- Opowiadanie: MPJ 78 - Święto sed

Święto sed

Dyżurni:

ocha, domek, syf.

Oceny

Święto sed

– Me­ri­ti­tes idziesz z nami do portu?

– Nie.

– Szko­da, dziś bę­dzie tam całe mia­sto i mnó­stwo oka­zji. – Her­fen był wy­raź­nie roz­cza­ro­wa­ny.

– Wła­śnie dla­te­go, że wszy­scy się tam wy­bie­ra­ją, po­ja­wi się szan­sa na re­ali­za­cję planu, który od dawna od­kła­dam.

– Jak chcesz. Niech Ba­stet bę­dzie dla cie­bie ła­ska­wa Kotko.

– Niech Chon­su po­zwo­li znik­nąć ci w ciem­no­ściach, ile­kroć bę­dziesz tego po­trze­bo­wał Cie­niu.

– Zanim ru­szy­cie, przy­po­mnę za­sa­dy. – Nefer, stary pi­sarz po­ja­wił się mię­dzy nimi.

– Ojcze, wierz nam, bę­dzie­my ich prze­strze­gać.

– Znam was. Choć je­ste­ście mło­dzi, czę­sto za­po­mi­na­cie o tym, co ważne. Tak więc, jeśli ktoś z was bę­dzie kradł w na­szej dziel­ni­cy, oso­bi­ście wy­mie­rzę win­ne­mu trzy­dzie­ści batów.

– Pa­mię­ta­my o tym – za­pew­nił Her­fen.

– Jeśli ktoś da się schwy­tać straż­ni­kom, oprócz ich kary, niech wie, że czeka go jesz­cze dwa­dzie­ścia batów ode mnie.

– Pa­mię­ta­my o tym.

– Dzie­sią­tą część tego co zdo­bę­dzie­cie, od­da­je­cie mi za wikt, dach nad głową, naukę i je­dze­nie dla naj­młod­szych. Gdy ktoś bę­dzie pró­bo­wał oszu­ki­wać, każdy z was wy­mie­rzy mu po pięć batów.

– Wiemy o tym – oznaj­mił zgod­ny chór gło­sów.

– Życzę wam po­myśl­nych łowów.

 

Grupa dzie­ci, z któ­rych nie­któ­re ocie­ra­ły się o próg do­ro­sło­ści, szyb­ko opu­ści­ła dom Ne­fe­ra. Nor­mal­nie by­ło­by to dziw­ne, po­nie­waż łódź Ra wio­zą­ca Słoń­ce z wolna spły­wa­ła nad ho­ry­zont i mia­sto wkrót­ce po­win­ny spo­wić egip­skie ciem­no­ści. O tej porze więk­szość ludzi wra­ca­ła, a nie opusz­cza­ła do­mo­stwa. Dziś jed­nak było ina­czej. Wcze­snym po­po­łu­dniem w por­cie po­ja­wił się miej­sco­wy no­mar­cha i trzy­stu tar­czow­ni­ków z dy­wi­zji Sobek. Za­mknię­to basen prze­zna­czo­ny do ob­słu­gi naj­więk­szych stat­ków. Za­czę­to go­rącz­ko­we po­rząd­ki al­bo­wiem po za­cho­dzie słoń­ca do swego mia­sta miała przy­być dumna, wy­nio­sła Kle­opa­tra, żywe wcie­le­nie Izydy, córka Ra, matka Ho­ru­sa, żona Ozy­ry­sa, kró­lo­wa Gór­ne­go i Dol­ne­go Egip­tu, Libii, Nubii, Syrii, Ara­bii, Sa­ma­rii, Licji, Eolii, Fry­gii, Ga­la­cji, Ka­pa­do­cji, Krety i Cypru. Nikt nie był bli­żej bo­sko­ści niż ona. Fa­ra­ono­wie sta­re­go pań­stwa bu­do­wa­li ol­brzy­mie pi­ra­mi­dy, by osią­gnąć wiecz­ność. Kle­opa­tra ob­ra­ła inną drogę. Rzą­dzi­ła już ponad wiek, i cią­gle wy­glą­da­ła jak szes­na­sto­lat­ka. Miesz­kań­cy wszyst­kich miast, pod jej pa­no­wa­niem, za­wsze tłum­nie sta­wia­li się, by po­wi­tać swą wład­czy­nię. Po­wo­dy były różne, jedni chcie­li na wła­sne oczy zo­ba­czyć wi­do­me ozna­ki cudu, inni po­dzi­wiać urodę kró­lo­wej, jesz­cze inni wziąć udział w pro­ce­sji po­wi­tal­nej, li­czy­li bo­wiem, że samo bycie w po­bli­żu tak nie­zwy­kłej isto­ty za­pew­ni im zdro­wie, szczę­ście i dłu­gie życie. Cza­sem nawet bo­go­wie Egip­tu po­ja­wia­li się na mu­rach swych świą­tyń by po­wi­tać kró­lo­wą. Plot­ki mó­wi­ły, iż Kle­opa­tra za­trzy­ma się w swoim mie­ście przez mie­siąc, a potem ruszy na po­łu­dnie do Mem­fis i Teb, aby tam po raz ko­lej­ny przejść ry­tu­ał sed za­pew­nia­ją­cy jej wiecz­ną mło­dość.

Me­ri­ti­tes wie­dzia­ła z do­świad­cze­nia, iż w taki dzień jak dziś, poza por­tem nie po­win­no się spo­tkać ży­we­go ducha. Życie i bat Ne­fe­ra, na­uczy­ły ją jed­nak ostroż­no­ści. Dziew­czy­nie w jej wieku nie wy­pa­da­ło wdra­py­wać się na palmy, któ­rych aleje wio­dły nad Nil, jed­nak to zro­bi­ła. Lu­dzie spie­szą­cy do portu ko­men­to­wa­li jej wy­czyn na parę spo­so­bów. Star­si i ko­bie­ty za­zwy­czaj formułowali swą ocenę słowami: „Szko­da Ne­fe­ra. Taki dobry czło­wiek. Ze­brał dzie­cia­ki z ulicy, dał im dach nad głową, a tu pro­szę ro­dzo­na córka przy­no­si mu wstyd, wła­żąc na drze­wo ni­czym tre­so­wa­ny pa­wian”. Inne spoj­rze­nie na spra­wę mieli młod­si męż­czyź­ni. Ci za­zwy­czaj oma­wia­li to w stylu „Młoda ładna, zgrab­na, jesz­cze ma dzie­cię­ce na­wy­ki, ale mo­gła­by być cał­kiem do­brym ma­te­ria­łem na żonę”. Czę­sto też szcze­gó­ło­wo oma­wia­li co by z nią zro­bi­li jako swą mał­żon­ką i by­naj­mniej nie cho­dzi­ło im o ma­lo­wa­nie kuch­ni. Ludz­kie ga­da­nie nie miało dla Me­ri­ti­tes więk­sze­go zna­cze­nia. Gdyby kto­kol­wiek pytał, po co to robi, mogła wy­ja­śnić, iż chce zo­ba­czyć przy­by­cie kró­lo­wej. Prze­cież nikt nie spraw­dzi, iż miała stąd dobry widok na in­te­re­su­ją­ce ją do­mo­stwo. To zaś było ciche i spo­koj­ne, jakby jego miesz­kań­cy już wcze­śniej udali się na po­wi­ta­nie wład­czy­ni.

Słon­ce skry­ło się za ho­ry­zon­tem i ciem­no­ści bły­ska­wicz­nie spo­wi­ły zie­mię. Od stro­ny wiel­kie­go ka­na­łu łą­czą­ce­go Morze Śród­ziem­ne z Mo­rzem Czer­wo­nym nad­pły­wał jasny punkt. Oso­bi­sty sta­tek Kle­opa­try o wdzięcz­nej na­zwie „Uko­cha­ne Dzie­cię Nun”, pły­ną­cy bez żagli czy wio­seł na prze­kór prą­dom mor­skim, roz­świe­tlo­ny szkla­ny­mi po­chod­nia­mi, któ­rych nie były w sta­nie zga­sić ani deszcz, ani wiatr. Spraw­ne oczy do­pie­ro po dłuż­szej chwi­li mogły do­strzec, iż to­wa­rzy­szą mu inne, po­zba­wio­ne ilu­mi­na­cji jed­nost­ki. Me­ri­ti­tes wie­dzia­ła, iż kiedy tylko wład­czy­ni zej­dzie z po­kła­du, po­chod­nie tego sa­me­go typu roz­świe­tlą kró­lew­ski pałac i pro­wa­dzą­cą do niego aleję.

Dziś dziew­czy­na nie tra­ci­ła czasu na po­dzi­wia­nie wi­do­ków. Dom, który ją in­te­re­so­wał był ciem­ny i mil­czą­cy. Dal­sze cze­ka­nie nie miało sensu. Z kocią zręcz­no­ścią ru­szy­ła po mu­rach od­dzie­la­ją­cych po­se­sje od ulicy. Cicho ni­czym duch spu­ści­ła się po linie na we­wnętrz­ny dzie­dzi­niec. Drzwi do­mo­stwa były za­mknię­te, ale dzię­ki wy­try­chom, z zam­kiem po­ra­dzi­ła sobie w cza­sie nie dłuż­szym niż dzie­sięć od­de­chów. Wśli­zgnę­ła się do środ­ka. Się­gnę­ła ręką do jed­ne­go z wo­recz­ków przy­tro­czo­nych do paska. Było w nim słod­kie cia­sto. Pra­cu­jąc za dnia jako do­star­czy­ciel­ka wa­rzyw za­uwa­ży­ła, iż wła­ści­ciel trzy­mał oswo­jo­ne­go pa­wia­na. Zwie­rzak mógł­by pod­nieść alarm, ale jeśli zo­sta­nie prze­ku­pio­ny sma­ko­ły­kiem, nie po­wi­nien spra­wić kło­po­tów. Oka­za­ło się to nie­po­trzeb­ne. Małpa zwi­nię­ta w kłę­bek le­ża­ła pod oknem. Me­ri­ti­tes w my­ślach po­dzię­ko­wa­ła Ba­stet za oka­za­ną łaskę. Cicho prze­szła do ko­lej­ne­go po­miesz­cze­nia. Tak jak to za­pa­mię­ta­ła, na pół­kach znaj­do­wa­ły się ko­dek­sy i zwoje. Spraw­nie ła­do­wa­ła do torby te, które spra­wia­ły wra­że­nie naj­droż­szych. Miała na­dzie­ję, iż zdąży choć część z nich prze­czy­tać, zanim Nefer upłyn­ni je wśród swych klien­tów. Zgar­nę­ła tro­chę bi­żu­te­rii z małej skrzyn­ki, bo prze­cież coś z kra­dzie­ży trze­ba mieć dla sie­bie. Pa­mię­ta­ła i o in­nych człon­kach ro­dzi­ny. Gra­ni­to­wą fi­gur­kę Izydy z małym Ho­ru­sem, za­bra­ła spe­cjal­nie dla ojca. Od ja­kie­goś czasu miał bo­wiem sła­bość do boskich wizerunków. Do worka tra­fi­ła też ko­lek­cja zwie­rząt z ko­lo­ro­we­go szkła. Dzie­cia­ki będą z szczę­śli­we dzię­ki tym dro­bia­zgom. Od­wró­ci­ła się by wyjść, kiedy usły­sza­ła z dzie­dziń­ca coś jakby jęk. Naj­ci­szej jak po­tra­fi­ła, ru­szy­ła w stro­nę wyj­ścia. Na po­dwó­rzu do­strze­gła sto­ją­cą ludz­ką syl­wet­kę. U jej stóp coś lub ktoś leżał. Od­ru­cho­wo przy­lgnę­ła do ścia­ny.

– I tak cię widzę – rzekł ten sto­ją­cy.

Rzu­ci­ła się bie­giem w stro­nę, liny pozostawionej na murze. Obcy był wol­niej­szy od niej, ale na tyle szyb­ki, by do­tknąć ją koń­cem laski gdy nie­mal osią­gnę­ła ko­ro­nę muru. Nagle całe jej ciało ogar­nął po­twor­ny ból i stra­ci­ła przy­tom­ność.

 

Me­ri­ti­tes nie wie­dzia­ła, ile czasu była nie­obec­na du­chem. Prze­bu­dze­nie nie na­le­ża­ło do naj­przy­jem­niej­szych. Ból nie opu­ścił jesz­cze do końca jej ciała, so­lid­ne liny krę­po­wa­ły ręce i nogi, na do­da­tek gdzieś w po­bli­żu ktoś strasz­li­wie wył z bólu w prze­rwach mię­dzy bła­ga­nia­mi o li­tość. Chcia­ła się ro­zej­rzeć, ale na gło­wie miała jakiś worek, wo­nie­ją­cy starą soczewicą. Krzyk prze­szedł w rzę­że­nie i ustał.

– Czas na cie­bie ślicz­not­ko – choć obcy mówił spo­koj­nie, jego głos był ni­czym lo­do­wa­ta noc na pu­sty­ni i bu­dził strach.

Uniósł ją jak piór­ko, po­sta­wił do pionu, spę­ta­ne dło­nie pod­cze­pił do haka, za­skrzy­pia­ła lina. Ciało Me­ri­ti­tes po­cią­gnię­to do góry na tyle, iż ziemi do­ty­ka­ła je­dy­nie czub­ka­mi pal­ców. Obcy ścią­gnął wresz­cie z jej głowy worek. Do­strze­gła wów­czas, iż znaj­du­je się w ja­kiejś piw­ni­cy. Świa­tło da­wa­ła tu szkla­na po­chod­nia. To było dziw­ne, prze­cież nie­zna­jo­my nie był ani ka­pła­nem, ani ary­sto­kra­tą, a je­dy­nie oni się nimi po­słu­gi­wa­li.

– Kogo my tu mamy?

– Pro­szę wy­puść mnie, ja nic nie zro­bi­łam – mó­wi­ła ba­na­ły chcąc zy­skać na cza­sie.

– Fak­tycz­nie, nie wy­glą­dasz na jedną z nich. Nie­ste­ty po­zo­ry mogą mylić.

– Nawet nie wiem kim są… oni.

– Jak­byś chcia­ła się przyj­rzeć, to leżą tam. – Obcy nie­dba­le wska­zał na czte­ry ciała pod ścia­ną.

– Mu­sie­li bar­dzo, cię skrzyw­dzić. – Wi­dząc zma­sa­kro­wa­ne zwło­ki, uzna­ła, że ra­czej nie wyj­dzie stąd żywa, pa­ra­dok­sal­nie spra­wi­ło to, iż prze­sta­ła czuć strach.

– Chcie­li, to wy­star­czy­ło. – Obcy zaj­rzał do torby Me­ri­ti­tes. – Cie­ka­wy ze­staw, wzię­łaś po­ezję, tro­chę fi­lo­zo­fii, bły­skot­ki i za­baw­ki. Wy­glą­da na to, że je­steś zło­dziej­ką, a nie jedną z nich.

– Ja po pro­stu wra­ca­łam do domu, żeby wziąć pro­wiant na uro­czy­stość po­wi­ta­nia Kle­opa­try. Było ciem­no, po­my­li­łam bramy. – Kłam­stwo było bez­czel­ne, ale do­szła do wnio­sku, iż bła­ga­nie o li­tość da jej jesz­cze mniej szans na prze­ży­cie.

– Słod­kie i na­iw­ne. – Obcy pod­szedł i z uwagą się jej przyj­rzał. – Czyż­by bo­go­wie byli dla mnie ła­ska­wi.

– Bo­go­wie oka­zu­ją łaskę, dając nam znak, byśmy byli wy­ro­zu­mia­li dla in­nych. – Spoj­rze­nie ob­ce­go zde­cy­do­wa­nie jej się nie po­do­ba­ło, przy­po­mi­na­ło te, które dzie­cia­ki mają na widok sło­dy­czy.

– Źle za­czę­li­śmy, po­nie­waż wzią­łem cię za kogoś in­ne­go. Na­zy­wam się Kno­fer.

– Miło mi, je­stem Teja – skła­ma­ła gład­ko. – Skoro nie je­stem jedną z nich, mógł­byś mnie w takim razie roz­wią­zać i wy­pu­ścić. Znik­nę i nie zo­ba­czysz mnie wię­cej.

– Nie­ste­ty muszę chwi­lo­wo od­mó­wić. Bę­dziesz mi po­trzeb­na i jesz­cze jakiś czas tu spę­dzisz. Nie martw się, wkrót­ce wró­cisz do domu.

Mó­wiąc to zdjął me­da­lion z hie­ro­gli­ficz­nym sym­bo­lem Seta. Pod­szedł do dziew­czy­ny. Za­czął nucić jakąś nie­po­ko­ją­cą me­lo­dię i jed­no­cze­śnie wpra­wił wi­sior w wa­ha­dło­wy ruch. Me­ri­ti­tes miała dziw­ne wra­że­nie, jakby jej umysł czę­ścio­wo za­snął, a jed­no­cze­śnie była przy­tom­na. Po kilku chwi­lach, a może go­dzi­nach, ock­nę­ła się, sie­dząc na­prze­ciw­ko Kno­fe­ra, w po­miesz­cze­niu, przez okna któ­re­go do środ­ka wpa­da­ły pierw­sze pro­mie­nie słoń­ca.

– Za­pra­szam na śnia­da­nie. – Męż­czy­zna wska­zał le­żą­ce po­mię­dzy nimi miski z pod­pło­my­ka­mi i pa­ska­mi pie­czo­ne­go mięsa oraz kubki z mio­dem roz­pusz­czo­nym w wo­dzie.

– To miłe z two­jej stro­ny… – Po­de­rwa­ła się i rzu­ci­ła bie­giem do wyj­ścia.

– Im­ho­tep! Sie­dem! Okręt! Lew! Ra! Set!

– W nie­zro­zu­mia­ły spo­sób za­trzy­ma­ła się. Z jed­nej stro­ny pra­gnę­ła uciec, z dru­giej coś spra­wia­ło, że nie mogła ru­szyć się z miej­sca.

– Uży­wasz prze­ciw­ko mnie magii? – spy­ta­ła zdzi­wio­na.

– Wolę ter­min wa­run­ko­wa­nie, ale jeśli wo­lisz, mo­że­my to na­zwać magią.

– Co ze mną zro­bisz.

– Nie martw się, bę­dziesz kró­lo­wą. – Kno­fer uśmiech­nął się do niej. – Zjedz wypij, weź swoją torbę. Myślę, że jej za­war­tość cię za­do­wo­li. Idź do domu. Wie­czo­rem przyj­dę do Ne­fe­ra za­ła­twić kwe­stie zwią­za­ne z na­szym mał­żeń­stwem.

– Nie mó­wi­łam ci gdzie miesz­kam, ani kto jest moim ojcem.

– Nie pa­mię­tasz tego, ale długo roz­ma­wia­li­śmy.

 

Chcąc, nie­chcąc z prze­wa­gą tego dru­gie­go Me­ri­ti­tes zja­da­ła śnia­da­nie z Kno­fe­rem i do­pie­ro po po­sił­ku mogła ru­szyć do sie­bie. Wy­cho­dząc zdzi­wi­ła się, al­bo­wiem bu­dy­nek, który opusz­cza­ła nie był tym, do któ­re­go się wła­ma­ła. Kilka minut póź­niej mogła stwier­dzić, iż cel jej noc­nej eska­pa­dy spło­nął nocą. Plot­ki mó­wi­ły o tym, że zna­le­zio­no w po­go­rze­li­sku kilka ciał.

 

Kno­fer przed wie­czo­rem po­ja­wił się w domu Ne­fe­ra. Stary pi­sarz był o wi­zy­cie po­in­for­mo­wa­ny przez Me­ri­ti­tes, opra­co­wał nawet plan, jak spra­wę za­ła­twić. Sta­ran­nie roz­pi­sa­no dzie­ciar­ni za­da­nia. Wy­zna­czo­no, kto ma pła­kać, kto być wobec go­ścia nie­zno­śny, kto ubru­dzić się tylko po to, by potem przy­tu­lić do przy­by­sza. Her­fen miał być z kolei uj­mu­ją­co grzecz­ny, a przy ko­la­cji, z wy­ra­zem twa­rzy sza­leń­ca, sta­ran­nie ostrzyć szty­let. Wszyst­ko jed­nak ule­gło zmianie, le­d­wie Nefer zo­ba­czył kto za­wi­tał w jego progi. Co wię­cej, za­mknął się w po­ko­ju z Kno­fe­rem i coś oma­wia­li. Cała dzie­ciar­nia bez wy­jąt­ków chęt­nie do­wie­dzia­ła­by się, o czym roz­ma­wia­ją. Nie­ste­ty nawet czuły słuch Her­fe­na, ani cy­no­wy kubek przy­ło­żo­ny do drzwi przez Me­ri­ti­tes nie po­mo­gły w po­zna­niu tej ta­jem­ni­cy. Do­pie­ro po kwa­dran­sie, przy­szła panna młoda zo­sta­ła we­zwa­na do środ­ka.

– Jak ro­zu­miem, już po­zna­łaś mo­je­go sta­re­go przy­ja­cie­la – rzekł Nefer.

– Sta­re­go? – Me­ri­ti­tes była za­sko­czo­na.

– Po­zna­łem go, gdy jako dziec­ko uczy­łem się na skry­bę w pa­ła­cu Kle­opa­try.

– Prze­cież on jest w moim wieku.

– Wśród wielu ta­len­tów ja­ki­mi dys­po­nu­je nasz gość, jest też dar wiecz­nej mło­do­ści.

– W pre­zen­cie ślub­nym też go otrzy­masz – rzekł za­chę­ca­ją­co Kno­fer.

– Nie py­ta­cie nawet czy chcę tego mał­żeń­stwa. Za­sta­na­wiam się, czy aby nie wolę za­miast obiet­ni­cy wiecz­nej mło­do­ści, otrzy­mać baty od ojca za to, że wpa­dłam na kra­dzie­ży.

– Ostrze­ga­łem, że moja córka jest dumna, twar­da i ma wła­sne zda­nie – rzekł stary pi­sarz.

– Wła­śnie widzę. – Kno­fer uśmiech­nął się lekko. – Myślę, że ją prze­ko­nam.

– Pew­nie ko­lej­nym za­klę­ciem. – Dziew­czy­na nie za­mie­rza­ła łatwo ustą­pić.

– Mógł­bym i w ten spo­sób, ale wolę od­wo­łać się do two­je­go roz­sąd­ku. Po­czą­tek na­szej zna­jo­mo­ści mie­li­śmy nie naj­lep­szy, to fakt. Nie jest też tak, iż wie­rzę w mi­łość od pierw­sze­go wej­rze­nia. Mię­dzy in­ny­mi z tego po­wo­du spo­ty­ka­my się drugi raz. – Sły­sząc to Nefer skło­nił się sta­ra­jąc po­wstrzy­mać śmiech. – Je­steś już w wieku ide­al­nym do za­mąż­pój­ścia. Nie brak ci urody, spry­tu, ani in­te­li­gen­cji. Pew­nie li­czysz na to, iż znaj­dziesz do­bre­go męża. Bo­go­wie wy­słu­cha­li twe proś­by i oto je­stem.

– Jak dotąd, mnie nie prze­ko­na­łeś. Chyba bę­dziesz mu­siał użyć magii.

– To dobry czło­wiek, choć nie widać tego na pierw­szy rzut oka – dodał Nefer.

– Je­stem ka­pła­nem Seta, mogę ci dać wiecz­ną mło­dość, do­stat­nie życie, wła­dzę i wie­dzę.

– Wie­dzę? Czy na­uczysz mnie tego jak dzia­ła­ją szkla­ne po­chod­nie? – Me­ri­ti­tes zwró­ci­ła się do przy­by­sza.

– Ow­szem jeśli tylko bę­dziesz chcia­ła się uczyć – rzekł Kno­fer. – W pre­zen­cie ślub­nym dam też twemu ojcu pe­wien dro­biazg, który na­zwa­łem opti­mi­dio­nem.

 

Przy­bysz wyjął z torby pu­deł­ko. Otwo­rzył przed­nią ścian­kę i po pro­wad­ni­cach wy­cią­gnął har­mo­nij­kę de­li­kat­nie wy­pra­wio­nej skóry, na końcu któ­rej znaj­do­wa­ła się opra­wio­na w mo­siądz so­czew­ka. Na­stęp­nie po­wtó­rzył ma­newr z tylną ścian­ką i po iden­tycz­nych pro­wad­ni­cach wy­cią­gnął wklę­słe zwier­cia­dło. Po­mię­dzy zwier­cia­dłem a pu­deł­kiem po­sta­wił małą lamp­kę oliw­ną. Na ścia­nie po­ko­ju po­ja­wił się jasny pro­sto­kąt. Na­stęp­nie Kno­fer wło­żył w pu­deł­ko szkla­ną płyt­kę i oto zgro­ma­dzo­nym uka­za­ła się Izyda. Za­sko­czo­na dzie­ciar­nia za­czę­ła krzy­czeć.

– Spo­koj­nie.

– Me­ri­ti­tes mó­wi­ła, że je­steś ma­giem, ale jej nie wie­rzy­li­śmy – po­wie­dział Her­fen.

– Każdy z was może być takim ma­giem. Wy­star­czy przy­go­to­wać ry­sun­ki na szkle. – Kno­fer wy­mie­nił płyt­ki i na ścia­nie po­ja­wi­ły się ob­ra­zek z fa­ra­onem po­lu­ją­cym na kacz­ki.

– Oj­ciec mówił o two­ich licz­nych ta­len­tach – rze­kła z za­in­te­re­so­wa­niem dziew­czy­na – ale co in­ne­go sły­szeć, a co in­ne­go wi­dzieć.

– Jeśli zo­sta­niesz moją żoną, na­uczę cię nie tylko two­rze­nia ma­lun­ków na szkle, ale też jak bez uży­cia pędz­la czy dłuta two­rzyć ob­ra­zy tego co wi­dzisz. – Na ścia­nie po­ja­wił się bia­ło-czar­ny wi­ze­ru­nek ja­kie­goś czło­wie­ka.

– Chęt­nie po­znam magię. – Oczy dziew­czy­ny za­bły­sły po­żą­da­niem. – Nawet jeśli przy oka­zji będę mu­sia­ła zo­stać twoją żoną.

– Czym my ubo­dzy, zre­wan­żu­je­my się za twe hojne dary? – Nefer skło­nił się grzecz­nie, jed­no­cze­śnie ob­my­ślał me­to­dy za­ra­bia­nia dzię­ki urzą­dze­niu od przy­szłe­go zię­cia.

– Skoro o tym wspo­mnia­łeś przy­ja­cie­lu. – Kno­fer znów się uśmiech­nął. – Choć mam sporo ta­len­tów, nie po­tra­fię być jed­no­cze­śnie w wielu miej­scach. Szu­kam czło­wie­ka, któ­re­go po­do­bi­zna wy­świe­tla się na wa­szej ścia­nie. Wiel­ką ra­dość spra­wi­ła­by mi in­for­ma­cja o tym, gdzie on ak­tu­al­nie prze­by­wa.

– Dzie­ci po­mo­że­cie na­sze­mu hoj­ne­mu przy­ja­cie­lo­wi?

– Po­mo­że­my – zgod­nie od­parł chór gło­sów.

– Spisz­my zatem kon­trakt ślub­ny.

 

Me­ri­ti­tes była nieco roz­cza­ro­wa­na na­uka­mi, któ­rych nie ską­pił jej Kno­fer. Ma­rzy­ła, iż pozna taj­ni­ki magii, dzię­ki któ­rej ary­sto­kra­cja i ka­płani mieli do dyspozycji: szkla­ne po­chod­nie, okrę­ty pły­wa­ją­ce bez wio­seł i żagli, ry­dwa­ny jeż­dżą­ce bez koni, wiel­kie ptaki po­zwa­la­ją­ce po­dró­żo­wać po nie­bie. Mał­żo­nek zaś uczył ją dwor­skiej ety­kie­ty, geo­gra­fii, po­li­ty­ki, fi­nan­sów. Jeśli do­brze za­pa­mię­ta­ła lek­cje, w ra­mach na­gro­dy po­zna­wa­ła taj­ni­ki ma­szyn, które ją in­te­re­so­wa­ły. Nie­ste­ty żadna z nich nie dzia­ła­ła dzię­ki za­klę­ciom. Okrę­ty i ry­dwa­ny na­pę­dzał ogień, a w za­sa­dzie para z ko­tłów nim ogrze­wa­nych. Szkla­ne po­chod­nie, choć zda­niem Kno­fe­ra wy­ko­rzy­sty­wa­ły ła­god­ną formę pio­ru­na, wy­ma­ga­ły do dzia­ła­nia sze­re­gów na­czyń w któ­rych stal i miedź mo­czy­ły się w occie win­nym. Je­dy­nie chwy­ta­nie na szkło ob­raz­ków bez po­mo­cy pędz­li, tro­chę przy­po­mi­na­ło magię. Głów­nie dzię­ki skom­pli­ko­wa­nej pro­ce­du­rze i wy­mo­gowi ro­bie­nie czę­ści czyn­no­ści w ab­so­lut­nych ciem­no­ściach. Do tego na po­cząt­ku pro­ce­su na­le­ża­ło roz­pu­ścić sre­bro w wy­jąt­ko­wo śmier­dzą­cej sub­stan­cji. Płyn ten oprócz nie­przy­jem­ne­go za­pa­chu był też nie­bez­piecz­ny. Choć zimny po­tra­fił opa­rzyć.

– Strasz­nie kosz­tow­na ta „magia” – rze­kła Me­ri­ti­tes, po ko­lej­nej lek­cji. – Gdy­bym miała tyle oliwy ile w ciągu dnia po­dró­ży zu­ży­wa sta­tek Kle­opa­try, sprze­da­ła­bym ją i wy­na­ję­ła stu wio­śla­rzy na cały ty­dzień.

– Zwy­kła trie­ra sta­no­wią­ca pod­sta­wę floty wo­jen­nej Rzymu po­trze­bu­je stu sie­dem­dzie­się­ciu ludzi przy wio­słach. „Uko­cha­ne Dzie­cię Nun” mu­sia­ło­by mieć ich ponad trzy­stu.

– Nadal wio­śla­rze wy­cho­dzą ta­niej.

– Za to mniej efek­tow­nie, i do tego szyb­ko się męczą, a napęd He­ro­na może pra­co­wać bez ustan­ku cały dzień.

– O ile ma oliwę. Za­czy­nam ro­zu­mieć dla­cze­go ona jest taka droga.

– Można ją za­stą­pić…

– Pew­nie drew­nem, nie­ste­ty ono też jest dro­gie, a gdy za­czną je zu­ży­wać ma­chi­ny bo­ga­czy, bę­dzie jesz­cze droż­sze.

– Po­dró­żu­jąc po świe­cie spo­tka­łem w Ara­bii pewną sub­stan­cję zwaną ole­jem ziem­nym. By­ła­by ide­al­na jako za­stęp­stwo oliwy w ma­chi­nach z na­pę­dem He­ro­na.

 

Tego typu roz­mo­wy da­wa­ły Me­ri­ti­tes tro­chę sa­tys­fak­cji. Kno­fer wy­da­wał się za­do­wo­lo­ny, kiedy znaj­do­wa­ła błędy lo­gicz­ne w swoim ro­zu­mo­wa­niu. Oma­wia­li za­zwy­czaj kwe­stie, które nie by­ły­by spe­cjal­nie istot­ne, przy pro­wa­dze­niu domu przez kogoś o sta­tu­sie śred­nio za­moż­ne­go kupca, za któ­re­go jej mąż sta­rał się ucho­dzić. Zresz­tą nie tylko roz­ma­wia­li, ale też czę­sto wie­czo­ra­mi ćwi­czy­li. Nie były to spro­wa­dzo­ne jesz­cze w cza­sach Alek­san­dra Wiel­kie­go: gim­na­sty­ka, czy rzut dys­kiem, ale przy­dat­ne w jej do­tych­cza­so­wej ka­rie­rze, skra­da­nie się w ciem­no­ściach, akro­ba­cje, walka wręcz, pły­wa­nie, ra­dze­nie sobie z zam­ka­mi a nawet uwo­dze­nie. Wszyst­ko to spra­wia­ło, iż dziew­czy­na za­cho­wy­wa­ła wobec swo­je­go męża da­le­ko po­su­nię­tą nie­uf­ność.

 

Pew­ne­go dnia koło po­łu­dnia wpadł do nich Her­fen. Dzie­ci Ne­fe­ra zna­la­zły czło­wie­ka ze szkla­nej płyt­ki. Kno­fer nie za­po­mniał o drob­nych wy­ra­zach wdzięcz­no­ści. Wie­czo­rem po­ja­wił się z żoną w domu te­ścia, ob­da­ro­wał dzie­ciar­nię sło­dy­cza­mi i upo­min­ka­mi. Na­stęp­ne­go dnia za­cho­wy­wał się dziw­niej niż zwy­kle. Od rana nad pło­mie­niem świe­cy sta­ran­nie ody­miał ostrze szty­le­tu. Pio­ru­nu­ją­ce pałki o rdze­niu z na­prze­mien­nie uło­żo­nych bla­szek mie­dzia­nych i na­wo­sko­wa­ne­go pa­pi­ru­su, ła­do­wa­ły się mocą pio­ru­nów, pod­łą­czo­ne do octo­wych dzba­nów. W gli­nia­nych for­mach stu­dzi­ły się oło­wia­ne groty. Me­ri­ti­tes nie miała złu­dzeń co do celu tych przy­go­to­wań.

– Kogo mój mąż pra­gnie zabić?

– Set­na­cha, jed­ne­go z naj­star­szych uczniów Seta.

– Czło­wiek z opti­mi­dio­nu też jest ka­pła­nem?

– Ka­płan to nie­wła­ści­we słowo.

– Dla­cze­go?

– W cza­sach fa­ra­ona Dże­se­ra, Egipt zo­stał od­wie­dzo­ny przez Seta.

– Co w tym nie­zwy­kłe­go? Sta­rzy lu­dzie mówią, iż daw­niej ile­kroć kró­lo­wa była w ciąży, dzia­ło się to za spra­wą przy­by­łe­go do niej Ho­ru­sa.

– Po­zo­sta­li bo­go­wie wcie­la­ją się w ludzi. Set od­wie­dził nas oso­bi­ście.

– Nie chcesz chyba po­wie­dzieć, iż wy­glą­dał tak dziw­nie jak na re­lie­fach.

– Nawet dziw­niej, miał łuskę za­miast skóry, dwa ogony i me­ta­lo­we uszy.

– Okrop­ne. – Me­ri­ti­tes skrzy­wi­ła się z obrzy­dze­niem.

– Dziw­ny wy­gląd nie miał zna­cze­nia. Sza­no­wa­li­śmy go, bo dzie­lił się wie­dzą i z fa­ra­onem, i z grupą uczniów, w któ­rej byłem. Piąt­ce naj­lep­szych ofia­ro­wał też ta­jem­ni­cę wiecz­nej mło­do­ści. Im­ho­tep od­mó­wił więc zo­sta­ło nas czte­rech. Ko­lej­ny, nie pa­mię­tam dziś jego imie­nia, po­my­lił dar z nie­śmier­tel­no­ścią i zgi­nął pod­czas po­lo­wa­nia na lwy. Hofu za cza­sów prze­klę­te­go Ech­na­to­na od­szedł na pół­noc. Po­świę­cił się potem dla dobra Egip­tu i wpro­wa­dził flotę Ludów Morza w za­sadz­kę. Za­pła­cił za to ży­ciem, ale z tego co wiem, jego syn żyje do dziś da­le­ko na pół­no­cy w kraju, któ­re­go morze rodzi bursz­tyn.

– Czyli zdra­dza­li­ście innym ta­jem­ni­cę wiecz­nej mło­do­ści.

– Set nam tego nie za­bra­niał, żądał je­dy­nie by sta­ran­nie prze­my­śleć kogo ob­da­rzy­my tym darem.

– Ile osób do­sta­ło go od cie­bie?

– Może nie byłem pod tym wzglę­dem naj­bar­dziej szczo­dry, ale ob­da­rzy­łem nim kil­ka­na­ście osób w tym cie­bie.

– Kiedy?

– Pod­czas na­sze­go pierw­sze­go śnia­da­nia.

– Nie żebym pro­te­sto­wa­ła, ale chyba nie bar­dzo wzią­łeś sobie do serca rady Seta o do­kład­nym prze­my­śle­niu komu dasz ten dar. Zna­łeś mnie od paru go­dzin.

– Ko­cha­nie, weź pod uwagę, że ja szyb­ko myślę.

– Czy rów­nie długo za­sta­wia­łeś się nad za­bi­ciem Set­na­cha?

– W tym przy­pad­ku nie mam wyj­ścia. On już kil­ka­krot­nie na­sy­łał na mnie za­bój­ców.

– Co jest tego po­wo­dem?

– Róż­ni­ce w po­glą­dach. Ja uwa­żam, iż wie­dzę, trze­ba gro­ma­dzić, prze­twa­rzać i wy­ko­rzy­sty­wać do zmie­nia­nia świa­ta. On ma na ten temat inne zda­nie, uważa się bo­wiem za je­dy­ne­go god­ne­go jej po­sia­da­nia. Mam wra­że­nie, iż pra­gnie aby uzna­wa­no go za boga.

– Am­bi­cji mu nie brak – z prze­ką­sem rze­kła Me­ri­ti­tes.

– Ra­czej cier­pi na prze­rost mnie­ma­nia o sobie. Wi­dzia­łem, jak Set świe­tli­stą ło­dzią przy­był do nas. Wi­dzia­łem, jak wzno­sił się, by po­wró­cić na nie­biań­ski okręt Ra. Mimo to na­uczał nas, nie za­cho­wu­jąc wie­dzy dla sie­bie.

– Na­śla­du­jesz go.

– Był moim na­uczy­cie­lem i bo­giem wie­dzy.

– Chyba cha­osu.

– Czy wie­dza nie spra­wia, że świat zmie­nia się? Praw­dą jest też, że wszel­kie zmia­ny wy­wo­łu­ją chaos w utar­tym po­rząd­ku rze­czy.

– Je­steś dziw­nym czło­wie­kiem.

– Grunt, bym jutro rano był żywym czło­wie­kiem.

– Pomóc ci?

– Był­bym wdzię­czny, moja kró­lo­wo. Mam pe­wien pneu­ma­tycz­ny wy­na­la­zek, któ­re­go ob­słu­gę przy oka­zji po­znasz.

 

Noc spo­wi­ja­ła Kle­opa­trię. Mimo to w dziel­ni­cy wil­lo­wej na uli­cach było wielu ludzi. Z uczty w kró­lew­skim pa­ła­cu wra­ca­li sy­czą­cy­mi i dy­mią­cy­mi po­wo­za­mi ksią­żę­ta krwi i ka­pła­ni. Niżsi rangą i ma­jąt­kiem mu­sie­li za­do­wo­lić się lek­ty­ka­mi nie­sio­ny­mi przez tra­ga­rzy. Oprócz nich mro­wi­ła się tu służ­ba, pro­sty­tut­ki oraz pa­tro­le pil­nu­ją­ce by bo­ga­tym i szla­chet­nie uro­dzo­nym nie stała się krzyw­da. W tym tłu­mie nikt nie zwra­cał uwagi na młodą zgrab­ną, bo­ga­to ubra­ną dziew­czy­nę, kry­ją­cą twarz za wo­al­ką oraz pro­wa­dzą­ce­go ją męż­czy­znę z na­szyj­ni­kiem we­zy­ra pa­ła­co­we­go po­mniej­szych ksią­żąt nu­bij­skich. Me­ri­ti­tes za­zwy­czaj uni­ka­ła tej dziel­ni­cy, po­nie­waż bar­dzo łatwo tu było o wpad­kę, z uwagi na ilość stra­ży. Teraz jed­nak, mimo iż oboje z mężem mieli prze­wie­szo­ne przez ramię torby, a na do­da­tek Kno­fer niósł nie­ty­po­wą me­ta­lo­wą laskę, sto­so­wa­ną za­zwy­czaj przez kaleki w któ­rej ukrył wia­tro­miot, wta­pia­li się w tłum. Na ulicy sporo było bo­wiem osób nio­są­cych torby i kosze, z któ­rych wy­sta­wa­ły naj­dziw­niej­sze ak­ce­so­ria, wa­rzy­wa i owoce. Pa­trząc na te wszyst­kie, pory, ogór­ki, trze­pacz­ki do jajek, pej­cze i wszel­kiej maści dzi­wacz­ne przed­mio­ty, rów­nie trud­no było uwie­rzyć, iż ary­sto­kra­cja w ten spo­sób uroz­ma­ica sobie życie ero­tycz­ne, jak i mieć wąt­pli­wo­ści, że znaj­dą one inne za­sto­so­wa­nie. Wresz­cie do­tar­li do celu i zni­kli w ogro­dzie ota­cza­ją­cym willę Set­na­cha.

– Ruszę do środ­ka, gdyby po­mię­dzy po­łu­dnio­wą ścia­ną, a ogro­dem prze­cha­dzał się straż­nik daj mi znać, czte­ro­krot­nym sowim zewem.

– Czemu czte­ro­krot­nym?

– Bo więk­szość ludzi w tej sy­tu­acji umó­wi­ła­by się na trzy­krot­ne po­wtó­rze­nie. My zaś dzię­ki czte­ro­krot­no­ści nie bę­dzie­my na sie­bie zwra­cać po­dej­rzeń.

– Wiesz, tro­chę się boję tego two­je­go wia­tro­mio­tu. Te trzy­dzie­ści ru­chów dźwi­gnią zanim po­wie­trze się w nim za­gę­ści robi sporo ha­ła­su i trwa długo. Łuk byłby szyb­szy i cich­szy.

– Po pierw­sze, w broni mo­je­go po­my­słu sprę­ży­łem po­wie­trze po dro­dze, nie mu­sisz więc ha­ła­so­wać przy jej na­bi­ja­niu. Po dru­gie za­kła­da­my, że naj­praw­do­po­dob­niej nie bę­dziesz mu­sia­ła strze­lać. Po trze­cie, wbrew po­zo­rom łuk wy­ma­ga siły i lat nauki, a my mie­li­śmy tylko kilka go­dzin. O prak­tycz­no­ści mego wy­na­laz­ku niech świad­czy fakt, iż w tym cza­sie na­uczy­łaś się z za­do­wa­la­ją­ca sku­tecz­no­ścią tra­fiać w garn­ki od­le­głe o sześć­dzie­siąt kro­ków.

– Do­brze, że przy­po­mnia­łeś. Mu­si­my po wszyst­kim od­wie­dzić garn­ca­rza, bo nie mam w czym go­to­wać.

– Twoje słowa są dla mnie roz­ka­zem moja kró­lo­wo. Wra­ca­jąc do te­ma­tu, pra­gnę jesz­cze dodać, iż nie­ty­po­wa broń za­wsze budzi we wrogu więk­szy strach.

– Oczy­wi­ście – rze­kła z prze­ką­sem dziew­czy­na.

– Bę­dzie do­brze zo­ba­czysz. Pa­mię­taj tylko, że gdy­byś nie daj bo­go­wie mu­sia­ła ucie­kać i tra­fi­ła na straż­ni­ków, to przed uży­ciem pio­ru­no­wej pałki naj­pierw zdej­mij z niej na­wo­sko­wa­ną osło­nę.

– Będę pa­mię­tać. Wróć cały – do­da­ła.

– Spo­koj­nie, damy radę.

Kno­fer ru­szył w stro­nę bu­dyn­ków, a Me­ri­ti­tes wspię­ła się na ogro­do­wą palmę. Spo­glą­da­jąc przez krzyż ce­low­ni­ka na oto­cze­nie willi za­sta­na­wia­ła się, czy aby fak­tycz­nie mę­żat­ce przy­stoi wspi­nać się na palmy. Roz­wa­ża­nia te trwa­ły pra­wie kwa­drans, bo z jed­nej stro­ny, może lu­dzie mają rację i nie po­win­na, z dru­giej, czy bez ta­kich wy­pa­dów jak dzi­siej­szy jej życie nie by­ło­by nud­niej­sze? Choć czy w tym przy­pad­ku nuda nie jest za­le­tą? Spod drze­wa do­szedł ją dziw­ny od­głos. Za­mar­ła w bez­ru­chu. Na dole, ktoś wes­tchnął z ulgą.

– Ger­ma­nie i te ich spodnie, czy­sta głu­po­ta. Nie ma to jak szendyt.

– No, nigdy się nie przyj­mą, kto by chciał przed ulże­niem pę­che­rzo­wi roz­wią­zy­wać te wszyst­kie rze­mie­nie. – Przy­tak­nął mu drugi głos.

– Myślę, że wła­śnie z po­wo­du spodni ci ger­mań­scy na­jem­ni­cy prze­pa­dli. Pew­nie w klu­czo­wym mo­men­cie walki pękły im paski i z ga­cia­mi w kost­kach nie zdą­ży­li uciec z pło­ną­ce­go domu.

– Do­brze, że choć za­bi­li wroga na­sze­go pana.

– Pew­nie że do­brze, ina­czej nas by wy­słał.

Me­ri­ti­tes ro­zu­mia­ła, iż oma­wia­li napad, na dom Kno­fe­ra. Nie dzi­wi­ło jej nawet ich prze­ko­na­nie o suk­ce­sie. W zglisz­czach zna­le­zio­no ciała. Dwa z nich były sple­cio­ne i po­mię­dzy że­bra­mi miały wbite szty­le­ty. Straż­ni­cy wy­szli wresz­cie spod palmy, i nie­spiesz­nym kro­kiem ru­szy­li w dal­szy ob­chód. Zgod­nie z pla­nem za­hu­cza­ła jak sowa. Męż­czyź­ni sta­nę­li, a jeden z nich rzekł:

– Brr­ryy… zły to znak, ktoś umrze.

– Po przy­ję­ciach u kró­lo­wej ary­sto­kra­cja ba­lu­je w swo­ich pa­ła­cach. Ktoś pi­ja­ny utopi się w ba­se­nie, dusza in­ne­go co na­pa­lił się opium, nie wróci z za­świa­tów do ciała, jesz­cze ktoś wda się w po­je­dy­nek. Zwy­kła to rzecz, nie po­trze­ba so­wiej wróż­by, by wie­dzieć, iż ka­pła­ni Anu­bi­sa jutro będą mieli dużo pracy.

– Racja, ru­szaj­my. Do­brze, że nasz pan wró­cił z kró­lew­skie­go przy­ję­cia mocno pi­ja­ny i śpi twar­do.

– Horus był dla nas tym razem ła­ska­wy. Trzeź­wy zdro­wo wy­gar­bo­wałby nam skórę za roz­mo­wy na służ­bie.

 

Nagle z willi do­biegł krzyk i roz­pacz­li­we za­wo­dze­nie. War­tow­ni­cy wy­cią­gnę­li mie­cze i ru­szy­li w tamtą stro­nę. Nie­ste­ty bie­gli na skró­ty przez klom­by i po kliku le­d­wie kro­kach wpa­dli na prze­kra­da­ją­ce­go się nimi Kno­fe­ra. Me­ri­ti­tes wy­strze­li­ła z wia­tro­mio­tu. Oło­wia­ny grot, w któ­re­go sku­tecz­ność nie bar­dzo wie­rzy­ła, bez trudu wy­słał jed­ne­go ze straż­ni­ków na sąd Ozy­ry­sa, roz­trza­sku­jąc jego głowę ni­czym gli­nia­ny gar­nek. Drugi z war­tow­ni­ków za­sko­czo­ny takim roz­wo­jem wy­da­rzeń od­ru­cho­wo spoj­rzał w stro­nę, z któ­rej padł strzał. To wy­star­czy­ło Kno­fe­ro­wi, by prze­bić go szty­le­tem. Chwi­lę póź­niej mał­żon­ko­wie zna­leź­li się na ulicy.

– Skąd był ten alarm? Prze­cież byłeś już poza domem, gdy go pod­nie­sio­no. – Me­ri­ti­tes chcia­ła zro­zu­mieć co się stało.

– Myślę, że to przez moje mięk­kie serce.

– Nie za­bi­łeś Set­na­cha?

– Tego nie po­wie­dzia­łem.

– Czyli?

– Mój stary wróg spał pi­ja­ny w oto­cze­niu na­łoż­nic. Za­wo­do­wy mor­der­ca udu­sił­by ich wszyst­kich, aby mieć pew­ność, iż nie bę­dzie świad­ków. Ja po pro­stu wzią­łem ze stołu miecz i wbi­łem Set­na­cho­wi w serce, po czym się dys­kret­nie ulot­ni­łem. Praw­do­po­dob­nie któ­raś z na­łoż­nic się obu­dzi­ła i stąd to wszyst­ko.

– Co teraz zro­bi­my?

– Wy­ru­szy­my do Teb na świę­to sed.

– Ucie­ka­my?

– Wprost prze­ciw­nie, idzie­my za cio­sem.

– Nie ro­zu­miem cię.

– Nie szko­dzi. Je­stem prze­ko­na­ny, iż gdy wy­ja­wię ci mój plan bę­dziesz za­do­wo­lo­na.

 

Pły­nę­li Nilem w łodzi na­pę­dza­nej ża­gla­mi. Do­pie­ro teraz Me­ri­ti­tes mogła w pełni zro­zu­mieć jakie za­le­ty dawał napęd He­ro­na. Ło­dzie ka­pła­nów i ary­sto­kra­tów nie­za­leż­ne od wia­tru i siły wio­śla­rzy, bez trudu wy­prze­dza­ły na rzece inne jed­nost­ki. Minął ich też sta­tek Kle­opa­try. Wy­róż­niał się już z da­le­ka, po­nie­waż za nim le­ciał ol­brzy­mi sokół dźwi­ga­ją­cy na pier­siach prze­szklo­ną gon­do­lę, w któ­rej byli lu­dzie.

– Cie­ka­we jak wy­ho­do­wa­no tak wiel­kie­go ptaka – rze­kła Me­ri­ti­tes.

– To nie jest żywy sokół, ale kon­struk­cja z lek­kie­go drew­na, ob­le­czo­na spro­wa­dzo­nym z Chin je­dwa­biem.

– Jakim cudem więc leci?

– Po część wzno­si go za­mknię­ty w spe­cjal­nych wor­kach ze skle­jo­nych kro­wich jelit gaz lżej­szy od po­wie­trza, po czę­ści zaś skrzy­dła o pta­sim pro­fi­lu, które same pną się w niebo, o ile ktoś nada im pręd­kość.

– Jak coś może być lżej­sze od po­wie­trza?

– Po­wie­trze jest bar­dzo po­dob­ne do wody, są rze­czy które toną są takie, które po niej pły­wa­ją. – Wyraz twa­rzy dziew­czy­ny, wska­zy­wał iż nie bar­dzo wie­rzy Kno­fe­ro­wi. – Weźmy na przy­kład dym. Wzno­si się nad ogni­skiem, bo jest lżej­szy od po­wie­trza wokół.

– Ro­zu­miem. A czy ten ptak mógł­by le­cieć bez cią­gną­ce­go go okrę­tu?

– Gdyby miał do­sta­tecz­nie dużo tego lek­kie­go gazu to tak, ale byłby wów­czas cał­ko­wi­cie za­leż­ny od wia­trów.

– To już wolę łódź i żagle. – Me­ri­ti­tes była roz­cza­ro­wa­na. – Po­wiedz mi le­piej, jak to jest z tym darem wiecz­nej mło­do­ści.

– Set uczył nas, iż czło­wiek skła­da się z ciała oraz ba, ka i ach.

– To wiem, uczą o tym wszy­scy ka­pła­ni. Ba, ka i ach to dusze, które po­sia­da każdy czło­wiek. Ba jest z czło­wie­kiem, przez całe jego życie, a po jego śmier­ci tra­fia na sąd Ozy­ry­sa. Ka za­wsze jest tam, gdzie ludz­kie ciało i za życia, i po śmier­ci.

– Więc pew­nie wiesz, że ba może uni­ce­stwić Ozy­rys na swoim są­dzie, zaś ka ginie, gdy prze­sta­je ist­nieć ludz­kie ciało. Ach jest po­tęż­niej­sze i nigdy nie ulega znisz­cze­niu. Ta­jem­ni­ca wiecz­nej mło­do­ści po­le­ga na tym, by te słab­sze dusze były zwią­za­ne z tą naj­sil­niej­szą. Set dał nam miód anch, który spra­wia, że po­łą­cze­nie po­mię­dzy tymi wszyst­ki­mi ele­men­ta­mi cią­gle się od­na­wia­ją, pod­czas gdy u in­nych ludzi z cza­sem nisz­cze­ją.

– Chyba nie jest on do­sko­na­ły, skoro można was zabić.

– Gdyby było ina­czej by­li­by­śmy równi bogom, a na to mamy zbyt mało wie­dzy.

– Wła­śnie za­uwa­ży­łam, iż nie po­wie­dzia­łeś, gdzie ten cu­dow­ny miód można zna­leźć?

– Ta in­for­ma­cja bę­dzie na­gro­dą gdy zre­ali­zu­je­my pe­wien plan.

– Mów więc, chęt­nie go wresz­cie po­znam.

 

Po­mysł Kno­fe­ra wy­da­wał się sza­lo­ny, ale eks­cy­tu­ją­cy. Jed­nak z każdą chwi­lą spę­dzo­ną w zim­nym, klau­stro­fo­bicz­nym po­miesz­cze­niu tra­cił na atrak­cyj­no­ści. Co bę­dzie jeśli, się nie uda? Mimo za­pew­nień, nie chcia­ła wie­rzyć, że tego typu jar­marcz­ne sztucz­ki wy­ko­rzy­sty­wa­ne są do ry­tu­ału sed. Skryć się w ba­se­nie z mle­kiem za­nur­ko­wać ukry­tym ko­ry­ta­rzem i od­cze­kać kwa­drans w małym ka­mien­nym po­miesz­cze­niu, wszyst­ko po to, by oszu­kać nie­wta­jem­ni­czo­nych w kwe­stie miodu anch. Wła­śnie, ilu z tych ar­cy­ka­pła­nów szcze­gó­ło­wo bę­dzie ana­li­zo­wać wszyst­ko, każdy jej ruch, szu­ka­jąc wła­snej szan­sy na wiecz­ną mło­dość? Co bę­dzie, jeśli oni za­uwa­żą, że jest inna? Może le­piej uciec? Jesz­cze jest czas. Nagle wszyst­kie jej dy­le­ma­ty zni­kły. Z mlecz­ne­go ka­na­łu wy­nu­rzy­ła się pry­cha­ją­ca dziew­czy­na. Me­ri­ti­tes wpa­try­wa­ła się w nią w zu­peł­nym za­sko­cze­niu. Przy­bysz­ka zaś wy­sy­cza­ła z nie­na­wi­ścią.

– Kno­fer, co ty tu ro­bisz, i skąd wy­trza­sną­łeś moje żywe od­bi­cie?

– Witaj Kle­opa­tro, widzę, że czas nie po­pra­wił ci cha­rak­te­ru.

– Przez twoje prze­klę­te wy­na­laz­ki zgi­nął mój uko­cha­ny syn. Nigdy ci tego nie da­ru­ję.

– Ce­za­rion, sam pró­bo­wał eks­pe­ry­men­to­wać i po­łą­czyć napęd He­ro­na z la­ta­ją­cy­mi so­ko­ła­mi, pożar i eks­plo­zja nie były moim dzie­łem, ale wy­pad­kiem.

– Wzo­ro­wał się na two­ich głu­pich po­my­słach. Nie będę dalej cze­kać, aż znaj­dzie cię nóż Set­na­cha! Jak tylko stąd wyjdę, każę moim gwar­dzi­stom wbić cię na pal! – Kle­opa­tra naga wy­szła z ka­na­łu. Jej furia wy­peł­nia­ła po­miesz­cze­nie.

– Ukoję twój gniew – rzekł Kno­fer i po­cią­gnął za spust ma­łe­go wia­tro­mio­tu.

Wład­czy­ni Egip­tu osu­nę­ła się na zie­mię mar­twa. Me­ri­ti­tes wpa­try­wa­ła się w to z prze­ra­że­niem.

– Ja nie dam rady – wy­szep­ta­ła.

– Świet­nie ją za­stą­pisz. Obie­ca­łem ci kie­dyś, że bę­dziesz kró­lo­wą, i oto do­trzy­ma­łem słowa.

– Boję się, iż kie­dyś mo­żesz ze mną, zro­bić to, co z nią. Nie mam wąt­pli­wo­ści, że to ty dałeś jej miód anch.

– To praw­da, ofia­ro­wa­łem jej też ma­chi­ny, dzię­ki któ­rym obro­ni­ła Egipt przed Rzy­mia­na­mi. Ty je­steś od niej in­te­li­gent­niej­sza i wie­rzę, iż nigdy nie zmu­sisz mnie do pod­ję­cia tak dra­stycz­nych kro­ków.

– Ko­cha­ny, obyś miał rację.

 

Zdję­ła su­kien­kę, szyb­ko za­ło­ży­ła na­szyj­nik i pier­ście­nie Kle­opa­try. Uspo­ko­iła od­dech. Cze­ka­li jesz­cze kwa­drans nim przez ka­mien­ne grube ścia­ny do­szedł ich ści­szo­ny od­głos po­tęż­ne­go rogu. Wie­dzia­ła, że już nad­szedł czas i za­nur­ko­wa­ła w mleku. Na końcu tu­ne­lu była ścia­na. Wy­ma­ca­ła nie­wiel­ki otwór, wło­ży­ła w niego pier­ścień i prze­krę­ci­ła. Ka­mień usu­nął się w bok, otwie­ra­jąc jej drogę do ba­se­nu. Wy­nu­rzy­ła się naga, wśród śpie­wów ka­płań­skich. Pieśń sła­wi­ła kró­lo­wą od­ra­dza­ją­cą się ni­czym zie­mia Egip­tu po wy­le­wie Nilu. Roz­ło­ży­ła ręce, a ka­łan­ki Izydy wy­tar­ły jej ciało i włosy, na­ma­ści­ły won­ny­mi olej­ka­mi, ubra­ły w de­li­kat­ną je­dwab­ną suk­nię, zro­bi­ły ma­ki­jaż. Gdy skoń­czy­ły, ru­szy­ła pro­ce­sja od­wie­dza­jąc ka­pli­ce ko­lej­nych bogów Egip­tu. Na samym końcu była ta na­le­żą­ca do Seta. Do­strze­gła w niej Kno­fe­ra. Stał skrom­nie w trze­cim rzę­dzie i miał strój ka­pła­na za­le­d­wie śred­nie­go wta­jem­ni­cze­nia. Po­wi­ta­ła go, tak jak wszyst­kich in­nych, choć wie­dzia­ła, iż przez dłu­gie lata bę­dzie jej nie­zbęd­ny do spra­wo­wa­nia wła­dzy. Egipt za jej rzą­dów zmie­ni się, nie miała co do tego wąt­pli­wo­ści. Wi­dzia­ła po­trze­bę zmian, a może to było te Kno­fe­ro­we wa­run­ko­wa­nie? Widok męża w trze­cim ka­płań­skim rzę­dzie, za no­bli­wy­mi star­ca­mi spra­wił, że po­my­śla­ła też o suk­ce­sji. Uzna­ła bo­wiem, iż ko­rzy­sta­nie z pełni daru wiecz­nej mło­do­ści, bę­dzie kie­dyś wy­ma­gać usu­nię­cia się w cień.

Pro­ce­sja ru­szy­ła w stro­nę pa­ła­cu. Me­ri­ti­tes po­pa­trzy­ła na nie­prze­bra­ne rze­sze Egip­cjan ze­bra­nych na tra­sie i wpa­dła na pe­wien po­mysł. Jeśli ma uda­wać Kle­opa­trę, to bę­dzie lep­sza od ory­gi­na­łu. Lu­dzie wie­rzą, że humor kró­lo­wej pod­czas tego świę­ta wróży jaka bę­dzie przy­szłość Egip­tu. Za­czę­ła się uśmie­chać i de­li­kat­nie ręką po­zdra­wiać tłumy. Lu­dzie od­po­wie­dzie­li okrzy­ka­mi szczę­ścia. Wła­śnie ukra­dła cały Egipt i choć droga wła­dzy bę­dzie z pew­no­ścią wy­bo­ista, na razie dała lu­do­wi naj­lep­sze świę­to sed od wielu lat.  

Koniec

Komentarze

Spodobała mi się Twoja wersja dziejów Egiptu i królowej Kleopatry korzystającej z osobliwych wynalazków Herona. Intryga Knofera została przeprowadzona w sposób pozwalający mu osiągnąć zaplanowane i dalekosiężne cele, a przy tym nie wzbudzić niczyich podejrzeń.

Wykonanie pozostawia sporo do życzenia. Interpunkcja już nie jest tak tragiczna jak kiedyś, ale mogłaby być jeszcze lepsza.

 

Grupa na­sto­lat­ków szyb­ko opu­ści­ła dom Ne­fe­ra. –> To słowo nie ma racji bytu w tym opowiadaniu, albowiem pojawiło się dopiero w II połowie XX wieku.

 

jako swą mał­żon­ka… –> Literówka.

 

in­te­re­su­ją­ce ją do­mo­stwo. Te zaś było ciche i spo­koj­ne… –> To zaś było ciche i spo­koj­ne

 

Oso­bi­sty jacht Kle­opa­try… –> Nie nazwałabym statku/ łodzi Kleopatry jachtem.

 

o wdzięcz­nej na­zwie „Uko­cha­ne dzie­cię Nun”… –> …o wdzięcz­nej na­zwie „Uko­cha­ne Dzie­cię Nun”

 

bo prze­cież coś ze skoku trze­ba mieć dla sie­bie. –> To wyrażenie też wydaje mi się zbyt współczesne.

 

gdzie na murze po­zo­sta­ła jej linia. –> Literówka.

 

so­lid­ne liny kre­po­wa­ły ręce… –> Literówka.

 

Chcia­ła się ro­zej­rzeć, ale na głowę miała jakiś worek… –> Chcia­ła się ro­zej­rzeć, ale na głowie miała jakiś worek

 

oraz kubki z mio­dem roz­pusz­czo­nym w wo­dzie.. –> Jeśli zdanie miała kończyć kropka, jest o jedną kropkę za dużo, a jeśli wielokropek, brakuje jednej kropki.

 

Me­ri­ti­tes zja­da­ła z śnia­da­nie z Kno­fe­rem… –> Literówka.

 

Czy na­uczysz mnie o tego jak dzia­ła­ją szkla­ne po­chod­nie? –> Literówka.

 

rze­kła z za­in­te­re­so­wa­niem dziew­czy­na, – ale… –> Przed półpauza nie stawia się przecinka.

 

my­ślach zaś ob­my­ślał me­to­dy… –> Brzmi to fatalnie.

Proponuję: …w my­ślach zaś rozważał/ rozpatrywał/ planował me­to­dy

 

w ciągu dnia po­dró­ży zu­ży­wa jacht Kle­opa­try… –> ?

 

„Uko­cha­ne dzie­cię Nun” mu­sia­ło­by mieć… –> „Uko­cha­ne Dzie­cię Nun” mu­sia­ło­by mieć

 

By­ła­by ide­al­na jako za­stęp­stwo oliwy z oli­wek… –> Masło maślane. Oliwa jest produkowana wyłącznie z oliwek. Inne tłuszcze roślinne to oleje.

 

nie za­po­mniał o drob­nych wy­ra­zach wdzięcz­no­ści. Wie­czo­rem po­ja­wił się z żoną w domu te­ścia, ob­da­ro­wał dzie­ciar­nię sło­dy­cza­mi i drob­ny­mi upo­min­ka­mi. Na­stęp­ne­go dnia za­cho­wy­wał się odro­bi­nę dziw­niej… –> Czy to celowe powtórzenia?

 

On ma ten temat inne zda­nie… –> Pewnie miało być: On ma na ten temat inne zda­nie

 

by bo­ga­tym i wy­so­ce uro­dzo­nym… –> …by bo­ga­tym i wysoko uro­dzo­nym

Za SJP PWN: wysoce «w znacznym stopniu»

 

ary­sto­kra­cja w ten spo­sób uroz­ma­ica sobie seks… –> Seks, moim zdaniem, nie jest najlepszym określeniem w tym opowiadaniu.

 

że po­słu­żą one do in­nych celów. Wresz­cie do­tar­li do celu i zni­kli… –> Powtórzenie.

 

Zwy­kła to rzecz, nie trze­ba nie po­trze­ba so­wiej wróż­by… –> Dwa grzybki w barszczyku.

 

zdro­wo wy­gar­bo­wał by nam skórę… –> …zdro­wo wy­gar­bo­wałby nam skórę

 

Oło­wia­ny grot, w któ­re­go sku­tecz­ność nie bar­dzo wie­rzy­ła, roz­trza­skał głowę straż­ni­ka ni­czym gli­nia­ny gar­nek. –> Zrozumiałam, że to grot był ni­czym gli­nia­ny gar­nek.

Proponuję: …roz­trza­skał głowę straż­ni­ka, jakby była glinianym garnkiem.

 

Minął ich też jacht Kle­opa­try. –> ?

 

– To nie jest żywy sokół, ale kon­struk­cja z lek­kie­go drzew­na… –> Literówka.

 

Ba, ka i akh to dusze jakie po­sia­da każdy czło­wiek. –> Ba, ka i akh to dusze, które po­sia­da każdy czło­wiek.

 

– Ukoję twój gniew– rzekł Kno­fer… –> Brak spacji przed drugą półpauzą.

 

Pieśń sła­wi­ła kró­lo­wą od­ra­dza­ją­cą się jak ni­czym zie­mia Egip­tu po wy­le­wie Nilu. –> Dwa grzybki w barszczyku.

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Jak wspomniała regulatorzy, wykonanie kuleje. Jednak opowiadanie ma swój urok. Podoba mi się wszechobecność retrofuturystyki, fakt, że została zgrabnie wpleciona w osnowę wykreowanego przez ciebie świata. Na plus zaliczam głównych bohaterów, których dialogi są całkiem niezłe. Fabuła jest… cóż, w porządku. Bez fajerwerków, ale nie nudzi, choć finał daje się przewidzieć. Opisy więcej niż zadowalające, nie przytłaczają opowieści, ale pozwalają wyobrazić sobie poszczególne sceny.

Z minusów.

Postacie poboczne wyszły ci tak sobie. Pogaduszki strażników, reakcja Kleopatry, początkowa wypowiedź Nefera – wszystkie wypadają bardzo nienaturalnie.

Również fabuła ma swoje wady. Wątek zabójstwa Setnacha jest w zasadzie pozbawiony znaczenia – gdyby wyciąć go z opowieści, poza kilkoma widoczkami nic nie tracimy. Nie mogę powiedzieć, żebym nudził się podczas lektury, ale owa bezcelowość rozczarowuje – po co tracić czas na wątek, który prowadzi donikąd?

Sama retrofuturystyka momentami mi zazgrzytała, bo z jednej strony mamy tu balony na hel lub może wodór (których produkcja mimo wszystko wymaga dość zaawansowanej techniki – np. elektroliza wody), z drugiej wciąż zasila się urządzenia z ogniw galwanicznych o znikomej mocy. 

No i trzepaczka do jajek? Przypuszczam, ze to jakieś nawiązanie (mokry seler i ubijaczka do piany?), ale o ile przełknę jakoś wiatrówkę i ładowaną z ogniw pałkę-kondensator, tak ten (drobny przecież) element nad podziw skutecznie wybił mnie z lektury.

Zajrzałam, przeczytałam.

Reg, melduję że wskazane poprawki naniosłem.  :)

 

None, tego typu elementy miały po prostu nieco bawić. W założeniu Nefer to pisarz, fach ceniony przez Egipcjan, a jednocześnie, człowiek który pozbierał dzieciaki z ulicy, tylko po to by stworzyć z nich szajkę złodziejską. 

 

Strażnicy i rozmowa o spodniach. Zawsze irytują mnie filmy typu “Król Skorpion”, czy seriale z nieśmiertelną “Xeną” i “Herkulesem” na czele gdzie starożytni Egipcjanie paradują w skórzanych spodniach niczym motocykliści.

 

Zabójstwo Setnacha to po pierwsze okazja do prezentacji wiatrówek. Bo uznałem że retrofuturystyka wymaga jeszcze odrobinki gadżetów :D

Z tego co pamiętam wiatrówek używano do polowań co najmniej od  czasów Henryka Walezego, wojskowo zaś stosowano je jeszcze w czasie wojen napoleońskich. Ponadto uznałem, że warto wyjaśnić kto poluje na Knofera i jakoś ten wątek skończyć.

 

Sokół ma w korpusie worek z wodorem. Wynika to między innymi ze słów Kleopatry o śmierci Cezariona i eksplozji sokoła.  Do uzyskania wodoru nie potrzeba przecież prądu elektrycznego. Jeszcze w dwudziestoleciu międzywojennym polskie balony obserwacyjne napełniano wodorem będącym wynikiem reakcji żelazokrzemu, sody żrącej i wody :)

 

Trzepaczka do jajek to efekt uboczny sentymentalnego oglądania serialu “Allo Allo” w sumie nie mam pojęcia kiedy ją wynaleziono, ale na pewno zrewolucjonizowała robienie sosów i życie erotyczne kelnerek z tamtego serialu :D

OK, MPJ-cie, meldunek przyjęłam. ;)

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Nie czytałam jeszcze całego opowiadania, ale w kwestii spodni: dla hellenistycznych Greków pierwszym skojarzeniem z tym kawałkiem ubioru nie będą żadni Germanie, ale Persowie, ewentualnie Scytowie… Nawiasem mówiąc, tak na wszelki wypadek: Rzymianie w opisywanych czasach też jeszcze o Germanach mieli pojęcie w najlepszym wypadku blade, bo ledwie co stykali się z nimi na terenie Galii.

Historia to uzgodniony zestaw kłamstw.

Kleopatra z mojego opowiadania dzięki miodowi anch rządzi około 100 lat. Co oznacza, iż kampania galijska Cezara miała miejsce około 70 lat przed wydarzeniami z opowiadania. W tym czasie Rzym miał już kontakt z Germanami. Nota bene sam Cezar jeszcze w czasach wojen galijskich zapuścił się na ziemie Germanów. Drewniany most na Renie jaki zbudowali mu wówczas saperzy z uwagi szerokość i głębokość rzeki uchodził za ewenement i do dziś stawiany jest za przykład wyjątkowej sztuki wojennej. 

 

Jako pomysł całkiem mi się podoba, aczkolwiek wykonanie pozostawia wiele do życzenia. Fabuła jest całkiem sprawna, choć minimalnie się gubiłam w powiązaniach i knowaniach głównego bohatera. Postacie całkiem całkiem, aczkolwiek Meritites mogłaby być nieco bardziej przekonująca w tym przejściu od nie chcę wyjść za mąż po przyjaźń z Knoferem czy może nawet coś więcej. Mam wrażenie, że postacie mają większy potencjał psychologiczny niż pokazałeś. Całkiem fajny wątek z Setem, choć z drugiej strony trochę to banalne rozegranie, że ten “zły” czy odrzucony jest naprawdę “dobry”, w sensie postępowy. Tot byłby gorszy, bo mistyczny, więc Set jako ten “racjonalista” może i pasuje, ale tak sobie pomyślałam, że mógłby to być Ptah, opiekun rzemiosł i bóstwo niby bardzo ważne, a zarazem zepchnięte dość na dalszy plan przez te bardziej modne.

W kwestii retrowizyjnej mam wrażenie, że nauka/technika jest troszkę ozdobnikiem (ważniejszy dla fabuły jest miód anch niż wszystkie wynalazki), ale ponieważ została wykorzystana do historii alternatywnej, ujdzie ;)

 

Wykonanie nie oddaje pomysłowi sprawiedliwości. Styl jest momentami dość chropawy, narracja troszkę naiwna, aczkolwiek czyta się bez wielkiej przykrości. Przecinki niestety szaleją :( Nie miałam siły wypisywać, bo imię ich legion.

Oraz nadużywasz spójnika “iż”, który jest uważany za afektowany

 

miasto wkrótce powinny spowić egipskie ciemności

Doceniam żart językowy, ale jednak zgrzyta mi to jako zaburzenie immersji (to jest frazeologizm o proweniencji biblijnej)

 

Starsi i kobiety zazwyczaj widzieli zagadnienie jako

Trochę to za bardzo z współczesnego języka mediów

 

Słonce – literówka

Od jakiegoś czasu miał bowiem słabość do dewocjonaliów.

Niby poprawnie, ale jakoś mi nie pasuje do epoki i nastroju, bo kojarzy się z tanim handlem

 

Niestety muszę chwilowo odmówić. Będziesz mi potrzebna i jeszcze jakiś czas tu spędzisz. Nie martw się, wkrótce wrócisz do domu.

 

Mówiąc to zdjął medalion z hieroglificznym symbolem Seta.

Niepotrzebne światło między akapitami, nie zmieniasz ani punktu widzenia, ani miejsca, ani czasu, więc jest to ciągła narracja

 

Chcąc, niechcąc → chcąc nie chcąc (bez przecinka!)

 

Wszystko jednak uległo odwołaniu

Niezgrabne

 

Wśród wielu talentów jakimi dysponuje nasz gość, jest też dar wiecznej młodości.

Albo talent, albo dar.

 

Nie pytacie nawet czy chcę tego małżeństwa

Hellenistyczny Egipt był miejscem niewątpliwie pod wieloma społecznymi względami “postępowym”, niemniej takie podejście jest jednak chyba trochę zbyt nowoczesne. Można to ująć subtelniej, bardziej pasująco do epoki, przecież wystarczy, żeby wyraziła niechęć, a nie od razu wysuwała feministyczne postulaty (nawet jeżeli “ma własne zdanie”, może je wyrazić w bardziej pasujący sposób) ;)

 

Knofer uśmiechną się lekko

Literówka

 

posiadali[-:] szklane pochodnie

Nie były to sprowadzone z Grecji jeszcze w czasach Aleksandra Wielkiego[-:] gimnastyka[-,] czy rzut dyskiem

I to “sprowadzone z Grecji” średnio pasuje, wystarczyłoby np. “wprowadzone/upowszechnione jeszcze w czasach…” (pewnie należałoby mówić o czasach Ptolemeusza, ale niech tam)

 

Ehnatona → Echnatona

 

kryjącą twarz za woalką

Znów: niby poprawnie, ale słowo bardzo wyraźnie kojarzy się z inną epoką, innym światem. Za woalem czy za zasłoną byłoby ok, zwłaszcza że zarzucany na głowę rąbek himationu był bardzo powszechnie noszony przez kobiety, w szczególności mężatki i kompletnie nie zwracałby uwagi nawet nasunięty bardziej na twarz

 

stosowaną zazwyczaj przez inwalidów

Lepiej przez kaleki, rejestr zgrzyta

 

torby i kosze, z których wystawały najdziwniejsze akcesoria, warzywa i owoce

Warzywa i owoce to akcesoria?

 

– Bo większość ludzi w tej sytuacji umówiłaby się na trzykrotne powtórzenie. My zaś dzięki czterokrotności nie będziemy na siebie zwracać podejrzeń.

A nie wręcz przeciwnie? ;) Coś, co jest nietypowe, zazwyczaj zwraca uwagę. To nawet może mieć sens – zakładam, że chodzi o to, żeby brzmiało jak naturalne wołanie ptaka – ale jest tak sformułowane, że trochę nie gra.

 

Nie ma to jak przepaska biodrowa.

Germanów już wyjaśniłeś, ale przepaska biodrowa to nie to samo co egipskie spódniczki (szendyt), o greckich strojach już nie mówiąc

 

Akh / anch – powinieneś stosować konsekwentnie transkrypcję, czyli albo ach i anch, albo akh i ankh (ta pierwsza jest bardziej zgodna z polską normą)

 

Jej furia niemal namacalnie wypełniała pomieszczenie.

Uch, jakieś to prawie purpurowe

 

Zdjęła swoją sukienkę

Z kontekstu jasno wynika, że swoją, nie cudzą. Jeśli koniecznie chcesz podkreślić przemianę, to może “własną”, które jest mniej śmieciowym słowem?

 

Na samym końcu wędrówki była ta należąca do Seta.

To procesja idzie, a nie Kleopatra? Więc nie wędrówki

Historia to uzgodniony zestaw kłamstw.

Zwykle odrzucało mnie wszystko, co związane z cywilizacją faraonów i antycznym Egiptem. Nie wiem dlaczego, po prostu nie wydawało mi się to nigdy ciekawe (choć wiem, że pewnie może być ;) ). Ale Twoje opowiadanie mnie zaciekawiło, chętnie dotarłem do końca, a wizja świata, którą dostałem w opowiadaniu, była naprawdę ciekawa i spójna.

Z minusów: trochę zabrakło mi ognia w tym egipskim świecie. Przydałoby się więcej emocji i napięcia. I to w sumie mój główny zarzut. Być może Meritites mogła by być nieco bardziej zadziorna, może wątek ślubu powinien wywołać większą burzę? Nie zrozum mnie źle, nie piszę, że coś kulało, bo nie.

Skromnie pominę kwestię interpunkcji, bo sam nie jestem jej mistrzem, ale zwróciło to moją uwagę.

Zgadzam się również z None, że fabularnie wątek zabójstwa Setnacha jest zbędny, bo przecież równie dobrze mogli podmienić Kleopatrę bez podejmowania ryzyka odkrycia w trakcie zabójstwa, a Setnachem zająć się później, mając pełnię władzy. Ale też prawa, że sama akcja dała pretekst do pokazania gadżetów i trochę podniosła temperaturę całości, więc to zaliczyłbym na plus. Pewnie można by było poczukać innego pretekstu, żeby dołożyć tu jakąś akcję.

Ogólnie, jako czytelnik, byłem zadowolony, choć z pewnym emocjonalnym niedosytem.

Jesteśmy wybrańcami. Sami się wybraliśmy!

None, tego typu elementy miały po prostu nieco bawić. W założeniu Nefer to pisarz, fach ceniony przez Egipcjan, a jednocześnie, człowiek który pozbierał dzieciaki z ulicy, tylko po to by stworzyć z nich szajkę złodziejską. 

Założenie zrozumiałem, niemniej kwestie (w szczególności wypowiadane przez Kleopatrę) wciąż nie brzmią naturalnie.

Zabójstwo Setnacha to po pierwsze okazja do prezentacji wiatrówek. Bo uznałem że retrofuturystyka wymaga jeszcze odrobinki gadżetów :D

Niby tak, ale gdyby w całości wyciąć ten wątek, nic to nie zmienia – po prostu od razu przechodzimy do podmianki królowej. Osobiście wolałbym chyba, żebyś skupił się na tym ostatnim motywie, utrudnił trochę bohaterom to przejęcie władzy i przy tej okazji prezentował gadżety. Albo chociaż lepiej uzasadnił, dlaczego najpierw trzeba było się zająć starszym panem.

Sokół ma w korpusie worek z wodorem. Wynika to między innymi ze słów Kleopatry o śmierci Cezariona i eksplozji sokoła.  Do uzyskania wodoru nie potrzeba przecież prądu elektrycznego. Jeszcze w dwudziestoleciu międzywojennym polskie balony obserwacyjne napełniano wodorem będącym wynikiem reakcji żelazokrzemu, sody żrącej i wody :)

Międzywojnie a starożytny Egipt to i tak niezły skok. Ogólnie nie rzecz w detalach. Po prostu czuć w tym tekście trochę niespójności pod względem zaawansowania techniki – z jednej strony mamy machiny parowe, broń pneumatyczną i fotografię, z drugiej te nieszczęsne baterie stalowo-miedziowe (sic!) o śmiesznej wydajności i opalanie kotłów oliwą. Nie jest to poważny zarzut – niemniej czasem coś zgrzytnęło. 

Fajne :)!

Wiedziałem, że Heron znów się pojawi :P.

I tu mam jedyny zarzut do tego tekstu – i obcy, i Heron? Które wynalazki są czyimi? Czy oba te źródła wiedzy były potrzebne, nie wystarczyło się skupić na jednym?

Z uwag szczegółowych:

– “Dziesięć procent” – procenty to dość późny koncept; Egipcjanin powiedziałby pewnie “dziesiątą część”;

– “Słonce” – literówka;

– “przytroczonych go paska” – literówka;

– “Rzuciła się biegiem w stronę, gdzie na murze pozostała jej lina” – to brzmi kwadratowo; może “rzuciła się w stronę liny, wiszącej…”;

– “woniejący starą soją” – nie doguglałem się, ale czy starożytni Egipcjanie znali soję?;

– “zajrzał do toby Meritites” – literówka;

– “Dopiero po kwadransie” – a skąd Egipcjanie mieliby wiedzieć, co to kwadrans? i jak go mierzyć? o zegarach nie wspominasz;

– “Nie pytacie nawet czy chcę tego małżeństwa” – z tego, co wiem, w większości starożytnych społeczności kobiety musiały się podporządkować woli ojca w kwestii zamążpójścia;

– “wymogu robienie części czynności” – literówka;

– “Ehnatona” – literówka;

– “Byłbym wdzięczy” – literówka;

– “książąt Nubijskich” – nubijskich;

– “To już wole łódź i żagle” – literówka.

 

Przyjemna lektura. Jak poprawisz babolki, z przyjemnością kliknę Bibliotekę :).

Zapraszam w czwartki o 19 do proradio.pl. Spora dawka rockowej muzyki + stękania starego dziada ;).

drakaino wiele z twoich sugestii zastosowałem. Co do przepaski biodrowej, to pamiętałem, że Egipcjanie nazywali ją po swojemu, ale nie umiałem znaleźć właściwego słowa.

 

Co do “iż” traktuje je jako swoisty znak szczególny.

 

Egipskie ciemności jednak zostawię, w końcu opowiadanie z założenia miało być takie ciut z przymrużeniem oka.

 

Meritites chce zdobyć wiedzę i jest w tym konsekwentna. W każdym razie takie były założenie stąd np położenie nacisku na to co, że chciała ukraść zwoje i kodeksy, a reszta np biżuteria była zgarniana przy okazji. Jej związek z Knoferem nie opiera się na miłości, ale na wspólnocie interesów. Stąd wzmianki o tym, że nie bardzo ufa swemu mężowi. Kiedy zdaje sobie sprawę, iż on jest “twórcą królów” woli sugerować uczucie, bo ma świadomość, że będzie on jej potrzebny. 

 

Nota bene w Egipcie małżeństwa były kontraktami, a że na dodatek dziedziczenie szło w linii żeńskiej więc Egipcjanki miały co nieco do powiedzenia, w przeciwieństwie do Greczynek (z wyjątkiem Sparty). 

 

Co do woalki może i słowo nie brzmi najlepiej ale w tamtych czasach arystokratki świata hellenistycznego często zakrywały nimi twarze. Zwyczaj był tak silny, że Mahomet setki lat później rozciągnął go na wszystkie kobiety. Inna sprawa, że te woalki się jakoś inaczej nazywały i znów nie pamiętam właściwego słowa :(

 

 

None co do dwudziestolecie to po prostu stawiałem jako znany mi przykład pozyskiwania wodoru bez użycia prądu. Pierwszy balon na wodór wzleciał już w roku 1783 i na bank gazu nie pozyskano przy pomocy prądu. :D  

 

Co do źródeł prądu skorzystałem z czegoś takiego

https://mlodytechnik.pl/eksperymenty-i-zadania-szkolne/chemia/3929-bateria-z-bagdadu

 

Opalanie kotłów oliwą, no cóż z tego co pamiętam Egipt nie dysponuje złożami węgla, a oliwne lampki stosowali od zawsze, więc kapujesz rozumiesz wiesz. W jednym z dialogów Meritites wyjaśniam też przyczyny, dla których pojazdy na parę są dostępne jedynie dla wybranych. Po prostu dostępne paliwo jest drogie.  

Staruch, a więc sprawa w moim opowiadaniu ma się tak. Set nauczał, ale raczej metodyki badawczej niż dał swoim uczniom do wkucia na blachę gotowe projekty. Knofer ciągle coś modyfikuje, szuka lepszych rozwiązań itd stąd np wzmianka o tym, że w Arabii znalazł olej ziemny, który jako paliwo mógłby zastąpić oliwę. Ponadto dba o to by, działać z trzeciego szeregu, nie rzucając się w oczy, więc przyjmijmy, że podsunął pewne rozwiązania Heronowi.

 

Soja, to wtopa moja.  Jako, że opowiadanie miało być z lekkim przymrużeniem oka, szukałem inspiracji w różnych źródłach i ubzdurało mi się że w “Asterix i Obelix – misja Kleopatra”, Obelix narzeka że w Egipcie nie ma do zjedzenia dzików tylko soję. Sprawdziłem mówił o soczewicy, toteż naniosłem korektę. 

 

Tak jak już wcześniej tu tłumaczyłem Egipcjanki miały trochę więcej do powiedzenia. Sięgające czasów predynastycznych  zwyczaje związane z dziedziczeniem dawały im pole do manewru.

 

Wskazane literówki poprawiłem ;) 

 

 

Czasami miałam wrażenie, że przefajnowałeś z wynalazkami – trochę dużo im tego dałeś – i elektryczność, i maszyny parowe, i balon, i fotografię… I jeszcze kuracja odmładzająca na deser.

Ale ogólnie na plus.

Zgadzam się z zarzutami, że momentami dialogi brzmią nienaturalnie.

O interpunkcji to już wszyscy wiedzą. Trochę literówek Ci zostało.

Babska logika rządzi!

Meritites chce zdobyć wiedzę i jest w tym konsekwentna. W każdym razie takie były założenie stąd np położenie nacisku na to co, że chciała ukraść zwoje i kodeksy, a reszta np biżuteria była zgarniana przy okazji.

O widzisz, tego nie wyczytałam. To jest chyba ta jej cecha, która mi się na początku nie rzuciła w oczy, może należałoby ją podkręcić. Po prawdzie nie bardzo chwytałam jej motywację podczas tej kradzieży na początku. I też nie do końca rozumiem układy w jej domu. To, że oni wszyscy są złodziejaszkami i z tego się utrzymują, utrudnia (jak dla mnie) przyjęcie, że ona coś robi po prostu dla siebie. “Okazja” wydaje się tak samo komercyjną okazją, jak każda inna, zwoje były przecież cenne…

Historia to uzgodniony zestaw kłamstw.

MPJ 78, mam wrażenie, że umyka ci sens mojego przekazu – albo ja się nie umiem klarownie wyrazić. To nie chodzi o to, dlaczego palono oliwą (która jak przypuszczam jest naprawdę złym paliwem) czy stosowano baterie żelazowo-miedziowe (które dają napięcie poniżej jednego wolta). Chodzi o to, że pewne wynalazki wymagają innych wynalazków. A u ciebie momentami mam wrażenie, że te wynalazki spadły z nieba – mają je, ale nie posiadają innych, które powinny powstać niejako przy okazji lub wręcz być konieczne dla takiego gwałtownego rozwoju.

Przykładowo, wytop stali wymaga odpowiednich pieców, te zaś wymagają odpowiedniego paliwa – np. koksu. Inaczej nie osiągnie się odpowiednich temperatur i odpowiednio niskiego nawęglenia. Stąd dziwi ta oliwa. Jeżeli chodzi o baterie z Bagdadu – każda z nich ma moc mniejszą od paluszka AA. Wyobrażasz sobie pałace oświetlane lampami na baterie AA? Żeby to wszystko działało, potrzebne są jakieś prądnice, może o napędzane wodą lub wiatrem, może niewolnikami. Rozumiesz mam nadzieję ,co chcę powiedzieć – nie chodzi o samą obecność tych rozwiązań a o to, że kłócą się z ogólnym zaawansowaniem przedstawionej cywilizacji.

Finklo z tym dawaniem wynalazków to niekoniecznie je im dałem 

 Bateria z Bagdadu już wówczas istniała. 

Odpowiednik żarówki prawdopodobnie też. 

http://www.eioba.pl/a/1inv/zarowka-w-starozytnosci

 

Szybowce na poziomie modeli posiadali:

https://innemedium.pl/wiadomosc/inzynierowie-twierdza-ze-starozytni-egipcjanie-mogli-miec-samoloty

 

Daniken w jednej ze swoich książek sugerował że kapłani potrafili robić zdjęcia tyle że na metalowych tabliczkach. Ja przerobiłem je na szklane.

 

Turbina Herona istniała

https://pl.wikipedia.org/wiki/Bania_Herona

Ja ją jedynie podkręciłem do poziomu sprawnego silnika, nota bene to samo zrobił twórca maszyny parowej w epoce przemysłowej.

 

Wiedzę z zakresu  pneumatyki i hydrauliki wystarczającą do budowy wiatrówki de facto też posiadali. Bo to nie jest bardziej skomplikowane od ołtarza otwierającego drzwi świątyni pod wpływem spalenia ofiary. ;)  

 

 

 

 

 

Pozostaję sceptyczna wobec reliefu z Dendery, a wobec Danikena jeszcze bardziej.

Babska logika rządzi!

None tu dochodzimy do pewnego paradoksu bo ograniczenia wynalazczości wynikają przede wszystkim z:

Twierdzenia, że taki jest utarty idealny porządek świata i nie ma sensu niczego zmieniać. System kastowy w Indiach idealnie blokował wynalazczość bo członek kasty kowali wiedział, iż przeznaczone jest mu być kowalem i nie ma sensu robić np roweru. I co z tego że dysponował stalą o jakości wystarczającej do stworzenia takiej konstrukcji, znane mu było koło itd. Z tego co pamiętam pod koniec II w. n.e. w Rzymie uważano, iż w zasadzie wynaleziono już wszystko i nic nowego nie powstanie. 

Opłacalność zastosowania wynalazku. Wieczna pochodnia ze starożytnych opowieści była wykonalna. Współcześnie wykonano działające modele oparte o żarówkę z Dendery i kilka baterii z Bagdadu. Tak te dzbany z których każdy ma mniejszy woltaż od paluszka AA dają dość prądu by zasilić żarówkę. Dlaczego więc to nie „zaskoczyło”? Coś takiego mogło robić wrażenie w świątyni, natomiast było zbyt drogie by oświetlać domy nawet średnich kupców. Turbinę Herona można było rozwinąć w silnik parowy i de facto dokonano tego na początku XVIII wieku. W starożytnym Egipcie nie miało to sensu ekonomicznego. Co z tego że ropę, którą w opowiadaniu nazwałem olejem ziemnym (nomenklatura z XIX wieku :D) znano w starożytności, i wykorzystywano nawet 3000 lat p.n.e. zarówno militarnie jak i gospodarczo. Gdy ktoś chciał w Egipcie przenieść znaczny ciężar na większe odległości wynajmował ludzi bo po prostu tak było taniej.

Zakładanie, iż coś jest niemożliwe. Bo do wykonania czegoś potrzebna by była wyjątkowo skomplikowana technika/magia/kosmici. Sorki akurat kosmitę im dorzuciłem :D

 

A bardziej serio. Zakładasz, że za mocno „odjechałem” z wynalazkami i gubią mi się niejako etapy pośrednie. Będę bronił opowiadania stojąc na stanowisku, że nie dość wiernie trzymałem się dostępnej starożytnym technologii. Stal z roku 1711 kiedy zbudowano pierwszą pompę napędzaną turbiną parową nie była specjalnie lepsza od tej ze starożytności. Pierwszy piec na koks powstanie dopiero w 1735 roku. ;)

Tak jest tez z pozostałymi wynalazkami z opowiadania. W mojej ocenie starożytni albo byli o krok od ich odkrycia, albo mieli materiały temu służące. 

MPJ, do niedawna Twoja argumentacja była oparta na sensownych przesłankach, ale Daniken jako autorytet naukowy? Sorry, ale to są brednie i nikt rozsądny ich nie traktuje poważnie, więc powoływanie się na nie jest trochę śmieszne. A “żarówka z Dendery” ma tyle wspólnego z żarówką, ile starożytna kserokopiarka z jednego reliefu greckiego i statek kosmiczny Majów ze statkiem kosmicznym.

 Natomiast istotnie, hipoteza, że uczeni egipscy zaobserwowali pewne zjawiska związane z elektrycznością i potrafili je wykorzystać dla robienia wrażenia na gawiedzi, podobnie jak obserwacje astronomiczne. Ale to były obserwacje, a nie zrozumienie zjawiska.

Historia to uzgodniony zestaw kłamstw.

Finklo sceptycyzm jest chlubą badacza, ale skoro w oparciu o ten relief zrobiono działającą “żarówkę” … to nie skorzystanie z takiej opcji w opowiadaniu fantastycznym o starożytności było by grzechem :D

 

 

MPJ, można zrobić żarówkę w kształcie kartusza z imieniem Ramzesa albo snopka zboża, ale czy to czegoś dowodzi?

Babska logika rządzi!

Stal z roku 1711 kiedy zbudowano pierwszą pompę napędzaną turbiną parową nie była specjalnie lepsza od tej ze starożytności.

Jakieś źródła na poparcie tej tezy? Bo o ile wiem jakość stali właśnie wtedy poprawiła się znacząco dzięki nowym metodom wytopu i (później) młotom i walcowniom parowym. 

Turbinę Herona można było rozwinąć w silnik parowy i de facto dokonano tego na początku XVIII wieku.

Ale były ważne powody, dla którego nie zrobiono tego wcześniej. Nie tylko kulturowe czy ekonomiczne. Nie znano odpowiedniego paliwa, były problemy z trwałością materiałów, nie potrafiono dostatecznie precyzyjnie obrabiać metalu, by uzyskać szczelne złącza i cylindry. 

Co z tego że ropę, którą w opowiadaniu nazwałem olejem ziemnym (nomenklatura z XIX wieku :D) znano w starożytności, i wykorzystywano nawet 3000 lat p.n.e. zarówno militarnie jak i gospodarczo.

Ropę znano, ale nie potrafiono jej destylować, a surowa ropa nie nadaje się na paliwo.

Zakładanie, iż coś jest niemożliwe. Bo do wykonania czegoś potrzebna by była wyjątkowo skomplikowana technika/magia/kosmici. Sorki akurat kosmitę im dorzuciłem :D

Nie potrzeba ani magii, ani tym bardziej kosmitów. Co więcej – ja nie mówię, że cywilizacja Egiptu nie mogła osiągnąć takiego zaawansowania w jakichś hipotetycznych idealnych warunkach. Ja mówię, że jeżeli by tego dokonali, to nie trzymaliby się kurczowo przestarzałych, reliktowych rozwiązań – kultura, która buduje parowce, nie potrzebuje baterii z Bagdadu, bo ma silnik parowy który może napędzać turbinę. 

Drakaino masz rację Daniken nie jest autorytetem naukowym i może faktycznie z tą fotografią przesadziłem, ale w opowiadaniu mam kosmitę więc …

Z drugiej strony w domu mam aparat fotograficzny

Chodzi to to na szklane płytki i jestem pewien że byłby jego replikę zrobić rzemieślnik z czasów Kleopatry. Reszta to szklane płytki które Egipcjanie potrafili wykonywać i chemia której musieliby się nauczyć. 

 

Jeszcze prościej byłoby zrobić replikę kompasu. Albo origami z papirusu. Ale to nie znaczy, że starożytni Egipcjanie używali jednego lub drugiego.

Babska logika rządzi!

Finklo ale ją zbudowano w oparciu o materiały i technologie dostępne w starożytnym Egipcie. Na dodatek nie działa jak ta Edisona ale i tak świeci. Można sobie coś takiego zrobić w domu :D

 

https://www.youtube.com/watch?v=tcncjlKWe4Y&t=293s

 

 

None 

Stal się poprawiła dzięki piecom na koks wyższa temperatura i mniej zanieczyszczeń czyli po roku 1735. maszyny parowe były już ćwierć wieku wcześniej.

https://pl.wikipedia.org/wiki/Wielki_piec

 

Co do szczelności pierwszych maszyn parowych to jeszcze w drugiej połowie XVIII wieku Matthew Boulton uważał że cylindry maszyny parowej są dostatecznie dokładne jeśli tolerancja nie przekraczała grubość starego szylinga.  tak więc bez przesady w starożytności tyle też dało się uzyskać. 

 

I jeszcze jeśli idzie o wiatrówki to mam kogoś kto nad tego typu bronią pracował

https://pl.wikipedia.org/wiki/Ktesibios

 

“Ropę znano, ale nie potrafiono jej destylować, a surowa ropa nie nadaje się na paliwo.”

To zależy jeśli chcesz ją użyć do napędu silnika diesla to i owszem ale jako paliwo do silnika parowego wystarczy. Z tego co pamiętam parowozy na surową ropę ciągnęły składy cystern do rafinerii ze złóż pod Lwowem przed I Wojna Światową. 

 

 

 

 

Możliwe. Ale wciąż skupiasz się na szczegółach, pomijając główny zarzut. Tu nie chodzi o to, co się da, a czego nie. To twój świat, wrzuć do niego i elektrownię atomową, jeśli masz chęć. Ale niech poziom technologii będzie równy. A nie, że trochę jest para-współczesne, trochę z siedemnastego wieku, a trochę z trzeciego przed naszą erą. Bo stąd się biorą zgrzyty.

Melduję, że przeczytałam.

Pisanie to latanie we śnie - N.G.

Ciekawy tekst i nie mniej ciekawa dyskusja pod nim. Też lubię poczytać o starożytnej technice, choć moimi idolami w tej kwestii są raczej Grecy i Rzymianie. Nie powiem, lubię sobie pogdybać, jak bardzo technika skoczyłaby do przodu, gdyby Rzym jednak nie upadł w V wieku.

None długo się zastanawiałem jak odpowiedzieć. Różnica polega chyba na tym, że ty uważasz, iż do powstania np szybowca, potrzeba iluś tam wynalazków pośrednich, typu: żywice, włókno szklane itd.  ja często opierając się na doświadczeniach z początków lotnictwa uważam, iż jeśli ktoś miałby odrobinę zacięcia mógłby go sklecić powiedzmy 500 lat przed Chrystusem 

https://pl.wikipedia.org/wiki/Lu_Ban 

 

To samo z balonem. Ty powiesz, iż potrzeba skroplonego gazu, palnika, nylonu itd. Ja zaś zastanawiam się jakim cudem one pojawiły się dopiero w początkach XVIII wieku. Dlaczego nikt wcześniej nie spróbował złapać do lekkiego i gęstego worka dymu nad ogniskiem i nie zauważył iż worek wzleciał do góry. 

 

Jak trochę poszperać to w legendach ze starożytności jest masa bardzo ciekawych rzeczy. Wieczne szklane pochodnie świecące bez ognia, dla mnie to co najmniej idea jakiegoś rodzaju żarówki, a może nawet działający egzemplarz. Ludzie którzy na pegazach wznieśli się w powietrze, dla mnie to sugestia że co najmniej próbowano szczęścia z różnymi rodzajami szybowców.  Są lewitujące posągi, czyżby kombinacje z magnesami? Okręty z kołami łopatkowymi napędzane kieratami, to nie legenda ale opisana przez rzymskich historyków próba. itd itp 

Pojawiają się nawet opowieśći o bardzo skomplikowanych zegarach naszpikowanych automatycznymi figurka a do naszych czasów przetrwały resztki ustrojstawa typu

 https://pl.wikipedia.org/wiki/Mechanizm_z_Antykithiry

 

Tak więc mając to wszystko na uwadze, uważam,  iż wykreowany przeze mnie świat nie jest przesadnie naszpikowany wynalazkami, ale ma sensowne podstawy i jest spójny.

 

 Co do chemii niezbędnej do fotografii czy pozyskania wodoru, to Egipcjanie mieli w tym zakresie sporą wiedzę. Wystarczy wspomnieć o tym jaki numer balsamiści wycięli Tutenchamonowi.  

Widzę, że wciąż nie dogadaliśmy się, co mi w tekście nie leży… Nie wiem, może jestem mało komunikatywny. W każdym razie nie chodzi mi (a przynajmniej nie tylko) o to, czy w starożytności można było coś zbudować, czy nie – to jest fikcja, tu wszystko można. Chodzi o to, że wynalazki wpływają na siebie nawzajem. Chodzi o to, że skoro są tacy zaawansowani, to czemu wciąż używają przestarzałych baterii z Bagdadu, zamiast budować elektrownie, które są na ten moment w ich zasięgu. I tak dalej. Ale jak już pisałem – to nie jest problem, który burzy twój świat, a jedynie lekko nim trzęsie.

Veni, vidi, legi.

Won't somebody tell me, answer if you can; I want someone to tell me, what is the soul of a man?

Wielki plus za Egipt, ale minus za trochę naciągane kwestie religijne. Piszesz o okresie hellenistycznym w Egipcie, a używasz bardzo dużo przekonań religijnych z wcześniejszych okresów oraz najprawdopodobniej związanych mocniej z Górnym Egiptem (jeśli zostajemy przy okresie hellenistycznym) niż Dolnym. A że piszesz o porcie etc., domyślam się, że jesteśmy w Aleksandrii, więc tym bardziej powinien być bardzo znaczący kult Serapisa – synkretycznego bóstwa, które “ułatwiło” legitymizację władzy w Egipcie Ptolemeuszom (w końcu nie pochodzili z rejonu, a i tak tym państwem o wiele częściej rządziły inne grupy etniczne niż sami Egipcjanie… chociaż nie wiem tak naprawdę kim są etniczni Egipcjanie… i tak wpadamy w czarną dziurę zagadkowości jednego z najstarszych państw świata… dobra, wyłażę i przepraszam za nadmiar kropek) – bo Egipcjanie kochają swoich bogów. Więc tego elementu bardzo mi brakowało, bo to dałoby fajny konflikt właśnie z Twoimi odniesieniami do starszych wierzeń.

Podsumowując “miękkie” elementy – nie czułam klimatu duchowego tamtego okresu, bo jednak w żaden sposób nie kasowałeś przeszłości regionu, dodałeś tylko fajne wynalazki. A tych się nie czepiam, bo wzięłam ich funkcjonowanie za ciekawy sztafaż. Jedynie mi brakuje szerszego kontekstu społecznego i religijnego.

“A że piszesz o porcie etc., domyślam się, że jesteśmy w Aleksandrii,…”

Deirdriu muszę sprostować, Kleopatria z mojego opowiadania w założeniu leżała mniej więcej na miejscu obecnego Port Said.  W jednej z pierwszych scen opowiadania użyłem sformułowania “Słonce skryło się za horyzontem i ciemności błyskawicznie spowiły ziemię. Od strony wielkiego kanału łączącego Morze Śródziemne z Morzem Czerwonym nadpływał jasny punkt.”

Z tego co pamiętam jeden z faraonów przekopał pierwowzór kanału sueskiego, a któryś z przodków Kleopatry nawet go odnowił. Oryginalna Kleopatra zaś ponoć bardzo interesowała się kulturą Egiptu i jego przeszłością, jako pierwsza w rodzinie nauczyła się nawet miejscowego języka. Może to za duży skrót myślowy, ale założyłem, iż skoro wieczną młodość i garść wynalazków pozwalających jej obronić się przed Rzymem dał jej kapłan jednego ze starych bogów Egiptu – Seta toteż w jej mieście czczeni będę przede wszystkim miejscowi bogowie.  

Przeczytałem. 

Przeczytałem.

Przeczytałam i w sumie jestem zadowolona z lektury, jednocześnie zgadzam się jednak z uwagami np. None’a – że całe zamieszanie z Setnachem można by wyciąć, bo nic nie wnosi albo że postacie poboczne są napisane bez pomysłu, a dialogi pomiędzy nimi sztuczne (najgorzej wypada tu rozmowa strażników pod palmą, choć Kleo wyskakująca z mleka też nie jest zbyt przekonująca). Nie zagłębiam się w wynalazki, prawdopodobieństwo historyczne i inne takie, bo ani nie znam epoki wystarczająco, ani nie to mnie interesuje w sumie w literaturze – jeśli autor sprzeda mi coś dość przekonująco, to to kupię i tyle.

Podsumowując, ogólnie podoba mi się pomysł na realia, klimat i relacja Meritites-Knofer. Otoczka warta by była przemyślenia i dopracowania, jednak klik do Biblioteki się należy. Czytało mi się całkiem przyjemnie – że czytałam na telefonie w poczekalni, nie miałam szansy zrobić łapanki. Tak naprawdę tym, co mi jednak doskwierało, była przede wszystkim interpunkcja, nad którą zdecydowanie musisz popracować, poza tym wyłapałam tylko jakieś tam lekkie potknięcia, nic wielkiego.

"Nigdy nie rezygnuj z celu tylko dlatego, że osiągnięcie go wymaga czasu. Czas i tak upłynie." - H. Jackson Brown Jr

Dziekuję za uwagi i opinię 

:)

Fakt, że starożytni Egipcjanie mieli różne wynalazki, tylko ich nie wykorzystywali, jest dość znany. I dobrze, że ktoś się porwał na tę tematykę, szkoda tylko, że zabrakło zgrabnie poprowadzonej fabuły. Nie wiedziałem, do czego tekst zmierza. Gdzieniegdzie pojawiały się dziwne przeskoki czasowe.

Wykonanie też nie najlepsze.

Warto było jednak czekać na zakończenie, bo to jeden z najmocniejszych punktów. Ciekawe, ciekawe. Na plus też to, że tekst dobrze wpisał się w założenia konkursu.

A jeśli jeszcze miałbym na coś pomarudzić, to zabrakło mi trochę głębi. Wydaje mi się, że był tu na nią potencjał. 

Starożytny Egipt to dosyć ciekawy pomysł. Dodatkowo uzupełniłeś interesującymi elementami. Są też pomysły Danikena (ach ten reptiliański Set), ale w mniejszym stężeniu. Podoba mi się ogólny klimat właśnie takiego quasi sf ukrytego pod płaszczykiem historycznego fantasy.

Fabuła nawet ciekawa – podoba mi się końcowa myśl z "kradzieżą Egiptu". Choć trochę nie zrozumiałem planu Knofera – rozumiem, że chce zamienić jedną władczynią na inną. Zapewne w imię "dobra i sprawiedliwości" - czy może jednak czają się za tym jakieś bardziej przyziemne pragnienia?

I tu docieram do największej bolączki – bohaterów. Są dla mnie nijacy. Knofer pcha całą fabułę do przodu, jest wszechwiedzący i nieomylny. A Meritites, choć ma umiejętności, jest tu mocno bezwolna. Idzie, gdzie on każe i właściwie nie podejmuje żadnych decyzji. Trochę więc widzę ich jako narzędzia fabularne. Byliby dobrzy na tło, ale w rolach pierwszoplanowych brakuje im cech, dzięki którym uznałbym ich za żywe jednostki.

Wykonanie chrobocze od czasu do czasu, ale nie przeszkadza.

Podsumowując: są tu ciekawe pomysły, ogólna fabuła nawet niezła, bohaterowie niestety tylko przyzwoici. Ale i tak wyszedł niezły koncert fajerwerków.

Won't somebody tell me, answer if you can; I want someone to tell me, what is the soul of a man?

Musze odrobinkę zaprotestować. Knofer nie jest wszechwiedzący, to raczej człowiek, który stara się wykorzystać zaistniałą sytuację. Może nie udało mi się tego dostatecznie ukazać, ale zanim przypadkiem nie znalazł sobowtóra Kleopatry nie planował podmiany. Meritites to złodziejka, szukająca okazji do czegoś co byśmy nazwali awansem społecznym. Fascynują ją przedmioty, które posiada arystokracja i kapłani, a plebs uważa za magiczne. Niemal do końca nie zna celu działań Knofera, ale stara się ze związku z nim wycisnąć maksimum dla siebie na zasadzie, wiedza za współpracę.

Plan Knofera, to po pierwsze pozbycie się wrogów. Setnach i Kleopatra co prawda z różnych powodów, ale jednak chcą go zabić. Podmiana królowej pozwoli mu też mieć dyskretny wpływ na władzę. Czy w imię dobra i sprawiedliwość? To osądzi historia ;)

 

 

 

Całe opowiadanie wydało mi się takie „young adultowe” ze wszystkimi grzechami konwencji – prostotą, naiwnością, brakiem głębszej psychologii, sztampowością postaci i szkolnymi dialogami. Zwróć uwagę na te ostatnie – masz długie wymiany zdań, pozbawione didaskaliów – nie wykorzystujesz możliwości budowy sceny, tylko piszesz słuchowisko (choć i w tym wypadku brakuje informacji o sposobie mówienia). Pomysł na rozwój technologii (z wykorzystaniem tak pasującej do Egiptu interwencji pozaziemskiej), jak i sposób jej wplecenia w tło opowieści – w porządku. Na plus – końcowy akapit, z kradzieżą całego kraju ;)

 

Dziękuję za udział w konkursie.

Całkiem fajne opowiadanie. Fabuła może nie porywająca, ale czytało mi się całkiem spokojnie. Lepiej by poszło, gdyby wykonanie było lepsze, ale i tak muszę przyznać, że robisz postępy i nawet z interpunkcją, wciąż jeszcze kulejącą, jednak jest coraz lepiej.

Pomysł miałeś całkiem ciekawy, intryga niezła, chociaż odniosłam wrażenie, że odrobinę przeładowałeś całość wynalazkami. Z postaciami wyszło różnie, ale czołowe wykreowane dobrze.

Przyznaję, że na pewnym etapie Twój tekst był w mojej pierwszej dziesiątce, z której został później wyparty – ale było blisko. Popracuj więcej nad technikaliami i będzie tylko coraz lepiej. 

Pisanie to latanie we śnie - N.G.

Dziękuję za opinie :) 

 

Sympatyczne, ale popracuj nad interpunkcją.

Znam tylko pięć liter ;)

Przecinki to moje przekleństwo 

:(

 

Na początek powstawiaj przy wołaczach ;)

Znam tylko pięć liter ;)

Nowa Fantastyka