, to Robbie

"To" jest zbędne.

 przewodnicząca szkoły

Na pewno?  Całej szkoły?

 żeby było ją bardziej widać

Zwykle mówi się: żeby ją było lepiej widać.

 Nikt nie przeżył z dorosłych. Ktoś musi przejąć odpowiedzialność. Wiecie, że jestem przewodniczącą szkoły. Dlatego postanowiłam przejąć władzę po dorosłych. – Czy jest ktoś przeciwny?

Nie widzę sensu rozdzielania tej wypowiedzi na dwie. Jej rytm jest nienaturalny, staccatto, także powtórzenia brzmią dziwnie.

 Ja jestem! – powiedziała buńczucznie Jackie. Ta dziewczyna zawsze sprzeciwiała się wszystkiemu, co robiła Robbie. Robiła to prawdopodobnie m.in. dlatego że przegrała z nią szkolne wybory.

Uwaga, Mary Sue. Zauważ, że przemowa Robbie nie jest ani odrobinę przekonująca i wręcz prowokuje sprzeciw – ale nie zgadza się tylko jedna osoba, którą określasz dość pejoratywnym "ta dziewczyna". I ona ma być przeciwniczką Twojej głównej bohaterki po prostu dlatego, że jej zazdrości? To nie wróży dobrze. Ponadto: nie używamy skrótów w tekście literackim (m.in.) – one nie do tego służą. Powtarzasz dźwięki: "robiła Robbie. Robiła"

 Kto jest za mną, a kto za Jackie?

Tu miałaś zarzewie konfliktu, ale wysypałaś na nie wiadro piachu. Pomijając to, czy w szoku natychmiast po katastrofie ktokolwiek myślałby w kategoriach władzy i głosowania. Nie wiem. Może by myślał. Ale jakoś w to wątpię.

 Więcej głosów przeważyło za Robbie.

Nienaturalne, ta sama informacja na dwa sposoby. Mniej nie może przeważyć (to pochodzi od "przewagi").

 Po pierwsze trzeba opatrzyć ranne osoby.

Po pierwsze, trzeba opatrzyć rannych. Ale głosowanie było pilniejsze?

 bandaż i środki przeciwbólowe

Jeden bandaż? Co ludzie mają z tymi środkami przeciwbólowymi? One niczego nie leczą, najwyżej lżej z nimi umierać. Gdzie chociażby środki dezynfekujące? Książkę o pierwszej pomocy w warunkach polowych kupisz w najbliższej taniej księgarni, polecam.

 Po drugie trzeba rozejrzeć się czy nie ma na wyspie żadnych dorosłych.

Po drugie, trzeba się rozejrzeć (może lepiej: sprawdzić), czy nie ma na wyspie żadnych dorosłych.

także – Jackie

Zbędny myślnik.

 coś znaleźć do jedzenia

Naturalniejsza składnia: znaleźć coś do jedzenia.

 A to nie jest oczywiste? – Dla mnie nie…

Dla mnie też nie. Nawet, jeśli samolot leciał nad oceanem. Jedną z pierwszych rzeczy, które zrobił Robinson Crusoe, było obejście wyspy dookoła, dla pewności.

 unosimy się nad wyspą

To był samolot, nie balon. Samoloty się nie unoszą, tylko śmigają naprzód.

 Czy wiadomo, że tu jesteśmy?

Komu? To bardzo niejasna wypowiedź.

 jedna z tych mniejszych dziewcząt

Metr trzydzieści. Nie miałaś na myśli "młodszych"? I Twoja narracja nadal jest bardzo beznamiętna, z odcieniem niechęci do bohaterów. Chyba nie o to ci chodziło?

 Na pewno radary zarejestrowały, że tu spadłyśmy.

Jakie radary?

 Musimy tylko wytrzymać określoną ilość czasu.

Nienaturalne (poproszę miarkę czasu?). Ja napisałabym: jakiś czas – choćby dlatego, że ona nie wie, jak długo tam zostaną i nie udaje, że wie.

 Jaką ilość czasu?

Jak wyżej – naturalniejszym pytaniem byłoby "Jak długo?" albo "Ile czasu?".

 A co jeśli

A co, jeśli.

 Wątpię, żeby tacy w dzisiejszych czasach jeszcze istnieli.

Ona może o tym nie wiedzieć, ale są. “Tacy” brzmi dość nienaturalnie.

 chciał się o coś zapytać?

Chciał o coś zapytać.

 Tym razem nikt nie przemówił.

Dziwnie wysoki ton, jakby to była uczta w Heorocie, a nie wrak samolotu.

Ja zostanę na plaży i poczekam na was.

Nie robiąc tymczasem niczego, bo ranni tajemniczo zniknęli. Jeśli potrzebujesz notatek, żeby nie zapominać o tym, co się dzieje w świecie Twojego opowiadania, zrób je. To nie egzamin, możesz mieć notatki, jakie chcesz.

 15 minut później…

Co wnosi ten kwadrans? Jakie on ma znaczenie? Gdyby Twoja bohaterka zajęła się tymczasem czymś pożytecznym, miałabyś miejsce na opisanie wraku (czego zaniedbałaś) i jej samej. Te minuty tylko wytrącają z rytmu. Przecież nikt tam nie pilnuje zegarka.

 Usłyszała hałas, jak coś przedziera się przez roślinność.

To niegramatyczne – chyba wynika to ze skrótowości. Czemu tak się streszczasz? Robisz to od początku, odetchnij. Porozglądaj się trochę po tym świecie – nie pokazałaś mi dotąd wcale, że tam w ogóle coś rośnie, najwyżej to zasugerowałaś. Wyspy są różne i roślinność na nich też.

 wychynęła szczupła postać

Zbyt wysokie słowo, to raz. Dwa – zawsze unikaj "postaci". Jest abstrakcyjna, nie wiadomo, co to – i tak będziesz musiała to opisać.

 piasku, który oblepił jej ciało niczym koc

Widzę, że nie byłaś nad morzem. Piasek się czepia skóry, ale nie w ten sposób. Ponadto – ona powinna mieć coś do roboty, patrz wyżej.

 najszybciej jak

Najszybciej, jak.

 Dobrze, chodźmy.

– Możliwe, że będziemy potrzebować wparcia.

Bardzo nienaturalny dialog, nic tu się nie łączy.

 Niektóre z nich wstały jak na komendę.

Z kogo? Te dziewczyny tak tu leżą i się smażą? Nie budują szałasów, nie grzebią trupów, nie histeryzują? Jak niewybrane postacie w grze komputerowej?

 Po kilku minutach przybyły na miejsce.

Ten tekst jest bardzo skrótowy. Weź z półki pierwszą lepszą książkę – założę się o cokolwiek, że znajdziesz w niej masę opisów przyrody i innego "ględzenia". Jak myślisz, dlaczego?

 robicie? – zapytała Robbie.

Znowu powtórzone dźwięki.

 Towarzyszył im dźwięk gryzionego jedzenia.

Siedział obok i szczerzył zęby. Ale serio, pokaż te obżerające się dziewuchy. Plamy z soku na twarzach i bluzkach. Ręce na ślepo sięgające po następny owoc. Pokaż to.

 Ale miałyście za zadanie znaleźć jedzenie i o tym nas poinformować. A teraz obżeracie się.

Nienaturalne, zbyt okrągłe. Bez emocji.

 Może się wygłupiają? – Samantha podsunęła pomysł.

Niezbyt sensowny pomysł. Powtarzasz dźwięk.

 żeby miały coś, co powoduje, że nie mogą ich przestać jeść?

Gdzie tu jest podmiot? Nieporządnie zbudowane zdanie.

 spytała się dziewczyny

Spytała dziewczynę.

 wyciągnęła owoca

Wyciągnęła kogo? co? owoc. Ma być biernik.

 A ta w odpowiedzi

W odpowiedzi?

 bandażem z samolotu

Bandaż był zrobiony z samolotu? I ile go było? Zwykle sprzedaje się bandaże w małych, mieszczących się w ręku rolkach.

 wyrywała się im, chcąc zjeść owoca

Pokaż to.

 zrealizowały to samo

Realizować można transakcję. To nie jest odpowiednie słowo.

 Istniała możliwość, że mogą uciec od nich, lecz nie uczyniły tego.

… co? Pokaż, co się dzieje, nie co mogłoby się dziać, i trzymaj równy ton. "Uczynić" jest bardzo wysokie, "istniała możliwość" – biurokratyczno-formalne.

 – Nieee! – krzyczały. – Potrzebujemy ich. Cierpimy bez nich.

W ogóle tego nie widzę. Bardzo nienaturalne.

 popychając je przed siebie

Raczej – przed sobą.

 zapytała Erica, bliźniaczka Samanthy.

Gdybyś zrobiła scenę przed katastrofą, w samolocie przedstawiła bohaterki, nie musiałabyś ich teraz wyciągać z rękawa.

 powiedz im, to co ja ci powiedziałam.

Powiedz im to, co ja ci powiedziałam. Czyli co?

 Rozejrzała się po otoczeniu.

Nadal nie wiem, jak ono wygląda.

 Czy dziewczyny są obandażowane?

Bo to rozwiąże wszystkie ich problemy…

 Dziewczyny nie chcą ściągnąć ubrań i wyprać ich w wodzie.

Bo w tym rozbitym-nierozbitym samolocie nie ma bagaży i nie mogą włożyć czystych?

 zdziwiła się Robbie.

W tych czterech linijkach jest pięć "się" – trochę za dużo.

 pilnujcie je

Pilnujcie ich.

Cześć, dziewczyny. Co tam? Słyszałam, że macie problemy?

Jak mój nauczyciel od WOSu, matko święta…

 ta, która wyglądała na najmłodszą.

I ta wielka szefowa nie zna ich wszystkich przynajmniej z imienia…

 musisz ściągnąć to ubranie? Jest całe zakrwawione.

W takim razie dziewczę byłoby nieźle zmasakrowane. Albo niedawno zostałoby odlepione od kogoś bardzo zmasakrowanego – a w takim razie raczej nie węży by się bało.

 zaczęła i skończyła, bo Robbie jej przerwała.

Właśnie nie skończyła, skoro jej przerwano.

wstydzę się rozebrać przy kimś nago.

Nie możesz się rozebrać nago (czyli będąc już goła), tylko do naga.

 przypomniało się, że nazywała się Penny.

Następstwo czasów i "się": przypomniało się, że mała ma na imię Penny.

 Dana osoba

Znaczy kto?

 obserwować czy

Obserwować, czy.

 wskazywać na wodę

Powtórzenia. Woda i woda.

 podbiegła do niej Prosiaczka.

Kopiujesz wprost. To niedobrze (p. wyż.), choćby dlatego, że ksywka jest bardzo nienaturalna.

 W odpowiedzi pokiwały głowami.

Wystarczy: Pokiwały głowami. Wiemy, dlaczego.

 Prosiaczka zignorowała to, że jej wcześniej przerwano

"Zignorować" nie pasuje w tonie – całe wtrącenie jest niepotrzebne, widać to z kontekstu.

 nie mamy, gdzie spać

Bez przecinka.

Może dziewczyny znajdą jakichś dorosłych?

Znowu powtórzenia. Dorośli, dorośli, dorośli.

 Prosiaczka przystanęła na chwilę, zmęczona chodzeniem, ponieważ miała problemy z tarczycą.

Potknęłam się. Informacja spada z sufitu, bez większego związku z wydarzeniami.

 To po, co

Bez przecinka.

 Umiesz rozpalać go?

Nienaturalne. Umiesz go rozpalać?

 zaczęła wykrzykiwać, a jej słowa niosły się z wiatrem.

Czemu nagle wpadasz w tony homeryckie?

 Grupki dziewcząt, rozpierzchłych na wszystkie strony, teraz złączyły się w jedno ciało.

Wygląda to prawie na parodię Homera, szczerze mówiąc.

 Mam nadzieję, że powiedziano wam, których pod żadnym pozorem nie należy jeść.

Bo sama nie może.

A tego nie wiem… – Robbie wzruszyła ramionami.

I nic mnie to nie obchodzi, sądząc z gestu.

 po twarzach ludzi

To są ludzie konkretnego typu – staraj się używać jak najściślejszych słów.

 cisza, która wybrzmiewała przez chwilę.

Cisza nie wybrzmiewa (z definicji). Nienaturalne.

 Posiedzenie uważam za zamknięte

Jakie posiedzenie?

 Gdy zjadły owoce, to zaczęły

"To" jest zbędne.

 Początkowo pomagały im wszystkie osoby

Bardzo nienaturalne. Moja wersja: Z początku budowały wszystkie razem.

 dziewczyny; jedzą

Bez średnika. Panienki zachowują się jak na klasowej wycieczce. Trauma? Jaka trauma?

 A temperatura spadła do miłego chłodu po parnym gorącu.

Ale wcześniej tego nie pokazałaś. Skąd mam wiedzieć, że było gorąco? Nienaturalne zdanie.

 Poszła spać prosto w objęcia Morfeusza

Dublujesz informację. Zdania w tym akapicie porwane, tuptające.

 Usłyszała krzyk.(…) Usłyszała też jakiś hałas

Zupełnie tego nie widać.

 Obudziła dziewczyny, które z nią spały, czyli: Samanthę, Ericę i Prosiaczkę.

Schoolgirl lesbians? Hmm?

 Wybiegły z szałasu najszybciej jak tylko potrafiły, nie licząc tej ostatniej, która wlokła się za nimi.

Tak, tylko, że nie. Takie rzeczy wynikają z Twojego pośpiechu.

 Niósł się przez wodę, po plaży, prosto do błony bębenkowej ucha.

Dziwne zestawienie.

 Coś kazało im pójść za nimi, dlatego tak zrobiły.

Oczywiście…

 w lodowatą wodę, przesiąkające ich ciepłokrwiste ciało.

Literówka zaburza odbiór. Przez chwilę myślałam, że to ciało przesiąka. Ton znowu nierówny.

 łopoczące niczym pranie na polu.

Na polu?

 kamieni, które ni to drapały, ni to masowały ich nogi.

W życiu nie byłaś nad morzem…

 mokrą a zarazem bladą skórę

Co ma jedno do drugiego? To nie jest ani trochę obrazowe.

 ich ogon mienił się srebrzącymi się

Miały wszystkie jeden ogon? Dwa razy "się".

 machały ogonami, uderzając je o wodę.

Uderzając nimi.

 To wybudziło ją z letargu w jakim była wraz z innymi.

To wybudziło ją z letargu. Kropka. Ponadto – letarg to odrętwienie podobne śmierci, a one szły. Chyba chodziło Ci o "trans".

 Miały ponownie uratować ją z tarapatów.

Bandaże nową srebrną taśmą.

 włożyła je do uszów

Archaizm. Do uszu.

 one ocknęły się niczym z długiego snu.

Pokaż to. Dialog później – nienaturalny, przegadany. Wygładzony do zupełnej bezosobowości.

A ich płacz niósł się przez wyspę… Potem poszły spać prosto do szałasów.

Co tam, popłakałyśmy sobie i dosyć.

 Rankiem dziewczyny obudził dotyk promieni słonecznych.

Pokaż mi to.

 Pierwszą czynnością, która zrobiła Robbie było sprawdzenie

Naturalniej: Pierwszą czynnością Robbie było sprawdzenie.

 Miała nadzieję, że nikt ich nie rozwiązał.

A kto miał to zrobić? I znowu powtarzasz kilkakrotnie jedno słowo.

żeby nie mogły się poruszać, ale jednocześnie, aby było im wygodnie

To chyba się wyklucza.

 Władza nad nimi miała sprawować Ruth

Znaczy, co miała im robić? Władzę.

 teraz nigdzie jej nie widziała, prawdopodobnie poszła zjeść.

Kto jest tu podmiotem?

 Wkroczyła do szałasu położonego obok niej.

Obok czego? I czemu "wkroczyła" jak na dwór królewski, zamiast normalnie wejść?

A później sama zjadła.

Niczego nie pokazujesz – nie musisz mi tłumaczyć, że zjadła, pokaż to, co jest ważne.

 Nikt nie przemówił, bo były zasłuchane w to, co mówi.

Matko święta. Spójrz sama, jaki ten ton wysoki, a jednocześnie zdanie zahacza o niegramatyczność.

 Dam wam patyki, a wy je wyostrzycie.

Same sobie nie wyłamią? I mięczaków na plaży nie nazbierają? (To może i lepiej, bo bakterie, ale zawsze).

 kontynuowała dalej

Masło maślane.

 Coś je musiało zatrzymać. – Och, na pewno coś je zatrzymało

Już parę razy to zauważyłam – odpowiedź nie musi powtarzać poprzedniej linijki.

 Gdy minął określony czas, wtedy wyruszyły w drogę.

Wyznaczony czas. "Wtedy" jest zbędne".

 Czas szedł powoli przed siebie.

Raczej mijał, bo nie sądzę, żebyś próbowała powiedzieć coś głębokiego o ontologii czasu.

 z pośród

Spośród.

 Mnóstwo życia toczyło się w tej nieprzeniknionej zieleni.

Nareszcie próbujesz opisywać otoczenie, ale nie idzie to dobrze. Zbyt patetyczny ton, za mało szczegółów.

 hałas odbiegający od reszty

… a nie po prostu "dziwny"?

 Rozległ się hałas

Hałas i hałas. Opisuj trochę te dźwięki, nie mogą być wszystkie identyczne.

 Myślały, że odbiegnie

Hałas ma odbiec?

 zobaczyły, nie jedną

Bez przecinka.

 jedna z świń przemówiła.  

Jedna ze świń.

 Nie zabijaj mnie! – powiedziała jedna z świń.

Wystarczy: Nie zabijaj mnie! – powiedziała. Bo wiemy z poprzedniego zdania, kto mówi.

 Na twarzach dziewczyn pojawił się wyraz zaskoczenia. Od kiedy to świnie mówią?

Dlaczego uważasz, że nie wiemy, że to jest zaskakujące?

 na przód wyswobodziła się Robbie.

Z czego się wyswobodziła i co ma do tego przód?

 – Jackie? Żartujesz sobie?

… spytała gadającą świnię…

 z tego ze zostałaś

Z tego, że zostałaś.

 jej ręka najchętniej rzuciłaby zaostrzonym patykiem w świnię.

Miała bowiem własną wolę.

 po tych trzech pytań

Pytaniach.

 widziałam już wszystko z niższej wysokości

To brzmi komicznie.

coś, co mało wie osób?

To niegramatyczne. Coś, o czym mało kto wie.

Chciałam zostać przewodniczącą szkoły, ale przegrałam. Z tobą.

To chyba nie tajemnica…

 Ale czy dziewczyny rozmawiałyby w takich warunkach, o czymś, co wydarzyło się jakiś czas temu?

Czemu nie, i tak zachowują się nienaturalnie. Pierwszy przecinek zbędny.

 ich ot tak sobie

Ich, ot tak sobie.

Boisz się ze świnia

Boisz się, że świnia. Świnie są całkiem groźne.

 zapytała inna z nich.

Wystarczy: zapytała inna.

 Robbie wyraźnie zaznaczyła, że ich zabicie byłoby niemoralne.

Znowu traktujesz czytelnika jak głupka, który sam na to nie wpadł. Trochę wiary w ludzi.

 A czy mowa nie sprawia, że stają się bardziej ludzkie?

Głębokie.

 nie mówiącego

Łącznie.

A czy przeszkadzają ci nie mówiące świnie do jedzenia?

Niegramatycznie. I ktoś Narnii nie czytał, jak widzę.

żeby ich odczarowała

Żeby je odczarowała. To same dziewczyny.

 Przecież staną się pośmiewiskiem!

Zamiast opisywać tę wyspę, każesz bohaterkom rozważać miejsce gadających świń w społeczeństwie. No, weź.

 przedzierały się przez florę i faunę

Jak, u licha, przedzierały się przez faunę?

 Jednak, tym razem

Bez przecinka.

 na chatę. Była ona zrobiona z drewna.

Nie wystarczy: na drewnianą chatkę? Wtedy w następnym zdaniu możesz ją porządnie opisać.

 mężczyzna nie ma jednego oka

Dobra, ale mogłabyś zacząć od wzmianki, że jakiś mężczyzna tam jest.

 Pustka wyzierała spod niego. Oprócz tego siedział na krześle

Znaczy, siedział na pustce i na krześle?

 Dzień dobry, w czym mogę służyć?

To sklep z tymi liściastymi łóżkami?

 , bo czuła jakąś tajemniczą aurę, która otaczała mężczyznę.

Nie ma potrzeby tego tłumaczyć. Lepiej to pokaż.

uśmiechnął się do nich zimnym uśmiechem.

Powtórzenie.

Co proszę?

 Co, proszę?

 mrok spowił ich ciała

Zgrzyt – nagły wysoki ton.

 zapach, który czuły to krew.

Zapach, który czują, to krew.

 Mocniej docisnęła kij do jego oka, co spowodowało, że rozkrzyczał się jeszcze bardziej.

Ta scena powinna trzymać w napięciu.

 Zrzucę na wasz czar!

… co?

 po wczorajszych poszukiwaniach

Po co Ci to wtrącenie?

 po drodze, nie znalazły

Bez przecinka.

 prawdopodobnie, dlatego że

Prawdopodobnie dlatego, że.

 rano przeżyły szok

Dopiero teraz?

 nie kto inny tylko

Po co o tym zapewniasz?

 rozmowa rozgorzała

Rozmowy raczej nie gorzeją. Powtórzony dźwięk.

 Zamienił wszystkie owoce na zgniłe!

Czyli chodził po wyspie i je podmieniał, tak?

 Może tak po prostu z ludzkiej przekory. – zgryźliwie odezwała się Jackie.

Nie zapewniaj nas o tym co i tak pokazujesz.

 Jedzenie dotyczy nas pośrednio a nie bezpośrednio. -

No, i?

odparła jej na to Robbie.

Wystarczy: odparła Robbie. Dialog przegadany, nienaturalny.

 A krew rozlewała się na wszystkie strony, pokrywając krajobraz nowym kolorem.

Krajobraz? Cały krajobraz? Ile ona ma w sobie krwi? I spadła przecież na piasek?

 Czy gdyby pies mówił, to zabijałabyś jego?

To niegramatyczne. Czy gdyby pies mówił, to zabiłabyś go? Dialog nienaturalny, przegadany.

 

No, cóż. Coś się dzieje, ale to jeszcze nie fabuła – nie jest spójna, po prostu bez ładu i składu przerobiłaś epizody z Odysei. Poza tym urywa się nagle. Psychologia – niewiarygodna. Opisy – bardzo słabe. "Swobody twórczej" akurat tu nie zauważyłam, ale to wyjaśniłam już na początku i nie ma potrzeby powtarzać. Pisanie jest trudne – nie oczekuj, że od początku wszystko Ci będzie wychodzić.

Pracuj dalej.

To make a difference in somebody's life you don't have to be brilliant, rich, beautiful or perfect. You just have to care.

Dziękuje Marlowie za tekst o swobodzie literackiej i Tobie, Tarnino, za poprawę błędów.

Przykro mi to mówić, ale tekst nie podoba mi się. To nawet nie jest opowiadanie, a zaledwie zlepek kilku scen, bez większego powodzenia udających opowiadanie. Połączenie wątków Władcy muchOdysei także uważam za chybiony pomysł.

Zupełnie nie rozumiem, dlaczego dziewczęta w pierwszej kolejności zajmują się wyborem rządzącej, zamiast sprawdzić, czy może ktoś z dorosłych ocalał. Urządzają wybory, zamiast zabrać z samolotu co się da – przecież musiały mieć bagaże z rzeczami osobistymi; w samolocie z pewnością była jakaś żywność, woda, pewnie też poduszki i pledy, że o nożach kuchennych i innych akcesoriach nie wspomnę.

Całości złego wrażenia dopełnia fatalne wykonanie, czego dowiodła Tarnina.

Glyneth, nie odwodzę Cię, brońcie bogowie, od pisania, ale sugeruję, abyś – nim podejmiesz kolejne próby twórcze – przyswoiła sobie, choćby w podstawowym stopniu, zasady obowiązujące w języku polskim. I dużo czytaj.

 

– Czy jest ktoś prze­ciw­ny? –> Kto zadał to pytanie?

 

– To już usta­lo­ne. Je­stem od teraz waszą sze­fo­wą. Wszyst­kie za­ża­le­nia pro­szę kie­ro­wać do mnie. – prze­rwa­ła na mo­ment… –> – To już usta­lo­ne. Je­stem od teraz waszą sze­fo­wą. Wszyst­kie za­ża­le­nia pro­szę kie­ro­wać do mnie. – Prze­rwa­ła na mo­ment

Nie zawsze poprawnie zapisujesz dialogi. Pewnie przyda się poradnik: http://sjp.pwn.pl/poradnia/haslo/zapis-partii-dialogowych;13842.html

 

– Moż­li­we, że bę­dzie­my po­trze­bo­wać wpar­cia. –> Czego będą potrzebowały?

 

do­tar­ły na plaże. –> Literówka.

 

– Tak, na­uczy­łam się na har­cer­stwie. –> – Tak, na­uczy­łam się w har­cer­stwie.

Na pewno była harcerką?

 

Na ska­łach, oświe­tlo­ne przez świa­tło Księ­ży­ca… –> Na ska­łach, oświe­tlo­ne przez świa­tło księ­ży­ca

 

I dziew­czy­ny szu­ka­ły , ale nie mogły jej zna­leźć. –> I dziew­czy­ny szu­ka­ły jej, ale nie mogły zna­leźć.

 

co dzie­je się zwią­za­ny­mi dziew­czy­na­mi. –> …co dzie­je się ze zwią­za­ny­mi dziew­czy­na­mi.

 

zwią­za­ny­mi dziew­czy­na­mi. Miała na­dzie­ję, że nikt ich nie roz­wią­zał. Na noc zwią­za­ła je… –> Powtórzenia.

 

A woda spły­wa­ła na ich głowy i ra­mio­na. –> Skąd brała się woda, która spływała na nie?

 

na przód wy­swo­bo­dzi­ła się Rob­bie. –> Czy Robbie była skrępowana?

A może miało być: …Rob­bie wysunęła się naprzód.

 

Kie­ro­wa­ły się w stro­nę po­łu­dnio­wo-wschod­niej wyspy… –> Raczej: Kie­ro­wa­ły się w stro­nę po­łu­dnio­wo-wschod­niej części wyspy

 

męż­czy­zna nie ma jed­ne­go oka. Pust­ka wy­zie­ra­ła spod niego. –> Jak pustka może wyzierać spod czegoś, czego nie ma?

 

Je­dze­nie do­ty­czy nas po­śred­nio a nie bez­po­śred­nio. - –> Co po kropce robi dywiz?

 

– … to Sa­bi­na! –> Zbędna spacja po wielokropku.

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Regulatorzy  – zmieniłam początek opowiadania w taki sposób, żeby tłumaczyło, dlaczego nie ma walizek, a zostały tylko bagaże podręczne. Tak samo przerobiłam tekst o pożywieniu – było, ale tylko na jeden dzień.

No, owszem, Glyneth, starasz się coś poprawić i chwała Ci za to, ale obawiam się, że opis katastrofy i tak jest mało wiarygodny.

Jeśli mogę cokolwiek zasugerować to uważam, że byłoby dobrze, gdybyś przed pisaniem kolejnych scen spróbowała sobie wyobrazić każdą z nich, a potem łączyła je z następnymi w sposób nie budzący wątpliwości, czy takie sytuacje mogły mieć miejsce. A jeśli nie potrafisz, poproś kogoś o radę, bądź sprawdź, np. w Internecie, opisy katastrof samolotów pasażerskich – wtedy Twój opis wypadku dziewcząt może będzie bardziej przekonujący.

Staraj się też, aby zdarzenia, które są udziałem dziewcząt były choć trochę wiarygodne. Spraw, żeby czytelnik uwierzył, że na wyspie mieszka czarodziejka zmieniająca panny w świnie, że w oceanie naprawdę mieszkają syreny – przecież piszesz o czasach nam współczesnych i bez porządnego uzasadnienia trudno będzie komukolwiek uwierzyć w taką „magię”, dziejącą się  w XXI wieku.

I jeszcze jedno. Nawet jeśli piszesz szybko, staraj się wszystko dokładnie czytać. Odłóż tekst na tydzień lub dwa, tak żebyś przynajmniej co nieco zapomniała, a potem przeczytaj go ponownie. Na pewno dostrzeżesz niezgrabne zdania, błędy i różne usterki.

Niech takim przykładem błędu z pośpiechu będzie poniższe zdanie:

 

Natomiast dach, jeszcze w trakcie samolotu – oderwał się. –> Co to znaczy, że dach oderwał się w trakcie samolotu?

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Porównywanie się do gigantów rzadko spełnia pokładane w nim oczekiwania. Tak stało się też tu. A sam pomysł mógł zostać zrealizowany tak, żeby wyszło ciekawe opowiadanie. W dodatku po poprzednich tekstach mam wrażenie, że tym razem usiłujesz napisać fabularyzowany bryk z polskiego… Dlaczego, skoro chcesz publikować na portalu literackim, nie napiszesz czegoś własnego, oryginalnego?

 

Z przodu było widać zmasakrowane ciała pilotów, stewardess i nauczycielek, którzy przeszli tam, żeby porozmawiać o czymś, że stewardessami.

Czemu nauczycielki są rodzaju męskiego?? Tarnina już wskazała, że to w dodatku narrative device – autorka potrzebowała, żeby wszyscy dorośli zginęli, więc wysłała wszystkie nauczycielki na przód samolotu do pozostałych dorosłych… To jest bardzo zła technika fabularna.

 

Krople wody, niczym rosa spływały po ich twarzach, wykrzywionych w psychicznym ból. Jedna zwymiotowała prosto do morza.

Co to jest psychiczny ból i dlaczego go nie odmieniasz? Poza tym z kontekstu wynika, że to kropla zwymiotowała.

 

I tak dalej. Wykonanie dramatycznie kuleje, Tarnina z Reg większość błędów wskazały. Przecinki wołają o pomstę do nieba, podobnie jak zapis dialogów.

Historia to uzgodniony zestaw kłamstw.

No, nie przekonało. Opis katastrofy wydaje mi się bardzo naiwny. Przygody zbyt mocno przypominają epizody z Odysei. Tylko Odys wiedział, dlaczego przedstawia się Polifemowi jako Nikt. A po co zrobiła to Robbie?

Przeważnie rzeczy dzieją się, bo tak sobie Autorka wymyśliła. Samolot spada jak kamień, dorośli giną… I po co nauczycielki tam polazły? I tak piloci by ich nie wpuścili do kabiny. Przy pierwszych kłopotach powinni kazać pasażerom zapiąć pasy.

Same baby. To jest damska szkoła? Bywają, ale rzadko. Chyba tylko po to, że było na odwrót. Ile lat mają te dziewczynki? Czasami zachowują się jak przedszkolaki (jedzą nieznane owoce), a czasami parodiują dorosłych (wybory). Ale skoro Robbie była przewodniczącą szkoły (btw, istnieje funkcja przewodniczącej szkoły? Prędzej przewodnicząca samorządu uczniowskiego), to chyba musiała mieć więcej niż 10 lat? Ja w tym wieku już wiedziałam, że własnoręcznie zrobionym oszczepem to raczej nic nie upoluję. Raczej stawiałabym na ryby i małże. Te ostatnie nie uciekają. ;-)

Zapis dialogów do remontu.

Jako typowy ekstrawertyk chciała rządzić innymi.

Chyba nie każdy ekstrawertyk pcha się do władzy.

– Zanim jeszcze zaczęliśmy spadać, widziałam, że lecieliśmy nad wyspą.

To tak nie działa. Samoloty lecą szybko i wysoko. A od turbulencji nie przestanie nagle przesuwać się w poziomie. Czyli spadnie w całkiem innym miejscu niż to, nad którym zaczęły się kłopoty.

Znowu przedzierały się przez florę i faunę.

Skoro przez faunę, to problemy ze zdobyciem mięsa chyba rozwiązane.

– Absolutnie nirozpe zgadzam się na to.

Hę?

Babska logika rządzi!

Wzorowanie na klasykach to jakaś metoda, ale wykonanie kładzie ten tekst na łopatki. Zaczyna się od nieporadnego opisania katastrofy: pasażerowie “wpadają w turbulencje” (to znaczy, że to oni zaczęli się trząść przez nie?), a samolot “ląduje na plaży” (czemu nie “rozbija”?). Do tego powtórzenia, literówki. No, jest co poprawiać. Nawet jeśli treść ma w sobie coś fajnego, to dotarcie do sedna tekstu wymaga karczowania przez takie elementy.

Dlatego moja rada – trenuj najpierw wykonanie na wprawkach, prostych tekstach. Uważaj na słowa – nie wszystko, co akceptujemy w mowie potocznej, chcemy widzieć w literaturze. Betuj tekst też z innymi, by wychwytywali niejasności.

Ode mnie więc pomocne w tym wszystkim linki. Zapoznaj się z nimi koniecznie:

Dialogi – mini poradnik Nazgula: http://www.fantastyka.pl/hydepark/pokaz/12794

Dialogi – klasyczny poradnik Mortycjana: http://www.fantastyka.pl/hydepark/pokaz/2112

Podstawowe porady portalowe Selene: http://www.fantastyka.pl/hydepark/pokaz/4550

Coś o betowaniu autorstwa PsychoFisha: Betuj bliźniego swego jak siebie samego

Temat, gdzie można pytać się o problemy językowe:

http://www.fantastyka.pl/hydepark/pokaz/19850

Temat, gdzie można szukać specjalistów do “riserczu” na wybrany temat:

http://www.fantastyka.pl/hydepark/pokaz/17133 

Poradnik łowców komentarzy autorstwa Finkli, czyli co robić, by być komentowanym i przez to zbierać duży większy “feedback”: http://www.fantastyka.pl/publicystyka/pokaz/66842676 

Poradnik Issandera, jak dostać się do Biblioteki ;)

https://www.fantastyka.pl/publicystyka/pokaz/66842782 

Powodzenia!

Won't somebody tell me, answer if you can; I want someone to tell me, what is the soul of a man?

Dziękuje za porady. Poprawiłam dialogi i opis wypadku (mam nadzieję, że jest bardziej przekonujący). A co do zachowania dzieci – w książce Goldinga też zachowywały się raz dorośle, a raz jak dzieci. Np. po rozbiciu samolotu Ralf i Prosiaczek przedzierają się przez dżunglę, zamiast pomóc pozostałym pasażerom.

Niewykluczone, że Goldinga też byśmy zjechali, gdyby tu opublikował. ;-)

Ale nie wiem – nie czytałam.

Babska logika rządzi!

Golding to metafora pełną gębą, więc nikt tam realizmu sensu stricto nie szuka

Historia to uzgodniony zestaw kłamstw.

Jak dla mnie to ludzie za bardzo nadinterpretują tę książkę, ale to tylko moje zdanie.

Nowa Fantastyka